Udział to za mało. Polskie firmy muszą rosnąć na państwowych inwestycjach

25 kwi 2026

Rząd zaczął zadawać pytanie, które powinno paść już dawno temu. Ile pieniędzy z wielkich inwestycji państwa naprawdę zostaje w Polsce? To ważne pytanie, jednak sam udział krajowych firm nie przesądza jeszcze o sukcesie.

Ministerstwo Aktywów Państwowych uruchomiło projekt „Local Content. Z korzyścią dla Polski”. W praktyce chodzi o to, żeby przy inwestycjach spółek Skarbu Państwa większy udział miały krajowe firmy. Dotyczy to przede wszystkim energetyki, obronności, infrastruktury, kolei, cyfryzacji i przemysłu.

To dobry kierunek. Polska nie może być tylko miejscem taniej pracy, rynkiem zbytu i wykonawcą cudzych strategii. Jeżeli w najbliższych latach przez państwowe inwestycje przejdą setki miliardów złotych, te pieniądze powinny wzmacniać krajowe przedsiębiorstwa, kompetencje i technologie.

Ale sam udział polskiej firmy w kontrakcie nie wystarczy.

Nie chodzi o to, żeby wszystko było od razu krajowe. To nierealne. Polska nie ma własnych odpowiedników wszystkich wielkich koncernów, licencji i podzespołów. W wielu branżach jeszcze długo będziemy korzystać z zagranicznych rozwiązań.

Problem polega na czym innym. Czy po dużych inwestycjach nasze firmy są silniejsze niż przed nimi?

Jeżeli dziś mogą tylko montować, powinny z czasem nauczyć się serwisować. Jeżeli serwisują, powinny wejść w produkcję części. Jeżeli produkują komponenty, powinny przejść do projektowania. Jeżeli projektują, mogą stworzyć własny produkt.

Tak wygląda awans w gospodarce.

Dlatego nie wystarczy zapytać, czy krajowy wykonawca dostał część zamówienia. Trzeba sprawdzić, jaką część. Co innego wykonać prostą usługę. Co innego mieć dokumentację, serwis, ludzi, technologię i wpływ na rozwój rozwiązania.

Tu jest najważniejszy test dla rządowego programu.

Jeżeli państwo będzie liczyć tylko procent krajowego udziału, może dostać ładną tabelę, ale niekoniecznie silniejszy przemysł. Można mieć wysoki wynik w wartości kontraktu, a jednocześnie zostawić poza Polską kluczowe części, oprogramowanie, patent, projekt, normy, serwis albo decyzje.

Wtedy firma zarabia na zamówieniu, ale nie buduje trwałej siły.

Podobnie jest z zarządzaniem. Można mieć polski adres, zarząd i pracowników, a mimo to działać według decyzji podjętych gdzie indziej. Jeśli technologia, budżet, licencje, ceny albo kierunek rozwoju zależą od zagranicznej centrali, lokalna spółka pozostaje wykonawcą cudzej strategii.

To jest różnica między podwykonawstwem a budowaniem przemysłu.

Podwykonawstwo daje pracę i przychód. To ważne. Ale jeśli po zakończeniu projektu przedsiębiorstwo nadal umie tylko realizować cudzy plan, państwo nie zbudowało przewagi. Po prostu kupiło usługę.

Dlatego trzeba pytać, co po inwestycji zostaje w Polsce: kompetencje, serwis, doświadczenie, możliwość naprawy systemu i samodzielnego działania przy kolejnym projekcie.

W sektorach strategicznych ma to szczególne znaczenie. Energetyka, obronność, kolej, dane, cyfryzacja, telekomunikacja czy infrastruktura krytyczna nie są zwykłym rynkiem. W kryzysie nie wystarczy wiedzieć, kto wygrał przetarg. Trzeba wiedzieć, kto ma części, kto zna system, kto może zwiększyć produkcję i kto naprawdę podejmuje decyzje.

Dobry przykład pokazuje atom. Polskie firmy mogą dostać prace przygotowawcze, drogi, roboty ziemne, hale czy zaplecze budowy. To potrzebne. Ale przy inwestycji wartej 150–180 mld zł nie można udawać, że taki udział zamyka sprawę. Prawdziwe pytanie brzmi, czy krajowe przedsiębiorstwa wejdą do najważniejszej części projektu, czy zostaną głównie przy pracach pomocniczych.

Polska nie musi mieć własnego wszystkiego. Musi jednak wiedzieć, co powinna kontrolować, co rozwijać sama, a gdzie wystarczy zakup, regulacja i podatki.

Dlatego hasło „kupujmy po polsku” jest za małe.

Trzeba kupować tak, żeby krajowe firmy rosły. Żeby nie były tylko tańszym wykonawcą, lecz z czasem stawały się właścicielem rozwiązania. Żeby publiczne pieniądze nie tylko przepływały przez polską gospodarkę, ale zostawiały w niej trwałą zdolność działania.

Polski komponent bez wiedzy, serwisu, technologii i prawa do decydowania pozostaje tylko lepszym podwykonawstwem.

Dopiero wtedy, gdy po wielkich inwestycjach zostają w kraju własne produkty, kompetencje i realna kontrola nad rozwiązaniem, zaczyna się skuteczna polityka przemysłowa.

Najnowsze

Sprawdź również

Pożegnanie z Jackiem M.

Pożegnanie z Jackiem M.

Z prezydentem Krakowa najdłużej pełniącym swoją funkcję nie sposób rozstać się szybko. To po prostu niemożliwe. Choć formalnie Jacek Majchrowski przestał być prezydentem ponad dwa lata temu, nadal jest punktem odniesienia – zwłaszcza w specyficznej sytuacji, w jakiej...

Ku cywilizacji XXII wieku

Ku cywilizacji XXII wieku

Rozważania wstępne: Futurologiczne przewidywanie rozwoju naszej cywilizacji w XXI i XXII wieku jest przedsięwzięciem niezwykle atrakcyjnym, aczkolwiek bardzo trudnym i ryzykownym – pod względem merytorycznym i intelektualnym. Warto jednak podjąć taką poważną próbę tym...

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Trwa debata nad europejską gorączką zbrojeń. W tle konflikty wokół Ukrainy, Iranu, Gazy, Tajwanu. Mącą ludziom w głowach byli wojskowi, pseudoeksperci z think-tanków, z naciskiem na tanki, ale bez własnych myśli. Główne aspekty tego galimatiasu poznawczo-praktycznego...

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Rozeszli się, a może się nie rozeszli. Morawiecki z ekipą został wyrzucony czy sami odeszli. Mówią, że lewacy dramatyzują, ale wszystkie inby w lewicowych grupkach są niczym w porównaniu z tymi łzawymi spektaklami na prawicy. W dodatku temat został podchwycony i...

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Spółka Skarbu Państwa PKP S.A. oferuje na swojej stronie sprzedaż nieruchomości głównie mieszkaniowych, usytuowanych w różnych miejscowościach, które przedstawia jako „tanie”. Choć niektóre z cen faktycznie nie wydają się w obecnych realiach wygórowane, to wśród ofert...