Zmarł Piotr Jegor

W wieku 51 lat zmarł Piotr Jegor, były reprezentant Polski i piłkarz m.in. Górnika Zabrze, który jako pierwszy poinformował o jego śmierci. W ekipie z Zabrza zmarły występował przez dziesięć sezonów.

Jegor zaczynał karierę piłkarską w Górniku Knurów, skąd przeszedł do Górnika Zabrze, którego barwy reprezentował przez blisko 10 lat. W 1988 roku, jako 20-letni zawodnik, zasłynął kapitalna bramką zdobytą strzałem z dystansu w meczu przeciwko Realowi Madryt, którego trenerem był znany dobrze w Polsce Leo Beenhakker. Ostatecznie zabrzanie przegrali z „Królewskimi” 2:3, ale był to mecz w 1/8 finału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych.
Lwią część piłkarskiej kariery Jegor spędził w polskich klubach, a za granicą zaliczył jedynie krótki epizod w Hapoelu Hajfa. Najwięcej sezonów spędził w Górniku (10), ale występował też w Stali Mielec, Odrze Wodzisław, a na koniec grał jeszcze w zespołach niższych lig – w Stali Bielsko-Biała, Górniku Jastrzębie-Zdrój oraz LKS Bełk. W ekstraklasie Jegor rozegrał 294 meczów i zdobył 27 bramek, w reprezentacji Polski w latach 1989-1997 zaliczył 20 występów i strzelił jednego gola.

Real nie chce Bale’a

Wygląda na to, że po tym sezonie, obojętnie kiedy się zakończy, Real Madryt ponownie spróbuje pozbyć się walijskiego skrzydłowego Garetha Bale’a.

Jeśli wierzyć doniesieniom hiszpańskich mediów, władze Realu Madryt mają już tak serdecznie dosyć Walijczyka, że są gotowe oddać go w letnim oknie transferowym za darmo. Dla madryckiego klubu będzie to poważana strata, bo swego czasu wykupiły Garetha Bale’a z Tottenhamu za 91 mln euro, ale chociaż walijski skrzydłowy ma już 30 lat i niezbyt udane trzy ostatnie sezony, to jego transferową wartość wycenia się na kwotę 40 mln euro. Ale Walijczyk ma z Realem kontrakt ważny do końca czerwca 2022 roku, który gwarantuje roczne zarobki w wysokości 17 mln euro. A zatem zgodzi się na przejście do innego klubu tylko wtedy, gdy nowy pracodawca da mu takie same uposażenie.
W tym sezonie w 18 występach Bale strzelił tylko trzy gole, ale nie tylko dlatego Real chce go oddać za darmo. Po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest on graczem spoza Europy, a takich kluby w Hiszpanii mogą mieć w kadrze trzech, a „Królewscy” mają dziesięciu.

Real wrócił na tron

Przeżywający ostatnio kryzys formy Real Madryt nieoczekiwanie Barcelonę 2:0 w meczu 26. kolejki Primera Divison. Było to pierwsza wygrana „Królewskich” z „Dumą Katalonii” na własnym stadionie od sześciu lat. Po tym zwycięstwie drużyna z Madrytu na dwanaście kolejek przed końcem rozgrywek objęła prowadzenie.

Przed niedzielną potyczką w zdecydowanie gorszej sytuacji był Real Madryt, który w tabeli miał do Barcelony dwa punkty straty, a na dodatek za sobą pasmo niepowodzeń – ligową porażkę z Levante (0:1), sensacyjne odpadnięcie z Pucharu Króla po przegranej z Realem Sociedad oraz prestiżową klęskę 1:3 z Manchesterem City u siebie w pierwszym meczu w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Hiszpańskie media, nawet te otwarcie sympatyzujące z madryckim zespołem, nie szczędziły mu przytyków. Najwięcej krytyki spadło jednak na prezydenta „Królewskich” Florentino Pereza, któremu wytykano głównie błędy w polityce transferowej.
Za najpoważniejszy z nich uznaje się w Hiszpanii zezwolenie na transfer Cristiano Ronaldo do Juventusu Turyn. Portugalski gwiazdor skorzystał z okazji, że z powodu epidemii koronawirusa przełożono ligowe spotkanie Juve, wybrał się do Madrytu żeby osobiście obejrzeć El Clasico. Wszechobecne telewizyjne kamery wychwyciły, jak oklaskiwał gole swoich dawnych kolegów. To natychmiast wywołało falę medialnych spekulacji o rzekomo rozważanym przez Portugalczyka powrocie do Realu.
To tylko ilustruje wciąż niezapełnioną pustkę po jego odejściu. Pustkę, która doskwiera nie tylko fanom madryckiego zespołu, ale też jego szefom. Nie wypełnił luki po CR7 ani znajdujący się wcześniej w jego głębokim cieniu Francuz Karim Benzema (przeciwko Barcelonie zaliczył 500. występ w barwach Realu), ani sprowadzony latem ubiegłego roku za 100 mln euro z Chelsea Londyn belgijski napastnik Eden Hazard, ani żaden z graczy jakim ma obecnie do dyspozycji trener Zidane. Dlatego w hiszpańskich mediach co rusz wytyka się Perezowi nieudolność w negocjacjach z Bayernem Monachium w sprawie transferu Roberta Lewandowskiego, którego strzeleckie wyczyny są na Półwyspie Iberyjskim regularnie odnotowywane i chwalone. Tych pretensji nic nie jest w stanie wytłumić, nie zdołało tego uczynić nawet wyznanie prezydenta Realu, że polski napastnik należy do grupy piłkarzy, którzy „nie są na sprzedaż”.
Messi gaśnie bez Cristiano Ronaldo
Zidane w prestiżowym starciu z Barceloną musiał zatem stawiać na tych graczy, których miał w kadrze. Tuż przed El Clasico wypadł z niej przez kontuzję Hazard. Belg musiał przejść operację i już wiadomo, że w tym sezonie ten 29-letni napastnik na pewno nie zagra. Nadzieja na przebudzenie Benzemy okazała się płonna. Francuzki napastnik w czterech poprzednich występach nie zdobył bramki ani nawet nie zaliczył asysty. W meczu z „Dumą Katalonii” zmarnował trzy znakomite okazje i w drugiej połowie został zmieniony. Jego zmiennik, 26-letni hiszpański napastnik pochodzenia dominikańskiego Mariano Diaz, którego już wcześniej uznano za transferową pomyłkę, niespodziewanie strzelił drugiego gola i przypieczętował sukces „Królewskich”. Drugim bohaterem w madryckiej ekipie był 19-letni Brazylijczyk Vinicius Junior, autor pierwszej bramki, po której skopiował tzw. piłkarską cieszynkę będącą znakiem firmowym Cristiano Ronaldo. A potem jeszcze na Instagramie opublikował zdjęcie jak się cieszy z podpisem – „Nasz idol Cristiano”. Ten dowód uznania ze strony młodszego o 16 lat zawodnika w stosunku do portugalskiego gwiazdora jest tylko potwierdzeniem oczywistego faktu, że dla podtrzymania magii El Clasico, jak przyjęło się nazywać potyczki Realu Madryt z Barceloną, Cristiano Ronaldo jest niezbędny.
Zwłaszcza że drugi z gigantów światowego futbolu, Leo Messi, też jakby zaczął powoli tracić piłkarski wigor. W niedzielnym spotkaniu na Santiago Bernabeu był tylko cieniem samego siebie sprzed lat, gdy w pojedynkę rozstrzygał mecze z odwiecznym rywalem. Futbolowi statystycy natychmiast wyliczyli, że genialny Argentyńczyk w El Clasico nie strzelił gola już od 428 minut, co w jest równowartością prawie pięciu meczów. Wychodzi na to, że po odejściu Cristiano Ronaldo Messi stracił motywację.
Bez bezpośredniej rywalizacji tych dwóch futbolowych geniuszy El Clascico straciło swoją wyjątkowość i chociaż pod względem sportowego poziomu to wciąż są mecze z najwyższej ligowej półki, to już nie ma w nich dawnej magii przykuwającej uwagę niemal całego sportowego świata.
Messi w niedzielnym starciu z Realem niewiele pomógł swojej drużynie i z każą kolejna minutą tracił chęć do gry. Podobnie zachowywał się w meczu z SSC Napoli w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Niewykluczone, że trener włoskiego zespołu Gennaro Gattuso, podobnie jak Zinedine Zidane, też znalazł sposób na zneutralizowanie sześciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki. A bez Messiego FC Barcelona ma ogromne problemy ze zdobywaniem bramek. W meczu z Realem znakomite okazje zmarnowali Antoine Griezmann, Arthur Melo i niedawno zakupiony Martin Braithwaite. „Z taką grą nie mamy szans na triumf w Lidze Mistrzów” – przyznał szczerze Messi w wywiadzie dla „Mundo Deportivo”. Argentyńczyk miał na myśli głównie niemoc jego drużyny w spotkaniach wyjazdowych. W ostatnich ośmiu występach poza stadionem Camp Nou „Duma Katalonii” wygrała tylko dwa, ponosząc trzy porażki i notując trzy remisy.
Najlepsi w Hiszpanii to za mało
W hiszpańskiej ekstraklasie Real i Barcelona wciąż są poza konkurencją (trzecia FC Sevilla ma 10 punktów straty do „Królewskich” oraz dziewięć do zajmującej drugą lokatę „Dumy Katalonii”) i wiadomo już, że te dwa zespoły między sobą rozstrzygną walkę o mistrzostwo kraju. Ale w Lidze Mistrzów po dawnej dominacji zostało tylko wspomnienie. Madrycki zespół raczej na pewno pożegna się z rozgrywkami już w 1/8 finału, bo wątpliwe by trener Manchesteru City Pep Guardiola zaprzepaścił w rewanżu wyjazdowe zwycięstwo 3:1. Barcelona pewnie do ćwierćfinału awansuje, bo na Camp Nou nie powinna mieć mieć kłopotu z wyeliminowaniem Napoli (w pierwszym meczu padł remis 1:1).
Nie ulega jednak wątpliwości, że obie hiszpańskie potęgi latem będą musiały sięgnąć po autentyczne gwiazdy. Na futbolowym rynku nie ma ich wiele. Do przywrócenia dawnej magii El Clasico nie wystarczy już tylko ściągnięcie Cristiano Ronaldo. Jego czas, podobnie jak Messiego, zbliża się do końca, dlatego potrzebni są tam nowi piłkarscy wirtuozi, jak Francuz Kylian Mbappe, Brazylijczyk Neymer, Norweg Erling Haaland, Anglik Hary Kane czy nawet… Robert Lewandowski. Problem w tym, że jak słusznie zauważył Florentino Perez, niektórzy z nich mogą się okazać nawet dla Realu Madryt i Barcelony „nie do kupienia”.

Piłkarskie kluby zbijają fortuny

Najnowszy raport firmy doradczej Deloitte podaje, że w poprzednim sezonie 20 najlepiej zarabiających europejskich klubów miało 9,3 mld euro przychodów. Na pierwszym miejscu znalazła się FC Barcelona (840,8 mln euro), na drugim Real Madryt (757,3 mln euro), a na trzecim Manchester United (711,5 mln euro).

Przychody dwudziestki największych futbolowych potęg wyniosły łącznie 9,3 mld euro, co jest kwotą o 11 procent wyższą od wykazanej w raporcie za sezon 2017/2018. W zestawieniu znalazły się następujące kluby: FC Barcelona (840,8 mln euro), Real Madryt (757,3), Manchester United (711,5), Bayern Monachium (660,1), Paris Saint-Germain (635,9), Manchester City (610,6), FC Liverpool (604,7), Tottenham Hotspur (521,1), Chelsea Londyn (513,1), Juventus Turyn (459,7), Arsenal Londyn (445,6), Borussia Dortmund (377,1), Atletico Madryt (367,6), Inter Mediolan (364,6), Schalke 04 Gelsenkirchen (324,8), AS Roma (231,1), Olympique Lyon (220,8), West Ham United (216,4), Everton Liverpool (213,2) i SSC Napoli (207,4 mln euro).
Wreszcie pierwsi przy kasie
FC Barcelona na pierwszym miejscu tego zestawienia znalazła się po raz pierwszy w historii, ale „Duma Katalonii” wskoczyła na pozycje lidera z rozmachem, przełamując jako pierwsza barierę 800 mln euro przychodów. Drugi na liście Real Madryt ma wynik gorszy o 83,5 mln euro, co jest największą różnicą odkąd Deloitte publikuje raporty pod szyldem „Football Money League”. Według analityków tej firmy wzrost przychodów katalońskiego klubu jest w głównej mierze zasługą przejęciu od partnerów zewnętrznych działań handlowych i licencyjnych. Dało to klubowi dodatkową kontrolę nad promocją i sprzedażą jego produktów oraz możliwością raportowania tych przychodów w ujęciu brutto, a nie netto.
FC Barcelona najszybciej dostosowała się do zmieniających się warunków rynkowych i i podjęła działania zmniejszające zależność jej budżetu od przychodów ze sprzedaży praw telewizyjnych. Działalność komercyjna klubu przyniosła 383,5 mln euro przychodów, czyli więcej niż wynosi cały dochód dwunastej w zestawieniu Borussii Dortmund.
Jeśli sprawdzą się przewidywania na obecny sezon, w którym szefowie „Dumy Katalonii” zakładają wzrost przychodów komercyjnych o 30 mln euro, a całkowitych przychodów w wysokości prawie 880 mln euro, także w kolejnym raporcie ich klub utrzyma pozycję lidera. FC Barcelona jest na dobrej drodze, aby jako pierwszy klub przebić barierę przychodów jednego miliarda euro.
Zepchnięty na drugą lokatę Real Madryt w sezonie 2018/2019 zanotował 757,3 mln euro przychodów, podczas gdy rok wcześniej była to kwota 750,9 mln. Największa część wpływów Real Madryt (47 procent) pochodziła z komercyjnej działalności klubu, nieco mniej (34 procent) stanowiły przychody z transmisji telewizyjnych. Władze „Królewskich” zapewniają jednak, że w tym sezonie przychody powinny przekroczyć 800 mln euro.
United najzamożniejsi w Anglii
Dopiero na trzecim miejscu rankingu znalazł się wygrywający w przeszłości tę klasyfikację Manchester United z przychodami w wysokości 711,5 mln euro, ale z powodu niezakwalifikowania się do obecnej edycji Ligi Mistrzów, „Czerwone Diabły” przewidują swoje przychody za ten sezon na poziomie 560–580 mln euro i raczej nie utrzymają miejsca na podium. Mało tego, wszystko wskazuje, że w wewnętrznej angielskiej rywalizacji Manchester United też straci dotychczasowy prymat.
A warto zauważyć, że kluby Premier League tradycyjnie mają największą reprezentację w raporcie firmy Deloitte. W najnowszym zestawieniu znalazło się ich aż osiem. Najgroźniejsi krajowi konkurenci Manchesteru United to lokalny rywal Manchester City oraz triumfator poprzedniej edycji Ligi Mistrzów FC Liverpool – te kluby osiągnęły przychody w wysokości odpowiednio 610,6 i 604,7 mln euro.
Według prognoz aspiracje właścicieli FC Liverpool do zajęcia miejsca w czołówce najbogatszych klubów na świecie są jak najbardziej realne do zaspokojenia.
„Koguty” najlepsze w Londynie
Wypada odnotować ósme miejsce finalisty Ligi Mistrzów z sezonu 2018/2019, czyli Tottenhamu Hotspur. W zestawieniu „Football Money League” ekipa „Kogutów” wyprzedziła trzy inne londyńskie kluby – Arsenal, Chelsea i West Ham United. Przychody Tottenhamu wzrosły o 21 procent do wysokości 521,1 mln euro, co w dużej mierze można przypisać zwiększonym przychodom po sezonie, w którym klub awansował do finału Ligi Mistrzów,a także przeniósł się na nowy i większy stadion. Arsenal spadł z 9. na 11. miejsce, co jest efektem dwóch sezonów nieobecności „Kanonierów” w Lidze Mistrzów. Wśród 20 klubów znajdujących się w zestawieniu firmy Deloitte nie ma żadnego przedstawiciela spoza „wielkiej piątki”, czyli pięciu najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich – angielskiej, hiszpańskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej.
Układ sił wygląda zaś tak: Anglia (8 klubów), Włochy (4 kluby), Niemcy (3 kluby), Hiszpania (3 kluby), Francja (2 kluby). Pierwsze kluby z lig spoza „wielkiej piątki” lokują się dopiero w trzeciej dziesiątce zestawienia – Ajax Amsterdam na 23. pozycji (199,4 mln euro), Benfica Lizbona na 24. miejscu (197,6 mln euro), Zenit Saint Petersburg na 28. (180,4 mln euro), a FC Porto na 29. (176,2 mln euro).
W żadnym z trzech najbogatszych klubów według raportu „Football Money League” nie gra obecnie żaden polski piłkarz. Dopiero w czwartym na liście, Bayernie Monachium, nasz futbol ma swojego reprezentanta – Roberta Lewandowskiego. W kadrze piątego w zestawieniu Paris Saint-Germain trzecim bramkarzem jest 20-letni Marcin Bułka, a w dziesiątym w zestawieniu Juventusie Turyn numerem 1 wśród golkiperów jest reprezentant Polski Wojciech Szczęsny.
Oprócz wymienionych mamy jeszcze Łukasza Piszczka w Borussii Dortmund, Łukasza Fabiańskiego w West Hamie oraz Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego w SSC Napoli. Liczba polskich piłkarzy w klubach finansowej elity nie powala, ale dobre i tyle. bardziej jednak powinniśmy żałować, że nasze kluby tak znacznie odbiegają przychodami od europejskiej czołówki. Dla porównania – najbogatsza w polskiej ekstraklasie Legia Warszawa deklaruje roczne przychody na poziomie 25-30 mln euro.

Dziesiąty laur Zidane’a

W finałowym starciu Superpucharu Hiszpanii Real Madryt po rzutach karnych wygrał z Atletico Madryt. Dla Zinedine’a Zidane’a było to dziesiąte trofeum zdobyte w roli trenera „Królewskich”.

Rozegrany w poprzedni weekend w Dżuddzie (Arabia Saudyjska) Superpuchar Hiszpanii był podwójnie wyjątkowy, bo rywalizacja odbyła się za granicą i na dodatek w formule turnieju z udziałem zespołów Barcelony, Realu Madryt, Atletico Madryt i Valencii. W półfinale Atletico pokonało Barcelonę 3:2, a Real Valencię 3:1, co oznaczało, że o trofeum zagrały drużyny, które w poprzednim sezonie nie zdobyły mistrzostwa i krajowego pucharu.
W finałowej potyczce dwóch madryckich zespołów o zwycięstwie Realu przesądził dopiero konkurs rzutów karnych, po nawet po dogrywce był remis 0:0. „Jedenastki” lepiej wykonywali gracze „Królewskich”, którzy w odróżnieniu od zawodników Atletico nie pudłowali. Rywale tymczasem zmarnowali dwa pierwsze karne, więc gdy wyznaczony jako czwarty do egzekwowania „jedenastki” Sergio Ramos także pokonał bramkarza Atletico, było „po zawodach”. Sukces bardzo ucieszyły trenera „Królewskich” Zinedine’a Zidane’a, bo dla niego Superpuchar Hiszpanii 2020 to dziesiąte trofeum wywalczone z Realem Madryt w roli trenera. Taką imponującą kolekcją w ostatnich 20 latach nie może się pochwalić żaden inny szkoleniowiec na świecie.
Dokonania francuskiego szkoleniowca są godne podziwu. Z Realem jeszcze nigdy nie przegrał finałowego meczu o jakiekolwiek trofeum, m. in. trzykrotnie zwyciężał w Lidze Mistrzów, dwukrotnie zdobył Superpuchar Hiszpanii, po jednym razie wygrał Klubowe Mistrzostwo Świata, Superpuchar UEFA i mistrzostwo Hiszpanii. W dorobku Zidane nie ma jedynie triumfu w Pucharze Króla.
Warto podkreślić, że Zidane jako trener do tej pory pracował jedynie w Realu Madryt. Za pierwszym razem przejął zespół 4 stycznia 2016 i prowadził go do 31 maja 2018 roku, a z pracy zrezygnował sam. Wrócił na Santiago Bernabeu 11 marca ub. roku. Jego obecna umowa wygasa 30 czerwca 2022 roku.

Piłkarze wśród krezusów sportu

Kylian Mbappe niedawno skończył 21 lat, a już jest mistrzem świata z reprezentacją Francji, trzykrotnym mistrzem francuskiej ligi oraz najdroższym francuskim piłkarzem w historii. Arabscy właściciele Paris Saint-Germain zapłacili za jego transfer z AS Monaco 180 mln euro. I nie chcą go nikomu oddać za żadną cenę, a jemu oferują pięcioletni kontrakt na 32 mln euro rocznie.

Jeśli Mbappe zdecyduje się przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, w ciągu pięciu sezonów zarobi w paryskim klubie tylko grając w piłkę ponad 160 mln euro. Każdy piłkarz w jego wieku może jedynie pomarzyć o takiej gaży. Dla porównania – Leo Messi i Cristiano Ronaldo na takie sute kontrakty mogli liczyć dopiero w ostatnich latach, wcześniej kwoty powyżej 30 mln euro rocznie nawet dla nich były nieosiągalne. Katarscy szejkowie nie maja jednak wyboru, bo na utalentowanego Francuza parol zagiął prezydent Realu Madryt Florentino Perez. Jak donoszą hiszpańskie media, jest tak zdeterminowany żeby ściągnąć Mbappe na Santiago Bernabeu, że jest gotowy przeznaczyć na ten cel nawet 400 mln euro. W tej kwocie mieści się odstępne dla PSG, nie mniejsze niż ćwierć miliarda euro oraz bajońskie wynagrodzenie dla piłkarza. I to tłumaczy dlaczego Mbappe kuszony jest w PSG zarobkami na poziomie 32 mln euro rocznie(ok. 55 mln brutto).

Jeśli młody francuski gwiazdor zostanie na Parc des Princes, będzie najlepiej opłacanym piłkarzem we Francji i wyprzedzi pod tym względem Brazylijczyka Neymara, za którego paryski klub zapłacił Barcelonie 222 mln euro, ale płaci mu 37 mln euro brutto (ok. 22 mln euro netto) i na dodatek chce się go latem tego roku pozbyć. Oczywiście nie za darmo, tylko za kwotę z której będzie w stanie pokryć nowy kontrakt Mbappe. 21-letni napastnik stałby się wtedy kluczową postacią w przebudowanym pod jego kontem zespole PSG, a już teraz wiadomo, że jest o wiele pewniejszą inwestycją od Neymara, który od sierpnia 2017 roku zaliczył w PSG ledwie 70 występów i zdobył 35 bramek, podczas gdy Mbappe w tym samym czasie w barwach Paris Saint-Germain w 106 meczach strzelił 78 goli.

Francuz ma zatem ogromny potencjał, także marketingowy, co powinno za kilka lat uczynić go najbogatszym sportowcem na świecie. Ale póki co w tym względzie znacznie ustępuje największym futbolowym krezusom. Najlepiej zarabiający z nich Leo Messi tylko w ostatnim roku zarobił 127 milionów dolarów i ta kwota zapewniła mu pierwsze miejsce na liście stu najbogatszych sportowców wedle magazynu „Forbes”. Co ciekawe, w tym gronie znalazła się tylko jedna kobieta – amerykańska tenisistka Serena Williams (63. miejsce).

Messi po raz pierwszy został uznany za najlepiej zarabiającego sportowca. Przed rokiem pierwsze miejsce zdobył bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W rankingu „Forbesa” uwzględnia się wszystkie możliwe źródła zarobków, czyli także wpływy z kontraktów reklamowych i sprzedaży wizerunku. druga lokatę zajął Cristiano Ronaldo, obecnie występujący w Juventusie Turyn, którego przychody oszacowano na 109 mln dolarów. Trzeci w zestawieniu jest Neymar z zarobkami na poziomie 105 mln dolarów). W setce najbogatszych najwięcej przedstawicieli, bo aż 35, ma koszykarska liga NBA.

Piłkarzy nożnych znalazło się w niej tylko 19. Czołowa „10” zestawienia prezentuje się następująco: 1. Lionel Messi (Argentyna, piłka nożna) – 127 mln dolarów; 2. Cristiano Ronaldo (Portugalia; piłka nożna) – 109; 3. Neymar (Brazylia; piłka nożna) – 105; 4. Canelo Alvarez (Meksyk; boks) – 94; 5. Roger Federer (Szwajcaria; tenis) – 93,4; 6. Russell Wilson (USA; futbol amerykański) – 89,5; 7. Aaron Rodgers (USA; futbol amerykański) – 89,3; 8. LeBron James (USA; koszykówka) – 89; 9. Stephen Curry (USA; koszykówka) – 79,8; 10. Kevin Durant (USA; koszykówka) – 65,4.

„Forbes” pokusił się też o zestawienie najlepiej zarabiających sportowców w ostatnich 10 latach. Na jego czele umieścił boksera Floyda Mayweathera Jr z dorobkiem 915 mln dolarów. Kolejne lokaty na tej liście zajeli: 2. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 800 mln dolarów; 3. Lionel Messi (piłka nożna) – 750 milionów; 4. LeBron James (koszykówka) – 680 milionów; 5. Roger Federer (tenis) – 640 milionów; 6. Tiger Woods (golf) – 615 milionów; 7. Phil Mickelson (golf) – 480 milionów; 8. Manny Pacquiao (boks) – 435 milionów; 9. Kevin Durant (koszykówka) – 425 milionów; 10. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 400 milionów dolarów.
Dla porównania – najzamożniejszy z polskich sportowców, Robert Lewandowski, dopiero dobija do granicy 100 milionów dolarów, ale zanim zawiesi buty na kołku, jego łączne zarobki z całą pewnością przekroczą pułap 250 mln dolarów, a może nawet 300 milionów.

 

Problemy z El Clasico

W środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou FC Barcelona zmierzy się w zaległym meczu z Realem Madryt. Potyczka na szczycie Primera Division jest w Hiszpanii nie tylko sportowym wydarzeniem.

Władze Katalonii poinformowały, że podczas zaplanowanego na środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou meczu hiszpańskiej ekstraklasy między zespołami FC Barcelona i Realu Madryt, porządku pilnować będzie około trzech tysięcy funkcjonariuszy. Potyczki tych dwóch klubów w Hiszpanii określa się mianem „El Clasico” lub „Gran Derbi”. W tym sezonie ich ligowe spotkanie miało się odbyć w październiku, ale zostało przełożone na 18 grudnia ze względu na napiętą sytuację polityczną w Katalonii.

Przed meczem na szczycie Primera Division (Barcelona i Real Madryt są na czele ligowej tabeli) obie drużyny rozegrały w miniony weekend wyjazdowe mecze w ramach 17. kolejki. „Duma Katalonii” zmierzyła się w sobotę z Realem Sociedad i niespodziewanie zremisowała tylko 2:2, natomiast „Królewscy” w niedzielę wieczorem zagrali z Valencią (mecz zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.

 

Wyniki Ligi Mistrzów UEFA

WYNIKI FAZY GRUPOWEJ LIGI MISTRZÓW UEFA 2019/2020:

Grupa A
1. kolejka
Club Brugge – Galatasaray Stambuł 0:0
Paris Saint-Germain – Real Madryt 3:0
2. kolejka
Real Madryt – Club Brugge 2:2
Galatasaray Stambuł – Paris Saint-Germain 0:1
3. kolejka
Galatasaray Stambuł – Real Madryt 0:1
Club Brugge – Paris Saint-Germain 0:5
4. kolejka
Real Madryt – Galatasaray Stambuł 6:0
Paris Saint-Germain – Club Brugge 1:0
5. kolejka
Real Madryt – Paris Saint-Germain 2:2
Galatasaray Stambuł – Club Brugge 1:1
6. kolejka
Club Brugge – Real Madryt 1:3
Paris Saint-Germain – Galatasaray Stambuł 5:0

1. Paris Saint-Germain     6   16   17:2
2. Real Madryt                  6   11   14:8
3. Club Brugge                 6      3     4:12
4. Galatasaray Stambuł    6     2     1:14

Grupa B
1. kolejka
Olympiacos Pireus – Tottenham Hotspurn 2:2
Bayern Monachium – Crvena Zvezda Belgrad 3:0
2. kolejka
Tottenham Hotspur – Bayern Monachium 2:7
Crvena Zvezda Belgrad – Olympiacos Pireus 3:1
3. kolejka
Tottenham Hotspur – Crvena Zvezda Belgrad 5:0
Olympiacos Pireus – Bayern Monachium 2:3
4. kolejka
Bayern Monachium – Olympiacos Pireus 2:0
Crvena Zvezda Belgrad – Tottenham Hotspur 0:4
5. kolejka
Crvena Zvezda Belgrad – Bayern Monachium 0:6
Tottenham Hotspur – Olympiacos Pireus 4:2
6. kolejka
Bayern Monachium – Tottenham Hotspur 3:1
Olympiacos Pireus – Crvena Zvezda Belgrad 1:0

1. Bayern Monachium          6    18     24:5
2. Tottenham Hotspur          6    10     18:14
3. Olympiacos Pireus            6      4       8:14
4. Crvena Zvezda Belgrad    6      3       3:20

Group C
1. kolejka
Dinamo Zagrzeb – Atalanta Bergamo 4:0
Szachtar Donieck – Manchester City 0:3
2. kolejka
Manchester City – Dinamo Zagrzeb 2:0
Atalanta Bergamo – Szachtar Donieck 1:2
3. kolejka
Manchester City – Atalanta Bergamo 5:1
Szachtar Donieck – Dinamo Zagrzeb 2:2
4. kolejka
Atalanta Bergamo – Manchester City 1:1
Dinamo Zagrzeb – Szachtar Donieck 3:3
5. kolejka
Atalanta Bergamo – Dinamo Zagrzeb 2:0
Manchester City – Szachtar Donieck 1:1
6. kolejka
Dinamo Zagrzeb – Manchester City 1:4
Szachtar Donieck – Atalanta Bergamo 0:3

1. Manchester City        6   14     16:4
2. Atalanta Bergamo     6     7       8:12
3. Szachtar Donieck      6      6      8:13
4. Dinamo Zagrzeb       6      5    10:13

Grupa D
1. kolejka
Atletico Madryt – Juventus Turyn 2:2
Bayer Leverkusen – Lokomotiw Moskwa 1:2
2. kolejka
Juventus Turyn – Bayern Leverkusen 3:0
Lokomotiw Moskwa – Atletico Madryt 0:2
3. kolejka
Juventus Turyn – Lokomotiw Moskwa 2:1
Atletico Madryt – Bayern Leverkusen 1:0
4. kolejka
Lokomotiw Moskwa – Juventus Turyn 1:2
Bayern Leverkusen – Atletico Madryt 2:1
5. kolejka
Lokomotiw Moskwa – Bayern Leverkusen 0:2
Juventus Turyn – Atletico Madryt 1:0
6. kolejka
Bayern Leverkusen – Juventus Turyn 0:2
Atletico Madryt – Lokomotiw Moskwa 2:0

1. Juventus Turyn            6    16    12:4
2. Atletico Madryt           6    10      8:5
3. Bayer Leverkusen        6      6      5:9
4. Lokomotiw Moskwa    6      3     4:11

Grupa E
1. kolejka
SSC Napoli – FC Liverpool 2:0
RB Salzburg – KRC Genk 6:2
2. kolejka
KRC Genk – SSC Napoli 0:0
FC Liverpool – RB Salzburg 4:3
3. kolejka
KRC Genk – FC Liverpool 1:4
RB Salzburg – SSC Napoli 2:3
4. kolejka
FC Liverpool – KRC Genk 2:1
SSC Napoli – RB Salzburg 1:1
5. kolejka
FC Liverpool – SSC Napoli 1:1
KRC Genk – RB Salzburg 1:4
6. kolejka
SSC Napoli – KRC Genk 4:0
RB Salzburg – FC Liverpool 0:2

1. FC Liverpool        6   13    13:8
2. SSC Napoli          6   12    11:4
3. RB Salzburg        6     7    16:13
4. KRC Genk            6     1      5:20

Grupa F
1. kolejka
Inter Mediolan – Slavia Praga 1:1
Borussia Dortmund – FC Barcelona 0:0
2. kolejka
Slavia Praga – Borussia Dortmund 0:2
FC Barcelona – Inter Mediolan 2:1
3. kolejka
Slavia Praga – FC Barcelona 1:2
Inter Mediolan – Borussia Dortmund 2:0
4. kolejka
FC Barcelona – Slavia Praga 0:0
Borussia Dortmund – Inter Mediolan 3:2
5. kolejka
FC Barcelona – Borussia Dortmund 3:1
Slavia Praga – Inter Mediolan 1:3
6. kolejka
Inter Mediolan – FC Barcelona 1:2
Borussia Dortmund – Slavia Praga 2:1

1. FC Barcelona                6    14     9:4
2. Borussia Dortmund     6    10     8:8
3. Inter Mediolan             6      7   10:9
4. Slavia Praga                 6       2     4:10

Grupa G
1. kolejka
Olympique Lyon – Zenit Petersburg 1:1
Benfica Lizbona – RB Lipsk 1:2
2. kolejka
Zenit Petersburg – Benfica Lizbona 3:1
RB Lipsk – Olympique Lyon 0:2
3. kolejka
RB Lipsk – Zenit Petersburg 2:1
Benfica Lizbona – Olympique Lyon 2:1
4. kolejka
Zenit Petersburg – RB Lipsk 0:2
Olympique Lyon – Benfica Lizbona 3:1
5. kolejka
Zenit Petersburg – Olympique Lyon 2:0
RB Lipsk – Benfica Lizbona 2:2
6. kolejka
Olympique Lyon – RB Lipsk 2:2
Benfica Lizbona – Zenit Petersburg 3:0

1. RB Lipsk                    6    11     10:8
2. Olympique Lyon       6      8       9:8
3. Benfica Lizbona       6       7    10:11
4. Zenit Petersburg      6      7       7:9

Grupa H
1. kolejka
Ajax Amsterdam – OSC Lille 3:0
Chelsea Londyn – Valencia CF 0:1
2. kolejka
Valencia CF – Ajax Amsterdam 0:3
OSC Lille – Chelsea Londyn 1:2
3. kolejka
Ajax Amsterdam – Chelsea Londyn 0:1
OSC Lille – Valencia CF 1:1
4. kolejka
Chelsea Londyn – Ajax Amsterdam 4:4
Valencia CF – OSC Lille 4:1
5. kolejka
Valencia CF – Chelsea Londyn 2:2
OSC Lille – Ajax Amsterdam 0:2
6. kolejka
Ajax Amsterdam – Valencia CF 0:1
Chelsea Londyn – OSC Lille 2:1

1. Valencia CF                   6    11     9:7
2. Chelsea Londyn           6    11    11:9
3. Ajax Amsterdam         6    10    12:6
4. OSC Lille                      6       1      4:14

Drużyna za miliard euro

Manchester City jest pierwszym klubem w historii, który skompletował kadrę piłkarzy o łącznej wartości przekraczającej jeden miliard euro. Blisko tej kwoty są Paris Saint-Germain i Real Madryt.

Instytut badawczy CIES Football Observatory policzył wartość graczy, jakich mają obecnie w swoich kadrach czołowe europejskie kluby. I wyszło mu, że Manchester City na swoich piłkarzy wydał dokładnie 1,014 miliarda euro. Mistrzowie Anglii są pierwszą drużyną, która przebiła barierę miliarda euro. Co ciekawe, „The Citizens” nie mają graczy pozyskanych po rekordowych transferach. Najwięcej, 76 mln euro, zapłacili za Belga Kevina De Bruyne, ale mają za to aż 15 zawodników na których ściągnięcie wydali co najmniej 40 milionów euro.

CIES badał wartość zespołów jedynie z pięciu najsilniejszych lig europejskich. Po ostatnim letnim okienku transferowym na drugie miejsce w zestawieniu awansował Paris Saint-Germain (913 mln euro), a trzecie miejsce zajmuje Real Madryt (902 mln euro). Czołową dziesiątkę uzupełniają drużyny Manchester United (751 mln euro), Juventusu Turyn (719 mln euro), FC Barcelona (697 mln euro), FC Liverpool (639 mln euro), Chelsea Londyn (561 mln euro), Atletico Madryt (550 mln euro) i Arsenal Londyn (498 mln euro).

W Top 10 zestawienia nie ma niemieckiego zespołu. Z ekip występujących w Bundeslidze najwyżej plasuje się Bayern Monachium, ale z kadrą wycenioną na kwotę 352 mln euro jest dopiero na 15. miejscu. Co ciekawe, ostatnie miejsce na liście sporządzonej przez CIES, obejmującej 98 klubów w pięciu najsilniejszych ligach, ostatnią lokatę zajął beniaminek Bundesligi SC Paderborn, który na wszystkich zawodników z aktualnej kadry wydał 4 mln euro.