30 rocznica zburzenia muru berlińskiego (2)

Upadek Niemieckiej Republiki Demokratycznej widziany oczami polskiego dyplomaty.

Upadek muru berlińskiego 9.11.1989 r.

Po obchodach rocznicowych rozwój sytuacji wewnętrznej w NRD nabrał gwałtownego przyśpieszenia:
– 9 października na ulice Lipska wyszło ponad 70 tys. osób. Demonstracje zwane poniedziałkowymi (Montagsdemonstrationen) początek wywodziły od modlitw o pokój organizowanych w lipskim kościele św. Mikołaja (Nikolaikirche) organizowanych w poniedziałki o godz. 17.00;
– utrzymywały się demonstracje i protesty w Berlinie, które rozpoczęły się wcześniej, jeszcze przed obchodami rocznicowymi, podczas których milicja i Stasi brutalnie atakowały demonstrantów. Pretekstem do tych demonstracji było odrzucenie przez władze wniosku o rejestrację organizacji opozycyjnej „Nowe Forum”.
W związku z masowymi ucieczkami, zwłaszcza młodych obywateli NRD, przez Węgry oraz Ambasady RFN w Pradze i Warszawie jednym z haseł wnoszonych przez demonstrantów było „Zostajemy tutaj” („Wir bleiben hier”). Początkowo głównym postulatem powstających ugrupowań opozycyjnych była demokratyzacja we wszystkich sferach życia w NRD;
– miały miejsce zamieszki wokół dworca w Dreźnie;
– pomimo deklaracji i gróźb władz, że są gotowe i zdecydowane, aby ostatecznie zapobiec kolejnym akcjom kontrrewolucyjnym, sytuacja była już nie do zatrzymania, społeczeństwo NRD pokonało barierę strachu, który tworzył najbardziej represyjny system i upominało się o swoje prawa – na organizowanych nadal demonstracjach pojawiło się nowe hasło „To my jesteśmy narodem” („Wir sind das Volk”).

Wir sind das Volk”

Dynamika wydarzeń powodowała, że oprócz własnych analiz i ocen w ambasadzie ocenialiśmy rozwój sytuacji w NRD i jego możliwe konsekwencje także w korpusie dyplomatycznym. Po jednej z pierwszych demonstracji w Lipsku z hasłem „Wir sind das Volk” w październiku 1989 r. podczas spotkania w gronie dyplomatów radzieckich, czechosłowackich i węgierskich Kirył Toropow – I Sekretarz Ambasady ZSRR w Berlinie, jednocześnie jeden z najbardziej aktywnych i posiadających znakomite kontakty dyplomatów-zadał jako otwarte pytanie: „Ja chciałbym wiedzieć, co rzeczywiście myśli tłum ludzi biorących udział w demonstracji lipskiej odbywającej się pod hasłem „To my jesteśmy narodem”. To pytanie zawisło wówczas w powietrzu, pozostało bez odpowiedzi. Ale każdy z nas z pewnością po spotkaniu do niego wrócił;
– 18 października 1989 r. został zwolniony z funkcji przewodniczącego partii NSPJ Erich Honecker, a na jego miejsce wybrano znacznie młodszego Egona Krenza, ale ta zmiana nie uspokoiła nastrojów;
– w efekcie 8 listopada 1989 r. poddało się do dymisji całe Biuro Polityczne KC NSPJ;
– 9 listopada 1989 r. E. Krenz, który objął władzę w nadziei uspokojenia wzburzonych, ogłosił zniesienie wszelkich ograniczeń w ruchu osobowym oraz otwarcie granicy z RFN i Berlinem Zachodnim.

Coś, czego nie chciał powiedzieć

Tego samego dnia Guenter Schabowski – członek kierownictwa NSPJ – powiedział na konferencji prasowej coś, czego nie chciał powiedzieć, a poza tym jak się później okazało, nie był do niej należycie przygotowany, ponieważ nie uczestniczył tego dnia w posiedzeniu, na którym podjęto stosowne decyzje odnośnie wyjazdów do RFN i Berlina Zachodniego. Schabowski miał tylko poinformować, że władze NRD zgodziły się na to, aby odtąd każdy, kto chce wyemigrować do RFN, mógł to uczynić na wszystkich punktach granicznych pomiędzy NRD a RFN, jak również w Berlinie Zachodnim.
Oglądałem tę konferencję z zapartym tchem (w korpusie dyplomatycznym i w kontaktach z niemieckimi partnerami krążyła informacja, że lada moment należy się spodziewać istotnych zmian w kwestii wyjazdów obywateli NRD do RFN). Jak się okazało kluczowe dla decyzji, która w istocie spowodowała upadek Muru Berlińskiego, było pytanie dziennikarza do Schabowskiego: „Od kiedy zaczną obowiązywać te decyzje władz?”. I tu padła odpowiedź, która okazała się przełomem, historyczną: „Ab sofort” (Od zaraz).
Obywatele NRD zrozumieli to tak, że granica jest otwarta.

Festyn z młotkami

Tłum ludzi ruszył wieczorem tego dnia na przejścia graniczne do Berlina Zachodniego. Tysiące Niemców samochodami ( z użyciem klaksonów ), pieszo, z bagażami lub bez, spiesząc się, prześcigając, wymachując flagami, śmiejąc się i płacząc przechodziło obok spokojnych tym razem policjantów. Zszokowani początkowo taką sytuacją funkcjonariusze wojsk ochrony pogranicza podnieśli szlabany.
Na ulicach Berlina Zachodniego rozpoczęły się fantastyczny wieczór, noc, festiwal wolności – mieszkańcy tej części Berlina witali obywateli NRD, przyjaciół, kolegów, członków rodzin.
Mając cały czas włączony telewizor ze stacjami zachodnioniemieckimi oglądałem jeszcze raz powtarzane fragmenty konferencji prasowej Schabowskiego, gdy zadzwonił do mnie mój kolega Jerzy Wierzcholski – wówczas korespondent „Rzeczypospolitej”, a później Polskiego Radia z informacją „Adaś słyszałeś co się dzieje, tłum ludzi i samochodów z NRD znajduje się na przejściu Checkpoint Charlie, idę to zobaczyć”.
Ja także natychmiast tam się udałem, mieszkałem przy Franzoesischestrasse , stosunkowo niedaleko od tego przejścia. Po drodze zobaczyłem jeszcze mnóstwo ludzi i turystów przy Bramie Brandenburskiej i na murze zbudowanym w tym historycznym miejscu. Niemcy z obu państw jeszcze tej samej nocy przystąpili do burzenia znienawidzonego muru berlińskiego.
To, co zobaczyłem przy przejściu Checkpoint Charlie, było porażające, niesamowite, niezapomniane. Radość, entuzjazm, łzy radości, szczęścia. Wielu Niemców znalazło się po drugiej stronie muru po raz pierwszy, wielu spotkało i cieszyło się z członkami swoich rodzin, kolegami, znajomymi po latach niewidzenia. Radość z upadku muru i otwarcia granicy była widoczna na ulicach Berlina jeszcze przez kolejne dwa dni. Taki widok – eksplozję radości, szczęścia obywateli NRD widziałem w tym kraju po raz pierwszy. Ludzie chodzili po ulicach z butelkami szampana, skrzynkami piwa i częstowali tymi trunkami napotkanych przechodniów, chcąc się z nimi podzielić swoją radością i szczęściem.
Tę radość obserwowało się praktycznie codziennie, a w szczególności podczas kolejnych weekendów, kiedy obywatele NRD wyjeżdżali odwiedzić swoje rodziny w Berlinie Zachodnim i RFN.
U nas, polskich dyplomatów, ten widok wyjeżdżających na weekend obywateli NRD budził jeszcze inne skojarzenia. Pamiętaliśmy wcześniejsze krytyczne artykuły w prasie NRD-owskiej o Polakach czy „polskich spekulantach” wykupujących deficytowe towary w NRD lub pociągach z Polakami wyjeżdżającymi z torbami pełnymi zakupów z Berlina Zachodniego. Pamiętaliśmy także nagonki policji w Berlinie Zachodnim na tzw. Polnischer Markt, gdzie Polacy przywozili i sprzedawali chętnie kupowane przez Niemców artykuły spożywcze z Polski.

Weekend z bundesmarką

Otóż obywatele NRD wyjeżdżając na weekendy do Berlina Zachodniego czy RFN korzystali z obowiązującego przepisu – przywileju o tzw. „Begruessungsgeld” (pieniądzach na przywitanie) dla obywateli NRD odwiedzających RFN i Berlin Zachodni. Ponieważ od 9 listopada 1989 r. była to spora suma 100 marek zachodnioniemieckich na każdą osobę, w związku z tym wyjeżdżały całe rodziny, także z nowo narodzonymi dziećmi w wózkach, bo każde dziecko także otrzymywało 100 DM.
Na powracających z weekendu w niedzielę wieczorem do domów mieszkańców NRD patrzyliśmy z uśmiechem konstatując, że różni ludzie i narody mają podobne potrzeby i aspiracje. Mieszkańcy Wschodniego Berlina i Wschodnich Niemiec wracali z takiego weekendu z torbami zakupów poczynionymi za „Begruessungsgeld”, trzymając w jednej ręce banany, pomarańcze i inne owoce, w drugiej sprzęt elektroniczny. W istocie obraz ten niczym nie różnił się od krytykowanego wcześniej obrazu Polaków wracających z zakupów w NRD czy Berlinie Zachodnim.
Ogromne zadowolenie z upadku muru zademonstrowali Berlińczycy przy okazji imprezy sylwestrowej 1989/1990 witając Nowy Rok przy Bramie Brandenburskiej. Mieliśmy z żoną możliwość zobaczenia wiwatującego tłumu setek tysięcy ludzi, spędzając w pobliżu Sylwestra w Ambasadzie RP w Berlinie. W czasie tego świętowania uszkodzona została kwadryga na Bramie Brandenburskiej , która musiała być później zdjęta i oddana do naprawy. Ulica Unter den Linden przypominała następnego dnia dywan śmieciowy o miejscami kilkudziesięciocentymetrowej grubości po confetti, puszkach piwa i butelkach wina.
Niezapomnianym pozostanie dla mnie jeszcze, już po zburzeniu muru , ponowne wybudowanie nowego, tym razem białego ze styropianu na Placu Poczdamskim (Potsdamer Platz) w Berlinie i wystawienie w tej niesamowitej scenerii przez Rogera Watersa – basisty legendarnej grupy Pink Floyd z udziałem innych znakomitych artystów widowiska Live in Berlin opartego na muzyce z albumu Pink Floyd The Wall. Oglądałem je w telewizji i słyszałem jednocześnie w mieszkaniu. Na zakończenie mur został ponownie zburzony.

Mur w poprzek każdego

Pierwsze dni po upadku muru berlińskiego bardzo mocno uświadomiły mi, jak wielkim dramatem dla społeczeństw obu krajów, w tym zwłaszcza w NRD, było jego zbudowanie i istnienie. Rodziny po obu stronach granicy nie mogły się odwiedzać: syn nie mógł pojechać na pogrzeb matki, odwiedzić rodziców, rodzice nie mogli pojechać na wesele syna czy chrzciny jego dzieci. Funkcjonariusze partyjni czy państwowi w obawie przed utratą pracy nie mogli się przyznawać do rodziny żyjącej w Zachodnich Niemczech i spotykać się z nią. W Berlinie Wschodnim mieliśmy zaprzyjaźnioną rodzinę polsko-niemiecką, gdzie żona Polka mogła bez problemów spotykać się z siostrą męża mieszkającą w Berlinie Zachodnim, podczas gdy jej mąż – obywatel NRD – takiego prawa miał.
Mur berliński stał się przeszłością. Wraz z jego upadkiem pojawił się nowy kontekst polityczny, ważny dla Europy i świata, ale także bardzo istotny dla nas, dla Polski, dotyczący przyszłości Niemiec.
Choć wszystkie partie bloku demokratycznego oficjalnie opowiadały się za odnowionym systemem socjalistycznym w NRD, również formalnie w programach ugrupowań opozycyjnych, które doprowadziły do upadku muru, nie było haseł zjednoczeniowych, tylko żądania daleko idących zmian systemowych m.in. oparcia systemu sprawowania władzy na demokracji parlamentarnej, skreślenia z konstytucji zapisu o kierowniczej roli partii, wolnych i tajnych wyborów do Izby Ludowej, legalizacji ugrupowań opozycyjnych oraz reformy gospodarczej, w naszych dyskusjach i ocenach w Ambasadzie RP w Berlinie oraz w korpusie dyplomatycznym rosło przekonanie, że decyzja, która wywołała euforię w społeczeństwie niemieckim spowodowała przyspieszenie i nasilenie tendencji na rzecz zjednoczenia Niemiec.

Konsekwencja 4 czerwca

Upadek muru otwierał drogę do zjednoczenia Niemiec.
Nie ulega przy tym wątpliwości , że rozwój i zmiany w Niemczech – prowadzące do zburzenia muru berlińskiego i w konsekwencji do zjednoczenia Niemiec – stały się możliwe dzięki polskim przemianom, wydarzeniom 1980 r. i powstaniu „Solidarności”, obradom „okrągłego stołu” i wyborom 4 czerwca 1989 r. To bazując na polskim przykładzie, społeczeństwo NRD pokonało barierę strachu i upomniało się o swoje prawa.
Pracując dwukrotnie w Ambasadzie RP w Berlinie byłem świadkiem wielokrotnie wyrażanej przez niemieckich obywateli wdzięczności dla Polski i Polaków za odzyskaną wolność, zburzenie muru berlińskiego i zjednoczenie Niemiec. Zawsze na pierwszym miejscu była podkreślana rola „Solidarności” i związane z tą nazwą nazwisko Lecha Wałęsy. I nikt by nam tej oczywistej prawdy historycznej nie odebrał , co było decydujące dla przemian w Europie Środkowo – Wschodniej i na świecie: powstanie Solidarności, czy upadek muru , gdybyśmy sami jako Polska i Polacy potrafili ten ogromny dorobek i wkład do historii europejskiej i światowej należycie uszanować. Jeśli gdziekolwiek powstają odnośnie tego wątpliwości, czy zmieniana jest kolejność bądź rola, to głównie sami sobie jesteśmy tego winni.

dr Adam Zaborowski, I sekretarz Ambasady RP w Berlinie w latach 1988-1992, Radca Ambasady RP w Berlinie w latach 2005-2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *