Antykomunistyczna antylogika

Jeżeli ktoś w Polsce chce komuś dokopać to porównuje go do tzw. komuny, PRL a co po niektórzy niuchają gdzie popadnie marksistowskiej ideologii.

Dlatego duet Jędraszewski-Czarnek usiłuje w LGBT czy antyaborcyjnych protestach doszukiwać się neomarksistowskiej inspiracji. Dlatego na wiecach wykrzykuje się: komuniści i złodzieje przy czym pierwszy element tego hasła ma być oczywiście obraźliwym epitetem a nie wyrazem uznania dla pragnących przestrzegania praworządności komunistów. Z kolei opozycja i osoby jej sprzyjające często szafują porównaniami działań i wypowiedzi przedstawicieli sfery (żeby nie rzec sfory) rządzącej do Polskiej Rzeczpospolitej, która w pewnym momencie przestała nie tylko nominalnie być Ludową.

Jednym z najnowszych przykładów może być wypowiedź jaka przemknęła się w jednej ze stacji telewizyjnych. Otóż pewien jegomość dostrzegł w działaniach nieumundurowanych pałkarzy podobieństwo do metod stosowanych przez „komunistyczną” milicję. Szewc Fabisiak widzi tu brak elementarnej logiki. Bowiem w PRL funkcję pałowania wykonywali umundurowani milicjanci a nie przyodziani w cywilne ubrania antyterroryści majora Dziewulskiego. Szewc Fabisiak zauważa też, że nie tylko w PRL, lecz także w innych krajach do reagowania na niewygodne dla władzy demonstracje na ogół nie wykorzystuje się tajniaków każąc im do wchodzić w tłum i wybiórczo pałować kogo popadnie. A tym bardziej nie wysyła się jednostek antyterrorystycznych mających zgoła inne zadania. Ktoś jednak wydał im taki rozkaz i ktoś taki powinien być z tego rozliczony – uważa szewc Fabisiak.

Można te dostrzec i inne przykłady antykomunistycznej antylogiki i to w wydaniu pań o potencjale intelektualnym przewyższającym standardy PiS. Przykładowo, posłanka Nowacka ni z gruchy ni z pietruchy twierdzi, iż Kaczyński mówi głosem Gomułki i Jaruzelskiego nie podpierając tej hipotezy żadnymi cytatami. Bardziej trafne – zdaniem szewca Fabisiaka – byłoby porównanie sejmowych oracji Kaczyńskiego do wystąpień naczelnika Piłsudskiego, który z podobnym poważaniem odnosił się do parlamentarzystów. Jednakże takie porównywanie nie mieści się w regułach poprawności politycznej Koalicji Obywatelskiej. Za z gruntu nielogiczne jest samo porównywanie Jarosława Kaczyńskiego do Wojciecha Jaruzelskiego, podobnie jak krążące w internecie wizerunki Kaczyńskiego w mundurze wojskowym szykującego się do ogłoszenia stanu wojennego. Tymczasem między obu tymi postaciami istnieją zasadnicze różnice. O ile Kaczyński prowokuje i podjudza konflikty, to Jaruzelski starał się dopóki to było możliwe je łagodzić. Szewc Fabisiak pamięta słowa generała z 1981 r.: jak długo ręka wyciągnięta do zgody będzie się spotykać z zaciśniętą pięścią.

Natomiast gdyby, bądź co bądź zaprawieni w antykomunistycznej retoryce koalicjanci obywatelscy byli bardziej czujni, to w niektórych poczynaniach nacjonalistycznej prawicy niechybnie odkryliby całkiem współczesną komunistyczną inspirację. Chodzi tu o samochodowy rajd z okazji święta 11 listopada. Pierwsi bowiem na pomysł zastąpienia pochodów pierwszomajowych przejazdami samochodami przez ulice miast wpadli rosyjscy komuniści i zamiast paradować poruszali się swoimi autami. Szewc Fabisiak ma jednak wątpliwości, iżby – mając na uwadze ich mikroskopijną orientację na temat tego co się dzieje w świecie – nasi narodowcy zechcieli kopiować obce im ideowo komusze wzorce. Bardziej prawdopodobne jest to, że pomysł ten zrodził się w ich głowach samoczynnie i jak gdyby równolegle do pomysłów rosyjskich. Jednakże rosyjscy komuniści nie wzniecali awantur ulicznych ani nie podpalali mieszkań. I tym się różnią od polskich nacjonalistów – wnioskuje szewc Fabisiak.

Zrezygnowali z podwyżek

Sejmowa Lewica oficjalnie przeprosiła wyborców za swoje głosy za podniesieniem wynagrodzeń parlamentarzystów. Tylko czy to wystarczy, by zatrzeć fatalne wrażenie?

Parlamentarzyści Lewicy wyciągnęli wnioski z oburzenia wyborców, jakie wybuchło w internecie – ale przecież nie tylko – po głosowaniu w sprawie poselskich wynagrodzeń. Przeprowadzoną 17 sierpnia konferencją prasową mieli nadzieję odzyskać uznanie tych, którzy w weekend zarzekali się, że nigdy już nie zaufają politykom deklarującym socjaldemokratyczne poglądy, a podnoszącym sobie zarobki w czasie niszczycielskiej epidemii. Internet przez ostatnie huczał od porównań postępowania polskich parlamentarzystów do decyzji polityków czeskich czy nowozelandzkich. Tam w geście solidarności członkowie rządu i posłowie swoje pensje, na określony czas, obcinali.

Posłanka i rzeczniczka prasowa Lewicy Anna-Maria Żukowska przeprosiła w imieniu klubu na specjalnej konferencji prasowej. Wskazała, w jaki sposób błąd będzie naprawiony: poprzez wniosek w Senacie, a następnie głosowanie całej opozycji – Lewicy i KO – która ma tam większość, przeciwko ustawie.

Mądrość trzech partii

– Za błędy trzeba przepraszać, za głupotę też trzeba przepraszać. Jesteśmy mądrzy wtedy, gdy jesteśmy mądrzy mądrością naszych wyborców i wyborczyń, a także mądrością naszych trzech koalicyjnych partii – mówiła Żukowska. To dość klarowne nawiązanie do tego, że podczas feralnego głosowania w klubie Lewicy była szóstka posłów, którzy opowiedzieli si przeciw podwyżkom. Postąpiła tak cała pięcioosobowa grupa polityków Razem oraz Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanka niezrzeszona, ale w przeszłości także zasiadająca we władzach tego ugrupowania. Rzeczniczka prasowa Razem Dorota Olko, stojąca podczas konferencji obok Żukowskiej, zaakcentowała, że intencją jej formacji zawsze było stanie obok ludzi, a nie elit.

– Jako senatorka klubu parlamentarnego Lewicy w imieniu moim i senatora Wojciecha Koniecznego będę składać dzisiaj wniosek o odrzucenie projektu tej ustawy w całości. Jesteśmy z naszymi wyborcami, uważamy, jako senatorowie, że nasi wyborcy muszą wiedzieć, że reprezentujemy ich i ich zdanie – powiedziała wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, związana z Wiosną. Zaznaczała również, jak dobrym rozwiązaniem okazało się zachowanie dwuizbowego parlamentu: bez Senatu nie byłoby mowy o wycofaniu się z błędnych decyzji podjętych w Sejmie.

Tak też w izbie wyższej się stało. I chociaż PiS głosami swoich ludzi w Sejmie mógł odrzucić decyzję Senatu, to zrezygnował z podwyżek. Po raz kolejny to rządząca partia wyszła obronną ręką z całej awantury. Opinia publiczna zapamięta raczej chciwą opozycję, niż to, że taką samą chciwością, i to nie po raz pierwszy, popisał się PiS.

Pogrążyć opozycję

Opozycji dodatkowy cios zadał Ryszard Terlecki z PiS. Na konferencji prasowej zwołanej już po tym, gdy temat podwyżek ostatecznie upadł, oznajmił, że to nie od rządu wyszedł pomysł podniesienia płac polityków.
– Inicjatorami podjęcia tego tematu była opozycja, a myśmy się na to zgodzili. Przez kilka dni prowadziliśmy rozmowy. Po drugie: to opozycja chciała, byśmy zrobili to teraz i by tego nie przeciągać sprawy na wrzesień. Po trzecie: to opozycja chciała, by do tej ustawy dodać jeszcze kilka elementów poprawiających sytuację posłów, jak trzynaste wynagrodzenie – mówił Terlecki, przy okazji wyśmiewając polityków PO, że chyłkiem wycofali się z całej sprawy, gdy ich postawę skrytykował na Twitterze Donald Tusk.

PO ma problem z Lewicą

PO bardziej atakuje Lewicę niż realnie robi coś z PiSem.

Nie tylko Małgorzata Kidawa-Błońska, ale też liberalni dziennikarze zauważyli już, że zagrożone są ich kluczowe wartości: „kompromis” aborcyjny, leżenie krzyżem przed klerem, czy podważanie geniuszu Leszka Balcerowicza i świętej prywatyzacji…

Lewica przez marne 48 godzin w sejmie obnażyła klerykalizm i pustkę PO, a jeden poseł jeszcze podniósł do góry socjalistyczną pięść zamiast przepraszać 24/7 za Katyń. Posłanka Biejat została szefową komisji rodziny, bo nawet PiS woli ją od Grzegorza Brauna. A rząd sam już nic rodzinom nie da poza przypominaniem 500+ i apelowaniem by lud wiecznie już za to całował stopy Kaczyńskiego.

To dla nich straszne! Wcześniej tego problemu w zasadzie nie było, bo tylko „prostak z ludu” Lepper ośmielił się kilka razy popsuć cocktail party. A teraz mają przed sobą bezczelną Lewicę, która nie przytula się z biskupami i zakłada zespół ds. LGBT. Jak oni to przetrwają???

Boją się, że nie przetrwają. I dlatego atakują. Bo cała „opozycyjność” liberalnej „opozycji”… to trochę perfum na krzyżu.

Lewica rozgrywa POPiS

Tak, wiem. To dopiero kilka dni od inauguracji nowego Sejmu. Wszystko jeszcze przed nami. Najlepsze i najgorsze. Ale w polityce, jak w zawodach sportowych, dobrze jest zacząć z wysokiego poziomu. Zjednoczona Lewica zaprezentowała się na starcie bardzo dobrze.

Zdobycie stanowisk kierowniczych w komisjach sejmowych i postawienie się w roli siły niezbędnej PiSowi do przepchnięcie bardzo istotnej, z punktu widzenia budżetu likwidacji 30-krotności składki ZUS doprowadziło do rozpaczy w obozie Koalicji Obywatelskiej, której przywódcy liczyli, że Lewica będzie jej spółką-córką. Nic z tego. Kidawie-Błońskiej, tej słynnej łagodnej pani z bilbordów opatrzonych napisem „współpraca, nie kłótnie” pozostała bezsilna złość i rzucanie obelgami. A Lewica ma szansę zostać głównym obrotowym tej kadencji, jeśli tylko utrzyma obecny kurs.

Dobre rozpoczęcie jest wynikiem wykorzystania sprzyjających warunków i politycznej zręczności. Po raz pierwszy od 2015 roku mamy do czynienia z realnym rozłamem w Zjednoczonej Prawicy. Porozumienie Jarosława Gowina przypomniało sobie, że jest partią bogatej klasy średniej i właścicieli firm. A PiS znalazł się w tym samym punkcie, od którego rozpoczął się rozkład Platformy Obywatelskiej – jest partią agregującą poparcie grup społecznych o sprzecznych interesach klasowych. Aby sprostać wzrastającym apetytom na świadczenia socjalne, musi pozyskać nowe miliardy do budżetu. Zniesienie 30-krotności składki na ZUS jest sięgnięciem do kieszeni burżujów. Gowinowcy nie poprą więc ustawy, nie zrobi tego również ultrakapitalistyczna Konfederacja ani zachowawcze do porzygu PSL. Prognozowane siedem miliardów szlag trafi… chyba że za ustawą zagłosuje Lewica.

To ona jawi się PiSowi jako jedyna siła skłonna poprzeć rozwiązania, które gwarantują budżetową stabilność, a co za tym idzie – polityczne trwanie. Hipotetyczny alians w doraźnych głosowaniach jest jednak obarczony ryzykiem dla obu stron. Zmienia on bowiem postrzeganie Lewicy przez elektorat PiS. W przeciwieństwie do KO nie jest to już opozycja totalna, a partner, z którym ich partia współpracuje. W dłuższej perspektywie może to zaowocować możliwością zaistnienia przepływu elektoratu na linii PiS-Lewica, czegoś co jeszcze niedawno wydawało się nierealne z powodu silnego przywiązania wyborców socjalnie wygłodniałych do partii Kaczyńskiego. Teraz jednak PiS jest słabszy, a wyrasta mu konkurent – partia, która roztacza spójną wizję państwa opiekuńczego. Ponadto, Lewica, tuż po sejmowej inauguracji jawi się jako całkiem poważna siła polityczna, której potrzebuje władza, przynajmniej w tym momencie. Gdzie jest w tym czasie Koalicja Obywatelska? Popłakuje gdzieś samotnie w kącie.

Zagrożeniem, jakie może wyniknąć dla PIS z takiej chwilowej nawet bliskości jest odpływ części elektoratu, oburzonego współpracą z „komunistami”, do Konfederacji. Lewica z kolei może zostać wpuszczona na podwórko przeciwnika, a potem ostrzelana z dział jego propagandy. Już teraz prawicowe media prześcigają się w atakach na nową przewodniczącą komisji pracy i polityki społecznej, rycząc z oburzeniem, że władza przyznaje „kluczowe stanowiska” lewaczce i aborcjonistce. Mimo iż Magda Biejat nijak nie pasuje do wizerunku radykałki, jest matką dwójki dzieci, białą, heteroseksualną osobą, w wyważony sposób wyrażającą swoje racje. Pytanie – kto na takiej ofensywie skorzysta – PiS czy polityczka, która znajdzie się w centrum wydarzeń.

A co z atakiem na Lewicę ze strony Koalicji Obywatelskiej? Tutaj Lewica musi pocisnąć swoją opowieść – o wielokrotnej kolaboracji PO z PiSem podczas poprzednich kadencji, na czele z uwaleniem projektu „Ratujmy Kobiety” czy obniżeniem emerytur dla pracowników struktur PRL. Schetyna i spółka głosowali zgodne z PiS w ponad połowie głosowań, więc nie mają żadnej legitymacji, by uderzać za to w Lewicę.

Dla Lewicy wspieranie prosocjalnych ustaw PiS to okazja do uskutecznienia swoich postulatów. Z wypowiedzi Marceliny Zawiszy wynika, że poparcie jej klubu dla projektu zniesienia przywileju ZUS dla bogatych ma być warunkowane wprowadzeniem emerytury maksymalnej, czyli zażegnania pojawienia się w przyszłości gigantycznych świadczeń dla tych, którzy zarabiali kokosy. W ten sposób Lewica może wcielać w życie swoje pomysły, znajdując się w opozycji i zarazem krytykując rząd, np. za niewydolność służby zdrowia.

Wreszcie, w końcu Lewica jawi się społeczeństwu się jako siła polityczna mówiąca językiem socjalnym. Wyjście poza postulaty światopoglądowe jest powrotem na właściwe miejsce w politycznej konstelacji. I z tego cieszę się najbardziej.

Wyborcy centrowi zagłosują na Lewicę?

Ponad połowa zwolenników Koalicji Obywatelskiej w drugiej kolejności zagłosowałaby na Lewicę – wynika z sondażu przeprowadzonego dla Oko.press przez IPSOS.

Respondenci tego badania odpowiadali na pytanie: jak by się zachowali przy urnie, gdyby nie mogli zagłosować na swoją partię.
Aż 51 proc. respondentów, którzy deklarują chęć oddania głosów na formację Grzegorza Schetyny w drugim wyborze oddałoby głos za Lewicę. Co piąty ankietowany z tej grupy wskazał na Polskie Stronnictwo Ludowe, a jedynie 2 proc. zagłosowałoby na Prawo i Sprawiedliwość i tyle samo na Konferedacje. Oko.press powołuje się na badania, które wykazują, że wyborcy Lewicy i KO mają zbliżone spojrzenie na przyszłość Unii Europejskiej i pozycję Polski we wspólnocie, a także na konieczność ograniczenia roli Kościoła w życiu publicznym, praworządność, prawa człowieka i niektóre kwestie obyczajowe. Jest więc możliwe, że w przypadku gdy Lewica zaprezentuje się podczas kampanii jako opcja bardziej wiarygodna w wymienionych kwestiach, może odebrać Koalicji część elektoratu. Obecnie formacje te dzieli, w zależności od sondażu od 12-15 pkt proc.
Ważnym zadaniem dla Lewicy będzie również dopieszczenie, mobilizacja i utrzymanie więzi z własnym elektoratem, którzy na drugim miejscu, jeśli chodzi o możliwość oddania głosu wymieniają Koalicję Obywatelską. Takie stanowisko zadeklarowało aż 69 proc. wyborców formacji Zandberga, Biedronia i Czarzastego. 7 proc. wyborców Lewicy zagłosowałoby na PiS., a 6 proc. na PSL. Żaden z badanych ankietowanych nie wymienił Konfederacji jako opcji numer 2.
Wyborcy PiS jako drugi wybór najczęściej wymieniali PSL. Taką opcję wybrało 20 proc. z nich. Warto jednak podkreślić, że największa część elektoratu Kaczyńskiego i spółki nie mogąc zagłosować na swoją ukochaną partię, po prostu nie poszłaby na wybory. Taką odpowiedź zakreśliło aż 41 proc. ankietowanych. 8 proc. oddałoby głos na Konferedację, 4 proc. na Koalicję Obywatelską, a jedynie 3 proc. na Lewicę.
Dla 20 proc. wyborców PSL drugim wyborem jest KO (20 proc.), a na kolejnym miejscu, co może wydawać się zaskakujące uplasowała się Lewica (10 proc.)
Jedną z ciekawszych konkluzji jest bardzo niska rezerwa PiS, który może zyskać w najbliższych wyborach najwyżej 4 pkt proc. Partia Kaczyńskiego wyczerpała najwyraźniej swoją zdolność do poszerzania poparcia kosztem innych ugrupowań, a może zyskiwać jedynie mobilizując wyborców dotąd nie biorących udziału w wyborach.

Największe rezerwy, według sondażu IPSOS mają Lewica i PSL – po 17 pkt proc.

Schetynizm to choroba!

Komentatorzy, którzy uparcie wzywają do startu wielkiej, zjednoczonej opozycji „w obronie demokracji” nie rozumieją najwyraźniej, że elektoraty się nie dodają, a „obrona demokracji” to hasło tak bardzo nośne, jak wielkie są obecnie wszystkie przemarsze i demonstracje KOD-u.
Lęki części elit, Inteligencji i biurokracji nie są lękami powszechnymi, a pospolite ruszenie starych wyjadaczy zakończyło się klęską już w eurowyborach. Społeczeństwo nie przeżywa reform na uniwersytecie, ani stanu konstytucji.
Albo opozycja się podzieli i osobno powstanie jej liberalny oraz lewicowy blok, albo Titanic antyPiS-u pójdzie ostatecznie na dno, bo to, że dla działaczy establishmentu neoliberalizm z masakrą prywatyzacyjną, przymusem emigracji za chlebem dla milionów i gadaniem o tym, że nic się nie da i żadnego socjalu nie będzie… był „demokracją” to naprawdę nie leży w żadnej szerszej wrażliwości i nie jest potocznym odbiorem obecnej sytuacji politycznej.
Przestańcie się zachowywać jak karykaturalne wersje różnych obozów elit rodem z teorii Pareto, które płaczą, że inne elity zabrały cukierki i zajmijcie się polityką klasową, dla klas i z programem, który wyjdzie poza bańkę oburzonych na zamieszanie w muzeach, teatrach i uczelniach. Schetynizm to niestety bardzo ciężka choroba.

Skrzydłom koalicji pożary nie straszne

Obserwacja braku decyzyjności wśród liderów na których liczą wyborcy opozycji pozwala wątpić w ich rzeczywistą siłę. Podziały to najgorszy pomysł na jaki może się teraz skusić jakakolwiek partia po stronie przeciwnej do obozu rządzącego. Niektórzy wciąż jednak łudzą się, że ich indywidualne przekonania mają teraz jakiekolwiek znaczenie.

Hasło, które wydaje się jak mantrę powtarzać lider PSL, jakoby „skrzydła zbyt szerokie się łamią” (z pewnością nie anielskie, ponieważ PiS już zdążył dokonać oficjalnego podziału na dobrych i złych) tłumaczyć ma jego usilne przekonanie o słuszności ochrony swoich wyborców przed światopoglądowymi deklaracjami lewicy.  Nie wiadomo jednak jak dawno pod swoje skrzydła zaglądał  i czy zdaje sobie sprawę, kto tam jeszcze w ogóle jest. Kamysz zdaje się nie widzieć, że zielony szyld może już nie nieść za sobą żadnych realnych działań dla swoich wyborców. Nie jest już przecież tajemnicą, że strategiczna, daleko w przód wybiegająca propaganda PiS już dawno dotarła ze swoją wizją lepszej Polski na wiejskie tereny.  To właśnie teraz, w małym wiejskim kościółku odbywa się  mszalny wiec wyborczy PiS. W innej wsi
z kolei strażacy OSP „w ramach docenienia jej dotychczasowej działalności” otrzymują z kasy rządu kolejne przelewy na konta.
Mało kto przy tym  zdaje sobie sprawę, że strażacy z OSP wciąż i tak nie wiedzą co  zrobić z otrzymywanym kapitałem. Jak wynika z raportu NIK tylko 30% strażaków będzie potrafiło i mogło realnie skorzystać z zafundowanej im wiedzy i gasić pożary. Choć przed zmianą sposobu finansowania OSP ludowcy stali  murem wraz z PO, to niewiele zadziało się w tej sprawie. Pieniądze owszem napływają ale „z klucza partyjnego” którego zasady zna tylko prezes. A temu z kolei wcale nie zależy na tym, aby  ktokolwiek w kraju działał. Jedyną aktywnością jaką ma wykonać strażak z OSP jesienią jest pójście do urny i oddać głos na PiS.  Tym samym, w czasie kiedy PSL w stworzonej z ego bańce układa sobie swój wizerunek i chroni nieznanych sobie wyborców, PiS kolęduje od wsi do wsi i wskazując na efekty swojej „dobrej zmiany” przenosi na rękach na swoją stronę.
Partie po stronie opozycyjnej są silne i mogą bardzo wiele zdziałać w ramach swoich programowych założeń. Teraz jednak wybitnie daje się we znaki strach, który motywuje ich do jeszcze większych podziałów. Brak stanowczości jest znacznie większym zagrożeniem niż jakakolwiek mocno postawiona decyzja. Ego wciąż bierze górę nad rozsądkiem i nie pozwala PSL ustawić się twardo po stronie przeciwko największemu zagrożeniu dla Polski.
Strach Kamysza przed niegłosującymi i pozostającymi w domu potencjalnymi wyborcami PSL jest dla niego tak paraliżujący, że już dawno zapomniał w jakim celu tak naprawdę powstaje koalicja. Wydaje się wierzyć i podświadomie przekonywać  do tego innych, że kiedy nie daj boże pojawią się w koalicji z lewicą, fala LGBT  wyleje się szerokim strumieniem na polską wieś. Strach i obawy przed złowróżbnymi tęczowymi wizjami PSL to jednak nie to czego na prawdę powinni się obawiać.
Ludowcy wydają się nie  widzieć w jak dużym zagrożeniu jest obecnie nasz kraj. Samowola prawicy już dawno wylała się poza nasze granice i w obecnych dnia kompromituje Polskę również na arenie międzynarodowej.  Każdy podział w opozycji będzie więc  tylko wzmacniał obóz rządzący, który z racji obecności w niej prezesa – wizjonera nie ma już żadnych zahamowań.
W obecnym momencie, kiedy zagrożona jest demokracja  – każdy inny temat powinien zostać odłożony na bok. To nie LGBT jest bowiem zagrożeniem dla Państwa ale przyzwolenie na dalsze podziały. Na komfort indywidualnych poglądów i troskę o swoje ego można sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy odzyska się realną władzę w państwie. Obecnie to tylko taniec na cudzym weselu.
Każdy z wyborców jest człowiekiem, bez względu na swój kolor skóry, wyznanie, światopogląd czy orientację. Jako człowiek posiada wolność wyboru i jeżeli pozwoli się mu myśleć, wybierze właściwie dla siebie. Tym samym to podstawa demokracji powinna być punktem wyjścia w rozmowach o ewentualnym zjednoczeniu, a nie żadne inne argumenty przeciw bogu ducha winnym działaczom równościowym. W mądrze rządzonym kraju znajdą oni przecież i tak należne dla siebie miejsce.
Wywalczona wolność wyboru powinna być skierowana teraz na słuszne tory – dla dobra Polski, a nie egoistycznych indywidualnych motywacji. Tłum chce czuć siłę i zdecydowanie  – tylko wtedy pójdzie w ogień gasić nawet najbardziej rozgorzałe pożary.

W co gra PSL?

W referendum w SLD 13 tysięcy osób upoważniło mnie do negocjacji z siłami politycznymi, które chcą z nami współpracować. Zdecydowaliśmy, że pierwszymi, z którymi będziemy negocjować są nasi dotychczasowi partnerzy z Koalicji Europejskiej, przede wszystkim ze względu na przyzwoistość. Osobiście bardzo dobrze oceniam wynik KE, tym bardziej, że był to projekt zawiązany 3 miesiące wcześniej i był bardzo trudny. Uważam, że jak na 3 miesięczny projekt, to zrobił on bardzo dobry wynik.
Jeżeli moi dotychczasowi partnerzy z Koalicji Europejskiej powiedzą, iż nie prowadzimy tego projektu dalej – a w tej sprawie najwięcej ma do powiedzenia Grzegorz Schetyna, który jest szefem największej partii – jeżeli tak się stanie to uszanuję tę decyzję i zacznę budować blok lewicowy.
Projekt Koalicji Europejskiej przestał hulać, bo mój przyjaciel Władysław Kosiniak-Kamysz podjął drogę, którą próbujemy zrozumieć. Nikt nie traktuje poważnie argumentu, że PSL nie chce iść z SLD, z którym współrządził przez 7 lat. Może w stanowisku PSL chodzi o potencjalną współpracę z PiS-em w przyszłości? To nie polityk SLD powiedział: „wybory wygra nasz koalicjant”. Jak ktoś niejasno stawia sprawę to daje możliwość do rożnej interpretacji.
Każdy ma prawo do swoich decyzji, ale trzeba pamiętać, iż trzeba będzie ponieść za nie odpowiedzialność.
Sojusz nie pójdzie do wyborów samodzielnie. Mamy dwa warianty i one są rozpisane w terminach. Jeżeli Grzegorz Schetyna nie będzie kontynuował Koalicji Europejskiej – do czego ma prawo – SLD razem z partnerami: Partią Razem, Partią Wiosna, PPS, Inicjatywą Feministyczną, WiR-em i wieloma innymi zbuduje blok lewicowy.

Opozycja wspólnie czy osobno?

Ważą się losy kształtu Koalicji Obywatelskiej.
– To od delegatów PSL zależy, czy pójdą razem w porozumieniu z Koalicją Obywatelską, czy pójdą sami. Pójście samemu, pójście rozbitej, podzielonej opozycji to przepis na zwycięstwo PiS. Dlatego do wszystkich ludzi dobrej woli, do opozycji demokratycznej apelujemy o współpracę, otwartość i dobrą wole, apelujemy także do PSL – mówił w piątek 5 lipca Grzegorz Schetyna.

Szeroka koalicja wokół PO

– Spotykamy się w tym składzie, odpowiedzialnych za kampanię i za zbudowanie szerokiej koalicji z założeniem, żeby te wybory wygrać. Zrobimy wszystko, aby tak się stało – zapewniał lider PO. Na konferencji wystąpił razem ze sztabem wyborczym Koalicji Obywatelskiej: Krzysztofem Brejzą, Barbarą Nowacką, prezydentem Sopotu Jackiem Karnowskim, a także Małgorzatą Kidawą-Błońską i Katarzyną Lubnauer.
Platforma prowadzi od kilku tygodni akcję #POrozmawiajmy, w ramach której politycy jeżdżą po kraju i spotykają się z wyborcami. W ten weekend posłowie Platformy będą na północy Mazowsza, potem w Rajgrodzie, w Augustowie i Suwałkach. Sobota to aktywności w województwie łódzkim i kujawsko-pomorskim.
– Nasze rozmowy z samorządowcami trwały od roku i wiemy, co chcemy zrobić. Chcemy zbudować skuteczną koalicję w taki sposób, aby mogła skutecznie podjąć wyzwanie tej kampanii wyborczej – tłumaczył Schetyna.

„Koalicja to wspólne działanie, a nie stawianie warunków”

Od kilku dni trwają rozmowy z PSL, który po wyborach europejskich opuścił Koalicję. – Wiemy, że dużo dzieje się na scenie politycznej i różne partie i ugrupowania próbują szukać swojej tożsamości. Chcemy powiedzieć, że naszym pierwszym wyborem jest PSL, ale też chcę wyraźnie powiedzieć, że Koalicja istnieje i będzie istniała – mówi lider PO.
Decyzję, co dalej, PSL ma podjąć w sobotę. Wtedy to członkowie partii w głosowaniu zadecydują, czy przyłączą się do KO. – Pójście samemu, pójście rozbitej, podzielonej opozycji to przepis na zwycięstwo PiS. Dlatego do wszystkich ludzi dobrej woli, do wszystkich środowisk, do opozycji demokratycznej apelujemy o współpracę, o otwartość i dobrą wolę, apelujemy także do PSL – podkreślał Schetyna.
– Oczekujemy od PSL szybkiej decyzji, bo Polacy oczekują od nas ciężkiej pracy, a nie dyskutowania – mówił prezydent Sopotu Jacek Karnowski.
Schetyna przyznał, że jest dobrej myśli, ale tę decyzję muszą podjąć sami członkowie PSL. Przewodniczący PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, kilkukrotnie zapowiadał, że ciężko mu będzie zaakceptować koalicję, w której ma znaleźć się PSL i SLD czy inne ugrupowania lewicowe.
– Rozmowa o koalicji to nie jest rozmowa o warunkach, to rozmowa o chęci, żeby być razem, robić politykę, podejmować decyzje i wygrywać. Jeśli PSL chce wygrywać razem z KO, to zapraszamy – konkludował Grzegorz Schetyna.

Jednak koalicja

W wewnątrzpartyjnym referendum 83 procent członkiń i członków SLD opowiedziało się za startem w porozumieniu z ugrupowaniami prodemokratycznymi.

Uprawnionych do głosowania było 20779 działaczy Sojuszu, a w referendum wzięło udział 13129 osób. To oznacza frekwencję na poziomie 63 proc. 10888 osób w referendum opowiedziało się za startem SLD w koalicji, co stanowi 83 proc. głosujących. 2218 osób, czyli 17 proc głosujących, opowiedziało się za samodzielnym startem. Oddano 25 głosów nieważnych. Jesteśmy jedyną partią, która w ten sposób podejmuje kluczowe decyzje

Kilka dni temu Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała, że jeżeli chodzi o składki członkowskie za rok 2018, to największą ich kwotę zebrał PiS – 579 tysięcy zł, następne było SLD – 460 tysięcy zł, następnie PO – 169 tysięcy zł oraz PSL – 51 tysięcy zł. Dlaczego podaję te dane? Pragnę pokazać, iż SLD to sprawna struktura, która ma swoje koła w 340 powiatach.

Posiadam, jako przewodniczący Sojuszu, najsilniejszy mandat w sprawie prezentacji stanowisk ze wszystkich partii, ponieważ ten mandat został mi udzielony dwa dni temu przez członkinie i członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przyzwoitość nakazuje zwrócić się do naszych dotychczasowych koalicjantów i odpowiedzieć na zaproszenie Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Partii Zielonych oraz struktur, które popierały Komitet Wyborczy Koalicji Europejskiej, czyli SDPL, Inicjatywa Polska, PPS, Wolność i Równość oraz samorządowców i stwierdzić, iż jesteśmy otwarci na kontynuowanie rozmów i kontynuowanie pracy w ramach Koalicji Europejskiej. Czekamy na stanowisko PSL-u, i jak rozumiemy poznamy je 6 lipca. Z przyjemnością, jako SLD, przyjmujemy stanowisko Partii Wiosna, cieszymy się, iż Robert Biedroń chce dołączyć do Koalicji Europejskiej. Jednocześnie mówimy jasno i precyzyjnie, że tworzenie koalicji może się odbywać tylko przez partie jednoznacznie wiarygodne w sprawach transparentności finansowej, w związku z tym prosimy Partię Wiosna o odpowiedzi na wszelkie pytania zadawane przez WatchDog. Transparentność każdej struktury jest ważna, ponieważ brak takiej transparentności może każdą koalicję obciążyć.
38 procent głosów, która zostały oddane na Koalicję Europejską, 45 procent na PiS i 6 procent na Partię Wiosna – to jest wynik, który upoważnia nas do postawienia następującej tezy: nie widzimy w tej chwili w Polsce żadnej innej siły poza jednością i pracą, poza konsolidacją polskiej opozycji. Mrzonki o dwóch lub trzech blokach opozycyjnych rozbiją się według nas o system D’Hondta w sposób bezlitosny. 7 procentowa różnica nie jest po to, aby nad nią płakać, tylko po to, aby wziąć się do roboty i powiedzieć: wygramy wybory! Zrobimy to lepiej, niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wiemy co spieprzyliśmy i to co zrobiliśmy źle poprawimy, a to co zrobiliśmy dobrze, zrobimy jeszcze lepiej.

W wyborach parlamentarnych pragniemy walczyć o zwycięstwo. My chcemy walczyć o Sejm, my chcemy walczyć o Senat! Nie dopuszczamy innej możliwości. Tworzenie konstrukcji, która będzie walczyć tylko o Senat, poprzez jedną listę opozycji; a w Sejmie mamy walczyć tylko o niedopuszczenie do zdobycia przez PiS większości konstytucyjnej, uważamy za absurd. Jeżeli tak się stanie, będzie to świadczyło o nieumiejętności liderów, którzy nie potrafili dogadać list sejmowych, a zatem nie zdobędą naszego zaufania do budowy wspólnych list do Senatu. SLD walczy i chce mieć partnerów w walce o Sejm i o Senat. I to jest nasze bardzo twarde stanowisko.

Przyszła koalicja powinna powstać na zasadach równego traktowania partnerów, ale również akceptowania wielkości tych partnerów. Największym partnerem w przyszłej koalicji jest Platforma Obywatelska i dlatego to oni powinni wyznaczyć szefa sztabu. Dyskusje kadrowe oraz programowe powinny zakończyć się w lipcu. Chyba, że zdarzy się coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Jeżeli zapowiedzi naszych dotychczasowych koalicjantów okazałyby się nieprawdziwe, to jesteśmy gotowi do zbudowania bloku lewicy. Oczywiście ktoś będzie musiał wziąć odpowiedzialność, za to, iż nie powstanie szeroki blok sił demokratycznych. My chcemy takiego szerokiego bloku i jednocześnie ucinamy wszelką dyskusję w tej sprawie. Jeżeli partyjna głupota i prymitywne personalne zobowiązania taki blok rozwali, to razem z Partią Zieloni, Partią Razem, Partią Wiosna, SDPL, PPS, Inicjatywą Feministyczną, WiR-em oraz samorządowcami lewicy stworzymy listy do Sejmu oraz do Senatu.

W tej chwili jesteśmy gotowi na trzy warianty: szerokiej koalicji, szerokiej opozycji bez PSL-u oraz szerokiego wariantu lewicowego. Kadrowo jesteśmy gotowi wystawić 900 osób na listach wyborczych. W sprawie programu, podstawowe sprawy dla SLD to poprawa jakości usług publicznych państwa na rzecz obywateli: służba zdrowia, edukacja, kultura i wychowanie młodego pokolenia, a także zapewnienie godnej starości osobom starszym. Następna sfera to jest klimat i wszystkie sprawy z związane z tym zagadnieniem, obiektywna polityka historyczna, świeckie państwo, prawa kobiet oraz przywrócenie praw nabytych emerytów mundurowych. Konkrety? Po pierwsze, podwyższenie emerytur i rent do poziomu płacy minimalnej oraz automatyczna ich waloryzacja wraz ze wzrostem płacy minimalnej. Jednocześnie te najniższe świadczenia powinny być zwolnione z podatku dochodowego. Po drugie, budownictwo mieszkaniowe – przekazanie 800 tysiącom ludzi – którzy chcą posiadać mieszkania i chcą je zakupić na rynku pierwotnym – 50 tysięcy złotych ze strony państwa na poczet wkładu własnego. To działanie plus remont 1 miliona mieszkań z rynku wtórnego rozwiąże systemowo problem mieszkalnictwa w Polsce. Po trzecie, wprowadzenie zasad renty wdowiej, która będzie polegać na tym, iż po śmierci partnerki lub partnera przy osobie żyjącej zostaje 85 proc. świadczenia wyższego, bądź świadczenie, które jest przy osobie żyjącej plus 50 proc. świadczenia osoby zmarłej. Po czwarte, zagwarantowanie przejścia na emeryturę mężczyznom po przepracowaniu 40 lat, a kobietom po przepracowaniu 35 lat. Po piąte, wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia pielęgnacyjnego. Mówi to osoba, która ma tatę w wieku 96 lat oraz mamę w wieku 89 lat i wie co mówi. Po szóste, pragniemy również zakończyć z gigantomanią tego rządu.

Jesteśmy przeciwko zakupowi nowych samolotów szturmowych, ponieważ nie planujemy jako SLD w najbliższym czasie żadnego ataku, czy też inwazji. Za absurdalny uważamy pomysł lotniska CPK. Sam zakup samolotów szturmowych bez uzbrojenia to jest 10 mld, a z uzbrojeniem i infrastrukturą to jest 40 mld. Projekt mieszkaniowy, który przed chwilą został zaprezentowany to koszt właśnie 40 mld złotych. Jeżeli chodzi o wprowadzenie postulatów światopoglądowych, o które jesteśmy pytani, że to nas różni. Różnice w koalicji będą, ale pragmatycznie mówię: będziemy wprowadzali te postulaty światopoglądowe polskiej lewicy, na które będzie konsensus z polską prawicą, np. sprawy związane z in vitro. Konsensus i koalicja wymaga rozsądku i dystansu. Sprawy, które uzgodnimy oraz te rzeczy, na które w Sejmie zbudujemy stosowną większość. Jeżeli polska lewica jest przekonana co do tego, że musi zrealizować w trybie natychmiastowym wszystkie swoje postulaty, to musi łącznie z nami wziąć do roboty i zdobyć w Sejmie 50 proc. plus 1. Jeżeli nie zdobędziemy 50 proc. plus jeden głosów, to nie opowiadajmy elektoratowi, że wprowadzimy postulaty, na których nie będzie większości w Sejmie.

Wspólnie z sekretarzem generalnym Marcinem Kulaskiem, zobowiązałem 16 szefów Rad Wojewódzkich do zorganizowania 16 wojewódzkich konferencji prasowych, na których zostaną przekazane i przedstawione plany współpracy z naszymi potencjalnymi koalicjantami oraz zaproszenie do współpracy z nimi w trybie pilnym.