Kupiliśmy myśliwiec w worku?

Bloomberg ujawnił raport Pentagonu, który dyskwalifikuje najdroższy i „najnowocześniejszy” samolot bojowy w dziejach świata F-35. Został tak wykonany, że nie jest w stanie w nic poprawnie wcelować. Program budowy F-35 pochłonął już 428 miliardów dolarów. Część tych pieniędzy zwrócą polscy podatnicy, gdyż rząd PiS na wezwanie Amerykanów właśnie zakupił 32 takie maszyny, lecz samolot nie nadaje się do wojowania, a dalsze prace przy nim podniosą cenę programu F-35 do tysiąca miliardów dolarów.
Model F-35 stwarza nawet więcej problemów niż F-16, które Polska już dawno kupiła, gdyż kilka z tych F-16 może jako tako latać i strzelać.
Nasze przyszłe F-35 będą mogły tylko latać, jeśli Amerykanie nie zdołają go naprawić do czasu dostawy i z pewnością trzeba będzie dopłacić, by zadowolić producenta. Na razie sprawa wygląda bardzo źle.
Samolot jest maksymalnie skomputeryzowany, lecz wykryto już 873 nowe błędy w oprogramowaniu.
To trochę mniej niż w 2018 r., kiedy znaleziono 917 ciągle nie rozwiązanych anomalii, lecz armia amerykańska ograniczyła użycie maszyny wyłącznie do latania, ćwiczenia pilotów i misji rozpoznawczych, gdyż nie nadaje się do niczego innego.
Jednocześnie, według najwyższego dowództwa i producentów samolot potencjalnie będzie mógł wykonać każde zadanie, jeśli uda się naprawić jego wady.
Amerykanie sprzedali już setki F-35: kupcami są Japonia, Australia, Polska, Wielka Brytania i Singapur.
Do tej chwili dostarczono im 490 samolotów, lecz wszystkie wymagają skomplikowanej modernizacji, by mogły funkcjonować na poziomie podstawowym.

Kampania w cieniu F-35

Prezydent Andrzej Duda rozpoczął nieoficjalnie swoją kampanię prezydencką z wysokiego „C” ogłaszając, że Polacy są już bezpieczni, bowiem podpisano w Dęblinie kontrakt na zakup i zamontowanie w Polsce systemu 32 samolotów V generacji.

Przy okazji usłyszeliśmy, że wierzymy w respektowanie przez naszych sojuszników art. 5 Traktatu NATO. Nie wszyscy w to jednak uwierzyli. Uroczyste podpisanie wielomiliardowej transakcji o charakterze biznesowym ze strony polskiej zdominowali politycy z prezydentem na czele, co potwierdza przypuszczenie, że ma być ona jednym z najważniejszych argumentów na korzyść Andrzeja Dudy, kandydata prawicy na drugą kadencję prezydencką. Stronę amerykańską poza ambasador tego kraju w Polsce, reprezentowali biznesmeni i wojskowi, jak na traktat handlowy przystało. Mieliśmy więc do czynienia ze zjawiskiem rzadko spotykanym, chyba że przyjmiemy, że po obydwu stronach stołu stali handlowcy. Mężowie stanu takich sytuacji unikają.

Kulawe przezbrojenie

Polska, jako członek NATO od 1999 roku dokonuje przezbrojenia armii, dostosowując je do nowych standardów technologicznych m.in. poprzez pozyskanie uzbrojenia odpowiadającego wymogom współczesnego pola walki. Likwidujemy również, choć powoli stare uzbrojenie poradzieckie, które dawno powinno trafić do muzeów. Pierwszy duży zakup dotyczył amerykańskich samolotów F-16. Ostatnio podpisano kontrakt na dostawy antyrakiet „Patriot”. Z tą słuszną zasadą ogólnie zgadzają się wszyscy Polacy, problem dotyczy bowiem sprzętu o charakterze obronnym i mieści się w granicach naszych możliwości.

Zakup samolotów F-35 to element program Harpia i najnowszego planu modernizacji technicznej armii na lata 2021-35. Za 32 samoloty F-35A Lightning II zapłacimy 4,6 mld dolarów, co ma być zrealizowane poza budżetem MON. Wielu specjalistów lotnictwa wojskowego twierdzi, że jest to bardzo kontrowersyjny zakup. Uzyskujemy bowiem możliwości, których nie będziemy w stanie w pełni wykorzystać. Należałoby zmodernizować całe wojsko pod kątem sieciocentryczności, na co nie stać nawet w dalszej perspektywie polskiego podatnika. Poza tym samoloty F-35 obarczone są szeregiem wad konstrukcyjnych i zawodnością związaną głównie z niedopracowaniem systemów sterowania i uzbrojenia. Są też różnice zdań co do „niewidzialności” tych samolotów w związku z postępem w konstrukcji współczesnych systemów radiolokacyjnych.

Broń ofensywna

Niewiele państw Unii Europejskiej zdecydowało się na zakup tych samolotów, są drogie. Polskie MON zaakceptowało wg upowszechnionych danych astronomiczną cenę za jeden egzemplarz F-35 o blisko 250 mln zł większą od ceny producenta, znacznie wyżej od ceny sprzedaży do Hiszpanii, Włoch, czy Holandii. Znane są perturbacje i unikanie zakupu tych samolotów przez Turcję, mającą najsilniejszą armię NATO w Europie.
Samolot F-35 to nie jest broń defensywna, tylko ofensywna. Posiadanie jej sytuuje Polskę w elitarnym klubie, niemniej jednak potwierdza jej miejsce jako państwa frontowego, w tzw. szpicy NATO, które jest narażone jako pierwsze na skutki ewentualnego konfliktu militarnego. Polska za wszelką cenę powinna unikać oddawania swego terytorium na prowadzenie działań wojennych. Dwie wojny światowe w XX wieku powinny nas czegoś nauczyć. Zginęły miliony Polaków, nie do oszacowania są straty w majątku narodowym.

Polska na tym straci

Nie można przyjąć demagogicznych stwierdzeń polityków polskiej prawicy, że posiadanie F-35 związane jest z naszym bezpieczeństwem. Nie jest to prawda. Być może z bezpieczeństwem USA. Polska wyłącznie na własne życzenie posiada dziś gorsze stosunki z Rosją niż Francja, Niemcy czy nawet USA. Nie można też pomijać tutaj aspektu ekonomicznego – amerykańskie koncerny zbrojeniowe wbrew logice handlowej związanej z prawem konkurencji, uzyskały na polskim rynku absolutny monopol, co skutkuje wielkim stratami dla rodzimego przemysłu obronnego i nieuzasadnionymi kosztami, które obciążają naród. Polska nie uzyskuje nic w zamian i idzie drogą zaniechania korzyści z offsetu, jak miało to miejsce przy kontrakcie na samoloty F-16.

Lewica polska wielokrotnie w Sejmie upominała się o racjonalne budżety MON, skierowane głównie na finansowanie celów dotyczących umacniania i unowocześniania obrony narodowej, a przeznaczania wszelkich wolnych środków na programy socjalne, służbę zdrowia, kulturę i edukację. Zakup F-35 poza wszelkimi wymogami ustawowymi i procedurami państwowymi jest sprzeczny z tymi zasadami. Trzeba zwrócić uwagę, czy zastosowanemu trybowi zakupu F-35 i ocenie potrzeb narodowych w dziedzinie obrony nie powinna przyjrzeć się Naczelna Izba Kontroli, a także odpowiednie komisje Sejmu i Senatu.

Generalnie jednak można przyjąć, że powstające wokół zakupu F-35 kontrowersje i spory zarówno między wojskowymi, a szczególnie politykami, są wynikiem braku porozumienia w sprawach podstawowych. Szczególnie chodzi o precyzyjne, wspólne określenie przez wszystkie siły polityczne w kraju takich pojęć konstytucyjnych, jak interes narodowy, bezpieczeństwo narodowe, racja stanu. Rodzą się w związku tym liczne pytania, pozostawione jednak bez odpowiedzi.

Kontrakt na F-35 to bubel

Jesteśmy zaniepokojeni tym, że Komitet offsetowy przy Ministerstwie Obrony Narodowej chce pozyskać samolot wielozadaniowy F-35 bez offsetu. Czy to wynik sugestii amerykańskich koncernów zbrojeniowych, dla których to jest niezwykle korzystne? To bardzo niekorzystne dla polskiego przemysłu obronnego i jego zaplecza badawczo-rozwojowego i przejaw myślenie krótkofalowego. W obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych Polska będąca najważniejszym ogniwem na wschodniej flance NATO, powinna umacniać polski przemysł obronny i jego zaplecze badawczo-rozwojowe jako jedno z najważniejszych ogniw polskiego systemu obronnego. To nasz żywotny interes narodowy o charakterze strategicznym. To zaś wymaga transferu najnowszych technologii do polskiego przemysłu i jego zaplecza badawczo-rozwojowego. Tym bardziej, ze w obecnych czasach wyścig między państwami toczy się w sferze najnowszych technologii, zwłaszcza podwójnego zastosowania ( dual use). Warto wzorować tu się na Chinach, które w ostatnich latach zaczynają doganiać w tej dziedzinie Stany Zjednoczone! – uważa Polskie Lobby Przemysłowe i dokłada do tego ekspertyzę zespołu eksperckiego, którą przedstawiamy w całości.

Nasze prace podejmujemy zatroskani trudną sytuacją polskiego przemysłu obronnego. Zakup za granicą samolotu F-35, systemów WISŁA, HIMARS, rakiet do systemu NAREW oraz realizacja programów KRUK i ORKA wiązać się będzie z przekazaniem znacznych kwot zagranicznym producentom. Dlatego zakupy te powinny być skompensowane znacznym offsetem*, a zwłaszcza transferem najnowszych technologii do naszego przemysłu i jego zaplecza badawczo-rozwojowego w celu wzmocnienia i modernizacji Polskiego Potencjału Obronnego.

  1. Przeprowadzona przez ekspertów uczestniczących w pracach nad niniejszą ekspertyzą analiza nowego PMT – Planu Modernizacji Technicznej na lata 2021-2035 z uwzględnieniem 2020 r. wykazała, że duża część spośród 16 programów modernizacji Sił Zbrojnych RP, zwłaszcza programów: HARPIA (zakup samolotów F-35), KRUK (zakup śmigłowców uderzeniowych), WISŁA (zakup systemu obrony powietrznej średniego zasięgu), ORKA (zakup okrętów podwodnych) i HIMARS (zakup artylerii rakietowej dalekiego zasięgu) oraz prawdopodobny zakup eskadry samolotów F-16 – jak wszystko na to wskazuje – realizowana będzie z małym lub jedynie symbolicznym udziałem polskiego przemysłu. Jednocześnie duże środki budżetowe (przewidywana wartość PMT to około 524 mld PLN) na ich realizację zostaną przekazane producentom zagranicznym, głównie amerykańskim, kosztem zamówień w polskim przemyśle obronnym i jego zapleczu badawczo-rozwojowym. Dlatego tak ważne będzie przy realizacji tych programów wynegocjowanie satysfakcjonującej, maksymalnie korzystnej dla naszego przemysłu obronnego oferty offsetowej, kompensującej te wielkie wydatki, a zwłaszcza umożliwiającej pozyskanie najnowszych technologii wojskowych, w tym podwójnego zastosowania (dual-use technologies). Byłby to istotny impuls w modernizacji naszej gospodarki, zapewnieniu jej zdolności mobilizacyjnych i realizacji Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, zwłaszcza, że w najbliższym czasie rozwój polskiej gospodarki ma opierać się przede wszystkim na innowacyjności.
  2. Zadaniem Rządu powinno być nie tylko kupowanie uzbrojenia, ale również właściwe dbanie o rozwój rodzimego przemysłu obronnego i jego zaplecza badawczo-rozwojowego, w tym również nadzorowanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej spółek Skarbu Państwa wchodzących w skład naszego narodowego koncernu – Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Sprawia to, że należy dołożyć wszelkich starań, aby w przyjętych programach PMT w przypadku zakupu uzbrojenia za granicą, w jak największym stopniu zaangażowane były polskie firmy zbrojeniowe. Szczególnie dotyczy to programu HARPIA, ponieważ biorąc pod uwagę decyzję o zakupie samolotów Lockheed Martin F-35A Lightning II, ich uzbrojenia, niezbędnej infrastruktury towarzyszącej i pakietu szkoleniowego, związane z tym wydatki będą niezwykle wysokie. Do tego dojdą znaczne wydatki na realizację pozostałych ww. programów. W przypadku braku związanego z nimi offsetu lub niewielkiej jego skali, doświadczymy znacznego pogorszenia stanu sektora przemysłu obronnego w Polsce, który jest nieodłączną częścią systemu bezpieczeństwa państwa, co doprowadzić może w konsekwencji do upadłości wielu ważnych dla obronności państwa przedsiębiorstw i ośrodków badawczo-rozwojowych. Poza tym doprowadziłoby to do bezpowrotnego utracenia pracującej w nich wysokokwalifikowanej kadry inżynierów, techników i doświadczonych pracowników. Stanowią oni największy kapitał naszego sektora obronnego. Tym bardziej, że planowanie znacznego zwiększenia wydatków na modernizację armii dopiero w pięcioletniej perspektywie jest silnie obciążone ryzykiem niepełnego wykonania ze względu na możliwość spowolnienia gospodarczego lub nawet zaistnienia kryzysu. Niektórzy ekonomiści, w tym zagraniczni, uważają nawet, że nie można wykluczyć wybuchu światowego kryzysu gospodarczego podobnego, a nawet głębszego, od tego, jaki miał miejsce w 2008 roku, ponieważ nie zostały zlikwidowane jego strukturalne przyczyny. Poza tym z historii gospodarczej wynika, iż w okresie głębokiej recesji produkcja zbrojeniowa realizowana w kraju może spełniać funkcję efektu mnożnikowego, ułatwiającego jej przezwyciężenie.
  3. Uważamy, że współpraca przemysłowa przy zakupie F-35 nie powinna się ograniczać jedynie do pozyskania tego samolotu; polski przemysł zbrojeniowy i jego zaplecze badawczo-rozwojowe w ramach kompensacji za wydane sumy na zakup F-35 powinny stać się częścią łańcucha dostaw dla głównego producenta tego samolotu firmy Lockheed Martin i ewentualnie jego kooperantów (przede wszystkim Pratt&Whitney UTC i ewentualnie BAE System). W negocjacjach offsetowych z Lockheed Martin strona polska powinna postulować:
    – zwiększenie oferty offsetowej przy zakupie kolejnych baterii systemu „Patriot” w ramach programu WISŁA (w naszej ocenie offset związany z pozyskaniem dwóch pierwszych baterii był niezmiernie skromny, znacznie poniżej oczekiwań strony polskiej); chodzi tu także o technologie mogące mieć zastosowanie w realizacji systemu obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu (program NAREW),
    – przekazanie Wojskowym Zakładom Lotniczym Nr 4 S.A. w Warszawie technologii i kompetencji niezbędnych do serwisu i naprawy silników samolotów F-16 (F100) i F-35 (F135) produkcji Pratt&Whitney,
    – przekazanie dla WSK „PZL-Kalisz” S.A. technologii i kompetencji do produkcji określonych zespołów i podzespołów silników, agregatów i przekładni do samolotów F-16 i F-35 wraz z pakietem zamówień w łańcuchu dostaw,
    – przekazanie polskiemu przemysłowi stoczniowemu elementów systemów i technologii służących uzbrojeniu i wyposażeniu budowanych w naszym kraju okrętów wojennych w ramach programu MIECZNIK.
  4. W kontekście współpracy polskiego przemysłu zbrojeniowego i lotniczego z dostawcą amerykańskich bojowych samolotów najnowszej generacji, należy sięgnąć po narzędzia oraz procedury kooperacyjne, które zostały wypracowane i z powodzeniem zastosowane w ostatnich latach przez rządy Danii oraz Norwegii w toku pozyskiwania samolotów F-35. Szczególnie doświadczenia norweskie związane z udziałem przemysłu obronnego tego kraju w globalnej sieci dostaw dla koncernu Lockheed Martin są w naszym przekonaniu warte wykorzystania w ramach polskiego programu pozyskania samolotów bojowych najnowszej generacji. Rząd Królestwa Norwegii uzależnił wybór danego typu samolotu bojowego od charakteru i skali zaangażowania przez jego producenta w norweski przemysł obronny. W rezultacie takiego konsekwentnego podejścia władz norweskich, zakłady Kongsberg są niemal wyłącznym dostawcą wielu podzespołów i komponentów o kluczowym znaczeniu dla produkcji F-35 (np. pylonów dla pocisków rakietowych). Co więcej, lotniczy pocisk uderzeniowy JSM tego producenta został opracowany specjalnie dla F-35, a sam samolot dostosowany do przenoszenia tych pocisków w wewnętrznych komorach uzbrojenia.
  5. W przypadku zakupu maszyn F-35 pamiętać trzeba, że jako maszyny V generacji nie są to już samoloty w klasycznym rozumieniu, ale efektory niezwykle złożonego kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego, które operować mogą jedynie w przestrzeni informacyjnej wygenerowanej przez ten system. Kwestią absolutnie fundamentalną jest więc takie negocjowanie warunków dostawy, by zapewnić możliwość autonomicznego, wynikającego z decyzji narodowych ich użycia. Zatem elementem kluczowym jest zbudowanie narodowego modułu zabezpieczenia ich działań (na przykład biblioteki celów), co również musi być elementem transakcji kompensacyjnych. Byłaby to unikalna szansa rozwoju segmentu zaawansowanych technologii (high tech), a także skokowego zwiększenia zdolności w zakresie C5ISR.
  6. W związku z wstrzymaniem dostaw samolotów F-35 dla Turcji po nabyciu przez nią rosyjskich zestawów przeciwlotniczych S-400, należy poczynić starania, aby jej miejsce w łańcuchu dostawców komponentów samolotu F-35 zajęła Polska jako bliski sojusznik USA na wschodniej flance NATO. Byłoby to rozwiązanie bardzo korzystne dla polskiego przemysłu obronnego i lotniczego. Stworzyłoby szansę pozyskania nowoczesnych technologii od strony amerykańskiej.
  7. Przy negocjowaniu oferty offsetowej trzeba przede wszystkim dążyć do zapewnienia transferu technologii do Polski co najmniej w takim stopniu jaki jest niezbędny do samodzielnej eksploatacji samolotów F-16 i podstawowych elementów pozyskanego samolotu wielozadaniowego najnowszej generacji, jakim jest F-35. Jest to szczególnie pożądane w sytuacjach kryzysowych lub w razie konfliktu zbrojnego. Wymaga to podzielenia się przez producenta kompetencjami w zakresie eksploatacji i napraw nabytego samolotu. Oznacza to, po pierwsze, potrzebę wynegocjowania odpowiedniego pakietu szkoleniowego obejmującego także jego personel techniczny, a po drugie – udostępnienie i długoterminowe zapewnienie na miejscu w Polsce dostawy najważniejszych części zamiennych do tego samolotu, autoryzowanych przez amerykańskich producentów F-35 i włączenie polskich przedsiębiorstw do ich produkcji, oraz zapewnienie im kompetencji i technologii do serwisowania i napraw technicznych pozyskanego samolotu. Nie powinna się powtórzyć sytuacja, z jaką ostatnio mamy do czynienia, kiedy to duża liczba posiadanych przez Polskę samolotów F-16 jest niezdolna do lotów i czeka na bardzo drogie części zamienne zza oceanu lub naprawy, które mogą być wykonane wyłącznie w Stanach Zjednoczonych, w zakładach, które w pierwszej kolejności remontują liczne samoloty sił powietrznych USA.
  8. F-35 to coś więcej niż samolot, to system walki z jakim Polska nigdy dotychczas nie miała do czynienia. Aby wyzyskać pełne możliwości F-35 musi być dla niego stworzone od podstaw środowisko techniczno-operacyjno-szkoleniowe nowego typu. Pożądanym rozwiązaniem, które rekomendujemy, jest w pierwszym etapie zwiększenie kompetencji Centrum Serwisowania Samolotów F-16 w Wojskowych Zakładach Lotniczych Nr 2 S.A. w Bydgoszczy, a w następnym etapie zbudowanie autoryzowanego przez koncern Lockheed Martin – w oparciu o potencjał WZL Nr 2 i WZL Nr 4 oraz Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych – Polskiego Centrum Obsługowo-Serwisowego dla będących na wyposażeniu naszych Sił Powietrznych wielozadaniowych samolotów F-16 C/D Block 52+ oraz transportowych C-130E Hercules, a w przyszłości także dla F-35A. Przy czym zdolności takiego Centrum powinny dotyczyć całego obsługiwanego i serwisowanego samolotu oraz pełnego okresu jego eksploatacji. Ponadto, w związku z przewidywanym zakupem samolotów F-16 przez Słowację i Bułgarię zdolności serwisowania tych samolotów proponujemy umieścić w Polsce. W tych krajach bowiem zakupy są zbyt małe, by tam budować takie zdolności.
    Natomiast jeśli chodzi o pakiet szkoleniowy to powinien on obejmować zarówno personel latający, jaki i personel techniczny. Powinien on gwarantować stronie polskiej przeszkolenie pilotów samolotów F-35 do poziomu gotowości bojowej NATO. Określona część z nich w ramach pakietu szkoleniowego powinna być wyszkolona jako instruktorzy F-35. Dużym zagrożeniem tego projektu jest brak możliwości pozyskiwania kandydatów na pilotów samolotów wielomanewrowych dla Sił Zbrojnych RP. Wiąże się to z bardzo wysokimi wymaganiami zdrowotnymi oraz właściwościami psychofizycznymi, jakie muszą spełniać kandydaci na pilotów. Trudno bowiem jest pozyskać w dzisiejszym młodym pokoleniu osoby spełniające te rygorystyczne warunki. Stąd przy przeszkoleniu na samoloty F-35 w pierwszej kolejności powinni być zakwalifikowani piloci w pełni wyszkoleni, z dużym doświadczeniem z samolotów F-16. I tu pojawia się następny problem z uzupełnieniem kadr do eskadr F-16.
    Podobny problem dotyczy wysoko wykwalifikowanego personelu technicznego, który po specjalistycznym przeszkoleniu w USA i kilkuletniej służbie w Siłach Powietrznych RP odchodzi do dynamicznie rozwijającego się lotnictwa cywilnego w Polsce i za granicą. Dotyczy również pilotów. Na dzisiejszym konkurencyjnym rynku pracy Siły Powietrzne RP nie są atrakcyjnym pracodawcą dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów z tej branży (piloci i inżynierowie specjalności lotniczej). Wymaga to zmiany funkcjonujących w nich systemów motywacyjnych.
  9. Ważna jest także kwestia przygotowania polskiego przemysłu do absorpcji wynegocjowanego offsetu, a także zapewnienia dyfuzji do cywilnej gospodarki pozyskanych technologii podwójnego zastosowania. Chodzi o to, jakie należy poczynić inwestycje i jak przygotować kadrę menedżersko-techniczną oraz pracowników naszych przedsiębiorstw by ewentualny offset skonsumować, w tym wdrożyć pozyskane w jego ramach technologie. Polskie firmy zbrojeniowe rozumieją potrzebę wysiłku po swojej stronie i wiedzą z jakimi wyzwaniami transformacyjnymi przyjdzie im się mierzyć. Pożądana jest tu współpraca Biura ds. Umów Offsetowych MON z Polska Grupą Zbrojeniową S.A. i wyłonioną w tym celu reprezentacją prywatnych polskich firm realizujących zamówienia w zakresie obronności i uczelni technicznych oraz instytutów współpracujących z Siłami Zbrojnymi, co wymaga opracowania stosownych procedur i organizowania regularnych spotkań. Tylko wtedy możliwa będzie pełna absorpcja technologii i zdolności pozyskanych w ramach offsetu związanego z zakupem samolotu F-35. Należy mieć także na uwadze fakt, że znaczna część zdolności i kompetencji w zakresie serwisowania, obsługi i produkcji elementów wyposażenia wojskowych statków powietrznych i ich napędów nie jest możliwa do pozyskania w inny sposób (np. biznesowy), aniżeli za pośrednictwem zobowiązań offsetowych. Szczególne ograniczenia w tym zakresie dotyczą sprzętu pozyskiwanego z USA (m.in. ograniczenia eksportowe, zgody rządowe).
  10. Ministerstwo Obrony Narodowej dążyć powinno do intensyfikacji współpracy z pozostałymi państwami NATO realizującymi równocześnie program pozyskania samolotów F-35. Mowa tutaj przede wszystkim o następujących sojusznikach: Belgii, Danii, Holandii, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Należy bowiem pamiętać, że taka współpraca zainicjowana już na etapie pozyskiwania samolotów, sprzyjać będzie w przyszłości pogłębianiu interoperacyjności i kompatybilności sił powietrznych państw NATO użytkujących F-35. Jednocześnie współpraca Polski z tymi państwami w trakcie procesu wprowadzania do służby zakupionych samolotów oraz osiągania przez nie odpowiedniego stanu gotowości operacyjnej stwarzać będzie dogodne warunki dla wymiany doświadczeń i pozyskiwania wiedzy od sojuszników.
  11. Równoczesne pozyskiwanie samolotów F-35 przez znaczną część państw NATO stwarza polskiemu sektorowi produkcji obronnej i lotniczej optymalne warunki dla włączenia się we współpracę rozwojową i produkcyjną z partnerskimi zakładami w takich państwach jak Belgia, Holandia, czy Norwegia. Polskie przedsiębiorstwa mogą dzięki takiej współpracy stać się trwałym, ważnym elementem europejskiego konglomeratu firm pracujących na rzecz budowy, obsługi i modernizacji samolotów F-35.
  12. Naszym zdaniem Polska w zakresie rozwoju przemysłu obronnego powinna wzorować się na Korei Południowej, Turcji i Izraelu. Nie tak dawno wszystkie te państwa miały bardzo niewielkie i zacofane przemysły zbrojeniowe, jednak konsekwentna polityka kolejnych rządów zmierzająca do jak najszerszego transferu nowoczesnych technologii militarnych z zagranicy do przedsiębiorstw własnego sektora obronnego po kilku dekadach zaowocowała realnymi sukcesami. Dziś oferują one szeroki asortyment nowoczesnego uzbrojenia i sprzętu wojskowego zarówno dla rodzimych sił zbrojnych, jak i na eksport. Ich dokonania w tej materii są godne podziwu. Czynnikiem sine qua non, który umożliwił skokowy postęp technologiczny przemysłów zbrojeniowych tych państw była ponadpartyjna wola i determinacja polityków tych krajów oraz świadomość, jak ważny dla bezpieczeństwa państwa w długim okresie oraz dla unowocześnienia gospodarki jest posiadanie prężnego, rozbudowanego i zaawansowanego technicznie krajowego przemysłu zbrojeniowego. Tej woli, determinacji i świadomości nie brakowało także politykom rządzącym w Polsce w okresie międzywojennym. W II RP kolejne rządy kładły niewątpliwie wielki nacisk na wszechstronny, kompleksowy rozwój tego sektora gospodarki i na pozyskiwanie najnowocześniejszych podówczas technologii od sojuszników z Zachodu, czego najlepszym przykładem był rozwój Centralnego Okręgu Przemysłowego zainicjowany przez ministra i premiera Eugeniusza Kwiatkowskiego.
    Mając powyższe na uwadze apelujemy do polskich władz oraz do polityków opozycji o stanowcze, zdecydowane i konsekwentne – ponad podziałami politycznymi – wspieranie rozwoju polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz o położenie znacznie większego nacisku niż dotychczas na konieczność transferu nowoczesnych technologii do polskiego sektora obronnego czy to w ramach transakcji offsetowych, czy to na innej drodze. Jeżeli zaniedbamy i zlekceważymy tę kwestię, to przyszłe pokolenia mogą nam tego nie wybaczyć. 
    Podsumowanie:
    Realizacja Programu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych na lata 2021-2035 przewiduje wydatki w wysokości około 524 mld PLN. Środki te powinny zostać wykorzystane w polskich zakładach przemysłu obronnego i ich łańcuchach dostaw lub gdy jest to niemożliwe lub nieefektywne – w oparciu o umowy offsetowe kompensujące realizację zamówień przez podmioty zagraniczne.
    Wybór optymalnych rozwiązań technicznych musi być połączony z doborem optymalnego mechanizmu współpracy z dostawcami – optymalizującego wpływ gospodarczy, a nie koszt jednostkowy. Długoterminowa i holistyczna perspektywa – uwzględniająca rozwój polskiego przemysłu i całej gospodarki – przyjęta przy wydatkowaniu tak znacznych środków finansowych pozwoli na:
    a) bezpośredni rozwój zakładów przemysłu obronnego w Polsce jak również zapewnienie odpowiedniego zaplecza badawczo-technicznego,
    b) transfer technologii, szczególnie dual-use (podwójnego zastosowania) dających podstawy do wzrostu konkurencyjności polskiego przemysłu, zarówno obronnego jak i cywilnego,
    c) rozwój polskich łańcuchów dostaw oraz uzyskanie efektu spillover w przemyśle i w efekcie wzrost ilości inwestycji i tempa rozwoju gospodarczego Polski.
  • Offset jest integralną częścią przemysłowej polityki obronnej i jednym z instrumentów kształtowania gospodarczych podstaw bezpieczeństwa. Offset to umowa kompensacyjna, na postawie której podstawie zagraniczny kontrahent sprzedający dany produkt zobowiązuje się skompensować brak zamówienia tego produktu w rodzimym przemyśle danego kraju transferem technologii wytworzenia i serwisowania tegoż produktu, w kraju kupującego. Ustawa z dnia 26 czerwca 2014 r. o niektórych umowach zawieranych w związku z realizacją zamówień o podstawowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa definiuje zobowiązanie offsetowe jako zobowiązanie zagranicznego dostawcy wobec Skarbu Państwa i offsetobiorcy, polegające w szczególności na przekazaniu technologii lub know-how, wraz z przeniesieniem autorskich praw majątkowych lub praw do korzystania z utworu na podstawie udzielonej licencji, zapewniające wymaganą przez Skarb Państwa niezależność od zagranicznego dostawcy, w celu utrzymania lub ustanowienia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej potencjału w zakresie przeniesienia zdolności produkcyjnych, serwisowych i obsługowo-naprawczych, a także innych, niezbędnych z punktu widzenia ochrony podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa. W normalnych relacjach to kupujący jest stroną uprzywilejowaną i ma prawo do stawiania warunków dotyczących offsetu i jego zakresu.

Su-35 zamiast F-35?

Biały Dom wypowiedział się ostatecznie: Turcja nie dostanie amerykańskich myśliwców piątej generacji F-35. Dzień później Moskwa zaoferowała Ankarze swoje maszyny.

Zakup rosyjskich wyrzutni S-400 Triumf przez Turcję wyklucza dostawy najnowszych amerykańskich samolotów F-35 do Ankary – potwierdziła w oświadczeniu rzeczniczka prasowa Białego Domu Stephanie Grisham. Według Amerykanów obecność rosyjskiego systemu przeciwlotniczego w Turcji spowoduje, że za jego pośrednictwem będą gromadzone dane na temat możliwości i systemów wykorzystywanych przez produkowane przez koncern Lockheed-Martin myśliwców Lightning II.
Amerykanie naciskali, aby zamiast rosyjskich S-400, Turcy kupili wyrzutnie Patriot. Jednak Ankara nie uległa presji i zakup rosyjskiej platformy został sfinalizowany. Do Turcji od ubiegłego piątku docierają kolejne transporty z komponentami systemu, a stu tureckich specjalistów wysłano do Rosji na szkolenie w zakresie kompleksów przeciwlotniczych S-400. Według słów prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana, szkolenia w Rosji mogą objąć nawet tysiąc wojskowych. Systemy S-400 zostaną w pełni zainstalowane w Turcji w kwietniu 2020 r. Koszt zakupu Triumfów to 2,5 mld dolarów, z czego połowa została skredytowana przez stronę rosyjską. Nie rzecz jednak tylko w kosztach, znacznie niższych niż kosz Patriotów, których nota bene jeszcze kilka lat temu, w pierwszych konfliktu w Syrii Turcja się gorąco domagała, twierdząc, że są jej niezbędne, gdyż ustawicznie dochodzi do naruszeń tureckiej przestrzeni powietrznej, a na jej terytorium spadają rakiety wystrzeliwane przez wojska wierne prezydentowi Syrii Baszszarowi Al-Assadowi. Pomimo tych apeli Ankara raz po raz spotykała się wówczas z odmową, co też zapewne nie wpłynęło budująco na wzrost jej zaufania do sojuszników z NATO i ich woli aktywnego włączenia się w obronę Turcji w przypadku, gdyby została zaatakowana.
Amerykańskie obawy, że obecność w Turcji zarówno S-400 jak i F-35 mogłaby doprowadzić do ujawnienia utajnionych danych myśliwców i przejęcie ich przez Rosjan, ale warto zwrócić uwagę na inny jeszcze aspekt – kupując inny niż amerykański system obrony przeciwlotniczej Turcy osiągnęli znaczący stopień uniezależnienia się. Chodzi mianowicie o to, że S-400 nie są zintegrowane z platformami natowskimi, a zatem nie będzie możliwe ingerowanie w ich działanie ze strony sojuszników Turcji z Paktu Północnoatlantyckiego. Tymczasem gdyby Turcja używała Patriotów, zawsze mogłoby się to wiązać z możliwością ich zdalnego „wyłączenia”.
Dzień po wypowiedzi rzecznik Grisham z ofertą wystąpił dyrektor generalny państwowego koncernu Rostech Siergiej Czemezow. „Jeśli nasi tureccy koledzy wyrażą taką chęć, to jesteśmy gotowi zorganizować dostawy Su-35” – oświadczył.
O zainteresowaniu Turcji nowymi rosyjskimi myśliwcami informowano już w maju, podczas największych Międzynarodowych Targów Przemysłu Obronnego IDEF-2019, które odbywały się w Stambule.
Su-35 to wersja rozwojowa Su-27, klasyfikowana jako generacja 4++, opracowana jako model przejściowy na czas zanim do służby wejdzie samolot PAK FA, czyli Su 57. Su-35 korzystają z wielu rozwiązań opracowywanych na użytek nowej konstrukcji. Maszyny te mają swoją wersję eksportową – trafiły już do lotnictwa chińskiego i indonezyjskiego. Ich zakupy są także niemile widziane przez Waszyngton – plany ich nabycia przez Egipt kilka miesięcy temu spotkały się z groźbą sankcji.
Wyścig zbrojeń w powietrzu tymczasem osiągnął nowy etap – wicepremier Rosji Jurij Borisow poinformował, że Rosja przystępuje do seryjnej produkcji myśliwców piątej generacji Su-57, a pierwsze dostawy zostaną zrealizowane już w tym roku. Pierwsza partia ma liczyć 76 samolotów. Następne serie mają obejmować maszyny po kolejnych modyfikacjach, między innymi nowe silniki. Przedseryjne Su-57 były już testowane w warunkach bojowych w Syrii.

Kosztowne zabawki

Andrzej Duda pojechał niedawno do Waszyngtonu i zachowywał się, jakby właśnie wbił do galerii handlowej podczas Black Friday. Wrócił m.in. z obietnicą zakupu floty 30 myśliwców F-35 za „jedyne” 17 mld zł. Norweskie doświadczenia pokazują, że koszty te mogą być w rzeczywistości dużo wyższe. Jeżeli w ogóle uda się je ustalić.

Lewicowi politycy i komentatorzy w Norwegii zgodnie twierdzą, że chaos dotyczący kosztów związanych z zakupem i eksploatacją myśliwców F-35, które mają być kręgosłupem tamtejszej obrony powietrznej, jest „absurdalny”.
Interweniowała parlamentarna komisja ds. kontroli i porządku konstytucyjnego. Zwróciła się do ministra obrony Franka Bekke-Jansena o określenie końcowej ceny F-35 w oparciu aktualny kurs dolara. Minister zaś odpowiada, że jest to „bardzo czasochłonny proces”, może potrwać ponoć nawet pięć miesięcy.
Cytowany przez dziennik „Dagbladet” Bekke-Jansen wyjaśnia: „Takie testy angażują zarówno stronę amerykańską jak i norweską. Przeprowadzenie takich precyzyjnych analiz wymaga ok. 10 tys godzin pracy”. Dodał również, że konieczne będzie powołanie specjalnego zespołu roboczego złożonego z co najmniej 30 osób, który będzie pracował minimum jeden rok. Obiecał on jednocześnie dostarczyć precyzyjną analizę, jednak zaznaczył, że na pewno nie powstanie ona w bieżącym roku budżetowym.
Podczas konferencji prasowej, indagowany przez dziennikarzy Bekke-Jansen tłumaczył dziennikarzom, że nie da się przeprowadzić dokładnego wyliczenia kosztów szybciej, jeśli ma to być opracowanie dokładne, ujawniające pełne ceny, a nie powierzchowne.
– Uważam, że postępujemy bardzo rozsądnie próbując precyzyjnie opracować koszty, ryzyko i wynikające z tego potrzeby budżetowe. Mamy do czynienia z programem zakupu na sumę 85 mld koron [ok. 10 mld dolarów – przyp. red.] i rocznych płatnościach w kwocie około 7 mld koron – powiedział m. in. norweski minister obrony.
Torgeir Knag Fylkesnes, lewicowy deputowany z norweskiej Partii Socjalistycznej Lewicy zasiadający w komisji parlamentarnej, która wezwała Bekke-Jansena do ostatecznego określenia kosztów, powiedział dziennikarzom, że sytuacja jest „absurdalna”, a fakt, iż „minister potrzebuje 10 tys. godzin do tego, żeby dowiedzieć się ile realnie kosztują te samoloty pokazuje, że nikt nie ma nad tym żadnej kontroli i że nikt tego dotychczas nie zbadał”.
Norweska lewica nalega uważa, że rząd kluczy w sprawie współpracy z Amerykanami i próbuje ukryć lub pomniejszyć sumy związane z zakupem i eksploatacją F-35.
– Czerwone światełka alarmowe zapaliły się już dawno temu! To skandaliczny i bezmyślny zakup. Centroprawicowy rząd, przy wsparciu konserwatystów, chce kupić bardzo drogi amerykański sprzęt wojskowy, który być może jest dobrze przystosowany do amerykańskiego modelu prowadzenia ataków z powietrza, ale zupełnie nie nadaje się do obrony powietrznej w warunkach norweskich – skomentował sprawę inny norweski lewicowy polityk Bjørnar Moxnes, szef partii Rødt (Czerwoni).
Skandal związany z ukrytymi kosztami przy zakupie myśliwców F-35 wybuchł po tym, jak dziennikarze gazety „Bergens Tidende” przeprowadzili, przy wsparciu ekspertów, pogłębione wyliczenia i krytycznie ocenili sprawozdanie rządu w tej sprawie. Według autorów tego opracowania ukryta „luka cenowa” wynosi co najmniej 16 mld koron, czyli około 2 mld dolarów. Część tych kalkulacji została zakwestionowana przez norweski resort sił zbrojnych.
Na doniesienia te natychmiast zareagowała lewica. Pierwszy głos zabrał Audun Bjørlo Lysbakken, przewodniczący Partii Socjalistycznej Lewicy. Zażądał specjalnego publicznego wysłuchania parlamentarnego dla ministra obrony.
Warto dodać, że wszystko to dzieje się w kontekście gruntownej przebudowy norweskich sił powietrznych. Centroprawicowy rząd w Oslo ma ambicje stać się czołowym użytkownikiem F-35 w Europie. Ich flota w norweskiej armii liczyć ma 52 samoloty. Do tej pory USA dostarczyły ich dziewięć.
W awangardzie walki przeciw militarystycznej ekstrawagancji norweskiego rządu występuje lewica. W Polsce lewica lubi F-35 i NATO, więc Duda może kupić nawet 100 takich samolotów, a nikt nawet nie spyta o to, czy cena, którą podyktowali „nasi najważniejsi sojusznicy” jest rzeczywistym kosztem.

Chcemy czego inni nie chcą

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w USA potwierdziła kurs polityki zagranicznej RP polegający na wasalizacji wobec Stanów Zjednoczonych. Podpisane porozumienie o współpracy obronnej ma przede wszystkim charakter propagandowy.

4,5 tysiąca żołnierzy, którzy docelowo mają znaleźć się w Polsce to element przejmowania dominacji wojskowej nad Europą Środkową i nowego wyścigu zbrojeń. Bazy wojskowe USA mają wymiar bardziej polityczny niż militarny. Stanowią element wzmacniania „wschodniej flanki NATO”, czyli postępowania wojsk amerykańskich na wschód, którego kolejnym etapem będzie zapewne zwiększanie obecności również w państwach bałtyckich, na Ukrainie, w Gruzji i innych krajach byłego ZSRR.
Za podpisanym porozumieniem stoją interesy wielkiego kapitału. Podczas spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem polskiemu prezydentowi zaprezentowano samoloty F-35 – najnowszy produkt koncernu Lockheed Martin. Przeleciały one nad Białym Domem podczas wspólnego spaceru prezydentów. Takie zaaranżowanie wydarzenia dowodzi, że Trumpowi chodziło o pochwalenie się nie przed partnerem w polityce zagranicznej, lecz wasalem, podatnym na sugestię i propagandę.
Po pokazie polskie media zaczęły określać myśliwiec mianem najlepszego rozwiązania dla rozwoju rodzimego lotnictwa. Chwalono nowoczesność oraz wielozadaniowość F-35, zapominając o wymiarze ekonomicznym propozycji.
Lockheed Martin to koncern, który z Polski uczynił centrum swojej działalności w Europie Środkowej. Zawarł z rządem PiS umowę na dostawy systemów rakietowych HIMARS – intratną dla strony amerykańskiej. Koncern uzyskał duże zyski kosztem polskiego przemysłu obronnego. Pod wpływem politycznych nacisków rząd PiS zakupił zagraniczne rozwiązania, nie domagając się nawet inwestycji offsetowych. Zyski z serwisowania zakupionych systemów również będą trafiać do Lockheed Martin. Dodatkowo wybór amerykańskiego systemu oferowanego jako gotowe rozwiązanie stanowi zagrożenie dla rozwoju polskich technologii.
Podobnie przedstawia się oferta F-35. Strona amerykańska nie udostępni wraz z nim technologii pozwalających na serwisowanie czy wytwarzanie części zamiennych. Polskie zakłady będą wyłączone z procesu dostaw, gdyż Polska nie należy do międzynarodowej sieci współpracy stworzonej przy okazji produkcji i wdrażania F-35. Sugestia włączenia polskich podmiotów do niej nawet się nie pojawiała w kontekście informacji o planowanym zakupie. Dodatkowo pojawi się konieczność unowocześniania infrastruktury oraz rozbudowy baz lotniczych, na czym również skorzystają amerykańscy dostawcy sprzętu. Lockheed Martin zyska również na szkoleniu załóg nowych maszyn.
Dodać też trzeba, że choć bez wątpienia F-35 jest konstrukcją nowoczesną, cierpi na rozmaite „choroby dziecięce” – usterki techniczne i konstrukcyjne wykrywane tych maszynach kilkakrotnie powodowały ich uziemienie. Nie jest to także myśliwiec przewagi powietrznej – choć niektórzy komentatorzy wychwalający planowany zakup tak go określają – jak starszy F-22, który nie jest oferowany na sprzedaż: jego wyłącznym użytkownikiem jest i ma pozostać lotnictwo USA.
Osobną jeszcze kwestią jest porównanie F-35 z nowymi konstrukcjami rosyjskimi i chińskimi, które – co bardzo prawdopodobne – mogą okazać się znacznie bardziej zaawansowane. Warto zauważyć, że propozycję kupna F-35 odrzuciły Niemcy, które prawdopodobnie zdecydują się raczej zaangażować w projekt nowego myśliwca Airbusa. Francja nawet zakupu F-35 nie rozważała, skupiając się na rozwoju rodzimego Rafale wersji F4. Oba kraje planują wspólnie produkować myśliwiec VI generacji bez udziału Amerykanów – miałby on wejść do służby około 2035 roku.
Zakup myśliwców stanowi ogromne obciążenie dla budżetu państwa, w sytuacji gdy coraz poważniejsze jest niedoinwestowanie służby zdrowia czy systemu edukacji. Według informacji Lockheed Martin, cena jednego samolotu F-35 w przyszłym roku ma wynieść około 80 mln USD. Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział już, że rozważany jest zakup 32 takich maszyn (n.b. właśnie tylu maszyn nie dostanie prawdopodobnie Turcja, ukarana w ten sposób za zakup rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej S-400), realizowany w kilku partiach. Dla amerykańskiego koncernu będzie to ogromny dopływ gotówki i istotny kontrakt. Prezydencki minister Andrzej Dera zapowiedział, że wydatki na zakup F-35 będą finansowane z dodatkowego funduszu, a nie środków MON, co jest równoznaczne z ogromnym wzrostem wydatków zbrojeniowych.
Zapłacą polscy obywatele potrzebujący dostępu do publicznej służby zdrowia oraz posyłający dzieci do szkół publicznych.
Za imperializmem politycznym idzie więc również ekonomiczny, polegający na kolonizacji dokonywanej przez wielkie koncerny zbrojeniowe, głównie z USA.
Tymczasem na lotnisku Le Bourget pod Paryżem, gdzie odbywa się największy na świecie salon lotniczy, Turcy pokazali z wielką pompą projekt własnego samolotu bojowego TF-X, który ma być „najlepszym myśliwcem w Europie”. Ma to być odpowiedź na amerykańskie groźby, że nie dostarczą samolotów F-35, w budowie których Turcja uczestniczy. USA są zdenerwowane, że Turcy kupili rosyjski system antyrakietowy S-400, zamiast przestarzałego i bardzo drogiego systemu amerykańskiego Patriot.
TF-X ma budować publiczny koncern Turkish Aerospace, który do tej pory uczestniczył w budowie F-35 dostarczając centralną część kadłuba. Samolot ma być produkowany seryjnie od 2025 r., już za sześć lat, co wielu obserwatorom wydaje się bardzo ambitne, ale trudne do spełnienia. Na początek maszyna będzie mieć silniki General Electric, dopóki nie ruszy własna produkcja z własnym, tureckim silnikiem. W każdym razie Turcja odpowiada w ten sposób na ultimatum Donalda Trumpa nakazującego kupować Patrioty, których nikt, oprócz Polski, nie chce już kupować.
Polska jednak, kupując amerykański system antyrakietowy, który będzie w stanie o ok. 16 minut przedłużyć naszą obronę w razie oczekiwanej przez rząd rosyjskiej napaści, będzie mogła wydać następne miliardy na F-35. W sprzyjających warunkach pozwolą one przedłużyć ewentualną obronę nawet o kilka godzin.
„Rozwój własnego przemysłu obronnego i samowystarczalność w tym względzie pozostaje priorytetem rządu tureckiego” – oświadczył szef Turkish Aerospace Temel Koti w Paryżu.

Polska zapłaci

Biznesy z Andrzejem Dudą to musi być czysta przyjemność dla jego kontrahentów. Polski prezydent podpisał deklarację, z której wynika, że do kraju sprowadzonych zostanie 1 tys. albo więcej amerykańskich wojskowych, a Stany Zjednoczone nie poniosą żadnych kosztów.

„Polska planuje zapewnić i utrzymywać wspólnie uzgodnioną infrastrukturę przeznaczoną dla wstępnego pakietu dodatkowych projektów wymienionych poniżej, bez kosztów dla Stanów Zjednoczonych i z uwzględnieniem planowanego poziomu jej wykorzystania przez Siły Zbrojne USA” – czytamy w dokumencie sygnowanym przez Dudę i Trumpa. Na tym gorliwość polskiej strony się nie kończy: „Polska planuje również zapewnić dodatkowe wsparcie Siłom Zbrojnym USA, wykraczające poza obowiązujący w NATO standard wsparcia przez państwo-gospodarza”.
Według doniesień mediów chodzi m.in. o utworzenie Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego USA w Polsce oraz utworzenie i wspólne wykorzystywanie przez Siły Zbrojne USA i Siły Zbrojne RP Centrum Szkolenia Bojowego w Drawsku Pomorskim i docelowo w kilku innych lokalizacjach.
„Stany Zjednoczone zamierzają kontynuować wsparcie dla Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w utworzeniu CSB przez zapewnienie obecności amerykańskich doradców” – stwierdza się w deklaracji.
Dokument zapowiada także utworzenie w Polsce eskadry amerykańskich dronów zwiadowczych MQ-9. Jednak w dokumencie uczyniono specjalne zastrzeżenie, z którego jasno wynika, że Polska nie będzie miała dostępu do danych gromadzonych przez te urządzenia; ewentualnie będzie to dostęp bardzo ograniczony, „stosownie do okoliczności”. „Stany Zjednoczone zamierzają udostępniać Polsce, stosownie do okoliczności, informacje uzyskane w wyniku działań tej eskadry w celu wspierania naszych założeń obronnych” – głosi deklaracja.
W dokumencie wskazano także chęć stworzenia infrastruktury wspierającej obecność w Polsce amerykańskiej pancernej brygadowej grupy bojowej, lotniczej brygady bojowej i batalionu wsparcia logistycznego.
Podpisanie deklaracji miało miejsce w czasie rozpoczętej 12 czerwca wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie.
Deklarację to jednak nie wszystko – choć umowy w tej sprawie nie podpisano, potwierdziły się zapowiedzi o intencji Polski zakupu myśliwców V generacji F-35 „Lightning II”)– ma być ich 32, czyli tyle, ile zamierzała zakupić Turcja, zanim transakcja nie została zablokowana przez Pentagon w ramach restrykcji za zakup rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400. Jaki będzie koszt tej transakcji – oficjalnie podany i rzeczywisty – można tylko spekulować.
Podpisanie deklaracji jako pierwszy pochwalił sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Europa natomiast milczy – co nie dziwi, bo po raz kolejny Polska dokonała wyłomu w stosunku do stanowiska większości europejskich członków NATO, godząc się na ponadstandardowe w stosunku do Amerykanów warunki zapewniane przez gospodarza i biorąc na siebie gros kosztów – czyli czyniąc to, przeciwko czemu zdecydowanie opierają się Niemcy.
Dodać trzeba, że obok wymiaru militarnego wizyty prezydenta Dudy, pojawiały w jej czasie także wątki energetyczne. Tuż przed wizytą podpisany został kontrakt między PGNiG a amerykańską firmą Venture Global powiększający import gazu do 3,5 mln ton rocznie. Będzie nas to kosztować 8 mld dolarów. Podpisane zostało także porozumienie o współpracy w dziedzinie energii nuklearnej – jedno i drugie pod hasłem uniezależniania się od importu surowców energetycznych od Rosji, co działa jak wytrych, jeśli Polsce chce się coś sprzedać. W rezultacie zatem, ile zapłacimy za wizytę Andrzeja Dudy w – dopiero się okaże.