Schetynizm to choroba!

Komentatorzy, którzy uparcie wzywają do startu wielkiej, zjednoczonej opozycji „w obronie demokracji” nie rozumieją najwyraźniej, że elektoraty się nie dodają, a „obrona demokracji” to hasło tak bardzo nośne, jak wielkie są obecnie wszystkie przemarsze i demonstracje KOD-u.
Lęki części elit, Inteligencji i biurokracji nie są lękami powszechnymi, a pospolite ruszenie starych wyjadaczy zakończyło się klęską już w eurowyborach. Społeczeństwo nie przeżywa reform na uniwersytecie, ani stanu konstytucji.
Albo opozycja się podzieli i osobno powstanie jej liberalny oraz lewicowy blok, albo Titanic antyPiS-u pójdzie ostatecznie na dno, bo to, że dla działaczy establishmentu neoliberalizm z masakrą prywatyzacyjną, przymusem emigracji za chlebem dla milionów i gadaniem o tym, że nic się nie da i żadnego socjalu nie będzie… był „demokracją” to naprawdę nie leży w żadnej szerszej wrażliwości i nie jest potocznym odbiorem obecnej sytuacji politycznej.
Przestańcie się zachowywać jak karykaturalne wersje różnych obozów elit rodem z teorii Pareto, które płaczą, że inne elity zabrały cukierki i zajmijcie się polityką klasową, dla klas i z programem, który wyjdzie poza bańkę oburzonych na zamieszanie w muzeach, teatrach i uczelniach. Schetynizm to niestety bardzo ciężka choroba.

Skrzydłom koalicji pożary nie straszne

Obserwacja braku decyzyjności wśród liderów na których liczą wyborcy opozycji pozwala wątpić w ich rzeczywistą siłę. Podziały to najgorszy pomysł na jaki może się teraz skusić jakakolwiek partia po stronie przeciwnej do obozu rządzącego. Niektórzy wciąż jednak łudzą się, że ich indywidualne przekonania mają teraz jakiekolwiek znaczenie.

Hasło, które wydaje się jak mantrę powtarzać lider PSL, jakoby „skrzydła zbyt szerokie się łamią” (z pewnością nie anielskie, ponieważ PiS już zdążył dokonać oficjalnego podziału na dobrych i złych) tłumaczyć ma jego usilne przekonanie o słuszności ochrony swoich wyborców przed światopoglądowymi deklaracjami lewicy.  Nie wiadomo jednak jak dawno pod swoje skrzydła zaglądał  i czy zdaje sobie sprawę, kto tam jeszcze w ogóle jest. Kamysz zdaje się nie widzieć, że zielony szyld może już nie nieść za sobą żadnych realnych działań dla swoich wyborców. Nie jest już przecież tajemnicą, że strategiczna, daleko w przód wybiegająca propaganda PiS już dawno dotarła ze swoją wizją lepszej Polski na wiejskie tereny.  To właśnie teraz, w małym wiejskim kościółku odbywa się  mszalny wiec wyborczy PiS. W innej wsi
z kolei strażacy OSP „w ramach docenienia jej dotychczasowej działalności” otrzymują z kasy rządu kolejne przelewy na konta.
Mało kto przy tym  zdaje sobie sprawę, że strażacy z OSP wciąż i tak nie wiedzą co  zrobić z otrzymywanym kapitałem. Jak wynika z raportu NIK tylko 30% strażaków będzie potrafiło i mogło realnie skorzystać z zafundowanej im wiedzy i gasić pożary. Choć przed zmianą sposobu finansowania OSP ludowcy stali  murem wraz z PO, to niewiele zadziało się w tej sprawie. Pieniądze owszem napływają ale „z klucza partyjnego” którego zasady zna tylko prezes. A temu z kolei wcale nie zależy na tym, aby  ktokolwiek w kraju działał. Jedyną aktywnością jaką ma wykonać strażak z OSP jesienią jest pójście do urny i oddać głos na PiS.  Tym samym, w czasie kiedy PSL w stworzonej z ego bańce układa sobie swój wizerunek i chroni nieznanych sobie wyborców, PiS kolęduje od wsi do wsi i wskazując na efekty swojej „dobrej zmiany” przenosi na rękach na swoją stronę.
Partie po stronie opozycyjnej są silne i mogą bardzo wiele zdziałać w ramach swoich programowych założeń. Teraz jednak wybitnie daje się we znaki strach, który motywuje ich do jeszcze większych podziałów. Brak stanowczości jest znacznie większym zagrożeniem niż jakakolwiek mocno postawiona decyzja. Ego wciąż bierze górę nad rozsądkiem i nie pozwala PSL ustawić się twardo po stronie przeciwko największemu zagrożeniu dla Polski.
Strach Kamysza przed niegłosującymi i pozostającymi w domu potencjalnymi wyborcami PSL jest dla niego tak paraliżujący, że już dawno zapomniał w jakim celu tak naprawdę powstaje koalicja. Wydaje się wierzyć i podświadomie przekonywać  do tego innych, że kiedy nie daj boże pojawią się w koalicji z lewicą, fala LGBT  wyleje się szerokim strumieniem na polską wieś. Strach i obawy przed złowróżbnymi tęczowymi wizjami PSL to jednak nie to czego na prawdę powinni się obawiać.
Ludowcy wydają się nie  widzieć w jak dużym zagrożeniu jest obecnie nasz kraj. Samowola prawicy już dawno wylała się poza nasze granice i w obecnych dnia kompromituje Polskę również na arenie międzynarodowej.  Każdy podział w opozycji będzie więc  tylko wzmacniał obóz rządzący, który z racji obecności w niej prezesa – wizjonera nie ma już żadnych zahamowań.
W obecnym momencie, kiedy zagrożona jest demokracja  – każdy inny temat powinien zostać odłożony na bok. To nie LGBT jest bowiem zagrożeniem dla Państwa ale przyzwolenie na dalsze podziały. Na komfort indywidualnych poglądów i troskę o swoje ego można sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy odzyska się realną władzę w państwie. Obecnie to tylko taniec na cudzym weselu.
Każdy z wyborców jest człowiekiem, bez względu na swój kolor skóry, wyznanie, światopogląd czy orientację. Jako człowiek posiada wolność wyboru i jeżeli pozwoli się mu myśleć, wybierze właściwie dla siebie. Tym samym to podstawa demokracji powinna być punktem wyjścia w rozmowach o ewentualnym zjednoczeniu, a nie żadne inne argumenty przeciw bogu ducha winnym działaczom równościowym. W mądrze rządzonym kraju znajdą oni przecież i tak należne dla siebie miejsce.
Wywalczona wolność wyboru powinna być skierowana teraz na słuszne tory – dla dobra Polski, a nie egoistycznych indywidualnych motywacji. Tłum chce czuć siłę i zdecydowanie  – tylko wtedy pójdzie w ogień gasić nawet najbardziej rozgorzałe pożary.

W co gra PSL?

W referendum w SLD 13 tysięcy osób upoważniło mnie do negocjacji z siłami politycznymi, które chcą z nami współpracować. Zdecydowaliśmy, że pierwszymi, z którymi będziemy negocjować są nasi dotychczasowi partnerzy z Koalicji Europejskiej, przede wszystkim ze względu na przyzwoistość. Osobiście bardzo dobrze oceniam wynik KE, tym bardziej, że był to projekt zawiązany 3 miesiące wcześniej i był bardzo trudny. Uważam, że jak na 3 miesięczny projekt, to zrobił on bardzo dobry wynik.
Jeżeli moi dotychczasowi partnerzy z Koalicji Europejskiej powiedzą, iż nie prowadzimy tego projektu dalej – a w tej sprawie najwięcej ma do powiedzenia Grzegorz Schetyna, który jest szefem największej partii – jeżeli tak się stanie to uszanuję tę decyzję i zacznę budować blok lewicowy.
Projekt Koalicji Europejskiej przestał hulać, bo mój przyjaciel Władysław Kosiniak-Kamysz podjął drogę, którą próbujemy zrozumieć. Nikt nie traktuje poważnie argumentu, że PSL nie chce iść z SLD, z którym współrządził przez 7 lat. Może w stanowisku PSL chodzi o potencjalną współpracę z PiS-em w przyszłości? To nie polityk SLD powiedział: „wybory wygra nasz koalicjant”. Jak ktoś niejasno stawia sprawę to daje możliwość do rożnej interpretacji.
Każdy ma prawo do swoich decyzji, ale trzeba pamiętać, iż trzeba będzie ponieść za nie odpowiedzialność.
Sojusz nie pójdzie do wyborów samodzielnie. Mamy dwa warianty i one są rozpisane w terminach. Jeżeli Grzegorz Schetyna nie będzie kontynuował Koalicji Europejskiej – do czego ma prawo – SLD razem z partnerami: Partią Razem, Partią Wiosna, PPS, Inicjatywą Feministyczną, WiR-em i wieloma innymi zbuduje blok lewicowy.

Opozycja wspólnie czy osobno?

Ważą się losy kształtu Koalicji Obywatelskiej.
– To od delegatów PSL zależy, czy pójdą razem w porozumieniu z Koalicją Obywatelską, czy pójdą sami. Pójście samemu, pójście rozbitej, podzielonej opozycji to przepis na zwycięstwo PiS. Dlatego do wszystkich ludzi dobrej woli, do opozycji demokratycznej apelujemy o współpracę, otwartość i dobrą wole, apelujemy także do PSL – mówił w piątek 5 lipca Grzegorz Schetyna.

Szeroka koalicja wokół PO

– Spotykamy się w tym składzie, odpowiedzialnych za kampanię i za zbudowanie szerokiej koalicji z założeniem, żeby te wybory wygrać. Zrobimy wszystko, aby tak się stało – zapewniał lider PO. Na konferencji wystąpił razem ze sztabem wyborczym Koalicji Obywatelskiej: Krzysztofem Brejzą, Barbarą Nowacką, prezydentem Sopotu Jackiem Karnowskim, a także Małgorzatą Kidawą-Błońską i Katarzyną Lubnauer.
Platforma prowadzi od kilku tygodni akcję #POrozmawiajmy, w ramach której politycy jeżdżą po kraju i spotykają się z wyborcami. W ten weekend posłowie Platformy będą na północy Mazowsza, potem w Rajgrodzie, w Augustowie i Suwałkach. Sobota to aktywności w województwie łódzkim i kujawsko-pomorskim.
– Nasze rozmowy z samorządowcami trwały od roku i wiemy, co chcemy zrobić. Chcemy zbudować skuteczną koalicję w taki sposób, aby mogła skutecznie podjąć wyzwanie tej kampanii wyborczej – tłumaczył Schetyna.

„Koalicja to wspólne działanie, a nie stawianie warunków”

Od kilku dni trwają rozmowy z PSL, który po wyborach europejskich opuścił Koalicję. – Wiemy, że dużo dzieje się na scenie politycznej i różne partie i ugrupowania próbują szukać swojej tożsamości. Chcemy powiedzieć, że naszym pierwszym wyborem jest PSL, ale też chcę wyraźnie powiedzieć, że Koalicja istnieje i będzie istniała – mówi lider PO.
Decyzję, co dalej, PSL ma podjąć w sobotę. Wtedy to członkowie partii w głosowaniu zadecydują, czy przyłączą się do KO. – Pójście samemu, pójście rozbitej, podzielonej opozycji to przepis na zwycięstwo PiS. Dlatego do wszystkich ludzi dobrej woli, do wszystkich środowisk, do opozycji demokratycznej apelujemy o współpracę, o otwartość i dobrą wolę, apelujemy także do PSL – podkreślał Schetyna.
– Oczekujemy od PSL szybkiej decyzji, bo Polacy oczekują od nas ciężkiej pracy, a nie dyskutowania – mówił prezydent Sopotu Jacek Karnowski.
Schetyna przyznał, że jest dobrej myśli, ale tę decyzję muszą podjąć sami członkowie PSL. Przewodniczący PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, kilkukrotnie zapowiadał, że ciężko mu będzie zaakceptować koalicję, w której ma znaleźć się PSL i SLD czy inne ugrupowania lewicowe.
– Rozmowa o koalicji to nie jest rozmowa o warunkach, to rozmowa o chęci, żeby być razem, robić politykę, podejmować decyzje i wygrywać. Jeśli PSL chce wygrywać razem z KO, to zapraszamy – konkludował Grzegorz Schetyna.

Jednak koalicja

W wewnątrzpartyjnym referendum 83 procent członkiń i członków SLD opowiedziało się za startem w porozumieniu z ugrupowaniami prodemokratycznymi.

Uprawnionych do głosowania było 20779 działaczy Sojuszu, a w referendum wzięło udział 13129 osób. To oznacza frekwencję na poziomie 63 proc. 10888 osób w referendum opowiedziało się za startem SLD w koalicji, co stanowi 83 proc. głosujących. 2218 osób, czyli 17 proc głosujących, opowiedziało się za samodzielnym startem. Oddano 25 głosów nieważnych. Jesteśmy jedyną partią, która w ten sposób podejmuje kluczowe decyzje

Kilka dni temu Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała, że jeżeli chodzi o składki członkowskie za rok 2018, to największą ich kwotę zebrał PiS – 579 tysięcy zł, następne było SLD – 460 tysięcy zł, następnie PO – 169 tysięcy zł oraz PSL – 51 tysięcy zł. Dlaczego podaję te dane? Pragnę pokazać, iż SLD to sprawna struktura, która ma swoje koła w 340 powiatach.

Posiadam, jako przewodniczący Sojuszu, najsilniejszy mandat w sprawie prezentacji stanowisk ze wszystkich partii, ponieważ ten mandat został mi udzielony dwa dni temu przez członkinie i członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przyzwoitość nakazuje zwrócić się do naszych dotychczasowych koalicjantów i odpowiedzieć na zaproszenie Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Partii Zielonych oraz struktur, które popierały Komitet Wyborczy Koalicji Europejskiej, czyli SDPL, Inicjatywa Polska, PPS, Wolność i Równość oraz samorządowców i stwierdzić, iż jesteśmy otwarci na kontynuowanie rozmów i kontynuowanie pracy w ramach Koalicji Europejskiej. Czekamy na stanowisko PSL-u, i jak rozumiemy poznamy je 6 lipca. Z przyjemnością, jako SLD, przyjmujemy stanowisko Partii Wiosna, cieszymy się, iż Robert Biedroń chce dołączyć do Koalicji Europejskiej. Jednocześnie mówimy jasno i precyzyjnie, że tworzenie koalicji może się odbywać tylko przez partie jednoznacznie wiarygodne w sprawach transparentności finansowej, w związku z tym prosimy Partię Wiosna o odpowiedzi na wszelkie pytania zadawane przez WatchDog. Transparentność każdej struktury jest ważna, ponieważ brak takiej transparentności może każdą koalicję obciążyć.
38 procent głosów, która zostały oddane na Koalicję Europejską, 45 procent na PiS i 6 procent na Partię Wiosna – to jest wynik, który upoważnia nas do postawienia następującej tezy: nie widzimy w tej chwili w Polsce żadnej innej siły poza jednością i pracą, poza konsolidacją polskiej opozycji. Mrzonki o dwóch lub trzech blokach opozycyjnych rozbiją się według nas o system D’Hondta w sposób bezlitosny. 7 procentowa różnica nie jest po to, aby nad nią płakać, tylko po to, aby wziąć się do roboty i powiedzieć: wygramy wybory! Zrobimy to lepiej, niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wiemy co spieprzyliśmy i to co zrobiliśmy źle poprawimy, a to co zrobiliśmy dobrze, zrobimy jeszcze lepiej.

W wyborach parlamentarnych pragniemy walczyć o zwycięstwo. My chcemy walczyć o Sejm, my chcemy walczyć o Senat! Nie dopuszczamy innej możliwości. Tworzenie konstrukcji, która będzie walczyć tylko o Senat, poprzez jedną listę opozycji; a w Sejmie mamy walczyć tylko o niedopuszczenie do zdobycia przez PiS większości konstytucyjnej, uważamy za absurd. Jeżeli tak się stanie, będzie to świadczyło o nieumiejętności liderów, którzy nie potrafili dogadać list sejmowych, a zatem nie zdobędą naszego zaufania do budowy wspólnych list do Senatu. SLD walczy i chce mieć partnerów w walce o Sejm i o Senat. I to jest nasze bardzo twarde stanowisko.

Przyszła koalicja powinna powstać na zasadach równego traktowania partnerów, ale również akceptowania wielkości tych partnerów. Największym partnerem w przyszłej koalicji jest Platforma Obywatelska i dlatego to oni powinni wyznaczyć szefa sztabu. Dyskusje kadrowe oraz programowe powinny zakończyć się w lipcu. Chyba, że zdarzy się coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Jeżeli zapowiedzi naszych dotychczasowych koalicjantów okazałyby się nieprawdziwe, to jesteśmy gotowi do zbudowania bloku lewicy. Oczywiście ktoś będzie musiał wziąć odpowiedzialność, za to, iż nie powstanie szeroki blok sił demokratycznych. My chcemy takiego szerokiego bloku i jednocześnie ucinamy wszelką dyskusję w tej sprawie. Jeżeli partyjna głupota i prymitywne personalne zobowiązania taki blok rozwali, to razem z Partią Zieloni, Partią Razem, Partią Wiosna, SDPL, PPS, Inicjatywą Feministyczną, WiR-em oraz samorządowcami lewicy stworzymy listy do Sejmu oraz do Senatu.

W tej chwili jesteśmy gotowi na trzy warianty: szerokiej koalicji, szerokiej opozycji bez PSL-u oraz szerokiego wariantu lewicowego. Kadrowo jesteśmy gotowi wystawić 900 osób na listach wyborczych. W sprawie programu, podstawowe sprawy dla SLD to poprawa jakości usług publicznych państwa na rzecz obywateli: służba zdrowia, edukacja, kultura i wychowanie młodego pokolenia, a także zapewnienie godnej starości osobom starszym. Następna sfera to jest klimat i wszystkie sprawy z związane z tym zagadnieniem, obiektywna polityka historyczna, świeckie państwo, prawa kobiet oraz przywrócenie praw nabytych emerytów mundurowych. Konkrety? Po pierwsze, podwyższenie emerytur i rent do poziomu płacy minimalnej oraz automatyczna ich waloryzacja wraz ze wzrostem płacy minimalnej. Jednocześnie te najniższe świadczenia powinny być zwolnione z podatku dochodowego. Po drugie, budownictwo mieszkaniowe – przekazanie 800 tysiącom ludzi – którzy chcą posiadać mieszkania i chcą je zakupić na rynku pierwotnym – 50 tysięcy złotych ze strony państwa na poczet wkładu własnego. To działanie plus remont 1 miliona mieszkań z rynku wtórnego rozwiąże systemowo problem mieszkalnictwa w Polsce. Po trzecie, wprowadzenie zasad renty wdowiej, która będzie polegać na tym, iż po śmierci partnerki lub partnera przy osobie żyjącej zostaje 85 proc. świadczenia wyższego, bądź świadczenie, które jest przy osobie żyjącej plus 50 proc. świadczenia osoby zmarłej. Po czwarte, zagwarantowanie przejścia na emeryturę mężczyznom po przepracowaniu 40 lat, a kobietom po przepracowaniu 35 lat. Po piąte, wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia pielęgnacyjnego. Mówi to osoba, która ma tatę w wieku 96 lat oraz mamę w wieku 89 lat i wie co mówi. Po szóste, pragniemy również zakończyć z gigantomanią tego rządu.

Jesteśmy przeciwko zakupowi nowych samolotów szturmowych, ponieważ nie planujemy jako SLD w najbliższym czasie żadnego ataku, czy też inwazji. Za absurdalny uważamy pomysł lotniska CPK. Sam zakup samolotów szturmowych bez uzbrojenia to jest 10 mld, a z uzbrojeniem i infrastrukturą to jest 40 mld. Projekt mieszkaniowy, który przed chwilą został zaprezentowany to koszt właśnie 40 mld złotych. Jeżeli chodzi o wprowadzenie postulatów światopoglądowych, o które jesteśmy pytani, że to nas różni. Różnice w koalicji będą, ale pragmatycznie mówię: będziemy wprowadzali te postulaty światopoglądowe polskiej lewicy, na które będzie konsensus z polską prawicą, np. sprawy związane z in vitro. Konsensus i koalicja wymaga rozsądku i dystansu. Sprawy, które uzgodnimy oraz te rzeczy, na które w Sejmie zbudujemy stosowną większość. Jeżeli polska lewica jest przekonana co do tego, że musi zrealizować w trybie natychmiastowym wszystkie swoje postulaty, to musi łącznie z nami wziąć do roboty i zdobyć w Sejmie 50 proc. plus 1. Jeżeli nie zdobędziemy 50 proc. plus jeden głosów, to nie opowiadajmy elektoratowi, że wprowadzimy postulaty, na których nie będzie większości w Sejmie.

Wspólnie z sekretarzem generalnym Marcinem Kulaskiem, zobowiązałem 16 szefów Rad Wojewódzkich do zorganizowania 16 wojewódzkich konferencji prasowych, na których zostaną przekazane i przedstawione plany współpracy z naszymi potencjalnymi koalicjantami oraz zaproszenie do współpracy z nimi w trybie pilnym.

Jedność opozycji lub druga kadencja PiS

„Nie rozumiem, dlaczego dominuje tak powszechna krytyka i przekonanie o porażce opozycji. Do jesiennych wyborów może pójść nawet 3-4 miliony ludzi więcej, niż miało miejsce przy i tak dużej frekwencji w wyborach europejskich” – mówi dr Robert Sobiech, socjolog, dyrektor Centrum Polityki Publicznej Collegium Civitas w rozmowie z Kamilą Terpiał (wiadomo.co).

KAMILA TERPIAŁ: Zadaje pan sobie pytanie, gdzie jest opozycja?
ROBERT SOBIECH: Opozycja w tym momencie przyjęła rozsądną taktykę. Nie wiedząc, w jakiej konfiguracji pójdzie do jesiennych wyborów, ogranicza swoje wypowiedzi na zewnątrz, minimalizując ryzyko pojawiania się niespójnych przekazów. Powinna zresztą zrobić to już wcześniej. Niespójne przekazy to dla potencjalnych wyborców sygnał słabości, wewnętrznych rozbieżności. Ten stan nie może jednak trwać długo. Potencjalni wyborcy partii opozycyjnych czekają teraz na spójny komunikat, który będzie miał dwie części: w jakim składzie idziemy do wyborów i główne tematy kampanii, czyli to, co ma być najważniejszymi zmianami po wygranych wyborach.

Opozycja będzie się jednoczyć?
To w dużej mierze zależy od analiz sondaży, które będą się pojawiać, i symulacji wyników wyborczych. Mam przed sobą najnowsze badanie firmy Kantar, z którego wynika, że Zjednoczona Prawica w ciągu miesiąca straciła 6 punktów procentowych (34 proc. poparcia), PO zyskała 3 punkty (24 proc.  poparcia), a SLD i PSL znalazły się poniżej progu wyborczego (po 4 proc.). To pokazuje, że samo zjednoczenie z PSL-em i SLD w jednym bloku (przy wszystkich zastrzeżeniach co do prostego sumowania danych sondażowych) daje mniej więcej tyle samo poparcia, ile ma Zjednoczona Prawica. To sygnał, że warto się jednoczyć. Tymczasem z przecieków medialnych dowiadujemy się, że znaczna część partii opozycyjnych rozważa wariant łączenia się w mniejsze koalicje (np. Wiosna+SLD, PSL+Kukiz). W swoich archiwach odnalazłem symulację prof. Flisa, opierającą się na podobnych wynikach sondaży. W sytuacji, kiedy PiS (formalnie Zjednoczoną Prawicę) popiera 36% wyborców, PO 23 proc., a reszta głosów oddana zostaje na pozostałe partie, PiS posiada od 226 do 237 posłów. Czyli ma ponownie większość lub do większości brakuje mu kilku posłów, których z łatwością pozyska z innych partii.

Podobno liczy się tylko wygrana w wyborach.
Jeżeli PO (po fuzji z Nowoczesną) pójdzie do wyborów sama, SLD dogada się z Wiosną Roberta Biedronia i uzyska ok. 10% poparcia, a PSL być może nieznacznie przekroczy próg wyborczy, oznacza to wysokie prawdopodobieństwo, że PiS przez następne 4 lata będzie rządzić samodzielnie.

Czyli jedyne wyjście to zjednoczenie opozycji?
Racjonalna kalkulacja wskazuje, że do wygrania z PiS-em konieczna jest szeroka koalicja z kluczowymi punktami programowymi i nieukrywanie różnic poglądowych. Najważniejsze pytanie brzmi: co jest celem opozycji? Przejęcie rządów czy zabezpieczenie kilkunastu czy kilkudziesięciu miejsc w parlamencie dla swoich liderów i uzyskanie dotacji dla swoich partii? A na to pytanie nie mamy do tej pory jasnej odpowiedzi.

Racjonalność zwycięży?
Polityk to zawód jak każdy inny. Oni też martwią się, gdzie będą pracować przez najbliższe 4 lata.
Jeżeli górę weźmie kalkulacja indywidualna obliczona przede wszystkim na przetrwanie, to będziemy mieli po stronie opozycji przynajmniej trzy bloki. To bardzo dobra wiadomość dla PiS, który okazuje się jedyną partią, która potrafiła zintegrować większość partii prawicowych w jeden blok.
Tam również są znaczne różnice poglądów i interesów. W przeciwieństwie do wielu partii opozycyjnych nie są one ujawniane publicznie.

Grzegorz Schetyna mówi, że to będzie ważny sprawdzian dla opozycji. Rzeczywiście?
Na pewno. Przyznam, że w ogóle jestem zdziwiony dyskusją, która miała miejsce po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Znaczna część polityków i komentatorów właściwie orzekła, że PiS wygraną w wyborach parlamentarnych ma już w kieszeni. W naukach społecznych to jest klasyczny mechanizm samospełniającej się przepowiedni – jeżeli liderzy opinii publicznej mówią, że coś się zdarzy, to automatycznie przekłada się na poglądy ludzi i ich zachowania. Nie rozumiem, dlaczego dominuje tak powszechna krytyka i przekonanie o porażce opozycji. Do jesiennych wyborów może pójść nawet 3-4 miliony ludzi więcej, niż miało miejsce przy i tak dużej frekwencji w wyborach europejskich. To może zdecydowanie odwrócić bieg wydarzeń. Ale siła mechanizmu samospełniającej się przepowiedni jest bardzo duża.

Opozycja musi nakręcić własną samospełniającą się przepowiednię?
Musi przede wszystkim pokazywać, że szanse na wygraną są realne. Jeżeli sami politycy uwierzą, że nie da się tych wyborów wygrać, to strategia zabezpieczania miejsc pracy będzie miała niestety duże szanse powodzenia.

Musi wyjść do ludzi i tam pokazać, że będzie walczyć?
Przewidywania były takie, że szczególnie wybory do Parlamentu Europejskiego będą wyborami o niskiej frekwencji i przyciągną, podobnie jak w poprzednich wyborach, wielkomiejski, lepiej wykształcony elektorat. Dlatego niektórzy politycy wyszli z założenia, że nie warto się starać. Okazało się, że skuteczna kampania zmobilizowała wyborców PiS i zdemobilizowała wyborców opozycji. W porównaniu z wyborami do sejmików wojewódzkich z jesieni 2018 roku PiS pozyskał blisko milion dodatkowych wyborców, a partie wchodzące w skład Koalicji Europejskiej straciły 1,8 mln głosów.

Opozycja odrobiła lekcje i dlatego ruszyła „w teren”?
Oczywiście warto iść w te miejsca, gdzie można pozyskać dodatkowych zwolenników, odzyskać prawie 1,8 miliona głosów, które Koalicja Europejska straciła w porównaniu z wyborami samorządowymi i zakładając wyższą frekwencję, pozyskać nowych wyborców. Potrzebna jest jednak dobra analiza tego, kim są ludzie, którzy nie poszli głosować, także kim są ci, którzy prawdopodobnie pójdą głosować, ale do tej pory na te partie nie głosowali.

PiS może sięgnąć po bardziej konserwatywny elektorat PO?
Wyjmowanie sobie wzajemnie elektoratu jest mało prawdopodobne. Analizy powyborcze pokazują, że dwa polityczne bloki mają swoich stałych zwolenników. Ale do wzięcia i tak jest bardzo dużo – ponad połowa ludzi, którzy zostali w domach. Przy tej skali mobilizacji i konfliktu politycznego można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że frekwencja wyborcza będzie oscylowała w granicach 60 proc.,czyli do wyborów pójdzie ok. 18 mln Polaków. To o blisko 4,5 mln więcej, niż w wyborach europejskich. O nich trzeba zawalczyć.
PO-KO powołała swój sztab wyborczy, na jego czele stanął Krzysztof Brejza. To będzie nowy początek?
Skład sztabu wyborczego pracuje zazwyczaj w zaciszu gabinetów. Najważniejsze będzie to, kim będą twarze kampanii i kto znajdzie się na czołowych miejscach list wyborczych. Kluczową sprawą będzie też to, w jaki sposób opozycja będzie rozliczać 4 lata rządów PiS-u. Do tej pory prawie w ogóle tego nie robiła.

Niektórzy mówią, że nic innego nie robiła.
Chodzi o to, żeby dokładnie przyjrzeć się temu, co rząd PiS-u zrobił w sferze usług publicznych czy programów społecznych i co zrobił, a właściwie czego nie zrobił w ochronie zdrowia, edukacji, ochronie środowiska. To jest klasyczny element kampanii wyborczej. Do tej pory wystarczyło hasło „anty-PiS”, ale bez wnikania, dlaczego.

Czyli przede wszystkim punktowanie rządzących, a nie własny program?
W ciągu ostatnich 4 lat uwidoczniła się istotna zmiana postrzegania państwa przez obywateli. Wielu Polaków uwierzyło, że politycy nie mają recepty na zapewnienie lepszych i bardziej dostępnych usług medycznych, dostarczenie wiedzy i umiejętności umożliwiających realizację indywidualnych aspiracji czy nawet ograniczenie smogu.

Zmiana polega na tym, że przy całej niechęci do instytucji państwowych partia rządząca zaoferowała bezpośredni zastrzyk gotówki.
PiS wyszedł z założenia, że skoro ludzie i tak uważają, że państwo jest niewydolne, to zamiast zajmować się poprawą sytuacji w służbie zdrowia, edukacji czy ochronie środowiska, wykorzystując rekordowy wzrost gospodarczy odda podatnikom część ich pieniędzy. Tak dużą część, że znacząco wpłynie to na poprawę ich sytuacji materialnej. Programy typu 500+ istnieją we wszystkich państwach Unii Europejskiej. PiS postanowił jednak zgrać va banque. Polskie zasiłki dla dzieci są porównywalne z zasiłkami w znacznie bogatszych państwach (Austria, Irlandia) i znacząco niższe, niż w u naszych sąsiadów (Słowacja, Czechy, Węgry). Hasło: jesteśmy pierwsi, którzy dzielą się wzrostem gospodarczym, jest przez 4 lata motorem napędowym obecnej władzy. Opozycja została zepchnięta do narożnika. W tej chwili politycznym samobójstwem byłoby powiedzenie, że komuś odbierzemy. Przez cztery lata opozycji nie udało się wytłumaczyć, że tak wielka skala transferów bezpośrednich sprawi, że w kolejnych latach nie będzie możliwe zwiększenie nakładów na edukację ochronę zdrowia czy walkę ze smogiem. Opozycji nie udało się także wytłumaczyć, że za 500 czy 1500 złotych nie można kupić ani dobrej edukacji, ani dobrej ochrony zdrowia, szczególnie na wsi czy w małych miastach, skąd pochodzi znaczna część wyborców PiS.

Donald Tusk usunął się w cień?
Wydaje mi się, że czeka na rozstrzygnięcie wyborów parlamentarnych i dopiero wtedy podejmie decyzję o swojej przyszłości politycznej. Może wspierać opozycję z boku, ale na pewno nie stanie na jej czele przed jesiennymi wyborami.

W kraju jego notowania spadają. Według najnowszego sondażu IBRiS dla portalu Onet największym zaufaniem cieszy się prezydent Andrzej Duda. Donald Tusk jest poza podium. Wyprzedzają go Mateusz Morawiecki, Beata Szydło, a nawet Jarosław Kaczyński. O czym to świadczy?
Takie sondaże są jednak zawodnym miernikiem. Biorą pod uwagę głosy wszystkich Polaków, a nie tych, którzy chcą wziąć udział w wyborach. Pamiętamy, że Bronisław Komorowski przegrał wybory, chociaż miał zdecydowanie większe poparcie, niż obecnie Andrzej Duda. Taki sondaż wyraża bardziej życzeniowe i chwilowe myślenie Polaków, a gdy przychodzi do rzeczywistej rywalizacji, często okazuje się zawodny.

Wszystkie scenariusze są dzisiaj na stole

Wywiad z Marcinem Kulaskiem, sekretarzem generalnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Wybory do Parlamentu Europejskiego za nami. SLD zdobyło w nich trzeci wynik, obsadzając pięć mandatów. Mają Państwo chyba powody do satysfakcji?
Tak. 26 maja Sojusz Lewicy Demokratycznej potwierdził swoją pozycję jako trzecia siła polityczna w Polsce. Wprowadziliśmy do Parlamentu Europejskiego pięciu europosłów, a nasi kandydaci, którzy nie zdobyli mandatów, otrzymali naprawdę dobre, budzące szacunek wyniki. Mówię tu choćby o Małgorzacie Sekule-Szmajdzińskiej, której zabrakło kilkuset głosów, by znaleźć się w Brukseli. Te wyniki są dla nas bardzo ważne, ponieważ od ponad 3 lat nie jesteśmy obecni w Sejmie i Senacie, rzadziej od naszych konkurentów gościmy w mediach, a mimo tego pokonaliśmy trzy partie parlamentarne. Polskie Stronnictwo Ludowe wprowadziło tylko trzech posłów, a Nowoczesna i Kukiz’15 nie zdobyli ani jednego mandatu. To dobra prognoza na przyszłość. Wynik ten pokazuje, że Polacy potrzebują dzisiaj lewicy, potrzebują dzisiaj SLD.

A może to nie tyle siła SLD, ile bardziej kandydatów, których wystawiliście w wyborach do Parlamentu Europejskiego? Znanych nazwisk wśród nich nie brakowało.
Sojusz Lewicy Demokratycznej jest silny ludźmi, którzy go tworzą. To prawda, że wystawiliśmy mądrych, świetnie przygotowanych kandydatów. Z naszej rekomendacji mandaty zdobyli trzej byli premierzy: Leszek Miller, Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Bogusław Liberadzki oraz wieloletni poseł SLD i częstochowski samorządowiec, Marek Balt. Mam pełną świadomość tego, że są to politycy, z których pracy w Parlamencie Europejskim dumni będą mogli być nie tylko członkowie SLD, ale wszyscy Polacy. Nasi europosłowie przez całą kampanię wyborczą występowali jednak pod szyldem Sojuszu Lewicy Demokratycznej i deklarowali, że po wyborach przystąpią – zgodnie z uchwałą Zarządu Krajowego SLD – do frakcji Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. Myślę więc, że wyborcy głosowali świadomie: na świetnych kandydatów rekomendowanych przez SLD.

Za cztery miesiące wybory parlamentarne. W jakiej formule planuje startować SLD? Zostajecie w Koalicji Europejskiej, startujecie samodzielnie czy może planujecie stworzyć lewicową koalicję z Wiosną i Partią Razem?
Sojusz Lewicy Demokratycznej – jak wskazuje nazwa – jest partią demokratyczną. Nie akceptujemy podejmowania decyzji jednoosobowo przez przewodniczącego czy sekretarza generalnego. Dlatego o formule, w jakiej wystartujemy w wyborach do Sejmu i do Senatu, zdecydują wszyscy członkowie SLD w referendum. Odbędzie się ono 29 czerwca. Wtedy rozstrzygniemy, czy idziemy do tych wyborów samodzielnie czy w koalicji z innymi ugrupowaniami, które szanują obowiązującą Konstytucję i demokratyczne państwo prawne.

Jak w takim razie w referendum będzie głosował sekretarz generalny SLD?
26 maja SLD, startując w porozumieniu z innymi, prodemokratycznymi partiami politycznymi, odniósł niekwestionowany sukces. Sukces odniosła także Koalicja Europejska. Wprawdzie nie wygraliśmy z partią rządzącą, ale zdobyliśmy 38 proc. To więcej niż sondaże dawały wszystkim partiom tworzącym ten komitet wyborczy. To dobry punkt wyjścia w walce o wygraną w październiku. Dlatego jestem przekonany, że warto kontynuować współpracę. Platformę Obywatelską, Nowoczesną i Sojusz Lewicy Demokratycznej wiele dzieli. Łączy nas jednak szacunek dla Konstytucji, przekonanie o tym, że Polska powinna mieć silną pozycję w Unii Europejskiej i duma z 30 lat polskich przemian po 1989 r. To wystarczająco dużo, by zbudować silną listę wyborczą, walczyć o zwycięstwo w wyborach do Sejmu i Senatu, a w przyszłości – stworzyć koalicyjny rząd cieszący się poparciem większości Polaków. Z tego powodu będę namawiał koleżanki i kolegów do poparcia dalszej współpracy w ramach Koalicji Europejskiej. Zrozumiem jednak i uszanuję decyzję przeciwną.

Nie wolałby Pan budować wspólnej listy z Robertem Biedroniem i Adrianem Zandbergiem? I Wiosna, i Partia Razem deklarują chęć współpracy z SLD.
Sojusz Lewicy Demokratycznej jest największą i najsilniejszą partią lewicową w Polsce. Z tego powodu przed wyborami samorządowymi w 2018 r. zwróciliśmy się z propozycją utworzenia wspólnej listy do wszystkich sił politycznych na lewicy. Zaproszenie to skierowaliśmy także do Adriana Zandberga i Roberta Biedronia. W przeciwieństwie do naszych przyjaciół z Polskiej Partii Socjalistycznej czy Inicjatywy Feministycznej nie skorzystali oni z naszej propozycji. Pomysł utworzenia jednego, lewicowego bloku ponowiliśmy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Koncepcja ta nie odpowiadała Robertowi Biedroniowi, który był przekonany, że samodzielnie zdobędzie kilkanaście procent poparcia. Teraz lider Wiosny zmienił zdanie. Wyciągamy więc do niego rękę i zapraszamy do rozmów. W tej chwili – przed wynikami referendum w SLD – niczego nie przesądzamy. Dzisiaj wszystkie scenariusze są na stole.

Dobrze ocenia Pan udział SLD w Koalicji Europejskiej. W mediach i wśród niektórych polityków Platformy, Nowoczesnej i PSL pojawia się jednak bardzo dużo głosów krytycznych wobec tego projektu i tego, jak był realizowany. Co Panu się w Koalicji Europejskiej nie podobało?
Ten projekt nie był łatwy. Pięć partii, 130 bardzo dobrych kandydatów i krótka kampania wyborcza. Zgadzam się jednak, że na pewno mogliśmy ją przeprowadzić lepiej. Mam wrażenie, że część polityków pozostałych partii koalicyjnych nie rozumiało, że kampanii wyborczej nie prowadzi się w studiach telewizyjnych, tylko w okręgach wyborczych. Wiem, o czym mówię, ponieważ przez ostatnie 3 lata, jako sekretarz generalny SLD, przejechałem razem z Włodzimierzem Czarzastym ponad 250 tysięcy kilometrów, byłem w ponad 300 powiatach. Dobre wyniki SLD dzisiaj to rezultat tego, że kierownictwo SLD częściej można spotkać w terenie, w województwach, w powiatach niż w Warszawie przy ul. Złotej, gdzie mieści się nasza centrala. Mam nadzieję, że nasi przyjaciele z PO i Nowoczesnej wezmą z nas przykład w najbliższej kampanii i wspólnie, zjednoczoną opozycją uda nam się wygrać z Prawem i Sprawiedliwością.

Jestem po stronie nauczycieli

W trakcie wywiadu dla telewizji internetowej „Studio w Szczecinie.pl” zapytał mnie dziennikarz, kiedy zakończy się strajk nauczycieli?

Odpowiedź nie jest prosta. Krzyżujące się komunikaty Min. Edukacji Narodowej i ZNP nie dają nadziei, że stanie się to szybko. Na razie niby nic groźnego się nie dzieje – egzamin gimnazjalny jakoś się odbył, poważniejszych zakłóceń nie odnotowano. To jednak nie znaczy, że problemy znikają, przeciwnie one narastają. Zarówno w warstwie psychologicznej – w postaci determinacji obu stron, jak i techniczne. Rozpoczęły się egzaminy ośmioklasistów, potem będą matury, a wraz z nimi specyficzny kalendarz, którego przestrzeganie warunkuje prawidłowość samego egzaminu.
To wszystko skłania, by na pytanie: kiedy to się skończy, odpowiedzieć: wtedy, gdy rząd dobrze wsłucha się w postulaty protestujących.
Za 2,5 tys. miesięcznie nie da się opłacić mieszkania i mediów, porządnie zjeść, porządnie się ubrać i jeszcze zadbać o swój rozwój intelektualny poprzez regularne, czynne uczestnictwo w życiu kulturalnym i społecznym. To znaczy – można, ale na kiepskim poziomie, a więc i z byle jakimi efektami. To jest niestety dramat. Nie chciałbym żyć za 2,5 tys. złotych… Chociaż jako młody naukowiec zarabiałem na początku 1050 zł., ale to było dawno, dawno temu i w zupełnie innym świecie. Martwię się więc, bo problemy nauczycieli i szkoły nawarstwiają się. Potrzebne jest porozumienie, bo może być
tylko gorzej.
Piłka jest jednak zdecydowanie po stronie rządu. Zapóźnienia są widoczne gołym okiem. Nauczyciel dyplomowany zarabia obecnie około 3,4 tys. zł brutto. W 2000 roku zarabiał 1,5 tys. zł. brutto. Przez 20 lat więc zyskał 1,9 tys. zł podwyżki.
Nauczyciel stażysta zarabia nieco ponad pensję minimalną – 1,7-1,8 tys. zł. na rękę.
Co niejednego zaskoczy, największą podwyżkę otrzymali nauczyciele za rządów SLD-UP-PSL – 30 proc. Koalicja PiS, Samoobrona i LPR (2005 – 2007) podniosła nauczycielskie pensje o 8 proc. Nauczyciele zarabiali wówczas 2,3 tys. zł.
Koalicja PO-PSL zwiększyła te wynagrodzenia do około 3,1 tys. zł. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość (od 2015 do 2019) podwyższyło wynagrodzenie nauczycieli dyplomowanych o 12 proc. – z 3109 zł do 3483 zł. (za Polskie Radio 24 – BL)
Teraz wicepremier Beata Szydło zaproponowała nauczycielom podwyżki w zamian za stopniowe zwiększanie pensum, czyli liczby godzin pracy przy tablicy. Oni uważają, że to zdecydowanie za mało.
Jak więc wyglądają zarobki polskich nauczycieli na tle zarobków nauczycieli innych krajów UE? Informacje podaję za Business Insider Polska.
Najlepiej zarabiają nauczyciele w Luksemburgu – początkujący może zarobić w szkole średniej ponad 79 tys. dolarów rocznie (292 tys. zł. – wedle kursu średniego NBP z dn. 12.04.). Luksemburski nauczyciel – weteran zarabia nawet 138 tys. dolarów (510 tys. zł.). Na wysokie zarobki mogą również liczyć najbardziej doświadczeni nauczyciele w Szwajcarii (109 tys. dol. – 403 tys. zł.), Niemczech (92 tys. dol. – 340 tys. zł.) i Holandii (84 tys. dol. – 310 tys. zł.)
Doświadczony nauczyciel polski zarabia 26 tys. USD, czyli ok. 96 tys. zł. rocznie. To półtorej premii rocznej, którą przyznała sobie pani premier Szydło.
Z danych OECD (które przytacza Business Insider Polska) wynika też, że z kolei początkujący polski nauczyciel zarobi w ciągu roku tylko około 15 tys. dolarów, czyli ok. 55 tys. zł. To z kolei niecała premia pani premier, która wyniosła, przypomnijmy – 65 tys. zł.
Na koniec proponuję zatrzymać się na chwilę właśnie przy zarobkach początkujących nauczycieli. Nasz zarabia 15 tys. dolarów, a w krajach, gdzie edukacja jest na najwyższym poziomie w Europie, początkujący nauczyciel zarabia dwa – cztery razy więcej. To ma swoje bardzo poważne konsekwencje na przyszłość.
Na przykład nauczyciel duński zarabia trzy raz więcej niż jego wstępujący do zawodu polski kolega. To jednak nie wszystko. Duńczyk ma od ręki otworzony przyjazny kredyt w banku. Pomaga mu też system społecznego wsparcia państwa. Mieszkanie nie stanowi dla niego problemu. Dom nawet. Raty są humanitarne, nie zarzynają go finansowo. Stać go na książki, na teatr, na wyjazd, stać go na stały rozwój zawodowy i osobowościowy. Jego zarobki systematycznie rosną. Jak na warunki duńskie (podatki!) nie są niebotyczne, ale codzienne potrzeby nie spędzają mu snu z powiek. To wszystko przekłada się na wysoką jakość duńskiej szkoły, na poziom absolwentów, na – jak to się mówi – kapitał ludzki… Nauczyciel duński też pracuje dla idei, poświęca się swej pracy, kocha ją, ale w jakże innych okolicznościach.

Kandydatki i kandydaci SLD

Tworzymy Koalicję Obywatelską, by odsunąć PiS od władzy.

Rada Krajowa SLD zatwierdziła kandydatki i kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego, którzy wystartują z list Koalicji Europejskiej. – Nie ma co uciekać od sformułowania, że jednoczymy się w Koalicji Europejskiej po to, aby pokonać PiS w wyborach. Tak, to jest nasza wojna i wspólnie: SLD, PO, PSL, Nowoczesna oraz Zieloni z PiS-m wygramy – mówił Włodzimierz Czarzasty podczas obrad Rady 31 marca 2019 r.
– Możecie być pewni, że jeżeli do Parlamentu Europejskiego z listy Koalicji Europejskiej wejdą z ramienia SLD kandydaci i kandydatki, to znajdą się oni we frakcji Socjalistów i Demokratów, bo tam jest ich miejsce – podkreślił lider Sojuszu.
Głos podczas obrad zabrali również byli premierzy z rekomendacji Sojuszu: Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz oraz Leszek Miller, a także wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Bogusław Liberadzki.
– Jesteśmy w okresie kształtowania się nowego układu sił w skali globalnej, siła Europy relatywnie w skali świata spada, dlatego musimy wspólnie zagwarantować jak najsilniejszą pozycję Unii Europejskiej – przestrzegał Włodzimierz Cimoszewicz.
Marek Belka ocenił polityczny potencjał PiS-u w przyszłym Parlamencie Europejskim, jako marginalny, ponieważ nie będą częścią żadnej liczącej się frakcji, która będzie miała wpływ na podział stanowisk w komisjach. – Złośliwi komentują, że rozpierzchniemy się z Koalicji Europejskiej po różnych frakcjach w PE. Tak, trafimy do różnych frakcji, ale tych, które będą decydowały wspólnie o kierunkach rozwoju Unii Europejskiej. A PiS trafi wprawdzie do jednej-tylko będzie siedzieć w oślej ławce!
Leszek Miller z powodów rodzinnych zwrócił się do członków Rady Krajowej za pośrednictwem telebimu. – Będę walczył o Europę socjalną, o europejską płacę minimalną, i o jak najlepszy dla Polski budżet!
– Kierujemy się dewizą Unii Europejskiej: Jedność w różnorodności. Jesteśmy różni, trafimy do różnych frakcji, ale do tych, które decydują i będą wspólnie decydowały o kierunkach rozwoju Unii – mówił wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Bogusław Liberadzki

Lista kandydatek i kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego 2019 r.

Okręg wyborczy nr 1 – województwo pomorskie

– Elżbieta Jachlewska (Inicjatywa Feministyczna), 4 miejsce na liście

– Jolanta Kalinowska (Socjaldemokracja Polska), 9 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 2 – województwo kujawsko-pomorskie

– Janusz Zemke, 2 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 3, województwa warmińsko-mazurskie oraz podlaskie

– Władysław Mańkut, 3 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 4 – Warszawa z 8 powiatami województwa mazowieckiego

– Włodzimierz Cimoszewicz, 1 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 5 – województwo mazowieckie bez m.st. Warszawy i powiatów przyległych

– Ireneusz Sitarski, 3 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 6 – województwo łódzkie

– Marek Belka, 1 miejsce na liście

– Aleksandra Stasiak, 5 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 7 – województwo wielkopolskie

– Leszek Miller, 2 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 8 – województwo lubelskie

– Riad Haidar, 3 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 9 – województwo podkarpackie

– Marek Ustrobiński, 3 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 10 – województwa małopolskie oraz województwo świętokrzyskie

– Andrzej Szejna, 3 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 11 – województwo śląskie

– Marek Balt, 2 miejsce

Okręg wyborczy nr 12 – województwa dolnośląskie i opolskie

– Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, 3 miejsce na liście

Okręg wyborczy nr 13 – województwa lubuskie i zachodniopomorskie

– Bogusław Liberadzki, 1 miejsce na liście

 

Obalmy mity

Pragnę przedstawić Państwu pięć mitów, które zdominowały w ostatnim czasie polską politykę. A z mitami jest tak, że nie zawsze są one prawdziwe.

Mit pierwszy,

Koalicja Europejska musi mieć jeden skonsolidowany program we wszystkich sprawach. Tak nie będzie. Należy powiedzieć, że tworzymy Koalicję Europejską, ale jesteśmy różni i mamy różne programy. Czarzasty nie będzie Schetyną, nie myślimy tak samo w sprawie aborcji, w sprawie państwa świeckiego, czy też związków partnerskich. Ktoś szanuje bardziej profesora Leszka Balcerowicza, ktoś wierzy bardziej w profesora Grzegorza Kołodkę. Każdy po wyborach pójdzie do swojej frakcji w Parlamencie Europejskim. Jesteśmy różni i nie przyjmujemy krytyki, że jest to złe, ale łączy nas kilka zasadniczych spraw. Wszyscy wierzymy w projekt pt. Unia Europejska, uważamy, że jest to drugi Plan Marshalla, a który w obecnym czasie dotyczy i Polski. Pierwszy Plan, ze względu na historię naszego kraju, Polski nie objął. Pragniemy być strażnikami tego projektu. Uważamy, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest wielką dla nas sprawą. Obserwujemy to co się dzieje z brexitem, jakie zamieszanie panuje obecnie w Europie. Łączy nas również to jak wielki mamy szacunek dla Unii Europejskiej i chcemy, aby i Polska była darzona szacunkiem w Unii. Szacunek to nie jest przegrywanie głosowań 27 do 1.
Mówią nam, że projekt Koalicji Europejskiej jest rzadki i niesłychany, że nie można się różnić i połączyć w ważnej sprawie. To jest nieprawda. Zwołaliśmy swego czasu Okrągły Stół, przy którym siedzieli przedstawiciele Episkopatu, strona opozycyjna – Solidarność, w tym i Lech Kaczyński; siedzieli przedstawiciele PZPR, którzy sprawowali władzę. A Okrągły Stół doprowadził do tego, że Polska przeszła przez pokojową transformację. Razem wprowadzaliśmy Polskę do Unii Europejskiej, bez względu na to czy ktoś był z Unii Wolności, Polskiego Stronnictwa Ludowego, czy tez Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wierzyliśmy, że to wielki projekt, ale byliśmy różni. Kiedy w RFN powstaje tzw. Wielka Koalicja CDU-CSU i SPD, to mówimy: jacy nasi sąsiedzi są mądrzy. A przecież te partie są różne i nie mają takich samych programów. Są takie momenty w życiu każdego kraju, w życie każdego narodu, że dostrzega się sprawy ważniejsze od różnic między partiami. Powinniśmy być dumni z tego, że ponad podziałami jesteśmy w stanie stworzyć jedność. Należy o tym mówić i nie poddawać się krytyce, że różnice programowe są złe, damy radę i w tej sprawie. Z drugiej strony należy przypomnieć, iż PiS tworzy Zjednoczoną Prawicę, w tej koalicji są trzy partie. Czy ktoś zna nazwy dwu pozostałych partii poza PiS-em? A może jest tak, że szefem wszystkich tych partii jest Jarosław Kaczyński? Ten sam Jarosław Kaczyński, który jest jednocześnie premierem, prezydentem oraz I sekretarzem wszystkich partii tworzących Zjednoczoną Prawicę. Jednocześnie PiS mówi, że są to trzy różne struktury, ale przecież są jedną partią. Marzą o różnorodności, ale jej nie mają. Marzą o wielu przywódcach, ale mają jednego. I zarzucają nam to, że dogadaliśmy się ponad podziałami. Zarzucają nam to, co jest naszym, PO, PSL-u, Nowoczesnej oraz Partii Zielonych plusem.

Mit drugi,

Koalicji Europejskiej zarzuca się, iż partie się jednoczą, aby odsunąć PiS od władzy. Co to jest za zarzut? Łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Powtórzę to raz jeszcze: łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Dlaczego? Ponieważ chcemy Polski tolerancyjnej, praworządnej, szanującej konstytucję, socjalnej, ale i demokratycznej; mówiącej prawdę o historii i nieskłóconej. Polski bez Misiewiczów, bez rządzenia bankami przez prezesów partii za pomocą telefonu. To jest nasza wojna, o Polskę naszych marzeń. Bądźmy dumni, że pragniemy odsunąć PiS od władzy i nie wstydźmy się tego. Jako partie demokratyczne szukamy różnych drug, aby ratować Polskę przed utratą samorządności, praworządności, żeby w Polsce nie była łamana konstytucja. Mój przyjaciel Władysław Kosiniak-Kamysz zgłosił projekt wpisania do konstytucji, iż Polska jest członkiem Unii Europejskiej oraz NATO. Już dziś prawo mówi, iż nie można łamać konstytucji, ale jest tylko jedna metoda zagwarantowania obecności Polski w UE oraz NATO zawsze kiedy będzie tego chciała – to odsunięcie PiS-u od władzy. To nie konstytucję trzeba dopasowywać do sytuacji politycznej, to rządy prawa powinny działać na bazie ustawy zasadniczej. Aby to osiągnąć, nie możemy się co trzy miesiące zastanawiać co nowego wpiszemy do konstytucji, aby PiS nie łamał prawa w Polsce, ponieważ oni i tak ją złamią. Droga jest jedna, trzeba PiS od władzy odsunąć!

Mit trzeci,

nie ma w Polsce populizmu. Populizm w Polsce ma dwa oblicza: ideologiczne oraz progresywne. Od trzech lat uprawia go PiS. PiS szuka wroga, którym jest – według niego i używając jego słów – Żyd, muzułmanin, pedał, uchodźca, edukacja seksualna i onanizujące się trzyletnie dzieci, Niemiec, mord smoleński, dzielenie Polek i Polaków na sorty. To jest wszystko to czym nas codziennie straszą i mówią: tylko pod naszymi rządami możecie być bezpieczni. I to jest właśnie populizm ideologiczny. Jest również populizm progresywny, który polega na obiecywaniu Polkom i Polakom wszystkiego bez pokrycia. To jest prezentacja programu, który kosztuje 1 bilion złotych i mówienie, że to kosztuje 35 mld zł. Zresztą nie usłyszeliśmy nawet skąd wziąć te 35 mld? Populizm progresywny i prawicowy mają jedną cechę wspólną: obiecać wszystko wszystkim. Bez pokrycia. Zaatakować i podzielić kraj, na sorty. Byle by zdobywać punkty procentowe i władzę. W tym wszystkim wydarzyła się sprawa szczególnie skandaliczna, uznano, że ludzie starsi do niczego się nie nadają i nie mogą nigdzie kandydować, są gorsi od młodych. Zawsze mówię, że i młodzi, i starsi są ważni dla naszego kraju. W plemionach ameryki północnej była rada starszych, która wiedziała kiedy bizony przyjdą, a kiedy bizony przyszły to młodsi na nie polowali.
My jesteśmy dumni z tego, że ludzie z doświadczeniem oraz dystansem, ludzie mądrzy będą nas reprezentowali w Unii Europejskiej. Jesteśmy przekonani, że to dobra – z naszej lewicowej strony – propozycja dla Polek i Polaków. Trzy lata temu przedstawiłem projekt, w którym trzech byłych premierów, którzy pełnili tę funkcję z rekomendacji SLD, startowało do Parlamentu Europejskiego. I stało się to, znowu jesteśmy razem. Witam Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belkę! Pozdrawiam również Leszka Millera! To są ludzie, którzy wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej. Młodzi biegają szybko, ale starsi wiedzą dokąd. I jedni i drudzy są potrzebni.

Mit czwarty,

PiS twierdzi, że jeżeli opozycja przejmie władzę to wszystkie sprawy socjalne, które wprowadziła ta partia, zostaną zlikwidowane. Nic bardziej wierutnego, to kłamstwo. Powołam się na autora słów, które są w tej chwili powtarzane przez wszystkie partie opozycyjne: damy Wam to co PiS Wam dał i oddamy to co PiS Wam zabrał. Autor jest przed Wami. Wszyscy powtarzają: to rozsądne słowa. Rozsądne, pod warunkiem, że kasa jest pełna. Gwarantujemy to, że 500 plus zostanie utrzymane i gwarantuje to partia socjalna – Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gwarantujemy to, że wiek emerytalny zostanie utrzymany. Jest jedna zasada, która nas różni od wszystkich partii: od PiS-u lub progresywnego populizmu. Zrobimy nowe projekty socjalne to tylko wtedy, kiedy nasze państwo będzie na to stać. Nie będzie żadnego rozdawnictwa. Jesteśmy poważną partią, odpowiedzialną oraz obywatelską. Jeżeli budżet państwa na to stać, to obywatelki i obywatele powinni z tego budżetu korzystać. Wolelibyśmy projekty, które systemowo pomagałaby Polkom i Polakom. Systemowo, a nie jednorazowo. Cieszymy się z tego, że emeryci dostaną dodatkową emeryturę, ale wolelibyśmy, aby nie dostawali jej raz w roku na trzy tygodnie przed wyborami. Zgłosiliśmy dwa projekty, które są odpowiedzią na pytanie, co byśmy zrobili gdybyśmy mieli co roku do wydania 40 miliardów złotych. Pierwszy dotyczył wybudowania 800 000 mieszkań, a projekt zakładał prosty pomysł, aby 50 000 złotych dać 800 000 osobom, aby mogły pokryć wkład własny na kredyt mieszkaniowy. Wierzymy, że byłoby to koło zamachowe dla polskiej gospodarki i wierzymy, że w przeciągu 10 lat problem mieszkań zostałby rozwiązany. Właśnie w sposób systemowy. 40 miliardów złotych sfinansowałoby nasz projekt, który mówi, iż najniższa renta i najniższa emerytura powinna być równa najniższemu wynagrodzeniu. Problem najniżej uposażonych emerytów zostałby rozwiązany na wiele lat, a nie raz przed wyborami.

Mit piąty,

Koalicja Europejska nie wypracuje wspólnego programu do Parlamentu Europejskiego. Bądźcie oto spokojni. Każda partia będzie wnosiła sprawy dla siebie najważniejsze. Dla SLD, dla socjaldemokracji będzie to kwestia ujednolicenia standardów socjalnych w Unii Europejskiej: płaca minimalna, usług medycznych, usług użyteczności publicznej, czy też świadczeń na rzecz niepełnosprawnych. Chcielibyśmy, aby w Polsce zostało wprowadzone euro, ale pod warunkiem, że będzie się to wiązało ze wzrostem płac Polek i Polaków.
Chciałbym podkreślić, że nasze kandydatki i kandydaci do Parlamentu Europejskiego zostaną wybrani, to wejdą do frakcji Socjalistów i Demokratów, tam jest ich miejsce.
Opowiedziałem Państwu o pięciu mitach, które bezmyślnie są powtarzane w mediach przez polityków, a przez nas, jako części Koalicji Europejskiej, w wielu miejscach bezkrytycznie przyjmowane. Nie wstydźmy się tego, że jesteśmy różni, że walczymy z PiS-em. Pragnę, aby SLD wraz ze swoimi partnerami w KE był gwarancją rozsądku, dystansu i doświadczenia, abyśmy trzymali się z dala od populizmu.