
Mógł zostać księdzem. Pracowitym, wymagającym, żyjącym skromnie. Wybrał politykę.
Zanim został najbardziej kontrowersyjnym, wietnamskim politykiem, Ngô Đình Diệm urodził się w 1901 roku. Jego ojciec był prominentnym mandarynem na dworze wietnamskiego cesarza, marionetki kolonialnej Francji. Miał dwanaścioro dzieci, ale tylko z jedną żoną, bo był żarliwym katolikiem. Niekatolicy mandaryni mogli mieć wtedy do czterech żon jednocześnie.
W latach osiemdziesiątych XIX wieku ponad stu jego krewniaków spalili buddyści podczas antykatolickich zamieszek. O tym w ich rodzinie pamiętano.
Młody Diệm po ukończeniu francuskojęzycznych szkół chciał, jak jego brat Ngô Đình Thục, zostac księdzem. Zapewne dobry byłby z niego duchowny. Pracowity, wymagający wobec wszystkich i siebie, żyjący skromnie. Ale zawodowym księdzem długo by nie pobył. Nie potrafił zginać karku przed hierarchami.
Wybrał służbę w administracji cesarza Bảo Đại. Był tam pracowity, wymagający wobec wszystkich i niezwykle odporny na korupcję. Ta ostatnia cecha to rzadkość w wietnamskiej administracji. Nic dziwnego, że w 1929 roku awansował na gubernatora prowincji Bình Thuận, a w 1933 roku został ministrem spraw wewnętrznych. W wieku 32 lat rządził całą wietnamską administracją. Większą władzę miała jedynie francuska bezpieka. Ale po trzech miesiącach zrezygnował i publicznie potępił cesarza jako francuskiego sługusa.
Wtedy zmarł cesarski minister Diệm,
a narodził się Diệm wietnamski nacjonalista.
Walczący o niepodległość Wietnamu. Zawsze w opozycji do niepodległościowego, komunizującego Ho Chi Minha i do kolaborującego z Francuzami cesarza Bảo Đại. Rychło stworzył „Trzecią Drogę” dla uzyskania niepodległości. Doktrynę polityczną opartą na katolickiej filozofii Emmanuela Mouniera oraz pochodzącego z Chin konfucjanizmu.
Taki synkretyzm nie jest czymś dziwnym w Wietnamie. Powstały tam w XX wieku ruch religijny Cao Dai łączy buddyzm, taoizm, konfucjanizm, chrześcijaństwo i bóstwa lokalne. Symbolem jego jest Boskie Oko, a w panteonie świętych znajduje się też Maria Skłodowska-Curie.
Diệm uważał, że najlepszym systemem dla Wietnamu jest merytokracja. Politycy powinni być kapłanami niepodległości dobieranymi wedle zawodowych kompetencji i cnót moralnych. Popierał konfucjańską koncepcję „Mandatu Niebios” czyniącą polityka odpowiedzialnego jedynie przed Bogiem i szeroko rozumianym Ludem. Zezwalających mu na wprowadzanie koniecznych, choć czasem bolesnych i niepopularnych reform. Zwolnionym z konieczności realizowania bieżących interesów grup interesów, koterii politycznych.
Potrafił czekać, co rzadkie jest wśród polityków. Przez następne 20 lat czekał i wytrwale propagował swą „Trzecią Drogę”. Konsekwentnie odrzucał propozycje współpracy od Japończyków, cesarza Bảo Đại, Francuzów i niepodległościowy Việt Minh.
W 1946 roku, po aresztowani go przez Việt Minh, jego lider Ho Chi Minh zaproponował mu stanowisko ministra spraw wewnętrznych w rządzie Demokratycznej Republiki Wietnamu. Diem odmówił. Także dlatego, że jego brata Ngô Đình Khôi zabili działacze Việt Minhu.
Pomimo odmowy uzyskał wolność.
Nadał propagował swą „Trzecią Drogę” jednocząc niekomunistycznych wietnamskich nacjonalistów w ugrupowania „Trzeciej Siły”. Za to w 1950 roku Việt Minh skazał go zaocznie na karę śmierci, a Francuzi odmówili mu ochrony. Ludzie Ho Chi Minha próbowali go zabić.
Wtedy Diệm udał się do USA. Tam poznał Wesleya Fishela, profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie Kalifornijskim, który pracował dla CIA. Fishel był twórcą antykolonialnej, antykomunistycznej doktryny trzeciej siły w Azji. W Diệmie dostrzegł kandydata na zrealizowanie jej w Wietnamie.
Pokojowa konferencja genewska w 1954 podzieliła „tymczasowo” Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika na północną Demokratyczną Republikę Wietnamu rządzoną przez Việt Minh i proklamowaną w 1955 roku południową Republikę Wietnamu. Diệm wraz z bratem Ngô Đình Nhu i resztą rodzinnego klanu zmonopolizowali władzę na południu. Dzięki wsparciu Amerykanów, którzy postrzegali go za kulturalnego, prodemokratycznego Azjatę. Katolika promowanego przez katolickich senatorów Mike Mansfielda i Johna F. Kennedy. Wreszcie Diệm mógł zrealizować swą „Trzecią Drogę”. Zaczął od sfałszowania referendum proklamującego powstanie Republiki Wietnamu i mianującego go jej prezydentem.
Choć porozumienia genewskie z 1954 r. przewidywały przeprowadzenie wspólnych wyborów w w celu zjednoczenia Wietnamu w 1956 roku, to Diem odmówił uczestnictwa w nich. Bał się, że przegra z wielce popularnym Ho Chi Minhem. Zadbał za to, aby pierwsza konstytucja Republiki Wietnamu przyznała prezydentowi nadmierną władzę, co dało mu autorytarne rządy. Uważał, że ma konfucjański „mandat Niebios” toteż lekceważył obce wietnamskiej kulturze „demokratyczne wybory”. Każde, pod jego rządami wygrywał, fałszując je.
Trzeba uczciwie przyznać, że nie miał łatwych warunków do rządzenia. Zwłaszcza, że rządy rozumiał jako misję reformowanie państwa i wzmacniania dobrobytu narodu. Ale proponowane przez niego reformy miały słuszne i szlachetne cele, lecz zwykle nie uwzględniały lokalnych warunków i regionalnych różnic. Zakładały też istnienie nieprzekupnych urzędników państwowych. Niestety temu politykowi- misjonarzowi przyszło rządzić w społeczeństwie wielce podzielonym klasowo, religijnie, etnicznie i klanowo.
Zgubiły go katolicka wiara i jego rodzina. Jako katolicki ortodoks wdał się w wojny ze zmilitaryzowanymi bojówkami wszystkich, niekatolickich kościołów i religijnych mafii. Choć zreformowana przez niego armia wietnamska pokonała je, to wrogów nie zdusił. W czerwcu 1963 roku buddyjski mnich Thích Quảng Đức podpalił się na środku ruchliwego skrzyżowania w Sajgonie, protestując tak przeciwko polityce Diệma. Zdjęcia z tego wydarzenia zostały rozpowszechnione na całym świecie.
Pogrążyły wizerunek prezydenta Diema. Bratowa prezydenta Nhu Trần Lệ Xuân dodatkowo zaogniła sytuację, szyderczo stwierdzając: „Jeśli buddyści chcą mieć kolejnego grilla, z przyjemnością dostarczę benzynę”.
Polityczna benzynę rozlał jego klan rodzinny. Przesiąknięty korupcją, władający całym państwem, nawet czarnym rynkiem. Liderzy wielkiej mafijnej, katolickiej ośmiornicy.
W maju 1961 roku wiceprezydent USA Lyndon B. Johnson odwiedził Sajgon i publicznie nazwał Diema „Winstonem Churchillem Azji”. Zapytany prywatnie o powód tak pozytywnej oceny, odpowiedział: „Diem to jedyny chłopak, jakiego tam mamy”.
Dwa lata później wietnamscy generałowie, wspierani przez CIA zrobili zamach stanu. Diệm i jego brat Nhu uciekli przygotowanym przezornie tunelem. Schowali się w Cho Lon, dzielnicy burdeli. Tam wojskowi dopadli ich i zabili.
Po tym zamachu Wietnam Południowy nie był już w stanie utworzyć stabilnego rządu.
PS. Więcej w Fakty Po Mitach









