Bigos paryski

Eric Zemmour jeszcze nie zgłosił oficjalnie swojej kandydatury w wyborach na prezydenta Francji, a już ma 10 procent poparcia w sondażach. Na czele jest urzędujący prezydent Macron, nieco za nim Marine Le Pen. Zemmour ma tylko o jeden punkt procentowy mniej niż kandydat radykalnej lewicy, Francji Niepodległej, Jean Luc Melenchon. Jeden z postulatów Zemmoura, to obowiązkowe przyjmowanie imion francuskich przez obywateli. Zamiast Mohamedów, Abdullachów byliby Jean, Pierre, Paul. Oczywiście wcale nie jest pewne, że jego poparcie wzrośnie ponad obecne. Media francuskie, w tym telewizje, grzeją temat Zemmoura i nazywają go „perturbatorem”, „prowokatorem”. Jedno z lewicowych pism nazwało jego pojawienie się „ofensywą reakcji”. On sam w telewizyjnych programach przedstawia się jako „eseista” i mówi, że „Francja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa”. Nie jest tak zwanym białym, rdzennym Francuzem a jest bardziej gorliwym nacjonalistą niż pani Le Pen. Do tego ostatnio wystąpił w obronie rządów PiS. Rano w jednej z telewizji, na pasku: „Eric Zemmour – tylko o nim się mówi”. Na okładce jednego z tygodników: „Prawica – niebezpieczeństwo śmierci”. Rzeczywiście, jest sześcioro kandydatów prawicy i mogą się wzajemnie „zjeść”. Kandydatów lewicy tylko dwoje – Melenchon i pani Hidalgo, mer Paryża. No i oczywiście przewrotna kpina na okładce satyrycznego pisma „Charlie Hebdo”: Zemmour jako muzułmański prorok o na islamsko przerobionym nazwisku. Gdzie jest źródło zjawiska Zemmour? W problemach Francji z imigracją i zalewem islamu. I w tym, że próbuje leczyć ego Francuzów: wydał książkę „Francja nie powiedziała ostatniego słowa”.


Na placu Stalingrad w Paryżu Bigos mija ogromne obozowisko imigrantów. Całą niegdysiejszą elegancję miasta diabli dawno już zresztą wzięli. Paryż jest tak brudny, jak nigdy w ciągu minionych czterdziestu lat, odkąd Bigos tam bywa. Ani Francja, ani Zachód w ogóle już sobie z tą falą nie poradzi. Lewica z definicji sprzyja imigracji, ale co powie, gdy za kilkanaście lat francuscy talibowie narzucą szariat już nie tylko muzułmanom, ale całej Francji i zniewolą wszystkie kobiety? „Prorok” literacki Houellebecq już to przewidział w swojej sławnej powieści „Uległość”.


Tradycyjnie laicka Francja już nie jest taka skrupulatnie laicka. Jeszcze kilkanaście lat temu żaden urzędnik Republiki Francuskiej nie przekroczyłby oficjalnie progu n.p. świątyni katolickiej, dziś coraz częściej to robią. Wygląda to na reakcję obronną wobec naporu agresywnego islamizmu, ale na pewno nie oznacza nawrócenia na wiarę, na co liczą niektórzy KĄSERWATYŚCI od kąsania. A najbardziej kąsający są konserwatyści polscy czyli karnowszczyzna, kurszczyzna czy sakiewszczyzna.


Bigos ogląda francuski piąty kanał telewizyjny, a w nim relacja z wizyty papieża Franciszka w Budapeszcie. Pokazują pokorne Węgry pod władzą Orbana, mowa m.in. o polityce pronatalnej, o promowaniu wielodzietności dwa plus sześć nawet, wypowiada się węgierski ojciec rodziny, a tu nagle przeskok do Warszawy, migawki ze styczniowych demonstracji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, ostre, dynamiczne, ze sławnymi ośmioma gwiazdkami. Efekt silnego kontrastu między pokorą a nastrojem buntu. Bigos przez chwilę doznaje czegoś w rodzaju uczucia dumy, że tak we Francji pokazano ojczyznę Bigosu.


Duduś strzelił focha i nie spotkał się z kanclerz Angelą Merkel, która przyjechała do Polski z pożegnalną wizytą. Duduś ministrant, człowieczek malutki. Obraził się infantylnie, bo nie został zaproszony odpowiednio godnie, zaproszeniem na tacy. Honor wyobraża sobie tak, jak go nauczył ksiądz katecheta oraz tatuś z mamusią w katolickim kółeczku. Lech Wałęsa powiedział swego czasu: „Mamy durnia za prezydenta”.


Są też inni durnie. Przedstawiciel karnowszczyzny, niejaki Wikło Marcin nazwał decyzje UE w sprawie tzw. Izby Dyscyplinarnej „okupacyjnym terrorem”. Stuknijcie się w łeb, Wikło.


Pani mer Paryża Anna Hidalgo zapowiedziała podniesienie płac nauczycieli o 100 procent bo zarabiają dwa razy mniej niż nauczyciele niemieccy. A w kraju „cudu gospodarczego”, czyli w Polsce za rządów PiS o znaczącej podwyżce płac nauczycieli nie ma mowy. Kwadratura koła?


Przykry detal w pogranicza – powiedzmy tak oględnie – polsko francuskiego. Bigos stoi na ulicy Chevaleret, nieopodal polskiego Zakładu Świętego Kazimierza. Po przeciwnej stronie ulicy młoda, czarnoskóra kobieta z nosem w telefonie komórkowym. Z naprzeciwka idzie jakiś naprażony, agresywny młodzian i coś niezrozumiale bełkoce. Dopiero po chwili Bigos orientuje się, że ten wulgarny bełkot to – pożal się boże – polszczyzna. Młodzian kieruje pod adresem czarnoskórej wiązankę najgorszych wulgaryzmów. Ona na pewno tego nie rozumie literalnie, ale agresję pod swoim adresem na pewno wyczuwa. Bigos doznaje impulsu, by … mniejsza o to, ale to dzieje się bardzo szybko i jakakolwiek interwencja jest niecelowa. Dlaczego ta podobno wspaniała, katolicka Polska eksportuje tyle ohydnego chamstwa?


A w ojczyźnie Bigosu? W ojczyźnie Bigosu, w reakcji na zamiar Czarnka Przmysława, by wprowadzić iluzoryczny wybór między religią etyką, młodzież coraz częściej deklaruje wybór „opcji zerowej”, bo nie ufa etyce wykładanej przez czarnkowych satelitów. A we Francji trwa akurat dyskusja, i to w telewizji, nad pomysłem, by dyrektorzy szkół byli wybierani przez nauczycieli, podczas gdy w ojczyźnie Bigosu nauczyciele mają być poddanymi kuratorów i dyrektorów


Prawolski komentariat bardzo irytuje się, że pojawiło się kilka książek podejmujących klasowe podejście do historii. Zamiast kolejnych hagiografii i malowanek na temat przewag polskiego oręża, świętych i rycerstwa, kilku autorów zajęło się wyzyskiem klasowym, niewolnictwem chłopów, czyli najciemniejszymi stronami dziejów kraju. Prawolski komentariat z oburzeniem mówi o powrocie do marksizmu na uniwersytetach, do klasowej interpretacji historii.

Flaczki tygodnia

Od teraz ma być skromniej i bliżej ludu pracującego miast i wsi. A zwłaszcza miasteczek. Taka jest najnowsza linia polityczna zmodernizowanego tuskizmu.

Sztabowcy Donalda Tuska jęli szukać odpowiedzi na pytanie: czemu „efekt Tuska”, czyli wzrost wyborczego poparcia dla Platformy Obywatelskiej zatrzymał się na poziomie 20-25 procent. Atrakcyjnym dla partii opozycyjnej, ale nie formacji marzącej o przewodzeniu opozycji demokratycznej. No i o wygraniu przyszłych wyborów.

Szukali intensywnie gdzie tkwi defekt,hamulec dalszego wzrostu. Wymyślili, że PO powinna przestać już kojarzyć się z partią wielkomiejskich elit. Stać się reprezentacją większości polskiego społeczeństwa. Musi teraz kosmopolityczne ośmiorniczki zamienić na misy z narodowymi pierogami. Wszystkich rodzajów, nawet wege. Ale bez ruskich i leniwych.

PO powinna skończyć ze swym wizerunkiem partii elitarnych mniejszości, a przepoczwarzyć się w partię narodu. Polskiego, ale tego proeuropejskiego. Być głosem tych osiemdziesięciu procent akceptujących unię Polski z Unią Europejską. Ale nie tylko gdańskich samorządowców i warszawskiej profesury, lecz przede wszystkim młodych, wykształconych z Płońska, Radomia, Częstochowy i Krynek pragnących żyć wedle standardów zachodniej Europy.

Dlatego od tej pory każdy parlamentarzysta PO powinien znać aktualne ceny chleba, mleka i jajek na wyrywki. I fajek też nie zaszkodzi, choć samo palenie szkodzi zdrowiu jak najbardziej. Powinien też wiedzieć jak jest w jego okręgu wyborczym z dostępnością do lekarza, autobusu, pociągu i internetu. Nie tylko „białych kresek”. A ściślej do których dostępów jest u niego najtrudniej.

Parlamentarzyści PO, jeszcze niedawno grzmiący o „totalnej opozycji”, muszą teraz stać się statecznymi państwowcami. Nie pluć na godło, drut na granicy, policję na ulicy, a zwłaszcza wojsko polskie. Bo państwo polskie jako takie nie jest złe. To tylko PiS jest zły, bo używa drutu, policji, wojska i państwa polskiego w złej sprawie.

Partia Tuska bierze nowy kurs. Koniec z happeningami posłanki Jachiry, rapem politycznym posła Nitrasa, gonitwami posła Starczewskiego. Koniec z telewizyjnymi popisami bom mot-ciarzy Sienkiewicza,Sikorskiego, nawet marszałka Grodzkiego. Dość medialnego ujadania zasłużonych weteranów, czyli Wałęsy, Frasyniuka,Janasa. Dość już jaj medialnych. Od tej pory PO ma zwyciężyć z PiS swą odpowiedzialnością, rozwagą i godnością osobistą.

Koniec też z nitrasowym „opiłowywaniem przywilejów katolików”. Katolików w Polsce trzeba kochać i szanować, a ich głosy oddane na PO warte są niejednej mszy. Oczywiście krytyka błędów i wypaczeń hierarchów kościoła kat. też jest potrzebna, lecz hasła odwetu wobec społeczności katolickiej to błąd. To jedynie paliwo dla szczujni TVP.

Tusk wie, że w Polsce zawsze zwyciężały partie centrowe. Lewicowo- centrowe i centro- prawicowe. On teraz stawia na centroprawicę. Chce powtórzyć rok 2007. Podzielić scenę polityczną na Polaków– unionistów i polexitciarzy Z PiS. Wygrać na tak stworzonym duopolu,jak w wyborach 2007 roku.

Mądrzeją elity Lewicy. Wygasiły spory personalne, aby skuteczniej przeprowadzić zjednoczenie Wiosny i SLD na październikowym Kongresie. To ważne, bo planowany przez Tuska blok centroprawicowy może być atrakcyjny dla wyborców centrolewicowych. Zwłaszcza jeśli Nowa Lewica nie przedstawi swojego programu V Rzeczpospolitej. Ugrzęźnie intelektualnie na poziomie partii protestów i poprawek do cudzych ustaw.

Zbigniew Siemiątkowski okazał się ostatecznie niewinnym. W 2008 roku polska prokuratura zarzuciła mu przekroczenia uprawnień. Współtworzenia w Starych Kiejkutach, przy ośrodku szkolenia Agencji Wywiadu, tajnego więzienia dla islamskich ekstremistów ujętych przez CIA. Ale minęło tylko 13 lat i prokuratura uznała tamte zarzuty za zupełnie bezzasadne. ”Flaczki” już dawno,dawno temu przewidywały taki wynik. Skoro wyszło na nasze, to teraz znowu będą prorokiem. Świeckim, nie religijnym, bez obrazy. Wieszczą, że znowu minie lat trochę i były szef polskiego wywiadu order od Sojuszników dostanie. Za dawne, bezzasadne rzecz jasna, zarzuty.

Godność koniokrada

„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, zadeklarował pan prezes Kaczyński, a potem nakazał radykalnie podnieść pensje polskiej klasie politycznej.

Kiedy media zaczęły krytykować elity PiS za nepotyzm, załatwianie atrakcyjnych posad w spółkach skarbu państwa dla członków rodzin polityków PiS, pan prezes nakazał swej partii uchwalić potępiającą nepotyzm Uchwałę. Uchwalono ją z wielkim medialnym przytupem. Ogłoszono urbi et orbi.
Oczywiście nepotyzm w PiS nie zniknął. Realizacja uchwały utknęła, bo była ona przeznaczona jedynie dla „ciemnego ludu”. Poza tym każdy w Polsce wie, że „salceson to nie wędlina, a szwagier, zięć, kochanka to nie rodzina”.
W zeszłą środę Komitet Polityczny PiS przyjął uchwałę: ”W sprawie przynależności Polski do Unii Europejskiej oraz suwerenności RP”. Uchwała ma przykryć szczere, spontaniczne wypowiedzi najbliższych współpracowników pana prezesa Kaczyńskiego zachęcających obywateli naszego państwa do opuszczenia Unii Europejskiej.
Przekonać polskich euroentuzjastów, którzy stanowią większość w naszym kraju, że kaczyści nie szykują potajemnego polexitu. A przynajmniej oficjalnie tego nie deklarują.
Ale przysłowiowy PieS jest pogrzebany w drugim członie tytułu Uchwały, czyli w „oraz suwerenności RP”. Pan prezes Kaczyński i jego elity traktują Unię Europejska jako ciało obce. Ale bardzo bogate. Wielki bankomat, jeśli patrzą na UE nowocześnie, albo stajnię pełną rumaków. Jeśli nawiązują do swej „sarmackiej” i „husarskiej” wspólnoty.
Pięć lat temu, 6 września 2016 roku, doszło w Krynicy do historycznej, publicznej debaty prezesa Kaczyńskiego z premierem Węgier Orbanem. Rozmawiali o potrzebie „kontrrewolucji” obyczajowej i moralnej w Unii Europejskiej. O wzmocnieniu tam roli „państw narodowych”.
Pod koniec debaty premier Orban zauważył, że w języku węgierski i polskim jest szczególne określenie kogoś do którego ma się zaufanie, szacunek, przekonanie o jego lojalności. Wtedy mówi się, że „z nim można konie kraść”.
I dodał: „Węgrzy bardzo chętnie pójdą z Polakami konie kraść”. Za co otrzymuje oklaski.
Jednocześnie premier Orban wtedy zaznaczył, że Polska i Węgry nie zawsze mają zbieżne interesy, ale nawzajem sobie ufają. To ogromna wartość. „Nawet między braćmi są różnice”, rzekł wtedy pan prezes Kaczyński i, nawiązując do słów Orbana, zadeklarował: „Możemy konie kraść, mamy taką stajnię z napisem Unia Europejska”. Wywołał tym burzę oklasków.
Niezłodziejskie złodziejstwo
Pan prezes Kaczyński zawsze cenił polityków „grających ostro”, w kontrze do głównego nurtu politycznego. O ostrzej grze wiele razy marzył i nieraz już taką grę praktykował. Pogrywa tak przez ostatnie lata z Unią Europejską, faktycznie Unią Polsko – Europejską.
Pogrywając tak zwykle redukuje naszą Unię do brukselskiej administracji. Do tej „stajni z napisem Unia Europejska”, skąd można „konie kraść”. Wtedy swoje cwaniactwo polityczne i kompleksy drugorzędnego polityka zwie górnolotnie „Wstawaniem z kolan” i „Polityką godnościową”.
Pan prezes i jego elity cynicznie wykorzystują polskie poczucia krzywd doznawane od czasu II wojny światowej. Obiecuje wyciśnięcie pieniędzy nie tylko z dawnych, zachodnich, wiarołomnych sojuszników. Także sutych reparacji od Niemiec. A jeśli oni nie zapłacą, to okradniemy im brukselskie stajnie. Z honorem, bo przecież to złodziejstwo nam się zwyczajnie należało.
Na podobnej zasadzie, stałego przypominania krzywdzącego państwo węgierskie traktatu z Trianon z 1918 roku, premier Orban zbudował węgierską wspólnotę skrzywdzonych przez zagraniczne mocarstwa. Od sześciu lat Orban z Kaczyńskim tworzą wspólnotę dumnych koniokradów, okradających potomków krzywdzicieli ich przodków.
Duma i samotność
W efekcie takiej polityki państwo polskie skłócone już jest ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Z instytucjami Unii Polsko- Europejskiej i Rady Europy. Do tego krytycznego chóru przyłączyła się też administracja USA, reprezentanci rządu Izraela, a nawet ostatnio i Chiny. Jedynie rząd Węgier wysyła gesty solidarnego poparcia. Słownego. Bo na wspólną,czyli antyrosyjską, energetyczną politykę z Węgrami kaczystowski rząd nie może już liczyć. Bo, jak zadeklarował szef węgierskiego MSZ w tygodniku „Do rzeczy”:
„Polityka zagraniczna, a zwłaszcza energetyczna, musi mieć oparcie w faktach. A obecna rzeczywistość Europy Środkowej jest taka, że trasy dostaw pozwalają na przesyłanie dużych ilości gazu wyłącznie z Rosji. Jeśli nie kupimy rosyjskiego gazu, to nie będziemy mogli ogrzewać naszych domów i dostarczać energii dla naszej gospodarki/…/ Do Amerykanów i wszystkich tych, którzy zarzucają nam działanie sprzeczne z bezpieczeństwem narodowym Węgier, mam pytanie: Gdzie są Stany Zjednoczone, kiedy mówimy o eksploatacji gazu w Europie i budowie nowych sieci przesyłowych? Jeśli Amerykanie potrafią wymienić inny gazociąg, z którego mogę czerpać duże ilości gazu, to jestem gotowy. Takiego jednak nie ma.”
Pan prezes Kaczyński lubi grać ostro. Dlatego pozwala swym intelektualistom; Ryszardowi Terleckiemu i Markowi Suskiemu, na radykalne oceny Unii Europejskiej. Liczy,że podgrzewając napięcie zmusi zachodnich liderów do cofnięcia się. Bo Niemców postraszy się zamknięciem polskiego rynku, USA likwidacją TVN, a pozostałych twardą postawą w sporze z prezydentem Łukaszenką. Co będzie kiedy oni też zechcą „zagrać ostro” i tym razem ukarać bezczelnego „koniokrada”?

Gadzinowski w Toruniu

Zapraszamy wszystkich entuzjastów kina w środę 22 września od godziny 13.00 na pokazy filmów wietnamskich w Centrum Sztuki Współczesnej ul. Wały gen. Sikorskiego 13. Przegląd filmów, zorganizowany w ramach VIII Międzynarodowego Kongresu Azjatyckiego, otworzy redaktor Piotr Gadzinowski, reprezentujący tam Stowarzyszenie Filmowców Polskich. Po projekcjach i w trakcie Kongresu redaktor Gadzinowski będzie do waszej dyspozycji.Odpowie na każde pytanie, strapionych pocieszy, spragnionych napoi nawet.

Bigos tygodniowy (paryski)

Z czysto kulinarnego punktu widzenia takie określenie jak bigos, we Francji nie istnieje. Kiszona kapusta znana tu jest jako dodatek do niszowych potraw, ale nie jako potrawa powszednia , do tego w postaci gotowanej i tygodniami podgrzewanej, w dodatkami. Skoro jednak Bigos zjawił się na kilkanaście dni nad Sekwaną (dosłownie, bo ma ja za oknem, choć to pozaparyski odcinek nurtu), to do polskiego bigosu doda francuskie składniki i przyprawy i może wyjdzie z tego coś do konsumpcji .


Masowa imigracja jest tu we Francji coraz bardziej widoczna i dokuczliwa. Na bulwarze Stalingrad jedno wielkie obozowisko, namioty, legowiska, niewyobrażalny brud i bałagan. Ale i na spokojnej dotąd prowincji, choćby w Champagne-sur-Seine, gdzie Bigos mieszka, tłumy imigranckiej młodzieży niemiłosiernie hałasują I wydzierają się całymi wieczorami, wyraźnie podkręcone jakimiś substancjami. Słychać to nawet przy szczelnie zamkniętych oknach. To się kiedyś źle skończy, bo o Francji mówi się, że jest krajem znerwicowanym. Inaczej niż Polska i z innych powodów, ale nie mniej.


W przyszłym roku we Francji będą wybory prezydenckie, tu znacznie ważniejsze niż parlamentarne, odwrotnie niż w Polsce. Wiele na to wskazuje, że będzie powtórka pojedynku z roku 2017 czyli Macron-Le Pen. Jednak pojawił się już trzeci ewentualny kandydat. W odroznieniu od roku 2017, kiedy tym trzecim był komunizujący radykalny socjalista Jean-Luc Melenchon; tym razem będzie nim prawicowy filozof i publicysta Eric Zemmour, autor głośnej książki “Francuskie samobójstwo”. Mimo arabsko-żydowskiego pochodzenia jest on bardziej nacjonalistyczny, francuski i antyimigrancki niż Marine Le Pen. Prezydentem raczej nie zostanie, ale może urwać jej sporo głosów i przyczynić się do reelekcji Macrona.


Ale Bigos widział też kawałek starej, odchodzącej Francji – na egzekwiach pogrzebowych Jean Paula Belmondo w kościele Saint Germain-des-Pres w Paryżu. Komuś w Polsce może się wydać niestosowne umieszczenie tego wątku w satyryzującym Bigosie, że to niby jaja z pogrzebu. Nic z tych rzeczy, spokojna głowa. Tylko w Polsce podchodzi się do tych kwestii tak poważnie. Tu inaczej, na większym luzie. Przybywający na uroczystości celebryci, głównie ze świata filmu, jak Claude Lelouch, Pierre Richard, Jean Dujardin, witani byli przez odgrodzona od przybywających gości i bliskich gawiedź, wśród której był też Bigos, wesołymi oklaskam i z uśmiechem i machaniem na nie reagowali. Najsławniejszy z gości, przybyły ze Szwajcarii bliski przyjaciel Belmonda, Alain Delon zebrał chyba nie mniej burnyje apłodismienty jak sam Nieboszczyk. Oni tu na śmierć reagują lżej niż Polacy, nie tak histerycznie – ot było życie i minęło, nie ma co tragizować. Zaś kościół katolicki bez problemu i bez szemrania wyprawia te pogrzeby tym – przeważnie – ateistom, notorycznym grzesznikom i rozwodnikom, którzy w kościele pojawiają się tylko na pogrzebach kolegów z branży.


O Francji można by długo. Dziś widać, że “stara Francja” z jej wyrafinowana kultura już się kończy, zostały tylko resztki jak ci siwowłosi, pochyleni wiekiem, poruszający się o kulach aktorzy i reżyserzy. I w ogole Francja – widać to gołym okiem – jedzie dziś jeszcze tylko na starych zasobach, ale to już się kończy.


A w Ojczyźnie Bigosu? A w Ojczyźnie Bigosu Czarnek Przemysław toczy kwadratowe jajo swojej, pożal się Boże, “rewolucji konserwatywnej” w oświacie. Ale jak wykazał Jerzy Szacki w swoich klasycznych już, wspaniałych, uczonych “Kontrrewolucyjnych paradoksach”, reakcjoniści i kontrrewolucjoniści nie tylko nie są w stanie na dłuższą metę zatrzymać zmian kulturowych, ale w końcu muszą bronić kolejnych pozycji, które początkowo zwalczali, próbując zagrodzić drogę “jeszcze gorszemu”. Dziś bronią przewagi katolickiego przekazu w szkole, “jutro” będą bronic resztek jej obecności w tejże szkole.


“Pies” bardzo brzydko zasugerował możliwość polexitu w razie gdyby “nie było innego wyjścia” i “polska suwerenność była zagrożona”. Mówił o ewentualności jakichś “drastycznych decyzji”. Nawiązał przy okazji do brexitu, że oni to zrobili i “nic się nie stało”. Bigos od początku ma “Psa” za osobnika bardzo nieprzyjemnego, ale nie pozbawionego inteligencji. Wielka Brytania jest wyspą, odwiecznym, perfidnym Albionem, jest bogata, ma broń atomową, Szekspira, Beatlesów i Micka Jaggera, więc poradzi sobie. Polska, choćby się spinała nie wiem jak, ma przede wszystkim Rosję nad karkiem.


Profesor Marek Belka ostrzega PiS i cały naród polski przed dalszym nakręcaniem inflacji, czym Sułtan Glapa z NBP nieomal się chelpi. Profesor powiada, że jeśli inflacja dojdzie do10 procent, co nie jest niemożliwe, to może wymknąć się spod kontroli.


Na wszystko PiS ma pieniądze, łącznie w najdurniejszymi inwestycjami i szczujnia Kurskiego Jacusia, ale nie na podwyżki dla medyków. Haniebny cynizm.


Kanclerz Angela Merkel, być może najbardziej życzliwa Polsce kanclerz Niemiec w historii, przybyła do PiS-landu z wizyta pożegnalna. Oczywiście dostanie obiad i będzie rytualnie komplementowana. Ale taki już Duduś na czas jej wizyty czmychnął na Śląsk na jakieś durne obchody “Solidarności”. To afront, ale może i lepiej, że się zmył? Bo w skeczu kabaretu Dudek jest taki fragment, w którym Majster mówi do Pomocnika: “Jasiu, chamstwu należy przeciwstawiać się silom i godnościom osobistom. No jak piszesz chamstwo, no jak piszesz chamstwo!? A może i dobrze”. W tej konfiguracji Duduś to oczywiście Pomocnik Majstra.


A na kryzys na granicy polsko-białoruskiej Bigos proponuje wysłanie do Mińska Karczewskiego Stacha, na negocjacje z Ciepłym Aleksandrem. Przecież panowie chyba się polubili. Nooo taaak. Miała już Polska w swoich dziejach na stanowisku marszałka Senatu zdrajców i skorumpowanych, ale nie miała jeszcze idioty.

Flaczki tygodnia

„Pies” pana prezesa obszczekał polskich euroentuzjastów, a czołowy intelektualista PiS porównał Unię Europejską do hitlerowskiej i stalinowskiej okupacji. Dwie głupie wypowiedzi medialnych cyngli pana prezesa Kaczyńskiego sprawiły, że krajowe media, ich Komentariat i polskie elity polityczne zatańczyły w rytm wystukiwany przez panów marszałka Terleckiego i przewodniczącego Suskiego. Idiotyzm mediokracji znów wygrał z merytokracją.

Pan prezydent Duda nie znalazł czasu aby spotkać się z panią kanclerz Merkel. Nie szukał go specjalnie, bo ponoć poczuł się urażony. Bo zaproszenie na spotkanie nie przyszło wystarczająco wcześnie. Bo chciał pokazać swą dumę i głębokie poczucie narodowo- katolickiej suwerenności. W Warszawie złośliwcy rechoczą, że pan prezydent nie znalazł czasu, bo cały czas czeka, przebierając nogami, na zaproszenie od pana prezydenta Bidena. Publiczne już obiecując mu weto wobec „Lex TVN”. Ale prezydent Biden, w przeciwieństwie do pani kanclerz Merkel, dopiero rozpoczyna swe urzędowanie. Ma dużo czasu na to, aby znaleźć chwilę czasu na spotkanie z bezdecyzyjnym politykiem.

Pani kanclerz Merkel nie będzie już kierować Niemcami, ale dalej pozostanie osobą tam, i w Unii Europejskiej też, wielce wpływową. Pan prezydent Duda po zakończeniu swej kadencji będzie miał prezydencką emeryturę.I szansę na przewodniczenie Unii Szkółek Narciarskich. Odrzucenie przez pana prezydenta niemieckiego zaproszenia to zwyczajne działanie na szkodę polskich interesów. A także swojej małżonki – pani Agaty. Miałaby przecież możliwość rozmowy w języku Goethego. I to z bardzo inteligentną osobą. Gatunkiem rzadko występującym w jej obecnym otoczeniu.

Kiedy pan „Pies” wspólnie z panem Suskim ujadali na Unię Europejską, czyli na nas też, w Warszawie protestowali pracownicy służby zdrowia. Chcą reform polskiej służby zdrowia.I pieniędzy rzecz jasna. Pan premier Morawiecki przyjął wobec nich postawę gentlemana. On o pieniądzach nie rozmawia.

Nie chce też o nich gadać pan minister Niedzielski. Pieniędzy nie ma, powtarza,choć ten rząd pieniędzy nie skąpi na katechetów w szkołach, urzędach, wojsku i policji, na szczujnię TVP SA, na „gruntowanie cnót niewieścich”, na podwyżki pensji dla klasy politycznej, na kosztowne i mało użyteczne inwestycje jak przekop Mierzei Wiślanej,Centralny Port Komunikacyjny, elektrownia węglowa w Ostrołęce, odbudowa Pałacu Saskiego, wojna hybrydowa z reżimem Łukaszenki, z Czechami o elektrownię Turów i z Unią Europejską o praworządność.

Elity PiS stawiają płoty i bariery. Z drutu kolczastego i mentalne. Nie wiedzą one, lub nie chcą wiedzieć, że wszystkie imperia w historii, zawsze były różnorodne narodowo, religijnie i kulturalnie. Rzym miał jednolity system prawny,dominujących bogów, rzymskie elity polityczne, państwową armię i sieć dróg, ale miasto Rzym i imperium były mozaiką narodowości, kultur i bóstw. Uważane dziś za najbardziej suwerenne państwo – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jest produktem masowych emigracji. Dawnej i tej współczesnej. W 2021 roku szacowano, że W USA mieszka prawie 333 miliona ludności. Wśród nich hiszpańskojęzyczni Latynosi stanowią już około 70 milionów, czyli ponad jedną piątą ludności. A grupa określana jako Azjaci już około 30 milionów. Niecałe 10 procent ludności. Czarnoskórych Afroamerykanów „Flaczki” nie doliczają, bo przecież oni są od dawna w USA u siebie. Za to Polsce zaś grozi upadek, kiedy przyjmie kilka tysięcy uciekinierów z Afganistanu i Iraku.

Od trzech dekad w całej Europie Środkowo- Wschodniej notuje się niską płodność i brak poziomu zastępowalności. W naszej Europie wskaźnik dzietności wynosi 1,4 dziecka na kobietę. W Europie Zachodniej osiąga 1,8 dziecka. I też nie gwarantuje rozrostu „substancji narodowej”. Na całym świecie wzrost zamożności społeczeństwa przynosi obniżenie poziomu dzietności. Najłatwiej zobaczyć to w Chinach. Tam pomimo kilkutysięcznej tradycji wielodzietności, pomimo zlikwidowania barier w posiadaniu dzieci, poziom dzietności nie wzrósł radykalnie. Chinki nie chcą rodzić dzieci, choć mają lepsze warunki ku temu niż Polki.

Wszystkim, którzy nie chcą się skupiać jedynie na bom motach panów Suskiego i Terleckiego, „Flaczki” podsuwają do czytania niedawno opublikowaną przez Grupę Wydawniczą Foksal książkę Nadava Eyala „Rewolta”. Poświęconą zaburzeniom dotychczasowego globalnego ładu. Wszelkim „izmom”. Populizmom, fundamentalizmom, nacjonalizmom, globalizmom, ekstremizmom. Wojną handlowym, kryzysom migracyjnym i klimatycznym. Autor jest izraelskim, dobrze ustosunkowanym reporterem. Potrafi patrzeć z dystansu małego, ale silnego i aktywnego państwa.

Polecamy książkę Nadava szczególnie polskim narodowym katolikom zapatrzonym w pana ministra Czarnka. Zwłaszcza przytoczone przez Nadava analizy Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Dotyczące poziomów dzietności. Analizy poważne, bo w Izraelu problem dzietności, zwiększenia żydowskiej substancji narodowej jest uważany za priorytetowy. Otóż ci żydowscy mędrcy współpracujący z najlepszymi uczelniami i klinikami w USA, po wieloletnich,przekrojowych badaniach spermy mężczyzn reprezentujących „kraje zachodnie”, zauważyli niepokojące zjawisko. Ilość plemników z „zachodniej spermie” spadła w ostatnim czterdziestoleciu o połowę!
Związane to jest ze szkodliwym wpływem chemikaliów, pestycydów, śmieciowego,przemysłowego jedzenia,palenia papierosów, otyłości. A przede wszystkim stressów. To stressy powodują, że sperma ludzi „zachodu” staje się coraz bardziej nieefektywną. W przeciwieństwie do wyluzowanych, żyjących bliżej natury mieszkańców Afryki. To Afryka pozostanie za kilkadziesiąt lat jedynym kontynentem z wysokim przyrostem naturalnym.

Polityka prowadzona przez PiS oparta jest na stałym wywoływaniu konfliktów, strachów, antagonizmów. Co daje uboczny efekt w postaci wzrostu stressu wśród Polaków. A to skutecznie zabija plemniki w ich narodowo- katolickiej spermie. I tu jest ten pies pogrzebany. Tu mamy rozwiązanie zagadki: Dlaczego Program 500 + nie zwiększył dzietności Polek i Polaków.

Bo pan prezes Kaczyński jedną ręką rozdaje nam nasze pieniądze, a drugą stresuje nas. Morduje nasze plemniki, czyli najmłodsze pokolenie potencjalnych Polaków.

Bigos tygodniowy

Bunt Czerwonych Czapeczek. Otóż Czerwone Czapeczki (albo Bereciki, jak kto woli) ogłosiły bunt w w obronie swojej Przenajświętszej Kasy i wezwały rząd pisiorski do wydatnej pomocy (z budżetu państwa) w odbudowie jej nadwerężonych zasobów. Bigos zna życie, ale nigdy nie widział większych materialistów niż duchowni. Brzmi to jak paradoks, ale tak jest. Oni powinni nazywać się raczej „materialni” niż „duchowni”. Dla nich kasa jest najważniejsza. „Służyć Mamonie, nie Bogu” – takie hasło powinni wywalać na fasadach kościołów zamiast ściemy w rodzaju: „Kto ma Boga, ten ma wszystko” albo „Pan jest pasterzem moim”. Wtedy pozostawaliby w prawdzie. Są oczywiście wyjątki, jak n.p. ksiądz Lemański.


Najsławniejszy dziś wróbel świata mieszka w Pszczynie i jest radnym PiS. To Wróbel Rafał, który w barwnych parasolach zawieszonych nad jedną z pszczyńskich uliczek zobaczył tęczową epifanię diabła LGBT. Może któryś z jego rozsądniejszych kolegów z organizacji powiedziałby mu: „Wróbel, wyluzuj”.


Armia PiS to wcale nie takie stalowe zastępy, jak to próbuje przedstawiać Mariusz Zbrojny. W telewizjach dało się zauważyć, że kilka sekund przed tym, jak wykopyrtnął się drobnej postury poseł Franek z KO, targający wypakowane siaty z produktami przeznaczonymi dla migrantów, ścigany przez przez działających na rozkaz pisowskich urzędasów żołnierzyków, jak długi, tzw. szczurem, wywalił się także jeden ze ścigających. To zapewne nie jedyna oferma batalionowa z pisowskiego zaciągu.


Władysław Frasyniuk, który odmówił przeproszenia za swoje głośne słowa o „watahach psów” i „śmieciach” stwierdził: „Najgorsze, że postawa wielu ludzi z opozycji nie mobilizuje społeczeństwa do większej odwagi, do większej determinacji. Przeciwnie, utrwalają to, że warto się zachować z dużą dawką bezpieczeństwa dla siebie i swoich najbliższych, mówić delikatnie i przepraszająco”.


Nie „Warto rozmawiać” uznał Kurski Jacek, człowiek Don Jaroslao w gmachach przy Woronicza i placu Powstańców Warszawy. Pospieszalski Jan podpadł za podjęcie w swoim programie kampanii antyszczepionkowej, a ogólnie mówiąc za „płaskoziemstwo”. Ale nie to jest tu najciekawsze, bo trudno oczekiwać by zgodzono się na głoszenie tych herezji w telewizji „publicznej”. Najciekawszy jest sposób w jaki Kurski potraktował Pospieszalskiego, w końcu oddanego, gorliwego towarzysza, weterana prawicowo-katolickiej publicystyki. Otóż o zakończeniu współpracy Pospieszalski dowiedział się z mediów, czyli nie można nawet użyć frazy, że mu „podziękowano”. „Nawet komuniści, którzy rezygnowali z naszej obecności na antenie, zapraszali nas do gabinetu i po prostu komunikowali nam to wprost. To, że dowiadujemy się za pośrednictwem mediów, pokazuje skalę zapaści etycznej, w jakiej dzisiaj tkwi prezes TVP Jacek Kurski” – poskarżył się Pospieszalski w wywiadzie. No i co? Warto było być takim gorliwcem, heroldem pisowskiej wspólnoty idei i serca? Uznającym „naszych” za świętych i wspaniałych w odróżnieniu od podłej, bezbożnej sfory lewicowo- liberalnej? Pospieszalski popadł skądinąd nie tylko programem „Warto rozmawiać”, ale też publicznymi wypowiedziami dla prawicowej i propisowskiej prasy, gdzie mówił m.in. o „dryfowaniu” obozu władzy. No i co panie Janie? Jak mówi refren jednej z piosenek z kabaretu Olgi Lipińskiej: „Czy warto było, czy warto było, czy warto było zmieniać rząd?”
 


To co się dzieje w karnowszczyźnie i okolicach, to istny antyamerykański rokosz. Ciekawe czy ukróci to Duduś-Ministrant swoim wetem ewentualnej ustawy antyTVN. To się wydaje zupełnie możliwe, bo Duduś na pewno cierpi na chorobę sierocą z braku kontaktów z Wujkiem Samem Donaldem i na pewno marzy, by Wujek Sam Joe jednak pogłaskał go po łysiejącej łepetynie i powiedział mu: „You are good boy, Andrew”. To jest mu potrzebne do poprawy samooceny i ministranckiej dumy. I dlatego właśnie utrąci „lex antyTVN” polskiemu …ujowi z Żoliborza. Powie mu: „Sorry, Winnetou, ale biznes is biznes”. A co, nie wolno?


Bigos ma pewną słabość do rówieśnika Donalda Tuska, człowieka nie pozbawionego wdzięku i zdolności, ale na tym „Campus Polska” w Olsztynie Tusk znów objawił się jako konserwatywny dziaders, który cierpnie na brzmienie określeń: „prawo do aborcji”, „związki homoseksualne” i na inne tego typu „nowinki”. Świat się zmienił, młodzież olewa dziaderski Kościół kat., który pokazał wszystkie swoje „walory”, przez kraj przewaliły się wielotysięczne demonstracje Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, a Tusk ciągle „i chciałbym i boję się”. Dla niego zawsze jest nie ta pora, za wcześnie, „społeczeństwo nie dojrzało”. Ileż można wyjmować te same żetony? I jak taki konserwus mógł się ulęgnąć na gdańskim podwórku, które niejedno widziało?


„Doszliśmy do tego, że nawet zwykli ludzie o niewielkiej znajomości zagadnień doktrynalnych rozumieją, że mamy papieża niekatolika” – pisze abp Carlo Viganò, komentując motu proprio Traditionis custodes. Więcej, tegoż papieża nazywa „likwidatorem Kościoła katolickiego”. Co w tej sytuacji zrobi osierocony Kościół w Polsce? Ano nic, będzie kontynuował budowę lokalnego, narodowego skansenu. Tak jak dzieje się teraz.


Don Jaroslao z Jarosława Zdobywcy, Konkwistadora z lat 2015 – 2019 zamienił się z Drobnego Ciułacza głosów. Dr Robert Sobiech, socjolog, uważa, że PiS już nie walczy o powiększenie elektoratu, lecz o utrzymanie stanu posiadania i że w kwestii praw i wolności, w tym obyczajowych, PiS jest już „samotną wyspą”, jeśli nie liczyć Konfederacji.


Rządy PiS coraz częściej przypominają działalność gangu Olsena. Jak tamci, zaczynają kolejny genialny plan, a to „dyscyplinowania sędziów”, a to skoku na media, a to kolejny skok na kasę, czyli „polski ład”, a to jeszcze coś innego i każdy z tych misternie przygotowywanych planów kolejno bierze w łeb.

Bigos tygodniowy

Don Jaroslao oświadczył otwartym tekstem, bez owijania w bawełnę, że trzeba zmienić Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, nie z powodu jakiegoś tam wyroku jakiegoś tam Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale dlatego, że działa ona w dużym stopniu nie po myśli PiS. Jednym słowem rozczarowała, nie spełniła pokładanych w niej nadziei, sędziowie w niej zasiadający zawiedli, pomimo że byli starannie, bardzo starannie wybierani.


Szef izraelskiego MSZ Jair Lapid i poseł KO Artur Łącki nieco przesadzili w swoich diagnozach co do intensywnej skali polskiego historycznego antysemityzmu, ale tylko przesadzili, a nie całkowicie minęli się z prawda. W Polsce lat trzydziestych XX wieku co prawda antysemityzm był mniejszy niż w hitlerowskich Niemczech, ale jednak był i to bynajmniej nie marginalny. Sam fakt, że n.p. na Uniwersytecie Warszawskim praktykowano tzw. numerus clausus (czyli ograniczenie liczby studentów pochodzenia żydowskiego) i getto ławkowe świadczy o tym, że antysemityzm istniał i to to także w elitarnych środowiskach inteligenckich i intelektualnych, więc co dopiero mówić o innych, znacznie mniej oświeconych grupach społecznych. W Polsce w skali europejskiej było pod tym względem – powiedzmy – średnio. Niestety, ciężką wadą polskich debat politycznych, także zogniskowanych wokół historii jest czarno-biały, zerojedynkowy model oceny zjawisk. Albo Polacy byli tylko bohaterami, albo tylko łobuzami. A przecież natura rzeczy jest taka, że obficie reprezentowani byli i ci, i ci. Ale taką konstatacją nie da się przeciwnika okładać jak kłonicą.


Inny przykład tego typu, to reakcja PiS i jego propagandy na słowa Tuska o „macierzyństwie”, które bywa udręką. Karnowszczyzna maceruje to od kilku dni, a przecież wiadomo z praktyki życia, że dla pewnej części kobiet macierzyństwo bywa, z różnych powodów, udręką.


„Kasa Misiu, kasa” – tak w języku ludzkim brzmi sens listu Gądeckiego Stanisława, szefa Episkopatu do rządu. Gądecki poskarżył się, że „nowy ład” nie uwzględnia strat finansowych, jakie w czasie locdownów poniósł kler. Gądecki niedwuznacznie daje tym do zrozumienia, że jak nie będzie kasy, to oni zaczną głośno zastanawiać się nad poparciem dla PiS. Niezależnie od tego czy to szczere ostrzeżenie, czy tylko bluff, Don Jaroslao musi to wziąć pod uwagę. Nawiasem mówiąc charakterystyczne jest, że Gądecki upomniał się o interesy Firmy, ale już nie o owieczki ze sfery budżetowej. Interesuje go tylko wypuczone brzuszysko jego i jego ludzi.


W małej wiosce położonej między Zalewem Wiślanym a Bałtykiem, Bigos dojrzał w grupie wycieczkowej składającej się z kilkunastu nastoletnich chłopców takiego jednego, który miał na młodej piersi przyczepione odznaki następującej treści: „Mam to w dupie”, „” i „KON-STY-TU-CJA”.


Dobrze byłoby, gdyby układający pytania dla sondażowni czasem pomyśleli, zanim coś wymyślą. Ostatnio pokazał się sondaż, w którym zapytano respondentów o poparcie dla sił politycznych według kryterium „spełniania obietnic wyborczych”. Trzecie miejsce z wynikiem 15 procent zajął ruch Hołowni. A jak długo ten ruch Hołowni rządził i jakie obietnice spełnił? Ciekawe…


Porucznik Karnowski Michał, jeden z liderów karnowszczyzny czyli korpusu propagandy PiS poinformował, że Don Jaroslao w „dobrym humorze pojechał na wakacje, bo jest pewien, że odzyskał większość w Sejmie”. Usłużni dworacy zawsze są najlepiej poinformowaniu o humorze, i apetycie swoich panów.


Aktorzy Przemysław Pazura i Dorota Chotecka ogłosili coming out. Oświadczyli, że trzecią osobą w ich małżeństwie jest Jezus Chrystus. Ja sobie wypraszam poniewieranie dobrego imienia Jezusa fake newsem sugerującym, że połaszczył się On na udział w banalnym trójkąciku jak z francuskiej farsy erotycznej. Tym, którzy są wrażliwi na obrazę uczuć religijnych (art. 196 kk) sugeruję zawiadomienie prokuratury.


15 września w Sejmie ma zostać złożony wniosek o odwołanie marszałkini Witek Elżbiety (pseudo artystyczne Reasumpcja), w związku z jej manewrami przy uchwalaniu Lex TVN. Obecnie trwają pozakulisowe negocjacje opozycji, przy udziale Konfederacji, aby wybrać na tę funkcję kogoś, kto będzie do zaakceptowania przez wszystkich. Na giełdzie pojawiają się różne nazwiska kandydatów, ale dopóki nie będzie znany wynik głosowania to mamy do czynienia z przysłowiowym wróżeniem z fusów.


Trwa kryzys na granicy polsko-białoruskiej. W szczerym polu i lesie siedzi grupa kilkudziesięciu mężczyzn i kobiet o tak naprawdę nieustalonej narodowości, którzy deklarują chęć wejścia do Polski i ubiegania się o ochronę międzynarodową. Polscy pogranicznicy, wspierani przez wojskowych, działający na rozkaz przełożonych, wejście do Polski im uniemożliwiają. Konia z rzędem temu, kto wie jak się ta historia skończy, a racje prezentowane przez stronę rządową, twardo odmawiających ich przyjęcia, jak się wydaje, znajdują poklask w naszym społeczeństwie. Postulaty głoszone przez Lewicę czy Koalicję Obywatelską, wzywające do wpuszczenia migrantów na terytorium RP i wdrożenia procedur, wynikających z obowiązujących przepisów, są zdecydowanie mniej popularne. Niestety, na tej narracji PiS ugra kilka punktów, tylko ludzi żal.


„PiS zabrudził polski mundur, gdy wysłał wojsko, by osłaniało nieludzką ekshumację ofiar smoleńskich, wbrew woli rodziny. Teraz znowu, gdy zamaskowana straż blokuje akcję humanitarną. Oczyścić polski mundur z PiS-u.” – oświadczył Janusz Lewandowski. Ale przecież PiS ma swoją konkretną personalizację. PiS, to okrutny Don Jaroslao we własnej osobie. U podstaw tego, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej jest jego szaleństwo i okrucieństwo.

Frankistowscy przyjaciele prezesa

Na początku lipca Jarosław Kaczyński podpisał deklarację o przyszłości Unii Europejskiej z ugrupowaniami skrajnej prawicy m.in. postfaszystowską Ligą Północną Matteo Saliviniego, francuskim Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen i węgierskim Fideszem Victora Orbana.

„Nie chcemy rewolucji, które przyniosą radykalne ograniczenie wolności” – ogłosił prezes PiS zgodnie ze znaną narracją w której agresorzy stają się ofiarami. Wśród wspierających znaleźli się również przedstawiciele hiszpańskiej Partii Vox – w Polsce mniej znanej, a zdecydowanie najbardziej radykalnej w tym gronie.
Od momentu śmierci Francisco Franco i obalenia dyktatury, hiszpańska skrajna prawica nie miała łatwego życia. Przez 40 lat konserwatyści z Partido Popular (PP) organizowali polityczne emocje po prawej stronie. Globalny kryzys finansowy, kolejne reformy socjalistów, pojawienie się lewicowego Podemos, wszechobecna korupcja i PP – wszystko to sprawiło, że powstała przestrzeń dla czegoś nowego i radykalnego. Wybory regionalne w Andaluzji (2018) przyniosły ciosy Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) i wyniosły do władzy koalicję konserwatystów i liberałów. Ale prawdziwym wygranym okazał się Vox – to od ich poparcia zależy trwanie andaluzyjskiego rządu. To moment przełomowy: skrajna prawica wprowadziła reprezentację do regionalnego parlamentu i pomogła stworzyć większość rządzącą. W 2019 politycy Vox weszli również do parlamentu krajowego a w powtórzonych wyborach pół roku później udało im się podwoić mandaty.
Co w tym dziwnego? Konserwatyzm, nacjonalizm, katolicyzm, wolny rynek: europejska polityka jest pełna podobnych ugrupowań. Z tym że Vox jest inny. Nie tylko ze względu na gloryfikację frankizmu. Vox odrzuca federalistyczną wizję państwa z autonomicznymi regionami i uznaniem istnienia mniejszych narodowości jak Baskowie czy Katalończycy. Zamiast tego oferuje silną władzę centralną i eksponowanie tylko jednej, hiszpańskiej tożsamości. Niepokoje w Katalonii spowodowały wzmocnienie ekstremistów. W czasie gdy kruchy rząd PSOE-Podemos próbował utrzymać kraj w ryzach oferując drobne ustępstwa i politykę ugłaskiwania (premier Pedro Sanchez zaoferował nawet ostatnio amnestię liderom katalońskich seperatystów, jednocześnie odrzucając naciski na referendum niepodległościowe), politycy Vox podgrzewali nastroje przed wyborami w zbuntowanym regionie. W lutym tego roku frankiści zdobyli 7.7 proc. i 11 mandatów w katalońskim parlamencie. Celem Vox na szczeblu centralnym jest całkowite zamknięcie dyskusji o autonomicznych regionach – nawet kosztem policyjnych i wojskowych represji. Nic dziwnego, że znany historyk Xavier Casals określa VOX mianem „ultranacjonalistów”
Ale określenie „nacjonalizm” nie wyczerpuje definicji nowych graczy hiszpańskiej polityki – jest w tym wszystkim również głęboki szowinizm i ksenofobia. W maju tego roku lider partii Santiago Abascal nazwał muzułmanów zamieszkujących północnoafrykańską enklawę Ceuta „piątą kolumną”. W 2019 roku twierdził, że 70 proc. zbiorowych gwałtów to dzieło cudzoziemców (to nieprawda). W trakcie majowych wyborów w Madrycie na ulicach pojawiły się plakaty skierowane przeciwko imigrantom zarobkowym, powielające rasistowskie stereotypy (propaganda ta prezentowała młodych muzułmanów jako niebezpiecznych przestępców). Hiszpański sąd uznał, że te materiały nie naruszają przepisów prawa. Jednak ksenofobiczny przekaz nie pozostaje bez konsekwencji: 13 czerwca 37-letni marokańczyk Younes Bilal został zastrzelony w barze przez mężczyznę wykrzykującego rasistowskie hasła. To nie jest odizolowany przypadek; w ostatnich miesiącach nastąpił wysyp ataków na tle ideologicznym.
To co odróżnia Vox od podobnych ugrupowań z Francji, Szwecji czy Włoch, to jeszcze bardziej konserwatywna linia w kwestiach społecznych. Vox to partia wroga społeczności LGBT, skrajnie katolicka i antyfeministyczna. Przemoc wobec kobiet to w Hiszpanii wstydliwy problem, a ideologia machismo ma się dobrze. Pierwsze trzy miesiące lockdownu przyniosły 58 proc. wzrost zgłoszeń przemocy domowej w porównaniu poprzednim rokiem. W roku 2003 socjalistyczny rząd wprowadził bogate ustawodawstwo antyprzemocowe, wzmocnione w roku 2017 (pro-kobiece rozwiązania poparła nawet prawica z PP). Zmiany (min większe finansowanie wsparcia systemowego i specjalna procedura sądowa dla sprawców przemocy) przyniosły efekt – liczba kobiet zamordowanych przez swoich partnerów spadła z 76 w roku 2007 do 45 w 2020. Cofnięcie tych reform i „powrót do tradycyjnych wartości” to jeden z głównych celów Vox. Ultraprawicowi politycy lubią mówić o „dyskryminacji mężczyzn”, zaprzeczać istnieniu przemocy wobec kobiet i tworzyć wrażenie socjalistycznego spisku (jedno z haseł brzmi #StopFeminazis).
Również ataki na „ideologię LGBT” przynoszą krwawę żniwo. Kilka tygodniu po ataku na Younasa Bilala miała miejsce tragiczna w skutkach napaść na 24-letniego aktywistę społeczności LGBT+. Liczba ataków rośnie i są one coraz brutalniejsze. Podobnie jak w przypadku dyskusji o uchodźcach i imigrantach, tutaj również media głównego nurtu przyczyniają się do legitymizowania poglądów i postaw uznawanych dotąd słusznie za ekstremistyczne. Jak zauważa Raúl González z Fundacji Triángulo: Wcześniej obrażanie nas było politycznie niepoprawne. To było dla nich krępujące. Teraz, dyskutujesz o czymś, o problemie w Katalonii na przykład w mediach społecznościowych i nagle ktoś mówi „zamknij się pedale”.
Vox korzysta ze społeczno-ekonomicznego tąpnięcia, który dotknęło Hiszpanię po kryzysie roku 2008 i pod pewnymi względami trwa nadal. W rekordowym 2013 (rok powstania Vox) bezrobocie wyniosło 26 proc (obecnie blisko 15 proc). W czerwcu 2021 blisko 35 proc. mężczyzn poniżej 25 roku życia pozostawało bez pracy. Vox wyzyskuje zrozumiałe obawy materialne młodych mężczyzn, łącząc je z internetową kulturą incelską doprawioną typową iberyjską kulturą macho (badania wskazują, że typowy wyborca skrajnej prawicy to mężczyzna w wieku 35-45 lat). I to właśnie ten drugi czynnik jest tu dominujący.
Ten dogodny kontekst kulturowy i polityczny sprawia, że w przeciwieństwie do podobnych ugrupowań z Europy Wschodniej Vox nie musi posiłkować się pozorami polityk pro-społecznej. To ugrupowanie zdecydowanie neoliberalne, darwinistyczne, antyrządowe i indywidualistyczne, z prymatem emocji i ideologii. Liczne analizy wskazują, że Vox to najbardziej zakłamane ugrupowanie w hiszpańskiej politycy. Postfrankiści mówią swoim wyborcom dokładnie to, co ci ostatni chcą usłyszeć – fakty nie mają najmniejszego znaczenia. Pod tym względem przypomina Konfederację, choć przekaz hiszpańskiej prawicy jest o wiele bardziej radykalny.
Co typowe dla podobnych ugrupowań, ekstremalna powłoka udająca polityczną niepoprawność skrywa eklektyczny elektorat, z czego tylko część określa sama siebie mianem skrajnej prawicy. Odnajdziemy tu zarówno ludzi tęskniących za starym światem tradycyjnych ról społecznych, jak i fanów państwa prawa i porządku, osoby zmęczony ciągłą dyskusją o regionalnych autonomiach, przeciwników Unii Europejskiej, pro-pandemików, zwolenników trumpizmu, frankistów, neofaszystów, przedsoborowych katolików, krytyków feminizmu, obcych kultur, tzw. poprawności politycznej i szeroko pojętej lewicy. Widać również silne akcenty neoliberalne (każdy jest kowalem własnego losu, ludzie leniwi i ‚cudzoziemcy „przejadają” nasze podatki). W świecie Vox ultra kapitalizm i władza elit to nie problem, a rozwiązanie. Pod warunkiem że te elity są „nasze”.
Ciekawe badania na blogu London School of Economics mówią sporo o tym, kim są wyborcy i wyborczynie VOX.
Natywizm jest wyraźnie główną ideologią Vox. Jednakże, ugrupowanie posługuje się retoryką populistyczną, z odniesieniami do przeddemokratycznej Hiszpanii. Przedstawia hiszpańskie społeczeństwo jako podzielone na dwie homogeniczne i antagonistyczne grupy: moralnie sprawiedliwą i cnotliwą La España viva (Hiszpania żywa) i moralnie skorumpowaną La Anti-España (Anty-Hiszpania).
Faktycznie, natężenie „alternatywnych faktów” (inaczej – kłamstw) i dzielenie bazy wyborczej na „naszych” i „innych” to główne wyznaczniki strategii Vox. Brzmi znajomo?
Podobnie jak przy podobnych ugrupowaniach w innych państwach, wyborcami Vox są zazwyczaj mężczyźni, którzy identyfikują się z prawicą i są niezadowoleni z funkcjonowania demokracji. Znajdujemy niewiele dowodów na to, że wsparcie VOX jest napędzane przez ekonomicznie „pozostawioną” lub „rozczarowaną” klasę robotniczą. Wyborcy Vox’a zwykle pochodzą z wyższego krańca dystrybucji dochodów, mają ponadprzeciętny poziom wykształcenia i są również stosunkowo młodzi.
Wedle najnowszych badań opinii Partido Popular wyprzedziła rządzące PSOE, a skrajna prawica z Vox ustabilizowała swoje poparcie na wygodnym poziomie 15 proc. To oznacza, że po kolejnych wyborach będziemy świadkami skrajnie prawicowej koalicji rządowej. To byłby pierwszy tego typu rząd od upadku dyktatury i z pewnością znajdzie sojusznika w skrajnej prawicy znad Wisły (w roku 2023 sytuacja w Polsce będzie już znana, a odpowiednikiem koalicji PP-Vox byłby sojusz PiS-u i Konfederacji). W Hiszpanii pojawi się ryzyko obudzenia dawnych demonów wojny domowej i ideologicznych pasji, nieznanych od dekad. Straci na tym wiele grup – kobiety, imigranci, muzułmanie, biedni, lewicowcy, liberałowie, związkowcy, ateiści, osoby LGBT… lista jest bardzo długa.

Flaczki tygodnia

Szczyt światowego nieszczęścia? Trafić na katoli uciekając przed talibami.

Od ponad dwóch tygodni w Usnarzu Górnym na granicy polsko – białoruskiej koczuje 32-osobowa grupa uchodźców. Wśród nich są kobiety i 15-letnia dziewczyna. Od strony polskiej przeganiają ich ku Białorusi funkcjonariusze Straży Granicznej, wzmocnieni przysłanym przez MON wojskiem. Powrotu na Białoruś bronią tamtejsi funkcjonariusze wojskowo
– policyjni.

To jest „brudna gra Łukaszenki i Kremla”, tak uzasadnia działania straży granicznej i wojska szef MON pan minister Mariusza Błaszczaka. Apeluje do lewicowych posłów opozycji, którzy zawieźli pomoc dla uchodźców,aby się opamiętali i nie byli „pożytecznymi idiotami” białoruskiego reżimu.

To jest wojna. Hybrydowa. Demokratycznie wybranej ekipy pana prezesa Kaczyńskiego z uzurpatorem Łukaszenką. Polskiego „Prawa i Sprawiedliwości” z białoruską „brudną grą”. Wojna o honor, Boga, i szczelność granic naszej Ojczyzny. Tak powtarzają elity PiS.

Ta wojna ma pokazać uzurpatorowi Łukaszence i wrażemu Putinow, kryjącemu się za plecami białoruskiego dyktatora, niezwykłe zdeterminowanie i wielką siłę polskiego oręża. Na pohybel białoruskim miękiszonom! I ruskim też,dodają już ciszej.

Niestety kiedy polska straż graniczna i wojsko prężą swe muskuły, aby ostatecznie rozwiązać problem uchodźców, aby skutecznie zniechęcić wszystkich uciekających przed islamskim terrorem do kierowania się ku narodowo – katolickiej Polsce, trzydzieści ludzkich istnień ciągle koczuje w leśnym błocie. Bez opieki lekarskiej, ciepłej strawy, skutecznej pomocy prawnej. Koczują tylko dlatego, że zostali przez sztabowców PiS wyznaczeni do roli barykady w urządzanym przez PiS teatrze politycznym. Stali się ofiarami kampanii wyborczej prowadzonej przez PiS.

Bez wątpienia władze białoruskie w odwecie za sankcje Polski i Unii Europejskiej organizują przerzuty uchodźców z Afganistanu i terenów Bliskiego Wschodu do graniczących z nią państw Unii Europejskiej. I czynić tak będą. Wszystkie z tych państw, także Polska, okazały się nieprzygotowane na taką „brudną grę”. Choć elity PiS straszą nas wizją najazdem uchodźców już od 2015 roku. Straszą i jednocześnie nic nie robią w celu rzeczywistego, systemowego uszczelnienia granic. Straszą, ale pomimo sześciu lat swych rządów nie potrafiły stworzyć polityki migracyjnej państwa polskiego. Widać same wcześniej nie wierzyły w te uchodźcze strachy. Kreowane je jedynie na potrzeby oszukiwania „ciemnego ludu”, czyli swych Wyborców.

Kiedy uchodźcy, wspierani przez białoruskie służby, zaczęli liczniej przechodzić wschodnią polską granicę, władza PiS zareagowała, zgodnie z interesem władz białoruskich. Polskie wojsko pozbierało emigrantów, którzy już weszli do Polski, zapakowało ich do wojskowych samochodów i wywiozło z powrotem na granicę. Aby przepędzić ich do Białorusi. Na białoruską granicę skierowały dodatkowo zmobilizowane wojsko, postawiły zasieki z drutu kolczastego.

Dzięki temu białoruska państwowa telewizja, i rosyjskie telewizje też, mogą wreszcie pokazywać relacje udowadniające, że w Polsce, czyli w Unii Europejskiej, panuje jeszcze większy zamordyzm niż w Białorusi i Rosji. Bo tam uchodźców, jak świń, jeszcze w błocie nie trzymają. Traktowanie uchodźców jak zarażonych zwierząt w Polsce budzi w świecie liczne wspomnienia. Silnie eksploatowane w mediach, nie zawsze Polsce przychylnych. Obrazy przerzucanej przez kordon polskiej Straży Granicznej żywności dla uchodźców uwięzionych w Usnarzu Górnym, łączone są ze zdjęciami dokumentującymi przerzucanie ponad hitlerowskimi kordonami chleba dla Żydów zamkniętych w gettach polskich miastach. Zdjęcia koczujących w błocie uchodźców łączy się w mediach ze zdjęciami wydalonych z III Rzeszy w 1938 roku Żydów. Koczujących potem na ówczesnej granicy polsko – niemieckiej w Zbąszyniu, też wtedy nie wpuszczanych do
II Rzeczpospolitej.

Tak to panowie ministrowie Błaszczak, Kamiński, Wąsik niczym bezmyślne mięśniaki tańczą w rytm mińskiej i kremlowskiej muzyczki. To oni są faktycznie „pożytecznymi idiotami” prezydentów Łukaszenki i Putina.

W czasie kiedy rząd PiS pod przewodem pana Kaczyńskiego, wicepremiera ds. bezpieczeństwa, broni granic IV Rzeczpospolitej przed trzydziestką uchodźców przy pomocy zmotoryzowanych oddziałów straży granicznej i wojska, ten sam rząd szczyci się ratowaniem uchodźców z Afganistanu. Po których wysyła specjalne samoloty. Koszty przywożenia uchodźców afgańskich do Polski władze i propagandziści PiS uzasadniają imperatywem moralnym. Obowiązkiem pomocy wyznawcom Allacha, którzy splamili się u siebie kolaboracją z wojskiem polskim. Naszym sojuszników podczas wojny. Okazuje się, że najlepszą wizą wjazdową do Polski jest wcześniejsza tam wojna z udziałem wojska polskiego. I kolaboracja z polskimi
okupantami.

W ramach konstruktywnej krytyki „Flaczki” podsuwają władzy PiS,bezpłatnie, skuteczne i honorowe rozwiązanie usnarzskiego węzła gordyjskiego. Niech władze zapakują uchodźców z Usnarza do samolotu lecącego do Kabulu. Leci przecież tam w jedną stronę pusty. Potem na kabulskim lotnisku mogą oni poprosić o wizy humanitarne. Dostaną je w każdym praworządnym państwie UE. I potem będą mogli legalnie do UE przybyć. Nawet polskim samolotem,o ile nie będą bali się do niego wsiąść.

Wielkim nieszczęściem jest trafić na polskich katoli uciekając przed talibami.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
Suplement do ewangelii.

Miałaś szczęście Maryjo, miałeś szczęście Józefie
i Jezusa Bóg szczęściem obdarzył,
bo na drodze z Betlejem do Egiptu Wam przecież,
nie postawił nikt Granicznej Straży.
Oj inaczej by dzisiaj ewangelie się miały,
inne pewnie w nich byłyby słowa,
gdyby Waszą wędrówkę przez pustynię przerwały
drut kolczasty i broń maszynowa.
Gdyby o tej wędrówce decydować miał wtedy,
rząd, co rządzi obecnie w Warszawie,
to na pewno niejednej Wam napytałby biedy,
zanim zniknąłby w wiecznej niesławie.
Wątpię wręcz czy w ogóle ktoś wspominać by raczył,
że gdzieś leżą na środku pustyni,
otoczone drutami przez bezdusznych siepaczy,
święte szczątki umarłej Rodziny.

dr Ryszard Grosset

Bigos tygodniowy

Duduś Ministrant, wręczając dymisję Gowinowi palnął mu przy okazji umoralniającą gadkę rekolekcyjną, a ten musiał tych rekolekcji wysłuchać. Jednocześnie publicznie odmówił mu rozmowy w cztery oczy. Bigos nie przepada za Gowinem, ale musi przyznać, że po prezydenckiej połajance, zachował się on z większą klasą niż Niezłomny.


Duduś podpisał nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego, którą uporządkowano kwestie związane z przedawnieniem. Mniej więcej chodzi o to, aby nie można było obalać w nieskończoność wydanych w przeszłości decyzji administracyjnych. Niby rzecz niewinna, ale Izrael uznał, że zagrożone są interesy jego obywateli, którzy nie będą mogli dochodzić swoich roszczeń. I odwołał bezterminowo z Warszawy chargé de affairs, poradził polskiemu ambasadorowi, żeby się nie śpieszył z powrotem z urlopu, sugerując że ciąg dalszy nastąpi.


„Idź złoto do złota” – głosi stare powiedzenie. Im wyższa inflacja, tym więcej złota w TVPiS, gdzie z lubością pokazują kamerą długie pasaże jakiegoś skarbca, w którym piętrzą się sztaby złota, góry złota, na których siedzi Glapa. Cóż z tego ma Polaczek – szaraczek? Ano nic, inflacja szaleje, ceny galopują, a niektórzy specjaliści od ekonomii wręcz twierdzą, że jesienią będzie gorzej czyli drożej.


„Polska 2021 roku nadal jest w cieniu Okrągłego Stołu. Jeszcze nie wyszła z postkomunizmu, a już dorwała ją lewacka współczesność. Jeszcze nie zbudowała niepodległościowych mediów, a już została zalana niemieckim kapitałem, jeszcze nie wychowała nowych elit, a już śmiałości i buty nabrali ludzie PRL-owskiej władzy. Oprócz wniosków, by mocniej rozwijać zasoby obozu propolskiego, może warto też docenić, że ten propolski Dawid nadal nieźle sobie radzi lewicowo-liberalnym Goliatem?” – napisał Maciejewski Jakub, jeden z ludzi karnowszczyzny.


Adamski Łukasz, krytyk filmowy, nawiązując do sceny z „Lotnej” Andrzeja Wajdy, w której ksiądz w sutannie jedzie na koniu powiedział, że „postać księdza nieodłącznie związana jest z polskością”. Ale to było w 1959 roku. Dziś ksiądz jest w Polsce częściej kojarzony z innym słowem zaczynającym się na „p”, czyli z pedofilią.


„Od wolnościowca do reżimowca”, to najłagodniejsze określenie, jakie skierowano do Kukiza po jego głosowaniu z PiS w sprawie TVN24. Janusz Panasewicz, który nagrał z nim kiedyś płytę zwrócił się do Kukiza: „Ty gnoju”. Droga Kukiza przypomina drogę Terleckiego Ryszarda od hippisa do wicemarszałka Sejmu PiS. W „Słudze bożym” Erskine Caldwella pada pytanie: „Kim ty w końcu jesteś, kaznodzieją czy alfonsem?”. Nawiasem mówiąc Bigos obstawia taki wariant na przyszłość, że stary wyga Don Jaroslao zrobił „zawsze artystę” (jak o nim powiedział) w balona i za jakiś czas Kukiz, gdy otrzeźwieje, odwinie się i zasoli mu z hukiem solidnego kopa. I będzie skowyt i skomlenie. Tego rodzaju chore alianse oparte na resentymentach tak się często kończą.


„Reasumpcja wyborcza” (określenie Piotra Zgorzelskiego) – to może być najgroźniejsza postać metody forsowania swoich zamiarów, jakiej jęło się PiS po utracie stabilnej większości w Sejmie. Najprościej – gdy głosowanie sejmowe czy wyborcze nie pójdzie po myśli PiS, na zarządzenie Elżbiety Reasumpcji Witek będzie powtarzane aż do osiągnięcia zadowalającego rezultatu.


„Jestem przekonany, że PiS jako formacja rządząca należy już do przeszłości. Dlatego najważniejsze dla mnie pytanie dotyczy stanu opozycji. Na ile będzie ona przygotowana do przejęcia władzy. Na ile przemyśli błędy III RP – nie tylko katastrofalne skutki – ale też źródła sukcesów, społecznego poparcia dla PiS” – rzecze Aleksander Smolar.


W „Salonie Dziennikarskim” karnowszczyzny Józef Orzeł powiedział o zmarłym biskupie Hoserze, że w czasie rozmowy z nim (o filozofii) biskup podpisywał jakieś dokumenty. Czyli – jak genialny Napoleon dyktujący naraz kilka rozkazów. Nawet Orzeł, niezły mózgowiec, gdy mówi o biskupie, to przyjmuje pokorną postawę wiejskiej parafianki. O mobbingu Hosera w stosunku do księdza Lemańskiego – ani słowa.


Duduś najpierw podpisał ustawę o budowie Pałacu Saskiego, a potem dud-nił te swoje patetyczne kocopały z tandetnymi minami á la duce na fecie z okazji 15 sierpnia. Diełał zawoalowane aliuzje, że może nie podpisać „lex TVN”, czyli znów odstawiał Niezłomnego. A w końcu zrobi to, co mu nakaże Ojciec Chrzestny, Don Jaroslao. Poza tym tego dnia Duduś ostro odrabiał ministranturę, klękał i żegnał się krzyżem jak najęty.


A propos odbudowy Pałacu Saskiego. Tak czysto teoretycznie, to Bigos nie byłby przeciw, gdyby nie obawa, a raczej pewność, że zacznie się od mnóstwa lukratywnych synekur dla pisiorów i ich rodzin, jak w Baranowie. Uwłaszczyli się już na wszystkim, teraz uwłaszczą się na Pałacu Saskim. Poza tym planowany koszt budowy trzeba będzie przemnożyć przez dwa, a ważniejszych wydatków, choćby na renowację prawdziwych zabytków jest mnóstwo.


Czarnek Przemysław już grozi, że chce ręcznie sterować polityką kadrową na uczelniach. Oświadczył w TVPiS, że dr Maciej Borkowski z UAM w Poznaniu, który źle się wyraził o Kukizie, „nie będzie na tej uczelni pracował”. Hola, hola, wolnego Czarnek, to nie twoja kompetencja. Ręce precz. Nic ci do tego.


W programie Marcina Mellera „Drugie śniadanie mistrzów” w TVN 24 Agnieszka Wiśniewska z Krytyki Politycznej powiedziała, że brak podpisów dziennikarzy lewicowych pod listem w obronie stacji wziął się z tego, że kilka tygodni temu przejechała się ona brutalnie walcem po Lewicy. Chyba ma rację.