Świadczenie obywatelskie – oferta dla obywateli, program dla Polski

Poszukiwanie nowych pomysłów na gospodarkę i społeczeństwo, na organizację państwa i odbudowę systemu prawnego zdemolowanego rządami nacjonalistyczno-katolickiej koalicji nie zajmuje dzisiaj szczególnie istotnego miejsca w działaniach partii politycznych tworzących opozycję parlamentarną.

Traci ona jedynie energię wikłana przez rządzących w przepychanki nad tworzonymi przez nich aktami prawnymi , co wobec posiadanej przez nich większości parlamentarnej z góry skazuje na niepowodzenie podejmowane przez opozycję wysiłki.

Dzielący społeczeństwo konflikt cywilizacyjny pomiędzy zwolennikami autorytarnego państwa wyznaniowego i demokratycznego, liberalnego państwa świeckiego w zasadniczy sposób utrudnia poszukiwanie sposobów na rozwiązywanie narastających w kraju problemów, które miałyby szanse na szerszą akceptację niż jedynie przez koalicję rządząca. W tych warunkach nawet dyskusja publiczna nad sprawami kraju nie jest możliwa, gdyż jej potencjalnym uczestnikom z góry przypisuje się zaangażowanie polityczne po jednej ze stron.

Tymczasem realizowana obecnie przez rządzących koncepcja rozwoju gospodarczego polega głównie na intensyfikacji aktywności państwa w sferze inwestycyjnej, w przemyśle, mediach i usługach finansowych. Jednocześnie koncentracja uwagi rządzących na upaństwowieniu podmiotów należących do kapitału zagranicznego budzi poważne wątpliwości co do efektów długofalowych takiej polityki, a niewielkie podwyżki wynagrodzeń minimalnych wobec stałego wzrostu cen w rezultacie pogarszają jedynie sytuację nie tylko drobnych i średnich przedsiębiorców, ale i wszystkich ludzi pracy. Dodatkowo zastąpienie zwiększania poziomu świadczeń publicznych atrakcyjnym dla wielu rodzin programem 500+, dodatkowymi wypłatami emerytur i rent czy nieznacznym podwyższaniem wybranych zasiłków przy braku radykalnego podwyższenia kwoty wolnej od podatku dochodowego pogłębia jedynie chaos finansowy i organizacyjny w rozbudowanym systemie świadczeń emerytalno-rentowych i socjalnych oraz zwiększa koszty jego obsługi. Co więcej, transfery pieniężne dokonywane poza systemem podatkowym , których nie ujmuje się w zeznaniach podatkowych, utrudniają przejrzyste funkcjonowanie systemu podatkowego. Bałagan jaki panuje w systemie zabezpieczeń społecznych ZUS i KRUS, trudności w finansowaniu zobowiązań tych instytucji, stały wzrost kosztów obsługi różnych zakresów uprawnień emerytalnych przewidzianych dla wojska, policji, górników, rolników czy sędziów i prokuratorów jest między innymi wynikiem rozdawnictwa środków pieniężnych mającego generować przychylność części społeczeństwa dla polityki rządzących. Niewątpliwie jest to cena za budowę autorytarnego państwa mającego realizować cel ideologiczny jakim jest budowa narodowego państwa wyznaniowego rządzonego przez nowe elity wywodzące się z obozu rządzącego, które muszą zostać wyposażone w środki materialne gwarantujące odpowiednio silną pozycje ekonomiczną. Podobnie jak pozostający w sojuszu Kościół katolicki, kler i organizacje około kościelne zawsze mogące liczyć na państwowe przysporzenia środków finansowych w zamian za bezwarunkowe poparcie.W związku z tym pogłębianie deficytu finansów publicznych do granic wytrzymałości , lekceważenie i naruszanie prawa, wzrost korupcji i przestępczości wśród rządzących i urzędników państwowych to nieuchronne następstwa takiej polityki . Trzeba dla nich tworzyć regulacje prawne uwalniające od ewentualnej odpowiedzialności karnej w przyszłości. Bankructwo realizowanego przez rządzących modelu państwa staje się coraz bardziej widoczne nie tylko w obliczu rozwijającej się pandemii , niewydolności opieki zdrowotnej, braków sprzętu i wyposażenia szpitali i wykwalifikowanego personelu medycznego kształconego w Polsce głównie na rynki zamożniejszych państw zachodnich, ale i w stałym podwyższaniu różnych form opodatkowania. Krytyka na jaką niewątpliwie zasługują obecne władze nie może jednak zwalniać od poszukiwania rozwiązań, które mogłyby stworzyć alternatywę i spójną, całościową propozycję polityczną, która miałaby szanse stać się rzeczywistą i konkurencyjną ofertą dla społeczeństwa. Powinna one z jednej strony być atrakcyjna i korzystna dla większości społeczeństwa, a z drugiej pozwalać na przeprowadzenie reformy wielu sfer organizacji i funkcjonowania państwa szczególnie w zakresie bezpieczeństwa socjalnego..

Niewątpliwie wśród zrealizowanych przez obecne władze propozycji polepszenia warunków życia części społeczeństwa pierwszeństwo należy się programowi 500+, który wymaga rzetelnej i obiektywnej oceny. Program ten jest często przyrównywany do jakieś formy coraz bardziej popularnego w rozwiniętych państwach demokratycznych projektu bezwarunkowego dochodu podstawowego, chociaż w mojej ocenie bezpodstawnie ponieważ istota bezwarunkowego dochodu podstawowego polega na przyznaniu każdemu obywatelowi lub nawet każdej osobie ludzkiej bez względu na wiek, dochody, sytuację majątkową czy zatrudnienie kwoty pieniężnej umożliwiającej zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych na założonym w danym wariancie poziomie.

Program 500+ był społecznie powszechnie akceptowany nie tylko ze względu na to, że stanowił konkretne przysporzenie pieniężne, ale również dlatego że stanowił reakcję przywracającą ludziom poczucie godności po latach rządów, które zawłaszczyły ideę liberalizmu nadając jej jednostronnie ekonomiczne znaczenie i czyniąc podmiotem wolności rynek, a nie człowieka. Władza, która z polskiego systemu demokracji uczyniła źródło rodzące niesprawiedliwość, wykreowała przy okazji prawicowy populizm sprzyjający rozwojowi nacjonalizmu, a nawet tendencjom faszystowskim. Władza zastosowała rozwiązania mające na celu kupienie przychylności środowisk najbardziej uzależnionych od wsparcia przez państwo co jednak nie rozwiązało ani problemu ubóstwa ani nie wpłynęło na polepszenie sytuacji demograficznej, funkcjonowania państwa czy zmniejszenia dotychczasowych obciążeń finansowych z tytułu wydatków na cele socjalne i społeczne.

Wypłata 500+, podobnie jak inne stosowane w wielu państwach przysporzenia określane mianem premii państwowych, narodowych dywidend, premii socjalnych, wynagrodzeń obywatelskich czy grantów powszechnych, jako równe, regularne świadczenie pieniężne otrzymywane przez wszystkich posiadających dzieci obywateli niezależnie od ich sytuacji materialnej, uzyskiwanych przychodów i posiadanej pracy finansowane jest ze środków publicznych. Powstaje więc zasadne pytanie o zdolność państwa do ponoszenia takich wydatków? W bieżącym roku wypłaty z tytułu 500+ sięgną kwoty 41 mld złotych, a gdyby świadczenie to było wypłacane każdemu pełnoletniemu obywatelowi, a więc ok.30 milionom Polaków, to byłby to wydatek rzędu 180 mld zł, przy czym taki poziom świadczenia nie gwarantował by nawet pokrycia kosztów minimum egzystencji ocenianego dzisiaj na ponad 600 zł miesięcznie. Nie ma zatem w najbliższej perspektywie żadnych możliwości wprowadzenia klasycznej wersji bezwarunkowego dochodu podstawowego, który pokrywałby co najmniej koszty utrzymania na poziomie minimum socjalnego wynoszącego 1200 zł miesięcznie.

Dotychczasowe eksperymenty związane z wprowadzaniem różnych form dochodu obywatelskiego testowane w różnych krajach i różnych warunkach społeczno-ekonomicznych jak np. w Finlandii, gdzie wypłacano 560 Euro miesięcznie, w kanadyjskiej prowincji Ontario, we Włoszech -760 Euro, w Niemczech, gdzie eksperymentem objęto 75 tys. osób czy w jednym z miast Namibii ,nie dostarczyły jednoznacznych wyników co do skutków ich prowadzenia. Wspólna cechą realizowanych projektów było to, że nie dotyczyły klasycznego bezwarunkowego dochodu podstawowego, lecz jakiejś jego formy , a wypłacane świadczenia nie wpływały na wzrost poziomu bezrobocia, a wprost przeciwnie intensyfikowały zainteresowanie poszukiwaniem pracy lub podjęciem własnej działalności gospodarczej. Szczególnie interesująco wyglądają wyniki testów jeżeli wypłacane świadczenia potraktuje się jako instrumenty antykryzysowe konieczne dla zapobieżenia nagłym kataklizmom jak chociażby obecna pandemia. Dr Jakub Sawulski – lider zespołu ds. makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym uważa, że konieczne jest nawet przyznanie jakiegoś świadczenia osobom, które tracą dochód czy to na skutek zwolnień z pracy, wypowiedzenia umów cywilnoprawnych, uniemożliwienia czy ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to szczególnie uzasadnione w dobie pandemii uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie gospodarki na skutek wprowadzanych restrykcji i środków ostrożności. Dodatkowo nie ma żadnych przeszkód by przy obecnym poziomie transferów socjalnych i stopniu komputeryzacji nie tworzyć takiego modelu świadczeń pieniężnych dla społeczeństwa, który jednocześnie uwzględniałby kryteria dochodowe obywateli.

Nawet jeżeli nie jesteśmy jeszcze jako państwo na etapie umożliwiającym wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego lub nawet jakiejś jego częściowej formy to trzeba pracować nad rozwiązaniami, które w przyszłości stworzą warunki do wprowadzenia jednolitego świadczenia obywatelskiego zastępującego wszystkie inne świadczenia socjalne i emerytalno-rentowe. W tym celu już dzisiaj warto skupić się na tworzeniu rozwiązań prawnych umożliwiających przejmowanie wartości generowanych np. przez maszyny i urządzenia w wyniku postępującej automatyzacji i robotyzacji procesów produkcji, informatyzacji i komputeryzacji usług jak np. diagnostyki medycznej, na rzecz całego społeczeństwa, a nie grupy najbogatszych ich właścicieli.

Zaletami świadczeń obywatelskich ze względów ekonomiczno-społecznych jest zarówno przeciwdziałanie utracie środków do życia przez ludzi, których procesy globalizacji, modernizacji, robotyzacji czy zmian klimatycznych wypychają z rynku, zmniejszenie lub likwidacja biurokracji i instytucji obsługujących sferę socjalną i podatkową, uproszczenie systemów podatkowych i emerytalno-rentowych jak i zniwelowanie efektów utraty dotychczas uzyskiwanych świadczeń socjalnych w wypadku podjęcia każdego, a przede wszystkim nisko opłacanego zatrudnienia czy działalności często postrzeganych jako nieopłacalne. Wprowadzenie powszechnego świadczenia pozwala większej ilości ludzi podejmować własną działalność gospodarczą, aktywność społeczną, uprawiać wolontariat, realizować się w działalności artystycznej czy też kształcić w wybranych kierunkach co zwiększa potencjał indywidualny człowieka i buduje kapitał społeczny.

Świadczenie obywatelskie może być również postrzegane jako instrument porządkujący wiele spraw w państwie poczynając oczywiście od systemu świadczeń społecznych, podatków, zabezpieczeń emerytalnych poprzez ich ujednolicenie, aż po system dotacji i grantów dla różnych instytucji społecznych i organizacji obywatelskich, kościołów i innych związków wyznaniowych, ograniczenie wydatków na utrzymywanie domów opieki społecznej, wszelkiego rodzaju ośrodków pobytu i opieki w tym lekarskiej, nie wyłączając ośrodków odosobnienie, które byłyby finansowane z przekazywanych świadczeń obywatelskich osób w nich umieszczanych.
Przede wszystkim jednak o wadze świadczenia zdecyduje jego powiązanie z powszechnym podatkiem dochodowym. Punktem wyjścia do rozważań tej kwestii jest koncepcja negatywnego podatku dochodowego lub ujemnego podatku dochodowego powstała już w latach czterdziestych XX wieku, a rozwinięta przez Miltona Friedmana w początku lat 60-tych. Zakłada ona istnienie progu opodatkowania po przekroczeniu którego podatnik odprowadza ustalony podatek, którego procentowa wartość rośnie wraz ze wzrostem dochodu (podatek progresywny). Jeżeli natomiast dochód podatnika nie przekroczy najniższego progu, to różnica pomiędzy progiem, a rzeczywiście uzyskanym dochodem jest wypłacana przez państwo nawet w całości jeżeli podatnik nie uzyskał żadnego dochodu. Oczywiście na potrzeby aktualnego stanu fiskalnego państwa można obniżać granice wypłat (zwrotu podatkowego) należnego osobom nie uzyskującym dochodu w wysokości najniższego progu podatkowego jak i je zwiększać stosownie do możliwości i uznania państwa .

Byłoby rzeczą niezmiernie cenną by zamiast z góry przyjętej krytyki tzw. rozdawnictwa ,poważnie zajęto się przeprowadzeniem oceny rzeczywistych kosztów i efektów wprowadzenia takiego świadczenia obywatelskiego nawet w rozbiciu na kolejne etapy, z których pierwszym byłaby od dawna postulowana konieczność podniesienia kwoty wolnej od podatku dochodowego osób fizycznych do przyzwoitego poziomu odpowiadającego co najmniej płacy minimalnej co również znacznie polepszyłoby sytuacje emerytów i rencistów. Wydatki państwa z tytułu emerytur i rent sięgają obecnie kwoty 400 mld złotych i w części przeznaczonej na zaopatrzenie rentowe mogą zasilić fundusz jednolitego świadczenia obywatelskiego podobnie jak wszelkie zasiłki socjalne, wypłaty z 500+, z pomocy społecznej, z dotacji państwowych dla różnych instytucji i organizacji. Świadczenie obywatelskie, które również ma do odegrania wielka role w pobudzaniu konsumpcji szczególnie po przezwyciężeniu pandemii mogłoby stać się wehikułem naprawy państwa i jego gospodarki, dającym szanse na poprawę poziomu życia obywateli i poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego. Świadczenie, nawet przy rezygnacji z bezwarunkowości jego wypłaty, powiązane ze statusem obywatela byłoby także dalszym czynnikiem podnoszącym poczucie godności i rzeczywiście mogłoby prowadzić do wzmocnienia obywatelskiej postawy.

500+ po włosku

We Włoszech został uruchomiony program socjalny, na podstawie którego bezrobotni i niezamożni obywatele mają zapewniony bezwarunkowy dochód podstawowy.

Zasiłek dla samotnych obywateli oraz obcokrajowców mieszkających we Włoszech ponad 10 lat wynosi 500 euro miesięcznie w przypadku, jeśli dochody są równe zeru. Rodzina bez dochodu i z trójką niepełnoletnich dzieci otrzyma 1050 euro, a rodzina wynajmująca mieszkanie będzie mogła ubiegać się o dodatkowy zasiłek w wysokości 280 euro. W ten sposób włoska prawica wywiązuje się z wyborczych obietnic – wprowadzenie bezwarunkowego dochodu było jednym ze sztandarowych haseł Ruchu Pięciu Gwiazd. Nie dziwi więc, że już pierwszego dnia jego obowiązywania ustawiły się kolejki chętnych do złożenia wniosków.
Z danych Eurostatu za styczeń 2019 r. wynika, że włoski wskaźnik bezrobocia na poziomie 10,5 proc. jest jednym z najwyższych w Europie. Z kolei zgodnie z danymi ISTAT-u, głównego urzędu statystycznego Włoch, w 2017 r. liczba Włochów żyjących w skrajnej biedzie wyniosła 5,1 mln, co oznacza ponad trzykrotny wzrost w ciągu jednej dekady.
Z wyliczeń urzędu wynika też, że dochód obywatelski może na początku trafić do ok. 2,7 mln osób, co w 2019 r. będzie kosztowało budżet 7 mld euro.
Rozwiązania oparte na dochodzie podstawowym testowała w ciągu dwu ostatnich lat Finlandia. Podobne eksperymenty zamierzają przeprowadzać także Niemcy.

Głos lewicy

Minimum godnego życia

Występując w debacie „Dochód minimalny w sprawiedliwej Europie: prawo obywateli” wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki powiedział: – Jestem zaskoczony przebiegiem tej debaty, niektórzy mówią o rynku, o płacy minimalnej, czy też o sprawiedliwości. A my mówimy o ludzkiej godności i to jest przedmiot naszej debaty. Ludzka godność, czyli Ci którzy z różnych powodów: losowych, życiowych, czy też kalectwa – nie są w stanie uzyskiwać dochodów z pracy i mamy im powiedzieć, że mają zostać pod tym przysłowiowym mostem. Czy wydatki typu: jedzenie, mieszkanie, odzież, mogą zostać z tego minimalnego dochodu pokryć? Wydaje się, że ten minimalny dochód to minimum godności może spełnić.

Rozumiem, że mamy zadanie wspólne – poziom Europejski to są reguły oraz zasady, a poziom krajowy i narodowy to będzie kwota. Inna jest przecież wartość 1 euro w Luksemburgu i w Bułgarii.

Myślę, że razem możemy ten problem rozwiązać.

 

Płacić za „Fort Trump”?

– To jest sytuacja przedziwna, dlatego, że nie do końca rozumiem za co Polska miałaby płacić. Rozumiem, że w rachubę nie wchodzą wydatki osobowe, że żołnierze Stanów Zjednoczonych otrzymują swoje pensje i świadczenia z budżetu USA. Koszty pobytu ponoszą amerykanie. Dopuszczam tylko taką możliwość, że Polska finansowałaby lub współfinansowałaby utworzenie materialnej bazy, może trzeba byłoby wybudować nowe koszary, być może jakąś szkołę dla dzieci tych żołnierzy. Dzisiaj Amerykanie, którzy są w Polsce – ponieważ tu ciągle stacjonują żołnierze USA – przeważnie są tu 6 lub 9 miesięcy. To jest pobyt o charakterze rotacyjnym, co oznacza, że żołnierze są tutaj sami bez swoich rodzin. Stała baza oznacza, że żołnierze przyjeżdżają z żonami oraz dziećmi i to rzeczywiście wymaga stworzenia zaplecza. Być może Polska musiałaby ponosić tego koszty, ale ja się patrzę na to dosyć spokojnie, ponieważ budowa dzisiaj jakieś szkoły, czy też koszarów na potrzeby żołnierzy Stanów Zjednoczonych, w praktyce znaczy, że ta szkoła i koszary jest na terytorium Polski i na nim pozostanie – powiedział europoseł Janusz Zemke w wywiadzie opublikowanym na portalu interia.pl.

 

Przemiana nie rewolucja

Nie jesteśmy za rewolucją, bo rewolucjoniści gdy tylko dostaną kawałek władzy próbują narzucić swój punkt widzenia społeczeństwu, które w swych poglądach zwykle za nimi „nie nadąża”.
Jesteśmy za przemianą społeczną, która polega na tym, że w trakcie walki ze starym systemem w ludziach rodzi się potrzeba nowego ustroju i nowe wartości. Wtedy przemiana jest oddolna i dobrowolna a nie narzucona – napisał na swoim profilu na Facebooku lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej Piotr Ikonowicz.

 

Elity pochodzenia

Taśma z Morawieckim pokazuje dlaczego dla mnie, na takim emocjonalnym poziomie, bardziej istotny niż podział prawica-lewica jest podział związany z pochodzeniem. Okazuje się, że Morawiecki, Bieńkowska czy Belka – mimo że wywodzą się z innych obozów politycznych i na użytek publiczny mówią co innego – w chwili prawdy myślą o społeczeństwie w niemal identyczny, wielkopański sposób. Dowiadujemy się, że trzeba obniżyć aspiracje ludu, który ma zasuwać za miskę ryżu (Morawiecki), że za 6 tysięcy miesięcznie pracuje tylko idiota albo złodziej (Bieńkowska), albo zapoznajemy się z całkowicie odczłowieczonym postrzeganiem gospodarki (Belka) – komentuje na swoim profilu fejsbukowym lewicowy publicysta Łukasz Moll.

Wątpliwy postulat

Rafał Woś, jak zwykle nieco prowokacyjnie, sugeruje lewicy wyjście z postulatem 1000 złotych dla każdego. I do tego radzi się spieszyć, zanim… po ów postulat sięgnie PIS, tą drogą po raz kolejny zjednując sobie społeczną przychylność licznych grup obywateli. Mam w tym względzie inny pogląd. I choć uważam, że istotnie, lewica powinna bazować na odważnym i wyrazistym programie polityki społeczno-ekonomicznej, to bynajmniej niekoniecznie w formie postulatów typu nowe 500+ czy 1000+. Z argumentacją Rafała Wosia można polemizować na płaszczyźnie merytoryczno-ideowej jak i polityczno-taktycznej.

 

Projekt bezwarunkowego dochodu podstawowego, choćby w wysokości 1000 złotych dla każdego jest propozycją kuszącą, ale i też niewolną od kontrowersji czy przynajmniej znaków zapytania. Przekonująco obiekcje wobec zbyt hurraoptymistycznego przywiązywania się części lewicy do tej koncepcji zestawił swego czasu na łamach „Bez dogmatu” Piotr Szumlewicz.

Koncepcja BDP ma wiele zalet i jest atrakcyjna. Na polskim podwórku doczekała się tak wytrawnych propagatorów prof. Ryszard Szarfenberg czy dr Maciej Szlinder, autor wydanej ostatnio książki „ Bezwarunkowy dochód podstawowy. Rewolucyjna reforma społeczeństwa w XXI wieku”, a także dość aktywnej zwłaszcza w poprzedniej kadencji parlamentu wielonurtowej koalicji rzeczniczej na rzecz tego rozwiązania w Polsce. Nie należy tego lekceważyć. Na lewicy powinna toczyć się pluralistyczna debata na temat tejże nośnej w światowym obiegu społecznym koncepcji (gdzieniegdzie pilotażowo wprowadzanej nawet w życie). Warto toczyć dyskusję nie tylko na temat, czy w ogóle wprowadzić to rozwiązanie, ale na jakich zasadach i w jakiej wysokości oraz w jakiej relacji do innych elementów systemu społeczno-ekonomicznego. Czym innym jest jednak dyskusja, a czym innym robienie z BDP jednego z centralnych haseł politycznych, być może wyborczych. Czy aby na pewno jesteśmy uzbrojeni w przekonujące argumenty, by obronić pomysł nawet przed wewnątrzlewicową krytyką (jak choćby ta ze strony Piotra Szumlewicza), a co dopiero zewnętrzną, ze strony środowisk nieprzechylnych radykalnej zmianie społecznej, jaką miałby nieść ten instrument?

 

Kosztem publicznych usług?

Jest wiele pytań, które nasuwają się już na starcie i które z lewicowego punktu widzenia nie powinny być zbywane czy odkładane na później. Ot, choćby jak BDP wpłynie na rozwój i możliwości finansowania usług publicznych. Zakładając nawet, że wprowadzenie tego bądź co bądź kosztownego instrumentu nie doprowadziłoby do cięć w innych, usługowo-instytucjonalnych segmentach polityki społecznej ( co bynajmniej nie jest oczywiste), mogłoby to jednak zahamować możliwości ich dalszego rozwoju i dofinansowania.

Pamiętajmy, że wiele dziedzin polityki społecznej, jak opieka zdrowotna, szeroko rozumiana pomoc społeczna, opieka długoterminowa nad osobami niesamodzielnymi i sędziwymi czy aktywna polityka rynku pracy przy udziale publicznych służb zatrudnienia to dziedziny, które w relacji do PKB są mniej lub bardziej niedoinwestowane. Czy wprowadzenie choćby potrzebnego instrumentu, który jednak stanowiłby pokaźny procent PKB nie będzie stanowić nowego ograniczenia? Niektóre szacunki mówią nawet o wydatkowaniu na dochód gwarantowany ¼ PKB, czyli więcej, niż idzie obecnie na całe dotychczasowe zabezpieczenie razem wzięte.

Przecież BDP nawet na poziomie 1000 złotych nie uczyni usług opiekuńczych zbędnymi ani takimi, na których będzie można sobie troszkę oszczędzić. Wprowadzenie go samo w sobie nie wyklucza rozwoju polityki społecznej na innych odcinkach, za czym zresztą opowiadają się czołowi zwolennicy tego rozwiązania w Polsce, ale możliwości realizacji tych zamierzeń mogą stopnieć. A z socjaldemokratycznej perspektywy zawsze kluczowym narzędziem rozwoju były jednak wspólnotowe narzędzia, jak dobrze zorganizowana i włączona w proces kształtowania stosunków pracy (np. poprzez układy zbiorowe) partycypacja i reprezentacja pracownicza oraz różnorodne usługi na rzecz obywateli o charakterze publicznym.

Powtórzę to, co już pisałem o programie 500+: bezpośrednie transfery finansowe, choćby adresowane na zasadzie powszechności, stanowiły raczej – nieprzypadkowo – uzupełnienie systemu niż jego podstawę. Pomysł, by za punkt wyjścia uznać postulat 1000 złotych na każdego jawi mi się jako odwrócenie tej proporcji. Szeroko dostępne programy transferowe mają niewątpliwy walor w kontekście jednostkowej podmiotowości, godności i emancypacji, ale wydaje mi się, że dla lewicy (przynajmniej tej socjaldemokratycznej, z której duchem najsilniej się utożsamiam) równie ważne jest budowanie wspólnoty oraz sprawiedliwych i niewykluczających relacji w jej ramach. A tu programy pieniężne, nawet te uniwersalne, mają ograniczony potencjał w porównaniu z rozwiązaniami usługowo-instytucjonalnymi.

 

Czy PIS zaproponuje BDP? Wątpliwe

Pozostałe powody mojej polemiki z tekstem Rafała Wosia są bardziej polityczno-taktycznej natury. Argumentacja jego wydaje się podszyta przekonaniem, że Prawo i Sprawiedliwość może w tej materii lewicę ubiec, więc nie ma co hamletyzować i zwlekać. Taki scenariusz nie wydaje mi się w najbliższym czasie zbyt prawdopodobny, a nawet gdyby się ziścił, nie wiem, czy PIS byłby w tym względzie aż tak wiarygodny. Sukces 500+, a ostatnio program „ Dobry start”, czyli inaczej wyprawka 300+, nieco uwiarygadniają rządzącą formację i uprawdopodabniają możliwość zrobienia kroku dalej. Z drugiej jednak strony, protest niepełnosprawnych i opiekunów zrobił swoje, a ów wpływ wykracza poza kwestię zabezpieczenia tej grupy.
Władza pokazała, że nie jest gotowa spełnić każdego oczekiwania socjalnego, nawet wobec grupy, której racje i problemy zyskały duże poparcie dużej części społeczeństwa. Czy stały za tym ograniczenia finansowe czy brak woli wydania środków na ten cel, przynajmniej w formie, jakiej oczekiwali protestujący, faktem pozostaje, że rząd stawił opór. Jak zatem przekonać opinię społeczną do rozwiązania znacznie bardziej kosztownego i też bardziej społecznie kontrowersyjnego, kiedy dopiero co odmówiło się mniejszych pieniędzy dalece węższej i jednoznacznie pokrzywdzonej grupie?

 

Złożone źródła prawicowego sukcesu

Poza tym poruszamy się w paradygmacie licytowania się z władzą, kto da więcej. Stoi za tym pewnie – według mnie nie do końca trafna – diagnoza, że Prawo i Sprawiedliwość odniosło wyborczy sukces głównie za sprawą nośności hasła 500+. Skoro wtedy zaproponowano najdalej idący program socjalny, pokonać rządzącego przeciwnika należałoby, proponując jeszcze więcej. To fałszywe rozpoznanie.

Jeśli cofniemy się do 2015 okazuje się, że Prawo i Sprawiedliwość na poziomie zapisanego programu wcale nie wyróżniało się jakoś znacząco np. względem programu Zjednoczonej Lewicy czy Razem, które przecież też miały wiele odważnych społecznie postulatów. Jeśli chodzi o sam program 500+, jeszcze po wygranych wyborach nie było pewne czy, kiedy i w jakim kształcie wejdzie w życie. Program faktycznie umocnił wiarygodność partii, ale po przejęciu władzy i jego realizacji. Na sukces wyborczy pracowały także inne czynniki, jak uogólniony nimb partii prospołecznej, a także czynniki, wykraczające poza sprawy społeczno-ekonomiczne ( np. umiejętne rozhuśtanie lęków na tle kryzysu uchodźczego oraz wykorzystanie, a może i wzbudzenie w społeczeństwie poczucia zagrożenia i potrzeby władzy silnej ręki).

Nie należy lekceważyć podłoża społeczno-ekonomicznego dla dzisiejszej popularności w Polsce i w Europie skrajnie prawicowego autorytaryzmu, ale źle byłoby patrzeć na te zależności w sposób mechaniczny. Przeświadczenie, że duża część społeczeństwa poprze tego, kto szerzej i bardziej hojnie zrealizuje programy transferowe, wydaje mi się zahaczać o paternalizm wobec ludzi, którzy są w trudniejszej sytuacji i zależni od społecznej polityki państwa. Tak się składa, że mam dużo w życiu osobistym i pracy do czynienia z ludźmi doświadczającymi na co dzień zagrożenia wykluczeniem socjalno-ekonomicznym i wiem, że te osoby wcale nie myślą o tym w taki prosty sposób. Oni oczekują wieloaspektowej opiekuńczości i wsparcia, zrozumienia dla problemów, z którymi się mierzą i pomocy w ich przezwyciężaniu, z ich udziałem. Wyższe i/lub bardziej dostępne świadczenia pieniężne mogą być tego wyrazem, ale tylko jako część szerszego pakietu, a nie najwyższa wartość sama w sobie.

Dlatego jeśli miałbym coś sugerować opozycji, zwłaszcza tej lewicowej, nie rekomendowałbym szukania św. Graala, który da się uchwycić przy pomocy nośnego hasła politycznego. Bardziej zalecałbym strategię rozpoznawania wielu obszarów problemowych, wspieranie i uruchamianie mobilizacji grup, które ich doświadczają oraz szukanie dla nich wspólnej platformy w ramach większego projektu politycznego opartego na wartościach, regułach i mechanizmach, pozwalających na mierzenie się z tymi problemami.