Od zaproszenia do kajdanek? Magyar szarpnął kierownicą

21 kwi 2026

Najpierw był „ciepły” telefon z Bibim, deklaracja utrzymania bliskich relacji z Izraelem i zaproszenie do Budapesztu. Wczoraj Péter Magyar wypalił już jednak coś dokładnie odwrotnego — że gdyby izraelski premier pojawił się na Węgrzech, zostałby zatrzymany.

Jeśli ktoś kilka dni wcześniej czytał choćby komunikat opublikowany przez stronę premiera Izraela i notki, które poszły w węgierskich i światowych mediach, mógł odnieść wrażenie, że na tym odcinku Magyar po prostu przedłuży kurs Orbána.

W tym oficjalnym komunikacie sprzed dokładnie 5 dni nie było przecież żadnego dystansu. Była „ciepła, wstępna rozmowa”, deklaracja lidera Tiszy, że chce utrzymać bliskie relacje między Węgrami a Izraelem, zaproszenie Netanjahu do udziału w uroczystości upamiętniającej 70. rocznicę powstania węgierskiego, akceptacja tego zaproszenia po stronie izraelskiej, zaproszenie Magyara do Jerozolimy na spotkanie międzyrządowe, a na dokładkę jeszcze zapewnienie samego Netanjahu, że ciepłe relacje z czasów Viktora Orbána będą kontynuowane także za rządów nowego premiera. Do tego obie strony miały uzgodnić szybkie spotkanie ministrów spraw zagranicznych, by rozmawiać o dalszym wzmacnianiu bliskich więzi.

Ktoś może oczywiście machnąć ręką, że po wyborach Magyar był jeszcze na euforii, coś wypił, kac go trzymał i dlatego tak mu z tym Bibim jakoś wyszło. Problem w tym, że później jeszcze, w rozmowie z Deutsche Welle, sam podtrzymywał narrację o bliskich stosunkach Węgier z Izraelem. To wszystko brzmiało jak zapowiedź ciągłości dotychczasowej polityki zagranicznej. Tym bardziej że przez lata Budapeszt należał do najwierniejszych europejskich obrońców państwa, które leży tam, gdzie chce, i regularnie osłaniał Izrael także na forum UE, blokując lub rozwadniając unijną krytykę ludobójczej rzezi w Gazie.

Nic dziwnego, że po tym wszystkim, u niektórych, się lekko zagotowało. W końcu „nowy lider demokratycznego świata”, którym część ludzi zdążyła się już zachwycić, na dzień dobry wyciągnął rękę do rzeźnika ściganego przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Wszystko zaczęło wyglądać jak dalsza zapowiedź olewania MTK.

Stąd podczas spotkania z dziennikarzami padło pytanie, co właściwie zrobiłby jako premier państwa, które ma respektować haski trybunał, gdyby Netanjahu rzeczywiście pojawił się w Budapeszcie.

Magyar odpowiedział jasno — nakaz zostałby wykonany. Dodał też, że Węgry nie powinny dalej iść ścieżką wychodzenia z trybunału. Powiedział wprost, że jeśli ktoś wchodzi na terytorium państwa będącego członkiem MTK i ciąży na nim nakaz aresztowania, to taka osoba powinna zostać zatrzymana. Gdy dopytano go, czy rozmawiał o tym z Netanjahu, nie odpowiedział.

I to akurat nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest co innego — skoro panowie, według wcześniejszego komunikatu, tak dobrze się dogadywali, skoro była „ciepła” rozmowa i wzajemne zaproszenie, to właśnie może na tym dałoby się Bibiego złapać i doprowadzić pod trybunał. Zwolennicy kary śmierci dodaliby pewnie, że po dziesiątkach tysięcy ofiar cywilnych w Gazie kwalifikuje się już tylko na stryczek — póki co jednak, niestety, za rządów Netanjahu stryczek w Izraelu zarezerwowano nie dla takich ludzi jak on, tylko wyłącznie dla Palestyńczyków.

Ja bym może nie szedł aż tak daleko, ale prawda jest taka, że w jego przypadku minimum to ciasna cela więzienna do końca życia. I właśnie dlatego szkoda, że Magyar tego nie rozegrał do końca. Gdyby naprawdę zaprosił go, uśmiechnął się do zdjęcia, a potem wyciągnął kajdanki, dziękowałaby mu większość świata — a na pewno wszyscy, którzy mają jeszcze sumienie. Skoro jednak tego nie zrobił i wcześniej ostrzegł ściganego przez MTK zbrodniarza, to trudno nie odnieść wrażenia, że de facto ochronił go przed sprawiedliwością — dając mu sygnał, by nie przyjeżdżał na Węgry na jego zaproszenie, bo musiałby zostać zatrzymany. Chyba że się mylę.

PS. To już totalnie spiskowa teoria i nic więcej — ale może Magyar od początku chciał Bibiego pochwycić, tylko cały numer rozsypał się, gdy sprawę wywąchał Mossad. Z niedoszłej operacji zostało więc już tylko ogłoszenie na konferencji prasowej, że po Orbánie Węgry znów będą egzekwować prawo, bo było już jasne, że Netanjahu po prostu nie przyjedzie. A szkoda.

Najnowsze

Sprawdź również

Reforma PIP i wirtualny szturm januszeksów

Reforma PIP i wirtualny szturm januszeksów

W zeszłym tygodniu weszła w życie reforma PIP, która daje nowe narzędzia tej instytucji w kwestii przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Jak już pisałem w trakcie prac nad nią, nie jest idealna, w międzyczasie została nieco osłabiona po osławionej...

Jan Woźniak: „Stosunki historią naznaczone”

Jan Woźniak: „Stosunki historią naznaczone”

W Polsce mamy aktualnie wiele palących i nierozwiązanych problemów społecznych – jak rynek mieszkaniowy z niedoborami i windującymi w kosmos cenami, rozkładający się system ochrony zdrowia, pozostawiający wiele do życzenia rynek pracy i nieprzestrzeganie praw...

Hoży doktorzy

Hoży doktorzy

Hoży doktorzy kontra chorzy pacjenci, chore Ministerstwo Zdrowia, chore podatki i chory NFZ – taki nasz serial mało komiczny, a bardziej tragifarsa. Lekarze, jak się okazuje, mogą być apolityczni lub raczej lekarzy z PiS wcale nie tak łatwo odróżnić od lekarzy z KO, a...

Czy jest już za późno na ratunek Ziemi?!

Czy jest już za późno na ratunek Ziemi?!

Czarny realizm Znów piszę o dramatycznej wizji nieuchronnego samobójstwa ekologicznego i ewolucyjnego naszej cywilizacji. Trzeba zdecydowanie pisać o tym i uświadamiać ludzi, bowiem sytuacja globalna ulega gwałtownemu pogorszeniu z każdym dniem. Taka jest konsekwencja...

Ukraina, cierń prawicy

Ukraina, cierń prawicy

Antyukraińskość Nawrockiego nie jest niespodzianką. Sygnały o tym wysyłał już w trakcie kampanii prezydenckiej. To, do czego obecnie doprowadził swą polityką, choć słowo „polityka” jest tu najmniej właściwe, jest w sprzeczności z polską racją stanu. Warto przypomnieć...

Polska ochrona zdrowia znajduje się na rozdrożu

Polska ochrona zdrowia znajduje się na rozdrożu

W planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia zieje dziura na ok. 23 mld zł. Szpitale publiczne są zadłużone na ok. 34 mld zł. Minister Zdrowia, szukając oszczędności, ścięła limity NFZ na szereg procedur, zwiększając w istotny sposób kolejki do lekarzy...