Wyprowadzenie wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich

Wyprowadzenie wojsk radzieckich z Polski, zjednoczonych Niemiec i innych krajów byłego obozu socjalistycznego stanowiło jedną z podstawowych przesłanek odzyskania przez te kraje pełnej suwerenności. Proces ten przebiegał w różnym tempie i z różnymi problemami w poszczególnych krajach.

30 lat temu rozpoczęło się wyprowadzenie wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich. Na początku w polu zainteresowania Przedstawicielstwa Ambasady Polskiej w Berlinie (taki status otrzymała nasza placówka po zjednoczeniu Niemiec – Ambasada była w Kolonii) pozostawała kwestia wyprowadzenia wojsk radzieckich z terytorium byłego NRD. W miarę rozwoju tego procesu korzystaliśmy z doświadczeń niemieckich przy wyprowadzaniu wojsk radzieckich z Polski.
Sądzę, że kiedy kierownik Przedstawicielstwa Ambasador Wojciech Wieczorek poprosił mnie o zajmowanie się tym tematem, kierował się przy tym moimi dobrymi kontaktami zarówno z kształtującymi się kompetentnymi władzami niemieckimi, jak i w korpusie dyplomatycznym.
12 października 1990 r., tuż po zjednoczeniu Niemiec, podpisano w Bonn umowę pomiędzy ZSRR a RFN o warunkach czasowego pobytu i planowego wycofywania wojsk radzieckich z terytorium RFN. W chwili rozpoczęcia wycofywania w Zachodniej Grupie Wojsk znajdowało się: 337 800 żołnierzy, 208 400 pracowników cywilnych i ich rodzin oraz cały nagromadzony sprzęt bojowy. Na szefa Niemieckiej Grupy Kontaktowej ds. Radzieckich Sił Zbrojnych w Niemczech (praktycznie szefa Grupy Wycofywania) został wyznaczony gen. Mjr Hartmut Förtsch, z którym udało mi się nawiązać bezpośrednie kontakty, bardzo cenne i pomocne w zajmowaniu się przeze mnie tą problematyką.
Na przełomie lat 1990/1991 znacznie zaostrzyły się problemy związane ze stacjonowaniem wojsk radzieckich w Niemczech. Z jednej strony, w coraz większym stopniu było manifestowane niezadowolenie miejscowej ludności z powodu ich dalszego pobytu. Nasiliły się nastroje antyradzieckie. Z drugiej coraz gorsza sytuacja panowała w samej armii, upadało jej morale, mnożyły się przypadki łamania dyscypliny wojskowej, co wyrażało się m.in. w nasilającej się dezercji zarówno wśród żołnierzy jak i oficerów, sprzedaży radzieckiej broni i umundurowania, dużej liczbie przypadków śmiertelnych. Nastroje w armii pogarszała kryzysowa sytuacja w ZSRR, brak perspektyw i obawy o przyszłość powracających żołnierzy (ok. 60 proc. przebywających w RFN radzieckich oficerów i podchorążych nie posiadało w Związku Radzieckim własnych mieszkań). Na tym tle perspektywa powrotu wywoływała niezadowolenie w rodzinach wojskowych, zwłaszcza u kobiet przyzwyczajonych do innego poziomu życia. Zgodnie z zawartym układem wojska radzieckie miały zostać wyprowadzone z Niemiec do końca 1994 r. i rozmieszczone na terenie ZSRR (w pierwszych trzech latach po 30% stanu, w ostatnim roku 10 proc.). Jednakże w trakcie realizacji proces wycofywania okazał się znacznie bardziej skomplikowany niż pierwotnie zakładano. W naszych, czyli placówki w Berlinie, obserwacjach i ocenie tego procesu niezmiernie cenną okazała się informacja, jaką uzyskałem w końcu 1990 r. w rozmowie z dyplomatą z Przedstawicielstwa Ambasady ZSRR, dotyczącą tego, skąd wzięła się kwota 15 mld marek zachodnioniemieckich kosztów wycofywania Zachodniej Grupy Wojsk z Niemiec, mająca w konsekwencji istotny wpływ na przebieg tego procesu. Według radzieckiego dyplomaty stało się to w trakcie wizyty H. Kohla na Kaukazie w dniach 15–16 lipca 1990 r., podczas której władze ZSRR wyraziły zgodę na zjednoczenie Niemiec oraz obaj przywódcy H. Kohl i M. Gorbaczow dobili targu, gdzie Moskwa zgodziła się po wielu miesiącach protestów, aby zjednoczone Niemcy wstąpiły do NATO. Według mojego rozmówcy, po zakończeniu oficjalnych rozmów dotyczących jedności niemieckiej obaj przywódcy udali się na często pokazywany w mediach spacer nad rzeką, podczas którego M. Gorbaczow miał powiedzieć: „no to temat zjednoczenia mamy załatwiony”, na co Helmut Kohl zareagował „ale pozostaje jeszcze kwestia wyprowadzenia wojsk radzieckich”. M. Gorbaczow odpowiedział: „ale to będzie kosztowało”, Kohl zapytał: „ile?”. W związku z tym kompletnie nieprzygotowany Gorbaczow rzucił kwotę 15 mld DM, na którą natychmiast zgodził się Kohl.
Według mojego radzieckiego kolegi , wyrażającego pogląd, z którym można było się później spotkać dość powszechnie w Przedstawicielstwie ZSRR , kanclerz RFN był wówczas skłonny zapłacić znacznie więcej, aniżeli rzucona przez Gorbaczowa kwota 15 mld marek zachodnioniemieckich: „i 75, i 100, i 150 mld DM. Tymczasem nieprzygotowana decyzja zapadła i powstały problemy”.
Kiedy po jakimś czasie, będąc zaproszony na obiad przez kolegę- amerykańskiego dyplomatę J. Beermana- powiedziałem mu (w języku dyplomatycznym nazywało się to – „sprzedałem” informację) skąd wzięła się kwota 15 mld DM, okazałem się tak niezmiernie interesującym rozmówcą, że Josef dzwonił do mnie przez kilka tygodni z propozycją kolejnego zaproszenia na obiad. Ale od niego także na początku 1991 r. dowiedziałem się, że Stany Zjednoczone zweryfikowały dotychczasowe oceny w kwestii ostatecznego terminu wycofania wojsk radzieckich z Niemiec (do tej pory uważały, że nastąpi to wcześniej niż przewidywał układ – do 1992 r.), a „obecnie sądzą, że operacja ta potrwa dłużej i zakończy się dopiero w 1994 r.”
Na tym tle władze bońskie obawiały się dalszego rozwoju sytuacji wewnętrznej w ZSRR. Zdawały sobie bowiem sprawę z tego, że w radzieckich kręgach, głównie wojskowych, oskarża się Gorbaczowa i Szewardnadze o to, iż „zbyt tanio sprzedali jedność niemiecką”. Głosy te dały bardzo silnie o sobie znać w trakcie zebrania Komisji Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego przed posiedzeniem Rady Najwyższej ZSRR, na którym ratyfikowano Układ „2+4” (poruszano tam kwestie kosztów niemieckiej jedności i odszkodowań dla obywateli radzieckich zarówno w aspekcie moralnym, jak i finansowym). Usunięciu napięć powstałych na tym tle w stosunkach niemiecko-radzieckich służyła niezapowiedziana wcześniej wizyta H.D. Genschera w Moskwie.
Z uzgodnionej kwoty kosztów wycofywania 15 mld DM, 7,8 mld DM miało być przeznaczonych na wybudowanie mieszkań dla powracających żołnierzy. Zgodnie z podpisanym 13 grudnia 1990 r. w Federalnym Ministerstwie Gospodarki protokołem miały w tym uczestniczyć przedsiębiorstwa z pięciu nowych landów RFN. Pierwotnie władze niemieckie, w tym kanclerz H. Kohl, nie wykluczały, że wycofanie wojsk radzieckich nastąpi wcześniej, aniżeli to było przewidziane w układzie, wycofywanie rozpoczęto już w 1990 r. W końcu listopada 1990 r. odbyło się pierwsze posiedzenie wspólnej niemiecko- -radzieckiej komisji ds. wycofywania wojsk, powołano pięć grup roboczych (m.in. ds. transportu i ekologii), zaś współpraca w realizacji tego przedsięwzięcia miała służyć jako podstawa dalszego kształtowania stosunków niemiecko-radzieckich, zwłaszcza w sferze gospodarczej.
12 grudnia 1990 r. nastąpiła zmiana głównodowodzącego zachodnią grupą wojsk – 65-letniego generała armii B. Snetkowa zastąpił generał M. Burłakow, dotychczasowy dowódca wojsk radzieckich na Węgrzech. Wymieniało się dwie przyczyny tej zmiany: rozluźnienie dyscypliny wśród stacjonujących wojsk oraz duże doświadczenie negocjacyjne i organizacyjne w sprawach związanych z wycofywaniem wojsk nabyte przez Burłakowa na Węgrzech (w 1990 r. wycofano z terytorium tego kraju znaczną część wojsk radzieckich i uzbrojenia).
Tymczasem już w styczniu 1991r. przebywający w RFN z delegacją deputowanych do Rady Najwyższej zastępca przewodniczącego Komisji Obrony i Bezpieczeństwa Państwowego L. Szarin podkreślił na konferencji prasowej, że „proces wycofywania okazuje się znacznie bardziej skomplikowany niż pierwotnie zakładano. Nie było żadnej przerwy czasowej, aby spokojnie przygotować wyprowadzenie wojsk. To oznacza, że problemy będą znacznie większe niż przy ich wycofywaniu z Węgier i Czechosłowacji. Wycofywanie wojsk musi się częściowo odbywać do miejsc, gdzie absolutnie żadne mieszkania nie stoją do dyspozycji”. Podkreślił przy tym, że „podpisane układy przewidują pomoc strony niemieckiej przy tej operacji. Jednakże do tej pory nie doszło do konkretnej współpracy, co może okazać się poważną przeszkodą do utrzymania planowanych terminów”. Chodziło tu głównie o pomoc przy budowie mieszkań dla powracających.
Choć plan wycofywania na 1991 r. został zrealizowany i proces wycofywania odbywał się terminowo, towarzyszył mu ciągle szereg trudności. Pierwsza grupa problemów dotyczyła realizacji programu budownictwa mieszkaniowego dla powracających oficerów i podoficerów. Zgodnie z pierwotnymi założeniami miało to wystarczyć na wybudowanie ok. 36 tysięcy mieszkań, głównie w europejskiej części b. Związku Radzieckiego, tj. w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. Jednakże budowę mieszkań rozpoczęto z opóźnieniem, dopiero na przełomie sierpnia i września. Do końca 1991 r. miało zostać zbudowanych 2 tysiące mieszkań, zgodnie z terminem zbudowano zaledwie 725 mieszkań w Borysowie k. Mińska. Do końca 1992 r. miało powstać 9 tysięcy mieszkań – stanowczo za mało w stosunku do potrzeb.
W związku z rozpadem ZSRR występowały problemy z lokalizacją pozostałych 27 tysięcy mieszkań (w tej sprawie strona niemiecka musiała szukać porozumienia z byłymi republikami – obecnie państwami). Na Ukrainie został zastopowany program budownictwa mieszkaniowego dla powracających Jednostek Armii Radzieckiej (JAR).
Tymczasem 25 listopada 1991 r. sekretarz Niemiecko-Radzieckiej Komisji Mieszanej ds. Wyprowadzenia Wojsk Radzieckich płk. Strelnikow, na spotkaniu w Berlinie organizowanym przez „Deutsches Komitee für Europäische Sicherheit und Zusammenarbeit”, w którym uczestniczyłem, stwierdził, że „otrzymane od rządu bońskiego 7,8 mld DM wystarczy na zbudowanie 36 tysięcy mieszkań. Tymczasem 55 tysięcy powracających żołnierzy nie ma w ZSRR żadnego mieszkania – nadal brakuje więc środków na wybudowanie 20 tysięcy mieszkań”.
Kolejna grupa problemów dotyczyła rozliczeń majątkowo-finansowych. Strona radziecka oszacowała pozostawione nieruchomości na 10,5 mld DM i różnicę wynikającą z pomniejszenia tej kwoty o koszty usuwania szkód ekologicznych chciała dodatkowo przeznaczyć na realizację programu budownictwa mieszkaniowego. Strona niemiecka określiła tę wycenę jako „naiwną”.
Jeszcze większe zdziwienie strony niemieckiej wywołał list wystosowany w czerwcu 1990 r. przez M. Gorbaczowa do H. Kohla, w którym prezydent ZSRR pisał, że 10,5 mld DM jest jedynie oceną szacunkową, ponieważ właściwa wartość tych obiektów wynosi 20-25 mld DM. Niemcy zadawali wówczas retoryczne pytanie, „kto doradza w sprawach wojskowych Gorbaczowowi?”
Jedną z rozważanych możliwości, jak mi powiedział dr Helmut Domke – wówczas pełnomocnik premiera rządu Brandenburgii ds. wyprowadzenia wojsk radzieckich i konwersji – było włączenie tych obiektów do wspólnych radziecko-niemieckich przedsiębiorstw.
Kontrowersje budziła również kwestia usuwania szkód ekologicznych ocenianych przez stronę radziecką na 2 mld DM. Dla ich właściwego oszacowania strona niemiecka zaproponowała włączenie do współpracy z JAR specjalistów i firmy niemieckie. Kontrowersje były związane z obawami dowódców jednostek radzieckich o odpowiedzialność za poczynione szkody. Rozwiązania wymagało również usunięcie ogromnych ilości złomu i amunicji. Mając na uwadze główny cel tej operacji – możliwe szybkie, terminowe wyprowadzenie – strona niemiecka, w tym m.in. dr H. Domke opowiadał się za politycznym rozwiązaniem kwestii roszczeń i zobowiązań wynikających z pobytu i wycofywania wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich. Jednym z możliwych, praktycznych rozwiązań tego problemu, za którym optował, było przyjęcie „opcji zerowej plus” – „plus” oznaczał wyjście naprzeciw żądaniom strony radzieckiej.
Czwarta grupa problemów była związana z bieżącymi wydarzeniami w ZSRR i jego rozpadem. Z tego powodu nieaktualne stały się plany rozmieszczenia powracających jednostek w republikach bałtyckich i na Ukrainie. Musiały one zostać skorygowane i wycofywanie odbywało się głównie do Rosji.
Piąta grupa problemów dotyczyła napięć między miejscową ludnością a stacjonującymi wojskami, wzrost agresywnych zachowań wobec radzieckich żołnierzy.
Tranzyt wojsk radzieckich odbywał się drogą morską, lotniczą oraz koleją (przez terytorium Polski i Czechosłowacji). Strona czechosłowacka zaproponowała o jedną czwartą korzystniejsze (0,55 CHF) warunki tranzytu, aniżeli strona polska. Ponieważ towarzyszyłem delegacji PKP w rozmowach w Niemczech na temat tranzytu, występowały problemy z terminowym realizowaniem przez stronę rosyjską należności za tranzyt. Poza tym strona rosyjska (m.in. płk Strelnikow) reprezentowała w Berlinie opinię, że „Polska na początku grudnia 1990 r. tak skomplikowała ogólną sytuację dotyczącą wyprowadzenia wojsk radzieckich z Niemiec, że musieli przeorientować tranzyt z kolejowego na morski”.
Problemy związane z wycofywaniem wojsk radzieckich/rosyjskich z Niemiec Wschodnich były sukcesywnie rozwiązywane i proces wycofywania posuwał się do przodu. Kiedy 15 listopada 1992 r. kończyłem pracę w Przedstawicielstwie Ambasady RP w Berlinie, zakładany na 1992 r. plan wycofania kolejnych 30 proc. stanu radzieckich/ rosyjskich wojsk został praktycznie zrealizowany.
Ostatecznie żądanie zapłacenia 10,5 mld DM za mienie wybudowane i pozostawione w Niemczech zostało rozliczone na drodze dyplomatycznej i zaliczone w poczet odszkodowań za szkody wyrządzone przez wojska radzieckie w  środowisku naturalnym na byłym terenie NRD.
Zgodnie z podpisanym układem 31 sierpnia 1994 r. Zachodnia Grupa Wojsk została rozformowana, co ostatecznie zakończyło proces wycofywania wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich.

Adam Zaborowski – I Sekretarz Ambasady RP w Berlinie w latach 1988-1992. Radca Ambasady RP w Berlinie w latach 2005-2010

Trzydziesta rocznica zjednoczenia Niemiec

Otwarcie granicy niemiecko-niemieckiej i upadek muru berlińskiego 9 listopada 1989 r. otworzyło drogę do zjednoczenia Niemiec. Jak bardzo przyspieszyło to bieg historii świadczyło chociażby to, że w 1987r. podczas wizyty prezydenta RFN – Richarda von Weizsäckera w Moskwie M. Gorbaczow powiedział, że „o zjednoczeniu będzie można pomyśleć za sto lat”. Natomiast w czerwcu 1989 r. po wizycie M. Gorbaczowa w RFN u większości przedstawicieli korpusu b. krajów socjalistycznych panowała opinia, że strona RFN nie osiągnęła w trakcie wizyty postępu w „kwestii niemieckiej”. Ich zdaniem wynikało to także stąd, iż także Zachód nie był w istocie zainteresowany jakąkolwiek zmianą w podejściu do tego problemu.

Z rozmów w CDU wynikało, że wizyta ta wywoła duże zaniepokojenie zachodnich sojuszników RFN. Ostre komentarze wypowiadali Anglicy, którzy podkreślali konieczność utrzymywania wojsk alianckich wraz z bronią jądrowa (rakiety krótkiego zasięgu) na terytorium RFN, jako gwarancji przed zbyt daleko idącym zbliżeniem RFN-ZSRR. Bardzo zdecydowanie na ewentualność takiego zbliżenia zareagowała prasa amerykańska. Komentarze „o osiąganiu ramię w ramię z Gorbaczowem czwartej Rzeszy”, czy też tytuł publikacji A.M. Rosenthala w „New York Times” – „Niemiecki rozsądek jest marzeniem o panowaniu na Wschodzie” nie pozostawiały wątpliwości. Przedstawiciele korpusu krajów kapitalistycznych podkreślali, że podpisana podczas wizyty „Deklaracja” zawierała jedynie zbiór haseł, natomiast nie dawała instrumentów niezbędnych do ich realizacji. „Chłód” naszych gospodarzy (władz NRD), w podejściu do wizyty Gorbaczowa wynikał stąd, ze NRD pragnęła nadal pozostawać głównym architektem w kształtowaniu stosunków z RFN. Poza tym, nie chciała stracić niczego, ani z własnej tożsamości, ani z tego, co tak misternie było przez jej kierownictwo z E. Honeckerem na czele osiągnięte w stosunkach
niemiecko-niemieckich.
Ale wszystkie te oceny, rachuby i prognozy przestały być nagle aktualne po całym splocie wydarzeń w NRD latem i jesienią 1989 r. prowadzących do upadku mury berlińskiego 9 listopada 1989 r.
Dla nas – polskich dyplomatów pracujących w Berlinie – stało się oczywistym i takie stanowisko przekazaliśmy w listopadzie 1989 r. do MSZ, „że pokojowa rewolucja w NRD ma również swój wymiar międzynarodowy, w tym szczególnie „gorący” niemiecko-niemiecki. Wydarzenia w tym kraju począwszy od sierpniowej fali ucieczek – do otwarcia granic z RFN i Berlinem Zachodnim – spowodowały, że Republika Federalna Niemiec dąży do przeniesienia problemu „zjednoczenia Niemiec” na grunt bieżącego działania w różnych dziedzinach, w tym działalności dyplomatycznej”.
Niezależnie od tego, jak odległa jest perspektywa spełnienia wielu warunków ( wola obywateli obu państw niemieckich, zgoda czterech mocarstw, gwarancje, że nowe zjednoczone Niemcy nie zagrożą bezpieczeństwu i współpracy europejskiej, itd.), nie ulega wątpliwości, ze sam temat zjednoczenia Niemiec został wprowadzony do stosunków międzynarodowych i wzmożona aktywność polskiej polityki zagranicznej na tym odcinku wydaje się ze wszech miar niezbędna”.
Było to także istotne i z tego powodu, ze na demonstracjach ulicznych w NRD coraz częściej pojawiały się hasła zjednoczeniowe, np. : „Wszyscy jesteśmy Niemcami i trzeba nam myśleć o jednym wspólnym losie”, czy „Zjednoczenie przez wolne wybory”.
W świetle wydarzeń 1989 r. oraz procesów „jawności’ problem przyszłości obu państw niemieckich przestał być w NRD tematem tabu. Wszystkie siły polityczne w NRD czuły się zobowiązane do wypracowania stanowiska w sprawie zjednoczenia.
A po zburzeniu muru proces zjednoczenia Niemiec postępował szybciej, niż zdolni to byli przewidzieć politycy i wszelkie prognozy. 13 listopada 1989 r. premierem NRD został Hans Modrow (b. I Sekretarz KC NSPJ w Dreźnie marginalizowany wcześniej przez centralę w Berlinie za jego krytyczne opinie wobec sposobu sprawowania władzy przez E. Honeckera, za to popularny i dobrze odbierany w Saksonii), który zapowiedział odnowę życia społecznego i demokratyzację kraju.
Również w listopadzie 1989 r. przewodniczący CDU w NRD – Lothar de Maizie’re po rozmowach w Berlinie z sekretarzem generalnym CDU w RFN – V. Rühe i przewodniczącym CDU w Berlinie Zachodnim – E. Diepgenem stwierdził, ze „problem ponownego zjednoczenia Niemiec jest rozwiązywalny w ramach wspólnego europejskiego domu”.Natomiast 28 listopada 1989 r. kanclerz Helmut Kohl w Bundestagu w trakcie debaty w sprawie jedności Niemiec przedstawił 10-punktowy plan mający doprowadzić do niemieckiej jedności, który przewidywał pomoc dla NRD po likwidacji monopolu władzy jednej partii i we wprowadzaniu gospodarki rynkowej. Stopniowe zbliżanie obu państw niemieckich miało prowadzić do federalizacji całych Niemiec. H. Kohl zaproponował wspólną komisję rządową, wspólne komisje problemowe i wspólne gremium parlamentarne. Ale przede wszystkim nakreślił wizję dobrobytu, który będzie osiągnięty we wschodniej części Niemiec, jeśli wybory doprowadzą tam do zasadniczych przemian ustrojowych.
W połowie grudnia Rada NATO wypowiedziała się za swobodnym stanowieniem narodu niemieckiego z zastrzeżeniem, że „proces ten powinien przebiegać pokojowo i demokratycznie, przy pełnym poszanowaniu odpowiednich porozumień i układów” oraz „odbywać się w perspektywie integracji europejskiej”.
Moskwa zareagowała ostro na wizje „planu Kohla” i stanowisko Rady NATO. 19 grudnia 1989 r. na forum Parlamentu Europejskiego minister Spraw Zagranicznych ZSRR – Eduard Szewardnadze przestrzegał w ostrej formie przed szybkim zjednoczeniem Niemiec. Według niego, należało najpierw stworzyć polityczne, ustawowe i materialne gwarancje, że zjednoczenie Niemiec nie zagrozi bezpieczeństwu innych państw i pokojowi w Europie. Uznał za konieczne sprecyzowanie statusu wojskowego przyszłych Niemiec oraz ich stanowiska wobec wojsk sprzymierzonych na ziemi niemieckiej.
Jednakże trudna sytuacja gospodarcza NRD i perspektywa pomocy RFN oraz nakreślona przez Kohla wizja dobrobytu powodowały nacisk społeczeństwa NRD w kierunku przyspieszenia procesu zjednoczeniowego. W tej sytuacji 1 lutego 1990 r. pojawił się „plan Modrowa” przedstawiony po jego wizycie i rozmowach z M. Gorbaczowem w Moskwie. Przewidywał on zawarcie „wspólnoty traktatowej” z istotnymi elementami konfederacyjnymi (unia gospodarcza, walutowa i komunikacyjna oraz ujednolicenie przepisów prawa), utworzenie konfederacji poprzez którą doszłoby do utworzenia jednolitego państwa ze stolicą w Berlinie. Świat odebrał „plan Modrowa” jako przyzwolenie Moskwy na zjednoczenie Niemiec pod pewnymi warunkami. 2 lutego 1990 r. minister Spraw Zagranicznych ZSRR – Eduard Szewardnadze wstępnie poparł dążenia Niemców. Helmut Kohl wykorzystuje historyczną szansę i „prze” dalej. 11 lutego składa wizytę w Moskwie, gdzie przyrzeka M. Gorbaczowowi honorować interesy bezpieczeństwa ZSRR. Podczas tej wizyty przekonuje M. Gorbaczowa i uzyskuje zgodę przywódcy radzieckiego na rozpoczęcie rozmów o zjednoczeniu Niemiec. Znalazło to wyraz w deklaracji rządowej z 15 lutego, gdzie szef rządu bońskiego powołując się na opinię prezydenta USA – G. Busha oraz na rozmowy z M. Gorbaczowem zapowiedział, że po wyborach w NRD 18 marca 1990 r. rządy obu państw niemieckich podejmą rozmowy na temat przywrócenia jedności Niemiec, jak również rozmowy z czterema mocarstwami o kontekście międzynarodowym tej jedności i związanych z nią gwarancją dla państw sąsiednich. Deklaracja kanclerza była podbudowana ottawską decyzją ministrów spraw zagranicznych czterech mocarstw ( USA, ZSRR, Francji i Wielkiej Brytanii) i obu państw niemieckich z 14 lutego 1990 r. o „ustanowieniu niemieckiej jedności w dwóch etapach”. Ustalenie przewidywało, ze po wyborach w NRD przedstawiciele obu państw niemieckich wyjaśnią między sobą wszystkie kwestie natury wewnątrzpolitycznej, gospodarczej i prawnej. Następnie dwaj ministrowie przedyskutują ze swoimi odpowiednikami z czterech mocarstw wszystkie aspekty międzynarodowe „ustanowienia niemieckiej jedności” i przedstawią wyniki tych dyskusji na jesiennym „szczycie” 35 państw KBWE.
Przed wyborami do Izby Ludowej 18 marca 1990 r. rozważane były trzy możliwości osiągnięcia jedności: – poprzez struktury konfederacyjne, w ramach których następowałoby „zrastanie” dwu państw niemieckich – drogą „Anschlussu”, czyli poprzez art. 23 Ustawy Zasadniczej o treści: „Niniejsza Ustawa Zasadnicza obowiązuje zrazu na obszarach Wielkiego Berlina, Hamburga, Hesji, Dolnej Saksonii, Północnej Nadrenii Westfalii, Nadrenii Palatynatu, Szlezwika-Holsztynu, Wirtembergii-Badenii i Wirtembergii-Hollenzollernu. W innych częściach Niemiec należy nadać Ustawie Zasadniczej moc obowiązującą po ich przystąpieniu” – na drodze dialogu i porozumienia się w sprawie utworzenia nowego państwa, opierającego się na nowej, wcześniej opracowanej ogólnoniemieckiej konstytucji. Była to droga z wykorzystaniem art. 146 Ustawy Zasadniczej RFN, która stanowiła: „Niniejsza Ustawa Zasadnicza traci moc obowiązującą z dniem, w którym wejdzie w życie konstytucja uchwalona przez Naród Niemiecki w drodze swobodnej decyzji”.
Po wyborach zakończonych zwycięstwem partii konserwatywnych skupionych w „Sojuszu na rzecz Niemiec” i opowiadających się za szybkim zjednoczeniem stało się jasnym, ze wybrana
zostanie droga przez art. 23. określana jako „królewska”, „najszybsza”, „bezproblemowa”,
„najefektywniejsza dla osiągnięcia niemieckiej” jedności”. Takiego rozwiązania, pojmowanego jako szybkie wprowadzenie unii walutowej, gospodarczej i socjalnej, a zwłaszcza DM oczekiwała znaczna część społeczeństwa NRD, która z tych właśnie względów głosowała na CDU, DSU i „Demokratyczny Przełom”.
Natomiast siły demokratyczne, które jesienią 1989 r. doprowadziły do przełomu w NRD („Nowe Forum”, „Demokracja teraz”, „Inicjatywa na rzecz pokoju i praw człowieka”), znaczna część inteligencji, przedstawiciele środowisk twórczych opowiadały się za „dłuższą” drogą zjednoczeniową, w której NRD wystąpiłaby jako suwerenny, równoprawny partner i która pozwoliłaby na wniesienie przez nią przynajmniej części swej tożsamości do przyszłych zjednoczonych Niemiec. Takie stanowisko powodowane było m.in. już na wstępie niedotrzymaniem przez H. Kohla obietnic przedwyborczych i postawieniem pod znakiem zapytania relacji, według której marka NRD miałaby być wymieniana na DM.
W przypadku wyboru drogi przez art. 146 Ustawy Zasadniczej należało się liczyć ze znacznym opóźnieniem czasowym niemieckiej jedności – opóźnieniem, które dla ludzi oczekujących na szybkie zjednoczenie, unię walutową, gospodarczą i socjalną było nie do zaakceptowania.
Stąd „nabierający coraz większej prędkości pociąg zjednoczeniowy ciągniony przez „lokomotywę Kohla”, wykorzystujący przy tym sprzyjający wiatr historii” był nie do zatrzymania.
Dobitnie pokazuje to kronika głównych wydarzeń w NRD w 1990 r. prowadzących do zjednoczenia Niemiec:
2.01. – rząd NRD wyraża gotowość konstruktywnej współpracy z całym spektrum politycznym uczestniczącym w rozmowach „okrągłego stołu”;
1.02. – ówczesny premier H. Modrow występuje publicznie z koncepcją „Für Deutschland einig Vaterland”;
5.02. – na propozycję H. Modrowa wynikającą z realnej oceny układu sił politycznych tworzony jest rząd odpowiedzialności narodowej, w skład którego wchodzą przedstawiciele ośmiu nowych partii i ugrupowań demokratycznych;
13 / 14.02. – H. Kohl i H. Modrow porozumiewają się podczas rozmów w Bonn w sprawie utworzenia wspólnej komisji ekspertów ds. przygotowania unii walutowej oraz wspólnoty gospodarczej;
25.02. – prezydent G. Bush zapewnia H. Kohla podczas rozmów w Waszyngtonie o poparciu dla niemieckiej jedności;
18.03. – odbywają się pierwsze wolne wybory parlamentarne do Izby Ludowej, zakończone zdecydowanym zwycięstwem partii konserwatywnych z CDU na czele. Zwycięstwo chrześcijańskich demokratów umocniło pozycję Kohla i jego linię zjednoczenia Niemiec;
20.03. – rząd boński opowiada się za wprowadzeniem unii walutowej, gospodarczej i socjalnej między RFN a NRD do przerwy wakacyjnej;
12.04. – L. de Maizie’re zostaje wybrany premierem. Jego rząd określany jest jako „ostatni rząd NRD”, na którym spoczywa historyczna misja przygotowania warunków dla zjednoczenia Niemiec;
6.05. – mają miejsce pierwsze wybory komunalne w NRD. Ich rezultaty odzwierciedlają i stabilizują układ sił politycznych powstały w wyniku wyborów parlamentarnych;
maj / czerwiec – Izba Ludowa podejmuje decyzje polegające na dostosowaniu konstytucji i ustawodawstwa NRD do procesu zjednoczeniowego. Eliminowane są elementy ideologiczne (np. o socjalistycznym porządku państwowym i prawnym) i tworzone są warunki dla gospodarki rynkowej;
17.06. – frakcja DSU na specjalnej sesji Izby Ludowej występuje z wnioskiem o natychmiastowym przystąpieniu NRD do RFN na podstawie art. 23 Ustawy Zasadniczej (wniosek ten po dramatycznej dyskusji nie uzyskuje większości);
21.06. – oba parlamenty niemieckie głosują za Układem państwowym o wprowadzeniu unii walutowej, gospodarczej i socjalnej między NRD i RFN;
1.07. – wchodzi w życie unia walutowa, gospodarcza i socjalna. Równocześnie granica NRD – RFN zostaje otwarta dla obywateli obu państw niemieckich;
10.07. – następuje rozpoczęcie prac nad 2-gim Układem państwowym NRD – RFN;
15 / 16.07. – w rezultacie rozmów Gorbaczow – Szewardnadze – Kohl – Genscher na Kaukazie usunięte zostają „zewnętrzne” przeszkody dla osiągnięcia niemieckiej jedności. Zjednoczone, suwerenne Niemcy mają same zdecydować o swej przynależności do sojuszów
militarnych;
22.07. – Izba Ludowa podejmuje decyzję o wprowadzeniu struktury landów w NRD;
11.-12.08. na zjeździe w Hanowerze następuje zjednoczenie partii liberalnych (BFD, DFP i FDP-NRD z FDP-RFN);
19.08. – SPD występuje z rządu. W ciągu miesiąca 20.07. – 19.08.1990 r. dochodzi w NRD do trzech kolejnych kryzysów rządowych, które doprowadzają do kompletnego rozkładu wielkiej koalicji CDU/CSU, liberałów i SPD;
31.08. – minister spraw wewnętrznych RFN – W. Schäuble i sekretarz stanu NRD – G. Krause podpisują 2-gi „Układ o przywróceniu jedności państwowej Niemiec” zwany również „Układem zjednoczeniowym”;
12.09. – w Moskwie zostaje podpisany „Układ 2 + 4”. Zgodnie z nim wraz z przystąpieniem NRD do RFN 3.10.1990 r. zostają zniesione prawa czterech mocarstw i zjednoczone Niemcy odzyskują pełną suwerenność;
19.09. – następuje samorozwiązanie FDGB ( Wolnych Niemieckich Związków Zawodowych);
20.09. – Izba Ludowa i Bundestag przyjmują „Układ zjednoczeniowy”;
27/28.09. – na zjeździe w Berlinie następuje połączenie się SPD w obu państwach w jedną ogólnoniemiecką SPD;
1 / 2.10. – na zjeździe w Hamburgu następuje zjednoczenie partii siostrzanych CDU;
3.10. – NRD przystępuje do RFN na podstawie art. 23 Ustawy Zasadniczej. Po 40 latach i 362 dniach podziału osiągnięta zostaje jedność niemiecka. NRD przestaje istnieć jako podmiot międzynarodowego prawa;
4.10. – w berlińskim Reichstagu zbiera się parlament ogólnoniemiecki (w posiedzeniu uczestniczy również 144 deputowanych z b. NRD);
14.10. – mają miejsce wybory do parlamentów krajowych w 5-ciu nowo utworzonych landach b. NRD (w 4 zwycięstwo odniosła CDU, jedynie w Brandenburgii wygrała SPD);
2.12. – odbywają się pierwsze ogólnoniemieckie wybory parlamentarne do Bundestagu (na dwóch obszarach wyborczych z 5% klauzulą) oraz wybory ogólnoberlińskie, wieńczące jedność niemiecką. Wybory zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem CDU i umocniły pozycję H. Kohla jako „kanclerza wszystkich Niemców”.
Należy podkreślić, że te wszystkie wydarzenia polityczne prowadzące do zjednoczenia Niemiec działy się na terenie NRD, były rozstrzygane przede wszystkim na forum parlamentarnym – w Izbie Ludowej, stanowiska poszczególnych partii były wypracowywane na zjednoczeniowych forach partyjnych .
Zrządzenie losu sprawiło, ze będąc w tym czasie na placówce w NRD miałem okazję przeżycia tak ważnego wydarzenia historycznego jakim było zjednoczenie Niemiec i współuczestniczenia w relacjonowaniu i informowaniu o przebiegu procesu zjednoczeniowego do MSZ na użytek
władz polskich.
A zjednoczenie Niemiec dotyczyło także Polski, polskiej racji stanu. Stąd na ważne posiedzenia Izby Ludowej dotyczące kwestii zjednoczeniowych udawałem się z Ambasadorem dr Januszem Obodowskim, który po godzinie, półtorej (ze względu na inne obowiązki) wychodził, a ja zostawałem do końca posiedzenia, czy roztrzygnięcia ważnej kwestii, po czym udawałem się do Ambasady, aby przygotować informację do kraju. To tu na forum parlamentu zapadały kluczowe decyzje dotyczące ostatniego etapu osiągania niemieckiej jedności, a w szczególności kontynuowane były prace nad zapisami „Układu o przywróceniu jedności niemieckiej między Republiką Federalną Niemiec i Niemiecką Republiką Demokratyczną” zwanego również „2-gim Układem państwowym NRD-RFN” bądź „Układem zjednoczeniowym”. Negocjatorami tego układu byli Günther Krause( parlamentarny sekretarz stanu) ze strony NRD i Wolfgang Schäuble (ówczesny minister Spraw Wewnętrznych ) ze strony RFN. Jednym z podstawowych zapisów tego dokumentu były szczegóły przystąpienia NRD do RFN na podstawie art. 23 Ustawy Zasadniczej. Treść i zakres „2-go Układu” stanowiły istotny przedmiot sporu między poszczególnymi partiami
w NRD i RFN.
Ten okres mojej pracy na placówce w Berlinie był pasjonujący, wielce absorbujący i wymagający ogromnej odpowiedzialności. Tempo wydarzeń było ogromne, przewidywalność dotycząca ich zakończenia i skutków często trudna do określenia, a jednocześnie nie można było być pasywnym, tylko należało wyprzedzać teraźniejszość i wybiegać w przyszłość. Kiedy upadł mur berliński i na porządku dnia pojawił się temat zjednoczenia Niemiec, w korpusie dyplomatycznym dawało się odczuć, że stanowiska poszczególnych krajów – czterech mocarstw są zróżnicowane.
Pierwsze reakcje Zachodu na zjednoczenie Niemiec, były bardzo ostrożne – szczególną ostrożność, a wręcz wstrzemięźliwość w dyskusji zjednoczeniowej wykazywał rząd brytyjski, a przede wszystkim M. Thatcher. Ówczesna premier Wielkiej Brytanii oświadczyła, że sprawa zjednoczenia Niemiec jest zbyt szybkim wychodzeniem w przyszłość i wezwała do postępowania mądrego „krok po kroku”. Ja sam pamiętam pytanie retoryczne zadane mi przez radcę ambasady brytyjskiej w listopadzie 1989 r. – „mam nadzieję, że Polska nie zgodzi się tak szybko na zjednoczenie Niemiec”. Z późniejszych rozmów z pracownikami Ambasady ZSRR w Berlinie przed wyborami do Izby Ludowej 18.03. 1990 r. wynikało, że Związek Radziecki jest przeciwny zjednoczeniu na drodze klasycznego „Anschlussu”. Argumentował to tym, że aktualnie istnieją dwa państwa niemieckie – dwa podmioty prawa międzynarodowego. W przypadku „Anschlussu” znika jeden z tych podmiotów, pozostaje tylko Republika Federalna Niemiec. Od tego momentu jedynymi obowiązującymi stają się międzynarodowe układy i zobowiązania RFN. Władzom radzieckim chodziło wówczas o to, aby w momencie zjednoczenia z dwóch dotychczasowych państw niemieckich, powstał zupełnie nowy podmiot prawa międzynarodowego, który przejąłby międzynarodowe zobowiązania, zarówno RFN, jak i NRD. Chcieli, aby zjednoczone Niemcy na nowo wstąpiły do ONZ, EWG i innych międzynarodowych organizacji (powtórzyły niejako tę drogę, którą przeszły RFN i NRD).
Ale kanclerz H. Kohl w swojej ofensywie dyplomatycznej konsekwentnie rozwiewał wątpliwości i usuwał przeszkody na drodze do zjednoczenia. W kontaktach z ZSRR pozostała jeszcze jedna – Moskwa sprzeciwiała się pozostaniu zjednoczonych Niemiec w NATO i obstawała przy wizji ich neutralności. Ta ostatnia przeszkoda została usunięta podczas decydującej dla niemieckiej jedności wizyty H. Kohla i bardzo reprezentatywnej delegacji niemieckiej ( m.in. H.-D. Genschera, T. Weigla) w Stawropolu na Kaukazie w dniach 15-16 lipca 1990 r. M. Gorbaczow zmienił zdanie w tej kwestii, godząc się na popieraną przez samą RFN opcję państw zachodnich, jak również na wycofanie wojsk radzieckich z ziemi niemieckiej do 1994 r. W trakcie tych rozmów uzgodniono, ze RFN udzieli ZSRR pomocy finansowej i że oba kraje zawrą traktat dwustronny. Ta tak ważna dla niemieckiej jedności wizyta H. Kohla i rozmowy z radzieckim przywódcą nie przypadkiem odbyły się w Stawropolu. Stawropolski Kraj to były rodzinne strony M. Gorbaczowa, gdzie się urodził i w których rozpoczął młodzieżową i partyjną karierę .
W Ambasadzie główną uwagę przywiązywaliśmy do przebiegu procesu zjednoczeniowego w kontekście spraw polskich. W lutym 1990 r. poinformowaliśmy nasz MSZ o opinii dr Rosemarie Jarosch z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu w Lipsku, która stwierdziła, że każdy kto zaleca rozwiązanie problemu zjednoczenia Niemiec na podstawie art. 23 Ustawy Zasadniczej musi pogodzić się z zarzutem, że „chce trzymać otwarte tylne drzwi dla roszczeń terytorialnych po drugiej stronie granicy na Odrze i Nysie”. Także według nas wówczas – czyli placówki w Berlinie – wobec nasilających się wówczas tendencji nacjonalistycznych w NRD i utrzymujących się tendencji rewizjonistycznych w RFN oraz „manewrów” kanclerza H. Kohla w kwestii ostatecznego uznania granicy na Odrze i Nysie, dwuznaczność interpretacyjna art. 23 była bardzo niebezpieczna dla Polski.
Generalnie otwarcie drogi zjednoczonym Niemcom na Zachód, do NATO i do EWG przyjęto z zadowoleniem w Polsce. Po raz pierwszy od końca II wojny światowej nasz kraj, odzyskujący pełną suwerenność, miał uzyskać bezpośrednią granicę ze światem zachodnim. Ale zadowolenie z planów przyjęcia Niemiec do NATO tłumione było sporem dyplomatycznym z H. Kohlem o uznanie granicy na Odrze i Nysie. Mimo, że oba państwa niemieckie opowiedziały się za zachowaniem istniejącej granicy Niemiec i Polski, jednak sam kanclerz zwlekał z ostatecznym uznaniem granicy, argumentując, że uczynią to dopiero zjednoczone Niemcy. Rząd T. Mazowieckiego, widząc uniki kanclerza zażądał, aby delegat polski uczestniczył w konferencji mocarstw ( Stany Zjednoczone, Związek Radziecki, Wielka Brytania, Francja) i obu państw niemieckich na temat kształtu tworzonego państwa ogólnoniemieckiego. Starania dyplomatyczne Polski przyniosły sukces i już dzień po przełomowej wizycie H. Kohla na Kaukazie polski minister Spraw Zagranicznych zasiadł przy stole konferencji „2+4” dotyczącej zjednoczenia Niemiec na której Niemcy zobowiązały się do zawarcia traktatu potwierdzającego istniejącą granicę na Odrze
i Nysie. Niezmiernie celnymi, zabezpieczającymi polskie interesy były działania podjęte przez ówczesnego ministra Spraw Zagranicznych – prof. K. Skubiszewskiego prowadzące do podpisania 14 listopada 1990 r. „Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o potwierdzeniu istniejącej między nimi granicy” ( gwarantującego uznanie granicy na Odrze i Nysie).
Drugim traktatem wynegocjowanym ze zjednoczonymi Niemcami był „Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” podpisany 17 czerwca 1991 r. Przed podpisaniem tego Traktatu minister-prof. K. Skubiszewski powiedział „Nie ma jedności europejskiej bez (traktatowego uregulowania) porozumienia i pojednania polsko-niemieckiego”.
Nie ulega wątpliwości, ze twórcą niemieckiej jedności był kanclerz H. Kohl, który wszedł do historii Republiki Federalnej Niemiec jako „ojciec zjednoczenia”. Muszę przyznać, ze kiedy został kanclerzem, osobiście nie darzyłem go sympatią jako polityka, nie miałem do niego zaufania w kwestiach relacji polsko-niemieckich. Obawy te potwierdzały jego „manewry” przed zjednoczeniem w kwestii ostatecznego uznania granicy na Odrze i Nysie. Kiedy jednak okoliczności związane z osiągnięciem głównego celu, jakim było zjednoczenie Niemiec, spowodowały zmianę tego stanowiska i wyrażenie zgody na ostateczne traktatowe uznanie
granicy polsko-niemieckiej, H. Kohl stał się „ambasadorem polskich interesów w strukturach europejskich”. Nasza droga do Europy wiodła przez Niemcy, a on był kanclerzem zjednoczonej Europy. Jak powiedziała po jego śmierci 16 czerwca 2017 r. kanclerz Angela Merkel – „był właściwym człowiekiem we właściwym czasie, który wykorzystał historyczną szansę na zniesienie podziałów na Starym Kontynencie”.
Obchodząc 3.10. br. 30-tą rocznicę zjednoczenia Niemiec należy podkreślić, że o doniosłości tego wydarzenia świadczy fakt ,że stało się ono najważniejszym elementem ówczesnej polityki światowej, a w centrum zainteresowania znalazła się kwestia uznania przez Niemcy granicy polsko-niemieckiej.

Autor był I sekretarzem Ambasady RP w Berlinie w latach 1988-1992 i Radcą Ambasady RP w Berlinie w latach 2005-2010

30 rocznica zburzenia muru berlińskiego (2)

Upadek Niemieckiej Republiki Demokratycznej widziany oczami polskiego dyplomaty.

Upadek muru berlińskiego 9.11.1989 r.

Po obchodach rocznicowych rozwój sytuacji wewnętrznej w NRD nabrał gwałtownego przyśpieszenia:
– 9 października na ulice Lipska wyszło ponad 70 tys. osób. Demonstracje zwane poniedziałkowymi (Montagsdemonstrationen) początek wywodziły od modlitw o pokój organizowanych w lipskim kościele św. Mikołaja (Nikolaikirche) organizowanych w poniedziałki o godz. 17.00;
– utrzymywały się demonstracje i protesty w Berlinie, które rozpoczęły się wcześniej, jeszcze przed obchodami rocznicowymi, podczas których milicja i Stasi brutalnie atakowały demonstrantów. Pretekstem do tych demonstracji było odrzucenie przez władze wniosku o rejestrację organizacji opozycyjnej „Nowe Forum”.
W związku z masowymi ucieczkami, zwłaszcza młodych obywateli NRD, przez Węgry oraz Ambasady RFN w Pradze i Warszawie jednym z haseł wnoszonych przez demonstrantów było „Zostajemy tutaj” („Wir bleiben hier”). Początkowo głównym postulatem powstających ugrupowań opozycyjnych była demokratyzacja we wszystkich sferach życia w NRD;
– miały miejsce zamieszki wokół dworca w Dreźnie;
– pomimo deklaracji i gróźb władz, że są gotowe i zdecydowane, aby ostatecznie zapobiec kolejnym akcjom kontrrewolucyjnym, sytuacja była już nie do zatrzymania, społeczeństwo NRD pokonało barierę strachu, który tworzył najbardziej represyjny system i upominało się o swoje prawa – na organizowanych nadal demonstracjach pojawiło się nowe hasło „To my jesteśmy narodem” („Wir sind das Volk”).

Wir sind das Volk”

Dynamika wydarzeń powodowała, że oprócz własnych analiz i ocen w ambasadzie ocenialiśmy rozwój sytuacji w NRD i jego możliwe konsekwencje także w korpusie dyplomatycznym. Po jednej z pierwszych demonstracji w Lipsku z hasłem „Wir sind das Volk” w październiku 1989 r. podczas spotkania w gronie dyplomatów radzieckich, czechosłowackich i węgierskich Kirył Toropow – I Sekretarz Ambasady ZSRR w Berlinie, jednocześnie jeden z najbardziej aktywnych i posiadających znakomite kontakty dyplomatów-zadał jako otwarte pytanie: „Ja chciałbym wiedzieć, co rzeczywiście myśli tłum ludzi biorących udział w demonstracji lipskiej odbywającej się pod hasłem „To my jesteśmy narodem”. To pytanie zawisło wówczas w powietrzu, pozostało bez odpowiedzi. Ale każdy z nas z pewnością po spotkaniu do niego wrócił;
– 18 października 1989 r. został zwolniony z funkcji przewodniczącego partii NSPJ Erich Honecker, a na jego miejsce wybrano znacznie młodszego Egona Krenza, ale ta zmiana nie uspokoiła nastrojów;
– w efekcie 8 listopada 1989 r. poddało się do dymisji całe Biuro Polityczne KC NSPJ;
– 9 listopada 1989 r. E. Krenz, który objął władzę w nadziei uspokojenia wzburzonych, ogłosił zniesienie wszelkich ograniczeń w ruchu osobowym oraz otwarcie granicy z RFN i Berlinem Zachodnim.

Coś, czego nie chciał powiedzieć

Tego samego dnia Guenter Schabowski – członek kierownictwa NSPJ – powiedział na konferencji prasowej coś, czego nie chciał powiedzieć, a poza tym jak się później okazało, nie był do niej należycie przygotowany, ponieważ nie uczestniczył tego dnia w posiedzeniu, na którym podjęto stosowne decyzje odnośnie wyjazdów do RFN i Berlina Zachodniego. Schabowski miał tylko poinformować, że władze NRD zgodziły się na to, aby odtąd każdy, kto chce wyemigrować do RFN, mógł to uczynić na wszystkich punktach granicznych pomiędzy NRD a RFN, jak również w Berlinie Zachodnim.
Oglądałem tę konferencję z zapartym tchem (w korpusie dyplomatycznym i w kontaktach z niemieckimi partnerami krążyła informacja, że lada moment należy się spodziewać istotnych zmian w kwestii wyjazdów obywateli NRD do RFN). Jak się okazało kluczowe dla decyzji, która w istocie spowodowała upadek Muru Berlińskiego, było pytanie dziennikarza do Schabowskiego: „Od kiedy zaczną obowiązywać te decyzje władz?”. I tu padła odpowiedź, która okazała się przełomem, historyczną: „Ab sofort” (Od zaraz).
Obywatele NRD zrozumieli to tak, że granica jest otwarta.

Festyn z młotkami

Tłum ludzi ruszył wieczorem tego dnia na przejścia graniczne do Berlina Zachodniego. Tysiące Niemców samochodami ( z użyciem klaksonów ), pieszo, z bagażami lub bez, spiesząc się, prześcigając, wymachując flagami, śmiejąc się i płacząc przechodziło obok spokojnych tym razem policjantów. Zszokowani początkowo taką sytuacją funkcjonariusze wojsk ochrony pogranicza podnieśli szlabany.
Na ulicach Berlina Zachodniego rozpoczęły się fantastyczny wieczór, noc, festiwal wolności – mieszkańcy tej części Berlina witali obywateli NRD, przyjaciół, kolegów, członków rodzin.
Mając cały czas włączony telewizor ze stacjami zachodnioniemieckimi oglądałem jeszcze raz powtarzane fragmenty konferencji prasowej Schabowskiego, gdy zadzwonił do mnie mój kolega Jerzy Wierzcholski – wówczas korespondent „Rzeczypospolitej”, a później Polskiego Radia z informacją „Adaś słyszałeś co się dzieje, tłum ludzi i samochodów z NRD znajduje się na przejściu Checkpoint Charlie, idę to zobaczyć”.
Ja także natychmiast tam się udałem, mieszkałem przy Franzoesischestrasse , stosunkowo niedaleko od tego przejścia. Po drodze zobaczyłem jeszcze mnóstwo ludzi i turystów przy Bramie Brandenburskiej i na murze zbudowanym w tym historycznym miejscu. Niemcy z obu państw jeszcze tej samej nocy przystąpili do burzenia znienawidzonego muru berlińskiego.
To, co zobaczyłem przy przejściu Checkpoint Charlie, było porażające, niesamowite, niezapomniane. Radość, entuzjazm, łzy radości, szczęścia. Wielu Niemców znalazło się po drugiej stronie muru po raz pierwszy, wielu spotkało i cieszyło się z członkami swoich rodzin, kolegami, znajomymi po latach niewidzenia. Radość z upadku muru i otwarcia granicy była widoczna na ulicach Berlina jeszcze przez kolejne dwa dni. Taki widok – eksplozję radości, szczęścia obywateli NRD widziałem w tym kraju po raz pierwszy. Ludzie chodzili po ulicach z butelkami szampana, skrzynkami piwa i częstowali tymi trunkami napotkanych przechodniów, chcąc się z nimi podzielić swoją radością i szczęściem.
Tę radość obserwowało się praktycznie codziennie, a w szczególności podczas kolejnych weekendów, kiedy obywatele NRD wyjeżdżali odwiedzić swoje rodziny w Berlinie Zachodnim i RFN.
U nas, polskich dyplomatów, ten widok wyjeżdżających na weekend obywateli NRD budził jeszcze inne skojarzenia. Pamiętaliśmy wcześniejsze krytyczne artykuły w prasie NRD-owskiej o Polakach czy „polskich spekulantach” wykupujących deficytowe towary w NRD lub pociągach z Polakami wyjeżdżającymi z torbami pełnymi zakupów z Berlina Zachodniego. Pamiętaliśmy także nagonki policji w Berlinie Zachodnim na tzw. Polnischer Markt, gdzie Polacy przywozili i sprzedawali chętnie kupowane przez Niemców artykuły spożywcze z Polski.

Weekend z bundesmarką

Otóż obywatele NRD wyjeżdżając na weekendy do Berlina Zachodniego czy RFN korzystali z obowiązującego przepisu – przywileju o tzw. „Begruessungsgeld” (pieniądzach na przywitanie) dla obywateli NRD odwiedzających RFN i Berlin Zachodni. Ponieważ od 9 listopada 1989 r. była to spora suma 100 marek zachodnioniemieckich na każdą osobę, w związku z tym wyjeżdżały całe rodziny, także z nowo narodzonymi dziećmi w wózkach, bo każde dziecko także otrzymywało 100 DM.
Na powracających z weekendu w niedzielę wieczorem do domów mieszkańców NRD patrzyliśmy z uśmiechem konstatując, że różni ludzie i narody mają podobne potrzeby i aspiracje. Mieszkańcy Wschodniego Berlina i Wschodnich Niemiec wracali z takiego weekendu z torbami zakupów poczynionymi za „Begruessungsgeld”, trzymając w jednej ręce banany, pomarańcze i inne owoce, w drugiej sprzęt elektroniczny. W istocie obraz ten niczym nie różnił się od krytykowanego wcześniej obrazu Polaków wracających z zakupów w NRD czy Berlinie Zachodnim.
Ogromne zadowolenie z upadku muru zademonstrowali Berlińczycy przy okazji imprezy sylwestrowej 1989/1990 witając Nowy Rok przy Bramie Brandenburskiej. Mieliśmy z żoną możliwość zobaczenia wiwatującego tłumu setek tysięcy ludzi, spędzając w pobliżu Sylwestra w Ambasadzie RP w Berlinie. W czasie tego świętowania uszkodzona została kwadryga na Bramie Brandenburskiej , która musiała być później zdjęta i oddana do naprawy. Ulica Unter den Linden przypominała następnego dnia dywan śmieciowy o miejscami kilkudziesięciocentymetrowej grubości po confetti, puszkach piwa i butelkach wina.
Niezapomnianym pozostanie dla mnie jeszcze, już po zburzeniu muru , ponowne wybudowanie nowego, tym razem białego ze styropianu na Placu Poczdamskim (Potsdamer Platz) w Berlinie i wystawienie w tej niesamowitej scenerii przez Rogera Watersa – basisty legendarnej grupy Pink Floyd z udziałem innych znakomitych artystów widowiska Live in Berlin opartego na muzyce z albumu Pink Floyd The Wall. Oglądałem je w telewizji i słyszałem jednocześnie w mieszkaniu. Na zakończenie mur został ponownie zburzony.

Mur w poprzek każdego

Pierwsze dni po upadku muru berlińskiego bardzo mocno uświadomiły mi, jak wielkim dramatem dla społeczeństw obu krajów, w tym zwłaszcza w NRD, było jego zbudowanie i istnienie. Rodziny po obu stronach granicy nie mogły się odwiedzać: syn nie mógł pojechać na pogrzeb matki, odwiedzić rodziców, rodzice nie mogli pojechać na wesele syna czy chrzciny jego dzieci. Funkcjonariusze partyjni czy państwowi w obawie przed utratą pracy nie mogli się przyznawać do rodziny żyjącej w Zachodnich Niemczech i spotykać się z nią. W Berlinie Wschodnim mieliśmy zaprzyjaźnioną rodzinę polsko-niemiecką, gdzie żona Polka mogła bez problemów spotykać się z siostrą męża mieszkającą w Berlinie Zachodnim, podczas gdy jej mąż – obywatel NRD – takiego prawa miał.
Mur berliński stał się przeszłością. Wraz z jego upadkiem pojawił się nowy kontekst polityczny, ważny dla Europy i świata, ale także bardzo istotny dla nas, dla Polski, dotyczący przyszłości Niemiec.
Choć wszystkie partie bloku demokratycznego oficjalnie opowiadały się za odnowionym systemem socjalistycznym w NRD, również formalnie w programach ugrupowań opozycyjnych, które doprowadziły do upadku muru, nie było haseł zjednoczeniowych, tylko żądania daleko idących zmian systemowych m.in. oparcia systemu sprawowania władzy na demokracji parlamentarnej, skreślenia z konstytucji zapisu o kierowniczej roli partii, wolnych i tajnych wyborów do Izby Ludowej, legalizacji ugrupowań opozycyjnych oraz reformy gospodarczej, w naszych dyskusjach i ocenach w Ambasadzie RP w Berlinie oraz w korpusie dyplomatycznym rosło przekonanie, że decyzja, która wywołała euforię w społeczeństwie niemieckim spowodowała przyspieszenie i nasilenie tendencji na rzecz zjednoczenia Niemiec.

Konsekwencja 4 czerwca

Upadek muru otwierał drogę do zjednoczenia Niemiec.
Nie ulega przy tym wątpliwości , że rozwój i zmiany w Niemczech – prowadzące do zburzenia muru berlińskiego i w konsekwencji do zjednoczenia Niemiec – stały się możliwe dzięki polskim przemianom, wydarzeniom 1980 r. i powstaniu „Solidarności”, obradom „okrągłego stołu” i wyborom 4 czerwca 1989 r. To bazując na polskim przykładzie, społeczeństwo NRD pokonało barierę strachu i upomniało się o swoje prawa.
Pracując dwukrotnie w Ambasadzie RP w Berlinie byłem świadkiem wielokrotnie wyrażanej przez niemieckich obywateli wdzięczności dla Polski i Polaków za odzyskaną wolność, zburzenie muru berlińskiego i zjednoczenie Niemiec. Zawsze na pierwszym miejscu była podkreślana rola „Solidarności” i związane z tą nazwą nazwisko Lecha Wałęsy. I nikt by nam tej oczywistej prawdy historycznej nie odebrał , co było decydujące dla przemian w Europie Środkowo – Wschodniej i na świecie: powstanie Solidarności, czy upadek muru , gdybyśmy sami jako Polska i Polacy potrafili ten ogromny dorobek i wkład do historii europejskiej i światowej należycie uszanować. Jeśli gdziekolwiek powstają odnośnie tego wątpliwości, czy zmieniana jest kolejność bądź rola, to głównie sami sobie jesteśmy tego winni.

dr Adam Zaborowski, I sekretarz Ambasady RP w Berlinie w latach 1988-1992, Radca Ambasady RP w Berlinie w latach 2005-2010

30 rocznica zburzenia muru berlińskiego (1)

Upadek Niemieckiej Republiki Demokratycznej widziany oczami polskiego dyplomaty.

28 października 1988 r.- po ukończeniu Akademii Dyplomatycznej i ponad dwóch lata pracy w centrali MSZ na stanowiskach radcy, a następnie doradcy ministra- nastąpił mój długo oczekiwany wyjazd na placówkę do NRD. Temat obronionej pracy doktorskiej oraz wcześniejsze zainteresowania i kontakty predystynowały mnie raczej do pracy w RFN , ale wszechmogące kadry zdecydowały inaczej, kierując mnie do naszej Ambasady w NRD w Berlinie.

Wyjeżdżając kompletnie nie zdawałem sobie sprawy, że będę świadkiem historii.

Uczestnikiem wydarzeń i działań dotyczących rozwoju i zmian w Niemczech prowadzących do zburzenia muru berlińskiego i zjednoczenia Niemiec. Jednym słowem, ze przeżyję ogromnie ciekawy, pasjonujący okres w moim życiu zawodowym.
Przyjeżdżałem do pracy w Wydziale Politycznym Ambasady. Do moich zadań należały kontakty z partnerami politycznymi NSPJ, CDU, LDPD oraz przygotowywanie analiz i opracowań zarówno w zakresie stosunków dwustronnych , jak i rozwoju sytuacji wewnętrznej w NRD.
Szybko przekonałem się, jak trudne jest pozyskiwanie w specyficznym, ze wszechobecnym Stasi systemie politycznym NRD wiarygodnych informacji. Wszelkie rozmowy w MSZ NRD , poza oficjalnym uzgodnieniami, np. dotyczącymi wizyt czy spotkań to była „sztampa”- sztywny, oficjalny język i zawsze obowiązkowo dwóch partnerów ze strony NRD przy każdej rozmowie ( dlaczego dwóch można się było łatwo domyślić). Dlatego, poza tym co było niezbędne, nie przepadałem za kontaktami z ludźmi z tego resortu, ponieważ niewiele z nich wynikało.
Natomiast w pierwszym okresie mojej działalności w NRD niezmiernie cenne były kontakty z moim partnerem z Wydziału Zagranicznego KC NSPJ, odpowiedzialnym za polskie sprawy , dyplomatą, Olafem Horlacherem, który wcześniej pracował na placówce w Polsce . Jego stosunek do Polski był więcej jak życzliwy, mogę powiedzieć przyjazny . Kiedy przed upadkiem Muru chciałem się czegoś dowiedzieć w zakresie rozwoju sytuacji wewnętrznej czy stanowisku NRD w relacjach dwustronnych, umawiałem się z nim na spotkanie. Rozmawialiśmy wtedy w „cztery oczy’, a o najistotniejszych kwestiach najwięcej dowiadywałem się , kiedy szliśmy do jego pokoju w budynku KC NSPJ lub gdy mnie odprowadzał. Nasze kontakty miały także charakter rodzinny – spotykaliśmy się podczas weekendów z żonami i dziećmi w naszych domach i u Olafa na daczy, gdzie oprócz grillowania, jedną z ulubionych rozrywek było wspólne z żonami i dziećmi rozgrywanie meczów w piłkę nożną.
Należy przy tym podkreślić, że stosunki dwustronne Polska-NRD były wówczas dalekie od charakteru „sielankowego”.
Był to okres, kiedy polskie władze mając do czynienia z niewydolnością systemu, poszukiwały dróg wyjścia z kryzysu, usiłowały wdrażać reformy, co spotykało się z krytyką ówczesnego kierownictwa NRD. Poza tym stosunki Polska-NRD były obciążone narastającymi napięciami związanymi z nierozwiązaną, sporną kwestią dotyczącą rozgraniczenia obszarów morskich w Zatoce Pomorskiej. Pomimo tego, że Niemiecka Republika Demokratyczna i Polska Rzeczpospolita Ludowa były tzw. „bratnimi krajami”, to „przyjazne relacje” nie odzwierciadlały stosunku obu stron do wyżej wspomnianej kwestii.. Sytuacja stanęła na ostrzu noża, gdy NRD chcąc pokazać, że także walczy o sprawy niemieckie, jednostronną decyzją rządu tego kraju z 20 grudnia 1984 r. rozszerzyła od 1 stycznia 1985 roku szerokość wschodnioniemieckiego morza terytorialnego (pasa wód terytorialnych) do 12 mil morskich. W ten sposób portom w Szczecinie i Świnoujściu zagrażało odcięcie od otwartego morza.
Problem rozgraniczenia obszarów morskich był tematem żmudnych, trudnych konsultacji dwustronnych.
Oprócz kontaktów z innymi partiami bloku demokratycznego , w miarę rozwoju sytuacji wewnętrznej w NRD moje kontakty poszerzały się o opozycję demokratyczną , Synod Kościoła Ewangelickiego, środowiska kulturalne. W bardzo dynamicznym rozwoju wydarzeń w sytuacji wewnętrznej w NRD ogromnie ważne były kontakty z dyplomatami: radzieckimi ( mającymi bardzo dobre rozpoznanie, były takie momenty, kiedy ich informacje wyprzedzały wiedzę gospodarzy o jakimś wydarzeniu), czechosłowackimi, węgierskimi, amerykańskimi i angielskimi.

Wizyta Premiera Mieczysława Rakowskiego w Berlinie 5 grudnia 1988 r.

Podczas, gdy Polska zmierzała w kierunku reform systemu społeczno-politycznego, a zwłaszcza gospodarki, czego wyrazem była reforma przygotowana przez ministra M. Wilczka, „podstarzałe” kierownictwo NRD uważało model społeczno-polityczny i gospodarczy realizowany w tym kraju za wzorcowy i jedynie słuszny model socjalizmu. Co więcej, ówczesne zmiany w ZSRR i pierestrojkę M. Gorbaczowa traktowano jako odchylenie rewizjonistyczne. Z tego powodu zaprzestano nawet wysyłać studentów na kształcenie w Związku Radzieckim, z czego wcześniej tak chętnie korzystano.
W tej atmosferze i klimacie politycznym miał złożyć wizytę w Berlinie i spotkać się z I sekretarzem KC NSPJ Erichem Honeckerem polski premier -Mieczysław Rakowski uważany przez kierownictwo partyjne NRD za partyjnego liberała.
Przygotowując wizytę, wiedzieliśmy w Ambasadzie Polskiej, że będzie ona niełatwa i rozmowy będą trudne. Tak się złożyło, że Mieczysław Rakowski przylatywał do Berlina w poniedziałek 5 grudnia, a ja w sobotę poprzedzającą tę wizytę pracowałem nad czymś pilnym w Ambasadzie przy Unter den Linden w swoim pokoju na czwartym piętrze. Nieoczekiwanie zadzwonił do mnie z dołu pracownik ochrony ambasady z informacją , że przyszedł niemiecki obywatel i koniecznie chce ze mną rozmawiać. Kiedy oddał mu słuchawkę okazało się, że był to znany mi z-ca kierownika Wydziału Zagranicznego KC NSPJ – Bruno Mahlow. Powiedział, że przychodzi do mnie w bardzo ważnej i pilnej sprawie. Spotkałem się z nim i okazało się, że chodzi o poniedziałkową wizytę premiera Rakowskiego. Mahlow zwrócił się z prośbą, aby informacja, którą mi za chwilę przekaże, pilnie dotarła , przed wizytą do Warszawy. Informacja dotyczyła tego, że Erich Honecker przywiązuje dużą wagę do spotkania z Mieczysławem Rakowskim, zależy mu na dobrej rozmowie, w tym o naszych doświadczeniach w reformowaniu systemu gospodarki i dobrym przebiegu całej wizyty. Chociaż M. Rakowski przyjeżdżał na zaproszenie ówczesnego premiera NRD Willy Stopha, według Mahlowa to spotkanie z E. Honeckerem miało być głównym punktem tej wizyty. Informację przekazałem bezpośrednio ambasadorowi dr. Januszowi Obodowskiemu i kierownikowi Wydziału Politycznego ministrowi Kazimierzowi Szablewskiemu, który przyjechał do ambasady. Przygotowaliśmy depeszę, którą przekazano do Warszawy.
Informacja dotarła na czas, rozmowa dwóch kompletnie różnych tożsamościowo polityków, zdaniem obu stron, była dobra. Zamiast planowanych 45 minut trwała ponad dwie i pół godziny. Na koniec wizyty obydwaj zaczęli się do siebie zwracać po imieniu. Ponieważ był to ostatni punkt wizyty polskiego premiera, delegacja wyleciała z Berlina zamiast planowanej godziny 17.00 o 19.30.
Oczywiście bieg historii wkrótce zakończył, w różnych okolicznościach, polityczne kariery tych dwóch polityków.

Erich Honecker o NRD w 1989 r.

Kiedy w państwach Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczęły się już przemiany, bądź potrzeba radykalnych reform była coraz powszechniej artykułowana Erich Honecker na wiosnę 1989 r. wygłosił ekspresyjne wystąpienie, że” NRD jako pierwsze socjalistyczne państwo na ziemi niemieckiej będzie nadal istnieć przez kolejne 50 czy 100 lat”. Jeszcze w sierpniu tegoż roku reprezentował pogląd, że „system NRD-owski jest socjalizmem o modelu niezwykle atrakcyjnym i nie odpowiada doświadczeniom Związku Radzieckiego” oraz, że „pochodu socjalizmu nie powstrzyma ani wół, ani osioł”. Takie przekonanie – rozbieżne z powszechnymi odczuciami społecznymi co do funkcjonowania NRD w ówczesnym kształcie – panowało także na niższych szczeblach władzy, w kręgach aparatu partyjnego czy resortów siłowych.
We wrześniu 1989 roku, już po naszych wyborach 4 czerwca i powstaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego, towarzyszyłem ze strony Ambasady w rozmowach z partnerami niemieckimi delegacji Wydziału Administracyjnego KC PZPR z zastępcą cą kierownika tego Wydziału – Januszem Barczem. Jak bardzo myślenie i przekonanie ówczesnych władz NRD rozmijało się z rzeczywistością i na czym opierał się model funkcjonowania tego państwa, można było zauważyć na spotkaniu z komendantem berlińskiej policji, który powiedział „iż fakt, że na Alexanderplatz w godzinach południowych znajduje się duża liczba osób, absolutnie nie oznacza, że ci ludzie nie pracują. Można być natomiast pewnym, że jeśli w tym miejscu pojawiłyby się jakieś hasło czy transparent antysocjalistyczny, to w przeciągu najdalej pięciu minut zostaną natychmiast usunięte”. Słowa te zostały wypowiedziane w momencie, kiedy w NRD trwały już przygotowania do utworzenia ugrupowań opozycyjnych.
Dnia 26 sierpnia 1989 r. spotkała się grupa założycielska partii socjaldemokratycznej SDP z Ibrahimem Boehme (która później- 13 stycznia 1990 r. – przyjęła nazwę SPD). 9 września powstało „Nowe Forum”, potem kolejno „Demokracja Teraz” i „Demokratyczny Przełom”.

Obchody 40-tej rocznicy powstania NRD

Jubileusz 40-lecia NRD 7 października 1989 r. przypadł w momencie trwającego i dramatycznie zaostrzającego się kryzysu politycznego. Powstanie i protesty opozycji w Berlinie i w Lipsku, wcześniej latem i jesienią „rewolucja trabantów” – masowe ucieczki obywateli NRD najpierw przez Węgry, a później przez Ambasady RFN w Pradze i Warszawie do Republiki Federalnej Niemiec, jeszcze wcześniej długotrwała choroba Ericha Honeckera, która stała się jedną z przyczyn kryzysu władzy, decydowały o atmosferze, w jakiej obchodzony był jubileusz.
Pomimo to przywódca NRD, lekceważąc nastroje społeczne, zorganizował w dniach 6 – 7 października 1989 r. huczne obchody 40-lecia NRD. Uczestniczył w nich Sekretarz Generalny KC KPZR – Michaił Gorbaczow, którego nazwisko „Gorbi, Gorbi” było wielokrotnie skandowane podczas tych uroczystości. Miało to miejsce m. in. podczas zorganizowanych 6 października wieczorem pochodu i manifestacji młodzieży „Fackelzug”. Okrzyki kierowane do przywódcy radzieckiego stanowiły apel o demokratyczne przemiany w NRD. I Michaił Gorbaczow w swoim wystąpieniu w dniu 7 października podczas ceremonii w Izbie Ludowej (Volkskammer) dał do zrozumienia, że konieczne są radykalne reformy.
W uroczystościach brała udział polska delegacja, którą zajmowałem się ze strony ambasady. Przez pewien okres w Warszawie oraz między ambasadą w Berlinie i Warszawą trwały konsultacje odnośnie udziału strony polskiej w tych uroczystościach. Ponieważ nasze władze reprezentowali: ówczesny prezydent RP Wojciech Jaruzelski, I sekretarz KC PZPR Mieczysław Rakowski i minister Spraw Zagranicznych – prof. Krzysztof Skubiszewski reprezentujący rząd Tadeusza Mazowieckiego ustalono , że z Polski będą uczestniczyły trzy osobistości.
W związku z taką formułą udziału każda z tych osobistości miała przygotowany, oprócz udziału w oficjalnych uroczystościach 40-lecia NRD, odrębny program pobytu. Cała polska delegacja mieszkała w Palast Hotel położonym w centrum Berlina, naprzeciw Izby Ludowej – centralnego miejsca głównej uroczystości. Moje zadanie opieki nad realizacją programu pobytu prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego ułatwiała obecność dyrektora Gabinetu Prezydenta RP – Sławomira Cytryckiego i v-ce dyrektora tego Gabinetu – Andrzeja Szeląga, kolegów z okresu działalności w ruchu studenckim.
Niezapomniane było dla mnie przejście z polską delegacją z hotelu do Izby Ludowej na centralną uroczystość 7 października wieczorem. Kiedy zbliżaliśmy się do Volkskammer, przyjechał Erich Honecker ze swoją żoną Margot. Przywitały go gwizdy i okrzyki „Freiheit” (Wolność), odbywającej się obok demonstracji. Innym zapamiętanym obrazem z tej ceremonii był udział w niej po raz ostatni w tym gronie takich przywódców, jak Erich Honecker, Teodor Żiwkow, Nicolai Caucescu, Fidel Castro, Jaser Arafat, którzy odchodzili kolejno ze świata polityki.
Anegdotyczny był pobyt ministra prof. Krzysztofa Skubiszewskiego w naszej ambasadzie. Szefem MSZ podczas pobytu w Berlinie zajmował się osobiście ambasador dr Janusz Obodowski, który prezentując ambasadę powiedział, że nie jest zawodowym dyplomatą i trafił do dyplomacji ze świata polityki. Na co minister kręcąc nosem odpowiedział: „No właśnie, no właśnie”.
Na uroczystości w Izbie Ludowej siedziałem obok Mathiasa Dietricha – ówczesnego ambasadora NRD w Nikaragui, mojego kolegi z roku z Akademii Dyplomatycznej. Obserwowałem, z jaką uwagą i napięciem słuchał wystąpień M. Gorbaczowa i E. Honeckera, widać było, że czegoś się spodziewał, na coś oczekiwał.
Uroczystości jubileuszowe nie stanowiły jednak sukcesu, bezpośrednio po nich rozpoczął się początek końca NRD.

Dokończenie w następnym wydaniu.

dr Adam Zaborowski I sekretarz Ambasady RP w Berlinie w latach 1988-1992;Radca Ambasady RP w Berlinie w latach 2005-2010

Pierwsze powstanie

65 lat temu, zaledwie cztery lata po proklamowaniu NRD, powstałej w odpowiedzi na utworzenie przez mocarstwa zachodnie Niemieckiej Republiki Federalnej, 17 czerwca 1953 roku w Niemczech Wschodnich doszło do krwawych zaburzeń i strajków. Był to pierwszy buntowniczy zryw ludności w krajach demokracji ludowej. Na mapie historii najnowszej to wydarzenie pozostawało długo białą plamą, ponieważ w NRD wracano do tematu niechętnie, wstydliwie, a jeżeli już, to poprzestawano w lakonicznych tekstach, w dodatku rażąco upraszczających fakty. Z kolei historykom i publicystom PRL nie wypadało wersji tej kwestionować. Szczególnie, że sami nie byliśmy lepsi w opisie aktualnych, dramatycznych zrywów własnej ludności.

 

Warto przypomnieć głośne przed 65 laty tragiczne zdarzenie. Decyzją Rady Ministrów NRD z 28 maja 1953 r., wprowadzono w gospodarce wyższe normy pracy. Decyzja ta kłóciła się z ogłoszoną niemal równolegle (11 czerwca) polityką „nowego kursu”. Wezwano przywódców NRD 5 czerwca do Moskwy, skąd wrócili po trzech dniach z nakazem szybkiego złagodzenia stalinowskiego kursu „przyspieszonej budowy socjalizmu”, ogłoszonego latem 1952 roku. Po powrocie zapowiadano szereg odwilżowych, liberalnych ułatwień w codziennym bytowaniu ludności, obiecano podjęcie reformatorskich kroków w zarządzaniu państwem. Echo wywołała także zapowiedź rewizji wyroków w procesach politycznych, która obudziła nadzieję na otwarcie w kierunku demokratyzacji. Być może władze sądziły, że to ułatwi przełknięcie podwyższenia norm. Prawdopodobnie obietnica liberalizacji w połączeniu ze śmiercią Stalina i wywołaną tym przejściową dezorientacją polityczną tak w Moskwie, jak w Berlinie, w jakimś stopniu ośmieliły ludność do wyjścia na ulicę.

 

Bunt robotniczej arystokracji

Pierwsi, już 15 czerwca, zaprotestowali w kilku punktach Berlina i przerwali pracę robotnicy budowlani. Była to wówczas arystokracja robotnicza, najbardziej świadoma swojej wartości i dobrze zorganizowana grupa zawodowa. Poza przerwaniem pracy, skierowano pismo protestacyjne do premiera Otto Grotewohla, a 16 czerwca manifestacja budowlanych, do których dołączyli liczni przechodnie, przemaszerowała centralnymi ulicami miasta pod siedzibę Rady Ministrów. Po drodze pochód zatrzymał się przed gmachem centrali związkowej FDGB, jednakże żaden z funkcjonariuszy związkowych nie wyszedł, by porozmawiać z protestującymi. Zamknięte drzwi zastano także w Urzędzie Rady Ministrów, nadaremnie domagając się spotkania z Grotewohlem bądź 1. sekretarzem SED, Walterem Ulbrichtem. W końcu do tłumu wyszli (nie wiadomo, czy z własnej inicjatywy, czy delegowani) działacze partyjni nie najwyższego szczebla: sekretarz berlińskiej organizacji partyjnej Heinz Brandt oraz profesor Uniwersytetu Humboldta, znany późniejszy dysydent, Robert Havemann. Obiecali odwołanie zwiększonych norm, ale czy ich ustne zapewnienia mogły uspokoić nastroje?

Władze oficjalnie i jednoznacznie wycofały się z tej decyzji w komunikacie z 17 czerwca, ale było już za późno, by zapanować nad sytuacją; w międzyczasie zgłoszone zostały nowe żądania i pretensje. Góra partyjna i związkowa popełniły błąd, z którego później również w innych krajach demokracji ludowej nie wyciągnięto żadnej nauki. Zamiast błyskawicznie zareagować na pierwszy sygnał niezadowolenia, ociągały się z wysłuchaniem protestujących. W końcu zdobyły się na ogłoszenie suchego komunikatu, nadal nie kwapiąc się do bezpośrednich rozmów z przedstawicielami wzburzonej ulicy.

Od rana 17 czerwca robotniczy bunt zaczął rozlewać się na całą NRD. Zastrajkowało ok. 600 zakładów pracy, tj. około pół miliona zatrudnionych. Do strajku generalnego było zatem jeszcze daleko. Nie doszło do niego głównie dlatego, że władza zastosowała środki siłowe, tłumiąc rozruchy przede wszystkim przy użyciu jednostek wojsk radzieckich. Lokalne niepokoje o różnym stopniu natężenia miały miejsce w ok.400 miejscowościach. Na tradycyjnych terenach przemysłowych wokół Halle, Lipska, Cottbus, Gery, Magdeburga były nawet silniejsze, niż w samym Berlinie. W niektórych rejonach do protestujących przyłączyli się także chłopi. Zrywanie emblematów partyjnych, państwowych, haseł państwowo-twórczych, niszczenie portretów przywódców nie należało do rzadkości. Protestujący wdarli się do ok. 140 budynków partyjnych bądź związkowych, administracji państwowej i policji. W dziewięciu przypadkach szturmowano nawet więzienia, uwalniając ok. 1300 więźniów, nie tylko politycznych. W pojedynczych przypadkach doszło również do podpaleń.

 

Spontaniczne i nieskoordynowane

Demonstracjom brakowało jednak „jasno określonych celów” – jak czytamy w jednym z posthoneckerowskich opracowań. Wybuchały bez uprzedniego przygotowania, chaotycznie. Nie mniej chaotyczne były żądania niezadowolonych. Pośredni dowód, że zryw miał charakter spontaniczny, a nie spiskowy, jak to później usiłowano tłumaczyć propagandowo. Postulaty socjalne mieszały się z politycznymi, wśród których dość głośno rozlegało się żądanie ustąpienia rządu i przeprowadzenia wolnych wyborów. W tłumie padały okrzyki „Precz ze Szpicbródką!” (Ulbricht), „Rosjanie do domu!” (jeszcze przed wkroczeniem wojsk radzieckich do akcji). Czy krzyczeli tylko miejscowi czy także, lub głównie, zachodni berlińczycy, trudno powiedzieć. Rosjanie początkowo czuli się zdezorientowani, zakłopotani, wykazywali powściągliwość. „Ulbricht prosił Rosjan o interwencję, lecz ci początkowo nie chcieli się angażować. To wasza sprawa – mówili. Dopiero za pośrednictwem Moskwy Ulbricht spowodował, że jednak wkroczyli”. Dodam, że władze NRD szukały wsparcia u Rosjan nie tylko dlatego, że własne, nie okrzepłe jeszcze siły policyjne były słabe. Nie było pewności, czy można zaufać policji, czy w godzinie próby niektóre jednostki nie przejdą na stronę demonstrantów lub zachowają bierność.

 

Czołgi na ulicach

Jednostki radzieckie pojawiły się na ulicach Berlina 17 czerwca, po wprowadzeniu przez komendanturę radziecką o godz. 13.00 stanu wyjątkowego, ogłoszonego także w kilku innych miastach. Demonstracje szybko rozpraszano, strzelając ostrą amunicją. Ehrhart Neubert autor blisko 1000-stronicowej pracy o opozycji w NRD, nie podając źródeł, utrzymuje, że z powodu odmowy wykonania rozkazu rozstrzelano 40 żołnierzy. Władze wojskowe przyznały się jedynie do siedmiu takich przypadków. Rosjanie zapewne byli zaskoczeni, nie bardzo rozumiejąc, dlaczego mają strzelać do bezbronnej ludności sojuszniczego, bratniego państwa, Wojsko włączono przecież do akcji niespodziewanie, bez żadnego przygotowania, niejako z marszu.
Radzieccy komendanci wydali m.in. rozkaz publicznej egzekucji kilku cywilów, w tym mieszkańca Berlina Zachodniego, Willy Gottlinga. Między dzielnicami miasta istniał swobodny przepływ ludności. Granice NRD zamknęła dopiero 13 sierpnia 1961 roku. Ostatnie strajki wygasły 20 czerwca. Bilans ofiar to co najmniej 50 ofiar śmiertelnych wśród demonstrantów i 10 zabitych policjantów. Liczba rannych szła w setki. Jeszcze bardziej bolesne dla uczestników bądź sympatyków powstania były represje po jego zdławieniu. Aresztowano około 6 tys. osób, z czego 1/3 wkrótce zwolniono, choć zapewne fakt zatrzymania odnotowano w ich aktach personalnych. Wśród aresztowanych było 3500 robotników i ok. 1800 pracowników umysłowych, chłopów i rzemieślników. Charakterystyczną cechą powstania, które stopniowo przekształcało się w wotum nieufności dla panującego reżimu, była nieobecność wśród demonstrantów środowisk inteligenckich i intelektualnych. Częste były przypadki deklarowania z ich strony poparcia dla władz.

 

Stali z boku

Zdławienie ulicznego zrywu spotęgowało falę ucieczek do Berlina Zachodniego. Kilka tysięcy osób oddało legitymacje partyjne, setki osób wykluczono z partii, a w instytucjach państwowych i na uczelniach doszło do czystek personalnych. Najwyżej postawioną ofiarą tych czystek był socjaldemokrata, minister sprawiedliwości Max Fechner, który nie obronił się przed zarzutem niedopuszczalnej w początkowym okresie powściągliwości organów ścigania. Został nie tylko usunięty z SED, ale i skazany na karę więzienia.
Kościół ewangelicki stał na uboczu zrywu ulicznego i bolesnych jego konsekwencji, a nawet odradzał udział w demonstracjach. Po przegranej, w kołach kościelnych mówiono o bezcelowości wszelkiego sprzeciwu i opozycji, bo władzy się nie pokona.

W NRD unikano przypominania daty 17 czerwca. Gdy już trzeba było ją zauważyć, mówiono o inspirowanym przez Zachód puczu. Wersję tę przyjęli nawet tak szanowani intelektualiści, jak: Anna Seghers, Bertolt Brecht, Stefan Heym, Erich Loest. Późniejszy znany dysydent, prof. Robert Havemann jeszcze długie lata twierdził, że w powstaniu miały swój udział elementy faszystowskie. W przeciwieństwie do wykładni SED, intelektualiści nie byli jednak bezkrytyczni i wskazywali na wewnętrzne, uzasadnione przyczyny niezadowolenia. Erich Honecker, w wydanej w 1980 r., liczącej 500 stron autobiografii „Aus meinem Leben”, kwituje 17 czerwca jakby mimochodem, w kilkudziesięciu zdaniach:

„Błędem okazało się przede wszystkim podwyższenie w sposób administracyjny norm. Wśród robotników wywołało to niezadowolenie. Ich zaufanie do partii i rządu uległo zakłóceniu. Na początku czerwca 1953 KC SED i Rada Ministrów podjęły kroki zmierzające do skorygowania błędnych decyzji, ustabilizowania gospodarki i poprawy poziomu życia ludzi pracy. Zanim jednak decyzje te mogły wejść w życie, uderzył przeciwnik. 17 czerwca 1953 w Berlinie i w kilku innych miastach doszło do przerwania pracy i do demonstracji. Wrogowie socjalizmu wykorzystali niezadowolenie pracujących, żeby podjąć próbę kontrrewolucyjnego puczu, od dawna przygotowywanego przez imperialistyczne wywiady i centrale agentów. Do oczekiwanego przez nich «strajku generalnego» jednak nie doszło. Gdy robotnicy zorientowali się, że kontrrewolucyjni prowokatorzy szaleją jak faszyści, szybko odcięli się od nich. W wielu zakładach zdecydowanie przeciwstawili się podżegaczom. Do akcji wkroczyły zbrojne organa NRD, wspierane przez stacjonujące w NRD radzieckie siły zbrojne. Przesądziło to o szybkim załamaniu się prób puczystów. Ugaszono potencjalne źródło kryzysu jako zapalnika konfliktów militarnych w centrum Europy”. Tak myślał Honecker jeszcze w 1980 roku.

 

Ponad strefami

Źródła zachodnie oceniają obecność zachodnich berlińczyków znacznie skromniej. W publikacji Ehrharta Neuberta znajdujemy podsumowanie: „W demonstracjach licznie uczestniczyli zachodnioberliczycy, którzy w większej liczbie napłynęli do sektora wschodniego, by wesprzeć demonstrantów. (…) małe ugrupowania polityczne wspierały propagandowo rewoltę z terenu Berlina Zachodniego, a media RFN i BZ odegrały dużą rolę w przekazywaniu informacji o rozruchach. Również ze strony odpowiedzialnych polityków nie brak było oświadczeń i deklaracji solidarności, jak również krytyki działań militarnych”. Autor nie uważa jednak, żeby mieszkańcy Berlina Zachodniego byli siłą sprawczą powstania. Dodam, że protesty poza Berlinem odbywały się już bez ich udziału, bo swoboda poruszania się istniała tylko w samym Berlinie.

Heiner Müller, naoczny świadek wydarzeń 17 czerwca, zanotował: „Przyłączyli się do manifestujących młodzi z Berlina Zachodniego. Liczne kolumny rowerzystów wmieszały się w tłum. Centralnym polem starć stał się Potsdamer Platz. Oczywiście, z całą pewnością również Zachód tutaj mieszał, to jasne, aczkolwiek zapewne nie tak skrajnie, jak to przedstawia Stefan Heym w swej książce. Pewne wydarzenia ukazał on wszakże trafnie. Nie ma się czemu dziwić, bo kto jak kto, ale on wie, co to jest CIA.” Radio było wówczas jedynym masowym łącznikiem między ludźmi, bo telewizja stawiała dopiero pierwsze kroki. W RFN zarejestrowanych było zaledwie 10 tysięcy telewizorów, a w NRD chyba nie było ani jednego.

Wyciągając wnioski z międzysojuszniczych uzgodnień, alianci zachodni w Berlinie od początku zachowali rezerwę wobec zaburzeń we wschodnim sektorze. Brytyjska policja wojskowa rozpraszała na granicy swego sektora większe zgromadzenia zachodnich berlińczyków. Podobnie postępowała policja amerykańska. Ponadto Amerykanie nie dopuścili do przekazania przez RIAS (amerykańska rozgłośnia radiowa) wezwania do strajku generalnego w NRD. Po zdławieniu buntu zorganizowali pomoc żywnościową dla ludności.

Świadome lekcji udzielonej 17 czerwca, władze NRD wytargowały od Moskwy tolerowanie bardziej liberalnego kursu, a także deklarację rządu radzieckiego z sierpnia 1953 r. o rezygnacji z wszelkich dalszych reparacji ze wschodniej strefy. W te same ślady poszła Polska. Zatroszczono się także bardziej o podniesienie stopy życiowej, o bogatszą ofertę towarów konsumpcyjnych, podwyższono świadczenia socjalne, złagodzono naciski na rolników i sektor prywatny w mieście. Jednocześnie w zakładach pracy zaczęto tworzyć bojówki partyjne. tzw. Kampfgruppen.
Na pierwszy krwawy zryw ludności w krajach demokracji ludowej Zachód zareagował sygnałem, że nie zamierza interweniować. Pozostał tej postawie konsekwentnie wierny, aż do rozpadu socjalistycznej wspólnoty.

 

List

Sensacją, która utrwaliła się w annałach historycznych, była postawa jaką zajął wobec buntu w NRD Bertolt Brecht /1898-1956/ niemiecki dramatopisarz, poeta, teoretyk teatru światowej sławy, autor m.in.: „Opera za trzy grosze”, „Matka Courage i jej dzieci”. Lewicujący, lecz nie wstąpił do rządzącej SED. Po pierwszym sygnale buntu Brecht skierował pisma do szefa Partii Waltera Ulbrichta, premiera Otto Grothewohla i do ambasadora ZSRR Władimira Semionowa, opatrzone zastrzeżeniami i wątpliwościami. List do Ulbrichta opublikował organ SED „Neues Deutschland” dopiero 21 czerwca, kiedy powstanie już dogorywało. Tekst, generalnie akceptujący kroki reżimu, dziennik ocenzurował usuwając zdanie „Obejmująca szeroką wymianę zdań rozmowa z masami co do tempa budowy socjalizmu, spowoduje usunięcie braków i zabezpieczy zdobycze socjalizmu”. Wydrukowano jedynie „Czuję potrzebę wyrazić w aktualnej sytuacji moją więź z SLD”.

Po zdławieniu powstania sekretarz Stowarzyszenia Pisarzy Kurt Barthel polecił rozprowadzać w Alei Stalina /tam zaczął się bunt budowlańców/ ulotki ze zdaniem: „Naród roztrwonił zaufanie rządu które może przywrócić tylko zdwojoną pracą”.

Brecht zareplikował wierszem „Lösung” (rozwiązanie), w którym znalazło się głośne później zdanie: „Czy nie byłoby lepiej, prościej zdecydować, że rząd rozwiąże sobie naród i wybierze nowy?”