Bigos tygodniowy

Do niedawna kolejna afera PiS pojawiała się co tydzień, ale od poniedziałku rytm uległ przyspieszeniu na codzienny. W poniedziałek CBA zatrzymało pod zarzutami korupcyjnymi młodego ekspomocnika z apteki „Aronia”, którego nazwisko dało początek głośnemu epitetowi „Misiewicze-Pisiewicze”. Sam wybór momentu zatrzymania wygląda jednak na próbę przykrycia niedobrej ewolucji obrazu władzy PiS po zamordowaniu Pawła Adamowicza. Wczoraj natomiast ujawnione zostały przez „GW” „taśmy Kaczyńskiego”, stawiające prezesa PiS w zupełnie nowym świetle. Czy „taśmy Kaczyńskiego” rozpętają aferę o skutkach podobnych do „Sowy i przyjaciół” i czy politycznie pogrążą PiS, to się dopiero okaże.

Kaczor zaskrzeczał po raz pierwszy publicznie od zamordowania Pawła Adamowicza. Określił mord z 13 stycznia jako „nadzwyczajne wydarzenie, które nie powinno mieć miejsca”, choć w polszczyźnie słowo „nadzwyczajne” odnosi się zwyczajowo do spraw pozytywnych. Użył też frazy, że to było „zdarzenie nadzwyczajne, które nie powinno mieć miejsca”. Tak to można by określić sytuację, gdyby Kaczor publicznie narobił w gacie, a nie krwawą zbrodnię.

„Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego zginął Adamowicz”. Wcześniej deklarował wyniesienie się z Gdańska do województwa, w którym rządzi PiS i Kaczora – dyktatorem. To pisiorom za mało na motywacja polityczną?

„Człowiek wolności 2018” braci Karnowskich i – pożal się Boże – minister kultury Gliński nie pierwszy już raz odsłonił lichy stan swoich nerwów i wyszedł ze studia RMF FM, bo dziennikarz ośmielił się zadać mu niewygodne pytanie. „Nie da się obronić zachowania Glińskiego. Kolejny już raz reaguje niemal furiacko na niewygodne pytania czy krytykę Ponosi go regularnie. Nie panuje nad emocjami, nie toleruje krytyki, nie ma do siebie najmniejszego dystansu” – napisał nawet dziennikarz prorządowego „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski. Pan – pożal się Boże minister kultury – Gliński nie od wczoraj znany jest z nadmiernej pobudliwości, także przed kamerami i mikrofonami. Powinien zażyć – co najmniej – nervosolu.

PiS strasznie histeryzuje wobec perspektywy nabycia – ujmując rzecz w skrócie – Radia Zet przez George’a Sorosa. Reakcje po stronie władzy są sprzeczne, od buńczucznych pogróżek w stylu, że „nie będzie Soros pluł nam w twarz”, po bezradne rozkładanie rąk, że nic się tu nie da zrobić. Orbánowi udało się wygnać Sorosa z Węgier. Czy Kaczyńskiemu uda się zabronić mu wstępu do ważnego segmentu polskiej radiofonii?

Dominikanin o. Ludwik Wiśniewski został kolejnym szczególnie znienawidzonym wrogiem PiS i ich szczujni. Pobożni Karnowscy aż się gotują ze złości. Ich ksiądz-redaktor Henryk Zieliński powiedział, że przeraził się wyrazu oczu o. Ludwika.

Zabójca Pawła Adamowicza, Stefan W. miał przed wyjściem z ZK w Gdańsku-Przeróbce powiedzieć wychowawcy, że chciałby, aby Kaczyński został dyktatorem. Wariat czy pisowiec? To rzeczywiście – nomen omen – przeróbka.

Resort kultury cały w nerwach. Nerwusowi Glińskiemu sekunduje jego zastępca Sellin, który zaatakował prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka za obwinienie PiS o nagonkę na Pawła Adamowicza. Również zalecam nervosol. Co najmniej.

Niektórzy delegaci opozycji dali się zaprosić Morawieckiemu na spotkanie. Dymisji szefa TVPiS jednak nie uzyskali, więc tylko stracili czas.

Abepe Gądecki powiedział w jednym z mediów, że takich zabójstw jak to w Gdańsku, będzie więcej. Kler wie co mówi. W końcu robi na froncie mowy nienawiści.

Tarczyński doniósł na Nergala do prokuratury za „Jezusa na penisie”. No jasne, Tarczyński jak zwykle z łapą na własnym kroczu, próbuje coś tam wymacać.

Na biurze PiS w Skierniewicach zawieszono kartkę z napisem „Mordercy” i organa ścigania już intensywnie działają, a jakże. Ale już w sprawie wizerunków eurodeputowanych na szubienicach, aktów zgonu prezydentów miast czy kobiet pobitych przez bydlaków z Marszu Niepodległości organa okazały się totalnie nierychliwe.

Ekipa TVPiS wdarła się po chamsku do gdańskiego Ratusza. Czyżby znów awanturny, niechlujny i nietrzeźwy szczuj Sitek?

Elżbieta „Coś tam, coś tam” Kruk z Rady Mediów Narodowych powiedziała, że TVP jest okej. I jeszcze coś tam, coś tam.

A poza wszystkim. Czym jest PiS? Z formalno-prawnego punktu widzenia, to zarejestrowania partia polityczna. Z punktu widzenia społecznego, kulturowego, mentalnego, PiS to zgrupowanie ćwierćinteligencji, katolickiego kołtuna polskiego, tego samego o którym pisali poeci Gałczyński i Tuwim. Naftalina.

Magdalena Adamowicz powiedziała w wywiadzie prasowym, że poprosiła organizatorów poglądów, aby zdjęli jej z oczu nie wiadomo po co przybyłych na pogrzeb jej męża – Dudę, Morawieckiego i Glińskiego. To przecież ich media zaszczuły jej męża, więc nie sposób się jej dziwić.

Protesty trwają, Fidesz się trzyma

Część węgierskich pracowników nadal nie poddaje się w walce z przegłosowaną w grudniu tzw. ustawą niewolniczą. Od 2019 r. przedsiębiorca może legalnie zażądać od zatrudnianych pracy w nadgodzinach w wymiarze 400, a nie, jak dotąd, 225 godzin rocznie. Co więcej, może zwlekać z wypłatą wynagrodzenia za te nadgodziny nawet trzy lata.

Głównym hasłem protestów było „Mamy dość”. Manifestujący eksponowali flagi narodowe oraz unijne, motywem powtarzającym się na transparentach było również hasło „Król jest nagi”, które odnosiło się – rzecz jasna – do premiera Viktora Orbana. Nad tunelem w lewobrzeżnym Budapeszcie zawisł natomiast ogromny baner z napisem „Jesteśmy z robotnikami”.

Protesty, jakie przeszły przez Budapeszt i kilkanaście mniejszych na Węgrzech w sobotę 19 stycznia były jednak znacznie mniejsze niż mobilizacja w grudniu ubiegłego roku. Wtedy na wezwanie związków zawodowych, przeciwko ustawie nazwanej niewolniczą protestowało nawet 50 tys. pracownic i pracowników. W ostatnią sobotę na demonstracje przybyło 2-3 tys. osób. Marsze generalnie obyły się bez poważnych incydentów. Jedynie w stolicy kraju policja zablokowała przejście przez Most Łańcuchowy, tym samym uniemożliwiając protestującym dotarcie do budynku parlamentu.

Na marszach widoczne były zarówno sztandary ultraprawicowego Jobbiku, jak i aktywiści opozycyjnych lewicowych organizacji, grup studenckich, domagających się wolności słowa na uniwersytetach, i stowarzyszeń LGBT z tęczowymi flagami.

Mimo faktu, że protesty w sprawie „ustawy niewolniczej” były znaczącym sygnałem społecznego niezadowolenia, Viktor Orban i jego partia Fidesz nadal prowadzą w rankingach popularności i zaufania. Sondaż opublikowany już po protestach w grudniu i na początku stycznia, a przed sobotnią demonstracją pokazał, że partia może liczyć na 32 proc. głosów, znacząco wyprzedzając Jobbik (11 proc.) i socjalistów (7 proc.). Popularniejszą niż Fidesz opcją w badaniu było tylko wskazanie „nie wiem, na kogo będę głosował”.

Fidesz dba o utrzymywanie poparcia – wczoraj opublikowane zostało wyniki śledztwa dziennikarzy portalu Atlatszo.hu, z którego wynika, iż przez ostatnie osiem lat partia wydała na propagandę i agitację, w tym na agresywne, antyunijne i podsycające strach materiały, blisko 70 mld forintów, czyli blisko 930 mln złotych według aktualnego kursu. Podczas gdy część obywatelek i obywateli protestowała przeciwko ustawie, która daje pracodawcy możliwość wymuszania nadgodzin i opłacania ich z dużym opóźnieniem, inni zapewne wierzyli premierowi Orbanowi, gdy ten tłumaczył, że nowe prawo przyniesie pracownikom same korzyści.

Obrońcy Orbána

W Strasburgu szykuje się głosowanie w sprawie nałożenia przez UE sankcji na Węgry za łamanie praworządności. Orbana chronią m.in. deputowani brytyjskiej Partii Konserwatywnej, która rządzi dziś Zjednoczonym Królestwem. Mają w tej sprawie głosować tak jak skrajna prawica w PE.

 

Parlament Europejski debatuje dziś nad zasadnością nałożenia sankcji na Węgry jako kraj członkowski z powodu polityki prowadzonej przez rząd Viktora Orbána. Budapesztowi grozi uruchomienie procedury przewidzianej słynnym artykułem 7 Traktatu Unii Europejskiej, po który mogą sięgnąć władze UE celem zdyscyplinowania kraju członkowskiego łamiącego u siebie rządy prawa. Na środę przewidziane jest głosowanie w tej sprawie. Państwo węgierskie jest oskarżone o ograniczanie wolności prasy, naruszenie niezależności sądownictwa i sprzeniewierzenie unijnych funduszy. W dyskusji na pewno pojawią się też zarzuty o rasistowską nagonkę na uchodźców z Bliskiego Wschodu i antysemicką kampanię przeciwko fundacji miliardera George’a Soros – obydwie mają związek z ustawą “Anty-Soros”. Sankcje wobec Węgier mogą oznaczać odebranie im prawa głosu w Radzie Europejskiej.

Dziennik „The Independent” donosi w tej sprawie, że oprócz skrajnie prawicowych stronnictw w PE parasol ochronny nad Orbánem mają roztoczyć brytyjscy Torysi. Anonimowi europosłowie Partii Konserwatywnej poinformowali, że w Strasbourgu będą głosować przeciwko karaniu Węgier. Tłumaczą, że byłaby to decyzja “polityczna”, podczas gdy w tej sprawie powinien obowiązywać ściśle prawny punkt widzenia.

Głosowanie w tej sprawie jest pokłosiem przyjęcia przez komisję spraw wewnętrznych PE raportu potępiającego władzę Viktora Orbána i zalecającego zastosowanie artykułu 7. Decyzję podjęto stosunkiem głosów 37 do 19. Już wtedy brytyjscy konserwatyści głosowali przeciwko dyscyplinowaniu rządu Orbána – tak samo jak deputowani ugrupowań uznanych za skrajnie prawicowe: francuskiego Frontu Narodowego, Szwedzkich Demokratów i austriackiej FPO.

Dan Dalton, członek komisji spraw wewnętrznych twierdził: – Jeżeli któryś z krajów członkowskich złamał traktat UE, to Komisja Europejska powinna zająć się tym od strony prawnej.
Zamiary Torysów miażdżąco skrytykowali eurodeputowani Partii Pracy. Fakt ustawiania się konserwatystów w jednym szeregu ze skrajną prawicą nazwali haniebnym. Labourzyści oświadczyli, że rząd Orbána swoim postępowaniem “w zakresie swobód obywatelskich, równości i praw człowieka, islamofobii i antysemityzmu stanowi hańbę dla Europy”.

Prezes prezesa Kaczyńskiego

Premier Wiktor Orbán za granicą największym przyjacielem pana prezes Jarosława Kaczyńskiego jest. I pewnie wzorem skutecznego polityka, bo Orbán i jego partia kolejny raz wygrali parlamentarne wybory, dzięki czemu mają u naszych bratanków konstytucyjną większość. Może Orbán i jego Fidesz uchwalić wszystko, co mu w głowach zaświta.
Najnowszy sojusz polsko – węgierski zawarto w 2016 roku podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy. W trakcie panelu dyskusyjnego Jarosława Kaczyńskiego, gospodarza Forum, i Viktora Orbán, najważniejszego z gości, padła historyczna deklaracja.
Orbán stwierdził, że choć Polska i Węgry nie zawsze mają wspólne interesy, to zawsze nawzajem sobie ufają. „Mówiłem prezesowi, że jak się komuś ufa, to na Węgrzech jest przysłowie, że można razem konie kraść”, powiedział Orbán, by pokazać wyjątkowość polsko-węgierskiej przyjaźni. Wtedy Jarosław Kaczyński nieoczekiwanie pociągnął wątek: „Z Węgrami możemy konie kraść./…/ Jest parę stajni, a na pewno jedna z wielkim napisem Unia Europejska…”, dodał ubawiony swoim żartem. Kiedy zorientował się, że spontanicznie odkrył sekrety swej strategii wobec Unii Europejskiej, próbował wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Dokończył o stajni UE: „Można i trzeba kraść…Oczywiście pro publico bono”.

 

My Europa Środkowa

Dwa lata później, 28 lipca 2018 roku, premier Orbán ogłosił na Wolnym Uniwersytecie w Baile Tusnad swój plan dla Węgier i Europy Środkowej. Orbán, cwany lis polityczny, uczynił to nie podczas parlamentarnej debaty, gdzie obowiązują rygory poprawności politycznej, lecz na forum dyskusyjnym węgierskiego uniwersytetu w rumuńskim miasteczku zamieszkałym przez mniejszość węgierską. Formalnie był to głos inicjujący dyskusję, ale szybko został powielony przez wszystkie media i instytucje propagujące politykę węgierską. Uznany za jej wykładnię.
I tam dowiedzieliśmy się, że celem ekipy Orbána jest rozwój Europy Środkowej. Silnego i bezpiecznego regionu gospodarczego i politycznego. Zadeklarował, że Europa Środkowa jest inną kulturowo od Europy Zachodniej. Odrębna kulturowo. I aby zachować swą tożsamość, Europa Środkowa musi zacząć respektować Pięć Zasad Wiktora Orbána.
Po pierwsze, każdy kraj środkowoeuropejski ma prawo do obrony swej chrześcijańskiej kultury i odrzucenia ideologii „multikulturalizmu”. Ten „multikulturalizm” służy Orbánowi jako wyjątkowo skuteczny straszak na marzących o spokojnym życiu Węgrów.
Po drugie, każdy kraj ma prawo chronić konserwatywny model rodziny. Czyli wykluczyć na przykład samotne matki i samotnych ojców wychowujących dzieci. Także konkubinaty damsko-męskie i homoseksualne. No i zakazać wszelkim konkubinatom posiadania własnych dzieci i adopcji ich.
Po trzecie, każdy kraj środkowoeuropejski ma prawo do „ochrony swych kluczowych gałęzi gospodarczych i swoich rynków”. Czyli ma prawo do ograniczania obowiązującej w Unii Europejskiej zasady swobodnego przepływu towarów, usług i ludzi. Do protekcjonistycznej polityki gospodarczej.
Po czwarte, każdy kraj środkowoeuropejski ma prawo do ochrony swych granic i odrzucenia napływu imigrantów. Czyli Węgry tylko dla Węgrów, Czechy tylko dla Czech, Bułgaria tylko dla Bułgarów.
Po piąte, każdy kraj środkowoeuropejski musi wprowadzać w Unii europejskiej zasadę „jeden naród – jeden głos”. Co oznacza, że przyszła Unia Europejska będzie luźną konfederacją państw narodowych. Przedkładająca interesy małych narodów nad interesem wspólnoty europejskiej.
Orbána nie interesuje polityka globalna na poziomie UE – USA – Chiny – Rosja. Nie interesuje go zintegrowana Unia Europejska. Interesuje go przede wszystkim dobro narodu węgierskiego. Dziesięciu milionów żyjących na Węgrzech oraz pięciu milionów Węgrów żyjących za granicą, przede wszystkim na Słowacji i w Rumunii.
Autorytarnie deklaruje, że interesy średniego, w europejskiej skali, narodu węgierskiego są tożsame z interesami podobnej wielkości narodów państw Europy Środkowej. Dlatego kreuje się na lidera polityczno – ideologicznego całego regionu Europy Środkowej.

 

Rewolucja narodowo-chrześcijańska

Europa skręca na prawo, ogłasza Orbán. Posiłkując się przykładami ostatnich wyborów parlamentarnych w Europie, i na świecie też, wieszczy nadejście ery zwycięstw partii narodowo – chrześcijańskich.
Orbán celowo używa terminu „chrześcijańskich”, nie „katolickich”, bo na Węgrzech obok kościoła katolickiego istnieje też silny kościół ewangelicki. Oferta Orbána skierowana jest również do państw bałkańskich, gdzie dominują kościoły prawosławne, też chrześcijańskie.
Orbán zachęca do sojuszu środkowoeuropejskich partii antyliberalnych, negujących zachodnie wzorce demokracji parlamentarno-gabinetowej. Partii zwących się „prawicowymi”, ale głoszących konserwatyzm obyczajowy, prymat religii chrześcijańskich i nacjonalizm w sferze polityczno-obyczajowej. Ale też państwowy socjalizm w sferze gospodarczej.
W takim narodowo-chrześcijańskim państwie narodowa warstwa biurokratyczna będzie kontrolowała sferę obyczajowo-kulturalną, po marksistowsko zwaną ”nadbudową”. Oraz gospodarkę, czyli „bazę”. I aby osłodzić społeczeństwu ten religijno-obyczajowy zamordyzm, rządzące elity wprowadzą szeroki program pomocy socjalnej. Dowartościują warstwy najuboższe programami pomocowymi typu „500+”, „Mieszkanie+”, „Wyprawka szkolna+”.

 

Demokracja nieliberalna

Aby zbudować skuteczne państwa narodowo – chrześcijańskie społeczeństwa Europy Środkowej muszą odrzucić zachodnioeuropejskie wzorce demokracji liberalnej. Czyli państwa prawa, trójpodziału władz, poszanowania praw opozycji i wszelkich mniejszości.
Wzorując się na modelu rosyjskiej „demokracji suwerennej”, wylansowanej przez prezydenta Putina, premier Orbán proponuje państwom Europy Środkowej swój model autorytarnej „demokracji”.
Zwanej handlowo „demokracją nieliberalną”, bo w biednych warstwach europy Środkowej termin „liberalizm” to obelga, bo oznacza on dziki, niekontrolowany, kapitalistyczny wyzysk.

 

Witaj rosyjska jutrzenko

Aby wzmocnić swą, i ewentualnych sojuszników z Europu Środkowej, pozycję polityczną wobec zachodniej, liberalnej, i nadal najbogatszej Europy Zachodniej, Orbán zaprasza do sojuszów gospodarczo-politycznych wszystkich globalnych graczy. Bez rasowego, ideologicznego wybrzydzania. Zaprasza przede wszystkim Chiny, USA i Rosję. Państwa różne, ale też przeciwne dalszej integracji gospodarczej i politycznej Unii Europejskiej.
Do Rosji kieruje szczególną ofertę. Deklaruje, że Węgry, podobnie jak Słowacja i Czechy, oraz państwa Europie Zachodniej „nie czują rosyjskiego zagrożenia”. Dodatkowo orbánowskie Węgry nie widzą szans Ukrainy dla wstąpienia do NATO i Unii Europejskiej. Bo Orbán uważa, że Ukraina powinna być w rosyjskiej „strefie buforowej”. To oznacza, ze trzeba jak najszybciej znieść europejskie sankcje gospodarcze wobec Rosji.

 

Polsce dziękujemy

Tworząc program dla zintegrowanej Europy Środkowej, premier Orbán nie znalazł tam miejsca dla Polski i republik bałtyckich. Ze względu na ich antyrosyjskie fobie i „poczucie niebezpieczeństwa” ze strony Rosji.
Aby zamknąć buzie tym państwom, zaproponował, aby „Polska i kraje bałtyckie otrzymały od NATO i od Unii Europejskiej dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa, natomiast reszta Europy powinna podjąć z Rosją relacje handlowe”.
Czyli premier Orbán dokonał nowego podziału Europy. Na liberalny Zachód, nieliberalną Europę Środkową pod przewodem Węgier, i antyrosyjską Europę Wschodnią. Czyli Polskę i republiki bałtyckie.
W takim układzie pan prezes Kaczyński będzie sojusznikiem Europy Środkowej jedynie kiedy zechce z brukselskiej stajni konie kraść. I odprowadzać je do stajni pana premiera Orbána. Nowego prezesa nowej Europy Środkowej.

Kary za pomoc

Zgodnie z obietnicą złożoną przez Viktora Orbána podczas ostatnich wyborów wygranych przez Fidesz, węgierski rząd przygotowuje projekt ustawy wymierzonej w organizacje pomagające uchodźcom.

 

Napływ uchodźców z Bliskiego Wschodu przybywających do Węgier znacznie zmalał odkąd w 2016 r. południową granicę kraju szczelnie ogrodzono wzmocnionymi i regularnie patrolowanymi zasiekami. Węgierski rząd nie przestaje jednak wykorzystywać tematu imigrantów do politycznej nagonki na swoich przeciwników. Opracowano właśnie założenia nowej ustawy, która zmierza do kryminalizacji działań nastawionych na pomoc uchodźcom uznanym za „nielegalnych imigrantów”. Projekt ten bierze „na celownik” przede wszystkim tych, którzy przerzucają ludzi przez granicę lub finansują tę aktywność. Jednak za przestępstwo może też zostać uznane nawet drukowanie ulotek z informacjami dla uchodźców, dostarczanie im jedzenia lub oferowanie pomocy prawnej.

Całość projektu nie jest jeszcze znana, jednak węgierski dziennik Magyar Hirlap twierdzi, że za taką działalność będzie grozić nawet kara jednego roku pozbawienia wolności. Rząd Orbána zamierza też zmienić konstytucję tak, żeby skutecznie uniemożliwić relokację uchodźców z pozostałych krajów UE do Węgier.

Komentatorzy są zgodni, że nowe represje wymierzone są przede wszystkim w działalność Open Society Foundation finansowaną przez George’a Sorosa. Nowe prawo jest otwarcie nazywane

„Ustawą antysorosową. Zapowiedź bezpardonowej walki z polityczną działalnością miliardera węgierskiego pochodzenia była jednym z głównych wątków niedawnej kampanii wyborczej partii Orbána. George Soros jest konsekwentnie demonizowany w oczach opinii publicznej. Politycy Fideszu i prorządowe media przedstawiają go jako wroga Węgier zagrażającego bezpieczeństwu wewnętrznemu kraju i jego chrześcijańskiej tożsamości. Głosowanie parlamentarne w sprawie ustawy przewidującej nowe represje jest zaplanowane na przyszły tydzień.