Gospodarka 48 godzin

Prawdziwy szczęściarz
Bankowy Fundusz Gwarancyjny poinformował, że ze względu na bardzo złą sytuację kapitałową, wszczął przymusową restrukturyzację Idea Banku S.A. Podano również, że należący do Leszka Czarneckiego bank z dniem 3 stycznia 2021 r. zostaje przejęty przez bank Pekao S.A. Jednocześnie Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła, że możliwość odzyskania środków finansowych od Idea Banku przez poszkodowanych w sprawie GetBack była „obiektywnie nierealna” także w razie hipotetycznych korzystnych dla nich rozstrzygnięć sądowych – z czego bynajmniej nie wynika, że teraz stanie się realna, gdyż bank Pekao S.A. nie przejął wszystkich zobowiązań Idea Banku. Oznacza to, że dochodzenie ich roszczeń od Idea Banku może okazać się nadal niemożliwe. Ostro skrytykowali to sami poszkodowani w aferze GetBack. „Właśnie po raz drugi okradziono obligatariuszy GetBack. Wszelkie ich roszczenia trafią do IdeaBank SA w Upadłości, czyli banku bez żadnego majątku” – stwierdził Arkadiusz Szczęśniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. Rzeczywiście, kapitały własne Idea Banku wynoszą dziś minus 482,8 mln zł!. Komisja Nadzoru Finansowego umywa ręce i tłumaczy, że wśród środków, jakimi zgodnie z przepisami prawa dysponuje w stosunku do podmiotów nadzorowanych, m.in. banków, brak jest możliwości nakazu wypłaty środków pieniężnych utraconych przez pokrzywdzonych na skutek działania lub zaniechania podmiotu nadzorowanego. KNF sugeruje, że w sprawie odszkodowań należałoby się zwrócić do sądów powszechnych. Czyli, organa administracji jak zwykle twierdzą, że nic się nie da zrobić. Natomiast sam Leszek Czarnecki, choć oficjalnie jest oburzony zabraniem mu banku, po cichu zapewne zaciera ręce z satysfakcją. Pozbył się wreszcie ciężko zadłużonego przedsiębiorstwa, do którego Bóg wie ile musiałby jeszcze dopłacać. Niestety, na podobny szczęśliwy zwrot sytuacji nie mogą mieć nadziei liczni właściciele innych firm, które są zadłużone i cienko przędą.

Zaszczepcie nas szybko
Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej wnosi o zakwalifikowanie dziennikarzy do grupy podwyższonego ryzyka zakażeniem koronawirusem i wpisanie tej grupy zawodowej na preferencyjną listę osób typowanych do szczepień przeciw COVID-19. SDRP upomina się o tych, którzy wykonując swoje zawodowe obowiązki, codziennie wychodzą na spotkanie z koronawirusem. Dziennikarze, a zwłaszcza reporterzy i operatorzy muszą pozyskiwać informacje z różnych źródeł, od wielu osób, a także bezpośrednio obserwować i uczestniczyć w ważnych wydarzeniach. Niezbędne informacje w bieżącej pracy dziennikarzy nie zawsze można uzyskać drogą pisemną, internetową czy telefonicznie. W tym celu bezpośredni, żywy kontakt z wieloma różnymi rozmówcami jest po prostu konieczny. W takich sytuacjach utrzymanie bezwzględnego reżimu sanitarnego (a zwłaszcza dystansu) jest bardzo utrudnione, czasem wręcz niemożliwe. W środowisku dziennikarskim coraz częstsze są przypadki zakażeń wirusem, a także zgony. Dlatego stowarzyszenie uważa, że poddanie środowiska szerokiej akcji szczepień mogłoby temu zapobiec, a jednocześnie umożliwić mediom niezakłóconą pracę, tak ważną społecznie w trudnym dla wszystkich czasie pandemii.

Getin Bank ma coraz trudniej

Kolejne ciosy finansowe spadają na bankowe dziecko Leszka Czarneckiego. Niech światek polskiego biznesu zapamięta, że niedobrze jest zadzierać z prominentami Prawa i Sprawiedliwości.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał trzy decyzje dotyczące Getin Noble Banku. Zakwestionował jednostronną zmianę umów o kredyt hipoteczny, niedozwolone klauzule oraz sposób oferowania obligacji GetBack przez bank.
W pierwszej decyzji prezes UOKiK uznał, że Getin Noble Bank, informując klientów o zamiarze doprecyzowania od 2017 roku sposobu wyliczania kursów kupna i sprzedaży walut obcych w umowach kredytów hipotecznych, w istocie jednostronnie zmieniał postanowienia tych umów.
Poza tym Getin Bank zastąpił postanowienia o bankowym tytule egzekucyjnym zapisami o możliwym obowiązku złożenia oświadczenia o poddaniu się egzekucji w trybie art. 777 kodeksu postępowania cywilnego, co mogłoby ułatwić bankowi w przyszłości dochodzenie roszczeń. Wprawdzie bank musiał zrezygnować z bankowego tytułu egzekucyjnego, gdyż Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za niekonstytucyjne, jednak zdaniem UOKiK, nie dawało to bankowi prawa do wpisania do umów innych form zabezpieczeń. Urząd zakazał więc takich działań.
Już z tych informacji UOKiK o przewinieniach Getin Banku wynika, że zarzuty są mocno naciągane. Tym niemniej Tomasz Chróstny, prezes UOKiK uważa, że efektem działania Getin Banku było to, że wiele osób musiało zaakceptować nowe warunki, bo w przeciwnym razie bank wypowiedziałby umowę i wymagałby spłaty całości kredytu.
Szef UOKiK stwierdza: – Umowa o kredyt hipoteczny jest umową zawartą na określony, wieloletni czas. Niedozwolone jest dowolne zmienianie jej istotnych warunków, a takimi są postanowienia o zasadach wyliczania kursów czy innych zabezpieczeniach. Każde nowe rozwiązanie powinno być wynikiem obustronnych uzgodnień. Jeżeli klient nie zgodziłby się na nie, to umowa powinna być wykonywana na dotychczasowych zasadach.
Za naruszanie od początku 2017 roku zbiorowych interesów konsumentów, UOKiK nałożył na Getin Noble Bank karę finansową wynoszącą 7 019 640 zł. Ciekawe, czy byłaby niższa, gdyby UOKiK wcześniej zwrócił uwagę na działania tego banku?
W drugiej decyzji szef UOKiK uznał, że niedozwolone są postanowienia, zawarte we wzorcach umów dotyczących wydawania kart płatniczych, udzielania pożyczek i prowadzenia rachunków Getin Banku, na mocy których bank miał przyznawać sobie prawo do ich modyfikacji gdy zmienią się przepisy, zapadną wyroki sądów, czy nastąpi korekta omyłek pisarskich. Tymczasem prezes UOKiK uznał, że takie zdarzenia nie dają bankowi prawa do modyfikacji klauzul umownych. Czyli, mimo wyroków, zmian prawa bądź korekty błędów, wzory umów powinny pozostawać niezmienne.
Getin Bank uważał również, że z tych powodów, oraz ze względu na nowe stawki cen prądu, taryf pocztowych i telekomunikacyjnych, ma on prawo do zmiany taryfy opłat i prowizji. UOKiK uznał te zapisy za nielegalne i zakazał ich stosowania, stwierdzając, że pod tym pretekstem „bank może wprowadzać dowolne zmiany”.
UOKiK zarzucił, że Getin Bank nie precyzuje, co konkretnie będzie miało wpływ na modyfikację regulaminu i w jakim zakresie to nastąpi. „W efekcie konsument nie jest w stanie przewidzieć jakich zmian może się spodziewać w trakcie trwania umowy” – stwierdził Urząd, uważając widocznie, że to Getin Bank musi z całkowitą pewnością przewidywać, jakie zmiany nastąpią w różnych przepisach i taryfach, oraz jakie będą wyroki sądów w rozmaitych sprawach.
Wreszcie, w trzeciej decyzji, prezes UOKiK uznał, że Getin Noble Bank wprowadzał konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji korporacyjnych wyemitowanych przez spółkę GetBack. Getin Bank miał informować, że inwestycja jest bezpieczna, a zysk gwarantowany, podczas gdy tak nie było.
Ponadto: „Bank proponował nabycie tych obligacji osobom, które nie były skłonne do ryzyka, bo były zainteresowane zwykłymi lokatami. Przedsiębiorca oferował więc produkty, które nie odpowiadały potrzebom jego klientów” – stwierdził UOKiK, nie wyjaśniając, dlaczego osoby zainteresowane bezpiecznymi lokatami bankowymi wybierały obligacje korporacyjne i uznając, iż Getin Bank powinien najpierw sprawdzić czy ma do czynienia z osobami skłonnymi do ryzyka, czy może ostrożnymi. – Do UOKiK wpłynęło wiele skarg od konsumentów na doradców Getin Noble Banku, które potwierdziły, że podczas sprzedaży dochodziło do nieprawidłowości. Obligacje korporacyjne nie są bezpieczną inwestycją, ponieważ ich bezpieczeństwo zależy wyłącznie od kondycji finansowej emitenta i jego decyzji biznesowych. Nie są one objęte gwarancjami odpowiednich instytucji. Bank jako instytucja zaufania publicznego powinien był zadbać o to, aby jasno i zrozumiale informować o specyfice produktu, w szczególności o ryzyku, uwzględniając jednocześnie realne potrzeby konsumentów – powiedział Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Prezes UOKiK nakazał, aby Getin Noble Bank wypłacił rekompensatę osobom, które nabyły obligacje GetBack za jego pośrednictwem. Wyniesie ona 20 tys. zł. O tym komu należy się rekompensata, bank poinformuje w osobnej korespondencji.
Żadna z wymienionych tu decyzji UOKiK nie jest prawomocna. Jeżeli się uprawomocnią i nie zmieni ich sąd, to staną się wiążącą regulacją, której sądy już nie będą mogły później pomijać. To może ułatwić klientom ewentualne sądowe dochodzenie swych roszczeń.
Z wyjątkiem trzeciej decyzji, dotyczącej obligacji GetBack, te dwie pierwsze wyglądają trochę na włączanie się do państwowej nagonki na właściciela tego banku Leszka Czarneckiego, który od dawna jest na celowniku prominentów PiS.
W sumie UOKiK wydał już siedem decyzji w sprawie oferowania i sprzedaży obligacji GetBack – podkreśla urząd, chcąc zatrzeć wrażenie, iż organy PiS-owskiej władzy patrzyły przez palce na działalność GetBack. W rzeczywistości, nie było żadnego siedmiokrotnego wymierzania kar.
UOKiK zwraca uwagę, że pierwsze kroki, aby chronić osoby poszkodowane wskutek działań spółki GetBack czy podmiotów oferujących jej produkty finansowe, podjął jeszcze zanim wpłynęły skargi od konsumentów. Pod koniec kwietnia 2018 r., po doniesieniach medialnych, Urząd wszczął postępowanie wyjaśniające oraz przeprowadził kontrole, aby ustalić zasady oferowania i sprzedaży obligacji korporacyjnych GetBack. Dodajmy, że nic to nie zmieniło.
Dopiero w lutym ubiegłego roku UOKiK wymierzył około 2 mln zł kary dla Polskiego Domu Maklerskiego za klauzulę niedozwoloną stosowaną przy zapisie na obligacje korporacyjne GetBack, która mogła zniechęcić ich do dochodzenia roszczeń.
Sierpień 2019 r. przyniósł decyzję częściową wobec Idea Banku – stwierdzenie wprowadzania konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji GetBack. Nic z tego nie wynikło.
Dopiero w lutym 2020 r. UOKiK uznał, że Idea Bank stosuje niedozwolone praktyki podczas oferowania obligacji GetBack i nakazał wypłacenie po 10 tys. zł rekompensaty dla poszkodowanych nabywców.
Kwiecień 2020 r.: wreszcie zapadła pierwsza konkretna decyzja UOKiK wobec spółki GetBack – stwierdzenie wprowadzania przez nią konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji korporacyjnych. Kary jednak nie było.
Lipiec 2020 r.: stwierdzenie nieuczciwych praktyk podczas oferowania przez Idea Bank certyfikatów inwestycyjnych funduszy Lartiq (dawniej Trigon) gwarantowanych przez spółkę GetBack – i nakaz wypłaty po 38 tys. zł rekompensaty dla konsumentów. Ponadto 7,2 mln zł kary dla spółki Lartiq za wprowadzanie konsumentów w błąd przy oferowaniu funduszy inwestycyjne gwarantowanych przez GetBack.
Jak widać, UOKiK zaktywizował się na dobre dopiero w ubiegłym roku. Czyżby na polityczne zamówienie obecnej ekipy?

Ile można stracić?

Klienci banków nie mają w Polsce łatwego życia. Zawsze mogą zostać nabrani na rozmaite “bezpieczne produkty”.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył na Idea Bank kary w łącznej wysokości ponad 17,2 mln zł oraz nakazał wypłacić po 38 tys. zł rekompensaty konsumentom, którzy nabyli certyfikaty inwestycyjne emitowane przez fundusz Lartiq. To jeden z banków należących do Leszka Czarneckiego, a cała sprawa dotyczy minionych lat i jest pokłosiem dużo wcześniejszych działań Komisji Nadzoru Finansowego, która już w ubiegłym roku ukarała wspomniany fundusz inwestycyjny.
W sumie prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał 4 decyzje wobec Idea Bank. Trzy z nich dotyczą naruszania praw konsumentów przy oferowaniu im skomplikowanych produktów finansowych: certyfikatów inwestycyjnych, lokat strukturyzowanych oraz ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. W czwartej decyzji UOKiK stwierdził stosowanie przez bank postanowień niedozwolonych w umowach bankowych w zakresie tzw. klauzul modyfikacyjnych. -To nie pierwszy raz, kiedy mamy bardzo poważne zastrzeżenia wobec Idea Banku. Już wcześniej stwierdziliśmy, że spółka naruszała prawa konsumentów przy sprzedaży obligacji korporacyjnych GetBack – wprowadzała ich w błąd i oferowała im produkty niedostosowane do ich potrzeb, czyli stosowała tzw. misselling. Tym razem zarzuty dotyczyły innych produktów finansowych. Bank przekazywał klientom nieprawdziwe informacje m.in. o ryzyku i zyskach, a także stosował misselling. Oferowanie produktów wysokiego ryzyka osobom, które preferują bezpieczne inwestycje, a także wprowadzanie ich w błąd i zatajanie ważnych informacji jest absolutnie niedopuszczalne – mówi prezes Tomasz Chróstny.
Pierwsza decyzja dotyczy oferowania przez Idea Bank certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez fundusz Lartiq (dawniej Trigon). To produkt wysokiego ryzyka, tymczasem Idea Bank proponował go osobom, którym zależało na bezpieczeństwie swoich oszczędności lub co najwyżej były gotowe zaakceptować tylko niewielkie straty. Byli to głównie dotychczasowi klienci banku korzystający z tradycyjnych lokat, rachunków oszczędnościowych, lokat strukturyzowanych czy ubezpieczeń na życie z funduszem kapitałowym.
Idea Bank wprowadzał ich w błąd co do ryzyka inwestycji. Rozpowszechniał bowiem nieprawdziwe informacje o gwarancjach, które rzekomo miały dawać pewność osiągnięcia zysku. Tymczasem fundusze Trigon Profit NSFIZ zawarły umowy gwarancyjne ze spółką GetBack (obecnie w restrukturyzacji), która miała ogromne kłopoty finansowe. Afera GetBack to jedna z nawiększych afer finansowych z czasów rządów PiS.

Nie było mowy o wyjątkowo ryzykownym charakterze tego produktu, o czym dowiedziałem się dopiero teraz, gdy okazało się, że wartość jednostki to ok. 50 proc. ceny nominalnej, a gwarancje nie są realizowane. Nigdy nie było mowy o możliwości utraty choćby niewielkiej części kapitału – napisał w skardze do Urzędu jeden z naiwnych konsumentów.
Prezes UOKiK nakazał Idea Bank wypłatę rekompensat wszystkim konsumentom, którzy nabyli certyfikaty inwestycyjne emitowane przez Lartiq (dawniej Trigon). Każdy z nich otrzyma 38 tys. zł. Łącznie banki ma wypłacić konsumentom kilkanaście milionów złotych. Idea Bank musi zawiadomić poszkodowanych konsumentów o możliwości wystąpienia o rekompensatę. Ma także zamieścić na swojej stronie internetowej informację o decyzji prezesa UOKiK wraz ze wskazaniem, że nie zamyka ona konsumentom drogi do indywidualnego dochodzenia roszczeń.
W kolejnej decyzji wobec Idea Banku szef UOKiK stwierdził nierzetelne informowanie konsumentów o innym bardzo ryzykownym produkcie finansowym. Chodzi o możliwość przystąpienia do ubezpieczeń na życie z funduszem kapitałowym. Bank w sposób nierzetelny przekazywał konsumentom informacje o ryzyku związanym z taką inwestycją, które polega na możliwości utraty całości lub części pieniędzy, opóźnień w realizacji wykupu, a także nieosiągnięcia zysku. Jak wynika z reklamacji, pracownicy banku mieli zapewniać klientów, że to bezpieczna inwestycja, na której nie można stracić.
Prezes UOKiK nałożył w sumie na Idea Bank ponad 11,5 mln zł (11 511 449 zł) kary. Ponadto spółka musi poinformować o tej decyzji na swojej stronie internetowej.
Do naruszania zbiorowych interesów konsumentów dochodziło też przy oferowaniu przez Idea Bank tzw. lokat strukturyzowanych. W tym przypadku również konsumenci byli wprowadzani w błąd, np. W dokumencie „Warunki Lokaty Strukturyzowanej” wyeksponowane były informacje o możliwości osiągnięcia zysku w postaci odsetek, kosztem jasnych i czytelnych danych o ryzyku – czyli okolicznościach, w których inwestycja może nie przynieść dochodu, a nawet wygenerować straty.
Dokument ten był tak zredagowany, że konsumenci mogli odnieść wrażenie, że zawarte w nim parametry umowy są wiążące – podczas gdy jej ostateczne warunki mogą być inne.
Idea Bank zapewniał też, że „kwota lokaty”, czyli zainwestowane pieniądze bez odsetek, jest objęta ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W rzeczywistości gwarancje BFG dotyczą jednak wyłącznie „kwoty wykupu”, która może być niższa. Za te nieuczciwe praktyki UOKiK wymierzył Idea Bankowi karę ponad 5,7 mln zł (5 750 545 zł). Bank także musi zamieścić na swojej stronie informację o decyzji.
Ostatnia decyzja dotyczy niedozwolonych postanowień we wzorcach umów kredytów konsumenckich, rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych oraz kart debetowych i kredytowych. Chodzi o wspomniane klauzule modyfikacyjne, w których spółka wymienia przyczyny uprawniające ją do zmiany regulaminu lub tabeli opłat i prowizji. Są wśród nich m.in. zmiana przepisów, wyroki sądów, wprowadzenie przez bank nowych usług czy konieczność poprawek redakcyjnych.
Kwestionowane klauzule modyfikacyjne znalazły się m.in w umowach na czas określony np. o kredyt konsumencki czy kartę kredytową, w których dochodzi do zadłużenia klienta. Zdaniem UOKiK takie umowy powinny cechować się trwałością i co do zasady nie mogą być zmieniane. Wątpliwości UOKiK wzbudziły też klauzule modyfikacyjne w umowach na czas nieokreślony. Są one co prawda dopuszczalne, ale przesłanki do wprowadzania przez Idea Bank zmian zostały sformułowane zbyt ogólnie i pozostawiają spółce dużą swobodę interpretacji.
UOKiK zakazał wykorzystywania zakwestionowanych postanowień umownych we wzorcach umownych. Idea Bank ma obowiązek poinformować o tym wszystkich konsumentów, którzy mają takie klauzule w swoich umowach z bankiem oraz zamieścić oświadczenie o decyzji UOKiK i jej skutkach na stronie internetowej.
Wszystkie te decyzje są nieprawomocne. Idea Bank może się od nich odwołać, co zapewne uczyni.

Życie na niskiej stopie

Nasza gospodarka potrzebuje w tej chwili płynności, przewidywalności i zapanowania nad rosnącymi cenami żywności, a nie obniżania stóp procentowych.
Prezes Narodowego Banku Polskiego i jednocześnie przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej prof. Adam Glapiński, uważa, że obniżenie stóp procentowych nie zwiększy popytu, ani nie wpłynie na podaż – lecz zmniejszy obciążenia przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.
Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o NBP mówi: Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu (o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP).
Popatrzmy zatem na inflację w ostatnich trzech miesiącach (tabelka). Bez wątpienia RPP i NBP mają co robić, ale na pewno nie jest to obniżanie stóp procentowych. Gdy Główny Urząd Statystyczny poda dane o zmianach cen w marcu, to będą to wartości jeszcze wyższe, szczególnie w grupie „żywność”, ale także w grupie „zdrowie” (tak usługi, jak i wyroby farmaceutyczne) oraz w grupie „użytkowanie mieszkania”.
Zgodnie z nowym systemem wag, udział tych grup towarów i usług w przeciętnych wydatkach gospodarstw domowych to ok. 36 proc. A w wydatkach gospodarstw domowych o niskich dochodach rozporządzalnych to zdecydowanie więcej, co najmniej 70-80 proc. – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Jeżeli NBP ma realizować swój ustawowy cel – utrzymanie stabilnego poziomu cen, to na pewno obniżaniem stóp procentowych nie uda mu się tego zrobić. Jeżeli natomiast NBP chce wspierać politykę gospodarczą rządu, nie ograniczając możliwości realizacji swojego podstawowego celu (utrzymanie stabilnego poziomu cen), to obniżenie stóp procentowych i w tym przypadku nie pomoże.
NBP i RPP znalazły się w tej chwili w sytuacji, w której żadna ich decyzja nie pozwala na realizację ustawowego, nawet szeroko ujętego, celu. Nie są w stanie utrzymać stabilnego poziomu cen (określonego przez cel inflacyjny i możliwe odchylenia od niego). Nie są także w stanie pomóc gospodarce, przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym.
To co jest dzisiaj potrzebne przedsiębiorstwom, to zapewnienie gotówkowej płynności finansowej. Nawet jeżeli banki komercyjne obniżą firmom koszt kredytu, to będzie to „dużo za mało” w stosunku do ich płynnościowych potrzeb. Szczególnie w grupie firm mniejszych. Tu potrzebne jest zawieszanie i odsuwanie spłat kredytów i odsetek w czasie, uwalnianie środków trzymanych na kontach VAT-owskich, odsuwanie w czasie płatności zobowiązań wobec Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i urzędów skarbowych, wsparcie z Funduszu Pracy przedsiębiorstw w wypłatach wynagrodzeń – i wiele, wiele innych działań z obszaru polityki gospodarczej.
Poza tym, obniżenie stóp procentowych wcale nie oznacza obniżenia kosztów kredytu. Rośnie bowiem ryzyko niespłacalności kredytów i banki, będące dysponentami depozytów swoich klientów, muszą ten wzrost ryzyka wziąć pod uwagę w wycenie kosztu pieniądza dla przedsiębiorstw, szczególnie tych mniejszych. Tym bardziej, że ryzyko niewypłacalności części firm, które są kredytobiorcami, będzie się niestety materializowało. A to oznacza zmniejszenie zdolności banków do dostarczania kapitału gospodarce. Obniżenie stóp procentowych może zatem zadziałać na gospodarkę przeciw skutecznie.
Z punktu widzenia gospodarstw domowych, obniżenie stóp procentowych też nie będzie miało oczekiwanej przez Prezesa NBP skuteczności – czyli zmniejszenia ich obciążeń finansowych. Koszt kredytu to nie tylko bowiem oprocentowanie, ale także opłaty, prowizje, czy ubezpieczenie, którego cena może silnie wzrosnąć w wyniku wzrostu ryzyka niespłacalności kredytów.
W efekcie koszt kredytu będzie wyższy, mimo obniżenia przez RPP stóp procentowych. Poza tym wiele gospodarstw domowych, szczególnie tych o niższych dochodach, zadłuża się nie w systemie bankowym, a w firmach pożyczkowych, gdzie rzeczywista roczna stopa oprocentowania jest znacznie wyższa niż w bankach komercyjnych.
Obniżenie stóp procentowych nie zmniejszy zatem w sposób istotny obciążeń tych gospodarstw domowych, które tego najbardziej potrzebują. Tu także, podobnie jak w przypadku przedsiębiorstw, potrzebna jest możliwość przesuwania spłat zobowiązań pożyczkowych i kredytowych w czasie.
Ale najważniejsze z punktu widzenia gospodarstw domowych jest utrzymanie zatrudnienia, a tym samym utrzymanie dochodów. A tu sytuacja zaczyna być coraz trudniejsza. To na tym trzeba skupić uwagę – i uruchomić w ramach polityki gospodarczej, działania zapewniające utrzymanie jak najwyższego poziomu zatrudnienia, oraz zapewnić możliwość otrzymywania przez pracowników wynagrodzeń. Obniżenie stóp procentowych przez RPP o 0,25 pp, 0,5 pp, czy nawet 1 pp. tego nie zapewni.
Zapanowanie nad sytuacją na rynku pracy jest szczególnie ważne z punktu widzenia rosnących w bardzo szybki sposób kosztów życia. W styczniu i lutym 2020 r. ceny żywności wzrosły o ponad 8 proc. rok do roku. W marcu ten wzrost był co najmniej na tym samym poziomie, bo wszyscy w panice rzucili się do robienia zakupów.
Zresztą, już w 2019 r. (a także wcześniej) ceny żywności rosły dużo szybciej niż inflacja ogółem (w 2019 r. inflacja wyniosła 2,3 proc., podczas gdy ceny żywności wzrosły o 5,3 proc.) – przypomina Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Gdzie była Rada Polityki Pieniężnej, gdy jej decyzje mogły ograniczyć rosnącą inflację, i chociaż w jakiejś części ograniczyć dynamikę cen żywności – bowiem jej wzrost to nie tylko efekt czynników zewnętrznych, niezależnych od decyzji RPP?.
Za przeciętny koszyk zakupów musimy płacić o 4,7 proc. więcej niż rok wcześniej w lutym. A gospodarstwa domowe o najniższych dochodach rozporządzalnych, nawet o 7-8 proc. więcej.
Tak, wiem, wiem, Bank Anglii i amerykański FED obniżyły już stopy procentowe, a FED dodatkowo zapowiedział uruchomienie kolejnej fazy luzowania ilościowego, mając zamiar wprowadzić do systemu finansowego ok. 700 mld dolarów. Ale ustawowym celem FED jest nie tylko zapewnienie stabilności cen, ale także zapewnienie wysokiego poziomu zatrudnienia i dążenie do stabilnego wzrostu gospodarczego.
W Polsce, powtórzę to raz jeszcze, podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu – o ile nie ogranicza to wspomnianego, podstawowego celu NBP. Obniżenie stóp procentowych przez RPP nie jest realizacją ani celu głównego, ani wspieraniem polityki rządu. Może dać wręcz odwrotne efekty od oczekiwanych.

Niezbyt czysty zysk zamiast idei

Idea Bank stosował misselling, czyli oferował obligacje GetBack w sposób niedostosowany do potrzeb klientów – stwierdził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Już w sierpniu ubiegłego roku UOKiK wydał pierwszą decyzję, w której stwierdził, że Idea Bank stosował praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów – wprowadzając ich w błąd przy oferowaniu obligacji spółki GetBack.
Teraz UOKiK potwierdził kolejne zarzuty – wydał kolejną decyzję wobec Idea Banku, stwierdzając stosowanie tzw. missellingu.Idea Bank proponował swoim klientom produkty wysokiego ryzyka, które w żaden sposób nie odpowiadały ich potrzebom. Niedozwoloną praktykę misselingu potwierdził zebrany materiał dowodowy, w tym setki skarg konsumentów. Obligacje korporacyjne były oferowane nawet tym klientom, którzy nigdy nie mieli do czynienia z produktami inwestycyjnymi i nie byli nimi zainteresowani, a swoje oszczędności trzymali na lokatach bankowych. Działanie jest tym bardziej naganne, że poszkodowanymi są również osoby starsze – wyjaśnia Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Urząd nie ma wątpliwości, że konsumentom nie powinny być oferowane obligacje korporacyjne GetBack przez Idea Bank. Świadczą o tym dowody zebrane podczas prowadzonego postępowania, w tym materiały zdobyte w trakcie kontroli.

Ze strony Idea Bank – który jako bank powinien być postrzegany jako instytucja zaufania publicznego – zabrakło rzetelnego dopasowania oferowanego produktu do potrzeb klienta, w tym indywidualnego profilu ryzyka – podkreśla Tomasz Chróstny. Banki będące podmiotami profesjonalnymi ponoszą szczególną odpowiedzialność za konsumentów, których środki finansowe stanowią fundament ich istnienia – działalność ta wymaga zachowania absolutnie najwyższych standardów etycznych – dodaje.
Dla przykładu konsumentka skarżyła się, że doradca zaproponował jej przeniesienie środków finansowych z lokaty, bez utraty odsetek, na inną korzystną formę lokowania kapitału, z wyższym oprocentowaniem. Nie była zainteresowana ryzykownymi ruchami i zaoszczędzone środki miały być wsparciem jej budżetu w czasie emerytury. W momencie zakupu miała 61 lat i nie chciała ryzykować. Podkreślała w rozmowie z doradcą, że nie jest biznesmenem lecz pracownikiem na etacie u kresu kariery zawodowej i nie będzie mogła odrobić tej kwoty, gdyby istniało jakieś niebezpieczeństwo utraty środków. Doradca jednak zapewniał, że takie niebezpieczeństwo nie istnieje.
UOKiK ustalił, że bank powinien znać i brać pod uwagę preferencje inwestycyjne klientów, którym oferował obligacje, np. w oparciu o posiadaną wcześniej historię uruchomionych w banku produktów lub w oparciu o informacje przekazywane przez konsumentów.
Niestety zamiast przedstawiać ofertę odpowiadającą potrzebom tych klientów, wykorzystywał ich niewiedzę do sprzedaży ryzykownego produktu inwestycyjnego, jakim są obligacje korporacyjne.
Wydana decyzja nakłada na Idea Bank obowiązek wypłaty rekompensat tym konsumentom, którzy nabyli obligacje Getback za pośrednictwem banku. Model przyjęty przez UOKiK zakłada, że każdy obligatariusz który złoży stosowny wniosek, otrzyma rekompensatę w wysokości 20 proc. zainwestowanych środków, liczoną dla kwoty do 50 tys. zł. Za tyle – co do zasady – konsumenci musieli nabyć obligacje GetBack w ramach jednej emisji, aby wziąć w niej udział. W sytuacji takiej rekompensata należna konsumentowi wobec zastosowanego przez bank misselingu wyniesie 10 tys. zł.
Decyzja ta zmierza przynajmniej do częściowego wyrównania szkody jaką ponieśli obligatariusze. Jest też ona krokiem ułatwiającym konsumentom dochodzenie roszczeń na drodze cywilnej – i żądania wypłaty wszystkich zainwestowanych środków. O tym rozstrzygnięciu UOKiK bank musi poinformować na swojej stronie internetowej, zaś każdy poszkodowany musi otrzymać informację listownie. Nakazano wypłatę rekompensaty w terminie 1 miesiąca od otrzymania od konsumenta wniosku. Decyzja nie jest prawomocna, Idea Bank może się odwołać do sądu.

Złodziej krzyczy: łapać złodzieja! Wywiad

„Na razie „bohaterowie” tego dramatu idą w zaparte”. Kamila Terpiał (wiadomo.co) rozmawia z Jarosławem Urbaniakiem, posłem PO i członkiem komisji finansów publicznych o reakcji PiS na aferę KNF.

 

„KAMILA TERPIAŁ: „Będzie też was boleć prawda i nasza konsekwencja w działaniach w sprawie KNF-u. Prokuratura będzie do bólu, niczym gorącym żelazem, wypalać patologie. Taka dziś jest prokuratura dobrej zmiany, także służby specjalne” – mówił ostatnio z mównicy sejmowej Zbigniew Ziobro. Boi się pan tej prawdy i prokuratury „dobrej zmiany”?

JAROSŁAW URBANIAK: Nic mnie już nie zdziwi… Znowu złodziej krzyczy: łapać złodzieja! Prokuratura jest na liście tych, którzy mają w tej sprawie ubrudzone ręce. Chodzi o brak przepływu informacji, nie zawiadomiono przecież o wpłynięciu zawiadomienia od razu premiera, i o bezczynność. W ramach interwencji poselskiej odwiedziliśmy już kilka ministerstw i przed nami nie było tam żadnej służby. W Ministerstwie Finansów na przykład, jak już było wiadomo, że jesteśmy i przybyły tam wszystkie media, to jakbym był w jakiejkolwiek służbie, wszedłbym tam demonstracyjnie od razu. A tu cisza.
Do KNF w ogóle nas nie wpuszczono, ale było to jedyne miejsce, gdzie CBA było przed nami.

 

Ale w gabinecie szefa KNF było dopiero po nim. To nie przypadek?

Jeżeli ktoś jest w stanie szybciej przylecieć z Singapuru, niż przejść 2 kilometry, to trudno uznać to za przypadek. Poza tym dowiedzieliśmy się później, że syn pana Mariusza Kamińskiego, czyli koordynatora służb specjalnych, pracuje w Banku Światowym z rekomendacji szefa Narodowego Banku Polskiego. Przypadek?
Zaczyna być wysoce prawdopodobne, że opieszałość CBA nie była przypadkowa.

 

Będziecie jeszcze próbować dostać się do Komisji Nadzoru Finansowego? Czy teraz to już nie ma sensu?

W naszym kraju jest problem z egzekutywą. W normalnym państwie poprosilibyśmy policję o wyegzekwowanie prawa, które jest oczywiste. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora jednoznacznie mówi o tym, że mamy prawo kontrolować i wchodzić do wszystkich organów administracji rządowej. A nie ma przecież wątpliwości, że KNF, który podlega premierowi, takim organem jest. Nie jest to przecież organ samorządowy.
Będziemy podejmować jeszcze pewnie kilka prób w kilku miejscach, ale nie chcę wyprzedzać faktów. Efekty są bowiem takie, że jak dostajemy dokumenty od ręki, to są istotne, a jak po jakimś czasie, to jednak dużo mniej. Zdradzanie szczegółów, jak widać, nie służy sprawie.

 

Jak jesteście przyjmowani w ministerstwach? Jak intruzi?

Przyznam, że są różne reakcje. Najbardziej niegrzecznie zostaliśmy potraktowani w KNF-ie. Ale w innych miejscach urzędnicy niższego szczebla naprawdę starają się być mili, chociaż są czasami przerażeni.

 

Dostaliście już trochę dokumentów. Jaki był najważniejszy?

Były to dokumenty, które dostaliśmy w Ministerstwie Finansów dotyczące poprawki „bank za złotówkę”, która pojawiła się w procesie legislacyjnym nagle w drugim czytaniu. Wygląda na to, że już w kwietniu 2018 roku, dwa tygodnie po słynnej rozmowie, szef KNF sugerował potrzebę takich zmian, rozsyłając pisma do wszystkich członków Komitetu Stabilności Finansowej.
Tyle że na początku wygląda to dość niewinnie. Najważniejszy jest chyba dokument datowany na październik 2018 roku. To pismo do Ministerstwa Finansów, w którym szef KNF prosi o „potraktowanie inicjatywy z najwyższym priorytetem”. Co później na komisji finansów, podczas prac nad poprawką, powtarza wiceminister finansów.

 

Dlaczego na początku wyglądało niewinnie?

Podobnie jak w innych aferach, dopiero jak spojrzy się na pewne rzeczy z dystansu, to nabierają większego znaczenia. To jest też problem ciągłych zmian w prawodawstwie, zwłaszcza dotyczącym finansów. Z perspektywy zastanawiająca jest także wcześniejsza decyzja z 2017 roku, dotycząca zmiany wymogów makroekonomicznych, czyli tego momentu, w którym KNF zaczyna się niepokoić finansami banku.
Wskaźniki podniesiono o 50 proc. do stawek maksymalnych w UE, nikt do tej pory nie potrafi powiedzieć dlaczego, skoro nic złego się nie działo. Byliśmy przecież „zieloną wyspą”. Ministrem finansów był wówczas Mateusz Morawiecki.
Teraz zaczynam się poważnie zastanawiać, po co podniesiono te wskaźniki, skoro głównym problemem polskiego sektora finansowego nie były banki, tylko SKOK-i, czyli parabanki. To one upadały i kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny ponad 4 mld zł.

 

To mogła być realizacja słynnego „planu Zdzisława”?

Mogę tylko sugerować, że wiele rzeczy do siebie pasuje. Z jednej strony ta dziwna zmiana, później „wpychanie” radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych głosami Skarbu Państwa, który reprezentował minister rozwoju, czyli Mateusz Morawiecki.
Dostaliśmy z ministerstwa dokumenty, w których są notatki służbowe z posiedzenia walnego zgromadzenia GPW i nie wynika z nich jasno, kto podjął taką decyzję.
Afera KNF z „planem Zdzisława” jako kluczowym elementem rozgrywki wybucha w 2018 roku, kiedy premierem jest Mateusz Morawiecki. Jakoś dziwnie to nazwisko za każdym razem się pojawia…

 

Jaki będzie los ustawy z zapisem o możliwości przejmowania banków przez państwo za zgodą KNF? Stanie się prawem obowiązującym?

Na razie nikt się z tej poprawki, wrzuconej nagle po złożeniu zawiadomienia przez mecenasa Romana Giertycha, nie wycofuje.

 

Po co rządzącym teraz takie rozwiązanie?

To jest dla mnie najbardziej przerażające. Wszystkie afery, jakie wybuchły po 1989 roku powodowały, że decyzyjne osoby podejmowały decyzje o włączeniu natychmiast hamulca ręcznego. A w tym wypadku jest wręcz przeciwnie.
Politycy partii rządzącej przekonują, że to są oczywiste i niegroźne zapisy, które obowiązywały już przed 2016 rokiem, że są implementacją prawa UE – to nie jest prawda!

 

Mogą się jeszcze przydać?

Jest takie stare, teatralne, ale bardzo mądre powiedzenie, że jak w pierwszym akcie strzelba wisi na ścianie, to w ostatnim akcie wystrzeli… Nie sądzę, żeby ktoś wprowadzał przepisy dotyczące przejęcia banków za złotówkę, i to z błahych powodów, po to, aby nigdy z tego nie skorzystać.
Wydaje mi się, że zapadła decyzja, że banki będą przejmowane i nie chodzi na pewno o banki spółdzielcze.

 

Jaka jest w aferze KNF rola szefa NBP Adama Glapińskiego?

Wiele wątków prowadzi do niego – „pierwszego ekonomisty PiS”. To od polityków PiS można było usłyszeć jeszcze przed słynną naradą na Nowogrodzkiej, że prezes Glapiński lada dzień poczuje się tak źle, że nie będzie mógł dalej kierować NBP.
Na razie wiemy na pewno, że jego rola sprowadza się do tego, że jest wielowymiarowym promotorem Marka Chrzanowskiego, którego zresztą broni za wszelką cenę.
Wygląda na to, że szef KNF jest jedyną i to niepotrzebną ofiarą, bo przecież według szefa NBP jest „człowiekiem o nieskazitelnej uczciwości” i „wielkim patriotą”.

 

PiS chce, aby dymisja szefa KNF zakończyła sprawę?

Na razie „bohaterowie” tego dramatu idą w zaparte. Dopóki PiS ma władzę, istnieje niebezpieczeństwo, że na tym się skończy. Przecież prokuratura niczego nie wyjaśni.

 

A komisja śledcza nie powstanie. Nikt rządzących do niczego nie zmusi.

Teraz nie, ale wygląda na to, że sytuacja jest rozwojowa. Wiele osób sugeruje, że to nie koniec taśm… Poza tym przypomnę, że zaraz po wybuchu afery panGrzegorz Kowalczyk, który miał być prawnikiem-słupem w banku pana Leszka Czarneckiego, przekonywał, że w ogóle nie wie, o co chodzi. Później wymsknęło mu się, że szef KNF załatwiał mu pracę 3 razy. Rozumiem, że Plus Bank, gdzie został jednak przyjęty, to jeden raz, rada nadzorcza GPW drugi, a gdzie w takim razie jest trzeci… Myślę, że jeszcze nie wiemy wszystkiego.

 

Co dalej z szefem NBP?

„Kuluary pisowskie” już jakiś czas temu mówiły, że poda się do dymisji z przyczyn zdrowotnych. Ale Adam Glapiński informuje, że bardzo dobrze się czuje i nie zamierza rezygnować z pracy. Wykonuje za to jakieś dziwne ruchy.
Gdy oczywiście w nocy zbiera się Komitet Stabilności Finansowej, to prezes NBP wychodzi do mediów, aby poinformować, że właśnie trwa posiedzenie. Czy to miało uspokoić nastroje? Chyba nikt rozsądny tak tego nie odebrał.

 

Nie wierzy pan w zapewnienia, że system bankowy jest stabilny?

Wierzę, że jest stabilny, ale nie przez słowa minister finansów czy prezesa NBP, tylko przez zmiany, które uratowały system bankowy w 2008 roku. Chodziło o podniesienie kwoty gwarantowanej depozytu przez BFG do wartości 100 tys. euro. To był jeden z elementów pakietu ratunkowego.

 

Myśli pan, że ludzie rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi? Afera KNF będzie miała taką siłę rażenia jak afera Rywina?

Wydaje mi się, że większość ludzi do tej pory nie wie, o co chodziło w aferze Rywina.
Wiele osób zapewne pamięta słynne „lub czasopisma”, ale czy wie dokładnie, co się za tym kryło? W tym przypadku sytuacja też nie jest łatwa. Ale kiedy dochodzimy do tak oczywistych rzeczy, jak plan doprowadzenia do upadku banku, a później przejęcia go przez kogoś za złotówkę, to jest prosty obrazek.

 

PiS poniesie jakąkolwiek polityczną odpowiedzialność?

Parta rządząca przez 3 lata była teflonowa. Ludzie przez ten czas powtarzali, że „przez ostatnich 8 lat…”, a PiS przekrzykiwał wszystkich. Ale teraz okropieństwa, które rządzący robią od początku kadencji, zaczęły trafiać do realnego, codziennego życia Polaków i myślę, że wielu otwierają się oczy. Coś zaczyna się zmieniać i widać to chociażby po wyniku wyborów samorządowych.

Bank odda pieniądze USŁUGI FINANSOWE

Jeżeli bank wprowadza opłaty za konto powiązane z kredytem, musi zagwarantować, że konsument może bez kosztów zrezygnować z tego rachunku.

 

Takie obowiązują u nas reguły. Jednak zapomniał o tym widocznie Deutsche Bank Polska. Dlatego teraz będzie musiał oddać obecnym i byłym klientom opłaty za rachunki. To wynik postępowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Decyzja w tej sprawie została podjęta w lipcu tego roku.
Postępowanie przeciwko Deutsche Bank Polska urząd wszczął w maju 2017 r. Wątpliwości UOKiK wzbudziło to, że bank pobierał podwyższone opłaty od konsumentów oraz uniemożliwiał im rezygnację z umowy bez kosztów. Praktyka ta trwała co najmniej od 2012 r.
Klienci banku biorąc kilka lat temu kredyt lub pożyczkę hipoteczną, otwierali rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe, które były też przeznaczone do obsługi tych kredytów. W zamian za to dostawali niższą marżę kredytu – czyli płacili mniejsze raty. Deutsche Bank Polska jednak podwyższył opłaty za prowadzenie rachunków – przykładowo, z 0 zł do 8 zł czy z 2 zł do 12 zł. Konsumenci, którzy nie chcieli płacić i wypowiadali umowę prowadzenia rachunku – narażali się na podwyższenie oprocentowania kredytu. A osoby, które chciały przekształcić rachunek na inny – mogły być obciążane przez bank dodatkowymi kosztami.
Zdaniem UOKiK postępowanie niemieckiego banku może naruszać dobre obyczaje, ale jednocześnie godzi w zbiorowy interes konsumentów, naruszając art. 24 ust. 1 i 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów,
– Uznaliśmy, że bank nie może pogarszać sytuacji konsumenta. Jeżeli instytucja finansowa wprowadza lub zwiększa opłatę za prowadzenie konta powiązanego z umową kredytu, powinien umożliwić konsumentowi rozwiązanie umowy bez dodatkowych kosztów. Klient Deutsche Bank Polska często nie miał wyboru – musiał płacić za obsługę konta wyższą opłatę, gdyż rozwiązanie umowy oraz jej zmiana wiązały się z kosztami – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.
Deutsche Bank Polska zrekompensuje klientom straty i zwróci pieniądze. Uniknął więc kary finansowej od UOKiK. Zobowiązanie banku dotyczy byłych i obecnych jego klientów.
Ci, którzy mieli w tym banku konto db NET, db Konto, db Fokus, Pakiet Inwestor, Pakiet status, db Open, db Start powiązane z umową kredytu, a bank kiedyś podwyższył im opłaty za prowadzenie rachunku, powinni więc złożyć do tego banku wniosek o zwrot pobranych opłat za konto (dla byłych i obecnych klientów) oraz o bezpłatną zmianę rodzaju konta na dowolne oferowane przez Deutsche Bank Polska.
Klienci tego banku nie będą już musieli posiadać w nim rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego – a mimo to bank nie może zwiększyć im marży kredytu.