Trump mówi, że ma czas. Iran i ceny ropy pokazują coś innego

Cieśnina Ormuz, Donald Trump i napięcie między USA a Iranem
fot. White House

Donald Trump zapowiedział użycie siły wobec irańskich łodzi rozmieszczających miny w Cieśninie Ormuz. Prezydent USA utrzymuje jednocześnie, że nie spieszy się z porozumieniem z Teheranem i że to Iran znajduje się pod presją czasu.

„Nie poganiajcie mnie” – odpowiedział Trump pytany w Białym Domu o to, jak długo zamierza czekać na długoterminowy układ z Iranem. Wcześniej napisał w serwisie Truth Social, że ma „cały czas świata”, ale Iran go nie ma.

Deklaracje prezydenta USA padają po dwóch tygodniach zawieszenia broni między Waszyngtonem a Teheranem. Rozmowy nie przyniosły przełomu, a Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów zapalnych konfliktu. W 2024 r. przez ten szlak przechodziło średnio około 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli około 20 proc. światowej konsumpcji płynnych paliw ropopochodnych.

Przez cieśninę przechodzi także około jednej czwartej światowego morskiego handlu ropą. Ormuz ma również kluczowe znaczenie dla transportu LNG z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Każde dłuższe zakłócenie żeglugi w tym miejscu natychmiast staje się problemem dla gospodarki światowej.

Trump polecił marynarce wojennej USA „strzelać i zabijać” operatorów małych irańskich łodzi, jeśli będą rozmieszczać miny w cieśninie. Twierdzi też, że amerykańskie siły mają „pełną kontrolę” nad Ormuzem i prowadzą działania rozminowujące.

Sytuację zaostrzyło przejęcie dwóch kontenerowców przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Jednostki zostały skierowane do portu Bandar Abbas. Jedna z nich była kontenerowcem pływającym pod banderą Panamy i powiązanym z MSC, największym operatorem kontenerowym na świecie. Druga, „Epaminondas”, płynęła pod banderą Liberii do Indii i miała na pokładzie 21 członków załogi z Ukrainy i Filipin. Łącznie na obu jednostkach było około 40 marynarzy. Załogi są bezpieczne.

Sam incydent potwierdził jednak, że Iran wciąż może zakłócać żeglugę na jednym z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Teheran używa do takich działań małych, szybkich łodzi, które są trudne do wykrycia i wpisują się w irańską taktykę asymetryczną.

Ropa reaguje na kryzys

Napięcie w Ormuzie szybko przełożyło się na rynki. Cena ropy Brent wzrosła z 72 do 102 dolarów za baryłkę. Kontrakt czerwcowy doszedł w czwartek do 105,07 dolarów, a w pewnym momencie przekraczał 107 dolarów. W piątek rano Brent był notowany w pobliżu 99,70 dolarów za baryłkę, a amerykańska ropa około 96,62 dolarów.

Spadkami zareagowała część giełd azjatyckich. Hang Seng stracił 0,8 proc., indeks w Szanghaju 0,5 proc., a południowokoreański Kospi 0,4 proc. Japoński Nikkei 225 wzrósł o 0,6 proc., głównie dzięki zakupom akcji spółek technologicznych.

Dla administracji Trumpa oznacza to problem polityczny. Im dłużej Iran utrzymuje presję wokół Ormuzu, tym mocniej ceny ropy zaczynają pracować przeciwko Białemu Domowi. Droższe paliwa mogą ponownie podbić inflację w Stanach Zjednoczonych. Prezydent USA został wybrany między innymi pod hasłami walki z drożyzną, a przed wyborami do Kongresu taki kryzys byłby dla republikanów poważnym obciążeniem.

Waszyngton stara się pokazać, że zachowuje inicjatywę. Amerykańskie siły specjalne weszły na pokład bezpaństwowego tankowca na Oceanie Indyjskim. Pentagon twierdzi, że jednostka przewoziła irańską ropę. USA ogłosiły również nagrodę do 10 mln dolarów za informacje o Hashimie Finyanie Rahimie al-Sarajim, przywódcy szyickiej milicji Kata’ib Sayyid al-Shuhada wspieranej przez Teheran.

Iran odpowiada własną demonstracją spójności. Trump tłumaczy brak porozumienia chaosem w Teheranie. Sugeruje, że irańskie elity są podzielone, a spór między „twardogłowymi” i „umiarkowanymi” blokuje decyzję w sprawie układu z USA. Dla Białego Domu to wygodna opowieść, bo przerzuca odpowiedzialność za impas na Iran. Teheran pokazuje jednak coś innego. Prezydent Masud Pezeszkian odrzucił ten podział, a szef dyplomacji Abbas Aragczi przekonuje, że instytucje państwa działają z „jednością, celem i dyscypliną”.

Rozejm w Libanie przedłużony

Równolegle Trump ogłosił przedłużenie o trzy tygodnie zawieszenia broni między Izraelem a Libanem. Zapowiedział, że chciałby doprowadzić do spotkania prezydenta Libanu Josepha Aouna z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.

Na granicy nadal dochodzi jednak do incydentów. Izrael i Hezbollah oskarżają się wzajemnie o naruszanie rozejmu. Międzynarodowe oburzenie wywołało również zabicie libańskiej dziennikarki Amal Khalil w izraelskim ataku. Premier Libanu Nawaf Salam nazwał uderzenie w dziennikarzy i blokowanie pracy ratowników zbrodnią wojenną.

Wojna weszła w osobliwą fazę zawieszenia. Są ofiary, są groźby i są działania wojskowe, ale politycy mówią jednocześnie o rozejmach i rozmowach pokojowych.

Trump nie może łatwo ustąpić, bo całą narrację zbudował na sile. Nie może też bez kosztów wrócić do pełnej eskalacji. Część amerykańskich wojskowych obawia się skali zużycia pocisków Tomahawk. W czasie dotychczasowych działań USA miały wystrzelić ich ponad tysiąc, czyli znacznie więcej, niż kupują w ciągu roku.

Iran nie musi wygrać otwartej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Wystarczy, że utrzymuje presję wokół Ormuzu, zmusza rynki do reakcji i przeciąga kryzys do momentu, w którym koszty polityczne zaczną rosnąć w Waszyngtonie.

Trump mówi, że nie trzeba go poganiać. Teheran robi jednak dokładnie to, czego prezydent USA najbardziej nie potrzebuje przed wyborami. Skutecznie gra na czas.

Redakcja

Poprzedni

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Lewicy zginął w wypadku