48 godzin sport

Vettel odchodzi z Ferrari
Sebastian Vettel nie przedłuży umowy z Ferrari i po sezonie 2020 rozstanie się z włoską stajnią. Informację tę potwierdziła ekipa Ferrari, a także sam niemiecki kierowca. Obie strony nie doszły do porozumienia w sprawie wysokości nowego kontraktu. Włoski zespół chciał zmniejszyć wynagrodzenie Vettela do kwoty 12 mln euro rocznie, na co on nie przystał. W barwach Ferrari Vettel, który wcześniej w barwach Red Bulla czterokrotnie zdobył mistrzostwo świata kierowców, ścigał się od 2015 roku. Przez ten czas zdołał wygrać tylko 14 wyścigów.

Bieniek w Skrze Bełchatów
Mateusz Bieniek w najbliższym sezonie występował w zespole PGE Skry Bełchatów. Reprezentant Polski został wypożyczony na rok z włoskiego Cucine Lube Civitanova. W bełchatowskiej ekipie ma zastąpić Jakuba Kochanowskiego, który przeszedł do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Bieniek, który był w zwycięskim składzie reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w 2018 roku, rywalizuje teraz o miejsce w kadrze na igrzyska olimpijskie w Tokio.

Rząd Norwegii zapłaci klubom
Norweskie kluby piłkarskie otrzymają pełną rekompensatę za nieuzyskane wpływy z biletów w odwołanych z powodu epidemii koronawirusa meczach oraz za te, które od 16 czerwca będą rozgrywane bez publiczności. „Kluby tracą pieniądze z powodu decyzji rządu, który w marcu zakazał imprez sportowych, albo zadecydował o braku publiczności. To my zamknęliśmy stadiony, więc to my musimy pokryć straty” – powiedział minister kultury i sportu Abid Raja. Norweski rząd przeznaczy na rekompensaty dla klubów sportowych 100 milionów euro.

Anglia chce grać od 1 czerwca
Brytyjskie władze podały do wiadomości publicznej szczegóły drugiego stopnia pięcioczęściowego planu, opracowanego w ramach walki z pandemią koronawirusa. Drugi etap, który rozpocznie się nie wcześniej niż 1 czerwca, zakłada zezwolenie na organizowanie wydarzeń kulturalnych i sportowych bez udziału widowni w celu przeprowadzenia transmisji, przy jednoczesnym unikaniu ryzyka kontaktów społecznych na dużą skalę. Oznacza to, że już w przyszłym miesiącu możliwy będzie restart rozgrywek Premier League.

Smutek w Realu Madryt
Real Madryt poinformował, że piłkarz tego klubu Luka Jović złamał kość prawej stopy. Uraz wykryto podczas badań przed wznowieniem sezonu. 22-letni serbski napastnik przeszedł do ekipy „Królewskich” latem ubiegłego roku z Eintrachtu Frankfurt za 60 mln euro. W tym sezonie zaliczył 24 spotkaniach w barwach „Los Blancos”, ale zdobył w nich tylko dwie bramki i dorzucił dwie asysty. Z powodu urazu będzie musiał pauzować kilka tygodni. To nie jedyna smutna wiadomość dla fanów tego madryckiego klubu. W wieku 71 zmarł znakomity przed laty napastnik „Królewskich” Ico Aguilar, który w 190 występach strzelił 50 goli.

Santiago Bernabeu bez Realu

Jeśli sezon Primera Division zostanie wznowiony, Real Madryt domowe spotkania rozgrywać będzie na swoim treningowym stadionie im. Alfredo Di Stefano w Valdebebas. „Królewscy” otrzymali już na to zgodę od zarządu Primera Division oraz od władz hiszpańskiej federacji.

Real Madryt porzuca swoją legendarną arenę z dwóch powodów. Po pierwsze, wiadomo już, że jeśli rozgrywki w hiszpańskiej ekstraklasie piłkarskiej zostaną wznowione, to mecze będą grane przy pustych trybunach. A skoro tak, znacznie taniej wyjedzie „Królewskim” korzystać ze znacznie mniejszego stadionu w Valdebebas, który ma pojemność 6 tys. miejsc. Drugi powód, to realizowana właśnie modernizacja Santiago Bernabeu. Gdy ją rozpoczynano, klub zawarł umowę z wykonawcami, że prace budowlane nie mogą utrudniać rozgrywania meczów, co wydłużyło termin zakończenia inwestycji do 2023 roku. Teraz z powodu koronawirusa zespół może na wiele miesięcy zwolnić obiekt, co ułatwi budowlańcom zadanie. A na zmodernizowanym obiekcie Real zwiększy swoje przychody z tylko komercyjnej działalności do kwoty 150 mln euro. Taki efekt na pewno wart jest wyrzeczeń.

CR7 za drogi dla Juve?

Pandemia koronawirusa wpędza w finansowe tarapaty nawet futbolowych potentatów. W Juventusie Turyn na przykład coraz poważniej rozważany jest transfer Cristiano Ronaldo.

W minioną sobotę kierownictwo Juventusu ogłosiło porozumienie z drużyną w sprawie redukcji zarobków. Piłkarze i trenerzy „Starej Damy” zgodzili się na całkowitą rezygnację z należnych im wynagrodzeń kontraktowych za okres od marca do czerwca tego roku. W ten sposób turyński klub zaoszczędzi 90 mln euro. Ale to może okazać się za mało na przetrzymanie pandemii koronawirusa. Jak donosi dziennik „Il Messaggero” szefowie Juventusu są w tej chwili skłonni zakończyć juz po tym sezonie współpracę z najdroższym piłkarzem w ich zespole, Cristiano Ronaldo. Kontrakt 35-letniego Portugalczyka opiewa na kwotę 31 mln euro netto i jest największym obciążeniem dla klubowego budżetu, bo wraz z podatkami kosztuje klub aż 54 mln euro.
Działacze mistrza Włoch rozważają więc transfer portugalskiego gwiazdora już tego lata, co pewnie nie byłoby takie trudne, bo synny CR7 ostatnio coraz częściej daje do zrozumienia, że nie jest w Turynie szczęśliwy i że bardzo chciałby wrócić do Realu Madryt. W madryckim klubie chętnie nadstawiają ucha na takie spekulacje, tym bardziej, że z obozu turyńczyków docierają wieści, iż Juventus latem będzie gotów oddać tego wybitnego gracza nawet za 70 mln euro. To wprawdzie kwota o blisko 40 mln euro mniejsza od tej, za jaką w lipcu 2018 roku wykupili go z Realu Madryt, ale jak się do niej doliczy 108 mln euro, które turyński klub musiałby mu zapłacić do końca wygasającego 20 czerwca 2022 roku kontraktu, to taka transakcja już na kiepską nie wygląda, a nawet wręcz przeciwnie. Przy całym szacunku dla niebywałych piłkarskich dokonań Cristiano Ronaldo, to mimo jego anegdotycznej już dbałości o fizyczną formę, Portugalczyk szczyt możliwości ma za sobą. Poza tym w Juventusie nie udało mu się uzyskać takiej mocnej pozycji w drużynie i w klubie, jaką miał wcześniej w Realu Madryt, stąd pewnie bierze się też jego rosnąca tęsknota za „Królewskimi”.

Zmarł Piotr Jegor

W wieku 51 lat zmarł Piotr Jegor, były reprezentant Polski i piłkarz m.in. Górnika Zabrze, który jako pierwszy poinformował o jego śmierci. W ekipie z Zabrza zmarły występował przez dziesięć sezonów.

Jegor zaczynał karierę piłkarską w Górniku Knurów, skąd przeszedł do Górnika Zabrze, którego barwy reprezentował przez blisko 10 lat. W 1988 roku, jako 20-letni zawodnik, zasłynął kapitalna bramką zdobytą strzałem z dystansu w meczu przeciwko Realowi Madryt, którego trenerem był znany dobrze w Polsce Leo Beenhakker. Ostatecznie zabrzanie przegrali z „Królewskimi” 2:3, ale był to mecz w 1/8 finału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych.
Lwią część piłkarskiej kariery Jegor spędził w polskich klubach, a za granicą zaliczył jedynie krótki epizod w Hapoelu Hajfa. Najwięcej sezonów spędził w Górniku (10), ale występował też w Stali Mielec, Odrze Wodzisław, a na koniec grał jeszcze w zespołach niższych lig – w Stali Bielsko-Biała, Górniku Jastrzębie-Zdrój oraz LKS Bełk. W ekstraklasie Jegor rozegrał 294 meczów i zdobył 27 bramek, w reprezentacji Polski w latach 1989-1997 zaliczył 20 występów i strzelił jednego gola.

Real nie chce Bale’a

Wygląda na to, że po tym sezonie, obojętnie kiedy się zakończy, Real Madryt ponownie spróbuje pozbyć się walijskiego skrzydłowego Garetha Bale’a.

Jeśli wierzyć doniesieniom hiszpańskich mediów, władze Realu Madryt mają już tak serdecznie dosyć Walijczyka, że są gotowe oddać go w letnim oknie transferowym za darmo. Dla madryckiego klubu będzie to poważana strata, bo swego czasu wykupiły Garetha Bale’a z Tottenhamu za 91 mln euro, ale chociaż walijski skrzydłowy ma już 30 lat i niezbyt udane trzy ostatnie sezony, to jego transferową wartość wycenia się na kwotę 40 mln euro. Ale Walijczyk ma z Realem kontrakt ważny do końca czerwca 2022 roku, który gwarantuje roczne zarobki w wysokości 17 mln euro. A zatem zgodzi się na przejście do innego klubu tylko wtedy, gdy nowy pracodawca da mu takie same uposażenie.
W tym sezonie w 18 występach Bale strzelił tylko trzy gole, ale nie tylko dlatego Real chce go oddać za darmo. Po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest on graczem spoza Europy, a takich kluby w Hiszpanii mogą mieć w kadrze trzech, a „Królewscy” mają dziesięciu.

Real wrócił na tron

Przeżywający ostatnio kryzys formy Real Madryt nieoczekiwanie Barcelonę 2:0 w meczu 26. kolejki Primera Divison. Było to pierwsza wygrana „Królewskich” z „Dumą Katalonii” na własnym stadionie od sześciu lat. Po tym zwycięstwie drużyna z Madrytu na dwanaście kolejek przed końcem rozgrywek objęła prowadzenie.

Przed niedzielną potyczką w zdecydowanie gorszej sytuacji był Real Madryt, który w tabeli miał do Barcelony dwa punkty straty, a na dodatek za sobą pasmo niepowodzeń – ligową porażkę z Levante (0:1), sensacyjne odpadnięcie z Pucharu Króla po przegranej z Realem Sociedad oraz prestiżową klęskę 1:3 z Manchesterem City u siebie w pierwszym meczu w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Hiszpańskie media, nawet te otwarcie sympatyzujące z madryckim zespołem, nie szczędziły mu przytyków. Najwięcej krytyki spadło jednak na prezydenta „Królewskich” Florentino Pereza, któremu wytykano głównie błędy w polityce transferowej.
Za najpoważniejszy z nich uznaje się w Hiszpanii zezwolenie na transfer Cristiano Ronaldo do Juventusu Turyn. Portugalski gwiazdor skorzystał z okazji, że z powodu epidemii koronawirusa przełożono ligowe spotkanie Juve, wybrał się do Madrytu żeby osobiście obejrzeć El Clasico. Wszechobecne telewizyjne kamery wychwyciły, jak oklaskiwał gole swoich dawnych kolegów. To natychmiast wywołało falę medialnych spekulacji o rzekomo rozważanym przez Portugalczyka powrocie do Realu.
To tylko ilustruje wciąż niezapełnioną pustkę po jego odejściu. Pustkę, która doskwiera nie tylko fanom madryckiego zespołu, ale też jego szefom. Nie wypełnił luki po CR7 ani znajdujący się wcześniej w jego głębokim cieniu Francuz Karim Benzema (przeciwko Barcelonie zaliczył 500. występ w barwach Realu), ani sprowadzony latem ubiegłego roku za 100 mln euro z Chelsea Londyn belgijski napastnik Eden Hazard, ani żaden z graczy jakim ma obecnie do dyspozycji trener Zidane. Dlatego w hiszpańskich mediach co rusz wytyka się Perezowi nieudolność w negocjacjach z Bayernem Monachium w sprawie transferu Roberta Lewandowskiego, którego strzeleckie wyczyny są na Półwyspie Iberyjskim regularnie odnotowywane i chwalone. Tych pretensji nic nie jest w stanie wytłumić, nie zdołało tego uczynić nawet wyznanie prezydenta Realu, że polski napastnik należy do grupy piłkarzy, którzy „nie są na sprzedaż”.
Messi gaśnie bez Cristiano Ronaldo
Zidane w prestiżowym starciu z Barceloną musiał zatem stawiać na tych graczy, których miał w kadrze. Tuż przed El Clasico wypadł z niej przez kontuzję Hazard. Belg musiał przejść operację i już wiadomo, że w tym sezonie ten 29-letni napastnik na pewno nie zagra. Nadzieja na przebudzenie Benzemy okazała się płonna. Francuzki napastnik w czterech poprzednich występach nie zdobył bramki ani nawet nie zaliczył asysty. W meczu z „Dumą Katalonii” zmarnował trzy znakomite okazje i w drugiej połowie został zmieniony. Jego zmiennik, 26-letni hiszpański napastnik pochodzenia dominikańskiego Mariano Diaz, którego już wcześniej uznano za transferową pomyłkę, niespodziewanie strzelił drugiego gola i przypieczętował sukces „Królewskich”. Drugim bohaterem w madryckiej ekipie był 19-letni Brazylijczyk Vinicius Junior, autor pierwszej bramki, po której skopiował tzw. piłkarską cieszynkę będącą znakiem firmowym Cristiano Ronaldo. A potem jeszcze na Instagramie opublikował zdjęcie jak się cieszy z podpisem – „Nasz idol Cristiano”. Ten dowód uznania ze strony młodszego o 16 lat zawodnika w stosunku do portugalskiego gwiazdora jest tylko potwierdzeniem oczywistego faktu, że dla podtrzymania magii El Clasico, jak przyjęło się nazywać potyczki Realu Madryt z Barceloną, Cristiano Ronaldo jest niezbędny.
Zwłaszcza że drugi z gigantów światowego futbolu, Leo Messi, też jakby zaczął powoli tracić piłkarski wigor. W niedzielnym spotkaniu na Santiago Bernabeu był tylko cieniem samego siebie sprzed lat, gdy w pojedynkę rozstrzygał mecze z odwiecznym rywalem. Futbolowi statystycy natychmiast wyliczyli, że genialny Argentyńczyk w El Clasico nie strzelił gola już od 428 minut, co w jest równowartością prawie pięciu meczów. Wychodzi na to, że po odejściu Cristiano Ronaldo Messi stracił motywację.
Bez bezpośredniej rywalizacji tych dwóch futbolowych geniuszy El Clascico straciło swoją wyjątkowość i chociaż pod względem sportowego poziomu to wciąż są mecze z najwyższej ligowej półki, to już nie ma w nich dawnej magii przykuwającej uwagę niemal całego sportowego świata.
Messi w niedzielnym starciu z Realem niewiele pomógł swojej drużynie i z każą kolejna minutą tracił chęć do gry. Podobnie zachowywał się w meczu z SSC Napoli w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Niewykluczone, że trener włoskiego zespołu Gennaro Gattuso, podobnie jak Zinedine Zidane, też znalazł sposób na zneutralizowanie sześciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki. A bez Messiego FC Barcelona ma ogromne problemy ze zdobywaniem bramek. W meczu z Realem znakomite okazje zmarnowali Antoine Griezmann, Arthur Melo i niedawno zakupiony Martin Braithwaite. „Z taką grą nie mamy szans na triumf w Lidze Mistrzów” – przyznał szczerze Messi w wywiadzie dla „Mundo Deportivo”. Argentyńczyk miał na myśli głównie niemoc jego drużyny w spotkaniach wyjazdowych. W ostatnich ośmiu występach poza stadionem Camp Nou „Duma Katalonii” wygrała tylko dwa, ponosząc trzy porażki i notując trzy remisy.
Najlepsi w Hiszpanii to za mało
W hiszpańskiej ekstraklasie Real i Barcelona wciąż są poza konkurencją (trzecia FC Sevilla ma 10 punktów straty do „Królewskich” oraz dziewięć do zajmującej drugą lokatę „Dumy Katalonii”) i wiadomo już, że te dwa zespoły między sobą rozstrzygną walkę o mistrzostwo kraju. Ale w Lidze Mistrzów po dawnej dominacji zostało tylko wspomnienie. Madrycki zespół raczej na pewno pożegna się z rozgrywkami już w 1/8 finału, bo wątpliwe by trener Manchesteru City Pep Guardiola zaprzepaścił w rewanżu wyjazdowe zwycięstwo 3:1. Barcelona pewnie do ćwierćfinału awansuje, bo na Camp Nou nie powinna mieć mieć kłopotu z wyeliminowaniem Napoli (w pierwszym meczu padł remis 1:1).
Nie ulega jednak wątpliwości, że obie hiszpańskie potęgi latem będą musiały sięgnąć po autentyczne gwiazdy. Na futbolowym rynku nie ma ich wiele. Do przywrócenia dawnej magii El Clasico nie wystarczy już tylko ściągnięcie Cristiano Ronaldo. Jego czas, podobnie jak Messiego, zbliża się do końca, dlatego potrzebni są tam nowi piłkarscy wirtuozi, jak Francuz Kylian Mbappe, Brazylijczyk Neymer, Norweg Erling Haaland, Anglik Hary Kane czy nawet… Robert Lewandowski. Problem w tym, że jak słusznie zauważył Florentino Perez, niektórzy z nich mogą się okazać nawet dla Realu Madryt i Barcelony „nie do kupienia”.

Piłkarskie kluby zbijają fortuny

Najnowszy raport firmy doradczej Deloitte podaje, że w poprzednim sezonie 20 najlepiej zarabiających europejskich klubów miało 9,3 mld euro przychodów. Na pierwszym miejscu znalazła się FC Barcelona (840,8 mln euro), na drugim Real Madryt (757,3 mln euro), a na trzecim Manchester United (711,5 mln euro).

Przychody dwudziestki największych futbolowych potęg wyniosły łącznie 9,3 mld euro, co jest kwotą o 11 procent wyższą od wykazanej w raporcie za sezon 2017/2018. W zestawieniu znalazły się następujące kluby: FC Barcelona (840,8 mln euro), Real Madryt (757,3), Manchester United (711,5), Bayern Monachium (660,1), Paris Saint-Germain (635,9), Manchester City (610,6), FC Liverpool (604,7), Tottenham Hotspur (521,1), Chelsea Londyn (513,1), Juventus Turyn (459,7), Arsenal Londyn (445,6), Borussia Dortmund (377,1), Atletico Madryt (367,6), Inter Mediolan (364,6), Schalke 04 Gelsenkirchen (324,8), AS Roma (231,1), Olympique Lyon (220,8), West Ham United (216,4), Everton Liverpool (213,2) i SSC Napoli (207,4 mln euro).
Wreszcie pierwsi przy kasie
FC Barcelona na pierwszym miejscu tego zestawienia znalazła się po raz pierwszy w historii, ale „Duma Katalonii” wskoczyła na pozycje lidera z rozmachem, przełamując jako pierwsza barierę 800 mln euro przychodów. Drugi na liście Real Madryt ma wynik gorszy o 83,5 mln euro, co jest największą różnicą odkąd Deloitte publikuje raporty pod szyldem „Football Money League”. Według analityków tej firmy wzrost przychodów katalońskiego klubu jest w głównej mierze zasługą przejęciu od partnerów zewnętrznych działań handlowych i licencyjnych. Dało to klubowi dodatkową kontrolę nad promocją i sprzedażą jego produktów oraz możliwością raportowania tych przychodów w ujęciu brutto, a nie netto.
FC Barcelona najszybciej dostosowała się do zmieniających się warunków rynkowych i i podjęła działania zmniejszające zależność jej budżetu od przychodów ze sprzedaży praw telewizyjnych. Działalność komercyjna klubu przyniosła 383,5 mln euro przychodów, czyli więcej niż wynosi cały dochód dwunastej w zestawieniu Borussii Dortmund.
Jeśli sprawdzą się przewidywania na obecny sezon, w którym szefowie „Dumy Katalonii” zakładają wzrost przychodów komercyjnych o 30 mln euro, a całkowitych przychodów w wysokości prawie 880 mln euro, także w kolejnym raporcie ich klub utrzyma pozycję lidera. FC Barcelona jest na dobrej drodze, aby jako pierwszy klub przebić barierę przychodów jednego miliarda euro.
Zepchnięty na drugą lokatę Real Madryt w sezonie 2018/2019 zanotował 757,3 mln euro przychodów, podczas gdy rok wcześniej była to kwota 750,9 mln. Największa część wpływów Real Madryt (47 procent) pochodziła z komercyjnej działalności klubu, nieco mniej (34 procent) stanowiły przychody z transmisji telewizyjnych. Władze „Królewskich” zapewniają jednak, że w tym sezonie przychody powinny przekroczyć 800 mln euro.
United najzamożniejsi w Anglii
Dopiero na trzecim miejscu rankingu znalazł się wygrywający w przeszłości tę klasyfikację Manchester United z przychodami w wysokości 711,5 mln euro, ale z powodu niezakwalifikowania się do obecnej edycji Ligi Mistrzów, „Czerwone Diabły” przewidują swoje przychody za ten sezon na poziomie 560–580 mln euro i raczej nie utrzymają miejsca na podium. Mało tego, wszystko wskazuje, że w wewnętrznej angielskiej rywalizacji Manchester United też straci dotychczasowy prymat.
A warto zauważyć, że kluby Premier League tradycyjnie mają największą reprezentację w raporcie firmy Deloitte. W najnowszym zestawieniu znalazło się ich aż osiem. Najgroźniejsi krajowi konkurenci Manchesteru United to lokalny rywal Manchester City oraz triumfator poprzedniej edycji Ligi Mistrzów FC Liverpool – te kluby osiągnęły przychody w wysokości odpowiednio 610,6 i 604,7 mln euro.
Według prognoz aspiracje właścicieli FC Liverpool do zajęcia miejsca w czołówce najbogatszych klubów na świecie są jak najbardziej realne do zaspokojenia.
„Koguty” najlepsze w Londynie
Wypada odnotować ósme miejsce finalisty Ligi Mistrzów z sezonu 2018/2019, czyli Tottenhamu Hotspur. W zestawieniu „Football Money League” ekipa „Kogutów” wyprzedziła trzy inne londyńskie kluby – Arsenal, Chelsea i West Ham United. Przychody Tottenhamu wzrosły o 21 procent do wysokości 521,1 mln euro, co w dużej mierze można przypisać zwiększonym przychodom po sezonie, w którym klub awansował do finału Ligi Mistrzów,a także przeniósł się na nowy i większy stadion. Arsenal spadł z 9. na 11. miejsce, co jest efektem dwóch sezonów nieobecności „Kanonierów” w Lidze Mistrzów. Wśród 20 klubów znajdujących się w zestawieniu firmy Deloitte nie ma żadnego przedstawiciela spoza „wielkiej piątki”, czyli pięciu najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich – angielskiej, hiszpańskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej.
Układ sił wygląda zaś tak: Anglia (8 klubów), Włochy (4 kluby), Niemcy (3 kluby), Hiszpania (3 kluby), Francja (2 kluby). Pierwsze kluby z lig spoza „wielkiej piątki” lokują się dopiero w trzeciej dziesiątce zestawienia – Ajax Amsterdam na 23. pozycji (199,4 mln euro), Benfica Lizbona na 24. miejscu (197,6 mln euro), Zenit Saint Petersburg na 28. (180,4 mln euro), a FC Porto na 29. (176,2 mln euro).
W żadnym z trzech najbogatszych klubów według raportu „Football Money League” nie gra obecnie żaden polski piłkarz. Dopiero w czwartym na liście, Bayernie Monachium, nasz futbol ma swojego reprezentanta – Roberta Lewandowskiego. W kadrze piątego w zestawieniu Paris Saint-Germain trzecim bramkarzem jest 20-letni Marcin Bułka, a w dziesiątym w zestawieniu Juventusie Turyn numerem 1 wśród golkiperów jest reprezentant Polski Wojciech Szczęsny.
Oprócz wymienionych mamy jeszcze Łukasza Piszczka w Borussii Dortmund, Łukasza Fabiańskiego w West Hamie oraz Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego w SSC Napoli. Liczba polskich piłkarzy w klubach finansowej elity nie powala, ale dobre i tyle. bardziej jednak powinniśmy żałować, że nasze kluby tak znacznie odbiegają przychodami od europejskiej czołówki. Dla porównania – najbogatsza w polskiej ekstraklasie Legia Warszawa deklaruje roczne przychody na poziomie 25-30 mln euro.

Dziesiąty laur Zidane’a

W finałowym starciu Superpucharu Hiszpanii Real Madryt po rzutach karnych wygrał z Atletico Madryt. Dla Zinedine’a Zidane’a było to dziesiąte trofeum zdobyte w roli trenera „Królewskich”.

Rozegrany w poprzedni weekend w Dżuddzie (Arabia Saudyjska) Superpuchar Hiszpanii był podwójnie wyjątkowy, bo rywalizacja odbyła się za granicą i na dodatek w formule turnieju z udziałem zespołów Barcelony, Realu Madryt, Atletico Madryt i Valencii. W półfinale Atletico pokonało Barcelonę 3:2, a Real Valencię 3:1, co oznaczało, że o trofeum zagrały drużyny, które w poprzednim sezonie nie zdobyły mistrzostwa i krajowego pucharu.
W finałowej potyczce dwóch madryckich zespołów o zwycięstwie Realu przesądził dopiero konkurs rzutów karnych, po nawet po dogrywce był remis 0:0. „Jedenastki” lepiej wykonywali gracze „Królewskich”, którzy w odróżnieniu od zawodników Atletico nie pudłowali. Rywale tymczasem zmarnowali dwa pierwsze karne, więc gdy wyznaczony jako czwarty do egzekwowania „jedenastki” Sergio Ramos także pokonał bramkarza Atletico, było „po zawodach”. Sukces bardzo ucieszyły trenera „Królewskich” Zinedine’a Zidane’a, bo dla niego Superpuchar Hiszpanii 2020 to dziesiąte trofeum wywalczone z Realem Madryt w roli trenera. Taką imponującą kolekcją w ostatnich 20 latach nie może się pochwalić żaden inny szkoleniowiec na świecie.
Dokonania francuskiego szkoleniowca są godne podziwu. Z Realem jeszcze nigdy nie przegrał finałowego meczu o jakiekolwiek trofeum, m. in. trzykrotnie zwyciężał w Lidze Mistrzów, dwukrotnie zdobył Superpuchar Hiszpanii, po jednym razie wygrał Klubowe Mistrzostwo Świata, Superpuchar UEFA i mistrzostwo Hiszpanii. W dorobku Zidane nie ma jedynie triumfu w Pucharze Króla.
Warto podkreślić, że Zidane jako trener do tej pory pracował jedynie w Realu Madryt. Za pierwszym razem przejął zespół 4 stycznia 2016 i prowadził go do 31 maja 2018 roku, a z pracy zrezygnował sam. Wrócił na Santiago Bernabeu 11 marca ub. roku. Jego obecna umowa wygasa 30 czerwca 2022 roku.

Piłkarze wśród krezusów sportu

Kylian Mbappe niedawno skończył 21 lat, a już jest mistrzem świata z reprezentacją Francji, trzykrotnym mistrzem francuskiej ligi oraz najdroższym francuskim piłkarzem w historii. Arabscy właściciele Paris Saint-Germain zapłacili za jego transfer z AS Monaco 180 mln euro. I nie chcą go nikomu oddać za żadną cenę, a jemu oferują pięcioletni kontrakt na 32 mln euro rocznie.

Jeśli Mbappe zdecyduje się przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, w ciągu pięciu sezonów zarobi w paryskim klubie tylko grając w piłkę ponad 160 mln euro. Każdy piłkarz w jego wieku może jedynie pomarzyć o takiej gaży. Dla porównania – Leo Messi i Cristiano Ronaldo na takie sute kontrakty mogli liczyć dopiero w ostatnich latach, wcześniej kwoty powyżej 30 mln euro rocznie nawet dla nich były nieosiągalne. Katarscy szejkowie nie maja jednak wyboru, bo na utalentowanego Francuza parol zagiął prezydent Realu Madryt Florentino Perez. Jak donoszą hiszpańskie media, jest tak zdeterminowany żeby ściągnąć Mbappe na Santiago Bernabeu, że jest gotowy przeznaczyć na ten cel nawet 400 mln euro. W tej kwocie mieści się odstępne dla PSG, nie mniejsze niż ćwierć miliarda euro oraz bajońskie wynagrodzenie dla piłkarza. I to tłumaczy dlaczego Mbappe kuszony jest w PSG zarobkami na poziomie 32 mln euro rocznie(ok. 55 mln brutto).

Jeśli młody francuski gwiazdor zostanie na Parc des Princes, będzie najlepiej opłacanym piłkarzem we Francji i wyprzedzi pod tym względem Brazylijczyka Neymara, za którego paryski klub zapłacił Barcelonie 222 mln euro, ale płaci mu 37 mln euro brutto (ok. 22 mln euro netto) i na dodatek chce się go latem tego roku pozbyć. Oczywiście nie za darmo, tylko za kwotę z której będzie w stanie pokryć nowy kontrakt Mbappe. 21-letni napastnik stałby się wtedy kluczową postacią w przebudowanym pod jego kontem zespole PSG, a już teraz wiadomo, że jest o wiele pewniejszą inwestycją od Neymara, który od sierpnia 2017 roku zaliczył w PSG ledwie 70 występów i zdobył 35 bramek, podczas gdy Mbappe w tym samym czasie w barwach Paris Saint-Germain w 106 meczach strzelił 78 goli.

Francuz ma zatem ogromny potencjał, także marketingowy, co powinno za kilka lat uczynić go najbogatszym sportowcem na świecie. Ale póki co w tym względzie znacznie ustępuje największym futbolowym krezusom. Najlepiej zarabiający z nich Leo Messi tylko w ostatnim roku zarobił 127 milionów dolarów i ta kwota zapewniła mu pierwsze miejsce na liście stu najbogatszych sportowców wedle magazynu „Forbes”. Co ciekawe, w tym gronie znalazła się tylko jedna kobieta – amerykańska tenisistka Serena Williams (63. miejsce).

Messi po raz pierwszy został uznany za najlepiej zarabiającego sportowca. Przed rokiem pierwsze miejsce zdobył bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W rankingu „Forbesa” uwzględnia się wszystkie możliwe źródła zarobków, czyli także wpływy z kontraktów reklamowych i sprzedaży wizerunku. druga lokatę zajął Cristiano Ronaldo, obecnie występujący w Juventusie Turyn, którego przychody oszacowano na 109 mln dolarów. Trzeci w zestawieniu jest Neymar z zarobkami na poziomie 105 mln dolarów). W setce najbogatszych najwięcej przedstawicieli, bo aż 35, ma koszykarska liga NBA.

Piłkarzy nożnych znalazło się w niej tylko 19. Czołowa „10” zestawienia prezentuje się następująco: 1. Lionel Messi (Argentyna, piłka nożna) – 127 mln dolarów; 2. Cristiano Ronaldo (Portugalia; piłka nożna) – 109; 3. Neymar (Brazylia; piłka nożna) – 105; 4. Canelo Alvarez (Meksyk; boks) – 94; 5. Roger Federer (Szwajcaria; tenis) – 93,4; 6. Russell Wilson (USA; futbol amerykański) – 89,5; 7. Aaron Rodgers (USA; futbol amerykański) – 89,3; 8. LeBron James (USA; koszykówka) – 89; 9. Stephen Curry (USA; koszykówka) – 79,8; 10. Kevin Durant (USA; koszykówka) – 65,4.

„Forbes” pokusił się też o zestawienie najlepiej zarabiających sportowców w ostatnich 10 latach. Na jego czele umieścił boksera Floyda Mayweathera Jr z dorobkiem 915 mln dolarów. Kolejne lokaty na tej liście zajeli: 2. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 800 mln dolarów; 3. Lionel Messi (piłka nożna) – 750 milionów; 4. LeBron James (koszykówka) – 680 milionów; 5. Roger Federer (tenis) – 640 milionów; 6. Tiger Woods (golf) – 615 milionów; 7. Phil Mickelson (golf) – 480 milionów; 8. Manny Pacquiao (boks) – 435 milionów; 9. Kevin Durant (koszykówka) – 425 milionów; 10. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 400 milionów dolarów.
Dla porównania – najzamożniejszy z polskich sportowców, Robert Lewandowski, dopiero dobija do granicy 100 milionów dolarów, ale zanim zawiesi buty na kołku, jego łączne zarobki z całą pewnością przekroczą pułap 250 mln dolarów, a może nawet 300 milionów.

 

Problemy z El Clasico

W środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou FC Barcelona zmierzy się w zaległym meczu z Realem Madryt. Potyczka na szczycie Primera Division jest w Hiszpanii nie tylko sportowym wydarzeniem.

Władze Katalonii poinformowały, że podczas zaplanowanego na środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou meczu hiszpańskiej ekstraklasy między zespołami FC Barcelona i Realu Madryt, porządku pilnować będzie około trzech tysięcy funkcjonariuszy. Potyczki tych dwóch klubów w Hiszpanii określa się mianem „El Clasico” lub „Gran Derbi”. W tym sezonie ich ligowe spotkanie miało się odbyć w październiku, ale zostało przełożone na 18 grudnia ze względu na napiętą sytuację polityczną w Katalonii.

Przed meczem na szczycie Primera Division (Barcelona i Real Madryt są na czele ligowej tabeli) obie drużyny rozegrały w miniony weekend wyjazdowe mecze w ramach 17. kolejki. „Duma Katalonii” zmierzyła się w sobotę z Realem Sociedad i niespodziewanie zremisowała tylko 2:2, natomiast „Królewscy” w niedzielę wieczorem zagrali z Valencią (mecz zakończył się po zamknięciu wydania).