O demokratyczny socjalizm w Polsce

Przed II wojną światową w Polsce był kapitalizm. Władze były częściowo demokratyczne, a częściowo autorytarne, po przewrocie Piłsudskiego. Organizacje lewicowe dążyły do socjalizmu, sposobami opisanymi w dokumentach historycznych.

Określenie kapitalizm stosuję dla ustroju, w którym kierownictwa organizacji gospodarczych są sprawowane lub powoływane przez właścicieli i zarządzają autorytarnie w ich interesie, w celu maksymalizacji zysku, który przywłaszczają sobie właściciele i władza.

Określenie socjalizm stosuję dla ustroju, w którym władza i kierownictwa organizacji są powoływane i działają demokratycznie, za zgodą i pod kontrolą przedstawicieli grup społecznych zainteresowanych działaniami organizacji oraz zarządzają w interesie społecznym, szukając kompromisu między często sprzecznymi interesami tych grup społecznych i organizują ich twórczą współpracę. Nie preferują i nie deprecjonują żadnej grupy społecznej. Zyski organizacji są przeznaczane na doskonalenie i rozwój organizacji, zgodnie z potrzebami społecznymi, a pozostała część zysku jest kompromisowo dzielona między pracowników, właścicieli i władze.
Po wojnie mieliśmy autorytarną władzę jednej partii lewicowej, wprowadzoną terrorem, kierowanym przez Stalina, która ukształtowała państwową gospodarkę planową i nakazową, wzorowaną na Związku Radzieckim. Specyfiką polską były, w większości prywatne i spółdzielcze, rolnictwo, rzemiosło i drobny handel. Ustrój ten obecnie jest nazywany nieadekwatnie komunizmem. Można go trafniej nazwać spolszczonym, totalitarnym ustrojem stalinowskim. Organizacjami gospodarczymi zarządzały autorytarnie kierownictwa powołane przez władzę, za zgodą partii rządzącej.

W tym okresie zorganizowano: państwo polskie w nowych granicach, przesiedlenie obywateli polskich z utraconych terenów wschodnich, reformę rolną i upaństwowienie przemysłu oraz likwidację analfabetyzmu. Realizowano własnymi siłami, według planów, bez zadłużania kraju, kosztem ograniczania konsumpcji: zagospodarowanie Ziem Odzyskanych, odbudowę zniszczeń wojennych, rozwój przemysłu, górnictwa, komunikacji, gospodarki morskiej, budownictwa mieszkaniowego i urbanizacji, ochrony zdrowia, szczególnie pracowników i dzieci oraz powszechnego szkolnictwa, nauki i kultury. Celem tych działań był preferowany rozwój społeczno gospodarczy oraz powszechne, umiarkowane zaspokajanie potrzeb społecznych.

Po 1956 roku nastąpiła poważna zmiana ustroju na autorytarny socjalizm. Pozostała lewicowa władza autorytarna, ale radykalnie złagodzona i uniezależniona od wpływu Związku Radzieckiego, na tyle, na ile pozwalały warunki geopolityczne. Pozostała gospodarka planowana centralnie oraz szczątkowa gospodarka rynkowa w sektorze prywatnym. Ustrój w Polsce Ludowej po 1958 roku nazywany był demokracją ludową – nie komunizmem.

Autorytarne zarządzanie organizacjami gospodarczymi przekształcono na państwowo społeczne, demokratyczne. Powołano samorządy pracownicze uprawnione: do wyrażania zgody na powoływane przez władzę kierownictwo organizacji oraz do akceptowania planów działania organizacji i regulaminów pracy i premiowania pracowników. Pracownicy uzyskali prawo do udziału w zysku przedsiębiorstwa, a samorząd pracowników prawo do dyspozycji tą częścią zysku, na budownictwo mieszkaniowe, działalność socjalną i fundusz nagród, zwany 13 pensją. Związek Zawodowy został uprawniony do powoływania Społecznych Inspektorów Pracy. Zakłady pracy prowadziły, w interesie pracowników, ochronę zdrowia oraz działania: socjalno bytowe, kulturalne, sportowe i wypoczynkowe dla pracowników i ich rodzin. Takie organizacje gospodarcze można nazwać socjalistycznymi.

Przykładem polskiego doświadczenia demokratycznego zarządzania organizacją od 1957 roku, może być opis działania społeczno gospodarczego w latach 1940-1989 przedsiębiorstwa polskiego, intensywnie doskonalonego i rozwijanego, od małego warsztatu w prywatnej willi do największej i najnowocześniejszej fabryki sprzętu medycznego w Polsce, na poziomie dorównującym najbardziej rozwiniętym krajom. Przedsiębiorstwo to można nazwać przedsiębiorstwem socjalistycznym. Opinia Polskiego Towarzystwa Historii Techniki o tym opracowaniu jest ostatnim jego załącznikiem.Opis jest dostępny przez Internet, w Bibliotece Cyfrowej Politechniki Warszawskiej, wpisując do wyszukiwarki autora: Władysław Bujwid albo pod adresem: http://bcpw.bg.pw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=2542

W socjalistycznych przedsiębiorstwach powstał ruch społeczny Solidarność, zwalczający autorytarną władzę jednej partii oraz zależność od Związku Radzieckiego, protestami i strajkami rujnującymi gospodarkę i stosunki z sąsiednimi krajami. Hasłem było: Socjalizm tak, wypaczenia nie! Do Solidarności dołączyły środowiska intelektualne, szczególnie przeciwne cenzurze i represjonowaniu opozycji. Wymuszone przez Solidarność podwyżki płac, przy osłabianej gospodarce, doprowadziły do pustych półek w sklepach i rozwoju spekulacji, nie legalnego wolnego rynku. Stan wojenny przerwał działanie Solidarności, ale w 1989 roku, władza i Solidarność porozumiały się przy „okrągłym stole”. Władzę przejęła Solidarność. Po 1989 r. ustrój w Polsce został przekształcony na demokratyczny kapitalizm. Demokratyczną władzę bez planowania i kapitalizm z gospodarką rynkową. Wprowadzenie kapitalizmu nie było zgodne z intencjami Solidarności i porozumieniem przy „okrągłym stole”.
Po 2015 roku PIS przekształcił ustrój na autorytarny kapitalizm. Autorytarną władzę jednej partii, bez planowania i kapitalizm z gospodarką rynkową. Stosuje szeroko preferowanie i dyskryminację wybranych grup społecznych oraz działania niezgodne z Konstytucją i umowami z Unią Europejską.

Obecnie jest czas na wprowadzenie w Polsce demokratycznego socjalizmu. Demokratycznej władzy, planowania działań organizacji państwowych i samorządowych oraz społecznej gospodarki rynkowej, w celu coraz lepszego zaspokajania potrzeb społecznych. Można wykorzystać dotychczasowe, dobre doświadczenia z planowaniem, demokratycznym zarządzaniem organizacjami i wolnym rynkiem oraz z Nauką, a eliminować złe doświadczenia z autorytarnym zarządzaniem przez partie rządzące i właścicieli oraz preferowanie i dyskryminację wybranych grup społecznych, a także, działania niezgodne z prawem.
Lewica może zobowiązać się do takiego działania na najbliższym Kongresie Lewicy, planowanym w jesieni br., o czym pisałem w moim poprzednim liście z dnia 2020-08-01, na temat: Demokratyczny socjalizm i Kongres Lewicy.

Głównym elementem Uchwał Kongresu powinna być Polityka Lewicy, komunikatywna, przekonywująca i krótka, możliwa do zapamiętania przez każdego członka organizacji lewicowych i każdego wyborcę. Każdy działacz lewicowy wypowiadający się publicznie, powinien umieć przedstawić Politykę Lewicy, w sposób komunikatywny i przekonywujący, tak, żeby utrwalać ją w świadomości społecznej i uzasadnić jej zgodność z powszechnymi potrzebami społecznymi.

Oto główne tezy programowe:

Lewica będzie dążyć do przemiany niesprawiedliwego, autorytarnego kapitalizmu, na sprawiedliwy, demokratyczny socjalizm, a w tym: demokratyczną władzę, społeczną gospodarkę rynkową i planowanie działań organizacji państwowych i samorządowych, które zapewnią godne życie wszystkich obywateli polskich i coraz lepsze zaspokajanie ich powszechnych potrzeb:

Wolność od wszelkich dyskryminacji, wyzysku, bezrobocia, nędzy i bezdomności.

Sprawiedliwy, powszechny dostęp do: godnej i bezpiecznej pracy, mieszkania, nauki, opieki zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości, kultury i wypoczynku oraz świadczeń społecznych dla ludzi niezdolnych do pracy.
System, który zapewni, że w każdym obszarze i na każdym szczeblu kierować działaniami będą ludzie o możliwie najwyższych kwalifikacjach, etyce i zaangażowaniu, w coraz lepsze zaspokajanie potrzeb społecznych, na powierzonym obszarze działania. To kierownicy kierują działaniami pracowników, którzy wykonują i doskonalą wyroby i usługi, służące do coraz lepszego zaspokajania bardzo różnorodnych potrzeb ludzi.

Polityka lewicy będzie busolą każdego działacza lewicowego i każdej organizacji lewicowej, która wskaże im kierunek na oceanie różnorodności ich działań społecznych i planów. Wspólna polityka organizacji lewicowych, powszechnie znana i akceptowana przez nie, daje szanse ich skutecznego współdziałania, w celu jej realizacji. Każda organizacja lewicowa będzie mogła określić własne cele i plany działania, oparte o wspólną politykę.
Projekt Uchwał Kongresu, w tym Polityki Lewicy, powinien być przedmiotem szerokiej debaty na forum internetowym, w kręgach lewicowych, pracowniczych i naukowych, zmierzającej do sformułowania i uzgodnienia treści Uchwał Kongresu, przed rozpoczęciem Kongresu.
Projekt Uchwał Kongresu określających politykę i formy współpracy organizacji lewicowych oraz co i kto powinien robić, w celu realizacji Uchwał Kongresu, opisałem na str. 38, w opracowaniu pod tytułem: Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego, szeroko udostępnionym w kręgach kierownictw Lewicy, ZZ i Nauki od 2016 roku, a 2 wydanie od 2018 roku. Adres internetowy: http://klubwmpg.pomorskie.pl/dokumenty/bujwidds.pdf

Opracowanie to zawiera także wizję udoskonalonego systemu społeczno gospodarczego – projekt społecznej gospodarki rynkowej oraz działania Lewicy potrzebne do jej wprowadzenia w Polsce.

Pozdrawiam i życzę sukcesów.

List otwarty: Demokratyczny socjalizm i kongres Lewicy

Lewica w czasie kampanii prezydenckiej nie wiele różniła się od partii nie lewicowych. Zaledwie ok. 2 proc. wyborców dostrzegło i poparło te różnice. Jeżeli nie zmieni swojego postępowania, to komu będzie potrzebna? Może znowu nie wejść do parlamentu.

Każdy człowiek ma potrzeby i jest konsumentem zasobów naturalnych oraz wyrobów, w tym usług, wytwarzanych przez pracowników w organizacjach państwowych, samorządowych i prywatnych, które służą do zaspokajania jego potrzeb. Jeżeli nie może zaspokoić swoich potrzeb, to szuka partnerów, którzy przekonają go, że zaspokoją, lub pomogą mu zaspokoić, jego potrzeby. W wyborach popiera takich kandydatów do władz.

Lewica może uzyskać powszechne poparcie społeczne, jeżeli przekona społeczeństwo, że zapewni coraz lepsze zaspakajanie powszechnych potrzeb społecznych oraz bezpieczne i godne warunki życia i pracy wszystkich obywateli polskich.

Powszechne potrzeby społeczne to:

1 Wolność od wszelkich dyskryminacji, wyzysku, bezrobocia, nędzy i bezdomności.

2 Sprawiedliwy, powszechny dostęp do: godnej i bezpiecznej pracy, mieszkania, nauki, opieki zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości, kultury i wypoczynku oraz świadczeń społecznych dla ludzi niezdolnych do pracy.

3 Kierowanie działaniami w każdym obszarze i na każdym szczeblu zarządzania przez ludzi o możliwie najwyższych kwalifikacjach, etyce i zaangażowaniu, zobowiązanych do doskonalenia i rozwoju kierowanego obszaru, zgodnie z potrzebami społecznymi.

Mamy obecnie ustrój kapitalistyczny, autorytarny. Występują plagi społeczne: dyskryminacja, wyzysk, bezrobocie, nędza i bezdomność oraz wielka rozpiętość dochodów różnych grup społecznych.

Organizacje zaspokajające potrzeby społeczne są zarządzane autorytarnie przez kierownictwa działające w interesie organów, które je powołały. W organizacjach państwowych i samorządowych powołują kierownictwa partie rządzące, a w prywatnych – właściciele. Zaspokajanie potrzeb społecznych i warunki pracy pracowników w takich organizacjach schodzą na dalszy plan.

Partie rządzące i właściciele, według swego uznania, zawłaszczają i dysponują dochodami wypracowanymi przez pracowników w systemie społeczno gospodarczym.

Lewica akceptuje ten ustrój i nie zgłasza zamiaru jego zmiany, czym nie różni się od innych partii.

Społeczeństwu potrzebna jest partia, która dokona przemiany autorytarnego kapitalizmu na demokratyczny socjalizm, który zapewni coraz lepsze zaspakajanie powszechnych potrzeb społecznych oraz bezpieczne i godne warunki życia i pracy wszystkich obywateli polskich.

Lewica może zobowiązać się do takiego działania na najbliższym Kongresie Lewicy, planowanym w jesieni br. Formą tego zobowiązania może być Umowa – porozumienie lewicowych organizacji pozarządowych, uczestniczących w Kongresie, uchwalona przez Kongres i podpisana przez Przewodniczących, lub innych upoważnionych Przedstawicieli organizacji, które zobowiążą się do respektowania i uczestniczenia w realizacji tej Umowy – Uchwał Kongresu.

Projekt Uchwał Kongresu określających politykę i formy współpracy organizacji lewicowych oraz co i kto powinien robić, w celu realizacji Uchwał Kongresu, opisałem na str. 38, w opracowaniu pod tytułem: Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego, szeroko udostępnionym w kręgach kierownictw Lewicy, ZZ i Nauki od 2016 roku, a 2 wydanie od 2018 roku, które ponownie załączam. Adres internetowy:

http://klubwmpg.pomorskie.pl/dokumenty/bujwidds.pdf

Opracowanie to zawiera także wizję udoskonalonego systemu społeczno gospodarczego – projekt społecznej gospodarki rynkowej oraz działania Lewicy potrzebne do jej wprowadzenia w Polsce.

Społeczna gospodarka rynkowa to twórcza współpraca grup społecznych, kompromisy i pokój oraz demokratyczne zarządzanie organizacjami i ciągłe ich doskonalenie, a także, planowanie działań w organizacjach państwowych i samorządowych, zapewniających zaspakajanie powszechnych potrzeb społecznych indywidualnych i zbiorowych. Taka gospodarka zapewni obywatelom coraz lepsze zaspokajanie ich ważnych potrzeb i godne życie. Będzie to współczesny, demokratyczny socjalizm, który zastąpi autorytarny kapitalizm.

Opracowanie to można wykorzystać, jako materiał wprowadzający do szerokiej debaty na forum internetowym, w kręgach lewicowych, pracowniczych i naukowych, zmierzającej do sformułowania i uzgodnienia treści Umowy – Uchwał Kongresu, przed rozpoczęciem Kongresu. Debata taka pozwoli zainteresowanym organizacjom rozważyć i zdecydować o swoim udziale w Kongresie oraz w formułowaniu jego Uchwał.

Pozdrawiam i życzę szybkiego zorganizowania debaty na forum internetowym oraz sukcesów.

Władysław Bujwid

PS.

Przykładem polskiego doświadczenia demokratycznego zarządzania organizacją od 1957 roku, może być opis działania społeczno-gospodarczego w latach 1940-1989 przedsiębiorstwa polskiego, intensywnie doskonalonego i rozwijanego, od małego warsztatu w prywatnej willi do największej i najnowocześniejszej fabryki sprzętu medycznego w Polsce, na poziomie dorównującym najbardziej rozwiniętym krajom. Jest on dostępny przez Internet, w Bibliotece Cyfrowej Politechniki Warszawskiej, wpisując do wyszukiwarki autora: Władysław Bujwid albo pod adresem: http://bcpw.bg.pw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=2542

30 lat temu

27 – 30 stycznia 1990 r. w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki obradował kongres założycielski nowej partii lewicowej, wyłaniającej się z rozwiązanej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Miałem honor uczestniczyć w tym ważnym dla Polski wydarzeniu.

Po długich dyskusjach przyjęliśmy nazwę Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP). Utworzenie struktur tej partii w całym kraju było niewątpliwie największym procesem transformacji ideowej polskiej lewicy w XX wieku. Procesem trudnym, długim, ale skutecznym.
W naszej kulturze przyjęte jest celebrowanie okrągłych rocznic ważnych wydarzeń. To również nie powinno zostać zapomniane – tym bardziej, że następca i spadkobierca SdRP w zamieszczonym na swojej oficjalnej stronie internetowej dokumencie „Niezbędnik historyczny lewicy” nie zauważa w ogóle istnienia takiej formacji. Powstanie i losy SdRP stanowią źródło wielu różnych refleksji.

Niesłusznie bito w lewicę

Stosunek do SdRP jest surowym, ale rzetelnym weryfikatorem wszelkiego rodzaju sloganów, deklaracji o polityce historycznej lewicy, o obronie osiągnięć Polski Ludowej i ludzi, których były dziełem. Prawica oraz postsolidarnościowa lewica szybko obłożyły nową partię swoistą anatemą, czyniąc z niej organizację ponoszącą odpowiedzialność za zbrodnie reżimu stalinowskiego i wszelkie zło okresu Polski Ludowej. Pomimo wielokrotnych publicznych przeprosin głoszonych w imieniu partii przez jej przewodniczącego Aleksandra Kwaśniewskiego, który nota bene przyszedł na świat po śmierci radzieckiego satrapy, szybko zdobyła popularność teza, że „SdRP mniej wolno”. Teza wygłoszona z trybuny sejmowej ochoczo podjęta została przez media dając sygnał, że owszem, mamy już demokrację, ale nie dla wszystkich. Skutki tego fatalnego błędu elit, które w 1989 r. przejęły odpowiedzialność za Polskę dramatycznie wręcz odczuwamy dzisiaj, kiedy z tej wyśnionej demokracji zostały już strzępy, kiedy demokrację pozbawiono jej jądra, to jest woli większości, by jej bronić. Kiedy pozbawiono demokrację jej istoty, to jest poszanowania dla mniejszość, zwulgaryzowano procedury demokratyczne do zasad: zwycięzca bierze wszystko i zwycięzcy nikt nie sądzi.

Partia powstała z debaty

Wbrew utartemu przez mainstream poglądowi powstanie SdRP nie było aktem „przemalowania”. W istocie było finałem wewnątrzpartyjnych dyskusjach, jakie w PZPR toczyły się zawsze, w różnych formach, które, po tragicznych wydarzeniach 1970 roku, przybrały formę tak zwanych „poziomek”, czyli poziomych porozumień i spotkań dyskusyjnych organizacji partyjnych poza oficjalną pragmatyką. Spotkania i struktury poziome uaktywniły się w momencie zalegalizowania NSZZ „Solidarność”, które było oczywiście przełomowym wydarzeniem dla polskiej sceny politycznej. Jako przedstawiciel Komitetu Uczelnianego PZPR Politechniki Wrocławskiej uczestniczyłem w spotkaniach dwóch takich struktur: akademickiej i akademicko-przemysłowej. To były niezapomniane spotkania, między innymi na SGH w Warszawie czy w Hucie Miedzi Głogów, spotkania otwarte dla wszystkich, przesiąknięte głęboką troską o Polskę. I trzeba jasno powiedzieć: idea podzielenia się władzą, zasada tyle socjalizmu ile akceptacji w demokratycznych wyborach wcale nie była dominującą. Tym większy szacunek należy się Mieczysławowi Rakowskiemu, który podjął się dzieła gruntownych reform systemu politycznego i gospodarczego Polski. To z tych ruchów poziomych wyłoniły się główne postaci Kongresu Założycielskiego SdRP.

Entuzjazm był wielki

Tylko niewielka część członków PZPR wstąpiła do nowej partii – z pewnością, z różnych względów, nie wszyscy ci, którzy popierali ustrojowe przemiany. Ale też wstąpienie było aktem indywidualnym, aktem deklaracji poparcia dla demokratycznych zmian i ustroju kraju. Do SdRP wstępowali też ludzie młodzi – pracownicy, studenci. Szybko we Wrocławiu powstała młodzieżowa organizacja: Socjaldemokratyczna Frakcja Młodych, która wnet stała się organizacją ogólnokrajową. Atmosfera tych pionierskich lat była wspaniała. Nikt nie liczył czasu ani wysiłku. Organizowaliśmy kampanie wyborcze, demonstracje – w tym pierwszomajowe, wydawaliśmy ulotki, broszury, gazetki. Rada Wojewódzka wydawała miesięcznik TAMA, który w nakładzie 3000 – 6000 egzemplarzy rozchodził się w województwie i poza nim. Młodzi wydawali swoją BIBUŁĘ. Właśnie ci ludzie przyjęli „na klatę” wściekłe, bezpardonowe ataki postsolidarnościowych „zwycięzców”.
Dziś, gdy postsolidarnościowe elity doprowadziły do krytycznego kryzysu demokracji w Polsce, kiedy odradzają system autorytarny, członkowie-założyciele SdRP mogliby czuć się oszukanymi – przecież nie oto chodziło! Ale tak z pewnością nie jest. Demokracja w Polsce wymaga dzisiaj obrony i jestem pewien, że członkowie – założyciele stoją po właściwej stronie. Dziś nie można w wiarygodny sposób kreować się na obrońcę dorobku Polski Ludowej bez docenienia wysiłków tych liderów PZPR, którzy do transformacji doprowadzili, jak również wysiłku tysięcy ludzi polskiej lewicy, którzy nową, socjaldemokratyczną partię tworzyli.

Pamiętajmy i patrzmy w przyszłość

Niedawna zaproponowałem w Internecie utworzenie Grupy „SdRP 001”, zrzeszającej członków-założycieli, noszących legitymacje o jednakowym numerze 001. O przyjęcie do grupy zaczęli wnosić również koledzy, którzy wprawdzie nie byli delegatami na Kongres, ale którzy czynnie angażowali się w tworzenie struktur nowej partii w 1990 r. Swoją prośbę o członkostwo grupy jeden z kolegów, wówczas młody student, dzisiaj uznany autorytet naukowy, prośbę swoją uzasadnia tym, że jego zdaniem „SdRP była jedyną, prawdziwą organizacją lewicową lat 90-tych”. 30-ta rocznica utworzenia SdRP powinna być okazją nie tylko do przypomnienia samego Kongresu, ale i do przypomnienia tych trudnych, pionierskich dla nowej polskiej lewicy lat. Proponuję, aby Sojusz Lewicy Demokratycznej zorganizował w najbliższym możliwym terminie ogólnopolskie seminarium poświęcone powstaniu Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej, by zaprosić na nie zarówno członków – założyciel partii, oraz tych, którzy w jej tworzenie czynnie się zaangażowali. Z pewnością nie będzie takie seminarium spotkaniem nostalgicznym. My, członkowie-założyciele SdRP zawsze patrzymy w przyszłość.

Socjaldemokracja RP – refleksje na trzydziestolecie

Niespełna dziesięcioletni okres działania SdRP zapisał się w historii polskiej lewicy jako okres trudnej, ale owocnej walki o odrodzenie, by wartości demokratycznego socjalizmu nie zostały pogrzebane i by w nowych warunkach suwerennego, demokratycznego państwa lewica odegrać mogła znaczącą rolę.

Mija właśnie trzydzieści lat od dnia, gdy w Sali Kongresowej warszawskiego Pałacu Kultury delegaci na ostatni (XI) zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej powołali do życia nową partię polskiej lewicy: Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP).Wiele zmieniło się od tamtego stycznia 1990 roku – w świecie, w Polsce, na lewicy. Pokolenie, które tworzyło SdRP, ustępuje dziś miejsca nowemu, urodzonemu lub co najmniej wychowanemu już w nowych warunkach. Temu normalnemu procesowi towarzyszyć jednak powinna refleksja nad przebytą drogą, ważna nie tylko ze względów sentymentalnych, ale także – a raczej przede wszystkim – z uwagi na nauki, które płyną z przeszłości.
Wracam do wydarzeń sprzed trzydziestu lat jako jeden z uczestników ostatniego zjazdu PZPR, założycieli nowej partii lewicy i jako członek jej władz naczelnych przez cały okres istnienia SdRP. Jest to więc obraz subiektywny, choć mam nadzieję, że osobisty aspekt tych refleksji nie zaciąży na ich obiektywizmie.

Skąd przyszliśmy?

Socjaldemokracja RP powstała z woli większości delegatów na ostatni zjazd PZPR, była więc – czego nigdy się nie wypieraliśmy – tamtej partii kontynuacją. Nie była to jednak kontynuacja mechaniczna, zwykła zmiana szyldu. Choć nową partię lewicy zakładali działacze dawnej PZPR, to jednak była to partia nowa: tak pod względem organizacyjnym, jak i programowym. Wyrastała z tego, co w PZPR było najbardziej wartościowe: z nurtu reformatorskiego, który w PZPR nigdy nie był nurtem dominującym, ale trwał przez cały okres jej istnienia a w momentach wielkich przełomów (1956, 1980-81, 1989) odgrywał znaczącą rolę. Nurt reformatorski w PZPR był bez porównania silniejszy i trwalszy niż podobne nurty w innych partiach ówczesnego bloku państw socjalistycznych. Tam, jeśli w ogóle istniały, były przejściowymi efemerydami (np. w Czechosłowacji w połowie lat sześćdziesiątych). Wyjątkiem – ale bardzo ważnym – było pojawienie się silnej grupy reformatorskiej w kierownictwie KPZR, ale nastąpiło to dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, gdy Michaił Gorbaczow umocnił swą pozycję.

W PZPR reformatorskie skrzydło było bez porównania silniejsze i miało znacznie dłuższą historię, na co złożyły się trzy okoliczności. Pierwszą była pozycja byłych socjalistów, którzy po wojnie odtworzyli Polską Partię Socjalistyczną, a po wymuszonym zjednoczeniu obu partii robotniczych w 1948 r. zachowali stosunkowo znaczne wpływy. Józef Cyrankiewicz, Oskar Lange, Stanisław Szwalbe, Adam Rapacki, Julian Hochfeld, Henryk Jabłoński – to bardzo ważni politycy tamtego okresu, który kierowali się tym, co jeden z nich (Hochfeld) nazwał „socjalistycznym realizmem” a co oznaczało uporczywe działanie na rzecz takiej polityki, która respektując warunki pojałtańskie zmierzałaby do uczynienia „polskiej drogi do socjalizmu” możliwie bliską humanistycznym ideałom. Wpływy tej grupy poważnie wzrosły po śmierci Stalina i podjęciu w ZSRR próby częściowej rewizji stalinowskiego modelu dyktatury. Ludzie ci wchodzili w życie polityczne przed wojną. W Polsce Ludowej mieli swych uczniów i następców w młodszym – moim – pokoleniu. Dla mnie na przykład najważniejszym politycznym nauczycielem był Julian Hochfeld. Ta rola dawnych socjalistów powodowała, że ich wpływ na klimat polityczny w PZPR przetrwał zmianę pokoleniową.

Drugą grupą reformatorów byli pragmatycznie i patriotycznie nastawieni działacze nieco młodszego pokolenia – tego, którego działalność polityczna zaczęła się w latach wojny. To pokolenie nazwałbym – z uwagi na najwybitniejszego jego przedstawiciela – pokoleniem Jaruzelskiego. On sam i wielu mu podobnych doszło do akceptacji Polski Ludowej nie w wyniku olśnienia ideologiczną wizją komunistycznej Arkadii, lecz w konsekwencji przemyślenia nauk płynących dla Polski z wielkiej wojny, która dla tego pokolenia była najważniejszym, formacyjnym wydarzeniem historycznym.
Trzecią wreszcie formacją reformatorów byli pragmatycznie nastawieni partyjni inteligenci, bardzo liczni w środowiskach ekonomicznych i technicznych, dla których bardziej od ideologii liczyły się realia, zwłaszcza gospodarcze. Te zaś skłaniały do rewidowania ideologicznych dogmatów. Nieformalnym organem tego środowiska stała się „Polityka”. Na rzecz nurtu reformatorskiego działały przemiany pokoleniowe. Już pod koniec lat sześćdziesiątych wyraźnie zarysowała się tendencja do pokoleniowej „zmiany warty” w kierownictwie PZPR. W pełni dokonała się ona czasie „gierkowskiej dekady”.

Nurt reformatorski miał swoje dobre i złe okresy. Jego wielkim sukcesem był rok 1956 – „Polski Październik”, nie bez racji uznany w świecie za najdalej idące i najbardziej udane uderzenie w stalinowską ortodoksję. Dwanaście lat później siły autorytarne wykorzystując hasła antysemickie i „antyrewizjonistyczne” podjęły szkodliwą dla Polski próbę odwetu, ale ich sukces okazał się krótkotrwały. W latach 70. polityka prowadzona przez PZPR była niekonsekwentną próba godzenia pewnych postulatów reformatorskich z konserwatywnym trzymaniem się coraz bardziej przestarzałych mechanizmów rządzenia. Kryzys sierpniowy 1980 r. ponownie otworzył reformatorom drogę do większego niż wcześniej wpływu na politykę PZPR, co wyrażało się w naszym uporczywym dążeniu do porozumienia narodowego na gruncie kompromisowo wypracowanej koncepcji demokratyzacji systemu politycznego, ale wymuszony rosnącą polaryzacją i zagrożeniem zewnętrznym stan wojenny proces ten przyhamował.

Reformatorzy nie złożyli jednak broni. Byli zaciekle atakowani przez polskich a także radzieckich neostalinowców, ale ich wpływ na kierunek polityki PZPR rósł – zwłaszcza w drugiej połowie lat 80., gdy zmiana klimatu na Kremlu pozbawiła skrzydło autorytarne ważnego poparcia zewnętrznego. Zaryzykuję tezę, że bez silnego skrzydła reformatorskiego w PZPR i bez udzielenia temu skrzydłu poparcia przez Wojciecha Jaruzelskiego nie byłoby polskiego „okrągłego stołu” i negocjowanego przejścia do demokracji parlamentarnej.

W procesie tego przejścia ujawnił się jednak ważny w skutkach paradoks. Skrzydło reformatorskie dominowało już wtedy w kierownictwie PZPR, ale nie na średnich szczeblach aparatu partyjnego. Większość komitetów wojewódzkich, w tym tak ważne jak warszawski i krakowski prowadziły politykę marginalizowania reformatorów, w tym także w procesie wysuwania kandydatur do Sejmu i Senatu w wyborach czerwcowych 1989 roku.

Wnioski z wyborów czerwcowych

Wyniki tych wyborów skrzydło reformatorskie przyjęło jako wyzwanie do podjęcia na nowo walki o kształt politycznej reprezentacji lewicy. Późną wiosną i latem 1989 w różnych częściach kraju rodziły się inicjatywy zmierzające do zasadniczej przebudowy PZPR. Najgłośniejszą z nich była 8 lipca 1989 r. na Uniwersytecie Warszawskim konferencja przedstawicieli kilkunastu organizacji partyjnych z całego kraju poświęcona przyszłości partii. O znaczeniu tej konferencji świadczyła obecność członka Biura Politycznego PZPR profesora Janusza Reykowskiego i ministra-przewodniczącego Komitetu Politycznego Rady Ministrów Aleksandra Kwaśniewskiego, a także opublikowanie przez „Życie Partii” (w numerze z 26 lipca 1989) mojego programowego referatu, który stanowił podstawę dyskusji i podjętych na konferencji decyzji.

Konferencja 8 lipca dała początek trwałej strukturze, nazwanej „Ruchem 8 lipca”, na czele której stał komitet pod przewodnictwem Leszka Jaśkiewicza, pierwszego sekretarza PZPR na Uniwersytecie Warszawskim. Była to jedyna w historii PZPR zorganizowana frakcja reformatorska, a jej znaczenie rosło w wyniku włączenia się w jej prace kilku polityków centralnego szczebla, w tym zwłaszcza Aleksandra Kwaśniewskiego.
W samym „Ruchu 8 lipca” ścierały się koncepcje radykalna i umiarkowana. Radykałowie domagali się natychmiastowego opuszczenia PZPR i budowania od zera nowej partii, ale zwyciężył pogląd umiarkowanych, że należy walczyć o oblicze i przyszłość głównej partii lewicy na jej zjeździe, którego przyśpieszenie było jednym z naszych głównych postulatów.
Po objęciu przez Mieczysława Rakowskiego stanowiska Pierwszego Sekretarza KC PZPR przeprowadził on dwie ważne dla przyszłości lewicy decyzje: o zwołaniu XI zjazdu partii na koniec stycznia 1990 r. i o w pełni demokratycznej ordynacji wyborczej, na podstawie której delegaci na zjazd. Po raz pierwszy (i, jak dotąd, jedyny) wybierani byli bezpośrednio przez członków partii w głosowaniu większościowym przeprowadzanym w okręgach wyborczych. Konsekwencją tej drugiej decyzji było to, że delegaci na zjazd nie zawdzięczali mandatów ustaleniom kierownictw komitetów wojewódzkich. Miało to dla reformatorów znaczenie przełomowe. Liczni reformatorzy weszli do Komisji Zjazdowej, w ramach której Aleksander Kwaśniewski przewodniczył bardzo ważnemu zespołowi statutowemu.
W przeprowadzonych w połowie grudnia kilkudniowych wyborach delegatów wszyscy poza jednym (Kazimierzem Kikiem) kandydaci Ruchu 8 lipca zdobyli mandaty, stając się znaczącą – choć mniejszościową – siłą na rozpoczętym 27 stycznia 1990 ostatnim zjeździe PZPR. W dniu otwarcia zjazdu przypinaliśmy sobie znaczki z napisem „Blok Socjaldemokratyczny”. Wkrótce okazało się, że plakietki te pobierają także delegaci spoza Ruchu 8 lipca, co spowodowało, że na zjeździe uformowała się licząca około trzystu osób frakcja socjaldemokratyczna.Natrafiła ona jednak na bardzo poważny problem. Dwa dni przed zjazdem klub poselski PZPR opowiedział się za powstaniem odrębnej partii z wicemarszałkiem Sejmu Tadeuszem Fiszbachem na czele. Ten były pierwszy sekretarz gdańskiego komitetu wojewódzkiego (zdymisjonowany z tego stanowiska po wprowadzeniu stanu wojennego) był wówczas postrzegany – także przeze mnie -jako jeden z czołowych reformatorów. Ponosiła go jednak ambicja, którą wykorzystywali inni. Fiszbach widział siebie w roli przywódcy nowej partii, w czym umacniał go – wciąż mający duże wpływy – Marian Orzechowski, w tym czasie członek Biura Politycznego i przewodniczący klubu poselskiego. Natomiast na przedzjazdowych spotkaniach delegatów zdecydowanie największe poparcie zyskiwała kandydatura Aleksandra Kwaśniewskiego, za którym opowiedział się także ustępujący Pierwszy Sekretarz Mieczysław Rakowski.

Narodziny Socjaldemokracji RP

Otwarcie zjazdu odbywało się uroczyście, w obecności prezydenta Jaruzelskiego i licznej grupy weteranów ruchu robotniczego, ale przy akompaniamencie burzliwych demonstracji ulicznych organizowanych przez prawicowych ultrasów. Tworzyło to bojowy klimat, w sumie korzystny dla krystalizacji stanowiska lewicy.

W pierwszym dniu obrad stało się jasne, że grupa Fiszbacha nie ma zamiaru uczestniczyć w tworzeniu nowej partii. Następnego dnia opuściła ona salę obrad i spotkała się w „Sali Warszawskiej”. Grupa ta liczyła około 200 osób, w tym ok. 40 posłów i posłanek. Wbrew apelom Kwaśniewskiego zdecydowali oni o utworzeniu Polskiej Unii Socjaldemokratycznej, która jednak okazała się efemerydą. Pod koniec roku rozpadła się na tle rozbieżności w sprawie poparcia dla kandydatury Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich. W dyskusji po referacie Rakowskiego wyraźnie dominowali delegaci ze skrzydła socjaldemokratycznego, ale zabrzmiały także glosy kilku przedstawicieli zdecydowanie przeciwstawiających się opcji socjaldemokratycznej w imię zachowania, jak twierdzili, marksistowsko-leninowskiego charakteru partii. Stali już jednak na przegranych pozycjach.

Przed północą 27 stycznia zarządzono przerwę w obradach zjazdu i ukonstytuował się kongres założycielski nowej partii. Mandaty na kongres przyjęło 1533 delegatów, którzy tym samym mieli stać się założycielami nowej partii. Część z nich nie skorzystała jednak z tej możliwości i już w czasie obrad kongresu wycofała się z tej inicjatywy. Dla sporej (ale stanowiącej mniejszość) części nie do zaakceptowania było to, że nowa partia miała mieć oblicze socjaldemokratyczne a więc nawiązujące do tego nurtu ruchu robotniczego, który przez dziesięciolecia zwalczany był przez komunistów jako „rewizjonistyczny”.

Kształt ideowy nowej partii określony został w kolejnych głosowaniach przeprowadzonych następnego dnia. Uchwalony został statut nowej partii (1402 głosy „za”, 6 przeciw, 37 wstrzymujących się) i deklarację programową (1106 za, 60 przeciw, 82 wstrzymujących się). Na niespełna godzinę przed północą uchwalona została nazwa nowej partii (1129 głosów za, 81 przeciw i 36 na nazwą „Socjaldemokratyczna Partia Polski”). Ten moment narodzin nowej partii uczciliśmy odśpiewaniem hymnu państwowego i „sto lat”.

Parę minut po północy wznowił obrady ostatni zjazd PZPR i o godzinie 1.30 przyjął uchwałę o zakończeniu działalności PZPR, za czym głosowało 1228 delegatów (przeciw było 32, wstrzymało się 37). Warto zapamiętać te liczby, gdyż sygnalizowały one ważne i niekorzystne zjawisko: odsuwanie się sporej części aktywistów od działalności partyjnej. W ostatnim glosowaniu XI zjazdu nie wzięło udziału około 300 delegatów, którzy wcześniej opuścili obrady. Tylko część z nich wstąpiła do Unii Socjaldemokratycznej; inni wycofali się z polityki.

Po przerwie nocnej wznowiono obrady 29 stycznia. W bezpośrednich wyborach Kongres SdRP wybrał przewodniczącego i sekretarza generalnego. Obaj – Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller – mieli rywali, ale ich wybór dokonał się ogromną większością głosów (Kwaśniewski otrzymał 1049 głosy na 1170 głosów ważnych, Miller – 926 na 1159 głosów ważnych). Wybierając obu bezpośrednio Kongres wprowadził raczej kontrowersyjny układ, w którym byli oni równorzędnymi przywódcami partii. Nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy z potencjalnie niekorzystnych skutków tego rozwiązania. Początkowo zresztą obaj przywódcy znakomicie się uzupełniali. Kwaśniewski przyciągał przede wszystkim młodych działaczy ze środowisk akademickich i z dawnego ruchu studenckiego, a Miller – tych działaczy PZPR, dla których kontynuacja działalności lewicowej partii była podstawową wartością.

Po wybraniu obu przywódców kongres dokonał wyboru Rady Naczelnej. Wśród 150 jej członków 49 było wyłanianych przez delegacje wojewódzkie, pozostałych wybrał kongres na podstawie liczby uzyskanych głosów. Aleksander Kwaśniewski zgłosił listę swoich sześćdziesięciu kandydatów; wszyscy oni zostali wybrani, choć bardzo zróżnicowanymi liczbami głosów. W wyborach Rady Naczelnej oddano 1186 głosów, co wskazywało na dość znaczny odpływ delegatów, a tym samym kurczenie się liczby członków-założycieli. Wśród osób, które wycofały się z budowania nowej partii byli niemal wszyscy członkowie ostatniego Biura Politycznego i Sekretariatu PZPR; wyjątkami pod tym względem byli Leszek Miller i Sławomir Wiatr, a także – choć nie kandydował do władz SdRP – Mieczysław Rakowski. Przez pewien czas wydawało się, że rozczarowani socjaldemokratycznym obliczem nowej partii działacze stworzą inną partię – „na lewo od SdRP”, ale nic takiego – przynajmniej na poważniejszą skalę – nie nastąpiło.
Początki działalności SdRP były bardzo trudne. Partia została zaatakowana przez Lecha Wałęsę, który w wystąpieniu telewizyjnym 1 lutego groził nam procesami. Widać było, jak bardzo zabolało go fiasko próby zbudowania (pod kierownictwem Fiszbacha) wasalnej wobec niego, ale deklarującej swą lewicowość, partii. Dość powszechne były wypowiedzi przewidujące niepowodzenie SdRP. Nie było to bezpodstawne. Początki budowania SdRP były rozczarowujące. Z około miliona członków PZPR, którzy wzięli udział w wyborach na jej ostatni zjazd, do SdRP wstąpiło jedynie około pięćdziesięciu tysięcy.

Zjawisko to było zrozumiałe, choć nas wtedy zaskoczyło. W końcowym okresie swego istnienia PZPR była przede wszystkim partią inteligencji, zwłaszcza tej, która zawodowo związana była z aparatem państwa. Zakończenie działalności PZPR pozwoliło tym ludziom przejść na pozycje bezpartyjnych fachowców bez konieczności występowania z partii. Wielu z tych ludzi zachowało lewicowe poglądy i w następnych latach głosowało na lewicę, ale do działalności partyjnej już nie wracało. SdRP budowana była przede wszystkim przez ludzi młodych, najczęściej z wyksztalceniem wyższym i nieproporcjonalnie często związanych z wyższymi uczelniami. Dobrym przykładem pod tym względem był Uniwersytet Warszawski. W Radzie Naczelnej SdRP znalazło się ośmiu pracowników UW, ale do nowej partii wstąpiło zaledwie nieco ponad dwudziestu pracowników UW i ani jeden student. Tym, co przesądziło o późniejszych sukcesach SdRP, była determinacja niewielkiego początkowo grona działaczy, którzy przekonani byli, że w radykalnie zmieniających się warunkach ustrojowych musi być miejsce na ideową, wyznającej socjalistyczne wartości, lewicę.

Przebyta droga

Następne lata to przekraczający nasze najśmielsze oczekiwania marsz SdRP ku wielkim politycznym sukcesom, choć początki zdawały się wróżyć źle. W majowych (1990 r.) wyborach samorządowych – pierwszych w pełni demokratycznych wyborach okresu ustrojowej transformacji – kandydaci SdRP otrzymali około 2 proc. głosów, co źle wróżyło na przyszłość. Ale już jesienią tego roku w wyborach prezydenckich wspólny kandydat SdRP i Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Cimoszewicz otrzymał 9,21 proc. głosów.

Niespełna rok później w wyborach do Sejmu i Senatu stworzony z inicjatywy SdRP, a grupujący także związkowców z OPZZ i przedstawicieli kilku innych ugrupowań lewicowych Sojusz Lewicy Demokratycznej zajął drugie miejsce zdobywając prawie 12 proc. głosów, co dało mu 60 mandatów poselskich i cztery senatorskie. Niespełna dwuletnia kadencja tego Sejmu pokazała, ze odrodzona lewica jest w stanie aktywnie i skutecznie przeciwstawiać się zwartemu (ale tylko w stosunku do niej) blokowi partii wywodzących się z dawnej opozycji antykomunistycznej.
Autorytet lewicy rósł w miarę tego, jak potęgowało się rozczarowanie oboma rządami prawicy (kolejno Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej), które upadały w wyniku uchwalania – także naszymi głosami – wotum nieufności.

Przyśpieszone wybory 1993 roku przyniosły lewicy wielki sukces – ponad dwadzieścia procent głosów i najsilniejszą reprezentację w obu izbach parlamentu (171 mandatów poselskich i 38 senatorskich). Zawiązana po wyborach koalicja SLD i PSL rządziła Polską przez następne cztery lata i był to dla kraju dobry okres wychodzenia z recesji gospodarczej i szybkiej poprawy ekonomicznej, a także otwierania drogi do NATO i do Unii Europejskiej.

Miarą wzrostu pozycji lewicy był wybór Aleksandra Kwaśniewskiego na stanowisko prezydenta RP. Kandydatowi lewicy na ogół nie wróżono powodzenia w rywalizacji z urzędującym prezydentem – ikoną „Solidarności” i laureatem pokojowej nagrody Nobla. Z tego okresu pamiętam, jak bardzo odosobniony bywałem, przewidując jego wygraną.

Pasmo sukcesów

Kolejne wybory parlamentarne (1997 r.), choć przyniosły porażkę rządzącej koalicji dla SLD były sukcesem. Zwiększyliśmy uzyskane poparcie do 27 proc. głosów i gdyby nie wielka przegrana PSL pozostalibyśmy u władzy na kolejne cztery lata. Gdy więc w 1999 r. SdRP – w związku z powstaniem SLD jako nowej partii lewicy – kończyła swą działalność, jej działacze mieli uzasadnione poczucie, ze był to dla lewicy dobry okres. W istocie najlepszy w całej jej powojennej historii.

Późniejsze wzloty i upadki lewicy pozwalają lepiej zrozumieć fenomen SdRP. Na początku istnienia SLD jako nowa (przynajmniej formalnie) partia lewicy miał wyraźne sukcesy: ponowny wybór Aleksandra Kwaśniewskiego (2000) i wielki sukces w wyborach do Sejmu i Senatu (2001). Potem jednak przyszła seria porażek, aż po zupełną klęskę w roku 2015, z konsekwencjami której borykaliśmy się przez następne cztery lata. Dziś, gdy lewica wróciła do parlamentu i wyraźny staje się wzrost jej notowań, warto zdać sobie sprawę ze znaczenia, jakie ma krótka historia SdRP.
Partia ta zaczynała w warunkach tak trudnych, że jej późniejsze sukcesy wydają się niemal cudem. Były one jednak konsekwencją tych cech SdRP, które decydowały o jej tożsamości. Trzy z nich wysuwają się, moim zdaniem, na czoło.

Partia realistów i ideowców

Po pierwsze: była to partia ludzi ideowych. Balast oportunistów, którzy zawsze garną się do partii władzy, odpadł, gdyż w 1990 r. mało kto przewidywał powrót lewicy do władzy w bliskiej przyszłości. To samooczyszczenie się z karierowiczów dawało SdRP siłę, której nie miała PZPR i której zabrakło SLD, gdy w pierwszym okresie swego istnienia partia ta szła od sukcesu do sukcesu.

Po drugie: SdRP była zwartym kolektywem przyjaciół, wolnym od skłonności rozłamowych i od klikowych powiązań. Gdy SLD uginał się pod ciężarem rozłamu i kolejnych odejść dawnych działaczy, nieraz przypominałem sobie tę niezwykłą atmosferę koleżeństwa i wierności, w jakiej działaliśmy w czasach SdRP.

Po trzecie: była to partia zdolna do zaproponowania Polsce realistycznej i atrakcyjnej alternatywy w stosunku do tego, co sobą reprezentowała prawica w jej kilku, wzajemnie skłóconych, wariantach. W gospodarce była to „strategia dla Polski” Grzegorza Kołodki, a w sprawach ustrojowych wypracowany we współpracy z innymi ugrupowaniami projekt nowej konstytucji z jej wyraźnie demokratycznymi treściami i z ciekawie rozwiązanymi kwestiami relacji między prezydentem, rządem i parlamentem. O ideowości tej partii świadczyła między innymi konsekwentna walka o świecki charakter państwa, przeciw restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej i przeciw niekorzystnym postanowieniom zawartego w 1993 roku (przez rząd Hanny Suchockiej) konkordatu. W walce tej nieraz byliśmy osamotnieni (między innymi dlatego, że w tych sprawach nie mogliśmy liczyć na poparcie Polskiego Stronnictwa Ludowego), ale nie odbierało nam to woli walki. Z przykrością muszę stwierdzić, że pod tym względem polityka SLD po dojściu do władzy w 2001 roku była bez porównania mniej konsekwentna, a nawet nacechowana oportunizmem.

Można mi zarzucić, że idealizuję SdRP. Być może moje na nią spojrzenie zabarwia to, że działalność w jej kierownictwie była w moim życiu okresem szczególnie ciekawym i ważnym. Przekonany jednak jestem, że niezależnie od osobistych sentymentów Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej zasłużyła sobie nie tylko na wdzięczną pamięć, ale także na to, by nowe pokolenia polskiej lewicy wyciągały z jej doświadczenia wnioski na przyszłość.

Porozumienie Socjalistów dziś My, socjaliści

Integracja i łączenie sił

politycznych na lewicy jest koniecznością, szczególnie dziś, po doświadczeniach wyborów z roku 2015. Przypomnijmy, że niewejście wówczas koalicji Zjednoczonej Lewicy do Sejmu i Senatu oraz późniejszy, z 2018 roku nienajlepszy wynik koalicji SLD – Lewica Razem w wyborach samorządowych skutkują postępującym procesem dezintegracji i poszukiwaniem formuły dającej szansę wyborczą w przyszłości. Dziś mamy dwa nurty lewicowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego: jeden w ramach Koalicji Europejskiej, gdzie znaleźli się przedstawiciele m.in. Partii SLD oraz drugi Lewica Razem utworzony przez Partię razem i Unię Pracy oraz RSS.

Procesy integracyjne

na polskiej lewicy mają trwały charakter od początku lat 90. Pierwowzorem może być Koalicja Sojusz Lewicy Demokratycznej, który powstał 9 lipca 1991 roku w wyniku inicjatywy działaczy SdRP. Do porozumienia wyborczego przystąpiły wówczas Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP), Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ), kilka stowarzyszeń i organizacje lokalne. Głównymi siłami tworzącymi koalicję spośród nich były SdRP i OPZZ. Pod koniec lipca został zarejestrowany blok wyborczy. Hasło wyborcze koalicji SLD brzmiało: „Tak dalej być nie może”. W wyniku wyborów parlamentarnych koalicja zdobyła blisko 12% poparcia. Uzyskała drugi po Unii Demokratycznej wynik wyborczy. W parlamencie SLD pełnił funkcję ugrupowania antysystemowego i zasiadał w ławach opozycji. Kolejne wyboru w 1993 roku przyniosły Koalicji SLD sukces pozwalający na utworzenie porozumienia i powstanie rządu SLD-PSL.
Można stwierdzić, że Koalicja SLD, która powstała w roku 1991 może być również dziś pierwowzorem porozumienia i skutecznego zorganizowania marszu do Parlamentu. Dała ona bowiem wówczas świeży powiew polskiej polityce otwierając drogę do wejścia do NATO i integracji z Unią Europejską. Dziś w skali krajowej skumulowane problemy mają inną jakość i lewica powinna podejść do nich w sposób odpowiedzialny, uzyskując wpływ na ich rozwiązywanie. Niepowodzenia ostatnich lat wskazują, że formy i metody integracji nie są właściwe do nowych zjawisk polskiej polityki, wskazują też na oderwanie od głównego nurtu aspiracji społecznych.

Poszukiwania

na lewicy idą dziś różnymi torami. Jednak narracja mająca swój rodowód w ideach sprawiedliwości społecznej i demokracji musi stanowić oś polskiej polityki. Trzeba przypomnieć, że
9 marca 2016 roku przedstawiciele Polskiej Partii Socjalistycznej chcąc zapobiec degradacji myśli i praktyki lewicowej wystąpili z inicjatywą zawiązania Porozumienia Socjalistów, którą poparli: Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. E. Gierka, Polska Lewica, Ruch Ludzi Pracy, Pacyfistyczne Stowarzyszenie Wolnej Myśli, Ruch Społeczny „P-P-S”, Stowarzyszenie im. I. Daszyńskiego, Redakcja „Przeglądu Socjalistycznego”, Stowarzyszenie „Weterani Lewicy” oraz Stowarzyszenie „Pokolenia”. W opublikowanej Deklaracji Porozumienia Socjalistów czytamy m.in.:
„My, ludzie polskiej lewicy – socjaliści, świadomi skutków kryzysu globalnego, który zagraża równowadze świata, w jakim żyjemy i zatroskani aktualnym rozwojem wydarzeń w kraju, tworzymy porozumienie postępowych sił polskiej lewicy. Naszym celem jest obrona podstawowych wartości demokratyzujących naszą europejską cywilizację. Są nimi sprawiedliwość społeczna i dobro człowieka…

Współczesny świat

i Polska muszą mieć perspektywę rozwojową jako struktura obywatelska i demokratyczna. Nie da się dalej budować życia opartego na niesprawiedliwości, egoizmie bogatych, braku perspektyw i dominacji rynku nad człowiekiem. Wierzymy, że jest możliwy świat bez wyzysku i nierówności. Socjaliści umiejący odpowiedzieć na problemy współczesności, które przyniosła globalizacja, rewolucyjny postęp w technologii i powstanie nowej formacji – społeczeństwa informacyjnego, potrafią przywrócić ludziom nadzieję…”.

Działania

Porozumienia Socjalistów zmierzają w kierunku integracji polskiej lewicy na płaszczyźnie tradycji i dorobku PPS, idei demokratycznego socjalizmu, budowy społeczeństwa obywatelskiego. Ostatni okres, kiedy lewica nie osiąga sukcesów, każe zastanowić przynajmniej nad przedyskutowaniem przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi 2019 możliwości przyjęcia drogi proponowanej przez socjalistów.
Doświadczenia łączenia przysłowiowej „wody z ogniem”, a więc neoliberalnych wartości z socjaldemokratycznym porządkiem nie przynoszą i nie przyniosą sukcesów. Lewica powinna odrzucić neoliberalne doświadczenie, jako bardzo kosztowny eksperyment ustrojowy i poszukiwać pilnie nowych rozwiązań systemowych.