To był przełomowy rok w karierze Piątka

Fot. Krzysztof Piątek rok temu był jeszcze mało znanym zawodnikiem Cracovii

 

 

Krzysztof Piątek zaczynał 2018 rok jako napastnik walczącej o utrzymanie w Lotto Ekstraklasie Cracovii, a kończył jako wicelider klasyfikacji strzelców Serie A, którym interesują się takie potęgi, jak Real Madryt, SSC Napoli czy Juventus Turyn.

 

Piątka można uznać za największego wygranego w polskim futbolu w ostatnich 12 miesiącach. A przecież wszyscy wiemy, że nie był to dobry rok dla naszych piłkarzy. Reprezentacja najpierw kompletnie zawaliła mundial w Rosji, a później jeszcze na dokładkę przegrała rywalizację z Włochami i Portugalią w Lidze Narodów i została zdegradowana z Dywizji A. Robert Lewandowski znów nie wygrał Ligi Mistrzów, Kamil Grosicki musiał grać w drugoligowym Hull City, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński przeżywali wzloty i upadki w SSC Napoli, Jakub Błaszczykowski stracił miejsce w VfL Wolfsburg, a Kamil Glik wraz z AS Monaco wyleciał z hukiem z europejskiej czołówki.

Natomiast Krzysztof Piątek w tym trudnym 2018 roku wciąż piął się w górę i nieoczekiwanie zdobył w nim aż 32 bramki. To osiągnięcie niebywałe, bo na początku roku jeszcze jako zawodnik Cracovii nie potrafił strzelić gola w trzech meczach z rzędu. Kibice „Pasów” zaczynali się już nawet domagać, żeby trener Michał Probierz posadzi go na ławce. Szkoleniowiec miał jednak w tej kwestii odmienne zdanie i dobrze na tym wyszedł, bo Piątek pod koniec lutego trafił wreszcie w spotkaniu z Wisła Płock i do końca sezonu strzelił jeszcze 11 goli, walnie przyczyniając sie do utrzymania Cracovii w Lotto Ekstraklasie.

Latem 23-letni napastnik został sprzedany do występującej w Serie A Genoi do grudnia z 13 bramkami na koncie zapracował na tytuł wicelidera klasyfikacji strzelców. Piątka wyprzedza tylko o jedno trafienie jego piłkarski idol Cristiano Ronaldo. Hiszpański dziennik „Marca” umieścił go wśród 11 najlepszych debiutantów jacy pojawili sie w klubach pięciu najsilniejszych lig europejskich.

Nic dziwnego, że imponującym skutecznością napastnikiem zaczęły interesować się piłkarskie potęgi. Występy Piątka regularnie obserwowali wysłannicy Chelsea Londyn, Realu Madryt, FC Barcelona, Juventusu Turyn, SSC Napoli. Prezes Genui nie kryje, że zamierza zrobić na polskim napastniku, za którego zapłacił Cracovii 4 mln euro, wielki interes i śmiało ogłasza, iż jest gotów rozmawiać tylko z tymi, których stać na wydatek co najmniej 40 mln euro.

 

Docenili talent z Lecha

UEFA ogłosiła listę 50 piłkarzy do lat 21, których kariery warto śledzić w 2019 roku. Wśród wytypowanych graczy znalazł się tylko jeden Polak, 20-letni prawy obrońca Lecha Poznań Rober Gumny.

 

Skład tej grupy uzdolnionych zawodników wytypował co prawda ekipa portalu UEFA.com, a zatem nie trenerzy czy skauci wyspecjalizowani w ocenie piłkarskich talentów, ale ponieważ firmuje to Unia Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA), to z pewnością wśród umieszczonych na liście 50 graczy z Europy są tacy, którzy w przyszłości mogą zrobić wielkie kariery. Robert Gumny znalazł się w niezłym towarzystwie, bo wraz z nim w zestawieniu znaleźli się tacy uznani już gracze, jak Jadon Sancho z Borussii Dortmund, Vinicius Junior z Realu Madryt, Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt czy Callum Hudson-Odoi z Chelsea Londyn. Gumny ma już na koncie 57 meczów w polskiej ekstraklasie. Rok temu chciała go pozyskać Borussia M’gladbach za 8 mln euro.

 

Boruc wciąż jest świetny

Chelsea Londyn z trudem pokonała w ćwierćfinale Pucharu Ligi Bournemouth 1:0. Kapitalny mecz w ekipie pokonanych rozegrał 38-letni Artur Boruc, który bronił fantastycznie i skapitulował tylko raz, po strzale Edena Hazarda.

 

Były reprezentant Polski już drugi sezon z rzędu jest w ekipie AFC Bournemouth tylko dublerem Bośniaka Asmira Begovicia i występuje wyłącznie w rozgrywkach pucharowych. Mimo to Boruc utrzymuje wysoką formę, co udowodnił w środowej potyczce z „The Blues”. Londyńczycy raz za razem sprawdzali umiejętności polskiego golkipera, ale on bronił jak za najlepszych lat. Wielka klasę pokazał zwłaszcza zatrzymując uderzenie z bliska Oliviera Giroud czy wygrywając pojedynek jeden na jednego z Willianem. Zespół Chelsea dominował na boisku i częściej był przy piłce, ale nie potrafiła złamać defensywy Bournemoth. Trener Chelsea Maurizio Sarri po przerwie uznał, że pora posłać do boju Edena Hazarda, bo napór gospodarzy słabł i zanosiło się na konkurs rzutów karnych (w Pucharze Ligi nie ma dogrywek).

Dla Boruca byłaby to świetna okazja do przypomnienia się fanom. Niestety, w 84. minucie Chelsea zdobyła jednak bramkę na wagę awansu do półfinału. Gol został strzelony w dość kuriozalny sposób. Po strzale Hazarda piłka odbiła się od ręki obrońcy „Wiśni” Charliego Danielsa i całkowicie zmieniła kierunek lotu. Polski bramkarz, który już szybował we właściwym kierunku, mógł tylko bezradnie patrzeć jak piłka wpada do siatki. Ale za swój występ Boruc otrzymał wysokie noty i pochwały od trenera Eddie Howe’a, lecz teraz zapewne do końca sezonu będzie już tylko grzał ławę, co zważywszy na prezentowaną przez niego dyspozycję w meczu z Chelsea, wydaje się bezsensownym marnotrawstwem.

 

Liga Europy: Uznane firmy w 1/16 finału

Fot. Zespół Chelsea Londyn uważany jest za jednego z najpoważniejszych kandydatów do wygrania Ligi Europy

 

 

W miniony czwartek zakończyła się faza grupowa Ligi Europy. Do dalszych gier awansowały 24 zespoły. Wiosną dołączy do nich osiem zespołów, które w Lidze Mistrzów zajęły trzecie lokaty w swoich grupach.

 

Największą sensacją fazy grupowej Ligi Europy było niezakwalifikowanie się do play-off finalisty poprzedniej edycji tych rozgrywek, Olympique Marsylia (w finale francuski zespół uległ Atletico Madryt 0:3). Tym razem ekipa z Marsylii zdobyła tylko jeden punkt i zajęła ostatnie miejsce w grupie H, ustępując nie tylko Eintrachtowi Frankfurt i Lazio Rzym, ale nawet cypryjskiemu Apollonowi Limassol. Do fazy pucharowej nie awansował też AC Milan, który w ostatniej kolejce przegrał z Olympiakosem Pireus 1:3, a na dokładkę został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości 12 mln euro za złamanie przepisów finansowego fair play. Mediolańskiej ekipie grozi też wyrzucenie z europejskich pucharów.

Warto odnotować dzielną postawę pogromcy Legii Warszawa w kwalifikacjach, drużyny F91 Dudelange, która rywalizowała w tej samej grupie F co AC Milan i Olympiakos Pireus. W ostatniej kolejce gier mistrz Luksemburga zremisował ze zwycięzcą grupy Betisem Sewilla 0:0. Był to pierwszy punkt w Lidze Europy wywalczony przez ten zespół w europejskich pucharach.
Z polskich piłkarzy na placu boju pozostała garstka – Tomasz Kędziora w Dymanie Kijów, Damian Kądzior w Dinamie Zagrzeb, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli, Jakub Piotrowski w KRC Genk oraz dwóch nastolatków, reprezentantów Polski U-19 i U-18 Jakub Bednarczyk i Adrian Stanilewicz, którzy w ostatniej serii spotkań zaliczyli pucharowy debiut w Bayerze Leverkusen. Z rozgrywkami pożegnali się natomiast Jakub Rzeźniczak z azerskim Qarabagiem Agdam, Jacek Góralski i Jakub Świerczok z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, Igor Lewaczuk z francuskim Girondins Bordeaux i Patryk Malecki ze słowackim Spartakiem Trnava.

A oto zespoły, które awansowały do 1/16 finału po fazie grupowej Ligi Europy: Bayer Leverkusen, FC Zurych, Red Bull Salzburg, Celtic Glasgow, Zenit Petersburg, Slavia Praga, Dinamo Zagrzeb, Fenerbahce Stambuł, Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Betis Sewilla, Olympiakos Pireus, Villarreal, Rapid Wiedeń, Eintracht Frankfurt, Lazio Rzym, KRC Genk, Malmoe FF, FC Sevilla, FK Krasnodar, Dynamo Kijów, Stade Rennes, Chelsea Londyn i BATE Borisow. Z tego grona za faworytów rozgrywek uważa się dwie londyńskie jedenastki, Arsenal i Chelsea, ale z Ligi Mistrzów dostały mocnych konkurentów – osiem drużyn z 3. miejsce: SSC Napoli, Benficę Lizbona, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan, Szachtara Donieck, Valencię CF i Viktorię Pilzno.

 

Agent Lewego pod lupą prokuratury

Belgijska prokuratura bada interesy znanego piłkarskiego menedżera Piniego Zahaviego. Izraelczyk jest podejrzany o niejasną działalność w klubie Royal Excel Mouscron.

 

W minioną środę przeprowadzono siedem rewizji w związku ze śledztwem dotyczącym domniemanych oszustw i prania pieniędzy niewiadomego pochodzenia w klubie Royal Excel. Zatrzymano trzy osoby, ale wśród nich nie było Zahaviego. Według belgijskich mediów Zahavi przejął Royal Excel Mouscron w 2015 roku za pośrednictwem maltańskiego funduszu, a rok później przekazał go firmie prowadzonej przez swojego siostrzeńca. Od kilku miesięcy właścicielem tego belgijskiego klubu oficjalnie jest tajlandzki biznesmen Pairoj Piempongsant, lecz według informacji serwisu „Football Leaks” to Zahavi nadal ma najwięcej do powiedzenia w tym klubie.

Zahavi jest agentem wielu gwiazd światowego futbolu, między innymi Roberta Lewandowskiego. 75-letni Izraelczyk światowy rozgłos zdobył jednak wcześniej przeprowadzając transfer Brazylijczyka Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain za rekordową kwotę 222 milionów euro. W futbolowej branży Zahavi działa od 1979 roku. Markę wyrobił sobie w Anglii, przykładając rękę do wielu głośnych transferów w tamtejszej lidze, choćby Rio Ferdinanda z West Hamu do Leeds United (za 30 mln euro), a następnie do Manchesteru United (47 mln euro). Pomagał również w przejęciu przez rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza Chelsea Londyn.

To właśnie Zahavi był jednym z pomysłodawców wprowadzenia systemu Third-Party-Ownership. TPO polegał na tym, że prawa do kart zawodników mogli nabywać inwestorzy zewnętrzni, którzy później odpowiadali za kolejne transfery swoich piłkarzy. System zyskał największą popularność we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii. W 2015 roku został zakazany przez FIFA.

 

UEFA nie chce Superligi

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin w publicznych wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się pomysłowi utworzenia przez najbogatsze europejskie kluby elitarnej Superligi, alternatywy dla Ligi Mistrzów.

 

Plany stworzenia nowych rozgrywek z udziałem 16 najbogatszych europejskich klubów ujawnił portal „Football Leaks”. Okazało się, że pomysł zrodził się podczas tajnego spotkania przedstawicieli siedmiu największych klubów naszego kontynentu – Arsenalu Londyn, Barcelony, Bayernu Monachium, Juventusu Turyn, Manchesteru United, Milanu i Realu Madryt. Akces do grupy założycielskiej Superligi zgłosiły ponadto Chelsea Londyn, FC Liverpool, Manchester City i Paris Saint-Germain. Te jedenaście klubów w założeniu miałoby zagwarantowany udział w rozgrywkach przez dwadzieścia pierwszych sezonów, a stawkę uczestników w pierwszych edycjach uzupełniałyby drużyny Atletico Madryt, Borussii Dortmund, Interu Mediolan, Olympique Marsylia i AS Roma.

Narada odbyła się za plecami UEFA, co rzecz jasna od razu wywołało podejrzenia, że bogate kluby chcą zrealizować swój projekt kosztem Ligi Mistrzów. Nic dziwnego, że pomysł Superligi nie spodobał się w piłkarskim środowisku i jest mocno krytykowany. Wyraz niezadowoleniu dał między innymi prezydent europejskiej federacji Aleksander Ceferin.
„Realizacja tej idei zniszczy futbol. W zamkniętym systemie rozgrywek nie ma miejsca na solidarności i nie będzie mechanizmów stymulujących rozwój futbolu. Na dłuższym dystansie wszyscy przegrają, także kluby deklarujące chęć przystąpienia do Superligi. Dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ona nie została powołana do życia” – zapewnił słoweński działacz w wypowiedzi udzielonej tygodnikowi „Kicker”.

 

Chelsea bez Abramowicza?

Roman Abramowicz chce sprzedać Chelsea Londyn. Krążącą już od jakiegoś czasu plotkę potwierdziła agencja „Bloomberg”. Jej zdaniem Rosjanin odrzucił ofertę na 1,75 mld funtów, ponieważ chce otrzymać trzy miliardy.

 

Już w sierpniu tego roku angielskie media informowały, że Roman Abramowicz, któremu znajdujące się w ostrym konflikcie politycznym z Rosją brytyjskie władze nie przedłużyły specjalnej wizy biznesowej, nosi się z zamiarem sprzedaży akcji Chelsea Londyn. Wątpliwości dotyczyły jedynie kwestii, czy rosyjski miliarder zamierza pozbyć się wszystkich aktywów w londyńskim klubie, czy tylko części udziałów. Im jednak większe miał Abramowicz kłopoty z wjazdem do Wielkiej Brytanii, tym ponoć jego chęć całkowitego pozbycia się Chelsea rosła. Pojawili się już pierwsi zainteresowani odkupieniem akcji. Jak ujawnia wspomniana już amerykańska agencja „Bloomberg”, rosyjski oligarcha odrzucił ofertę w wysokości 1,75 miliarda funtów. Według dziennikarzy ze Stanów Zjednoczonych, Abramowicz oczekuje za swoje udziały trzech miliardów funtów (2003 roku kupił klub za 140 mln funtów).

Potencjalni nabywcy nie są jednak skorzy do wyłożenia takiej kwoty, bo liczą na to, że Abramowicz, który stał się jedną z ofiar dyplomatycznego konfliktu między Wielką Brytanią i Rosją, będzie zmuszony do zejścia z ceny. Przypomnijmy, że wiosną rosyjski miliarder nie mógł pojawiać się na meczach Chelsea, bo w wyniku tzw. afery szpiegowskiej, po której Wielka Brytania wprowadziła sankcje dla obywateli Rosji, odebrano mu specjalna wizę biznesową. Abramowicz przyjął obywatelstwo Izraela, ale ono nie daje mu prawa do stałego pobytu w Wielkiej Brytanii. Oligarcha stara się o status rezydenta w Szwajcarii, ale na razie bezskutecznie. Jeśli nic się w tym względzie nie zmieni, Chelsea pewnie zmieni właściciela.

 

Fabiański bohaterem „Młotów”

W miniony weekend West Ham United bezbramkowo zremisował z kroczącą od zwycięstwa do zwycięstwa drużyną Chelsea Londyn. Wielki udział w tym sukcesie miał reprezentant Polski Łukasz Fabiański.

 

Przed szóstą kolejką Premier League tylko Chelsea Londyn i FC Liverpool były zespołami z kompletem zwycięstw. Znakomitą serię „The Blues” przerwał w niedzielę West Ham. Ekipa popularnych „Młotów” słabo rozpoczęły sezon i mimo heroicznej postawy Fabiańskiego w bramce zaliczyły serię czterech porażek. Przełamanie nastąpiło dopiero w piątej kolejce, w wygranym spotkaniu z Evertonem, ale przed potyczką z Chelsea nikt nie dawał West Hamowi większych szans. Trener „Młotów” Manuel Pellegrini ostatnio znacznie poprawił grę obronną drużyny, ale mimo to bez znakomitej postawy Fabiańskiego „Młoty” nie dałyby rady wywalczyć remisu.

Nasz reprezentacyjny golkiper obronił mnóstwo groźnych strzałów, a największe wrażenie zrobił ratując swój zespół przed utratą gola interwencją w 66. minucie, gdy twarzą odbił piłkę po uderzeniu Alvaro Moraty. Brytyjska prasa wysoko oceniła występ Polaka. „The Times” przyznał mu notę „8” (w skali 1-10), najwyższą spośród wszystkich piłkarzy na boisku. Także w ocenie portalu 90min.com Fabiański był najlepszym zawodnikiem i także przyznał mu ósemkę, a lepszą notę otrzymał jedynie pomocnik Chelsea Jorginho (8,5), który w tym spotkaniu ustanowił rekord Premier League w liczbie celnych podań (180).
„Kiedy mierzysz się z zespołem, który ma za sobą serię zwycięskich meczów, to sam chcesz grać lepiej i pokazać im, że nie będą mieli łatwo” – podsumował swój występ Fabiański. West Ham awansując na 17. miejsce opuścił strefę spadkową.

 

Za Piotra Zielińskiego chcą już 100 mln euro

Włoskie media podają, że SSC Napoli jest gotowe podnieść gażę Piotrowi Zielińskiemu, ale w zamian chce zwiększyć kwotę odstępnego do 100 mln euro.

 

Zieliński jest ponoć skłonny przyjąć ofertę Napoli, gwarantującą mu podwyżkę zarobków z 1,1 mln euro do 2,5 mln euro. Jak podają włoskie media, reprezentant Polski nową umowę ma podpisać zaraz po powrocie ze zgrupowania kadry narodowej. Klub z Neapolu jest w tej sprawie mocno zdeterminowany, bo utalentowanym 24-letnim pomocnikiem interesują się już takie europejskie potęgi, jak Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool i Chelsea Londyn.

Dlatego działacze Napoli naciskają w negocjacjach z menedżerem polskiego piłkarza, żeby zgodził sie na usunięcie z kontraktu tzw. klauzuli odstępnego. Ponieważ spotkali się ze stanowcza odmową, w zamiana na podwyżkę uposażenia wymogli także podwyżkę kwoty odstępnego, ponoć chcą ją ustalić na poziomie 100 mln euro.

Nowy kontrakt ma obowiązywać przez pięć lat, co oznacza, że jeśli któryś z wymienionych wcześniej potentatów zdecyduje się Zielińskiego wykupić, uczyni go najdroższym polskim piłkarzem w historii. Napoli na takim transferze sporo zarobi, bo za Polaka w 2016 roku zapłaciło Udinese 20 mln euro.

 

Z życia UEFA: Wybierają piłkarza sezonu

W organizowanym przez UEFA plebiscycie na piłkarza sezonu 2017-2018 na placu boju zostało już tylko trzech zawodników: ubiegłoroczny triumfator Portugalczyk Cristiano Ronaldo, Chorwat Luka Modrić oraz Egipcjanin Mohamed Salah. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 30 sierpnia podczas piłkarskiej gali w Monako.

 

UEFA przy wyborze piłkarza sezonu bierze pod uwagę występy zawodników z europejskich klubów we wszystkich rozgrywkach krajowych i międzynarodowych. Sezon 2017-2018 zwieńczyły finały mistrzostw świata w Rosji, które jak pamiętamy wygrała Francja, pokonując w finale Chorwację. Trzecie miejsce zajęła Belgia, a czwarte Anglia. Przypomnijmy też, że Ligę Mistrzów po raz trzeci z rzędu wygrał Real Madryt, z Cristiano Ronaldo i Luką Modriciem w składzie, pokonując w finale FC Liverpool, w którym czołową postacią był Mohamed Salah. W Lidze Europy triumfowało natomiast Atletico Madryt, które w finale wygrało z Olympique Marsylia 3:0, a dwa z tych goli strzelił Francuz Antoine Griezmann. Ten piłkarz w czerwcu i lipcu był jednym z najlepszych zawodników w ekipie mistrzów rosyjskiego mundialu i gdyby położyć na szali jego dokonania z dokonaniami Salaha, Egipcjanin by te ważenie przegrał. Głównie z powodu bezbarwnego występu w Rosji. Mędrcy z UEFA z sobie tylko wiadomego powodu uznali, że żaden z francuskich piłkarzy, choć to mistrzowie świata, nie zasługuje na miejsce w czołowej trójce, z której zostanie wybrany piłkarz sezonu.

To zresztą nie jedyny idiotyzm w tym zestawieniu. W gronie 10 zawodników wytypowanych w pierwszym rzucie do nagrody nie znaleźli miejsca dla króla strzelców mundialu Harry’ego Kane’a, a wsadzili na listę Lionela Messiego, chociaż Barcelona w poprzednim sezonie nie odegrała żadnej znaczącej roli w Lidze Mistrzów, podobnie jak reprezentacja Argentyny w finałach mistrzostw świata. Messi bez wątpienia jest piłkarzem genialnym, ale nagrody indywidualne chyba jednak powinno się przyznawać za aktualne osiągnięcia, a nie dawne zasługi czy uznane nazwisko. Za nim kolejne miejsca zajęli: Kylian Mbappe (Francja, Paris Saint-Germain), Kevin De Bruyne (Belgia, Manchester City), Raphael Varane (Francja, Real Madryt), Eden Hazard (Belgia, Chelsea Londyn) i Sergio Ramos (Hiszpania, Real Madryt).

Te wybory dziwią tym bardziej, że w głosowaniu wzięło udział 80 trenerów drużyn, które rywalizowały w fazie grupowej Ligi Mistrzów (32) i Ligi Europejskiej (48) w minionym sezonie, a także 55 dziennikarzy z każdego z krajów członkowskich UEFA. Elektorzy musieli oddać swoje głosy jeszcze przed decydującą fazą mundialu w Rosji, dlatego strzelili tyle „baboli”. Wystarczy przejrzeć ich typy na wyróżnienia na poszczególnych pozycjach. Bramkarz sezonu: Alisson Becker (Brazylia, AS Roma/FC Liverpool), Gianluigi Buffon (Włochy, Juventus Turyn/PSG), Keylor Navas (Kostaryka, Real Madryt). Obrońca sezonu: Marcelo (Brazylia, Real Madryt), Sergio Ramos (Hiszpania, Real Madryt), Raphael Varane (Francja, Real Madryt). Pomocnik sezonu: Kevin De Bruyne (Belgia, Manchester City), Toni Kroos (Niemcy, Real Madryt), Luka Modrić (Chorwacja, Real Madryt). Napastnik sezonu: Lionel Messi (Argentyna, FC Barcelona), Cristiano Ronaldo (Portugalia, Real Madryt), Mohamed Salah (Egipt, FC Liverpool).

Kto zatem 30 sierpnia na gali w Monako odbierze nagrodę dla „Piłkarza sezonu 2017-2018”. Prawdopodobnie Modrić, którego wkład w wygranie przez Real Madryt Ligi Mistrzów był wprawdzie znacznie mniejszy od wkładu Cristiano Ronaldo (został królem strzelców rozgrywek), ale Chorwat lepiej wypadł z reprezentacją swojego kraju w mistrzostwach świata. Gdyby jednak jakim cudem wygrał Salah, cały ten plebiscyt byłby kosmiczną bzdurą. A bzdurą już jest, że czwarty jest Griezmann, kluczowy gracz drużyny mistrzów świata oraz Atletico Madryt, triumfatora Ligi Europy i Superpucharu UEFA.