Williams już bez Williamsów

Niedzielny wyścig o Grand Prix Włoch zapisał się w historii Formuły 1 jako ostatnie zawody, w których zespołem Williamsa zarządzała rodzina Williamsów. Nowi właściciele brytyjskiej ekipy, amerykańskie konsorcjum Dorilton Capital, zwolnili Claire Williams z funkcji szefa zespołu, a wraz z córką odchodzi też legendarny założyciel tej wyścigowej stajni F1 Frank Williams. Z szacunku dla jego osiągnięć nowi właściciele zostawili jego nazwisko w nazwie zespołu.

Od poniedziałku Claire Williams już nie rządzi zespołem z Grove, a wraz z nią z jakiejkolwiek działalności w ekipie Williamsa wycofał się też jej ojciec, 78-letni Frank Williams, który w 1977 roku założył ten wyścigowy teamu i przez ponad 40 lat doprowadził go do wielu sukcesów – m.in. 16 tytułów mistrzowski w Formule 1, 144 wygranych wyścigów, 128 pole position, 133 najszybszych okrążeń. Zespół zadebiutował podczas Grand Prix Hiszpanii 1977, gdy kierowcą w samochodzie zespołu March był Patrick Nève. Rok później zaczęto produkcję własnych podwozi i jako konstruktor zadebiutował podczas Grand Prix Argentyny 1978. Pierwsze zwycięstwo zespołowi zdobył Clay Regazzoni podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii 1979. Podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii 1997, Jacques Villeneuve wygrał setny wyścig dla Williamsa, dzięki temu zespół został wtedy jednym z trzech ekip (razem z Ferrari i McLarenem), które mieli na swoim koncie wygranych ponad sto wyścigów. Wielu sławnych kierowców jeździło w barwach Williamsa – m.in. Alan Jones, Keke Rosberg, Nigel Mansell, Alain Prost, Nelson Piquet, Ayrton Senna, Damon Hill, Jacques Villeneuve czy Jenson Button. Wszyscy, z wyjątkiem Senny i Buttona, zdobyli mistrzowskie tytuły (1980, 1982, 1987, 1992, 1993, 1996, 1997). Ekipa z Grove ma też w dorobku dziewięć tytułów mistrza świata konstruktorów (1980, 1981, 1986, 1987, 1992, 1993, 1994, 1996, 1997).
Brazylijski kierowca Ayrton Senna został kierowcą Williamsa w sezonie 1994, zastępując równie słynnego Francuza Alaina Prosta. Podczas trzeciego wyścigu – Grand Prix San Marino, Brazylijczyk na szóstym okrążeniu na zakręcie Tamburello uderzył czołowo w betonową ścianę i zginął. Kierownictwo Williamsa zostało oskarżone przez włoski wymiar sprawiedliwości o nieumyślne spowodowanie śmierci brazylijskiego kierowcy. Sprawa ciągnęła się przez jedenaście lat i zakończyła dopiero 27 maja 2005 wyrokiem uniewinniającym.
W ostatnich latach brytyjska ekipa pogrążała się w kryzysie, czego w poprzednim sezonie doświadczył boleśnie Robert Kubica, którego Williams zatrudnił w roli kierowcy, ale dał do dyspozycji najgorszy samochód w stawce. W tym sezonie bolidy Williamsa nie są wiele lepsze i obaj kierowcy, George Russel i Nicholas Latifi ścigają się na nich w ogonie stawki.
Chociaż rodzina Williamsów po GP Włoch zakończyła swoją aktywność w Formule 1, stworzona przez nią marka pozostanie obecne w „królowej sportów motorowych”. Przyjmując zespół fundusz inwestycyjny Dorilton Capital zobowiązał się, że nie zmieni nazwy zespołu. W Grove nadal mają też funkcjonować fabryka i siedziba teamu. „Już od jakiegoś czasu krążyło sporo plotek na temat mojej pozycji w zespole. Dlatego chcę to wyjaśnić. Dorilton Capital chciał, abym została. To ja zadecydowałam, że odchodzę z firmy. Czułam, że to dobry moment, by odejść, że to będzie właściwy wybór. Po GP Włoch jeszcze przez kilka kolejnych tygodni będę pojawiać się w firmie by przekazywać Dorilton Capital informacje o zespole, przedstawię im kulisy pracy i wiedzę specjalistyczną, bo tego na razie bardzo potrzebują. Koniec rodzinnego Williamsa może być początkiem nowej ery z życiu zespołu. Formuła 1 była naszym żywiołem od dawna, ale teraz nadszedł czas na inny rozdział w historii rodziny Williamsów” – powiedziała Claire Williams podczas konferencji prasowej przed niedzielnym Grand Prix Włoch, podczas której ogłosiła swoje odejście.
Ale już podczas sobotnich kwalifikacji pozycje zajmowane przez kierowców Williamsa przypomniały wszystkim, dlaczego zmienił się właściciel zespołu. George Russell i Nicholas Latifi po startemu zajęli miejsca w ogonie stawki i z tych pozycji wystartowali do niedzielnego wyścigu głównego. Russell miał jednak krótką chwilę satysfakcji, gdy w pewnym momencie wyprzedził czterokrotnego mistrza świata Sebastiana Vettela, lecz zaraz potem okazało się, że bolid Ferrari prowadzony przez niemieckiego kierowcę po prostu się zepsuł. Prawdziwe ściganie miało miejsce tylko z przodu stawki, którą otwierał szybki jak wiatr Mercedes Brytyjczyka Lewisa Hamiltona.

Kubica listkiem figowym Williamsa

Frank Williams obchodził w miniony wtorek 77. urodziny. Twórca brytyjskiego teamu Formuły 1 nie miał jednak zbyt wielu powodów do świętowania. W tym sezonie jego ekipa jest pośmiewiskiem dla kibiców i rywali. Bardziej od niego cierpi chyba tylko Robert Kubica, bo Polak nie tak sobie wyobrażał swój powrót do Formuły 1.

Interesującą diagnozę kłopotów zespołu z Grove po słabiutkim występie w Grand Prix Chin postawił mistrz świata F1 z 1997 roku Jacques Villeneuve. Znakomity przed laty kanadyjski kierowca, który tytuł wywalczył właśnie w barwach Williamsa, stwierdził, że obecne problemy tego teamu są spowodowane jego wejściem na giełdę papierów wartościowych. „Z tego powodu wszystko, co robią, jest poddawane ocenie akcjonariuszy, a dla nich najważniejszym aspektem działalności jest wypracowanie zysku. A to jak wynika z giełdowego raportu Williamsowi się udało, bo firma chwali się, że w ubiegłym roku zarobiła szesnaście milionów dolarów. Co to oznacza w praktyce, widzimy teraz na wyścigowych torach. Skoro w kasie zostało tak dużo pieniędzy, można się domyślić, że nie wydano ich na rozwój bolidów i zespołu wyścigowego. Kierownictwo Williamsa nie chce wygrywać w Formule 1, a jedynie spełniać oczekiwania akcjonariuszy” – ocenił sytuacje Villeneuve. Trudno nie przyznać racji Kanadyjczykowi.

Rozprężenie w zespole Williamsa widoczne jest na każdym kroku i w każdym niemal aspekcie wyścigowego spektaklu. Choćby w jakości pracy zespołu serwisowego w pit-stopach. Pod tym względem ekipy też ze sobą rywalizują i prowadzona jest nawet osobna klasyfikacja – DHL Fastest Awards, która na zakończenie roku wyłania ekipę prezentująca najlepsze tempo podczas wymiany ogumienia na przestrzeni całego sezonu. Podczas dwóch poprzednich wyścigów, GP Australii i GP Bahrajnu, ekipa z Grove trzymała wysoki poziom i pod względem osiąganych czasów obsługi bolidów utrzymywała miejsce w czołówce stawki. Podczas GP Chin w Szanghaju także w tej dziedzinie zaliczyła spektakularną porażkę, bo żaden z jej postojów nie znalazł się w punktowanej dziesiątce. Co ciekawe, bardziej poszkodowany okazał się Kubica, którego mechanicy przytrzymali w pit-stopie aż osiem sekund. Standardowe czasy wynoszą nieco ponad dwie sekundy, a zatem wyraźnie widać, jaki regres zanotował Williams. Dużo lepiej wyglądały dwa postoje Russella, które trwały po cztery sekundy. Dla porównania, w Szanghaju najszybsi byli mechanicy Red Bulla, którzy mogą poszczyć się zdobyciem dwóch pierwszych miejsc. Wśród najlepszych nie było dominującej na torze ekipy Mercedesa.

Dla Kubicy ta sytuacja nie jest komfortowa, bo coraz bardziej wygląda na to, że Williams celowo skazuje go na rolę outsidera w zespole, licząc, że media z czasem zaczną zrzucać to na karb niepełnej sprawności Polaka po wypadku. Nie jest to zagrywka fair wobec kogoś, kto przyprowadził sponsora (Orlen) za 10 mln euro i zgodził się ścigać za pół miliona dolarów, czyli jedną piątą średniej stawki obowiązującej w Formule 1.