Odmrażanie sportu budzi kontrowersje

Sportowcy z jednej strony cieszą się z rządowych decyzji znoszących część wprowadzonych na czas pandemii ograniczeń, ale też wskazują na niekonsekwencję lub nielogiczność w projekcie odmrażania sportu. Najwięcej kontrowersji budzą zwłaszcza wyznaczone limity osób mogących tym samym momencie trenować w jednym miejscu.

W pierwszym etapie „odmrażania sportu” ustalono m.in. ile osób może przebywać jednocześnie na boiskach piłkarskich, stadionach lekkoatletycznych i w halach sportowych. Gwoli przypomnienia – od 18 maja na stadionach, boiskach, skoczniach i torach może przebywać maksymalnie 14 osób plus dwóch trenerów, na otwartych pełnowymiarowych boiskach piłkarskich 22 osoby plus czterech trenerów, a w halach sportowych powyżej 1000 m2 35 osób. Przy ustalaniu tych limitów nie uwzględniono jednak stadionów lekkoatletycznym, bo może na nich w jednej grupie trenować 14 zawodników pod opieka dwóch trenerów.
To ograniczenie bulwersuje lekkoatletyczne środowisko, co nie dziwi, bowiem jest rzeczywiście trochę nielogiczne. Skoro w zamkniętej hali może na raz przebywać ponad 30 osób, to dlaczego nie może tyle samo ćwiczyć na znacznie większym przecież obiekcie lekkoatletycznym. Wygląda jednak na to, że przepis w ministerstwie sportu konstruowano pod presją przedstawicieli gier zespołowych i nie uwzględniono w nim potrzeb sportów indywidualnych.
Narzekania dochodzą też z Centralnych Ośrodków Sportu w Spale i w Wałczu, gdzie skoszarowano sportowców z olimpijskich dyscyplin sportu, dla których jest to jedyna możliwość prowadzenia profesjonalnych treningów. Podkreślał to w publicznych wypowiedziach m.in. nasz znakomity tyczkarz Piotr Lisek. „W Centralnym Ośrodku Sportu w Spale jest wygodniej trenować niż na przydomowej działce. Wiadomo, że w tym sezonie mamy problem z tym, żeby przygotowywać się pod konkretną imprezę. Są zawodnicy, którzy mogą sobie sezon odpuścić, ale ja jestem ambitny i jakie zawody by się w tym roku nie odbywały, jeżeli będą bezpieczne, to ja jestem gotów startować. Robię to także dla swoich fanów” – podkreśla nasz medalista mistrzostw świata.
Nie wszyscy z tej szansy skorzystali, bo gdy odwołano sierpniowe mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce, odpadła motywacja do dobrowolnego poddania się znacznie większemu reżimowi sanitarnemu niż w domu. Poza tym w Wałczu trenerzy i sportowcy czekali na wynik testów na obecność koronawirusa trzy dni, co zaburzyło ich plan treningowy. Po 70 godzinach oczekiwania otrzymali w końcu informację, że wszystkie wyniki są negatywne. Sportowcy są przyzwyczajeni do innych standardów pracy i nawet podczas pandemii nie chcą bez potrzeby tracić dni treningowych. Na opieszałość w testach narzekali nie tylko lekkoatleci, ale także trener kadry kajakarek Tomasz Kryk. Podobna sytuacja miała też miejsce w Spale, gdzie sportowcy także czekali bezczynnie na wyniki testów dwa dni. Niby wszyscy rozumieją, że takie są teraz realia i na razie nic nie da się z tym zrobić, ale czasem trudno jest zawodnikom znosić takie sytuacje, nawet jeśli wiedzą, że bez tego musieliby siedzieć nadal w domach.
Lekkoatleci ostatnio trochę odżyli, bo po przeniesieniu na przyszły rok igrzysk oraz mistrzostw Europy zapowiadało się, że w tym roku nie będą mieli w ogóle okazji do startów, ale ostatnio podbudowały ich wieści, że w sierpniu jednak ruszy sezon mityngów. Każdy zawodnik przecież trenuje po to, żeby jak najlepiej przygotować się do rywalizacji, nie da się też pominąć bardziej prozaicznego powodu dopingującego do wytężonego wysiłku podczas treningów, bo starty w mityngach to przecież źródło dochodów, a kto lepiej w zawodach wypada, ten więcej zarabia.
Zdaniem trenerów wszelkich specjalności i dyscyplin, brak jakichkolwiek startów w tym roku za całą pewnością odbiłby się poważnie na formie sportowców w przyszłym roku. Zapewniają, że ich organizmy potrzebuje startów i adrenaliny, jaka przy tej okazji się wytwarza, a nawet najbardziej wydajny trening to jednak zupełni inna kategoria wysiłku.

Heynen wybrał kadrę do Spały

Selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski Vital Heynen podał skład kadry na zgrupowanie w Spale, które rozpocznie się 1 czerwca. Belgijski szkoleniowiec powołał 19 zawodników. Przed rozpoczęciem zgrupowania wszyscy zawodnicy oraz sztab szkoleniowy zostaną przebadani na obecność koronawirusa.

Z powodu pandemii w tym sezonie reprezentacyjnym nie odbędzie się żadna ważna impreza. Igrzyska olimpijskie w Tokio zostały przełożone na przyszły rok, a rozgrywki Ligi Narodów odwołano. PZPS informuje, że czyni starania o organizację spotkań sparingowych. Szczegóły pobytu kadrowiczów w Spale będą korygowane na bieżąco, w zależności od sytuacji oraz obowiązujących obostrzeń związanych z pandemią. Ta część zgrupowania ma potrwać do 13 czerwca, a potem wszyscy dostaną dwa tygodnie wolnego. Druga część zaplanowane jest w dniach od 29 czerwca do 11 lipca.
„To nie czas na niespodzianki, to proces budowy drużyny. Nie zamykam przed nikim drzwi i zawsze biorę pod uwagę różne okoliczności jak kontuzje czy objawienie nowego talentu w najbliższym sezonie ligowym. Jednak istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że dwunastkę na przyszłoroczne igrzyska wybiorę z tego grona, które przyjedzie w tym roku do Spały” – przyznał trener Heynen.
Kadra siatkarzy w Spale:

Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów), Marcina Komenda (Asseco Resovia Rzeszów), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów);

Przyjmujący: Bartosz Bednorz (Zenit Kazań, Rosja), Tomasz Fornal (Jastrzębski Węgiel), Michał Kubiak (Panasonic Panthers, Japonia), Bartosz Kwolek (VERVA Warszawa ORLEN Paliwa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle);

Atakujący: Dawid Konarski (w trakcie zmiany klubu), Bartosz Kurek (w trakcie zmiany klubu), Maciej Muzaj (Ural Ufa, Rosja);
Środkowi: Mateusz Bieniek (PGE Skra Bełchatów), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Piotr Nowakowski (VERVA Warszawa ORLEN Paliwa);
Libero: Damian Wojtaszek (Verva Warszawa Orlen Paliwa), Paweł Zatorski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Sztab kadry:
Trener – Vital Heynen; asystenci trenera – Michał Gogol, Sebastian Pawlik i Paweł Woicki; statystyk – Robert Kaźmierczak; trener przygotowania fizycznego – Jakub Gniado; lekarz kadry – Jan Sokal; fizjoterapeuci – Paweł Brandt i Tomasz Pieczko; kierownik kadry – Elżbieta Poznar.

Siatkarze potrenują w Spale

Złagodzenie przez rząd ograniczeń, w tym otwarcie hal i ośrodków sportowych, umożliwiło Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej zorganizowanie zgrupowania męskiej reprezentacji. Trener Vital Heynen zaprosił do Spały 19 zawodników, z którymi planuje potrenować do połowy lipca.

Kadra siatkarzy zacznie zgrupowanie od obowiązkowych testów na obecność koronawirusa, a potem, o ile badania niczego nie wykażą, zaczną się normalne treningi. Złagodzone przepisy dopuszczają od 18 maja treningi w dużych halach sportowych z udziałem nawet 24 osób. To dlatego trener Vital Heynen powołał na zgrupowanie trochę nietypową liczbę 19 siatkarzy, bo zależało mu, żeby w zajęciach mogli też uczestniczyć jego asystenci oraz inni członkowie sztabu szkoleniowego i medycznego. Czyli cała kadra, bez konieczności dzielenia jej na mniejsze grupy. I będzie też można pograć szkoleniowo, bo liczba kadrowiczów pozwala na utworzenie dwóch drużyn z rezerwowymi, albo trzech szóstek. Oczywiście przez cały czas będą zachowywane wszystkie zasady bezpieczeństwa, zarówno w hotelu, jak i w hali. Ramowy plan zgrupowania zakłada dwie dwutygodniowe sesje treningowe z przerwą na dwutygodniowy relaks i odwiedzenie rodzin.
W poprzednich latach w trakcie zgrupowań reprezentacji siatkarze zazwyczaj mieszkali w pokojach dwuosobowych. Tym razem z wiadomych powodów każdy ma mieć osobny pokój. Ministerstwo sportu przygotowało listę zaleceń dotyczących zasad bezpieczeństwa, które Polski Związek Piłki Siatkowej przekazał uczestnikom zgrupowania w Spale. Dotyczy to także obowiązkowej izolacji przed przyjazdem. Każdy z uczestników zgrupowania przed wejściem na teren ośrodka będzie musiał złożyć pisemną deklarację, że przestrzegał wytycznych. Także sam pobyt na terenie COS-u w Spale będzie dla kadrowiczów nowym doświadczeniem, bo nawet poruszanie się po terenie ośrodka będzie utrudnione, a wyjścia poza jego teren mocno ograniczone.
Nikt nie ma jednak obaw, że ten reżim sanitarny uczyni pobyt w spalskim ośrodku nie do wytrzymania, bo trudno będzie wytrzymać siatkarzom ze sobą przez dłuższy czas przy takich ograniczeniach. Asystenci selekcjonera biało-czerwonych zapewniają, że kadra bywała skoszarowana już w równie uciążliwych warunkach i nawet przez dłuższe okresy czasu, a jakoś zawodnicy dawali sobie z tym radę. Teraz będzie im o tyle łatwiej, że z powodu skrócenia w wyniku pandemii koronawirusa sezonu klubowego i odwołania sezonu reprezentacyjnego, wszyscy są mocno stęsknieni za towarzystwem i możliwością wspólnych treningów. To nic, że w tym roku nie będzie żadnych spotkań o stawkę. Trener Vital Heynen wyjaśniał, że naciskał PZPS na zorganizowanie tego zgrupowania, żeby odświeżyć, jak to określił, ducha zespołu. Inaczej mówiąc, zależało mu po prostu na tym, żeby się jego zawodnicy spotkali, wspólnie poćwiczyli, przegadali ileś tam godzin, załatwili między sobą różne sprawy – po prostu żeby znowu poczuli się zgrana grupą.
Reprezentacja siatkarek na miejsce podobnego zgrupowania integracyjnego wybrała Szczyrk, gdzie pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego zacznie zajęcia od 4 czerwca i z przerwami popracuje nad formą do końca lipca.
Przez pandemię koronawirusa nie tylko zatrzymały się wszystkie rozgrywki ligowe, ale również odwołano wszystkie tegoroczne imprezy z udziałem zespołów narodowych. Po odwołaniu Ligi Narodów ligi krajowe będą mogły wcześniej niż zazwyczaj rozpocząć nowe rozgrywki, a co za tym idzie, też je wcześniej skończyć, co ułatwi też zadanie trenerom reprezentacji narodowych. Co nie zmienia faktu, że w czerwcu i lipcu nasze siatkarki i siatkarze spotkają się w kadrze po raz pierwszy i ostatni w tym roku, zaś kolejne raz zobaczą się dopiero za blisko rok.

Odmrażanie sportu

W sobotę premier Mateusz Morawiecki w towarzystwie minister sportu Danuty Dmowskiej-Andrzejuk ogłosił plan „odmrożenia polskiego sportu”, sparaliżowanego z powodu pandemii koronawirusa. Po prawie sześciu tygodniach narodowej kwarantanny władze nagle uznały, że można trochę poluzować rygory. Na ile to szczera intencja, a na ile polityczna zagrywka na potrzeby korespondencyjnych wyborów prezydenckich, przekonamy się za kilka tygodni, gdy piłkarze rzeczywiście wznowią rozgrywki, a żużlowcy rozpoczną sezon.

Morawiecki i Dmowska-Andrzejuk poinformowali, że sportowcy w najbliższym czasie będą mogli wrócić do treningów, ale w bardzo rygorystycznym trybie sanitarnym. Owe tak szumnie zapowiedziane „odmrażanie sportu” podzielono na pięć etapów. Pierwszy, w którym zezwolono na wejście do lasów i parków oraz rekreacyjne uprawianie sportu, już wprowadzono w życie. Początek drugiego etapu wyznaczono na poniedziałek 4 maja. Od tego dnia znów będzie można korzystać z obiektów sportowych (na razie w ograniczonej maksymalnie do sześciu osób liczbie), takich jak: stadiony (piłkarskie, lekkoatletyczne i inne), boiska szkolne i wielofunkcyjne. Ponadto znów będzie można korzystać z infrastruktury do uprawiania sportów motorowych i lotniczych, pól golfowych, stadnin koni, otwartych strzelnic, torów łuczniczych, gokartowych, wrotkarskich i do jazdy na rolkach. Możliwe będzie korzystanie też z infrastruktury otwartej do uprawiania sportów wodnych, ale z łódek, rowerów wodnych czy żaglówek będą mogły korzystać jednocześnie tylko dwie osoby. W przypadku kortów tenisowych, w drugim etapie, zostaną udostępnione obiekty otwarte i półotwarte, z limitem czterech osób na jeden kort.
Wymagane będzie jednak przestrzeganie wprowadzonych na czas pandemii zasad zachowania dystansu społecznego oraz zasłanianie twarzy, ale tylko do momentu wejścia na obiekt sportowy. Chęć skorzystania ze sportowej czy rekreacyjnej infrastruktury musi być wcześniej zgłaszana osobom zarządzającym obiektami. Zakazane będzie korzystania z szatni i węzłów sanitarnych (oprócz WC), zaś osoby trenujące na obiektach sportowych będą zobligowane do obowiązkowej dezynfekcji rąk podczas wchodzenia i opuszczania obiektu. Do tego dezynfekowane będą urządzenia sportowe po każdym użyciu. W rozporządzeniu zapisano także obowiązek korzystania z osobistego sprzętu treningowego lub dezynfekcji ogólnie dostępnego sprzętu po każdym jego użyciu. Nadal można biegać, uprawiać nordic walking, jeździć na rowerze, rolkach czy hulajnodze na otwartym powietrzu.
Terminy kolejnych etapów „odmrażania” na razie nie są jeszcze znane. Kolejne zarządzenie ma dotyczyć otwarcia hal sportowych, siłowni, basenów, klubów fitness czy kręgielni, następne zezwolić na organizację imprez masowych na otwartej przestrzeni dla grup do 50 osób, zaś ostatnie ma znieść zakaz organizacji imprez masowych, czyli z liczbą widzów powyżej 999 osób, ale z zachowaniem restrykcyjnych zasad sanitarnych. To jednak jest na razie bardzo odległa perspektywa, ale w dwóch największych liga sportowych w naszym kraju, czyli piłkarskiej i żużlowej, złagodzenie restrykcji przyjęto z radością.
W myśl postanowień UEFA rozgrywki w PKO Ekstraklasie mogą toczyć się do 20 lipca. Do zakończenia sezonu w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej pozostało do rozegrania 11 kolejek – cztery z sezonu zasadniczego i siedem w fazie play off. PZPN planuje też dokończenie zmagań w Pucharze Polski oraz w dwóch zawodowych ligach na zapleczu ekstraklasy. W I lidze i II lidze do rozegrania pozostało po 12 kolejek spotkań. Wszystko wskazuje, że władze PZPN nie zdecydują sie na wznowienie rozgrywek w niższych ligach i wkrótce ogłoszą decyzję o zakończeniu w nich sezonu. Plan wznowienia rozgrywek przez zespoły ekstraklasy został przygotowany przez powołaną w tym celu grupę roboczą ds. wznowienia treningów i rozgrywek, na której czele stanął przedstawiciel Legii Warszawa Tomasz Zahorski, a w jej składzie znaleźli się: Krzysztof Pawlaczyk (Lech Poznań), Piotr Żmijewski (Legia), Marek Jóźwiak (Wisła Płock), Antoni Łukasiewicz (Arka Gdynia), Michał Dutkiewicz (Korona Kielce). Zgodnie z założeniami planu, zawodnicy i sztaby szkoleniowe (po 50 osób z każdego klubu) będą do końca sezonu poddani rygorystycznym procedurom treningowo-medycznym, umożliwiającym bezpieczne zakończenie rozgrywek. Od początku tego tygodnia grupy te rozpoczną 14-dniową izolację sportową oraz codzienne raportowanie według szczegółowej i jednolitej dla całej ligi ankiety medycznej, mające na celu wczesne wykrycie ewentualnych symptomów chorobowych. „Wszystkie kluby wdrożyły już określane planem procedury i przekazują dane z ankiety medycznej. Teraz musimy realizować konsekwentnie zadania postawione w kolejnych etapach. Wymaga to wysiłku, jednak wykonaliśmy ogromną pracę, by było możliwe dokończenie rozgrywek i zamierzamy sfinalizować ten proces z sukcesem” – zapewniaj władze Ekstraklasy SA.
Zaproponowany plan restartu rozgrywek PKO Ekstraklasy wygląda następująco: 3-4 maja – testy zawodników i członków sztabów; od 4 maja – treningi w grupach kilkuosobowych; od 10 maja – treningi zespołowe; 27-28 maja – ponowne testy zawodników i członków sztabów oraz sędziów; 29 maja – pierwsze mecze 27. kolejki; 17-19 lipca – kończąca rozgrywki ostatnia, 37. kolejka ligowa. Ten termin umożliwia udział polskich drużyn w eliminacjach do europejskich pucharów.
Mecze PKO Ekstraklasy aż do odwołania będą rozgrywane przy pustych trybunach. Na stadion będzie mogła wejść minimalna liczba osób, niezbędnych do zapewnienia obsługi meczowej. Liczba osób uczestniczących w meczach po wznowieniu rozgrywek została ograniczona do niezbędnego minimum. Na zdezynfekowanych stadionach będą mogli przebywać tylko piłkarze, członkowie sztabów szkoleniowych, sędziowie, obsługa techniczna obiektów oraz realizatorzy transmisji. Łącznie nie więcej niż 150 osób na każdym meczu.
Z „odmrożenia” skorzysta też żużlowa PGE Ekstraliga. Rozpoczęcie przez nią nowego sezonu wyznaczono na 12 czerwca. Niestety, podobnie jak w lidze piłkarskiej, także w żużlowej rywalizacja toczyć się będzie do odwołania przy pustych trybunach. Zawodnicy zaczną przygotowania 8 maja od 14-dniowej kwarantanny. Rozgrywki potrwają do końca października. Władze PGE Ekstraligi mają jednak do rozwiązania jeszcze problem – muszą porozumieć się z żużlowcami w kwestiach płacowych, bo nie wszyscy z nich akceptują proponowane obniżki wynagrodzeń.
Otwarcie Centralnych Ośrodków Sportu w Spale i Wałczu stworzy możliwość normalnych treningów dla wybranej grupy 250 olimpijczyków, którzy już od 24 kwietnia przechodzą 14-dniową kwarantannę. Proces zabezpieczenia i kontroli pod względem medycznym opracował i będzie nadzorował Centralny Ośrodek Medycyny Sportowej. Poszczególne grupy treningowe zobowiązane zostaną do niekontaktowania się z pozostałymi osobami, zaś treningi będą mogły odbywać się w grupach najwyżej pięcioosobowych. Wszyscy uczestnicy zgrupowań będą mieli zakaz bezpośredniego kontaktu z osobami spoza ośrodka, a także, co oczywiste, nie będą mogli go opuścić. Dodatkowy reżim sanitarny będzie dotyczył między innymi przygotowywania i wydawania posiłków, sprzątania i dezynfekcji pokoi, części wspólnych budynków oraz przejść do obiektów sportowych, a dezynfekcja pomieszczeń treningowych będzie odbywać się po każdej sesji treningowej.

Nie mają gdzie trenować

W wyniku zakazów nakładanych z powodu pandemii koronowirusa, także polscy sportowcy znaleźli się trudnym położeniu. Od 1 kwietnia rząd ograniczył praktycznie do zera nawet możliwości treningowe. Zamknięto ośrodki sportowe, siłownie, stadiony, nie wolno wchodzić też do lasów i parków.

Od środy 1 kwietnia rząd wprowadził kolejne obostrzenia mające pomóc w zwalczeniu epidemii koronawirusa. W wydanym rozporządzeniu zabrania się wchodzić do parków i innych miejskich terenów zielonych, zaleca się nie uprawiać sportu na świeżym powietrzu. To kolejny cios dla profesjonalnych sportowców, którzy ten zakaz odebrał ostatnie możliwości do treningu. Wcześniejsze restrykcje nie były tak rygorystyczne. Można było ćwiczyć na powietrzu, należało tylko zachować ostrożność i wykonywać je w pojedynkę, maksymalnie w dwie osoby. Teraz już tego nawet nie wolno.
Nie wprowadzono oficjalnego zakazu uprawiania sportu, ale najnowsze dyrektywy resortu zdrowia, poparte bez żadnych zastrzeżeń przez ministerstwo sportu, de facto taki właśnie zakaz oznaczają. Dla zawodowych sportowców to problem, bo nieprecyzyjność tego rozporządzenia naraża ich na sankcje ze strony funkcjonariuszy policji, którzy mogą przecież uznać, że bieganie to nie jest dozwolona konieczność wyjścia z domu, jak zakupy w sklepie czy przemieszczenia się do miejsca pracy. I mogą wlepić mandat, a z wielu stron dochodzą sygnały, że czynią to nader skwapliwie. Inna sprawa, że obywatele przydybani przez stróżów prawa na joggingu nie przyjmują kar twierdząc, zresztą słusznie, że są bezprawne. Profesjonalni sportowcy chcieliby jednak mieć pewność, że jeśli mimo wszystko wyjdą z domu poćwiczyć na świeżym powietrzu, nie zostaną za to ukarani grzywną. Ministerstwo sportu mogłoby coś w tej kwestii zrobić, ale nawet nie próbuje.
Nikt ze sportowców nie podważa sensu nakazów ograniczenie wyjść do minimum, bo każdy zdaje sobie sprawę, że jest to jeden z podstawowych sposobów na powstrzymanie rozwoju epidemii koronawirusa. Nie wszyscy mogą jednak podtrzymać formę trenując wyłącznie w domowym zaciszu. Mogą to robić przedstawiciele dyscyplin i konkurencji, w których do treningu powszechnie używa się trenażerów, jak kolarze czy wioślarze. Biegacze mogą wykorzystywać ruchome bieżnie, jeśli tylko zmieszczą im się w domach. Ale co mają zrobić miotacze, skoczkowie wzwyż, o tyczce, albo płotkarze?
W znacznie mocniej dotkniętych epidemią Niemczech pod pewnymi warunkami niektóre centra sportowe jednak udostępniono elicie wyczynowych sportowców. Zapewne przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa w małych grupach da się normalnie trenować, ale skorzystanie z takiej opcji powinno być dobrowolne, bo w przypadku skoszarowania trudno przewidzieć jak długo ten stan potrwa. U nas rozważania nad takim rozwiązaniem są jednak od 25 marca bezprzedmiotowe, bo tego dnia dyrekcji Centralnego Ośrodka Sportu wydała oddziałom terenowym zakaz przyjmowania sportowców i przeprowadzenie ewentualnych remontów.
Nikt z tego powodu kopii jednak kruszył nie będzie. Wiadomo, że wszelkie obiekty sportowe, zwłaszcza kontrolowane przez państwo, mogą być strategiczną rezerwą infrastrukturalną na wypadek klęsk żywiołowych i kataklizmów. Miejmy nadzieję, że się do niczego takiego nie przydadzą, ale dobrze jest wiedzieć, że jakby co – znajdą potrzebniejsze zastosowanie niż utrzymanie formy potencjalnych mistrzów olimpijskich.