Fundusz Kościelny – 71 – rocznica obowiązywania

Kościół i państwa demokratyczne świata zachodniego przez lata uczyły się zasady rozdziału tego, co religijne, od tego, co laickie. Relacje między państwem a kościołem były też jedną z najważniejszych kwestii politycznych w okresie wyłaniania się nowoczesnych państw.

Istnienie ustrojów demokratycznych wiąże się z respektowaniem zasady świeckości państwa, której najważniejszym komponentem powinna być neutralność światopoglądowa. Czynnikiem sprzyjającym popularyzacji idei państwa świeckiego był rozwój doktryny wolności i praw człowieka. Zwłaszcza Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (EKPCz) z 1950 r. oraz orzecznictwo w sprawach wyznaniowych organów Rady Europy w tym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Obowiązek zachowania neutralności przez władze publiczne w sprawach religijnych, to jedna z zasadniczych i trwałych tez orzecznictwa strasburskiego w związku z art. 9 EKPCz, gwarantującym wolność myśli, sumienia i wyznania.

Kościół katolicki, konsekwentnie opowiadał się za państwem wyznaniowym, dlatego nie bez trudności porzucił to przekonanie na rzecz państwa świeckiego dopiero w II połowie XX w.- na II Soborze Watykańskim (1962-1965)- uznając równouprawnienie wszystkich związków wyznaniowych – miejmy nadzieję, że stanie się to utrwaloną zasadą, określającą zachowanie instytucji kościoła jako całości.

Obecnie nieliczne państwa są albo konsekwentnie świeckie jak np. Francja albo konsekwentnie wyznaniowe – Iran, w większości państw mamy do czynienia z kompromisem między dwiema zasadami: państwa świeckiego i państwa wyznaniowego np. Wielka Brytania.

Państwami świeckimi można uznać te, które w ustawach zasadniczych deklarują nieistnienie religii, czy kościoła o charakterze państwowym. Nie istnienie kościoła państwowego przewidują konstytucje: Niemiec czy Estonii. Stwierdzenia, że żadna religia nie może być uznana za państwową lub obowiązującą zawarto w konstytucjach: Hiszpanii , Litwy , Rosji , Ukrainy i Serbii.

W konstytucji RP z 1997 dominuje przewaga rozwiązań charakterystycznych dla państwa świeckiego: bezstronność władz publicznych, niezależność państwa i związków wyznaniowych, prawo milczenia, równouprawnienie związków wyznaniowych, wolność sumienia i wyznania jednostki. Art. 25 ust.3 stanowi, że „Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie , jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego” Niestety w ustawodawstwie zwykłym ustawowym i podstawowym: rozporządzeniach, zarządzeniach, okólnikach zapomina się o tych konstytucyjnych zasadach i tworzy się przepisy będące często ich naruszeniem lub nawet zaprzeczeniem.

Warto wskazać przykłady: pomimo zasadniczej nowelizacji Konstytucji z 1952 r., co nastąpiło w grudniu 1989 roku, norma art. 82 ust. 2, iż Kościół jest oddzielony od państwa, obowiązywała formalnie, aż do dnia 17.10.1997 r., tzn. do momentu wejścia w życie nowej Konstytucji RP. Mimo to, w 1990 na podstawie instrukcji, nie będącej źródłem prawa rząd Tadeusza Mazowieckiego wprowadził religię do szkół, co było niezgodne z konstytucją oraz ustawą o rozwoju systemu oświaty. Ustawa nie tylko dopuściła nauczanie religii w szkołach, ale jako jedną z zasadniczych dyrektyw funkcjonowania systemu oświatowego, wskazała respektowanie chrześcijańskiego systemu wartości. Szczególny sprzeciw budziła kwestia opłacania z budżetu państwa powiększającej się liczby katechetów. Rzeczywistość odzwierciedla sprzeczność między zasadami a praktyką działania władz publicznych.

W konkordacie, nie unormowano w pełni spraw finansowych duchowieństwa oraz instytucji i dóbr kościelnych w Polsce. Treść art. 22 ust. 2 i 3 Konkordatu przewiduje powołanie komisji, która ma zająć się koniecznymi zmianami w sprawach finansowych Kościoła Katolickiego Brak tej komisji jest na rękę Kościołowi, bo wtedy musiałby respektować, Deklarację Wyjaśniającą do Konkordatu, przyjętą przez rząd Cimoszewicza ( IV 1997), w której znalazł się zapis dający prymatu w stanowieniu prawa stronie państwowej, w kwestiach finansowych. Za tego rodzaju komisję nie można uznać obradujących wspólnie komisji konkordatowych: kościelnej i rządowej. Obie komisje to odrębne byty organizacyjne , a ich przedmiotowy zakres dalece wykracza poza dyspozycję art. 22 ust. 2 Konkordatu. A tak przepis ten pozwala kwestionować uprawnienia naczelnych organów państwa polskiego do uregulowania zwłaszcza spraw opodatkowania czy dotowania kościelnych osób fizycznych i prawnych.

Kościół katolicki, jak mało, który unika wprowadzenia przejrzystości własnych finansów. W Polsce unika i unikał zawsze. Tzw. świętopietrze, czyli kwoty przekazywane przez Kościoły lokalne do Watykanu, zawsze owiane były tajemnicą. W Polsce Ludowej do r. 1989 r. też je płacono, choć tych pieniędzy nie przekazywano do Watykanu. Nie czyniono tego nie tylko, dlatego, że ówczesny złoty nie był wymienialny. Ale przecież finanse kościoła ,to nie tylko, te kwestie. Współczesne problemy z finansami kościoła mają również swą genezę w ustawie z marca 1950 roku o dobrach martwej ręki , o poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Kiedy to popełniono poważny błąd nie dokonując ewidencji przejętych nieruchomości kościelnych w ewidencji gruntów i budynków oraz w księgach hipotecznych. W archiwach, brak dokumentów stwierdzających, jakiej wielkości majątek został upaństwowiony. Kościół podaje, że zabrano mu ponad 400 tys. ha, w mediach pojawiają się informacje, że to było 170 tys.ha , funkcjonuje też liczba 130 tys. ha. Za każdym razem są to inne wielkości trudne do zweryfikowania. Fundusz Kościelny funkcjonuje do dziś i powstaje z części budżetu centralnego. Dziś w Polsce duchowni są jedyną uprzywilejowaną grupą społeczno-zawodową, która otrzymuje od państwa swoistego rodzaju prezent w postaci ubezpieczeń emerytalno-rentowych.

Tu warto przypomnieć pewne fakty z historii , otóż w Polsce międzywojennej , a do tradycji II RP wielu nawiązuje dziś szczególnie , warto przypomnieć zasady finansowania kościoła katolickiego wówczas obowiązujące, kiedy to kościół katolicki miał zagwarantowane naczelne miejsce wśród równouprawnionych wyznań. Mimo to księża katoliccy płacili podatek. Rozliczali ówczesny PIT w urzędach skarbowych w styczniu albo w lutym każdego roku. Ich deklaracja podatkowa podlegała następnie kontroli w kurii diecezjalnej i powiatowej komisji szacunkowej. Wpłacali również do kasy kurii składki na fundusz emerytalny. Nie była to zatem wydzielona grupa podatkowa, z którą mamy do czynienia w dzisiejszej Polsce. Przypomnę, że księża płacą dzisiaj ryczałt podatkowy, wymyślony jeszcze przez urzędników premiera Piotra Jaroszewicza. W 1932 r. weszła w życie, skonsultowana z Episkopatem, ustawa o składkach na rzecz Kościoła katolickiego. Obowiązuje ona do dziś, ponieważ nikt jej nie uchylił.

Proponuję, by polski Episkopat kierował się również wskazaniami Soboru Watykańskiego I – z 1936 r. Postanowiono na nim, że czynności religijne mają, być otaksowane. Taksa taka została opracowana w 1939 r. i leży w archiwum. Zadecydowano też, że we wszystkich diecezjach mają powstać rady parafialne. Nie utworzono ich. Co zdaje się być zrozumiałe, trwał okres PRL-u. Ale może warto wrócić o rozwiązań z okresu II RP.

Współcześnie system finansowania kościoła oraz jego duchowieństwa z budżetu państwa nie stanowi jednolitej całości i nie jest w pełni zgodny z postanowieniami Konstytucji z 1997 r. Podstawy prawne tego systemu są niejednolite, tworzą je akty prawne wydawane na przestrzeni ponad półwiecza, poczynając od ustawy z 1950 r. o przejęciu przez Państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego (zwana potocznie ustawą o dobrach martwej ręki) a kończąc na ustawie z 2008 r. o zmianie ustawy o finansowaniu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z budżetu państwa. Są to akty prawne o bardzo różnym charakterze, poczynając od partykularnej umowy międzynarodowej- Konkordatu , poprzez ustawy, np. z 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w RP, ustawę z 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, czy ustawę z 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych, a kończąc na aktach w ogóle nie przewidzianych przez Konstytucję oraz konkordat.

Fundusz Kościelny – powołany na mocy art. 8 ustawy z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego- działa na rzecz wszystkich kościołów i innych związków wyznaniowych, posiadających uregulowany status prawny w Rzeczypospolitej Polskiej. Większość pieniędzy z Funduszu otrzymuje kościół katolicki. Formuła dla, której został powołany , jako rekompensata za upaństwowione mienie na podstawie ustawy z 1950 roku już się dawno wyczerpała. Nigdy Fundusz nie został oszacowany zgodnie z przyjętymi założeniami . Dziś mamy kuriozalną sytuację, a mianowicie, kościół katolicki , bo przede wszystkim , o ten kościół chodzi odzyskał z naddatkiem utracone mienie i dodatkowo otrzymuje środki z Funduszu Kościelnego. Jest to naruszenie konstytucyjnej i konkordatowej zasady autonomii i wzajemnej niezależności kościoła i państwa w swoim zakresie. Warto jednak wrócić na krótko do marca 1950 roku, czyli do momentu wejścia w życie ustawy o przejęciu przez Państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Nazywanie „dobrami martwej ręki” nieruchomości, przede wszystkim rolnych (ziemskich), należących do kościoła katolickiego, wyjaśniane jest dwojako: po pierwsze tym, że pochodzą one przeważnie z zapisów testamentowych dokonywanych na łożu śmierci- martwą ręką. Po drugie, niezbywalnością tych dóbr – są one martwe dla obrotu ziemią. Nieruchomości ziemskie Kościoła katolickiego wyszły uszczuplone z okresu rozbiorów wskutek konfiskat zaborczych. Tym niemniej był on w 1939 r. właścicielem 223 838,9 ha ziemi i 16 356,0 ha lasów. Wielkie dobra martwej ręki leżały na terenach byłych zaborów austriackiego i pruskiego, a także we wschodniej części b. zaboru rosyjskiego, poza tzw. Kongresówką. Natomiast na terenie Królestwa Polskiego (Kongresowego) carat po powstaniu styczniowym w odwet za popieranie go przez kler katolicki przejął nadwyżki gospodarstw rolnych proboszczów ponad 6 morgów (3,6 ha) oraz skasował większość klasztorów, przejmując ich majątek.

Objęcie gruntów kościelnych reformą rolną było w 1919 r. przedmiotem bardzo ostrych polemik i zostało odroczone do czasu zawarcia konkordatu. Konkordat zawarty 10 II 1925 przewidywał wykupienie przez państwo nadwyżek ziemi kościelnej z przeznaczeniem na reformę rolną. W polskim tłumaczeniu konkordatu mowa była o „gruntach rolnych”, ale oryginalny tekst francuski używał terminu terres arables („grunty orne”). Zatem użytki zielone, lasy i nieużytki, jak to interpretowała strona kościelna, nie miały być uwzględniane przy obliczaniu powierzchni pozostającej własnością kościelną. Wieloletni spór interpretacyjny uniemożliwił do 1939 r. reformę rolną gruntów kościelnych.

O przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki stanowił przede wszystkim art. 1 ust. 1 ustawy: „Wszystkie nieruchomości ziemskie związków wyznaniowych przejmuje się na własność Państwa”. Wszystkie, więc bez względu na ich położenie i obszar. Ustawa powtarzała za dekretem o przeprowadzeniu reformy rolnej, że nieruchomości przechodzą na mocy prawa (więc niezależnie od daty faktycznego przejęcia) na własność państwa bez odszkodowania i (z nielicznymi wyjątkami) bez obciążeń „wraz z wszystkimi znajdującymi się na tych nieruchomościach budynkami, przedsiębiorstwami, zakładami oraz inwentarzem żywym i martwym” . Druga część ustawy dotyczyła gospodarstw rolnych proboszczów. Zostały one, w granicach obszarowych identycznych jak w dekrecie o przeprowadzeniu reformy rolnej, tj. 50 ha a w województwach: pomorskim, poznańskim i śląskim do 100 ha , poręczone proboszczom jako podstawa ich zaopatrzenia. Dekret określał, że gospodarstwami rolnymi proboszczów są nieruchomości ziemskie znajdujące się w ich posiadaniu, choćby były oddane w dzierżawę. Inaczej jednak niż przy reformie rolnej, w przypadku przekroczenia norm obszarowych upaństwowieniu podlegała tylko nadwyżka powierzchni ponad te normy, a nie całe gospodarstwo. Następnie w trzeciej części ustawy określonej w art. 1 ust. 4: „Dochody z przejętych nieruchomości przeznaczone są wyłącznie na cele kościelne i charytatywne”. Konkretnie zaś dochody te oraz uchwalane przez Radę Ministrów dotacje budżetowe tworzą Fundusz Kościelny (art. 8).

Świadczenia z tego Funduszu w myśl ustawy dotyczyć miały 5 kategorii celów z upoważnieniem dla Rady Ministrów do rozszerzenia tego wyliczenia. Celami tymi miały być: 1). utrzymanie i odbudowa kościołów; 2)udzielanie duchownym pomocy materialnej i lekarskiej oraz organizowanie dla nich domów wypoczynkowych; 3).objęcie duchownych ubezpieczeniem chorobowym w przypadkach uzasadnionych; 4).specjalne zaopatrzenie emerytalne społecznie zasłużonych duchownych; 5). wykonywanie działalności charytatywno-opiekuńczej (art. 9). Fundusz Kościelny podlegał nadzorowi Ministra Administracji Publicznej i działał na podstawie statutu uchwalanego przez Radę Ministrów. W 1988 r. trwały prace nad ustawowym uregulowaniem ubezpieczenia społecznego duchownych, przy czym wiadomo było, że część jego kosztów spadnie na zwiększony w tym celu Fundusz Kościelny. Nastąpiło to ustawą z 17 V 1989 o ubezpieczeniu społecznym duchownych. Dlatego w budżecie państwa na rok 1989 uzyskał on własną część budżetu centralnego (część 46), ale w nim dotacja na Fundusz Kościelny, była zakamuflowana pod nazwą „Różna działalność” i wynosiła 520 milionów ówczesnych złotych, co stanowiło 82% budżetu ówczesnego Urzędu ds. Wyznań. W latach 90-tych dotacja na Fundusz Kościelny była imiennie wykazywana w części budżetu centralnego obejmującej Urząd Rady Ministrów, a od 1997 r. wobec przekazania kompetencji w sprawach wyznaniowych do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – w budżecie tego resortu. I tak dla przykładu budżet na 1994 r. przewidywał 110 mld zł na Fundusz Kościelny, z czego wydano 16,13 mld zł na działalność charytatywno-opiekuńczą kościoła katolickiego, 14,1 mld zł na działalność oświatowo-wychowawczą kościoła katolickiego (oraz 0,75 mld zł dla innych kościołów), 23,43 mld zł na remonty zabytków kościoła katolickiego (oraz 4,93 mld zł dla innych kościołów), zaś 51,625 mld zł na dopłatę dla ZUS do ubezpieczenia społecznego duchownych (rozbicie tej sumy na poszczególne Kościoły nie jest możliwe).

Ustawa z 13 X 1998 o systemie ubezpieczeń społecznych ustaliła, że Fundusz Kościelny ponosi 100% składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i wypadkowe członków zakonów kontemplacyjnych klauzurowych i misjonarzy w okresach pracy na terenach misyjnych oraz 80% składek za pozostałych duchownych. Nie dotyczy to duchownych i członków zakonów nauczających religii w szkołach publicznych. Kuriozum jest finansowanie składek dla misjonarzy w okresie ich pracy na misjach. Czy Polska opłaca krzewienie katolicyzmu na świecie? Taka regulacja świadczy ewidentnie o wyznaniowym charakterze państwa. Składki ubezpieczeniowe za misjonarzy jeśli już, to powinny opłacać kraje misyjne, gdzie pełnią oni swoją posługę. Finansuje również ich ubezpieczenie zdrowotne, gdy przebywają w Polsce na urlopie lub leczeniu. Za podstawowe grupy kleru parafialnego i zakonnego Fundusz Kościelny opłaca 80% ubezpieczenia emerytalnego, nie opłaca zaś ubezpieczenia zdrowotnego, przy czym kler nauczający religii w szkołach może wybrać ubezpieczenie na zasadach pracowniczych. Płaci wówczas większe składki niż w przypadku ubezpieczenia duchownych, ale będzie miał w przyszłości wyższą emeryturę. Stosunkowo niewielką część Funduszu Kościelnego – około 15%, pozostałe po opłaceniu ubezpieczeń – stanowią dotacje na remonty i konserwację zabytkowych obiektów sakralnych oraz na działalność charytatywno-opiekuńczą i oświatowo-wychowawczą. Jednak na obiekty sakralne np. w 2004 r. Fundusz Kościelny przeznaczył 6 mln zł, zaś Ministerstwo Kultury w 2004 r. na ten sam cel wydatkowało około 14 mln zł. Wynoszące w 2004 r. 5 mln zł dotacje na działalność charytatywno-opiekuńczą i oświatowo-wychowawczą z Funduszu Kościelnego wcale – wbrew nazwie – nie były dotacjami na tę działalność, lecz na remonty i konserwacje budynków służących tym celom. O dotowaniu z budżetu państwa lub samorządu samej działalności mówią inne przepisy. Na przykład wszystkie szkoły prywatne, także kościelne, dostają na każdego ucznia taką samą kwotę dotacji jak szkoły publiczne. Samorządy przekazują znaczne środki jednostkom organizacyjnym kościoła katolickiego za pośrednictwem organizacji pożytku publicznego. Kościół szeroko i skutecznie korzysta z tej możliwości za pośrednictwem mediów, billboardów, prasy kościelnej , parafialnej , diecezjalnej i ambony. Jest to obecnie ważki środek komunikacji z wiernymi, który przysparza kościołowi znacznych środków finansowych bez skutecznej kontroli.

Wydatki budżetu państwa na Fundusz Kościelny : w 2015 r. – 118 230 000 (128 058 900); w 2016 r.– 126 230 000 (133 650 100), w 2017r. – 133 230 000 , w 2018 r. – 156 893 000. Nie udały się próby wprowadzenia odpisów dobrowolnych z podatku PIT w wysokości 0,5%. Taki podatek pozwoliłby określić liczbę członków wspólnoty i pozwolił na oszacowanie rocznych wpływów na rzecz kościoła, ale też spowodował ,że strona kościelna musiałaby rozliczać się w otrzymanych środków finansowych. Kościół praktycznie nie płaci podatków. Księża, którzy pracują na podstawie umowy o pracę np. katecheci , płacą PIT, a pozostali tylko wyznaczany przez ministra finansów ryczałt zależny od wielkości parafii. Dla parafii do 20 tys. mieszkańców to jest ponad tysiąc złotych kwartalnie. Proboszczowie mający gospodarstwo rolne płacą niski podatek rolny. Natomiast osoby prawne, czyli parafie, diecezje, zakony nie płacą nawet podatku od dochodów z działalności gospodarczej, jeżeli przeznaczają je na cele kościelne, charytatywne i opiekuńczo-wychowawcze. Cokolwiek to znaczy. Z takich preferencji nie mogą skorzystać inni przedsiębiorcy. To daje kościołowi uprzywilejowaną pozycję na rynku i narusza zasadę równości podmiotów.

Dochody z odzyskanych kamienic, sklepów, szpitali, hoteli też nie są opodatkowane, jeśli przeznacza się je na wskazane wyżej cele.
Do dziś bowiem nie wiadomo w zasadzie ile dóbr martwej ręki przejętych zostało ostatecznie przez państwo na podstawie ustawy z dnia 20 marca 1950 r. Niejasny jest też stan posiadania gruntów rolnych użytkowanych przez kościoły, a podawana przez niektórych publicystów wielkość 160 tys. ha to czysta fantazja. Zgodnie ze „Sprawozdaniem z działalności Komisji Majątkowej w latach 1989–2011” Komisja Majątkowa przekazała kościelnym osobom prawnym rekompensaty i odszkodowania w wysokości 143 534 231,41 zł oraz ponad pół tysiąca nieruchomości (wartych ok. 5 mld zł). Miały one obszar 66 tys. ha. Tymczasem według Agencji Nieruchomości Rolnych przekazała ona Kościołowi katolickiemu na mocy decyzji Komisji 76 tys. ha, a Lasy Państwowe przekazały 4 tys. ha. Ustawa z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej przewidywała nienaruszalność ustawy z dnia 20 marca 1950 r. o przejęciu przez Państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Zwrócone miały być tylko te grunty, które przejęto bezprawnie, tj. gospodarstwa rolne proboszczów nie przekraczające ustalonej ustawowo powierzchni, działki przyklasztorne, gospodarstwa biskupie i seminaryjne.

Myślę, że już najwyższy czas aby kościoły zaczęły same finansować swoją działalność.

Pewnie w tym Sejmie taka większość się nie znajdzie –ale czas końca finansowania działalności kościoła nadchodzi.

Trzy dekady ustępstw władzy przed postulatami Kościoła

Czy Polska jest i będzie coraz bardziej otwarta. Czy ludzie widzą, że na świecie jest inaczej i wiedzą ,że gdzie indziej Kościół katolicki, choć silny – ustępuje pod żądaniem kontroli społecznej. W Polsce też tak się stanie. Tylko kiedy?

Artykuł 25 konstytucji mówi o bezstronności światopoglądowej państwa i równouprawnieniu wyznań. Ale praktyka konstytucyjna poszła w innym kierunku. Nikt specjalnie nie kryje, że bezstronność i równouprawnienie są fikcją. I to w rosnącym stopniu, o czym świadczy powszechne poprzedzanie uroczystości państwowych mszami jednego wyznania czy też „nowym” zwyczajem przemawiania z ambon polityków rządzącej partii politycznej, a przykładów takich wystąpień w ostatnich kilku latach jest wiele . Odnosi się coraz większe wrażenie, że ambona służy wypowiedziom polityków. Ostatnie wystąpienie – w ubiegłą sobotę 16 stycznia 2021 r. prezesa PiS i wicepremiera J. Kaczyńskiego , który po mszy w Starachowicach powiedział „Zło atakuje nasz kraj, naszą ojczyznę, nasz naród, atakuje instytucję, która jest centrum naszej tożsamości, atakuje Kościół, Kościół katolicki, czy też wystąpienie po mszy w kościele w Kamieńcu Wrocławskim europosła Ryszarda Czarneckiego. Można zatem postawić pytanie, czy dochodzi do klerykalizacji kraju?

Historycznie Kościół katolicki odegrał w Polsce na przestrzeni wieków olbrzymią rolę. Zwłaszcza po utracie niepodległości zapracował na szacunek Polaków. A Jana Pawła II większość Polaków kochała. Wydawało się naturalne, że suwerenna Polska chce się jakoś odwdzięczyć. Kiedy peerelowska władza słabła i zabiegała o wsparcie Kościoła, rząd M. Rakowskiego licząc że w ten sposób kupi jego życzliwość w kampanii wyborczej – przyjął 17 maja 1989 r. ustawę o stosunku państwa do kościoła katolickiego – czyli na dwa tygodnie przed historycznymi wyborami. A potem przyszedł premier Mazowiecki, który z pierwszą wizytą pojechał do Watykanu i oświadczył, że gotów jest do rozmów o konkordacie. Kościół przyjmował kolejne prezenty od władzy. Religię do szkół wprowadzono w 1990 niepublikowaną instrukcją ministra Samsonowicza na krótko przed wyborami prezydenckimi, w których startował premier T.Mazowiecki. Ustawę o finansowaniu KUL uchwalono z inicjatywy prof. A. Stelmachowskiego na krótko przed wyborami parlamentarnymi w 1991 r.
Podobnie ustawę o utworzeniu Uniwersytetu Opolskiego przez połączenie Diecezjalnego Seminarium Duchownego z Wyższą Szkołą Pedagogiczną. Ale najjaskrawszym przykładem, był konkordat podpisany w lipcu 1993 r. przez rząd Hanny Suchockiej, któremu Sejm wcześniej wyraził wotum nieufności. Gdyby władza polityczna w Polsce przestrzegała konstytucji , konkordatu i ustaw, trudno by było narzekać na klerykalizację. Ale czyny władzy – szły i idą dużo dalej niż prawo i oczekiwania społeczne.
Decyzje zapadały za zamkniętymi drzwiami i rząd ani Kościół się nimi nie chwaliły. Niewielu zdaje sobie sprawę , że np. z Funduszu Kościelnego państwo płaci za ubezpieczenie emerytalno-rentowe zakonnic i księży. To miało sens w PRL jako rodzaj rekompensaty za przejęcie przez państwo w 1950 r. nieruchomości kościelnych , ale dziś ten argument przestał być aktualny. A przywilej pozostał . W przypadku konkordatu można powiedzieć, że kościół dostaje więcej, niż zagwarantowała mu ta umowa międzynarodowa. Konkordat ustanowił funkcję kapelana w wojsku, szpitalach i więzieniach. A dziś są niemal wszędzie, dzieje tak na mocy sprzecznych z konkordatem porozumień, zawieranych przez władzę i Kościół. Szkolni katecheci mieli nie dostawać wynagrodzenia od państwa, gdy w 1990 r. religię wprowadzano do szkół.

Zmiana miała polegać tylko na przeniesieniu lekcji z salek katechetycznych do klas szkolnych. Ale od 1 września 1997 r rząd zaczął płacić katechetom jak wszystkim nauczycielom. Nie można też wprowadzenia oceny z religii na świadectwa szkolne ani abdykacji państwa z nadzoru pedagogicznego nad nauczaniem religii i wliczania ocen z religii do średniej zrzucić na konkordat. To nie konkordat, lecz nowelizacja ustawy oświatowej zwolniła podręczniki do religii z obowiązku zatwierdzania ich przez ministra edukacji. Katechetę w każdej szkole wyznacza lokalny biskup, a dyrektor ani nawet kurator nie mają nic do powiedzenia. To jest regres nawet w porównaniu do konkordatu z 1925 r. W szkołach praktyka jest taka, że katecheci mają te same prawa co nauczyciele, ale nie podlegają tym samym rygorom. Wnioski wizytatorów wysyła się biskupom, a oni zwykle chowają je do szuflad. Podobnie jest z kapelanami. Wszędzie, gdzie wkracza Kościół, państwo traci kontrolę nad częścią własnych instytucji.

Konkordat przewidywał państwowe finansowanie dwóch kościelnych uczelni – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. KUL finansowano już od 1991 r. pod pretekstem rekompensaty za zabrany majątek Fundacji Potulickich, choć ten majątek dawno został zwrócony Kościołowi i to z dużą nawiązką – bo przekazany PGR miał kilkaset hektarów więcej niż fundacja – a finansowanie zostało utrzymane. W 2006 r. przyjęto ustawę o dotowaniu kolejnych trzech uczelni kościelnych – Wyższej Szkoły Teologiczno-Filozoficznej Ignatianum w Krakowie oraz Papieskich Wydziałów Teologicznych w Warszawie i Wrocławiu, choć poza uczelniami kościelnymi państwo finansuje jeszcze wydziały teologiczne na uniwersytetach i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który jest państwowy i katolicki.

Państwo sprawę tzw. ” ślubów konkordatowych” udzielanych przez księży oddało Kościołowi powierzając mu istotną funkcję publiczną, a skutki tego przerzuciło na obywateli. Ksiądz udzielający ślubu musi w ciągu pięciu dni zgłosić zawarcie małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego. Jak nie zawiadomi, małżeństwo jest w świetle prawa państwowego nieważne, choć pozostaje ważne z punktu widzenia prawa kościelnego.

Takie sytuacje się w Polsce zdarzają, choć na szczęcie rzadko. A państwo jest bezradne. Nawet nie może takiego księdza ukarać.

Konkordat w wielu sprawach nie jest realizowany. Na przykład w sprawie finansów: art. 22 przewidywał powołanie parytetowej komisji finansowej. Ale nigdy jej nie powołano. Powołano natomiast dwie tak zwane komisje konkordatowe – kościelną i rządową. Wspólne spotkania rządowej i kościelnej komisji konkordatowej są forum najostrzejszego nacisku na stronę rządową. W 1999 r. komisja kościelna proponowała włączenie oceny z religii do średniej ocen, wprowadzenie matury z religii i stworzenie w wojewódzkich ośrodkach metodycznych etatów dla doradców do spraw nauczania religii. miała określić sytuację finansową Kościoła, przyjmując za punkt wyjścia obecne prawodawstwo.

Oficjalnie, brak informacji , jakimi pieniędzmi Kościół dysponuje i jaki ma majątek. Sam Kościół twierdzi, że nie wie, co za PRL stracił i co odzyskał. Zatem nie można stwierdzić – odzyskaliście tak dużo, że czas zamknąć Fundusz Kościelny, któremu budżet MSWiA np. w 2018 roku – 176 mln dał mln złotych. Samorządy milczą na temat  dotacji , jakich udzieliły i udzielają dla związków wyznaniowych.

Dochody Kościoła i księży też nie są znane opinii publicznej. To jest tajemnica Kościoła. Kościół praktycznie nie płaci podatków. Księża, którzy mają państwowe posady, płacą PIT, a reszta tylko wyznaczany przez ministra finansów ryczałt zależny od wielkości parafii. Proboszczowie mający gospodarstwo rolne płacą niski podatek rolny. Natomiast osoby prawne, czyli parafie, diecezje, zakony nie płacą nawet podatku od dochodów z działalności gospodarczej, jeżeli przeznaczają je na cele kościelne, charytatywne i opiekuńczo-wychowawcze.

Dochody z odzyskanych kamienic, sklepów, szpitali, hoteli też nie są opodatkowane, jeśli przeznacza się je na te trzy cele. Według szacunków wydatki na rzecz kościołów z publicznych pieniędzy wynoszą od 1,2 do 1,8 mld zł rocznie. Kościół jest potężny i potrafi drążyć do skutku. A państwo jest słabe. Urzędnicy oglądają się na polityków, a politycy  nie chcą się Kościołowi narażać. A Kościół jak mawiał Piłsudski – bierze, nie kwituje, żąda więcej.

I dostaje więcej, niż dał mu konkordat.

Jedenastka Lewicy

Zamiast gadać o bzdurach i cieszyć się, że paru ludzi z Lewicy ma sejmowe posadki, może warto pomyśleć, co zrobić żeby za 3 lata nie być trzecią, czy czwartą siłą w polskim parlamencie, ale wygrać.

Żeby jednak tego dokonać trzeba mieć kilka punktów, które nieustannie trzeba wymuszać na władzy i gadać o nich w każdej telewizji. To taki sam sposób w jaki wygrało PiS. Najpierw powtarzało kilka postulatów, a potem dodało do tego 500 plus. W wyborach rok temu już niczego wymyślać nie musiało. Ponieważ warto się ponoć uczyć nawet od diabła, to spróbujmy na Konwencji zamiast bić pianę nad bzdurami i lać łzy nad Polską dotkniętą nieszczęściem rządów PiS, podyskutować o takich kilku sprawach, które za 35 miesięcy przysporzą Lewicy milionów głosów.

1 Emerytura obywatelska. 500 zł na rękę dla każdego obywatela Polski w wieku emerytalnym – jako wyrównanie niesprawiedliwej reformy emerytalnej Buzka. Jako wyrównanie ludziom,którzy nie mogli mieć składek emerytalnych, bo musieli pracować na śmieciówkach lub na czarno.

2. Miejsca dla wszystkich potrzebujących w domach spokojnej starości, w zryczałtowanej cenie połowy, otrzymywanych przez te osoby emerytur.

3. ZUS dla osób prowadzących działalność gospodarczą taki jak dla osób zarabiających najniższą krajową. Bo potem za odprowadzona przez nich składkę i tak dostają najniższą emeryturę.

4. Budowanie 30 tysięcy mieszkań rocznie na wynajem za 66 proc. ceny w danym mieście. Do zrobienia, ale z wykluczeniem podnoszących koszty beneficjentów takich akcji, czyli banków i samorządów z ich TBS-ami.

5. Likwidacja WOT i przekazanie miliardów złotych dla prawdziwego wojska. Oczywiście wraz z takim jego przeorganizowaniem, aby w przypadku klęsk żywiołowych pomagało błyskawicznie.

6. Ziemia chłopom! Czyli skończenie, z łapówkami, dla urzędników za to, żeby łaskawie zgodzili się gdy właściciel pola chce je komuś sprzedać. Własność bowiem to własność.

7. Koniec z nielegalnym finansowaniem przez obywateli widzimisię władzy! Zakaz istnienia fundacji spółek skarbu państwa, które wydaja miliony dla krewnych i znajomych. No i oczywiście zakaz wydawania pieniędzy na reklamę dla państwowych firm zbrojeniowych oraz tych które mają pozycję monopolistyczną.

8. Likwidacja Funduszu Kościelnego i ustawowy zakaz finansowania z pieniędzy publicznych etatów dla katechetów. Odebranie klerowi przychodów z tzw Łączek pamięci na cmentarzach przez ustawowe przyzwolenie do rozsypywania skremowanych prochów, gdzie się komu podoba.

9. Praca w niedziele dla wszystkich dobrowolna, ale z płacą w wysokości 250 proc. „zwykłej dniówki”.

10. Finansowane przez państwo zabiegi in vitro, pigułka „dzień po” bez recepty, recepty na środki antykoncepcyjne dla osób uczących się, dofinansowywane w 70 proc.

11. Bezpłatne kursy na prawo jazdy dla każdego ucznia szkoły średniej w ramach programu nauczania. Oczywiście wraz z egzaminem. Skończy się kupowanie prawka i podniesie się bezpieczeństwo na drogach i chodnikach po których jeżdżą rowerami ludzie nie mający pojęcia o zasadach ruchu – bo przecież nie muszą.

Kościelne wyłudzanie

Powinno się ostrzegać Polaków przed wyłudzaczami forsy ubranymi w sutanny.

 

Parafia św. Wojciecha w Białymstoku wezwała wiernych do uregulowania zaległości, które wynikają z braku składania dobrowolnych ofiar podczas kolędy. Rada Parafialna i Ekonomiczna postanowiła obciążyć rodziny, które zalegają z płatnościami, kwotą 2 złotych od każdej niedzieli, czyli około 100 zł rocznie. Pismo w tej sprawie otrzymali wszyscy, którzy nie przyjmowali księdza po kolędzie albo nie przekazywali podczas tych spotkań „dobrowolnych ofiar”.

 

Zwolnieni z podatku

Kościół katolicki w ramach tzw. tacy otrzymuje miliardy złotych rocznie. Już kilka lat temu arcybiskup Nycz mówił o 6 mld zł, które są zwolnione od podatku. To pieniądze nie księży, lecz Kościoła jako instytucji. Mimo to kler nie płaci podatku od osób prawnych. Jest to szara strefa, nie poddana żadnej kontroli. Księża przejmują olbrzymie środki, które wydają zgodnie ze swoimi kaprysami.

 

Naiwni

Nie dość jednak, że są to środki nieopodatkowane i często wykorzystywane w niejasny sposób, to na dodatek sposób ich zbierania może budzić poważne wątpliwości. Sytuacja z Białegostoku jest dość typowym przykładem wyłudzania pieniędzy, którego ofiarami są zazwyczaj osoby starsze, często niedołężne, samotne, podatne na manipulację. Parafia św. Wojciecha przesłała pismo o treści zbliżonej w formie do pism urzędowych, licząc na to, że wierni przestraszą się ewentualnych kar wynikających z nieuregulowania zaległości. W podobny sposób działają przestępcy przedstawiający się jako krewni ofiary czy złodzieje włamujący się na konta bankowe. Wykorzystują naiwność, zaufanie, a niekiedy strach ludzi, odwołując się do ich poczucia obowiązku.

 

Amber Gold bis

Część komentatorów w takich sytuacjach przerzuca winę na ludzi, którzy pozwalają się oszukać. Przecież nie musieli płacić – czytamy na wielu forach i w mediach społecznościowych. Warto jednak uwzględnić, że kler dla własnych interesów wykorzystuje właśnie ludzi najsłabszych i najbardziej podatnych na propagandę, wykorzystuje ich lęk, obawę, podatność na presję społeczną, wykorzystuje hierarchię władzy, konformizm wpajany przez system edukacji, media, polityków. Na podobnej zasadzie działała też machina finansowa Amber Gold – ludzie nie znali źródeł finansowania firmy Marcina P. i nie wiedzieli o jej braku gwarancji finansowych. Słyszeli tylko atrakcyjnie brzmiące deklaracje o wysokiej stopie zysku i oglądali reklamy. Kler działa podobnie, tylko nikt go nie rozlicza ani nie sprawdza, a jak naciąga ludzi, nawet nie mówi się o komisji śledczej. Na dodatek Kościół obiecuje nie tylko szczęśliwe życie na ziemi, ale też w zaświatach.

 

Szastanie miliardami

Co zatem robić? Przede wszystkim kler powinien być włączony w powszechny system podatkowy i jego finanse powinny być pod ścisłą kontrolą państwa. Trudno pojąć, dlaczego jedna z najpotężniejszych instytucji kraju nie musi płacić podatków ani wskazywać, na co wydaje środki zebrane od obywateli. Nie da się wyjaśnić, dlaczego darowizny nawet dla bliskich osób są w większości opodatkowane, a Kościół może obracać miliardami, których nikt nie kontroluje.

 

Uwaga, naciągacze!

Ponadto Polacy od najmłodszych lat powinni być ostrzegani przed wszelkimi formami kradzieży i wyłudzania, powinni być uczeni krytycznego myślenia, odporności na manipulacje, podejrzliwości wobec wszelkich samowolnych autorytetów. Przede wszystkim zaś jest po prostu odrażające, gdy potężna, bardzo bogata organizacja wyciąga od biednych, często schorowanych ludzi pieniądze, stosując różne techniki manipulacji i kłamstw.