COVID pustoszy transport lotniczy i kolejowy

To, że koronawirus będzie miał negatywny wpływ na rynek lotniczych i kolejowych przewozów pasażerskich było wiadomo. Jednak, że będzie to uderzenie tak potężne, to mimo wszystko jest pewne zaskoczenie.

Sprawą zajmowała się w tych dniach Komisja Transportu i Turystyki PE. Informacje przedstawiali prezesi stosownych agencji europejskich. Poinformowali, że w okresie pandemii odwołano w Europie 4 mln. lotów! To oznacza, że stracono ponad 60 proc. pasażerów.

Najwięksi przewoźnicy potracili między 50 a 60 proc. ruchu. Air France – 53 proc. Ryanair – 54 proc, Turkish Airlines – 58.

To bardzo głębokie tąpnięcie ma oczywiście swoje dalsze, poza rejsowe, że tak powiem, konsekwencje. Zagrożonych jest na przykład 6 mln. miejsc pracy w lotnictwie i wokół lotnictwa.

Kryzys kładzie się ciężarem również na portach lotniczych. Straciły one 50-70 proc. ruchu. Cały ruch do i z Europy spadł o 71 proc.

To właściwie stan przedzawałowy, jeśli już nie zawał. Mimo, że ruchu nie ma, lotniska trzeba utrzymywać w pełnej gotowości, co generuje z kolei koszty stałe – wysokie i nieuniknione. Mało tego – na pustym lotnisku nie działają restauracje, sklepy, firmy wynajmujące samochody, kwiaciarnie, bary kawowe itp. itd. Siłą rzeczy przychody spółek prowadzących lotniska są małe, albo żadne.

Jest więc sprawą rządów i Komisji Europejskiej, jak wesprzeć lotnictwo w tej ciężkiej sytuacji. Trzeba wypracować taką formułę, żeby państwa członkowskie mogły w sposób jednolity gospodarować środkami własnymi, żeby nie dopuścić do zapaści rynku przewozów lotniczych.

Szacuje się, że pasażerski ruch lotniczy będzie się odradzał, ale przewidywania są słabe. Do końca roku może nastąpi ożywienie rzędu 10 proc. Na powrót do stanu z 2019 roku przyjdzie pewnie poczekać 4-5 lat.
Z tego wynikają praktyczne zadania i problemy, a także konieczne do podjęcia decyzje. Tempa musi nabrać przygotowanie planu wsparciu dla lotów i lotnisk.

Z niepokojem na przykład odnotowuję pata wokół lotniska Szczecin-Goleniów. Rząd obiecał pomoc, a w ślad za nim marszałek województwa i prezydent miasta – było nie było udziałowcy lotniskowego przedsięwzięcia. Rząd obiecał, ale wsparcia nie ma. W związku z tym marszałek i prezydent miasta też się wstrzymują, mówiąc: niech rząd da pierwszy…

Wyrażam zaniepokojenie taką grą na czas, bo to jest zachowanie niezgodne z rekomendacjami, które będą obowiązywać w całej Unii Europejskiej.
Efekt? Nietrudno przewidzieć: inne państwa będą wspierać swoje lotniska. Jeśli nie będziemy postępowali podobnie, to z czasem funkcję lotniska na przykład szczecińskiego przejmie lotnisko w Berlinie, a my utracimy istotny fragment polskiego rynku lotniczego.

Jest wreszcie kwestia kontroli ruchu lotniczego. Przychody z tego tytułu spadły o 5 mld. euro. Tymczasem wszystkie urządzenia lotniskowe trzeba utrzymywać w gotowości, program modernizacji też należy kontynuować, mimo, że w ostatnich 4 miesiącach ruch spadł o 77 proc. Przy okazji emisja CO2 też spadła o 77 proc.

Kolejny wniosek, który się nasuwa i problem, który należy rozważyć: skoro powrót do stanu z roku 2019 to perspektywa 4-5 lat, to trzeba podchodzić ostrożnie do planów budowy nowych lotnisk, na przykład CPK, gdyż może się okazać, że będzie to inwestycja nietrafiona. W każdym razie propagandowy zapał wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego należałoby raczej zastąpić jak najdalej idącą rozwagą.

Zapaść przeżywa także transport kolejowy. Wyzwanie, które stoi przed przewoźnikami jest proste: zachować zdolność kolei do powrotu do normalnego, a nawet rosnącego ruchu pasażerów. W Europie rozważa się koncepcję nocnych pociągów pomiędzy stolicami oddalonymi od siebie nawet ponad tysiąc kilometrów, co byłoby alternatywą na wypadek, gdyby nie wrócił pełnowymiarowy ruch lotniczy. Należy pamiętać, że kolej świadczy usługi użyteczności publicznej i sektor publiczny jest zobowiązany do zachowania jej zdolności operacyjnej.

W Polsce też nie możemy zostawić kolei samej sobie i programy jej wsparcia, koordynowane w skali UE, są oczekiwane i potrzebne. Uważam, że nie powinno być tak, żeby każdy rząd działał jak chce. Mamy bowiem rządy, które rozumieją istotę wyzwań stojących przed transportem kolejowym i mają na to środki, ale mamy też rządy, które niekonieczne mają środki, albo niekoniecznie rozumieją powagę sytuacji.

Z polskiego punktu widzenia chodzi o to, żebyśmy nie znaleźli się w sytuacji bez wyjścia, albo z wyjściem dla nas skrajnie niekorzystnym. Nietrudno przewidzieć, że niektóre koleje przetrwają w dobrym stanie, ale wiele upadnie. W konsekwencji, kiedy ruch na torach będzie się odbudowywał, te, które przetrwają, będą przejmować rynek transportowy w państwach, które takich zdolności nie zachowają.

Zaapelowałem również – i to była kolejna uwaga, którą zgłosiłem, żeby KE przyjęła więcej programów wspólnotowych przy realizacji inwestycji na rzecz rozwoju i utrzymania sieci kolejowych. One są teraz mniej obciążone i można ten czas wykorzystać dla ich modernizacji, napraw i przystosowania do wymogów całego systemu transeuropejskich, kolejowych sieci transportowych.

Dla władz polskich jest kluczowo ważną sprawą zrobić dobry użytek z dostępnych pieniędzy, wykorzystać je na wzmocnienie spójności z kolejami państw sąsiednich w ruchu transgranicznym, a także na zdecydowaną realizację planów modernizacyjnych przyjętych w programie kolejowym. Chciałbym, żeby te środki były wspólne w tym sensie, żeby przy ich pomocy realizowane były zadania niezbędne dla całego europejskiego kolejnictwa.
Nie chciałbym, żeby na terenie Polski utworzyła się przestrzeń do przejęcia przez operatorów, którzy przetrwawszy pandemią w lepszym stanie, korzystając z efektywnej pomocy własnych rządów, lepiej odpowiedzą na polskie potrzeby transportowe niż rodzimi przewoźnicy.

I na koniec pragnę poinformować również, że zaproponowałem, żeby w ramach przyjętych procedur Transeuropejskich Sieci Transportowych po raz pierwszy włączyć Odrę, nie tylko jako szlak żeglugi, ale też obszar gospodarowania wodą – gromadzenia jej zasobów, zapobiegania powodziom, tam, gdzie to potrzebne nawadniania itp.

Uważam, że jesteśmy w momencie, kiedy powinniśmy zgłaszać nasze programy i ubiegać się o dofinansowywanie takich projektów w ramach TENT-T. Rząd polski powinien te inicjatywy wspierać.

Centralny Port w drodze

Jacek Sasin potwierdza budowę budowę CPK za ponad 30 mld zł. Lotnisko im. Chopina do likwidacji. Mazowieccy rolnicy stracą ziemię.

 

W rozmowie z radiem Tok FM poseł PiS i przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów Jacek Sasin potwierdził, że lotnistko im.Chopina na warszawskim Okęciu zostanie zlikwidowane – „będzie wygaszane”, jak ujął to poseł.
Stanie się to, gdy powstanie nowe lotnisko krajowe w 2027 r. W sobotę prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, zapowiadającą budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Jednocześnie Sasin odniósł się lekceważąco do słów Patryka Jakiego, kandydata PiSu na prezydenta Warszawy, który opowiedział się za pozostawieniem lotniska na Okęciu.
– Rozumiem, że Patryk Jaki jako osoba, która pretenduje do zostania prezydentem Warszawy, ma swoją wizję i chciałby, żeby to lotnisko funkcjonowało – powiedział Jacek Sasin. Podkreślił, że dzisiaj możliwości rozwojowe całych regionów często zależą od inwestycji w komunikację. Dał do zrozumienia, że osoby atakujące rząd za plan budowy CPK, są z zasady wrogie wszystkiemu, co robi PiS, i uznał to za jedyną podstawę krytyki.
Tymczasem najwięcej kontrowersji w związku planem nowego lotniska krajowego wzbudza konieczność wywłaszczenia z ziemi części mieszkańców gminy Baranów położonej około 45 km od Warszawy, gdzie ma powstać CPK.
Rząd zamierza przeznaczyć pod inwestycję przeszło 66 km kw, na których zbudowane zostanie nie tylko samo lotnisko i infrastruktura dojazdowa, lecz i hotele dla podróżnych.
W tym celu PiS zamierza odebrać baranowskim rolnikom ich ziemię, która należy do najżyźniejszej w Polsce.
Ci, którzy upraw nie stracą, boją się jednocześnie spadku ich wydajności.
Pod koniec maja, celem podjęcia negocjacji, z mieszkańcami Baranowa spotkał się członek rządu – powiedział odpowiedzialny za budowę, CPK sekretarz stanu w ministerstwie instrastruktury Mikołaj Wild.
Lokalna społeczność przyjęła go wyjątkowo wrogo.

Lotnisko rozjedzie gminy

W ciągu najbliższych 10 lat teren trzech podwarszawskich gmin zmieni się nie do poznania. Dziesiątki tysięcy mieszkańców zostanie wysiedlonych. Ich domy rozjadą buldożery. Na ich miejscu powstanie Centralny Port Komunikacyjny – flagowa inwestycja infrastrukturalna rządu Prawa i Sprawiedliwości.

 

Prezydent Andrzej Duda podpisał w sobotę specjalną ustawę o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Określa ona źródła finansowania, tempo realizacji oraz ogólne zasady i warunki inwestycji. Według informacji podanych przez Kancelarię Prezydenta, dokument reguluje zasady na jakich państwo uzyska prawo do terenów, decyzje lokalizacyjne oraz reguły funkcjonowania Spółki Celowej, która będzie głównym podmiotem prawnym kierującym pracami przy budowie CPK.

Ważnym elementem ustawy jest rozdział poświęcony ekspropriacji nieruchomości, które obecnie znajdują się na terenie wyznaczonym pod inwestycje. Wiadomo, że mieszkańcy zostaną przesiedleni i otrzymają rekompensaty za utracone ziemie i nieruchomości. Problem w tym, że nie została jeszcze ustalona dokładna lokalizacja. Wyznaczono jedynie teren inwestycyjny o gigantycznej powierzchni 66 km kwadratowych, obejmujący swoim obszarem tereny grzech gmin: Baranów, Teresin i Wiskitki. Mieszkańcy tych terenów będą mogli określić swój stosunek do pomysłu stworzenia lotniska na ich ziemiach 17 czerwca, kiedy w gminach odbędzie się referendum. Plebiscyt będzie miał charakter jedynie konsultacyjny. Władza i tak zrobi to, co będzie chciała zrobić.

Nie wiadomo też czy osoby prywatne, rolnicy i przedsiębiorcy otrzymają odszkodowania wyłącznie za nieruchomości, czy również za inne straty. Ziemie rolnicze w gminie Baranów należą do najbardziej urodzajnych w Polsce. Sprzedawcy płodów rolnych mają tam też swoje rynki zbytu. Obecnie nie wiedzą czy opłaca im się inwestować w środki produkcji, bo rząd cały czas nie zdecydował się na jakim skrawku ziemi powstanie lotnisko.

Nie jest też jasne jakie będą obowiązywać stawki przy przyznawaniu rekompensat. Początkowo mowa była o 40 zł za m kw, co daje łączną kwotę 2,5 mld złotych. Do kosztów ekspropriacji należy doliczyć jeszcze odszkodowania za utracone budynki i pomieszczenia gospodarcze. Łączna kwota może więc znacznie przewyższyć zakładany budżet projektu, który, według wstępnych wyliczeń miał nie przekroczyć 30 mld zł. Projekt podpisany dzisiaj przez Dudę takich regulacji nie określa.

Mieszkańcy gmin czują się zignorowani przez władze. W rozmowach z mediami solidarnie deklarują, że w referendum zagłosują na „nie”. Choć zdają sobie sprawę, że ich głos niewiele znaczy. „Tygodnik Powszechny” przywołuje wypowiedź pani Leny, mieszkanki Baranowa, która od 30 lat prowadzi zakład fryzjerski. Usłyszała niedawno w radiu piosenkę promującą budowę lotniska. Na melodię piosenki Golec uOrkiestra ktoś śpiewał „W polu jeszcze jest obora, ale zmieni się/Przerobimy ją na hangar, żeby boeing wszedł”. – Śmieją się z nas – mówi z goryczą pani Lena.

23 maja w Baranowie, przed siedzibą strażacką odbyło się spotkanie ministra Wilda z lokalną społecznością. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, przedstawiciel rządu powiedział na początku „Cieszę się, że was widzę”, na co mieszkańcy odpowiedzieli ” A my nie!”, po czym zaczęli gwizdać i buczeć oraz zaprezentowali transparenty o treści „Nie chcemy lotniska”, „Rujnujecie nam życie”, „Tracimy źródło utrzymania”, „Nie oddamy naszych ojcowizn”, „Betonujcie piachy, a nie dobre gleby”.

Centralny Port Komunikacyjny ma powstać do 2027 roku. Do tego czasu ma zostać wyłączone lotnisko na Okęciu. W pierwszych latach obiekt ma obsługiwać ok. 45-50 mln pasażerów rocznie. W kolejnych dekadach – ponad 100 mln. Dojazd do CPK z każdego dużego polskiego miasta (oprócz Szczecina) zająć ma mniej niż 2,5 godziny. Obok lotniska ma powstać miasto dla jego pracowników. Jego populacja może osiągnąć nawet 50 tys.

Bez żadnego trybu

PiS tak się uparł na swój Centralny Port, że z tego wszystkiego zapomniał o konsultacjach społecznych.

 

Przewodniczący OPZZ, Jan Guz, skierował do ministra infrastruktury, Andrzeja Adamczyka, protest wobec trybu uchwalenia ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. W sprawie projektu tej ustawy, której realizacja wywoła istotne skutki społeczne nie zostały bowiem przeprowadzone konsultacje społeczne.
Rada Ministrów zatwierdziła 26 kwietnia br. projekt ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym a tej decyzji nie poprzedziły konsultacje społeczne w trybie ustawy o związkach zawodowych. Rząd nie skierował też projektu tej ustawy do Rady Dialogu Społecznego. Mimo to, Prezes Rady Ministrów przekazał Sejmowi RP projekt ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym, który 10 maja br. uchwalił ustawę.
Ustawa o Centralnym Porcie Komunikacyjnym została przygotowana, aby stworzyć ramy prawno-organizacyjne dla realizacji inwestycji portu lotniczego, który decyzją rządu ma powstać w miejscowości Stanisławów w gminie Baranów, 40 km od Warszawy. Działania podejmowane w oparciu o tą ustawę związane z utworzeniem Centralnego Portu Komunikacyjnego będą miały niebagatelny wpływ na lokalne społeczności, w tym lokalne rynki pracy oraz na decyzje pracowników i rozstrzygnięcia majątkowe osób fizycznych i prawnych. Mimo to, według projektodawcy ustawa nie będzie miała wpływu na rynek pracy. A przecież w konsekwencji wykonania tej inwestycji zostanie m.in. przeniesiony cywilny ruch lotniczy z Lotniska Chopina w Warszawie, co będzie oddziaływać na rynek pracy na obszarze funkcjonowania tego lotniska oraz wpłynie na decyzje pracowników i ich rodzin. Społeczny wymiar inwestycji jaką jest budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego powoduje, że ustawa ustanawiająca reguły jej realizacji powinna zostać skonsultowana według OPZZ ze związkami zawodowymi. Rolą związków zawodowych jest przecież reprezentowanie pracowników oraz innych osób, obrona ich godności, praw oraz interesów materialnych i moralnych, zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych. RDS, ewentualnie stosowny WRDS także powinny mieć prawo wyrażenia opinii w tej sprawie.
Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, przewodniczący OPZZ zwrócił się do ministra infrastruktury o zajęcie stanowiska w tej sprawie. O problemie związanym z trybem uchwalenia ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym OPZZ powiadomił także przewodniczącą Rady Dialogu Społecznego, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, Elżbietę Rafalską a także wiceministra infrastruktury i pełnomocnika ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla Rzeczypospolitej Polskiej, Mikołaja Wilda.

Rujnujecie nam życie!

Jest jeden poważny problem: lokalsi z Baranowa nie życzą sobie w swojej gminie żadnego lotniska.

 

„Port Solidarność” – tak ma się nazywać centralny port komunikacyjny, który, według planu PiS, ma powstać w drugiej połowie następnej dekady. Projekt jest jest jedną z flagowych inwestycji infrastrukturalnych Prawa i Sprawiedliwości. Już teraz wiadomo jednak, że jego realizacja napotka spory opór społeczny. Przekonał się o tym wiceminister gospodarki Mikołaj Wild podczas spotkania z mieszkańcami terenów, na których po 2020 roku mają się rozpocząć prace.
Jeszcze do niedawna wydawało się, że megalotnisko powstanie na terenie gminy Baranów, na obszarze zalewowym pomiędzy rzekami Pisia Tuczna i Pisia Gągolina.
Twórcy projektu zostali jednak sprowadzeni na ziemię przez ekspertów z firmy konsultacyjnej Arup, którzy wskazując na horrendalne koszty stawiania tak wielkiego obiektu na terenach podmokłych, zasugerowali, że należy znaleźć nową lokalizację.
Rząd dość szybko wytypował kolejny skrawek ziemi. Problem w tym, że znajduje się nie tylko na terenie gminy Baranów, ale również w obrębie gminy Wiskitki blisko Żyrardowa. Teren inwestycyjny obejmuje również skrawki gminy Teresin w powiecie sochaczewskim. Łącznie jest to 66,2 km kw., czyli 6200 hektarów, na których ma powstać lotnisko, a także trakcje kolejowe i drogi do niego prowadzące.
Jaki jest więc problem? Po pierwsze odległość. Pisowski kandydat na prezydenta Warszawy Patryk Jaki zarzekał się niedawno, że centralny port komunikacyjny nie będzie się znajdował dalej niż 35 kilometrów do stolicy. Teraz już wiadomo, że obietnicę tę można wsadzić pomiędzy bajki.
Po upadku koncepcji „baranowskiej”, tereny, które obecnie są brane pod uwagę mieszczą się ponad 50 km od Warszawy. Ale to nie jest największą bolączką rządu, lecz opór mieszkańców wsi w wymienionych gminach, którzy po prostu nie chcą oddawać państwu swoich ziem.
23 maja w Baranowie, przed siedzibą strażacką odbyło się spotkanie ministra Wilda z lokalną społecznością. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, przedstawiciel rządu powiedział na początku „Cieszę się, że was widzę”, na co mieszkańcy odpowiedzieli ” A my nie!”, po czym zaczęli gwizdać i buczeć oraz zaprezentowali transparenty o treści „Nie chcemy lotniska”, „Rujnujecie nam życie”, „Tracimy źródło utrzymania”, „Nie oddamy naszych ojcowizn”, „Betonujcie piachy, a nie dobre gleby”.
To ostatnie hasło jest niezwykle istotne, gdyż gleby na pograniczu miejscowości Stanisławów, Osiny, Nowa i Stara Pułapina, gdzie miałoby powstać lotnisko, należą do najznamienitszych jakościowo w całym województwie.
Dla wielu rolników problemem jest nie tylko przeniesienie magazynów i środków produkcji, ale również niższa wydajność przyszłych upraw. Nie wierzą bowiem w zapewnienia ministra Wilda, który obiecuje, że „jedynym poszkodowanym będzie skarb państwa”.
Rząd chce wykupić ziemie pod inwestycje za 0-40 zł za m kw, co daje łączną kwotę 2,5 mld złotych.
Do kosztów ekspropriacji należy doliczyć jeszcze odszkodowania za utracone budynki i pomieszczenia gospodarcze. Łączna kwota może więc znacznie przewyższyć zakładany budżet projektu, który, według wstępnych wyliczeń miał nie przekroczyć 30 mld zł.
Kolejny problem to niechęć mieszkańców do zmiany miejsca zamieszkania i pracy. Uczestnicy spotkania z ministrem Wildem solidarnie deklarują, że w referendum, w którym będą się wyrażać swoje zdanie na temat inwestycji, będą głosować na „nie”. Problem w tym, że zapowiedziany przez wojewodę mazowieckiego plebiscyt będzie mieć charakter wyłącznie konsultacyjny. To zapewne dopiero początek nowego konfliktu społecznego wywołanego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.