Lewandowski goni legendy

W pierwszej kolejce spotkań Ligi Mistrzów UEFA nie brakowało zaskakujących rezultatów. Z nielicznej grupki uczestniczących w obecnej edycji rozgrywek polskich piłkarzy na boisku zobaczyliśmy pięciu – Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium, Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa w Lokomotiwie Moskwa, Wojciecha Szczęsnego w Juventusie
Turyn i Piotra Zielińskiego w SSC Napoli.

Pozostali nasi piłkarze zgłoszeni do fazy grupowej – Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Jakub Piotrowski (KRC Genk) – z różnych powodów nie znaleźli się w kadrach meczowych. Z tych, którzy w pierwszej kolejce zagrali, smaku zwycięstwa nie zaznał tylko Szczęsny, bo Juventus, chociaż prowadził na Wanda Metropolitano w Madrycie, ostatecznie tylko zremisował 2:2 z Atletico Madryt. Wielki dzień w Leverkusen przeżyli natomiast Krychowiak i Rybus, którzy dołożyli swoje cegiełki do nieoczekiwanego zwycięstwa Lokomotiwu Moskwa nad Bayerem 2:1. Większą dorzucił bez wątpienia Krychowiak, który rozegrał znakomite zawody i na dodatek strzelił gola. Rosyjskie media znów wychwalają go pod niebiosa, ale też trzeba przyznać, że defensywny pomocnik reprezentacji Polski ten sezon zaczął naprawdę znakomicie – najpierw w rosyjskiej lidze, a teraz także w Lidze Mistrzów. Nas powinien jednak cieszyć także występ Rybusa, który ostatnio grzał ławę nie tylko w reprezentacji, ale też w moskiewskim zespole.

O ile gol Krychowiaka to wyjątek i wyczyn godny najwyższych pochwał, to trafienie Roberta Lewandowskiego dla Bayernu w spotkaniu z Crveną Zvezdą Belgrad już takim nadzwyczajnym wydarzeniem nie jest, bo gol strzelony przez „Lewego” to żadna sensacja. Większe emocje i komentarze nasz napastnik wzbudza raczej wtedy, gdy nie trafia. Ale o jego bramce strzelonej Crvenej Zveździe Belgrad mówiono sporo, bo był to jego dwusetny gol strzelony w barwach Bayernu. Przy okazji zauważono też, że było to zarazem 54. trafienie „Lewego” w Lidze Mistrzów w jego 81 występie w tych rozgrywkach. Do tego dorobku Polak dołożył ponadto 16 asyst. W klasyfikacji strzelców Champions League wszech czasów Lewandowski zajmuje szóste miejsce. W Top 10 tego zestawienia jest tylko czterech aktywnych piłkarzy, a właściwie to tylko trzech, bo Szwed Zlatan Ibrahimović kontynuuje karierę za oceanem, w amerykańskiej MLS. Na placu boju pozostają więc lider klasyfikacji wszech czasów Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) z oszałamiającym dorobkiem 126 goli, wicelider Argentyńczyk Lionel Messi (FC Barcelona) ze 112 trafieniami na koncie, czwarty na liście Francuz Karim Benzema (Real Madryt) z 60 bramkami, a dwa miejsca za nim Lewandowski, który w pierwszej kolejce jako jedyny z tego kwartetu zaliczył trafienie.

Bohaterem kolejki został jednak 19-letni Norweg Erling Braut Haland, który ustrzelił hat-tricka dla RB Salzburg w wygranym 6:2 meczu z KRC Genk. Ten młody piłkarz imponuje skutecznością, bo w ostatnich dziewięciu meczach strzelił aż 17 goli. Trzy gole strzelił też Chorwat Mislav Orsic dla Dinama Zagrzeb, a po dwie bramki zdobyli Argentyńczyk Angel Di Maria dla PSG i Niemiec Timo Wernen dla RB Lipsk.

 

Waśnie w ekipie Realu

Gareth Bale znów na czołówkach gazet. Walijski skrzydłowy ma pretensje do kolegów z Realu Madryt. Dał temu wyraz odmawiając wspólnego celebrowania strzelonego przez siebie gola.

Rozegrany w minioną niedzielę wyjazdowy mecz z Levante (2:1) Gareth Bale zaczął na ławce rezerwowych, podczas gdy w podstawowym składzie „Królewskich” na boisku znalazł się 18-letni Vinicius Junior, którego trener Santiago Solari ostatnio foruje kosztem wycenianego na ponad 100 mln euro Walijczyka. W 74. minucie przy wyniku 1:1 szkoleniowiec Realu Madryt dokonał zmiany, wpuszczając Bale’a na miejsce strzelca gola Karima Benzemy. Francuz zdobył bramkę z rzutu karnego, a los okazał się tak samo łaskawy dla jego zmiennika, bo cztery minuty po wejściu Walijczyka na plac gry sędzia podyktował drugą w tym meczu „jedenastkę” dla przyjezdnych. Skutecznie wyegzekwował ją właśnie Bale, ale gdy koledzy rzucili się do niego z gratulacjami, odepchnął ich ostentacyjnie i z ponurą miną pobiegł na środek boiska.

W hiszpańskich mediach pojawiły się sugestie, że nieładne zachowanie Bale’a to reakcja na publiczne wypowiedzi o nim kolegów z drużyny. Pierwszy dopiekł mu Thibaut Courtois. „On izoluje się od drużyny, co dla klubu stanowi olbrzymi problem. Kiedyś zorganizowaliśmy w Realu wspólną kolację w restauracji. Mieliśmy spotkać się o 21:45. Bale odmówił przyjścia tłumacząc, że chodzi spać o 23” – wyjawił belgijski bramkarz „Królewskich”. Po nim oliwy do ognia dolał jeszcze brazylijski obrońca Marcelo. „Porozumiewamy się z nim za pomocą gestów. Mówię do niego tylko hi, hello, good wine” – zakpił z Walijczyka Brazylijczyk, nawiązując do faktu, że przez sześć lat gry w Realu nie nauczył się hiszpańskiego.

 

Pustki na Santiago Bernabeu

Real Madryt w tym sezonie rozczarowuje. Słabe wyniki Królewskich mają wpływ na frekwencję podczas meczów na Santiago Bernabeu. Na stadionie pojawia się znacznie mniej kibiców niż w poprzednich latach.

 

Piłkarze Realu Madryt nie dają w tym sezonie kibicom wielu powodów do radości. W miniony weekend zespół prowadzony obecnie przez trenera Santiago Solariego, w kiepskim stylu pokonał u siebie Rayo Vallecano 1:0. Z trybun stadionu Santiago Bernabeu zwycięstwo „Królewskich” oglądało zaledwie 55 229 widzów. To trzeci z rzędu mecz Realu na swoim boisku z tak niską frekwencją. Mecz Pucharu Króla z Melillą obejrzało 55 243 osób, a spotkanie z CSKA Moskwa w Lidze Mistrzów tylko 51 636. Z dwunastu meczów, które w tym sezonie rozegrano na Santiago Bernabeu, tylko na siedmiu było ponad 60 tysięcy widzów. Jedynie w derbowym spotkaniu z Atletico trybuny zapełniły się w 97 procentach, gdy na potyczkę lokalnych rywali przybyło 78 642 kibiców.

W hiszpańskich mediach pojawia się sporo komentarzy, w których autorzy usiłują wyjaśnić przyczyny tej sytuacji. Według jednych głównym powodem drastycznego spadku frekwencji jest po prostu słaba gra drużyny, dla innych dość spora podwyżka cen karnetów. Ale są i tacy, którzy ten spadek zainteresowania fanów tłumaczą odejściem z zespołu Cristiano Ronaldo. Portugalski piłkarz przez blisko dziesięć sezonów dostarczał widzom piłkarskich emocji i prowadził zespół do sukcesów. Prezes Realu Florentino Perez nie zadbał o to, żeby na miejsce uwielbianego przez fanów CR7 sprowadzić piłkarza choćby tylko zbliżonej klasy. Walijczyk Gareth Bale i Francuz Karim Benzema nie potrafią utrzymać wysokiej formy przez dłuższy czas, a poza tym są już w klubie wiele lat i kibicom „Królewskich” ich gra już się najwyraźniej opatrzyła.

 

Lewy dogonił Messiego

Fot. Robert Lewandowski w Lidze Mistrzów pisze swoja własną legendę

 

 

Po 5. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów 12 zespołów ma już zapewniony awans do 1/8 finału. O pozostałe cztery miejsca rywalizacja będzie się toczyć w ostatniej serii spotkań, która odbędzie się w dniach 11 i 12 grudnia.

 

Wśród niepewny jeszcze awansu jest m.in. finalista poprzedniej edycji FC Liverpool. W grupie B o awans bić się będą do końca Tottenham i Inter Mediolan, zaś w grupie C cała czwórka zespołów wciąż ma jeszcze o co grać. Szanse na awans do 1/8 finału LM mają już co prawda tylko Paris Saint-Germain, SSC Napoli i FC Liverpool, ale Crvena Zvezda Belgrad walczy o prawo gry w Lidze Europy. Natomiast w grupie F biją się jeszcze o awans Olympique Lyon i Szachtar Donieck.

Piąta kolejka była udana dla polskich piłkarzy. Robert Lewandowski strzelił dwa gole w wygranym przez Bayern Monachium 5:1 meczu z Benficą Lizbona i poprawił swój dorobek w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów do 51 trafień, wyprzedzając kolejną futbolową legendę – Francuza Thierry’ego Henry. „Lewy” jest obecnie na szóstej pozycji w tym prestiżowym zestawieniu. Przed nim są tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo (121 goli), Argentyńczyk Leo Messi (106), Hiszpan Raul Gonzalez (71), Francuz Karim Benzema (59) i Holender Ruud van Nistelrooy. Kapitan reprezentacji Polski w obecnej edycji Ligi Mistrzów zdobył już sześć bramek i na spółkę z Leo Messim przewodzi w klasyfikacji strzelców. Za nimi z pięcioma trafieniami jest Bośniak Edin Dzeko z AS Roma, a w gronie graczy z czterema golami znajduj się m.in. Argentyńczyk Paulo Dybala z Juventusu, Brazylijczyk Neymar z Paris Saint-Germain, Francuz Antoine Griezmann z Atletico Madryt i Anglik Harry Kane z Tottenhamu. Wśród tych graczy należy upatrywać zwycięzcę wyścigu po koronę króla strzelców obecnej edycji tych rozgrywek.

Łukasz Piszczek po meczu z Club Brugge jest samodzielnym rekordzistą w Borussii Dortmund w liczbie występów w Lidze Mistrzów. Środowe starcie było jego 45. w tych najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w Europie. Wcześniej Piszczek pierwsze miejsce dzielił ze Stefanem Reuterem, który reprezentował barwy BVB w latach 1992-2004. Trzeci w zestawieniu jest Lars Ricken (43 występy), czwarty Marcel Schmelzer (41), a piąty Roman Weidenfeller (38) Piszczek zadebiutował w Lidze Mistrzów 13 września 2011 roku (Borussia zremisowała z Arsenalem 1:1). W dotychczasowych występach nie strzelił gola, ale zanotował sześć asyst. W tej edycji wszystkie spotkania rozpoczynał w wyjściowym składzie.

Z innych naszych graczy w Lidze Mistrzów znakomity występ w barwach Juventusu w wygranym 1:0 meczu z Valencia zaliczył Wojciech Szczęsny, natomiast w Lokomotiwie Moskwa duży udział w zwycięstwie nad Galatasaray (2:0) mieli Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. W Napoli po przerwie zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik grał do końca ławę. Kamil Glik w AS Monaco nie grał, bo leczy kontuzję.

 

 

Dla kogo Złota Piłka?

FIFA zdążyła już zamknąć 2018 rok wyróżniając Chorwata Lukę Modricia tytułem najlepszego piłkarza. Teraz swój czas ma redakcja tygodnika „France Football”, która przyznaje nagrodę „Złotej Piłki” dla piłkarza roku na świecie.

 

Redakcja tygodnika „France Football” ogłosiła właśnie nominacje 30 kandydatów do nagrody „Złotej Piłki”. Z tego grona elektorzy z całego świata wybiorą laureata, którego nazwisko poznamy 3 grudnia. Ta najbardziej prestiżowa nagroda indywidualna w futbolu jest przyznawana od 1956 roku. Otrzymuje ją ten zawodnik, który zbierze najwięcej punktów przyznawanych przez zaproszonych do głosowania przez „FF” dziennikarzy z całego świata. Elektorzy mają za zadania wskazać z 30 kandydatów pięciu ich zdaniem najlepszych. Za pierwsze miejsce przyznaje się 6 pkt, za drugie 4, za trzecie 3, za czwarte 2 i za piąte 1. Regulamin plebiscytu stanowi, że jurorzy mają w swoich wyborach kierować się trzema podstawowymi kryteriami: pierwsze uwzględnia osiągnięcia indywidualne i drużynowe, drugie klasę zawodnika i poszanowanie przez niego zasad fair-play, a trzecie przebieg kariery typowanego piłkarza.

Pomysłodawcą plebiscytu był szef „France Football” Gabriel Hanot, który w 1956 roku zorganizował głosowanie wśród dziennikarzy swojej redakcji. Pierwszym laureatem został Anglik Stanley Matthews występujący wówczas w barwach zespołu Blackpool. Aż do 1995 roku w plebiscycie głosowano wyłącznie na piłkarzy pochodzących z Europy, dlatego wśród zdobywców „Złotej Piłki” nie ma takich legendarnych graczy, jak Pele, Garrincha czy Diego Maradona. Ale w 1995 redakcja zmieniła regulamin i otworzyła plebiscyt także na zawodników urodzonych poza naszym kontynentem, ale występujących w europejskich klubach. I od razu „Złotą Piłkę” zdobył jeden z takich graczy, Liberyjczyk George Weah, wtedy występujący w barwach AC Milan.

W 2007 roku ponownie zmieniono reguły plebiscytu i dopuszczono do wyborów piłkarzy z wszystkich klubów na świecie. Zwiększono też liczbę elektorów, która jest płynna i co jakiś czas się zmienia. W 2010 roku doszło do połączenia plebiscytów „FF” i FIFA i 10 stycznia 2011 roku w Zurychu po raz pierwszy przyznano wspólne wyróżnienie pod nazwą „Złota Piłka FIFA”. Po sześciu latach FIFA poinformowała o powrocie do własnego plebiscytu, więc w tej sytuacji także „France Football” wrócił do poprzedniej formuły.

Tylko dwaj gracze, Argentyńczyk Lionel Messi i Portugalczyk Cristiano Ronaldo, zdobyli to trofeum pięciokrotnie. Messi jako jedyny piłkarz w historii zgarnął tę prestiżową nagrodę cztery razy z rzędu. Trzem piłkarzom udało się zdobyć trofeum trzykrotnie, byli to Holender Johan Cruyff, Francuz Michel Platini i Holender Marco van Basten.
W plebiscycie francuskiego tygodnika najczęściej zwyciężali piłkarze z Holandii i Niemiec, a najwięcej trofeów, aż jedenaście, zdobyli zawodnicy występujący w barwach FC Barcelona. W ubiegłym roku plebiscyt „France Football” wygrał Cristiano Ronaldo, który uzyskał aż 946 pkt, przed Leo Messim (670) i Neymarem (361). Jedynym Polakiem w gronie nominowanych był Robert Lewandowski, ale z 45. punktami zajął dopiero dziewiątą lokatę.

Przypomnijmy skład nominowana przed rokiem „30” graczy: Pierre-Emerick Aubameyang (Borussia Dortmund), Karim Benzema (Real Madryt), Leonardo Bonucci (AC Milan), Kevin De Bruyne (Manchester City), Gianluigi Buffon (Juventus Turyn), Edinson Cavani ( PSG), Philippe Coutinho (Liverpool), Cristiano Ronaldo (Real Madryt), Edin Dżeko (Roma), Paulo Dybala (Juventus Turyn), David De Gea (Manchester United), Radamel Falcao (Monaco), Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Eden Hazard (Chelsea), Matt Hummels (Bayern Monachium), Isco (Real Madryt), Harry Kane (Tottenham), N’Golo Kanté (Chelsea), Toni Kroos (Real Madryt), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Sadio Mané (Liverpool), Marcelo (Real Madryt), Kylian Mbappé (PSG), Dries Mertens (Napoli), Lionel Messi (Barcelona), Luka Modrić (Real Madryt), Neymar (PSG), Jan Oblak (Atletico Madryt), Sergio Ramos (Real Madryt), Luis Suarez (Barcelona).

W tegorocznych nominacjach z ubiegłorocznej listy wypadło 12 graczy. Wśród wykreślonych znalazł się m.in. Robert Lewandowski. U dziennikarzy „France Football” nasz najlepszy piłkarz nie cieszy się widać wielkim poważaniem, ale z drugiej strony wśród nominowanych nie znalazł się żaden inny gracz Bayernu.

 

Nominowani do „Złotej Piłki 2018”:

Sergio Aguero (Argentyna/Manchester City), Alisson (Brazylia/AS Roma/Liverpool), Gareth Bale (Walia/Real Madryt), Karim Benzema (Francja/Real Madryt), Edinson Cavani (Urugwaj/PSG), Thibaut Courtois (Belgia/Chelsea/Real Madryt), Cristiano Ronaldo (Portugalia/Real Madryt/Juventus Turyn), Kevin de Bruyne (Belgia/Manchester City), Roberto Firmino (Brazylia/Liverpool), Diego Godin (Urugwaj/Atletico Madryt), Antoine Griezmann (Francja/Atletico Madryt), Eden Hazard (Belgia/Chelsea), Isco (Hiszpania/Real Madryt), Harry Kane (Anglia/Tottenham), N’Golo Kante (Francja/Chelsea), Hugo Lloris (Francja, Tottenham), Kylian Mbappe (PSG), Mario Mandżukić (Chorwacja/Juventus Turyn), Sadio Mane (Senegal/Liverpool), Marcelo (Brazylia/Real Madryt), Lionel Messi (Argentyna/Barcelona), Luka Modrić (Chorwacja/Real Madryt), Neymar (Brazylia/PSG), Jan Oblak (Słowenia/ Atletico), Paul Pogba (Francja/Manchester United), Ivan Rakitić (Chorwacja/Barcelona), Mohamed Salah (Egipt/Liverpool), Sergio Ramos (Hiszpania/Real Madryt), Luis Suarez (Urugwaj/Barcelona), Raphael Varane (Francja/Real Madryt).

 

Dekada Lewandowskiego w kadrze Polski

W poniedziałek 10 września minęła dekada od debiutu Roberta Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Swój pierwszy występ w biało-czerwonych barwach zaliczył 10 września 2008 roku w spotkaniu z San Marino. W 59. minucie zmienił Marka Saganowskiego i 12 minut późnej strzelił gola.

 

Mecz z Włochami w Bolonii był 99. występem Lewandowskiego w narodowych barwach. Nietrudno policzyć, że przez dziesięć lat średnio w każdym roku zaliczał po dziesięć meczów i trudno znaleźć annałach polskiej reprezentacji piłkarza tak regularnie grającego przez tak długi okres czasu. „Lewego” nie imały się kontuzje i spadki formy, dlatego nie miał też kłopotów z akceptacją przez zmieniających się kilkakrotnie w tej dekadzie selekcjonerów. Na pozycji napastnika był pierwszym wyborem Franciszka Smudy, Waldemara Formalika i Adama Nawałki, a teraz jest także „jedynką” u Jerzego Brzęczka. Nic dziwnego, żaden trener nie rezygnuje bez wyraźnego powodu z jednego z najskuteczniejszych piłkarzy na świecie w ostatnich latach.

 

Jedyny Polak w elicie piłkarzy

Lewandowski zdobył w biało-czerwonych barwach 55 goli i jest zdecydowanym liderem na liście wszech czasów reprezentacji Polski. Drugi w zestawieniu Włodzimierz Lubański ma w dorobku 48 goli, trzeci Grzegorz Lato 45. Z aktualnych kadrowiczów najwięcej trafień, 20., ma na koncie Jakub Błaszczykowski, dalej z 12. bramkami są Kamil Grosicki i Arkadiusz Milik, a tak chwalony ostatnio Piotr Zieliński ma ich dopiero pięć. W najbliższych latach nikt zatem nie będzie w stanie odebrać „Lewemu” miana najskuteczniejszego snajpera reprezentacji Polski, zwłaszcza że napastnik Bayernu Monachium z występów w kadrze przecież póki co nie rezygnuje, więc na pewno swoje rekordowe osiągnięcia wyśrubuje.

Przed towarzyskim meczem z Irlandią Lewandowski miał dylemat, bo gdyby zagrał, zaliczyłby setny występ w narodowych barwach i dołączyłby do elitarnego „Klubu 100”, do którego należą jedynie Michał Żewłakow, Jakub Błaszczykowski i Grzegorz Lato. Ale osiągnięcie magicznej granicy stu występów w drużynie narodowej dla każdego piłkarza jest wielkim wydarzeniem, ale Lewandowski miał powody, żeby te swoje święto odłożyć w czasie. Irlandia to nie jest rywal z górnej półki, a ceny biletów były wyższe niż w Bolonii na mecz Ligi Narodów Włochy – Polska, a że kibice wciąż jeszcze nie wybaczyli naszej reprezentacji słabego występu w mistrzostwach świata, prognoza frekwencji na trybunach przed wtorkowym meczem nie była optymistyczna. Nie był to zatem najlepszy moment do świętowania. Za niespełna miesiąc biało-czerwoni w ramach rozgrywek w Lidze Narodów zagrają na Stadionie Śląskim z aktualnymi mistrzami Europy Portugalią i to będzie odpowiednia oprawa dla jubileuszowego setnego występu „Lewego” w reprezentacji Polski.

Mimo swoich nietuzinkowych dokonań w Bayernie Monachium i reprezentacji Polski, Lewandowski jak dotąd nie doczekał się jakiegoś prestiżowego wyróżnienia typu „Złota Piłka” czy „Piłkarz Roku”. W niedawno rozstrzygniętym plebiscycie UEFA na piłkarza sezonu 2017–2018 nie przebił się nawet do finałowej dziesiątki. Ale od lat tylko on z polskich piłkarzy jest regularnie umieszczany na listach nominowanych. Nie zabrakło go i w zabawie tego rodzaju organizowanej przez FIFPro, czyli światowy związek zawodowy piłkarzy oraz przez FIFA.

Plebiscyt nosi nazwę „World 11” i jest cyklicznie przeprowadzany od 2005 roku. W piłkarskim środowisku cieszy się dużą renomą, bowiem wyboru najlepszych dokonują w nim profesjonalni piłkarze zrzeszeni w FIFA. W najnowszej edycji wzięło udział 25 tysięcy zawodników z 65 krajów, w tym z Polski. Wybrali oni w sumie 55 gradczy, w tym pięciu bramkarzy, 20 obrońców, 15 pomocników i 15 napastników. FIFA podała w komunikacie, że oceniano piłkarzy za okres od 3 lipca 2017 roku do 15 lipca 2018 roku. Najwięcej zawodników wśród nominowanych do „11 sezonu” ma Real Madryt (11), zaś wśród krajów największą liczbę graczy ma Hiszpania (9). 71 procent nominowanych piłkarzy pochodzi z Europy. Wyniki plebiscytu zostaną ogłoszone podczas gali FIFA, która odbędzie się 24 września w Londynie.

Wśród 55 nominowanych na poszczególne pozycje zawodników, z Polaków znalazł się jedynie Lewandowski. Trafił rzecz jasna do kategorii „napastnicy”. Warto przytoczyć całą listę kandydatów, bo jest to rzetelnie zestawiona i znajdują się na niej rzeczywiście najlepsi obecnie gracze na świecie.

 

Lista nominowanych do World 11:

Bramkarze:
Gianluigi Buffon (Włochy), Juventus/Paris Saint-Germain; Thibaut Courtois (Belgia), Chelsea/Real Madryt, David De Gea (Hiszpania), Manchester United, Keylor Navas (Kostaryka), Real Madryt; Marc-Andre ter Stegen (Niemcy), FC Barcelona.

Obrońcy:
Jordi Alba (Hiszpania), FC Barcelona; Dani Alves (Brazylia), Paris Saint-Germain: Daniel Carvajal (Hiszpania), Real Madryt; Giorgio Chiellini (Włochy), Juventus Turyn; Virgil van Dijk (Holandia), Southampton/Liverpool; Diego Godin (Urugwaj), Atletico Madryt; Mats Hummels (Niemcy), Bayern Monachium; Joshua Kimmich (Niemcy), Bayern Monachium; Dejan Lovren (Chorwacja), FC Liverpool; Marcelo (Brazylia), Real Madryt; Yerry Mina (Kolumbia), FC Barcelona/Everton; Benjamin Pavard (Francja), VfB Stuttgart; Gerard Pique (Hiszpania), FC Barcelona; Sergio Ramos (Hiszpania), Real Madryt; Thiago Silva (Brazylia), Paris Saint-Germain; Kieran Trippier (Anglia), Tottenham; Samuel Umtiti (Francja), FC Barcelona; Raphael Varane (Francja), Real Madryt; Sime Vrsaljko (Chorwacja), Atletico Madryt/Inter Mediolan; Kyle Walker (Anglia), Manchester City.

Pomocnicy:
Sergio Busquets (Hiszpania), FC Barcelona; Casemiro (Brazylia), Real Madryt; Philippe Coutinho (Brazylia), FC Liverpool/FC Barcelona; Kevin De Bruyne (Belgia), Manchester City; Eden Hazard (Belgia), Chelsea LOndyn; Andres Iniesta (Hiszpania), FC Barcelona/Vissel Kobe; Isco (Hiszpania), Real Madryt; N’Golo Kante (Francja), Chelsea; Toni Kroos (Niemcy), Real Madryt Nemanja Matic (Serbia), Manchester United, Luka Modric (Chorwacja), Real Madryt; Paul Pogba (Francja), Manchester United; Ivan Rakitic (Chorwacja), FC Barcelona; David Silva (Hiszpania), Manchester City; Arturo Vidal (Chile), Bayern Monachium/FC Barcelona.

Napastnicy:
Karim Benzema (Francja), Real Madryt; Edinson Cavani (Urugwaj), Paris Saint-Germain;Paulo Dybala – Argentyna, Juventus FC, Antoine Griezmann (Francja), Atletico Madryt; Harry Kane (Anglia), Tottenham; Robert Lewandowski (Polska), Bayern Monachium; Romelu Lukaku (Belgia), Manchester United; Mario Mandzukic (Chorwacja), Juventus Turyn; Sadio Mane (Senegal), FC Liverpool; Kylian Mbappe (Francja), Paris Saint-Germain; Lionel Messi (Argentyna), FC Barcelona; Neymar (Brazylia), Paris Saint-Germain; Cristiano Ronaldo (Portugalia), Real Madryt/Juventus; Mohammed Salah (Egipt), FC Liverpool, Luis Suarez (Urugwaj), FC Barcelona.

 

Na Real nie ma mocnych

Real Madryt po raz trzeci z rzędu wygrał Ligę Mistrzów. W finałowej potyczce „Królewscy” pokonali FC Liverpool 3:1, ale w zwycięstwie wydatnie pomógł im niemiecki bramkarz angielskiej drużyny Loris Karius.

Trener Liverpoolu Juergen Klopp wystawił na mecz z Realem najmocniejszy skład, z ofensywnym trio Salah – Firmino – Mane w linii ataku. Zmotywowani gracze angielskiej drużyny atakowali w kosmicznym tempie, które tak przytłoczyło „Królewskich”, że przez pierwszy kwadrans mieli problemy z wyjściem z własnej połowy. A nie jest to sytuacja dla Cristiano Ronaldo i spółki normalna. Portugalski gwiazdor snuł się w tym czasie po boisku niemal równie niemrawo jak w obu półfinałowych potyczkach z Bayernem Monachium. O swoim istnieniu przypomniał dopiero w okolicach 20 minuty spotkanie, kiedy to kropnął z ostrego kąta tuż nad poprzeczką.

Po pół godzinie gry swoje trzy grosze do wydarzeń na boisku wrzucił niezawodny boiskowy cwaniak Sergio Ramos, który zapożyczonym chyba z zapasów chwytem powalił na ziemię Mohameda Salaha. Egipcjanina z całej siły grzmotnął barkiem o murawę i dla niego był to koniec udziału w wielkim finale Ligi Mistrzów. Gwiazdor „The Reds” ze łzami w oczach zszedł z boiska, a wraz z nim płakali solidarnie fani Liverpoolu i reprezentacji Egiptu, bowiem uraz barku okazała się na tyle groźny, że pod znakiem zapytania stanął występ Salaha na mundialu w Rosji.

Strata najgroźniejszego strzelca w zespole wyraźnie zdezorganizowała szyki Liverpoolu i chociaż Real także został osłabiony po zejściu kontuzjowanego Daniego Carvajala, to jednak per saldo lepiej na tych niefortunnych przypadkach wyszła ekipa z Madrytu, która zaczęła uzyskiwać coraz większą przewagę. Do szokujących zdarzeń doszło jednak dopiero po przerwie, a ich negatywnym bohaterem okazał się niemiecki bramkarz FC Liverpool Loris Karius. Najpierw sprezentował „Królewskim” kuriozalnego gola, rzucając piłkę prosto na nogę Karima Benzemy, z czego Francuz skwapliwie skorzystał. Takie błędy kompromitują bramkarzy nawet podwórkowych drużyn, nic więc dziwnego, że po zaliczeniu takiej straszliwej „wtopy” niemiecki bramkarz zamienił się w roztrzęsionego i kompletnie zagubionego boiskowego „kelnera”. Jego kolejny błąd był tylko kwestią czasu.

Zespół „The Reds” za pierwszym razem nie dał się jeszcze złamać i po czterech minutach Senegalczyk Saido Mane pokonał Keylora Navasa i doprowadził do wyrównania. Ale Zidane miał w odwodzie Garetha Bale’a. Walijczyk wszedł na boisko w 60. minucie i na przywitanie strzelił gola przewrotką, a potem jeszcze dobił rywali kapitalnym strzałem z dystansu, po którym Karius zaliczył drugą wtopę tego wieczoru przepuszczając piłkę między rękami.
A niewidoczny na boisku Ronaldo po meczu zrobił show sugerując, że był to jego ostatni występ w barwach Realu. I tym teraz żyje cały piłkarski świat.