48 godzin sport

Wenger dostał pracę w FIFA
Znany francuski trener piłkarski Arsene Wenger (na zdjęciu) został zatrudniony w FIFA w roli szefa komórki zajmującej się globalnym rozwojem piłki nożnej. 70-letni szkoleniowiec ma pomóc w rozwoju męskiej i żeńskiej piłki nożnej, a także w kwestiach technicznych dyscypliny. Będzie także członkiem panelu technicznego i przewodniczącym grupy analitycznej w FIFA. Wenger w maju 2018 roku został po 22 latach zwolniony z posady trenera Arsenalu Londyn i od tego czasu pozostawał bez zajęcia. Niedawno był wymieniany w gronie kandydatów do poprowadzenia ekipy Bayernu Monachium, ale jak się okazało, to on sam zgłosił swoją kandydaturę, którą władze Bayernu grzecznie, lecz stanowczo odrzuciły.

Świetna forma polskich siatkarzy grających we Włoszech
W 5. kolejce włoskiej ekstraklasy siatkarzy zespół Vero Volley Monza z Bartoszem Kurkiem w składzie pokonała u siebie Porto Robur Costa Ravenna 3:1, odnosząc pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Nasz czołowy siatkarz był liderem w swojej ekipie, zdobywając najwięcej punktów – 29. W swoich klubach zagrali też Mateusz Bieniek (Associazione Sportiva Volley Lube) i Bartosz Bednorz (Azimut Modena). Ten drugi odegrał ważną rolę w wygranym 3:0 spotkaniu z Top Volley Latina. 25-latek zdobył 12 punktów. Wysoką formę potwierdził też Bieniek. Jego Volley Lube łatwo pokonało Blu Vollet Weronę 3:0. Kluby Bednorza i Bieńka wygrały jak na razie wszystkie dotychczasowe spotkania. Z kolei Volley Monza Bartosza Kurka, dzięki pierwszemu zwycięstwu, awansowała na ósme miejsce w tabeli.

Król strzelców Euro 2008 i MŚ 2010 zakończył karierę
Król strzelców mistrzostw Europy 2008 i mistrzostw świata 2010 David Villa, obecnie zawodnik japońskiego zespołu Vissel Kobe, ogłosił, że po zakończeniu obecnego sezonu w J-League (zostały do rozegrania jeszcze trzy kolejki) zakończy piłkarską karierę. 38-letni hiszpański napastnik jest rekordzistą swojego kraju w liczbie goli strzelonych w narodowej drużynie (ma ich na koncie 59 w 98 meczach), w przeszłości był graczem m.in. Valencii CF, FC Barcelona i Atletico Madryt, w latach 2014-2018 występował w grającym w MLS w zespole New York City FC, a w Vissel Kobe grał od stycznia 2018 roku.

Gra pierwsza liga piłkarska
Zestaw par 18. kolejki. Sobota: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Sosnowiec (godz. 12:40), Stomil Olsztyn – GKS Bełchatów (15:00), Chojniczanka Chojnice – Wigry Suwałki (16:00), GKS Tychy – Radomiak Radom (17:00), Sandecja Nowy Sącz – Bruk-Bet Nieciecza (17:00). Niedziela: Warta Poznań – Stal Mielec (12:40).

Kolejna porażka Polskiego Cukru i druga wygrana Anwilu
Koszykarze Polskiego Cukru przegrali na wyjeździe z litewskim Lietkabelisem Poniewież 83:98 w meczu 5. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów FIBA. Wicemistrzowie Polski, grający w grupie A, mają bilans 1-4 i coraz mniejsze szanse na awans do fazy play off. Lepiej radzi sobie ekipa Anwilu Włocławek, która rywalizuje w grupie B i w piątej kolejce pokonała u siebie belgijski Telenet Giants Antwerpia 80:71. Mistrzowie Polski mają bilans 2-3.

Obywatele mistrzami Anglii

Zakończyły się rozgrywki w najbogatszej lidze piłkarskiej w Europie, której cztery zespoły awansowały do finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Nic dziwnego, że w Premier League walka o prymat toczyła się do ostatniej kolejki. Manchester City wyprzedził drugi w tabeli FC Liverpool zaledwie o jeden punkt. Trzy kolejne lokaty zajęli finaliści europejskich pucharów – Chelsea, Tottenham i Arsenal.

Zespół Manchesteru City, którego trenerem jest Hiszpan Pep Guardiol, przed ostatnią kolejką miał jeden punkt przewagi nad Liverpoolem, ale walczył na wyjeździe 17. drużyną w tabeli Brighton&Howe. Mimo wyraźnej przewagi „The Citizens” (Obywatele) pierwsi stracili bramkę, ale ostatecznie wygrali 4:1 i z dorobkiem 98 punktów wygrali krajowe rozgrywki. Liverpool pokonał Wolverhampton 2:0 i kończąc sezon z 97 „oczkami” na koncie musiał zadowolić się jedynie wicemistrzowskim tytułem. W wyjazdowym starciu z Leicester City Chelsea Londyn wywalczyła tylko remis 0:0, ale to wystarczyło jej do utrzymania trzeciego miejsca w tabeli. Swojego meczu nie wygrał bowiem zajmujący 4. lokatę Tottenham, który podzielił się punktami z Evertonem (2:2). Arsenal zwyciężył Burnley 3:1, ale i zakończył sezon poza pierwszą czwórką.

W ostatniej kolejce z czołowych drużyn skompromitował się jedynie Manchester United, który przegrał na Old Trafford ze zdegradowanym już do Championship Cardiff City 0:2.

Na innych stadionach w ostatniej kolejce nie ważyły już losy awansu do europejskich pucharów czy degradacji do Championship, ale i tak sporo się działo. Kapitalne widowisko obejrzeli kibice na stadionie Selhurst Park, gdzie Crystal Palace pokonało Bournemouth 5:3. Niestety, Artur Boruc ponownie cały mecz przesiedział na ławce, bo Eddie Howe znów do gry wystawił 19-letniego Marka Traversa.

Całe spotkania rozegrali natomiast dwaj pozostali Polacy w Premier League – Jan Bednarek i Łukasz Fabiański. Były obrońca Lecha Poznań robił co mógł, ale jego Southampton tylko zremisował u siebie z zamykającym tabelę ekipą Huddersfield Town 1:1. „Święci” stracili gola po błędzie ich bramkarza Angusa Gunna.

West Ham United nie ma takich problemów w bramce, bo strzeże jej Łukasz Fabiański, najskuteczniejszy w tym sezonie golkiper w Premier League. „Młoty” wygrały na wyjeździe z Watfordem 4:1 i zakończyły rozgrywki na 10. miejscu. Wielka w tym zasługa naszego reprezentacyjnego bramkarza, któremu futbolowi statystycy wyliczyli aż 148 obronionych w tym sezonie strzałów. Żaden inny bramkarz w Premier League nie ma takich osiągnięć. Drugi w zestawieniu Neil Etheridge z Cardiff City miał ich 141, trzeci Ben Foster z Watfordu 127, czwarty David de Gea z Manchesteru United 122 interwencje, a piąty Sergio Rico z Fulham 111.

Fabiański wystąpił we wszystkich 38 meczach ligowych West Hamu, z których 15 wygrał, 7 zremisował i 16 przegrał (bramki 52:55). Kibice WHU docenili jego znakomitą grę i przyznali mu trzy nagrody indywidualne – dla najlepszego piłkarza klubu, dla najlepszego transferu i za najlepszą interwencję sezonu.

 

UEFA skubie angielskich kibiców

Obecny sezon w europejskim futbolu zwieńczą stuprocentowo angielskie finały pucharowych rozgrywek. W Lidze Mistrzów 1 czerwca w Madrycie zmierzą się FC Liverpool z Tottenhamem Hotspur, a 29 maja w Baku o triumf w Lidze Europy powalczą w derbach Londynu Arsenal i Chelsea.

Kibice wszystkich czterech angielskich finalistów póki co solidarnie protestują przeciwko nieuczciwemu ich zdaniem potraktowaniu przez UEFA. Jako pierwsi europejską federację skrytykowali fani Liverpoolu i Tottenhamu, a powodem ich niezadowolenia była liczba przyznanych im wejściówek. Stadion Wanda Metropolitano w Madrycie, na którym 1 czerwca zostanie rozegrany finał Ligi Mistrzów, może pomieścić 67 tysięcy widzów, tymczasem kibice Liverpoolu i Tottenhamu otrzymali jedynie po 16 tysięcy wejściówek. Reszta wejściówek trafiła do otwartej sprzedaży.

Jeszcze mniej biletów UEFA przyznała fanom finalistów Ligi Europy, bowiem sympatykom Arsenalu i Chelsea wydzieliła zaledwie po sześć tysięcy biletów, chociaż pojemność stadionu w Baku jest zbliżona do pojemności obiektu w Madrycie. Oba angielskie kluby złożyły już wnioski o zwiększenie puli wejściówek.

Niesprawiedliwa dystrybucja biletów to nie jedyny zarzut angielskich kibiców pod adresem UEFA. Mają pretensje także o to, że europejska federacja chce na nich zbyt dużo zarobić. Obie londyńskie drużyny, czyli także ich kibiców, dzieli od Azerbejdżanu prawie 2,5 tysiąca kilometrów, nic zatem dziwnego, że Anglicy krytykują UEFA za wybór organizatora finału. Mają też pretensje o zawyżone ceny noclegów oraz biletów lotniczych. Nawet ci, którzy rezerwacji dokonali dużo wcześniej, są zmuszeni do dokonania dopłat. „UEFA nie szanuje kibiców i jest nastawiona wyłącznie na zysk. Ta sytuacja wymaga zmiany” – piszą angielscy fani. Trudno nie przyznać im racji.

 

Liga Europy: Uznane firmy w 1/16 finału

Fot. Zespół Chelsea Londyn uważany jest za jednego z najpoważniejszych kandydatów do wygrania Ligi Europy

 

 

W miniony czwartek zakończyła się faza grupowa Ligi Europy. Do dalszych gier awansowały 24 zespoły. Wiosną dołączy do nich osiem zespołów, które w Lidze Mistrzów zajęły trzecie lokaty w swoich grupach.

 

Największą sensacją fazy grupowej Ligi Europy było niezakwalifikowanie się do play-off finalisty poprzedniej edycji tych rozgrywek, Olympique Marsylia (w finale francuski zespół uległ Atletico Madryt 0:3). Tym razem ekipa z Marsylii zdobyła tylko jeden punkt i zajęła ostatnie miejsce w grupie H, ustępując nie tylko Eintrachtowi Frankfurt i Lazio Rzym, ale nawet cypryjskiemu Apollonowi Limassol. Do fazy pucharowej nie awansował też AC Milan, który w ostatniej kolejce przegrał z Olympiakosem Pireus 1:3, a na dokładkę został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości 12 mln euro za złamanie przepisów finansowego fair play. Mediolańskiej ekipie grozi też wyrzucenie z europejskich pucharów.

Warto odnotować dzielną postawę pogromcy Legii Warszawa w kwalifikacjach, drużyny F91 Dudelange, która rywalizowała w tej samej grupie F co AC Milan i Olympiakos Pireus. W ostatniej kolejce gier mistrz Luksemburga zremisował ze zwycięzcą grupy Betisem Sewilla 0:0. Był to pierwszy punkt w Lidze Europy wywalczony przez ten zespół w europejskich pucharach.
Z polskich piłkarzy na placu boju pozostała garstka – Tomasz Kędziora w Dymanie Kijów, Damian Kądzior w Dinamie Zagrzeb, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli, Jakub Piotrowski w KRC Genk oraz dwóch nastolatków, reprezentantów Polski U-19 i U-18 Jakub Bednarczyk i Adrian Stanilewicz, którzy w ostatniej serii spotkań zaliczyli pucharowy debiut w Bayerze Leverkusen. Z rozgrywkami pożegnali się natomiast Jakub Rzeźniczak z azerskim Qarabagiem Agdam, Jacek Góralski i Jakub Świerczok z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, Igor Lewaczuk z francuskim Girondins Bordeaux i Patryk Malecki ze słowackim Spartakiem Trnava.

A oto zespoły, które awansowały do 1/16 finału po fazie grupowej Ligi Europy: Bayer Leverkusen, FC Zurych, Red Bull Salzburg, Celtic Glasgow, Zenit Petersburg, Slavia Praga, Dinamo Zagrzeb, Fenerbahce Stambuł, Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Betis Sewilla, Olympiakos Pireus, Villarreal, Rapid Wiedeń, Eintracht Frankfurt, Lazio Rzym, KRC Genk, Malmoe FF, FC Sevilla, FK Krasnodar, Dynamo Kijów, Stade Rennes, Chelsea Londyn i BATE Borisow. Z tego grona za faworytów rozgrywek uważa się dwie londyńskie jedenastki, Arsenal i Chelsea, ale z Ligi Mistrzów dostały mocnych konkurentów – osiem drużyn z 3. miejsce: SSC Napoli, Benficę Lizbona, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan, Szachtara Donieck, Valencię CF i Viktorię Pilzno.

 

UEFA nie chce Superligi

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin w publicznych wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się pomysłowi utworzenia przez najbogatsze europejskie kluby elitarnej Superligi, alternatywy dla Ligi Mistrzów.

 

Plany stworzenia nowych rozgrywek z udziałem 16 najbogatszych europejskich klubów ujawnił portal „Football Leaks”. Okazało się, że pomysł zrodził się podczas tajnego spotkania przedstawicieli siedmiu największych klubów naszego kontynentu – Arsenalu Londyn, Barcelony, Bayernu Monachium, Juventusu Turyn, Manchesteru United, Milanu i Realu Madryt. Akces do grupy założycielskiej Superligi zgłosiły ponadto Chelsea Londyn, FC Liverpool, Manchester City i Paris Saint-Germain. Te jedenaście klubów w założeniu miałoby zagwarantowany udział w rozgrywkach przez dwadzieścia pierwszych sezonów, a stawkę uczestników w pierwszych edycjach uzupełniałyby drużyny Atletico Madryt, Borussii Dortmund, Interu Mediolan, Olympique Marsylia i AS Roma.

Narada odbyła się za plecami UEFA, co rzecz jasna od razu wywołało podejrzenia, że bogate kluby chcą zrealizować swój projekt kosztem Ligi Mistrzów. Nic dziwnego, że pomysł Superligi nie spodobał się w piłkarskim środowisku i jest mocno krytykowany. Wyraz niezadowoleniu dał między innymi prezydent europejskiej federacji Aleksander Ceferin.
„Realizacja tej idei zniszczy futbol. W zamkniętym systemie rozgrywek nie ma miejsca na solidarności i nie będzie mechanizmów stymulujących rozwój futbolu. Na dłuższym dystansie wszyscy przegrają, także kluby deklarujące chęć przystąpienia do Superligi. Dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ona nie została powołana do życia” – zapewnił słoweński działacz w wypowiedzi udzielonej tygodnikowi „Kicker”.

 

Unai Emery pierze brudy z PSG

Unai Emery ledwie tydzień po zakończeniu pracy w Paris Saint-Germain zaczął wywlekać brudy w mediach. Hiszpański trener w pierwszej kolejności przykopał największej gwieździe paryskiego zespołu Neymarowi.

 

O tym, że Emery straci pracę w PSG było wiadomo już w momencie, gdy paryżanie odpadli z Ligi Mistrzów. Hiszpański szkoleniowiec nie zasmakował bezrobocia, bo nim pożegnał się z Paryżem już miał podpisany kontrakt z Arsenalem Londyn, w którym zastąpił Francuza Arsene’a Wengera. Na odchodnym pożalił się jednak we francuskich mediach, że w Paris Saint-Germain najwięcej do powiedzenia ma Neymar. „W każdym normalnym klubie trener ma swoje miejsce i piłkarze również. W PSG tego nie było, w tym klubie najważniejszy był Neymar. Trenowanie takich zawodników nie jest łatwe. Oni uważają, że skoro są najlepsi na świecie, to wszyscy muszą się do nich dostosować, szkoleniowcy również. Trudno przy nich utrzymać autorytet” – pożalił się Emery.