Proletariackie Atletico mistrzem Hiszpanii

Siedem lat kibice Atletico Madryt musieli czekać na kolejny triumf ich ulubieńców w Primera Division. W ostatniej kolejce drużyna trenera Diego Simeone pokonała na wyjeździe Real Valladolid 2:1 i utrzymała prowadzenie w tabeli, zdobywając po raz 11. w historii mistrzostwo Hiszpanii. Drugą lokatę zajął Real Madryt, a trzecią FC Barcelona.

Atletico to klub proletariacki, założony na łęgach nad rzeką Manzanares okalających lokalny browar jako filia baskijskiego Athletic Bilbao (usamodzielnił się dopiero po dwóch dekadach istnienia), od początku istnienia przyciągał na swoje mecze głównie robotników i biedniejszych mieszkańców hiszpańskiej stolicy. W czasie wojny domowej w Hiszpanii popadł w ruinę. Zburzono stadion na którym rozgrywał swoje mecze i niewiele brakowało, a klub przestałby istnieć. Uratowała go fuzja z klubikiem założonym przez kilku generałów z sił powietrznych oraz sympatia, jaką do Atletico zapałał generał Franco. Niestety dla Atletico, w drugiej połowie lat 50. ub. wieku dyktator uznał, że odnoszący sukcesy na arenie międzynarodowej Real znacznie jest znacznie lepszą wizytówką Hiszpanii i przeniósł swoje sympatie na ekipę lokalnego rywala. Stadion Realu, który nosi imię legendarnego prezydenta klubu Santiago Bernabeu, został zbudowany przy eleganckiej alei Castellana, bo „Królewscy” byli klubem bogatych mieszczan, których stać było na drogie bilety.
„El Derbi Madrileno”, czyli rywalizacja dwóch największych klubów w stolicy, mają już stuletnią tradycję. Poza stadionami i ośrodkami treningowymi w Madrycie są dwa miejsca ważne dla futbolu. Fani Realu świętują swoje triumfy pod fontanną bogini Cibeles, kibice Atletico natomiast zbierają się pod pomnikiem Neptuna. 22 maja tylko drugie z tych miejsc wypełniło się tłumem, bo dla kibiców Realu wicemistrzostwo Primera Division to żaden sukces, tylko trudna do zaakceptowania porażka, tym bardziej trudna, że doznana w rywalizacji z lokalnym konkurentem.
Primera Division nie jest najbogatszą i najsilniejszą ligą piłkarską na świecie, ale ma w swoich szeregach dwie futbolowe potęgi – Real Madryt i FC Barcelona, znacznie przewyższające finansowo i sportowo resztę klubów. Wystarczy rzut oka na zestawienie triumfatorów rozgrywek – od utworzenia ligi w 1929 roku Real sięgał po mistrzowski tytuł 34 razy, Barcelona 26 razy, Atletico Madryt 11 razy, Athletic Bilba osiem razy, Valencia CF sześć razy, Real Real Sociedad San Sebastian dwukrotnie, a po jednym triumfie mają Deportivo La Coruna, FC Sevilla i Betis Sewilla.
Ale w ostatniej dekadzie potentatom szyki mieszało jedynie Atletico, do czego w znacznej mierze przyczynił się argentyński trener Diego Simeone, który przejął rządy nad zespołem 23 grudnia 2011 roku. Pod jego wodzą piłkarze Atletico pół roku później wygrali Ligę Europy pokonując w finale Athletic Bilbao 3:0. Simeone mógł świętować podwójnie, bo był trzecim trenerem w historii, który najpierw wygrał Ligę Europy jako piłkarz (w barwach Interu Mediolan), a potem jako szkoleniowiec. To był jednak dopiero początek serii sukcesów odnoszonych przez Atletico. 31 sierpnia 2012 zespół wywalczył Superpuchar Europy pokonując Chelsea Londyn 4:1, w kolejnym sezonie zdobył Puchar Króla, a trofeum to było trym cenniejsze, że zdobyte po finałowym zwycięstwie 2:1 nad Realem Madryt odniesionym w mateczniku lokalnego rywala – na Estadio Santiago Bernabeu. Ale w sezonie 2013/2014 fani „Los Colchoneros” przeżyli ekstazę, gdy ich ulubieńcy przełamali wreszcie duopol Realu i Barcelony zdobywają 10. w historii klubu mistrzostwo Hiszpanii, a w rozgrywkach Ligi Mistrzów dotarł do finału. Tu już jednak bajka się skończyła, bo przeciwnikiem był podrażniony niepowodzeniem na krajowym podwórku Real, który okazał się lepszy po po dogrywce. Dwa lata później, w sezonie 2015/2016 te dwa madryckie kluby ponownie spotkały się w finale Champions League i ponownie zwyciężyli „Królewscy”, tym razem dopiero po rzutach karnych. W 2018 roku Atletico po raz drugi wygrało Ligę Europy, zwyciężając w finale Olympique Marsylia 3:0.
W tym sezonie na finiszu rozgrywek szansę na mistrzostwo miały Atletico, Real i Barcelona, a tym „czwartym do brydża” była FC Sevilla. Pierwsza z wyścigu odpadła ekipa z Sewilli, kroku madryckim zespołom nie dotrzymała też „Duma Katalonii”, więc w ostatniej kolejce w wyścigu po tytuł liczyły się już tylko Atletico (83 pkt) i Real (81 pkt). „Los Colchoneros” mieli trudniejsze zadanie, bo grali na wyjeździe z walczącym o utrzymanie Realem Valladolid, zaś „Królewscy” na swoim stadionie podejmowali Villareal. Real wygrał 2:1, lecz to zwycięstwo nic nie dawało, bo Atletico także wygrało 2:1 i po raz jedenasty sięgnęło po mistrzostwo Hiszpanii.

Liga Mistrzów UEFA: Angielski finał w Stambule

Czeka nas angielski finał obecnej edycji Champions League, już trzeci w historii tych elitarnych rozgrywek. 29 maja na stadionie w Stambule zmierzą się zespoły Manchesteru City i Chelsea Londyn. „The Citizens” w półfinale wyeliminowali Paris Saint-Germain (2:1 i 2:0), a „The Blues” okazali się lepsi od Realu Madryt (1:1 i 2:0).

Przedsmak tegorocznego finału Champions League fani obu zespołów będą mieli już w niedzielę 8 maja. Tego dnia na na swoim stadionie Manchester City zmierzy się w 35. kolejce Premier League z Chelsea Londyn. Dużyna „The Citizens” prowadzi w angielskiej ekstraklasie z dorobkiem 80 punktów i przewagą 13 „oczek” nad drugim w tabeli Manchesterem United, który ma jednak jeden zaległy mecz do rozegrania i tylko dlatego nie można jeszcze ogłosić ekipy prowadzonej przez Pepa Guardiolę nowym mistrzem Anglii. Ale to tylko kwestia czasu, wręcz czysta formalność i niewykluczone, że już w najbliższą niedzielę „Obywatele” w spotkaniu z Chelsea przyklepią tytuł, co oznacza, że tym samym zagwarantują sobie też start w nowej edycji Ligi Mistrzów. Zespół trenera Thomasa Tuchela takiego komfortu nie ma, bo w tabeli Premier League jest na czwartej pozycji, ostatniej z premiowanych awansem do fazy grupowej Champions League. Sęk w tym, że „The Blues” mają za plecami waleczny w tym sezonie zespół West Hamu United (z Łukaszem Fabiańskim w bramce), który zajmuje piątą lokatę i traci do Chelsea tylko trzy punkty. Ale mimo wszystko dla londyńskiego zespołu pewniejszą opcją zakwalifikowania się do nowej edycji Ligi Mistrzów jest zajęcie czwartego miejsca w Premier League, niż w roli obrońcy trofeum, bo liczenie na zwycięstwo w potyczce z Manchesterem City w Stambule to w tej chwili czysta loteria. A 29 maja będziemy świadkami trzeciego w historii Champions League całkowicie angielskiego finału tych rozgrywek. Co ciekawe, Chelsea Londyn znajdzie się w takiej sytuacji już po raz drugi. Za pierwszym razem w sezonie 2007/2008 „The Blues” przegrali po rzutach karnych z Manchesterem United. Drugi angielski finał miał miejsce w sezonie 2018/2019. Wygrał go FC Liverpool pokonując Tottenham Hotspur 2:0.
Zasilany od ponad dekady petrodolarami szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Manchester City w wielkim finale Ligi Mistrzów zagra po raz pierwszy. W półfinale ekipa prowadzona przez Pepa Guardiolę, który ma już na koncie dwa triumfy w Lidze Mistrzów jako szkoleniowiec FC Barcelona. Co ciekawe, oba odniósł pokonując w finale Manchester United – w sezonie 208/2009 2:0, a w sezonie 2010/2011 3:1.
W tegorocznej edycji „Obywatele” w półfinale wyeliminowali naszpikowany z kolei katarskimi petrodolarami Paris Saint-Germain, rozwiewając chyba definitywnie francuskie marzenia o potędze, bo wygląda na to, że zniechęceni drugim z rzędu niepowodzeniem (przed rokiem PSG w finale uległo Bayernowi Monachium 0:1) paryski klub opuszczą dwaj najdrożsi obecnie piłkarze na świecie – Brazylijczyk Neymar i Francuz Kylian Mbappe. Warto też wspomnieć, że Manchester City w finale europejskich pucharów zagra dopiero po raz drugi w historii, a ten pierwszy raz ma mocny polski akcent, bo w sezonie 1969/1970 „Obywatele” zmierzyli się z Górnikiem Zabrze w nieistniejącym już Pucharze Zdobywców Pucharów i po wyrównanym meczu wygrali 2:1.
Guardiola prowadzi ekipę Manchesteru City od lipca 2016 roku. W tym sezonie ma wreszcie szansę spełnić marzenia arabskich właścicieli klubu i wygrać Ligę Mistrzów. Ale należąca do rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza Chelsea Londyn wcale nie stoi na straconej pozycji. Ekipa „The Citizens” w fazie grupowej wygrała pięć meczów i jeden zremisowała, z bnilansem bramkowym 13:1, a potem w fazie play off kolejno wygrywała z Borussią Moenchengladbach (2:0 i 2:0), Borussią Dortmund (2:1 i 2:1) i Paris Saint-Germain (2:1 i 2:0). Ale dorobek Chelsea w tej edycji też budzi podziw. Zespół prowadzony przez niemieckiego trenera Thomasa Tuchela (nawiasem mówiąc wyrzuconego po poprzednim sezonie z Paris Saint-Germain) także przeszli przez fazę grupową bez porażki (cztery zwycięstwa, dwa remisy, bramki 14:2), a potem kolejno: w 1/8 finału wyeliminowali Atletico Madryt (1:0 i 2:0), w ćwierćfinale FC Porto (2:0 i 1:0), a w półfinale Real Madryt (1:1 i 2:0). Jak widać bilans dokonań ekip „The Blues” i „The Citizens” jest podobny, zatem przed finałem Ligi Mistrzów trzeba przyznać obu drużynom po 50 procent szans na zwycięstwo.

Real Madryt górą w El Clasico

Od kwietnia ub. roku stadion Realu Madryt Santiago Bernabeu przechodzi gruntowną przebudowę. Ostatnim meczem, który na nim rozegrano, był El Clasico z FC Barcelona, wygrany przez „Królewskich” 2:0. W obecnym sezonie madrycki klub podjał „Dumę Katalonii” na stadionie im. Alfredo di Stefano w ośrodku treningowym w Valdebebas.

Dokładnie w kwietniu rok temu piłkarze Realu Madryt opuścili Estadio Santiago Bernabeu. Pierwotne plany modernizacji zakładały oddanie obiektu do użytku jesienią 2021 roku. Natomiast kompleksową renowację planowano zakończyć pod koniec 2023 roku. Według informacji hiszpańskich mediów „Królewscy” zamierzają otworzyć swój stadion w październiku 2022 roku. Zmodernizowany obiekt będzie miał rozsuwany dach, pomieszczenia dla e-sportowców, sklepy, restauracje i powiększone klubowe muzeum. W trakcie przebudowy powstanie też tunel łączący korytarze stadionu z centrum handlowym, które stanie się integralną częścią całego budynku.
Na razie jednak piłkarze Realu muszą grać na znacznie mniejszym w porównaniu z Santiago Bernabeu stadionie imienia Alfredo di Stefano (ma tylko sześć tysięcy miejsc) w ośrodku treningowym w Valdebebas. Rozegrany w minioną sobotę ligowe El Clasico było pierwszym meczem „Królewskich” z FC Barcelona na tym obiekcie. Spotkanie rzec jasna odbyło się bez publiczności.
Wynik tego starcia miał spore znaczenie w kontekście wyścigu po mistrzostwo Hiszpanii, w którym Real i Barcelona po wielu tygodniach pościgu wreszcie dogoniły Atletico Madryt. Na osiem kolejek przez zakończeniem rozgrywek każda z tych trzech drużyn ma jeszcze szanse na zdobycie tytułu. Ale przed El Clasico „Królewscy” mieli dwa punkty straty do Barcelony i trzy do Atletico, więc w przypadku porażki z ekipą Leo Messiego odpadliby de facto z walki o pierwszą lokatę w Primera Division. Zaczęli zatem spotkanie z ogromnym impetem i już w 13. minucie objęli prowadzenie po bramce Karima Benzemy, a na przerwę schodzili przy wyniku 2:0 po golu Toniego Kroosa. Po zmianie stron gospodarze mocno jednak spuścili z tonu i oddali inicjatywę gościom, ale ekipie „Dumy Katalonii” szczęście dopisało tylko raz, przy trafieniu Oscar Mingueza w 60. minucie. Mimo wielu okazji po obu stronach mecz zakończył się zwycięstwem Realu 2:1.

Leo Messi w El Clasico

Wydarzeniem zaplanowanej w ten weekend 30. kolejki Primera Division będzie El Clasico, czyli mecz Realu Madryt z FC Barcelona. Możliwe, że po raz ostatni zagra w nim Leo Messi, najskuteczniejszy gracz w historii tych potyczek.

Po 29. kolejkach liderem Primera Division jest ekipa Atletico Madryt, przewodząca stawce z dorobkiem 66 punktów. Ale druga w tabeli Barcelona ma tylko jeden punkt mniej, a trzeci Real trzy. Można zatem śmiało stwierdzić, że każdy z tych trzech zespołów ma jeszcze szansę na zdobycie mistrzostwa Hiszpanii. Sobotni mecz „Dumy Katalonii” z „Królewskimi” na stadionie Santiago Bernabeu w Madrycie może okazać się kluczowy w wyścigu po tytuł.
Bezdyskusyjnym rekordzistą w potyczkach Realu Madryt z Barceloną jest Leo Messi, który debiutował w El Clasico 19 listopada 2005 roku w wieku 18 lat i do tej pory zaliczył 41 występów, w których zdobył 26 bramek i miał 14 asyst. W każdej z tych trzech „kategorii” jest rekordzistą El Clasico. Kolejne miejsca zajmują gracze „Królewskich”: Alfredo di Stefano i Cristiano Ronaldo (mają po 30 meczów i 18 goli). Czy Messi w sobotę poprawi swój dorobek?

Liga Mistrzów UEFA: Z Bayernem bez Lewego PSG dał radę

W rozegranych w środku tego tygodnia pierwszych spotkaniach 1/4 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów Bayer Monachium przegrał z Paris Saint-Germain 2:3, Real Madryt pokonał FC Liverpool 3:1, a Manchester City Borussię Dortmund 2:1, zaś FC Porto u siebie uległo Chelsea Londyn 0:2. Rewanże zostaną rozegrane 13 i 14 kwietnia.

Z potyczek ćwierćfinałowych największe zainteresowanie wzbudza rzecz jasna starcie finalistów poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, czyli broniącego trofeum Bayernu Monachium z Paris Saint-Germain. Pierwszy mecz rozegrano w minioną środę na Allianz Arena w Monachium. Wielkim nieobecnym był w nim Robert Lewandowski, najskuteczniejszy strzelec bawarskiej jedenastki, który leczy kontuzję kolana jakiej doznał w meczu reprezentacji Polski z Andorą. Ale nawet bez niego niemiecki zespół zdecydowanie dominował w starciu z paryżanami, nie potrafił jednak wykorzystać licznych okazji bramkowych. Snajperskie szczęście dopisywało natomiast zawodnikom Paris Saint-Germain, zwłaszcza Kylianowi Mbappe, który po szybkich kontratakach zdobył dwie bramki i powiększył swój dorobek w obecnej edycji Champions League do ośmiu trafień.
Swoim udanym występem 22-letni francuski piłkarz szczególnie ucieszył redaktorów tygodnika „France Football”, bo w ich opinii to najpoważniejszy kandydat do zdobycia „Złotej Piłki”. Chyba że Bayern w rewanżu jakimś cudem wyeliminuje ekipę PSG, co bez Lewandowskiego w składzie nie wydaje się możliwe, a polskiego snajpera na Parc des Princes niestety także zabraknie. „Robię wszystko, co w mojej mocy, by wrócić. Ale dopiero gdy poczuję się naprawdę dobrze, będę mógł znów zagrać. Mój powrót na rewanżowy mecz z PSG byłby przedwczesnym krokiem. Oczywiście, że wolałbym być na boisku, bo dla mnie nie jest to miłe uczucie nie móc wspomóc kolegów. Nic jednak nie mogę na to poradzić, jest jak jest, i zostaje mi tylko kibicowanie mojej drużynie” – przyznał „Lewy” w wypowiedzi dla „Sky”. W głębi ducha musi by jednak w podłym nastroju, bo ma świadomość, że Bayern w rewanżu może nie odrobić strat i odpadnie z dalszej rywalizacji, co definitywnie przekreśli też szanse „Lewego” na zdobycie upragnionej „Złotej Piłki”.
Pierwsza porażka Flicka w LM
Bayern przegrał w Lidze Mistrzów pierwszy raz od marca 2019 roku, ulegając ekipie Liverpoolu, która później zwyciężyła w całych rozgrywkach. Od tego czasu bawarska jedenastka odniosła 18 zwycięstw i zanotowała jeden remis. Porażka z Paris Saint-Germain może być nie tylko końcem pięknej serii, lecz niekoniecznie dominacji Bayernu w tych rozgrywkach. „Powinniśmy strzelić więcej goli. Oczywiście, zawsze można rozmawiać o straconych bramkach. Gdyby jednak ten mecz zakończył się wynikiem 6:3, to nikt nie powinien narzekać. Jest jednak, jak jest, daliśmy plamę i trzeba będzie gonić wynik w rewanżu. Tak naprawdę na wiele im nie pozwoliliśmy. Gdybyśmy pokazali ten instynkt zabójcy, który nas wyróżnia, to widzielibyśmy zupełnie inny mecz. Wiadomo, że nie można całkowicie wyeliminować ofensywy PSG. I nie wykonaliśmy dobrej roboty przy straconych golach. Jesteśmy nastawieni na ofensywę, dlatego strzelamy dużo goli, wygrywamy wiele meczów, ale dzisiaj zmarnowaliśmy zbyt wiele okazji” – ocenił mecz Thomas Mueller, który zdobył jedną z bramek (drugiego gola strzelił zastępujący Lewandowskiego Eric Maxim Choupo-Moting) i w sumie ma już na koncie w rozgrywkach Ligi Mistrzów 48 trafień. Pod tym względem jest najskuteczniejszym niemieckim piłkarzem w historii.
Dla Hansiego Flicka porażka z PSG to pierwszy przegrany mecz w Lidze Mistrzów w roli pierwszego trenera Bayernu. Niemiecki szkoleniowiec nie sprawiał jednak wrażenia załamanego, wręcz przeciwnie. „Biorąc pod uwagę sytuacje bramkowe, które mieliśmy, to wynik powinien być inny. Ale jestem zadowoleni ze stylu gry mojego zespołu, bo był na najwyższym poziomie. Ten zespół nigdy się nie poddaje i zapewniam, że w rewanżu zrobimy wszystko, żeby wywalczyć awans do półfinału” – zapewnił szkoleniowiec monachijczyków.
Manchester City zatrzymał Haalanda
W tym sezonie prowadzony przez trenera Pepa Guardiolę zespół Manchesteru City znów jest na fali wznoszacej. „The Citizens” mają już mistrzostwo Anglii praktycznie w kieszeni, awansowali też do finału Pucharu Ligi oraz półfinału Pucharu Anglii, zaś w Lidze Mistrzów nie zaznali jeszcze goryczy porażki – z ośmiu rozegranych meczów wygrali siedem tracąc w nich zaledwie jednego gola. W ćwierćfinałowej rywalizacji z Borussią Dortmund angielski zespół uważany jest więc za murowanego faworyta, zwłaszcza że ekipa z Dortmundu nie imponuje w tym roku formą – w Bundeslidze zajmuje dopiero piątą lokatę. Ale Borussia ma w swoim składzie lidera klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów Erlinga Haalanda. 20-letni norweski napastnik ma na koncie 10 goli, lecz na stadionie Manchesteru City tego dorobku nie powiększył. Norwega wyręczył Marco Reus, który w 84. minucie doprowadził do wyrównania. Dzięki temu trafieniu reprezentant Niemiec wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców wszech czasów Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów, spychając na drugą pozycję… Lewandowskiego.
To nie był jednak koniec emocji na Etihad Stadium, bo Manchester City ruszył do ataku i w 90. minucie Phil Foden, jeden z najlepszych graczy w tym spotkaniu, płaskim strzałem ustalił wynik spotkania na 2:1. Rewanż w Dortmundzie zapowiada się ciekawie i w tej chwili trudno przewidzieć który z tych zespołów wywalczy awans do półfinału. Dla przypomnienia: zwycięzca dwumeczu Manchester City – Borussia Dortmund z 1/2 finału zmierzy się z lepszym z pary PSG – Bayern. A tak na marginesie, nawiązując jeszcze do plebiscytu „Złotej Piłki”, to dla redakcji „France Football” najlepszą opcją byłby awans do półfinału zespołów Paris Saint-Germain i Borussii Dortmund, bo w bezpośrednim starciu tych ekip może by wykreował się im laureat nagrody – a już przecież ogłosili, że Kylian Mbappe i Erling Haaland są lepsi od starych mistrzów, Leo Messiego, Cristiano Ronaldo i Lewandowskiego.
Real bije Liverpool, a Chelsea Porto
Real Madryt bezlitośnie wykorzystał błędy obrony Liverpoolu i wygrywając u siebie 3:1 wykonał olbrzymi krok w kierunku awansu do półfinału Ligi Mistrzów. To miał być wielki rewanż Liverpoolu za porażkę w finale Ligi Mistrzów w 2018 roku. Wówczas prowadzeni przez Juergena Kloppa „The Reds” przegrali z Realem Madryt Zinedine’a Zidane’a 1:3. Ale na stadionie Santiago Bernabeu „Królewscy” zwarli szyki i przypomnieli światu, że nie można ich przekreślać nawet jeśli znajdują się w kryzysie. Zidane nie mógł wystawić do gry kontuzjowanych Edena Hazarda, Sergio Ramosa, Daniela Carvajala oraz zakażonego koronawirusem Raphaela Varane’a. FC Liverpool też boryka się z kadrowymi problemami i dlatego w Premier League jest poza czołówką, a Klopp wszystkie siły rzucił na Ligę Mistrzów. Na Real okazały się jednak niewystarczające. Bohaterem w ekipie „Królewskich” był 20-letni Brazylijczyk Vinicius Junior, strzelec dwóch goli, pierwszy piłkarz urodzonym w XXI wieku, który zapisał się na liście strzelców w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
W czwartym spotkaniu 1/4 finału Chelsea Londyn pokonała na wyjeździe FC Porto 2:0 i w rewanżu raczej nie roztrwoni tej przewagi. Londyński zespół już więc może szykować się mentalnie na półfinałową potyczkę z Realem Madryt lub Liverpoolem.

CR7 chce do Realu

Hiszpańskie media donoszą, że Cristiano Ronaldo jest skłonny odejść z Juventusu, ale tylko do Realu Madryt. Portugalski piłkarz wg. dziennika „Marca” uważa, że nadal mógłby wiele wnieść do gry „Królewskich”.

Hiszpańska gazeta przekonuje, że słynny CR7, który już stał się legendą madryckiego klubu, jest gotowy do powrotu na Santiago Bernabeu. „Cristiano Ronaldo zrozumiał, że jego przygoda we Włoszech dobiegła końca” – pisze „Marca”. Władze Juventusu nie są wobec niego konsekwentne, bo dają sygnały, że są gotowe go oddać za 29 mln euro już po tym sezonie, ale w oficjalnych wypowiedziach zapewniają, że nadal chcą mieć portugalskiego gwiazdora w swoim zespole. Problemem jest jednak jego wysoka gaża – Cristiano Ronaldo zarabia rocznie 31 mln euro i jest pod tym względem absolutnym rekordzistą w Serie A.
Dziennik „Marca” przekonuje, że szefowie „Starej Damy”, którzy po tym sezonie planują wielką przebudowę zespołu, nie będą stawiać przeszkód, jeśli Portugalczyk zechce odejść już tego lata. Oczekują za transfer 36-letniego gwiazdora tylko niespełna 30 mln euro, chociaż sami zapłacili za niego trzy lata temu 105 mln euro.

Agent Erlinga Haalanda chce go latem sprzedać do Realu

Real Madryt wyciąga ręce po dwóch graczy młodego pokolenia. Francuski trener „Królewskich” Zinedine Zidane chciałby swojego rodaka Kyliana Mbappe z Paris Saint-Germain, ale działaczom madryckiego klubu zdecydowanie łatwiej oraz dużo taniej będzie przeprowadzić transfer Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund.

Katarscy właściciele Paris Saint-Germain bardzo by chcieli zatrzymać Kyliana Mbappe, ale może się okazać, że nawet ich nie będzie stać na przedłużenie umowy z 22-letnim francuskim napastnikiem. Dlatego już teraz kolportują wieść, że jeśli Mbappe postanowi odejść tego lata, jego nowy pracodawca będzie musiał zapłacić za jego transfer paryskiemu klubowi 200 milionów euro. Do tego dojdą jeszcze sute prowizje dla agentów i innych pośredników kręcących się przy takich rekordowych transakcjach, co powiększy koszt pozyskania tego piłkarza o kolejne 30-35 mln euro. To dużo nawet dla Realu i dlatego szefowie madryckiego klubu rozważają też alternatywne rozwiązania.
Drugi gracz na ich liście, Norweg Erling Haaland, byłby wedle spekulacji hiszpańskich mediów tańszy od Francuza od około 80 mln euro. Agent utalentowanego 20-letniego norweskiego piłkarza, Mino Raiola, zaliczany do największych rekinów tej zbójeckiej profesji, podał ponoć działaczom „Królewskich” pełny kosztorys ewentualnego transferu, który wyliczył na kwotę 150 mln euro. Do tego dochodzi oczywiście jeszcze indywidualny kontrakt dla piłkarza, wcale nie niższy od żądanego przez Mbappe (ponoć Haaland życzy sobie rocznie 20 mln euro i co najmniej czteroletni kontakt, co oznacza, że wraz z bonusami i premiami trzeba będzie na niego wydać grubo ponad 100 mln euro).
Natomiast podanej kwoty transferowej, oszacowanej przez Raiolę na 150 mln euro, Borussia Dortmund życzy dla siebie 110 mln euro. Zważywszy na fakt, że klub ten wykupił rok temu Haalanda z Red Bull Salzburg za 20 mln euro, przebicie jest więcej niż pięciokrotne. Bardziej bulwersuje jednak 30 milionów euro prowizji dla samego Mino Raioli, a także kolejne 10 milionów euro dla pomniejszych pośredników, wśród których jest też ojciec piłkarza. Haaland obecnie jest najdroższym graczem w piłkarskiej stajni tego holenderskiego agenta z włoskimi korzeniami.
A ma on pod swoją kuratelą wielu graczy o głośnych nazwiskach, m.in. Holendra Matthijsa de Ligta (Juventus, wartość transferowa 75 mln euro), Francuza Paula Pogbę (Manchester United, 65 mln euro) czy Włocha Marco Verrattiego (Paris Saint-Germain, 60 mln euro). Raiola jest zdecydowany na doprowadzenie do transferu Haalanda już tego lata. Może mu sie to udać, bo Haaland jest ponoć chętny do dołączenie do madryckiej ekipy, a prezydent Realu Florentino Pereza ma dobre relacje z dyrektorem generalnym Borussii Dortmund z Hansem-
Joachimem Watzke.

Filomena paraliżuje Primera Division

Niż Filomena spowodował w Hiszpanii nienotowane od półwiecza opady śniegu. Biały puch skomplikował też życie piłkarzom hiszpańskich klubów. Niektóre mecze trzeba było przekładać na inny termin, bo był problem z dotarciem na stadiony.

Biały puch skomplikował życie piłkarzom hiszpańskich klubów, i tak już trudne przez pandemię. Niektóre mecze trzeba było przekładać na inny termin, bo zespoły przyjezdne miały problemy z dotarciem na czas. Ekipa Realu Madryt utknęła z tego powodu w na kilka dni w Pampelunie. Piłkarze Getafe mieli pierwotnie zagrać wyjazdowy mecz 18. kolejki Primera Division z Elche w niedzielę, lecz przez śnieg nie mogli się dostać nawet na lotnisko. Władze hiszpańskiej ekstraklasy przesunęły więc termin spotkania o dobę, a w niedzielę wieczorem zorganizowały ekipie z przedmieść Madrytu transport do hotelu w pobliżu lotniska Barajas. Nie była to prosta operacja, o czym świadczyły zamieszczane przez graczy Getafe w mediach społecznościowych nagrania, jak pchają auta przez zwały śniegu. Ostatecznie wszyscy jednak dotarli do celu, a następnego dnia rano polecieć samolotem do Elche i wieczorem rozegrali mecz, który drużyna Getafe wygrała 3:1.
Atak zimy uwięził natomiast w Pampelunie zespół Realu Madryt, który po rozegranym w minioną sobotę ligowym spotkaniu z Osasuną (0:0) nie mógł wrócić do Madrytu. W końcu trener Zinedine Zidane po konsultacji władzami klubu oraz zawodnikami podjął decyzję, że ekipa zostanie w Pampelunie do środy i tu będzie trenować oraz stąd poleci tego dnia do Malagi, gdzie następnego dnia rozegra wyznaczony na 14 stycznia w tym mieście mecz o Superpuchar Hiszpanii z Athletic Bilbao. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, „Królewscy” do Madrytu wrócą więc dopiero w piątek, co oznacza, że w sumie spędzą z dala od swoich domów i rodzin ponad tydzień.
Z powodu obfitych opadów śniegu w Madrycie nie mógł wylądować na lotnisku Barajas nie tylko samolot z ekipą Realu. Taki sam kłopot miała też drużyna Athletic Bilbao, która w sobotę miała rozegrać w ramach 18. kolejki mecz z Atletico. Z powodu burzy śnieżnej jej samolot został jednak zawrócony, a spotkanie na stadionie Wanda Metropolitano przełożono na inny termin.
Madryt od kilku dni jest pokryty grubą warstwą śniegu. Meteorolodzy uważają, że opady przyciągnięte przez niż polarny Filomena są jednymi z największych, jakie odnotowano w tym regionie kraju od początku XXI wieku. W środę na stacji narciarskiej położonej w centralnych Pirenejach termometr wskazał – 34,1 st. C. Władze poinformowały o czterech ofiarach śmiertelnych nagłego ataku zimy. Warunki na kilkuset drogach w kraju praktycznie uniemożliwiają korzystanie z nich. Mimo tych problemów Primera Division na razie nie rozważa zawieszenia rozgrywek
Liderem po 18. kolejce jest Atletico, które w 15 rozegranych dotąd spotkaniach zgromadziło 38 punktów. Dwie kolejne lokaty zajmują z kompletem 18 spotkań zajmują Real Madryt (37 pkt) i FC Barcelona (34 pkt). Na czwartym miejscu jest Villarreal (32 pkt).

Wyniki fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA

  1. kolejka
    Bayern Monachium – Atletico Madryt 4:0
    RB Salzburg – Lokomotiw Moskwa 2:2
  2. kolejka (27 października)
    Lokomotiw Moskwa – Bayern Monachium 1:2
    Altetico Madryt – RB Salzburg 3:2
  3. kolejka (3 listopada)
    Lokomotiw Moskwa – Atletico Madryt 1:1
    RB Salzburg – Bayern Monachium 2:6
  4. kolejka (25 listopada)
    Bayern Monachium – RB Salzburg 3:1
    Atletico Madryt – Lokomotiw Moskwa 0:0
  5. kolejka (1 grudnia)
    Atletico Madryt – Bayern Monachium 1:1
    Lokomotiw Moskwa – RB Salzburg 1:3
  6. kolejka (9 grudnia)
    Bayern Monachium – Lokomotiw Moskwa 2:0
    RB Salzburg – Atletico Madryt 0:2

1 Bayern Monachium 6 16 18:5
2 Atletico Madryt 6 9 7:8
3 RB Salzburg 6 4 10:17
4 Lokomotiw Moskwa 6 3 5:10

GRUPA B

  1. kolejka
    Real Madryt – Szachtar Donieck 2:3
    Inter Mediolan – Borussia M. 2:2
  2. kolejka (27 października)
    Szachtar Donieck – Inter Mediolan 0:0
    Borussia Moenchengladbach – Real Madryt 2:2
  3. kolejka (3 listopada)
    Szachtar Donieck – Borussia M’gladbach 0:6
    Real Madryt – Inter Mediolan 3:2
  4. kolejka (25 listopada)
    Borussia M. – Szachtar Donieck 4:0
    Inter Mediolan – Real Madryt 0:2
  5. kolejka (1 grudnia)
    Borussia M. – Inter Mediolan 2:3
    Szachtar Donieck – Real Madryt 2:0
  6. kolejka (9 grudnia)
    Real Madryt – Borussia M’gladbach 2:0
    Inter Mediolan – Szachtar Donieck 0:0
  1. Real Madryt 6 10 11:9
  2. Borussia M’gladbach 6 8 16:9
  3. Szachtar Donieck 6 8 5:12
  4. Inter Mediolan 6 6 7:9

GRUPA C

  1. kolejka
    Manchester City – FC Porto 3:1
    Olympiakos Pireus – Olympique Marsylia 1:0
  2. kolejka (27 października)
    FC Porto – Olympiakos Pireus 2:0
    Olympique Marsylia – Manchester City 0:3
  3. kolejka (3 listopada)
    FC Porto – Olympique Marsylia 3:0
    Manchester City – Olympiakos Pireus 3:0
  4. kolejka (25 listopada)
    Olympique Marsylia – FC Porto 0:2
    Olympiakos Pireus – Manchester City 0:1
  5. kolejka (1 grudnia)
    Olympique Marsylia – Olympiakos Pireus 2:1
    FC Porto – Manchester City 0:0
  6. kolejka (9 grudnia)
    Manchester City – Olympique Marsylia 3:0
    Olympiakos Pireus – FC Porto 0:2
  1. Manchester City 6 16 13:1
  2. FC Porto 6 13 10:3
  3. Olympiakos Pireus 6 3 2:10
  4. Olympique Marsylia 6 3 2:13

GRUPA D

  1. kolejka
    Ajax Amsterdam – FC Liverpool 0:1
    FC Midtjylland – Atalanta Bergamo 0:4
  2. kolejka (27 października)
    Atalanta Bergamo – Ajax Amsterdam 2:2
    FC Liverpool – FC Midtjylland 2:0
  3. kolejka (3 listopada)
    Atalanta Bergamo – FC Liverpool 0:5
    FC Midtjylland – Ajax Amsterdam 1:2
  4. kolejka (25 listopada)
    FC Liverpool – Atalanta Bergamo 0:2
    Ajax Amsterdam – FC Midtjylland 3:1
  5. kolejka (1 grudnia)
    FC Liverpool – Ajax Amsterdam 1:0
    Atalanta Bergamo – FC Midtjylland 1:1
  6. kolejka (9 grudnia)
    Ajax Amsterdam – Atalanta Bergamo 0:1
    FC Midtjylland – FC Liverpool 1:1
  1. FC Liverpool 6 13 10:3
  2. Atalanta Bergamo 6 11 10:8
  3. Ajax Amsterdam 6 7 7:7
  4. FC Midtjylland 6 2 4:13

GRUPA E

  1. kolejka
    Chelsea Londyn – FC Sevilla 0:0
    Stade Rennes – FK Krasnodar 1:1
  2. kolejka (28 października)
    FC Sevilla – Stade Rennes 1:0
    FK Krasnodar – Chelsea Londyn 0:4
  3. kolejka (4 listopada)
    FC Sevilla – FK Krasnodar 3:2
    Chelsea Londyn – Stade Rennes 3:0
  4. kolejka (24 listopada)
    FK Krasnodar – FC Sevilla 1:2
    Stade Rennes – Chelsea Londyn 1:2
  5. kolejka (2 grudnia)
    FK Krasnodar – Stade Rennes 1:0
    FC Sevilla – Chelsea Londyn 0:4
  6. kolejka (8 grudnia)
    Chelsea Londyn – FK Krasnodar 1:1
    Stade Rennes – FC Sevilla 1:3

1 Chelsea Londyn 6 14 14:2
2 FC Sevilla 6 13 9:8
3 FK Krasnodar 6 5 6:11
4 Stede Rennes 6 1 3:11

GRUPA F

  1. kolejka
    Zenit Petersburg – Club Brugge 1:2
    Lazio Rzym – Borussia Dortmund 3:1
  2. kolejka (28 października)
    Borussia Dortmund – Zenit Petersburg 2:0
    Club Brugge – Lazio Rzym 1:1
  3. kolejka (4 listopada)
    Club Brugge – Borussia Dortmund 0:3
    Zenit Petersburg – Lazio Rzym 1:1
  4. kolejka (24 listopada)
    Borussia Dortmund – Club Brugge 3:0
    Lazio Rzym – Zenit Petersburg 3:1
  5. kolejka (2 grudnia)
    Borussia Dortmund – Lazio Rzym 1:1
    Club Brugge – Zenit Petersburg 3:0
  6. kolejka (8 grudnia)
    Zenit Petersburg – Borussia Dortmund 1:2
    Lazio Rzym – Club Brugge 2:2
  1. Borussia Dortmund 6 13 12:5
  2. Lazio Rzym 6 10 11:7
  3. Club Brugge 6 8 8:10
  4. Zenit Petersburg 6 1 4:13

GRUPA G

  1. kolejka
    FC Barcelona – Ferencvaros Budapeszt 5:1
    Dynamo Kijów – Juventus Turyn 0:2
  2. kolejka (28 października)
    Juventus Turyn – FC Barcelona 0:2
    Ferencvaros Budapeszt – Dynamo Kijów 2:2
  3. kolejka (4 listopada)
    Ferencvaros Budapeszt – Juventus Turyn 1:4
    FC Barcelona – Dynamo Kijów 2:1
  4. kolejka (24 listopada)
    Juventus Turyn – Ferencvaros Budapeszt 1:2
    Dynamo Kijów – FC Barcelona 0:4
  5. kolejka (2 grudnia)
    Juventus Turyn – Dynamo Kijów 3:0
    Ferencvaros Budapeszt – FC Barcelona 0:3
  6. kolejka (8 grudnia)
    FC Barcelona – Juventus Turyn 0:3
    Dynamo Kijów – Ferencvaros Budapeszt 1:0
  1. Juventus Turyn 6 15 14:4
  2. FC Barcelona 6 15 16:5
  3. Dynamo Kijów 6 4 4:13
  4. Ferencvaros 6 1 5:17

GRUPA H

  1. kolejka
    Paris Saint-Germain – Manchester United 1:2
    RB Lipsk – Istanbul Basaksehir 2:0
  2. kolejka (28 października)
    Istanbul Basaksehir – Paris Saint-Germain 0:2
    Manchester United – RB Lipsk 5:0
  3. kolejka (4 listopada)
    RB Lipsk – Paris Saint-Germain 2:1
    Istanbul Basaksehir – Manchester United 2:1
  4. kolejka (24 listopada)
    Paris Saint-Germain – RB Lipsk 1:0
    Manchester United – Istanbul Basaksehir 4:1
  5. kolejka (2 grudnia)
    Manchester United – Paris Saint-Germain 1:3
    Istanbul Basaksehir – RB Lipsk 3:4
  6. kolejka (8 grudnia)
    Paris Saint-Germain – Istanbul Basaksehir 5:1
    RB Lipsk – Manchester United 3:2
  1. Paris Saint-Germain 6 12 13:6
  2. RB Lipsk 6 12 11:12
  3. Manchester United 6 9 15:10
  4. Istanbul Basaksehir 6 3 7:18

Real na skraju przepaści

Real Madryt znalazł się od krok od katastrofy. Przegrywając w 5. kolejce Ligi Mistrzów z Szachtarem Donieck (0:2) „Królewscy”, najbardziej utytułowany z europejskich klubów zajmuje w dopiero trzecie miejsce w grupie i po raz pierwszy w historii może nie zakwalifikować się do fazy pucharowej tych elitarnych rozgrywek.

Sytuacja w grupie B po pięciu kolejkach jest niebywała, bo liderem jest nie najmocniejszy przecież z niemieckich klubów, Borussia Moenchengladbach, a drugą premiowaną awansem lokatę zajmuje Szachtar Donieck, a dwa ostatnie miejsca okupują typowane przed rozpoczęciem rozgrywek na faworytów w tym towarzystwie Real i Inter Mediolan. W ostatniej kolejce spotkań „Królewscy” zmierzą się jednak u siebie z Borussią, a Inter podejmie Szachtar, więc jeśli wygrają swoje spotkania, ostatecznie wywalczą awans do 1/8 finału. Ale już sam fakt, że muszą o to drżeć, dla takich gigantów jak Real i Inter jest wielkim upokorzeniem.
Nic dziwnego, że w hiszpańskich mediach huczy o plotek o rychłej dymisji trenera „Królewskich” Zinedine’a Zidane’a, chociaż władze klubu oficjalnie ogłosiły, że francuski szkoleniowiec, który zdobył z Realem już 11 trofeów, w tym trzy razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, może być spokojny o swoja posadę. Słynny „Zizou” ma na Santiago Bernabeu status nietykalnej ikony, lecz nawet on może nie utrzymać posady jeśli nie awansuje do fazy pucharowej Champions League. Ewentualna przeprowadzka do Ligi Europy dla fanów „Królewskich” byłaby zapewne nawet bardziej upokarzającą klęską, niż zajęcie przez ich drużynę ostatniego miejsca w grupie. Dlatego mimo deklaracji szefów klubu, że nie rozważają zwolnienia Zidane’a, karuzela z nazwiskami jego potencjalnych następców kręci się w najlepsze. Madrycki dziennik „Marca”, zawsze przychylny Realowi i zwykle dobrze poinformowany, podał, iż w tej chwili najwyżej stoją akcje Mauricio Pochettino, który po dymisji z Tottenhamu od roku pozostaje bezrobotny, a zaraz po nim prowadzącego aktualnie zespół rezerw Realu Raula Gonzaleza. Zidane jednak po kompromitującej porażce w Kijowie zapowiedział, że nie zamierza podawać się do dymisji, bo ma pomysł jak wydobyć zespół z kryzysu. Jeśli jednak w najbliższą środę nie wygra z Borussią Moenchengladbach, decyzja w tej sprawie nie będzie już zależeć od niego.
Tym bardziej, że w Primera Division „Królewskim” też idzie jak po grudzie. W tabeli są na czwartym miejscu z siedmioma punktami straty do prowadzącego nieoczekiwanie Realu Sociedad i sześcioma do zajmującego drugą lokatę Atletico Madryt, ale lokalny rywal ma jeden mecz mniej. W Lidze Mistrzów Atletico też jednak jest w tarapatach po remisie u siebie z grającym w rezerwowym składzie Bayernem i teraz aby awansować do 1/8 finału, musi w ostatniej kolejce zdobyć co najmniej jeden punkt w Salzburgu. Kłopoty obu madryckich zespołów, które jeszcze do niedawna rozdawały przecież karty w Champions League, są zastanawiające, zwłaszcza że znajdujące się także w kryzysie dwa inne hiszpańskie kluby uczestniczące w tych rozgrywkach, FC Barcelona i FC Sevilla, bez większego trudu zapewniły sobie awans do fazy pucharowej. „Duma Katalonii” wygrała wszystkie pięć spotkań, a w minioną środę nawet bez Leo Messiego w składzie gładko ograła na wyjeździe Ferencvaros Budapeszt 3:0.
Z polskich piłkarzy w tej kolejce zagrało tylko czterech. W meczu Juventusu Turyn z Dynamem Kijów (3:0) zobaczyliśmy błyskotliwe parady Wojciecha Szczęsnego (zaliczył 21. występ w Lidze Mistrzów bez straconego gola i wyrównał należący do Jerzego Dudka rekord wśród polskich bramkarzy) oraz Tomasza Kędziorę na prawej obronie ukraińskiej drużyny, w spotkaniu Borussii Dortmund z Lazio Rzym (1:1) po dłużej przerwie w podstawowym składzie niemieckiego zespołu znów pojawił się Łukasz Piszczek, natomiast w dwójki naszych reprezentantów grających na co dzień w Lokomotiwie Moskwa, Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa, w przegranym 1:3 u spotkaniu z RB Salzburg wystąpił tylko ten drugi, bo Krychowiak zakaził się koronawirusem.
Robert Lewandowski w tej kolejce dostał od trenera Bayernu wolne, ale pewnie w ostatnim meczu grupowym, z Lokomotiwem na Allianz Arenie, już zagra i może nawet podreperuje swój skromny jak na razie dorobek bramkowy. W obecnej edycji napastnik Bayernu, król strzelców poprzedniego sezonu, ma na razie tylko trzy trafienia, ale do liderów klasyfikacji, Alvaro Moraty z Juventusu, Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund i Marcusa Rashforda z Manchesteru United, traci tylko trzy gole. Z tej trójki w ostatniej kolejce na pewno nie zagra Haaland, który nabawił sie kontuzji mięśnia i do końca tego roku już się na boisku nie pojawi. Dla naszego piłkarza to okazja nie tylko do odrobienia do niego dystansu w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów, lecz także odskoczenia Norwegowi w tabeli strzelców Bundesligi.