Od zaproszenia do kajdanek? Magyar szarpnął kierownicą

Netanjahu aresztowany na Węgrzech? Magyar i Netanjahu na grafice

Najpierw był „ciepły” telefon z Bibim, deklaracja utrzymania bliskich relacji z Izraelem i zaproszenie do Budapesztu. Wczoraj Péter Magyar wypalił już jednak coś dokładnie odwrotnego — że gdyby izraelski premier pojawił się na Węgrzech, zostałby zatrzymany.

Jeśli ktoś kilka dni wcześniej czytał choćby komunikat opublikowany przez stronę premiera Izraela i notki, które poszły w węgierskich i światowych mediach, mógł odnieść wrażenie, że na tym odcinku Magyar po prostu przedłuży kurs Orbána.

W tym oficjalnym komunikacie sprzed dokładnie 5 dni nie było przecież żadnego dystansu. Była „ciepła, wstępna rozmowa”, deklaracja lidera Tiszy, że chce utrzymać bliskie relacje między Węgrami a Izraelem, zaproszenie Netanjahu do udziału w uroczystości upamiętniającej 70. rocznicę powstania węgierskiego, akceptacja tego zaproszenia po stronie izraelskiej, zaproszenie Magyara do Jerozolimy na spotkanie międzyrządowe, a na dokładkę jeszcze zapewnienie samego Netanjahu, że ciepłe relacje z czasów Viktora Orbána będą kontynuowane także za rządów nowego premiera. Do tego obie strony miały uzgodnić szybkie spotkanie ministrów spraw zagranicznych, by rozmawiać o dalszym wzmacnianiu bliskich więzi.

Ktoś może oczywiście machnąć ręką, że po wyborach Magyar był jeszcze na euforii, coś wypił, kac go trzymał i dlatego tak mu z tym Bibim jakoś wyszło. Problem w tym, że później jeszcze, w rozmowie z Deutsche Welle, sam podtrzymywał narrację o bliskich stosunkach Węgier z Izraelem. To wszystko brzmiało jak zapowiedź ciągłości dotychczasowej polityki zagranicznej. Tym bardziej że przez lata Budapeszt należał do najwierniejszych europejskich obrońców państwa, które leży tam, gdzie chce, i regularnie osłaniał Izrael także na forum UE, blokując lub rozwadniając unijną krytykę ludobójczej rzezi w Gazie.

Nic dziwnego, że po tym wszystkim, u niektórych, się lekko zagotowało. W końcu „nowy lider demokratycznego świata”, którym część ludzi zdążyła się już zachwycić, na dzień dobry wyciągnął rękę do rzeźnika ściganego przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Wszystko zaczęło wyglądać jak dalsza zapowiedź olewania MTK.

Stąd podczas spotkania z dziennikarzami padło pytanie, co właściwie zrobiłby jako premier państwa, które ma respektować haski trybunał, gdyby Netanjahu rzeczywiście pojawił się w Budapeszcie.

Magyar odpowiedział jasno — nakaz zostałby wykonany. Dodał też, że Węgry nie powinny dalej iść ścieżką wychodzenia z trybunału. Powiedział wprost, że jeśli ktoś wchodzi na terytorium państwa będącego członkiem MTK i ciąży na nim nakaz aresztowania, to taka osoba powinna zostać zatrzymana. Gdy dopytano go, czy rozmawiał o tym z Netanjahu, nie odpowiedział.

I to akurat nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest co innego — skoro panowie, według wcześniejszego komunikatu, tak dobrze się dogadywali, skoro była „ciepła” rozmowa i wzajemne zaproszenie, to właśnie może na tym dałoby się Bibiego złapać i doprowadzić pod trybunał. Zwolennicy kary śmierci dodaliby pewnie, że po dziesiątkach tysięcy ofiar cywilnych w Gazie kwalifikuje się już tylko na stryczek — póki co jednak, niestety, za rządów Netanjahu stryczek w Izraelu zarezerwowano nie dla takich ludzi jak on, tylko wyłącznie dla Palestyńczyków.

Ja bym może nie szedł aż tak daleko, ale prawda jest taka, że w jego przypadku minimum to ciasna cela więzienna do końca życia. I właśnie dlatego szkoda, że Magyar tego nie rozegrał do końca. Gdyby naprawdę zaprosił go, uśmiechnął się do zdjęcia, a potem wyciągnął kajdanki, dziękowałaby mu większość świata — a na pewno wszyscy, którzy mają jeszcze sumienie. Skoro jednak tego nie zrobił i wcześniej ostrzegł ściganego przez MTK zbrodniarza, to trudno nie odnieść wrażenia, że de facto ochronił go przed sprawiedliwością — dając mu sygnał, by nie przyjeżdżał na Węgry na jego zaproszenie, bo musiałby zostać zatrzymany. Chyba że się mylę.

PS. To już totalnie spiskowa teoria i nic więcej — ale może Magyar od początku chciał Bibiego pochwycić, tylko cały numer rozsypał się, gdy sprawę wywąchał Mossad. Z niedoszłej operacji zostało więc już tylko ogłoszenie na konferencji prasowej, że po Orbánie Węgry znów będą egzekwować prawo, bo było już jasne, że Netanjahu po prostu nie przyjedzie. A szkoda.

Julian Mordarski

Redaktor naczelny „Dziennika Trybuna”, publicysta i komentator polityczny. Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Absolwent studiów licencjackich z polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim; obecnie studiuje dziennikarstwo i medioznawstwo na tej samej uczelni. Z „Dziennikiem Trybuna” związany od 2022 roku, początkowo jako szef działu zagranicznego. W 2025 roku objął funkcję redaktora naczelnego. Od pięciu lat współpracuje z mediami lewicowymi, specjalizując się w tematyce społecznej i międzynarodowej.

Poprzedni

Konserwa z KO uznała, że miliony osób LGBT można olać

Następny

Trumpiści rozbrajają własną armię od środka. Ideologia ważniejsza niż zdrowie żołnierzy