Życie na niskiej stopie

Nasza gospodarka potrzebuje w tej chwili płynności, przewidywalności i zapanowania nad rosnącymi cenami żywności, a nie obniżania stóp procentowych.
Prezes Narodowego Banku Polskiego i jednocześnie przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej prof. Adam Glapiński, uważa, że obniżenie stóp procentowych nie zwiększy popytu, ani nie wpłynie na podaż – lecz zmniejszy obciążenia przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.
Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o NBP mówi: Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu (o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP).
Popatrzmy zatem na inflację w ostatnich trzech miesiącach (tabelka). Bez wątpienia RPP i NBP mają co robić, ale na pewno nie jest to obniżanie stóp procentowych. Gdy Główny Urząd Statystyczny poda dane o zmianach cen w marcu, to będą to wartości jeszcze wyższe, szczególnie w grupie „żywność”, ale także w grupie „zdrowie” (tak usługi, jak i wyroby farmaceutyczne) oraz w grupie „użytkowanie mieszkania”.
Zgodnie z nowym systemem wag, udział tych grup towarów i usług w przeciętnych wydatkach gospodarstw domowych to ok. 36 proc. A w wydatkach gospodarstw domowych o niskich dochodach rozporządzalnych to zdecydowanie więcej, co najmniej 70-80 proc. – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Jeżeli NBP ma realizować swój ustawowy cel – utrzymanie stabilnego poziomu cen, to na pewno obniżaniem stóp procentowych nie uda mu się tego zrobić. Jeżeli natomiast NBP chce wspierać politykę gospodarczą rządu, nie ograniczając możliwości realizacji swojego podstawowego celu (utrzymanie stabilnego poziomu cen), to obniżenie stóp procentowych i w tym przypadku nie pomoże.
NBP i RPP znalazły się w tej chwili w sytuacji, w której żadna ich decyzja nie pozwala na realizację ustawowego, nawet szeroko ujętego, celu. Nie są w stanie utrzymać stabilnego poziomu cen (określonego przez cel inflacyjny i możliwe odchylenia od niego). Nie są także w stanie pomóc gospodarce, przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym.
To co jest dzisiaj potrzebne przedsiębiorstwom, to zapewnienie gotówkowej płynności finansowej. Nawet jeżeli banki komercyjne obniżą firmom koszt kredytu, to będzie to „dużo za mało” w stosunku do ich płynnościowych potrzeb. Szczególnie w grupie firm mniejszych. Tu potrzebne jest zawieszanie i odsuwanie spłat kredytów i odsetek w czasie, uwalnianie środków trzymanych na kontach VAT-owskich, odsuwanie w czasie płatności zobowiązań wobec Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i urzędów skarbowych, wsparcie z Funduszu Pracy przedsiębiorstw w wypłatach wynagrodzeń – i wiele, wiele innych działań z obszaru polityki gospodarczej.
Poza tym, obniżenie stóp procentowych wcale nie oznacza obniżenia kosztów kredytu. Rośnie bowiem ryzyko niespłacalności kredytów i banki, będące dysponentami depozytów swoich klientów, muszą ten wzrost ryzyka wziąć pod uwagę w wycenie kosztu pieniądza dla przedsiębiorstw, szczególnie tych mniejszych. Tym bardziej, że ryzyko niewypłacalności części firm, które są kredytobiorcami, będzie się niestety materializowało. A to oznacza zmniejszenie zdolności banków do dostarczania kapitału gospodarce. Obniżenie stóp procentowych może zatem zadziałać na gospodarkę przeciw skutecznie.
Z punktu widzenia gospodarstw domowych, obniżenie stóp procentowych też nie będzie miało oczekiwanej przez Prezesa NBP skuteczności – czyli zmniejszenia ich obciążeń finansowych. Koszt kredytu to nie tylko bowiem oprocentowanie, ale także opłaty, prowizje, czy ubezpieczenie, którego cena może silnie wzrosnąć w wyniku wzrostu ryzyka niespłacalności kredytów.
W efekcie koszt kredytu będzie wyższy, mimo obniżenia przez RPP stóp procentowych. Poza tym wiele gospodarstw domowych, szczególnie tych o niższych dochodach, zadłuża się nie w systemie bankowym, a w firmach pożyczkowych, gdzie rzeczywista roczna stopa oprocentowania jest znacznie wyższa niż w bankach komercyjnych.
Obniżenie stóp procentowych nie zmniejszy zatem w sposób istotny obciążeń tych gospodarstw domowych, które tego najbardziej potrzebują. Tu także, podobnie jak w przypadku przedsiębiorstw, potrzebna jest możliwość przesuwania spłat zobowiązań pożyczkowych i kredytowych w czasie.
Ale najważniejsze z punktu widzenia gospodarstw domowych jest utrzymanie zatrudnienia, a tym samym utrzymanie dochodów. A tu sytuacja zaczyna być coraz trudniejsza. To na tym trzeba skupić uwagę – i uruchomić w ramach polityki gospodarczej, działania zapewniające utrzymanie jak najwyższego poziomu zatrudnienia, oraz zapewnić możliwość otrzymywania przez pracowników wynagrodzeń. Obniżenie stóp procentowych przez RPP o 0,25 pp, 0,5 pp, czy nawet 1 pp. tego nie zapewni.
Zapanowanie nad sytuacją na rynku pracy jest szczególnie ważne z punktu widzenia rosnących w bardzo szybki sposób kosztów życia. W styczniu i lutym 2020 r. ceny żywności wzrosły o ponad 8 proc. rok do roku. W marcu ten wzrost był co najmniej na tym samym poziomie, bo wszyscy w panice rzucili się do robienia zakupów.
Zresztą, już w 2019 r. (a także wcześniej) ceny żywności rosły dużo szybciej niż inflacja ogółem (w 2019 r. inflacja wyniosła 2,3 proc., podczas gdy ceny żywności wzrosły o 5,3 proc.) – przypomina Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Gdzie była Rada Polityki Pieniężnej, gdy jej decyzje mogły ograniczyć rosnącą inflację, i chociaż w jakiejś części ograniczyć dynamikę cen żywności – bowiem jej wzrost to nie tylko efekt czynników zewnętrznych, niezależnych od decyzji RPP?.
Za przeciętny koszyk zakupów musimy płacić o 4,7 proc. więcej niż rok wcześniej w lutym. A gospodarstwa domowe o najniższych dochodach rozporządzalnych, nawet o 7-8 proc. więcej.
Tak, wiem, wiem, Bank Anglii i amerykański FED obniżyły już stopy procentowe, a FED dodatkowo zapowiedział uruchomienie kolejnej fazy luzowania ilościowego, mając zamiar wprowadzić do systemu finansowego ok. 700 mld dolarów. Ale ustawowym celem FED jest nie tylko zapewnienie stabilności cen, ale także zapewnienie wysokiego poziomu zatrudnienia i dążenie do stabilnego wzrostu gospodarczego.
W Polsce, powtórzę to raz jeszcze, podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu – o ile nie ogranicza to wspomnianego, podstawowego celu NBP. Obniżenie stóp procentowych przez RPP nie jest realizacją ani celu głównego, ani wspieraniem polityki rządu. Może dać wręcz odwrotne efekty od oczekiwanych.

Niezbyt czysty zysk zamiast idei

Idea Bank stosował misselling, czyli oferował obligacje GetBack w sposób niedostosowany do potrzeb klientów – stwierdził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Już w sierpniu ubiegłego roku UOKiK wydał pierwszą decyzję, w której stwierdził, że Idea Bank stosował praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów – wprowadzając ich w błąd przy oferowaniu obligacji spółki GetBack.
Teraz UOKiK potwierdził kolejne zarzuty – wydał kolejną decyzję wobec Idea Banku, stwierdzając stosowanie tzw. missellingu.Idea Bank proponował swoim klientom produkty wysokiego ryzyka, które w żaden sposób nie odpowiadały ich potrzebom. Niedozwoloną praktykę misselingu potwierdził zebrany materiał dowodowy, w tym setki skarg konsumentów. Obligacje korporacyjne były oferowane nawet tym klientom, którzy nigdy nie mieli do czynienia z produktami inwestycyjnymi i nie byli nimi zainteresowani, a swoje oszczędności trzymali na lokatach bankowych. Działanie jest tym bardziej naganne, że poszkodowanymi są również osoby starsze – wyjaśnia Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Urząd nie ma wątpliwości, że konsumentom nie powinny być oferowane obligacje korporacyjne GetBack przez Idea Bank. Świadczą o tym dowody zebrane podczas prowadzonego postępowania, w tym materiały zdobyte w trakcie kontroli.

Ze strony Idea Bank – który jako bank powinien być postrzegany jako instytucja zaufania publicznego – zabrakło rzetelnego dopasowania oferowanego produktu do potrzeb klienta, w tym indywidualnego profilu ryzyka – podkreśla Tomasz Chróstny. Banki będące podmiotami profesjonalnymi ponoszą szczególną odpowiedzialność za konsumentów, których środki finansowe stanowią fundament ich istnienia – działalność ta wymaga zachowania absolutnie najwyższych standardów etycznych – dodaje.
Dla przykładu konsumentka skarżyła się, że doradca zaproponował jej przeniesienie środków finansowych z lokaty, bez utraty odsetek, na inną korzystną formę lokowania kapitału, z wyższym oprocentowaniem. Nie była zainteresowana ryzykownymi ruchami i zaoszczędzone środki miały być wsparciem jej budżetu w czasie emerytury. W momencie zakupu miała 61 lat i nie chciała ryzykować. Podkreślała w rozmowie z doradcą, że nie jest biznesmenem lecz pracownikiem na etacie u kresu kariery zawodowej i nie będzie mogła odrobić tej kwoty, gdyby istniało jakieś niebezpieczeństwo utraty środków. Doradca jednak zapewniał, że takie niebezpieczeństwo nie istnieje.
UOKiK ustalił, że bank powinien znać i brać pod uwagę preferencje inwestycyjne klientów, którym oferował obligacje, np. w oparciu o posiadaną wcześniej historię uruchomionych w banku produktów lub w oparciu o informacje przekazywane przez konsumentów.
Niestety zamiast przedstawiać ofertę odpowiadającą potrzebom tych klientów, wykorzystywał ich niewiedzę do sprzedaży ryzykownego produktu inwestycyjnego, jakim są obligacje korporacyjne.
Wydana decyzja nakłada na Idea Bank obowiązek wypłaty rekompensat tym konsumentom, którzy nabyli obligacje Getback za pośrednictwem banku. Model przyjęty przez UOKiK zakłada, że każdy obligatariusz który złoży stosowny wniosek, otrzyma rekompensatę w wysokości 20 proc. zainwestowanych środków, liczoną dla kwoty do 50 tys. zł. Za tyle – co do zasady – konsumenci musieli nabyć obligacje GetBack w ramach jednej emisji, aby wziąć w niej udział. W sytuacji takiej rekompensata należna konsumentowi wobec zastosowanego przez bank misselingu wyniesie 10 tys. zł.
Decyzja ta zmierza przynajmniej do częściowego wyrównania szkody jaką ponieśli obligatariusze. Jest też ona krokiem ułatwiającym konsumentom dochodzenie roszczeń na drodze cywilnej – i żądania wypłaty wszystkich zainwestowanych środków. O tym rozstrzygnięciu UOKiK bank musi poinformować na swojej stronie internetowej, zaś każdy poszkodowany musi otrzymać informację listownie. Nakazano wypłatę rekompensaty w terminie 1 miesiąca od otrzymania od konsumenta wniosku. Decyzja nie jest prawomocna, Idea Bank może się odwołać do sądu.

Złodziej krzyczy: łapać złodzieja! Wywiad

„Na razie „bohaterowie” tego dramatu idą w zaparte”. Kamila Terpiał (wiadomo.co) rozmawia z Jarosławem Urbaniakiem, posłem PO i członkiem komisji finansów publicznych o reakcji PiS na aferę KNF.

 

„KAMILA TERPIAŁ: „Będzie też was boleć prawda i nasza konsekwencja w działaniach w sprawie KNF-u. Prokuratura będzie do bólu, niczym gorącym żelazem, wypalać patologie. Taka dziś jest prokuratura dobrej zmiany, także służby specjalne” – mówił ostatnio z mównicy sejmowej Zbigniew Ziobro. Boi się pan tej prawdy i prokuratury „dobrej zmiany”?

JAROSŁAW URBANIAK: Nic mnie już nie zdziwi… Znowu złodziej krzyczy: łapać złodzieja! Prokuratura jest na liście tych, którzy mają w tej sprawie ubrudzone ręce. Chodzi o brak przepływu informacji, nie zawiadomiono przecież o wpłynięciu zawiadomienia od razu premiera, i o bezczynność. W ramach interwencji poselskiej odwiedziliśmy już kilka ministerstw i przed nami nie było tam żadnej służby. W Ministerstwie Finansów na przykład, jak już było wiadomo, że jesteśmy i przybyły tam wszystkie media, to jakbym był w jakiejkolwiek służbie, wszedłbym tam demonstracyjnie od razu. A tu cisza.
Do KNF w ogóle nas nie wpuszczono, ale było to jedyne miejsce, gdzie CBA było przed nami.

 

Ale w gabinecie szefa KNF było dopiero po nim. To nie przypadek?

Jeżeli ktoś jest w stanie szybciej przylecieć z Singapuru, niż przejść 2 kilometry, to trudno uznać to za przypadek. Poza tym dowiedzieliśmy się później, że syn pana Mariusza Kamińskiego, czyli koordynatora służb specjalnych, pracuje w Banku Światowym z rekomendacji szefa Narodowego Banku Polskiego. Przypadek?
Zaczyna być wysoce prawdopodobne, że opieszałość CBA nie była przypadkowa.

 

Będziecie jeszcze próbować dostać się do Komisji Nadzoru Finansowego? Czy teraz to już nie ma sensu?

W naszym kraju jest problem z egzekutywą. W normalnym państwie poprosilibyśmy policję o wyegzekwowanie prawa, które jest oczywiste. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora jednoznacznie mówi o tym, że mamy prawo kontrolować i wchodzić do wszystkich organów administracji rządowej. A nie ma przecież wątpliwości, że KNF, który podlega premierowi, takim organem jest. Nie jest to przecież organ samorządowy.
Będziemy podejmować jeszcze pewnie kilka prób w kilku miejscach, ale nie chcę wyprzedzać faktów. Efekty są bowiem takie, że jak dostajemy dokumenty od ręki, to są istotne, a jak po jakimś czasie, to jednak dużo mniej. Zdradzanie szczegółów, jak widać, nie służy sprawie.

 

Jak jesteście przyjmowani w ministerstwach? Jak intruzi?

Przyznam, że są różne reakcje. Najbardziej niegrzecznie zostaliśmy potraktowani w KNF-ie. Ale w innych miejscach urzędnicy niższego szczebla naprawdę starają się być mili, chociaż są czasami przerażeni.

 

Dostaliście już trochę dokumentów. Jaki był najważniejszy?

Były to dokumenty, które dostaliśmy w Ministerstwie Finansów dotyczące poprawki „bank za złotówkę”, która pojawiła się w procesie legislacyjnym nagle w drugim czytaniu. Wygląda na to, że już w kwietniu 2018 roku, dwa tygodnie po słynnej rozmowie, szef KNF sugerował potrzebę takich zmian, rozsyłając pisma do wszystkich członków Komitetu Stabilności Finansowej.
Tyle że na początku wygląda to dość niewinnie. Najważniejszy jest chyba dokument datowany na październik 2018 roku. To pismo do Ministerstwa Finansów, w którym szef KNF prosi o „potraktowanie inicjatywy z najwyższym priorytetem”. Co później na komisji finansów, podczas prac nad poprawką, powtarza wiceminister finansów.

 

Dlaczego na początku wyglądało niewinnie?

Podobnie jak w innych aferach, dopiero jak spojrzy się na pewne rzeczy z dystansu, to nabierają większego znaczenia. To jest też problem ciągłych zmian w prawodawstwie, zwłaszcza dotyczącym finansów. Z perspektywy zastanawiająca jest także wcześniejsza decyzja z 2017 roku, dotycząca zmiany wymogów makroekonomicznych, czyli tego momentu, w którym KNF zaczyna się niepokoić finansami banku.
Wskaźniki podniesiono o 50 proc. do stawek maksymalnych w UE, nikt do tej pory nie potrafi powiedzieć dlaczego, skoro nic złego się nie działo. Byliśmy przecież „zieloną wyspą”. Ministrem finansów był wówczas Mateusz Morawiecki.
Teraz zaczynam się poważnie zastanawiać, po co podniesiono te wskaźniki, skoro głównym problemem polskiego sektora finansowego nie były banki, tylko SKOK-i, czyli parabanki. To one upadały i kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny ponad 4 mld zł.

 

To mogła być realizacja słynnego „planu Zdzisława”?

Mogę tylko sugerować, że wiele rzeczy do siebie pasuje. Z jednej strony ta dziwna zmiana, później „wpychanie” radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych głosami Skarbu Państwa, który reprezentował minister rozwoju, czyli Mateusz Morawiecki.
Dostaliśmy z ministerstwa dokumenty, w których są notatki służbowe z posiedzenia walnego zgromadzenia GPW i nie wynika z nich jasno, kto podjął taką decyzję.
Afera KNF z „planem Zdzisława” jako kluczowym elementem rozgrywki wybucha w 2018 roku, kiedy premierem jest Mateusz Morawiecki. Jakoś dziwnie to nazwisko za każdym razem się pojawia…

 

Jaki będzie los ustawy z zapisem o możliwości przejmowania banków przez państwo za zgodą KNF? Stanie się prawem obowiązującym?

Na razie nikt się z tej poprawki, wrzuconej nagle po złożeniu zawiadomienia przez mecenasa Romana Giertycha, nie wycofuje.

 

Po co rządzącym teraz takie rozwiązanie?

To jest dla mnie najbardziej przerażające. Wszystkie afery, jakie wybuchły po 1989 roku powodowały, że decyzyjne osoby podejmowały decyzje o włączeniu natychmiast hamulca ręcznego. A w tym wypadku jest wręcz przeciwnie.
Politycy partii rządzącej przekonują, że to są oczywiste i niegroźne zapisy, które obowiązywały już przed 2016 rokiem, że są implementacją prawa UE – to nie jest prawda!

 

Mogą się jeszcze przydać?

Jest takie stare, teatralne, ale bardzo mądre powiedzenie, że jak w pierwszym akcie strzelba wisi na ścianie, to w ostatnim akcie wystrzeli… Nie sądzę, żeby ktoś wprowadzał przepisy dotyczące przejęcia banków za złotówkę, i to z błahych powodów, po to, aby nigdy z tego nie skorzystać.
Wydaje mi się, że zapadła decyzja, że banki będą przejmowane i nie chodzi na pewno o banki spółdzielcze.

 

Jaka jest w aferze KNF rola szefa NBP Adama Glapińskiego?

Wiele wątków prowadzi do niego – „pierwszego ekonomisty PiS”. To od polityków PiS można było usłyszeć jeszcze przed słynną naradą na Nowogrodzkiej, że prezes Glapiński lada dzień poczuje się tak źle, że nie będzie mógł dalej kierować NBP.
Na razie wiemy na pewno, że jego rola sprowadza się do tego, że jest wielowymiarowym promotorem Marka Chrzanowskiego, którego zresztą broni za wszelką cenę.
Wygląda na to, że szef KNF jest jedyną i to niepotrzebną ofiarą, bo przecież według szefa NBP jest „człowiekiem o nieskazitelnej uczciwości” i „wielkim patriotą”.

 

PiS chce, aby dymisja szefa KNF zakończyła sprawę?

Na razie „bohaterowie” tego dramatu idą w zaparte. Dopóki PiS ma władzę, istnieje niebezpieczeństwo, że na tym się skończy. Przecież prokuratura niczego nie wyjaśni.

 

A komisja śledcza nie powstanie. Nikt rządzących do niczego nie zmusi.

Teraz nie, ale wygląda na to, że sytuacja jest rozwojowa. Wiele osób sugeruje, że to nie koniec taśm… Poza tym przypomnę, że zaraz po wybuchu afery panGrzegorz Kowalczyk, który miał być prawnikiem-słupem w banku pana Leszka Czarneckiego, przekonywał, że w ogóle nie wie, o co chodzi. Później wymsknęło mu się, że szef KNF załatwiał mu pracę 3 razy. Rozumiem, że Plus Bank, gdzie został jednak przyjęty, to jeden raz, rada nadzorcza GPW drugi, a gdzie w takim razie jest trzeci… Myślę, że jeszcze nie wiemy wszystkiego.

 

Co dalej z szefem NBP?

„Kuluary pisowskie” już jakiś czas temu mówiły, że poda się do dymisji z przyczyn zdrowotnych. Ale Adam Glapiński informuje, że bardzo dobrze się czuje i nie zamierza rezygnować z pracy. Wykonuje za to jakieś dziwne ruchy.
Gdy oczywiście w nocy zbiera się Komitet Stabilności Finansowej, to prezes NBP wychodzi do mediów, aby poinformować, że właśnie trwa posiedzenie. Czy to miało uspokoić nastroje? Chyba nikt rozsądny tak tego nie odebrał.

 

Nie wierzy pan w zapewnienia, że system bankowy jest stabilny?

Wierzę, że jest stabilny, ale nie przez słowa minister finansów czy prezesa NBP, tylko przez zmiany, które uratowały system bankowy w 2008 roku. Chodziło o podniesienie kwoty gwarantowanej depozytu przez BFG do wartości 100 tys. euro. To był jeden z elementów pakietu ratunkowego.

 

Myśli pan, że ludzie rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi? Afera KNF będzie miała taką siłę rażenia jak afera Rywina?

Wydaje mi się, że większość ludzi do tej pory nie wie, o co chodziło w aferze Rywina.
Wiele osób zapewne pamięta słynne „lub czasopisma”, ale czy wie dokładnie, co się za tym kryło? W tym przypadku sytuacja też nie jest łatwa. Ale kiedy dochodzimy do tak oczywistych rzeczy, jak plan doprowadzenia do upadku banku, a później przejęcia go przez kogoś za złotówkę, to jest prosty obrazek.

 

PiS poniesie jakąkolwiek polityczną odpowiedzialność?

Parta rządząca przez 3 lata była teflonowa. Ludzie przez ten czas powtarzali, że „przez ostatnich 8 lat…”, a PiS przekrzykiwał wszystkich. Ale teraz okropieństwa, które rządzący robią od początku kadencji, zaczęły trafiać do realnego, codziennego życia Polaków i myślę, że wielu otwierają się oczy. Coś zaczyna się zmieniać i widać to chociażby po wyniku wyborów samorządowych.

Bank odda pieniądze USŁUGI FINANSOWE

Jeżeli bank wprowadza opłaty za konto powiązane z kredytem, musi zagwarantować, że konsument może bez kosztów zrezygnować z tego rachunku.

 

Takie obowiązują u nas reguły. Jednak zapomniał o tym widocznie Deutsche Bank Polska. Dlatego teraz będzie musiał oddać obecnym i byłym klientom opłaty za rachunki. To wynik postępowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Decyzja w tej sprawie została podjęta w lipcu tego roku.
Postępowanie przeciwko Deutsche Bank Polska urząd wszczął w maju 2017 r. Wątpliwości UOKiK wzbudziło to, że bank pobierał podwyższone opłaty od konsumentów oraz uniemożliwiał im rezygnację z umowy bez kosztów. Praktyka ta trwała co najmniej od 2012 r.
Klienci banku biorąc kilka lat temu kredyt lub pożyczkę hipoteczną, otwierali rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe, które były też przeznaczone do obsługi tych kredytów. W zamian za to dostawali niższą marżę kredytu – czyli płacili mniejsze raty. Deutsche Bank Polska jednak podwyższył opłaty za prowadzenie rachunków – przykładowo, z 0 zł do 8 zł czy z 2 zł do 12 zł. Konsumenci, którzy nie chcieli płacić i wypowiadali umowę prowadzenia rachunku – narażali się na podwyższenie oprocentowania kredytu. A osoby, które chciały przekształcić rachunek na inny – mogły być obciążane przez bank dodatkowymi kosztami.
Zdaniem UOKiK postępowanie niemieckiego banku może naruszać dobre obyczaje, ale jednocześnie godzi w zbiorowy interes konsumentów, naruszając art. 24 ust. 1 i 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów,
– Uznaliśmy, że bank nie może pogarszać sytuacji konsumenta. Jeżeli instytucja finansowa wprowadza lub zwiększa opłatę za prowadzenie konta powiązanego z umową kredytu, powinien umożliwić konsumentowi rozwiązanie umowy bez dodatkowych kosztów. Klient Deutsche Bank Polska często nie miał wyboru – musiał płacić za obsługę konta wyższą opłatę, gdyż rozwiązanie umowy oraz jej zmiana wiązały się z kosztami – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.
Deutsche Bank Polska zrekompensuje klientom straty i zwróci pieniądze. Uniknął więc kary finansowej od UOKiK. Zobowiązanie banku dotyczy byłych i obecnych jego klientów.
Ci, którzy mieli w tym banku konto db NET, db Konto, db Fokus, Pakiet Inwestor, Pakiet status, db Open, db Start powiązane z umową kredytu, a bank kiedyś podwyższył im opłaty za prowadzenie rachunku, powinni więc złożyć do tego banku wniosek o zwrot pobranych opłat za konto (dla byłych i obecnych klientów) oraz o bezpłatną zmianę rodzaju konta na dowolne oferowane przez Deutsche Bank Polska.
Klienci tego banku nie będą już musieli posiadać w nim rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego – a mimo to bank nie może zwiększyć im marży kredytu.