Fejk niusy

• Pierwszy sukces nowej partyjki niedawnego podwładnego Gowina. Partia Republikańska została zarejestrowana w Gdańsku, na adresie, gdzie jest biuro poselskie posłanki lewicy, Maciejewskiej.
• Cały świat z zainteresowaniem czyta korespondencję mailową harcerza Dworczyka. Już przywykliśmy do tego, że jak afera, to żadnych konsekwencji w rządzie czy tajnych służbach nie będzie. W normalnym kraju kilka osób straciłoby stanowiska, ale nie u nas. Tymczasem w PiS znaleziono winnych. Jak zwykle winna jest opozycja.
• W 2011 r. Kornel Morawiecki wymyślił odznakę nazwaną Krzyż Solidarności Walczącej. W 10 rocznicę tego wymyślunku Krzyż otrzymał jego synek Mateusz zwany Pinokiem, „szczególnie zasłużony w walce o „Wolność i Solidarność między ludźmi i narodami”. Nie podano, między jakimi konkretnie ludźmi i jakimi narodami.
• Chcesz pracować jako rządowy informatyk od bezpieczeństwa? Dostaniesz nieco ponad 2 tys. zł na rękę miesięcznie. Dzięki przetargom trafiającym do Internetu wiemy, że bezpieczeństwem państwa zajmują się najwyższej klasy specjaliści. A przy okazji, ciekawe, ile płacą Ruscy.
• Spece PiS od PR wraz z TVP tym razem zaspali. Burza i powódź w Poznaniu i zapomnieli oskarżyć o to Trzaskowskiego i Tuska.
• Kaczyński dla fanatyków prawicy jest wyrocznią na miarę Arystotelesa i Piłsudskiego razem wziętych. Teraz okazało się, że jest również wyrocznią świata mody. Na zjazd założycielski nowej prawicowej partyjki założył buty z dwóch innych par. Czekamy, aż nowa moda dotrze do otwartego na modowe nowinki, Paryża.
• Prawica sromotnie przegrała i prezydentem Rzeszowa został niezależny kandydat, zgodnie popierany przez opozycję. Ciekawe, czy nadal będą twierdzić, że „Kto wygrywa w Rzeszowie, wygrywa w całej Polsce”.
• Mordercza walka i ciężki bój – tego typu wojenno-kryminalnych określeń używają Wiadomości TVP, mówiąc na temat rywalizacji o widza z prywatnymi stacjami. To informacje dla politycznych pryncypałów – aby pokazać, że warto było wpompować miliardy z podatków Polaków. I że warto zabrać wrogim stacjom kasę z reklam. Wtedy przyjdzie zwycięstwo w wojnie ojczyźnianej, a przeciwnicy polegną w boju, sromotnie pokonani.

Duma i milczenie

Rządzona przez PiS Polska coraz bardziej hamuje rozwój Unii Europejskiej. Pragnie zmienić ją na „obraz i podobieństwo bożę”. Czyli swoje. Konserwatywnego, obrażonego na zmieniający się świat, narodowo -katolickiego skansenu.
Jeszcze pięć lat temu gorące debaty o „Unii Europejskiej dwóch prędkości” koncentrowały się na pytaniu o zasadność wprowadzenia wspólnej waluty.
Dzisiaj najgłośniejsze medialnie spory o przyszłość Unii Europejskiej toczy narodowo – kościelny duet rządów Polski i Węgier. Żądający od Brukseli odrzucenia idei nowoczesnego, świeckiego, opartego na równości płci społeczeństwa. Postulujących powrót do wyidealizowanego narodowego, patriarchalnego, religijnego społeczeństwa. Konserwatywnej utopii społecznej.
I teraz też Polska, rządzona przez PiS, znajduje się w unijnej mniejszości. Już nie w grupie „drugiej prędkości ekonomicznej”, lecz partyzanckich „hamulcowych Unii”.
Elity PiS kreując swą politykę kierują się prymatem ideologii nad pragmatyzmem, realizmem i korzyściami gospodarczymi.
Nic zatem dziwnego, że również w sferze polityki zagranicznej ta Polska plasuje się w gronie państw zmarginalizowanych i niekompatybilnych.
Koń przemieniony w osła
Za czasów prezydentury Donalda Trumpa Polska PiS dorobiła się miana „amerykańskiego konia trojańskiego” w Unii Europejskiej.
Elity PiS uczyniły rosyjskie zagrożenie fundamentem swej polityki zagranicznej. Wizja rosyjskich czołgów jadących na Warszawę, objawiona w przepowiedni prezydenta Kaczyńskiego, skutecznie mobilizowała narodowo-katolickich wyborców. Patriotycznie szantażowała wszelkich krytyków tej politycznej bredni.
Aby zapewnić bezpieczeństwo Polsce politycy PiS podlizywali się prezydentowi USA gdzie tylko mogli i jak tylko mogli. Wykreowali wizję „Fortu Trump” – silnego skupiska wojsk USA na wschodniej flance NATO.
Niestety ten pragmatyczny pomysł skazili swymi antyniemieckimi fobiami. Ów „Fort Trump” miał nie tylko powstrzymywać rosyjskie czołgi, ale być też alternatywą dla amerykańskich baz w Niemczech.
Taka antyrosyjska i antyniemiecka polityka podobała się prezydentowi Trumpowi. Chciał słabej, skłóconej Unii Europejskiej. Chciał skuteczniej wywierać nacisk na Niemcy. A w maszerujące na Warszawę rosyjskie czołgi pewnie nie wierzył.
Wierzył za to, że grając rosyjskim zagrożeniem skuteczniej zmusi europejskie państwa NATO do zwiększenia swych wydatków na wojsko. A to przełoży się na zakupy amerykańskiej broni.
Zwłaszcza przez państwa średnio zamożne, jak Polska, ale pozbawione własnego nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego.
Dziś nowy prezydent USA Joe Biden chciałby anty chińskiego sojuszu z najbogatszymi państwami Unii Europejskiej. Zależy mu, w przeciwieństwie do swego poprzednika, na silnej i zjednoczonej Unii Europejskiej. Polska PiSowska, ten majster od demolowania Unii, nie jest już teraz administracji USA potrzebna.
Obecna Polska nie może być częścią aliansu zachodnich demokracji, który prezydent Biden chce teraz budować.
Przydaje się amerykańskiej administracji jedynie jako propagandowy czarny charakter. Państwo niedemokratyczne, ksenofobiczne, nietolerancyjne dla środowisk LGBTI. Homofob, zły uczeń, którego można propagandowo wytargać za uszy, pouczać w internetowym klipie wyprodukowanym i firmowanym przez ambasadę USA.
W Polsce nadal nie ma amerykańskiego ambasadora. Pan prezydent, pan premier i ministrowie również nie mają dobrych relacji z administracją prezydenta Bidena. Polska nie istnieje w polityce najważniejszego gwaranta swego bezpieczeństwa.
Inna wojna
Chłód okazywany przez prezydenta Bidena rządom PiS nie spowoduje wycofania wojsk USA z polskich baz. Pierwsze decyzje o ich stacjonowaniu zapadły jeszcze za prezydentury Baracka Obamy. Wszystkie koszty stacjonowania tych wojsk ponoszą polscy podatnicy.
Były szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Gocuł w obszerny wywiadzie dla „Przeglądu” celnie opisał stan polskiego wojska po rządach pana ministra Antoniego Macierewicza.
Najlepiej obrazuje go porównanie z wojskiem niemieckim.
Kiedy w Polsce tworzono nowy rodzaj sił zbrojnych, ponad 50 tysięczny korpus Wojsk Obrony Terytorialnej, u niemieckich sąsiadów stworzono wojska cybernetyczne. Złożone z kilkunastu tysięcy informatycznych specjalistów.
Polsce, państwu członkowi NATO i Unii Europejskiej, nie grozi atak rosyjskich czołgów, uważa generał Gocuł. Przestrzega przed tworzeniu takich paranoicznych zagrożeń.
Zagrożenia są zupełnie inne, bo nowe wojny będą odmienne od tych z wyobrażeń PiSowskich dziadersów. Niedawna, lokalna wojna między wojskami armeńskimi i azerbejdżańskimi dowiodła anachronizmu ataków opartych na siłach pancernych. W starciu ormiańskich czołgów z azerbejdżańskimi dronami, wygrały te ostatnie.
Stąd wnioski, że przyszłe starcia rozgrywać się będą przede wszystkim w powietrzu. Stamtąd też można oczekiwać największego zagrożenia.
W roku 2019 „gwarant polskiego bezpieczeństwa”, prezydent USA Donald Trump wypowiedział układ INF. Aby zaszantażować zbrojące się Chiny.
Układ INF /Treaty on Intermediate-range Nuclear Forces/, czyli „Układ o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu” został podpisany jeszcze w latach osiemdziesiątych pomiędzy USA a ZSRR. Zobowiązano się w nim, że obie strony muszą likwidować lądowe rakiety balistyczne oraz pociski średniego i pośredniego zasięgu.
Chiny nie uczestniczyły w tamtych negocjacjach, bo wtedy armia chińska nie dysponowała arsenałem rakiet tego typu. Potem zaczęła się zbroić i dlatego prezydent USA wycofał się z ograniczeń. Też zaczął się zbroić, co wywołało rosyjskie zbrojenia.
I tak za to,że Chińczyk zawinił, pogorszyło się bezpieczeństwo Polski. Bo w razie konfliktu szybciej na polskie terytorium dolecą rakiety niż dojadą czołgi.
Teraz prezydent Biden i jego europejscy sojusznicy chcą powrotu do limitowania pocisków średniego zasięgu. Polska PiS milczy. Przygotowuje wojska WOT do walki z rosyjskimi czołgami. Przy pomocy „koktajli Mołotowa”…
Dumna i milcząca
Podczas ostatniego szczytu NATO prezydent Francji zaproponował podjęcie dialogu z Rosją. Miał wsparcie ze strony Niemiec. Ich minister spraw zagranicznych Heiko Maas wielokrotnie proponował budowanie „pragmatycznych relacji” z Rosją. Dialog taki miała zablokować Polska wsparta przez państwa bałtyckie i Ukrainę.
Nie zakończyło to sporu. Stanowisko francusko- niemieckie poparł premier Włoch Mario Draghi. Bo Rosja jest „ważnym partnerem gospodarczym Unii”. Sprzeciwił się temu polski wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz.
Uważa, że Rosja niewiele może zaoferować europejskiej gospodarce. I szkoda z nią gadać.
Polska PiS nie wejdzie w takie „pragmatyczne relacje”.
Ciekawe, bo nie brzydzą się nimi jedynie sojusznicy PiS w Europie. Premier Węgier Orban i włoscy salwiniści. Są ostentacyjnie prorosyjscy. Nawet pro Putinowscy.
Zatem Polsce PiS pozostaje duma. Wierne milczenie.
Dialog jedynie ze sobą.

Bigos tygodniowy

Odejście posłów Girzyńskiego, Janowskiej i Czartoryskiego z klubu i partii PiS, to wyjęcie kolejnej cegiełki z muru władzy, niezależnie od tego, jakie motywacje stoją za decyzjami tej trójki. Bigos nie zamierza w związku z tym traktować ich jako „Naszych”, nie mniej to wydarzenie pozytywne, kontynuacja procesu korodowania czy obozu rządzącego. PiS formalną większość tym samym straciło, a co będzie dalej, nie sposób dziś przewidzieć. Na pewno turbulencje w szeregach kadrowych reżimu nasilą się. Ciekawe czy – i w jakim stopniu – proroczy okaże się w tym przypadku tytuł filmu Antoniego Bohdziewicza z 1949 roku, który brzmiał „Za wami pójdą inni”.


Póki co, być może pierwszym testem szczerości „frondystów” będzie głosowanie wniosku o odwołanie Czarnka, za jego czarnosecinne wypowiedzi o ludziach LGBT.


Kilka dni później odbyła się konwencja partyjki Jarosława Dostojnego Gowina. Znamienne, że sam Najwyższy Prezes, który był się przy ledwie poczęciu Republikanów Bielana, nie pojawił się na ważnym zgromadzeniu starego koalicjanta. To tak jakby poszedł na chrzciny dziecka kolegi, lekceważąc jednocześnie urodziny własnego, podrastającego dziecka w ramach kary za wybryki okresu dojrzewania. I pewnie dobrze zrobił, bo musiałby się nałykać gorzkich żali pod adresem PiS, a tego mógłby nie zdzierżyć, mógłby wyjść z nerwów, demonstracyjnie opuścić salę i skandal byłby gotowy. Dlatego wysłał umyślnego w osobie przybocznego Sobolewskiego, męża kolekcjonerki posad w spółkach Skarbu Państwa i to on wziął na klatę gorzkie żale oraz pogróżki Gowina i gowinowców. A to przecież jednak nie to samo.


PiS chce wprowadzić pojęcie „przestępstwa edukacyjnego”, które umożliwi karanie więzieniem dyrektorów szkół n.p. za zapraszanie do szkół osób i organizacji innych niż te o profilu nacjonalistyczno-klerykalnym. Powtarzam, za tego rodzaju „zbrodnie”, a nie za malwersacje finansowe, które w szkołach zdarzają się, jak wszędzie. To kolejna próba wzmocnienia terroru klerykalno-nacjonalistycznego, który od pewnego czasu rozpędza się w Polsce, m.in. jako nasilająca się fala sądowego nękania mediów.


Z niezrozumiałych powodów uwadze większości mediów umknęło zdarzenie, które miało miejsce w Łodzi, zupełnie niedawno, w czerwcu. Policja wtargnęła na wystawę fotograficzną w tamtejszej „Galerii Off Piotrowska” i zarekwirowała fotografie przedstawiające m.in. JPII i Kaczyńskiego Jarosława w otoczeniu wagin i tym podobne bezeceństwa. Zawiadomienie o „obrazie uczuć religijnych” złożyła niejaka Wojciechowska-Heukelom, miejscowa prawicowo-klerykalna, wyjątkowo agresywna fanatyczka, która dała się poznać jako uczestniczka byłego już programu publicystycznego szczujni TVPiS, „Studio Polska”, prowadzonego przez oddanych PiS funków tej stacji, Ogórek i Łęskiego. Fotografiom nie pomogło nawet to, że były to „Waginy polskie”, a nie waginy w ogóle. To kolejny akt terroru religijnego, jaki w Polsce się nasila od dłuższego czasu. Wróćmy do punktu wyjścia: informacja na ten temat nie znalazła się z paśmie publicystyczno-informacyjnym żadnej z wiodących stacji telewizyjnych. Bigos od dawna obserwuje dziwne zjawisko pomijania przez telewizje informacyjne ważnych faktów. Na przykład takich jak aresztowanie Bartosza Kramka z Fundacji Otwarty Dialog. Bigos chciałby wiedzieć, czy zapudłowano go za prawdziwe przestępstwa finansowe, jak głoszą oficjalne komunikaty, czy za to, że jest wrogiem PiS? Przypadek to, dziennikarska niestaranność, a może coś innego? W każdym razie od pewnego czasu telewizje informacyjne są z informacyjnego punktu widzenia coraz mniej miarodajne, coraz bardziej wybiórcze. Ten, kto ogląda tylko telewizje, a pomija internet i prasę, ten gówno się dowie o tym, co się wokół dzieje.


Parlament Europejski ogłosił rezolucję odnośnie prawa do aborcji, jako jednego z praw człowieka. Niemal w tym samym czasie prawo do aborcji wprowadzono zostało na Gibraltarze. Tym samym Polska z jej obecnym, barbarzyńskim i terrorystycznym prawem dotyczącym aborcji, jawi się jako jaskrawy anachronizm coraz bardziej odstający od reszty Europy.


Prokuratura PiS w Toruniu zabezpieczyła część majątku męża posłanki Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus na okoliczność postępowania w sprawie o „zakłócenie mszy w jednym z kościołów”. Zabezpieczanie majątkowe stosuje się w sprawach poważnych bądź takich, w których w grę wchodzą ewentualne przestępstwa gospodarcze i finansowe dużego kalibru. W tym przypadku o niczym takim nie może być mowy, więc to ordynarna, bezczelna szykana ze strony prokuratury Ziobra i Godzilli.


Czego by nie myśleć o głośnej nowelizacji Kodeksu Postępowania Administracyjnego, to władza PiS ma wyjątkowy niefart w sprawach związanych z relacjami polsko-żydowskimi, z Izraelem.


Niemiłych wrażeń doznawał Bigos słuchając długiej poniedziałkowego raportu Episkopatu i konferencji prasowej grupy katolickich księży z udziałem prymasa Polaka w sprawie klerykalnej pedofilii. Cała ta ich narracja i formie i w treści zrobiła bardzo złe wrażenie. To nie były wypowiedzi ludzi przyjmujących postawę otwartą i szczerą. Wyglądali tak, jakby byli oblężoną twierdzą, siedzieli za stołem sztywni jak kije od szczotki, z minami pełnymi czujności, cedząc słowa, serwując ostrożne ogólniki. Skoro tak zachowują się nawet ci przedstawiciele kleru, którym jak Polakowi czy kilku innym, przypisuje się względnie dobre i szczere intencje w kwestii przestępstw seksualnych swoich braci w kapłaństwie, to co dopiero mówić o innych….


A poza tym – osiem gwiazdek

Flaczki tygodnia

„Gaście światło obywatele, elektrownie czekają na prąd, jasna przyszłość naszym jest celem, lepiej będzie widoczna stąd”. Ten refren satyrycznej piosenki Staszka Klawe, ze studenckiego kabaretu „Piosenkariat” z końca lat siedemdziesiątych zeszłego wieku, znów stał się aktualny. Nowy Polski Ład proponowany przez pana prezesa Kaczyńskiego dławi się już na starcie. Jego wąskim gardłem okazuje się polska, przestarzała energetyka. W Polsce Ludowej przestarzała energetyka skutecznie blokowała ambitne plany reform ekipy Gierka. Dziś obrona przestarzałego modelu polskiej energetyki przez elity PiS może skutecznie rozwalić proponowany przez jaśniepana prezesa Nowy Polski Ład. Bo okazuje się, że ów „Ład” oparty jest na kiepskim fundamencie. Energetycznym nieładzie.

„Będziemy z całą mocą przeciwdziałać tej niesłusznej, niesprawiedliwej i niespodziewanej decyzji TSUE – zapowiedział pan premier Mateusz Morawiecki. Chodziło o tymczasowe postanowienie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kopalni Turów. Nakazujący zastopowanie jej działalności do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia.

Negowanie wyroku sądowego przez pana premiera Morawieckiego może zachęcić obywateli naszego kraju do powszechnego negowania i nie wykonywania wyroków wszelkich sądów jeśli uznamy je za „niesłuszne, niesprawiedliwe i niespodziewane”. Sąd sądem, a „sprawiedliwość” musi być po naszej stronie. Tak to „Prawo i Sprawiedliwość” otwiera ochronny parasol nad wszystkimi niezadowolonymi z wyroków sądowych. Nawet sądów boskich.

Wiceprezeska Trybunału sędzina Rosario Silva de Lapuerta wydała taki wyrok na wniosek rządu Czech. Uzasadniając, że „na pierwszy rzut oka nie można wykluczyć, iż polskie przepisy naruszają wymogi wynikające z dyrektywy o ochronie środowiska”. Że „wydaje się wystarczająco prawdopodobne, że dalsze wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku może mieć negatywny wpływ na poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim. A to może nawet być zagrożenie dla zaopatrzenia społeczności lokalnych w wodę pitną. I nie zmienią tego nawet działania strony polskiej, która zapowiedziała budowę ekranu przeciwfiltracyjnego zapobiegającego negatywnym skutkom środowiskowym działalności kopalni. Bo budowa zapowiedzianego ekranu może skończyć dopiero w 2023 roku.” To zdaniem TSUE jest zbyt odległym terminem.

Teraz rząd polski ma 30 dni na zawieszenie kosztownego dla budżetu państwowej elektrowni wyroku. Czyli dogadanie się ze stroną czeską, aby wycofała z TSUE swój wniosek. Będzie to trudne, bo do tej pory polski rząd konsekwentnie olewał czeskie pretensje. Traktując je protekcjonalnie.

Dodatkowo w Republice Czeskiej nie ma, od prawie roku, polskiego ambasadora, bo za rządów PiS relacje z Czechami są złe, a w polskim MZS panuje stan chronicznego konfliktu, wojny wszystkich ze wszystkimi. To czyni ministerstwo nieproduktywnym.

Na razie rząd PiS zareagował po staremu. Ogłosił, że nie wykona niekorzystnego wyroku sądu. A usłużne wobec PiS media braci Karnowskich od razu oskarżyły Niemcy o sprowokowanie tego wyroku. W efekcie nienawiść do Czech, Niemiec i Unii Europejskiej wśród narodowo-katolickich wyborców PiS jeszcze bardziej wzrośnie.

Rządy jaśniepana prezesa Kaczyńskiego nie prowadzą sprawnej polityki zagranicznej, tylko utrzymują konieczne relacje z obcymi państwami. Podporządkowują je polityce wewnętrznej. A ściślej kolejnym kampaniom wyborczym swojej partii. Jaśniepan prezes traktuje Polskę jako swoje, samodzielne królestwo, które nie musi się liczyć z opiniami państw sąsiednich. Bo Polacy są wybranym narodem, a Polska wystarczająco wielką, by nie musieć uzgadniać swej polityki z małymi Czechami. Zdaniem elit PiS Polsce z natury należy się przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej, w Trójmorzu i Unii Europejskiej. Polsce należą się też pieniądze z Unii Europejskiej, bez konieczności prowadzenia wspólnych polityk.

Polska energetyka oparta jest na węglu kamiennym i brunatnym. Węgla kamiennego, zwłaszcza taniego, zaczyna już w Polsce brakować. Jego deficyt uzupełniany jest importem z Rosji. Wydobycie polskie systematycznie spada, a import węgla z Rosji rośnie. Symbolem nietrafionej polskiej energetyki węglowej jest elektrownia w Ostrołęce. Projektowana i budowana przez lata, nieskończona, a teraz demontowana. Polscy podatnicy zapłacą teraz za te PiS- owskie fanaberie ponad 2 miliardy złotych !

Słabość polskiej energetyki ujawniła w zeszłym tygodniu awaria stacji rozdzielczej w Rogowcu, która wyłączyła 10 z jedenastu bloków elektrowni w Bełchatowie. Największej w Polsce i w Europie. Największej też z grona przestarzałych. Do katastrofy energetycznej nie doszło, bo uzupełniliśmy deficyt prądu pomocowymi dostawami z Niemiec, Czech i Słowacji. Pięć dni później w tejże elektrowni bełchatowskiej zapalił się gigantyczny przenośnik transportujący węgiel brunatny. W Internecie zawrzało. Miłośnicy PiS od razu oskarżyli Niemców o kolejny sabotaż w Bełchatowie.

Niemcy są medialnym wrogiem wyborców PiS. Bo budują gazociąg Nord Stream 2, który ma uzależnić energetycznie Europę od gazu z Rosji. Jednocześnie ci sami wyborcy płaczą po rozbieranej właśnie elektrowni w Ostrołęce, która miała być symbolem PiS potęgi. A była budowana za pieniądze polskich podatników aby spalać rosyjski węgiel. Aby za polskie pieniądze utrzymywać rosyjskie kopalnie. Okazuje się, że Nord Stream 2 jest dla narodowo- katolickich patriotów zły, bo uderza w interesy ekonomiczne Amerykańskich importerów gazu skropionego. Zaś polska energetyka oparta na importowanym rosyjskim węglu jest dobra, bo uderzą w ”lewackie” projekty zielonej, odnawialnej energetyki.

Tak to suwerenność energetyczna PiS oparta jest na wasalnych relacjach wobec USA i Rosji. Dzięki niej Polacy mają najdroższy prąd w Unii Europejskiej. I będą mieli jeszcze droższy, bo jaśnie pan prezes Kaczyński budując swego energetycznego Misia nie powiedział ostatniego słowa.
Nasi Autorzy awansują.
Doświadczony dyplomata, były ambasador Chin w Polsce, Liu Guangyuan został mianowany szefem chińskiego przedstawicielstwa MSZ w Specjalnym Autonomicznym Regionie ChRL Hongkong.
JE Ambasador Liu w czasie pełnienia swych obowiązków był aktywny w polskich mediach. Publikował regularnie artykuły w „Trybunie”, a przed swym wyjazdem udzielił „Trybunie” obszernego wywiadu na temat przyszłości Hongkongu.

Bigos tygodniowy

„Bóg jest gejem” – autora takiej (trudno orzec czy prawdziwej) informacji umieszczonej na jednym z murów Działdowa. Cała dzia(ł)dowska policja stanęła na rozkaz do boju i na początek zwróciła się do działdowian o wskazanie sprawcy tej potwornej zbrodni. To jest coś niewiarygodnego, że w XXI wieku, w kraju należącym do Unii Europejskiej, policja w ogóle może być angażowana do takich spraw i to z taką intensywnością, jakby chodziło o seryjnego mordercę. Z drugiej strony to wprost wymarzony temat na scenariusz absurdalnej komedii filmowej typu barejowego. W takich sytuacjach polska policja jest znacznie bardziej komiczna niż francuscy policjanci z niezapomnianych komedii z Louisem de Funés. Nawiasem mówiąc policja polska bywa czułostkowa i sentymentalna jak przedwojenne pensjonarki. Telewizje pokazały pewnego komendanta, który płakał przed kamerą nad smutnym losem chłopca skrzywdzonego przez rodziców. Ciekawe, czy ów komendant płakał nad losem kobiet bitych i przetrzymywanych w komisariatach przez jego kolegów po ulicznych demonstracjach.


„Obraza uczuć religijnych jest przestępstwem „archaicznym” i „prawnym kuriozum”. W ogóle nie powinno być tego zapisu w kodeksie karnym (…), bo jest nadużywany przez oportunistów i fanatyków religijnych. Został stworzony, żeby bronić mniejszości, a jest wykorzystywany przez tych, którzy mają w Polsce monopol na religię” – powiedział Adam Nergal, trafiając w samo sedno. 


Tymczasem w mediach można znaleźć informację o pewnej kobiecie, która jest w ciąży z płodem syjamskim, więc szykuje się dramatyczny problem. Ciągle towarzyszy Bigosowi poczucie, że śni koszmarny sen. Bo oto „w środku” Unii Europejskiej wprowadzono kilka miesięcy temu zakazy, które kojarzą się nie z cywilizowanym prawem, z opowieściami o Gileadzie i podręcznych, z poetyką makabrycznego horroru, z bajkami braci Grimm, opowiadaniami Edgara Allana Poe czy filmami o Hannibalu Lecterze. Bo jak inaczej oddać rzeczywistość, w której państwo zmusza kobiety, pod rygorem kar z katalogu zawartego w prawie karnym, do rodzenia trupów, półtrupów i potworków?


Tak jak chcą się wpieprzać z prawo czeskie, tak za nic mają wyroki sądów. Kania Dorota objeżdża gazety zakupione przez Obajtka i zwalnia dziennikarzy. A gazety już są tubami władzy. Regularnie zaglądam do „Kuriera Lubelskiego”, lokalnej gazety mojej młodości. W oka mgnieniu, po przejęciu jej przez pisowskiego nominata, gazeta ta zamieniła się w bezzębny biuletyn rządowy. Jest po prostu nie do poznania.


Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejski Trybunał Praw Człowieka wydały kolejne orzeczenia w sprawie naruszania praworządności. Pisowscy czynownicy reagują na to jak zwykle – „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”


Podobnie na raport prezesa NIK Banasia w sprawie niedoszłych wyborów kopertowych zareagowali pisowcy. Ujawnił cząstkę ich przecherstw, a oni na to … „nie mamy pańskiego płaszcza”. Miejmy jednak nadzieję, że raport w przyszłości będzie jak znalazł, a nie jak zgubił…


Szczepienia szły w Polsce przez pewien czas jako tako, można nawet powiedzieć, że nie najgorzej na tle szeregu krajów europejskich, ale to się skończyło, mimo słabej na ogół organizacji. Wygląda na to, że zaszczepili się ci, którzy chcieli się zaszczepić, a teraz machina stanęła wobec tej części populacji, która szczepić się nie chce i zapytana albo deklaruje to jawnie albo ucieka w wymówkę typu „poczekam”. Zdarzają więc już nawet przypadki zamykania punktów szczepień z braku chętnych. Dlatego wycofanie części obostrzeń i ogólne radosne poruszenie tłumów na ulicach, choć psychologicznie zrozumiałe, może skończyć się nową falą epidemii. Spowolnienie, by nie rzec wyhamowanie fali szczepień nie poprawiło poziomu organizacji. N.p. z urzędu nie przyspiesza się drugiego terminu szczepienia drugą dawką osób zaszczepionych przed 17 maja. Czy to naprawdę jest taki problem? Podobnie ze szczepieniami wracających do szkoły uczniów. Zamiast kierując się zasadami logiki i zdrowego rozsądku organizować dla nich punkty szczepień w szkołach, każe im się szukać punktów szczepień nie wiadomo gdzie i gdzie się da. Aspirującemu podobno do wysokich stanowisk harcerzowi Dworczykowi jakoś to proste rozwiązanie do głowy nie przyszło.


O tym całym na dęto ogłoszonym „Polskim Ładzie” czyli pisowskiej pajęczynie, nie bardzo chce się pisać, bo wszystko co od PiS pochodzi, na milę śmierdzi szachrajstwem. Po pierwsze, jako festiwal obietnic, które w znaczącej części nie zostaną spełnione, tak jak niegdysiejsze obietnice dotyczące wybudowania stu tysięcy mieszkań czy wyprodukowania miliona aut elektrycznych. Po drugie, jako formuła propagandowa, która polega na tym, że to, co daje się, daje się głośno, a to co odbiera, odbiera się po cichu, a „bilans musi wyjść na zero”. Bigos najbardziej martwi jednak to, że podatność elektoratu PiS na dętą propagandę może przyczynić się do ich kolejnej wygranej wyborczej. Ostrzega przed tym m.in. profesor Wojciech Sadurski, a także Andrzej Machowski, autor poważnej analizy aktualnego poziomu poparcia dla partii politycznych. Z analizy wynika, że obóz rządzący zdołał już odzyskać straty, jakich doznał po ogłoszeniu jesiennego pseudowyroku trybunału Przyłębskiej w sprawie aborcji. Traci natomiast skłócona opozycja, nad której rozbiciem i skłóceniem Bigos bardzo ubolewa.

Flaczki tygodnia

Pamiętacie to: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i jakoś to będzie…”?
Toż to najlepsze streszczenie misternie tkanego przez wicemarszałka Senatu Michała „Misia” Kamińskiego politycznego planu doprowadzenia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego do stanu takiego wkurwienia, aby oszalały ze złości, porzucił posiadaną władze niczym gorącą cegłę. I jednoczesnego skaperowania pana wicepremiera Gowina w celu stworzenia Rządu Tymczasowego, opartego na zgodnej koalicji od lewicowego Zandberga po skonfederowanego Brauna, podnoszącego porzuconą na bruku władzę. Aby otrzepać ją z PiS-owskiego gówna i skonsumować przy wspólnej wieczerzy jeszcze w tym miesiącu.

Plan był tak fantastycznie prosty, że musiały się zakochać w nim gromadki cudownych dzieci komentujących politykę w polskich, liberalnych mediach. Pod przewodem tych złotych : Tomka Lisa, Moniki Olejnik, Zbyszka Hołdysa, i Tomka Wołka też. Zamkniętych od miesięcy przez pandemię w domach, nieczytających już politologicznych tekstów, komentujących jednie siebie nawzajem.
Co gorsza, swą miłością i wiarą w cudowny „Misiowy” plan, pozarażali oni zawodowych, profesjonalnych ponoć, polityków Platformy Obywatelskiej. Też osłabionych intelektualnie brakiem żywego kontaktu ze społeczeństwem, absencją w samokształcenia się. Upojonych sondażami i lajkami do swych twetterowych komentarzy. Opium polskiej klasy politycznej.

Dopiero politycy Lewicy przerwali ten polityczny miraż i ocalili liderów Platformy Obywatelskiej przed nieuchronną i kompletną kompromitacją. Paradoksalnie to dzięki porozumieniu Lewicy i PiS, liderzy PO i usłużni im komentatorzy, mogą teraz nadal przekonywać się i innych, że ich misterna intryga miała wielkie szanse na sukces. Nie doczekali go jednak, bo zostali zdradzeni, o świcie rzecz jasna, przez podstępną Lewicę. Podłych PiS- owskich sługusów. Ale dzięki temu honor i cnota polityczna PO zostały ocalone.
O klęsce politycznej PO rozmawiać już w liberalnych mediach nie wypada, zwłaszcza wśród ludzi czułych tam na estetyczną stronę polityki.

Na tych samych zasadach myślowych miliony Polaków od siedemdziesięciu lat samo oszukują się w przekonaniu, że Powstanie Warszawskie miało szansę na sukces, czyli pokonanie militarnie Hitlera i politycznie Stalina. Nie udało się, tylko dlatego, że podły Stalin nie chciał pomóc Powstaniu w pokonaniu siebie.

Miłośnikom wizji sejmowego powstanie przeciwko prezesowi Kaczyńskiemu pod wodzą pana wicepremiera Gowina polecamy: https://krytykapolityczna.pl/kraj/lewica-poparla-pis-meltdown-komentarz-galopujacy-major/.

Miłośnikom odgrzewanej przez liberalnych komentatorów „Estetyki Polityki”, zwłaszcza zasady, że „Z terrorystami, czyli z PiS, nie rozmawia się”, Flaczki przypominają rok 1998. Wtedy to specjalny wysłannik polskiego MSZ Zenon Kuchciak otrzymał od liberalnych mediów przydomek „polskiego Jamesa Bonda”. Za negocjacje z czeczeńskimi terrorystami, zakończone zwolnieniem pięciu porwanych polskich obywateli. Wtedy to redaktor Monika Olejnik psalmy ku czci Kuchciaka wyśpiewywała, bo dzielnie z terrorystami pogadał.

Nieprawdą też jest, co bezmyślnie liberalni komentatorzy polityczni powtarzają, że przegłosowania unijnego funduszu odbudowy wzmocniło rządzącą, koalicyjną Zjednoczoną Prawicę. Dało im spokojny czas do wyborów w konstytucyjnym terminie jesieni 2023 roku i unijne pieniądze na przekupienie wyborców, czyli Polaków.
Nieprawdą jest, że obywatele naszej Polski głosują jedynie za pieniądze. Flaczki mają wiele krytycznych ocen Polaków, lecz nie redukują ich politycznych wyborów do poziomu „Dasz kiełbasę – masz mój głos”.

Nieprawdą też jest, że wspomagające w sejmie głosy Lewicy wielce wzmocniły Zjednoczoną Prawicę. Przeciwnie, tamte głosy mogą okazać się pocałunkiem śmierci dla jedności polskiej prawicy i partii jaśniepana prezesa.
Pan minister Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska zostali publicznie upokorzeni przez jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Co z tego, że jaśniepan prezes nie pogonił ziobrystów z koalicji od razu. Co ma wisieć nie utonie.

Pan minister Ziobro jest twarzą „reformy wymiaru sprawiedliwości” w obecnym rządzie. Na szczęście dla Polski jego „reformy” nie zostały dokończone, a system został zrujnowany do szczętu. Choć sądy działają wolniej i gorzej niż przed „reformą”, co każdy ich klient zauważy.
Teraz „reformy Ziobry” dostaną kolejny hamulec – unijny mechanizm „Pieniądze za praworządność”. Im więcej będzie przeprowadzanych ziobrowskich „reform”, tym więcej będzie ze strony Unii Europejskiej gróźb zablokowania i opóźnień transferów zaplanowanych już w rządowych programach pieniędzy.
Zatem w interesie pana premiera Morawieckiego nie będzie wspieranie „reform” i jakiejkolwiek innej działalności pana ministra Ziobry. Może nawet uczynić go odpowiedzialnym za kłopoty rządu w pozyskiwaniu pieniędzy z Unii. Potrzebnych przecież na kiełbasę wyborczą dla PiS.

Pan minister Ziobro wie, że on i jego drużyna, nie znajdą się na listach wyborczych PiS. Dlatego nie jest w jego interesie politycznym utrwalanie tej koalicji rządzącej aż do konstytucyjnego terminu wyborów.
Jedyną jego skuteczną obroną może być tylko atak. Nie zdziwmy się, jeśli niebawem ujrzymy w liberalnych mediach materiały kompromitujące jego przeciwników politycznych. Zwłaszcza tych „zdrajców sprzedających suwerenności Polski za judaszowe, brukselskie srebrniki” razem z „komunistami Czarzastego”.
I tak to dzięki sejmowym głosom Lewicy będą od miały Ziobry tematy TVN i „Gazeta Wyborcza”.

Stronnictwo pana premiera Morawieckiego zapewne też ma swoje haki i kompromaty na pana ministra Ziobrę jego współpracowników. Zwłaszcza obyczajowe, prezentujące grzeszne życie tych młodych jeszcze chłopaków. Prawicowe spory rychło spod ministerialnych dywanów przeniosą się na medialne ringi.

A przecież jest jeszcze pan prezes Marian Banaś z Najwyższej Izby kontroli. Ma plik rachunków krzywd do uregulowania z byłymi kolegami politycznymi.
Jest jeszcze pan wicepremier Gowin, który raz chce wybić się na niepodległość, a innym razem już niekoniecznie. Ale może kiedyś nadejść to głosowanie w którym ten jego jeden głos może wreszcie zaważyć.

A wszystkie te przyszłe rzezie prawicowych niewiniątek jednak swymi głosami Lewica przyśpieszyła.

Wielkie wymieranie Polaków pod rządami PiS

W ubiegłym roku bardzo wyraźnie zwiększyła się śmiertelność w naszym kraju, zwłaszcza wśród osób starszych. To nie tylko skutek pandemii.
Osoby 60 plus stanowią ponad 25,3 proc. mieszkańców Polski. Jest to grupa zróżnicowana i szybko rosnąca. W 2030 roku może liczyć niemal 30 proc. ogółu mieszkańców, a w roku 2050 przekroczy 40 proc. Zapewne będzie jednak ich mniej, gdyż pod rządami PiS seniorzy dosyć szybko wymierają.
Na podstawie „Europejskiego Badania Warunków Życia Ludności” (GUS, 2020) można stwierdzić, że ludzie po 60. już przed pandemią dość często (26,5 proc.) wskazywali, że ich zdrowie jest złe lub bardzo złe. Wskaźnik potrzeby skorzystania z usług medycznych wynosił dla całej populacji mieszkańców Polski powyżej 16 roku życia 61,9 proc., a w wypadku seniorów 73,4 proc.
W czasie pandemii jest niestety gorzej – wskazuje Instytut Polityki Senioralnej Senior Hub. Dokładnych danych procentowych jeszcze nie opracowano, lecz wszystkie badania wskazują, iż osoby starsze są narażone w największym stopniu na izolację społeczną, czyli na funkcjonowanie w sytuacji niewielkiej intensywności lub zupełnego braku kontaktów społecznych z osobami spoza gospodarstwa domowego. Osoby 60 plus w największym stopniu funkcjonują również w jednoosobowych gospodarstwach domowych, co dodatkowo wzmacnia poczucie samotności i pozostawienia samemu sobie – a to nie służy ich zdrowiu i życiu.
Realnie nawet do 1 miliona osób w Polsce pozostaje w faktycznej izolacji społecznej, często żyjąc samotnie w swoich mieszkaniach i domach. Wykluczeni z relacji społecznych innych niż incydentalne. Osoby te żyją poza systemem wsparcia społecznego, a ich funkcjonowanie nie jest zazwyczaj w żaden sposób monitorowane.
Jest też duża grupa seniorów, która oprócz braku spotkań ze znajomymi, nie ma też żadnych relacji z członkami rodzin. Nic dziwnego, że wskazują oni na niższy stopień zadowolenia z relacji rodzinnych i pozarodzinnych niż osoby z innych grup.
Kiepsko jest również u nich z aktywnością fizyczną. Główną formą rekreacji dla seniorów 65 plus są spacery (57 proc. osób). Żadnego sportu nie uprawiało 78 proc. ludzi w tym wieku. Aż 62,8 proc. osób 60 plus ograniczyło aktywność fizyczną w dobie pandemii COVID-19. Dostępne badania jednoznacznie wskazują zaś na korelację aktywności fizycznej z ogólnym dobrym stanem seniorów. Sprzyja ona utrzymaniu względnej samodzielności osób starszych i wydłuża życie. Jej ograniczenie ma fatalne skutki zwłaszcza dla seniorów cierpiących na choroby współistniejące
Wpływa to na pogorszenie stanu zdrowia, co z kolei przekłada się na gorsze samopoczucie, słabszą kondycję psychiczną, a także ograniczanie relacji i aktywności społecznych. W grupie osób 65 – 74 lata jedynie 9 proc. Polaków poświęcało czas na aktywność wolontariacko-społeczną (głównie we wspólnotach wyznaniowych), co jest wynikiem znacznie niższym niż średnia dla Unii Europejskiej, która wynosi 18 proc. Efektem niskiej aktywności społecznej może być również przyspieszenie spadku kondycji psychofizycznej i wcześniejsza utrata względnej samodzielności. Czyli, błędne koło.
Pandemia mogła znacząco wpłynąć na pogłębienie stopnia izolacji społecznej i poziomu osamotnienia seniorów. W dobie koronawirusowych obostrzeń posiadanie lub nieposiadanie kompetencji w zakresie obsługi internetu ma duży wpływ na funkcjonowanie seniorów poddanych przymusowej izolacji społecznej. W raporcie z badania „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w gospodarstwach domowych” (GUS 2020) wskazano, że aż 64,6 proc. seniorów 65 plus nigdy nie korzystało z internetu w ciągu ostatnich 3 miesięcy przed badaniem. Natomiast jedynie 3 proc. osób starszych wykorzystywało sieć w szerokim lub bardzo szerokim zakresie, czyli swobodnie przeglądało strony internetowe, korzystało z wyszukiwarek, obsługiwało e-maila, było aktywnych w mediach społecznościowych, dokonywało transakcji zakupowych i bankowych, korzystało z kultury np. poprzez użytkowanie serwisów streamingowych. Osoby starsze dość chętnie korzystają natomiast z bankowości internetowej (16 proc. respondentów).
Miniony rok przyniósł stagnację, a być może nawet regres, w dziedzinie edukacji cyfrowej seniorów. Od wiosny 2020 r. niemal nie odbywają się szkolenia stacjonarne, które są dosyć skuteczną metodą edukacji seniorów początkujących w cyfrowym świecie. Istnieje więc możliwość realnego wtórnego wykluczenia cyfrowego większości z tych osób. Pandemia wzmocniła za to motywację części ludzi starszych do komunikacji za pomocą dość nowych narzędzi, np. komunikatorów audio-wideo.
Pogorszenie odczuwalnej jakości życia oraz spadek kondycji psychofizycznej mają wpływ na zwiększenie śmiertelności w grupie wiekowej seniorów. W trakcie pierwszej i drugiej fali pandemii (wiosna i jesień 2020) seniorzy stanowili większość ofiar śmiertelnych, trzecia fala pochłania także wielu ludzi młodszych.
Zgony są jednak nie tylko efektem COVID-19, lecz i rezultatem załamania systemu opieki zdrowotnej w Polsce, spowodowanego rządami PiS. Bardzo utrudniony jest dostęp do usług medycznych, służba zdrowia stała się niewydolna, nie ma łatwej ścieżki dostępu do lekarzy specjalistów, odwołano planowane wcześniej zabiegi. To wszystko oznacza przedwczesne i zbyt częste umieranie Polaków.
Gorszy dostęp do usług medycznych jest istotnym powodem wzrostu śmiertelności w grupie seniorów, obserwowanej w statystykach od września 2020 r., czyli od tzw. „drugiej fali koronawirusa”. Wśród siedemdziesięciolatków aktywność fizyczną ograniczyło aż 73,9 proc. ankietowanych. Są to osoby i tak mało aktywne społecznie oraz bardzo narażone na negatywne efekty zaniku aktywności fizycznej. Ludzie ci, będący w grupie bardzo wysokiego ryzyka zarażenia COVID-19, najczęściej ograniczają wychodzenie z domu. Unikają zarówno rekreacji na wolnym powietrzu, jak i wyjść w innych celach. Ponad połowa respondentów odczuwa zmęczenie obostrzeniami związanymi z epidemią. Wpływa to na ograniczenie sprawności ruchowej oraz odczuwalny dobrostan psychiczny w wyniku ograniczenia liczby i jakości relacji społecznych, trudnych do utrzymania podczas pandemii.
Na podstawie oficjalnych, a więc skażonych zapewne nadmiernym optymizmem danych Ministerstwa Zdrowia „Raport o zgonach w Polsce w 2020 r.” można stwierdzić, że w 2020 r. odnotowano 67 tys. zgonów więcej niż w porównywalnym okresie w 2019 r. Liczba ta zwiększyła się przede wszystkim wśród osób powyżej 60 roku życia – stanowiły one aż 94 proc. nadwyżki liczby zgonów względem 2019 r. Bardziej pesymistyczne dane ma Ministerstwo Cyfryzacji, które na podstawie Rejestru Stanu Cywilnego wskazuje na 76 tysięcy więcej zgonów niż w 2019 roku. Od września zdecydowanie zwiększyła się śmiertelność, zwłaszcza wśród osób starszych.
W rezultacie, system wsparcia i opieki (w tym głównie zdrowotnej) nad osobami starszymi wymaga natychmiastowej zmiany i reorganizacji. Seniorzy nie mogą jednak mieć nadziei, że doczekają tego pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.

Historyczna odwaga

Wielkim sukcesem Lewicy w sprawie Funduszu Odbudowy nie są wcale jakieś konkretne kwestie ugrane w rozmowach z PiS-em. Najbardziej liczy się to, że bodaj pierwszy raz po 1989 roku lewica wreszcie zdecydowała się działać po swojemu i wbrew woli Wyborczej oraz liberalnych środowisk.

Wypada bowiem powiedzieć uczciwie – w „szóstce” Lewicy nie ma postulatów przełomowych. W takich sytuacjach, jak moment, gdy rząd desperacko potrzebuje głosów, walczy się o poważne rzeczy, a nie o dotacje dla firm i zero dla pracowników. Czyli o coś, co znamy już bardzo dobrze.
Lewica powinna warunkować swe wsparcie podniesieniem nakładów na zdrowie do przynajmniej 8 proc. PKB, żeby tym samym zatrzymać rzeź ludzi chorych w Polsce i pozbawionych opieki. A tak można powiedzieć, że merytorycznie zwycięstwo jest prawie żadne. PiS te wszystkie rzeczy i tak będzie mógł przeinaczyć po swojemu, bo nie są odpowiednio doprecyzowane.

A jednak piszę – negocjacje i ich wynik to historyczna odwaga. Przez bardzo długie lata i wręcz dekady, to ciągłe podlizywanie się Michnikowi i spółce
było jedynym pomysłem lewicowego kierownictwa na robienie polityki, aż oczywiście okazało się, że GW jednak woli Tuska, a nie Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego.

Teraz trzeba pójść krok dalej. Odciąć się od liberalizmu ekonomicznego na dobre, zerwać z kopiowaniem liberalnej polityki zagranicznej i proszeniem się o amerykańskie bazy, a także wrócić do samych podstaw, czyli do
krytyki systemu kapitalistycznego.

KO dobrze wie, że politycznie bliżej jej do Konfederacji niż do Lewicy… Ale jej elektorat wciąż jeszcze nie wie, że głosuje na korwinizm w wersji light, zasługuje też na lepszą ofertę i to są całe procenty wyborców do odbicia pseudoliberałom.

Po odrzuceniu kandydatury Piotra Ikonowicza jest przecież oczywiste, że KO z lewicą nie chce mieć nic wspólnego i walczy z nią na śmierć i życie.
Polscy liberałowie prędzej umrą niż zejdą na ziemię z neoliberalnego piekła.

Lewica ma z nimi wspólnego mniej więcej tyle samo, co z PiS-em. Zresztą nie kto inny, jak poseł Nitras zapowiadał przecież wprost, że KO zrobi rząd z Konfederacją, która wtedy zajmie się Lewicą.

Dużo mówi się o pożeraniu przystawek przez PiS, ale dokładnie to samo od lat robi PO, która nie ma politycznej przyszłości jeśli poza nią wyrośnie inna alternatywa dla PiS-u. Bo jest to partia żadna, przestarzała gospodarczo i wcale ideowa. Ich walka o „jednoczenie się w wojnie z rządem”, to tylko zasłona dymna na próby upupienia wszystkich politycznych alternatyw.

Flaczki tygodnia

„Piotr Ikonowicz, zgodnie z przewidywaniami, przepadł w głosowaniu na funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich. To oczywiście wielka strata i żal, ale tylko ktoś naiwny mógł sądzić, że PiS w Sejmie poprze socjalistę. Łudził się oczywiście też sam kandydat, który w RMF FM stwierdził stanowczo, że nie musi nawet przekonywać posłów PiS. Dlaczego? Stwierdzał, że „oni go bardzo cenią”, ale „zapytają Jarosława Kaczyńskiego”. I to akurat prawda. Prezes zdecydował.
Były poseł PPS, obrońca praw lokatorów, nie dostał z ław PiS nawet jednego głosu. Bardzo to symboliczne. Co więcej, sam Jarosław Kaczyński głosował przeciw.
Tymczasem to 12 posłanek i posłów z koalicji Obywatelskiej głosowało „za” kandydaturą Piotra Ikonowicza. Jasne, że KO jest pełna hipokryzji, biadolą o „zjednoczonej opozycji”, która w ich języku oznacza zjednoczenie się tylko wokół ich wizji, ich programu, ich przywództwa. Silniejszy zawsze dyktuje warunki. Udowodnili to również o tym razem. Przeciwko Ikonowiczowi było 123 posłanek i posłów KO. Ręka w rękę z PiS.”
Tego tym razem nie napisały Flaczki, lecz jeden z autorów „Trybuny”, socjalista, Przemysław Prekiel.

I pisze tak dalej: ”W tym wszystkim najważniejsze jednak jest to, że obecna władza, która niewątpliwie ma wielkie zasługi w polityce wyrównywania szans, wystawia jako kandydata na RPO czynnego polityka własnej partii. To swoista aberracja, żeby polityk partii rządzącej był Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Ma on stać na straży wolności i praw człowieka i obywatela. PiS pomylił funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich z rzecznikiem rządu. Nie da się zbudować sprawiedliwości społecznej na gruzach demokracji i państwa prawa. Adam Bodnar był ostatnim obrońcą tej idei.”

Przemek Prekiel to lewicowiec młodej generacji. Lewicowiec z własnej woli. Nie działał w czasach kiedy zapisanie się do rządzącej PZPR było dla niektórych deklaracją lewicowości, a dla innych tylko przepustką do kariery. Dlatego do PZPR należały „Flaczki” i dzisiejszy sługa jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, oddelegowany do Trybunału Konstytucyjnego, pan prokurator Stanisław Piotrowicz. Zawsze gorliwy do służenia aktualnej władzy. I dpodatkowo żarliwy opiekun proboszczów „ciumkających” nieletnich chłopców.

Odrzucając kandydaturę Piotra Ikonowicza elity PiS pokazały, raz jeszcze i dobitnie, jaki system władzy tworzą. Jakich ludzi preferują, nagradzają wysokimi stanowiskami.
Okazało się raz jeszcze, że ta gromko werbalnie „antykomunistyczna” formacja woli „komunistycznego lizusa” i konformistę pana Stanisława Piotrowicza od Piotra Ikonowicza -antykomunisty ideowego, lecz aktywisty niepokornego.

Elity PiS chcą stworzyć własną oligarchię. Własne elity polityczne, własny kościół katolicki, własną oligarchę gospodarczą, własną Akademię Nauk, własnych ludzi sztuki. A ten ich „antykomunizm”, to cykliczne nawoływanie do „współpracy dla dobra Polski”, to jedynie pakiet stałych kłamstw PiS. Bajki dla przysłowiowego „ciemnego ludu”.

Głos towarzysza Prekiela jest ważny, bo wielu młodych polskich lewicowców, zwłaszcza reprezentantów „lewicy internetowej”, nienawidzi liberałów z PO tak bardzo, że potrafią apelować „głosujmy na PiS, bo to jednak partia programowo socjalna”. Bo chociaż jest nacjonalistyczna, obskurancka i antydemokratyczna, to dba o interesy ludzi pracy najemnej. Dała przecież 500+ najbiedniejszym. Na co koalicja PO- PSL nigdy się nie zdobyła.
Czy odrzucenie przez elity PiS kandydatury Ikonowicza, który mógł być ponadpartyjnym, antyliberalnym i socjalnym Rzecznikiem Praw Obywatelskich zdejmie z tej lewicy internetowej zauroczenie PiS-em ?
x/ Pan prezydent Andrzej Duda zainaugurował działalność Biura Polityki Międzynarodowej. Szefem nowego Biura został pan minister Krzysztof Szczerski dotychczasowy minister w Kancelarii pana prezydenta, odpowiadający tam za politykę zagraniczną.
„Mam nadzieję, że Biuro w sposób większy niż do tej pory pozwoli realizować działania prezydenta RP w zakresie polityki międzynarodowej”, powiedział podczas inauguracji pan prezydent Andrzej Duda.
I dodał ”Przyjęliśmy taki niepisany podział ról z Radą Ministrów, później z panem premierem Morawieckim, że w głównej mierze tymi sprawami europejskimi, zajmuje się premier, natomiast kwestie związane z Sojuszem Północnoatlantyckim i naszą obecnością w ONZ to ta domena, w której w przeważającej mierze działa prezydent”.

Nie dodał, że pan minister Szczerski długo w tym Biurze nie posiedzi. Wszyscy już wiedza, że pan minister wybrał sobie posadę polskiego ambasadora przy ONZ. Wolną pod koniec tego roku.

Nie jest to posada bardzo męcząca. Dlatego otoczenie pana prezydenta Dudy oczekuje, że podstawowym zadaniem pana ambasadora Szczerskiego w ONZ będzie szukanie międzynarodowej posady dla pana prezydenta Dudy.
Lata drugiej kadencji szybko lecą. Pojawi się pytanie co robić dalej? W kraju „bezobjawowy prezydent” nie będzie miał wielu propozycji. Może za to mieć kłopoty z odpowiedzialnością za łamanie prawa, zwłaszcza Konstytucji. Może mieć zaproszenie do Trybunału Stanu.Dlatego pan minister Szczerski czaruje pana prezydenta i elity PiS, że postara się w ONZ o posadę sekretarza generalnego dla niego.

To plan maksimum. Minimum to jakiś „Wysoki Przedstawiciela ONZ”. Dzięki takiej posadzie, immunitetowi ONZ i pracy za granicą, pan prezydent Duda może uniknąć odpowiedzialności za swą krajową działalność. No i życia „w nędzy”, jakie dotknęło ostatnio byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Poszukującego pracy dla ratowania domowego budżetu.

Na razie szanse pana prezydenta jeszcze bardziej zmalały. Polski MSZ wydalił właśnie trzech rosyjskich dyplomatów. Choć nie musiał. Ale chciał podlizać się administracji prezydenta Bidena, aby zmyć opinię wiernego sojuszników Trumpa.
W efekcie Rosja wydaliła pięciu polskich dyplomatów, co dotkliwie osłabiło i tak już nieliczną tam polską placówkę. Decyzja MSZ utrwaliła też opinię Polski jako państwa „z natury rusofobicznego”.

W ONZ Rosja ma silną, decydującą pozycję. Może zablokować każdą kandydaturę na każde znaczące stanowisko. Zwłaszcza kandydata reprezentującego „genetyczną rusofobię”.
Zatem misja pana ministra Szczerskiego z góry skazana jest na porażkę. Pieniądze podatników też zostaną znów zmarnowane.

Bigos tygodniowy

Czy Lewica, część „raka, który toczy polską politykę” wesprze rządy PiS i stanie się sojusznikiem władzy w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy? Czy Kaczyński dzięki opozycji uzyska 260 miliardów euro funduszu wyborczego, za pomocą którego będzie kupował poparcie, a potem jak gdyby nigdy nic nadal będzie rządził z ziobrystami, którzy zagłosują przeciw. Nie chodzi jednak o obrażanie się za słowa. Znacznie gorsze jest to, że Lewica stoi przed prawdziwie diabelską alternatywą. Głosować z partią Ziobry czy z partią Kaczyńskiego? A to drugie oznacza wepchnięcie w łapy PiS potężnych pieniędzy za pomocą, których mogą wygrać kolejne wybory, a do tego stworzyć w Polsce oligarchię na podobieństwo tej orbanowej, węgierskiej. Oligarchię kolejnych Obajtków. I wtedy już nie będzie ratunku.


Osiem dekad temu powstała oś Rzym-Berlin-Tokio, teraz tworzy się oś Rzym-Budapeszt-Warszawa, choć oczywiście kaliber i numer butów nowych kandydatów na nacjonalistycznych dyktatorów jest zupełnie nie ten, co w przypadku tamtych zbrodniarzy.


Grono księży tworzących krąg tzw. zwykłych księży opowiedziało się za prawem do aborcji z powodów embriopatologicznych. Niezupełnie trafne to określenie, bo listę tworzy w sporej części elitarny i znany z mediów krąg liberalnych duchownych katolickich, jak ksiądz profesor Alfred Wierzbicki, ksiądz Kazimierz Sowa czy dominikanin Paweł Gużyński, ale ten kolejny mały wyłom w spoistości kleru katolickiego jest nie do pogardzenia.


„Klub Lewicy jest przeciwny bałwochwalczemu upamiętnianiu kolejnego przedstawiciela kleru, tym razem pod pretekstem setnej rocznicy jego urodzin. Obecny rok jest już rokiem kard. Wyszyńskiego. Poprzedni był rokiem Jana Pawła II. Efektem jest coraz większa bezczelność i panoszenie się Kościoła katolickiego w Polsce. Nawet teraz, w czasie pandemii, episkopat nie współpracuje z rządem, nie godzi się na zamknięcie kościołów, żąda dla siebie szczególnych przywilejów kosztem życia i zdrowia Polaków. To kolejny akt strzelisty robiony na ciche zamówienie Kościoła katolickiego, który w ten sposób usiłuje ratować resztki słusznie utraconego autorytetu. Najwyższa pora, aby oddzielić Kościół od państwa, a Sejm – od podszeptów episkopatu. (…) Klub Lewicy apeluje do Sejmu, aby skończył z klerykalizmem w czczeniu pamięci i wzywa do odrzucenia tej całkowicie zbędnej, a społecznie nie tylko nieuzasadnionej, ale wręcz szkodliwej uchwały. Nie przedłużajmy niepotrzebnej agonii Kościoła katolickiego” – stwierdziła posłanka Joanna Senyszyn i w tej akurat kwestii nie mam najmniejszej słuszności co do stanowiska Lewicy. Posłanka zwróciła też uwagę na to, że sto lat temu urodziła się na przykład Michalina Wisłocka, która w przeciwieństwie do rzeczonego Wyszyńskiego wniosła wkład w ciężki i nadal trudny proces wydobywania polskiej seksualności z mroków średniowiecza.


„Ordo Iris wypierdalać” – głosiło wezwanie wywieszone przed świętami na fasadzie kościoła Zbawiciela w Warszawie. A propos. Onet przedstawia owoce międzynarodowego śledztwa fundacji reporterów o działalności mafii katolickiej oplatającej świat i mającej jedno z centrów w Polsce. Materiały są bardzo obszerne, więc nie da się tu niczego sensownie zacytować, ale wieje z nich grozą. Tymczasem firma Topos, od której Ordo Iuris wynajmowało biurowiec w Brukseli, w trybie natychmiastowym wypowiedziała umowę konserwatywnemu instytutowi, argumentując swoją decyzje tym, iż „nie chce być zaangażowana w działania fundacji, która łamie prawa człowieka i podstawowe wolności demokratyczne”. Wszystko zapoczątkowała interwencja organizacji Solidarity Action Brussels, która poinformowała zarządcę budynku o działalności Ordo Iuris”.


Przed świętami PiS-propaganda przypuściła wściekły atak na „Sok z buraka”, a profesor Wojciech Sadurski mówi o „ekshumacji cenzury przez PiS”.


„Pękający obóz władzy i zjednoczona opozycja” – tak z kolei twierdzi Kasandra prawicy, Józef Orzeł. Może z tego powodu regularny gość w programie poruczników Karnowskich od dawna przestał był przez nich zapraszany.


Profesor Janusz Reykowski, choć to mąż bardzo uczony, dziwi się, że prawnik-konstytucjonalista Czarnek z Lublina nie rozumie czym są prawa mniejszości i dąży do rządów katolickiej większości. Zapewniam Szanownego Pana Profesora, że bandziorzy rzadko nie mają świadomości, że łamią prawo. Zwyczajnie, idą na rympał.


„Po zmianie rządów, słyszeliśmy jak Niemcy narzekali na fakt, że Polacy nie przyjeżdżają już i nie ma komu zbierać szparagów. Dziś można już w Polsce żyć i pracować na własny rachunek” – stwierdziła Nitek-Płażyńska, żona posła PiS. Kpi ona czy o drogę pyta? Odkleiła się od rzeczywistości.


„Który z was, sukinsyny, rżnie mnie na kasie?” – pytał kelner Fornalski w „Zaklętych rewirach”. Służby finansowe Unii Europejskiej nie muszą już stawiać tego pytania, bo od dawna wiedzą który. To niejaki Czarnecki Ryszard, zawodowy eurodeputowany pisowski, który „rżnął” na fałszywie rozliczanych kilometrówkach. Teraz musi zwrócić 100 tysięcy ukręconych euro za rzekome odbywanie trasy Bruksela-Jasło, choć kończyła się ona w Warszawie. A jeszcze niedawno ciskał się i groził procesami tym, którzy o tym wspominali. To już jego druga kompromitacja po tym, jak kilka lat temu stracił prestiżową funkcję za „nadużycia językowe”. Unio Europejska, nie musisz wysyłać pieniędzy do Polski, w szczególności do Jasła – one już tam są.
* 
Lawinowo rośnie liczba spraw o obrazę Adriana. Zaczął się proces pewnego pastora z Lublina, który nazwał go „baranem”. Im większą nicością jest Adrian, tym bardziej jest ta nicość obrażana. A sam jest aż tak obraźliwy, że osobiście odszczekał się Markowi Belce za delikatną kpinkę. Ani grama dystansu do siebie, co znamionuje słabości intelektualne. Robi się z tego istna beczka śmiechu.


Nie do śmiechu jest natomiast kolejny brutalny policyjny akt agresji policji w stosunku do kobiety w Głogowie, którą potraktowano pałką i obalono na chodnik. Gołym okiem widać, że nie było niczym usprawiedliwione aż tak brutalne zachowanie. Ta sekwencja brutalności wobec kobiet dziwnie pachnie jakimś urzędowo sterowanym, ideologicznym mizoginizmem. Może ktoś z rozmysłem przestawił wajchę na tę stronę? W tym samym na Jasnej Górze czasie wiele tysięcy motocyklistów-dewotów bez przeszkód rozsiewało koronawirusa.