Neoliberalizm i socjalszowinizm

Tuż przed ciszą wyborczą na lewicowo-liberalnym portalu Krytyka Polityczna pojawił się tekst Magdaleny Okraski „Mam lewicowe poglądy. W niedzielę zagłosuję na PiS”. Autorka deklaruje się jako marksistka, która „potrafi powiedzieć, że socjaldemokracja to zaledwie korekta kapitalizmu”. A jednak chciała poprzeć (poparła?) ludzi, którzy na słowo „marksizm” dostają szału i niszczą wszystko, co się z nim kojarzy, z dużo większą intensywnością niż „liberalni” poprzednicy.

Popieranie PiS-u przez część lewicy to ostateczne stadium degeneracji myślenia reformistycznego (przynajmniej mam nadzieję, że niżej upaść nie można). Konserwatywna polityka socjalna nie wpisuje się nawet w socjaldemokratyczną redukcję nierówności społecznych. To zwykłe utwierdzanie neoliberalno-monopolistycznego kapitalizmu.

 Na szaro

Autorka tekstu przekonuje, że sytuacja pracowników w Polsce pod rządami PiS się poprawiła. Przytacza swoją historię: „Pracowałam na czarno, zarabiałam 1100 zł, a 600 zł płaciłam za wynajęcie pokoju, i to nie kilkanaście, lecz kilka lat temu. Bo pierwszą umowę o pracę (kwota na rękę 1298 zł) trzymałam w dłoniach w 2015 r., mając 34 lata”. Trudno zaprzeczać – świadectwo to niewesołe, wręcz dramatyczne i wiem, że nie odosobnione. Niemniej prawdą jest i to, że wiele osób dziś pracuje na czarno np. po to, by dostać świadczenie 500+. Znam też samotnie wychowującą dziecko matkę, która straciła to świadczenie po tym, jak poszła do pracy. Tak, płace wzrosły, ale śmieciowe zatrudnienie pozostało. Magdalena Okraska dostała w 2015 r. swoją pierwszą umowę o pracę. Ja pracowałem na umowach zlecenie już po tym, gdy Polska „powstała z kolan”. Kiedy prosiłem o umowę o pracę, zostałem zwolniony. Takie rzeczy dzieją się w publicznych instytucjach.

Państwo to PiS

Co na to państwo PiS-u? Skoro już przytaczamy dowody z własnego życia… Jako goniec z firmy zewnętrznej obsługiwałem oddział kardiologii. Jakiś czas po zwolnieniu zobaczyłem baner kandydata PiS, którym okazał się znany kardiolog z tego samego oddziału. Nie pamiętam, by wspierał pracowników z firm zewnętrznych (ani on, ani reszta personelu medycznego), chociaż jego partia tak chętnie deklaruje, że chce, by wszystkim Polakom żyło się dostatnio, że będzie redukować nierówności itp. Warunki pracy personelu zewnętrznego i za PiS-u, i za PO były katastrofalne. Nawet, kiedy cena „siły roboczej” poszła w górę.

Eksmisja+

„PiS nie rozwiązał wszystkich problemów pracowników, a w niektórych obszarach spiętrzył nowe (by wymienić chociażby nauczycieli czy pielęgniarki)” – przyznaje Okraska. Następnie jednak chwali polityków konserwatywnej prawicy za to, że „po prostu przyszli i zrobili to, co zapowiadali”, co miało zapewnić im trwałe poparcie. Przypomnę może, czego – oprócz obiecanej walki ze „śmieciówkami” – PiS jednak nie zrobił. Czy ktoś jeszcze pamięta takie postulaty jak opodatkowanie banków i „sklepów wielkopowierzchniowych”, hasła zahaczające wręcz o alterglobalizm? Jeszcze w 2015 narzekano na rządy PO-PSL, że przyczyniają się do wycinania drobnych przedsiębiorców, czyli podatników – dziś PiS nie ma problemu, by przyznawać ulgi podatkowe amerykańskim korporacjom. Można wręcz mówić o umacnianiu kapitalizmu monopolistycznego. Nie rozwiązano problemu mieszkaniowego – ceny idą w górę, deweloperzy zyskali więcej praw za sprawą programu Eksmisja+. Sytuacja lokatorów jest coraz gorsza. Gdzie dokręcanie śruby banksterom, które obiecywał Andrzej Duda? Jednocześnie zmniejszono dotację dla Państwowej Inspekcji Pracy. Czasem myślę, czy nie lepiej byłoby skończyć z tą fikcją i zlikwidować PIP, który i tak nie wiele może zdziałać? Taka polityka nie broni się nawet z perspektywy liberalno-reformistycznego trade-unionizmu czy bernsteinizmu.

Lewicowy neoliberalizm

Autorka rozlicza także, słusznie, neoliberalizm SLD sprzed lat. Tym bardziej dziwi mnie, dlaczego nie jest tak samo skłonna punktować neoliberalizmu ludzi z PiS i ich wcześniejszych działań, np. nawoływań do prywatyzacji ze strony samego Kaczyńskiego. Bo Kaczyński chwalił się później, że czytał Piketty’ego? Przecież PiS nie zaprowadził żadnej „rewolucji fiskalnej”, postulowanej przez autora „Kapitału w XXI wieku”. Bo 500+? Tak, świadczenie to podważyło neoliberalną ortodoksję i wspak-dyscyplinę budżetową. Zamknęło usta korwinistom i innym rynkowym fanatykom, przynajmniej na jakiś czas. Pobudziło konsumpcję i zredukowało zadłużanie się przez lichwę gospodarstw domowych. Przyczyniło się do wzrostu płac, zarazem jednak okazało się sprzyjać wzrostowi cen. Z pewnością nie mogło odegrać znaczącej roli w sprawach zasadniczych: nierówności społeczne trwają, państwo z tektury nie zmieniło swojego prowizorycznego charakteru. To, że polityka socjalna PiS wygląda korzystnie na tle innych rządów świadczy głównie o tym, jak beznadziejne były w tych sprawach inne rządy.

Straszak

PiS wygrywa właśnie z tego powodu, a nie dlatego, że realizowało swoje obietnice od A do Z. Ma idealny straszak: powrót „liberałów” do władzy. Polityka PO upłynęła pod znakiem prywatyzacji i powszechnej nędzy, PiS zdołał się przedstawić jako antidotum na ten neoliberalizm i nadal udaje mu się sprzedawać taki wizerunek, chociaż argumentów podważających tę wizję przybywa z każdym dniem. Przypomnę jeszcze jedną historię: gdy neoliberalne PO postanowiło ratować ZUS likwidacją OFE, PiS nazwało to posunięcie „kradzieżą”, też w duchu neoliberalnym, bo przecież nie socjaldemokratycznym. Po zdobyciu władzy PiS uratowało prywatne emerytury.

Filantropia z budżetu

500+ i tym podobne formy filantropii państwowej to polityka spod znaku „damy wam pieniądze, tylko nie narzekajcie!”. Nie narzekajcie na kulawe instytucje publiczne, na brak pieniędzy na leczenie, na brak publicznych żłobków, które przecież są „reliktem komunizmu” jak stwierdził zmarły niedawno „miłośnik przyrody”, minister Szyszko. Nie widzę powodów, by bronić tego programu jak niepodległości: spełnił istotne potrzeby społeczeństwa i rozbudził jego aspiracje, ale w historycznej perspektywie może się też okazać, że nadał neoliberalizmowi „ludowy” charakter i przyczynić się do jego konserwacji. Podwyższenie świadczenia rodzinnego czy lepsze dofinansowanie instytucji publicznych nie dałoby tego efektu propagandowego.

„Wolny port”

Nie chcę nazywać PiS-u faszystami, bo pojęcie to jest dziś wręcz nadużywane i niewiele już wyjaśnia. A jednak… „Chcemy zrobić z Włoch wolny port dla międzynarodowego kapitału” – mawiał minister finansów faszystowskich Włoch, De Stefani. Nie przypomina to tekstów premiera Morawieckiego o specjalnej strefie ekonomicznej obejmującej całą Polskę? Po okresie liberalizacji gospodarki, faszystowskie Włochy tworzyły państwo socjalne, rzucając deskę ratunku kapitalizmowi, którego niesprawiedliwość budziła w całej Europie coraz większy sprzeciw. Polityka socjalna miała charakter prorodzinny i pronatalistyczny. Aby zwalczać we Włoszech nędzę, faszyści postawili na politykę kolonialną i militarystyczną. Obecna Polska to „wolny port” dla wojsk NATO i na zbrojenia nie szczędzi środków. Jak więc należy nazwać „marksistów” i socjaldemokratów ochoczo popierających PiS? Socjalszowinistami?

Kult fałszywej pamięci

18 września Parlament Europejski uchwalił skandaliczną rezolucję, która w Polsce nie spotkała się z niemal żadnym odzewem.

Skandaliczną, pomimo pozornie niewinnego tytułu: „O znaczeniu europejskiej pamięci dla przyszłości Europy”, z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Jej męczący i zawiły tekst stawia sobie jeden zasadniczy cel: zrównanie komunizmu z faszyzmem w kontekście sposobu, w jaki pamiętamy i upamiętniamy II wojnę światową.
Rezolucja fałszuje historię, jako główny powód wybuchu II wojny światowej wymieniając pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany w sierpniu 1939 r. przez III Rzeszę z ZSRR. Nawet datę jej uchwalenia wybrano tak, żeby była bliżej rocznicy wkroczenia ZSRR na wschodnie tereny Polski niż wcześniejszego ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę.
Fałszywa pamięć rezolucji
Rezolucja sformułowana jest tak, jakby w momencie podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow wojna nie była dawno przesądzona i zaplanowana przez Berlin, a Hitler nie mówił o niej, zanim nawet doszedł do władzy. Rezolucja ignoruje miejsce nazizmu w szerokiej fali faszyzmów, jakie zalały wtedy cały europejski kontynent, a tym bardziej o funkcji tychże w zarządzaniu ówczesnym kryzysem kapitalizmu, zapoczątkowanym krachem 1929. Rezolucja ignoruje miejsce nazistowskiej ekspansji terytorialnej i polityki wobec podbijanych społeczeństw w logicznym kontinuum ekspansji europejskich mocarstw kolonialnych, z Wielką Brytanią i Francją na czele. Rezolucja ignoruje fakt, że przez lata poprzedzające pakt Ribbentrop-Mołotow Stalin kanałami tajnej dyplomacji próbował przekonać Londyn i Paryż do powstrzymania Hitlera, zanim będzie za późno. Bezskutecznie. Wielka Brytania i Francja wolały wobec Hitlera iść na ustępstwa – najpierw pozwalając mu łamać ograniczenia zbrojeniowe narzucone na Niemcy po I wojnie światowej, potem pozwalając mu na Anschluss Austrii, na Sudety, na Czechosłowację. W tej sytuacji trudno się aż tak dziwić Stalinowi, że chciał kupić trochę czasu i stworzyć bufor wokół własnych granic. Przyznanie tych faktów nie oznacza, że rozgrzeszamy Stalina z jego cynizmu i jego zbrodni.
Rezolucja stanowi akt wulgarnego przepisywania historii. II wojna światowa jawi się w niej jako wojna liberalnej demokracji przeciwko nazizmowi i komunizmowi połączonymi w jednym froncie sił zła. Na pokonaniu tych równoznacznych sił zła ma się rzekomo opierać współczesny ład europejski i europejska tożsamość.
Jeśli nazizm i komunizm stały po tej samej stronie i były w gruncie rzeczy tym samym („totalitaryzmem”), to dlaczego to właśnie komuniści z całej Europy (i nie tylko) aktywnie walczyli przeciwko faszyzmowi jeszcze zanim II wojna światowa w ogóle wybuchła (w Hiszpanii)? Dlaczego o losach wojny zadecydowało starcie między tymi dwoma siłami w bitwie o Stalingrad? Dlaczego to radzieccy jeńcy wojenni byli przez hitlerowców traktowani najgorzej (umierali w niewoli kilka razy częściej niż jeńcy amerykańscy, francuscy czy brytyjscy)? Dlaczego komuniści odegrali tak ogromną rolę w ruchach oporu od Francji po Jugosławię? Dlaczego to Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz? Dlaczego to obywatele komunistycznego Związku Radzieckiego w walce z Hitlerem złożyli największą zbiorową ofiarę ze swojego życia (27 milionów istnień)? Dlaczego to komunistyczna Armia Czerwona odegrała główną rolę w pokonaniu Hitlera? Gdyby nie Związek Radziecki, III Rzesza wygrałaby wojnę. Tymczasem rezolucja wzywa nawet do likwidowania pomników komunizmu, a więc i Armii Czerwonej, najważniejszej siły, która pokonała III Rzeszę.
Powojenny ład świat czerpał swoją legitymizację z antyfaszyzmu. Zarówno cały ten ład, jak i poszczególni jego uczestnicy, nawet jeśli należeli, w powojniu i latach zimnej wojny, do przeciwnych obozów (zachodniego lub sowieckiego) fundowali swoją prawomocność na tym, że reprezentowali lub byli spadkobiercami sił, które pokonały faszyzm. Rezolucja PE chce położyć kres tej epoce. Dzisiaj źródłem tej legitymizacji ma być antykomunizm. Zrównywanie komunizmu z faszyzmem zawsze wymierzone jest tak naprawdę wyłącznie w komunizm, a nie w obydwa człony tego porównania. Jak to trafnie ujął historyk David Broder na łamach amerykańskiego „Jacobina”, nic nie świadczy o tym lepiej jak to, że nikt przy zdrowych zmysłach nie krytykowałby Holokaustu, porównując go do życia w komunistycznej Polsce.
Milczenie polskiej lewicy
Jest to akt wulgarnego przepisywania historii w stylu znanym dotychczas raczej z działalności polskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Być może dlatego, w przeciwieństwie do Portugalii, Włoch, czy nawet Wielkiej Brytanii, gdzie przynajmniej lewicowe organizacje i media zabrały głos przeciwko tej rezolucji – polska lewica odpowiedziała na nią milczeniem.
Dotychczas jedną z linii argumentacji przyjmowanych przez polską lewicę w obronie tradycji marksistowskiej i komunistycznej, była ta, że są to prawomocne stanowiska w europejskiej debacie politycznej, intelektualnej, akademickiej. Rezolucja tymczasem w pewnym sensie uniwersalizuje na poziomie europejskim fałszujący historię obsesyjny antykomunizm, który wydawał się lokalną właściwością wschodnioeuropejskich prawic i jej instytucji. Polska lewica milczy być może dlatego, że została tym samym skonfrontowana ze swoim złudzeniem, że ratunkiem przed agresywnym prawicowym przepisywaniem historii mogą być odwołania do mitycznych „europejskich standardów”. Tymczasem europejskie standardy upodobniają się do wschodnioeuropejskich, europejskie instytucje uczą się wulgarnego antykomunizmu od instytucji w rodzaju IPN i od Orbana.
Rezolucja i przyszłość Europy
Nikt nie przepisuje historii, jeśli nie chce w ten sposób kształtować teraźniejszości i przyszłości. Dziś chodzi o to, by zdyskredytować i pozbawić legitymizacji nie tylko komunistów, którzy z wyjątkiem Portugalii nie mają obecnie żadnego wpływu na władzę w Europie, ale przez asocjację wszelkiej lewicy na lewo od starej, establiszmentowej socjaldemokracji, dawno zassanej przez neoliberalne „skrajne centrum”.
We wschodniej Europie lepiej niż gdziekolwiek indziej wiemy już dziś, że delegitymizowanie komunizmu i wszelkiej lewicy na lewo od skrajnego centrum oznacza zawsze przesuwanie całego spektrum politycznego coraz dalej w prawo oraz, z czasem, relatywizację bądź wręcz rehabilitację faszyzmu i innych form skrajnej prawicy. W 1989 roku Orban był liberałem, Kaczyński centrowym chadekiem, a o „żołnierzach wyklętych” nikt normalny nawet nie słyszał.
Rezolucja zrównująca komunizm z faszyzmem to sygnał nadchodzącego prawicowego dryfu Unii Europejskiej, która w obliczu panującego strukturalnego kryzysu kapitalizmu może wkrótce zacząć ewoluować w jednym z dwóch kierunków. Albo wspólnoty państw, która po prostu akceptuje, że coraz większa liczba jej państw członkowskich jest coraz bardziej autorytarna, populistycznie lub skrajnie prawicowa. Albo ponadnarodowego superpaństwa, które samo będzie w zawrotnym tempie przybierać postać coraz bardziej autorytarną i coraz bardziej antydemokratyczną, posuwającą się do kryminalizacji różnych form lewicowego działania a nawet myślenia.
Daleko posunięta tolerancja instytucji europejskich dla coraz bardziej autorytarnych posunięć rządów dużych państw „starej Unii” (systematyczna przemoc francuskiej policji wobec protestujących, bezterminowe przetrzymywanie katalońskich więźniów politycznych przez Hiszpanię, itd.) pokazuje, że ten proces już został puszczony w ruch. W obydwu tych scenariuszach ogromną rolę będzie odgrywała agresywna rusofobia, którą też zresztą zapowiada sama ta rezolucja. Rosja, ze swoim przywiązaniem do rozsianych po Europie pomników Armii Czerwonej i statusem legalnej spadkobierczyni Związku Radzieckiego, jest jednym z celów, w które wymierzone jest jej ostrze. Może nawet chodzić o powolne przygotowywanie mieszkańców Europy do myśli o wojnie z Rosją.
Polska lewica, nawet kiedy krytyczna wobec neoliberalnego charakteru Unii Europejskiej, zbyt mocno przywiązała się do myślowego schematu, który idzie mniej więcej tak: „ale przynajmniej jej standardy gwarantują zachowanie demokratycznych procedur i indywidualnych wolności”. Kierunek, który ta rezolucja wskazuje, zadaje kłam temu przekonaniu i wywołuje u „proeuropejskiej lewicy” dysonans poznawczy, którego nie jest ona w stanie – póki co – przepracować. Dlatego wybiera milczenie.

Księga Wyjścia (24)

Ballada o nadchodzącej wojnie

Jeszcze nie dawno wszystko wskazywało na to, że PiS po raz kolejny wygra wybory. Jednak ilość wyciekających afer odbiera pomału im tę przewagę, powoduje wkurzenie umiarkowanych sympatyków i wytrąca argumenty tym bardziej zagorzałym. Teraz pytanie, czy w razie przegranej oddadzą władzę w sposób demokratyczny, czy dojdzie do konstytucyjnej zmiany, czy też w obawie o własne tyłki doprowadzą do wojny domowej? I to nie werbalnej, nie zmasowanego trollingu, tylko zwykłej analogowej wojny na kije, noże, maczety, siekiery i karabiny. Wojny, w której ludzie będą się wzajemnie zabijać w imię jakiś bezwartościowych wartości, przeciwko ogarniającej kraj „zarazie”, jak to określił biskup Jędraszewski?
Skąd taka kasandryczna wizja? To prosty wniosek oparty na strachu przed odpowiedzialnością karną. O ile w 1989 doszło do pokojowej rewolucji, to obawiam się że w 2019 dojdzie do krwawego zakończenia „dobrej zmiany”. Przecież to oczywiste, że mając tak dużo na sumieniu, gdy część społeczeństwa pała rządzą postawienia ich przed sądami i Trybunałem, to będą się bronić bez względu na koszty. Choćby siłą. Między innymi właśnie po to są Wojska Obrony Terytorialnej i cichy pakt z kibolami. Mimo, iż obecna władza nie zrobiła nic gorszego od poprzednich, to po pierwsze obecni robili to nieudolnie, a po drugie samodzielnie i każdą decyzje można spersonalizować. Czyli dojść, kto za co odpowiada.
Już nie wystarczy wykręt, że wykonywałem rozkazy, bo niby kto te rozkazy wydawał? Zwykły poseł bez bunkra i kotem zamiast Ewy Braun. Można więc będzie personalnie pociągnąć do odpowiedzialności karnej poszczególnych ministrów. Tego nie da się już rozmyć. Na wojsko specjalnie liczyć nie mogą, chociaż mają już w większości własnych generałów, ale gdy powrócą odwołani, to ponownie obejmą dowództwo swoim autorytetem.
Powiecie – niemożliwe, w środku Europy w XXI wieku. Możliwe, nie minęło trzydzieści lat od początku wojen bałkańskich. Tam zapalnikiem były różnice etniczne, tu zapalnik będzie gorszy, bo perfidnie przygotowany szczuciem ludzi. Dotychczas byli spokojni o wygraną, jednak ilość afer już spokój ten burzy. Walka podjazdowa tak mocno pochłonęła obecną ekipę, że nawet nie dostrzegli, gdy czmychnęło im kilku, aresztowanych w świetle kamer i odpowiedniej oprawy medialnej, więźniów. Jednym z nich jest bohater książek znanego z przesadnej inspiracji Forsythem, Wojciech Sumliński (inspiracja to eufemizm plagiatu). Podważa to też jego teorię o współpracy tegoż człowieka ze służbami.
O kogo chodzi? Myślę że minister Ziobro dostanie kartkę świąteczną od dawnego specjalisty wizerunku i mowy ciała, doradcy Mariana Krzaklewskiego i kilku innych polityków. Bardzo lubimy naśladować Amerykanów, kopiujemy już prawie wszystko, ale po co zaraz Wojnę Secesyjną? Oczywiście, zamiast wyzwolenia niewolników, hasłem będzie utrzymanie wiary i wartości. Tak więc Warszawa ze swoją kartą LGBT przypomina wolną północ sprzed 1861 roku. Miasta i gminy przyjmujące uchwały o strefach wolnych od wyimaginowanego potwora jakim jest ideologia gender czy LGBT, są jak plantatorskie południe. Nie mamy Indian, żeby wszystko było jak w archetypie, ale jest kilku Hindusów, Romów i Ukraińców, których wszyscy chcą utopić we krwi. Czyli w razie przegranej robimy małą Amerykę. Tak wygląda polski sen.
Ci co przeżyją zorientują się, że nie było warto, ale będzie już za późno. Kiedy przegrana może nastąpić i kto najbardziej zagraża PiS-owi? Przede wszystkim mnogość wypływających afer, a politycznie myślę, że nie jest problemem ani Platforma, ani SLD. Odebrać głosy może im jedynie PSL, celują w ten sam elektorat, a wkurzeni sposobem sprawowania polityki wyborcy, bez zmiany poglądów mogą wymienić sobie partie, na taką o bardzo podobnym, konserwatywnym programie. Oczywiście, Kaczyński zaproponuje PSL-owi koalicyjny rząd, ale po pierwsze, czy Kosiniak-Kamysz się na to zdecyduje? A po drugie, jeśli nawet, to czy uchroni tym niektórych ministrów przed odpowiedzialnością karną? Wątpię, dlatego sądzę, że wizja wojny domowej wcale nie jest utopią.
Jest kilka rzeczy, za które jestem wdzięczny PiS-owi, oczywiście wszystkie transfery socjalne, ale najbardziej za to, że zwykli ludzie wreszcie mogli się przekonać, jak bardzo media potrafią kłamać. Widzą to nawet zajadli zwolennicy obecnej władzy, usprawiedliwiając kłamliwy przekaz wyższymi celami. Kiedy za rządów poprzednich ekip wszystkie stacje telewizyjne pokazywały i mówiły to samo, wszyscy wierzyli, bo to co było w TVP powtórzył TVN i Polsat. Wszelkie Amerykańskie agresje, w których tak chętnie Polacy brali udział, a chodziło jedynie o partykularne interesy USA, w największych krajowych mediach przedstawiano jako słuszną krucjatę i walkę z potworem. Niewielu wierzyło mi, gdy opowiadałem o bombardowaniach Belgradu, o tym jak naprawdę wyglądała Wojna o Kosowo, a nie wierzyli, bo telewizja nie pokazała jak rakieta trafiła w polską ambasadę, gdy zbombardowali szpital, to zaraz Colin Powell albo Condoleezza Rice powiedzieli, że w piwnicy siedział Milošević. W tym wszystkim jeszcze co chwilę pojawiał się ze swoim komentarzem Zbigniew Brzeziński, twierdząc że to wszystko wina Rosjan. A Brzeziński autorytetem wielkim był i niepodważalnym. Czyli wszystko było w porządku, szpital nie miał piwnicy, ale i tak siedział w niej Milošević, a że rakieta trafiła w polską ambasadę, to po to, by krwiożerczy Serbowie jej nie złupili. Nie było czego tam już łupić, nawet personel wyjechał, nie było potrzeby tłumaczenia się z tej pomyłki, bo i tak nikt o niej nie wiedział, podobnie jak o zbombardowaniu telewizji RTS, gdzie kilka minut po pierwszej w nocy rakieta zabiła szesnastu młodych ludzi. Zwykłych, technicznych pracowników stacji. RTS nie było pomyłką. O godzinie pierwszej w nocy miał się tam pojawić, na zaproszenie CNN i pod pretekstem rozmowy na żywo, jugosłowiański minister informacji Aleksandar Vučić ale się spóźnił co uratowało mu życie, pogrzebało jednak tych, którzy mieli ze strony technicznej obsługiwać kamery i przygotować studio. I tak program na żywo zamienił się w rzeź. Dziwnym trafem akurat tego wieczoru w budynku nie było zachodnich korespondentów. Zwykle przebywali tam tłumnie przez całą dobę nadając fejk niusy do swoich krajów. Bo tak naprawdę wszystkie przekazy stamtąd wrzuciłbym w jeden worek z napisem fake news.
Rozpędziłem się jak zwykle dygresją sprzed lat, a tu polityka i wojna za pasem. Bo jeśli przegra PiS, to jestem przekonany, że będą usiłowali taką wojnę sprowokować. Jedynie od zimnej krwi i mądrości następców zależy czy do niej dojdzie. Osobiście zagłosuję na Lewicę – chociaż to słowo jakoś nie pasuje mi do tych postaci – zagłosuję z jednego tylko powodu, bo ktoś dla mnie ważny o to mnie poprosił. Inaczej olałbym te wybory.
Zwolennicy SLD zachowują się zupełnie tak jak zwolennicy PiS-u – nie wolno krytykować. Jeśli krytykujesz, jesteś wrogiem. Co mam więc zrobić, jeśli nie podoba mi się ten układ? Gdzie Biedroń oszukał wyborców, a i tak dostał biorące miejsca w wyborach do Sejmu? Gdy widzę, że jedyną ambicją partii na R. są subwencje, a o mandaty zawalczy Czarzasty. Facet inteligentny i osobiście naprawdę go lubię, ale mijamy się w poglądach. Kiedy piszę o tym na Fb, gdy wytykam błędy tzw. Lewicy, zaraz zaczyna się hejt pt. „troll PiS-u”.
Nie, zagłosuję na to kuriozum– Wiosna SLD i Razem – zjem tę żabę, ale nie zamierzam porzucać krytyki. Podczas terapii nazywa się to informacją zwrotną, czyli coś, co widzą we mnie inni, a ja tego nie dostrzegam. Nie zawsze jest to miłe, ale nigdy nie nosi znamion zniszczenia człowieka, wręcz przeciwnie. Lustro zwykle kłamie i fajnie jeśli ktoś ma odwagę powiedzieć, że koszmarnie dzisiaj wyglądam, zamiast wmawiać mi, że wyglądam świetnie, a wychodząc do miasta robię z siebie zjawisko. Tego musimy się nauczyć, ale już chyba po wojnie. To tyle na dzisiaj. Cdn

Faszyzm po polsku

To było jednak za wcześnie, aby opinia Bratkowskiego spotkała się ze zrozumieniem. Pamiętam reakcję Jadwigi Staniszkis i jej odpowiedź na moje pytanie, czy zgadza się z Bratkowskim. Nie podzielała ani opinii Bratkowskiego, ani moich obaw, że on ma rację. Że mamy do czynienia z odradzaniem się faszystowskich symboli, faszystowskich treści, organizacji odwołujących się wprost do faszyzmu.
Minęło osiem lat. Przez wszystkie te lata narastały problemy z organizacjami odwołującymi się do treści narodowych, budującymi postawy nacjonalistyczne wśród swoich członków. W wyborach roku 2015 to z list Pawła Kukiza do Sejmu weszli posłowie – reprezentanci takich organizacji. Jak łatwo było przewidzieć – opuścili szeregi formacji Kukiza, mają własne koło poselskie. Są w formacji marszałka – seniora Kornela Morawieckiego, ojca obecnego premiera. Jeden z tych posłów został wiceministrem w jego rządzie. W wyborach do parlamentu europejskiego startowali już pod własnym znakiem, w wyborach na prezydenta Gdańska ich reprezentant też startował w wyborczym wyścigu.
Obecność polskich faszystów na krajowej scenie politycznej nie podlega dyskusji. Oni po prostu są tutaj i mają się dobrze. To jest prosty fakt, rzecz niepodlegająca dyskusji – musi to przyznać każdy, komu ideologiczne klapki na oczach nie odebrały zdolności do logicznego rozumowania i wyciągania poprawnych wniosków z oczywistych faktów.
Nie czas teraz na drobiazgowe omawianie zdarzeń medialnych takich jak ujawnienie różnych stowarzyszeń i organizacji odwołujących się wprost do niemieckiego nazizmu – najgorszej odmiany faszyzmu. Wszyscy widzieliśmy słynne uroczystości ku czci urodzin Adolfa Hitlera. Film o nich obejrzała cała Polska dzięki dziennikarzom telewizji TVN, nie służb specjalnych polskiego państwa — jak to być powinno.
Pamiętamy, jak wymiar sprawiedliwości sterowany przez polityka formacji rządzącej zabierał się do tej sprawy.
Pamiętamy, że prokuratura zamierzała postawić zarzut propagowania treści faszystowskich… dziennikarzowi. Widzimy do dziś, z jak „wielką sprawnością i zaangażowaniem” prokuratura prowadzi tę sprawę.
Pamiętamy, jak inni „bohaterowie”, w tym były ksiądz Międlar, publicznie dziękowali Zbigniewowi Ziobrze. Jak mimo upływu wielu miesięcy prokuratura nie postawiła zarzutów osobom wieszającym na szubienicach portrety europosłów z Platformy – podobno z powodu trudności w identyfikacji sprawców. Których cała Polska mogła zobaczyć na filmie.
Pamiętamy, jak prokurator prokuratury białostockiej odmówił wszczęcia dochodzenia wobec osób i organizacji posługujących się swastyką, uznając ją za starohinduski symbol słońca, jak wreszcie gesty klasycznego „hajlowania” prokurator potraktował jako… zamawianie piwa.
To tylko najprostsze przykłady z naszej politycznej rzeczywistości. Jest ich znacznie, znacznie więcej. Ale jako przykład – wystarczy.
A co w relacjach polskich faszystów z polskim kościołem katolickim?
Tu jeszcze lepiej. Kościół katolicki w Polsce, pretendujący do rządu dusz Polaków, wspiera i propaguje organizacje narodowców i kiboli nazywając je wprost emanacją polskiego ducha; a ich członków nazywa obrońcami wiary. Szczytowym wydarzeniem jest coroczna pielgrzymka tych organizacji i środowisk na Jasną Górę – do najważniejszego polskiego sanktuarium. To, co się dzieje na Jasnej Górze — przechodzi wszelkie wyobrażenia o całkowitym oderwaniu polskiego kleru od elementarnych wartości chrześcijańskich, od nauczania papieża Franciszka.
Ostatnie wydarzenia w Białymstoku, o których informacje poszły w świat i przyprawiły nam gębę fanatyków i faszystów — dowiodły wyraźnie: to, co tam się stało, jest prostą konsekwencją długotrwałych procesów odradzania się polskiego faszyzmu. To, co zaczęło od marszu z pochodniami prawie dziesięć lat temu — rośnie w siłę i ma się dobrze.
I niech nikt mi nie mówi, że polskich faszystów nie ma w Sejmie. To nieprawda, są i wiele wskazuje na to, że będzie ich więcej. Przy takim jak dziś klimacie politycznym, takiej ostrej walce politycznej — narodowcy i w ogóle ekstremiści wszelkiej maści są tam potrzebni.
Potrzebni oczywiście władzy, która rozpętuje nienawiść celowo — czy to do uchodźców, czy gejów i lesbijek. Potrzeba wroga zawsze pomaga wzmocnić poczucie więzi swoich, naszych, polskich patriotów co to dadzą odpór światowemu lewactwu i zachodniemu zepsuciu.
Przyglądając się, jak Jarosław Kaczyński reżyseruje kampanię wyborczą swojego ugrupowania, wiem jedno — nie będzie odwrotu, nie będzie odcięcia się od nacjonalistów i faszyzujących organizacji. To jest bowiem jego zaplecze, jego żołnierze. Polski kościół katolicki też nie odetnie się od ludzi, którzy z nienawiścią w sercu, bluzgami na ustach noszą koszulki z napisem „Armia Boga”.
Tak, to jest armia ich boga, boga władzy i mamony.
To im, w niedzielę po wydarzeniach sobotnich w Białymstoku dziękowali księża z ambon. To był prawdziwy obraz kościoła, a nie wymuszone polityczną kalkulacją słowne odcięcie się od wydarzeń. Jak można w ciągu kilku dni głosić tak diametralnie różne treści, jak nastąpiło w wypowiedziach białostockiego arcybiskupa? Przypomnę – przed marszem równości arcybiskup Białegostoku wprost wzywał, aby dać odpór zgorszeniu i lewactwu. Kibole i narodowcy po prostu posłuchali.
Lament niektórych duchownych nad obrazkami bicia i kopania leżących jest cichy i nie jest szczery. Szczere były słowa proboszczów, którzy w niedzielę w dzień po zajściach dziękowali obrońcom wiary.
I na koniec jeszcze jeden wątek. Początki tych złych zjawisk, odradzania się polskiego faszyzmu, moim zdaniem, biorą się z nieopanowania ruchu kibolskiego.
To, co było objawem profesjonalizacji działań kibiców piłkarskich: tworzenie organizacji kibiców poszczególnych drużyn, budowanie silnych więzi ze „swoim” klubem i jego zawodnikami — już bardzo dawno stało się patologią. Zrzeszenia kibiców zmieniły się w gangi kiboli – ludzi zdolnych do wszystkiego. Zdolnych do łamania prawa, do tworzenia mafijnych powiązań ze światem piłki. Piłki, w której dzisiaj roli głównej nie grają zawodnicy, a pieniądze. Duże, a nawet wielkie.
Odwołam się do własnej pamięci – jeszcze na początku lat 90, jako poseł na Sejm II kadencji, gdzieś w jakimś studiu radiowym czy telewizyjnym zaproponowałem, bazując na swoich wiadomościach o tym, co dzieje się w klubie kibiców Lechii Gdańsk, żeby uznać go (ten klub kibiców) za organizację przestępczą.
Ten — przyznaję, ostry postulat — opierałem na wiedzy o tym, jakimi metodami starsi członkowie klubu kibica Lechii werbowali młodzież, często dzieci. Były to lata, w których radia samochodowe były wyjmowane, nie montowane na stałe, jak jest to dziś. Kandydaci na członków klubu kibica otrzymywali proste zadanie – przynieś radio z tego i tego samochodu, a będziesz przyjęty. I to było skuteczne, dziecko przynosiło radio z kradzieży i zostawało członkiem klubu kibica Lechii Gdańsk. Gdy następowała „wsypa”, jako dziecko nie stawało przed sądem, a zdobycz zasilała kasę klubu.
To były początki przestępczej działalności kibiców piłkarskich. Teraz to inny świat, inne interesy, inne pieniądze. Większe. Wspólne jest tylko jedno — przestępczy charakter.
Pamiętam, jakie były reperkusje tej mojej oceny. Nie były przyjemne, ale przeżyłem. To już coś.
Stawiam tezę, że tam jest początek. To z tego ruchu, z tych środowisk rekrutują się ludzie potrzebujący poczucia wspólnoty, szukający wsparcia. Patriotyzm klubowy to prawdziwe poczucie więzi ze swoim klubem, myślenie o innych klubach jako o wrażych państwach. Wszyscy są wrogami — chyba że akurat zawarliśmy sojusz. Ale ten nigdy nie trwa długo, patrz sojusz najbardziej zwaśnionych klubów kibiców piłkarskich w dniach pogrzebu papieża Wojtyły – trwał chyba dwa tygodnie.
Nie da się zrobić porządku z jawnie faszyzującymi organizacjami bez wyprostowania sytuacji pozornie odległej od polityki: sytuacji w klubach kibiców piłki nożnej.
No to co, ktoś teraz powie Idziemy po was?
Powiedzieć — może i powie. Ale czy pójdzie?

Dlaczego nas biją

Polemika Piotra Nowaka z Piotrem Figlem, który analizując wydarzenia z Białegostoku. popełnia częsty na lewicy grzech ekonomizmu.

Tydzień temu grupa kiboli i nacjonalistów napadła na Marsz Równości w Białymstoku. Dwa dni temu nazi-grafficiarz skatował mojego przyjaciela Przemysława Witkowskiego. Tony ksenofobicznego gnoju wylewają anonimowe konta na Twitterze i Facebooku. Produkują setki komentarzy o takiej samej treści. Reagują natychmiast po wydarzeniu, narzucając społeczeństwu odpowiednią interpretację. Krzeszą iskrę gniewu i podsuwają zdania do jego werbalizacji. Przekaz reżimu jest następujący: lewacy i LGBT najpierw szargają świętości, atakują nasze dzieci, więc niech potem się nie dziwią, że porządni ludzie im się przeciwstawiają. Zresztą, sami na nas napadają. Np. powiedzą coś nieuprzejmego, albo nakleją coś na szybę w redakcji Gazety Polskiej. Zasłużyli.
Przenikliwy obserwator politycznej rzeczywistości Piotr Figiel w swoim tekście stawia tezę, że erupcja agresji, bicie ludzi i ogólna degeneracja, jaka objawiła nam się w Białymstoku to skutek procesów ekonomicznych, mających skutki społeczne. „Bieda, brak perspektyw, niewyobrażalnie niska dla mieszkańca stolicy jakość służby zdrowia i innych usług publicznych odciskają się piętnem na mieszkańcach Podlasia. Traumę spotęgowało rozbicie rodzin, spowodowane koniecznością emigracji za chlebem” – twierdzi, dodając, że walcząc z przemocą trzeba „wziąć pod uwagę cały kontekst i wszystkie czynniki. Inaczej walka nigdy skuteczną nie będzie”.
Figiel sam jednak sprowadza wszystko do jednego czynnika, popełniając grzech ekonomizmu. Polityka neoliberalna i jej skutek w postaci nierówności, upadku usług publicznych i poczucia osamotnienia wytwarza oczywiście poczucie niesprawiedliwości i gniewu. Jednak gniew ten może zostać uzbrojony w różne narracje sprzeciwu. Nienawiść do gejów, polowania na lewaków, plucie na równość społeczną i egalitarne wartości są efektem oddziaływania ideologicznych aparatów państwowych. Jeden z najzdolniejszych uczniów Marksa, Louis Althusser wyróżnił w tej kategorii następującej instytucje: kościoły, partie, związki zawodowe, rodziny, niektóre szkoły, większość gazet, placówek kulturalnych. Teraz możemy dorzucić do tego dwa niezwykle ważne narzędzia – media społecznościowe i telewizję publiczną.
Moment, w którym homofob skrzykuje się z innymi homofobami na bicie ludzi jest wypadkową bodźców informacyjnych, które wytwarzają w mózgownicach stan emocjonalnego wrzenia. Będąc w Białymstoku stałem twarzą w twarz z takimi ludźmi. Byli to mężczyźni z cechami osobowości autorytarnej, miłujący hierarchiczną wizję świata, konserwatywny porządek społeczny i pogardę dla słabości. „A jakby pedał twoje dziecko zgwałcił” – krzyczeli wymachując mi przed twarzą kończynami. Oni naprawdę wierzyli, że stają w obronie dzieci.
A teraz posłuchajmy Jarosława Kaczyńskiego: „To jest właśnie socjotechnika mająca zmienić człowieka. Co jest w jej centrum? Otóż w jej centrum jest bardzo wczesna seksualizacja dzieci. To jest nie do uwierzenia; ja sam póki nie przeczytałem, nie mogłem w to uwierzyć, ale to ma się zacząć w okresie 0-4, czyli od urodzenia do czwartego roku życia” – mówił prezes PiS w marcu br na konwencji regionalnej PiS w Jasionce pod Rzeszowem. Te słowa były powtarzane w Wiadomościach, Panoramie, Teleekspresie, Telewizji Trwam, Telewizji Republika, Polskim Radiu i Radiu Maryja, a także przez niezliczonej ilość profili w social mediach przez kolejne dwa miesiące – aż do wyborów europarlamentarnych. To chyba najczęściej cytowana wypowiedź 2019 roku. Ale to jedynie promil ładunku propagandowego. Wyrwane z kontekstu wypowiedzi polityków opozycji i działaczy LGBT,w których domagali się wprowadzenia czy to karty LGBT (czytaj: seksualizacja), czy to prawa do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe były również serwowane z ogromnym natężeniem. Oczywiście wraz z komentarzem narzucającym interpretacje – atakują nasze pociechy, nasz model rodziny, chcą zniszczyć nasz styl życia, depczą nasze wartości. Cel – pozbawienie odbiorcy wątpliwości – mamy do czynienia z wojną.
Czasy, w których władza posiadała swoje bojówki, używane do bicia i zastraszania przeciwników dawno odeszły już do lamusa. Również aparat państwowy nie może sobie pozwolić na bezpośrednie stosowanie przemocy wobec ideologicznych wrogów. Teraz instrumentem zadawania krzywdy jest informacja. Narzędziem natomiast – grupy społeczne jak kibole czy nacjonaliści, posiadające zdolność bojową i niewiele szarych komórek, co daje pewność, że nie połapią się, że są tylko pionkami.
To obecna władza i ideologiczne aparaty państwowe odpowiadają za dantejskie sceny na Marszu Równości, pobicie Przemysława Witkowskiego i kolejne akty agresji, które, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, będą mieć miejsce już wkrótce. Jedynym rozwiązaniem jest zniszczenie ideologicznych aparatów wroga i stworzenie swoich. Ale to już temat na osobny komentarz.

Do dobrych ludzi z Białegostoku (komentarz Piotra Figla)

Ten, kto zna realia życia na Podlasiu, doskonale zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później brunatny Białystok pokaże Polsce i światu swoje prawdziwe oblicze: ksenofobiczne, pełne przemocy oraz braku szacunku do drugiego człowieka. Parada Równości była tylko pretekstem.
Nie jest moim celem linczowanie białostoczan, ale chcę Wami wstrząsnąć. Dobrzy ludzie, którzy jeszcze jesteście w tym mieście, nie bójcie się i zróbcie coś z żółto – czerwonym motłochem rządzącym ulicami stolicy Podlasia, zanim bandyci wejdą do Waszych domów!
Żeby zrozumieć tragiczne wydarzenia z minionej soboty, trzeba zdać sobie sprawę z kilku faktów. Przyjąć je z pokorą i żalem, ale ich nie odrzucać. Po pierwsze, lokalna społeczność nie wyciągnęła wniosków z pogromów i zbrodni, jakie na Podlasiu w czasie drugiej wojny światowej Polacy popełnili na swoich żydowskich sąsiadach. Jedwabne nie było incydentem, a miejsc jemu podobnych w regionie jest wiele. Poradzenie sobie z trudnym brzemieniem historii przerosło Polaków. Zamiast wyrażenia żalu, nosimy w sobie butne przekonanie o czystości i niewinności naszego narodu.
Próba rozbicia białostockiej Parady Równości miała w sobie wszystkie cechy pogromów. Była zaplanowana przez zorganizowaną grupę bandytów, do której spontanicznie przyłączali się postronni mieszkańcy, doszło do fizycznej agresji, którą poprzedziły słowa wsparcia lokalnych autorytetów: Kościoła oraz klubu piłkarskiego Jagiellonia. Kapłani, czy nam się to podoba, czy nie, są autorytetami dla większości mieszkańców Polski. W Białymstoku namawiali do fizycznej agresji – i to zarówno katoliccy, jak i prawosławni.
Bieda, brak perspektyw, niewyobrażalnie niska dla mieszkańca stolicy jakość służby zdrowia i innych usług publicznych odciskają się piętnem na mieszkańcach Podlasia. Traumę spotęgowało rozbicie rodzin, spowodowane koniecznością emigracji za chlebem. Lokalne życie przesycone jest nieustannym paranoicznym lękiem o pracę czy mieszkanie. Procesom wykluczenia społecznego, oprócz lęku, towarzyszą przemoc i agresja.Wykluczeniem nie należy przemocy usprawiedliwiać – ale jeśli się z tą przemocą walczy, to wypada wziąć pod uwagę cały kontekst i wszystkie czynniki. Inaczej walka nigdy skuteczną nie będzie.
Obawiam się jednak, że z przestrogi tej nikt nie wyciągnie właściwych wniosków. Kościół nawet nie myśli o przeprosinach za haniebne słowa. Prezydent Białegostoku potraktował sobotnie wydarzenia instrumentalnie w walce z polityczną konkurencją, a potem, 24 lipca, zwołał konferencję prasową… na stadionie, by ogłosić konkurs na jego nazwę. Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza, zamiast potępić bandytów w klubowych koszulkach, cynicznie stwierdził, że klub nie może odpowiadać za każdy karygodny czyn popełniony przez osoby ubrane w jego barwy. Stowarzyszenia bojówkarzy Jagiellonii chwalą się, że Białystok i jego ulice są ich. A gdzie są porządni mieszkańcy tego miasta? Boją się wyjść z domów.
W tym świetle, organizowana przez szukającą tożsamości lewicę, demonstracja przeciw przemocy nic nie zmieni. Impuls do protestu powinien wyjść od Białostoczan. To Wy powinniście odrzucić strach, policzyć się na ulicach i zmienić brunatne oblicze tej ziemi.

Sieją faszyzm

Dzięki polskim kibolom i katolickim księżom miliony ludzi na całym świecie znowu uwierzyło w istnienie „polskich obozów śmierci”.
Elity PiS za swój punkt honoru przyjęły zadanie poprawy wizerunku Polski za granicą. Najpierw skrytykowały „pedagogikę wstydu” uprawianą rzekomo przez poprzednio rządzących, prowadzącą do zgody na prezentowane w zagranicznych mediach negatywne wizerunki Polski i Polaków. Zwłaszcza prezentowania tam stereotyp antysemickiego Polaka – katolika i Polski jako kraju ksenofobicznego. Matecznika polskiego antysemityzmu i ksenofobi , czyli idealnego miejsca dla lokalizacji „obozów śmierci” dla milionów Żydów podczas II wojny światowej.
Aby poprawić wizerunek Polski za granicami politycy PiS wykonali wiele działań. Powołali liczne „narodowe” fundacje , przeróżne „reduty” zajmujące się obroną „dobrego imienia Polski i Polaków”. Wielu z zatrudnionych tam „zawodowych patriotów” i „obrońców dobrego imienia” zostało suto zasilonych dotacjami z opanowanych przez elity PiS spółek skarbu państwa. Dotacje takie sięgnęły rzędu miliardów złotych !
Parlamentarzyści PiS , wraz z klubem Kukiz15, specjalnie znowelizowali ustawę o IPN. Aby surowo karać wszystkich zarzucających przedwojennym Polakom antysemityzm i wspomaganie niemieckich faszystów w organizowaniu zagłady narodu żydowskiego.
Niestety ustawa okazała się wyjątkowym bublem prawnym, bo wprowadzała cenzurę mediów i badań naukowych. Wstydliwie zmieniono ją po ostrych interwencjach administracji USA i rządu Izraela.
Wysiłki elit PiS przyniosły też pozytywne rezultaty. Kilkakrotnie, z wielkim rozgłosem, upomniano zagranicznych polityków i dziennikarzy, aby nie używali nieprawdziwego określenia „polskie obozy śmierci” zamiast ”niemieckie, nazistowskie obozy śmierci”.
I zdawałoby się, że krok po kroku następuje poprawa światowego wizerunku Polski, tak ważna dla pozyskiwania turystów i inwestycji zagranicznych dla naszego kraju, że Polska będzie postrzegana tam jako kraj gościnnych, przyjaznych ludzi . Jednak wystarczył jeden dzień, aby wieloletnie wysiłki i miliardy złotych wydane na promocję Polski , zostały utopione w narodowo- katolickim błocie.
Bo polscy, faszyzujący kibole błogosławieni przez księży katolickich i polityków PiS postanowili dać pokazową lekcję swego patriotyzmu. Zatrzymać „pochód ideologii LGBT”, czyli białostocką Paradę Równości. Parady nie zatrzymali, ale rozzuchwaleni poparciem najwyższych władz kościelno- państwowych poczęli robić to co potrafią. Czyli grupowo bić kobiety, młodszych i słabszych chłopaków. I rabować im cenne przedmioty.
Widać zrabowane telefony komórkowe ci nacjonalistyczni patrioci, mieniący się spadkobiercami „ Żołnierzy Wyklętych”, potraktowali jak wojenne trofea.
A wszystko zaczęło się od kłamstwa narodowo- katolickiego.
W 2014 roku propagandziści PiS wymyślili zagrażające Polsce „hordy muzułmańskich uchodźców” rzekomo najeżdżające nasz kraj z Syrii i innych krajów Bliskiego Wschodu. W czasie kampanii wyborczej 2015 roku skutecznie wystraszyli polskich wyborców groźbą wymyślonego przez siebie uchodźczego najazdu. A potem triumfalnie ogłosili, że to tylko dzięki ich wysiłkowi Polska uniknęła muzułmańskiemu najazdu. Pomimo iż, Polska nie była i nie jest celem afrykańskiej migracji.
Ale propagandziści PiS mistrzowsko opanowali sztukę kreowania nieistniejących problemów i potem triumfalnego ogłaszania rozwiązywania przez nich tegoż, nieistniejącego w rzeczywistości problemu.
Skoro udało się w 2015 , to przed kolejnymi wyborami propagandziści PiS poczęli szukać kolejnego straszaka. Najpierw straszyli „ideologią gender”. Ale nawet ci straszący nie potrafili jasno wyjaśnić cóż to ten „żender” jest. Niektórzy tłumaczyli, że „gender – żender” polega na tym, że kobiety chodzą w spodniach, a faceci w sukienkach.
Ale kiedy przypomniano im , że w sukienkach chodzą w Polsce najczęściej katolicy księża i ministranci , to szybko grożący nam „gender- żender” z PiS propagandy zniknął.
Puste miejsce,po muzułmańskich uchodźcach i „żender – gender”, zajęła „ Ideologia LGBT”. Aby znów wystraszyć przysłowiowy „ciemny lud” . Aby teraz zagłosowali oni na pogromców „ Ideologii LGBT” . Czyli kandydatów PiS.
Prawda jest taka, że „Ideologia LGBT” nie istnieje. Bo ludzie o homoseksualnej orientacji mieszkający w Polsce mają przeróżne poglądy, także polityczne. Znam homoseksualistów, którzy są narodowcami. Jeden z nich nawet jest ich prominentnym politykiem. Znam homoseksualistów, którzy głosowali w 2015 roku na PiS. Bo chcieli obniżenia wieku emerytalnego. Znam homoseksualistów, którzy są rasistami. Większość znanym mi homoseksualistów głosowało wcześniej na PO. Mniejszość na partie lewicowe.
Postulat równych praw dla osób homoseksualnych i heteroseksualnych to nie jest „Ideologia LGBT” . To ideologia podstawowych praw człowieka. Jeśli uznamy i zgodzimy się, że wszyscy ludzie są równi, niezależnie od ich rasy, wyznania, orientacji seksualnej, poglądów politycznych, to wszyscy oni powinni mieć takie same prawa. Należą im się one jak przysłowiowa miska zupy.
Warto przypomnieć, że trzysta lat temu podobnych praw nie mieli polscy chłopi. O tym czy mogą zawrzeć związek małżeński decydowali wtedy ich panowie. Bo chłopów uznawano za istoty gorsze, potomków biblijnego „ Chama”.
Dwieście lat temu równych praw nie miały kobiety. To ich rodzice albo mężowie decydowali o tym, co one mają robić. Bo powszechnie uważano kobiety za istoty głupsze od mężczyzn i z natury nieodpowiedzialne, niezdolne do decydowania o swoim losie.
Tamten stan rzeczy uważano wtedy za „naturalny porządek”. Był on sankcjonowany przez ówczesne władze i błogosławiony przez kościół katolicki.
Teraz w IV Rzeczpospolitej rolę dawnych chłopów pańszczyźnianych i kobiet przypisano środowiskom LGBT i ich bliskim. Stali się współczesnymi „czarownicami”, na które powinni polować przykładni obywatele. Takie polowanie urządzono w Białymstoku.
Niestety wizerunki polskich nazioli bijących spokojnych uczestników Parady Równości w Białymstoku pokazano we wszystkich telewizjach świata. Pokazywano też trzymane przez bandytów różańce i eksponowane przez nich faszyzujące symbole.
Poinformowano , że bijący pokojowo nastawionych uczestników Parady mieli błogosławieństwo polskich księży katolicki i rządzącego PiS.
W ten sposób Białystok, szybko rozwijające się miasto, stało się symbolem wschodnioeuropejskiego faszyzmu i ksenofobii.
Czyli miejsca nieprzyjaznego dla studentów zagranicznych, dla poważnych zagranicznych inwestorów. Bo trudno będzie poważnym, nie spekulacyjnym, firmom znaleźć kadrę zarządzającą gotową osiedlić się w mieście gdzie biją tylko za inny kolor włosów albo spodni.
Straty wizerunkowe jakie w wyniku faszystowskich rozrób poniosła Polska i Białystok będą trudne do szybkiego odrobienia i bardzo kosztowne.
Co gorsza elity PiS nie potępiły jednoznacznie i zdecydowanie tych kibolskich bojówek.
Krytyczne słowa pani minister spraw wewnętrznych i pana premiera nie zostały wsparte przez potępienie przemocy przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Milczy w tej sprawie pan minister Adam Lipiński , jeden z najbliższych, wieloletnich współpracowników pana prezesa, sprawujący obecnie funkcje pełnomocnika rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego i pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania!!!
Niektórzy prominenci obozu rządzącego, jak pan minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski, próbowali nawet usprawiedliwić faszystowskie bojówki. Stawiać znak równania pomiędzy bijącymi a bitymi.
Takie postawy prominentnych polityków PiS sprawiają, że uzasadnione są podejrzenia o potajemne flirtowanie elit PiS, zwłaszcza związanych z „Gazetą Polską” i jej Klubami, z faszyzującymi środowiskami kibolskimi. Podejrzenia o używanie kibolskich bojówek przez elity PiS na wzór ukraińskich „Tituszek”. Wynajmowanych przez ukraińskich oligarchów chuliganów dla rozbijania wieców i obchodów organizowanych przez ich przeciwników. A także do obstawiania lokali wyborczych , aby wywierać presję na glosujących.
I tak w efekcie przedwyborczych intryg PiS, sianiu przez nich nienawiści, nasz kraj zyskał w światowych mediach opinie matecznika ksenofobii, nietolerancji i nienawistnego katolicyzmu.
Idealnego miejsca dla lokalizacji byłych i przyszłych obozów śmierci.

Muzyka przeciwko rasizmowi

Jak mówią przyjaciele Marcina Kornaka, właśnie w ten sposób pragną złożyć hołd jego przesłaniu.

Marcin Kornak (ur. 1968 – zm. 2014) zainicjował akcje „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” i „Wykopmy Rasizm ze Stadionów”. Jako redaktor naczelny magazynu „NIGDY WIĘCEJ” prowadził monitoring przestępstw i incydentów na tle rasistowskim i neofaszystowskim pt. „Brunatna Księga”. Publikacja ta stała się podstawowym źródłem informacji na temat skali takich zdarzeń w Polsce, a także przyczyniła się do uwzględnienia tego problemu w debacie publicznej. Za swoją działalność społeczną Marcin Kornak został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymał też tytuł „Człowieka bez Barier” przyznawany przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji (po wypadku w 15. roku życia był osobą niepełnosprawną ruchowo).
Na płycie (EP) pod tytułem „Wiem, że dobrze idę” znalazły się zadedykowane Marcinowi Kornakowi utwory dwóch zespołów zaangażowanych w działania antyrasistowskie Stowarzyszenia „NIGDY WIĘCEJ”: Qulturki z Piły oraz Skowytu z Warszawy. Ich teksty podejmują problematykę ksenofobii, przemocy i ulegania ideologiom nacjonalistycznym.
Wokalistka Qulturki Joanna Naranowicz wspomina w wywiadzie udzielonym z okazji wydania płyty: „«M.K.» to jest piosenka w pełni poświęcona Marcinowi. Tekst powstał w dniu, w którym dowiedzieliśmy się, że Marcin nie żyje. To był bardzo ciężki dzień”. Słowa jednej ze strof tego utworu brzmią: „Dałeś drogowskazy / Nimi się kieruję / Choć czasem po grudzie / Choć czasem pod górę / Już się nie zatrzymam / Bo dałeś mi siłę / Chociaż już bez Ciebie / Wiem, że dobrze idę”.
Liderka Qulturki mówi też o społecznym oddziaływaniu kampanii „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”: „Okazało się, że muzyka może być taką siłą, ludzie będą się jednoczyć bez nienawiści. Dzięki słuchaniu muzyki będą pozytywni. Będę starać się tłumaczyć innym, że rasizm, nietolerancja – to jest bez sensu, to nie jest ta droga. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy z nas jest inny”.
Także gitarzysta Skowytu, Arkadiusz „Aretzky” Ślesicki, zwraca uwagę na szczególny kontekst, w jakim powstała jedna z piosenek znajdujących się na EP-ce: „«Tylko na tyle cię stać» to utwór antyrasistowski. Swego czasu zaprzyjaźniłem się z Marcinem Kornakiem, prezesem Stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ. Marcina już nie ma z nami, ale ten numer zadedykowany jest właśnie jemu” (wypowiedź cytowana w 21. numerze magazynu „NIGDY WIĘCEJ”).
Z kolei tytuł drugiego (instrumentalnego) utworu Skowytu, czyli „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”, wprost nawiązuje do kampanii prowadzonej od wielu lat przez „NIGDY WIĘCEJ”. Jak stwierdza autor kompozycji Janek Zasztowt: „Z hasłem «Muzyka przeciwko rasizmowi» utożsamiam się od zawsze” (wypowiedź na łamach magazynu „Perkusista”).
Marcin Kornak, który był również poetą, autorem tekstów utworów muzycznych i współtwórcą sceny niezależnej w Polsce, zainicjował kampanię „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” w 1996 r. Do akcji prowadzonej przez Stowarzyszenie „NIGDY WIĘCEJ” przyłączyli się wykonawcy reprezentujący rozmaite nurty i style muzyczne, by wspólnie wyrazić sprzeciw wobec podszytej ksenofobią agresji. Stowarzyszenie wydało serię płyt składankowych pod hasłem „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”, wśród nich kompilacje z muzyką hip-hopową, elektroniczną, metalową oraz reggae. Pod szyldem akcji odbyło się jak dotąd ponad 1400 koncertów i festiwali, a ponad 300 wykonawców zamieściło na swoich albumach jej logo – charakterystyczną otwartą biało-czarną dłoń, będącą symbolem takich wartości jak pokój, przyjaźń i różnorodność.
Autorem okładki płyty „Wiem, że dobrze idę” jest Witold Popiel, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Płytę wydano we współpracy z firmą Jimmy Jazz Records ze Szczecina, specjalizującą się w promocji muzyki alternatywnej. Wydawnictwo ma charakter pamiątkowy i nie jest przeznaczone do sprzedaży komercyjnej.
Qulturka to punkrockowy zespół, który został założony w 1995 r. w Pile. Od wielu lat prowadzi antyrasistowskie działania we współpracy ze Stowarzyszeniem „NIGDY WIĘCEJ”. W 2010 r. w ramach akcji „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” ukazała się płyta zespołu pt. „Biały, żółty, czerwony, czarny”.
Skowyt wydał debiutancki album pt. „Achtung, Polen!” (2011 r.) pod patronatem kampanii „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”. Nazwa zespołu nawiązuje do głośnego poematu Allena Ginsberga z 1956 r., który zawierał krytykę dehumanizującego konformizmu i zapoczątkował awangardowy ruch literacko-kulturowy znany jako Beat Generation.
Stowarzyszenie „NIGDY WIĘCEJ” jest powstałą w 1996 roku niezależną, apolityczną organizacją, która monitoruje incydenty na tle ksenofobicznym. Prowadzi kampanie społeczne, m.in. „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” i „Wykopmy Rasizm ze Stadionów”.‎ Od wielu lat współpracuje z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy w ramach akcji edukacyjnych prowadzonych w trakcie festiwalu Przystanek Woodstock.

Faszyzm zbrodnią, nie opinią

Dość rasizmu i faszyzmu! Ten okrzyk zabrzmiał dziś na ulicach kilku polskich miast – gdzie odbywają się 16 marca z uwagi na Międzynarodowy Dzień Walki z Rasizmem. Kilkadziesiąt godzin po zamachu na meczety w Nowej Zelandii hasło zabrzmiało wyjątkowo aktualnie.
– Jesteśmy tu, by wyrazić swój sprzeciw, sprzeciw wobec tego, co się dzieje na całym świecie, sprzeciw wobec poniżania ludzi – takich, którzy mają jeszcze trudniej, uchodźców, imigrantów, tych, którym tak naprawdę najtrudniej odnaleźć się w nowym państwie, a podlegają dodatkowej presji ze strony rasistów – tak Filip Ilkowski z Pracowniczej Demokracji tłumaczył cel zgromadzenia, które ruszyło w Warszawie pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. Oprócz tej lewicowej organizacji wśród organizatorów przemarszu były partia Razem, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Zieloni, Inicjatywa Dom Otwarty czy Stowarzyszenie Wygra Warszawa, wszyscy zrzeszeni w koalicji Zjednoczeni Przeciw Rasizmowi. Na ich apel z Krakowskiego Przedmieścia pod Sejm przeszło kilkaset osób.
Zebrani sprzeciwiali się przyzwalaniu na funkcjonowanie faszystowskich i faszyzujących stowarzyszeń – w Polsce i innych państwach liberalnej demokracji. „Faszyzm zbrodnią, nie opinią”, „Solidarność naszą bronią, a rasiści niech się gonią” – skandowali. Uczcili pamięć zamordowanych w Nowej Zelandii muzułmanów, paląc znicze przed ambasadą tego państwa. Filip Ilkowski podkreślił, że atak na meczety nie był neutralną politycznie, bandycką strzelaniną, ale efektem umacniania się postaw ksenofobicznych i islamofobicznych, cynicznie nakręcanych przez prawicowych polityków. Warto przypomnieć, że w czasie, gdy uczestnicy demonstracji solidaryzowali się z bliskimi zabitych, na polskich nacjonalistycznych facebookowych profilach w najlepsze wychwalano mordercę z Christchurch i zachęcano do lektury jego manifestu.
– Polska być może nie jest Nową Zelandią, ale wiemy, że w Polsce nienawiść jest ogromna. Jeżeli nie uda nam się jej powstrzymać, to nie wiemy do czego może ona doprowadzić! – takie słowa z kolei padły na analogicznej demonstracji w Poznaniu. Tam na wezwanie partii Razem oraz partii Wiosna, Grupy Stonewall, Fundacji Republika Różnorodności, Poznania Wolnego od Nienawiści i Otwartej Rzeczypospolitej zgromadziło się ok. 200 osób.
Na koniec marszu demonstrujący w Warszawie symbolicznie rozerwali przed ambasadą USA transparent w formie muru, pokazując, że nie godzą się na politykę odgradzania się i budowania murów lansowaną przez Donalda Trumpa. W Krakowie kilkudziesięcioosobowy pochód otwierał transparent z napisem „Każda inna, wszystkie równe” i postaciami o różnym kolorze skóry i pochodzeniu. W Szczecinie, oprócz wielkiego hasła „Dość rasizmu i faszyzmu”, uczestnicy przynieśli na protest plansze przypominające o atakach na tle ksenofobicznym i rasistowskim, jakie miały miejsce w Polsce.

Stawka większa niż polityczne życie

PiS porwało się z motyką na słońce.

 

Manewr z Marszem Niepodległości był może i mistrzowskim ominięciem pułapki zastawionej przez tandem Hanna Gronkiewicz-Waltz i Rafał Trzaskowski, ale może odbić się władzy potężną czkawką. Dlaczego? Wątpliwe, że narodowcy z falangami odbiorą przejęcie marszu przez władze jako rzucenie koła ratunkowego. Raczej poczują się ograni i wykorzystani przez obie strony do ugrania politycznych korzyści. I dopiero pokażą, na co ich stać.
Decyzja prezydenta i premiera o przejęciu pod swoje skrzydła imprezy cyklicznej, a także deklaracja z gatunku „mamy szczerą nadzieję, że to wydarzenie połączy wszystkich”, niekoniecznie nie sprawi, że na marszu będzie spokojniej. Pod sztandarem rządu PiS spotkają się bowiem przeróżne grupy: autentyczne rodziny z dziećmi, ruchy narodowe, środowiska kombatanckie i politycy, a także smoleńskie freaki.
Co z tej wybuchowej mieszanki ostatecznie wyjdzie, okaże się w niedzielę. Moim zdaniem rząd ryzykuje wiele. Z pewnością jednak ukłony należą się Hannie Gronkiweicz-Waltz, która zostanie zapamiętana jako ta, która (już na poczet Trzaskowskiego) wykonała ruch pożądany, choć o kilka lat spóźniony. Wygrała na nim również dlatego, że od teraz odpowiedzialność za ewentualne burdy na Marszu Niepodległości spoczywać będzie na Dudzie i Morawieckim, zamiast na prezydent i jej urzędnikach.
PiS gra o wysoką stawkę, nie mając w dodatku policyjnego zaplecza w gotowości. Jeśli okaże się, że narodowcy – obrażeni i na rządzącą prawicę i na liberałów, zaczną demolować miasto albo ponownie prezentować rasistowskie hasła, popłynie to rzecz jasna na konto premiera i wojewody.
Trzaskowski zaś zyska niezagrażające otwarcie swojej kadencji na Placu Bankowym, zostanie też głównym obrońcą polskiego honoru, jeżeli znów posypią się nagłówki w „New York Timesie” czy „Guardianie” potępiające faszyzm na ulicach stolicy Polski.
Jest też opcja bardziej dla wszystkich optymistyczna: narodowcy w ramach pielęgnowania urażonej dumy zdecydują się zostać w domach, a warszawiacy zamiast na państwowy marsz bądź alternatywne blokowanie państwowego marszu, wybiorą się na odsłonicie pomnika Ignacego Daszyńskiego – postaci, która łączy,w przeciwieństwie do wystawionego niedawno na Placu Piłsudskiego „parkingowego” pomnika Lecha Kaczyńskiego.

Lewica i militaryzacja umysłów

Wojna, zanim wybuchnie naprawdę, musi zagościć w ludzkich głowach. Ludzie muszą się z nią oswoić.

 

Winna się stać normalną sprawą między ludźmi, że – mimo grozy ludobójstwa, masowych zabójstw, tortur, ran i dramatów (małych i dużych) – może być piękna i godna apologii. I towarzyszyć jej winna wzniosła śmierć: za ojczyznę, hymn i flagę, za wiarę religijną, za honor, za nasze wartości i cywilizację, za zyski tzw. „dobrodziejów pracobiorców” (właścicieli kapitału). Za to wszystko co jest wytworem naszego języka, rozumu, kultury. Jak jest wojna przedstawiana od lat w filmowych obrazach ? Czym karmią odbiorców gry komputerowe? A zabawki dla dzieci? A przestrzeń publiczna przesiąknięta agresją? A wreszcie stosunki interpersonalne oparte o rywalizacje, konkurencję, popularny „wyścig szczurów”, gdzie propagowanym przez neoliberalizm vel turbo-kapitalizm modelowym rozwiązaniem jest likwidacja albo wchłonięcie konkurenta.

A jak i co na te tematy mówią politycy nieprawicowi? Czy ktoś z nich odniósł się do naszej obecności w NATO, charakteru i współczesnej roli tego aliansu jako do czegoś podlegającego dyskusji ? Czy ktoś wyraził sprzeciw wobec agresywnego i irracjonalnego pomysłu – ze wszystkimi skutkami i kosztami – stałej bazy wojsk USA w naszym kraju, prezentowanego przez neoliberalną i nacjo-szowinistyczną prawicę? Czy ktoś z nich stwierdził wyraźnie, że nastawienie promilitarystyczne, poparte kultem śmierci, polskim mitomaństwem i ideą Polski jako „wiecznej ofiary” zdradzonej przez wszystkich jest niebezpieczne? Że te fantazmaty zatruwają świadomość młodych pokoleń i stają się nie tylko kulą u nogi naszego rozwoju, ale i elementem sprzyjającym naszej zagładzie w jądrowej pożodze? Czy któryś choćby rozłożył na czynniki pierwsze i skrytykował pomysł strzelnicy w każdym powiecie czyli miejsca, gdzie będzie się szkolić dzieci i młodzież do zabijania innych ludzi.

Nienawistnej i agresywnej narracji, retorycznemu uwielbieniu przemocy wobec każdego INNEGO (komuniści i postkomuniści, członkowie mniejszości – seksualnych, narodowych, religijnych, kulturowych) towarzyszy zawsze militaryzacja umysłów i realnej rzeczywistości. Bo przecież trzeba się bronić, trzeba walczyć, trzeba polec godnie za „Najjaśniejszego Pana i jego rodzinę” (jak mawiał dobry wojak Szwejk).

Lewica w Polsce – jeśli chce rzeczywiście zasłużyć na takie miano – niech zacznie mówić językiem lewicowym w przedmiocie wojennego szaleństwa, jakie opanowało szerokie kręgi mainstreamu europejskiego. Niech zapowie, iż w razie dojścia do władzy będzie dążyć do zmniejszenia napięcia w stosunkach europejskich, bo konflikt zbrojny może nas wszystkich bez wyjątku zmieść z powierzchni Ziemi. Czy nikogo z tzw. polskiej lewicy nie stać dziś na pomysł à la Adam Rapacki (z roku 1957) odnośnie stopniowo postępującego rozbrojenia na linii Wschód – Zachód? Polska lewica niech przestanie zachowywać się, mówić i reprezentować (de facto tak to w ciągu ostatnich dwóch – trzech dekad wygląda) interesy amerykańskich „jastrzębi”, którzy z kolei są lobbystami tamtejszego „kompleksu militarno-przemysłowego”, do którego współcześnie dochodzi jeszcze Wall Street. Tak zdefiniował te zagrożenia nie żaden komuch czy lewak, ale ustępujący z urzędu po dwóch kadencjach, prezydent USA Dwight Eisenhower.

W tak uprawianej polityce mają swe źródła zwycięstwa kreatur jak Trump i Bolsonaro czy wyroki sądów tłumaczących swastykę jako hinduski symbol szczęścia. Stąd jawią się liczne symbole „White Power” na tzw. Marszu Niepodległości w Warszawie, bezkarne nazistowskie pozdrowienia tłumaczone jako zamawianie pięciu piw, t-shirt z napisem „Auschiwtzland” na torsie lokalnej polityczki z Włoch. Faszyzacja przestrzeni publicznej idzie zawsze w parze z militaryzacją umysłów oraz obłaskawieniem wojny, przemocy, agresji w retoryce i postawach.