Bóg zstąpi z internetu

Piotr Gadzinowski - Trump jako Jezus w internetowej religii polityki

O tym, jak ciężko było Jezusowi, każdy posiadacz dostęp do internetu już wie. Nie wszyscy jeszcze mają świadomość, że w internetowej rzeczywistości aż roi się od kandydatów na nowego Chrystusa.

W dawnej erze, tej przed internetowej, mówiło się, że każdy żołnierz nosi w plecaku marszałkowską buławę. Teraz żyjemy w rzeczywistości realnej totalnie wymieszanej z internetową.

Kiedy każdy nosi krzyż chrystusowy w smartfonie.

„Zostałeś zdradzony, aresztowany i fałszywie oskarżony. To scenariusz znajomy, który ukazał nam nasz Pan i Zbawca”, rzekła do prezydenta Donalda Trumpa pani Paula White-Cain podczas wielkanocnego spotkania w Białym Domu. Czyli w realu. Wtedy porównała Donalda Trumpa do Jezusa Chrystusa po raz pierwszy.

Pani Paula White-Cain jest pastorem kościoła StoryLife, wspólnoty Ducha Świętego. W każdą niedzielę głosi słowo boże, jest bardzo popularną w mediach elektronicznych. Lansuje w USA interpretacje Biblii w duchu „teologii sukcesu”, co nie podoba się chrześcijanom bardziej tradycyjnym.

Inni amerykańscy chrześcijanie zazdroszczą jej, że prezydent Trump powołał ją na przewodniczącą ustanowionego w tym roku Biura ds. Wiary w Białym Domu. Choć zazdrość nie jest ewangeliczną cnotą.

Podczas tego wielkanocnego spotkania obecny był też bepe Robert Barron, jeden z najbardziej znanych katolickich hierarchów, wspierający trumpowską administrację, nieukrywający swoich konserwatywnych poglądów. Zaaprobował on porównanie prezydenta USA do Chrystusa. Za to spotkała go krytyka ze strony katolików nietrumpowskich.

Kiedy jedna osoba mówi ci, że jesteś nietrzeźwy, możesz uznać to za błąd w postrzeganiu. Kiedy taką opinię wyraża grono osób, warto iść i przespać się.

Podobnie jest w przypadku kiedy jawisz się innym jako nowe wcielenie Chrystusa. Jeśli słyszysz pojedyncze „O Jezu !”, możesz przejść do porządku dziennego. Co innego jest kiedy jawisz się Chrystusem grupie osób. Znanym znawcom tematu. Wtedy nawet niewierzący może w swą chrystusowość uwierzyć.

Jezus Trump kontra Leon

Nie wiadomo co pokusiło pochodzącego z USA katolickiego papieża Leona XIV aby podczas corocznego spotkania z korpusem dyplomatycznym wygłosić przemówienie odwołujące się do nauczania św. Augustyna. Uważanego przez katolików za jednego z „ojców Kościoła”. Papież, odwołując się do „Państwa Bożego”, wykazał różnice pomiędzy Królestwem Bożym a państwem ziemskim. Zwracał uwagę na zagrożenia płynące z idealizacji tego drugiego, co prowadzi do nacjonalizmu i gloryfikowania agresywnych przywódców politycznych.

Skrytykował odejście od języka dyplomacji na rzecz języka siły i przemocy: „Wojna znów jest w modzie, a zapał wojenny staje się coraz powszechniejszy”. I co najgorsze, przypomniał, że powołana kiedyś ONZ, także z inicjatywy USA, miała dbać o przestrzeganie międzynarodowego prawa i praw człowieka.

Wszystko obserwowały amerykańskie satelity. O wybryku papieża od razu doniesiono administracji Trumpa. Dlatego ambasador Stolicy Apostolskiej w USA, kardynał Christophe Pierre, został wezwany na „spotkanie” w Pentagonie. Tam przypomniano mu, że „Stany Zjednoczone mają siłę militarną pozwalającą im robić to, co chcą na świecie. A Kościół katolicki niech lepiej wybierze ich stronę”.

W internecie zaroiło się też od informacji, że jeden z urzędników Pentagonu miał użył wtedy przykładu niewoli awiniońskiej jako subtelnej groźby skierowanej do papieża. Co zostały przez Watykan szybko zdementowane. Co rzeczywistość internetowa uznała za potwierdzenie tego wirtualnego faktu.

Klik, klik w stajence

Pomimo gróźb papież Amerykan nie lękał się i podczas „różańca w intencji pokoju” w Bazylice św. Piotra głosił, że kto naprawdę chce pokoju, „nie zabija i nie grozi śmiercią” ani nie „wciąga w mowę śmierci świętego Imienia Boga”. I dodał, że „śmierci służy ten, kto odwrócił się plecami do Boga żywego, aby z siebie samego i ze swej władzy uczynić bożka niemego, ślepego i głuchego, któremu składa się w ofierze wszelką wartość i domaga się, by cały świat ugiął przed nim kolano”.

Co prawda prezydent USA nie wysłał jeszcze bombowców i helikoptery faszerowane komandosami aby uciszyć wrażego papież, ale wspólnej „chemii” między cesarzem wolnego, demokratycznego świata a papieżem Leonem XIV nie ma. Zwłaszcza, że po papieskiej stronie stanęła nawet włoska premier Meloni, choć uważano ją za trumpistkę.

Za to odezwali się przeciwnicy papieża Amerykanina z państwa aspirującego do Królestwa Bożego.

„Jeżeli Polska stanie się królestwem Chrystusa, jeżeli będziemy żyli prawem Bożym, wtedy z Polski wyjdzie iskra, która przygotuje świat na przyjście Jezusa”. Tak głosił w internecie i w realu polski ksiądz Piotr Glas. Słowo swe, czyli boże, głosił w środowiskach polonijnych, był też egzorcystą katolickiej diecezji w Anglii. Jego rekolekcji internetowych wysłuchiwały setki tysięcy wiernych mu. Teraz ma pauzę w przetwarzanie Polski na „Królestwo Chrystusa”, bo odwołuje się od wyroku skazującego go za molestowanie seksualne nieletniego.

Chrystusowym głosem polskich domów mianował się ksiądz Dariusz Oko, który wezwał teraz do krucjaty przeciwko papieżowi Leonowi XIV. Bo skłonił polskich biskupów do napisania Listu publicznie czytanego. Oddającego Polskę, potencjalne Królestwo Chrystusa, w żydowską duchową arendę, wedle księdza oka.

Drżyj papieżu Leonie, ksiądz Oko patrzy.

Ja zaś tęsknię do czasów przed internetowych. Kiedy był jeden niekwestionowany papież. Jeden wrogi mu gensek KPZR. I jeden Chrystus.

A teraz, co podcast to nowy, inny Jezus. Multiplikowany.

Klik, klik i bóg się rodzi.

PS. Więcej w Fakty Po Mitach

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Kapitał wciąż chce widzieć młodych jako darmową siłę roboczą

Następny

Nieoczywiste pomysły na majówkę „last minute”. Poznaj 6 miejsc, które warto odkryć zamiast zatłoczonych klasyków