Klęska tytanów w ATP Finals

Kibice liczyli na wielki pojedynek lidera rankingu ATP Novaka Djokovicia z wiceliderem Rafaelem Nadalem w finale tegorocznego ATP Finals. Nic z tego. W półfinale Serb przegrał z Austriakiem Dominikiem Thiemem 5:7, 7:6(10), 6:7(5), a Hiszpan uległ Rosjaninowi Daniiłowi Miedwiediewowi 6:3, 6:7(4), 3:6. W niedzielę o zwycięstwo w ostatnim turnieju mistrzów rozgrywanym w Londynie zmierzyli się więc Miedwiediew z Thiemem. Lepszy okazał się Rosjanin, który wygrał 4:6, 7:6(2), 6:4.

W grze pojedynczej skład półfinałowej czwórki graczy w pełni odzwierciedlał aktualny układ sił w męskim tenisie, bo do rozgrywki o prawo gry w finale przystąpili zawodnicy zajmujący cztery czołowe lokaty na światowej liście. Faworytem był lider Novak Djoković, uczestniczący w kończących sezon turniejach mistrzów już po raz trzynasty. Dla niego był to dziewiąty awans do półfinału, w finałach grał siedem razy, a zwyciężał w nich pięciokrotnie (w 2008 roku oraz w latach 2012-2015). Djoković przed pojedynkiem z Thiemem miał w tym roku ma bilans meczów 41-4. Porażek doznał w potyczkach z Pablo Carreno w IV rundzie US Open (5:6 i dyskwalifikacja za trafienie piłką w sędzię liniową), Rafaelem Nadalem w finale French Open (0:6, 2:6, 5:7), Lorenzo Sonego w ćwierćfinale turnieju w Wiedniu (2:6, 1:6) i Daniłem Miedwiediewem w fazie grupowej ATP Finals (3:6, 3:6). Serbski tenisista w 2020 roku wygrał natomiast Australian Open oraz turnieje w Dubaju, Cincinnati i Rzymie. W ATP Finals w fazie grupowej pokonał Argentyńczyka Diego Schwartzmana 6:3, 6:2 i Niemca Alexandra Zvereva 6:3, 7:6(4), przegrał natomiast nieoczekiwanie z Rosjaninem Daniiłem Miedwiediewem 3:6, 3:6. I dlatego zajął w swojej grupie drugie miejsce, a z pierwszego do półfinału awansował Miedwiediew (pokonał Zvereva 6:3, 6:4 i Schwartzmana 6:3, 6:3).
Półfinałowy przeciwnik Djokovicia, Dominic Thiem, w rankingu ATP zajmuje aktualnie trzecią lokatę. W tym roku wygrał co prawda tylko jeden turniej, ale za to jakże ważny – US Open. Dla Austriaka był to pierwszy wielkoszlemowy triumf w karierze. W londyńskiej hali 02 Arena w fazie grupowej pokonał Greka Stefanosa Tsitsipasa 7:6(5), 4:6, 6:3 i Nadala 7:6(7), 7:6(4), przegrał natomiast z Rosjaninem Andriejem Rublowem 2:6, 5:7. Do półfinału austriacki tenisista awansował z pierwszego miejsca, ale nie był uważany za faworyta w starciu z Djokoviciem, chociaż w ATP Finals gra po raz piąty z rzędu, a w ubiegłym sezonie doszedł do finału, w którym przegrał po walce ze Stefanosem Tsitsipasem.
W drugiej parze faworytem był rzecz jasna Rafael Nadal, dla którego tegoroczny start w ATP Finals był 10. w karierze (ale prawo gry w turniejach mistrzów uzyskiwał aż 16 razy). W finale grał jednak tylko dwukrotnie – w 2010 i 2013 i ani razu nie zdołał zwyciężyć. Przed tegoroczną imprezą nie krył w swoich wypowiedziach, że chciałby wreszcie wygrać. Hiszpan w tym roku po raz 13. w karierze wygrał wielkoszlemowy French Open, a oprócz tego triumfował też w turnieju w Acapulco. Jego przeciwnik, Daniił Miedwiediew, jest pierwszym rosyjskim tenisistą w 1/2 finału turnieju mistrzów od 2009 roku, kiedy to Nikołaj Dawidienko zwyciężył w imprezie. Miedwiediew w tym roku wygrał paryski turniej w hali Bercy, w ubiegłym roku doszedł do finału US Open, lecz w starciach z Nadalem nie miał wcześniej szczęścia, bo w ubiegłym sezonie Hiszpan pokonał go trzy razy – w Montrealu, wspomnianym finale US Open i w fazie grupowej ATP Finals 2019. W tym roku Rosjanin wziął rewanż na hiszpańskim mistrzu, a rozgrzany pokonaniem w londyńskim turnieju pierwszego i drugiego tenisisty w rankingu ATP, w finale wygrał też z numerem 3, czyli Thiemem.
W deblu stawka półfinalistów nie pokrywała się jak w singlu z aktualnym notowaniem rankingu ATP. O awans do finału w pierwszej parze walczyli rozstawieni w turnieju z numerem 5 Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja) z turniejową „4” – Marcelo Granollersem (Hiszpania) i Horacio Zeballosem (Argentyna). Lepszy okazał się holendersko-chorwacki duet, który wygrał 6:3, 6:4, natomiast w drugiej parze rozstawieni z numerem 7 Juergen Melzer (Austria) i Edouard Roger-Vasselin (Francja) pokonali rozstawiony z „2” duet Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania) 6:7(4), 6:3, 11-9. Koolhof i Mektić to finaliści tegorocznego US Open, a Granollers i Zeballos ubiegłorocznej edycji. Hiszpan i Argentyńczyk w tym roku wygrali turnieje w Buenos Aires, Rio de Janeiro i Rzymie. Z kolei Ram i Salisbury są mistrzami tegorocznego Australian Open, zaś Melzer i Roger-Vasselin w obecnym sezonie wywalczyli tytuł w Petersburgu i doszli do finału w Sofii. Obie półfinałowe pary nigdy wcześniej przeciwko sobie nie grały. W finałowym meczu Melzer i Roger-Vasselin przegrali z Koolhofem i Mekticiem 2:6, 6:3, 5-10.

Londyn żegna ATP Finals

W minioną niedzielę najlepsi tenisiści tegorocznego sezonu rozpoczęli w londyńskiej hali 02 Arena zmagania w turnieju ATP Finals. To ostatnia edycja turnieju mistrzów rozgrywana w stolicy Wielkiej Brytanii. W przyszłym roku ośmiu najlepszych singlistów i osiem najlepszych par deblowych będzie rywalizować w Turynie.

Tegoroczny ATP Finals potrwa do niedzieli 22 listopada. W pierwszej fazie zarówno w grze pojedynczej jak i podwójnej zawodnicy zostali podzieleni na dwie grupy. W singlu grupa, w której znaleźli się Serb Novak Djoković(rozstawiony z numerem 1), Rosjanin Danił Miedwiediew (4), Niemiec Alexander Zverev (5) i Argentyńczyk Diego Schwartzman (8), dostała nazwę „Tokio 1970”, nawiązującą do pierwszej edycji ATP Finals, natomiast drugiej, do której trafili Hiszpan Rafael Nadal (2), Austriak Dominic Thiem (3), Grek Stefanos Tsitsipas (6) i Rosjanin Andriej Rublow (7), nadano nazwę „Londyn 2020”, co jest formą pożegnalnego uhonorowania brytyjskiej stolicy za goszczenie 12 edycji turnieju mistrzów.
W grze podwójnej natomiast grupy nazwano na cześć legendarnych amerykańskich deblistów, braci Bryanów. Łukasz Kubot i jego brazylijski partner Marcelo Melo, rozstawieni w turnieju z numerem 8, trafili go grupy „Mike Bryan”. Oprócz nich zagrają w niej: w numerem 2 Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania), z numerem 3 Niemcy Kevin Krawietz i Andreas Mies, a z numerem 5 Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja). A w grupie „Bob Bryan” zagrają: rozstawieni z numerem 1 Mate Pavić (Chorwacja) i Bruno Soares (Brazylia), z numerem 4 Marcel Granollers (Hiszpania) i Horacio Zeballos (Argentyna), z numerem 6 John Peers (Australia) i Michael Venus (Nowa Zelandia), zaś z numerem 7 Juergen Melzer (Austria) i Edouard Roger-Vasselin (Francja). Do półfinału awansuje po dwóch najlepszych tenisistów z każdej z grupy i po dwie najlepsze pary deblowe.
Kubot i Melo rozpoczęli rywalizację już pierwszego dnia turnieju, w niedzielę. Ich przeciwnikami byli Rajeev Ram i Joe Salisbury, triumfatorzy tegorocznego Australian Open i pierwsza z par deblowych, która zakwalifikowała się do ATP Finals 2020. Ten mecz zakończył się po zamknięciu wydania, podobnie jak wyznaczone na niedzielę dwa pojedynki singlowe – Dominica Thiema ze Stefanosem Tsitsipasem oraz Rafaela Nadala z Andiejem Rublewem.
Z uczestników tegorocznych zmagań najwięcej triumfów w ATP Finals ma na koncie lider rankingu ATP Novak Djoković, który wygrywał w turnieju mistrzów w 2008, 2012, 2013, 2014 i 2015 roku). Serb już po raz 13. zakwalifikował się do tej prestiżowej imprezy. Oprócz niego zwycięstwem w ATP Finals mogą się pochwalić jeszcze Alexander Zverev (2018) i Stefanos Tsitsipas (2019). Zdumiewające, że ani razu jeszcze turnieju mistrzów nie wygrał Rafael Nadal, a w tym roku zagra w tej imprezie już po raz szesnasty z rzędu. Najlepszy wynik hiszpańskiego tenisisty to finał – dotarł do tego etapu dwukrotnie, w 2010 i 2013 roku. Tym razem Hiszpan obiecał swoim fanom, że powalczy zwycięstwo.
Dla Andrieja Rublowa i Diego Schwartzmana start w tegorocznej imprezie będzie debiutem. Zawodnikami rezerwowymi będą Włoch Matteo Berrettini i Kanadyjczyk Denis Shapovalov.
Nasz jedynak w tym doborowym towarzystwie, Łukasz Kubot, w deblowych rozgrywkach turnieju mistrzów startuje już po raz siódmy. Ani on, ani też jego partner Marcelo Melo nie mają w dorobku zwycięstwa. Polak io Brazylijczyk grają razem czwarty rok i po raz czwarty awansowali do kończącego sezon ATP Finals. Trzy lata temu dotarli do finału, w kolejnej edycji odpadli po fazie grupowej, a w poprzednim sezonie doszli do półfinału. Kubot w latach 2009 i 2010 grał w turnieju mistrzów w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, ale w obu występach odpadali po fazie grupowej. W 2014 roku nasz tenisista w duecie ze Szwedem Robertem Lindstedtem dotarł do półfinału. Melo natomiast w ATP Finals wystąpi po raz ósmy w karierze.
Polak i Brazylijczyk niemal do samego końca musieli walczyć o prawo gry w turnieju mistrzów. W pierwszej części roku wygrali turniej w Acapulco, po którym z powodu pandemii Covid-19 mieli półroczną przerwę w startach, także z powodu kłopotów zdrowotnych Brazylijczyka. Po wznowieniu rywalizacji w pięciu pierwszych turniejach wygrali tylko trzy mecze, ale w połowie października dotarli do finału w Kolonii, a 1 listopada triumfowali w Wiedniu. Udział w turnieju mistrzów zagwarantowali sobie zaś tydzień temu, awansując do półfinału turnieju w Paryżu.

Kubot i Melo zagrają w ATP Finals 2020

Łukasz Kubot i Marcelo Melo wprawdzie przegrali w półfinale gry podwójnej halowego turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu (pula nagród 3,3 mln euro) z polsko-kanadyjską parą Hubert Hurkacz – Felix Auger-Aliassime, ale okazało się, że już zwycięstwo w piątkowej potyczce w 1/4 finału zapewniło polsko-brazylijskiemu duetowi czwarty z rzędu awans do kończącego sezonu turnieju mistrzów – ATP Finals 2020, który rozpocznie się w niedzielę 15 listopada.

Hurkacz i Auger-Aliassime w swoim drugim wspólnym występie w grze podwójnej sprawili sensację wygrywając turnieju rangi Masters 1000. W drodze do finału polsko-kanadyjski debel rozprawił się nie tylko z Kubotem i Melo, ale wcześniej, w 1/8 finału, wyeliminował z turnieju rozstawionych w paryskiej imprezie z numerem 1 Kolumbijczyka Roberta Faraha i Argentyńczyka Horacio Zeballosa, zaś w ćwierćfinale pokonali rozstawionych z numerem 7. Australijczyka Johna Peersa i Nowozelandczyka Michaela Venusa. Kubot i Melo w paryskiej hali Bercy byli rozstawieni z numerem 4., natomiast finałowi rywale Hurkacza i Augera-Aliassime, Chorwat Mate Pavić i Brazylijczyk Bruno Soares, których w niedziel pokonali 6:7, 7:6, 10-2, byli turniejową „dwójką”. Hurkacz dzięki triumfowi w deblu poprawił sobie trochę nastrój po porażce w I rundzie singla z niżej notowanym Mołdawianinem Radu Albotem 5:7, 7:6(5), 4:6.
Ale mimo półfinałowej porażki Kubot i Melo wyjadą z Paryża zadowoleni, bo osiągnęli tam zamierzony cel sportowy, jakim było wywalczenie na koniec sezonu miejsca w gronie ośmiu najlepszych par deblowych, co gwarantuje udział w prestiżowym turnieju ATP Finals w londyńskiej hali 02 Arena. Polak i Brazylijczyk wspólnie zagrają w turnieju mistrzów po raz czwarty z rzędu. W 2017 roku dotarli do finału ATP Finals, w którym przegrali z Finem Henrim Kontinenem i Australijczykiem Johnem Peersem. Rok później odpadli w fazie grupowej, a w zeszłym roku zakończyli zmagania w półfinale. Dla Kubota natomiast będzie to już siódmy występ w ATP Finals. W latach 2009 i 2010 grał w tym turnieju w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, a w sezonie 2014 ze Szwedem Robertem Lindstedtem. Pochodzący z Belo Horizonte partner Kubota występuje w turnieju mistrzów nieprzerwanie od 2013 roku. W latach 2013-2016 Melo kwalifikował się do tych zawodów wspólnie z Ivanem Dodigiem. W sezonie 2014 brazylijsko-chorwacki debel doszedł do finału, w którym lepsi okazali się legendarni bracia Bob i Mike Bryanowie.
A zatem o triumf w tegorocznym ATP Finals w grze podwójnej zagrają: Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania), Mate Pavić (Chorwacja) i Bruno Soares (Brazylia), Kevin Krawietz i Andreas Mies (obaj Niemcy), Marcel Granollers (Hiszpania) i Horacio Zeballos (Argentyna), Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja), John Peers i Michael Venus (obaj Australia), Jamie Murray i Neal Skupski (obaj Wielka Brytania) oraz Kubot i Melo. Po raz kolejny zatem 39-letni Kubot będzie jedynym reprezentantem Polski w turnieju mistrzów.
W singlu obsada uczestników tegorocznego turnieju mistrzów również była już wcześniej ustalona, a jako ostatni do ósemki graczy dołączył Argentyńczyk Diego Schwartzman, który wprawdzie przegrał w ćwierćfinale paryskiego turnieju z Rosjaninem Daniłem Miedwiediewem, ale ponieważ mogący go wyprzedzić w klasyfikacji Hiszpan Pablo Carreno Busta również odpadł z imprezy, to tenisista z Buenos Aires ostatecznie rzutem na taśmę uzyskał kwalifikację do londyńskiego turnieju mistrzów, w którym w puli nagród jest 8,5 mln dolarów. Dla 28-letniego Schwartzmana będzie to debiut w tej prestiżowej imprezie, ale przed nim grało w niej aż siedmiu tenisistów z Argentyny – Guillermo Vilas, Jose-Luis Clerk, Guillermo Cori, David Nalbandian, Gaston Gaudio, Mariano Puerta i Juan Martin del Potro. Występ w ATP Finals będzie zwieńczeniem najlepszego jak dotąd w karierze sezonu Schwartzmana, w któym awansował także do Top 10 rankingu ATP, dotarł do półfinału wielkoszlemowego French Open i finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w Rzymie, a także do finałów imprez niższej rangi w Cordobie, Kolonii oraz do półfinału turnieju w Buenos Aires.
W tegorocznym ATP Finals w Londynie w grze pojedynczej zagrają zatem: Serb Novak Djoković, Hiszpan Rafael Nadal, Austriak Dominic Thiem, Rosjanin Danił Miedwiediew, Grek Stefanos Tsitsipas, Niemiec Alexander Zverev, Rosjanin Andriej Rublow i wspomniany Argentyńczyk Diego Schwartzman.
Już jednak wiadomo, że Djoković po raz szósty w karierze zakończył sezon jako lider rankingu ATP. Wcześniej dokonał tego w latach 2011-2012, 2014-2015 i 2018. Serb wyrównał tym samym rekordowe osiągnięcie Amerykanina Pete’a Samprasa z lat 1993-1998. Nagrodę odbierze podczas ATP Finals w londyńskiej hali 02 (15-22 listopada).

Kubot i Melo walczą o awans do ATP Finals

Łukasz Kubot i jego deblowy partner Marcelo Melo wygrali w miniony weekend rywalizacje w grze podwójnej w turniej ATP w Wiedniu. Dzięki tej wygranej awansowali w tegorocznym rankingu deblistów ATP Race to London z 11. na ósmą pozycję. Ale żeby zagrać w kończącym sezon ATP Finals w Londynie, muszą dobrze wypaść w rozgrywanym w tym tygodniu turnieju w paryskiej hali Bercy.

W minioną niedzielę Łukasz Kubot i Marcelo Melo po raz trzeci zwyciężyli w halowych zawodach ATP Tour 500 w Wiedniu i znacznie zwiększyli swoje szanse na występ w ATP Finals 2020. W najnowszym notowaniu rankingu ATP Doubles Race to London przeskoczyli trzy pary i awansowali na ósmą pozycję. To ostatnia lokata, która daje prawo gry w kończącym sezon turnieju mistrzów. Aby utrzymać się w gronie zakwalifikowanych do ATP Finals ośmiu najlepszych w tym roku par deblowych, polsko-brazylijski duet musi jeszcze dobrze zagrać w Paryżu.
ATP Finals zostanie rozegrany w dniach 15-22 listopada w londyńskiej hali O2 Arena. W zmaganiach weźmie udział ośmiu najlepszych singlistów oraz osiem najlepszych par deblowych tegorocznego sezonu. Występ w grze podwójnej zapewnili już sobie Amerykanin Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury (mistrzowie Australian Open), Niemcy Kevin Krawietz i Andreas Mies (mistrzowie French Open), Chorwat Mate Pavić i Brazylijczyk Bruno Soares (mistrzowie US Open) oraz Hiszpan Marcel Granollers i Argentyńczyk Horacio Zeballos (triumfatorzy turniejów w Buenos Aires, Rio de Janeiro i Rzymie). Do obsadzenia pozostały jeszcze cztery wolne miejsca. O tym, które pary uzupełnią stawkę finalistów turnieju mistrzów przesądzą rezultaty osiągnięte przez zainteresowanych w imprezie ATP Masters 1000, która od poniedziałku rozgrywana jest w paryskiej hali Bercy. Do zdobycia w stolicy Francji jest aż 1000 punktów, a taka zdobycz w tegorocznym sezonie, tak mocno okrojonym przez pandemię koronawirusa, może znacznie wywindować zwycięską parę w rankingu.
Przed rozpoczęciem zawodów Paris Rolex Masters na premiowanych awansem do ATP Finals miejscach są Holender Wesley Koolhof i Chorwat Nikola Mektić, Australijczycy John Peers i Michael Venus, Brytyjczycy Jamie Murray i Neal Skupski oraz Kubot i Melo. Okupujący ósmą lokatę Polak i Brazylijczyk mają w dorobku 1780 punktów i tracą tylko 20 „oczek” do wyprzedzających ich w zestawieniu Murray’a i Skupskiego, których pokonali w niedzielnym finale turnieju w Wiedniu 7:6(5), 7:5. Za plecami Kubota i Melo wielkiego tłoku nie ma, ale zajmujący dziewiątą lokatę Austriak Jurgen Melzer i Francuz Edouard Roger-Vasselin mają do polsko-brazylijskiej pary tylko 110 punktów straty, a kolejni na liście Australijczycy Max Purcell i Luke Saville 115. Australijski debel mógł poprawić swoją pozycję, ale przegrał w niedzielę finałowy mecz z turnieju w Nur-Sułtanie. Zwycięzcy z kazachskiej stolicy, Belgowie Sander Gille i Joran Vliegen, także liczą się w grze o ATP Finals. Cień szansy mają jeszcze Francuzi Pierre-Hugues Herbert i Nicolas Mahut, ale musieliby powtórzyć zeszłoroczny sukces w Paryżu i liczyć na korzystny układ innych wyników.
Kubot i Melo nie mają zatem zbyt wielu konkurentów. Swoje zrobiła też pandemia, bo zakażeni koronawirusem Kolumbijczyk Juan Sebastian Cabal i Chorwat Ivan Dodig musieli się wycofać z ostatnich imprez sezonu 2020. Ponadto część graczy leczy urazy lub z obawy przed zakażeniem zrezygnowała z gry w tym roku.
W paryskim turnieju Kubot i Melo zostali rozstawieni z numerem czwartym i w pierwszej rundzie zawodów otrzymali wolny los. Ale już w 2. rundzie czeka ich poważne wyzwanie, bo ich przeciwnikami mogą być albo żądni rewanżu za porażkę w Wiedniu Jamie Murray i Neal Skupski lub nie mniej groźny duet Aisam-ul-Haq Qureshi (Pakistan) i Stefanos Tsitsipas (Grecja). Jeszcze trudniejsze zadanie może ich czekać w przypadku awansu do ćwierćfinału, bo w tej fazie turnieju mogą trafić na broniących tytułu Pierre’a-Huguesa Herberta i Nicolasa Mahuta.
Polsko-brazylijski debel trafił w losowaniu do górnej połówki turniejowej drabinki. Najwyżej rozstawieni zostali w niej Robert Farah i Horacio Zeballos, którzy razem nie mają szans na występ w ATP Finals 2020. Z kolei faworytami dolnej części drabinki będą rozstawieni z numerem 2 Mate Pavić i Bruno Soares.

W ATP Finals wygrywał tylko Hurkacz

Nie powiodło się naszym tenisistom w pierwszej edycji drużynowego turnieju ATP Cup. Biało-czerwoni przegrali po 1:2 z Argentyną oraz Chorwacją i już przed ostatnim spotkaniem w grupie, z Austrią, stracili szanse na awans.

Do gry w rozgrywanym po raz pierwszy ATP Cup nasza reprezentacja zakwalifikowała się dzięki wysokiej pozycji rankingowej Huberta Hurkacza. Wrocławianina nie mogło zatem zabraknąć w polskiej ekipie. Oprócz niego znaleźli się w niej jeszcze Kamil Majchrzak, Kacper Żuk oraz deblista Łukasz Kubot, zaś w roli szefa i trenera wystąpił świeżo upieczony tenisowy emeryt Marcin Matkowski.

W starciach z Argentyną i Chorwacją oba punkty dla Polski wywalczył sklasyfikowany przed turniejem na 37. pozycji w światowym rankingu Hurkacz. W pierwszym meczu pokonał wyżej od niego notowanego Diego Schwartzmana (ATP 14) 4:6, 6:2, 6:3, natomiast w drugim rozbił niewiele ponad godzinę 28. na światowej liście Bornę Coricia 6:2, 6:2. W obu tych pojedynkach najlepszy obecnie polski tenisista zademonstrował wysoka formę, ale popis gry dał zwłaszcza w starciu z Chorwatem.
Wrocławianin sam przyznał, że był to jeden z jego najlepszych występów w karierze. Warto odnotować, że z Coriciem Hurkacz zmierzył się dopiero po raz drugi w karierze. W ich pierwszym starciu, w maju zeszłego roku w Monte Carlo, Chorwat wygrał 6:4 5:7 7:5 po niemal trzech godzinach gry. A trzeba wiedzieć, że w ATP Cup Corić wcześniej ograł Austriaka Dominica Thiema, czwartą obecnie rakietę na świecie.

Niestety, zwycięstwa Hurkacza niewiele naszej reprezentacji dały, bo w spotkaniu z Argentyną pojedynek z Guido Pellą Majchrzak przegrał 2:6, 6:2, 2:6, a w starciu z Chorwacją zastępujący go 20-letni Kacper Żuk (ATP 448) przegrał 6:7(8), 4:6 z Marinem Ciliciem, zaś w obu meczach debel Hurkacz – Łukasz Kubot okazał się gorszy od rywali – uległ Argentyńczykom Maximo Gonzalezowi i Andresowi Molteniemu 2:6, 4:6 oraz Chorwatom Ivanowi Dodigowi i Nikoli Mekticiowi 2:6, 1:6. Dwie porażki przekreśliły szanse biało-czerwonych na wyjście z grupy i rozegrany we worek w nocy mecz z Austrią nie miał już w tej kwestii żadnego znaczenia.

Wyniki miały jednak znaczenie dla naszych zawodników, bo za udział w ATP Cup przyznawane są cenne punkty rankingowe. Dzięki dwóm wygranym pojedynkom w Australii Hurkacz zdobył o 115 punktów więcej niż przed rokiem, kiedy to triumfował w turnieju rangi challenger w Canberze, ale odpadł w I rundzie turniejów w Pune i Melbourne. Dzięki świetnej postawie w Sydney wrocławianin ma jeszcze szansę na zajęcie miejsce w rankingu dające rozstawienie w wielkoszlemowym Australian Open 2020.
Dzięki punktom wywalczonym w ATP Cup do Top 100 światowej listy wrócił Majchrzak, a Żuk, który stoczył z Ciliciem zaskakująco zacięty bój, zaliczy awans do trzeciej setki rankingu ATP.