Nasza gospodarka puka do Państwa Środka

Trudno nie zwrócić uwagi na polski niedowład i indolencję w sferze dwustronnej współpracy ekonomicznej, handlowej, naukowo-technicznej i inwestycyjnej z Chinami.

Chiński eksport do Polski nadal przewyższa znacznie (kilkunastokrotnie) polski eksport do Chin. Wartość obrotów wzajemnych wyniosła ok. 30 mld USD w roku 2018, przy czym wartość polskiego eksportu do Chin osiągnęła zaledwie 2,3 mld USD.
Szybko zwiększa się więc polskie ujemne saldo w handlu z Chinami. Stanowi to coraz poważniejszy problem (także polityczny – uzależnienie) dla Polski. Nie można tego tłumaczyć, wykrętnie, tym, iż również inne kraje mają ujemne saldo w handlu z Chinami. Trzeba zwiększać polski eksport. Ale z tym już znacznie trudniej z naszej strony.

Słoń i mrówka

Tylko ok. 3.000 przedsiębiorstw polskich eksportuje do Chin; ale aż ok. 30.000 firm chińskich eksportuje do Polski. Ok. 50 proc. tego eksportu trafia do nas przez rynki trzecie, np. przez wielkie „hurtownie chińskie” w Hamburgu czy w Rotterdamie.
Np. obecnie działa już 97 linii kolejowych łączących miasta chińskie z europejskimi, zaś liczba pociągów towarowych z kontenerami sięga 6.000.
Efektywność chińskich reform i tempo rozwoju nie ma precedensu w całej historii gospodarczej świata. Reformy Deng’a są stale rozszerzane, pogłębiane i doskonalone – także w sferze politycznej i społecznej. Do partii mogą już wstępować prywatni przedsiębiorcy a nawet milionerzy.
W minionych latach średni przyrost produktu krajowego brutto Chińskiej Republiki Ludowej kształtował się w granicach 10 proc. rocznie lub więcej. Nawet w kryzysowym roku 2009 osiągnął on ok. 9 proc. Gospodarka chińska zajmuje już drugie miejsce w świecie (pod względem absolutnej wartość PKB). Jednak, z uwagi na wielką liczbę ludności, chiński PKB per capita wynosi obecnie zaledwie 16.800 USD (93. miejsce w świecie); zaś pod względem wartości obrotów handlu zagranicznego (4,1 bln USD, w roku 2018) – pierwsze. UE jest 1. partnerem handlowym (także strategicznym i politycznym) ChRL. Wartość obrotów wzajemnych wyniosła 605 mld USD – w roku 2018; 2. miejsce: USA – 480 mld USD.
Inne wskaźniki makroekonomiczne też mówią same za siebie. W roku 1952 wartość PKB ChRL wynosiła (w przeliczeniu) 68 mld juanów; a w roku 2008 – ponad 30 bln juanów; czyli 440 razy więcej! (Przy podzieleniu tej sumy na pół otrzymamy przybliżoną wartość PKB w złotych). Rezerwy walutowe Chin, sięgają już prawie 3,5 bln USD. Łączne lokaty kapitału zagranicznego w ChRL, w latach 1979 – 2006, wyniosły 883 mld USD; z czego bezpośrednie inwestycje zagraniczne (Foreign Direct Investment) osiągnęły 692 mld USD. Tylko w roku 2008, niezależnie od kryzysu, lokaty te stanowiły (odpowiednio): 108,5 mld USD i 92,5 mld USD.
Pod koniec 2018 r., w ChRL działało już 442.000 firm zagranicznych (z około 200 krajów) – o łącznym zainwestowanym kapitale 2 bln USD. Poczynając od 1978 r., Chiny wydźwignęły z biedy (około 2 USD per capita dziennie na utrzymanie) około 800 mln obywateli. Pozostało jeszcze ponad 40 mln. Prezydent Xi apeluje o zdwojenie wysiłków, aby „dokończyć tę podróż” w możliwie niedługim czasie (kilku lat).
Spośród „500-ki” największych koncernów świata, już 490 prowadzi swą działalność gospodarczą w ChRL. Na 1. miejscu znajduje się Volkswagen; a na 2. – General Motors China. W tejże „500-tce” jest już 26 firm chińskich. Jednocześnie Chiny inwestują coraz więcej na całym świecie. Wartość tych inwestycji osiągnęła łącznie ponad 526 mld USD, w roku 2018 (5.100 projektów, w 156 krajach świata); nie licząc inwestycji czysto finansowych – jak np. kupowanie obligacji skarbowych USA, których Chiny już mają na wartość prawie 2 bln USD. W końcu 2009 r. Chiny udzieliły Afryce pożyczki w wysokości 10 mld USD (na bardzo korzystnych warunkach). Po 35 latach reform, sektor prywatny wytwarza ponad 50 proc. PKB w 27 z 40 najważniejszych gałęzi przemysłowych. W innych branżach, jego udział sięga 70 proc.. Chiny osiągnęły samowystarczalność żywnościową; ba, stały się wielkim eksporterem artykułów rolno-spożywczych. Dysponując zaledwie 7 proc. gruntów rolnych (uprawnych) na świecie, są one w stanie wyżywić ponad 20 proc. ludności świata (czyli mieszkańców ChRL).

Kryzysowa chińska zadyszka

Kryzys finansowy i ekonomiczny z końca pierwszej dekady XXI wieku spowodował nieobliczalne straty w gospodarce chińskiej, która nieźle radziła sobie w warunkach globalizacji (spadek PKB o 2 – 3 proc.). Ucierpiały zwłaszcza, tzw. prowincje eksportowe i rolno-spożywcze. Na rynku unijnym, amerykańskim, japońskim i in. było coraz mniejsze zapotrzebowanie na tanie i dobre wyroby chińskie. Dziesiątki tysięcy zakładów produkcyjnych zlikwidowano lub zawieszono ich działalność gospodarczą. Wartość obrotów chińskiego handlu zagranicznego zmniejszyła się szybko – o ok. 25 proc. rocznie. Znacznie obniżała się wartość chińskich rezerw walutowych i posiadanych amerykańskich obligacji skarbowych – a to wskutek lawinowego spadku wartości wymiennej dolara. Choć kryzys amerykański zaskoczył początkowo kierownictwo i przedsiębiorców chińskich, to jednak szybko otrząsnęli się oni z szoku i podjęli zdecydowane działania antykryzysowe. Bardzo przydały się w tym celu instrumenty interwencjonizmu państwowego, stosowane od dawna w tamtejszej społecznej gospodarce rynkowej. Rząd uruchomił niezwłocznie bodźce finansowe (prawie 1 bln USD) – dla ratowania zagrożonych podmiotów gospodarczych i ożywienia działalności kredytowej banków.
Zintensyfikowano ogromny rynek wewnętrzny, szczególnie wiejski, zwiększono nakłady inwestycyjne w prowincjach zacofanych oraz znaleziono alternatywne rynki zbytu i inwestycji na całym świecie. Podjęto też wiele innych awaryjnych i długofalowych działań antykryzysowych, w kraju i na arenie globalnej. Okazały się one bardzo efektywne; najnowsze prognozy głoszą, iż przyrost PKB ChRL w najbliższych latach wyniesie ok. 7,5 proc..
W sumie, kryzys globalny i jego konsekwencje unaoczniły większą agresywność i
znaczne pogorszenie sytuacji USA wobec Chin, nie tylko w kategoriach finansowych i strategicznych. Faktycznie, USA „siedzą” bardzo głęboko w kieszeni chińskiej. Chiny muszą więc prowadzić wyjątkowo zręczną i delikatną grę z USA.

Byliśmy prekursorami

W latach 50-tych XX wieku Polska i Chiny podjęły wiele istotnych posunięć w dziedzinach, ekonomicznej, społecznej i kulturalnej. Dobrze rozwijał się handel polsko-chiński, rozliczany dość długo (do 1990 r.) w clearing’u i we frankach szwajcarskich – z uwagi na ówczesną awersję Chin do USA i do dolara.
Dla rozwoju wymiany handlowej, dnia 15 czerwca 1951 r., utworzono Polsko-Chińską Spółkę Żeglugową Chipolbrok – z siedzibą w Szanghaju i w Gdyni. Była to pierwsza chińsko-zagraniczna spółka joint venture (fifty-fifty) w historii gospodarczej ChRL. Istnieje ona do dziś. Później LOT uruchomił połączenia lotnicze z Pekinem, z których zrezygnowano, na dłuższy czas, z nonsensownych powodów politycznych – by wznowić loty na tej trasie relatywnie niedawno.
Polska może stanowić dla Chin „bramę do Europy”, podobnie jak np. Szanghaj i Hongkong są – dla Polski i Europy – „bramami do Chin”. W interesie obydwu Stron leży przeto maksymalnie efektywne wykorzystanie nowych szans i nowych możliwości współpracy. Dla Polski, nie jest to wszakże zadanie łatwe z tego prostego względu, iż RP należy nie tylko do UE, ale również do NATO i jest I sojusznikiem USA w naszej strefie geograficznej. Doskonalenie współpracy polsko-chińskiej jest nie w smak naszym ”starszym braciom” zza oceanu. Sytuacja ta może jednak się zmienić, gdyby stosunki chińsko-amerykańskie uległy poprawie. Przecież Niemcy znajdują się w analogicznym, jak Polska, położeniu wobec USA, NATO i Chin, ale to nie przeszkadza im w znakomitym rozwijaniu współpracy z Chinami Ludowymi od samego początku.
Mikroskopijne są nadal inwestycje polskie w Chinach (ok. 150 mln USD) i chińskie w Polsce (ok. 1,5 mld USD). Wprawdzie wielki koncern chiński – Lenovo podjął (w latach 2008 – 2009) bardzo poważną próbę zainwestowania w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, ale inwestycja ta (na ok. 1.500 pracowników) została spartaczona przez stronę polską. Lenovo wycofało się z Polski – i nie wiadomo, kiedy tu powróci.
Przy przetargach, w Polsce stosuje się praktyki dyskryminacyjne (z powodów formalno-politycznych) wobec inwestorów chińskich (np. w przypadku drugiej linii metra warszawskiego). Skandal z Covec (wstrzymana budowa odcinka autostrady A2) czy z Huawei (na zlecenie zagraniczne) był niepotrzebnym nieporozumieniem.
Stale słychać narzekania na niedobre praktyki wizowe konsulatów polskich w Chinach wobec tamtejszych przedsiębiorców. W Chinach nie ma przedstawicielstwa banku polskiego. Wymiana studencka i turystyczna jest niewielka – jak na potrzeby i możliwości obydwu stron.
Chińczycy nie zrażają się tym i – mimo kryzysu – są coraz bardziej aktywni na rynku polskim. Doceniają jego znaczenie w kontekście unijnym i wschodnioeuropejskim oraz w perspektywie ewentualnego przystąpienia naszego kraju do strefy euro. Mało tego, zwiększają swą aktywność gospodarczą w Polsce (i na całym świecie).
Póki co jednak, Polska plasuje się dopiero w okolicach 70-tego miejsca w pierwszej setce partnerów gospodarczych Chin! Nie ma profesjonalnej promocji Polski, zwłaszcza naszej gospodarki w Chinach, natomiast chińska działalność informacyjna i promocyjna w Polsce jest coraz lepsza – ale jeszcze niewystarczająca. Polska strategia Go-China jest marną imitacją chińskiej polityki Go-Global.

Tracimy olbrzymie sumy

W sumie, wskutek prowadzonej nadal irracjonalnej i anachronicznej polityki handlowej oraz inwestycyjnej wobec Chin, a także zaniechania, zwłaszcza po 1989 r., porządnej współpracy w sferze handlu i inwestycji, nasz kraj stracił bezpowrotnie setki miliardów euro.
Niektórzy decydenci polscy nadal „zwalczają” (nieistniejący) komunizm w Chinach, ingerują w ich sprawy wewnętrzne, udzielają pouczeń itp., z czym kierownictwo i naród chiński nigdy się nie pogodzi. Wszystko to szkodzi polskim interesom państwowym i narodowym, ośmiesza nasz kraj na arenie międzynarodowej, szczególnie w Unii Europejskiej oraz tworzy niesprzyjający klimat polityczny dla rozwoju polsko-chińskiej współpracy gospodarczej, handlowej i inwestycyjnej.
Uprawianie polityki wobec Chin w stylu: „jak pies do jeża” nie ma sensu. Sytuację pogarsza dotkliwa luka informacyjna i świadomościowa. „Średni Polak” nie zna prawdy o Chinach, zaś, w odbiorze „średniego Chińczyka”, szczególnie przedsiębiorcy, Polska jawi się więc jako „kraj rozkojarzony i mało przyjazny Chinom”, z którym… nie warto robić większych interesów. Pozostaje to w sprzeczności z odwiecznymi tradycjami sympatii, współpracy i przyjaźni polsko-chińskiej, kultywowanymi w obydwu społeczeństwach.
Od 1989 r., w rozwoju Polski wystąpiły dwie główne fazy: 1. bezkrytyczna, cielęca fascynacja Ameryką, która obecnie przekształca się w zwątpienie i rozczarowanie – z powodu wielkiego kryzysu i krachu ekstremalnego neoliberalizmu; 2. „powrót do Europy”, tzn. trudne przygotowania do przystąpienia do UE, samo przystąpienie oraz żmudne szukanie (metodą prób i błędów) swego miejsca we wspólnocie unijnej. Towarzyszy temu nadal polskie „rozdwojenie jaźni” między USA i UE. W tym okresie zaniedbano bezmyślnie współpracę z Chinami oraz Azją Wschodnią i Południowo – Wschodnią.

Weźmy się do roboty

Żaden polski rząd po 1989 r. nie zdobył się na opracowanie i na wdrożenie optymalnego programu współpracy z Chinami. Skoro, od 1989 r., w centrali lekceważy się, de facto, Chiny i rynek chiński, to nic dziwnego, iż podobnie postępują polskie placówki dyplomatyczne, konsularne i ekonomiczne w Chinach.
Konieczne jest więc opracowanie i wdrożenie kompleksowej, długofalowej strategii współpracy z Chinami – z uwzględnieniem najnowszych zmian w globalnym układzie sił, szczególnie ekonomiczno-politycznym. Trzeba wyeliminować dotkliwą lukę informacyjno-świadomościową i psychologiczną w stosunkach między obydwoma krajami i społeczeństwami, oraz kołami opiniotwórczymi, przedsiębiorcami, ludźmi nauki, techniki i kultury. Rozwijać w dużej skali współpracę regionalną oraz kontakty między organizacjami pozarządowymi, społecznymi, twórczymi. Doskonalić i koordynować działalność instytucji krajowych zajmujących się współpracą z Chinami oraz placówek, instytucji i przedstawicielstw polskich w Chinach. Ustanowić sprawny system promowania Polski, szczególnie w sferze gospodarczej i kulturalnej, na gruncie chińskim.
Pozytywnych wzorców do naśladowania nie trzeba szukać daleko – wystarczy przeanalizować np. dynamikę i efekty rozwoju stosunków niemiecko – chińskich, czy holendersko – chińskich w minionych dziesięcioleciach i korzyści z tego wynikające dla zainteresowanych stron. Na przykład wartość niemiecko – chińskich obrotów handlowych przekroczyła 226 mld USD, w roku 2018 (to około 1/3 ogółu obrotów UE – ChRL). Wartość ta ma ulec podwojeniu (!) w najbliższych latach. Pani kanclerz Angela Merkel złożyła oficjalne (i owocne) wizyty w Chinach aż siedmiokrotnie – poczynając od roku 2005, zaś przywódcy, przedsiębiorcy i obywatele chińscy są częstymi gośćmi w Republice Federalnej.
Ufam zatem, że nadejdzie relatywnie niedługo dzień niezbędnego, jakościowego przełomu i zasadniczej trwałej poprawy w stosunkach polsko-chińskich.

Przyszłość Hongkongu rysuje się w jasnych barwach

Ostatnie wydarzenia w Hongkongu przyciągnęły powszechną uwagę i głęboko dotknęły zarówno Chińczyków z kontynentu jak i mieszkańców tego miasta. W Hongkongu, który wzbudził we mnie uznanie dla jego atmosfery przesyconej nowoczesną witalnością, otwartością i inkluzyjnością byłem wielokrotnie. Niedawne zamieszki, incydenty pogwałcenia prawa i niepokoje społeczne, które wybuchły w Hongkongu wywołały mój głęboki smutek. Korzystając z okazji chciałbym podzielić się z moimi polskimi przyjaciółmi przemyśleniami i spostrzeżeniami odnośnie obecnej sytuacji w Hongkongu.

Zauważyłem, że wiele zachodnich mediów śledzi i informuje o rozwoju wydarzeń w Hongkongu, jednak ich raporty nie mogą pochwalić się obiektywizmem ani rzetelnością, nie wspominając nawet o kompleksowym przedstawieniu tego tematu. Niektóre zajmują się demokracją i wolnością, pomijając rządy prawa i sprawiedliwość. Niektóre solidaryzują się z demonstrantami, napadając na policjantów wykonujących swoje obowiązki. Jeszcze inne zawodzą pieśni żałobne nad gospodarką miasta, nie dostrzegając jakby jego rozwoju i ogromnego potencjału. Ten czarno-biały sposób przekazywania faktów i „selektywna ślepota” uprawiana przez media w oczywisty sposób narusza zasadę ich bezstronności i sprawia, że są one niewiarygodne. Jak zatem sytuacja przedstawia się w rzeczywistości?
Od czerwca, kiedy władze Specjalnego Regionu Administracyjnego ChRL Hongkong ogłosiły rozpoczęcie prac nad nowelizacją prawa o ekstradycji oraz o „Wzajemnej pomocy prawnej w sprawach karnych”, w Hongkongu odbywają się kolejne demonstracje. Jednak po 12 czerwca część radykalnych demonstrantów zaczęła celowo wzniecać przemoc.
Otoczyli Radę Legislacyjną Hongkongu, zabarykadowali drogi, zablokowali ruch i nękali pokojowo nastawionych mieszkańców miasta. Przy użyciu cegieł, żelaznych prętów, bomb benzynowych, toksycznych i trujących płynów oraz proszków zaatakowali policję. Nielegalnie przechowywali niebezpieczne substancje oraz znaczną ilość broni ofensywnej. Zaatakowali siedzibę rzędu centralnego w Hongkongu, publicznie znieważyli godło i flagę narodową. Ich agresywne zachowanie jest oburzające i dawno już przekroczyło wszelkie granice pokojowych demonstracji.
Zamieszki, które trwają już ponad miesiąc, poważnie zaburzają ogólnie kwitnącą i stabilną sytuację miasta, tworzą trudne wyzwanie dla rządów prawa i porządku społecznego Hongkongu, stwarzają zasadnicze zagrożenie dla życia i własności mieszkańców miasta, a także poważnie napinają zasadę „jeden kraj – dwa systemy”. Takie zachowanie nie może być tolerowane. Jestem pewien, że nikt nie chciałby, by jego miasto pogrążyło się w przemocy, chaosie i kryzysie, a żadne praworządne i cywilizowane społeczeństwo nie będzie tolerowało aktów przemocy. Właśnie taki jest pogląd przeważającej większości Hongkończyków na tę kwestię.
Jak mówi chińskie przysłowie, „Gdy nie ma skóry, na czym będą się trzymać włosy?”. Podobnie możemy zapytać, jak ma rozkwitać miasto, któremu brakuje stabilności? Praworządność jest dla Hongkończyków źródłem dumy, jest podstawą hongkońskiego środowiska biznesowego, jest kamieniem węgielnym stabilnego rozwoju Hongkongu. Absolutnie nie można patrzeć bezczynnie jak niewielka grupa pozbawionych skrupułów ludzi depcze prawo. Gdy w Hongkongu zaczną się chwiać rządy prawa, zagrożony będzie także stabilny rozkwit miasta. Jeśli Hongkong pogrąży się w chaosie, rachunek przyjdzie uregulować całemu społeczeństwu, ucierpią na tym także interesy innych krajów.
Chińskie władze centralne mówią jasno. Wspierają szefową władz Carrie Lam w zgodnym z prawem zarządzaniu Specjalną Strefą Administracyjną, wspierają hongkońską policję w egzekwowaniu prawa, wspierają odpowiednie jednostki administracji oraz sądownictwa SSA w zgodnym z prawem karaniu winnych ataków, wspierają kochających ojczyznę i Hongkong obywateli w bronieniu rządów prawa w ich mieście. Także i MSZ Chin w swych oświadczeniach niejednokrotnie stanowczo sprzeciwiało się ingerencji sił zewnętrznych w sprawy Hongkongu.
Mimo to, w dalszym ciągu niewielka grupa polityków „udaje Greka”, publicznie wygłasza nieprzemyślane sądy na temat sytuacji Hongkongu, krytykuje władze centralne i władze SSA oraz zasadę „jeden kraj – dwa systemy”, wzniecając wrogie nastroje, nie cofa się nawet przed zakulisowymi machinacjami. Niech nie zapominają oni, że Hongkong należy do Chin i wszystkie kwestie Hongkongu należą do polityki wewnętrznej Chin.
Fakty brzmią głośniej niż słowa. Obywatele Chin sami najlepiej ocenią zasadę „jeden kraj – dwa systemy”. Od 22 lat, kiedy Hongkong powrócił do Chin, jego PKB nieprzerwanie rośnie, w 2018 roku wynosząc 360 mld USD – dwa razy więcej, niż w roku 1996. Liczba turystów wynosząca w 1997 r. niecałe 10,5 mln w roku 2018 sięgnęła 65 mln.
Stabilne jest miejsce Hongkongu jako światowego centrum finansowego, handlu oraz transportu. We wszystkich światowych rankingach, czy to gospodarczych, czy społecznych, znajduje się on w ścisłej czołówce. Wszystko to w pełni pokazuje, że zasada „jeden kraj – dwa systemy” leży u podstaw długofalowego, stabilnego rozwoju Hongkongu, jest niezwykle korzystna, a co za tym idzie charakteryzuje się ogromną witalnością.
Chyba każdy Chińczyk zna piosenkę „Perła Orientu”, której słowa odzwierciedlają głębokie przywiązanie do Hongkongu oraz opiewają nadzieje i życzenia pomyślności całego kraju i narodu dla tego miasta. Jestem przekonany, że mając oparcie w bardziej otwartej, pewnej siebie i silnej ojczyźnie, z pomocą Inicjatywy Pasa i Szlaku, projektu „Greater Bay Area” i innych krajowych strategii rozwoju, „Perła Orientu” zabłyśnie jeszcze jaśniej, a jej przyszłość malować się będzie w jasnych barwach!

Niebezpieczeństwa strategii szaleńca

Dwa mocarstwa nie zamierzają oddawać pola na gospodarczym polu bitwy.

Zaostrzenie wojny handlowej USA – Chiny może mieć katastrofalne skutki nie tylko dla gospodarek tych krajów, ale także dla gospodarki globalnej. Tym bardziej, że opiera się na „strategii szaleńca”, czyli na podejmowaniu pozornie nieracjonalnych decyzji, żeby zdezorientować przeciwnika.
Za chwilę nie będziemy wiedzieli, które decyzje są realne, a które „dezorientacyjne”. To wprowadza chaos, niepewność i znacząco zwiększa ryzyko globalne.
Na przełomie lipca i sierpnia na rynkach finansowych zapanował chaos. Nie było to coś, co można by uznać za typową dla lata flautę często przeradzającą się nawet w letnią hossę. Tym razem była to letnia bessa. Teoretycznie najważniejszym wydarzeniem miało być to, że 31 lipca amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) podejmie decyzję o obniżce stóp procentowych. I rzeczywiście stopy zostały obniżone o 25 pb. (do 2,25 proc.).
Jerome Powell, szef Fed, zasmucił jednak inwestorów mówiąc podczas konferencji prasowej, że cięcie nie jest początkiem całej serii obniżek. Powiedział też jednak, że jego wypowiedź nie musi sygnalizować, iż lipcowa obniżka będzie ostatnią. W ten sposób zostawił sobie możliwość cięcia stóp w przyszłości o ile sytuacja gospodarki USA będzie tego wymagała. Prawda jest taka, że ta gospodarka trzyma się na razie bardzo dobrze i co prawda widać pierwsze sygnały spowolnienia (rynek pracy, rynek nieruchomości), ale i tak jest ona w dużo lepszej formie niż na przykład gospodarka strefy euro.
Reakcją Wall Street na niedostatecznie „gołębie” przesłanie Powella były jednoprocentowe spadki indeksów. Już następnego dnia rynek wrócił jednak do formy, bo przecież Powell nie powiedział nic, co usprawiedliwiałoby przecenę.
Indeksy w połowie sesji odrobiły całe spadki z 31 lipca, ale wtedy pojawiły się tweety prezydenta Donalda Trumpa i sesja zakończyła się jednoprocentowymi spadkami.
Dzień po zakończeniu rozmów USA-Chiny w Szanghaju, które miały być preludium do kontynuacji rozmów we wrześniu, prezydent poinformował, że 1 września nałoży 10. procentowe cło na 300 mld dolarów importu z Chin.
Smaczkiem tej decyzji jest to, że prezydent twierdzi, iż to Chiny zapłacą te cła, kiedy każdy wie, że zapłacą je amerykańscy konsumenci. Pretekstem do takiej decyzja miało być to, że rozmowy idą za wolno, a Chiny nie wywiązują się z zobowiązań kupna wystarczającej ilości produktów rolnych produkowanych w USA. Ta decyzja doprowadziła do potężnej przeceny na globalnych giełdach.
Wall Street twierdzi, że prawdziwy powód decyzji Trumpa mógł być inny. Szef Fed podczas swojej konferencji prasowej mówił, że Rezerwa Federalna stopy obniża niejako ostrożnościowo, bo obawia się skutków wojny handlowej na linii USA – Chiny (a potem zapewne USA – UE). Donald Trump bez przerwy krytykuje Fed za to, że ten utrzymuje wysokie stopy procentowe (niesłusznie krytykuje). Mógł sobie wymyślić, że jeśli podkręci ogień pod wojną handlową USA – Chiny to zmusi Fed do kolejnych obniżek stóp, a potem doprowadzi do zawarcia umowy z Chinami (a niskie stopy na dłużej zostaną).
Ta „strategia szaleńca” (nie obrażam prezydenta – eksperci twierdzą, że to znana strategia polegająca na podejmowaniu pozornie nieracjonalnych decyzji, żeby zdezorientować przeciwnika), może doprowadzić do katastrofalnych skutków.
Donald Trump nie bierze według mnie pod uwagę tego, że dla Azjaty utrata twarzy jest dramatem, który np. w Japonii prowadził często do seppuku.
Xi Jinping, chiński prezydent, jest uważany za potężniejszego, niż w szczycie swojej władzy był Mao Zedong. On nie zostawi tego upokarzania Chin bez odpowiedzi. Być może nie natychmiast (Chiny potrafią czekać), ale z pewnością USA kiedyś za to wszystko zapłacą.
Na razie Chiny pozwoliły na dalsze osłabienie juana (pomagając w ten sposób eksporterom) oraz zakazały importu amerykańskich produktów rolnych. USA odpowiedziały twierdząc (po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat), że Chiny manipulują walutą (to akurat prawda) i żądając pomocy ze strony MFW.
W tej chwili Chiny zahamowały osłabianie się juana (za szybkie doprowadzałoby do ucieczki zagranicznych inwestorów), ale problemem jest to, że ciąg dalszy tej rozgrywki zależy jedynie od tego, co nowego wymyśli i zatweetuje prezydent USA. A tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Przez wzajemnie korzystną współpracę do lepszej przyszłości

W ostatnim czasie chińsko-amerykański konflikt gospodarczo-handlowy znajduje się w centrum zainteresowania społeczności międzynarodowej. Jest on także szeroko komentowany we wszystkich środowiskach w Polsce. 2 czerwca władze Chin opublikowały białą księgę prezentującą stanowisko Chin w sprawie konsultacji gospodarczo-handlowych między Chinami a USA. Chciałbym podzielić się moimi przemyśleniami na ten temat.

1. USA sprowokowały nową odsłonę konfliktu gospodarczo-handlowego.
Od momentu objęcia urzędu w 2017 r. nowa administracja USA realizuje politykę „America first”. Wprowadza serię środków promujących unilateralizm i protekcjonizm i powraca do „polityki grubego kija” w stosunku do swoich największych partnerów handlowych – krajów UE, Japonii, Kanady, Meksyku czy Indii. Stany Zjednoczone zwróciły się również bezpośrednio przeciw Chinom, nakładając wysokie cła i ograniczając inwestycje, co dało początek tarciom handlowym.
W ostatnim czasie pod pretekstem gwarantowania bezpieczeństwa narodowego, nie mając żadnych dowodów, USA zastosowały sankcje wobec firmy Huawei i innych chińskich spółek. Źródłem ich postawy jest przekonanie o własnej wyższości i zapędy hegemonistyczne, niemożność wyjścia ze ślepego zaułka, w którym rządzi prawo dżungli i zaślepienie iluzją, że „zwycięzca bierze wszystko”.
Działania USA nie tylko znacznie hamują handel chińsko-amerykański, ale przede wszystkim łamią zasady ustalone przez WTO, szkodzą wielostronnemu systemowi handlu światowego, poważnie zaburzają globalne łańcuchy produkcyjne i dostawcze, godzą w zaufanie do rynku, stanowiąc poważne wyzwanie dla globalnego ożywienia gospodarczego.

2. Stanowisko Chin w sprawie eskalacji konfliktu chińsko-amerykańskiego.
Mając na względzie ochronę światowego porządku handlowego oraz wspólne interesy obu krajów, Chiny od początku nalegały na rozwiązanie sporu w drodze dialogu, poważnie podchodząc do kolejnych rund konsultacji prowadzonych ze Stanami Zjednoczonymi i wychodząc z propozycjami pragmatycznego rozwiązania sporu.
Niestety, ciągła zmiana stanowiska przez USA, brak poszanowania osiągniętego już konsensusu, szukanie rozwiązań siłowych, a także przedstawianie nierealistycznych, niemożliwych do zaakceptowania przez stronę chińską warunków sprawiły, że nie udało się osiągnąć porozumienia. Dalsze rozmowy zahamowało także niesłuszne oskarżenie Chin przez USA o niedotrzymanie wcześniejszych ustaleń. Dodatkowo sytuację zaostrzało permanentne, kontynuowane bez względu na stanowczy sprzeciw Chin, nakładanie ceł na chińskie towary.
Celem Chin jest osiągnięcie porozumienia na drodze dialogu, ale nie ustąpią one pod presją i są gotowe sprostać każdemu wyzwaniu. W obliczu wywołanych i stale rozbudzanych przez Stany Zjednoczone tarć gospodarczych i handlowych, Chiny muszą sięgać po wszelkie środki zaradcze i zdecydowanie bronić interesów kraju i narodu.
Chiny wyraźnie podkreślają, że współpraca musi opierać się na zasadach, a negocjacje nie mogą przekroczyć dolnej linii porozumienia. Jego ceną nie może być rozwój, a tym bardziej suwerenność jednej ze stron. Stanowisko chińskie jest jasne i niezmienne: Chiny i Stany na współpracy zyskają, walcząc ze sobą – stracą. Chiny nie chcą prowadzić wojny handlowej, ale też się jej nie boją. Jeśli będzie taka konieczność staną do walki.
W kwestiach zasadniczych, Chiny nigdy nie pójdą na kompromis – trudno oczekiwać, by Chiny przystały na godzące w ich interesy ustalenia.

3. W wojnie handlowej nie ma zwycięzców.
Amerykańska polityka unilateralizmu i protekcjonizmu nikomu nie przyniesie korzyści. Zgodnie z opinią dyrektor MFW, Christine Lagarde, nałożenie przez Stany Zjednoczone cła w zapowiedzianej wysokości spowoduje w przyszłym roku spadek wartości globalnego PKB o około 455 mld dolarów. Z uwagi na obecną sytuację Bank Światowy obniżył także prognozę światowego wzrostu gospodarczego w 2019 r. do 2,6 procent.
Nie tak dawno ponad 600 amerykańskich firm, w tym Wal-Mart i Target, napisało list do prezydenta Donalda Trumpa, w którym wyraziły swoje zaniepokojenie eskalacją chińsko-amerykańskiej wojny celnej. Zwrócono w nim uwagę, że wysokie cła nie są skutecznym sposobem na poprawę równowagi handlowej, a za ich wprowadzenie zapłacą amerykańskie, a nie chińskie, przedsiębiorstwa. Konsekwencje rosnącego bezrobocia i kosztów utrzymania uderzają także w zwykłych Amerykanów.
Z kolei wpływ konfliktu handlowego na gospodarkę chińską jest kontrolowany, a wynikające z niego trudności i wyzwania są przezwyciężane. Nie można lekceważyć determinacji 1,3 mld Chińczyków do oparcia się zewnętrznym siłom oraz do pracy na rzecz rozwoju kraju i dobrego życia. Chiny mają korzystne warunki do rozwoju gospodarczego i społecznego – samodzielny system przemysłowy, rozwiniętą infrastrukturę, liczną siłę roboczą, własny kapitał, źródła energii, ogromny rynek, silny popyt krajowy – w pełni wystarczające do utrzymania chińskiego wzrostu gospodarczego i ograniczenia zagrożeń zewnętrznych.
W ostatnich latach władze Chin kładły nacisk na innowacyjny, zbalansowany, ekologiczny, otwarty i korzystny dla wszystkich rozwój. Czyniono wysiłki mające na celu dostosowanie struktury gospodarczej, tak by nastąpiła transformacja chińskiej gospodarki od modelu szybkiego wzrostu do rozwoju wysokiej jakości. Jednocześnie Chiny, dysponując wystarczającymi narzędziami i środkami dostosowawczymi, a także bogatym doświadczeniem, mogą być spokojne o utrzymanie stabilnego wzrostu gospodarczego.
W pierwszym kwartale tego roku PKB Chin wzrósł o 6,4 proc. – to czternasty z rzędu kwartał, w którym wzrost utrzymuje się na poziomie 6,4-6,8 procent. Przemysł, konsumpcja, inwestycje, import i eksport odnotowały wzrost większy, niż zakładały analizy krajowe i zagraniczne. Wszystko to wskazuje na odporność chińskiej gospodarki.
Chiny będą kontynuować swoje działania, pogłębiać reformy, otwierać się oraz utrzymywać dobre tempo stabilnego rozwoju gospodarczego. Będą także w dalszym ciągu utrzymywać dobre relacje z innymi państwami i odgrywać rolę siły napędowej światowej gospodarki.

4. Tylko wzajemnie korzystna współpraca prowadzi do lepszej przyszłości.
Globalizacja ekonomiczna jest nieuchronnym rezultatem rozwoju efektywności społecznej oraz postępu naukowego i technologicznego. To proces, którego nie można zatrzymać. Dziś, wraz z szybkim rozwojem światowej integracji, interesy wszystkich krajów są połączone, współzależne i współdzielone. Społeczeństwa nie mogą już żyć w odosobnieniu. Konfrontacje, konflikty i gra o sumie zerowej nie przeszły próby czasu – dziś stawiamy na obopólnie korzystną współpracę.
Konflikt gospodarczo-handlowy między Chinami a Stanami Zjednoczonymi powinien i może zostać rozwiązany na drodze dialogu. Drzwi do rozmów są wciąż otwarte. Mam nadzieję, że Chiny i Stany Zjednoczone będą podążać w tym samym kierunku, opierać się na zasadach wzajemnego szacunku, równości i wzajemnych korzyści, wyrównywać różnice i wzmacniać współpracę gospodarczą i handlową, tak by stosunki chińsko-amerykańskie rozwijały się w oparciu o harmonię, współpracę i stabilność.
Osiągnięcie przez Chiny i Stany Zjednoczone obustronnie korzystnego porozumienia w kwestiach gospodarczych i handlowych, jest zgodne z interesami obu krajów i oczekiwaniami całego świata.
Chiny i Polska są ważnymi partnerami wspólnej budowy „Pasa i Szlaku” oraz współpracy „17+1”. W wielu dziedzinach przynosi już ona znakomite efekty i ma przed sobą świetne perspektywy. Jesteśmy przekonani, że stosunki chińsko-polskie przetrwają zewnętrzne zawirowania, będą przyczyniać się do zwiększenia dostatku obywateli obu krajów oraz będą miały wpływ na ustabilizowanie obecnej, niepewnej światowej sytuacji gospodarczej.

Chiński odwet za cła

Chińska komisja ds. rozwoju i reform pracuje nad nowelizacją prawa dotyczącą tzw. metali ziem rzadkich. To bardzo trudno dostępne i niezwykle rzadko występujące surowce chemiczne. ChRL, w odpowiedzi na agresywne działania administracji Donalda Trumpa, zapowiada ograniczenie eksportu tych materiałów. To może być gigantyczny cios dla Stanów Zjednoczonych.

Metale ziem rzadkich lub pierwiastki ziem rzadkich (REE – ang. rare earth elements) to potoczna nazwa rodziny 17 pierwiastków chemicznych, w skład której wchodzą dwa skandowce (skand i itr) i wszystkie lantanowce (lantan, cer, prazeodym, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb i lutet). Na terenie Chin znajduje się ponad 35 proc. rozpoznanych zasobów, następne w kolejności są Indie i Rosja.
Stany Zjednoczone importują aż 80 proc. REE właśnie z Chin. Pierwiastki te mają kluczowe znaczenie dla wielu gałęzi przemysłu, także zbrojeniowego i informatycznego. Najczęściej wykorzystywane są w silnikach elektrycznych do różnych pojazdów i elektronicznych urządzeniach służących do rafinowania ropy naftowej.
Wygląda na to, że cierpliwość władz w Pekinie się wyczerpała. Wobec agresywnej postawy Stanów Zjednoczonych wytoczona zostaje ciężka artyleria.
Oficjalnie, o planach wdrożenia zmian w prawie regulującym wydobycie i obrót REE powiedział na konferencji prasowej rzecznik głównego urzędu planowania gospodarczego, Narodowej Komisji Rozwoju i Reform, Meng Wei. Nie podał żadnych szczegółów jednak wyjaśnił, że prace są „zaawansowane” i że zamiarem Komisji jest „podać przewidywane zmiany do publicznej wiadomości bez żadnej zbędnej zwłoki”.

Macron chce dialogu

Prezydent Francji wezwał do dialogu z Iranem, apelując równocześnie do Teheranu, aby nie zrywał porozumienia nuklearnego.

„Ubolewam nad decyzjami ogłoszonymi dzisiaj przez Iran, jednak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podkreśla, że Iran respektuje zobowiązania i zdecydowanie zachęcamy do cierpliwej i odpowiedzialnej postawy” – powiedział Macron podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.
Irańska Organizacja Energii Atomowej (AEOI) czeka, aż władze tego kraju zdecydują o kolejnym etapie redukcji zobowiązań Teheranu w ramach umowy jądrowej, powiedział przedstawiciel AEOI Bekhruz Kamalvandi. „Jeśli chodzi o drugi etap, czekamy na decyzję władz, Europa wciąż ma czas, wystarczająco dużo możliwości” – powiedział Kamalvandi w irańskiej telewizji. Jeśli Europa podejmie praktyczne kroki w celu ochrony interesów Iranu, sytuacja związana z wypełnieniem przez Iran zobowiązań wynikających z umowy nuklearnej powróci do normy – dodał. Wcześniej zapowiedział jednak, że w ciągu 10 dni Iran przekroczy limity zapasów nisko wzbogaconego uranu i ciężkiej wody ustalone w traktacie z 2015 r. zawartym z grupą P5+1 ((USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Francja i Niemcy). Ogłaszając 8 maja częściowe zawieszenie respektowania traktatu Iran dał jego pozostałym sygnatariuszom 60 dni na wypracowanie rozwiązania pozwalającego ominąć nałożone przez Waszyngton sankcje. Jeśli państwa członkowskie porozumienia nuklearnego nie zabezpieczą interesów Iranu w określonym czasie, Teheran zadeklarował gotowość do zawieszenia modernizacji reaktora w Araku, co było częścią porozumienia nuklearnego i odrzucenia ograniczeń na poziomie wzbogacania uranu.
O woli obrony porozumienia nuklearnego z Iranem i gotowości do zacieśnienia koordynacji współpracy z Iranem w ramach wielostronnych organizacji – zapewnił na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy prezydent Chin Xi Jinping.

Ewolucja BRICS

Książka amb. Sylwestra Szafarza pt. „Ewolucja BRICS” to pierwsze na polskim forum publicznym opracowanie dotyczące tej wielkiej organizacji gospodarczej i politycznej zrzeszającej już pięć państw i współpracującej z większością krajów rozwijających się, a także z takimi mocarstwami jak USA, Niemcy, Francja czy W. Brytania oraz z wieloma organizacjami międzynarodowymi.

Praca ma charakter kompleksowy, ukazuje drogę kształtowania się idei, poczynania organizacyjne uczestników, plany na przyszłość i ogrom uwarunkowań globalnych.
W świetle światowej rywalizacji o przywództwo globalne, BRICS to najpoważniejszy uczestnik tej konkurencji o trudnych do przeszacowania zasobach materialnych, wytwórczych i rynkowych oraz o wielkim potencjale nowych idei określających miejsce człowieka we współczesnym świecie i wzajemne relacje pomiędzy organizmami państwowymi i innymi wielkimi ugrupowaniami gospodarczymi i politycznymi.
Przypomnijmy, że w skład BRICS wchodzą: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Afryka Południowa. Porozumienie powstało w wyniku kilkuletnich negocjacji na tle potężnego kryzysu ekonomicznego współczesnego świata, który ogarnął czołowe państwa kapitalistyczne na początku XXI wieku. Było ono formą obrony interesów ekonomicznych i politycznych krajów należących do grupy określanej jako rozwijające się (tzw. państwa wschodzące), niezaangażowane itp. Było też próbą odizolowania się od negatywnych konsekwencji neoliberalnego zwrotu, który nastąpił w gospodarce globalnej w wyniku „Konsensusu Waszyngtońskiego” w latach 70. XX wieku.
Po raz pierwszy, jeszcze jako BRIC, zainteresowane państwa spotkały się na szczeblu ministrów spraw zagranicznych podczas Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, w 2006 roku. Rok później miało miejsce kolejne spotkanie, również z okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zaś pierwsze spotkanie „na szczycie”, formalnie zawiązujące BRIC, odbyło się 16 czerwca 2009 roku w Jekaterynburgu (Rosja). 13 kwietnia 2011 roku do BRIC dołączyła Republika Południowej Afryki (South Africa). Od tego czasu mamy do czynienia z porozumieniem i stowarzyszeniem określanym
jako BRICS.
Jego atrakcyjność w sensie efektów ekonomicznych poszczególnych państw, jak też koncepcji rozwoju opartych o idee nowej globalizacji i IV rewolucji przemysłowej budzi zainteresowanie współczesnego świata. Wiele państw narodowych, głównie z obszaru krajów rozwijających się z dużą sympatią i zainteresowaniem patrzy na doświadczenia i efekty działania BRICS. Dotyczy to tej organizacji jako całości, jak też poszczególnych państw – jej członków.
Szczególne znaczenie mają tutaj doświadczenia Chin, które nieprzerwanie od końca lat 70. mają trwałą gospodarkę wzrostu opartą o nowe idee chińskiej wersji socjalizmu, zbudowanej w oparciu o trzy podstawowe wartości. Obejmuje to po pierwsze: partnerski układ podstawowych form własności – państwowej (społecznej) i prywatnej, po drugie: zaprzęgnięcie do działania na rzecz państwa i obywateli mechanizmów rynkowych oraz po trzecie: praktyczną realizację chińskiej wersji państwa dobrobytu określanej jako idea sprawiedliwego i umiarkowanie zasobnego społeczeństwa.
Chiny są w BRICS gospodarką dominującą, która zarówno w kreowaniu nowych modeli i wartości jest w globalnej czołówce w swej polityce wewnętrznej. Bowiem – w miejsce centralnie sterowanej gospodarki zbudowano skuteczny i atrakcyjny model socjalistycznej gospodarki rynkowej o specyfice chińskiej (w nowej erze), jak też w sensie atrakcyjności idei rozwoju i współpracy płynących w świat. Dotyczy to zasad opartych na partnerstwie, lojalności i wzajemnych, równych korzyści wynikających ze współpracy. Towarzyszy temu praktyczna idea budowy pasa transmisyjnego współpracy i wymiany handlowej w postaci tzw. Pasa i Szlaku (wcześniej Jedwabnego Szlaku). Praktyka pokazuje, że idea ta przyciąga lawinowy wzrost inwestycji i ruchu kapitałów zarówno pochodzenia chińskiego, jak też partnerów międzynarodowych.
Trzeba podkreślić, że aktywność państw BRICS i ich osiągnięcia, szczególnie w obszarze gospodarki i nowych technologii, przyciągają partnerów do współpracy, zarówno z grona państw rozwijających się, jak też wysoko rozwiniętych. Tworzy to wokół BRICS warunki i atmosferę sprzyjającą współpracy i nawiązywaniu bliskich więzi na różnych płaszczyznach, szczególnie kulturalnej i kontaktów międzyludzkich. Stan ten daje możliwości praktycznej realizacji idei pokojowego współistnienia i współpracy, budowania nowego ładu międzynarodowego a nie jak dotychczas brutalnej rywalizacji, wyzysku neokolonialnego itp. rodzących nierówność, dysproporcje, konflikty i wojny.
Wokół państw BRICS coraz wyraźniej rysuje się perspektywa budowy alternatywnych wobec neoliberalnego kapitalizmu wersji rozwoju i nowego miejsca człowieka w świecie cywilizacji informacyjnej i innowacyjnej. Już dziś jest ona atrakcyjna w sensie przyszłościowym dla wielu państw i społeczeństw Azji, Pacyfiku, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Budzi to zastrzeżenia i wątpliwości w regionach starej cywilizacji euro-atlantyckiej.
Bez względu na skutki nasilającej się rywalizacji międzynarodowej, trudno byłoby wyobrazić sobie poważny konflikt światowy. Dlatego też realna wydaje się perspektywa ułożenia wzajemnych stosunków globalnych w oparciu o wspólne wartości, których podstawą będzie pokojowa współpraca, podmiotowość i dobro człowieka, sprawiedliwość społeczna i wolność jednostki oraz likwidacja patologii i dysproporcji rozwojowych, a także lepsza wspólna przyszłość wszystkich obywateli Ziemi. Wszystkie te wartości są dziś na sztandarach głównych sił składających się na naszą współczesną cywilizację, jako całość. BRICS po 10 latach aktywnego istnienia i działania jest jednym z jej głównych elementów.
Książka amb. Sylwestra Szafarza pt. „Ewolucja BRICS” obejmuje, te wszystkie zasygnalizowane powyżej i inne główne problemy współczesności. Jest zbiorem esejów o wielkiej wartości intelektualnej i poznawczej – w ujęciu chronologicznym – od I do X konferencji przywódców „na szczycie”. Składa się z dwóch części: „Geneza organizacji BRICS” i „Dynamiczny rozwój BRICS”. Część I ma pięć, a Część II sześć rozdziałów. Załączony jest jeden oryginalny dokument w języku angielskim – Deklaracja BRICS po Konferencji w Johannesburgu, w lipcu 2018 roku, będąca swoistym drogowskazem programowym na przyszłość.
Książka liczy 244 strony druku. Jest dodatkowo opatrzona syntetycznymi komentarzami i wyjaśnieniami wielu zagadnień przez Autora.

Sylwester Szafarz – „Ewolucja BRICS”, Wydawnictwo „Kto jest Kim”, Warszawa 2019, str. 244, ISBN 978-83-64469-20-6.

Bez układu nie da rady

Mimo bierności polskiego rządu, nasi producenci wciąż mają szanse, aby skutecznie zaistnieć na chińskim rynku i zwiększyć eksport.

W Polsce określenie układ budzi pejoratywne skojarzenia. W Chinach guanxi, czyli układ, otwiera drogę do sukcesu. Sam fakt pochodzenia kontrahenta z zachodu, kojarzonego z pieniędzmi, uchyla w Chinach wiele drzwi. Tym niemniej, wiele z tych drzwi nie otworzy się szerzej, jeśli nie będziemy potrafili wejść w guanxi. Zatem znajomość chińskich realiów może znacząco wpłynąć na to, czy chiński partner będzie lubił i szanował swego polskiego kontrahenta, czy może większym szacunkiem obdarzy jego pieniądze.
Nie ma jednej recepty na udany biznes z Chinami. Nie ma określonego wzoru, przepisu czy magicznego zaklęcia, gwarantującego sukces na tym ogromnym rynku. Istnieje jednakże klucz do rozpoczęcia całego procesu tak, by szansa na powodzenie biznesu była jak największa. Tym kluczem jest wiedza, cenna dla wszystkich – importerów i eksporterów.
Taką wiedzą – użyteczną, popartą praktyką – podzielili się eksperci debat i seminariów organizowanych podczas trwania Kongresu Gospodarczego Europy Centralnej i Wschodniej. Jedna z ekspertek, Paulina Kiełbus-Jania mówiła właśnie o wpływie chińskiej kultury na negocjacje biznesowe.
Kongres odbywał się jednocześnie z China Homelife Poland, największymi w Europie Centralnej i Wschodniej targami artykułów chińskich. Ofertą wystawców zainteresowało się wiele tysięcy handlowców, przedsiębiorców i gości odwiedzających targi. Tegoroczna edycja została wzmocniona o filar eksportowy – targi Export Expo. Regionem patronackim targów było Mazowsze.
– Dynamika kolejnych edycji targów China Homelife w Polsce świadczy o rosnącej wadze tego wydarzenia. Ważne, że zdecydowano o zorganizowaniu targów Export Expo, co umożliwia ekspozycje towarów produkowanych w naszym regionie Europy – oświadczył marszałek Mazowsza Adam Struzik.
Na targi, odbywające się w Ptak Warsaw Expo w dniach 29-31 maja, przyjechało około 1100 wystawców ze wschodniego wybrzeża Chin (prowincje Zhejiang, Guangdond, Anhui, Shandong) oraz Hongkongu. Reprezentują ogromny potencjał. Sama tylko prowincja Zheijang zajmuje prawie jedną trzecią obszaru Polski. Zamieszkuje ją ponad 55 milionów ludzi. Stolica prowincji, Hangzhou jest ważnym centrum gospodarczym. W ubiegłym roku odwiedziło ją ponad 180 milionów turystów. Te liczby dają wyobrażenie o rynkowym potencjale chińskich partnerów.
W Polsce zjawili się przedstawiciele czołowych marek, jak ASD, Longliqi, Hengyi Petrochemical, Chunfeng Garment, Double Gun, Rider Intelligence, Jinfulai, Huajian i wiele innych. Proponowali produkty z branż takich jak elektronika, materiały budowlane, meble, odzież i tekstylia, oświetlenie, wyposażenie domów, dekoracje.
Na stoiskach obecni byli certyfikowani dostawcy i producenci, sprawdzeni już kontrahenci, gwarantujący jakość oferowanych wyrobów i sprawną dostawę.
Podkreślał te wartości Xu Ming, sekretarz generalny urzędu miasta Hangzhou, podczas gali Europejskich Laurów Przedsiębiorczości. Mówił o jakości działania: – Jakość jest życiem produktów. Ma szczególne znaczenie na rynku europejskim – a my stawiamy właśnie na jakość. Mam nadzieję, że dzięki jakości nasze wyroby zdobędą odbiorców na rynkach światowych.
Jak podsumował Marek Traczyk, prezes Warszawskiej Izby Gospodarczej, na zaproszenie WIG na targi przyjechało prawie 2000 handlowców z krajów z Europy Centralnej i Wschodniej – a także przedstawiciele ponad 50 izb i organizacji gospodarczych z Białorusi, Chorwacji, Czech, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Polski, Rosji, Słowacji, Ukrainy.
Warto tu zwrócić uwagę na Izbę Przemysłowo-Handlową z Petersburga bo to jedna z najstarszych i największych takich organizacji w Rosji. Zrzesza ponad 4000 rosyjskich i zagranicznych małych, średnich i dużych firm, współpracuje z izbami z 70 krajów. Teraz kolejną umowę o współpracy zawarła właśnie z Warszawską Izbą Gospodarczą.
O potrzebie rozwijania kontaktów gospodarczych z Chinami świadczy fakt, że wystawcy odnotowali wyraźny wzrost zainteresowania swymi produktami. Pomogło w tym zapraszanie handlowców do odwiedzenia targów z zapewnieniem im transportu i poczęstunku, a dla gości z zagranicy także noclegu. Łącznie przyjęto około 5000 przedsiębiorców.
Targi dały możliwość dokładnego zapoznania się z asortymentem oferowanych towarów. Przyjechali handlowcy z całej Polski, spotykali się kupcy z dostawcami. Przede wszystkim jednak można było umocnić to, co najważniejsze w relacjach biznesowych: wzajemne zaufanie – i przyczynić się do zacieśnienia współpracy pomiędzy przedsiębiorcami z Chin i Polski.
Organizatorzy zaproponowali dobrze przyjęty program, dzięki któremu do przedsiębiorców dobierani byli odpowiedni chińscy producenci. W przypadku bariery językowej zawsze można było rozmawiać za pośrednictwem tłumacza.
Targi China Homelife Poland organizowane są w naszym kraju przy współpracy z Warszawską Izbą Gospodarczą. Stanowią one międzynarodową markę – pod taką samą nazwą podobne targi odbywają się w 13 regionach świata. China Homelife Poland są jedyną w tej części Europy edycją tego wydarzenia i obejmują swym zasięgiem 16 krajów Europy Centralnej i Wschodniej.
Kolejna, dziewiąta edycja targów planowana jest na maj 2020 roku. Po raz czwarty będzie im towarzyszył Kongres Gospodarczy Krajów Europy Centralnej i Wschodniej. Wiadomo już, że więcej powierzchni zajmą wystawcy w strefie targów Export Expo – nie tylko z Polski, bo przyjadą także eksporterzy z innych państw Europy Centralnej i Wschodniej.
Dla Chin jest to ważna platforma do realizacji wielkiego projektu handlowego „Jeden Pas, jedna Droga”. Dla polskiej gospodarki – szansa, że skorzystamy z tego projektu jako liderzy tej części Europy.
O korzyściach płynących z obecności na targach i kongresie mówili przedstawiciele wszystkich zaproszonych izb, deklarując już udział w następnej edycji zjazdu samorządów gospodarczych Europy Centralnej i Wschodniej organizowanych pod egidą Warszawskiej Izby Gospodarczej.
Targi i kongres mogą stworzyć platformę wspólnego handlowego dialogu przedsiębiorców chińskich i europejskich. Na razie jest to raczej handlowy monolog, w którym rola głównego dostawcy przypada Chinom. Wiadomo, że nie zrównoważymy chińskiego eksportu, ale, zwłaszcza przy okazji takich imprez, trzeba robić wszystko, aby partnerów z Państwa Środka zainteresować polskimi wyrobami.
Dlatego na targach swoje produkty i usługi proponowali nasi przedsiębiorcy z branż takich jak przetwórstwo rolno-spożywcze, turystyka, kosmetyki, meble, spedycja międzynarodowa, platformy e-commerce.
Kontaktami z importerami z Chin szczególnie zainteresowana jest branża rolno-spożywcza, bo nadzieje na poprawę naszego bilansu handlowego eksperci pokładają zwłaszcza w żywności. Polska ma tu ogromne możliwości, ale w eksporcie przeszkadza zawiła biurokracja, bariery, celne, transportowe i kulturowe. Na razie do Państwa Środka wysyłamy głównie kurczaki i indyki, natomiast eksport wieprzowiny jest nadal blokowany. Niestety, rząd PiS praktycznie nic nie robi, aby wspomóc polskich eksporterów w działaniach na wielkim chińskim rynku.

Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.

Kość niezgody

Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.

Akcja i reakcja

Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.

Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.
Kość niezgody
Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.
Akcja i reakcja
Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.