Przez wzajemnie korzystną współpracę do lepszej przyszłości

W ostatnim czasie chińsko-amerykański konflikt gospodarczo-handlowy znajduje się w centrum zainteresowania społeczności międzynarodowej. Jest on także szeroko komentowany we wszystkich środowiskach w Polsce. 2 czerwca władze Chin opublikowały białą księgę prezentującą stanowisko Chin w sprawie konsultacji gospodarczo-handlowych między Chinami a USA. Chciałbym podzielić się moimi przemyśleniami na ten temat.

1. USA sprowokowały nową odsłonę konfliktu gospodarczo-handlowego.
Od momentu objęcia urzędu w 2017 r. nowa administracja USA realizuje politykę „America first”. Wprowadza serię środków promujących unilateralizm i protekcjonizm i powraca do „polityki grubego kija” w stosunku do swoich największych partnerów handlowych – krajów UE, Japonii, Kanady, Meksyku czy Indii. Stany Zjednoczone zwróciły się również bezpośrednio przeciw Chinom, nakładając wysokie cła i ograniczając inwestycje, co dało początek tarciom handlowym.
W ostatnim czasie pod pretekstem gwarantowania bezpieczeństwa narodowego, nie mając żadnych dowodów, USA zastosowały sankcje wobec firmy Huawei i innych chińskich spółek. Źródłem ich postawy jest przekonanie o własnej wyższości i zapędy hegemonistyczne, niemożność wyjścia ze ślepego zaułka, w którym rządzi prawo dżungli i zaślepienie iluzją, że „zwycięzca bierze wszystko”.
Działania USA nie tylko znacznie hamują handel chińsko-amerykański, ale przede wszystkim łamią zasady ustalone przez WTO, szkodzą wielostronnemu systemowi handlu światowego, poważnie zaburzają globalne łańcuchy produkcyjne i dostawcze, godzą w zaufanie do rynku, stanowiąc poważne wyzwanie dla globalnego ożywienia gospodarczego.

2. Stanowisko Chin w sprawie eskalacji konfliktu chińsko-amerykańskiego.
Mając na względzie ochronę światowego porządku handlowego oraz wspólne interesy obu krajów, Chiny od początku nalegały na rozwiązanie sporu w drodze dialogu, poważnie podchodząc do kolejnych rund konsultacji prowadzonych ze Stanami Zjednoczonymi i wychodząc z propozycjami pragmatycznego rozwiązania sporu.
Niestety, ciągła zmiana stanowiska przez USA, brak poszanowania osiągniętego już konsensusu, szukanie rozwiązań siłowych, a także przedstawianie nierealistycznych, niemożliwych do zaakceptowania przez stronę chińską warunków sprawiły, że nie udało się osiągnąć porozumienia. Dalsze rozmowy zahamowało także niesłuszne oskarżenie Chin przez USA o niedotrzymanie wcześniejszych ustaleń. Dodatkowo sytuację zaostrzało permanentne, kontynuowane bez względu na stanowczy sprzeciw Chin, nakładanie ceł na chińskie towary.
Celem Chin jest osiągnięcie porozumienia na drodze dialogu, ale nie ustąpią one pod presją i są gotowe sprostać każdemu wyzwaniu. W obliczu wywołanych i stale rozbudzanych przez Stany Zjednoczone tarć gospodarczych i handlowych, Chiny muszą sięgać po wszelkie środki zaradcze i zdecydowanie bronić interesów kraju i narodu.
Chiny wyraźnie podkreślają, że współpraca musi opierać się na zasadach, a negocjacje nie mogą przekroczyć dolnej linii porozumienia. Jego ceną nie może być rozwój, a tym bardziej suwerenność jednej ze stron. Stanowisko chińskie jest jasne i niezmienne: Chiny i Stany na współpracy zyskają, walcząc ze sobą – stracą. Chiny nie chcą prowadzić wojny handlowej, ale też się jej nie boją. Jeśli będzie taka konieczność staną do walki.
W kwestiach zasadniczych, Chiny nigdy nie pójdą na kompromis – trudno oczekiwać, by Chiny przystały na godzące w ich interesy ustalenia.

3. W wojnie handlowej nie ma zwycięzców.
Amerykańska polityka unilateralizmu i protekcjonizmu nikomu nie przyniesie korzyści. Zgodnie z opinią dyrektor MFW, Christine Lagarde, nałożenie przez Stany Zjednoczone cła w zapowiedzianej wysokości spowoduje w przyszłym roku spadek wartości globalnego PKB o około 455 mld dolarów. Z uwagi na obecną sytuację Bank Światowy obniżył także prognozę światowego wzrostu gospodarczego w 2019 r. do 2,6 procent.
Nie tak dawno ponad 600 amerykańskich firm, w tym Wal-Mart i Target, napisało list do prezydenta Donalda Trumpa, w którym wyraziły swoje zaniepokojenie eskalacją chińsko-amerykańskiej wojny celnej. Zwrócono w nim uwagę, że wysokie cła nie są skutecznym sposobem na poprawę równowagi handlowej, a za ich wprowadzenie zapłacą amerykańskie, a nie chińskie, przedsiębiorstwa. Konsekwencje rosnącego bezrobocia i kosztów utrzymania uderzają także w zwykłych Amerykanów.
Z kolei wpływ konfliktu handlowego na gospodarkę chińską jest kontrolowany, a wynikające z niego trudności i wyzwania są przezwyciężane. Nie można lekceważyć determinacji 1,3 mld Chińczyków do oparcia się zewnętrznym siłom oraz do pracy na rzecz rozwoju kraju i dobrego życia. Chiny mają korzystne warunki do rozwoju gospodarczego i społecznego – samodzielny system przemysłowy, rozwiniętą infrastrukturę, liczną siłę roboczą, własny kapitał, źródła energii, ogromny rynek, silny popyt krajowy – w pełni wystarczające do utrzymania chińskiego wzrostu gospodarczego i ograniczenia zagrożeń zewnętrznych.
W ostatnich latach władze Chin kładły nacisk na innowacyjny, zbalansowany, ekologiczny, otwarty i korzystny dla wszystkich rozwój. Czyniono wysiłki mające na celu dostosowanie struktury gospodarczej, tak by nastąpiła transformacja chińskiej gospodarki od modelu szybkiego wzrostu do rozwoju wysokiej jakości. Jednocześnie Chiny, dysponując wystarczającymi narzędziami i środkami dostosowawczymi, a także bogatym doświadczeniem, mogą być spokojne o utrzymanie stabilnego wzrostu gospodarczego.
W pierwszym kwartale tego roku PKB Chin wzrósł o 6,4 proc. – to czternasty z rzędu kwartał, w którym wzrost utrzymuje się na poziomie 6,4-6,8 procent. Przemysł, konsumpcja, inwestycje, import i eksport odnotowały wzrost większy, niż zakładały analizy krajowe i zagraniczne. Wszystko to wskazuje na odporność chińskiej gospodarki.
Chiny będą kontynuować swoje działania, pogłębiać reformy, otwierać się oraz utrzymywać dobre tempo stabilnego rozwoju gospodarczego. Będą także w dalszym ciągu utrzymywać dobre relacje z innymi państwami i odgrywać rolę siły napędowej światowej gospodarki.

4. Tylko wzajemnie korzystna współpraca prowadzi do lepszej przyszłości.
Globalizacja ekonomiczna jest nieuchronnym rezultatem rozwoju efektywności społecznej oraz postępu naukowego i technologicznego. To proces, którego nie można zatrzymać. Dziś, wraz z szybkim rozwojem światowej integracji, interesy wszystkich krajów są połączone, współzależne i współdzielone. Społeczeństwa nie mogą już żyć w odosobnieniu. Konfrontacje, konflikty i gra o sumie zerowej nie przeszły próby czasu – dziś stawiamy na obopólnie korzystną współpracę.
Konflikt gospodarczo-handlowy między Chinami a Stanami Zjednoczonymi powinien i może zostać rozwiązany na drodze dialogu. Drzwi do rozmów są wciąż otwarte. Mam nadzieję, że Chiny i Stany Zjednoczone będą podążać w tym samym kierunku, opierać się na zasadach wzajemnego szacunku, równości i wzajemnych korzyści, wyrównywać różnice i wzmacniać współpracę gospodarczą i handlową, tak by stosunki chińsko-amerykańskie rozwijały się w oparciu o harmonię, współpracę i stabilność.
Osiągnięcie przez Chiny i Stany Zjednoczone obustronnie korzystnego porozumienia w kwestiach gospodarczych i handlowych, jest zgodne z interesami obu krajów i oczekiwaniami całego świata.
Chiny i Polska są ważnymi partnerami wspólnej budowy „Pasa i Szlaku” oraz współpracy „17+1”. W wielu dziedzinach przynosi już ona znakomite efekty i ma przed sobą świetne perspektywy. Jesteśmy przekonani, że stosunki chińsko-polskie przetrwają zewnętrzne zawirowania, będą przyczyniać się do zwiększenia dostatku obywateli obu krajów oraz będą miały wpływ na ustabilizowanie obecnej, niepewnej światowej sytuacji gospodarczej.

Chiński odwet za cła

Chińska komisja ds. rozwoju i reform pracuje nad nowelizacją prawa dotyczącą tzw. metali ziem rzadkich. To bardzo trudno dostępne i niezwykle rzadko występujące surowce chemiczne. ChRL, w odpowiedzi na agresywne działania administracji Donalda Trumpa, zapowiada ograniczenie eksportu tych materiałów. To może być gigantyczny cios dla Stanów Zjednoczonych.

Metale ziem rzadkich lub pierwiastki ziem rzadkich (REE – ang. rare earth elements) to potoczna nazwa rodziny 17 pierwiastków chemicznych, w skład której wchodzą dwa skandowce (skand i itr) i wszystkie lantanowce (lantan, cer, prazeodym, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb i lutet). Na terenie Chin znajduje się ponad 35 proc. rozpoznanych zasobów, następne w kolejności są Indie i Rosja.
Stany Zjednoczone importują aż 80 proc. REE właśnie z Chin. Pierwiastki te mają kluczowe znaczenie dla wielu gałęzi przemysłu, także zbrojeniowego i informatycznego. Najczęściej wykorzystywane są w silnikach elektrycznych do różnych pojazdów i elektronicznych urządzeniach służących do rafinowania ropy naftowej.
Wygląda na to, że cierpliwość władz w Pekinie się wyczerpała. Wobec agresywnej postawy Stanów Zjednoczonych wytoczona zostaje ciężka artyleria.
Oficjalnie, o planach wdrożenia zmian w prawie regulującym wydobycie i obrót REE powiedział na konferencji prasowej rzecznik głównego urzędu planowania gospodarczego, Narodowej Komisji Rozwoju i Reform, Meng Wei. Nie podał żadnych szczegółów jednak wyjaśnił, że prace są „zaawansowane” i że zamiarem Komisji jest „podać przewidywane zmiany do publicznej wiadomości bez żadnej zbędnej zwłoki”.

Macron chce dialogu

Prezydent Francji wezwał do dialogu z Iranem, apelując równocześnie do Teheranu, aby nie zrywał porozumienia nuklearnego.

„Ubolewam nad decyzjami ogłoszonymi dzisiaj przez Iran, jednak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podkreśla, że Iran respektuje zobowiązania i zdecydowanie zachęcamy do cierpliwej i odpowiedzialnej postawy” – powiedział Macron podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.
Irańska Organizacja Energii Atomowej (AEOI) czeka, aż władze tego kraju zdecydują o kolejnym etapie redukcji zobowiązań Teheranu w ramach umowy jądrowej, powiedział przedstawiciel AEOI Bekhruz Kamalvandi. „Jeśli chodzi o drugi etap, czekamy na decyzję władz, Europa wciąż ma czas, wystarczająco dużo możliwości” – powiedział Kamalvandi w irańskiej telewizji. Jeśli Europa podejmie praktyczne kroki w celu ochrony interesów Iranu, sytuacja związana z wypełnieniem przez Iran zobowiązań wynikających z umowy nuklearnej powróci do normy – dodał. Wcześniej zapowiedział jednak, że w ciągu 10 dni Iran przekroczy limity zapasów nisko wzbogaconego uranu i ciężkiej wody ustalone w traktacie z 2015 r. zawartym z grupą P5+1 ((USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Francja i Niemcy). Ogłaszając 8 maja częściowe zawieszenie respektowania traktatu Iran dał jego pozostałym sygnatariuszom 60 dni na wypracowanie rozwiązania pozwalającego ominąć nałożone przez Waszyngton sankcje. Jeśli państwa członkowskie porozumienia nuklearnego nie zabezpieczą interesów Iranu w określonym czasie, Teheran zadeklarował gotowość do zawieszenia modernizacji reaktora w Araku, co było częścią porozumienia nuklearnego i odrzucenia ograniczeń na poziomie wzbogacania uranu.
O woli obrony porozumienia nuklearnego z Iranem i gotowości do zacieśnienia koordynacji współpracy z Iranem w ramach wielostronnych organizacji – zapewnił na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy prezydent Chin Xi Jinping.

Ewolucja BRICS

Książka amb. Sylwestra Szafarza pt. „Ewolucja BRICS” to pierwsze na polskim forum publicznym opracowanie dotyczące tej wielkiej organizacji gospodarczej i politycznej zrzeszającej już pięć państw i współpracującej z większością krajów rozwijających się, a także z takimi mocarstwami jak USA, Niemcy, Francja czy W. Brytania oraz z wieloma organizacjami międzynarodowymi.

Praca ma charakter kompleksowy, ukazuje drogę kształtowania się idei, poczynania organizacyjne uczestników, plany na przyszłość i ogrom uwarunkowań globalnych.
W świetle światowej rywalizacji o przywództwo globalne, BRICS to najpoważniejszy uczestnik tej konkurencji o trudnych do przeszacowania zasobach materialnych, wytwórczych i rynkowych oraz o wielkim potencjale nowych idei określających miejsce człowieka we współczesnym świecie i wzajemne relacje pomiędzy organizmami państwowymi i innymi wielkimi ugrupowaniami gospodarczymi i politycznymi.
Przypomnijmy, że w skład BRICS wchodzą: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Afryka Południowa. Porozumienie powstało w wyniku kilkuletnich negocjacji na tle potężnego kryzysu ekonomicznego współczesnego świata, który ogarnął czołowe państwa kapitalistyczne na początku XXI wieku. Było ono formą obrony interesów ekonomicznych i politycznych krajów należących do grupy określanej jako rozwijające się (tzw. państwa wschodzące), niezaangażowane itp. Było też próbą odizolowania się od negatywnych konsekwencji neoliberalnego zwrotu, który nastąpił w gospodarce globalnej w wyniku „Konsensusu Waszyngtońskiego” w latach 70. XX wieku.
Po raz pierwszy, jeszcze jako BRIC, zainteresowane państwa spotkały się na szczeblu ministrów spraw zagranicznych podczas Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, w 2006 roku. Rok później miało miejsce kolejne spotkanie, również z okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zaś pierwsze spotkanie „na szczycie”, formalnie zawiązujące BRIC, odbyło się 16 czerwca 2009 roku w Jekaterynburgu (Rosja). 13 kwietnia 2011 roku do BRIC dołączyła Republika Południowej Afryki (South Africa). Od tego czasu mamy do czynienia z porozumieniem i stowarzyszeniem określanym
jako BRICS.
Jego atrakcyjność w sensie efektów ekonomicznych poszczególnych państw, jak też koncepcji rozwoju opartych o idee nowej globalizacji i IV rewolucji przemysłowej budzi zainteresowanie współczesnego świata. Wiele państw narodowych, głównie z obszaru krajów rozwijających się z dużą sympatią i zainteresowaniem patrzy na doświadczenia i efekty działania BRICS. Dotyczy to tej organizacji jako całości, jak też poszczególnych państw – jej członków.
Szczególne znaczenie mają tutaj doświadczenia Chin, które nieprzerwanie od końca lat 70. mają trwałą gospodarkę wzrostu opartą o nowe idee chińskiej wersji socjalizmu, zbudowanej w oparciu o trzy podstawowe wartości. Obejmuje to po pierwsze: partnerski układ podstawowych form własności – państwowej (społecznej) i prywatnej, po drugie: zaprzęgnięcie do działania na rzecz państwa i obywateli mechanizmów rynkowych oraz po trzecie: praktyczną realizację chińskiej wersji państwa dobrobytu określanej jako idea sprawiedliwego i umiarkowanie zasobnego społeczeństwa.
Chiny są w BRICS gospodarką dominującą, która zarówno w kreowaniu nowych modeli i wartości jest w globalnej czołówce w swej polityce wewnętrznej. Bowiem – w miejsce centralnie sterowanej gospodarki zbudowano skuteczny i atrakcyjny model socjalistycznej gospodarki rynkowej o specyfice chińskiej (w nowej erze), jak też w sensie atrakcyjności idei rozwoju i współpracy płynących w świat. Dotyczy to zasad opartych na partnerstwie, lojalności i wzajemnych, równych korzyści wynikających ze współpracy. Towarzyszy temu praktyczna idea budowy pasa transmisyjnego współpracy i wymiany handlowej w postaci tzw. Pasa i Szlaku (wcześniej Jedwabnego Szlaku). Praktyka pokazuje, że idea ta przyciąga lawinowy wzrost inwestycji i ruchu kapitałów zarówno pochodzenia chińskiego, jak też partnerów międzynarodowych.
Trzeba podkreślić, że aktywność państw BRICS i ich osiągnięcia, szczególnie w obszarze gospodarki i nowych technologii, przyciągają partnerów do współpracy, zarówno z grona państw rozwijających się, jak też wysoko rozwiniętych. Tworzy to wokół BRICS warunki i atmosferę sprzyjającą współpracy i nawiązywaniu bliskich więzi na różnych płaszczyznach, szczególnie kulturalnej i kontaktów międzyludzkich. Stan ten daje możliwości praktycznej realizacji idei pokojowego współistnienia i współpracy, budowania nowego ładu międzynarodowego a nie jak dotychczas brutalnej rywalizacji, wyzysku neokolonialnego itp. rodzących nierówność, dysproporcje, konflikty i wojny.
Wokół państw BRICS coraz wyraźniej rysuje się perspektywa budowy alternatywnych wobec neoliberalnego kapitalizmu wersji rozwoju i nowego miejsca człowieka w świecie cywilizacji informacyjnej i innowacyjnej. Już dziś jest ona atrakcyjna w sensie przyszłościowym dla wielu państw i społeczeństw Azji, Pacyfiku, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Budzi to zastrzeżenia i wątpliwości w regionach starej cywilizacji euro-atlantyckiej.
Bez względu na skutki nasilającej się rywalizacji międzynarodowej, trudno byłoby wyobrazić sobie poważny konflikt światowy. Dlatego też realna wydaje się perspektywa ułożenia wzajemnych stosunków globalnych w oparciu o wspólne wartości, których podstawą będzie pokojowa współpraca, podmiotowość i dobro człowieka, sprawiedliwość społeczna i wolność jednostki oraz likwidacja patologii i dysproporcji rozwojowych, a także lepsza wspólna przyszłość wszystkich obywateli Ziemi. Wszystkie te wartości są dziś na sztandarach głównych sił składających się na naszą współczesną cywilizację, jako całość. BRICS po 10 latach aktywnego istnienia i działania jest jednym z jej głównych elementów.
Książka amb. Sylwestra Szafarza pt. „Ewolucja BRICS” obejmuje, te wszystkie zasygnalizowane powyżej i inne główne problemy współczesności. Jest zbiorem esejów o wielkiej wartości intelektualnej i poznawczej – w ujęciu chronologicznym – od I do X konferencji przywódców „na szczycie”. Składa się z dwóch części: „Geneza organizacji BRICS” i „Dynamiczny rozwój BRICS”. Część I ma pięć, a Część II sześć rozdziałów. Załączony jest jeden oryginalny dokument w języku angielskim – Deklaracja BRICS po Konferencji w Johannesburgu, w lipcu 2018 roku, będąca swoistym drogowskazem programowym na przyszłość.
Książka liczy 244 strony druku. Jest dodatkowo opatrzona syntetycznymi komentarzami i wyjaśnieniami wielu zagadnień przez Autora.

Sylwester Szafarz – „Ewolucja BRICS”, Wydawnictwo „Kto jest Kim”, Warszawa 2019, str. 244, ISBN 978-83-64469-20-6.

Bez układu nie da rady

Mimo bierności polskiego rządu, nasi producenci wciąż mają szanse, aby skutecznie zaistnieć na chińskim rynku i zwiększyć eksport.

W Polsce określenie układ budzi pejoratywne skojarzenia. W Chinach guanxi, czyli układ, otwiera drogę do sukcesu. Sam fakt pochodzenia kontrahenta z zachodu, kojarzonego z pieniędzmi, uchyla w Chinach wiele drzwi. Tym niemniej, wiele z tych drzwi nie otworzy się szerzej, jeśli nie będziemy potrafili wejść w guanxi. Zatem znajomość chińskich realiów może znacząco wpłynąć na to, czy chiński partner będzie lubił i szanował swego polskiego kontrahenta, czy może większym szacunkiem obdarzy jego pieniądze.
Nie ma jednej recepty na udany biznes z Chinami. Nie ma określonego wzoru, przepisu czy magicznego zaklęcia, gwarantującego sukces na tym ogromnym rynku. Istnieje jednakże klucz do rozpoczęcia całego procesu tak, by szansa na powodzenie biznesu była jak największa. Tym kluczem jest wiedza, cenna dla wszystkich – importerów i eksporterów.
Taką wiedzą – użyteczną, popartą praktyką – podzielili się eksperci debat i seminariów organizowanych podczas trwania Kongresu Gospodarczego Europy Centralnej i Wschodniej. Jedna z ekspertek, Paulina Kiełbus-Jania mówiła właśnie o wpływie chińskiej kultury na negocjacje biznesowe.
Kongres odbywał się jednocześnie z China Homelife Poland, największymi w Europie Centralnej i Wschodniej targami artykułów chińskich. Ofertą wystawców zainteresowało się wiele tysięcy handlowców, przedsiębiorców i gości odwiedzających targi. Tegoroczna edycja została wzmocniona o filar eksportowy – targi Export Expo. Regionem patronackim targów było Mazowsze.
– Dynamika kolejnych edycji targów China Homelife w Polsce świadczy o rosnącej wadze tego wydarzenia. Ważne, że zdecydowano o zorganizowaniu targów Export Expo, co umożliwia ekspozycje towarów produkowanych w naszym regionie Europy – oświadczył marszałek Mazowsza Adam Struzik.
Na targi, odbywające się w Ptak Warsaw Expo w dniach 29-31 maja, przyjechało około 1100 wystawców ze wschodniego wybrzeża Chin (prowincje Zhejiang, Guangdond, Anhui, Shandong) oraz Hongkongu. Reprezentują ogromny potencjał. Sama tylko prowincja Zheijang zajmuje prawie jedną trzecią obszaru Polski. Zamieszkuje ją ponad 55 milionów ludzi. Stolica prowincji, Hangzhou jest ważnym centrum gospodarczym. W ubiegłym roku odwiedziło ją ponad 180 milionów turystów. Te liczby dają wyobrażenie o rynkowym potencjale chińskich partnerów.
W Polsce zjawili się przedstawiciele czołowych marek, jak ASD, Longliqi, Hengyi Petrochemical, Chunfeng Garment, Double Gun, Rider Intelligence, Jinfulai, Huajian i wiele innych. Proponowali produkty z branż takich jak elektronika, materiały budowlane, meble, odzież i tekstylia, oświetlenie, wyposażenie domów, dekoracje.
Na stoiskach obecni byli certyfikowani dostawcy i producenci, sprawdzeni już kontrahenci, gwarantujący jakość oferowanych wyrobów i sprawną dostawę.
Podkreślał te wartości Xu Ming, sekretarz generalny urzędu miasta Hangzhou, podczas gali Europejskich Laurów Przedsiębiorczości. Mówił o jakości działania: – Jakość jest życiem produktów. Ma szczególne znaczenie na rynku europejskim – a my stawiamy właśnie na jakość. Mam nadzieję, że dzięki jakości nasze wyroby zdobędą odbiorców na rynkach światowych.
Jak podsumował Marek Traczyk, prezes Warszawskiej Izby Gospodarczej, na zaproszenie WIG na targi przyjechało prawie 2000 handlowców z krajów z Europy Centralnej i Wschodniej – a także przedstawiciele ponad 50 izb i organizacji gospodarczych z Białorusi, Chorwacji, Czech, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Polski, Rosji, Słowacji, Ukrainy.
Warto tu zwrócić uwagę na Izbę Przemysłowo-Handlową z Petersburga bo to jedna z najstarszych i największych takich organizacji w Rosji. Zrzesza ponad 4000 rosyjskich i zagranicznych małych, średnich i dużych firm, współpracuje z izbami z 70 krajów. Teraz kolejną umowę o współpracy zawarła właśnie z Warszawską Izbą Gospodarczą.
O potrzebie rozwijania kontaktów gospodarczych z Chinami świadczy fakt, że wystawcy odnotowali wyraźny wzrost zainteresowania swymi produktami. Pomogło w tym zapraszanie handlowców do odwiedzenia targów z zapewnieniem im transportu i poczęstunku, a dla gości z zagranicy także noclegu. Łącznie przyjęto około 5000 przedsiębiorców.
Targi dały możliwość dokładnego zapoznania się z asortymentem oferowanych towarów. Przyjechali handlowcy z całej Polski, spotykali się kupcy z dostawcami. Przede wszystkim jednak można było umocnić to, co najważniejsze w relacjach biznesowych: wzajemne zaufanie – i przyczynić się do zacieśnienia współpracy pomiędzy przedsiębiorcami z Chin i Polski.
Organizatorzy zaproponowali dobrze przyjęty program, dzięki któremu do przedsiębiorców dobierani byli odpowiedni chińscy producenci. W przypadku bariery językowej zawsze można było rozmawiać za pośrednictwem tłumacza.
Targi China Homelife Poland organizowane są w naszym kraju przy współpracy z Warszawską Izbą Gospodarczą. Stanowią one międzynarodową markę – pod taką samą nazwą podobne targi odbywają się w 13 regionach świata. China Homelife Poland są jedyną w tej części Europy edycją tego wydarzenia i obejmują swym zasięgiem 16 krajów Europy Centralnej i Wschodniej.
Kolejna, dziewiąta edycja targów planowana jest na maj 2020 roku. Po raz czwarty będzie im towarzyszył Kongres Gospodarczy Krajów Europy Centralnej i Wschodniej. Wiadomo już, że więcej powierzchni zajmą wystawcy w strefie targów Export Expo – nie tylko z Polski, bo przyjadą także eksporterzy z innych państw Europy Centralnej i Wschodniej.
Dla Chin jest to ważna platforma do realizacji wielkiego projektu handlowego „Jeden Pas, jedna Droga”. Dla polskiej gospodarki – szansa, że skorzystamy z tego projektu jako liderzy tej części Europy.
O korzyściach płynących z obecności na targach i kongresie mówili przedstawiciele wszystkich zaproszonych izb, deklarując już udział w następnej edycji zjazdu samorządów gospodarczych Europy Centralnej i Wschodniej organizowanych pod egidą Warszawskiej Izby Gospodarczej.
Targi i kongres mogą stworzyć platformę wspólnego handlowego dialogu przedsiębiorców chińskich i europejskich. Na razie jest to raczej handlowy monolog, w którym rola głównego dostawcy przypada Chinom. Wiadomo, że nie zrównoważymy chińskiego eksportu, ale, zwłaszcza przy okazji takich imprez, trzeba robić wszystko, aby partnerów z Państwa Środka zainteresować polskimi wyrobami.
Dlatego na targach swoje produkty i usługi proponowali nasi przedsiębiorcy z branż takich jak przetwórstwo rolno-spożywcze, turystyka, kosmetyki, meble, spedycja międzynarodowa, platformy e-commerce.
Kontaktami z importerami z Chin szczególnie zainteresowana jest branża rolno-spożywcza, bo nadzieje na poprawę naszego bilansu handlowego eksperci pokładają zwłaszcza w żywności. Polska ma tu ogromne możliwości, ale w eksporcie przeszkadza zawiła biurokracja, bariery, celne, transportowe i kulturowe. Na razie do Państwa Środka wysyłamy głównie kurczaki i indyki, natomiast eksport wieprzowiny jest nadal blokowany. Niestety, rząd PiS praktycznie nic nie robi, aby wspomóc polskich eksporterów w działaniach na wielkim chińskim rynku.

Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.

Kość niezgody

Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.

Akcja i reakcja

Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.

Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.
Kość niezgody
Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.
Akcja i reakcja
Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.

Chiny i Rosja – modelowe relacje mocarstw

Komentarz agencji Xinhua

Tydzień po tym jak Xi Jinping w 2013 r. został wybrany na prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej, swoją pierwszą zagraniczną wizytę złożył w Rosji. W ciągu następnych sześciu lat prezydent Xi i jego rosyjski odpowiednik Władimir Putin spotykali się niemal trzydzieści razy. Tak częste spotkania głów państw w stosunkach międzynarodowych należą do rzadkości.
W środę prezydent Xi udał się z ósmą wizytą oficjalną do Rosji. Miała ona tym szczególniejsze znaczenie, że jednej strony wpisywała się w obchody siedemdziesiątej rocznicy ustanowienia stosunków dyplomatycznych między obu krajami, ale też i dlatego, że świat wkracza w okres niepewności.
Podczas prezydentury Xi Jinpinga prezydent Putin jeździł do Chin dziewięć razy. Jego sotatnia wizyta związana były z udziałem w II Forum Pasa i Szlaku na rzecz Międzynarodowej Współpracy w Pekinie – było to w kwietniu tego roku, a zatem mniej niż dwa miesiące temu. Miały wówczas miejsce niezapomniane chwile: przywódcy wzajemnie udekorowali się najwyższymi odznaczeniami, wspólnie oglądali mecze hokejowe i wyścigi dziecięce, gotowali tradycyjne rosyjskie i chińskie potrawy.
Intensywne wspólne działania sprawiły, że między obu prezydentami rozwinęły się bliskie relacje interpersonalne, co przekłada się na bliskość, siłę i trwałość strategicznego partnerstwa między obu krajami – dobrymi sąsiadami, partnerami i przyjaciółmi.
„Po siedmiu dekadach rozwoju, chińsko-rosyjskie partnerstwo strategiczne i koordynacja osiągnęły obecnie najwyższy poziom w historii” – powiedział prezydent Xi na konferencji prasowej dla rosyjskich mediów w przeddzień wizyty. Według prezydenta Xi, siedemdziesiąt lat relacji między Chinami a Rosją sprawiło, że oba kraje osiągnęły najwyższy poziom zaufania, koordynacji o fundamentalnym strategicznym znaczeniu.
Wzajemne zaufanie to trwały fundament rozwoju bilateralnych więzi. Przejawia się ono w widoczny sposób w intensywnej i wielostronnej dyplomacji na poziomie głów państw, stanowiącej kompas relacji między Chinami a Rosją.
Równocześnie rośnie wzajemne zaufanie między oboma naradami. W ostatnich latach oba kraje wspólnie pracowały nad programami wspierającymi to zbliżenie, takimi jak wspólny uniwersytet, wspólne seminaria mediów i think-tanków, czy działania podejmowane w ramach wspólnie zorganizowanego Roku Turystyki. W rezultacie oba narody poznały się lepiej, ich przyjaźń się umocniła, stanowiąc tym mocniejsze wsparcie dla praktycznej współpracy, przed wszystkim na polu gospodarczym i handlowym. Bilans handlu między obu krajami pobił w ubiegłym roku rekord, przekraczając poziom 100 mld dolarów. Współpraca w zakresie e-handlu, wymiany technologii, finansów i rolnictwa rozwija się niezwykle szybko. Strategiczne projekty obu krajów w zakresie energetyki, lotnictwa i technologii kosmicznej i komunikacji – w tym budowa nowego mostu granicznego, która zakończy się w październiku – dokonały znaczącego postępu.
Oba kraje współpracują także nad synergią między między chińską Inicjatywą Pasa i Szlaku oraz rosyjskim projektem Eurazjatyckiej Unii Ekonomicznej, wzajemnie wspierając się w swoich działaniach i wspierając swoje interesy.
Należąc do grupy głównych aktorów na światowej scenie oba kraje koordynują swoje działania wykraczające poza zakres ściśle rozumianych stosunków dwustronnych. Niejednokrotnie czyniły skoordynowane wysiłki na rzecz rozwiązania palących problemów świata, takich jak zmiana klimatu, terroryzm, kwestia irańskiego programu nuklearnego, sytuacji na Półwyspie Koreańskim, kryzysu syryjskiego, współdziałając na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych, G20, BRICS czy Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Podczas gdy świat przechodzi głębokie zmiany, jakich w tym wieku jeszcze nie widziano, trwałe stosunki między Chinami a Rosją nabierają wym większego strategicznego znaczenia dla obu państw i stają się kotwicą stabilności w skali globalnej. W obliczu narastającego protekcjonizmu, unilateralizmu i szowinizmu gospodarczego, globalne odrodzenie gospodarcze jest poważnie zagrożone. Wielostronny system światowego handlu jest ustawicznie atakowany, a międzynarodowy porządek podważany. Pekin i Moskwa zgodziły się połączyć siły aby bronić systemu międzynarodowego opartego na systemie Narodów Zjednoczonych. Zobowiązały się również chronić normy i zasady powszechnie uznawane przez wspólnotę międzynarodową oraz przyrzekły zbudować świat wielobiegunowy i zdemokratyzować stosunki międzynarodowe.
Chiny i Rosja trwają także przy pryncypiach niezaangażowania, które zasadzają się na niekierowaniu się przeciwko komukolwiek. Jest to zasada diametralnie różna od reprezentowanych przez sojusze wojskowe państw Zachodu, które mają wbudowaną w swoją logikę potrzebę posiadania wroga – realnego lub choćby wyimaginowanego – w konsekwencji czego popychają świat ku krawędzi.
W dzisiejszym świecie relacje chińsko-rosyjskie mogą być modelem i źródłem inspiracji dla innych głównych krajów świata w erze rosnących współzależności.

Tłum. GW.

Uszczuplenie portfeli

Czy bessa zawita na parkiety giełdowe?

Maj nie mógł zacząć się gorzej. Spadek rynkowych indeksów był więcej niż zauważalny i mocno uszczuplił portfele inwestorów.
Osłabienie koniunktury na światowych giełdach można przypisywać różnym czynnikom. Na przykład eskalacji napięcia gospodarczego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i wprowadzaniem przez prezydenta Donalda Trumpa kolejnych ceł na chińskie towary. Jednak podstawowa przyczyna jest dość prosta – amerykański rynek akcji ma za sobą bardzo długi okres wzrostów i naturalne jest pojawienie się nerwowości
Pierwsze tweety Donalda Trumpa o chęci nałożenia ceł na chińskie produkty pociągnęły za sobą szereg zdarzeń, których głównym skutkiem był wzrost globalnej awersji do ryzyka i spadek nadziei na szybkie rozwiązanie problemu. Do tej pory dotyczył on całej chińskiej gospodarki, teraz zaczął dotykać poszczególnych spółek.
Pierwszą ofiarą został chiński gigant Huawei, który został wpisany na czarną listę. W efekcie kolejne amerykańskie i sprzyjające USA korporacje zaczęły odmawiać Chińczykom dalszej współpracy, co w przypadku takich firm jak Google nie pozostaje bez znaczenia.
Taka sytuacja nie sprzyja globalnej wymianie handlowej. Część nieamerykańskich spółek już szuka sposobu, by powrócić do współpracy z chińskim gigantem.
Ponadto, według ostatnich badań skutki wojny celnej uderzą nie tylko w Państwo Środka, ale również w zwykłych obywateli amerykańskich, którzy średnio zapłacą ponad 800 dolarów rocznie za nową politykę amerykańskiego prezydenta.
Warto też zaznaczyć, że strona chińska nie pozostawia zaistniałej sytuacji bez odpowiedzi, chociaż można odnieść wrażenie, że władze Chin w dalszym ciągu kalkulują, co im się bardziej opłaca, pozostawiając piłeczkę w rękach Amerykanów. Na razie główną groźbą było możliwe embargo eksportu 17 metali ziem rzadkich, wykorzystywanych przede wszystkim w przemyśle zaawansowanych technologii. Jest to jednak broń obosieczna, gdyż trudno byłoby znaleźć dla tych towarów nowe rynki zbytu.
Europa Zachodnia ma również swoje demony. Do nierozwiązanego problemu brexitu i zwalniającej gospodarki dołączyły ostatnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wygrały ugrupowania skrajnie prawicowe i populistyczne, co budzi obawy zwłaszcza w przypadku Francji i Włoch.
Na warszawskiej giełdzie miesiąc mijał w cieniu geopolityki. Mało przydatne były rewelacyjne dane gospodarcze o wzroście inwestycji prywatnych i dobrej koniunkturze w sektorze przemysłowym oraz w sektorze sprzedaży detalicznej. Trwający sezon wyników nie zmienił ogólnego obrazu krajowej giełdy. W przypadku dużych spółek poza sektorem handlu detalicznego trudno było doszukiwać się znaczących, pozytywnych zaskoczeń. Czynnikiem ryzyka pozostaje reforma otwartych funduszy emerytalnych.

Raport z chińskiego koszmaru

Raport z chińskiego koszmaru

Spoglądam na metryczkę wydawniczą tej książki i widzę tytuł powieści napisany chińskim alfabetem obrazkowym (tak go nazywam, pewnie niefachowo, bo w dziedzinie kultury chińskiej i w ogóle w tematyce chińskiej jestem właściwie ignorantem). Obok, w nawiasie transkrypcja tytułu w alfabecie łacińskim: „Ding zhuang meng”. Po polsku to brzmi: „Sen wioski Ding”. Autor, Yan Lianke (rocznik 1958), to chiński pisarz zajmujący postawę opozycyjną w stosunku do obecnej chińskiej władzy, postawę do tego stopnia krytyczną, że został w Chinach praktycznie uwięziony przez odmowę wydania mu paszportu. A niech ktoś spróbuje nielegalnie wydostać się z ogromnych Chin! Mission impossible! Nie mówiąc już o tym, że Lianke jest w Chinach cenzurowany i niewydawany, a więc prześladowany jako pisarz. Akcja powieści rozgrywa się, zgodnie z tytułem, na wsi. Nigdy nie byłem i najpewniej nie będę w Chinach, ale wystarcza mi wyobraźni, żeby sobie wyimaginować, że chińskiej wsi nie sposób porównać do wsi, dajmy na to polskiej, bo to porównanie słonia do mrówki. Opowieść o chińskiej wsi to nie „Chłopi” Reymonta, nie „Awans” Redlińskiego, nie wiejska proza Tadeusza Nowaka czy Wiesława Myśliwskiego. Nie ta skala, nie ten paradygmat. Ośmielam się podejrzewać, że w porównaniu z chińską wsią, najdziksza wieś polska to buduar wersalskiej damy. „W przyszłym roku śmierci będzie tyle, co ziarna po żniwach” – brzmi jedno z najbardziej charakterystycznych zdań pierwszego rozdziału i pobrzmiewa w tym monumentalna chińska skala. W warstwie fabularnej „Sen”, to opowieść o apokalipsie wymierania pewnej chińskiej wsi na AIDS. W tym aspekcie ta powieść to próbka świetnego, można by rzec: klasycznego realizmu, w przekładzie kojarzącego się z tradycją europejskiego czy amerykańskiego realizmu w literaturze. Jednak pojemność prozy Lianke jest większa niż tylko zwykły, relacyjny, mimetyczny realizm, bo jest w tej powieści także esencja satyryczna, czarny humor, liryzm, a nawet delikatne rysy jakby surrealistyczne. Joanna Krenz, tłumaczka, która z chińszczyzny nam przyswoiła tę powieść (właściwie, właśnie dlatego że to przekład z chińskiego, chyba tak naprawdę napisała ja na nowo), więc doskonale wie co pisze, ujęła styl „Snu” tak: „Opowieść o tragicznych losach wioski Ding płynie w łagodnym, sennym rytmie, któremu umysł odbiorcy natychmiast się poddaje. Ów senny stan nie ma jednak nic wspólnego ze znieczulającą narkozą, to raczej hipnoza, podczas której słowa i obrazy zapisują się jeszcze głębiej w świadomości, zasiewając w nas dojmujący niepokój. Tego niepokoju nie sposób zagłuszyć. I nie wolno go zagłuszać. Yan Lianke w posłowiu przeprasza za ból zadany czytelnikom tą książką. Tylko czy to na pewno z jego ust powinny wyjść przeprosiny”. Są w tej powieści dwa, na początku i na końcu, momenty, które mogą czytelnika zaskoczyć. Pierwszym z nich jest zawartość tomu pierwszego (czterystustronicowy „Sen wioski Ding” zbudowany jest w jednym woluminie z pięciu tomów). Otóż ów tom pierwszy ma objętość jednej strony i składa się z trzech cytatów (sen podczaszego, sen przełożonego piekarzy i sen faraona) zaczerpniętych z Biblii. Jaki sens kryje ten zabieg? Czy chodziło pisarzowi o uniwersalizację sensu „Snu wioski Ding”? A może o coś innego, czego nie potrafię ocenić z braku kontekstowej wiedzy, bo nie wiem co oznacza cytowanie Biblii przez chińskiego pisarza kimkolwiek by był – konfucjanistą, chrześcijaninem czy komunistą? I zaskoczenie drugie, zawarte w odautorskim posłowiu do powieści. Opisuje w nim Yanke moment ukończenia ostatniej strony „Snu”. Na koniec zwraca się z bezpośrednią inwokacją takimi oto słowami: „Teraz czas na was czytelnicy i specjaliści. Możecie mówić, co wam ślina na język przyniesie. Możecie nawet tą śliną napluć na moją powieść. Tak czy inaczej, ja z czystym sumieniem zapewniam wszystkich razem i każdego z osobna: „Upływ czasu”, „Pocałunek Lenina” i „Sen wioski Ding” pisałem sercem i życiem. Jeśli nie chcecie, nie czytajcie „Upływu”, nie czytajcie „Pocałunków”, nie czytajcie „Snu”. Jeśli jednak czytacie, wiedzcie, że włożyłem w nie wszystko, co miałem najlepszego, i nie mam sobie nic do zarzucenia względem was. Jedyne, co mnie niepokoi, to to, że nie mogę do tego radosnego świata dołożyć od siebie odrobiny radości, a zamiast tego sprawiam wam moja powieścią ból. Za to was przepraszam. Przepraszam każdego, w kim moja książka wywołała cierpienie”. Napisał to Yan Lianke w Pekinie, na osiedlu Qinghe, 23 XI 2005 roku. W moim długim i bogatym czytelniczym życiu nie zetknąłem się dotąd z tak szorstkim wyznaniem pisarskiej wiary. Nie wiem, czy wypada rekomendować czytelnikom prozę, wprawdzie bardzo wybitną, ale jednocześnie przynoszącą w lekturze cierpienie, ale że nie jestem – wyznam szczerze – pozbawiony rysów sadystycznych, czynię to z prawdziwą satysfakcją.

Yan Lianke – „Sen wioski Ding”, przekł. Joanna Krenz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, str. 416, ISBN 978-83-06-03575-9.