Energetyka daleka od nowoczesności

Rząd PiS systematycznie zmniejsza wydobycie węgla kamiennego w Polsce. To słuszna polityka – ale szkoda, że zamiast stopniowego odchodzenia od tego surowca, polski węgiel jest zastępowany węglem importowanym z Rosji. W ten sposób rząd pogłębia nasze uzależnienie energetyczne.

 

Jednym z pomysłów na zmianę kierunku polskiej polityki energetycznej jest energetyka obywatelska. W Katowicach podczas szczytu klimatycznego zebrała się grupa samorządowców stawiająca na jej rozwój. Swoje działania na rzecz energetyki obywatelskiej zaczęli oczywiście od wezwania państwa do zwiększenia nakładów na ten cel.
Do samorządowców przyłaczył się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar – choć wybór strategii energetycznych dość luźno wiąże się z zakresem działań RPO. Rzecznik uznał jednak, że w ramach chronienia praw obywatelskich, powinien on wspierać oddolne ruchy społeczne, takie jak właśnie ruch na rzecz upowszechniania energetyki obywatelskiej.
Rzecznik wskazał też na bliskie nam Węgry, gdzie utworzono stanowisko rzecznika do spraw przyszłych pokoleń, który ma być odpowiedzialny za przestrzeganie i rozwój zasady solidaryzmu społecznego (czyli naturalnej wspólnoty interesów różnych grup i warstw społecznych w państwie) – która to zasada powinna, zdaniem rzecznika, wyrażać się m.in. właśnie w rozwijaniu energetyki obywatelskiej.

 

Niech państwo da

Jak mówi ideologiczna i w związku z tym niejasna, definicja, energetyka obywatelska w odróżnieniu od dominującej na razie w Polsce energetyki oligarchicznej i scentralizowanej, opartej na systemie kilkunastu wielkich elektrowni, zakłada rozwój energetyki rozproszonej, efektywnej, opartej w coraz większym stopniu o odnawialne źródła ciepła i elektryczności, do których dostęp ułatwia się wszystkim obywatelom.
Definicja nie wyjaśnia oczywiście niczego, co jest najważniejsze: na czym ma polegać rozproszenie energetyki? co to znaczy, że będzie ona efektywna (w domyśle – w odróżnieniu od zapewne nieefektywnej energetyki oligarchicznej)? jak dostęp do niej ułatwi się wszystkim obywatelom?
Można wiec się tylko domyślać, że chodzi o wytwarzanie ciepła i prądu przez małe elektrociepłownie obejmujące niewielką liczbę odbiorców. To poniekąd powrót do koncepcji sprzed stu lat, polegającej na budowie osiedlowych kotłowni opalanych węglem – z której zrezygnowano bo te lokalne kotłownie za bardzo zatruwały powietrze a ich funkcjonowanie było w sumie droższe od systemu scentralizowanej energetyki dostarczającej prąd i ciepło. Dzisiejsze małe elektrociepłownie miałyby być opalane biogazem, który oczywiście też zatruwa powietrze. Możliwe też że składałyby się one z ogniw fotowoltaicznych – co z kolei jest drogie i wymaga dotacji dla użytkowników, zaś w pochmurne dni, zwłaszcza jesienią i zimą, ogniwa te nie zapewniają odpowiedniej temperatury ogrzewania.
Najważniejszym elementem umożliwiającym rozwój energetyki obywateslkiej jest oczywiście wsparcie finansowe państwa. Dlatego też nowo wybrani samorządowcy, którzy w ostatnich wyborach zapowiedzieli, że postawią na rozwój energetyki obywatelskiej, chcąc dotrzymać swych obietnic, spotkali się w Katowicach – i wspólnie przygotowali apel do rządu i Komisji Europejskiej o zwiększenie nakładów na rozwój energetyki obywatelskiej. Apel oczywiście nie będzie mieć żadnego znaczenia, ale samorządowcy, którzy przed wyborami samorządowymi podpisali deklarację „Popieram energetykę obywatelską” chcą sprawić wrażenie, że coś się jednak robi.

 

Polski zastępujemy rosyjskim

Polska, jak i wszystkie pozostałe kraje UE, jest zobowiązana przedstawić tzw. NECP – Krajowy Plan dla Energii i Klimatu, mający wytyczyć cele i zapewnić zgodność polityki krajowej z celami energetycznymi wspólnoty europejskiej. Samorządowcy twierdzą nawet, że Polska musi przedstawić ów plan jeszcze przed końcem tego roku, co jednak nie jest prawdą.
Jaki ten plan będzie, jeszcze dokładnie nie wiadomo, bo wciąż trwają konsultacje „Polityki Energetycznej Państwa do roku 2040”. Trudno jednak, by NECP znacząco różnił się od tej „Polityki…”, która przewiduje, że węgiel będzie odpowiadał za wytwarzanie większości energii w Polsce (tradycyjnie mówi się też o budowie elektrowni atomowej, która oczywiście nie powstanie). Potrwa to najprawdopodobniej do czasu wyczerpania jego zapasów w naszym kraju, a nawet dłużej, bo Polska importuje coraz wiecej węgla – w ubiegłym roku sprowadzono do nas 13,5 mln ton, zaś w tym roku kupimy go dużo więcej, prawdopodobnie ok. 18 mln ton, głównie z Rosji.
Obecni szefowie resortu opowiadają głupstwa, że import węgla do Polski jest „czymś naturalnym”, zaś z drugiej strony prezydent Andrzej Duda snuje bajki o obronie polskiego sektora węglowego.
Import węgla do Polski jest oczywiście czymś kompletnie nienaturalnym. Skoro chcemy spalać węgiel krajowy, którego ponoć mamy dużo, to sięgajmy po rodzime zasoby. Jesli zaś własnego węgla jest jednak za mało to wykorzystajmy tę sytuację do rozwoju energetyki odnawialnej – a nie do zwiększania importu węgla, co tylko utrwala szkodliwą strukturę naszej energetyki.
Owszem, skoro mamy węgiel, głupotą jest z niego rezygnować – ale jeszcze większą głupotą jest spalanie węgla z importu. Jeśli importowanie węgla jest bardziej opłacalne od wydobycia własnego, to znaczy, że planowanie rozwoju polskiej energetyki w oparciu o węgiel (jak zakłada „Polityka Energetyczna Państwa do roku 2040”) jest kompletnie bez sensu. W takiej sytuacji należałoby albo obniżyć koszt wydobycia węgla w Polsce, by jego import stał się nieopłacalny – albo rozwinąć mniej trującą produkcję energii ze źródeł odnawialnych.
Obie te możliwości są jednak niewykonalne dla obecnej ekipy, która nie jest w stanie zwiększyć innowacyjności polskiej gospodarki. Resort gospodarki mówi, że wybiera trzecią drogę – i chce rozwijać potencjał wydobywczy krajowych kopalni węgla.
Będzie to kosztować miliardy, bo nakłady na ten cel muszą być ogromne i spowoduje, ze Polska stanie się unijnym pariasem energetycznym, który buduje najbardziej szkodliwy i przestarzały model wytwarzania energii. Rozwój takiego tradycyjnego modelu nie wymaga za to pomyślunku i innowacyjności, czyli tego, czego szczególnie brakuje w polskiej gospodarce.

 

Rządowe bajania

Pamiętajmy jednak, że są tylko rządowe zapowiedzi, które miewają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Faktycznie, żadne rozwijanie potencjału wydobywczego sektora węglowego nie następuje, bo obecna ekipa i tego nie jest w stanie zrobić. Pod rządami PiS wydobycie węgla kamiennego systematycznie spada. W 2015, ostatnim roku rządów Platformy Obywatelskiej, polskie kopalnie wydobyły 72,7 mln ton. Rok póżniej – tylko 70,7 mln ton, zaś w ubiegłym wydobycie spadło do 65,8 mln ton. I oczywiście spada nadal: w pierwszym półroczu 2018 r wydobycie było o milion ton mniejsze niż w pierwszym półroczu ubiegłego. „Rozwijanie naszego sektora węglowego” polega zaś w rzeczywistości na jego likwidowaniu – w tym roku zamykana jest kopalnia Wieczorek, w której za czasów rządów PO rozpoczęto eksperymentalną, innowacyjną produkcję metanu metodą podziemnego zgazowania węgla.
Akurat za ograniczanie wydobycia węgla (choć prowadzone w mało sensowny sposób) trudno mieć pretensje do rządzących z PiS, bo to jest generalnie polityka słuszna – choć może szkoda, że ich czyny są tak dalece sprzeczne z ich obietnicami. Trzeba jednak mieć do nich pretensję o indolencję, marazm, brak inicjatywy i innowacyjności. Te cechy ekipy rządzącej polską gospodarka sprawiają, że w rzeczywistości nie może zostać wybrana żadna z przedstawionych tu trzech dróg. Nie ma więc ani obniżenia kosztu wydobycia polskiego węgla, ani rozwoju energetyki odnawialnej, ani wzrostu potencjału wydobywczego naszych kopalni. Polska energetyka podąża czwartą drogą, nabardziej szkodliwą i najmniej innowacyjną – po prostu zwiększa import węgla kamiennego, głównie z Rosji. To bardzo ciekawy sposób budowania naszej „niezależności energetycznej” przez PiS.
W pierwszej połowie roku 2019, jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, w Brukseli mogą zapaść ustalenia co do ewentualnego podwyższenia tzw. celu klimatycznego (udziału wydatków na ochronę klimatu w budżecie unijnym) z 25 na 40 proc., oraz stworzenia mechanizmu wykluczającego unijne finansowanie inwestycji działających na szkodę klimatu.
Grupka samorządowców, która pojawiła się na szczycie klimatycznym w Katowicach, uznała że należy zwiększać nakłady na czystą, bezemisyjną energetykę (choć oczywiście nie ma w pełni nieszkodliwej energetyki). Ich zdaniem powinny być też traktowane priorytetowo takie projekty, jak spółdzielnie energetyczne i rozwój odnawialnych źródeł energii – bo dla uniknięcia nadciągającej jakoby katastrofy klimatycznej, pilnie potrzebujemy budowy niskoemisyjnej gospodarki. Polska powinna zaś w nowym rozdaniu środków unijnych postawić zwłaszcza na inwestycje w efektywność energetyczną.
Niedawno minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz publicznie zapowiedziała bardziej zdecydowane wspieranie rozwoju energetyki obywatelskiej, co jej zdaniem ma stanowić remedium na rosnące ceny prądu. Te obietnice mają jednak tyle samo wspólnego z rzeczywistością, co zapowiadane przez rząd rozwijanie potencjału naszego sektora węglowego.

Co, jeśli nie węgiel?

Fot. W Żarnowcu zostały ruiny. Budowa elektrowni atomowej to już tylko mrzonki.

 

 

Jeszcze długo będziemy odczuwać konsekwencje decyzji o wstrzymaniu budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej.

 

Retoryczne pytanie: czy przeciętny konsument wie, że zastępując zwykły odkurzacz „lepszym – bezprzewodowym” przyczyni się do emisji około 60-80 kg CO2? Tyle bowiem potrzeba aby stworzyć akumulator litowo-jonowy w nim zawarty.
Tyle dwutlenku węgla wyemituje też przeciętny samochód osobowy na dystansie 300-500 km.

 

Małe zasoby

W kwestiach oceny rozwiązań technicznych czy ekologicznych warto kierować się zasadą : „Nauka to fizyka – reszta to filatelistyka” – autor tej zasady to Ernest Rutherford. Na dłuższą metę to się zawsze sprawdzało.
Od kilkudziesięciu lat o naszym otoczeniu nie decyduje jednak fizyka lecz „inżynieria społeczna” zapatrzona w „świętą trójcę” współczesnego świata czyli: wolny rynek, kapitalizm i demokrację.
To ona odpowiada za wybujałą konsumpcję dewastującą naturalne środowisko, zwłaszcza, że odnosi się ona do lawinowo rosnącej liczby ludności. Emisja CO2 to problem. Koncentrujemy się na wytwarzaniu energii. Jednocześnie, warto się bacznie rozglądać co do innych przyczyn emisji tego gazu.
Perspektywy związane z energetyką odnawialną i rozproszoną, to obraz atrakcyjny ale w dużej mierze, w warunkach polskich, abstrakcyjny.
Zasoby energetyczne w naszej energetyce wodnej są znikome. Potencjał ten w Polsce (38 mln. mieszkańców) jest 6-krotnie mniejszy od liczącej 10 mln. mieszkańców Szwecji.
Energetyka wiatrowa rozwijana w sposób stosowny do potrzeb, to dewastacja środowiska. Ta energetyka wiatrowa, która do tej pory była wdrażana w naszym kraju, pełna jest ewidentnych nadużyć – np. pozyskiwania dotacji i budowania farm wiatrowych tam gdzie być ich nie powinno.

 

Wciąż drogo i mało wydajnie

Z kolei fotowoltaika jest droga i oparta na ogniwach o niskiej sprawności. Ubolewać należy, że tak mało u nas poświęca się sił i środków na rozwój tej dziedziny. To zadanie dla fizyków, inżynierów.
Wciąż brak jest efektywnych sposobów na magazynowanie wytworzonej energii oraz jej sprawny przesył. Zagadnienia nadprzewodnictwa w temperaturach innych niż „zero Kelwina” nadal są badane w laboratoriach. Spotkania ekologiczne gromadzą nawet 30 tys. potencjalnych dyskutantów – a zarazem brak jest środków na badania w energetyce odnawialnej.
Jednocześnie, nie sposób się oprzeć wrażeniu, że „cały ten zgiełk” o energetykę odnawialną to walka, w której jedno lobby chce zastąpić drugie (węglowe). W polskich warunkach gdzie budżet PAN jest mniejszy od budżetu IPN, postulat prac nad „zieloną energetyką” brzmi dość abstrakcyjnie.
Natomiast z „atomem” na świecie bywa różnie. Można, w zależności od grupy interesów czy poziomu wiedzy, dobierać listy krajów, które „zwijają energetykę jądrową”, „rozwijają energetykę jądrową”, „zwijali, a z powrotem rozwijają” ….itd. Wszystko jest kwestią rachunku – a z tym zazwyczaj jest tak, że jego wynik zależy od tego kto go wykonuje.

 

Całkiem bez węgla się nie da

Niezależnie od skali rozwoju energetyki rozproszonej w Polsce, elektrownie klasyczne są u nas konieczne.
Część obecnych trzeba zachować – a z czasem, rachunek godzący normy emisyjne z ekonomią wymusić powinien poprawę funkcjonowania tych klasycznych, oraz budowę elektrowni atomowej.
W tym kontekście należy wrócić do przeszłości, a konkretnie do decyzji o przerwaniu budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu w 1990 r. Pytanie: po co nam to było?
Jak wskazuje artykuł firmowany przez Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej pozytywnie oceniła lokalizację tej elektrowni we wszystkich aspektach (kryteria lokalizacji, wpływ na atmosferę, hydrologia, sejsmo-tektonika, geologia, hydrogeologia, bezpieczeństwo).

 

Dobry wybór – i nic z tego

Oto fragment ogólnych wniosków misji MAEA: „Lokalizacja elektrowni Żarnowiec ma wiele pozytywnych charakterystyk dla budowy EJ. Do charakterystyk tych należą: niska sejsmiczność terenu oraz brak w sąsiedztwie elektrowni jakichkolwiek zdarzeń powodowanych działalnością ludzką. Do wyboru lokalizacji o tych zaletach w znacznym stopniu przyczyniły się kryteria ustanowione przez polskie władze. Generalnie mówiąc, charakterystyki lokalizacji Żarnowiec są porównywalne do lokalizacji wielu elektrowni jądrowych w Europie”.
Patrząc z perspektywy ponad ćwierćwiecza na zmiany jakie w Polsce zaszły, likwidacja elektrowni w Żarnowcu to pierwszy z całego ciągu decyzji, których faktycznym celem było dostosowanie życia społecznego do oczekiwań dawnej opozycji. Likwidacja przemysłu lotniczego, stoczniowego, motoryzacyjnego itd. stanowiła kolejne etapy.
Takie działania tylko częściowo można tłumaczyć klasyczną rusofobią. Pozyskiwanie ciepła z czegoś czego nie widać – niedopuszczalne! Węgiel, łopata, piec – to rozumiemy!
Warto kiedyś wykonać rachunek, który by wykazał, gdzie byśmy byli, gdyby inwestycję w Żarnowcu zrealizowano.

Węgiel rządzi Polską

Fot. Kopalnia i elektrownia Turów – zamykać czy rozwijać? Oto jest pytanie…

 

 

Gospodarka naszego kraju bazuje i będzie bazować na węglu – takie jest podstawowe przesłanie, jakie wyniosą z Katowic uczestnicy szczytu klimatycznego.

 

Rozpoczęty niedawno szczyt klimatyczny w Katowicach to dobra okazja do nagłaśniania różnych inicjatyw pro-ekologicznych. Dlatego dość wyraźnie został usłyszany apel Partii Zieloni o szybkie odwołanie Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego.
Co mu się zarzuca? Pretensji jest wiele, a podstawowa brzmi tak, że zarówno projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. jak i zaproszenie koncernów węglowych – stanowiące wyraźny gest symboliczny i ukłon władzy w ich stronę – odpowiedzialnych za zanieczyszczenie powietrza, do patronowania szczytowi klimatycznemu COP24, zupełnie rozmijają się z potrzebami i oczekiwaniami społeczności krajowej i międzynarodowej.
Zieloni uważają, że Polityka Energetyczna Polski 2040, jeśli w obecnym kształcie zostanie wprowadzona w życie, stworzy bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i jego obywateli.

 

Węglowa strategia

Elementy, które w tej strategii rażą najbardziej, to, po pierwsze, kontynuacja energetyki opartej na węglu – podczas gdy reszta świata stara się zredukować emisje pyłów węglowych o 50 proc. do roku 2030 i nawet o 100 proc. do połowy tego wieku. Inwestycje te już dzisiaj generują koszty, nie dając korzyści.
Przykładem może być budowa nowego bloku w elektrowni Turów, która nigdy się nie spłaci.
Jak wskazuje Dominika Mucha z Politechniki Warszawskiej, tylko w 2017 r. działalność kopalni i elektrowni Turów przyczyniła się do 81 przedwczesnych zgonów w Polsce, ale nie tylko. Jej zdaniem, ta sama elektrownia i kopalnia przyczyniła się do
przedwczesnej śmierci 32 osób w Czechach, 133 w Niemczech i 13 osób na Litwie, a w całej Europie aż 289. Czyli, zdaniem pani Muchy, Turów reszcie Europy szkodzi znacznie bardziej niż Polsce.
Abstrahując od, zapewne niezbyt wielkiej, wiarygodności tych wyliczeń, trzeba zauważyć, że nasz kraj wyznaczył zbyt niskie cele redukcji emisji gazów cieplarnianych – poniżej naszych zobowiązań w ramach Unii Europejskiej, wynikających z Porozumienia Paryskiego.
Ponadto, szkodliwa jest propozycja budowy bloków jądrowych – według niektórych zamierzeń, nawet aż sześciu – podczas kiedy kolejne kraje wycofują się z nieefektywnej oraz bardzo drogiej energetyki atomowej na rzecz energetyki oszczędnej, odnawialnej i rozproszonej.
Zieloni zarzucają Ministrowi Energii walkę z wiatrakami, wskazując, że płynąca z nich energia, dziś, bez żadnych dopłat, jest o połowę tańsza od energii z węgla. To akurat nieco mija się z prawdą, a walka z wiatrakami, zaburzającymi krajobraz naturalny i emitującymi szkodliwy hałas, jest jedną z niewielu zasług Krzysztofa Tchórzewskiego.
Nie da się jednak zaprzeczyć temu, iż polityka realizowana i proponowana przez Ministra Energii jest niezbyt odpowiedzialna, z powodu braku efektywnych działań dotyczących redukcji smogu, co niesie zagrożenie dla mieszkańców naszego kraju.

 

O co powinno nam chodzić

Długofalową racją stanu Polski jest przejście w znaczącym stopniu, z gospodarki węglowej na gospodarkę niskoemisyjną, do połowy XXI wieku.
Lepiej rozumiał to rząd PO-PSL, podejmujący, mało wprawdzie skuteczne, działania mające na celu wprowadzenie czystszych technologii do naszego przemysłu.
Dramatycznie natomiast nie chce tego pojąć rząd PiS, który z drogiego i kończącego się polskiego węgla uczynił przedmiot sakralizacji, z apogeum obchodów, przypadającym dorocznie w dniu 4 grudnia.
– Zaprezentowany przez Ministerstwo Energii w przeddzień szczytu klimatycznego, projekt Polskiej Polityki Energetycznej do 2040 każe się zastanowić o co chodzi? Przecież w rozumny sposób nie da się pogodzić zapisanego w polityce rozmachu inwestycyjnego w energetykę paliw kopalnych, łącznie z energetyką jądrową, z celami szczytu, którego Polska jest gospodarzem. Jak Polska będzie budować w czasie COP24 swoją wiarygodność w globalnej społeczności. Nadchodzi czas, kiedy obrona interesów grupowych w polskiej elektroenergetyce przekształca się w odstawanie od świata – oświadczył prof. Jan Popczyk podczas debaty energetycznej zorganizowanej na Politechnice Wrocławskiej.
Natomiast dr. Wojciech Myślecki podkreślił, że nie ma odwrotu od wycofywanie się z węgla i ze scentralizowanej energetyki, na rzecz racjonalizacji zużycia energii oraz jej produkcji z odnawialnych i rozproszonych źródeł.
Uczestnicy tej debaty zauważali, że projekt powstał w pośpiechu w Ministerstwie Energii i jest objawem chaosu w polityce energetycznej. Dziś władze naszego kraju, w obliczu najnowszych raportów klimatycznych, powinny stawiać na wycofanie się z nieefektywnych inwestycji w atom i kosztowną energetykę węglową. Potrzebny jest zaś radykalny program efektywności energetycznej oraz elektryfikacji – począwszy od mieszkalnictwa, przez przemysł po rolnictwo.
Należy też udzielić wsparcia dla rozwoju rynków producentów i konsumentów energii, na szczeblu gospodarstwa domowego, osiedla, małej energetyki, gospodarstw rolnych, drobnego i średniego biznesu. Potrzebne nam są duże zakłady przemysłowe, które w coraz większym stopniu będą korzystać z prądu i ciepła produkowanego z odnawialnych źródeł energii.
Wreszcie, pożądana byłaby zmiana obecnych taryf – wspierających energetyczne monopole państwowe – na taryfy bardziej życzliwe dla OZE.

 

To wszystko da się zrobić

Rząd, społeczności lokalne oraz sami górnicy powinni też zaangażować się w sprawiedliwą transformację społeczną – z obszarów węgla do innych nowoczesnych dziedzin gospodarki. Na Górnym Śląsku, na wykwalifikowanych pracowników sektorów węglowych i powiązanych z węglem, już dziś czekają miejsca pracy.
Urszula Zielińska, z zarządu Partii Zieloni mówi: „Sygnujący Strategię Energetyczną Polski do 2040 r. minister Tchórzewski, w dniach, kiedy z powodu wysokiej fali upałów kraj był o krok od „blackoutu” energetycznego, zawierzył wszystkie sprawy energetyki, jej rozwój i unowocześnienie Matce Bożej, Królowej Polski. Po analizie projektu polityki energetycznej Polski do 2040 mamy głębokie wrażenie, iż faktycznie nasza energetyka byłaby bardziej bezpieczna pod opieką Matki Bożej Królowej Polski, niż pod opieką Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego”.
Sprawiedliwa transformacja jest dziś finansowym priorytetem Unii Europejskiej, która kieruje do regionów odchodzących od węgla znaczne fundusze. Dostępna jest też wiedza o tym, jak trzeba planować i przeprowadzać ten proces, by uniknąć negatywnych skutków społecznych.
Wiadomo, że apel do premiera Mateusza Morawieckiego o jak najszybsze odwołanie Krzysztofa Tchórzewskiego ze stanowiska ministra energii, nie przyniesie żadnego skutku – zwłaszcza, że przecież całe kierownictwo naszego państwa popiera prowęglową strategię rozwoju kraju. Dlatego duża jest tu rola opozycji. Plan rzeczywistej, opartej na nowoczesnych założeniach z XXI wieku, transformacji energetyki i gospodarki Polski powinien stać się wspólnym priorytetem łączącym wszystkie ugrupowania opozycyjne. Jedynie to stwarza szanse dla innowacyjności, rozwoju, miejsc pracy w przyszłości, walki z wykluczeniem energetycznym.