Rozmowy USA z Iranem toną w chaosie

Donald Trump a Iran – rozmowy bez przełomu po przedłużeniu rozejmu
fot. White House

Zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem miało wygasnąć w nocy z wtorku na środę, jednak Donald Trump ogłosił jego przedłużenie o kolejne 24 godziny. Nie przyniosło to jednak wyraźnego uspokojenia sytuacji. Wciąż nie ma pewności, czy dojdzie do drugiej rundy rozmów w Islamabadzie, a spór o cieśninę Ormuz pozostaje najgroźniejszym punktem obecnego kryzysu.

Amerykański prezydent dał równocześnie do zrozumienia, że dalszy los rozejmu zależy od przebiegu negocjacji. Zapowiedział też, że Stany Zjednoczone nie zniosą blokady, dopóki nie zostanie zawarte porozumienie z Teheranem. Krótkie przedłużenie zawieszenia broni stało się więc raczej elementem nacisku niż sygnałem odprężenia.

Rozmowy pod znakiem zapytania

W centrum uwagi pozostaje Islamabad, gdzie według wcześniejszych zapowiedzi właśnie dziś mogłoby dojść do kolejnego spotkania delegacji amerykańskiej i irańskiej. Według części doniesień do Pakistanu miała udać się delegacja wysokiego szczebla z udziałem wiceprezydenta J.D. Vance’a, jednak również po stronie amerykańskiej pojawiają się sprzeczne informacje co do terminu jej wylotu. Już to wzmacnia wrażenie chaosu wokół zapowiadanej drugiej rundy rozmów.

Jeszcze mocniej podważają ten scenariusz najnowsze sygnały z Teheranu. Irańska telewizja państwowa podała dziś, że żadna irańska delegacja nie przybyła do Pakistanu na negocjacje z USA, mimo wcześniejszych doniesień medialnych. Zbiega się to ze stanowiskiem rzecznika irańskiego MSZ, według którego nie zapadła dotąd żadna decyzja w sprawie kolejnej rundy rozmów.

Jeśli ta wersja się potwierdzi, będzie to oznaczało, że zapowiadana druga runda negocjacji nadal istnieje bardziej w sferze politycznych deklaracji i przecieków niż w realnym procesie dyplomatycznym. Taki sygnał sugeruje też, że Teheran nie zamierza stawić się przy stole na warunkach jednostronnie wyznaczonych przez Waszyngton i nadal podbija cenę swojej ewentualnej obecności w Islamabadzie.

Ormuz pozostaje osią konfliktu i miejscem groźnych incydentów

Jednym z najważniejszych tematów sporu pozostaje cieśnina Ormuz. Iran oskarża Stany Zjednoczone o naruszenie zawieszenia broni poprzez utrzymywanie blokady i ograniczanie żeglugi związanej z irańskimi portami. Waszyngton odpowiada, że to Teheran destabilizuje sytuację i używa Ormuzu jako narzędzia presji na region oraz rynki światowe.

To jeden z kluczowych szlaków transportu ropy i gazu, dlatego każde zaostrzenie sytuacji odbija się na cenach surowców i nastrojach inwestorów. Według amerykańskich informacji od rozpoczęcia blokady dziesiątki statków miały zostać zmuszone do zawrócenia, co pokazuje skalę uderzenia w irański handel morski.

Dodatkowo napięcie zwiększył incydent z irańskim statkiem Touska. Według strony amerykańskiej jednostka objęta sankcjami próbowała przełamać blokadę, ignorowała ostrzeżenia, a następnie została unieruchomiona przez amerykański okręt i przejęta. Irańskie władze uznały to za akt piractwa i zapowiedziały działania odwetowe.

Pojedynczy incydent na morzu może dziś bardzo szybko uruchomić kolejną spiralę konfrontacji. Tym bardziej że każda ze stron narzuca własną interpretację tych samych zdarzeń – Amerykanie mówią o egzekwowaniu sankcji i bezpieczeństwie żeglugi, Irańczycy o bezprawnej blokadzie i łamaniu ustaleń rozejmowych.

Spór dotyczy też programu nuklearnego

Drugą osią konfliktu pozostaje irański program nuklearny. Jednym z głównych tematów rozmów jest los około 440 kilogramów uranu wzbogaconego do 60 proc., który – przy dalszym wzbogaceniu – mógłby posłużyć do produkcji materiału rozszczepialnego do broni jądrowej. Znaczna część tego zapasu była przechowywana w podziemnych obiektach, przede wszystkim w rejonie Isfahanu, a według ocen ekspertów i wcześniejszych wypowiedzi Rafaela Grossiego część materiału może być dziś trudno dostępna, bo wejścia do tuneli i infrastruktura zostały zasypane lub uszkodzone podczas bombardowań.

Donald Trump twierdził w ostatnich dniach, że Iran zgodził się przekazać swój zapas wysoko wzbogaconego uranu, a nawet mówił, że Teheran zaakceptował już „prawie wszystko”. Problem polega jednak na tym, że strona irańska temu zaprzecza. Z irańskich sygnałów wynika, że Teheran nie zamierza oddawać całego zapasu za granicę, a co najwyżej mógłby rozmawiać o formule częściowego kompromisu lub rozcieńczenia materiału pod nadzorem międzynarodowym.

Ta rozbieżność dobrze pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o techniczny los samego materiału, ale o polityczną cenę, jaką każda ze stron chce narzucić drugiej. Dla Teheranu wysoko wzbogacony uran pozostaje jedną z ostatnich realnych kart przetargowych po miesiącach wojny i zniszczeń. Dlatego irańskie władze nie chcą oddawać go bez niczego w zamian ani przyjmować warunków jednostronnie dyktowanych przez Waszyngton. Z ich perspektywy każda decyzja w tej sprawie musi zostać powiązana z konkretnymi ustępstwami, gwarancjami bezpieczeństwa albo politycznym zyskiem, który pozwoli pokazać, że Iran nie skapitulował pod presją.

Chiny apelują o otwarcie Ormuzu i szerszą deeskalację

Na tle kryzysu wokół Ormuzu i wojny prowadzonej przez Stany Zjednoczone oraz Izrael nie sposób pomijać roli Chin. Jest to tym ważniejsze, że Pekin pozostaje jednym z najważniejszych partnerów Iranu – zarówno gospodarczo, jak i politycznie – a sam Teheran należy do BRICS. Chiny są też największym odbiorcą irańskiej ropy, więc każda eskalacja uderzająca w żeglugę i eksport energii ma dla nich bezpośrednie znaczenie.

Znaczenie tego wątku rośnie również dlatego, że Donald Trump ma przyjechać do Pekinu w połowie maja na rozmowy z Xi Jinpingiem. Ta wizyta była pierwotnie planowana na przełom marca i kwietnia, ale została przesunięta właśnie z powodu wojny z Iranem, która wywróciła kalendarz amerykańskiej dyplomacji i wymusiła zmianę priorytetów w Białym Domu. W efekcie napięcie na Bliskim Wschodzie stało się jednym z najważniejszych tematów poprzedzających majowy szczyt amerykańsko-chiński, a Waszyngton ma dodatkowy powód, by próbować domknąć ten kryzys przed rozmowami w Pekinie.

Stanowisko Pekinu jest przy tym jednoznaczne. Xi Jinping w rozmowie z saudyjskim księciem Mohammedem bin Salmanem podkreślił, że cieśnina Ormuz powinna „pozostać otwarta dla normalnej żeglugi”, a utrzymanie swobody przepływu leży „we wspólnym interesie państw regionu i społeczności międzynarodowej”. Xi wezwał również do natychmiastowego i całościowego zawieszenia działań zbrojnych, podtrzymując chińską linię opartą na politycznej deeskalacji.

Nie jest to zresztą reakcja doraźna, lecz element szerszej polityki Pekinu, która od początku obecnego konfliktu akcentuje potrzebę ograniczenia eskalacji, utrzymania drożności szlaków handlowych i szukania rozwiązań politycznych zamiast dalszego podgrzewania wojny. Na tym tle postawa Chin wyraźnie odróżnia się od podejścia amerykańskiego – opartego przede wszystkim na presji militarnej, blokadach i wymuszaniu ustępstw z pozycji siły. To właśnie dlatego chiński głos brzmi dziś nie tylko jak obrona własnych interesów, ale również jak wyraźna próba stabilizowania sytuacji w regionie.

Redakcja

Poprzedni

Hymn o zupie

Następny

Konserwa z KO uznała, że miliony osób LGBT można olać