Powoli idzie ku lepszemu?

Zanim w Polskę uderzy jesienna fala pandemii koronawirusa, mamy jeszcze parę miesięcy na dalsze wychodzenie z kryzysu.
W maju poprawiła się koniunktura gospodarcza. Jak wskazuje Główny Urząd Statystyczny, jej wskaźniki są generalnie na wyższym poziomie niż przed miesiącem, choć nadal poniżej średniej długookresowej. Jak zwykle, najbardziej pesymistycznie oceniają koniunkturę firmy z branży hotelarskiej i gastronomicznej (wskaźnik minus 20,2), choć dużo lepiej, niż jeszcze w kwietniu. Najwyższe oceny formułują przedsiębiorstwa informacyjne i komunikacyjne (plus 13).
GUS-owski wskaźnik ogólnego klimaty koniunktury stanowi średnią arytmetyczną z odpowiedzi na pytania z ankiety miesięcznej, które dotyczą bieżącej i przewidywanej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstwa. Wskaźnik ma widełki od minus 100 do plus 100, przy czym wartości poniżej zera są oceniane jako negatywne (wskazujące na gorszą koniunkturę). Wskaźnik zero oznacza sytuację, gdy koniunktura nie zmienia się.
W naszym przemyśle wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtuje się na poziomie minus 0,3. Przed miesiącem było to aż minus 4,0. Poprawę koniunktury sygnalizuje 14,1 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 14,4 proc. Jest więc lekka przewaga pesymistów, ale w kwietniu była większa, bo wskaźniki te wtedy wynosiły odpowiednio 13,6 proc. i 17,6 proc. Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.
Oceny dotyczące wielkości zamówień i produkcji utrzymują się na dotychczasowym poziomie, a przewidywania są tu korzystne. Bieżąca sytuacja finansowa oceniana jest lepiej niż w kwietniu. Opóźnienia płatności za sprzedane produkty wprawdzie rosną, ale podobnie jak w kwietniu, bez przyśpieszenia. Niedobór zapasów jest niewielki, firmy planują lekki wzrost zatrudnienia. Dyrektorzy przewidują wyższe ceny wyrobów przemysłowych.
9,8 proc. przedsiębiorców przemysłowych nie odczuwa żadnych barier w prowadzeniu działalności. Przed rokiem – tylko 6,1 proc. Ci, którzy zaś widzą bariery najczęściej wskazują tradycyjnie na koszty zatrudnienia, a także na niedobory wykwalifikowanych pracowników, surowców, materiałów i półfabrykatów. Znika zaś stopniowo bariera niedostatecznego popytu na rynku krajowym i zagranicznym.
W budownictwie majowy wskaźnik koniunktury wyniósł minus 8,4 (przed miesiącem minus 13,7). Poprawę koniunktury sygnalizuje 11,4 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 19,8 proc. Tu także optymistów jest mniej, ale w w kwietniu było gorzej, bo odpowiednio 10 proc. i 23,7 proc. Dla reszty jest bez zmian. Oceny i prognozy również są lepsze od kwietniowych, spadły opóźnienia płatności za wykonane roboty budowlane, a ceny, ku zadowoleniu budowlańców, mogą rosnąć szybciej niż w kwietniu. Idzie więc ku dobremu, ale odsetek przedsiębiorców nie odczuwających żadnych barier w prowadzeniu bieżącej działalności budowlanej jest niski i wynosi tylko 6,4 proc. Firmy budowlane też narzekają na koszty zatrudnienia i materiałów – a także, choć już rzadziej, na niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej.
W branży transportowej i magazynowej oraz w handlu hurtowym są podobne tendencje. Majowy wskaźnik koniunktury handlu kształtuje się na poziomie plus 4,4 (tylko plus 1,3 w kwietniu). Poprawę koniunktury sygnalizuje 15,5 proc. badanych przedsiębiorstw, pogorszenie 11,1 proc. W kwietniu było to odpowiednio 14,7 proc. i 13,4 proc. Oceny sprzedaży są pozytywne, zbliżone do zgłaszanych w kwietniu, tak jak i przewidywania (wobec niekorzystnych sprzed miesiąca), natomiast nieznaczny pesymizm panuje w diagnozowaniu sytuacji finansowej.
Stan zapasów towarów jest uznawany przez przedsiębiorców za nadmierny, ale zapowiadany jest wzrost zamówień u dostawców, a zatrudnienie w handlu może się nieznacznie zwiększyć, podobnie jak ceny. Przedsiębiorstwa zgłaszające bariery najczęściej wskazują na trudności związane z niepewnością ogólnej sytuacji gospodarczej i na niedostateczny popyt.
Nieco gorsze nastroje są w handlu detalicznym. W maju wskaźnik klimatu koniunktury wyniósł minus 0,4, ale w kwietniu było to aż minus 8,3. Tym niemniej, warto zwrócić uwagę, że po raz pierwszy od listopada 2019 r. prognozy sprzedaży są pozytywne. Przewidywania dotyczące sytuacji finansowej, choć nadal pesymistyczne, są zaś najlepsze od początku 2020 r.
Ciekawe, że w handlu detalicznym szybko przybywa narzekań na multum niejasnych, niespójnych i niestabilnych przepisów prawnych, które stają się coraz poważniejszą barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej. To ewidentna „zasługa” rządu Prawa i Sprawiedliwości.
Branżą zdecydowanie najbardziej pozytywnie nastawioną do rzeczywistości jest, jak wspomniano, informacja i komunikacja. Tu wskaźnik koniunktury sięgnął poziomu plus 13,0 (plus 11,7 było w kwietniu). Poprawę koniunktury odnotowuje 21,1 proc. badanych firm z tego sektora, a pogorszenie 8,1 proc. (przed miesiącem było to odpowiednio 20,7 proc. i 9 proc.) . Pozostałe przedsiębiorstwa nie widzą zmian w sytuacji. Popyt i sprzedaż oceniane są tu pozytywnie, lepiej niż przed miesiącem. Diagnozy sytuacji finansowej są także korzystne i lepsze od formułowanych w ubiegłym miesiącu, prognozowane jest lekkie zwiększenie zatrudnienia i niewielki wzrost cen.
Tylko nieco mniej pozytywny ogląd polskiej rzeczywistości ma branża finansowa i ubezpieczeniowa, gdzie w maju wskaźnik koniunktury wyniósł plus 5,6.
Na drugim biegunie jak zwykle sytuuje się hotelarstwo i gastronomia, ale i tu jest poprawa. Czeka nas letni spadek zakażeń, lecz wyjazdy zagraniczne będą raczej nadal utrudnione, co sprzyja turystyce krajowej. W związku z tym, majowy wskaźnik koniunktury wzrósł i kształtuje się na poziomie minus 12,9 (minus 39,2 w kwietniu). Poprawę koniunktury odnotowuje 21,9 proc. firm, a pogorszenie 34,7 proc., jednak przed miesiącem było to 8,0 proc. i 47,3 proc. Popyt, sprzedaż oraz sytuacja finansowa oceniane są mniej pesymistycznie niż przed miesiącem, a przewidywania się poprawiają.
Dla całej polskiej gospodarki syntetyczny wskaźnik koniunktury gospodarczej opracowany przez GUS wynosi w maju 99,5, podczas gdy w kwietniu wyniósł tylko 95,5. Jest on inny, niż prezentowane wcześniej wskaźniki branżowe i nie bardzo da się zrozumieć, co konkretnie z niego wynika. W każdym razie, im jest wyższy, tym lepiej, a gdy przekracza 100, to znaczy, że jest jeszcze lepiej, bo powyżej średniej długookresowej.
Teraz, jak widać, jest nieco poniżej tej średniej długookresowej – ale zanim w Polskę uderzy jesienna fala pandemii koronawirusa, mamy jeszcze parę miesięcy na dalsze nadrabianie opóźnień.

Zacznijcie rozwiązywać te problemy!

Rząd PiS spisał bariery stojące przed przedsiębiorcami. Są znane od lat. Ciekawe, kiedy rząd wreszcie przedstawi konkretne sposoby ich pokonania?

W Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii powstała Biała Księga Rozwoju Przemysłu. Zawarte w niej zapisy są zbiorem postulatów, barier i oczekiwań polskich przedsiębiorców oraz szeregu organizacji gospodarczych. Widać, że po pięciu latach rządów Prawa i Sprawiedliwości tych barier i oczekiwań – oraz propozycji ich przełamania – jest bardzo dużo.
Najważniejsze są bariery o charakterze powszechnym, dotykające niemal wszystkie lub dużą część branż polskiej gospodarki. Oto one.
· Niedoskonałe procesy kształcenia oraz deficyt kadr dla potrzeb poszczególnych dziedzin przemysłu.
· Niewystarczający dostęp do preferencyjnych form finansowania, w tym finansowania badań i rozwoju.
· Problemy związane z gospodarowaniem odpadami.
· Wydłużone i skomplikowane procedury administracyjne, w tym zbyt wielka ilość zbyt często zmieniających się przepisów oraz ich niejasność.
· Ograniczenia związane z przepisami prawa pracy.
· Wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej związane głównie z cenami energii.
· Nieprawidłowe praktyki w zamówieniach publicznych ze strony zamawiających (nieuczciwe preferowanie jednego z kontrahentów).
Zdaniem resortu rozwoju, z analizy poszczególnych, zgłoszonych trudności należy wyciągnąć wniosek, że obecnie największą zdefiniowaną barierą jest dostęp do kadry pracowniczej. Wydaje się, że urzędnicy tego ministerstwa poszli nieco na łatwiznę, uznając właśnie tę barierę za najważniejszą – bo akurat jej usunięcie nie zależy od resortu rozwoju. Inne bariery natomiast leżą już w gestii pracowników tego ministerstwa. Gdyby więc uznali oni ich wagę, potwierdziliby swoją niską skuteczność no i dodali sobie pracy. Wiadomo zaś, że najłatwiej koncentrować się na problemach, które inni będą musieli rozwiązywać.
W rezultacie, w Białej Księdze Polskiego Przemysłu poświęca się wiele miejsca właśnie dostępowi do kadry pracowniczej. Urzędnicy przygotowujący tę księgę zwracają uwagę, że przedsiębiorcy zgłosili propozycje takie, jak stworzenie systemu zachęt dla absolwentów szkół średnich aby kontynuowali naukę na uczelniach technicznych (zwłaszcza w obszarze nowych technologii); doprowadzenie wreszcie do współpracy uczelni technicznych z przemysłem; przeprowadzenie reformy systemu kształcenia pod kątem jego dostosowania do potrzeb przemysłu. Jak wynika z Białej Księgi, przedsiębiorcy wskazują, że problem deficytu nie dotyczy tylko kadry wysokospecjalizowanej, ale także pracowników wykonujących prace fizyczne.
Kolejną zgłoszoną przez praktyków gospodarki barierą są ograniczone możliwości uzyskiwania finansowania ze strony państwa w formie grantów i niskooprocentowanych (czy wręcz umarzalnych) środków, w tym wspierających działalność inwestycyjną i badawczo-rozwojową.
Mówiąc ściślej, takie środki są – i to nawet niemałe, idące w grube miliony złotych – ale głównie dla krewnych i znajomych królika, dobrze widzianych przez prominentów Prawa i Sprawiedliwości.
Firma OncoArendi należąca do Marcina Szumowskiego, brata byłego już ministra zdrowia, od 2015 r. dostała łącznie 140 mln zł publicznych środków. Firma na swej stronie internetowej informuje, że jej ambicją jest m.in. „komercjalizacja przełomowych leków na raka, choroby włóknieniowe i zapalne”. Na razie jednak głucho o lekach, choćby nawet niekoniecznie przełomowych, które za sprawą OncoArendi zostały wprowadzone na rynek. Chodziłoby więc po prostu o to, aby pieniądze podatników były rozdzielane uczciwiej.
Część postulatów przedsiębiorców dotyczyła problemów związanych z otrzymaniem finansowania projektów w ramach przeprowadzanych konkursów. Zwracają oni uwagę, że rządowe programy badawcze są niedopasowane do potrzeb i możliwości poszczególnych branż, za długi jest czas oczekiwania na decyzję w kwestiach
związanych z akceptacją i realizacją projektu, regulaminy konkursów oraz warunki realizacji projektów badawczo – rozwojowych są niejednolite i zbyt zawiłe.
Dużym problemem, z jakim mierzą się polskie firmy są także kwestie spełnienia wymogów środowiskowych, w tym dla gospodarki o obiegu zamkniętym oraz związanych z nadmiernymi obciążeniami regulacyjnymi i obowiązkami dotyczącymi gospodarki odpadami.
Inną zdiagnozowaną przez przedsiębiorców barierą są długie i skomplikowane procedury, zwłaszcza – ale nie tylko – jeśli chodzi o przewlekłość wydawania decyzji administracyjnych (w czasie pandemii wszelkie terminy jeszcze się wydłużyły). Inflacja przepisów, zbyt duża zmienność i niejasność prawa, wpływają negatywnie na stabilność prowadzenia działalności gospodarczej.
Przedsiębiorcy wskazali też na coraz większe trudności powodowane przez rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Wzrastają zwłaszcza ceny energii, co wynika z narzucania transformacji energetycznej w kierunku odnawialnych źródeł energii.
Ważnym problemem są również kłopoty z przetargami. W zamówieniach publicznych nadużywane jest kryterium ceny w zamówieniach, a inne kryteria zostawiają zbyt duże pole do uznaniowości.
Wszystkie przedstawione tu bariery są znane od wielu lat i ich spisanie trudno uznać za osiągnięcie. Pytanie, kiedy wreszcie ze strony rządu PiS pojawią się konkretne sposoby ich pokonania?

Kobiece bariery do kariery

Panie na kierowniczych stanowiskach w Polsce mają duże ambicje i na ogół potrafią je realizować. Jeżeli jednak trafiały na przeszkody, to częściej dlatego, że to kobiety kobietom zgotowały ten los.

Tylko jedna czwarta kobiet na menedżerskich stanowiskach czuje się niedoceniana w miejscu pracy. Biorąc pod uwagę polską skłonność do narzekania – także na zarobki przypisane do kierowniczych foteli – to całkiem dobry wynik. Tym niemniej, mimo tych wysokich stanowisk, sporych pieniędzy i pełnienia odpowiedzialnej funkcji, 61 proc. badanych kobiet postrzega swoją rolę w firmie jako wspierającą a nie przywódczą, zaś 40 proc. uważa własne osiągnięcia za przeciętne (aczkolwiek nie można wykluczyć, że słusznie).
Takie między innymi wyniki przynosi przeprowadzone w styczniu tego roku ogólnopolskie badanie na zlecenie Clue PR pt. „Bariery do kariery”, które próbuje odpowiedzieć na pytanie, z jakimi przeszkodami na drodze do rozwoju zawodowego kobiety muszą się mierzyć najczęściej? Badanie objęło grupę ponad 450 kobiet na kierowniczych stanowiskach. Jego celem było ukazanie różnych aspektów osiągnięć, wyzwań i przeszkód, jakie są udziałem tych kobiet w Polsce, które wysoko zaszły na swojej drodze zawodowej.
Autorki badania, dr Marta Bierca i Alicja Wysocka-Świtała zapytały także kobiety zarówno o systemowe ograniczenia, jak i ewentualne stereotypy, z którymi muszą się stykać na co dzień. Wydaje się, że to badanie miało założoną z góry tezę. Jego celem było bowiem pokazanie mapy całej siatki ograniczeń, jaka może sprawiać, że kobiety, mimo równościowych haseł zawartych w regulaminach i statutach firm mają nieco bardziej utrudnioną drogę do awansów, niż mężczyźni.
Autorki badania wzięły również pod lupę całe spectrum sposobów zachowania wobec pań podczas spotkań czy zebrań, które w zachodnim modelu cywilizacyjnym są obecnie uważane za opresyjne. Chodzi na przykład o ironiczne uśmiechy, pomijanie wypowiedzi kobiet, prowadzenie rozmów z innymi mężczyznami bez dopuszczania kobiet, jak również o nagminne podobno przerywanie kobietom ich wypowiedzi. Badanie zostało zatem przeprowadzone po to, aby pokazać z jakimi przeszkodami muszą się mierzyć na co dzień kobiety, które zajmują stanowiska kierownicze i jak wiele sufitów na co dzień muszą przebić, żeby móc zajmować stanowiska równie eksponowane, co ich koledzy. Okazuje się jednak, że tych sufitów jest mniej niż to się powszechnie wydaje.
Po pierwsze, kobiety dostrzegają różnice w traktowaniu płci przy decydowaniu przez zarządy firm o awansach i podwyżkach – ale widzi to tylko drobna część badanych pań na wysokich stanowiskach. Tak więc, zaledwie 1 na 5 kobiet uważa, że płeć ma znaczenie przy decyzji o awansie pracownika i również tylko 1 na 5 kobiet sądzi, że zarobki na tych samych stanowiskach różnią się pomiędzy płciami. Kobiety patrzą zatem racjonalnie na polską rzeczywistość, bo choć zostało wprawdzie udowodnione w wielu badaniach o różnicach płacowych, że panie u nas zarabiają nieco mniej (głównie ze względu na to, że więcej czasu niż mężczyźni poświęcają na opiekę nad dziećmi), to te różnice stopniowo się zmniejszają.
Dlatego właśnie to nierównoprawne traktowanie obu płci jest zauważalne nie tyle w twardych faktach, co w ocenach i emocjach. Jak wskazuje wspomniane badanie, najbardziej zaskakujące i niepokojące różnice leżą jednak w postrzeganiu samych siebie i swojej roli przez kobiety na kierowniczych stanowiskach. Jak podano na wstępie artykułu, większość kobiet uważa swoją funkcję w organizacji za wspierającą – a przecież badane były kobiety, które pełnią role zarządcze w firmie, czyli wynika z tego, że kobiety nie postrzegają samych siebie jako przywódczyń. Okazuje się zatem, że ograniczenia tkwią bardziej we własnym myśleniu o sobie i w stosowanej terminologii, niż w samej rzeczywistości. 37 proc. badanych kobiet postrzega siebie jako „pomocnicę”, a 25 proc. jako „opiekunkę”. Jako liderkę – mimo, że w rzeczywistości są to właśnie liderki w swoich środowiskach pracy – widzi siebie jedynie 27 proc. badanych kobiet. Jak widać, te liczby nie składają się na 100 proc. – ale raport z badania nie podaje, jaką rolę przypisuje sobie pozostałe 11 proc. pań na kierowniczych stanowiskach.
Kobiety chcą się rozwijać i zdobywać nowe kompetencje – 53 proc. badanych kobiet deklaruje, że chce zajść dalej i wyżej, a 59 proc. jest pewne siebie i uważa, że podejmowanie decyzji nie przychodzi im z trudnością. Zarazem jednak aż 40 proc. kobiet uważa swoje osiągnięcia za przeciętne, czyli tym samym je pomniejsza. To dobrze świadczy o ich planach i ambicjach, bo wiadomo, że ważnym motorem kariery zawodowej jest własne przeświadczenie, że jeszcze wiele rzeczy można zrobić lepiej i osiągnąć więcej.
Otoczenie zawodowe w naszym kraju na ogół niestety nie wspiera wysokich ambicji pań. Wprawdzie 75 proc. kobiet czuje się w pracy należycie doceniana, ale jednocześnie mniej niż połowa badanych kobiet (tylko 45 proc.) uważa, że firma wspiera ich rozwój zawodowy.
Nieco bardziej optymistyczny jest wskaźnik, który pokazuje, że kobiety są porównywane z mężczyznami – a wynik tych porównań jest raczej pozytywny dla pań. Jedynie 29 proc. kobiet uważa, że musi się starać bardziej niż ich koledzy, żeby osiągnąć to samo, co mężczyźni.
Tak więc, wiele kobiet deklaruje chęć zwiększania zakresu odpowiedzialności w pracy, a na co dzień coraz wyraźniej komunikuje swoją siłę i osiągnięcia. Niestety, nieco gorzej jest z reakcjami otoczenia, które niekiedy deprecjonuje i czasami dosłownie ucisza kobiety, również te zajmujące eksponowane stanowiska w firmach i zarządach. 34 proc. badanych kobiet deklaruje, że zabieranie głosu przychodzi im z trudnością. To wprawdzie mniejszość – ale też zbyt duża.
Ponadto, staranie się o awans jest zawsze wyzwaniem dla niemal połowy respondentek, niezależnie od tego, czy przełożonym jest kobieta czy mężczyzna – dla 44 proc. staranie się o awans u kobiety dyrektorki, a dla 48 proc. u mężczyzny dyrektora jest określane jako „trudne”. Nie wiadomo, czy taki sam wynik dałoby podobne badanie pokazujące odczucia mężczyzn zabiegających o awans, ale optymistyczne jest to, że jednak większości kobiet w Polsce raczej łatwo przychodzi staranie się o awans.
Panie raczej nie mają problemów ze sprzeciwianiem się przełożonym. Zaledwie niewiele ponad 30 proc. kobiet nie lubi się sprzeciwiać przełożonemu, nawet gdy to one mają rację. Ciekawe, że 34 proc. nie chce się sprzeciwiać przełożonej kobiecie, a tylko 31 proc. mężczyźnie. Ten wynik potwierdza to, co wielokrotnie zauważano w Polsce – że kobietom częściej utrudniają karierę inne kobiety.
Niebagatelny wpływ na samoocenę kobiet i ich przebojowość mają te wszystkie sposoby zachowania, które dość systematycznie – chociaż często w ukrytej i niejawnej formie – wtłaczają kobiety w role posłusznych i cichych pracownic na pozycjach wspierających – a nie menedżerek decyzyjnych w kluczowych obszarach. I nierzadko właśnie, takie opresyjne zachowania są również udziałem kobiet ze strony kobiet.
Dosyć częste wobec badanych kobiet są pytania o ich życie prywatne. Jedynie 23 proc. kobiet doświadcza tego ze strony mężczyzn, a 26 proc. – od innych kobiet. Co ciekawe, również komentowanie wyglądu pań jest nieco częstsze w przypadku przedstawicielek tej samej płci (21 proc. ze strony mężczyzn, 22 proc. ze strony kobiet). Kobiety częściej niż mężczyźni przerywają wypowiedzi innych kobiet (robi tak 19 proc. mężczyzn i aż 23 proc. kobiet), częściej traktują je z góry, z wyższością (19 proc. mężczyzn, 20 proc. kobiet). Tylko 14 proc. badanych kobiet ma wrażenie, że mężczyźni podważają ich kompetencje, a 16 proc. – że robią to inne kobiety.
Jednym słowem, kobiety realizujące się w strukturach firm nierzadko mają do czynienia z całym arsenałem opresyjnych sposobów zachowania ze strony innych pań. Ten wynik potwierdza powszechnie znaną w Polsce prawdę, że kobietom łatwiej zrobić karierę zawodową wśród mężczyzn, niż wśród kobiet. Jedynie jedna na cztery badane kobiety wskazuje, że nie doświadczyła żadnego z powyższych opresyjnych zachowań w swym środowisku pracy.
Dość istotnym czynnikiem wpływającym na ograniczanie rozwoju i potencjału zawodowego kobiet jest ich zaangażowanie w sprawy domowe. Tylko 17 proc. kobiet zdecydowanie się zgadza ze stwierdzeniem, że aby osiągnąć obecny sukces nie musiało poświęcić życia osobistego, a zarazem 39 proc. uważa, że aby osiągnąć większy sukces musiałoby poświęcić życie rodzinne i skupić się na pracy. Niestety, nie wiadomo jaki wynik przyniosłoby postawienie tych samych pytań mężczyznom na wysokich stanowiskach. Nie można wykluczyć, że odpowiedzi byłyby podobne, bo karierę zwykle robi się poniekąd kosztem życia osobistego.
Źródło obciążeń kobiet leży również w podziale obowiązków w domu, którego fundamentem od lat jest wyraźna dysproporcja. 61 proc. pań deklaruje, że ma więcej obowiązków domowych niż partnerzy, a prawie jedna czwarta kobiet (23 proc.) ma wyrzuty sumienia, że zaniedbuje życie osobiste kosztem kariery. Wynika z tego, że do umożliwienia jeszcze szybszego rozwoju zawodowego kobiet w Polsce potrzebne są zarówno zmiany systemowe, zdejmujące z pań część obowiązków rodzinnych, jak i zmiany w świadomości społecznej.

Dopiero my wam pomożemy

Rząd wyważa otwarte drzwi, zapowiadając, że rozpocznie działania na rzecz osób niepełnosprawnych, które – lepiej lub gorzej – realizowane są już w Polsce od ponad ćwierćwiecza.

 

Polska jest, jak twierdzi obecny rząd, najszybciej starzejącym się państwem w Unii Europejskiej. . Obecnie populacja osób powyżej 65. roku życia stanowi 16 proc. mieszkańców Polski. W 2024 roku osiągnie 23 proc. ludności, a w 2050 roku – 33 proc. Im więcej jest u nas ludzi starych, tym większy jest zasięg rozmaitych niepełosprawności. Osoby z niepełnosprawnościami to teraz 12 proc. mieszkańców kraju.
To jednak nie wszystko. Zdaniem rządu, nawet 30 proc. społeczeństwa może mieć trwałe lub czasowe ograniczenia w mobilności czy percepcji (np. ludzie poruszający się przy pomocy kul, protez, wózków inwalidzkich, niesłyszący, niedowidzący, z trudnościami manualnymi i poznawczymi, osoby z wózkiem dziecięcym, z ciężkim bagażem).

 

Progi i bariery

Tymczasem, tylko 9 proc. nowych budynków użyteczności publicznej jest dostosowanych do potrzeb ludzi niepełnosprawnych. Niewiele lepiej jest w komunikacji – jedynie 20 proc. pojazdów transportu publicznego zapewnia niepełnosprawnym w miarę dogodne wsiadanie i wysiadanie z autobusu, tramwaju czy pociągu. Jeśli chodzi o szkoły, widać pewną poprawę – już 69 proc. obiektów nie ma różnych, trudnych do pokonania barier architektonicznych. Jednak w prawie połowie szkół brak specjalistów i odpowiednio wyszkolonego personelu, wspierającego pobyt osób niepełnosprawnych w placówce edukacyjnej.
W związku z nadchodzącymi wyborami samorządowymi, rząd chce zatrzeć przykre wrażenie, spowodowane nieodpowiednim potraktowaniem protestu osób niepełnosprawnych odbywającego się w Sejmie. Dlatego intensywnie reklamuje program „Dostępność Plus”. Według rządu, program ten ma być elementem skutecznego systemu wsparcia osób niepełnosprawnych i ich rodzin oraz umożliwić włączanie osób o szczególnych potrzebach w aktywne życie społeczne. Takie rozwiązania jak windy, podjazdy, informacja głosowa, oznaczenia dotykowe, mogą służyć także ludziom w pełni sprawnym.
Jak obiecuje rząd, program Dostępność Plus ma mieć dwa podstawowe wymiary. Pierwszy, bezpośredni, to bieżące i planowane inwestycje (budowlane, transportowe, technologiczne) polegające na modernizacji istniejącej infrastruktury, tak aby dostosować ją do potrzeb niepełnosprawnych.
Drugi wymiar, bardziej długofalowy, zakłada, że państwo w swoich działaniach będzie zawsze uwzględniać potrzeby osób niepełnosprawnych. Ocena skutków wszelkich nowych regulacji będzie obejmować ich wpływ na sytuację niepełnosprawnych, a wszystkie nowe inwestycje (budowlane, komunikacyjne i inne) będą już na etapie projektowania zapewniać dostępność dla tych osób.

 

Wszystkim będzie lepiej

– Program Dostępność Plus to postulat zapewnienia wszystkim równych szans w osiąganiu pozycji społecznej, możliwości samodzielnego funkcjonowania i udziału w różnych sferach życia. Jego celem jest podniesienie jakości życia i zapewnienie niezależności życia wszystkich, w tym osób starszych i osób z trwałymi lub czasowymi ograniczeniami sprawności.
Program wymaga zaangażowania całej strony rządowej, ale także samorządów, przedsiębiorców oraz organizacji społecznych – mówił wiceminister inwestycji i rozwoju Witold Słowik.
W słowach wiceministra słychać oczywiście grubą przesadę, bo są takie stopnie i rodzaje niepełnosprawności, które nigdy niestety nie pozwolą człowiekowi na samodzielne funkcjonowanie i niezależność życiową. Cel jest wszakże zbożny i wypada mieć nadzieję, że nie sprowadzi się tylko do wygłaszania propagandowych sloganów.
Zastanawiające i niezrozumiałe jest jednak to, że rząd, wielokrotnie przedstawiając założenia projektu Dostępność Plus, nawet słowem nie wspomniał o Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Jest to zaś instytucja, która już od wielu lat, z lepszym lub gorszym skutkiem, finansuje właśnie te wszystkie zadania, które obejmuje projekt Dostępność Plus.

 

To już się robi

PFRON utworzono na mocy ustawy z dnia 9 maja 1991 r. o zatrudnianiu i rehabilitacji zawodowej osób niepełnosprawnych.
Jego wpływy finansowe pochodzą z obowiązkowych miesięcznych wpłat dokonywanych przez pracodawców, którzy zatrudniają co najmniej 25 pracowników, a wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w ich zakładzie jest niższy niż 6 proc.
Co roku PFRON przeznacza poważne sumy, sięgające 5 mld zł, na usuwanie rozmaitych barier, utrudniających życie niepełnosprawnym – od barier najbadziej dosłownych, np. takich jak brak podjazdów, do tych mniej widzialnych ale dotkliwych, zamykających przed niepełnosprawnymi drzwi rozwoju osobistego i zawodowego.
To, że PiS-owski rząd nie zauważa Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i tego, co ten fundusz robi, wynika zapewne ze względów czysto propagandowych. Można przypuszczać, że już w niedalekiej przyszlości rząd pochwali się tym, jak szybko podjął różnorodne działania na rzecz osób niepełnosprawnych, i jak poważne kwoty przeznaczył na poprawę jakości ich życia. Będą to te same działania, które PFRON prowadzi od lat – tyle, że teraz zostaną przedstawione jako nowe, wielkie osiągnięcie obecnego rządu i dowód na to, jak bardzo ta ekipa pomaga niepełnosprawnym