Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.
Kość niezgody
Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.
Akcja i reakcja
Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.

Chiny i Rosja – modelowe relacje mocarstw

Komentarz agencji Xinhua

Tydzień po tym jak Xi Jinping w 2013 r. został wybrany na prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej, swoją pierwszą zagraniczną wizytę złożył w Rosji. W ciągu następnych sześciu lat prezydent Xi i jego rosyjski odpowiednik Władimir Putin spotykali się niemal trzydzieści razy. Tak częste spotkania głów państw w stosunkach międzynarodowych należą do rzadkości.
W środę prezydent Xi udał się z ósmą wizytą oficjalną do Rosji. Miała ona tym szczególniejsze znaczenie, że jednej strony wpisywała się w obchody siedemdziesiątej rocznicy ustanowienia stosunków dyplomatycznych między obu krajami, ale też i dlatego, że świat wkracza w okres niepewności.
Podczas prezydentury Xi Jinpinga prezydent Putin jeździł do Chin dziewięć razy. Jego sotatnia wizyta związana były z udziałem w II Forum Pasa i Szlaku na rzecz Międzynarodowej Współpracy w Pekinie – było to w kwietniu tego roku, a zatem mniej niż dwa miesiące temu. Miały wówczas miejsce niezapomniane chwile: przywódcy wzajemnie udekorowali się najwyższymi odznaczeniami, wspólnie oglądali mecze hokejowe i wyścigi dziecięce, gotowali tradycyjne rosyjskie i chińskie potrawy.
Intensywne wspólne działania sprawiły, że między obu prezydentami rozwinęły się bliskie relacje interpersonalne, co przekłada się na bliskość, siłę i trwałość strategicznego partnerstwa między obu krajami – dobrymi sąsiadami, partnerami i przyjaciółmi.
„Po siedmiu dekadach rozwoju, chińsko-rosyjskie partnerstwo strategiczne i koordynacja osiągnęły obecnie najwyższy poziom w historii” – powiedział prezydent Xi na konferencji prasowej dla rosyjskich mediów w przeddzień wizyty. Według prezydenta Xi, siedemdziesiąt lat relacji między Chinami a Rosją sprawiło, że oba kraje osiągnęły najwyższy poziom zaufania, koordynacji o fundamentalnym strategicznym znaczeniu.
Wzajemne zaufanie to trwały fundament rozwoju bilateralnych więzi. Przejawia się ono w widoczny sposób w intensywnej i wielostronnej dyplomacji na poziomie głów państw, stanowiącej kompas relacji między Chinami a Rosją.
Równocześnie rośnie wzajemne zaufanie między oboma naradami. W ostatnich latach oba kraje wspólnie pracowały nad programami wspierającymi to zbliżenie, takimi jak wspólny uniwersytet, wspólne seminaria mediów i think-tanków, czy działania podejmowane w ramach wspólnie zorganizowanego Roku Turystyki. W rezultacie oba narody poznały się lepiej, ich przyjaźń się umocniła, stanowiąc tym mocniejsze wsparcie dla praktycznej współpracy, przed wszystkim na polu gospodarczym i handlowym. Bilans handlu między obu krajami pobił w ubiegłym roku rekord, przekraczając poziom 100 mld dolarów. Współpraca w zakresie e-handlu, wymiany technologii, finansów i rolnictwa rozwija się niezwykle szybko. Strategiczne projekty obu krajów w zakresie energetyki, lotnictwa i technologii kosmicznej i komunikacji – w tym budowa nowego mostu granicznego, która zakończy się w październiku – dokonały znaczącego postępu.
Oba kraje współpracują także nad synergią między między chińską Inicjatywą Pasa i Szlaku oraz rosyjskim projektem Eurazjatyckiej Unii Ekonomicznej, wzajemnie wspierając się w swoich działaniach i wspierając swoje interesy.
Należąc do grupy głównych aktorów na światowej scenie oba kraje koordynują swoje działania wykraczające poza zakres ściśle rozumianych stosunków dwustronnych. Niejednokrotnie czyniły skoordynowane wysiłki na rzecz rozwiązania palących problemów świata, takich jak zmiana klimatu, terroryzm, kwestia irańskiego programu nuklearnego, sytuacji na Półwyspie Koreańskim, kryzysu syryjskiego, współdziałając na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych, G20, BRICS czy Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Podczas gdy świat przechodzi głębokie zmiany, jakich w tym wieku jeszcze nie widziano, trwałe stosunki między Chinami a Rosją nabierają wym większego strategicznego znaczenia dla obu państw i stają się kotwicą stabilności w skali globalnej. W obliczu narastającego protekcjonizmu, unilateralizmu i szowinizmu gospodarczego, globalne odrodzenie gospodarcze jest poważnie zagrożone. Wielostronny system światowego handlu jest ustawicznie atakowany, a międzynarodowy porządek podważany. Pekin i Moskwa zgodziły się połączyć siły aby bronić systemu międzynarodowego opartego na systemie Narodów Zjednoczonych. Zobowiązały się również chronić normy i zasady powszechnie uznawane przez wspólnotę międzynarodową oraz przyrzekły zbudować świat wielobiegunowy i zdemokratyzować stosunki międzynarodowe.
Chiny i Rosja trwają także przy pryncypiach niezaangażowania, które zasadzają się na niekierowaniu się przeciwko komukolwiek. Jest to zasada diametralnie różna od reprezentowanych przez sojusze wojskowe państw Zachodu, które mają wbudowaną w swoją logikę potrzebę posiadania wroga – realnego lub choćby wyimaginowanego – w konsekwencji czego popychają świat ku krawędzi.
W dzisiejszym świecie relacje chińsko-rosyjskie mogą być modelem i źródłem inspiracji dla innych głównych krajów świata w erze rosnących współzależności.

Tłum. GW.

Potęga dialogu

Komentarz redakcyjny agencji Xinhua

Ponad 1300 lat temu chiński mnich buddyjski Xuanzang udał się w podróż liczącą kilka tysięcy mil do wielce poważanego indyjskiego klasztoru w Nalandze, w którym przez pięć lat studiował buddyzm pod kierunkiem opata Silabhadry. Wzajemna interakcja między dwoma legendarnymi buddyjskimi mistrzami były czymś więcej niż tylko wymianą poglądów. Ich konwersacje uważa się za jeden ze szczytowych punktów odwiecznego dialogu między dwiema starożytnymi cywilizacjami Azji.
W starożytnym języku greckim słowo „Azja” oznaczało „ziemię, gdzie wschodzi Słońce”. W ciągu tysiącleci kontynent ten był kolebką wielu cywilizacji – w Mezopotamii, w Dolinie Indusu, w Dolinie Gangesu oraz wzdłuż rzek Żółtej i Jangcy.
W dawnych czasach dynamiczna wymiana gospodarcza na starożytnym Szlaku Jedwabnym i pielgrzymki buddyjskich i muzułmańskich uczonych były nośnikiem dialogu między cywilizacjami, dzięki którym stał się on nie tylko rzeczywistością, ale i tradycją. Dziś, gdy delegaci z Azji (i nie tylko) zgromadzili się w Pekinie na otwartej w środę pierwszej Konferencji Dialogu Cywilizacji Azjatyckich (CDAC), pojawiła się tym samym nowa płaszczyzna dla wymiany myśli i wzajemnej interakcji między cywilizacjami.
Historia pokazuje, że cywilizacje rozkwitają w miarę jak wzajemnie od siebie się uczą. W dzisiejszym świecie dialog między cywilizacjami, w szczególności na kontynencie azjatyckim, na znaczenie naprawdę szczególne.
W wystąpieniu w 2014 r. wygłoszonym w siedzibie UNESCO – Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Edukacji, Nauki i Kultury – prezydent Xi Jinping powiedział: „Cywilizacje stały się bogatsze i barwniejsze dzięki wzajemnej wymianie i uczeniu się od siebie. Owa wymiana i wzajemna nauka tworzą ważny mechanizm na rzecz postępu ludzkości i światowego pokoju i rozwoju”.
W czasach europejskiego średniowiecza w świecie arabskim to kalifat Abbasydów podjął wysiłek tłumaczenia i spisywania spuścizny pozostawionej przez Greków i Rzymian. Dzięki niemu ich wiedza przetrwała po upadku Cesarstwa Rzymskiego i została ocalona dla ludzkości. W ten sposób Europa mogła ją później odkryć na nowo i ożywić w epoce renesansu. Nie inaczej dzieje się w przypadku krajów Azji. Wymiana międzycywilizacyjna może im pomagać w odkrywaniu swoich tożsamości w epoce ciągłej zmiany.
Był czas, gdy Azja była przedmiotem podziwu i zazdrości ze strony reszty świata, kontynentem wielkich imperiów, ojczyzną starożytnych filozofów, poetów i pisarzy. To tu ma swoje korzenie algebra, to tu wymyślono astrolabium, papier i druk. W ciągu ostatnich dekad narody Azji zrzuciły jarzmo imperialistycznego kolonializmu, zdobyły niepodległość, dokonały niezwykłego postępu gospodarczego i społecznego, ponownie wracając na środek światowej sceny.
Opublikowany niedawno przez „Financial Times” raport prognozuje, że po raz pierwszy od XIX w. w 2020 r. azjatyckie gospodarki (w rozumieniu Konferencji Narodó Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju) będą łącznie większe niż gospodarki całej reszty świata. Wkład Azji do rozwoju ludzkiej cywilizacji i dobrobytu będzie sukcesywnie rósł.
Obecnie regionalne platformy i mechanizmy współpracy, takie jak Azjatyckie Forum Boao, Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej i Szanghajska Organizacja Współpracy osiągają swoją dojrzałość. Zaproponowana przez Chiny Inicjatywa Pasaa i Szlaku, mająca na celu zbudowanie sieci handli i infrastruktury łączących Azję z Europą (i nie tylko) zwiastuje także czas większej interakcji między narodami i kulturami.
Konferencja poświęcona dialogowi została zorganizowana, gdy na Zachodzie przywołuje się powszechnie nieodpowiedzialną i niebezpieczną ideę „starcia cywilizacji”, która może spowodować nienawiść i konfrontację. Przesłanie z Pekinu jest jasne i wyraźne. Mówi o wyborze konwersacji, a nie konfrontacji, wskazując na głębokie przekonanie, że międzycywilizacyjny dialog pomoże narodom przełamać deficyty wzajemnego zaufania, promować wzajemne zrozumienie i przyjaźń, i w ten sposób wspierać współpracę.
W epoce rosnących współzależności, gdy wspólnota międzynarodowa zmaga się z nieznanymi dotąd zagrożeniami, takimi jak terroryzm, kryzysy migracyjne czy zmiana klimatu, żaden kraj nie przezwycięży ich sam.
„Aby zmierzyć się ze wspólnymi wyzwaniami i zapewnić wszystkim lepszą przyszłość, Chiny wskazują na kulturę i cywilizację jako na te czynniki, które mają do odegrania rolę nie mniejszą niż gospodarka, nauka czy technologia” – oświadczył prezydent Xi, zwracając się do uczestników konferencji podczas ceremonii jej otwarcia.
„Konferencja – dodał – została zwołana właśnie w tym celu, jako nowa platforma dla cywilizacji Azji – i nie tylko Azji – aby wspomóc ich zaangażowanie w dialog na równej stopie i ułatwić wzajemną naukę”.
Dialog i współpraca są jedyną pewną drogą do lepszego świata dla wszystkich lub – według słów prezydenta Xi – „Wspólnoty ludzkości dzielącej ze sobą wspólną przyszłość”.

(Tłum. GW)

Globalizacja na rozdrożu

Jak dotąd wwehikuł ekonomicznej globalizacji zawsze podążał naprzód, niezależnie od tego, czy był ciągniony przez zwierzęta, napędzany silnikami spalinowymi, sterowany algorytmami czy komputerami. Nie oznacza to, że zawsze była to podróż łątwa – na swojej drodze globalizacja napotykała bowiem wiele zakrętów i zwrotów.

Dziewięćdziesiąt lat temu Herbeert Hoover wygrał w Stanach Zjednoczonych wybory prezydenckie obiecując wyższe taryfy celne, aby chronić amerykańskich farmerów przed konkurencją ze strony wspieranych przez proteksjonistyczne praktyki rywali. Nie minęło dziesięć miesięcy i nastąpił Wielkio Kryzys. Podpisana w następnym roku przez Hoovera ustawa Smoota-Hawleya pogłębiła jeszcze protekcjonizm i doprowadziła do wykładniczego spadku światowego handlu. Globalizacja ekonomiczna doznała mocnego ciosu. Dziewięć dekad później globalizacja doszła do rozdroża, ekonomiści ostrzegają przed kolejną recesją, jeśli nawet nie wręcz powtórką z kryzysu 1929 roku.

Na takim tle rozpoczęło się we wtorek Światowe Forum Ekonomiczne 2019, którego hasłem jest „Globalizacja 4.0: Kształtowanie globalnej architektury w wieku Czwartej Rewolucji Industrialnej”. Temat ten jasno wskazuje, czym zajmują się tytani biznesu i politycy z całego świata, którzy zebrali się w śnieżnym szwajcarskim kurorcie.

Gdy prezydent XI Jinping wystąpił w Davos dwa lata temu, mówił o „świecie sprzeczności” i ostrzegał przed protekcjonizmem i wojnami handlowymi. W ciągu ostatnich dwu lat protekcjonizm, nacjonalizm ekonomiczny i populizm podniosły głowy. Oparty na zasadach wielostronny system gospodarczy Światowej Organizacji Handlu stał się obiektem bezprecedensowego ataku. Globalizacja zdaje się tracić parę.

Naczelnym pytaniem tej epoki jest, dlaczego tak wielu, szczególnie na Zachodzie poczuło się zdradzonych przez elity rządzące swoich własnych krajów. Kluczowym powodem jest, że choć światowy handel generuje ogromne bogactwa, wiele krajów Zachodu zawiodło w roli jego redystrybutora i nie trafia ono do obywateli. W rezultacie ekonomiczna polaryzacja powiększa się z roku na rok. To dlatego „żółte kamizelki” we Francji domagają się na uli9cach Paryża niższych podatków, wyższych dochodów i lepszych służb publicznych. A to tylko szczyt tej góry lodowej niezadowolenia.

Rosnąca rola mediów społecznościowych umożliwia ludziom ze wszelkich grup wyrażać swoje żale i tworzyć nowe tożsamości grupowe. Wzrost poczucia tożsamości opartej na identyfikacji religijnej czy narodowej jeszcze bardziej wzmogło populistyczne nastawienie, podzieliło społeczeństwa, utrudniając politykom Zachodu przeprowadzenie niezbędnych reform społecznych.

Aby wygrać wybory, politycy schlebiają populistycznej demagogii i wskazują na zagranicę jako na źródło problemu, na wzrost znaczenia krajów rozwijających się i przesunięcie środka ciężkości globalnego handlu. Wschodzące gospodarki od czasu zakończenia zimnej wojny przyjmowały zasady pochodzące ze świata Zachodu i integrowały się ze światowym systemem ekonomicznym.

Chiny miały wątpliwości w sprawie globalizacji, ale dokonały historycznego wyboru aby wejść na tę falę i otworzyć się na świat pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Po czterdziestu latach reform i postępującego otwierania się stały się drugą co do wielkości gospodarką świata, której bilans handlowy eksportu i importu przekracza 3 tryliony dolarów. „Zachłystywaliśmy są wodą, napotykaliśmy na wiry i mielizny, ale w konsekwencji nauczyliśmy się pływać” – powiedział prezydent Xi dwa lata temu w Davos.

Zmagając się z problemami globalizacji Chiny nie przestały zwracać uwagi na swoje sprawy wewnętrzne. Pekin zdaje sobie sprawę, że jak nie istotne by były problemy o skali światowej, tym bardzie ważne jest dokonywanie reform wewnętrznych i zapewnienie uczciwej redystrybucji bogactwa. Z tego powodu Chiny z taką determinacją zaangażowały się w sprawę redukcji ubóstwa. W kwietniu ubiegłego roku prezydent XI ogłosił na Forum Azjatyckim w Boao w prowincji Hainan cały pakiet reform, w tym obniżenie ceł, poszerzanie dostępu do rynków, tworzenie środowiska przyjaznego dla inwestycji, ochronę własności intelektualnej i wspomaganie eksportu.

Organizując pierwsze w Chinach EXPO w Szanghaju w ubiegłym roku i pozwalając zagranicznym formom na posiadanie swoich gałęzi w większej liczbie sektorów gospodarki, Chiny udowodniły, że dotrzymują swoich obietnic.

W tym krytycznym dla światowej gospodarki momencie wybór kierunku, w którym potoczy sie dalej proces globalizacji będzie miał decydujące znaczenie dla przyszłości świata. Jak powiedział to prezydent Xi w Davos: Czy się to nam podoba, czy nie, światowa gospodarka jest jak ocean i nie uciekniemy z niej”.

Globalizacji nigdy nie będzie doskonałą. Będzie niszczyć i w tym samym czasie budować nowe. Globalizacja 4.0 nie jest więc tu wyjątkiem. jedyne pytanie to to, czy narody świata zdecydują działać w kaki sposób, aby ten proces okiełznać, aby służył dla ich pożytku. Bo drogi wstecz nie ma.

Kim w Pekinie

Do stolicy Chin przybył przywódca Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Dzong-Un. Jego wizyta wpisuje się w ciąg działań mających doprowadzić do trwałego odprężenia na Dalekim Wschodzie, zainicjowanych przed rokiem jego noworocznym orędziem. Wskazuje też wyraźnie, że wbrew temu, co może myśleć sobie prezydent USA Donald Trump, nie jest to tylko rozgrywka między Waszyngtonem a Pjongjangiem, ale znaczący – jeśli nie zasadniczy – głos ma jeszcze jeden partner.

Wizyta Kim Dzong Una zaplanowana została na trzy dni – potrwa do 10 stycznia. Do ostatniej chwili była utrzymywana w tajemnicy – oficjalne media poinformowały o niej dopiero gdy południowokoreańska agencja Yonhap zauważyła, że specjalny pociąg przewodniczącego Kima przekroczył granicę w Dandong. Zauważono to dzięki wielkiej koncentracji sił bezpieczeństwa wokół stacji. Kim Dzong Un nie lubi bowiem latać samolotem – preferuje poruszać się swoim specjalnym, zielono-żółtym pociągiem. W ten sam sposób udał się do Pekinu w ubiegłym roku.

Przez pierwsze sześć lat, odkąd przejął władzę w Pjongjangu po swoim ojcu, Kim nie podróżował za granicę w ogóle. W ciągu ubiegłego roku był jednak w Pekinie i spotykał się z prezydentem Xi Jinpingiem trzy razy. Pokazuje to wyraźnie, jak ważnym partnerem są dla niego Chiny. Znamienne też jest, że do kolejnej wizyty dochodzi w czasie, gdy planowane jest drugie spotkanie między przywódcą KRLD i prezydentem USA Donaldem Trumpem. Domyślać się należy, że ma ona być przede wszystkim sygnałem, że Kim nie jest osamotniony, że Stany Zjednoczone nie mogą starać się go wyizolować i rozgrywać w pojedynkę, lecz cały proces wpisuje się bardzo szeroki kontekst regionalny, gdzie nie tylko Waszyngton ma swoich zależnych od siebie sojuszników. Warto zwrócić zresztą uwagę, że w podobną stronę zmierzają też enuncjacje prezydenta Korei Południowej Mun Dze Ina, który w ubiegłym roku kilkakrotnie roztaczał wizje planu pokojowego i przyszłego rozwoju regionalnego, także w wymiarze budowy rodzaju wspólnoty ekonomicznej, właśnie wymiarze regionalnym.

Noworoczne orędzie przewodniczącego Kim Dzong Una na rok 2018 okazało się sygnałem przełomu. Tegoroczne wpisywało się w proces odprężenia na Półwyspie Koreańskim, ale także zawierało istotne elementy. Przede wszystkim było sygnałem, że Pjongjang nie ma zamiaru podporządkować się amerykańskiemu dyktatowi, powtarzające argumentację, jak pojawiła się po północnokoreańskiej stronie po wypowiedzi doradcy prezydenta USA Johna Boltona, który pozwolił sobie na stawianie ultymatywnych warunków. Również więc i teraz przewodniczący Kim zaznaczył, że gotów jest na denuklearyzację, ale nie może to być rozbrojenie jednostronne, lecz muszą mu towarzyszyć gwarancje ze strony USA i konkretne kroki ze strony Waszyngtonu eliminujące zagrożenie wobec państwa północnokoreańskiego. Oprócz tego Korea Północna oczekuje, że jej zaangażowanie w proces rozbrojenia spowoduje zniesienie sankcji ekonomicznych, te jednak są w dalszym ciągu utrzymywane i strona amerykańska nie sprecyzowała, w którym momencie je zniesie.

Przełom w światowym handlu

Prezydent Chin Xi Jinping i jego amerykański odpowiednik Donald Trump uzgodnili działania na rzecz ułatwień w dwustronnym handlu i zapowiedzieli utrzymywanie bliskich roboczych kontaktów – poinformował minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi.

 

„Obaj prezydenci odbyli spotkanie w przyjaznej i rozluźnionej atmosferze i przeprowadzili głęboką dyskusję, która trwała dwie i pół godziny, znacznie przekraczając zaplanowany czas’ – powiedział minister Wang po spotkaniu, które odbyło się przy okazji szczytu grupy G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires.

Było to pierwsze spotkanie obu przywódców od czasu wizyty prezydenta Trumpa w Chinach w listopadzie ubiegłego roku.

Według ministra Wanga obaj prezydenci osiągnęli znaczące porozumienie, a spotkanie wyznaczyło kurs relacji „chińsko-amerykańskich na przyszłość”.

Oba kraje ponoszą rosnącą odpowiedzialność za pokój i stabilizację na świecie i mają więcej wspólnych interesów niż dzielących je problemów – powiedział Wang.

Według słów ministra, prezydenci zgodzili się, że ich kraje „mogą i powinny” zapewnić sukces w dwustronnych relacjach, osadzony na zasadach współpracy, koordynacji i stabilności. Dodał też, że prezydenci Xi i Trump uzgodnili, że stosownym czasie wymienią wizyty.

Podczas roboczego obiadu obydwaj przywódcy odbyli „pozytywną i konstruktywną” rozmowę na tematy dotyczące gospodarki i handlu i uzgodnili, że nie będą więcej podnosić ceł.

Na rynek chiński trafi więcej importowanych z USA produktów, dzięki czemu stopniowo równoważyć się będzie bilans dwustronnej wymiany handlowej. Obie strony postanowiły otworzyć przed sobą swoje rynki wewnętrzne. Chiny w swojej polityce uwzględnią także słuszne zastrzeżenia strony amerykańskiej. Uzgodnienia zawarte między prezydentami będą teraz przedmiotem prac grup roboczych, których celem będzie wprowadzenie w życie tych ustaleń, co będzie wstępnym krokiem do dalszych negocjacji zmierzających do wycofania taryf celnych wprowadzanych w ostatnich miesiącach w możliwie jak najszybszym czasie i prowadzących do zawarcia obustronnie korzystnego porozumienia.

Konsensus, jaki został osiągnięty podczas spotkania głów państw nie tylko praktycznie powstrzymał dalszą eskalację napięcia w relacjach gospodarczych, lecz otworzył nowe perspektywy współpracy ku obustronnym korzyściom. Minister Wang wskazał, że korzyści wynikające z porozumienia chińsko-amerykańskiego nie ograniczą się tylko do tych dwu krajów, ale skorzysta nim cała gospodarka światowa, która dzięki niemu będzie miała zapewnione warunki do stabilnego wzrostu.

Obie strony uzgodniły również wzmocnienie współpracy w zakresie przeciwdziałania handlowi niedozwolonymi lekarstwami, w tym w szczególności fentanylem. Minister Wang dodał, że środki przedsięwzięte w tej sprawie przez Chiny spotkały się z pozytywnym odzewem na całym świecie. Chiny postanowił dodać fentanyl i pokrewne substancje do listy wyrobów objętych najściślejszą kontrolą.

Obie strony podtrzymały stanowisko w sprawie Tajwanu, a strona amerykańska potwierdziła, że będzie trzymać się polityki „jednych Chin”.

Wymieniono również poglądy na sytuację na Półwyspie Koreańskim. Chiny wspierają inicjatywę ponownego spotkania prezydenta Trumpa i przywódcy Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Dzong Una i mają nadzieję, że Waszyngton i Pjongjang spotkają się w pół drogi, aby uwzględnić wzajemnie swoje uzasadnione obawy i dzięki temu proces denuklearyzacji będzie mógł dalej postępować, prowadząc w ostatecznym efekcie do trwałego mechanizmu pokojowego na Półwyspie. Minister Wang podkreślił, że Waszyngton docenia pozytywną rolę odgrywaną przez Pekin w tym procesie i będzie utrzymywał w tym zakresie wymianę informacji i koordynował swoje działania z Chinami.

Chiny z Unią, Unia z Chinami

Zeszłotygodniowe, pekińskie spotkanie premiera Chin Li Keqianga z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem oraz przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckerem pełne było wyjątkowo zgodnych deklaracji.

 

Premier Li Keqiang zadeklarował, że Chiny zdecydowanie wspierają proces integracji europejskiej i mają nadzieję, że Unia Europejska utrzyma swą jedność, stabilność i rozwój. Dlatego chcą wzmocnienia strategicznej komunikacji z UE i rozwoju partnerstwa strategicznego Chiny – UE.

Chiny i UE jednomyślnie uznały, że w obliczu narastania unilateralizmu i protekcjonizmu na arenie międzynarodowej, będą wpierać multilateralizm, politykę wolnego handlu, promować pokój i stabilność na świecie. Chcą też bronić Karty Narodów Zjednoczonych, zasad Światowej Organizacji Handlu, wzmocnić dialog na temat wspólnej polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa międzynarodowej.

Powyższe deklaracje jednoznacznie wskazują, że Chiny i Unia Europejska zadeklarowały sojusz przeciwko prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi wszczynającemu globalne wojny celne w imię zasady „America first”. I zdeklarowanemu przeciwnikowi dalszej integracji Unii Europejskiej.

Ale nie tylko anty trumpizm był tematem szczytu Chiny – USA.

Podczas pekińskiego spotkania obie strony ustaliły listę priorytetowych chińsko-europejskich umów inwestycyjnych. Stan i przebieg ich realizacji ma posłużyć do stworzenia nowego modelu szybkich ścieżek inwestycyjnych, wolnych od biurokratycznych barier.

Preferencje przyznano inwestycjom dotyczącym ochrony środowiska naturalnego, produkcji odnawialnych źródeł energii, gospodarki o obiegu zamkniętym, gospodarki cyfrowej i nowoczesnej urbanizacji. Chiny wsparły europejskie polityki ochrony własności intelektualnej i zobowiązały się do lepszej współpracy w tym zakresie.

Unia Europejska wspierać będzie chiński globalny projekt infrastrukturalny „Nowy Jedwabny szlak. Lądowy i morski” oraz unifikację międzynarodowych oznaczeń geograficznych.
Będzie też promowana turystyka Chiny – Unia Europejska. Dla polepszenia jej jakości przygotowano program wymiany personelu branż turystycznych. Cennym dodatkiem do współpracy turystycznej będzie chińsko-europejska współpraca w branży winiarskiej i spirytusowej.

A przy okazji lepsza współpraca międzynarodowej działalności antynarkotykowej.

Chiny oczekują od państw Unii Europejskiej złagodzenia restrykcji w zakresie eksportu zaawansowanych technologii i lepszych warunków dla chińskich inwestycji w Europie.
Premier Li przypomniał, że podczas sofijskiego spotkania Forum Gospodarczo – Handlowego „16 + 1” zdecydowano, że w Sofii powstanie Globalne Centrum Partnerów. Ośrodek szkolący chińskich i europejskich inwestorów w zakresie prawa i realiów gospodarczych w Chinach i Europie.

Donald Tusk i Jean-Claude Juncker przypomnieli, że w tym roku przypada piętnasta rocznica podpisania umowy o partnerstwie strategicznym UE z Chinami.
W tym czasie obie strony poczyniły postępy we współpracy w dziedzinie handlu, inwestycji, dyplomacji, połączeń międzysystemowych i zmian klimatu. Teraz Europa i Chiny powinny podzielić się odpowiedzialnością w przestrzeganiu światowego ładu, opierać się protekcjonizmowi i unilateralizmowi, wyciągać wnioski z historii oraz unikać konfliktów i zamieszek.

Po spotkaniu podpisano szereg umów dotyczących współpracy między Chinami i UE w dziedzinie inwestycji, ochrony środowiska, gospodarki o obiegu zamkniętym oraz ceł.

Uczestnicy spotkania jednomyślnie uznali, że wspólne interesy Chin i UE, czyli anty trumpizm, przeważają nad różnicami między nimi.

 

Do napisania tekstu zostały wykorzystane publikacje z „People’s Daily” – „Renmin Ribao”.

Trump, Kim, Xi

Na Dalekim Wschodzie powstaje nowy twór polityczny. Przywódca Korei Północnej Kim Dzong-un i prezydent Chin Xi Jinping uzgodnili ramy „strategicznej i taktycznej” współpracy między obu państwami.

 

Pierwsze spotkanie przywódców Chin i KRLD miało miejsce jeszcze przed szczytem Kim-Trump w Singapurze. W tym tygodniu przewodniczący Kim spotkał się z prezydentem Xi już po raz trzeci. W odróżnieniu od poprzednich, które miały niemal tajny charakter i poinformowano o nich, a i to bardzo lakonicznie, dopiero po ich zakończeniu, ostatnie odbywało się w blasku reflektorów.

W programie wizyty znalazły się nie tylko – co oczywiste – rozmowy na temat ustaleń ze szczytu w Singapurze, ale także cały szereg spotkań o zdecydowanie mniejszym ciężarze politycznym, jednak wiele mówiących, jak na przykład wizyta przywódcy Korei Północnej w Akademii Nauk Rolniczych czy centrum kontroli ruchu lotniczego w Pekinie. Włączenie do programu wizyty tego rodzaju punktów jest wyraźnym sygnałem, że wraz z końcem izolacji Korei Północnej Chiny są gotowe wejść w rolę jej głównego partnera gospodarczego i mają w tej mierze wiele do zaoferowania. Stanowi to równocześnie dowód na to, jak skutecznie – a równocześnie dyskretnie – chińska dyplomacja działała w całym procesie, który w końcu doprowadził do pierwszego w historii spotkania amerykańskiego prezydenta i przywódcy KRLD.

Sceptycy nadal nie przyjmują wprawdzie do wiadomości, że szczyt singapurski faktycznie miał aż tak przełomowy charakter, jak ogłosił to prezydent Trump, że w samych ustaleniach więcej było górnolotnych ogólników a mało konkretów, że faktycznie w ogóle nie wiadomo co między sobą uzgodnili i do czego się zobowiązali obaj interlokutorzy. Dalszy bieg wydarzeń wskazuje jednak, że konkretów było wystarczająco dużo, nawet jeśli nie zostały one upublicznione, bo pomimo wątpliwości sceptyków i rozczarowanych jastrzębi zdaje się, że proces nabrał przyspieszenia. A zatem, to co uzyskał od Trumpa Kim zostało uznane jako wystarczająca gwarancja bezpieczeństwa Korei Północnej po pozbyciu się przez nią nuklearnego i rakietowego arsenału. Bo w ślad za demontażem poligonu używanego do badań ładunków jądrowych (miało to miejsce jeszcze przed spotkaniem w Singapurze) Pjongjang przygotowuje się do likwidacji kolejnego – znanego także Amerykanom miejsca, w którym testowane były silniki rakietowe.

Rozstawienie akcentów podczas ostatniej pekińskiej wizyty Kima i nacisk na współpracę pośrednio dowodzi także, że widocznie gwarancje i ustalenia z Singapuru zostały uznane przez prezydenta Xi za wystarczająco wiarygodne aby się otwarcie angażować w ekonomiczne wsparcie Pjongjangu. Interesujące jest, co w zamian za dość oczywiste zobowiązania Korei Północnej obiecali zrobić w wymiarze militarnym Amerykanie. Okaże się to za jakiś czas. Ale że coś konkretnego zostało Kimowi przyobiecane, nie ulega wątpliwości. Niemal wprost – choć bez żadnych szczegółów – wspomniał o odwzajemnieniu przez USA ruchów Pjongjangu związanych z rozmontowywaniem arsenału rakietowego i nuklearnego prezydent Korei Południowej Mun Dze-in.

Kiedy patrzy się na chińskie zainteresowanie ekspansją ekonomiczną w Korei Północnej nie sposób nie myśleć o tym także w kontekście amerykańsko-chińskiej wojny celnej. Wprawdzie jest to obszar bardzo różny od kwestii denuklearyzacji Dalekiego Wschodu, ale także nie tak bardzo odległy. A konsekwencją może być, że jeśli Trump spodziewał się czegoś w wymiarze gospodarczym w związku z doprowadzeniem do wygaszenia ogniska zapalnego na Półwyspie Koreańskim, mógł się przeliczyć, bo nie USA, lecz Chińczycy szybciej, sprawniej i skuteczniej zagospodarują ten obszar.