Niemiecka prawicowa chuliganeria

Patriotyczni fanatycy w Niemczech coraz częściej dopuszczają się aktów przemocy i grożą swoim przeciwnikom śmiercią.

Sytuacja zrobiła się na tyle niebezpieczna, że politycy zaczęli domagać się od rządu zdecydowanej reakcji. Kanclerz Angela Merkel wprawdzie tłumaczy, że resort spraw wewnętrznych nie lekceważy problemu i podejmuje działania; są one jednak krytykowane jako niedostateczne i zbyt opieszale wdrażane. Horst Seehofer, szef tamtejszego MSW indagowany w tej sprawie przez dziennikarzy Süddeutsche Zeitung powiedział jedynie, że „jest to poważny problem naszego społeczeństwa”.
Pod nowymi wezwaniami i apelami do rządu federalnego podpisują się politycy wszystkich opcji. Piszą o tym najważniejsze media w Niemczech, m.in. Deutsche Welle. Domagają się konkretnych kroków w kwestii zwalczania prawicowego ekstremizmu i zapobiegania przestępstwom motywowanym nienawiścią. Bieg temu nadali przywódcy Partii Zielonych Cem Özdemir i Claudia Roth po tym jak neonazistowskie gangi wysłały im korespondencję, w której grożą im śmiercią. Duet ten jednak nie jest wcale odosobniony, są to po prostu najnowsze dwa nazwiska z długiej listy polityków władz centralnych i landowych, którzy stali się obiektem podobnych pogróżek w ostatnich tygodniach i miesiącach.
Deutsche Welle cytuje Thorstena Freia, wiceprzewodniczącego grupy parlamentarnej konserwatystów – zapowiedział on, iż rząd ogłosi wkrótce specjalny „nowy pakiet”, który ma pomóc w zwalczaniu prawicowego ekstremizmu. Póki co niewiele wiadomo na temat rozwiązań, które zostały w nim zapisane. Frei udzielił również kilku wypowiedzi Die Welt. Wyjaśniał m. in., że nacisk zostanie położony na wpisy na różnych forach internetowych i w sieciach społecznościowych. Organa ścigania mają m. in. uzyskiwać łatwiejszy i szybszy dostęp do numerów IP osób, które rozpowszechniają ekstremistyczne prawicowe treści. Nie wydaje się to być rozwiązaniem rewolucyjnym.
– Ktokolwiek podżega i grozi w Internecie, musi być ścigany surowiej i skuteczniej w przyszłości – powiedział Stephan Mayer, sekretarz parlamentarny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w gazecie Passauer Neue Presse.
Mayer ma niewątpliwie rację. Niemiecka skrajna prawica poczuła się bowiem bardzo pewnie. Warto przypomnieć, że w ub. miesiącu dwie osoby zostały zabite w mieście Halle w Saksonii-Anhalt. Poniosły śmierć z rąk prawicowego terrorysty, który próbował dokonać zbrojnego rajdu na synagogę. Latem zaś zginął Walter Lübcke, proimigracyjny polityk regionalny z partii Angeli Merkel (CDU), został zastrzelony przez fanatycznego prawicowca. Zarówno o tej antysemickiej zbrodni jak i o śmierci Lübckego informowaliśmy na łamach Portalu STRAJK. Podobnie zresztą jak o groźbach wobec socjaldemokratycznego polityka z Bawarii.
– Po zabójstwie Waltera Lübckego i [wydarzeniach w – przyp. red.] Halle obserwujemy, że prawicowi ekstremiści już nie tylko grożą śmiercią, ale faktycznie zabijają – powiedziała w rozmowie z dziennikarzami Die Welt Renate Künast parlamentarzystka partii Zielonych. Wyjaśniła także, iż popiera rządowe plany walki ze skrajną prawicą, „jednak byłoby lepiej, gdyby stały się one szybko prawem i zaczęły być wdrażane” skomentowała.
Sytuacja wydaje się naprawdę groźna. Berlin już w czerwcu zapowiadał podjęcie poważnych kroków zmierzających do skutecznego przeciwdziałania radykalnej prawicy, ale deklaracje te nie znalazły póki co żadnego praktycznego wyrazu. Tymczasem niemiecka ekstrema się przygotowuje i np. zbroi po zęby.