24 września 2022

loader

Remis w pierwszym starciu PGE Vive z Orlenem Wisłą

Meczom Orlenu Wisły z PGE Vive zawsze towarzyszą wielkie emocje

Kolejna święta wojna w polskim szczypiorniaku już się toczy. W minioną środę w Płocku w pierwszym finałowym starciu szczypiorniści Orlenu Wisły postawili się hegemonom Superligi i po twardym boju wyszarpali w Orlen Arenie remis w meczu z PGE Vive Kielce 26:26.

Wielki finał Superligi z udziałem zespołów z Kielc i Płock to już swego rodzaju tradycja, bo począwszy od sezonu 2010/2011 tylko PGE Vive i Orlen Wisła rok w rok grają o mistrzowski tytuł. Potyczki kielecko-płockie zaczęto nawet nazywać „świętą wojną”, chociaż od 2012 siedem razy z rzędu triumfowała ekipa PGE Vive. W tym sezonie kielczanie także są faworytami finałowego starcia z „Nafciarzami, choćby dlatego, że to już czwarta odsłona „świętej wojny”, a wszystkie poprzednie podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa wygrali. Płocczanie nie sprzedawali tanio skóry i za każdym razem byli bliżej wygranej, której po raz ostatni posmakowali w marcu 2016 roku.

Kielczanie wciąż są bezapelacyjnie najlepszą klubową drużyną w naszym kraju, regularnym gra w Lidze Mistrzów, jest triumfatorem tych elitarnych rozgrywek i tegorocznym uczestnikiem Final Four. Na krajowym podwórku dominacja PGE Vive została jednak zachwiana. Najpierw był remis i wygrana dopiero po rzutach karnych z „Nafciarzami” we własnej hali, później uratowane w ostatnich minutach zwycięstwo na nimi w Pucharze Polski, aż w końcu kielecki zespół doznał pierwszej od lat porażki, przegrywając w półfinale Superligi w Opolu z Gwardią. Był to koniec ich serii 103 wygranych ligowych meczów z rzędu.
Trener Orlenu Wisły Xavier Sabate stawia przede wszystkim na obronę. Formacja defensywna „Nafciarzy” jest dzisiaj w stanie stawić czoła formacji ofensywnej PGE Vive, a jest to formacja jednak z najlepszych w Europie. Luka Cindrić, Alex Dujshebaev, Władisław Kulesz czy rozgrywający znakomity sezon Artsiom Karalek – tych graczy kieleckiej ekipy z pewnością chciałby mieć u siebie każdy klub z Ligi Mistrzów.

Nic dziwnego, że środowy mecz w Orlen Arenie był taki zacięty i wyrównany. Broniący tytułu zespół PGE Vive po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie dopiero w 42. minucie. Pierwszą połowę ekipa Tałanta Dujszebajwewa przegrała 11:14, a po zmianie stron w 32. minucie przegrywali już nawet 11:15. Na więcej rywalom już jednak kielczanie nie pozwolili i zaczęli mozolnie odrabiać straty.

W 45. minucie po kontrze bramkę rzucił Mateusz Jachlewski i obrońcy tytułu wygrywali już 18:16. Ale płocczanie nie złożyli broni – w 51. minucie doprowadzili do remisu, a potem nie pozwolili rywalom na uzyskanie zbyt dużej przewagi. Zaciekłość przyniosła „Nafciarzom” tę korzyść, że przed ostatnia akcją meczu, gdy byli w posiadaniu piłki, przegrywali 25:26. Michał Daszek wytrzymał presję i pokonał bramkarza PGE Vive, a sędzia pięć sekund później odgwizdał koniec spotkania.
Remis 26:26 zapowiada nie mniejsze emocje także w rewanżu, który odbędzie się w sobotę 25 maja w kieleckiej Hali Legionów (początek godz. 18.00). Oba zespoły zagrają w osłabieniu, bo Władisław Kulesz z PGE Vive i Renato Sulić z Orlenu Wisły zostali zawieszeni na dwa mecze za brutalne faule popełnione w pierwszym spotkaniu. Wykluczenie Kulesza jest dużym problemem dla kieleckiej drużyny, bo wobec kontuzji Michała Jureckiego i Daniela Dujshebaeva będzie miała tylko jednego lewego rozgrywającego – Marko Mamicia. Natomiast trener „Nafciarzy” ma za Sulicia dwóch zmienników – Mateusza Piechowskiego i Igora Źabicia.

W pierwszym meczu o trzecie miejsce pokonany w półfinale przez Orlen Wisłę zespół MMTS Kwidzyn pokonał pokonana przez PGE Vive Gwardię Opole 26:25.

 

Jan T. Kowalski

Poprzedni

Williams nie odrodzi się w Monte Carlo

Następny

Stanął pomnik Feliksa Stamma

Zostaw komentarz