Flaczki tygodnia

Jaśnie prezes Kaczyński nie cierpi politycznej konkurencji. Zwłaszcza na swej prawej flance. Wszystkie prawicowe, opozycyjne inicjatywy dławił w zarodkach. Każdego potencjalnego konkurenta najpierw korumpował. A jeśli tego nie udawało mu się, to swych przeciwników skutecznie marginalizował. Wyrzucał z pierwszej ligi politycznej.

Tak było z Konfederacją. Początkowo elity PiS lekceważyły ją. Zaufały przedwyborczym sondażom, które nie dawały szans kandydatom tej formacji na przekroczenia progu wyborczego podczas ostatnich wyborów parlamentarnych.
Zapewne zaufały też swej intuicji, doświadczeniu politycznemu podpowiadającemu, że ta podzielona ideowo i personalnie, przypominająca szlacheckie pospolite ruszenie, Konfederacja, prędzej pokłóci się w gronie egocentrycznych liderów niż przetrwa swe pierwsze, poważne polityczne starcie.

Wyborcy na prawicy okazali się nieprzewidywalni. Na nic sondaże i polityczna intuicja. Konfederaci znaleźli się w Sejmie RP. To jeszcze można było przełknąć. Ale oni zamiast grzecznie złożyć jaśniepanu prezesowi hołd, jak to kiedyś uczynili Kukizowcy, to postawili się carowi z Nowogrodzkiej.
Przyjęli rolę, i przypominali przy każdej okazji, że są „najbardziej antysystemową siłą” w Polsce. I taką stali się. I chociaż nie byli i nie są szczególnie skuteczną opozycją, to na pewno przodują w kategoriach zaciekłości i upierdliwości. Są takim przysłowiowym „czyrakiem na pupie”  jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.

To rzecz jasna wywoływało irytację elit PiS. Ich gwałtowne reakcje, przypominającą czasem strzelanie z armat do politycznych wróbli. Postanowiły one zachować się jak polityczni twardziele i radykalnie, ostatecznie  rozwiązać problem prawicowej konkurencji.
Dlatego zjednoczony front propagandowy PiS sięgnął po swą atomową broń. Aby dorobić Konfederatom gębę narodowych zdrajców. Współczesnej Targowicy. Ruskich agentów. Pieszczotliwe zwanych przez PiS media i liderów PiS „ruskimi onucami”.
I  tym sposobem wykluczyć ich z narodowej wspólnoty wypróbowanymi przez szczujnię PiS metodami.

Teraz trzeba przypomnieć, że plan wykluczania narodowców z Konfederacji, uważających się za najpiękniejszy kwiat polskiej, narodowej wspólnoty, jest działaniem wyjątkowo złośliwym. Podłym nawet wobec ludzi eksponujących swój narodowy etos.

Wcześniej zjednoczony front propagandowy PiS usiłował ośmieszyć Konfederację. Gdybyśmy spróbowali zrekonstruować wizerunek polityka Konfederacji malowany przez  pro Kaczyńską „Gazetę  Polską”, to tam najdelikatniejszym jego określeniem był polityczny świr. Konfederata to taki wariat, prawicowy niestety, wzdychali zgodnie redaktorzy Sakiewicz i Lisiewicz.
Kiedy to nie poskutkowało, wówczas media PiS, takie jak wspomniana „Gazeta Polska” oraz TVPiS, złośliwie ochrzciły Konfederację imieniem „ruskich onuc”.

Na dowód prawdziwości tych złośliwości PiS media przypominały poglądy liderów Konfederaci. Postulujących  poprawę stosunków polsko- rosyjskich, utrzymywanie równowagi w relacjach z Chinami i USA przez władze polskie.
Ponieważ elity PiS tak głęboko zabrnęły w wykreowaną przez nie rusofobię, to każdy głos proponujący zmianę  antyrosyjskiej polityki władz polskich traktowany jest przez PiS propagandę jedynie jako głos kremlowskiej agentury.
Pachnący im przysłowiowymi „ruskimi onucami”.

Pierwszą turę wyborów wygrał pan prezydent Duda, ale wynik drugiej tury jest nieprzesądzony. Jeśli przeanalizujemy szanse pozyskania dodatkowych głosów w drugiej turze wyborczej, to Rafał Trzaskowski ma większy potencjał niż urzędujący prezydent RP.
Pan prezydent Duda ma teraz ograniczone pole manewru. Może jedynie spróbować dogadać się z posłem Krzysztofem Bosakiem i innymi liderami Konfederacji. Tylko wtedy będzie musiał „zjeść własny język”, czyli publicznie zapomnieć o tym, co publicznie niedawno głosił. Smak zjadanych języków będą poznawać też liderzy „Prawa i Sprawiedliwości” wdzięcząc się do liderów Konfederacji.

Jednak pamięć o niedawnym traktowaniu Konfederacji  przez zjednoczony front propagandowy PiS,  pamięć o tych „ruskich onucach”, o wykluczeniu Konfederatów i ich wyborców z polskiej wspólnoty narodowej,  może okazać  się tak silna, że oni nie zagłosują na kandydata PiS. Zostaną w domach.

A może nawet, tak po sarmacku, na złość oszczercom z PiS, zagłosują na dalekiego im ideowo Trzaskowskiego.  Aby teraz jaśniepanu prezesowi Kaczyńskiemu dokuczyć. Odegrać się na nim za stare krzywdy.

Taki może być skutek polityki dzielenia i wykluczania z polskiej wspólnoty uprawianej przez elity  PiS.
KPP, czyli  Kącik Poezji Patriotycznej
DEBATA

Jak grabarzowi spod łopaty
ucieka Duda od debaty,
a gdy poczyta co już „spieprzył”,
na pewno mu się nie polepszy.
Z prawa uczynił więc spluwaczkę,
a z konstytucji – wycieraczkę.
Okrutnie obszedł się z budżetem,
puścił go boso (bez skarpetek).
Na edukacje natarł z siłą,
aż ją totalnie pokrzywiło.
Rolnictwu Andrzej tak dogodził,
że nawet chwasty nie chcą wschodzić,
zaś z gospodarki przez pięć latek
gangsterski zrobił się półświatek.
I służba zdrowia kończy marnie,
bo chora jest nieuleczalnie.
Polska policja miast się szkolić
przed domem Kaczyńskiego stoi.
Wojsko ćwiczenia ma w niedzielę,
kiedy smoleńskie czci apele,
co w jego sile nic nie zmienia 
z powodu braku uzbrojenia.
Miał kupić w Stanach „Tomahawki”,
lecz przez doradców niecne sprawki,
zgodził się kupić „kota w worku”,
zamiast wyrzutni … garść toporków.
W kulturze – zgodnie z jego wolą
kwitnie jedynie disco – polo,
zaś ludzie sztuki, miast ją szerzyć,
codziennie martwią się jak przeżyć.
Zaś Duda głosi wciąż androny
przez mur ochrony otoczony,
zaś ludzie słyszą ze zdumieniem,
że będzie tylko „oświadczenie”
zaś na pytania – tak się składa,
Duda nie będzie odpowiadał.
TRUDNO SIĘ DZIWIĆ MILI MOI,
ŻE DUDA SIĘ DEBATY BOI.

Ryszard Grosset

Bigos tygodniowy

Niestety, potwierdziły się sondaże i prezydencki kandydat Lewicy Robert Biedroń uzyskał bardzo słaby wynik, kilkakrotnie słabszy od zeszłorocznego wyniku Lewicy. Jakie są tego przyczyny? To przypuszczalnie temat na obszerną dysertację politologiczno-socjologiczną. O kampanii lewicowego kandydata nie można powiedzieć, że była słaba, a Robert Biedroń naprawdę, zgodnie ze swoim zwyczajem, solidnie pracował. Może lewicowy elektorat tak boi się wygranej Adriana, że wolał z góry zagłosować na Rafała Trzaskowskiego, żeby nie kusić ponurego losu? Zastanawiam się, czy jakieś fatum wisi nad lewicą, że za relatywnie niewielkie grzechy z przeszłości płaci tak słony rachunek, jakiego ani PiS ani Platforma nie płacą za znacznie cięższe i znacznie świeższe przewinienia? Przeczytałem kiedyś opinię, że Polacy to naród z natury reakcyjny, ale przecież był czas zwycięstw SLD i Aleksandra Kwaśniewskiego. Mam problem ze zrozumieniem tego wszystkiego, jestem głęboko zasmucony, co wraz z poczuciem bezradności wobec tego stanu rzeczy oddaje kiepski stan mojego wyborczego ducha. Jest to tym bardziej upokarzające i niepokojące, że poprzez wynik Bosaka dodatkowo urosła w siłę Konfederacja (potwierdzając niezły wynik z wyborów parlamentarnych), a to przecież czarna sotnia o cechach klerofaszystowskich, nie mniej groźna, a może nawet groźniejsza niż PiS. Warto przy tym zapamiętać, że kilka minut po ogłoszeniu wyników I tury Adrian puszczając oko do konfederatów oświadczył, że z Bosakiem niewiele go dzieli, a większość poglądów łączy. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości, że pisowcy to konfederaci, tylko bardziej obłudni.

*****

Nie zamierzam szukać łatwych pocieszeń, ale nie przeszkadza to zauważyć, że wynik Adriana, zwycięski w I turze, choć wysoki, wcale nie jest aż tak imponujący, jeśli zestawi się go z zasobem sił i środków jakim dysponował kandydat PiS na prezydenta wszystkich Polaków. Rzucono wszelkie siły, ministrów, posłów, europosłów, rządowe media z TVPiS a nawet samego Jaro na front walki z kontrkandydatami, w tym z Robertem Biedroniem, przypomniano wszystkie osiągnięcia (500 plus, 300 plus, trzynasta emerytura), obiecano kolejne mosty, drogi etc. i czternastą emeryturę. I co, kandydat Duda ma tylko 43,5 procenta i perspektywę niepewnej II tury? Zaprawdę dziwne to i niezrozumiałe… A tak na marginesie, poziom opowieści dziwnej treści jaką zaprezentowały zbrojne odwody PiS w toku kampanii odnośnie kandydata Trzaskowskiego, mnie sympatyka Roberta Biedronia żenowały. I śmieszno i straszno, a co będzie dalej?

*****

Wbrew głosom obwieszczającym, że frekwencja (64,5 procenta) była bardzo wysoka, ona wcale taka nie była bo wokół plus minus sześćdziesięciu procent oscyluje od trzech dekad i nie może sięgnąć siedemdziesięciu procent, porównywalnych z frekwencją wyborczą w Europie Zachodniej. Bigos przypomina, że znowu miliony wyborców pozostało w domach, nie uczestnicząc w święcie demokracji, jakim bez wątpienia są wybory choćby prezydenckie.

*****

„Krzysztof Bosak powinien teraz złożyć ofertę obozowi Andrzeja Dudy: poparcie w II turze, o ile do tego czasu będzie uchwalone #Zatrzymaj Aborcję lub wydane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. To najważniejsza kwestia w Polsce” – napisała Kaja Godek. Ja bym się zupełnie nie zdziwił, gdyby Adrian z PiS poszli na taki układ i na pogłębienie piekła kobiet, byle tylko wygrać wybory.

*****

W czasie kampanii wyborczej zdumiewało mnie, że kandydaci opozycji mówili o wszystkim, tylko nie o tym największym zagrożeniu: domknięciu przez PiS systemu władzy na co najmniej trzy i pół roku. Przy braku perspektywy wyborczej PiS pójdzie na całość i urządzi piekło nie tylko kobietom, ale wszystkim, którzy im się nie podobają. Myślę, że Robert Biedroń deklarujący oddanie głosu w II turze na kandydata Rafała Trzaskowskiego doskonale to rozumie. Posłucham mojego kandydata i skorzystam z jego rady, zachęcając do tego PT Czytelników.

*****

„Wyborcza.pl” w dniu 29 czerwca 2020r. poinformowała, że na terenie śląskiego w czasie wyborów miały miejsce 33 incydenty. Najpoważniejszy w Bytomiu, gdzie członek komisji miał sfałszować kartę do głosowania na szkodę kandydata Rafała Trzaskowskiego. Zastosowana metoda -prosta jak budowa cepa – polega na dostawieniu na tej samej karcie przy nazwisku innego niż Trzaskowski kandydata małego, malutkiego x(iksa).Gwoli wyjaśnienia ten maleńki, uroczy x spowodował, że oddany głos był nieważny. Proste? Pewnie, że proste tylko ciekawe jakie efekty przyniesie śledztwo w sprawie przerobienia karty? Jednej? Kilku? Kilkunastu? Bigos tygodniowy stawia na umorzenie postępowania, a znikoma społeczna szkodliwość czynu jako jego przyczyna będzie jak znalazł, a w ostateczności przecież za dobro się nie karze…

*****

Jakby nie dodawać, liczona w procentach suma kandydatów formacji demokratycznych (Trzaskowski, Hołownia, Kosiniak-Kamysz i Biedroń) wynosi około pięćdziesięciu procent wyborców wobec 43 procent Dudy czyli PiS. Już dawno sygnalizował to Marek Borowski, że gdyby wszystkie siły demokratyczne wzniosły się ponad wzajemną rywalizację i partykularne ambicje, to mogłyby odsunąć PiS od władzy. Jednak niestety nie potrafią się na to zdobyć.

Bigos tygodniowy

Korzystając z uchwalenia kolejnej tarczy antykryzysowej pisiorstwo przemyciło do kodeksu karnego przepis dotyczący odpowiedzialności karnej za aborcję. Typowa manipulacja, tym bardziej haniebna i oburzająca, że ten akurat przepis znajduje się w zaskarżonym projekcie nowelizacji kodeksu karnego, który akurat Duda przesłał w zeszłym roku do TK Przyłębskiej. Już doszło do pierwszego protestu Strajku Kobiet.


Nie miejmy złudzeń, jeśliby wybory wygrał Długopis, rozpęta się takie pandemonium i taka „jazda”, jakiej jeszcze nie doświadczyliśmy, a to co było w poprzedniej kadencji będziemy wspominać jako „małe piwo-light”. Wyobraźni za mało, żeby sobie to wyobrazić. Rozzuchwaleni wygraną i perspektywą ładnych kilku lat niepodzielnej władzy rozpętają pisiory piekło o jakim nam się w poprzedniej kadencji nie śniło. Także Czarnki i Żalki, które na chwilę uciszono w imię wyborczego interesu Długopisa ożywią się ze wzmożoną siłą w swoich atakach na mniejszości seksualne. Będzie ofensywny kurs na zwalczanie wszystkich wrogów. Zyskają też większą szanse na „odbicie” Senatu, bo w wobec wygranej Długopisa łatwiej będzie o znalezienie nowego Kałuży, jak w sejmiku śląskim.


Profesor Wojciech Sadurski wygrał w I instancji proces z PiS, które podało go do sądu za to, że zwrócił uwagę na podobieństwa ich działań do mechanizmów działania organizacji przestępczej.


Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Waldemar Witkowski z Unii Pracy, który dołączył jako ostatni do listy kandydatów zrobił to jedynie po to, by zaatakować kandydata Roberta Biedronia. Nieładne i niczemu nie służące zachowanie. Obawiam się, że Waldemar Witkowski nie potwierdził w praktyce dobrego wrażenia jakie mógł wywrzeć na wyborcach i raczej nadwerężył część szacunku jaki wśród ludzi lewicy i nie tylko przez lata sobie zbudował.


Dzisiaj PAD leci za wielką wodę, bo został zaproszony… Fakt, zaproszenie miła rzecz, ale w tej konkretnej sprawie należałoby jak się zdaje grzecznie odmówić zapraszającemu Donaldowi, który oprócz tego że jest prezydentem kraju traktującego nas jak wiernego i oddanego sojusznika, jest sprawnym i twardym biznesmenem. Zdaniem Bigosu Andrzej Sebastian, który oprócz tego że jest prezydentem średniej wielkości kraju w środkowej Europie, a nie jest sprawnym i twardym biznesmenem, winien się po prostu solidnie przygotować do spotkania. Tym bardziej, że jak wieść niesie rozmowy mają dotyczyć spraw nader ważnych dla naszej przyszłości, choćby obronności i energetyki. No chyba, że celem tego długiego lotu jest zrobienie fotki z Donaldem i Melanią, ku pamięci, do rodzinnego albumu. Tylko dlaczego nas zwykłych Polaków musi to tyle kosztować?


19 czerwca 2020r. w Gdańsku dzielna policja zatrzymała 46 –letniego przedsiębiorcę Sebastiana Pawłowskiego i jego samochód. I nie była to rutynowa kontrola drogowa, o nie. Cóż zatem było przyczyną zatrzymania? Otóż Bigos tygodniowy, w ślad za innymi mediami, informuje PT Czytelników, że przyczyną zatrzymania był fakt, że Pan Sebastian Pawłowski poruszał się pojazdem oklejonym napisami o treści m.in. „Wolę w szambie zanurkować niż na Dudę zagłosować”, „PiS stop”, „2020 WyPAD” oraz zdjęciem siedzącego na fotelu PAD-a w czapce błazeńskiej w barwach narodowych z naszytym godłem. Zatrzymanie skończyło się niemiłym pobytem w siedzibie policji, przesłuchaniem Sebastiana P. o popełnienie przestępstwa z art.135 k.k. i zabezpieczeniem nośnika groźnych dla majestatu prezydenckiego napisów czyli dostawczaka. O, i jeszcze rzeczniczka policji poinformowała, że będzie prowadzone w sprawie śledztwo… No cóż, Bigos będzie zatem śledził przebieg postępowania, ale już na pierwszy rzut nawet niewprawnego bigosowego oka, nic z tego nie będzie, bo zarzut dęty i kupy się nie trzyma, a odszkodowanie za zatrzymanie Obywatela nieomal stuprocentowe.


Poczta Polska poczuła się w obowiązku wytłumaczyć ostatnie nabytki w postaci worków do przenoszenia/przewożenia korespondencji, po 116,85(słownie sto szesnaście złotych osiemdziesiąt pięć groszy) złotych polskich za sztukę, łącznie za ponad 5 milionów złotych. Nabytki zostały poczynione na konto majowych wyborów prezydenckich, które wg zapewnień oficjeli PiS-owskich miały się odbyć, ale się nie odbyły z powodu obstrukcji innych sił. Przeprowadzone badania rynku worków świadczą, że Poczta Polska będąca spółką Skarbu Państwa (czyli naszą–obywateli) przepłaciła i to znacznie. Nie przekonują argumenty, że chodziło o uzyskanie produktu wysokiej jakości z bardzo trwałego materiału i bezpieczeństwo cennych przesyłek, zaś ukrywanie nazwy producenta zakrawa na niestosowny żart z opinii publicznej. Doświadczenie uczy, że raczej wcześniej niż później poznamy potwierdzoną przez Pocztę Polską nazwę tej szczęśliwej firmy, która uzyskała od obywateli(choć bez ich wiedzy) ten lukratywny kontrakt.


Emilewicz Jadwiga, wicepremierka rządu zjednoczonej prawicy, broń Boże nie członkini zakonu ojców paulinów, w niedzielę w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie z ambony głosiła dobre nowiny. Więcej, jak wynika z późniejszych jej wypowiedzi nie zauważyła niestosowności swojego postępowania. Wielka szkoda, ale wicepremierka osoba jeszcze młoda acz wyjątkowo ambitna jest w stanie wiele uczynić, aby wicepremierką pozostać. Nie chce mi się już nawet rozwijać jakiejkolwiek retoryki w tej kwestii i ograniczę się do stwierdzenia, że art. 25 Konstytucji zobowiązujący władze publiczne do zachowania bezstronności w sprawach religii tkwi w tekście ustawy zasadniczej już tylko na urągowisko. I dopóki rządzić będzie PiS, nic się nie zmieni.


Długopis pojechał z długopisem do Trumpa. Pożytek z tego tylko taki, że przez dwa dni nie trzeba będzie słuchać wrzasków Długopisa.

Flaczki tygodnia

Umarł „problem ideologii LGBT” w prezydenckiej kampanii wyborczej. Jego miejsce zajął nowy temat wrzucony przez prezydenckich sztabowców i podległej im TVPiS. Temat „Wiek emerytalny.

Tym razem trafienie w kandydata najgroźniejszego wobec urzędującego pana prezydenta było celne. Bo Rafał Trzaskowski nie tylko zagłosował za podwyższeniem wieku emerytalnego, kiedy był posłem polskiego Sejmu, to jeszcze nie potrafił sobie przypomnieć tego faktu. Co skrzętnie i celnie wychwycili jego przeciwnicy.

Emerytalna amnezja ex posła Trzaskowskiego jest dla „Flaczków” zrozumiała. „Flaczki” przez 10 lat posłowały w zakładzie pracy chronionej na Wiejskiej. Zna z obserwacji, i z autopsji też, zjawisko wypierania, wymazywania z poselskiej pamięci udziału w głupich głosowaniach. Mózg ludzki, zwłaszcza ten poselski, w celach higienicznych, usuwa z pamięci nasze głupie zachowania. Aby poseł nie zwariował przedwcześnie.
I dlatego potem badacze polskiej polityki dowiadują się, że coś zostało powszechnie zaakceptowane, tylko teraz nikt nie chce się do tej akceptacji przyznać.

Podwyżkę wieku emerytalnego przeforsował w ówczesnym PO minister finansów Jacek Rostowski. Wyjątkowy polityczny buc i arogant. Polityk, któremu nadmiar posiadanych pieniędzy przesłonił postrzeganie polskiej rzeczywistości. Na sporządzanych przez jego urzędników tabelach oglądaliśmy proste i prawdziwe wyliczenia. Im dłużej będziemy pracować tym większą emeryturę dostaniemy.
Niestety wyliczenia Rostowskiego były korzystne jedynie dla wąskiej grupy specjalistów pracujących w dobrych warunkach i w dobrych firmach. Gwarantujących długie emerytalne życie. Rostowski i jego koleżeństwo z PO nie rozumieli też, że pieniądze nie są najwyższą wartością dla wielu milionów ludzi w naszym kraju. Nie mieściło im się w głowach, że wiele kobiet w naszym kraju godzi się na swe wczesne – niskie emerytury, bo chcą poświęcić się wychowaniu wnuków, aby pomóc swoim dzieciom w ich karierach zawodowych. Dla egoistycznego rentiera takie wybory były nieracjonalne i niezrozumiałe.

Temat „wiek emerytalny” jest dobrym powodem dla fundamentalnej debaty o przyszłym wieku emerytalnym. W której problem „wieku emerytalnego” nie będzie problemem jedynym i najbardziej istotnym. Stary system emerytalny, jaki oddziedziczyliśmy po kanclerzu Bismarcku, odchodzi już na emeryturę. I będzie musiał umrzeć w XXI wieku, bo zmienia się cały system pracy. Nowy system emerytalny do lekcja do odrobienia dla Lewicy.

Miłośnikom debat o LGBT, stanowiącym 8,8 procent ankietowanych przez Onet.pl, przypominamy, że w każdym społeczeństwie środowisko LGBT stanowi jego 7-9 procent populacji.
Przypominamy też, że ludzie LBGT rodzą się w heteroseksualnych rodzinach. To „normalni Polacy”, mówiąc językiem PiS, Polacy z rodziny pana premiera Morawieckiego, płodzą i rodzą ludzi LGBT. Ludzie LBGT to dzieci „normalnych, polskich rodzin”.

Pod hasłem „Bitwa o wozy” pan wiceminister Maciej Wąsik ogłosił wyborczy, pro frekwencyjny konkurs. Obiecał ufundować wóz strażacki dla ochotniczej straży pożarnej z gminy liczących do 20 tysięcy mieszkańców, która w swym województwie osiągnie najwyższą frekwencję wyborczą. W sumie 16 wozów dla szesnastu OSP. To dobry pomysł, zwłaszcza jeśli w wygranej gminie przegra pan prezydent Duda.
„Flaczki” chciałby dowiedzieć się, który z instruktorów narciarstwa zaprzyjaźnionych z panem ministrem Wąsikiem dostanie zlecenia zakupu tych wozów? I dlaczego kupi je tak drogo?

Te 12 wozów przypomina nam, kolejnego „Misia” znanego z filmu Stanisława Barei. Podarku fundowanego nam przez złodziejskie elity za nasze pieniądze. Zresztą pan prezydent Duda też przypomina tamtego, filmowego „Misia”. Zwłaszcza „ ideologię Misia”.

Trwa wielka budowla kaczyzmu- Zakazane Miasto w Warszawie. Kilkanaście policyjnych samochodów zablokował dojazd do willi jaśniepana prezesa Kaczyńskiego przyczepie z hasłem „WyPAD 2020”. Czekamy kiedy setki tysięcy policjantów utworzą tam ludzki łańcuch ochraniający zdrowy, spokojny jaśniepańskiego władcy Polski.

Właściciele barów i restauracji nie czekają na obiecany im „bon turystyczny”. Wiedząc, że w tym roku zaraza skazała Polków na wypoczynek w Polsce, szybko i radykalnie podnieśli ceny. Od Bałtyku po Tatry.W Internecie pojawiły się już liczne „paragony grozy”. Potrafią zabić samym swym wyglądem.
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

CZAS NA TROLLA

Gdy się kampania Dudy zaczyna pi….lić
wtedy się rozpoczyna „złoty czas” dla trolli.
Zwijają się PIS-owskie trolle i trollice,
niby po rannej rosie w ogródku dżdżownice.
Gówna z szamba zaciągną, doprawią szalejem
i wkrótce informacja Facebooka zaleje.
Z ich relacji PIS-owska „prawda” się wyłania,
oto złodziej się staje mężem zaufania,
bandyta jest w nich wzorem co przykładem świeci,
pedofil „dobrym wujkiem” ,który kocha dzieci,
debil – mistrzem strategii, kretyn – ideałem,
oszust nagle się staje wizjonerem śmiałym.
Sekciarz jest „świętym ojcem”, gołąbkiem faszysta,
zaś prezes mężem stanu (to rzecz oczywista).
Płodzą kłamstwo za kłamstwem – PIS wszystko kupuje.
A gdy zbraknie pieniędzy ?? TO SIĘ DODRUKUJE.
30 złotych to koszt pojedynczego egzemplarza tomiku poezji politycznej „PIS-anina ,czyli przesłanie z czasów „mroku” – pierwszego tomiku wierszy Ryszarda Grosseta.
Na koszt ten składa się koszt druku + koszt wysyłki do nabywcy + wpłata (10 zł) na „fundusz stypendialny” zaprzyjaźnionego z autorem wcześniaka Leona, małego , dzielnego rycerza, który w chwili urodzenia ważył 600 g i mieścił się na dłoni ale z odwagą i determinacją kroczy przez życie.
Fundusz ma Mu dopomóc w pokonaniu licznych trudności ,jakie owo życie przed Nim stawia.
Poniżej link do „zrzutki”:
https://zrzutka.pl/zxpafh?utm_medium=social&utm_source=facebook&utm_campaign=sharing_button&fbclid=IwAR2K3Bn7renqEFGVLZoFxhJ0EkKMffYTCtkAnmNoz-zHAtkzfg-0u8Y9PUo

Bigos tygodniowy

Za szalone, homofobiczne wrzaski Dudy oraz pomniejszych Czarnków i Żalków niebawem zapłacimy już nie tylko moralnie i wizerunkowo, ale też finansowo. Były premier Belgii Elio di Rupo wezwał „Komisję Europejską oraz Didiera Reyndersa do zwrócenia się do Rady Europejskiej o uruchomienie artykułu 7 traktatu o UE. Wszelka pomoc europejska powinna podlegać poszanowaniu europejskich wartości i podstawowych wolności”. Wezwał też do zamrożenia unijnych funduszy dla Polski. Jeśli do tej opinii dołączą się inni liderzy unijni, zacznie się ucinanie Polsce unijnych pieniędzy. Swoimi podjudzającymi okrzykami Dudy, Czarnki i Żalki jednocześnie narażają na szwank bezpieczeństwo osób LGBT, zwłaszcza młodych oraz finansowe interesy kraju.


Jeśli zdaniem biskupa Długosza, Mateusz Morawiecki i Łukasz Szumowski to ewangeliści, to trzeba konsekwentnie poszukać jeszcze Jana i Marka. Pierwszym z brzegu Janem z tego kręgu mógłby być Ardanowski, minister rolnictwa, a Markiem – Kuchciński. Jezusa Chrystusa do tej konstelacji znalazł już Robert Biedroń wskazując Kaczyńskiego. Biskup Długosz Antoni występował kiedyś w telewizji w cyklicznym programie katolickim i rysem jego narracji było maksymalne udziecinnienie przekazu. Tu jest może jakiś trop do wyjaśnienia źródeł jego jasnogórskich słów.


Gdy posłowie Szczerba i Joński wybrali się na wizytę kontrolną do Ministerstwa Zdrowia by zajrzeć tam do pewnych dokumentów odnoszących się do działalności SZUMOW-szczyzny, okazało się, że „ktoś” zabrał te dokumenty „do domu”. Posłowie nie uzyskali nawet informacji – kto? W normalnych czasach to skandaliczne zdarzenie byłoby uznane u źródeł za poważny delikt urzędniczy i powód do dymisji co najmniej odpowiedniego dyrektora departamentu, wiceministra, a nawet szefa resortu. Za rządów PiS, to „normalka”, bo ich rządy są, jako się zowie, woluntarystyczne, nie oparte na żadnych regułach, a tylko na widzimisię pisowskich dygnitarzy. Brak słów.


Wobec braku możliwości składnia kolejnych obietnic (bon turystyczny na 500 złotych, to jednak nie to, co gotówka) pisiory czepiły się w kampanii prezydenckiej „kwestii LGBT”. Czepiły się jak rzep psiego ogona, bo widzą w tym szanse ugrania głosów dla Dudy, który ze swej strony dmie w tę samą dudę.


To co wykrzykuje Duda na wyborczych wiecach o „ideologii LGBT”, to jest już jawne wzywanie do segregacji i nienawiści społecznej, a co najmniej przyzwalanie na nią, inspirowanie jej – inaczej tego określić niepodobna. I to jest naprawdę groźne, bo to może realnie skutkować aktami agresji społeczną, na ulicy, w szkole, w każdym miejscu użyteczności publicznej. Czarnki i Żalki dopowiadają to jeszcze ohydniej, mówią o „skończeniu z idiotyzmami o jakichś prawach człowieka” i o tym, że ludzie LGBT, to „nie ludzie” i „nie są równi normalnym ludziom”, tyle że Czarnki i Żalki są szeregowym posłami, a Duda „głową państwa”. ONI naprawdę prowadzą nas do hańby i nieszczęścia. Hańbę już mamy, bo jeszcze nigdy dotąd w ciągu pięciu lat kadencji Adriana, nie wstydziłem się aż tak bardzo za „głowę” państwa, którego jestem obywatelem. Już za granicą piszą o Polsce jak o „parszywej owcy”. Unia Europejska jako bankomat i gest Kozakiewicza w stosunku do europejskich wartości i reguł – oto ideologia i praktyka władzy PiS. Utrzymać się przy władzy na plecach odwiecznej i nieśmiertelnej kołtunerii polskiej – oto ich technika.


Jeśli ustalenia posłów Jońskiego i Szczerby poczynione w Ministerstwie Zdrowia w pełni pokrywają się z faktami, to być może mamy do czynienia z największym, a co najmniej jednym z największych przekrętów III RP. Wobec perspektywy wizytacji posłów w gmachu MZ nie pojawili się: Szumowski, jego zastępcy oraz dyrektor generalna resortu. Propaganda PiS, w tym TVPiS nie dotyka tematu, nawet w trybie polemicznym, bo to za bardzo śmierdzi. Gdyby nie zbliżające się wybory, Kaczor prawdopodobnie kazałby pogonić Szumowskiego i jego kolesi. Jednak w aktualnej sytuacji uznano, że przyznanie się do afery przyniosłoby więcej szkody niż pożytku, więc idą w zaparte.


Bigos tygodniowy z rosnącym zdziwieniem obserwuje (i wysłuchuje)kolejnych wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia opowiadających o heroicznej walce o maseczki, przyłbice i respiratory za grube, grube miliony liczone nie tylko w złotych polskich. Niestety, póki co, rachunki nie bardzo się zgadzają, co nie zmienia narracji wyżej wymienionych przedstawicieli, którzy z lekką irytacją odpowiadają na pytania dziennikarzy, zgromadzonych codziennie przed gmachem resortu zdrowia. Bigos nieśmiało zauważa, że ta heroiczna walka toczy się nie za pieniądze ministerstwa, ale za nasze, zwykłych Polaków, co nakłada na przedstawicieli MZ obowiązek rozliczenia się w sposób rzetelny z ich wydatkowania. I tego Bigos tygodniowy niecierpliwie oczekuje. Podobnie niecierpliwie oczekuje na rozliczenie wszelkich grantów przyznanych firmom należącym do rodziny Szumowskich, idących w grube miliony. Na mieście wróble ćwierkają, że będzie to trudna robota, bo dotycząca kwoty nie mniejszej niż 140 milionów złotych polskich.


Gdy słyszę histeryczne wrzaski Dudusia i innych Czarnków przeciw edukacji seksualnej w szkole, to widzę i słyszę, że toż to przecież nikt inny, jak Pylaszkiewicz z „Ferdydurke” Gombrowicza. Pylaszczkiewicz, zwany przez kolegów Syfonem, to największy w klasie kujon i pupil nauczycieli. Zawsze przygotowany do lekcji, pilny i zdyscyplinowany Syfon staje na czele klasowych obrońców niewinności. Zgadza się z infantylizującą młodzież rolą szkoły. Jako przywódca „chłopiąt” opowiada się po stronie cnoty i młodzieńczych ideałów. Pylaszkiewicz wraz z innymi chłopiętami-orlętami postanawia nie dać się uświadomić Miętusowi i zachować niewinność. Wyzwany na pojedynek, Pylaszkiewicz dzielnie walczy za pomocą wzniosłych, szlachetnych min i gestów. Jego wzniesiony w górę palec wygrywa ze szpetnymi grymasami przeciwnika, jednak Miętus podstępnie go pokonuje i brutalnie uświadamia metodą „gwałtu przez uszy”. Uświadamiany wbrew swej woli, Pylaszkiewicz śpiewa rozpaczliwie: „W górę serca! Proponuję, abyśmy tu natychmiast ślubowali, iż nigdy nie zaprzemy się chłopięcia ani orlęcia! Nie damy ziemi, skąd nasz ród! Ród nasz od chłopięcia i dziewczęcia się wywodzi! Ziemia nasza to chłopię i dziewczę! Kto młody, kto szlachetny, za mną! Hasło – młodzieńczy zapał! Odzew – młodzieńcza wiara!”. I intonuje na nutę „Marsza Sokołów” podniosłą pieśń: „Hej, bracia chłopięta, dodajcie mu sił, by ocknął się z martwych, by powstał, by żył!”. I tak oto literatura sprzed 83 lat dogoniła życie polskie w 2020 roku.

Bigos tygodniowy

Taką „hołotę chamską”, która odwróciła się od posłanki Barbary Nowackiej referującej wniosek o votum nieufności dla SZUMOW-skiego Łukasza ja akurat widzę codziennie. To Kaczor i większość jego ferajny. Mieli prawo wyjść z sali sejmowej w czasie wystąpienia Barbary Nowackiej, ale nie mieli prawa ostentacyjnie w tym przeszkadzać i okazywać pogardę. Ciekawsze jest jednak, czy ten kaczy bluzg o „hołocie chamskiej”, który dołączył do „mord zdradzieckich”, „kanalii” i palica Lichockiej, był spontanicznym wybuchem nerwowym, jak twierdzi wielu, czy rozmyślną prowokacją „przykrywkową”, jak uważa Adrian Zandberg. Z psychologicznego punktu widzenia nie ma tu jednak sprzeczności, bo istnieje mechanizm kontrolowanego dozowania autentycznie negatywnych emocji, dozowania ich w wybranym momencie. A te niewątpliwie są podrażnione, bo nie jest IM łatwo uwierzyć w sączone przez TVPiS i lejtnantów Karnowskich sugestie, że Adrian lekko szybuje do zwycięstwa.


Adrian ostatnio obiecał oczka wodne, most w poprzek rzeki za pięć lat i bon turystyczny wartości 500 złotych. Jak na kampanię prezydencką to bardzo cieniutko, czyli sakwa jest coraz bardziej pusta. Jednak tacy na przykład pracownicy Poczty Polskiej bardziej by się ucieszyli, gdyby nie obniżano im pensji, co zapowiada Zdzikot, prawicowo-katolicki ultras w roli szefa tej instytucji. To ma być przymusowa zrzutka na koszty kornika-drukarza Sasina za 68 milionów?


W tym samym czasie za pilnowanie pól pod Baranowem, niejaki Wild Mikołaj ponoć pobiera miesięcznie na rękę około trzydziestu tysięcy złotych.


Paniczne, naprędce zorganizowane widowisko Pinokia i Adriana w Sejmie, pod tytułem „votum zaufania dla rządu”, przypominało starą regułę, że jak rysują się kłopoty, to organizuje się zebranie. Premier Pinokio był ponadprzeciętnie agresywny, także nocą, w „mowie obrończej” na rzecz SZUMOW-skiego.


Liczba ujawnionych zakażeń koronawirusem w Polsce rośnie, a 8 czerwca statystyka wykrytych przypadków była rekordowa i wyniosła 599 przypadków. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że liczby będą nadal rosły. I aby tak twierdzić nie trzeba być epidemiologiem, wystarczy poobserwować, jak lekkomyślnie zachowują się nasi rodacy, którzy uwierzyli w zapewnienia premiera Pinokio codziennie odtrąbiającego osobiście oraz ustami swoich przybocznych „sukces w walce z pandemią”. Z kronikarskiego obowiązku jedynie Bigos tygodniowy odnotowuje, że podobnie opowiada kandydat Adrian, a Gliński Piotr nawet wydzierał się do posłanki Barbary Nowackiej, że atakuje „ministra, który obronił nas przed epidemią”.


„Rządzi nami Zjednoczona Prawica, a mnie już od tego strzela kurwica” i „Postawmy Pis-owcom polityczną mogiłę” – rapuje Ziemowit Gowin, syn Jarosława. Czy to już jest przemoc domowa?


Po groźbach zabójstwa Rafał Trzaskowski nosi podobno kamizelkę kuloodporną. Osobnik, który groził, zakomunikował to telefonicznie Kancelarii Prezydenta RP. Czy później zamierzał zameldować wykonanie zadania? Nie dano mu jednak szansy i zamknięto na trzy miesiące.


Unia Europejska ostrzegła kilka opanowanych przez PiS samorządów, że jeśli nie wycofają się z dyskryminacyjnych dokumentów w rodzaju dyskryminacyjnych deklaracji anty-LGBT, to zostaną odcięci od funduszy unijnych. Dotyczy to kilku samorządów wojewódzkich, w tym mojego umiłowanego lubelskiego. Moim zdaniem UE nie powinna poprzestać na ostrzeżeniach i wprowadzić je w życie, bo wojującemu katolstwu można skutecznie przemówić nie do rozumu, bo z tym kiepsko, lecz tylko do kieszeni.


Wypada też czekać reakcji Unii Europejskiej na szykanowanie sędziego Igora Tulei, którego we wtorek wezwała przed swoje oblicze nielegalna, tzw. „Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego”. Sędzia przed „Izbą” się nie stawił. Wczoraj też „Izba Dyscyplinarna SN” nie uchyliła na obecnym etapie nieprawomocnie, immunitetu sędziemu, co nie oznacza jeszcze końca sprawy.


Każda tzw. konferencja prasowa kandydata prezydenckiego Adriana z dziennikarzami poprzedzona jest zastrzeżeniem jego kapciowego Spychalskiego Błażeja, że „porządek konferencji nie przewiduje zadawania pytań”. Rdzenna istota konferencji prasowych polega na zadawaniu pytań i odpowiadaniu na nie. Żadna inna formuła nie może być określona jako konferencja prasowa.


Jakubowska Aleksandra, niegdysiejsza „lwica lewicy” mocno już wyawansowała w wysługiwaniu się pisiorskiej propagandzie. Już nie tylko współpracuje z portalem Karnowskich w potylice.pl, ale ostatnio jej tekst zawędrował na czołówkę strony. Gratuluję towarzystwa!


Z tematów kulturalnych warto odnotować temat Spinozy i jego Boga, wszystko w kontekście Rafała Trzaskowskiego. Nieopatrznie przyznał się, że wie kto zacz ów Spinoza. „Wiadomości” TVPiS, skrupulatnie i niemiło odnotowały, że Spinoza był filozofem „żydowskim”. No, ale przecież Jezus Chrystus także był poniekąd „żydowskim filozofem”, więc o co ten krzyk?


A propos religii, konkretnie: katolickiej w Polsce. Tomasz Terlikowski i ksiądz profesor Andrzej Kobyliński w kategorycznych ocenach wieszczą zbliżającą się klęskę. Terlikowski napisał w „GaPolu”, że „młodzież już odpłynęła od Kościoła”, a średnie pokolenie odpłynie niebawem. Z kolei ksiądz Kobyliński uważa, że w Polsce „nieuchronnie będzie Irlandia”.


Pinokio publicznie nazwał Adriana „wielkim przywódcą”. Wiem, że dobrze jest być dowcipnym, ale, jak powiedział Ribbentrop do Mołotowa, „są granice”.

Flaczki tygodnia

Jaśnie pan prezes raczył.
Tym razem raczył zdefiniować opozycję parlamentarną jako „hołotę chamską”.

Jaśniepańska definicja opozycji parlamentarnej tak wielce zachwyciła pana premiera Mateusza Morawieckiego, że nazwał ją „męskimi słowami”.
Takie słowa w krzywych usteczkach pana premiera to wyraz najwyższej czci i wiernopoddańczego oddania niedawnego sługusa zachodniego kapitału finansowego wobec swego obecnego politycznego pana.

Oddawał pan premier te wiernopoddańcze oddanie nie zważając na to, że dla wielu osób w naszym kraju samo już określenie „męski jaśniepan prezes Kaczyński” to zwyczajny, klasyczny oksymoron. Dlatego nie dziwmy się, że pan premier Morawiecki powszechnie i literacko zwany jest w naszym kraju mianem „Pinokio”.

Czas teraz dla porządku i ku oświeceniu młodzieży przypomnieć, że słowo „chamstwo” ma w języku polskim dwa znaczenie.
Po pierwsze tak określa się brak kultury, zwłaszcza tej kultury wysokiej, niekiedy jaśniepańską zwanej.
Po drugie to pogardliwe określenie ludzi stanu niższego. Gorszego sorta. Takiej „hołoty”.

Słowo hołota oznacza zaś dzicz, gawiedź, tłuszczę, a także biedotę. W staropolskim wojsku mianem „hołota” określano żołnierski stano najniższy, zwany też czeladzią lub gołotą. W innym sensie hołota to również takie kulturalne chamstwo.

Zatem nietrudno nawet młodzieży zauważyć, że słowa „chamstwo” i „hołota” to zwyczajne synonimy. A związek frazeologiczny „hołota chamska” to takie „masło- maślane”. Typowy pleonazm. Takie „cofać się do tyłu”.

Za używanie podobnych pleonazmów, kaleczących naszą piękną polską mowę, „Flaczki” bywały surowo upominane podczas lekcji języka polskiego w IV LO im. Henryka Sienkiewicza w świętym mieście Częstochowie.
Dlatego teraz słysząc z kaczych, czy innych krzywych ust „hołota chamska”, „Flaczki” dostają patriotycznych i estetycznych drgawek. Bo nie ważne już co oni chcieli przez te pleonazmy powiedzieć, a ściślej nakłamać. Ale jak potwornym trzeba być nieukiem, lekceważącym polski język, polskość naszą, żeby wypowiadać publicznie ten pleonazm. Wyjątkowo ohydny semantycznie i obcy polskiej kulturze. Typowy przykład wrogiego dla naszemu polskiemu narodowi antypolonizmu.
Używać ten antypolonizm i potem jeszcze dumnie powtarzać go w masowych mediach. I tym udawać polskiego macho.

Jak bardzo polskie elity władzy są podzielone widać było 4 czerwca podczas obrad Sejmu RP.
Tego dnia demokratyczną opozycja przypominała i czciła wybory z 4 czerwca 1989 roku wygrane przez kandydatów ówczesnej opozycji. Pan premier „Pinokio” czcił i wspominał w tym dniu upadek rządu prawicowego rządu Jana Olszewskiego, też 4 czerwca, ale 1991 roku.
Ku zdziwieniu „Flaczków” nikt z politycznych elit nie wspomniał, że 4 czerwca 1989 roku rozpoczęła się polityczną kariera jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Wtedy to powszechnie nieznany białostocki wykładowca akademicki Jarosław Kaczyński został senatorem w okręgu Elbląg z listy Komitetu Obywatelskiego.

Został tym senatorem w efekcie układu zawartego przy Okrągłym Stole przez inteligenckie elity PZPR i inteligenckie elity związane z NSZZ ”Solidarność” oraz Lechem Wałęsą. Tamto małżeństwo polityczne pobłogosławił polski kościół katolicki za co otrzymał od „komunistycznego” rządu Mieczysława F. Rakowskiego tak wielką, majątkowa łapówkę, że zajęty jej konsumowaniem zapomniał potem o swej religijnej posłudze.
Jarosław Kaczyński, podobnie jak jego brat Lech, zostali wybrani do polskiego parlamentu, bo mieli wyborcze zdjęcia z powszechnie wtedy znanym i szanowanym Lechem Wałęsą. To dzięki niemu te dwa polityczne knuje znalazły się w pierwszej lidze polskiej polityki.

W efekcie mozolnego politycznego knucia Jarosława Kaczyńskiego rozpadł się latem 1989 roku sojusz parlamentarny PZPR- ZSL- SD. Następnie Jarosław Kaczyński wraz z bratem Lechem obalili „pierwszy, niekomunistyczny rząd” Tadeusza Mazowieckiego i wybrali Lecha Wałęsę prezydentem RP.
Potem Kaczyńscy, dzięki swej polityce skłócania wszystkich przeciwko wszystkim, chcieli podporządkować sobie prezydenta Wałęsę. Ale wtedy ten sięgnął po swą „broń atomową”, czyli Mieczysława Wachowskiego. Wałęsa szybko zrozumiał, że wpływy jednego knuja politycznego można zneutralizować tylko innym, jeszcze bardziej chamskim, politycznym knujem. Ale cale to knujstwo kosztowało go potem utratą prezydentury, na czym Polacy wielce skorzystali. Potem nastąpiła bowiem dekada prezydentury Kwaśniewskiego, która zneutralizowała działania kaczyńskich knujow. Dopiero koniec kadencji Kwaśniewskiego i rozpad SLD na zwalczające się frakcje stworzył ponownie warunki dla efektywnego knucia przez braci Kaczyńskich.

PS. Jeśli chcesz skomentować artykuł autora zapraszamy na stronę: https://www.facebook.com/trybuna.net/
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

Dr Ryszard Grosset
HOŁOTA, TA CHAMSKA HOŁOTA

Nie noszą flag w klapach i szary jest ich strój
nie noszą ni srebra ni złota.
Lecz za demokrację podąża na bój,
hołota, ta chamska hołota.
Nie mają pał w rękach i obcy im gaz,
nie mają w kieszeniach pieniędzy,
lecz maja świadomość, że nadszedł już czas
rzec dość upodleniu i nędzy.
I żaden ryk karła nie straszny im dziś
nie straszne kordony policji,
bo wiedzą,że muszą dziś ruszyć i iść
po Polskę swych snów i ambicji.
Długopis ich bronią, nie zadrży im dłoń
gdy krzyżyk im przyjdzie postawić
bo wiedzą, że kiedy przeminie już zło
znów będą w wolności się pławić.

Toś przepadł

Jaśniepan prezes Kaczyński zadecydował, a konstytucyjny organ, w postaci pani Marszałek Elżbiety Witek, szparko Jego wolę rodakom Polakom ogłosił.
Wybory prezydenckie będą 28 czerwca 2020 roku.
I teraz rodaku Polaku masz, jak w przypowiastkach filozofującego podhalańskiego Bacy, dwa wyjścia.
Albo w pierwszej turze wygra pan prezydent Duda, albo będzie tura druga.
Jeśli w pierwszej turze wygra pan prezydent Duda, toś przepadł.

Ale jeśli Duda nie wygra, to będziesz miał dwa wyjścia.
Albo potem wygra pan prezydent Duda, albo kandydat opozycji.
Jeśli wygra kandydat opozycji, toś przepadł.

Bo wtedy jaśniepan prezes ogłosi przedterminowe wybory parlamentarne i spróbuje odtworzyć parlamentarną większość.
Ale jeśli wygra pan prezydent Duda, to będziesz miał rodaku Polaku dwa wyjścia.
Albo wtedy pan prezydent Duda splunie w garści i powie sobie: No to chłopie masz znowu pięć spokojnych lat jeżdżenia na nartach i selfów z Ruchadłem Leśnym.
Albo pan prezydent zhardzieje. Pójdzie do siedziby jaśniepana prezesa, drzwi kopem otworzy, na polepę mu charchnie, pięścią w jego biurko walnie, podkówkami zakrzesa, i po kawalersku huknie do Ucha prezesa:
„Hola, hola panie prezesie! Już nie bede ci juhasił, baranów twych pasał. Adrian umarł, a gazda Duda się narodził”
I potem tak palnie jaśniepana w ryja, że aż mu jucha z pyska popłynie.
Ale jeśli ta jucha rzeczywiście z jaśniepańskiego pyska popłynie, toś przepadł.

Bo wtedy jaśniepan Kaczyński będzie miał dwa wyjścia. Albo da panu prezydentowi boksa, jak to się nieraz jaśniepanu w czasach licealnych podczas walk z żoliborską żulią udawało, albo od razu nakaże urządzić przedterminowe wybory parlamentarne.
Jeśli jaśniepan da panu prezydentowi udanego boksa w żołąd, czym go do gleby sprowadzi, by mu na koniec nery zglępować kopsiarami, toś przepadł.

Bo przecież z takiej kohabitacji władz w naszym kraju tylko wielkie narodowo – katolickie mordobicie być może.
Ale jeśli jaśnie pan wtedy w zdradziecką mordę mu nie da, tylko od razu zarządzi przedterminowe wybory parlamentarne, to masz rodaku Polaku dwa wyjścia.
Albo znów w większości zagłosujesz na kierdel kandydatów jaśniepana Kaczyńskiego, albo poprzesz tym razem kandydatów demokratycznej opozycji.
Jeśli zagłosujesz na kaczy kierdel, toś przepadł.

Bo dalsze takie ich rządy, to dalszy chaos i w najlepszym razie kolejne przedterminowe wybory, albo nieuchronne narodowo- katolickie mordobicie i kolejne wybory prezydenckie i parlamentarne potem.
Ale jeśli zagłosujesz na demokratyczną opozycję, to masz dwa wyjścia.
Albo przekażesz władzę antykaczyńskiej prawicy, albo wybierzesz kandydatów lewicowych.
Jeśli zagłosujesz na lewicowych, toś przepadł.
Bo nie uzyskają oni jeszcze wtedy potrzebnej do sprawowania władzy większości. I dopadnie cię wtedy ta mazgajska, powyborcza lewicowa frustracja.
Ale jeśli zagłosujesz na kandydatów prawicy, to masz dwa wyjścia.
Jeśli wesprzesz narodowo-katolickich liberałów Bosaka, toś przepadł.
Bo zagłosujesz jedynie na inny, może bardziej cywilizowany odcień kaczyzmu.
Ale jeśli poprzesz umiarkowanych, europejskich liberałów Trzaskowskiego to będziesz miał dwa wyjścia.
Albo potem porzucić społeczną wrażliwość i trzepać kasę póki się da, albo przejść do opozycji.
Jeśli zdecydujesz się by trzepać, toś przepadł.

Przynajmniej moralnie.

Ale jeśli przejdziesz do lewicowej opozycji to powinieneś szybo, skutecznie i ofiarnie wspierać, umacniać i rozwijać lewicowe media.
Bo bez posiadania silnych, popularnych lewicowych mediów dziś i jutro każdy polski polityk Lewicy skazany jest na „toś przepadł”.

A zwłaszcza ci lewitujący Lewicowcy, ci oszołomieni chwilową przychylnością i łaskami komercyjnych, krajowych mediów.
Idąc teraz do wyborów prezydenckich, gotuj się lewicowy wyborco, lewicowy polityku do przyśpieszonych parlamentarnych.
Byś znów nie przepadł.

Bigos tygodniowy

Gaude Mater Polonia! Policja Kamińskiego zatrzymała pielgrzymkę z Łowicza do Częstochowy i ukarała grzywną m.in. proboszcza-organizatora. Pod osłoną nocy pielgrzymi spróbowali wyruszyć ponownie, ale znów zostali zawróceni do zagrody. W jednej chwili utwierdziłem swoją wiarę w Postęp i uwierzyłem, że Cuda się zdarzają.


Stępkowski Olek z syndykatu katolickich fanatyków Ordo Iuris powitał nową I Prezes Sądu Najwyższego publiczną, obleśną obłapką w hallu wejściowym. To po pierwsze niekulturalne, po drugie seksistowskie, po trzecie, w języku mowy ciała, takie obłapianie, to sygnał, że ona jest NASZA. Do tego mętnie odpowiadając na pytania dziennikarzy dopytujących go o chachmęcenie w sprawie usunięcia ze strony internetowej SN listu 50 sędziów do Dudy, Stępkowski potarł nos, co w języku mowy ciała oznacza, że się kłamie. To wszystko razem z pilnymi kwiatami od „Godzilli”- Święczkowskiego Bohdana, które otrzymała nowa I Prezes, niedobrze wróży tej instytucji. Tym bardziej, że Stępkowski Olek, czyli – nie bójmy się tych słów – Ordo Iuris, został rzecznikiem SN. Stępkowski już na wstępie nowej roli zaczął od błaznowania, bo publicznie stwierdził, że wybór na I Prezesa SN „przebiegł pomyślnie dzięki modlitwie”.


Funk tego samego Ordo Iuris miał czelność uczestniczyć w przesłuchaniu przez policję studentów Uniwersytetu Śląskiego, którzy publicznie zdemaskowali panią – pożal się Boże – socjolog, która na wykładach, zamiast wiedzy naukowej, wygłaszała jakieś fanatyczne katolickie brednie o tym, że dzieci matek które używały spiral antykoncepcyjnych, rodzą się „z antenką w głowie”. Pożal się Boże socjolożka czeka na komisję dyscyplinarną, choć sama odeszła już z tej uczelni. No i bardzo dobrze, bo tym samym radykalnie podniosła poziom naukowy UŚ.


Niejaki Ardanowski, pisowski minister rolnictwa, wydał wojnę organizacjom, które wydzierają zwierzęta z rąk zdegenerowanych wieśniaków. „Poczekaj draniu, my cię dostaniem…” („Ballada o Janku Wiśniewskim”).W ostatnim czasie to nie jedyne jego osiągnięcie, bo jak się zdaje wydał też wojnę nauczycielom, uznając że lepiej niż w szkole sprawdzą się na truskawkowych polach oraz dziennikarzom, którzy w jego ocenie wykonując swoją pracę są „nieprzyjemni”, co może zrodzić „nieprzyjemność” z jego strony. Bigos tygodniowy będzie bacznie obserwował poczynania tego funkcjonariusza PiS, których – mając na uwadze jego dotychczasowe dokonania – nie zabraknie.


Wiewiórka Zuzanna, która zakapowała dziewczynę zamierzającą dokonać aborcji farmakologicznej dostała medal o fanatycznego ziobrysty z Ministerstwa Sprawiedliwości Romanowskiego Marcina (kierownictwo MS jest przepełnione podobnymi indywiduami). Teraz konsekwentnie powinna zostać nagrodzona za wzywanie do zabijania lekarzy dokonujących aborcji. Wiewiórka podobno „boi się o swoje życie” z powodu hejtu, jaki na nią spada.


Naocznie miałem okazję przekonać się o Bizancjum, jakie uprawia władza PiS. W zeszłą sobotę Duda Andrzej odwiedził na krótko Iławę i wygłosił krótki spicz nad jeziorem Jeziorak. Później kawalkada aut wioząca jego Ważną Osobę przemknęła nader szybko przez miasto. Naliczyłem 11 (słownie: jedenaście) aut w tym 2 karetki medyczne, o radiowozach nie wspomnę. Zawsze mnie zastanawia, czego Duda Andrzej może się bać w kraju, pełnym miłujących go rodaków?
A’ propos Dudy. „W opisach jego dzieciństwa można znaleźć dzisiejszego prezydenta z jego dewocją, egzaltacją i kabotyństwo” – napisał Witold Bereś w recenzji książki Marcina Celińskiego i Tomasza Piątka „Duda i jego tajemnice”.


Dziwa, dziwa ogłaszają! I dziwa się dzieją takie, że szczypałem się w ramię, by sprawdzić, czy nie śnię. Oto reporter TVN24 wszedł z kamerą do siedziby – bądź co bądź – rządowej dziś radiowej Trójki, a nowy dyrektor stacji, Kuba Strzyczkowski mówił mu do kamery takie rzeczy, jakie były nie do wyobrażenia w tym gmachu od objęcia stacji przez PiS dnia 1 stycznia 2016 roku. Strzyczkowski ostrzegał, żeby do niego nie wysyłano esemesów z poleceniami politycznymi, ani nie dzwoniono z naciskami, bo „ma w telefonie program nagrywający”. Mówił, że Trójka to dziś nawet nie ruiny, lecz „lej po bombie”. Mówił też, że właśnie jemu powierzono dyrekcję, bo „może notowania są gorsze?”. Wszystko to samo w sobie nie byłoby sensacją w normalnej sytuacji, ale że działo się to wszystko „w paszczy lwa” czyli w siedzibie stacji rządowego Polskiego Radia – więc może zrobić wrażenie. Nie widzę innego wytłumaczenia przyczyn takiego zaskakującego myku ( czyli ustąpienia pola, może tylko na krótko), jak to, że afera z Trójką wywołała w kręgach władzy panikę, lęk o utratę kolejnych punktów tak potrzebnych Adrianowi w wyborach.


Do dziś nie jest do końca jasne, czy 16 maja policja spałowała demonstrantów na placu Zamkowym. Wiadomo tylko, że „Mario” Kamiński wydał policji polecenie „działania stanowczego”.


Sasin Jacek (po francusku: Żak Sasę), który jak się zdaje bez trybu wydał z naszej wspólnej kasy lekką ręką blisko siedemdziesiąt milionów na pakiety wyborcze ( nadają się już tylko na makulaturę) został obroniony przez kaczystów przed wotum nieufności. Szumowski jest broniony mimo, że już prawie nie ma dnia bez nowej odsłony afery z nim związanej. Doktryna Kaczelnika, że każda nieuczciwość w PiS będzie „wypalana gorącym żelazem” bierze w łeb, bo chyba uznano, że w tej fazie, przed wyborami prezydenckimi, mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku.


Chińskie przysłowie mówi: „Unikaj towarzystwa tygrysa”. Mimo to sporo tygrysów napotkałem na mej drodze życia. Pierwszym był młody, niesforny tygrysek z dalekowschodniej bajki, który „urwał się” tygrysim rodzicom i wybrał „na gigant”, narażając się na liczne niebezpieczeństwa, z czego miał wynikać ostrzegawczy morał dla młodocianych czytelników. Później była seria „Z tygrysem”, popularna edycja książeczek w mikroformacie, poświęcona różnym spektakularnym wydarzeniom z historii II wojny światowej. Nabywało się je w kioskach „Ruchu” i powstała moda na ich kolekcjonowanie. Z I wojną światową wiązał się przydomek „tygrys”, jakim określano premiera Francji Georgesa Clemenceau. Po kinach chodziła też w tamtych czasach francuska komedia kryminalno-szpiegowska Claude Chabrola „Tygrys lubi świeże mięso”. Jakiś czas później pojawiły się „tygrysy tamilskie”. Jest też rosyjskie określenie: „Tigra jebat eto i smieszno i straszno”. W maju 2020 pojawił się w Polsce „tygrys rozgrzany”. I ten jest chyba najlepszy.

Flaczki Tygodnia

Jaśniepan prezes Jarosław Kaczyński pogroził jaśnie panu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jeszcze nie odrąbaniem ręki, która ewentualnie odważy się podnieść się na władzę, ale wykorzystaniem wszystkich „środków, jakie przynależą państwu”.
Czyli pałowanie krnąbrnego, dowalenie grzywny, a nawet internowanie.

Analitycy żywota jaśniepana prezesa Jarosława Kaczyńskiego uważają, że ma on traumę z czasów stanu wojennego. Nie został wtedy internowany, czym poczuł się wielce upokorzony przez generała Jaruzelskiego.
Poczuł się jak hetman koronny zdegradowany do roli ciury obozowego.
Co gorsza nadal nie zapowiada się aby znalazł się ktoś, kto włoży jaśniepanu koronę męczeństwa na głowę.

Jaśniepan prezes cierpi, bo nie ma pewności kiedy odbędą się w Polsce wybory prezydenckie. Nie ma pewności, bo boi się niespodziewanego ataku opozycji, zdrady koalicjantów, głupoty współpracowników, świni podłożonej przez biskupów, zewnętrznej ingerencji. Boi się najmniejszego, ostrego cienia mgły. Dlatego cierpi i węszy. Węszy i cierpi, kiedy nie może wywęszyć.
Tak to u psychodyktatorów bywa.

Oczywiście nie byłoby tego wykreowanego problemu gdyby pani marszałek Sejmu RP Elżbieta Witek ruszyła się i wyznaczyła termin wyborów. Na 28 czerwca 2020 roku, na co przystają rządzące elity PiS i też liderzy partii opozycyjnych.
Ale żeby pani Marszałek Witek wyznaczyła ten termin wpierw musi ona dostać polecenie od jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.
Ten takiego polecenia nie wydaję, choć grozi publicznie surowymi sankcjami dla hamulcowych wyznaczenia terminu wyborów. Czyli sam sobie.
Ciekawe ilu Jarosławów mieści się obecnie w jednym panie prezesie Jarosławie Kaczyńskim?

W zeszłym tygodniu słyszeliśmy w TVPiS gromkie zapowiedzi wielkiej, systemowej i niezwłocznej rozprawy z pedofilami w IV Rzeczpospolitej.
Zwłaszcza z pedofilami ze środowisk artystycznych, celebryckich, dziennikarskich, ze wszystkich środowisk sprzyjających opozycji demokratycznej.
Pan reżyser Latkowski podał najsłynniejszych pedofilii, jak na talerzu, panu ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze.
I wtedy zastępca pana prokuratora Ziobry, pan minister Michał Wójcik na krzyż się prawie przysięgał, wąsa trzy razy podkręcał, specjalną komisyję obiecał powołać, który szparko wyłapie wszystkich tych złoczyńców i do loszku ich wsadzi.
Na co pan Latkowski przed kamerami TVPiS łzami ze szczęścia się zalał, i do nóg pana Michała upadł, z wdzięcznością kolana mu ściskał, za ten akt sprawiedliwości dziejowej dziękując.

Tydzień już minął. I nic. Panowie celebryci na wolności chodzą i w nos się panu Ziobro śmieją. Pan Krzysztof Zanussi oskarżenia publicznie wyśmiał i do sądów ruszył. Pan Latkowski sakiewkę z TVPiS wziął i pod ziemię się zapadł. A pan Michał Wójcik rycerz sprawiedliwości IV Rzeczpospolitej ?
No, panie Michale! Larum grają. Pedofilie w granicach Rzeczpospolitej stoją, a pan na koń nie siadasz, szabli nie sięgasz?

Oczywiście, ze pan Michał nie sięgnie, bo wszystkie te deklaracje o walce z pedofilami w istocie były kolejnymi aktami uprawianej przez elity PiS pedofilii politycznej. Traktowania polskich wyborców jak polityczne dzieci i ciemny lud. Którym wszystko można obiecać, któremu każdy kit można wcisnąć. I wykorzystać w wyborach.

Elity PiS lubią podkreślać, że tylko oni dotrzymują składanych obietnic. Jako dowód zawsze prezentują wypłaty pieniędzy z programu 500+ trzynaste emerytury. Aktywistki PiS często nazywają te pieniądze „Jarkowym”, co ma sugerować „ciemnemu ludowi”, że to jaśnie pan prezes sięgnął do sakiewki i dał ze swojego.
Pan prezydent Duda na potrzeby wyborów prezydenckich stworzył nową teorię transferów finansowych. Pan prezes, pan prezydent, pan premier dają pomoc społeczną ze swych pieniędzy. A wszelkie podwyżki to jedynie dzieło opozycyjnych samorządów.

Ponieważ elity PiS kradną nasze pieniądze coraz bezczelnie i jednocześnie udają, że żadnego majątku nie posiadają, to opozycja przypomniała postulat żeby elity władzy zaprezentowały publicznie swój pełen majątek. Także ten przepisany na współmałżonków.

Przy okazji tej lustracji wydało się, że elity PiS oszukują nie tylko wyborców. Także swych partnerów w czasie zawierania ślubów, kościelnych zresztą. Ślubują im wierność, a potem rozwodzą się z nimi zapominając o złożonej przysiędze. Także katolickiemu bogu.
Zapewne te kolejne żony i mężowie potrzebni są PiS-owski prezesom, marszałkom Sejmu i Senatu aby jakoś rozpisać te gigantyczne majątki skuteczniej ukryć je.

Poza tym „Flaczki” postulują aby Lewica przedstawiła swój program nowej V Rzeczpospolitej. Sprawiedliwej społecznie i demokratycznej.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na https://www.facebook.com/trybuna.net/

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

DŁUGOPISIK

Aktyw szczeka, hejt się leje,
zwisły zmysły w PISie całym.
Wszyscy tracą już nadzieję
na „Dudowej” powrót chwały.
Jedna wpadka drugą goni
błąd za błędem niszczy złudę
i jak rączych stado koni
do upadku ciągną Dudę.
Czas komisję chyba zwołać
bo rozstrzygnąć konkurs zda się
kto najwięcej nakraść zdołał
w relatywnie krótkim czasie.
Niepobity dotąd Rydzyk
straci pewnie „pas championa”,
bo jak każdy chyba widzi
Szumowskiego nie pokona.
W gęstym gąszczu własnych knowań
pogubili się posłowie
i najtęższa nawet głowa
nic im dzisiaj nie podpowie.
Zegar tyka, krew się warzy,
prezes gniewu nie ukrywa,
nawet Duda przestał marzyć
i już nie śni że wygrywa.
Ja zaś patrzę ze spokojem
jak w swej złości PIS się kisi,
swych poglądów się nie boję
I SZYKUJĘ DŁUGOPISIK.

Doktor Ryszard Grosset