Tradycyjna chińska kultura czyli wizyta na ulicy Liulichang w Pekinie

Ulica Liulichang w Pekinie jest bardzo znana i słynie ze swej bogatej spuścizny kulturowej. Powstała ona w czasach dynastii Qing, w XVII wieku. Już w tamtym okresie handlowano tutaj książkami, obrazami, kaligrafią i porcelaną.

Do dzisiaj jest ona znana w stolicy, jak i w całym kraju. Chińczycy, zarówno młodzi jak i starzy, starają się wciąż kontynuować stare tradycje. Dzięki temu ulica Liulichang nadal kwitnie.
Historia ulicy Liulichang
Kiedy myśli się o chińskiej, kolorowej glazurze, często przychodzi skojarzenie z kolorem żółtym. Dawno, bo w czasach dynastii Yuan w XIII wieku, w miejscu dzisiejszej ulicy Liulichang istniało dużo pieców wypalających glazurę. Wykonane tutaj dachówki można do dziś oglądać na dachach wielu pekińskich pałaców. Skąd właśnie pochodzi nazwa ulicy – Liulichang czyli „liuli” – kolorowa glazura, „chang” – zakład, fabryka.
W czasach dynastii Ming w XIV wieku Pekin bardzo się rozbudowywał. Dzięki wielkiemu popytowi na kolorową glazurę przybywało pieców, w których ją wypalano. Cesarz Qianlong, gdy pewnego razu z Zakazanego Miasta oglądał panoramę stolicy, zobaczył dymy unoszące się z pieców glazurniczych. Kazał więc je zlikwidować i przenieść dalej. Jednak nazwa ulicy przetrwała do dziś.
W czasach dynastii Qing przy ulicy tej gromadziło się wielu urzędników, uczonych i artystów przybyłych do Pekinu z całego kraju. Było to ich ulubione miejsce, gdzie mogli sami tworzyć, a także kupować książki. Oprócz księgarnii pojawiły się tu sklepy z kaligrafią, pędzlami i obrazami.
Cała ulica Liulichang liczyła 800 metrów od wschodu do zachodu. W 1927 roku nowo powstała ulica Xinhua podzieliła drogę na dwie części – Liulichang Xijie czyli zachodnią ulicę i Liulichang Dongjie czyli wschodnią.
Od wprowadzenia w życie polityki reform i otwarcia w 1978 roku, przy wsparciu rządu, ulica Liulichang przeszła wiele remontów i napraw dzięki czemu zyskała nową młodość.
Spotkanie z tradycyjną kulturą na ulicy Liulichang
Na ulicy Liulichang znajduje się wiele księgarnii, galerii oraz sklepów z antykami, między innymi Daqianhualang czyli Galeria Daqian, która zajmuje się także oprawianiem obrazów, Rongbaozhai (Studio of Glorious Treasures) – sklep z kaligrafią i malarstwem, Huaiyinshanfang – sklep z rzeźbami i ozdobami z brązu, Cuiwenge – sklep zajmujący się głównie badaniami i handlem działami sztuki kaligraficznej, malarstwem, sprzedażą materiałów do grawerowania pieczęci oraz sprzętu do tworzenia kaligrafii.
Wśród tych sklepów Rongbaozhai cieszy się z wielką popularnością, ze względu na tworzone w tym miejscu tradycyjne linoryty za pomocą bloków drewnianych. Sztuka ta została wymieniona przez Radę Państwa Chin jako pierwsza partia krajowych niematerialnych projektów dziedzictwa kulturowego w 2006 roku. W sklepie można zobaczyć, jak pracownicy tworzą obrazy za pomocą kolejnych odbić bloków drewnianych.
Rongbaozhai został założony we wczesnych latach dynastii Qing w 1672 roku, wtedy był znany jako Songzhuzhai. Wówczasne działalności tego sklepu głównie obejmowała: sprzedaż papieru do kaligrafii, malowanie i tworzenie wachlarzy oraz składanych parawanów, pędzli i atramentów do kaligrafii, pojemników z tuszem, misek z wodą oraz innych sprzętów związanych z kaligrafią. Ponadto zajmował się handlem autentycznych obrazów i dzieł kaligraficznych znanych artystów z okresu starożytnego i współczesnego. Dopiero w 1894 roku nazwa sklepu została zmieniona na Rongbaozhai. W ciągu 300 lat historii rzemieślnicy Rongbaozhai naprawili i oprawili kilka tysięcy cennych prac kaligraficznych i malarskich przy użyciu tradycyjnych technik. Podczas prowadzenia działalności gospodarczej, zwraca uwagę na kolekcję skarbów kaligrafii i malarstwa. Od wielu lat Rongbaozhai ma bogatą kolekcję starożytnych i współczesnych arcydzieł, znaną pod nazwą „Ludowe Zakazane Miasto”.
Obok Rongbaozhai jest sklep Daiyuexuan, w którym produkuje się i sprzedaje pędzle do pisania. Został on założony w 1916 roku. Dawni chińscy przywódcy używali pędzli dostarczonych przez Daiyuexuan, w tym przewodniczący Mao Zedong i premier Zhou Enlai.
Daiyuexuan dzieli się na dwie części. W pierwszej można kupić pędzle, w drugiej znajdują się rzemieślnicy, którzy ręcznie je robią. Wykonanie każdego pędzla zajmuje co najmniej dziesięć kroków, m.in. wybranie materiałów czyli dokładna selekcja włosów z futra królika czy łasicy, dopasowanie, grawerowanie na uchwycie pędzla. Rzemieślnicy z Daiyuexuan przestrzegają zasad dokładnego doboru materiałów i znakomitego wykonania. Jakość pędzli do pisania jest dobra, a wybór jest szeroki. Dlatego pędzle Daiyuexuan cieszą się z wielką popularnością wśród artystów, zwłaszcza malarzy. Dzięki temu sklep ten w ciągu tylu lat ulega nieustannemu rozwojowi.
Ulica Liulichang dziś
Jeśli lubisz chińską kulturę albo chcesz poznać dziedzictwo kulturowe starej stolicy, to kiedy przyjedziesz do Pekinu, musisz udać się na ulicę Liulichang. Dziś spacerują po niej chińscy i zagraniczni turyści. Tutaj każdy znajdzie prezent dla siebie lub przyjaciół, którzy są miłośnikami tradycyjnej kultury chińskiej.
Warto wspomnieć, że wiele sklepów na tej ulicy nadal zachowuje tradycję, dzieląc swoją przestrzeń na miejsce handlu i miejsce dla rzemieślników. To dzięki pracy ich rąk może przetrwać kultura Chin.
Ulica ta stała się oknem, dzięki któremu można zobaczyć i zapoznać się dziedzictwem chińskich artystów. Wielu odwiedzających ulicę Liulichang przyznaje, że miejsce to ma dużo uroku i panuje tutaj wspaniała atmosfera.

Inkasent Trumpa

  • Po co pan prezydent Duda ma takie wielkie plecy?
  • Żeby prezydent Trump mógł go łatwiej protekcjonalnie klepać.

Łupów amerykańskiej wyprawy miało być wiele. Wypasiony Fort Trump pełen importowanego wojska, broń atomowa przechowywana w polskich skrytkach, bojowe śmigłowce, myśliwce, transportowce, no i transfery najnowszej amerykańskiej technologii.
Po spotkaniu okazało się, że pan prezydent Duda przywiózł nam obietnicę otrzymania szczepionki, której jeszcze nie ma, obietnicę sprzedaży elektrowni atomowej w 2031 roku i deklarację zwiększenia rotacyjnego kontyngentu wojsk USA. Przynajmniej o tysiąc żołnierzy, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Wartość obietnic nie pokryła nawet kosztów przelotu.
Jedynym przywiezionym realnym łupem przez prezydenta, który zasłynął tam służalczą deklaracją: „Nie miałbym śmiałości sugerować panu prezydentowi Trumpwi…”, jest fotka zrobiona w Białym Domu na potrzeby kampania wyborczej. Ma zaczarować „ciemny lud”, bo tym razem pan prezydent przy biurku siedzi, a prezydent Trump stoi obok.
Bat na kanclerz
Podczas konferencji prasowej prezydent Trump krótko i dobitnie wyjaśnił po co wezwał do Bialego Domu polskiego prezydenta. Otóż Trumpowi nie podoba się aktualna polityka Niemiec i pani kanclerz Merkel też. Nie podoba mu się, że Niemcy ograniczają swe wydatki na zbrojenia i jeszcze skąpią na utrzymanie amerykańskich wojsk stacjonujących na ich terytorium. Na dodatek Niemcy kupują gaz od Rosji, zamiast oferowanego im amerykańskiego LNG. Budują niemiecko- rosyjski gazociąg Nord Stream 2 zamiast terminali dla amerykańskiego LNG.
Na szczęście dla prezydenta Trumpa w dalekiej Polsce doszły do władzy elity PiS. Nasycone rusofobią, germanofobią, frankofobią, islamofobią, skandynawofobią, i wszelkimi innymi fobiami, niczym przysłowiowy Ruski wódką. Elity PiS cynicznie wykreowały wielu wrogów narodu polskiego, a z Rosji uczyniły najgorszego wroga.
Prezydent- biznesmen Trump zaoferował taką ochronę. Ale nie za darmo. W zamian za parasol przed rosyjskimi pociskami, chce uczynić z Polski głównego odbiorcę i dystrybutora amerykańskiego LNG na całą Europę Środkowo- Wschodnią. Zwaną przez PiS „Trójmorzem”.
Wedle planu Trumpa, za poczucie bezpieczeństwa sprzedawanego przez elity PiS polskim wyborcom, polscy podatnicy będą płacili amerykańskim firmom dostarczającym gaz. A także amerykańskiej armii za pobyt jej wojaków. Będą płacili dużo, bo bezpieczeństwo Ojczyzny jest bezcenne. Co elity PiS rozumieją, bo deklarują ponad 2 procent krajowego PKB przeznaczyć na „obronę” kraju. Czyli zakupy amerykańskiego sprzętu wojskowego.
Takie wizje gigantycznych interesów już pobudzają rozrośnięte manie wielkości obecne w elitach intelektualnych PiS. Kreujących nowy sojusz państw Trójmorza, alternatywny wobec sojuszu Berlin- Paryż, a nawet Unii Europejskiej. Elity PiS marzą aby Polska ich marzeń była liderem polityczno- gospodarczym Trójmorza. Przewodziła mu politycznie jako najwierniejszy sojusznik USA, promotor amerykańskich inwestycji w tym regionie. Aby elity PiS jako poborca należnych z tego tytułu prowizji, no i inkasent amerykańskich długów, stworzyły z Polski drugi Kuwejt. A z elit PiS kastę narodowo-katolickich szejków. Problem w tym, że w polityce, nawet międzynarodowej jest jak w szkolnej klasie. Nie lubi się i nie szanuje się takich prymusów – lizusów.
Wyzwoliciele czy okupanci?
Kiedy w 1993 roku polskie ziemie opuszczały ostatnie, stacjonujące u nas wojska post radzieckie, to polskie elity zgodnie uznały, że wreszcie nasze państwo zyskało podstawowy atrybut suwerenności. Nie ma na jego terenie stale stacjonujących obcych wojsk.
Nie minęło 30 lat, a elity PiS, na co dzień deklarujące politykę „Powstawania z kolan”, gotowe są zapłacić każdą cenę za ponowny, stały pobyt obcych wojsk na naszej ziemi.
Zapłacą nie tylko wszelkie koszty pobytu wojskowych. Za zgodę na ich pobyt przepłaca za amerykański gaz i energię atomową. Zgodzą się też na hamowanie rozwoju telekomunikacyjnej technologii 5G w naszym kraju, bo tego chce teraz amerykański Wielki Brat.
Zapłacą za to nie swoimi, tylko naszymi, podatkowymi pieniędzmi.
Dodatkowo obywatele naszego kraju zapłacą jeszcze za bezwarunkowy immunitet amerykańskich żołnierzy stacjonujących w naszym kraju. Każdy popełniony przez nich gwałt, rabunek, burda będzie bezkarny. Bo będą wyjęci spod polskiego sądownictwa.
Polska – Niemcy
Niemcy są najważniejszym partnerem gospodarczym Polski. Potem Czechy, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Holandia, Rosja, Szwecja i USA. Obroty handlowe Polska- Niemcy są dziesięć razy większe niż Polsk z USA. A obroty Polska- Czechy trzy razy większe.
Pomimo tego polityczni psychopaci z PiS przy każdej okazji deprecjonują polskie więzi gospodarcze z Niemcami i państwami Unii Europejskiej. W zamian kreują irracjonalną alternatywę gospodarczego eldorado z USA.
Niemcy są gospodarczym mocarstwem. Wzywanie Niemców by się jeszcze zbroiły to kreowanie znanego równania:Niemiecka mocarstwowa gospodarka + niemiecka wielka armia = nowa wojna światowa.
Kto wtedy zagwarantuje Polsce utrzymanie jej zachodnich granic?
Polska – NATO
Polska rządzona przez elity PiS, staje się koniem, a ściślej osłem, trojańskim prezydenta Trumpa w NATO. Chciałaby zza pleców USA osłabić Niemcy, ukarać dumną Francję, pochwalić się swą „kryszą” przed Litwą, Łotwą i Estonią. Prowadzić niby chytrą, lecz służalczą, politykę „Nie miałbym śmiałości sugerować panu prezydentowi Trumpwi…”, ale wszystkie ochłapy spadające z niemieckiego stołu elity PiS z radością wezmą. Przecież to przywódcy mocarstwowego „Trojmorza” należy się.
Polska- Chiny
Przytakujący za każdym razem, podczas ostatniej wizyty, prezydentowi Trumpowi pan prezydent Duda być może nie zauważył, że stał się nie tylko amerykańskim bacikiem do propagandowego chłostania pani kanclerz Merkel. Obsadzono go też w roli kijka na potrzeby wojny Trumpa z Chinami.
Zamiast zachować neutralność w sporze USA – Chiny, polski prezydent bezmyślnie i wbrew polskim fundamentalnym interesom, poparł prezydenta Trumpa. Bezinteresownie. Zapewne „nie miał śmiałości” zaprezentować polskiej racji stanu i interesu narodowego w sporze Trump- Chiny.
Polska- Rosja
Ożywił się i ośmielił kiedy wspomniano o Rosji. Traktowanej przez prezydenta Trumpa jedynie jako uciążliwego konkurenta w handlu gazem. Nie agresora, bo przecież aneksji Krymu Rosja dokonała za rządów „demokratów”, prezydenta Obamy. Politycznego wroga prezydenta Trumpa, o czym nie zapomniał wspomnieć.
Prezydent Trump doskonale wie, że europejskie roszady wojskowe, jakie obecnie dokonuje, nie są strategicznym zagrożeniem dla Rosji. Dla bezpieczeństwa Polski nie mają militarnego znaczenia. Za to dla prezydenta Putina to fajny propagandowy prezent.
Prezydent Putin ma właśnie u siebie referendum, które pomoże wzmocnić jego władzę. Wizja wzmocnienia wojsk USA w Polsce to miód na serce rosyjskich „siłowników”. To argument by dozbroić rosyjskie wojska w Kaliningradzie i przy ich zachodniej granicy z NATO. I nikt rozsądny na świecie nie odmówi prawa Rosji do takiej odpowiedzi. Dzięki wizycie pana prezydenta Dudy w Waszyngtonie, prezydent Putin ma dodatkowe argumenty w swej kampanii wyborczej!.

Stosunki polsko- rosyjskie są złe. Polityczne są niemożliwe do naprawienia póki rządzą w Polsce psycho rusofobi. Kulturalne są ograniczone do minimum. Gospodarcze polegają na tym, że firmy związane z elitami PiS stale kupują rosyjski węgiel i bogacą się na tym. A polscy sadownicy ciągle nie mogą sprzedawać swych owoców do Rosji.

Na osłodę mają od PiS wizję mocarstwowej Polski. Nie tylko tej „od morza do morza”. Teraz sięgającej aż trzech mórz!

Jak Chińczycy obchodzili Święto Smoczych Łodzi w czasie epidemii?

Wiszące saszetki z medykamentami, jedzenie zongzi, wyścigi smoczych łodzi… Święto Smoczych Łodzi (Duanwu) to kolorowa tradycja, która ożywa co 12 miesięcy. W 2020 roku Święto Smoczych Łodzi przypadło 25 czerwca, w związku z czym Chińczycy mieli długi weekend od 25 do 27 czerwca.

Święto Smoczych Łodzi, Święto Wiosny (Chunjie) i Święto Środka Jesieni (Zhongqiu) to najważniejsze dni w chińskim kalendarzu, które związane są z wielowiekową tradycją.
W tym roku panuje na całym świecie pandemii koronawirusa. Mimo, że obecnie w Chinach sytuacja epidemiologiczna jest pod kontrolą, to niektóre wydarzenia związane ze Świętem Smoczych Łodzi zostały zawieszone lub zmienione w związku z działaniami mającymi na celu zapobieganie i kontrolę epidemii.
Można powiedzieć, że Święto Smoczych Łodzi w tym roku było zarazem tradycyjne, jak i nowoczesne.
Skąd pochodzi Święta Smoczych Łodzi?
Pochodzenie Święta Smoczych Łodzi, nie jest jednoznaczne, ponieważ wzmianki i odnośniki do tej tradycji można znaleźć w wielu legendach i opowieściach. Według niektórych jego początki sięgają obrzędów z czasów dynastii Xia, inni uważają, że jego korzeni należy szukać wśród lokalnych rytuałów ludności mieszkającej w rejonach rzeki Jangcy. Jednak największą popularnością cieszy się historia związana z imieniem wielkiego chińskiego poety i patrioty – Qu Yuana, który żył na przełomie IV i III wieku p.n.e. w królestwie Chu. Poeta, oburzony politycznym zepsuciem i korupcją, zrozpaczony tym, że wrogie królestwo najechało jego ojczyznę i zdobyło stolicę, napisał poemat „Opłakując Ying” (Ying to nazwa stolicy państwa Chu), po czym rzucił się w nurt rzeki Miluo. Wydarzyło się to piątego dnia piątego miesiąca chińskiego kalendarza księżycowego. Próby ratowania Qu Yuana, a następnie poszukiwanie jego ciała przez miejscowych rybaków miały dać początek wyścigom smoczych łodzi.
Co Chińczycy jedzą podczas Święta Smoczych Łodzi?
Od czasu tragedii, każdego roku w rocznicę śmierci poety, ludzie gromadzili się na brzegu rzeki Miluo i rzucali do wody ryż, chcąc w ten sposób oddać cześć jego duchowi. Aby uchronić ryż przed zepsuciem, przed wrzuceniem do wody zawijano go w liście trzciny lub bambusa. Tak owinięty ryż nazywa się zongzi.
Jedzenie zongzi jest najważniejszym obyczajem kulinarnym Święta Smoczych Łodzi. Robi się je z kleistego ryżu, zawija w liść trzciny i bambusa, i gotuje na parze. Należy je przygotować w przededniu święta. Zongzi są również kulinarnym prezentem świątecznym, którym krewni i przyjaciele wymieniają się podczas wzajemnych wizyt. Poza tym w niektórych rejonach Chin utrzymują się inne lokalne zwyczaje, takie jak spożywanie solonych kaczych jaj czy picie ziołowego wina.
Co robią Chińczycy podczas Święta Smoczych Łodzi?
Do obchodów Święta Smoczych Łodzi można zaliczyć ponadto specjalne przystrajanie drzwi wejściowych domów pachnącymi bukietami ziół – bylicą. Wierzono, że można w ten sposób odpędzić demony oraz zapobiec chorobom. Wypełnione sproszkowanymi ziołami amulety przyczepiano do warkoczyków lub przyszywano do dziecięcych ubrań. Amulety służyły także jako naszyjniki i bransolety. Dzieci nosiły także buty, na których znajdowała się postać tygrysa, co miało im zapewnić długowieczność, spokój i szczęście. Saszetki pięknie pachnące zawieszano jako dekoracje. Jest to chiński zwyczaj ludowy, znany od tysięcy lat, który jest symbolem usuwania chorób i utrzymywania pokoju.
Warto wspomnieć, że wyścigi smoczych łodzi to bardzo tradycyjne wydarzenie. Co roku w Parku Mokradeł Xixi, w dzielnicy Wuchang w Hangzhou, w mieście w południowo-wschodnich Chinach, odbywają się zawody. Impreza ta wywodzi się z dynastii Ming, a jej historia sięga 500 lat. Ponieważ strumień Xixi jest wąski, istnieje wiele typów smoczych łodzi. Obecnie „Wyścigi smoczych łodzi w dzielnicy Wuchang” znalazły się na krajowej liście dziedzictwa niematerialnego. W 2020 roku wydarzenie nie odbyło się z powodu epidemii.
Jakie są nowe formy obchodzenia Święta Smoczych Łodzi podczas epidemii?
W związku z wprowadzeniem drugiego stopnia sytuacji kryzysowej w Pekinie, podczas okresu świątecznego nie organizowano żadnych wydarzeń masowych w stolicy, ale wykorzystano sieć internetową. W innych miastach Chin również pojawiło się więcej wydarzeń kulturalnych online niż w było to w przeszłości.
Tegoroczne Święto Smoczych Łodzi zainaugurowało osiem głównych działań w Internecie, w tym „Tysiące żaglowców i zamożne życie” czyli zawody smoczych łodzi czy „Konkurencja w robieniu zongzi”. Również zorganizowano ponad 70 kluczowych działań kulturalnych w 6 rożnych dziedzinach. W sumie na 32 stronach internetowych można było poczuć świąteczną atmosferę, gdyż tam łączyła się konsumpcja z kulturą, turystyką, sportem, nauką i technologią.
Wystawy online to największa zmiana związana z muzealnictwem w Pekinie. Podczas Święta Smoczych Łodzi ponad 100 muzeów i galerii sztuki w stolicy Chin wykorzystało swoje oficjalne strony internetowe i publiczne konta WeChat, aby odwiedzający mogli oglądać skarby i ekspozycje dzięki panoramicznym wirtualnym przewodnikom, audioprzewodnikom, wirtualnym salom wystawowym, kursom online i aplikacjom APP.
Istotą zwyczajów Święto Smoczych Łodzi jest pozostanie w zdrowiu oraz życzenia pomyślności. W tym roku, w czasie pandemii koronawirusa wykorzystano Internet do obchodów święta, nie zapominając przy tym o szacunku wobec tradycji.

Wspinam się, bo tam jest góra – zespół chińskich geodetów ponownie zdobył szczyt Czomolungmy

W 1960 roku chiński zespół alpinistów, Wang Fuzhou, Gonpo i Qu Yinhua, po raz pierwszy zdobył szczyt Czomolungmy od północnego stoku, podnosząc czerwoną flagę z pięcioma gwiazdami w najwyższym punkcie na ziemi. Od tego czasu Czomolungma (po tybetańsku – Bogini Matka Ziemia) jest przedmiotem zainteresowania i uznania społeczności międzynarodowej. Przypomnijmy, że nazwa góry Mount Everest jest używana od 1865 roku.

O godzinie 11 czasu pekińskiego 27 maja 2020 roku zespół ośmiu chińskich geodetów, których zadaniem było ponowne zmierzenie wysokości najwyższej góry świata, przy trzeciej próbie, dotarł na szczyt. Dokonali oni pomiaru i bezpiecznie wrócili do bazy.
Jakie znaczenie ma pomiar wysokości Czomolungmy? W rzeczywistości to nie tylko samo „mierzenie wysokości”, ale także zbieranie danych pozycjonowania satelitarnego, poziomowania, grawitacji, meteorologii i innych, które w połączeniu z wcześniejszymi informacjami dostarczą wiedzy potrzebnej przy badaniu trzęsień ziemi, ruchów skorupy ziemskiej, monitorowaniu lodowców i ochronie ekosystemu.
W trakcie tegorocznej wyprawy po raz pierwszy wykorzystano precyzyjne dane satelity nawigacyjnej Beidou i dużą liczbę satelitarnych danych teledetekcyjnych. Precyzyjne dane nawigacyjne i teledetekcyjne przyniosą korzyści wszystkim ludzkim działaniom. Każdy, kto korzysta z aplikacji w telefonie przy zamówieniu taksówki, zamówieniu posiłku na wynos czy nadawaniu lub odbieraniu przesyłek, korzysta właśnie z tych danych. Można powiedzieć, że pomiary dokonane na Czomolungmie są bliskie każdemu.
Wspinaczka na najwyższy szczyt świata nigdy nie było łatwym zadaniem, ponieważ wiąże się z dużym niebezpieczeństwem. Tam na szlaku co roku ginie wielu.
Dlatego członkowie zespołu alpinistów, którzy podjęli tak duże ryzyko, aby wspiąć się na Czomolungmę, stali się bohaterami. Jak dotarli na szczyt? Jakie pomiary dokonali na czubku góry? Czy mogli użyć do tego drona?
Istnieją dwie konwencjonalne trasy na szczyt Czomolungmy – północny stok po stronie chińskiej i południowy stok po stronie Nepalu.
Chińczycy wspinając się na Czomolungmę najczęściej wybierają trasę od północnej strony. Od Lhasy do bazy podstawowej, znajdującej się na równinie żwirowej pod lodowcem East Rongbuk (5200 metrów), wiedzie droga asfaltowa co ułatwia transport ludzi i sprzętu. Stamtąd do zaawansowanego obozu podstawowego (6500 metrów) podchodzi się do lodowca East Rongbuk. Mijając duże i małe lodowe wieże, wchodzi się w tak zwaną „strefę cienkiego powietrza”.
Stąd na wspinaczy czekają już tylko prawdziwe wyzwania. Zaawansowany obóz podstawowy zwany „diabelskim obozem”, znajduje się w miejscu, gdzie cyrkulacja powietrza jest słaba. Zazwyczaj tu alpiniści odczuwają najcięższe objawy choroby wysokościowej podczas wspinaczki, dlatego członkowie zespołu muszą tutaj odpocząć.
Zaczynając od obozu zaawansowanego, można dotrzeć do pierwszego poziomu trudności całej podróży, Lodowej Ściany – the North Col. Różnica wysokości wynosi tu około 400 metrów, nachylenie 40-50 stopni, a odległość w linii prostej nie jest długa, ale dotarcie na szczyt ściany lodowej, czyli obozu C1 na wysokości 7028 metrów za pomocą profesjonalnego sprzętu, zajmuje około 4 godzin. Od C1 do obozu C2 (7790 metrów) jest długi stok śnieżny, a także drugi poziom trudności, gdyż wieje tu silny wiatr (7400-7500 metrów). Z tego powodu wspinacze mogą łatwo stracić temperaturę i może dojść do odmrożeń. Jeśli nie będą spięci jedną liną, grozi ryzyko niebezpiecznego zerwania z kalenicy.
Odcinek z C2 do ostatniego obozu C3 (8300 metrów), przed samym szczytem, jest najbardziej stromy. Znajdują się tutaj trzy stopnie. Jeden z najtrudniejszych stopni jest na wysokości 8600 metrów – to prawie pionowa ściana skalna o wysokości 5 metrów, bardzo gładka i niezwykle trudna do zdobycia. Jest to również trzeci poziom trudności na całej trasie. To tutaj czeka na wspinaczy słynna „chińska drabina”. Jest to metalowa drabinka umieszczona częściowo na stałe przez grupę chińskich wspinaczy w 1975 roku. Korzystają z niej prawie wszyscy, którzy podążają na szczyt.
Po pokonaniu tych stopni, należy dalej wspinać się po śnieżnym zboczu. Następnie należy przejść przez odcinek mocno odsłoniętej skały. Gratulacje! Szczyt znajduje się 50 metrów przed nami.
27 maja rano, 8-osobowy chiński zespół geodetów dotarł na szczyt góry. Następnie rozpoczęli oni prace pomiarowe, wznosząc marker ankietowy i instalując antenę GNSS. Członkowie zespołów badawczych znajdujących się w sześciu miejscach, takich jak baza podstawowa i lodowiec East Rongbuk, rozpoczęli jednocześnie odpowiednie prace pomiarowe. Konieczne było wzniesienie urządzeń odbiorczych GNSS, aby po raz pierwszy móc odebrać sygnały z systemu nawigacji satelitarnej Beidou, ustanowionego samodzielnie przez Chiny na szczycie Czomolungmy, aby uzyskać dane obserwacyjne GNSS dotyczące położenia geometrycznego szczytu.
Ponadto zespół geodetów przeprowadził pomiar grawitacji na szczycie, w celu dokładnego określenia wysokości powierzchni skały na Czomolungmie. Alpiniści użyli do tego sprzętu radarowego do wykrywania lodu i śniegu, aby dokładnie zbadać grubość warstwy śniegu i przeprowadzić inne kompleksowe badania pomiarowe. Te cenne dane zostały przesłane do Xi’an, a następnie poddane analizie i przetworzone przez naukowców. Obliczenie szczegółowej wysokości Czomolungmy zajmie trochę czasu.
Niektórzy mogą zapytać, skoro obecna technologia jest tak zaawansowana, dlaczego nie można używać drona przy takich badanich? Przede wszystkim przepływ powietrza na szczycie Czomolungmy jest bardzo porywisty. Występują tam zawsze silne wiatry, temperatura jest niska, dlatego dron nie może latać nad szczytem. Poza tym, przyrządy pomiarowe używane podczas tej wyprawy obejmowały odbiorniki GNSS, radary głębokości śniegu, marker ankietowy i inne przyrządy, które mogły działać precyzyjnie tylko wtedy, gdy zostaną dostarczone na szczyt przez człowieka.
Ale droga na najwyższy szczyt świata jest pełna niebezpieczeństw, to pokonanie trudnego terenu, walka z zimnem, brakiem tlenu i sił fizycznych… Każdy błąd może sprawić, że spadniesz. Licząc od 1922 roku śmiertelność wśród wspinaczy na Czomolungmę wynosi 5,4 proc. W ostatnich latach, z powodu ciągłego rozwoju sprzętu, meteorologii i metod ratowniczych, śmiertelność spadła do 4,4 proc. od 1990 roku. Dzisiaj, przy ciągłym doskonaleniu technologii wspinaczki, według statystyk, już ponad 8000 razy zdobyto szczyt, a liczba himalaistów wynosić około 5000. Należy jednak pamiętać, że ponad 300 wspinaczy zostało tutaj na zawsze i nigdy już nie wróciło do domów.
Podczas drogi wspinaczom na każdym kroku towarzyszy śmierć, dlatego wielu nie rozumie, dlaczego inni podejmują decyzję o wzięciu udziału w tak niebezpiecznej wyprawie. Dlaczego muszą wspinać się Czomolungmę?
To pytanie padło już z ust reportera „New York Times”, który zadał je w 1923 roku, przed trzecią i ostatnią wyprawą, brytyjskiemu alpiniście George’owi Mallory’emu. Jego odpowiedź przeszła do historii. Brzmiała ona: Ponieważ góra tam jest. Niestety, Mallory zaginął w śniegach północnego stoku. Jego ciało znaleziono dopiero w 1999 roku na wysokości 8155 metrów nad poziomem morza. To, czy Mallory dotarł na szczyt, wciąż pozostaje tajemnicą, ale jego odwaga, by rzucić wyzwanie najwyższemu szczytowi na świecie, jest pamiętana przez kolejne pokolenia.
Dlaczego warto odkrywać? Niektórzy uważają, że rozwój człowieka istnieje właśnie dzięki ciągłym nowym odkryciom i badaniom. Dlatego ludzie mają geny przygody, a przygoda to ludzki instynkt. Od Roalda Amundsena (norweskiego odkrywcy polarnego, pierwszej osoby, która dotarła do bieguna południowego) do George’a Mallory’ego, od odkrycia kontynentu amerykańskiego przez Krzysztofa Kolumba do lądowania człowieka na Księżycu – każdy z nich miał w sobie pierwiastek eksploratora nieznanego.
Nawet naukowcy, którzy badają tajemnice w laboratoriach, mają w sobie ducha odkrywcy. Filozof Immanuel Kant powiedział kiedyś: Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
Powinniśmy być wdzięczni odkrywcom: to oni ponownie stanęli dziś na najwyższym szczycie świata, aby zmierzyć i naukowo zbadać Czomolungmę w celu uzyskania danych i informacji, które mogą przynieść ludzkości wiele korzyści .

W Wuhan przebadano prawie 10 milionów ludzi. Testy na COVID-19 wykonano w całym mieście.

Na ten bezprecedensowy test władze miasta przeznaczyły około 126 milionów dolarów amerykańskich. Dla mieszkańców Wuhan testy były dobrowolne i darmowe. Odpowiedzialne za przeprowadzenie badań władze i służby miejskie stwierdziły, że ten gigantyczny test miał też dodatkowy cel – zdjęcie „psychologicznego lockdownu” mieszkańców Wuhan. I udowodnienie, że Wuhan jest już bezpiecznym miejscem.

Miasto Wuhan, jeszcze niedawno epicentrum epidemii koronawirusa w Chinach, przetestowało w ciągu 19 dni ponad 9,8 miliona ludzi. Ilość dziennie przeprowadzonych testów wzrosła tam początkowo z 300 000 do ponad miliona próbek podczas ostatnich dni.
Takie masowe badanie doprowadziło do wykrycia 300 nowych bezobjawowych przypadków. Nie znaleziono ani jednego potwierdzonego przypadku nowego zakażenia.
Wuhan, miasto w prowincji Hubei w środkowych Chinach, przetestowało prawie 10 milionów mieszkańców w czasie 19-dniowej bezprecedensowej akcji wykrywania nowych zakażeń koronawirusem.
Podczas zorganizowanej 2 czerwca konferencji prasowej poinformowano, że służby miejskie pomiędzy 14 maja a 1 czerwca przetestowały 9 889 828 osób.
„Nie wykryto potwierdzonych zakażeń COVID-19”, powiedział Lu Zuxun, profesor z Tongji Medical College z Techniczno – Naukowego Uniwersytetu w Huazhong (Huazhong University of Science and Technology).
W trakcie badań znaleziono 300 bezobjawowych przypadków u testowanych mieszkańców. Poddano ich rutynowej kwarantannie.
Profesor Lu powiedział mediom, że służby medyczne dotarły też do wszystkich 1174 osób, które miały bliskie kontakty z osobami przechodzącymi zarażenie bezobjawowo. W testach na obecność COVID-19 uzyskały one wynik negatywny, ale również zostały poddane kwarantannie.
To wielkie badanie rozpoczęło się 14 maja. Służby miejskie najpierw przeprowadziły kampanię informacyjną, oferującą testy tym, którzy ich jeszcze wcześniej nie przeszli. W ten sposób władze chciały zdiagnozować bezobjawowe przypadki oraz uspokoić nastroje społeczne w czasie kiedy miasto stopniowo otwierało fabryki, firmy i szkoły.
Zastępca burmistrza Hu Yabo podczas konferencji powiedział, że w Wuhan na ten cel wydano 900 milionów juanów, czyli 126 milionów dolarów amerykańskich. Było to „całkowicie warte swojej ceny”, ponieważ uspokoiło poczucie bezpieczeństwa mieszkańców Wuhan, a także całych Chin. Wyniki testu pomogą też miastu przywrócić jego gospodarczą i społeczną działalność.
„Po testach obejmujących całe nasze miasto, mieszkańcy Wuhan, którzy dokonali wielkich poświęceń w czasie blokady miasta, będą teraz mogli też znieść blokadę psychologiczną”, dodał.
Obecni na konferencji przedstawiciele Miejskiej Komisji Zdrowia zapewnili, że wszystkie testy były dobrowolne i bezpłatne, a ich koszty poniósł rząd.
Li Lanjuan, znana chińska epidemiolog, poinformowała, że pomyślnie zakończona kampania podniosła liczbę wszystkich poddanych testom w Wuhan do 10,9 miliona osób.
Li zauważyła również, że w czasie testu nie wyhodowano żadnego żywego wirusa z próbek wydzieliny i wymazów pobranych z gardła 106 bezobjawowych nosicieli. A wśród ponad 97 procent przebadanych zasobów mieszkalnych Wuhan nie wykryto przypadków bezobjawowych infekcji.
„Wuhan jest teraz bezpieczny i mieszkańcy Wuhan są bezpieczni”, powiedziała mediom.
Jak Wuhan to bezpieczeństwo osiągnęło?
Zaproponowane przez władze miasta testy spotkały się z powszechną aprobatą mieszkańców i społecznym entuzjazmem. Reporterzy Xinhua widzieli długie kolejki mieszkańców Wuhan stojących w sprzyjających bezpieczeństwu maskach i zachowujących odpowiedni dystans między kolejkowiczami. Testy przeprowadzano w wyznaczonych obiektach na terenie osiedli mieszkaniowych oraz w miejskich instytucjach publicznych.
Wang Weihua, zastępczyni dyrektora Miejskiej Komisji Zdrowia w Wuhan, powiedziała, że w mieście zostały zmobilizowane 63 laboratoria w celu zwiększenia wydajności testowania. Aby wesprzeć akcję wykorzystano też krajowe zasoby medyczne.
Aby przyśpieszyć proces testowania pobrane próbki testowano też partiami, czyli w jednym teście mieszane było maksymalnie pięć próbek. Wszystkie od różnych osób. Kiedy nie stwierdzono w nich zakażenia uznawano wynik za zadowalający. Tylko wtedy, kiedy wynik takiego testu wskazywał na obecność wirusa, przeprowadzano drugą rundę testów, już indywidualnych.
Burmistrz Hu dodał, że w czasie powszechnego testowania w Wuhan stosowano przeede wszystkim testy indywidualne, a testy robione partiami były ich uzupełnieniem.
Wszystkie te wysiłki sprawiły, że dzienna zdolność Wuhan do testowania wzrosła z 300 000 do ponad miliona próbek, podsumowała dyrektor Wang.
Chińska firma biotechnologiczna BGI, jedna z uczestniczących w teście, przyznała, że była w stanie uzyskać wynik testu już w ciągu 24 godzin i zachować zbadane próbki przez kolejne dwa dni. To na wypadek konieczności wykonania testu powtórnie.
Należące do firmy laboratorium Huo-Yan w Wuhan podwoiło swoją wydajność testowania do 40 tys. próbek dziennie, powiedział Zhu Shida, dyrektor laboratorium. Stało się tak bo do tej akcji oddelegowano dodatkowych techników i sprzęt z całych Chin.
Czy warto było ?
Niektórzy eksperci ochrony zdrowia publicznego stwierdzili, że testowanie na taką skalę może okazać się zbyt kosztowne. Jednak Hu Ke, lekarz pulmonolog w Szpitalu Renmin na Uniwersytecie Wuhan, uważa, że w sumie jest to opłacalne. Zwłaszcza w mieście, w którym wirus zainfekował ponad 50 000 osób. Dodał, że ten test bardzo pomoże zapobiec ewentualnemu nawrotowi epidemii oraz uspokoi obawy społeczne.
„Masowe testy pomogły wykryć bezobjawowe przypadki, które wciąż mogą zarazić innych. Tylko ich ścisła izolacja i leczenie może powstrzymać epidemię i uspokoić całe społeczeństwo” – stwierdził Hu. Wyniki tak masowego testu, z wykrytymi jedynie 300 przypadkami bezobjawowymi, uznał za dowód sprawności i sukcesu kontroli epidemicznej Wuhan.
„Ten test odzwierciedla także ideę stawiania ludzi na pierwszym miejscu w walce z wirusem w Chinach”, podsumował.
Du Zhizhang, wicedziekan Instytutu Zarządzania Państwem, z Techniczno – Naukowego Uniwersytetu w Huazhong (Huazhong University of Science and Technology), zauważył, że takie testy pomogą światu lepiej zrozumieć rzeczywistą sytuację w Wuhan. A pracodawcy korporacji i innych przedsiębiorstw będą mogli skorzystać z ogłoszonych wyników do sporządzenia racjonalnych harmonogramów powrotu ich firm do normalnego funkcjonowania.
Wielki test w Wuhan miał też dla mieszkańców miasta olbrzymie korzyści psychologiczne.
”To jakby wystawić certyfikat zdrowia mieszkańcom Wuhan, który pomoże im uniknąć dyskryminacji”, podsumował uniwersytecki ekspert.

Walka Chin z epidemią – próba czasu i historyczny egzamin

COVID-19 wywołał pandemię, która na przestrzeni ostatnich 100 lat najszerzej rozprzestrzeniła się na świecie, dotknęła ponad 200 krajów i regionów oraz ponad 7 mln osób. To wojna ludzkości z wirusem. W obliczu nieznanej wcześniej i groźnej epidemii Chiny zdecydowanie podjęły walkę, by zapobiegać i powstrzymywać chorobę.

Niedawno w ChRL opublikowano białą księgę zatytułowaną „Działania Chin w walce z COVID-19”, gdzie przekrojowo przedstawiono cały proces chińskiej walki z epidemią. Publikacja tego ważnego dokumentu odzwierciedla postawę Chin – kraju, który w walce z chorobą poszukuje prawdy i opiera się na faktach, kraju, który dzieli się z innymi informacjami na temat skutecznych metod leczenia choroby oraz zapobiegania i kontroli epidemii, a także kraju, który przekazuje światu wiarę w jedność i współpracę oraz siłę do zwyciężenia epidemii na świecie.

Biała księga zawiera opis rzeczywistych zmagań narodu chińskiego w walce z epidemią. Podobnie jak inne kraje, Chiny również padły ofiarą tej nagłej choroby. Mierząc się z nieznanym dotąd wirusem Chiny, jako pierwsze, zgłosiły epidemię do WHO, niezwłocznie przekazały również tę informację odpowiednim krajom i regionom, jako pierwsze potwierdziły sekwencję genomu wirusa i przekazały ją wszystkim zainteresowanym stronom, a także ogłosiły światu plany diagnozowania, leczenia i profilaktyki choroby. W obliczu poważnej sytuacji epidemicznej Chiny w możliwie najkrótszym czasie przerwały łańcuch przenoszenia się wirusa i skutecznie zapobiegły szybkiemu rozprzestrzenianiu się epidemii. Poniosły ogromne koszty i wykazały się wielkim poświęceniem. Od stycznia do maja Chiny przeszły bardzo trudną drogę. Na pierwszą linię walki z epidemią ruszyło 540 tys. członków personelu medycznego z prowincji Hubei i miasta Wuhan. Do pomocy w Hubei zebrano 346 zespołów medycznych, 42,6 tys. pracowników medycznych i ponad 900 pracowników służby zdrowia. 4 mln pracowników socjalnych i 8,81 mln zarejestrowanych wolontariuszy w całym kraju zapobiegało rozprzestrzenianiu się epidemii. Do 31 maja wydatki na walkę z epidemią na wszystkich szczeblach w kraju wyniosły 162,4 mld juanów. Za tymi danymi stoją niesłabnące wysiłki i niezatarte wspomnienia 1,4 mld Chińczyków, te wyjątkowe wydarzenia są warte odnotowania w historii!

Biała księga w pełni pokazuje odpowiedzialność za globalną współpracę i wspólne pokonywanie trudności, jaką wzięły na siebie Chiny. Epidemia COVID-19 w tragiczny sposób i po raz kolejny udowodniła, że ​​ludzkość dzieli wspólny los. W obliczu epidemii żaden kraj nie może zostać sam, a jedność i współpraca są najpotężniejszą bronią pozwalającą na pokonanie choroby. W czasach, gdy sytuacja epidemiczna w Chinach była najtrudniejsza, przywódcy ponad 170 krajów, w tym Polski, ponad 50 szefów organizacji międzynarodowych i regionalnych oraz ponad 300 zagranicznych partii politycznych i organizacji politycznych wyrazili współczucie i wsparcie dla Chin. Myśląc o szczerej życzliwości i cennej pomocy, płynących z różnych środowisk Polski dla ówczesnej walki Chin z epidemią, zrozumiałem głębokie znaczenie słów „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Naród chiński jest narodem, który umie okazywać wdzięczność. W obliczu globalnych wyzwań stawianych nam przez epidemię i ogromnej presji na zapobieganie i kontrolę choroby we własnym kraju, Chiny niosą pomoc, robią, co mogą, by udzielić Polsce i innym krajom na świecie wsparcia medycznego, by dzielić się doświadczeniami zdobytymi w walce z epidemią itd. Do 31 maja br. Chiny wysłały 29 zespołów ekspertów medycznych do 27 krajów i udzieliły, bądź dalej udzielają pomocy w walce z epidemią 150 krajom i 4 organizacjom międzynarodowym.

Biała księga dostarcza szeroki komentarz na temat chińskiej idei budowy wspólnoty zdrowia ludzkiego. Od czasu wybuchu epidemii Przewodniczący Xi Jinping, jako głowa państwa, osobiście prowadził dyplomację anty-epidemiczną i jako przywódca wielkiego państwa zachęcał do współpracy międzynarodowej. Do tej pory Przewodniczący Xi Jinping rozmawiał lub spotkał się z ponad 50 przywódcami zagranicznymi i szefami organizacji międzynarodowych, wziął udział w specjalnym szczycie liderów G20 w sprawie COVID-19, przemawiał podczas wirtualnej ceremonii otwarcia 73. Światowego Zgromadzenia Zdrowia. Widać więc wyraźnie stanowisko Chin – państwa, które wspiera solidarność w walce z epidemią. W swoim przemówieniu Przewodniczący Xi podkreślił, że Chiny zawsze będą podtrzymywać koncepcję budowy wspólnej przyszłości dla ludzkości, wspólnoty, której członkowie nie tylko będą odpowiedzialni za bezpieczeństwo i zdrowie swoich ludzi, ale także odpowiedzialni za globalne zdrowie publiczne. Epidemia wciąż się rozprzestrzenia, a zapobieganie i kontrola wymagają dalszej ciężkiej pracy. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby powstrzymać chorobę. Musimy nadać pełną rolę przywódczą WHO, zwiększyć wsparcie dla krajów afrykańskich, wzmocnić globalne zarządzanie zdrowiem publicznym, przywrócić rozwój gospodarczy i społeczny oraz wzmocnić współpracę międzynarodową. Przewodniczący ogłosił także pięć kluczowych działań Chin na rzecz pogłębiania globalnej współpracy anty epidemicznej oraz wezwał wszystkie kraje do łączenia sił we wspólnej budowie zdrowia publicznego dla ludzkości.

Po burzy zawsze wychodzi słońce. Mimo, że koronawirus wciąż rozprzestrzenia się na całym świecie, a społeczność międzynarodowa stoi w obliczu poważnych trudności i wyzwań, mocno wierzę, że tak długo, jak ludzkość będzie utrzymywać ideę wspólnej przyszłości, współpracować i dbać o wszystkich członków wspólnoty, będzie w stanie pokonać epidemię i przetrwać ten ciemny okres w historii ludzkości. Zapoczątkujemy wspaniałą przyszłość rozwoju i postępu człowieka.

Co jest priorytetem dla nowej szczepionki przeciwko koronawirusowi? Czy nadal będziemy nosić maseczki?

Biuro Informacyjne Rady Państwa Chin wydało 7 czerwca białą księgę pod tytułem „Działania Chin przeciwko epidemii koronawirusa”. Na konferencji prasowej osoby odpowiedzialne przedstawiły informacje dotyczące tej publikacji oraz odpowiedziały na pytania dziennikarzy.

1. Kto zostanie zaszczepiony po tym, jak Chiny opracują nową szczepionkę przeciwko koronawirusowi?
Wang Zhigang, minister nauki i technologii: Badania i rozwój nad szczepionkami są trudne i długoterminowe, wiążą się z dużą niepewnością. Proces opracowywania szczepionek w Chinach koncentruje się na zacieśnianiu współpracy międzynarodowej. Jeśli chodzi o wejście do użytku, spełnimy nasze zobowiązanie i wprowadzimy szczepionkę jako globalny produkt publiczny.

2. Czy chińskie media toczą „wojnę propagandową”?
Xu Lin, dyrektor Biura Prasowego Rady Państwa: Od wybuchu epidemii 480 chińskich dziennikarzy wyjechało do Wuhanu, gdzie miało miejsce epicentrum zachorowań. Jest to godne szacunku. Doniesienia chińskich mediów na temat walki z epidemią są prawdziwe i obiektywne. Oskarżenia, że prowadzą one tak zwaną „fałszywą propagandę” oznacza brak uwzględnienia faktów, co jest nie do przyjęcia. Chińskie media nie zamierzają walczyć z „wojną propagandową”, ale w obliczu zniesławienia i ataków na Chiny, muszą one odpowiedzieć. Ten rodzaj reakcji nie jest „bitwą medialną”, ale pokazaniem wyraźnego źródła prawdy i rozróżnienia między dobrem a złem. Wirusy są wspólnym wrogiem ludzkości, podobnie jak fałszywe informacje. Media powinny wykazać się odpowiedzialnością, chińskie media już to robią i nadal będą to robić.
3. Jakie doświadczenia związane z leczeniem w Chinach można udostępnić społeczności międzynarodowej?
Ma Xiaowei, dyrektor Narodowej Komisji Zdrowia: Warto zaprezentować doświadczenie w następujących kwestiach: kontrolowanie źródła choroby, przyspieszenie badań, prowadzenie ratownictwa medycznego na dużą skalę i odgrywanie roli tradycyjnej medycyny chińskiej.
4. Jak wznowić międzynarodową wymianę personelu?
Ma Zhaoxu, wiceminister spraw zagranicznych: Stopniowo przywracamy przepływ chińskiego i zagranicznego personelu w uporządkowany sposób, co służy wznowieniu produkcji. Chiny ustanowiły „drogi ekspresowe” w sprawie otworzenia granicy z Koreą Południową, Niemcami, Singapurem i innymi krajami. Działają w tej kwestii płynnie.
5. Czy musimy nadal nosić maski?
Wang Chen, dziekan chińskiej Akademii Nauk Medycznych: Obecnie w Pekinie został obniżony poziom zagrożenia epidemicznego do trzeciego stopnia. Oznacza to, że większość ludzi w większości miejsc może nie nosić masek. Ale kluczowe osoby w kluczowych obszary powinny nadal je nosić. Jeśli nie masz pewności, powinieneś mieć maseczkę ze sobą. Ogólnie rzecz biorąc, jest coraz więcej okazji do tego by ich nie nosić.
6. Czy stosunki Chin z innymi krajami pogorszyły się z powodu epidemii?
Ma Zhaoxu, wiceminister spraw zagranicznych: Nie zgadzam się z tym oświadczeniem. Faktem jest, że z naszym przyjaciółmi łączy nas „żelazna” relacja, a „krąg przyjaciół” Chin stale się powiększa. Od 1 marca do 31 maja Chiny wyeksportowały 70,6 miliarda masek i 340 milionów sztuk odzieży ochronnej. Jest to przykład, że Chiny to odpowiedzialny duży kraj, a także jak ważna dla nas jest promocja rozwoju stosunków z innymi państwami.
7. Jak przebiega współpraca z zagranicznymi ekspertami w celu ustalenia pochodzenia wirusa?
Wang Zhigang, minister nauki i technologii: Należy dążyć do wiedzy naukowej, postępować zgodnie z podejściem naukowym i wykorzystywać metody naukowe do ustalenia pochodzenia wirusa.
8. Czy Chiny opóźniały publikację danych dotyczących koronawirusa o tydzień, powodując tym samym rozprzestrzenienie się epidemii?
Ma Xiaowei, dyrektor Narodowej Komisji Zdrowia: Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Faktem jest, że chiński rząd nie opóźniał podawania informacji ani ich nie ukrywał. Koronawirus jest bezprecedensowym nowym wirusem. Istnieje wiele niewiadomych na temat ludzkiej wiedzy. Trwa proces gromadzenia dowodów i prac nad jego zrozumieniem.
9. Jaką rolę odegrali Chińczycy w walce z epidemią?
Xu Lin, dyrektor Biura Prasowego Rady Państwa: W Chinach partia i rząd są nierozerwalnie związane z narodem. Główna rola ludu została w pełni wykazana w walce z epidemią. W Wuhanie mieszka młoda kobieta. Niestety cała jej rodzina została dotknięta przez epidemię koronawirusa, jej ojciec zmarł, mimo podjętego leczenia. Dziewczyna codziennie logowała się na WeChat, podszywając się pod ojca, aby zachęcić swoją matkę do podjęcia przez nią leczenia. Dzięki temu zarówno dziewczyna jak i jej matka wróciły do zdrowia. Młody chłopak z Changsha, w prowincji Hunan, po zamknięciu Wuhanu, pożegnał swoją rodzinę oraz przyjaciół, i prywatnym samochodem pojechał do Wuhanu, aby świadczyć usługi dla pracowników medycznych. Ci dwoje młodych ludzi to uosobienie 1,4 miliarda Chińczyków. 1,4 miliarda Chińczyków to świetni bojownicy w walce z epidemią.
10. Jakie działania będą kontynuowane przez Chiny, aby pogłębić międzynarodową współpracę w walce z epidemiami?
Ma Zhaoxu, wiceminister spraw zagranicznych: Ogłoszone przez Chiny środki współpracy są wdrażane. Jeśli chodzi o pomoc Chin w wysokości 2 miliardów dolarów, obejmie ona przekazanie materiałów antyepidemicznych, a także wsparcie w ożywieniu gospodarczym i społecznym oraz rozwój zainteresowanych krajów po epidemii. Dotyczy to zarówno pomocy dwustronnej, jak i wielostronnej darowizny. Ponadto w odniesieniu do budowy magazynu i centrum pomocy humanitarnej ONZ w Chinach sprawa ta jest dyskutowana i intensywnie przygotowywana.

11. W jaki sposób opracowuje się chińskie leki przeciwko koronawirusowi? Czy będą one rekomendowane i promowane za granicą?
Wang Zhigang, minister nauki i technologii: Badamy teraz leki na przeciwciała. Obecnie pierwszy lek na przeciwciała przeszedł przegląd prowadzony przez Administracją Kontroli Żywności i Lekarstwa. Chiny dzielą się osiągnięciami badań naukowych z ponad 200 krajami i regionami, ale każde państwo podejmuje decyzje w tej kwestii według własnej sytuacji.

Państwo, które się korporacjom nie kłania

Zimna wojna ideologiczna Zachodu z Chinami.

Czego nie może darować chińskiemu społeczeństwu Zachód: jego wielkie korporacje, państwo amerykańskie pod przywództwem prezydenta Trumpa, neoliberalni ekonomiści katedralni i bankowi, piewcy liberalnej demokracji?
Trwa swoisty bój trzech modeli społecznych różniących się rolą państwa w gospodarce i sposobami harmonizowania konfliktów społecznych. To państwa UE starające się połączyć efektywną gospodarką z resztówką państwa socjalnego. Dalej, państwo amerykańskie na usługach korporacji z sektora finansowego, zbrojeniowego, wydobywczego i teleinformacyjnego oraz autonomiczne państwo chińskie budujące społeczną gospodarkę rynkową.
Państwo chińskie ma na Zachodzie złą prasę. Autorytarne, nie ma respektu dla „zdrowych” zasad polityki gospodarczej, kontroluje internet, nie szanuje praw własności intelektualnej, „wyhodowało” koronawirusa, buduje Afrykanom autorstrady i hydroelektrownie podczas gdy Zachód organizuje im konferencje na temat rozwoju.
W skali historycznej jest fenomenem. Powtórzyło za życia jednego pokolenia osiągnięcia narodu japońskiego. Ten w drugiej połowie XIX w. skopiował osiągnięcia techniczne i instytucjonalne Europejczyków, każąc wątpić w ich wyjątkowość. Państwo ludu Han w ciągu ostatnich trzech dekad stworzyło system udanej symbiozy z mechanizmem rynkowym, wykorzystało postęp techniczny w teleinformatyce i transporcie morskim, połączyło go z wolnym handlem, by zbudować szybko rosnącą gospodarkę.
Fenomen państwa chińskiego polega na tym, że nie jest kontrolowane w wyniku demokratycznych wyborów jak na Zachodzie. Odnawia przywództwo podobnie jak Kościół Katolicki, a więc poprzez wybór w wąskim gronie swoich funkcjonariuszy, w tym przypadku działaczy partii nominalnie komunistycznej. Grono to wybiera kandydata, który w swojej dotychczasowej karierze wykazał się osiągnięciami rokującymi nadzieję skutecznego rozwiązywania wyzwań stojących przed wspólnotą.
Ostatnio stosunkowo szybko uporało się z epidemią koronawirusa w ludnej metropolii, jaką jest 11. milionowe Wuhan. Rząd, współdziałając z organami władzy lokalnej i z wolontariatem, wdrożył system zaopatrzenia w artykuły pierwszej potrzeby, tym samym zapewnił izolację konieczną do zastopowania pochodu wirusa. Konieczne okazało się z jednej strony ograniczanie swobody przemieszczania się, nakaz kwarantanny, z drugiej zaś – wykorzystanie internetu, sztucznej inteligencji do rozpoznawania potencjalnie zarażonych osób. Pomogły wielkie chińskie korporacje handlu internetowego oraz stworzony system dostawy bez kontaktu z kurierem. Środki te okazały się na tyle skuteczne, że już 90 proc. dużych firm wznowiło produkcję i chińska lokomotywa wzrostu po krótkim zwolnieniu tempa pędzi dalej.
Co różni chińskie państwo od standardów zachodnich?
Po pierwsze, państwo zachowuje względną autonomię wobec krajowego biznesu. Jest też poza zasięgiem global governance pod egidą USA: nie krępują je ani mechanizm zadłużenia, ani gwarancje bezpieczeństwa militarnego ze strony amerykańskiego patrona. Państwo Hanów wykorzystało wcześniejsze doświadczenia Japonii, Korei Pd., Tajwanu, doświadczenia ze strategicznym kierowaniem procesem modernizacji gospodarki i kontrolą napływającego kapitału z Zachodu. Stulecie penetracji chińskiej gospodarki przez zachodnie firmy i państwa nauczyło ostrożności. Zignorowało tym samym przykazania płynące z Waszyngtonu, dotyczące minimalnego państwa, deregulacji sektora finansowego, prywatyzacji sektora publicznego. Poszło drogą racjonalnego autorytaryzmu (P. Nolan).
Do wysokiej akumulacji dodało odpowiednią politykę makroekonomiczną: brak wymienialności juana, kontrolę inwestycji zagranicznego kapitału przez tworzenie stref specjalnych i spółek z udziałem kapitału chińskiego, ograniczało napływ kapitału portfelowego.
Tę chińską skuteczną politykę gospodarczą miał sparaliżować transpacyficzny traktat (TPP). Byłyby one zmuszone do udziału w gospodarce światowej na warunkach stworzonych przez USA, a więc z wykorzystaniem wielostronnych organizacji jednostronnych na użytek korporacji (BŚ, MWF, WTO); musiałyby też udostępnić swoje oszczędności sektorowi finansowemu Zachodu. Tutaj przyjacielem Chin okazał się sam prezydent Trump, odmawiając jego podpisania. W tej sytuacji neoliberalna globalizacja dalej umożliwia szybki wzrost chińskiego PKB.
Chiny zatem poszły inną drogą niż dawne społeczeństwa realnego socjalizmu w Europie. Te się wpisały w realia ukształtowane w interesie wielkich korporacji, oddały im sektor bankowy, rynek wewnętrzny, pozbawiły się przemysłu, zbudowanego wysiłkiem wielu pokoleń. Muszą się w tej sytuacji zadowolić statusem dostarczycieli taniej pracy montażowej, usług dla korporacyjnego biznesu w Mordorze, a ich „małe misie”, biedafirmy – komponentów dla światowych kolosów.
Po drugie, publiczne to nie bezpańskie
Chińskie państwo postawiło pod znakiem zapytania konwencjonalne mądrości o związkach własności i przedsiębiorczości. Mężowie uczeni reprezentujący teorię wyboru publicznego i szkołę austriacką w ekonomiii, popularyzowanej w Polsce przez korwinistów, „młodzieńczych” wolnorynkowców (R. Gwiazdowski, A. Sadowski, T. Wróblewskiego) i młodych konfederatów (A. Dziambor, S. Mentzen) wiążą przedsiębiorczość z własnością prywatną. Dlatego wydawało się niemożliwe połączenie konkurencyjnej gospodarki rynkowej z własnością wspólną czy społeczną. A jednak!
We współczesnym korporacyjnym kapitalizmie nie działają samotne wilki biznesu i minifirmy. Działają natomiast wielkie organizacyjne kolosy, o złożonej strukturze własności, stosunkach pracy i piętrowym zarządzaniu. Wokół nich kręci się chmara inwestorów, pożyczkodawców, spekulantów. W ich otoczeniu znajdujemy banki, fundusze inwestycyjne, emerytalne.
To wielka machina obracania kapitałem pieniężnym, produktami finansowymi, kredytami, długami. Operatorami tej maszynerii są profesjonaliści, tacy sami jak ci, którzy zarządzają publicznymi firmami czy bankami. Nie operują oni własnymi aktywami, np. na rynku amerykańskim stanowią oni około 80 proc. funkcjonariuszy tych instytucji, podaje Jacek Tittenbrun, w książce „Gospodarka w społeczeństwie”. Ponadto informacje, które kształtują ich decyzje dostarczają rynki towarowe, które na dodatek są niekompletne. Nie wyceniają ani dóbr przyrody (woda, utrata ziemi ornej, zanieczyszczone oceany), a także ignorują potrzeby przyszłych pokoleń.
Rodzaj własności ma tu niewielkie znaczenie. Tutaj bowiem dominują zawodowi zarządcy, którzy rzadko płacą za swe błędy, jak podczas kryzysu 2007/8. W tej sytuacji miarą skuteczności wyboru celów i strategii ich realizacji firm publicznych mogą być intersubiektywnie mierzalne preferencje społeczne, jak jakość życia czy zdrowia oraz konieczność finansowania ze środków publicznych służb, które je zapewniają. Osiągnięcia chińskiego państwa może pokwitować według zasady po czynach ich poznacie blisko 800 mln Chińczyków, którzy wyszli ze skrajnego ubóstwa. To głównie ich siłę roboczą eksploatują miejscowe i zagraniczne firmy, przy czym udział chiński w produkcji np. iPhone Apple’a wynosi 3,8 proc. wartości dodanej, amerykańskiego zleceniodawcy zaś 28,5 proc..
Po trzecie, indywidualizm jest fenomenem cywilizacji zachodniej
Sprzęga się on z szeroko rozumianymi wolnościami, które hołubią Amerykanie, a praktykują Europejczycy. W autodefinicji Zachodu demokracja i prawa człowieka stanowią najdonioślejszą jego zdobycz. Kapitalizm powstał jakoby po to, by mogła zatriumfować wolność jednostki, w praktyce sprowadzona do wyboru jednej z istniejących na „rynku” partii (pluralizm).
W tej koncepcji demokracja to przestrzeń wolnych wyborów, dokonywanych przez upodmiotowione jednostki, kierujące się własnymi interesami. Są one równe przed innymi, prawem i instytucjami. Państwo to tylko strażnik wolności jednostki i autonomii sfery prywatnej.
Kult jednostki, jaki się rozwinął w myśli liberalnej, wyrósł na podłożu chrześcijańskiej koncepcji człowieka. Jest jej subtelnym zeświecczeniem. W antropologii religijnej jednostce przysługuje godność, skoro jako obraz stwórcy, obdarzona jest łaskami teologicznymi (miłości do Boga, nadziei zbawienia). Filozofowie Oświecenia w miejsce Boga i Pisma wstawili Rozum, „zamienili łaskę bożą na cnoty obywatelskie”, pisze Terry Eagleton w książce „Kultura a śmierć Boga”. Nowej wierze w potencjał samorealizacji jednostki najlepiej służą i obywatelska równość, i prawa polityczne, i autonomia decyzji moralnych. Z tą różnicą, że swoje powołanie spełnia jednostka na ziemskim padole.
Tymczasem w społeczeństwie harmonii społecznej, ukształtowanym na etyce Konfucjusza, jednostka jest najpierw członkiem wielkiej rodziny, rodu, prowincji; od państwa zaś oczekuje sprawnego rozwiązywania problemów utrudniających życie. Pod tym względem państwo chińskie nie zawodzi. Chińskie PKB w 2016 wyniosło 11,2 bln dol., amerykańskich (według parytetu siły nabywczej 18,56 bln dol.). Spożycie wewnętrzne stanowi już 43,4 proc. PKB, inwestycje zaś 49 proc.. Chiny wydają na badania rozwojowe 2,3 proc. PKB (sciencemag.org/news/2018/10/surging-rd-spending-china-narrows-gap-united-states).
Posiadają też ogromne rezerwy walutowe, szacowane obecnie na ponad 3,3 biliona dolarów, w tym 40 proc. w amerykańskich papierach wartościowych. Tempo wzrostu w roku 2018 wyniosło 6,6 proc., rentowność (zyski) firm wyniosła 20 proc.. Może dlatego ani na demokrację liberalną, ani na indywidualne wolności nie ma parcia. Jest za to poparcie dla sprawujących władzę.
Wynosi ono stale według amerykańskiej Agencji PEW około 80 proc.. Nie zmienia to faktu, że obecnie tzw. wartości azjatyckie zastępuje „wiara w pieniądz”. Pojawiły się indywidualistyczne strategie dorabiania się, dążenia do bogactwa materialnego i luksusu, który zapewniają duże dochody. W relacjach międzyludzkich nastał czas bezlitosnej konkurencji, w następstwie – obojętność na wspólne cele
Po czwarte, kolejne światowe imperium czy tworzenie funkcjonalnej formy przywództwa światowego?
W historii powszechnej dominujące gospodarczo społeczeństwa wykorzystywały swoje państwa, by kształtować ład międzynarodowy najlepiej obsługujący potrzeby ich elit
ekonomicznych.
Chiny jak wszystkie dotychczasowi liderzy akumulacji kapitału (w kolejności Wenecja, Genua, Niderlandy, Anglia, USA) tworzy szerokie zaplecze dla swoich firm: rynki zbytu, zaopatrzenia w surowce i energię. Jeśli utrzyma autonomię wobec biznesu, być może, zrealizuje na stulecie powstania ChRL, przypadające w r. 2049, wielkie chińskie marzenie o społeczeństwie umiarkowanego dobrobytu dla wszystkich: Wielki Renesans Narodu Chińskiego. Wówczas bardziej sprawiedliwie niż obecnie podzieli dochód narodowy. Obecnie współczynnik Giniego wynosi 0,5, co świadczy o dużej rozpiętości dochodów i majątków.
Przed Chinami stoi wiele problemów: starzenie się społeczeństwa i związany z tym ubytek siły roboczej i wzrost współczynnika obciążenia demograficznego, nie zanikająca korupcja, deficyt ziemi ornej, krytyczny bilans wodny, handel i dostawy paliw przez Cieśninę Malakka, rozłączenie z braćmi z Tajwanu, amerykańskie lotniskowce na Morzu Południowochińskim, brak ubezpieczeń społecznych, eksploatacja siły roboczej jak w XIX w. kapitalizmie manufaktur i pierwszych fabryk.
Mając duże nadwyżki, państwo chińskie buduje infrastrukturę odtwarzającą dawne Jedwabne Szlaki, by znów połączyć krańce Euroazji; to samo robi w Afryce, częściowo w Ameryce Południowej – wszędzie szuka minerałów, ropy naftowej, ziemi ornej, przy okazji zastępuje firmy europejskie i amerykańskie.
Chciałyby zamienić swoje nadwyżki w amerykańskich obligacjach, stanowiące około 40 proc. całości, na aktywa produkcyjne, zwłaszcza firm posiadających nowoczesne technologie, w tym europejskie. Przypomina krajom centrum czasy eksportu ich kapitałów w okresie wychodzenia europejskich liderów przedsiębiorczości z wielkiej depresji lat 1973-1886, a po II wojnie światowej ekspansję USA.
Stąd łatwe skojarzenie z imperializmem i strach przed pułapką Tukidydesa, a więc wojny o ład światowy, dostosowany do potrzeb rodzimego kapitału. Analogie widzą głównie geopolitycy i geoekonomiści.
Patrzą oni na dzieje jako zmagania narodów o wielką przestrzeń, a to o Heartland Eurazji, a to o Rimland oceanów, niebawem o opanowanie kosmosu. W tej perspektywie obecny ład, zwany neoliberalną globalizacją, stworzyły Stany Zjednoczone w okresie, kiedy dominowała ich gospodarka.
Służy on amerykańskim korporacjom z sektora zbrojeniowego, wydobywczego finansowego i teleinformatycznego. Uczyniły one ze Stanów Globalnego Minotaura, przerabiającego, zdaniem Yanisa Veroufakisa, nadwyżkę światową na amerykańskie obligacje. Chiny mają inną wizję. Chcą tworzyć system wspólnej odpowiedzialności za sprawy światowe. To ład wielobiegunowy, zachowujący odrębność cywilizacji lokalnych, w którym znajdzie się system zaopatrzenia swojej gospodarki w deficytowe surowce i rynki zbytu, ale bez baz wojskowych, bez uznawania, jak USA, jakichś obszarów za „strefy żywotnych interesów” (Bliski Wschód, a wcześniej Ameryka Łacińska).
Świat będzie inny, ale czy gorszy?
Jeśli weźmiemy pod uwagę społeczeństwo, które powstało za oceanem, jego stosunek do eksploatacji surowców, poziom zużycia energii, ogromne zróżnicowanie dochodów i majątków, nihilistyczny stosunek do ochrony klimatu, poziom zbrojeń, rozwijanie nowoczesnych technologii dzięki Pentagonowi, a więc zawsze potencjalnie o zastosowaniach militarnych – wszystko to skłania do porzucenia amerykańskiej perspektywy oglądu Chin.
Także UE powinna szukać własnej drogi do wzajemnie korzystnego kształtowania gospodarczej i politycznej przestrzeni w Eurazji i usytuowania w niej Rosji. Europa ma konkurencyjny kompleks przemysłowy, który stworzyły w Europie Centralnej Niemcy, choć jest uzależniona od chińskich firm i taniej pracy Chinek i Chińczyków.
Tylko wartość niemieckiego eksportu samochodów do Chin sięga 1,4 biliona dolarów, a w nim znajdują się podzespoły produkowane w Polsce, podaje Grzegorz Kołodko w książce, „Czy Chiny zbawią świat?”. W dalszym ciągu gospodarka Europy, podobnie jak w Chinach, stoi przemysłem, przetwarza atomy, a nie bity. Te są ważne tylko tam, gdzie liczy się informacja. UE stoi przed koniecznością własnej oceny Chin, własnego bezpieczeństwa militarnego i energetycznego.
To samo zadanie czeka polskie elity rządzące – obecnie narodowo-prawicowe. Określają one i strategię narodową, i urabiają w tej materii opinię publiczną, żerując na rzadko kontrolowanych rozumem emocjach, głównie wobec Rosji.
W tej chwili obsługuje ona interesy amerykańskiego szeryfa, i na jego życzenie przecina szlak kolejowy przez Azję do Europy, jeśli nawet pominiemy brak infrastruktury do transportu intermodalnego, łączącego kolej i TIR-y. Nawet transport środków do walki z COVID-19 dla Niemiec dojechał koleją z Chin tylko do Kaliningradu, a dalej – statkami do Rostocku. Teraz chcą uczynić terytorium polski przedpolem możliwych konfliktów z udziałem broni atomowej, które rodzi rywalizacja USA i Rosji.
Polska myśl strategiczna nie może wydostać się z matni międzywojennych rojeń o mocarstwowości i fantasmagorii Międzymorza. Nie ma zamiaru wrócić znad Dzikich Pól do Weimaru. W okresie przedwyborczym warto o tym pamiętać, tym bardziej, że prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych.

W cieniu koronawirusa

Polityka Trumpa wobec Chin.

Donald Trump spośród wszystkich dotychczasowych 45 prezydentów Stanów Zjednoczonych jest najbardziej zmiennym i nieprzewidywalnym prezydentem. Najlepszym tego przykładem jest jego polityka wobec Chin. W ciągu niespełna 4 lat swojej prezydentury Trump z jednej strony potrafił rozwijać wszechstronne stosunki i współpracę z Pekinem, z drugiej zaś strony ograniczać kontakty z Chinami i uznając je za głównego przeciwnika w globalnej rywalizacji amerykańsko-chińskiej.
Przyjrzyjmy się z punktu widzenia Waszyngtonu głównym problemom towarzyszącym obecnie stosunkom amerykańsko-chińskim. Istnieją one mimo, że aktualnie przykrywa je epidemia koronawirusa i wzajemne oskarżenia kto ponosi odpowiedzialność za jej wybuch. Ocenia się, że w USA w wyniku epidemii koronawirusa zmarło do dziś półtora milina osób, najwięcej spośród wszystkich krajów. Administracja Trumpa w osobie sekretarza stanu Mike Pompeo twierdzi, że wirus pochodzi z Wuhan choć zaprzeczają temu niektórzy Amerykanie. Chiny, które jako pierwsze państwo padły ofiara epidemii twierdzą, że kronawirusa przywlekli do Chin Amerykanie w czasie swoich wizyt. Wzajemne oskarżenia nadal trwają, chociaż Chińczycy jako pierwsi uporali się z epidemią a Amerykanie biją światowe rekordy pod względem liczby ofiar epidemii koronawirusa. Amerykańskie koncerny farmaceutyczne współpracują z niektórymi europejskimi nad wynalezieniem szczepionki antywirusowej, ale zastrzegają sobie prawo do korzystania w pierwszej kolejności po jej wynalezieniu.
Prezydent Trump korzysta z każdej okazji, by oskarżać Chiny o pandemię w skali globalnej i twierdzi, że Pekin mógł wstrzymać ogólnoświatowe rozszerzanie się epidemii ale nie uczynił tego. Trump zarzucał również Chinom, że zainicjowały „najgorszy w historii atak na nasz kraj”. W odpowiedzi na te słowa chińskie MSZ zaapelowało, aby rząd USA skoncentrował się na rozwiązywaniu własnych problemów i „zaprzestał rozszerzania dezinformacji i wprowadzania w błąd społeczności międzynarodowej”.
Pandemia koronawirusa okresowo przykryła, ale nie wyeliminowała ważnych problemów w stosunkach amerykańsko-chińskich. Oto niektóre z nich z punktu widzenia Waszyngtonu.
Administracja Trumpa w gruncie rzeczy prowadzi wojnę handlową z Chinami. Rząd amerykański uważa, że Chiny mając ogromną nadwyżkę w handlu z USA przyczyniają się do permanentnego deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych. Prezydent Trump żąda od Chin zwiększenia zakupów w USA i stworzenia ułatwień dla amerykańskich instytucji finansowych w ich działalności na rynku chińskim. 15 stycznia br. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA o 200 mld dol. w ciągu dwóch lat i zmniejszyć tym samym amerykański deficyt handlowy. Obroty handlowe amerykańsko-chińskie są znaczące, przekraczają 600 mld dolarów.
Prezydent Trump swoim zwyczajem stwierdził, że utrzymuje dobre stosunki z prezydentem Xi Jinpingiem ale „na razie nie chce mu się z nim rozmawiać”.
Problemem we wzajemnych stosunkach USA-Chiny jest dostęp floty amerykańskiej do Morza Południowo-Chińskiego. Chiny uważają to morze za własny obszar i od 2015 r. budowały na tym obszarze własne umocnienia w postaci sztucznych wysp na których
znajdują się militarne instalacje. Waszyngton podobnie jak Wietnam i Filipiny nie uznaje chińskich roszczeń do Morza Południowo-Chińskiego uważając, że jest to obszar niezwykle ważny z punktu widzenia funkcjonowania globalnych szlaków żeglugowych. Amerykanie regularnie wysyłają swoje okręty wojenne na wody tego morza, co z kolei powoduje ze strony Chin oskarżenia Amerykanów o „prowokacje”. Waszyngton stanowcza sprzeciwia się chińskiej dominacji na Morzu Południowo-Chińskim i wzywa inne kraje do takiego sprzeciwu. Z takim apelem do innych państw wystąpił m.in. sekretarz stanu Mike Pompeo w oświadczeniu z 23 kwietnia.
Waszyngton i Pekin różnią się w ocenie sytuacji na Tajwanie. Ta różnica trwa 70 lat, kiedy w 1949 r. Czang Kaj-Szek proklamował Chińska Republikę na Tajwanie. Chińska Republika Ludowa uznaje Tajwan za część terytorium Chin. Rząd ChRL ostro zareagował, kiedy w maju 2019 r. doradca prezydenta Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego John Bolton po raz pierwszy od 40 lat spotkał się z szefami obrony Tajwanu. Trzy miesiące później prezydent Trump zgodził się na dostawę dla Tajwanu sprzętu wojskowego włącznie z samolotami F-16.
Rząd Chiński ostro zareagował na tą politykę Trumpa i ostrzegł Waszyngton przed „wszystkimi konsekwencjami” ingerencji amerykańskiej w sprawy Tajwanu. Rzeczniczka chińskiego MSZ Hua Chunying oświadczyła, że sprawa Tajwanu dotyczy „chińskiej suwerenności, terytorialnej integralności oraz interesów bezpieczeństwa”.
Rząd USA jest przeciwny ekspansji chińskiej technologii 5G w USA i na świecie. Producentem technologii 5G jest chiński koncern Huawei. Koncern ten wszedł na rynki światowe w postaci 91 kontraktów globalnych, w tym są kontrakty z 47 krajami europejskimi i 27 krajami w Azji. Rząd prezydenta Trumpa uznał to za zagrożenia dla interesów i bezpieczeństwa USA zwłaszcza, że z krajami m.in. jak Kanada, Wielka Brytania, Australia czy Nowa Zelandia Waszyngton ma porozumieniu o ścisłej współpracy wywiadowczej.
Rząd amerykański uważa, że poprzez globalną popularyzację technologii 5G Pekin może uzyskać dostęp do systemów łączności w innych krajach i uczynić je nieskutecznymi. Sekretarz stanu USA Pompeo już w lutym 2019 r. ostrzegł inne kraje, że przyjęcie chińskiej technologii 5G szkodzi stosunkom tych państw ze Stanami Zjednoczonymi. Koncern Huawei stanowczo zaprzeczył oskarżeniom amerykańskim i zarzucił Waszyngtonowi, że chce doprowadzić do pogorszenia stosunków innych państw z Chinami.
Dotąd tyko Australia zakazała stosowania technologii 5G. Wielka Brytania wyraziła zgodę na ograniczone stosowanie technologii 5G. Waszyngton nadal zarzuca koncernowi Huawei, że broni przede wszystkim interesów chińskich.
Przestawiłem niektóre aktualne problemy w stosunkach amerykańsko-chińskich z punktu widzenia administracji Trumpa. Stosunki Waszyngton – Pekin są obecne w toczącej się w USA prezydenckiej kampanii wyborczej. Obaj głowni rywale, republikanin Donald Trump i demokrata Joe Biden wzajemnie się oskarżają o zbyt miękką politykę wobec Chin. A sytuacja jest dziś taka, że Trump ma więcej od swego rywala pieniędzy na kampanię wyborczą, Biden natomiast ma więcej głosów poparcia w skali ogólnokrajowej.

Szafarz: „Zerwanie powiązań” przez Stany Zjednoczone z WHO to wyraz skrajnego egoizmu

Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa jest skrajnym wyrazem egoizmu, a zarzuty amerykańskie wobec Chin i WHO można uznać za „pandemię polityczno-propagandową” – twierdzi Sylwester Szafarz były zastępca Ambasadora RP w Chinach i były Konsul Generalny RP w Szanghaju. W czasie pracy w Chinach, rozmówca przeżył dwie poważne epidemie: SARS w Pekinie i ptasiej grypy w Szanghaju. Ekspert udzielił wywiad Chińskiej Grupie Mediów.

Szafarz stwierdził, że w szczytowym okresie globalnej pandemii koronawirusa, kiedy umierają setki tysięcy ludzi na świecie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, decyzja Donalda Trumpa jest wyrazem skrajnego egoizmu, nerwowości i braku odpowiedzialności za losy własnego społeczeństwa oraz całej społeczności międzynarodowej.
 
Jego zdaniem, jest bardzo znamiennie, iż owa niefortunna decyzja amerykańska zbiega się w czasie z nasileniem antychińskiej retoryki ze strony władz USA, a także samego prezydenta Donalda Trumpa. Według Szafarza, przywódca amerykański wykorzystuje w tym celu nie tylko pretekst tragicznej pandemii wirusowej, lecz również inne nadarzające się powody. Ekspert wyliczył między innymi zaostrzenie krytykowania Chin z powodu rzekomego zatajania informacji o wirusie i o jego konsekwencjach, spory ekonomiczno – handlowe,  przyjęcie przez OZPL ustawy w sprawie bezpieczeństwa kraju, niepokojów i zamieszek w Hongkongu. Tymczasem władze USA odmawiają chorym pomocy i nie troszczą się nawet odpowiednio o własnych obywateli – twierdzi były polski dyplomata. Jednocześnie wiadomo, że same Stany Zjednoczone, jako jedno z globalnych epicentrów pandemii, same nie mają możliwości, żeby uporać się z tą straszną zarazą – dodał.
 
Ponadto, były Konsul Generalny RP w Szanghaju powiedział, że epidemia praktycznie została w Chinach już przezwyciężona. Jest to świadectwem, że skuteczność działania władz chińskich – politycznych, gospodarczych wojskowych i przede wszystkim medycznych jest bardzo dobra i efektywna – wyjaśnił. Jednocześnie, walcząc z pandemią we własnym kraju, władze i naród chiński pomagają całemu światu, dostarczając sprzęt i materiały specjalistyczne, a także wysyłając ekipy lekarzy – zauważył Szafarz. W jego opinii, Chiny biorą na siebie wielka odpowiedzialność za pokonanie pandemii w skali globalnej.
 
Jak powiedział w wywiadzie, Chiny muszą zwalczać dwie pandemie równocześnie, jedną w rozumieniu medycznym, a drugą polityczno-propagandową, która jest prowadzona głównie przez Stany Zjednoczone i szkodliwa także dla nich. Jednakże amerykańskie zarzuty polityczno-propagandowe mogą mieć bardzo negatywny wpływ na jakość, na atmosferę i na perspektywy stosunków między obydwoma wielkimi mocarstwami oraz powodować niebezpieczny wzrost napięcia na arenie międzynarodowej – stwierdził Szafarz. Jak zauważył, kiedyś pandemia się skończy i świat, także USA, będą musiały żyć i rozwijać się bez tego pretekstu. I co wtedy? – stawia retoryczne pytanie Szafarz.
 
Jak sam zauważa, zarzuty polityków amerykańskich wobec Chiny przywołuje mu na myśl znane polskie przysłowie – „złodziej ucieka i zawsze krzyczy najgłośniej: łapać złodzieja”.
 
Na niedawnym 73. Światowym Zgromadzeniu ws. Zdrowia Chiny zgodziły się na przeprowadzenie w skali globalnej niezależnej i kompleksowej oceny reakcji państw na COVID-19, również działań WHO – przypomina ekspert. Stany Zjednoczone trochę się tego boją, bowiem amerykańskie laboratoria wirusologiczne pracują dość aktywnie nad wytworzeniem nowych rodzajów broni bakteriologicznej, tak więc oni mają nieczyste sumienie – zauważa. Myślę, że kiedy Światowa Organizacja Zdrowia przeprowadzi wspomniane dochodzenia, to wtedy się okaże, jaka jest prawda – zaznaczył.
 
Według Szafarza, ciekawe jest również to, że poza Stanami Zjednoczonymi, w zasadzie żaden inny kraj zachodni nie uprawia ostrej antychińskiej propagandy w czasach pandemii. Do chwili obecnej władze chińskie merytorycznie, racjonalnie i prawidłowo przeciwstawiają się tej agresji polityczno-propagandowej – twierdzi. Mam nadzieję, wręcz pewność, że władze ChRL, wykazujące realizm, spokój i poczucie odpowiedzialności za losy świata, nie ulegną marnym prowokacjom ze strony władz USA i będą nadal pomagać nieszczęśliwym ludziom na całym świecie oraz walnie przyczynią się do ostatecznego zwycięstwa nad pandemią; a jednocześnie zapewnią lepsze perspektywy współpracy dwustronnej ChRL – USA – dodał rozmówca.