Wiosna bez Spurek

Sylwia Spurek nie jest już członkinią Wiosny. Wybrana w ostatnich wyborach deputowana do Europarlamentu poinformowała o swoim odejściu. Jako pretekst wykorzystała nadchodzące wchłonięcie jej partii przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Będzie teraz niezależną europosłanką w ramach Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów.

Na odejście Spurek z Wiosny zanosiło się już od kilku miesięcy. W środowisku Roberta Biedronia mówiło się, że partia była dla polityczki trampoliną do europarlamentu. Teraz pojawiła się idealna okazja do rzucenia legitymacją, bo Wiosna znajduje się o krok od sfinalizowania fuzji z SLD. O tym, że Robert Biedroń „jest właściwie zdecydowany” mówił przewodniczący Sojuszu Włodzimierz Czarzasty.
– Ja bym chciał połączyć SLD i Wiosnę. Takie jest moje zdanie, mało tego, od czterech dni takie jest zdanie zarządu SLD, który w tej sprawie jednomyślnie podjął decyzję. W kilku sprawach podjął decyzję, ale co do konsolidacji podjął jednomyślną decyzję. Również podjął decyzję o tym, że będzie wspólny kandydat Lewicy, co kończy dyskusję, czy będzie jeden kandydat na prezydenta w Polsce, czy będzie ich kilku – mówił w Radio ZET.
Praktycznie przesądzone jest również powstanie wspólnego klubu parlamentarnego złożonego z posłów i posłanek obydwu partii. Nadal nie wiadomo natomiast, czy będzie w nim również sześcioro przedstawicieli Lewicy Razem. Jak dowiedział się Portal Strajk, sprawa jest ciągle przedmiotem negocjacji, chociaż ich wyniku można się raczej w tym tygodniu spodziewać.
Spurek zręcznie wykorzystała nadarzającą się okazję. „To nie jest Wiosna, do której wstępowałam, ale będę pamiętała tę, do której wstąpiłam. Jest tam wiele osób, które cenię i liczę na współpracę z nimi” – napisała na Twitterze, informując, że to koniec jej członkostwa w ugrupowaniu. – To miała być progresywna, niezależna programowo, nowa partia polityczna – tłumaczyła w rozmowie z Polsat News.
Odejście Spurek oznacza, że Wiosna będzie mieć tylko dwóch przedstawicieli w PE – Łukasza Kohuta i Roberta Biedronia.
Czy europosłanka pozostanie teraz bez politycznego zaplecza? Sylwia Spurek na razie nie chce mówić o swojej przyszłości, jak również nie precyzuje powodów rozstania. Szansą na kolejną afiliację może okazać się rozpad bądź rebranding Platformy Obywatelskiej, w której koncepcje i polityczną potencje przestali już wierzyć nawet członkowie kierownictwa.
Sylwia Spurek jest doktorem nauk prawnych, legislatorką, działaczką na rzecz praw człowieka, prozwierzęcą aktywistką i działaczką feministyczną. Była zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich, a jej kampania europarlamentarna była jedną z najbardziej profesjonalnych i żywych akcji wyborczych w 2019 roku.
Co ciekawe, swojej przyszłości w Wiośnie nie widzi również partner życiowy Sylwii Spurek. Marcin Anaszewicz, do niedawna główny doradca i architekt partii Biedronia, w sierpniu oświadczył, że nie zamierza startować z list SLD do Sejmu, a sojusz z partiami lewicy jest niezgodny z jego wartościami.

Wybory, które zmieniły historię

Przed każdymi wyborami powtarzane jest stwierdzenie, ze nadchodząca elekcja jest historyczna.

Z jednej strony dodaje to blichtru wiekopomności kampanii. Z drugiej strony sprawia, ze wyborcy mogą poczuć zew, uznając, iż rzeczywiście, warto udać się do urn wyborczych, by wziąć udział w niezwykłym, wiekopomnym wydarzeniu. W kontekście wyborów europejskich rzeczone zaklęcie o ich unikatowym charakterze artykułowane jest częściej, szczególnie, ze od lat kolejno odnotowywane frekwencje cechowała tendencja spadkowa. Ponieważ są one traktowane w domyśle jako swego rodzaju referendum na temat integracji europejskiej, na podstawie dotychczasowego miernego zainteresowania snuto często tezy o demokratyczno-egzystencjalnym kryzysie Unii.
Tym samym w maju 2019 już pierwsze doniesienia dotyczące wzmożonej partycypacji w wyborach stanowiły znak, ze cos drgnęło. W skali całego kontynentu około polowa uprawnionych wzięła udział, co stanowiło o 10 procent więcej niż piec lat temu. Takiego poziomu nie odnotowano na przestrzeni dwóch dekad.
Naturalnie, motywacja wyborców zależała często od sytuacji w kraju. W Polsce ważnym czynnikiem mobilizacyjnym były chęci poparcia bądź załamania potęgi PiS. W Wielkiej Brytanii do urn ruszyli zarówno zwolennicy i przeciwnicy Brexit-u, oraz jak się okazało ci, których zmęczył zaistniały kryzys demokracji reprezentacyjnej i chcieli skorzystać z okazji, by ukarać zarówno rządząca Partie Konserwatywna, jak i opozycyjna Partie Pracy. Obie wspólnie uzyskały poparcie zaledwie co piątego wyborcy na Wyspach. Jakkolwiek przykłady ważkich zajść na niwie krajowej można byłoby mnożyć, dokonywane przez obywateli wybory pośrednio bądź bezpośrednio dotyczyły niemniej jednak spraw europejskich, wyboru godnej reprezentacji do Parlamentu Europejsiego (PE) oraz zdefiniowania miejsca dla Ojczyzny w kontekście nadal jednoczącej się Europy. Tym samym wybory europejskie przestały być drugorzędna elekcja – jak kategoryzowali ja dotychczas politolodzy. Europejczycy i Europejski pokazali, ze chcą decydować o tym, w jakiej rzeczywistości i z jakimi prawami, obowiązkami i szansami na przyszłość przyjdzie im żyć.
Dla socjaldemokracji europejskiej wieczór 26 maja był dziwnym momentem, w którym uczucia ulgi i spełnionego obowiązku mieszało się z niepewnością oraz świadomością, iż nachodzą nowe czasy. Innymi słowy, socjaldemokraci zdawali sobie sprawę, iż nie jest tak źle, jak przewidywano, ale także nie tak dobrze, jak byśmy sobie tego życzyli. Krajobraz po bitwie przedstawiał się jako nader skomplikowany, ponieważ oprócz partii, które odniosły zwycięstwo bądź odnotowały porażkę na niwie krajowej, trudno było jednoznacznie określić, kto wyszedł z tej batalii zwycięsko na poziomie europejskim. Nawet jeśli Zieloni szczycili się ilością zdobytych mandatów, a potencjalnie zasileni przez eurodeputowanych z Republique en Marche Prezydenta Macrona Liberałowie ustami Guy Verhofstadt’a ogłaszali siebie krolotworcami w zbliżających się negocjacjach dotyczących obsady głównych stanowisk w UE.
Naturalnie, każdy ma prawo do własnej wersji historii i do uciekania się do propagandy sukcesu. Niemniej jednak w momencie zamknięcia lokali wyborczych i przedstawienia pierwszych sondaży pewne były tylko dwie kwestie. Po pierwsze, dwie największe frakcje (Europejskiej Partii Ludowej oraz Sojuszu Socjalistów i Demokratów) stopniały na tyle, ze nie mogły marzyc o utrzymaniu wielkiej koalicji, która od początku Wspólnot dzierżyła wspólnie rządy. Oznaczało to konieczność rozważenia innych scenariuszy od centro-lewicowych koalicji, poprzez kolorowe sojusze. Zarówno jedne, jak i drugie, mogły okazać się trwale, jak i wyłącznie mobilizować glosy w jednej bądź drugiej sprawie ad-hoc.
Po drugie, suma zrzeszonych i niezrzeszonych eurodeputowanych o proweniencji anty-europejskiej, euro-sceptycznej, prawicowo-radykalnej i nacjonalistycznej łącznie dawała cyfrę plasująca grupę tychże posłów na pozycji drugiej siły. Owszem, praktyka dowiodła, ze dotychczas nie byli się oni porozumieć na tyle, by stworzyć wspólny front i skorzystać ze skomasowanej tym samym siły nawet przy obsadzie stanowisk. Zgodnie z prognozami wieczoru wyborczego mieli zasilić przynajmniej trzy różne frakcje po około 50 członków każda. Niemniej jednak ponieważ maja oni inklinacje do traktowania Parlamentu Europejskiego jako sceny do wygłaszania opinii godzących w demokratyczne wartości i zasady, na których opiera się proces integracji, trzeba przyjąć, ze w nowej kadencji będą oni działać destrukcyjnie ze zdwojona silą, oponując przeciwko procesom wspólnotowym i werbalizując jeszcze bardziej poglądy, które dotychczas były w Brukseli karnie sankcjonowane.
Pomimo tychże zmartwień, na wyborczej mecie socjaldemokraci mogli poszczycić się udana kampania europejska. Kiedy przystępowali do niej po Kongresie Partii Europejskich Socjalistów (PES) w Lizbonie w grudniu 2018 oraz Radzie PES w Madrycie w lutym 2019, niewielu wróżyło im powodzenie. Wybór Fransa Timmermansa (Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej (KE) z Holandii) na Wiodącego Kandydata odbył się w mało korzystnych okolicznościach w cieniu rywalizacji z Marosem Sefkovicem (Wiceprzewodniczącego KE ze Słowacji), którego popierała znaczna większość partii członkowskich z Europy Środkowowschodniej. To samo w sobie zdawało się być symbolem jednego z istniejących w obrębie PES-u podziałów. Co więcej, w kuluarach zastanawiano się, na ile Timmermans będzie w stanie dorównać jasnością poglądów i energia swojemu poprzednikowi z 2014 roku – Martinowi Schulzowi. Szybko jednak okazało się, jak akuratne jest maksyma Willy Brandt’a, iż na każdy moment w historii wymaga własnej, uwspółcześnionej odpowiedzi. Timmermans startował z pozycji europejskiego polityka zaprawionego w bojach o demokracje, obawa o przyszłość której dominowała kampanie na całym kontynencie. Do tego w trakcie swojego Tour de Frans silnie zaznaczył swoje przekonania na niwie społeczno-gospodarczej, agitując za ustanowieniem płacy minimalnej na poziomie europejskim, uporządkowaniem systemu podatkowego oraz za transformacja modelu produkcji i konsumpcji w kierunku bardziej przyjaznemu ludziom oraz środowisku. Obiecując „Nowy Kontrakt Społeczny” (tytuł Manifestu PES) z jednej strony wskazał na konkretne, nowoczesne postulaty stanowiące jednakże odzwierciedlenie raczej tradycyjnego kanonu ideałów socjaldemokracji. Z drugiej, udało mu się w kampanii zamanifestować niekłamany entuzjazm oraz chęć nawiązania rzeczywistego dialogu pomiędzy polityka a obywatelami. To wszystko razem złożyło się na fenomen Fransa Timmermansa, pozwalając mu wygrać wszystkie kolejne rundy dyskusji kandydatów; czyniąc go prowodyrem w preferencjach młodych (zaczynając od debaty w Maastricht) i rezonując z niezwykła silą w jego macierzystej Holandii. Tamże zdziesiątkowana w ostatnich wyborach Partia Pracy odniosła pod jego przewodnictwem w wyborach europejskich spektakularny sukces, podwajając z trzech do sześciu liczbę eurodeputowanych.
Kampania PES i Fransa Timmermansa pozostaje jednym z powodów dla których jest on obecnie rozważany jako silny kandydat w negocjacjach dotyczących podzialu stanowisk w Unii – mimo ze jak wspomniano socjaldemokraci są druga co do wielkości frakcja w PE i jedynie trzecia silą w Radzie. Niemniej jednak cząstkowe wyniki na poziomie krajowym (z wyłączeniem Holandii) były raczej bardziej efektem bezpośrednich działań partii członkowskich PES. Czasami kampanie przenikały się bardziej – jak miało to miejsce w Hiszpanii, gdzie na miesiąc przed europejskimi odbyły się wybory krajowe i gdzie Timmermans spędził dużo czasu. Zdarzało się jednak również, ze były powodem do zgrzytów, czego przykładem grunt Polski, gdzie Timmermans wziął udział w jednej konferencji partii członkowskiej PES – SLD, ale dwukrotnie pojawił się na rautach nie afiliowanej podówczas z nikim Wiosny Roberta Biedronia. Były tez państwa do których nie dotarł, czego przykładem Czechy czy Słowacja. Biorąc pod uwagę różnorodność wyników trudno oszacować na ile jego wsparcie bądź absencja miały znaczenie w końcowym rozrachunku.
Analizując poszczególne wyniki trudno oprzeć się wrażeniu, ze polityczna mapa Unii – podobnie jak Polski – pozostaje podzielona zgodnie ze strefami geograficznymi. Socjaldemokraci odnieśli zwycięstwa na południu: w Hiszpanii (umacniając tym samym pozycje PSOE i Pedro Sanchez’a przed rozpoczęciem negocjacji o nowym składzie rządu), w Portugalii (gdzie PS Antonio Costy zdobyła 9 mandatów, niezależnie od wiszącego w powietrzu strajku nauczycieli) i na Malcie (gdzie Partia Pracy podwoiła swój skład osobowy w EP). Zaskakująco dobry wynik odnotowali także we Włoszech (co przez cześć komentatorów przypisywana jest próbie jednoczenie się przeciwko fali Matteo Sallvini’ego, a po części zasługom nowego przewodniczącego centrolewicowej PD – Nicoli Zingaretti’ego). Na północy socjaldemokracja uplasowała się na drugiej pozycji (ze szczególnie dobrym wynikiem w Finlandii i zwycięstwem w Szwecji), niezależnie od dobrych notowań krajowych – gdzie nadchodzące wybory w Danii są postrzegane jako ostatni przystanek na drodze centro lewicy do przejęcia sterów władzy w tymże regionie. Socjaldemokraci znaleźli się na trzecim miejscu w Europie Środkowowschodniej (za silami związanymi z frakcja Europejskich Reformatorów i Konserwatystów, do której należy PiS) oraz poza podium na Zachodzie. Tutaj niechlubnym przykładem są szczególnie Niemcy, gdzie Zieloni zdeklasowali SPD, spychając ja na pozycje trzeciej partii. We Francji, Partia Socjalistyczna startując w koalicji uzyskała nieco ponad sześć procent, tracąc ponad polowe mandatów. Wyniki te wskazują na szykująca się zmianę dynamiki współpracy partii socjaldemokratycznych w obrębię frakcji S&D i silą rzeczy w obrębie PES. Na tej niwie głównym punktem odniesienia była dotychczas os Berlin – Paryż, która zastąpi Madryt – Rzym. Zdaje się to potwierdzać w osobach kandydatek i kandydatów rozważanych na liderów Frakcji, choć oczywiście sprawa nie jest jeszcze przesadzona. Co więcej, przetasowania oznaczają również wzrost znaczenia delegacji traktowanych dotychczas jako mniejsze. W tym polskiej, która jednak pozostaje podzielona pomiędzy 5 eurodeputowanych z SLD oraz 3 z Wiosny. Razem stanowiliby szóstą co do wielkości reprezentacje.
Jeszcze jednym ważnym powodem dla którego ostatnie wybory były historyczne jest echo z jakim odbiły się na niwie krajowej w wielu państwach członkowskich. Burzliwa kampania w Austrii była kontekstem w którym ujawniono taśmy Strache’go, doprowadzając do kryzysu rządowego i w konsekwencji przyspieszonych wyborów. W Grecji porażka rządzącej partii pod przywództwem Alexis’a Tsipras’a stała się przyczynkiem zarządzenia przyspieszonych wyborów. W Czechach brak mandatu dla socjaldemokratycznej CSSD może być impulsem do rozważenie przez partie wyjścia z koalicji rządzącej. W Holandii wynik wyborów diametralnie odbiegający od konstelacji w Tweede Kamer już spowodował napięcia w obrębie partii rządzących i opozycyjnych. Przykładów jest o wiele więcej, niemniej jednak już ich selekcja wskazuje na to, iż elekcja europejska przestała być momentem, w którym generalnie i niezależnie od ich poglądów na Europe, elektorat karał partie rządzące, nagradzając glosami mniejsze bądź dopiero co powstałe stronnictwa. Po raz pierwszy odpowiedź na pytanie „kto ma nami rządzić” i „kto ma nas reprezentować w Europie” stało się prawie tożsame.
Biorąc pod uwagę tenże analizę, pojawia się na koniec naturalnie pytanie, czego należy się spodziewać w następnych tygodniach. Jakkolwiek mnożą się w tej kwestie spekulacje, można zaryzykować kilka hipotez. Po pierwsze, negocjacje dotyczące obsady kierowniczych stanowisk w UE będą miały inny charakter niż uprzednio. Nie jest oczywistym, ze znajdzie w nich przełożenie instytucja „Wiodącego Kandydata”. W 2014 udało PE to poniekąd wymusić jej uznanie na Szefach Rządów, dzięki czemu Przewodniczącym KE został Jean-Claude Juncker (wtedy Wiodący Kandydat EPP). Jednak obecnie przeciwko jej akceptacji opowiada się wielu członków Rady, argumentując, iż cały mechanizm bynajmniej nie stal się przyczynkiem do demokratyzacji Unii. Dodatkowo Martin Webber, kandydat EPP, zdał się zawieść pokładane w nim oczekiwania, a po stronie ALDE nie było jednego kandydata, tylko drużyna siedmiu. To może wiec demotywować obie frakcje do podjęcia rękawicy Rady. Tak wiec jakkolwiek teoretycznie, w tej skomplikowanej sytuacji Frans Timmermans miałby oczywiście spore szanse na nominacje, praktyka może okazać się inna z wyżej wymienionych powodów.
Innym istotnym aspektem jest osiągniecie ponadpartyjnego konsensusu w odniesieniu do priorytetów dla Unii na okres legislacyjny 2019 – 2024. W uprzednich realiach wielkiej koalicji nie było tradycji sporządzania dokumentu na kształt ‘umowy rządowej’, co obecnie jednak może ulec zmianie, biorąc pod uwagę zgodę jak wielu partii trzeba uzyskać, by zapewnić sobie decydującą większość czy to w PE czy tez w Radzie. Socjaldemokraci antycypowali taki obrót spraw i tym razem sporządzili nie tylko Manifest na wybory (w oparciu o 6 rozszerzonych rezolucji tematycznych), ale także rozpoczęli prace nad szkicem „programu rządowego” już w styczniu, tak by być do nowego typu rozmów przygotowanymi. Naturalnie, wybór tematów, którym poświecić się powinna Wspólnota w następnych latach nie jest kompletnie przypadkowy. Wiadomo, ze kontynuacji będą wymagały sprawy takie jak wdrożenie obietnicy Europejskiego Filary Praw Socjalnych, reforma budżetu UE i uporządkowanie systemu podatkowego, czy tez polityka ochrony środowiska. Unia będzie musiała wreszcie zmierzyć się z problemem niefunkcjonalnej polityki migracyjnej, jak i podjąć rozmowy z państwami Afryki w celu odnowienia partnerstwa i spisania nowych umów handlowych. Koniecznością będzie spisanie nowej agendy na rzecz równouprawnienia w kontekście jubileuszu międzynarodowej deklaracji z Pekinu z 1995 roku, a także odnowienia strategii Unii wobec młodych. W obrębie instytucji, PE będzie starał się powiększyć swoje wpływy, szczególnie jeśli chodzi o prawo inicjatywy i prerogatywy w kwestii budżetu. Lista priorytetów jest tym samym całkiem jasna, jakkolwiek podejście do nich już nie i tutaj socjaldemokraci maja szanse na to, by zaistnieć. Może nie są największym ugrupowaniem, ale to nie odbiera im prawa bycia najaktywniejszym, najbardziej kreatywnym i dzierżącym tym samym polityczna inicjatywę.
I tutaj pojawia się jeszcze jeden powód, dla którego socjaldemokraci mogą być optymistami-realistami. Ostatnie wybory doprowadziły do największej w historii PE wymiany kadr. Szacuje się, ze blisko 2/3 eurodeputowanych zasiada w jego lawach po raz pierwszy. Owszem, wiąże się to ze strata kilku „wielkich” nazwisk w pewnych dziedzinach, co socjaldemokraci zapewne odczują szczególnie na niwie polityki instytucjonalnej i być może stricte społecznej. Niemniej jednak w nowej kadencji mogą liczyć na najsilniejsza jak dotąd reprezentacje specjalizującą się w takich domenach jak: polityka zagraniczna i obronna; demokracja i prawa człowieka; a także polityka gospodarcza i monetarna. Odzwierciedla to zresztą doskonale skład polskiej delegacji, z której dzięki poparciu SLD znalazło się trzech byłych premierów. To samo w sobie przesadza również o wzroście znaczenia. W całości nowa frakcja ma wiec olbrzymi potencjał polityczny, który może znaczyć więcej niż widziana gołym okiem liczba głosów.
Reasumując, jakkolwiek sytuacja po wyborach europejskich w Polsce nosi wszelkie znamiona bycia deprymująca, w szerszym kontekście dla europejskiej socjaldemokracji nie wypadły one bynajmniej negatywnie. Nawet jeśli kilka partii – szczególnie francuska PS, niemiecka SPD, czeska CSSD oraz brytyjska Partia Pracy – będzie musiało podjąć wzmożony wysiłek odnowy, jest to naturalnym, powtarzającym się okresowo stadium dla socjaldemokracji. W nowym rozdaniu centrolewica ma szanse odgrywać ważna, bądź nawet decydująca role na gruncie UE, jeśli zaufa sobie, swojemu potencjałowi i pofolguje politycznej kreatywności. Tym samym, nie był to boj nasz ostatni, lecz początek nowego rozdziału, którego ton i finał zależy wyłącznie od niej samej.

Personalia w UE

Umocnienie pozycji Timmermansa

Unia Europejska znajduje się na politycznym zakręcie i musi stawiać czoła wielu wyzwaniom-zarówno starym, jak i nowym (m.in.wyraźny wzrost sił populistycznych+nacjonalistycznych, rozwiązanie kwestii Brexitu). To dość banalne stwierdzenie. Po wyborach do Parlamentu Europejskiego (nad Wisłą – 26 maja) pierwszą kwestią, tylko na pozór techniczną, będzie obsada personalna kluczowych stanowisk w UE. To nader trudne zadanie w związku z potrzebą zapewnienia swoistej równowagi przedstawicieli „starych” i „nowych” członków,reprezentantów głównych rodzin politycznych,uwzględnienia kryterium płci, geograficznego itd.
Na niedawnym szczycie unijnym w rumuńskim Sibiu (Sybinie) Donald Tusk,jako przewodniczący Rady Europejskiej, wyraził nadzieję,iż uda się już czerwcu uzgodnić kandydatury następców,co jest możliwe,ale wysoce niepewne. Chodzi nade wszystko o funkcje przewodniczących: Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa (kierującego też dyplomacją unijną) oraz szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem.
Prawdą jest,iż unijne traktaty nie przesądzają jednoznacznie o sposobie wyłaniania przewodniczącego Komisji Europejskiej-de facto najważniejszej osoby w UE.Kandydata wybiera Europarlament (większością głosów) na wniosek Rady Europejskiej,a więc organu składającego się z szefów rządów lub państw. Ten ostatni przypadek dotyczy aktualnie Francji, Rumunii i Litwy,co niekiedy może prowadzić do wewnętrznych konfliktów politycznych (vide formalny „spór o samolot” przed laty między PO a PiS na tle reprezentacji na szczytach w Brukseli. Niektóre z powyższych stanowisk można piastować też przez pół kadencji (2,5 roku),co się jednak zdarza dość rzadko.

Debaty kandydatów

W Parlamencie Europejskim (który niestety nie dysponuje inicjatywą ustawodawczą,ale jego rola stopniowo rośnie) istnieje obecnie 8 frakcji.W tym tygodniu przedstawiciele 6 z nich,w większości tzw. Spitzenkandidaten,a więc kandydaci na szefa Komisji (to pojęcie ukuto przed 5 laty i właśnie wtedy Jean-Claude Juncker, długoletni premier Luksemburga,jako reprezentant chadeckiej EPP stanął na czele Komisji, czyli swego rodzaju rządu UE) odbyli publiczną, ciekawą debatę.
Wzięli w niej udział:Manfred Weber-od 15 lat niemiecki eurodeputowany,w imieniu Europejskiej Partii Ludowej, Frans Timmermans,obecnie I wiceprzewodniczący Komisji,z ramienia Partii Europejskich Socjalistów,Dunka Margrete Vestager z Porozumienia Liberałów i Demokratów,aktualna komisarz ds. konkurencji, Czech Jan Zahradil z Porozumienia Konserwatys – tów i Reformatorów (do tej frakcji należy PiS), Ska Keller z Zielonych oraz Hiszpan Nico Cue (z zawodu hutnik) z frakcji Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy. Realnie biorąc tylko pierwsza trójka ma szanse na wybór, choć-jak wspomniano-nie ma żadnego automatyzmu,a ogromną rolę odgrywają szefowie państw i rządów.
Bardzo dużo miejsca poświęcono migracji.Weber podkreślał, iż to państwa,a nie przemytnicy muszą decydować kto udaje się do Europy,stąd imperatyw odzyskania pełnej kontroli nad granicami.Niemal wszyscy mówili o potrzebie solidarności oraz o humanitarnej odpowiedzialności w sytuacji, gdy zmiany klimatyczne i gospodarcze wpływają na procesy migracyjne. Powróciła teza o potrzebie wielkiego „planu Marshalla” dla Afryki i koniecznych przesiedleniach z Syrii.Verstager kładła akcent na potrzebę wspólnego systemu azylowego.

„Czarny koń” Timmermans?

Moim zdaniem najlepiej w tego rodzaju debatach wypada Frans Timmermans – świetny mówca,z dużym doświadczeniem międzynarodowym (był m.in. szefem niderlandzkiego MSZ-u). Jest w najlepszym wieku dla polityka (58),poliglotą i zręcznym polemistą.Ma świetny kontakt z młodzieżą.Zaprzecza w każdym calu żartobliwemu powiedzeniu o Holendrach-”jeden Holender to teolog,dwóch to Kościół,a trzech schizma”. Rządząca obecnie nad Wisłą ekipa PiS dorobiła mu „łatkę’ antypolskiego,a jest zupełnie odwrotnie.On po prostu w Komisji Europejskiej odpowiada za przestrzeganie praworządności w państwach członkowskich UE i to zadanie traktuje nader poważnie
Mam okazję znać go od kilkunastu lat,gdy był-jako deputowany-członkiem delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu.Urodził się w Maastricht,co jest swoistym symbolem „unijności”.Często wspomina dom swego dziadka,który wyzwolili żołnierze gen. Maczka.. Bardzo interesuje się Europą Wschodnią,spędził zresztą kilka lat w Moskwie jako sekretarz ambasady Holandii-w okresie,gdy rozpadał się ZSRR. Nauczył się wtedy rosyjskiego.
Powtarza konsekwentnie, iż jeśli państwa Europy Wschodniej będą nadal odmawiały solidarności ws.uchodźców i migracji, to same nie mogą liczyć na solidarność w innych kwestiach. W czarnym scenariuszu może dojść nawet do niekorzystnych zmian w funkcjonowaniu systemu Schengen.
Osłabienie w ostatnich latach pozycji partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w Europie nie pomagało w zajmowaniu wysokich stanowisk przez ich przedstawicieli.Ale w tym roku stopniowo następuje pewien przełom.Zwycięstwo (choć skromne) w Finlandii,ogromny sukces Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) w wyborach do Kortezów oraz fakt,iż w wyborach do Europarlamentu wezmą jednak udział Brytyjczycy,co gwarantuje znaczącą reprezentację Labour Party, oznaczają duże wzmocnienie frakcji Socjalistów i Postępowych Demokratów. To wzmacnia kandydaturę Timmermansa.Może on też zostać następcą Franceschi Mogherini z Włoch na funkcji szefa unijnej dyplomacji.

Możliwe niespodzianki

Obecnie Francja nie ma nikogo na czołowych stanowiskach w UE.A w grę wchodzą m.in.takie nazwiska, jak Michel Barnier (były minister spraw zagranicznych i obecny negocjator Unii ws. Brexitu), Christine Lagarde – stojąca na czele Międzynaro-dowego Funduszu Walutowego,czy Bruno Le Maire-aktualny minister finansów i gospodarki.
Pierwsze przymiarki nastąpią zaraz po wyborach do Europarlamentu, na posiedzeniu Rady Europejskiej. Nota bene największe szanse na zastąpienie Donalda Tuska na funkcji szefa tej Rady od końca tego roku mają:odchodząca prezydent Litwy Daria Grybauskaite,i premier Holandii Mark Rutte.Nie wyklucza się też kandydatury samej Angeli Merkel, choć zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami ma ona być kanclerzem Niemiec do roku 2021.

Jeszcze wiele do zrobienia

O kwestie ważne dla przyszłości Polski w Europie, „Dziennik Trybuna” pyta eurodeputowanego Janusza Zemke.

Czy eurodeputowany powinien być przede wszystkim reprezentantem Polski, czy reprezentantem swojej opcji politycznej. A może jest to opozycja pozorna?
Poseł do PE powinien być reprezentantem Polski i swojej opcji politycznej. w PE funkcjonuje się we frakcjach politycznych, a nie grupach narodowych. Oczywiście są sprawy (np. stosunek do Pakietu mobilności, które łączą Polaków niezależnie od przynależności do frakcji politycznej.

Polska stoi z boku dyskusji o dalszej ewolucji europejskiego systemu. Wpisany w traktaty stan równowagi pomiędzy Unią jako związkiem państw członkowskich i Unią jako wspólnotą jej obywateli wydaje się ulegać zachwianiu. Jak byśmy go chcieli widzieć? Czy poprzez większą centralizację, jako superpaństwo? Czy europejskie instytucje powinny mieć większy wpływ, bardziej bezpośredni na nasze życie?
Tak. Opowiadam się za zwiększeniem wpływu instytucji europejskich na nasze życie. Wstąpiliśmy do UE dobrowolnie i w naszym interesie jest, by Unia i jej instytucje były skuteczne.

Pojawiają się cały czas koncepcje reformy UE w duchu albo „Europy dwóch prędkości”, albo takie jak plan Macrona. Dzielące Unię ja jej centrum i peryferie. Czy  to nie regres europejskiej idei? Z drugiej strony nawet największe gospodarki unijne zdają sobie sprawę, że samotnie nie mają szans w rywalizacji z Chinami, Stanami Zjednoczonymi, a może nawet i z Rosją. Którędy zatem wiedzie droga do przekształcenia UE w jeden organizm, który w stosunku do zewnętrznych partnerów będzie mówił jednym głosem?
Droga jest jedna. Twarda realizacja przez wszystkie państwa zasad i wartości Unii. Pomysły, by Unia miała różne prędkości są z punktu Polski niekorzystne, gdyż spychają nas na margines UE. Niestety, obecnie Polska, przez konflikt o praworządność, konflikt z instytucjami europejskimi, konflikt z największymi państwami w Unii, sama spycha się na margines wspólnoty.

Unia Europejska to także unia regionów. Jakie najważniejsze potrzeby mają wyborcy pańskiego regionu wyborczego. Jak będzie pan, jako euro deputowany, pomóc im?
Głównym problemem są opóźnienia w realizacji inwestycji infrastrukturalnych, np. drogi S-5 w moim województwie. Moja rola tutaj może polegać na nacisku na Komisję Europejską, by egzekwowała od polskiego rządu ustalenia podjęte z Unią w tym obszarze.

UE stworzyła wspólną przestrzeń gospodarczą. Ale – nazwijmy to tak – głębokość tej przestrzeni jest taka, że jej beneficjentami są przedsiębiorcy. Pracownicy w mniejszym stopniu – o ile nie wybiorą emigracji do bardziej rozwiniętych krajów UE. Co europejska lewica chciałaby zrobić, aby Europa stała się również przestrzenią wspólnych standardów socjalnych i standardów zatrudnienia.
Europejska lewica walczy o europejskie standardy w zakresie ochrony praw pracowniczych, czy obowiązkowych minimalnych płac i świadczeń. Wiele jest jeszcze w tym obszarze do zrobienia.

Czy europejska płaca minimalna jest na to rozwiązaniem? Jak powinna być konstruowana – czy jako konkretna kwota, czy też dla różnych krajów, a może i regionów ważona w oparciu o ceny koszyka podstawowych artykułów?
Uważam, że dobrym pomysłem jest budowa płacy minimalnej w powiązaniu z realnymi w danym państwie kosztami utrzymania. Płaca minimalna w poszczególnych państwach powinna wynosić, co najmniej 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

Wspólne, europejskie instytucje obronne. W tym zakresie integracja europejska jest dość słaba. Czego by nie mówić, UE nie jest systemem zbiorowego bezpieczeństwa. Ten projekt to uzupełnienie czy alternatywa dla NATO? Czy Europa może taki system zbiorowego bezpieczeństwa zbudować, bez Stanów Zjednoczonych?
Działania UE w obszarze bezpieczeństwa powinny wzmacniać NATO, a nie prowadzić do konfliktu z Sojuszem. Unia ma tutaj wiele niewykorzystanych możliwości. Powinna zwiększać mobilność wojskową w Europie, wspierać badania i wdrożenia z zakresu obronności, prowadzić własne rozpoznanie wywiadowcze zagrożeń. Unia kładzie nacisk na tzw. instrumenty miękkie, jak pomoc w kształceniu kadr, pomoc humanitarna, różne rodzaje nacisków na strony konfliktów zbrojnych. Te metody są niejednokrotnie skuteczniejsze od siłowych sposobów rozwiązywania konfliktów.

Wiadomo, że praca europarlamentarzysty wymaga specjalizacji. W jakich dziedzinach widziała/by Pani/Pan swoją rolę? W jakich komisjach. Wokół jakich spraw obracają się pani/pana główne zainteresowania związane z Unią?
Zamierzam pracować nadal w dwóch komisjach, tj.: Transportu i Turystyki (TRAN) oraz Bezpieczeństwa i Obrony (SEDE). W komisji TRAN za najważniejsze uważam: tworzenie europejskich korytarzy transportowych, ograniczanie negatywnego wpływu transportu na środowisko, poprawę praw pasażerów. W komisji SEDE – poprawę mobilności wojskowej w Europie, zwiększenie rzeczywistych możliwości działania Frontexu, wspieranie przez Unię Europejską badań i wdrożeń w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony, gdyż europejskie technologie, coraz bardziej odstają od światowego poziomu.

Parlament Europejski jest ważną, ciężko pracującą instytucją. Zatrudniająca wielu pracowników, posiadającą fundusze na promocje. Ale w Europie, a zwłaszcza w Polsce, postrzegany jest jedynie jak dom spokojnej, politycznej starości, rozgadane niewiele znaczące ciało. Czemu grono tak znakomitych, doświadczonych ludzi zgromadzonych w PE akceptuje tak kiepską politykę informacyjną?
Tak, rzeczywiście instytucje europejskie w tym PE są za mało ofensywne i skuteczne w promowaniu Unii. Eurodeputowany, poseł do PE ma wpływ na przydzielanie środków na cele promocji, gdyż PE co roku zatwierdza swój budżet. Powinien bardziej krytycznie oceniać sposób wydawania owych niemałych środków na promocję.

Głos lewicy

Jedni warci drugich

Piotr Ciszewski ma już dosyć kampanii wyborczej zanim ta na dobre się zaczęła:
Jak podsumować początki kampanii do Parlamentu Europejskiego?
PiS – Geje! LGBT będzie uczyło dzieci masturbacji!
Koalicja Europejska – Nie jesteśmy PiS-em, głosujcie na nas, bo nasz program to „nie jesteśmy PiS-em!”
Wiosna – Patrzcie jacy jesteśmy fajni, a Robert Biedroń jeszcze fajniejszy! Znamy się na wszystkim bo Robert jest taki fajny!
Nie udało mi się z zasłyszanych dotąd debat dowiedzieć nic szczególnego o pomysłach głównych partii/koalicji na politykę UE, pozycję Parlamentu Europejskiego, europejskie standardy socjalne, umowy o wolnym handlu itd. itp.

Odsunąć PiS

Odsunięcie PiS od władzy to najważniejszy cel, jaki mogą sobie dzisiaj wyznaczyć rzeczywiści patrioci. Nie ci łysi, chamscy i głośni, z którymi PiS-owi po drodze nawet w dniu 100-lecia niepodległości, ale ci otwartogłowi, myślący i głęboko poruszeni skalą zniszczenia wspólnoty narodowej, zagrożenia rządów prawa i wartości demokratycznym. Tegoroczne wybory są najważniejsze od 1989 roku. Jeśli PiS przetrwa u władzy strachem i przekupstwem, będziemy mieli symulowaną demokrację, stracimy realny kontakt ze światem zachodnim, ugrzęźniemy w strefie wpływów wschodniego sąsiada. Taka jest logika we współczesnym świecie, który nie toleruje już komfortu splendid isolation. W tej sytuacji wszelkie wcześniejsze, a być może i dzisiejsze, różnice wśród opozycji tracą na znaczeniu. Kosztowną głupotą jest nieumiejętność dostrzeżenia tego, co najważniejsze. Nie wolno wykorzystywać instrumentalnie polityki zagranicznej do celów gry wewnątrz kraju. Pokolenia brytyjskich polityków wszczepiały do umysłów obywateli Wielkiej Brytanii eurosceptycyzm. Referendum w sprawie opuszczenia UE zostało rozpisane wyłącznie po to, żeby Cameron mógł opanować buntu w Partii Konserwatywnej. Nikt, włącznie z liderami ruchu na rzecz brexitu, nie przewidywał, że większość głosujących to poprze. Stąd zero planu realizacyjnego. Brytyjska klasa polityczna kompromituje siebie, kompromituje brytyjską demokrację i kraj. Ryzykuje rozpad państwa i koniec Zjednoczonego Królestwa. Wszyscy oni zapłacą bardzo wysoką cenę. Za kilka lat nikt z nich nie pozostanie aktywnym politykiem. Racja stanu i przyszłość narodu oraz państwa to nie stawka w grze w rosyjska ruletkę. Nieprzypadkowo PiS i brytyjscy torysi są w tej samej niszowej frakcji w PE. To bracia duchowi. Dlatego gra PiS-u z Unią i jej instytucjami jest potencjalnie bardzo ryzykowna i niebezpieczna. Ta droga prowadzi tam, gdzie są Brytyjczycy: na skraj przepaści.

Włodzimierz Czarzasty, info: sld.org.pl

Biedroń brzydko się chwyta

„Myślałem, że dinozaury wyginęły! PE to nie dom spokojnej starości!”.
Nie wiem, czy pan Biedroń akurat o takiej sławie myślał, ale że znalazł się „na językach”, to fakt.

Sam sobie to załatwił posłużywszy się „mową wykluczenia”, jak ją nazwał Leszek Miller. Poszło o jeden wpis na TT:
„Myślałem, że dinozaury wyginęły! PE, to nie dom spokojnej starości! Leśne dziadki na płatnych wczasach. Mówimy nie! Skończymy z dziadostwem w polskiej polityce”.

„Skończymy”,

czyli skończy on i jego „Wiosna” – jak rozumiem m.in. partner pana Biedronia i partnerka jego zastępcy, bo takie „Wiosenne” lokomotywy ujawniono, choć, jak dotąd, raczej publicystycznie niż oficjalnie.
Rychło, zapewne pod wpływem krytyki, pan Biedroń doprecyzował, „co autor miał na myśli” z tymi „dinozaurami”. W programie „Fakty po Faktach”, w TVN24, wyjaśnił:
„To nie był żaden przytyk do wieku”, tylko „określenie pracy polskich parlamentarzystów”. Po czym posłużył się przykładami.
Zwrot – „polskich parlamentarzystów” – sprawia jednak, że choć palcem wskazał troje posłów PiS, siłą rzeczy uderzył we wszystkich polskich europosłów.
Spójrzmy, kto posłużył panu Biedroniowi za tarczę strzelniczą?
„Anna Fotyga trzy razy zadała pytania ustne przez cztery lata podczas obrad parlamentu.
Karol Karski (złożył) jedną interpelację, sześć razy zabierał głos.
Jacek Saryusz-Wolski (złożył) jedno sprawozdanie przez pięć lata prawie, (zadał) sześć pytań ustnych tylko”…
Dodał też:
– Jesteśmy jedną z najsłabszych delegacji. Może powinniśmy zacząć myśleć o tym, żeby wprowadzać do polskiego parlamentu i europejskiego ludzi, którzy pracują?…
Po pierwsze – przywołując przykład trojga posłów PiS w uogólniającym, obejmującym całą polską grupę europarlamentarną kontekście, pan Biedroń już dopuszcza się manipulacji. Człowiek jego pokroju nie może nie zdawać sobie z tego sprawy.
Poza tym wokół Parlamentu Europejskiego istnieje mnóstwo różnych pism, magazynów, instytutów i placówek analizujących jego działalność w każdej płaszczyźnie i pod każdym kątem. Wszyscy opracowują własne rankingi pracowitości, aktywności legislacyjnej i zaangażowania w prace parlamentu.
Do analizy danych można więc wykorzystywać różne źródła zajmujące się monitoringiem tej
instytucji.
Jednym z nich jest niezależny hiszpański serwis mepranking.eu, który pozwala na porównywanie aktywności europosłów od 2009 r. Portal tworzy również rankingi, które obok kryteriów ilościowych, uwzględniają m.in. nakład pracy włożonej w podejmowane działania, obecność na sesjach czy pełnione funkcje i role. Jakie zatem informacje dotyczące posłów zaczepionych przez pana Biedronia można tam znaleźć?
Anna Fotyga (PiS) oprócz tego, że trzy razy „zadała pytania ustne”, zadała blisko 100 pytań na piśmie, około 200 razy wypowiadała się podczas obrad. Oprócz tego czterokrotnie wystąpiła przed parlamentem w roli sprawozdawcy i siedmiokrotnie w roli kontrsprawozdawcy.

Europosłanka PiS

zajęła 163. miejsce w ogólnym zestawieniu mepranking.eu (wśród 750 europosłów) i jest w pierwszej dziesiątce polskich europosłów. Uczestniczyła w 87 proc. posiedzeń i w 80 proc. głosowań.
Karol Karski (ten od jazdy wyczynowej na melexie). Red. Jabłonowski (z portalu konkret24.tvn24.pl) znalazł na podstronie podsumowującej aktywność Karskiego w Brukseli i w Strasburgu, zapis 90 jego wystąpień. Karski pięciokrotnie wystąpił też przed parlamentem w roli kontrsprawozdawcy. Dodam, że Karski jest przewodniczącym kolegium kwestorów Parlamentu Europejskiego, którzy są odpowiedzialni za prowadzenie spraw administracyjnych i finansowych bezpośrednio dotyczących europosłów i wykonywania przez nich mandatu.
Podobnie rzecz się ma z aktywnością posła Saryusza-Wolskiego.
Polscy europosłowie w ogólnym rankingu mepranking.eu wypadają zdecydowanie lepiej niż tak źle, jak ich „maluje” pan Biedroń. Krasnodębski, Zwiefka, Wałęsa, Liberadzki, Hübner, Siekierski, Buzek, są tam dobrze znani i dobrze notowani. Nie oni jedni, a mimo to na nich też padły okruchy szyderstwa pozornie wymierzonego przez pana Biedronia jedynie w posłów PiS. Jak się poczuli?
Na przykład pani poseł Krystyna Łybacka z SLD została w tym roku nominowana przez europejski The Parliament Magazine do nagrody „Najlepszy europoseł” w dziedzinie edukacji, kultury i mediów. Taka nominacja jest bardzo prestiżowa. Krystyna Łybacka pracuje m.in. w komisjach parlamentarnych Kultury i Edukacji (CULT) oraz Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, reprezentuje Parlament Europejski w Narodowej Szkole Administracji Publicznej we Francji (École nationale d’administration – ENA) oraz Europejskim Instytucie Innowacji i Technologii (EIT). Poseł Łybacka otrzymała specjalne wyróżnienie około 30 organizacji pozarządowych – ON OUR WATCH, które monitorują prace Posłów w Parlamencie Europejskim… Mało? „Dom spokojnej starości”? „Leśne dziadki na płatnych wczasach?”… Może wypadałoby panią poseł Łybacką przeprosić? Co pan na to, panie prezydencie? Panie pośle? Panie kandydacie?
Laureatem (!) MEP Awards (Magazynu Parlamentarnego Unii) za rok 2018 został Jan Olbrycht (PO) pracujący w Komisji budżetu i finansów. Koncentruje się na Wieloletnich Ramach Finansowych, czyli na budżecie całej Unii.
Pan prof. Bogusław Liberadzki z kolei jest wiceprzewodniczącym PE uzyskawszy drugi wynik w głosowaniu (378 głosów), za europosłanką z Irlandii, która uzyskała kilkadziesiąt głosów więcej. Był również laureatem rankingu w kategorii „najbardziej pracowity europoseł” (MEP Awards) w kategorii transport.

„Coś, co nas podnieca”

…czyli zarobki europosłów. To zawsze jest gorący temat, który teraz, w okresie kampanii wyborczej, na pewno będzie często powracał.
Zaczął na portalu WP.pl były eurodeputowany PO, Sławomir Nitras, wtórował mu w tym samym miejscu, też b. europoseł, Marek Migalski. Swobodnie żonglując liczbami wyliczyli, że najbardziej „obrotni” potrafią „wyciągnąć” nawet do 100 tys. złotych miesięcznie. To po prostu nieprawda, choć możliwości, a więc pokus, jest wiele. Pan Migalski, gdy już przestał być europosłem, opisał zresztą pomysłowość swoich kolegów w książce „Parlament Antyeuropejski”. Można otóż, jak czynią niektórzy, dorabiać na szaleńczym podróżowaniu w te i wewte, odbierając zwrot kosztów za przejechane kilometry i należne diety; można podpisywać listę obecności i unikać pracy, ale nie kasy; można rozliczać podróż samolotem, a naprawdę podróżować samochodem; można też, niczym jedna z medialnych gwiazd PiS, wynajmować mieszkanko do spółki z asystentem i żywić się wekami przygotowanymi przez żonę… Tylko, że to wszystko to jest patologia, a nie poważna polityka! Bohaterowie tych opowieści przypominają kierowców TiR-ów z lat 70-tych, którzy wyjeżdżali w trasy międzynarodowe ledwo mieszcząc się w kabinie ciężarówki zapchanej wekami właśnie, kuchenkami gazowymi i zmianą ubrania. To są opisy mentalności dozorcy PGR, który był chory jak wrócił do domu z „gołymi rękami”.
My jednak rozmawiamy o poważnym traktowaniu swych obowiązków. Jest faktem, że europosłowie zarabiają dobrze, ale jeśli uwzględnimy wydatki, które ich obciążają, zarabiają mniej niż asystentki prezesa banku centralnego, czy kumple władzy poutykani w spółkach skarbu państwa.
Jakie to wydatki? Utrzymanie biur w swoim okręgu wyborczym, opłacenie personelu tych biur – łącznie ze wszystkimi obciążeniami wynikającymi z umów o pracę, opłacanie różnorodnych akcji i niezbędnych przedsięwzięć ważnych z punktu widzenia pozycji i znaczenia europosła w swoim okręgu wyborczym. Oczywiście także utrzymanie się na miejscu – w Brukseli i Strasburgu – personel, wyjazdy, hotele, wyżywienie.
Ale przecież to dalece nie wszystko. Znani mi polscy europosłowie organizują na przykład staże europejskie zarówno w swoich biurach krajowych, jak i w Brukseli, wyjazdy studyjne – zazwyczaj dla kilkudziesięcioosobowych grup ze swoich okręgów wyborczych. Warto w tym miejscu przywołać przykład posła Janusza Zemke, który wykonał wręcz gigantyczną pracę organizując (i opłacając!) naukę języka angielskiego dla dzieci z uboższych rodzin, wyposażył pracownie komputerowe, by prowadzić kursy komputerowe dla dzieci, młodzieży i seniorów. Z jego pomocy korzystają również studenci – dla najzdolniejszych organizuje staże w swoich biurach w województwie, a także w Brukseli i Strasburgu. Ich liczba idzie już w setki. Stażysta jadący na staż do Brukseli, który trwa od 4 do 6 tygodni, dostaje od posła stypendium w wysokości 1000 euro miesięcznie. Na stażu w biurze w województwie, stypendium wynosi 200 euro.
Można więc, jak to opisuje pan Migalski, zajadać weki, liczyć diety i godziny do odjazdu do domu, ale można też pracować zupełnie inaczej – z pożytkiem dla kraju i dla swoich wyborców.
Ciekawe, którą z tych możliwości wybiorą koledzy pana Biedronia? Bo on sam zapowiada, że choć wygra, to nie wyjedzie. Ma misję do wypełnienia w kraju. Uważam, że to też – podobnie jak tak lekko rzucane szyderstwa i niedopowiedzenia na temat politycznej konkurencji – nie jest w porządku.
Pan Biedroń ledwo zaczął, a już brzydko się chwyta.

Jak stwierdzić gwałt

Pani Kaja Godek zastanawia się, „jak stwierdzić, czy był gwałt”, kiedy kobieta przychodzi do lekarza i domaga się aborcji. Odpowiadam: zdecydowanie łatwiej, niż stwierdzić istnienie katolickiego Boga.
Szkoda, że tylko moralizatorskie zapędy pani Godek pozostają w wieku XIII, bo ambicje finansowe przejawia jak najbardziej współczesne. Zupełnie jak jej mentor Janusz Korwin-Mikke, który najpierw przez lata raczył nas mrożącymi krew w żyłach opowieściami o europejskiej Sodomie i Gomorze, później jednak powędrował prosto w sam środek brukselskiego zepsucia, następnie stwierdził, że to nie na jego nerwy, a teraz znów zamierza dziarsko skierować swe kroki w paszczę lwa. Brukselska pensja najwyraźniej warta jest tego, aby przez najbliższe cztery lata znów udawać zaskoczonego, że inne kraje teorii o powiązaniach pedofilii z homoseksualizmem po prostu nie będą spokojnie słuchać.
Europarlament powinien natomiast skrupulatniej badać wypowiedzi potencjalnych ugrupowań starających się o start i rozszerzyć swoją rezolucję zakazującą działalności grupom neofaszystowskim o kandydatów podcierających sobie publicznie tyłki prawami człowieka.
Bo oto Kaja Godek, kandydatka do zasiadania w organie stanowiącym prawo dla całego kontynentu, który widział dwie wielkie wojny i szereg pomniejszych, deklaruje w biały dzień bez żenady, że zamierza jako standard ustawodawczy wprowadzić systemową opresję wobec ofiar gwałtu. Bo tym właśnie jest podważanie ich słów. Przestępstw, których wynikiem może być ciąża, według danych Federy, dokonuje się w Polsce około 3 tys. rocznie. CBOS wskazuje na miażdżącą liczbę głosów poparcia dla aborcji w tzw. skrajnych przypadkach tj, gwałtu i kazirodztwa (którego, idąc logiką pani Godek, podobnie nie dałoby się stwierdzić jednoznacznie).
„Poród jest konsekwencją bycia w ciąży” – stwierdza Godek, kreując się na nowego Hammurabiego, podczas gdy na usta cisną się zgoła inne porównania. Kilka dni temu świat wstrzymał oddech usłyszawszy historię z Argentyny. 11-letnia dziewczynka, uciekając z rodzinnego domu, gdzie szalał ojczym molestujący jej starsze siostry, trafiła pod opiekę babci, której partner również okazał się gwałcicielem, a państwo wykazało się totalitarną bezwzględnością, każąc jej rodzić w szóstym miesiącu. Lucia dostała od władzy oficjalny nakaz „ratowania obu żyć” – dzięki któremu jedno życie wisi na włosku (dziecko najprawdopodobniej nie przeżyje), a drugie jest złamane wielokrotną traumą po potraktowaniu jak inkubator, a nie czująca istota.
Dla pani Godek mam propozycję: jeśli naprawdę chce się pani przyczynić do ratowania życia dzieci – w tym chorych, zamiast zakazywaniem przerywania ciąży, które dla kobiety nigdy nie jest równoznaczne z wyjściem do fryzjera, niech się pani zajmie zmianą procedur adopcyjnych tak, aby rodziny pragnące przyjąć to ocalone życie nie czekały na nie w upokorzeniu całymi latami i aby później dostawały systemowe wsparcie. Nie musząc wylegiwać podłóg na sejmowych korytarzach w oczekiwaniu na 500-złotową jałmużnę.

Z kim (czym) do Europy?

Czasy Unii Europejskiej, do jakiej zdążyliśmy się po roku 2002 przyzwyczaić, odchodzą w przeszłość. Po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego będzie to już zupełnie inna Unia, i to bez względu na to, jaki będzie rodzaj Brexitu, i czy w ogóle nastąpi.
Aktualnie największymi ugrupowaniami w Europarlamencie są konserwatywni liberałowie (Europejska Partia Ludowa) i socjal(liberalni) demokraci (S&D). Te dwa ugrupowania dzielą i rządzą w parlamencie europejskim, mając odpowiednio 217 i 187 mandatów, czyli znacznie powyżej połowy wszystkich (751).
Nowy parament będzie zupełnie inny. Z ostatnich sondaży paneuropejskich można wywnioskować, że największe (do dziś) ugrupowania stracą, w sumie 100 lub więcej mandatów.
Sondaże wskazują, że nowy europarlament może być bardziej rozdrobniony niż dotąd. Prawdopodobne jest też powstanie nowych grup parlamentarnych z przekształcenia istniejących lub zupełnie nowych. Znacznie więcej będzie ugrupowań nierozumiejących korzyści z istnienia Unii lub wręcz jej istnieniu wrogich.
Możliwe będzie powstanie nowych koalicji i wielce prawdopodobne jest powstanie koalicji, która będzie rządziła Unią bez udziału grupy lewicowej.
W takim momencie pojawia deus ex machina wymyślona przez PO Koalicja Europejska. Polscy posłowie z grupy EPL czyli reprezentujący PO, jak zresztą większość posłów reprezentujących Polskę, nie należą do czołówki zapracowanych. Z drugiej strony, w czołówce „zarobionych” plasują się za to panowie Krasnodębski i Czarnecki. Można o nich, co prawda długo rozprawiać ale też nic dobrego nie powiedzieć. Na pewno zaś nie to, że potrafią zadbać o interesy Polski czy polskich obywateli.
(…)
Nie dziwi mnie, że szefowi PO zależy na osłabianiu wszystkich ugrupowań, które miały by szansę uzyskać mandaty do europarlamentu. Im mniej ich wystartuje i przekroczy próg, tym więcej mandatów zostanie dla PO. Mandaty dla PiS nie wydają się zagrożone, bo prawdopodobnie żadne ugrupowanie bliżej prawej ściany niż PiS, mandatów nie uzyska. Nie potrafię tego udowodnić, ale wydaje mi się, poparcie dla Kukiz 15 jest przeszacowane, i w konsekwencji to ugrupowanie nie uzyska mandatów.
Głosy uzyskane przez PSL nie są do uzyskania przez PO, stąd presja na ludowców, by przyłączyli się do koalicji. Nie jest to łatwa decyzja, bo PSL balansuje na progu wyborczym a startując w koalicji ryzykują utratę części wyborców, którzy nie muszą do niego wrócić w jesiennych wyborach.

Tekst ukazał się na blogu Adama Jaśkowa Aristokr’s Blog – Brzytwą Ockhama”.

W tym tygodniu w PE

W najbliższych dniach Parlament Europejski zajmie się szeregiem istotnych tematów.

Oto niektóre z nich:

Pracownicy delegowani

We wtorek odbędzie się debata plenarna i głosowanie ws. nowych przepisów mających na celu zapewnienie równych płac i warunków pracy dla pracowników wysłanych czasowo do innego kraju UE oraz zagwarantowanie uczciwej konkurencji przedsiębiorstw. Nieformalne porozumienie w tej sprawie Parlament Europejski i państwa członkowskie osiągnęły w marcu.
Aktualnie prawo UE przewiduje zestaw obowiązkowych przepisów dotyczących warunków pracy, które stosuje się w odniesieniu do pracowników delegowanych (m. in. minimalne wynagrodzenie, maksymalny czas oddelegowania, minimalny wymiar płatnego urlopu corocznego). Przepisy te zawarte są w dyrektywie z 1996 r.
W porównaniu z 1996 r. sytuacja gospodarcza i rynek pracy w Unii Europejskiej uległa wielkim zmianom. W ciągu ostatnich 20 lat jednolity rynek się powiększył, a różnice płac wzrosły, a delegowanie pracowników może być sposobem na ich wykorzystywanie. Ramy prawne z 1996 r. nie odpowiadają już w pełni aktualnej sytuacji.
Ponadto luki w obowiązującym prawodawstwie doprowadziły również do wzrostu „kreatywnych” nadużyć i oszustw (takich jak przedsiębiorstwa skrzynkowe lub fikcyjne podwykonawstwo), które prowadzą do wyzysku pracowników delegowanych.
Najważniejsza zmiana dotyczy stawki płacy, do jakiej uprawniony jest pracownik delegowany. Zgodnie z aktualnie obowiązującą dyrektywą pracownicy delegowani mają prawo do stawki minimalnej. Zgodnie z nową propozycją w kraju, w którym wykonywana jest praca powinny być stosowane takie same przepisy w sprawie wynagrodzeń, jak w przepisach krajowych lub powszechnie stosowanych układach zbiorowych. Pracownicy delegowani mieliby zatem podlegać takim samym przepisom, jeśli chodzi o wynagrodzenie – zgodnie z zasadą „równa płaca za jednakową pracę w tym samym miejscu”.
Zasada traktowania na równi z lokalnymi pracownikami z agencji pracy tymczasowej zostanie również zastosowana do pracowników oddelegowanych przez agencje pracy tymczasowej.
Poza tym pracownicy oddelegowani na okres dłuższy niż dwa lata (oddelegowanie długoterminowe) mają być objęci co najmniej obowiązkowymi przepisami prawa pracy kraju przyjmującego.
W 2016 roku w UE było 2,3 mln pracowników delegowanych. Zgodnie z danymi zgromadzonymi przez UE liczba pracowników delegowanych w UE w latach 2010–2016 wzrosła o 69 proc. Ogółem pracownicy oddelegowani stanowią zaledwie 0,4 proc. siły roboczej w UE, jednak w zależności od sektora i kraju liczba pracowników wysyłanych za granicę może być większa.
82,3 proc. pracowników delegowanych jest wysyłanych do państw UE-15. Niemcy, Francja i Belgia to kraje, w których pracuje najwięcej pracowników oddelegowanych. W tych trzech krajach łącznie usługi świadczy około 50 proc. wszystkich pracowników delegowanych. Z kolei Polska, Niemcy i Słowenia to trzy kraje, z których wysyła się najwięcej pracowników za granicę. Przeważnie delegowanie odbywa się między sąsiadującymi państwami.

Środki antydumpingowe

We wtorek odbędzie się debata, a w środę głosowanie plenarne nad projektem przepisów, które mają na celu skuteczniejsze przeciwdziałanie dumpingowi środowiskowemu i społecznemu. Po zatwierdzeniu przepisów UE będzie mogła nakładać wyższe cła na przywóz towarów po cenach dumpingowych lub subsydiowanych z krajów trzecich. Nieformalne porozumienie w tej sprawie Parlament Europejski i państwa członkowskie osiągnęły w grudniu 2017 r.

Przyszłość Europy

W środę rano odbędzie się debata plenarna o przyszłości Europy z udziałem premiera Luksemburga Xaviera Bettela. To już szósta z kolei debata z udziałem przywódcy jednego z państw członkowskich. W dyskusji weźmie udział również przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Inne tematy

Wśród pozostałych tematów m. in. zapobieganie nielegalnemu ingerowaniu w odczyty stanu licznika kilometrów używanych samochodów na terenie UE, przyszłość unijnej polityki rolnej i przywrócenie zaufania do strefy Schengen.