Flaczki tygodnia

Motto:
„Kurwa, tacy sami ludzie jesteśmy i tacy sami jak ci z Platformy czy w SLD. Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś i tylko różnimy się szefami./…/ Kaczyński dla mnie to jest wzór”. Tako rzekł Janusz Czyż, ideowy „kaczysta”, dolnośląski działacz PiS podczas partyjnej debaty programowej.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią nam życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Trwa Narodowego Planu Szczepień. Narodowy pan minister Dworczyk zapewnił, że wszystkie osoby, które otrzymały pierwszą dawkę, dostaną też drugą, nawet ci krytobiorczy celbryci, a harmonogram NPS zostanie utrzymany, choć będzie zmieniony. Tym razem winny jest koncern Pfizer, który zmniejsza dostawy aby je zwiększyć. Znowu wiemy, że wiedzieć wszystkiego nie będziemy.

Starsza generacja znów zachwyciła młodzieńczym wigorem. Już w chwilę po ogłoszeniu godziny „R”, kupą ruszyła rejestrować się na rządowej Infolinii i w pobliskich placówkach medycznych. Czym szybko zablokowała Infolinię i placówki. Dowiodła też skuteczności kampanii promocji szczepionek firmowanej w TVP info przez celebrycki duet Janda- Miller.

Jeszcze nie zaszczepionych i niezarejestrowanych gapiszonów „Flaczki” pocieszają. Cały ten rumor i kolejki, to robota jedynie 2/3 mieszkańców Polski, którzy chcą się szybko zaszczepić. Kiedy oni dawki przyjmą, to tłok szybko się skończy. Błogosławieni cierpliwi. Byle do wiosny, do jesieni pewnie.

Pierwszą „Konfederację Barską” zawiązała konserwatywna i patriotyczna szlachta w 1768 roku na Podolu. Drugą „Konfederację barską” zawiązano teraz na Podhalu.
Zawiązali ją ubożejący właściciele barów, restauracji, hoteli oraz inni przedsiębiorcy z branży gastronomiczno- turystycznej. Ogłosili swe przedsiębiorstwa strefami wolnymi od władzy warszawskich salonów PiS. Zaczęli otwierać swe bary i restauracje nawet za cenę interwencji policji, kar finansowych i gróźb wykluczenia ich z puli obiecanej przez rząd pomocy finansowej.

Zwłaszcza, że oni w skuteczną pomoc rządową oni już nie wierzą. A zarzuty łamania prawa odpierają licznymi przykładami łamania prawa przez elity PiS. Skoro pani minister Emilewicz i jej rodzina mogą bezczelnie kłamać i łamać prawo, to czemu nowi konfederaci barscy muszą dalej prawa przestrzegać?

Jest fundamentalna różnica między łamiącymi prawo konfederatami barskimi a Kaczyńskim, Szumowskim, Sasinem, Emilewicz, Czarnkiem i innymi prominentami Zjednoczonej Prawicy?
Konfederaci łamią prawo by przeżyć, a elity PiS aby sobie dostatnio i wesoło żyć.

Krajowa Rada Sadownictwa odwołała pana sędziego Leszka Mazura z funkcji jej przewodniczącego, a z prezydium KRS i funkcji rzecznika prasowego Rady odwołano pana sędziego Macieja Miterę. Głosowania odbyły się w trybie tak tajnym, że obaj odwołani w głosowaniu nie uczestniczyli.
Jako oficjalny powód ich odwołania podano „utratę zaufania”.

Tak naprawdę tajni radcy z KRS przestali „ufać” panu Mazurowi, bo udostępnił on mediom protokoły z obrad komisji KRS. Wynikało z nich, że niektórzy członkowie Rady zarabiali na podwójnych dietach. Zamiast pracować w dniach, gdy Rada zbierała się na posiedzeniach, to spotykali się w innych dniach, zwykle krótko i zdalnie. Dzięki temu zamiast jednej diety za posiedznie, około tysiąca złotych, były im wypłacane dwie diety. Bo oni zapewne też wyznają podstawowy dogmat kaczyzmu – „
Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”.

Krajowa Rada Sądownictwa, zobowiązana strzeżenia niezależności sądów i niezawisłości sędziów, istnieje od 1989 roku. Obecna KRS, wybrana w kwietniu 2018, postrzegana jest przez większość środowisk prawniczych w Polsce i na świecie jako gremium nielegalne. Wybrane aby umożliwić elitom PiS przejęcie kontroli na władzą sądowniczą.
Takim oskarżeniom zaprzeczają prominenci PiS. Wedle ich deklaracji nowa KRS ma zreformować polskie sądownictwo i ograniczyć finansowe nadużycia „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”.

Trzy lata działalności nowej KRS minęły. Sądownictwa nadal nie zreformowano. Przeciwnie z rok na rok jest coraz gorzej. A teraz okazuje się, że wybrani przez salony PiS „tajni radcy” okradają nas jak tylko mogą.

Pan prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński obwinił zagraniczne firmy oraz unijne regulacje klimatyczne za to, że inflacja w Polsce stała się „nieprzewidywalna”. I w minionym roku utrzymywała się powyżej przewidywanej przez NBP.
Pomimo „nieprzewidywalności” pan prezes zapewnił, że obawy o nadmierny wzrost inflacji w Polsce są nieuzasadnione. Przeciwnie, grozi nam inflacja zbyt niska.

Pan prezes Glapiński ogłosił też, że NBP posiada już dużą część zapasu gotówkowego w banknotach 500-złotowych. Bo w czasie pandemii takie banknoty były „bardzo akceptowane” i dlatego od marca 2020 liczba ich w obiegu wzrosła o 20 milionów. Zapowiedział zwiększenie ich emisji w celu tworzenia wielkiego „Narodowego Zapasu Gotówki”.

Pan prezes NBP zapowiedział też wprowadzenie do obiegu nowego banknotu o nominale 1000 złotych. Będzie on podręczny nie tylko dla budowaniu Narodowego Zapasu. To też zapewne milowy krok usprawniający realizację fundamentalnej wartości elit PiS – „Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”.

Pamiętacie zapewne zeznania austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera. W 2018 roku pan prezes Kaczyński kazał mu dać łapówkę dla księdza Rafała Sawicza z rady Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego. Sto tysięcy złotych. Austriak tyle nie dał, bo nie posiadał odpowiedniej torby mieszczącej ówczesne banknoty. Po wprowadzeniu nowych banknotów na taką łapówkę wystarczy już większa koperta.
Ludziom będzie lżej.

„Zło atakuje nasz kraj, nasz naród i instytucję, która jest centrum naszej tożsamości, czyli Kościół katolicki”, przemówił z ambony starachowickiego kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych, jaśnie pan prezes Kaczyński.
Guru sekty kaczystów propagował tam jeszcze kult Jadwigi Kaczyńskiej, matki chyba już boskiej. Oraz reklamował film Latkowskiego o aferze Amber Gold.
Ile pan prezes dostał za to z zebranej podczas mszy tacy, tego jeszcze nie wiemy. Ale na jego miejscu „każdy by chciał coś”.

Flaczki tygodnia

Pilnujcie portfeli i kart kredytowych. Życie podrożeje nam, nie tylko za sprawą zarazy i szczepionkowego chaosu. PiS funduje nam jeszcze serię bolesnych podwyżek podatków i nowych opłat. Co przyśpieszy i tak już szybko rosnącą inflację.

Wielki przyjaciel PiS, przegrany prezydent USA Trump, zdewaluował amerykański wzorzec deportacji.
Po paranoicznym puczu Trumpa, po „wyzwoleniu Kapitolu” przez jego wyborców, po zamieszkach i walkach z policją, upadł światowy mit promieniującego demokratycznymi wartościami Waszyngtonu. Kolebki zachodniej demokracji.
Mit uczciwej Administracji USA stale monitorującej poziom demokracji w państwach deklarujących się demokratycznymi i przede wszystkim aspirującymi do prestiżowego klubu demokracji Zachodu. Wystawiającej innym państwom certyfikaty „Państwa demokratycznego”.

Po autorytarnych rządach prezydenta Trumpa i wieńczących jego kadencję autorytarnych ekscesach, administracja waszyngtońska straciła zwyczajowe, moralne prawo do oceniania poziomu demokratyczności w innych państwach. Do pouczania ich, napominania, i przede wszystkim uzasadniania „łamaniem prawa i demokracji” nakładanych na inne państwa sankcji.

Trump przegrał swe amerykańskie wybory, ale w elitach PiS, w ich mentalności historyczno- politycznej na zawsze pozostanie zwycięzcą.
Moralnym. Zdradzonym o świcie przez antynarodowe, kosmopolityczne elity.
Jest dla nich jak ukochani przez elity PiS „żołnierze wyklęci”. Przegrany, nieskuteczny, bandyckie metody stosujący, ale do końca wierni złożonej sobie przysiędze.
Nie zdziwmy się kiedy szybko dożyjemy PiS -owskich inicjatyw uhonorowania przegranego prezydenta mszami świętymi w intencji Jego pomyślności, hagiograficznymi audycjami w TVP info, ulicami jego imienia, a nawet pomnikami odlewanymi ku czci Jego.

Nie będzie symbolu PiS- owskiego lizusostwa politycznego. Wielkiej nadziei elit PiS. Tarczy obronnej przed „ neobolszewikami ze wschodu”. Słynnego „Fortu Trump”.
Nie będzie ukłonów, politycznych przysiadów i słodkich fotek na potrzeby kampanii wyborczych i krzepienia swego „ciemnego ludu”. Bo prominenci PiS nadal nie mogą pogodzić się mentalnie z wygraną Joe Bidena.
Pan prezydent Duda długo zwlekał z gratulacjami dla nowego amerykańskiego prezydenta. Potem polski prezydent oficjalnie uznał paranoiczny pucz Trumpa za wewnętrzną sprawę amerykańskiego, zaprzyjaźnionego państwa.
Trzymając się tej logiki politycznej państwo polskie nie powinno również krytykować polityki wewnętrznej prezydenta Łukaszenki. Uznać białoruski kryzys polityczny za domenę tego „miłego, ciepłego człowieka”, jak określił białoruskiego prezydenta pan PiS marszałek Karczewski.

Elity polityczne PiS powszechne krytykowane za katastrofalną politykę zagraniczną, za skłócenie państwa polskiego ze wszystkimi swymi europejskimi sąsiadami oraz liderami Unii Europejskiej, zawsze osłaniały się swymi znakomitymi relacjami z przywódcą największego światowego mocarstwa, prezydentem Donaldem Tumpem.
Dziś widzimy, że taktyczny sojusz militarny z USA zapewne pozostanie, ale o nowej, wielkiej przyjaźni między polskimi i amerykańskimi przywódcami politycznymi mowy już nie będzie.

Teraz jedynym oficjalnym przyjacielem Polski jaśniepana prezesa Kaczyńskiego jest węgierski premier Wiktor Orban. Krętacz polityczny. Autokrata. Patron węgierskiej oligarchii, złodziei unijnych pieniędzy i zakłamanych miłośników homoseksualnych orgii.
Idealny wzorzec osobowy dla polskiej narodowo- katolickiej młodzieży.

Jak nieudolne, zakłamane i złodziejskie są rządzące nami elity PiS wielu z nas już dostrzega. I chciałoby końca władzy tej oligarchii. Choć już teraz wiele osób boi się, że jaśnie pan prezes Kaczyński będzie oddawał swą władzę równie elegancko jak jego amerykański przyjaciel.

Niechęć do elit PiS rośnie, ale nie przekłada się ono automatycznie na spadek przedwyborczych notowań Zjednoczonej Prawicy. Bo choć wielu wyborców chciałoby nowej władzy, ale nie widzi przekonywującej alternatywy dla dotychczasowych rządów.
Platforma Obywatelska nadal kojarzona jest z arogancją wielkomiejskich elit. Pogardą wobec Polski prowincjonalnej. Pogardliwym, liberalnym ekonomicznym wyzyskiem uosabianym przez ministra finansów Rostowskiego i prezydenta Komorowskiego.
PSL postrzegana jest jako partia pazerna na władzę, obrotowy dopełniacz koalicyjnych większości. Konfederacja i Lewica są prezentowani przez największe krajowe media jako ugrupowania skrajne. Partie protestu, ale nie partie alternatywnej władzy. Przyprawy politycznej kuchni, przystawki ewentualne, ale nie dania główne.

Cóż może zrobić lewica, zwłaszcza ta parlamentarna, aby być postrzegana jako poważna formacja?
Zaprezentować swój program alternatywnej V Rzeczpospolitej. Sprawiedliwej społecznie i demokratycznej. Tylko tyle. I aż tyle.

Czy Henryk Gulbinowicz używający jeszcze niedawno tytułów i insygniów kardynała polskiego kościoła kat. miał duszę?
Pytanie to może paść, bo ukarany przez administrację watykańską polski hierarcha kościelny miał w ramach nałożonej na niego pokuty przekazać „pewną sumę pieniędzy jako darowizny” na rzecz fundacji świętego Józefa. Fundacji powstałej dla pomocy ofiarom nadużyć seksualnych.

Ale dziennikarze z portalu Interia sprawdzili i okazało się, że przymusowa darowizna nie wpłynęła.
Były kardynał zmarł bowiem niedługo po nałożeniu na niego kary. Nie zdążył dokonać przelewu.
Jego macierzysty zakład pracy, czyli archidiecezja wrocławska, nie poczuwa się do odpowiedzialności za swego szefa. Dowodząc tym starego porzekadła, że polski kościół kat. prędzej zrezygnuje z dogmatu o zmartwychwstaniu Jezusa niż z posiadanych przez siebie pieniędzy.
Do „darowizny” nie poczuwają się też spadkobiercy Gulbinowicza, choć były kardynał spory mająteczek zostawił.
Trwa uchylanie się od odpowiedzialności. Należnej fundacji kasy nie ma.
Myślę, że to ważne dla samego śp. kardynała. Dla spokoju jego duszy należy rozwiązać jego ziemskie sprawy i wypełnić nałożone na niego zobowiązani, powiedziała Interii Marta Titaniec, członkini zarządu fundacji św. Józefa.

Dlatego kiedy słyszę teraz w przewodach kominowych charakterystyczne ciche wycie, to niechybnie jest ono efektem niespokojnej duszy byłego kardynała.
Musi tak być, bo inaczej trzeba by uznać, że były kardynał duszy nie miał.

Flaczki Tygodnia

Kończy się rok 2020. Wszyscy już marzą, aby skończył się jak najszybciej.

Był to rok zarazy. Wedle szacunków na covid zmarło już w Polsce około 30 tysięcy zarażonych. Około 30 tysięcom chorym zarażenie wirusem przyśpieszyło śmierć. To największe straty ludzkie jakie poniosło państwo polskie od czasu II wojny światowej.

Rok 2020 obnażył niekompetencje i totalny brak zdolności do rządzenia elit PiS. Chaos i powszechne wśród nich zakłamanie. Brak długofalowych planów walki z zarazą i niemoc sporządzania takich. No i wszechobecną ich chęć do zarabiania na kryzysie państwa polskiego. Powszechne przyzwolenie na złodziejstwo publicznych pieniędzy.

Rok 2020 pokazał jak bardzo dla elit PiS ważne są sondażowe słupki poparcia i propaganda w mediach. Narodowy pan premier Morawiecki uzależniony jest od konferencji prasowych niczym narkoman od codziennej działki koksu. Kiedy tylko pojawia się jakiś problem, to narodowy pan premier urządza wielką konferencję prasową. Pokazuje tam slajdy i wykresy. Ogłasza kolejny rządowy program walki i rychle triumfalne narodowe zwycięstwo. Jego konferencje prasowe stają się religią PiS- owskiego ludu.

Tak też jest teraz z Narodowym Programem Szczepień. Znów cuda, cuda ogłaszają. Każą nam wierzyć, że zaraz po zaszczepieniu, wroga zaraza zniknie i wszelkie problemy z nią też. Nie informują, że gdyby wszyscy obywatele naszego państwa zapragnęli zaszczepić się, to przy dzisiejszych jego możliwościach szczepienia potrwałyby do roku 2022, a pewnie i dłużej. O tym co mamy robić w trakcie Narodowego Programu Szczepień, co będzie w roku 2021, ten narodowy rząd wspominać nie chce.

Nie chce, bo ten narodowy rząd traktuje szczepienia, a zwłaszcza urządzany wokół nich propagandowy cyrk, nie tylko jako walkę z zarazą, lecz jako propagandowe zaszczepienie się w elektoracie. Narodowy Program Szczepień ma propagandowo przykryć dotychczasowe nieróbstwo, klęski i złodziejstwo oligarchii PiS.

Narodowi propagatorzy Narodowego Programu Szczepień nie wspominają też, że ów program jest częścią wielkiej europejskiej akcji szczepionkowej. Nie wspominają, że obywatele naszego kraju mogą mieć już teraz szczepionki, bo należymy do Unii Europejskiej. Gdybyśmy byli poza Unią Europejską, to stalibyśmy w kolejce po szczepionki. I pewnie najszybciej kupilibyśmy je w Rosji. To propagandowe wymazywanie europejskości podawanej właśnie szczepionki to kolejne kłamstwo elit PiS. Ale nie dziwmy się temu. Cała polityka PiS oparta jest na kłamstwach. Od kłamstwa smoleńskiego po kłamstwa covidowskie.

Nie tylko zarazę rok 2020 przyniósł. Narodowy pan prezydent Andrzej Duda został wolą narodowych wyborców ponownie wybrany narodowym prezydentem. Zaraz po jego reelekcji krajowi i narodowi komentatorzy polityczni spekulowali jakiż to model prezydentury pan prezydent wybierze na swą druga kadencję. Ku zaskoczeniu wszystkich wybrał prezydenturę bezobjawową. A mówiąc językiem politologicznym prezydenturę proceduralną, ale nie wykonalną. Przekładając to na język ludzki pan prezydent regularnie wykonuje należne mu czynności prezydenckie, czasami pewnie czuje zmęczenie nimi, ale nie ma to żadnego znaczenia dla dzisiejszego i przyszłego losu narodu. Dodatkowo narodowy pan prezydent nie może nawet aktywnie włączyć się w Narodowy Program Szczepień, bo w czasie swej kampanii wyborczej uprawiał anty szczepionkową propagandę. I wygrał pięć lat dostatniego nieróbstwa sekciarskimi głosami przeciwników nauki i wszelkiego postępu.

Przegrał rok 2020 polski kościół katolicki. Przegrał, bo tylko chciwą na pieniądze instytucją jest. Bo z pazerności swej zawarł małżeństwo polityczne z oligarchią PiS. Bo liczni jeszcze wierni znajdowali w nim jedynie zakłamanie towarzyszące mu od tysiącleci.
Teraz ujrzeli dodatkowo jego przerażającą pustkę. Moralną. Intelektualną. Martwe budynki kościołów bez jakichkolwiek już śladów boga.

Rok 2020 umocnił narodowego premiera Mateusza Morawieckiego. Wszelkie intrygi politycznych knujów i propagandowych szczujów ze Zjednoczonej Prawicy okazały się daremnymi. Kolejni prawicowi pretendenci na stolec premiera odpadali w przedbiegach. Ostatni pan minister Błaszczak okazał się balonikiem politycznym. Okazało sie, że w licznej kadrowo Zjednoczonej Prawicy nie ma alternatywy dla obecnego premiera. Widać nikt nie potrafi tak kłamać jak obecny narodowy Pinokio.

To był rok falstartów opozycji. Rafał Trzaskowski przegrał o włosy anty szczepionkowców rywalizację z panem prezydentem Dudą. Potem nie potrafił połączyć prezydentury w Warszawie z tworzeniem nowego ruchu politycznego. Opozycja parlamentarna została zepchnięta do politycznego lockdownu. Największy sukces w czasach zarazy osiągnął Szymon Hołownia. On podebrał najwięcej wyborców od zdemoralizowanego, dekadenckiego PiS. Hołownia prezentuje się jako umiarkowany, nowoczesny „kompromisowy katolik”. Znośny dla wierzących w katolickiego boga, ale i akceptujących prawa człowiecze dla środowisk LGBTI. Zwolenników dawnego „kompromisu aborcyjnego” i entuzjastów Unii Europejskiej. Uważających Zjednoczoną Prawicę za partię „dziadersów” i obciachowych Januszów.

Był to pierwszy rok, od czasu naszego wstąpienia do Unii Europejskiej, publicznych debat o ewentualnym Polexicie. Narodowa prawica uznała, że można i trzeba już przyzwyczajać narodowy naród do wyjścia z „antynarodowej” Unii Europejskiej.

Był to rok rekodowej degradacji polskiego prestiżu międzynarodowego, polityki egoizmu narodowego prezentowanego przez oligarchię PiS. Rok rekordowej inflacji. Rok zapowiadający przyszły kryzys gospodarczy.

Był to też rok Kobiet. Polskie kobiety i młodzież demonstracyjnie weszły do polityki. Zaczęło się od protestów przeciwko nieludzkiemu wyrokowi Trybunału Stanu, przeszło w stan kontestacji starych porządków. Wezwania do stworzenia nowej Polski. Do odejścia z pokolenia „Okrągłego Stołu”, pieszczotliwie „dziadersami” zwanego.

„Flaczki” należą pokoleniowo do „dziadersów”. Ale cieszą się, że o nowej Polsce chcą i będą decydować pokolenia urodzone już w III Rzeczpospolitej.

Bigos tygodniowy

Kolejne wypowiedzi polityków pisowskich malują świetlaną przyszłość narodu w czasach covidowych i postcovidowych. Szczepionka Pfitzera i nie tylko u bram, gotowość służb medycznych pełna, szczepimy się gremialnie, choć grupami, może Duda się nawet zaszczepi, nowa normalność bliska. W tym powszechnym entuzjazmie jest tylko jeden szkopuł, widoczny na pierwszy rzut oka, nader ważny. Póki co tzw. grupa O, czyli medycy, administracja placówek leczniczych, która początkowo do 20 grudnia miała zgłosić swoją gotowość do zaszczepienia jest temu niechętna. Nawet Kraska Waldemar wiceminister zdrowia utyskuje, że ”Niestety, nie wszyscy medycy będą chcieli się zaszczepić na koronawirusa” i coś w tym jest. Jak donoszą media tych gotowych się zaszczepić jest może 40%-50% puli, co oznacza katastrofę. Jeśli bowiem faktycznie te liczby się potwierdzą, a chodzi przypomnijmy o szeroko pojęte kadry medyczne, to ilu Polaków – szaraków, zdecyduje się na szczepienia? Może 20%, może 30%, a szczepionek zakontraktowano na grube miliony. Mamy więc problem, duży problem i pisowscy urzędnicy z Dworczykiem na czele, zamiast opowiadać banialuki jak to się uda akcję szczepień z sukcesem zakończyć, zanim się ją rozpoczęło, już powinni brać się do roboty i obmyślić, jak ludzi przekonać do wyrobów Pfizera, Moderny, Sanofi czy Astra Zeneki. Chociaż z drugiej strony może rzeczywiście te 7 – 10 milionów ludzi, chętnych do zaszczepienia, to tak naprawdę liczba oddająca faktyczne możliwości logistyczne naszych służb medycznych? Tak tylko pytam.


Rośnie bilans ofiar pandemii, umierają pacjenci, umierają przedstawiciele zawodów medycznych. W minionym tygodniu po raz kolejny podano, że w czasie zarazy zmarło już 54 lekarzy, 44 pielęgniarek,8 dentystów, 4 farmaceutów, 4 położne i 3 ratowników medycznych. Tym bardziej dziwi deklarowana przez część medyków niechęć do zapowiadanych szczepień.


PiS zaproponował w końcu swojego kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich, po prof. Ewie Łętowskiej, prof. Andrzeju Zollu, Adamie Bodnarze i kilku innych znakomitych postaciach, po dwukrotnym odrzuceniu przez Sejm kandydatury adwokatki Zuzanny Rudzińskiej – Bluszcz, popieranej przez ponad 1000 organizacji pozarządowych, ma nim być Piotr Wawrzyk wiceminister spraw zagranicznych w pisowskim rządzie Mateo. Marna to rekomendacja i nie zmienia tej oceny ustalenie, że Wawrzyk jest prawnikiem, specjalistą w zakresie prawa europejskiego. Więcej, istnieje podejrzenie, że Wawrzyk wystąpi w roli tzw. zająca, bo należy wątpić że Senat RP zaakceptuje tę żadną kandydaturę, a wówczas Sejm, w którym jak wiadomo Zjednoczona Prawica ma większość, w majestacie prawa będzie mógł „wystawić” i przegłosować jakiegoś jedynie słusznego kandydata w rodzaju ziobrysty Warchoła. Mając na uwadze konstytucyjne usytuowanie RPO, po odejściu Adama Bodnara, nie będzie już nikogo kto stanie w obronie zwykłego obywatela w starciu z rządzącymi.


Obchody związane z rocznicą zdarzeń 1970 roku na Wybrzeżu, ubogacił swoją obecnością i wypowiedzią gdański biskup pomocniczy Wiesław Szlachetka, który w nieodległej przeszłości służył pomocą arcybiskupowi Leszkowi Sławojowi Głódziowi. Nie mówił specjalnie o ofiarach tamtych tragicznych zdarzeń. Natomiast zdumionych słuchaczy, także tych przed telewizorami, zaskoczył swoją oceną aktualnej sytuacji w kraju. Plótł z wielkim zapałem, o niektórych takich, co prezentują ideologię bezwstydu, wywracają hierarchię wartości, stanowią zagrożenie dla rodziny, szerzą demoralizację wśród dzieci i młodzieży, niszczą symbole religijne i patriotyczne. A na koniec wezwał do modlitwy za tych bezecnych ludzi, nakazując powstrzymanie się od pogardy i nienawiści, wcześniej te negatywne uczucia artykułując.


Minister Zdrowia Niedzielski Adam w towarzystwie prof. Horbana Andrzeja ogłosił od 28 grudnia 2020r. do 17 stycznia 2021r. kwarantannę narodową. Mateo z nimi nie było, nie było też Gowina Jarosława filozofa z wykształcenia, ale przy okazji wysokiej klasy speca od gospodarki, mimo że zważywszy skalę obostrzeń wypadało, aby byli i wsparli Niedzielskiego i Horbana. Cała ta kwarantanna narodowa doprowadzi, co nieomal jest pewne, do bankructw firm hotelarskich, właścicieli stoków narciarskich, wypożyczalni sprzętu sportowego, właścicieli restauracji, biedy wielu osób, jeśli państwo pilnie nie wesprze branży turystycznej. Smaczku sprawie dodaje fakt, że już następnego dnia o poranku, w jednej z telewizji komercyjnych niejaki Fogiel i poseł i zastępca rzeczniczki jedynie słusznej partii gorączkowo tłumaczył, że o żadnej kwarantannie narodowej mowy nie ma, a mowa jest o „rozszerzonym etapie odpowiedzialności”. Konia z rzędem temu, kto zrozumiał ezopową mowę Fogla, ale pewnie musiał tak ględzić, bo w listopadzie Mateo powiedział ludowi, jakie warunki muszą być spełnione, aby taką kwarantannę ogłosić. Warunki te nie zostały spełnione, zwłaszcza jeśli chodzi o liczbę zakażeń SARS-COV2, które powinny się utrzymywać na poziomie 27.000 – 29.000 każdego dnia przez okres tygodnia, bo obecnie są odnotowywane, oczywiście oficjalnie, liczby znacznie ale to znacznie niższe. No, chyba że jest coś czego Polacy nie wiedzą, a pisowcy wiedzą, tylko boją się ogółowi o tym powiedzieć.


Wszystkim PT Czytelnikom z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku Bigos tygodniowy składa życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności. Oby przyszły rok 2021. okazał się dla wszystkich lepszy.
DRODZY CZYTELNICY!

Następne wydanie „Trybuny” ukaże się 28 grudnia z datą 28/29.12.20
Przeczytacie w nim:

  • Jak wyprowadzały się od nas wojska radzieckie,
    – wspomnienie prof. Pomykały o prof. Janowskim,
    oraz dlaczego zginął irański naukowiec.
    Tuż po wydaniu poniedziałkowym, szykuje się wydanie noworoczne. Ukaże się 30 grudnia i będzie w sprzedaży do 3 stycznia przyszłego roku.
    A w nim:
  • „Nasi”, rzecz Tadeusza T. Jasińskiego o tym dlaczego teraz kochamy Giertycha, Sikorskiego, czy agenta Tomka,
    – Reportaż z tuż powojennegoGórskiego Karabachu
    oraz Sadurski podsumowujący rysunkami rok 2020, Bigos Tygodniowy i wszystko to, co najbardziej lubicie czyli wieści z frontu polsko-pisowskiego.

Bigos tygodniowy

Wicepremier do spraw bezpieczeństwa Jaro K. był bohaterem jednegoz nielicznych posiedzeń Sejmu RP w 2020.Koalicja Obywatelska i Lewica złożyły wniosek o votum nieufności wobec jego osoby. W czasie posiedzenia posłowie opozycji grzmieli o jego przewinach, z kolei Mateo w wyjątkowo wazeliniarski sposób udowadniał, że nic lepszego niż Jaro nie mogło nas Polaków i Polski spotkać. Opozycja miała rację, ale nic z tego oczywiście nie wyniknęło, bo tzw. nieubłagana arytmetyka sejmowa spowodowała, że Jaro pozostał wicepremierem i nawet dostał kwiatki od wzruszonych tym sukcesem posłanek Zjednoczonej Prawicy. Faktycznie, negatywna rola Jaro K. w życiu naszego społeczeństwa jest wielka, bardzo wielka. Jednak należy zauważyć, że nie działa on sam, otaczają go chmary wyznawców, którzy czasem bezrefleksyjnie, czasem cynicznie, realizują jego, niejednokroć od czapy, pomysły. Skąd się bierze ten czar nielubiącego bliźnich i świata człowieka? Czy tak naprawdę o czar tu chodzi, czy może o umiejętność skupienia wokół siebie określonego typu ludzi, którzy aby funkcjonować muszą mieć mentora, choćby kieszonkowego?

*****

W Brukseli toczone były negocjacje w sprawie budżetu Unii Europejskiej 2021-2027 i Funduszu Odbudowy. Zgodnie z początkowym planem mieliśmy zgarnąć niezły kawałek eurotortu, ale „nasi” zaczęli brykać, bo ci dziwni Europejczycy, przedstawiciele 25 krajów, chcieli powiązać szmal z praworządnością. ”Nasi” buńczucznie, przy wsparciu Viktora O. z bratnich Węgier, zapowiedzieli veto, rujnujące plany naszego i innych krajów. Niedługo trwali w tym zamiarze, bo zaczęły napływać niesympatyczne informacje, że Bruksela się wściekła i możemy dostać figę z makiem z Funduszu Odbudowy i jakieś ochłapy z budżetu. Rozpoczęły się gorączkowe rozmowy na linii Warszawa-Budapeszt, które przy udziale Berlina, ostatecznie pozwoliły na wypracowanie kompromisu, polegającego na wyjście z tej sytuacji i z kasą i z twarzą, a właściwie z jej resztką. I tak rozporządzenie wprowadzające mechanizm wiążący pieniądze z praworządnością opakowano w ”Konkluzje interpretujące”, co spowodowało, że Mateo wycofał się rakiem ze swoich planów zawetowania budżetu. Następnie wrócił do kraju i ogłosił sukces negocjacyjny. Ziober i jego kompani, którzy wzywali do veta albo śmierci, fundamentalnie nie zgadzają się z tym przekazem, negując sukces negocjatora. I ciekawe było, co w tej sytuacji zrobią? Wyjdą ze Zjednoczonej Prawicy? A jeśli tak, to dokąd pójdą, ściślej do kogo? I co będzie z tymi miłymi fruktami władzy, które tak cieszą, a które trzeba by było porzucić? Otóż wszystko stało się jasne już w sobotę, zebrali się na tzw. zarządzie i łaskawie uradzili, że jednak zostają w koalicji i Ziober i Kowalski i wielu innych, ale będą kontestować przyjęte przez Mateo rozwiązania. I ciekawe, jak w tej sytuacji Mateo zamierza rządzić?

*****

Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego poinformował, że w 2019 roku w niedzielnych mszach uczestniczyło 36,9 % wiernych, 16,7% z nich przystępowało do komunii, zaś 87,6% uczniów uczestniczyło w lekcjach religii w placówkach edukacyjnych. Suchy komunikat nie podaje przyczyn tego stanu rzeczy, ale nie ulega wątpliwości, że Kościół Katolicki w Polsce jest w ciężkim kryzysie, a 2020. przyniesie jeszcze gorsze dane. Stanowisko zajmowane przez część wcale niemałą polskich biskupów i księży, choćby w sprawie pedofilii, pełne buty, braku szacunku dla ofiar przestępców w sutannach, walnie się do tego przyczyni.

*****

7 grudnia 2020r. koncern Orlen, kierowany przez Daniela Obajtka, ogłosił, że kupuje 100 % udziałów w grupie Polska Press. W tej grupie jest 20 dzienników regionalnych, 120 lokalnych tygodników i 500 portali internetowych, które codziennie czytuje około 17 milionów osób. Nie ulega wątpliwości, że PiS kupując od Niemców Polska Press rozpoczął akcję „repolonizacji mediów”. Ma do zaoferowania liczne stanowiska redaktorów naczelnych, ich zastępców, naczelnych portali internetowych, szefów oddziałów regionalnych, szefów drukarni. Te wszystkie stołki będą dla swoich, którzy sumiennie i z pasją zrealizują linię partii, stając się po TVPiS kolejną tubą propagandową, która zostanie przez pisowskich sztabowców cynicznie wykorzystana. Towarzystwo Dziennikarskie zamierza monitorować zwolnienia pracowników mediów zakupionych przez prezesa Daniela, deklarując nagłaśnianie takich przypadków i pomoc prawną. Bigos tygodniowy będzie bacznie obserwował rozwój sytuacji na rynku mediów, bo już jest niepokojąco groźna, a jak się zdaje sektor energetyczny nie powiedział ostatniego słowa.

*****

Dworczyk Michał ogłosił, że w naszym kraju w ramach Narodowego Programu Szczepień w 8319 zespołach wykonujących szczepienia będzie można zaszczepić 3,4 mln obywateli miesięcznie. W jaki sposób minister Dworczyk obliczył tak gigantyczną liczbę szczepionych? Nie wiadomo, bo póki co do opinii publicznej docierają alarmujące informacje o braku wykwalifikowanej kadry, gotowej wykonać to zadanie, o niedostatecznym technicznym wyposażeniu punktów szczepień, w tym braku chłodziarek niezbędnych do przechowywania preparatu firmy Pfitzer. W tej sprawie nie wystarczy być przekonanym, że jakoś to będzie i przedstawić w połowie grudnia strategię NPS, w tej sprawie wszystko musi zadziałać jak szwajcarski zegarek, bo dotyczy zdrowia i życia obywateli. Problem jest palący, bo Mateo obiecuje start NPS w styczniu 2021r.

Flaczki tygodnia

PiS ocalił węgierskich złodziei. Oligarchów Wiktora Orbana, którzy miękko w gaciach mieli, bo ukradli Węgrom pieniądze ze wspólnego budżetu Unii Europejskiej. Spryciarz z tego Orbana. Na Węgrzech ma swoich Szajerów, a w Polsce frajerów.

Warto przypomnieć, że węgierscy złodzieje, okradający nasz wspólny budżet Unii Europejskiej, kradną również nasze, polskie pieniądze. Dlatego oligarchowie PiS osłaniając bratnich złodziei działają też na szkodę Polek i Polaków.

„Flaczki” będą teraz cierpliwie obserwować wygibasy braci Karnowskich, Tomasza Sakiewicza, Jacka Kurskiego i innych propagandowych szczujów prześcigających się w opiewaniu „Wiktorii brukselskiej” pan premiera Morawieckiego. Ale aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba też odnotować jedno zwycięstwo pana premiera. Przegrana Morawieckiego w Brukseli, to jednocześnie jego wygrana z panem ministrem Ziobro w krajowych partyjnych rozgrywkach.

O brukselskiej klęsce pana premiera otwarcie mówi pan minister Ziobro, lider Solidarnej Polski. Twierdzi, że wynegocjowane „konkluzje” do rozporządzenia Rady Europejskiej nie są dokumentem prawnym. Co oznacza, że oligarchia PiS nadal może być karana finansowo i politycznie za łamanie praworządności w Polsce przez praworządnych partnerów z naszej Unii Europejskiej. Zwrócił na to też uwagę Donald Tusk. Pierwszy raz od wielu lat pan minister Ziobro i Donald Tusk zgodzili się ze sobą.

Czas teraz zaprezentować istotę brukselskiego kompromisu. Nie było obiecywanych polskich i węgierskich wet do budżetu, bo w efekcie niemieckiej mediacji powstały „konkluzje” na które radośnie zgodzili się pan premier Morawiecki i Wiktor Orban. W konkluzjach nie znalazły się żadne poprawki do rozporządzenia o mechanizmie praworządności. Zaproponowano jedynie warunki pod jakimi będzie można go stosować. Po pierwsze Komisja Europejska będzie miała dwa lata na ewentualne wstrzymanie niekorzystnego dla państwa członkowskiego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Po drugie dodano zapis, że „Rada Europejska będzie dążyła do wypracowania wspólnego stanowiska”, kiedy ukarany kraj będzie chciał przedyskutować stawiany mu zarzut. Czyli wzmocniono prawo oskarżonego państwa do obrony. I wreszcie ustalono, że karanie za łamanie prawa będzie miało zastosowanie wyłącznie do nowego budżetu UE na lata 2021-2027 oraz do nowego funduszu odbudowy. To oznacza, że rozliczanie wcześniej otrzymanych z naszej Unii pieniędzy, nie będą mu podlegały.

Od samego początku, czyli od lipca 2020 roku, spór PiS z UE na temat mechanizmu praworządności miał dla oligarchii PiS jedynie wymiar symboliczny. Ale i tak nie udało im się zmienić w spornym rozporządzeniu ani przecinka. Pozostała tam kwestionowana przez nich ściśle określona definicja praworządności i jej przestrzegania. Niczego, poza propagsndową, nieskuteczną „walką o suwerenność”, politycy PiS nie zyskali.

Na polskich szantażach zyskali za to oligarchowie węgierscy. Od kilku lat toczący spór z UE o poważne zarzuty złodziejstwa podczas wydatkowania wspólnotowych funduszy. To węgierskim złodziejom groziło realne i natychmiastowe zastosowanie mechanizmu praworządności. Dlatego już sam zapis o możliwości zakwestionowania przed TSUE decyzji Komisji Europejskiej daje orbanowskim złodziejom dwa lata spokoju. Jest też wielkim zwycięstwem premiera Orbána, bo w 2022 roku będzie miał kampanię wyborczą i starał się o przedłużenie swej władzy.

Premier Orbán i jego sługa pan premier Morawiecki zapowiedzieli już, że zwrócą się do TSUE z zapytaniem negującym stosowania mechanizmu praworządności w sporach o wydawanie pieniędzy z naszego budżetu UE. Tak to Polska po raz kolejny staje się wasalem węgierskich złodziei.

„Panie Ministrze Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro! Dziękuję jako Polka i matka za obronę naszej Ojczyzny przed poniewierką, upokarzaniem i łajaniem przez Niemców, Holendrów, Francuzów i innych. Właśnie uroczyście oddaliśmy suwerenność pod rządy obcych państw – z uśmiechem, oprawą PR-ową i ku radości tych, którzy nigdy Polski nie mieli w sercu. Ale „Jeszcze Polska nie zginęła” dopóki są tacy jak Pan. Widzimy już, że „przemysł pogardy” Pana dopadł i poniewiera. Zapewniamy, że razem z Panem będziemy wiernie stać na straży niepodległości Polski i zniesiemy każde upokorzenie. Dla naszej Ojczyzny i przyszłości dzieci – warto”, pisze z Brukseli euro deputowana PiS pani Beata Kempa.

„Veto albo śmierć!”, wzywał pan minister Janusz Kowalski na Twitterze już w lipcu tego roku. A potem powtarzał to hasło wielokrotnie, ostatnio podczas konferencji prasowej w listopadzie. „Niemcy chcą skolonizować Polskę. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości. W czasie pandemii Niemcy chcą złamać traktat i bezprawnie odebrać nam suwerenność” –tweetował 11 listopad wspierając swego wodza, pana ministra Ziobrę. Jeszcze 10 grudnia zdążył sflekować panią poseł PiS, która skrytykowała stanowisko pana ministra Ziobry dotyczący weta. „Może Jadwiga Emilewicz nie wie, co to są „konkluzje” Rady Europejskiej. To nie jest prawo – to wyłącznie stanowisko polityczne”, bił bez pardonu koalicyjną miękiszonkę.

Teraz wiemy, że weta nie będzie. Co teraz uczyni pan minister Janusz Kowalski? Wybierze honorowe rozwiązanie? Popełni samobójstwo jak przedwojenny oficer?
Nie oczekujcie tego od notorycznego kłamcy.

Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało. I znów Ziobrowcy, pomimo licznych upokorzeń, pozostali w koalicji rządzącej. Bóg, honor, kasa. Kasa przede wszystkim.

„Kto jest polskim Józefem Szajerem?”, pytanie zadane tu niedawno nie znalazło jeszcze odpowiedzi. Ale pewne znaki na prawicowym niebie sugerują, że taka odpowiedź padnie. Czeka tylko na odpowiedni moment w przyszłych sporach oligarchów PiS z buntownikami Solidarnej Polski.

Flaczki tygodnia

Kto jest Szajerem w PiS? Kto spośród polskich, sztandarowych homofobów jest też ukrytym homoseksualistą? Nie tylko wśród PiS, także w Konfederacji i w innych formacjach walczących z „ideologią LGBT”.
No i przede wszystkim w polskim kościele kat.

Takie pytania krążą teraz pośród komentatorów politycznych. Bo jeśli wierzyć polskim katolickim księżom; Dariuszowi Olko, autorowi właśnie opublikowanej książki „Lawendowa Mafia”, oraz Tadeuszowi Isakowiczowi – Zalewskiemu, wieloletniemu krytykowi homoseksualnych grup „trzymających władzę” w polskim kościele, to w tymże kościele ponad 60 procent księży i zakonnic to ludzie o orientacji homoseksualnej. Dlatego tak wielu z nich ma problemy ze swą tożsamością seksualną.
Dodatkowo wielu homoseksualnych hierarchów stosuje lub wspiera regułę „Seks za karierę”. Wykorzystuje seksualnie młodych kleryków w zamian za obietnice atrakcyjnych probostw, studiów zagranicznych, karier w watykańskiej biurokracji.

Praktyki „seks za pracę, za karierę” to nic nowego. Są powszechne od lat wśród osób heteroseksualnych. Ale w ostatnich latach piętnowane są tam powszechnie.
Za to problem „Lawendowej Mafii” oraz praktyki „Seks za pracę, za karierę” wśród kościelnych homoseksualistów nadal są w Polsce tematem tabu.
Prawicowi politycy publicyści nie wspominają o nich głośno. Boją się, że publiczna debata dodatkowo zdruzgocze, już wielce zbrukany, autorytet moralny polskiego kościoła kat.
Instytucji, która w narodowo- katolickiej narracji, jest fundamentem i ostoją polskości. Glebą niezbędną dla egzystencji i rozwoju narodu polskiego.

Milczą też o skrywanej homoseksualnej orientacji polityków polskiej prawicy, szczególnie tych z koalicji rządzącej. Chociaż prywatnie, w wąskich gronach, dowcipkują o podobnej „lawendzie”. Zwłaszcza kiedy na prawicy pojawiają efektowne, niespodziewane kariery młodych parlamentarzystów i polityków.

Dzięki odwadze Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka, publicznie deklarujących swą homoseksualną orientację, politycy lewicowi nie muszą już ukrywać swej tożsamości seksualnej. Ani obawiać się szantażu ze strony krajowych i zagranicznych służb specjalnych.
Ale panująca wśród lewicowych publicystów „poprawność polityczna” często blokuje publiczną krytykę praktyk „Seks za karierę” obecną w środowiskach homoseksualnych. Bo każda krytyka tych środowisk, zwłaszcza kiedy są teraz brutalnie dyskryminowane, może być okrzyknięta „homofobią”. Praktyką niegodną lewicy.
Podobnie jest w przypadku skrywanych orientacji homoseksualnych przez polityków prawicy. Na lewicy „nie wypada” mówić o nich. Nawet kiedy ci politycy budują swój polityczny kapitał na rozniecaniu wrogości wobec środowisk LGBTI.
Podobnie jest w przypadku księży katolickich. Na lewicy dopuszczalna jest krytyka księży za pedofilię i ukrywanie tych przestępstw. Ale krytykowanie homoseksualnych, molestujących księży bywa odbierane jako jednoczesną homofobię.

Zdecydowanymi, zwłaszcza werbalnie, przeciwnikami środowisk LGBTI, są polscy narodowcy. Piewcy narodowej, wyłącznie heteroseksualnej rodziny. Rycerze – obrońcy polskiego kościoła kat.
Ciekawe jak teraz czują się, kiedy słyszą o geju Józefie Szajerze, niedawnym polityku- bratanku pana prezesa Kaczyńskiego ? Albo o kolejny katolickim biskupie przyłapany na zakazanym seksie ?
O dominującej w polskim kościele „Lawendowej Mafii” ?

„Flaczki” nie dziwią się, że narodowcy tak słabo odpowiedzieli na apel pana wicepremiera Kaczyńskiego aby przybyli bronić polskich kościołów przed demonstrującymi Polkami. I ciekawe są ilu podobnych szlajających Szajerów jest wśród polskich narodowców?

Skoro narodowcom nie starczyło sił aby zostać ochraniarzami polskich kościołów, to musiała się tym zająć policja państwowa. Przez kilka dni otaczała kordonem kościoły i przybyłe tam grupki narodowców. Chowające się za policjantami, drżące przed rzekomą grożącą im damską Antifą.
Potem policja używana była przez rząd do prowokowania przemocy podczas demonstracji Polek. Pomimo wielkiego włożonego wysiłku owe prowokacje nie udały się. Tak to policjanci zarobili sobie na święta trochę kasy, ale honor utracili. Czy warto było?

Miliardy złotych w ciągu swych sześciu lat wydała PiS władza na akcje tworzące dobry wizerunek Polski oraz rozsławiające Polaków i ich honor na świecie.
Miliardy zmarnowane w efekcie nieskuteczności tych akcji i rozkradzione przez cwanych pseudo patriotów.
Ale teraz, dzięki iście filmowej akcji węgierskiego bratanka Szajera, Polak znowu stał się gwiazdą brukselskich i szybko potem światowych mediów.

Tym narodowym bohaterem jest podający się za Davida Manzheleya, ale urodziny i wychowany w Wadowicach, pan Przemek. Sprawny organizator orgii prawicowych elit, w której uczestniczył m.in. najbliższy współpracownik premiera Orbana.
Pan Przemek, wnuk wadowickiego cukiernika, którego kremówkami zajadał się papież- Polak, pomimo młodego wieku, potrafił wejść do wielce elitarnego europejskiego grona. Skupiającego ponoć też wybitnych polskich homoseksualistów.
To drugi chłopak z Wadowic, po papieżu Janie Pawle II, powszechnie już znany na całym świecie, tak huczy o nim w globalnych mediach internetowych.
Czy homoseksualna orientacja pomogła panu Przemkowi z Wadowic zaistnieć w stolicy Unii Europejskiej?
Czy orientacja i zainteresowanie problematyką seksualną pierwszego wadowiczanina miały też jakiś wpływ na jego światową karierę?

Ciężkie czasy nadchodzą dla ideowców polskiej kontrrewolucji konserwatywnej. Ich własny rząd, rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego, ustami pana premiera Morawieckiego, ogłosił wielką akcję szczepienia.
Narodową akcję, bo w PiSlandzie wszystko: Szpital, kwarantanna, ferie, toaleta nawet, muszą być „narodowe”. I co gorsza ten rząd nie tylko ogłosił, on też jednoznacznie wezwał do zaszczepienia się.
To wielka tragedia dla ideowych PiS-owców. Wierzących, że szczepienia to jedynie lewacki wymysł, szkodliwy efekt zbrodniczego Oświecenia.
Dlatego mają teraz dylemat. Posłuchać swojego rządu i dać się zaszczepić, czy wzorem przedwojennego oficera wybrać rozwiązanie honorowe? Palnąć sobie z pistoletu w łeb!

Czym się różni pan prezydent Duda od brytyjskiej królowej Elżbiety ?
Królowa jako pierwsza zgłosiła się do szczepienia aby dać dobry przykład obywatelom Wielkiej Brytanii.
Pan prezydent Duda uczestniczy w narodowym szczepieniu bezobiawowo.

Gdyby Urban nosił turban…

Prawicowi publicyści, wśród nich rozsądny i dowcipny Jan Wróbel z radia TOK FM, zaapelowali do centrowych i lewicowych kolegów, aby nie porównywali obecnej policji państwowej z „komunistycznymi” ZOMO, czyli Zmotoryzowanymi Odwodami Milicji Obywatelskiej.
A pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego do pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Nawet w schyłkowych latach jego państowo- politycznej działalności. Takie porównania są bowiem nieuzasadnione z merytorycznych i ludzkich powodów.
Mechaniczne porównywanie starego, schorowanego Gomułki z, zachowującym się jak zidiociały, aktualnym prezesem Kaczyńskim czynione w imię chwilowego, łatwo osiągalnego poklasku medialnego, zaciemnia jedynie analizy bieżącej rzeczywistości. Nic, poza złośliwą satysfakcją porównujących, do debaty o Polsce nie wnosi. Dodatkowo może jeszcze sprawić przykrość panu prezesowi gdyby owe porównania jakoś przedarły się do niego. A przecież on i tak już wiele się w życiu nacierpiał. Po co mu dodatkowych zgryzot?
Podobnie jest w przypadku obecnej policji państwowej. Lekkomyślne porównywanie jej do dawnego ZOMO to jednoczesne stawianie równanie między obecną IV RP a minioną Polską Ludową. A przecież każdy rozsądny analityk wie jakże to trudne do zrównania polityczne i społeczne byty są. Dodatkowo, a raczej przede wszystkim, porównanie policji państwowej do ZOMO jest wysoce krzywdzące dla policji państwowej. Bo przecież uczciwym policjantom, a takich jest zdecydowana większość, zwyczajnie przykro jest kiedy podczas rozpędzania demonstrujących Polek słyszą raniące ich serca wyzwiska.
Kiedy wracają do domów rodzinnych, a tam dowiadują się, że ich bliskich spotyka jeszcze ostracyzm towarzyski. A nawet słyszą cierpkie uwagi ze strony najbliższych członków rodziny. To wszystko sprawia, że przepracowani policjanci nie mają szansy odpoczynku po pracy. Dlatego mogą popaść w „doły psychiczne” albo jeszcze gorzej w przewlekłe depresje. I kto wtedy będzie łapał bandytów w naszym kraju?, odzywają się raz po raz propaństwowe nuty.
Psy, ZOMO, gestapo
Przyznam, bez przysłowiowego bicia, że przykro mi jest kiedy słyszę jakże to przykro jest policjantom słyszącym raniące ich godność i sumienie obraźliwe dla nich porównania. Jednak od razu nachodzą mnie wtedy też wspomnienia. Czasów kiedy dzisiejsi obrońcy policji biegali na antyreżimowe demonstracje i obrzucali tam ówczesne interweniujące ZOMO.
Czasem brukowymi kamolcami, zwykle obrażającymi funkcjonariuszy wyzwiskami. Najłagodniejsze z nich to były skandowane „Gestapo, gestapo” i „Nie bij Matki za pieniądze”. Pamiętam ówczesne kawały w stylu: „Zamienię córkę milicjantkę na każdą inną. Może być kurwa”. Pamiętam rymowankę: „Gdyby Urban nosił turban, to zamiast świni byłby Chomeini”. Wtedy zakładaliśmy się w studenckim gronie; co może być dla Urbana bardziej obraźliwe. Świnia czy Chomeini?
Nie znałem wtedy jeszcze ”Łysego” osobiście, nie wiedziałem jakże trudno go celnie obrazić. Gdzie ma swą achillesową piętę.
Wtedy też zapewne wielu uczciwym funkcjonariuszom Milicji Obywatelskiej i jej Zmotoryzowanych Odwodom było przykro słysząc raniące ich ego porównania do „Gestapo”. Wtedy też można było udowadniać, że porównanie ich do „Gestapo” jest merytorycznie zbyt daleko idące. A tak po ludzki zwyczajnie niesprawiedliwe. Wtedy jednak nikt, nawet z obozu władzy, nie troszczył się o dobro stan psychiczny pałujących funkcjonariuszy. O ich zawodowe traumy. Ewentualne rozchwiania psycho- fizyczne. Nie proponowano im opieki psychologicznej. Ani nawet skierowania ich na coaching.
Po francusku
Dzisiaj przeróżni pro państwowcy przywołują brutalność policji francuskiej. Organu porządku często stawianego za wzór republikańskiego demokratycznego modelu państwa. To prawda, że francuska policja potrafi bić. Bić bardzo skutecznie. Kilka razy widziałem ich w akcji podczas demonstracji i po nich. Ale ich brutalność zwykle była odpowiedzią na brutalność demontujących. Kiedy policja doświadczała prawdziwego wpierdolu, a nie słuchała jedynie syrenich głosów sugerujących władzy aby ta „wypierdalała”. Również porównywanie pana prezesa Kaczyńskiego do towarzysza sekretarza Gomułki jest efekciarskie, lecz nierzetelne. Obaj zrzędzili na starość, obaj mieli problemy z chorymi nogami, obaj demonstrowali niechęć do Niemców. Ale to wszystkie ich podobieństwa.
Towarzysz Gomułka utykał, bo został postrzelony przez policję podczas demonstracji, siedział w więzieniu sanacyjnym i potem w stalinowskim. W październiku 1956 roku zgromadził największy spontaniczny wiec poparcia w XX wiecznej historii Polski. A w końcówce swej działalności politycznej doprowadził do uznania polskiej granicy zachodniej również przez Niemcy zachodnie.
Pan prezes Kaczyński utykał ostatno, bo nie dba o kondycję fizyczną. W więzieniu za politykę nie siedział. Nie internowano go w czasie stanu wojennego, nie był nigdy nawet zatrzymany przez policję. To prawda, że zgromadził ostatnio w całym kraju najliczniejsze wiece. Ale wiece i marsze protestujące przeciwko jego polityce. Teraz przez swe partyjne intrygi może doprowadzić do rozpoczęcia Polexitu, czyli kolejnej katastrofy państwa polskiego. Jak widać, pan prezes Kaczyński do pięt politycznych towarzyszowi sekretarzowi Gomułce nie dorasta. Dlatego zgadzam się z prawicowymi publicystami nawołującymi do nieporównywania pana prezesa do towarzysza sekretarza.
Grupa rekonstrukcyjna
Polacy lubią odwoływać się do historii. Zwłaszcza naszej Polski, bo zwykle jej dobrze nie znają.
Polacy lubią porównywać obecną rzeczywistość do okresów minionych. Stąd te porównania do ZOMO, towarzysza sekretarza Gomułki. Stąd ostatnie histeryczne ataki elit PiS na Niemcy. Wypominanie Niemcom niechlubnej, nazistowskiej przeszłości. Ataki propagandowe wspólnie z Węgrami. Choć to Węgrzy byli w czasie II wojny światowej wiernymi sojusznikami Hitlera. Ostatnimi w Europie Środkowo- Wschodniej, aż do początku 1945 roku. Tak bracia Węgrzy próbowali Europę rozegrać, że kolejny raz utracili marzenia o Wielkich Węgrach. Jeśli popatrzymy na politykę elit PiS, posłuchamy ich retoryki, bez trudu dostrzeżemy, że to grupa rekonstrukcji sanacji jest.
Sanacji końca lat trzydziestych. Tej z kultem truchła Piłsudskiego, flirtami z radykalnymi narodowcami, narastającym zamordyzmem i propagandą mocarstwowej polityki. Sanacji w stanie dekadencji. Sanacji pułkownika Walerego Sławka, który zaczynaj jako niepodległościowiec, demokrata, demonstrant i terrorysta. A na koniec nadzorując policję brał kolejne pokolenie demokratów za przysłowiową mordę. Sanacji skłóconej. Obozu prezydenta, obozu rządowego, kabotyńskiego pułkownika Becka.
Sanacji prowadzącej politykę skuteczne izolującą Polskę na arenie międzynarodowej. Szukającej potem rozpaczliwego wsparcia w bratniej Rumunii i bratnich Węgrach. Sanacji państwa „Domku z kart”. Takiego „państwa z paździerza”. Jakie to dziś mamy szczęście, że pani kanclerz Niemiec wojny Warszawie nie wypowie. I elitom PiS zamiast wywózki na stepy Kazachstanu grożą jedynie tłuste euro posady we wrażej Brukseli. Gorzki, emigracyjny chleb.

Bigos tygodniowy

Jeśli dojdzie do zawetowania przez PiS (bo w taki kwantyfikator trzeba to ująć) mechanizmu powiązania unijnego budżetu oraz Funduszu Odbudowy z praworządnością (a wszystko na to wskazuje), to będzie to klęska i nieszczęście Polski na miarę przekraczającą rezultaty rozbiorów u schyłku XVIII wieku. To ani na jotę nie jest przesada. Oszalałe PiS, a Kaczyński osobiście, pcha nas nas wprost w geopolityczną tragedię, która zaważy na losach tylu pokoleń, ile ich jeszcze w tym kraju żyć będzie. Powstaje pytanie o siłę sprawczą tego co ma się stać – czy to kolejny rozdział polskich dziejów głupoty, czy może „inni szatani są tu czynni”? W każdym razie monstrualna jest groza, która czai się w perspektywie, jako rezultat tego co ma się stać. I nie o pieniądze unijne tu wyłącznie chodzi, choć są one fundamentalnie ważne, w tym także do popandemicznego odbudowywania ekonomii. Stawka jest wyższa. Tu chodzi o los narodu. Naprawdę. Dostrzegł to zresztą Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który w swoim emocjonalnym orędziu zażądał porzucenia pomysłu wetowania budżetu unijnego przez rządzących. W tej sytuacji to, jak zachowa się cwany Orban Viktor, w jaki sposób będzie się chciał ułożyć z Unią, aby dostać fundusze dla umacniania swojej władzy ma już znaczenie drugorzędne.


Po ponad dwóch tygodniach od wyborów prezydenckich, Trump de facto uznał zwycięstwo Joe Bidena i przestał czynić przeszkody w przejmowaniu władzy przez nową administrację. Wydał nawet stosowne polecenie szefowej agendy odpowiedzialnej za ten proces, nakazując podjęcie działań „w interesie kraju”. Ostatnio ów łaskawca nawet oświadczył, że jest gotów opuścić Biały Dom, jeśli Kolegium Elektorów uzna zwycięstwo jego rywala.


Zatrzymanie podczas demonstracji Agaty Grzybowskiej, dziennikarki „Gazety Wyborczej”, przez policję, to kolejny przykład wejścia PiS na drogę represji politycznych bez samoograniczania się. Podobnie należy ocenić zakaz wstępu do Sejmu i Senatu dla Marty Lempart. Szefowa Strajku Kobiet już zapowiedziała, że o swoje prawa będzie walczyć przed niezawisłym sądem, chyba że natrafi na sędziego jawnie oddanego PiS, jak ten który niedawno prowadził sprawę oskarżenia prywatnego przeciw jednej z funkcjonariuszek TVPiS, w sprawie jej pomówień jednego z działaczy opozycji ulicznej, czynnego jeszcze od czasów KOD, o to, że przyjmuje pieniądze za swoją działalność.


Szczepionki na Covid -19 zbliżają się już milowymi krokami, kolejne światowe firmy reklamują swoje produkty jako panaceum na tę zarazę. Już pod koniec grudnia w Europie i na świecie zapowiadane jest rozpoczęcie szczepień. Niestety, obserwacja polskiego pola walki z pandemią sprawiają, że nie widzę Polski jako kraju, w którym może mieć miejsce sprawna operacja zaszczepienia wszystkich dorosłych obywateli. Przede wszystkim szczepionki muszą być przechowywane w określonych warunkach, co oznacza konieczność zapewnienia milionowym dawkom preparatu odpowiednich chłodziarek. Konieczne jest też przygotowanie licznej kadry lekarzy i pielęgniarek, którzy tę operację sprawnie przeprowadzą. A na razie precyzyjnych planów rządu brak, a czasu mamy coraz mniej. Same słowa sprawy nie załatwią, choćby nie wiem jak żarliwie Mateo obiecywał, że się uda. Niestety, bez ciężkiej pracy, koordynacji działań różnych służb, nie uda się. Czarno to wszystko widzę.


Rosjanie zażądali od Polski zapisu ostatniej rozmowy prowadzonej w dniu 10 kwietnia 2010 roku przez braci Kaczyńskich. A wszystko się wzięło stąd, że były sędzia Wojciech Łączewski, w jednym z mediów podał, że widział stenogram tej rozmowy w tajnych aktach sprawy smoleńskiej i może być ona dla polskiej opinii publicznej interesująca. Prokuratura Krajowa już pośpieszyła z zapewnieniem, że nic o takim dokumencie nie wie. Być może sędzia Łączewski błądzi, ale co będzie, jeśli niedługo okaże się, że zapis tej rozmowy widziało znacznie więcej osób?


Miękiszon to słowo minionego tygodnia. Padło wszak z ust oberprokuratora Ziobra na konferencji prasowej jego partyjki, która odbyła się w siedzibie Ministerstwa Sprawiedliwości, a przynajmniej na tle logo resortu. To słowo ma określać, jak się zdaje Mateo, niby-premiera, który niezbyt twardy ma niby być w negocjacjach z Unią Europejską. Słowo jest słowem nowym i okazuje się, że oberprokurator jest też słowotwórcą. Pal sześć talenty Zioberka na polu lingwistyki, problem jest poważniejszy, bo świadczy że zaledwie minister w rządzie Mateo poucza go, napomina i cenzuruje. Więcej, uzurpuje sobie prawo do kreowania polityki, jakby nie było zagranicznej, pomimo że minister Rau czy minister Szymański nie stracili swoich stołków. O co w tym wszystkim chodzi? Kto rządzi tym krajem nad Wisłą? No kto?


Nie tylko czytelna niechęć rządzących i Dudy do zwycięskiego Bidena, ale także niemożność znalezienia nowej formuły relacji z USA sprawiają, że wraz ze zmianą administracji w Białym Domu tracą one dotychczasowy sens. Słuchając przedstawicieli pisowskiego rządu ma się wrażenie, że jeszcze się nie połapali, że „tu zaszła zmiana”. Zatem przypomnieć należy, że od stycznia 2021 roku Biały Dom będzie miał nowego lokatora i będzie to Biden, Joe Biden.


Manifestacje Strajku Kobiet nadal trwają, pomimo marnej pogody i represji stosowanych wobec demonstrantów przez policję. Widać, że kobiety się wkurzyły i nie pozwolą sobie odebrać praw reprodukcyjnych, i tak mikrych w porównaniu z prawami innych Europejek. Przypominam, że Polska była jednym z pierwszych krajów Europy i świata, w których kobiety uzyskały prawa obywatelskie. I co nam z tego zostało?


Znowu policja zaatakowała posłankę na Sejm gazem. Tym razem padło, po posłance Magdalenie Biejat z Lewicy, na Barbarę Nowacką z Koalicji Obywatelskiej, która była w niedzielę na manifestacji Strajku Kobiet w Warszawie. Stało się tak, pomimo że Nowacka pokazała policjantowi legitymację poselską i nie czyniła niczego nagannego. Na nic się to zdało, pan policjant miał w ręku pojemnik z gazem pieprzowym i nie zawahał się go użyć. Wszystko zostało uwiecznione na filmiku i ten kto chce zobaczyć dzielnego funkcjonariusza służb w akcji, może to bez przeszkód uczynić. Ciekawe czy sprawa Nowackiej zostanie dogłębnie wyjaśniona, a sprawca ataku na nią przykładnie ukarany?Czy ataki policjantów na opozycyjnych posłów Sejmu RP są efektem czyjegoś rozkazu? Jeśli tak to czyjego? Czy Komendant Główny Policji Szymczyk czy Wicepremier do spraw Bezpieczeństwa Kaczyński czy Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Kamiński nie powinni zostać w trybie pilnym zdymisjonowani?Czy może na naszych oczach rodzi się nowa, niebezpieczna świecka tradycja? Te pytania muszą się szybko bardzo szybko znaleźć odpowiedzi, bo dotykają nie tylko zasad porządku prawnego, ale osobistego bezpieczeństwa każdego obywatela w zderzeniu z aparatem państwa.

Flaczki tygodnia

Pan prezydent Duda pracował bezobjawowo. To nie oznacza, że w minionym tygodniu jedynie narty smarował.
W tworzonej w Dużym Pałacu kronice jego chwalebnej działalności zapisano, że Pierwszy Obywatel zachęcał „do udziału w zbiórce organizowanej przez Bank Żywności”, wziął udział „w spotkaniu z ekspertami na temat roli witaminy D i innych czynników w procesie budowania odporności przeciw SARS-CoV-2”, oraz uciął sobie telefoniczną pogawędkę o „powyborczej atmosferze, sytuacji geopolitycznej oraz europejskich aspiracjach Republiki z Prezydent elekt Republiki Mołdawii Maią Sandu”.
Dodatkowo pan prezydent spotkał się w „Pałacu Prezydenckim z sygnatariuszami „Apelu o ratowanie polskiej kultury. Rozmawiano o sytuacji twórców wywołanej przez pandemię COVID-19 i systemowych możliwościach wsparcia ludzi kultury”.
Wysłał też życzenia kolejarzom z okazji Święta Kolejarza.

Kiedy pan prezydent Duda milczy, to gadają jego kanceliści i doradcy.
Pan minister Błażej Spychalski biega jak nakręcony po telewizjach i rozgłośniach radiowych i wszędzie tam chwali pod niebiosa policję pałującą demonstrujące Polki.
Słynący z wyjątkowego zakłamania doradca pana prezydenta, twórca nieistniejącej „MABEMY”, pan Andrzej Zybertowicz w tych samych mediach wymownie powtarza, że „potencjał pana premiera Morawieckiego wyczerpuje się”.

Już 70 procent ankietowanych obywateli naszego kraju chce odwołania pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego z funkcji wicepremiera i szefa rządowego komitetu ds. bezpieczeństwa.
Przeciwnego zdania jest 20 procent, co oznacza, że właśnie taka grupa może stanowić żelazny, kibolski elektorat jaśniepana prezesa.
Niestety samo odwołanie pana prezesa z komitetowego przywództwa nie poprawi znacząco bezpieczeństwa obywateli naszego kraju.
Komitet, którym jaśnie pan prezes kieruje, został powołany aby zapobiec rozpadowi „Zjednoczonej Prawicy”, czyli utrzymać pana prezesa i jego oligarchów przy władzy.
Zapewnić im bezpieczeństwo, a nie obywatelom naszego państwa.
I dopóki koalicyjne rządy „Zjednoczonej Prawicy” trwać będą, dopóty krytyka komitetu będzie bezprzedmiotowa.
Zauważcie też, że do komitetowego bezpieczeństwa rządzący nie włączyli Ministerstwa Zdrowia. A przecież ten resort jest dla wspólnego bezpieczeństwa najważniejszy.
Nadzór nad bezpieczeństwem zdrowotnym nadal formalnie sprawuje pan premier Morawiecki, którego bezpieczeństwo polityczne jest znów zagrożone.
Nie tylko dlatego, że sondażowe rzesze jego przeciwników są już wyższe od grup jego zwolenników. Po politycznych salonach PiS znów krążą plotki, że szykowany jest następca pana premiera. Zarabiająca „na saksach” pani euro deputowana Beata Szydło, kiedyś „Królowa polskich prowincjonalnych serc”.
Albo pan minister Mariusz Błaszczak. Zwany w PiS przez konkurentów „Dziwiszem Kaczyńskiego”.

Na razie z rządu nikogo nie zwalniają, tylko przyjmują. Do 43 różnych administracyjnym bytów w Kancelarii Premiera RP dołączył nowy- Departament Tożsamości Europejskiej. Kierować nim będzie pan minister Michał Wójcik, dotychczasowy wiceminister sprawiedliwości, bliski współpracownik pana ministra Zbigniewa Ziobry.
Oficjalnie departament będzie zajmował się „opracowywaniem i opiniowaniem projektów aktów prawnych, programów i innych dokumentów rządowych mających na celu zwiększenie Ochrony Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z uwzględnieniem konstytucyjnym ochrony małżeństwa, rodziny, macierzyństwo i rodzicielstwo oraz tożsamości europejskiej.”
W praktyce każdy dokument, który rząd wyprodukuje będzie musiał przejść przez ręce pana ministra Wójcika. Nowego strażnika pryncypiów ziobryzmu w rządzie propagujących kaczystowską ideologię.
Czy stary kaczyzm ustąpi młodemu, dynamicznemu zbiobryzmu, czy dojdzie do powstania nowego kaczyzmo- ziobryzmu?

Do programów TVP info wrócili pan minister Ziobro jego współpracownicy. Dzięki temu szczuje z TVP i Polskiego Radia znowu otrzymają w przyszłym roku 2 miliardy złotych na swą działalność.
Potrzebnych na dodatki dla lekarzy walczących z pandemią 4 miliardów złotych, rząd pana prezesa Kaczyńskiego już nie znalazł.

Paweł Kukiz, znany celebryta parlamentarny i kutasina polityczny, został usunięty z PSL- owskiej „Koalicji Polskiej”. Bo głosował głupio, co często mu się już zdarzało. Na razie zostanie parlamentarnym singlem, bo jaśniepan prezes Kaczyński przyjmie zapewne kilku parlamentarzystów z kółka kukizowego. Na kolejny polityczny ogon marzący o merdaniu psem ochoty nie ma.

Podległa jaśnie panu prezesowi Kaczyńskiemu policja znowu atakowała demonstrujące Polki. Aby sprowokować je do agresywnych form demonstracji. Jeden z policjantów zaatakował w Warszawie gazem łzawiącym posłankę Barbarę Nowacką, bo pokazała mu legitymację poselską.
Tym samym policja dowiodła, że nakazane ma aby środowiska parlamentarne traktować jak kibolskie.

Gdyby zabrać dotychczasowych poturbowanych i gazowanych przez policję parlamentarzystów, to w Sejmie RP mogłoby powstać z nich przynajmniej koło, albo Parlamentarnych Zespół Ofiar Policji.
„Flaczki” przez dziesięć lat pracowały na poselskich papierach. Nie wyobrażają sobie, żeby w latach 1997- 2007, czyli za rządów AWS, SLD- PSL, czy PiS – LPR – „Samoobrona”, takie traktowanie parlamentarzystów przez policję spotkałoby się z tak milczącą aprobatą marszałków Sejmu oraz aprobatą większości parlamentarnej. Niezależnie od tego kto wtedy rządził i kogo by poturbowano.
Wtedy wszyscy byli zgodni, że parlamentarzysta jest reprezentantem narodu polskiego i konstytucyjnym organem. Wszyscy uznawali prymat Konstytucji nad policyjną pałką.
Rządząca Polską od 2015 roku oligarchia PiS najpierw ustawami niższego rzędu spałowała Ustawę Zasadniczą, a teraz zachęca do pałowania konstytucyjnych reprezentantów narodu.
W taki sposób powstaje ziobrowsko- kaczystowski „neofaszyzm”.
Już poczęty, choć w pełni jeszcze nienarodzony.

KPP czyli Kącik Poezji Patriotycznej

MIĘKISZON

Specjalista od wyroków
wymyślił nam „słowo roku”
Każdy myśli – mogę przysiąc
skąd się wziął ten „miękiszon”?
Czym on jest i co ma znaczyć
pora chyba wytłumaczyć.
Bowiem tego „miękiszona”
wymyśliła jego żona
i, jak zgadnąć to nie trudno,
działo się to w noc poślubną.

Ryszard Grosset