CR7 za drogi dla Juve?

Pandemia koronawirusa wpędza w finansowe tarapaty nawet futbolowych potentatów. W Juventusie Turyn na przykład coraz poważniej rozważany jest transfer Cristiano Ronaldo.

W minioną sobotę kierownictwo Juventusu ogłosiło porozumienie z drużyną w sprawie redukcji zarobków. Piłkarze i trenerzy „Starej Damy” zgodzili się na całkowitą rezygnację z należnych im wynagrodzeń kontraktowych za okres od marca do czerwca tego roku. W ten sposób turyński klub zaoszczędzi 90 mln euro. Ale to może okazać się za mało na przetrzymanie pandemii koronawirusa. Jak donosi dziennik „Il Messaggero” szefowie Juventusu są w tej chwili skłonni zakończyć juz po tym sezonie współpracę z najdroższym piłkarzem w ich zespole, Cristiano Ronaldo. Kontrakt 35-letniego Portugalczyka opiewa na kwotę 31 mln euro netto i jest największym obciążeniem dla klubowego budżetu, bo wraz z podatkami kosztuje klub aż 54 mln euro.
Działacze mistrza Włoch rozważają więc transfer portugalskiego gwiazdora już tego lata, co pewnie nie byłoby takie trudne, bo synny CR7 ostatnio coraz częściej daje do zrozumienia, że nie jest w Turynie szczęśliwy i że bardzo chciałby wrócić do Realu Madryt. W madryckim klubie chętnie nadstawiają ucha na takie spekulacje, tym bardziej, że z obozu turyńczyków docierają wieści, iż Juventus latem będzie gotów oddać tego wybitnego gracza nawet za 70 mln euro. To wprawdzie kwota o blisko 40 mln euro mniejsza od tej, za jaką w lipcu 2018 roku wykupili go z Realu Madryt, ale jak się do niej doliczy 108 mln euro, które turyński klub musiałby mu zapłacić do końca wygasającego 20 czerwca 2022 roku kontraktu, to taka transakcja już na kiepską nie wygląda, a nawet wręcz przeciwnie. Przy całym szacunku dla niebywałych piłkarskich dokonań Cristiano Ronaldo, to mimo jego anegdotycznej już dbałości o fizyczną formę, Portugalczyk szczyt możliwości ma za sobą. Poza tym w Juventusie nie udało mu się uzyskać takiej mocnej pozycji w drużynie i w klubie, jaką miał wcześniej w Realu Madryt, stąd pewnie bierze się też jego rosnąca tęsknota za „Królewskimi”.

Cristiano Ronaldo oskarżony o gwałty

Cristiano Ronaldo został oskarżony przez dawną znajomą Kathryn Mayorgi o gwałt, a w ostatnich dniach z podobnym zarzutem wobec piłkarza wystąpiła kolejna kobieta. Sponsorzy CR7 rozważają zerwanie z nim kontraktów.

 

Kłopoty Cristiano Ronaldo zaczęły się w 2017 roku od publikacji w tygodniku „Der Spiegel”, w której ujawniono, że grający jeszcze wtedy w Realu Madryt portugalski piłkarz zapłacił 375 tysięcy dolarów Kathryn Mayorga, ukrywającej się wtedy pod pseudonimem Susan K., w zamian za milczenie w sprawie wydarzeń mających miejsce 12 czerwca 2009 w Las Vegas. Piłkarz i pokrzywdzona kobieta podpisali ugodę w 2010 roku.

Po latach Mayorga zdecydowała się jednak złożyć pozew cywilny przeciwko Portugalczykowi. W ubiegłym tygodniu, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, prawnicy kobiety tłumaczyli, dlaczego ich klientka nie zdecydowała się iść do sądu wcześniej i podpisała z oskarżonym ugodę. Brytyjski dziennik „Daily Mail” doniósł, że do kancelarii prawnej reprezentującej interesy Kathryn Mayorga zgłosiła się kolejna kobieta, która twierdzi, że została skrzywdzona przez CR7 w ten sam sposób.

Piłkarz konsekwentnie odrzuca zarzut gwałtu i twierdzi, że do niczego nie zmuszał Mayorgi, która do jego hotelowego pokoju udała się dobrowolnie. Doniesień o drugiej pokrzywdzonej kobiecie jeszcze oficjalnie nie skomentował. Nie ulega jednak wątpliwości, że poniesie w tej sprawie nie tylko ciężkie straty wizerunkowe, ale także finansowe. Duże firmy, m.in. Nike czy EA Sports, z którymi portugalski gwiazdor ma podpisane lukratywne kontrakty reklamowe, już zastanawiają się nad ich rozwiązaniem, a są to umowy opiewające na setki milionów dolarów. Firma EA Sports, produkująca m. in. popularna na całym świecie grę FIFA 19, na razie tylko wycofała wizerunek CR7 z materiałów promocyjnych.

 

CR7 w cieniu Piątka

Hiszpańskie media wciąż nie mogą darować Cristiano Ronaldo odejścia z Realu Madryt i nie odpuszczają żadnej okazji, żeby wbić mu szpilę. Teraz dokuczają mu opiniami, że w Serie A został przyćmiony przez nieznanego polskiego napastnika kupionego za pięć milionów euro.

 

Latem Genoa wykupiła Krzysztofa Piątka z Cracovii za pięć milionów euro i ten transfer przeszedł we Włoszech praktycznie bez echa. Inaczej było w przypadku Cristiano Ronaldo, który przeszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn za 110 milionów euro. Portugalczyk rzecz jasna z miejsca stał się największą gwiazdą w Serie A, natomiast młodszy od niego prawie o dekadę Piątek zyskuje dopiero większy rozgłos swoimi niezwykłymi strzeleckimi wyczynami.

W rozegranych do tej pory sześciu meczach ligowych Polak zdobył aż osiem bramek, co jest najlepszym osiągnięciem w Serie A od 70 lat i zarazem w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w obecnym sezonie. Piątek we wszystkich występach w barwach Genoi, licząc z towarzyskimi i pucharowymi, strzelił już 22 gole. Dokonał tego w ciągu zaledwie 80 dni. Natomiast Cristiano Ronaldo w siedmiu meczach Serie A strzelił trzy gole i zanotował pięć asyst. „Nieznany polski piłkarz przyćmił wielkiego Cristiano Ronaldo, który miał być największą gwiazdą Serie A. Przed rozpoczęciem sezonu pisano, że Portugalczyk będzie bił we Włoszech strzeleckie rekordy, tymczasem jest gorszy od napastnika, który kosztował Genoę niespełna pięć milionów euro” – drwią redaktorzy madryckiego dziennika „ABC”.

Na szczęście sam Piątek też wzbudza zainteresowanie jako piłkarz, a nie tylko „szpila” do drażnienia CR7. We Włoszech o polskim napastniku robi się coraz głośniej, a na meczach zespołu Genoa pojawia się coraz więcej wysłanników mocnych klubów. Zdaniem tamtejszych mediów niezwykła skuteczność Piątka zainteresowała nawet największe futbolowe potęgi Starego Kontynentu. W ocenach 23-letniego polskiego piłkarza podkreśla się, że choć nie dysponuje dużą szybkością, to potrafi znaleźć się w polu karnym we właściwym miejscu, dobrze gra w powietrzu i zachowuje zimną krew w strzeleckich sytuacjach. „W ostatnich latach polska piłka miała w ataku jako największą gwiazdę Roberta Lewandowskiego, teraz pod jego bokiem niespodziewanie eksplodował kolejny wielki talent, który latem przybył do Włoch za pięć milionów euro, a już zdążył olśnić swoim dokonaniami” – pisze wydawany w Barcelonie dziennik „La Vanguardia”. Jego zainteresowanie Polakiem nie jest przypadkowe, bo „Duma Katalonii” też posłała do Genui swojego człowieka na obserwację.

Sam Piątek póki co zachowuje zimną głowę. Jego zespół nie grał jeszcze w Serie A z Juventusem Turyn i SSC Napoli, a dopiero mecze z tymi zespołami zweryfikują jego prawdziwą wartość.