
Piotr Gadzinowski
Klęska ekipy Orbana nie oznacza automatycznego ustanowienia na Węgrzech systemu zachodniej demokracji parlamentarnej i liberalnej gospodarki.
Orban obiecywał Węgrom mieszkającym na świecie politykę „Wszystko dla Węgrów”. Aby Węgry znów były wielkie. Rosły w siłę, a Węgrzy w dostatek. Węgry znów miały na świecie brzmieć dumie.
Aby to osiągnąć wprowadzał autorytarne rządy, marketingowo zwane „demokracją nieliberalną”. Gospodarkę oddał we władanie swej ekipie tworząc nowe elity. Podobnie podporządkował media. Stworzył system korupcyjny osładzany obywatelom transferami socjalnymi i propagandą narodowej dumy. Wizji Węgrów powstałych z kolan.
Wybory przegrał nie dlatego, że paskudnym autokratą był. Wyborcy odrzucili go, bo okazał się nieskutecznym. Zamiast obiecanego dostatku Węgrzy odczuwali narastającą drożyznę i cywilizacyjną stagnację. Powszechny marazm.
Nawet sąsiednia, lekceważona Rumunia, popularny wśród prowincjonalnych Węgrów synonim biedy, rozwijała się ostatnio szybciej. Dotkliwie widocznie na Węgrzech.
Teraz program „Wszystko dla Węgier” przejmuje nacjonalista Peter Magyar. Polityk młodszy, obiecujący pragmatyczny umiar w polityce międzynarodowej i przede wszystkim gospodarczą skuteczność.
Od demokracji
Nasza II Rzeczpospolita powstała jako klasyczna demokracja parlamentarna. Wzorcowa i wtedy bardziej demokratyczna niż jej zachodnioeuropejskie siostry.
Polskie kobiety od razu zyskały pełnię praw politycznych. Polscy obywatele spory pakiet praw pracowniczych, edukacyjnych, które na zachodzie Europy były powodem wieloletnich politycznych batalii.
To był efekt pierwszych rządów polskich socjalistów, którzy wpierw wywalczyli niepodległe państwo polskie. A potem zmusili do obywatelskich i socjalnych ustępstw polskich konserwatystów. Strasząc ich alternatywą bolszewickiej rewolucji.
Gdyby nie powszechne rewolucyjne wrzenia, polskie kobiety pełni praw politycznych szybko mogły nie mieć.
Niestety system demokratyczny w II Rzeczpospolitej szybko zaczął gnić. Uchwalona w marcu 1921 roku Konstytucja wprowadziła monteskiuszowską koncepcję trójpodziału władz i pojęcie politycznego narodu składającego się ze wszystkich obywateli państwa polskiego, bez względu na ich przynależność etniczną. Jak w wzorcowych zachodnioeuropejskich demokracjach.
Ale pierwszy wybrany przez Zgromadzenie Narodowe prezydent RP został w grudniu 1922 roku zabity w efekcie nagonki, ówczesnego hejtu nacjonalistycznych mediów.
II Rzeczpospolita była słaba gospodarczo. Scalano ją z kawałków trzech, różnych, odrębnych przedwojennych gospodarek. Budowano kapitalizm bez posiadania polskiego kapitału. Państwo polskie uzależniło się od od zagranicznych pożyczek.
Nie sprzyjało to stabilności rządów II RP. Opartych na parlamentarnych większościach skleconych na potrzeby chwili z różniących się programami klubów.
Chroniczne kryzysy gospodarcze, plemienne wojny piłsudczyków z narodowcami, niezrozumiałe dla wyborców gry parlamentarne, doprowadziły do upadku autorytetu demokratycznego parlamentaryzmu. Powszechnej nienawiści do „partyjniactwa”, stereotypu posła nieroba sprzedającego się „za piwo i serdelasa”.
W maju 1926 roku jeden z ojców niepodległego państwa polskiego Józef Piłsudski, zainicjował wojskowy zamach stanu. Wprowadził autorytarne rządy. Potem nową konstytucję, legitymizującą odwrót od demokracji.
Wielu reprezentantów ówczesnych elit, nawet naukowych i artystycznych, poparło „rządy silnej ręki” mitologizowanego Marszałka. Proponującego porywający, znany z podobnych puczów, program „Bić kurwy i złodziejów”.
Taki zwrot od demokracji ku autorytarnym rządom, nie był szczególny w naszej Europie Środkowo- Wschodniej. Rekrutujący się z wojskowych środowisk zamordyści zdobywali też władze u naszych sąsiadów. Na Węgrzech, w Rumunii, Litwie, w Niemczech.
W naszej Europie jedynie Czechosłowacja zachowała demokratyczny system. Ale i tak została politycznie sprzedana totalitarnej Rzeszy Niemieckiej przez demokratyczne, mocarstwowe Wielką Brytanię i Francję.
Przy aktywnym udziale autorytarnych węgierskich, rumuńskich, polskich sąsiadów i niedawnych słowackich braci. Pragnących pożywić się czeskim trupem.
Włoski dizajn
II Rzeczpospolita zaczynała jako demokratyczna, skończyła jako autorytarna. Bo nie było społecznego poparcia dla drmokrtycznych rozwiązań.
Wzorcowa francuska demokracja była pogardzana przez polskie elity. Piłsudczycy nie cierpieli francuskich elit nawet na gruncie towarzyskim. Francuskie elity jeszcze bardziej były wobec polskich niechętne.
Prezydentowi Mościckiemu bliżej było do marszałka Goeringa, choć prezydent świetnie znał francuski. Ale lubił polować, jak i Wielki Łowczy Rzeszy. W imię wspólnych pasji dostał od marszałka Rzeszy wypasionego, terenowego Mercedesa. Za co zrewanżował mu się orderem Orła Białego.
Podarowany w 1938 roku terenowiec przydał się we wrześniu 39 podczas ucieczki do bratniej, autorytarnie rządzonej Rumunii.
W II RP to Mussolini i jego faszyzm były podziwiane przez narodowców z ONR-u i sanacyjnego OZN-u. Bo włoskie państwo budowało już autostrady, pancerniki, samoloty, samochody, traktory i sieci kin z włoskimi filmami.
Wszystko zrobione z włoską elegancją. Ech, gdyby nie nazistowska III Rzesza, to II Rzeczpospolita byłaby spolonizowaną wersją faszystowskiej Italii.
Socjalizm, demokracja, nacjonalizm
Polska Ludowa zaczynała jako echo II RP z jej demokratyczną Konstytucją marcową. Rychło miała być socjalistyczną i w treści i w formie. Totalitarną, prawie radziecką.
Po 1956 roku system polityczny i gospodarczy PRL łagodniał. Jego socjalistyczną formę coraz bardziej nasycana narodową treścią. Powstała wtedy potulna „demokracja socjalistyczna”, grożąca jednak niekontrolowanym „demokratycznym socjalizmem”.
Pomimo politycznej i wojskowej zależności od „demokracji radzieckiej”, system polityczny, wraz ze społeczeństwem Polski Ludowej, stopniowo demokratyzował się. Sprzyjały temu postępujący rozpad ZSRR i polskiej gospodarki.
W 1989 roku formalnie egzystującego socjalizmu nikt, nawet formalnie „socjalistyczne” resorty siłowe, bronić nie chciały.
Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku unormowała demokrację krzepnącej już III Rzeczpospolitej. Z klasycznym trójpodziałem władz. Systemem parlamentarno-gabinetowym. Gospodarką wolnorynkową. Społeczeństwem obywatelskim. Władzami samoograniczającymi swe władcze ambicje.
Dziś widzimy jak system polityczny III RP podąża drogą II RP. Od formalnej demokracji do coraz bardziej autorytarnych rządów.
Zwłaszcza od kiedy krytykując „imposybilizm prawny” i niemoc decyzyjną organów władzy, prezes Kaczyński i jego Zjednoczona Prawica doprowadzili do paraliżu polskiego systemu władzy sądowniczej. Postulując „aktywizm” elit politycznych stworzyli system rządów poza obowiązującym prawem.
Powstała po wyborach 2023 roku koalicja antyPiSowsa zderzyła się z polityką wet prezydenta Dudy, a potem Nawrockiego. Wtedy premier Tusk przyjął autorytarną formę swych rządów, nazwanych „demokracja walczącą”.
Zaczął sięgać po działania poza prawne, czasem nawet bezprawne, aby „jedynie” przywrócić należny obywatelom porządek prawny i utracone instytucje demokratyczne.
Czuły na społeczne nastroje i sondaże lider Koalicji Obywatelskiej doprowadził też do nowej treści pojęcia „obywatelskości”. Koniec z prawem do azylu, fundamentem praw człowieka. Ograniczenie nadawania obywatelstwa polskiego. Redukcja praw socjalnych dla nie etnicznych Polaków.
Zadeklarował, że w obecnym świecie najpierw realizujemy polskie interesy, potem Unii Europejskiej i sojuszników z NATO. A rosyjskiego wroga też zdefiniowaliśmy.
Mniej więcej taką samą politykę chce realizować prezydent Nawrocki. Tylko z innymi ludźmi. Wcześniej chce zmiany systemu władzy na prezydencki. Zwyczajowej teraz, potem zapisanej w Konstytucji.
Chce rządzić jak król Polski. Wie, że wielu Polaków woli wizję dziarskiego króla od skomplikowanych reguł demokracji.
Poza tym bez królewskiej pozycji Nawrocki pozostanie podwykonawcą Prezesa Polski.
Żyjące jeszcze w Polsce osobniki, relikty kurczowo przywiązane do zachodniej demokracji będą miały w przyszłym roku wybór między autorytarnym nacjonalistą Nawrockim, autorytarnym nacjonalistą Kaczyńskim i autorytarnym nacjonalista Tuskiem.
Będą wybierać jedynie formę i styl rządów autorytarnych.
O porzuceniu powolnej, liberalnej demokracji na rzecz dziarskiego „patriotycznego” nacjonalizmu większość obywateli Polaków już teraz zdecydowała.
PS. Więcej w Tygodnik NIE









