Kubica listkiem figowym Williamsa

Frank Williams obchodził w miniony wtorek 77. urodziny. Twórca brytyjskiego teamu Formuły 1 nie miał jednak zbyt wielu powodów do świętowania. W tym sezonie jego ekipa jest pośmiewiskiem dla kibiców i rywali. Bardziej od niego cierpi chyba tylko Robert Kubica, bo Polak nie tak sobie wyobrażał swój powrót do Formuły 1.

Interesującą diagnozę kłopotów zespołu z Grove po słabiutkim występie w Grand Prix Chin postawił mistrz świata F1 z 1997 roku Jacques Villeneuve. Znakomity przed laty kanadyjski kierowca, który tytuł wywalczył właśnie w barwach Williamsa, stwierdził, że obecne problemy tego teamu są spowodowane jego wejściem na giełdę papierów wartościowych. „Z tego powodu wszystko, co robią, jest poddawane ocenie akcjonariuszy, a dla nich najważniejszym aspektem działalności jest wypracowanie zysku. A to jak wynika z giełdowego raportu Williamsowi się udało, bo firma chwali się, że w ubiegłym roku zarobiła szesnaście milionów dolarów. Co to oznacza w praktyce, widzimy teraz na wyścigowych torach. Skoro w kasie zostało tak dużo pieniędzy, można się domyślić, że nie wydano ich na rozwój bolidów i zespołu wyścigowego. Kierownictwo Williamsa nie chce wygrywać w Formule 1, a jedynie spełniać oczekiwania akcjonariuszy” – ocenił sytuacje Villeneuve. Trudno nie przyznać racji Kanadyjczykowi.

Rozprężenie w zespole Williamsa widoczne jest na każdym kroku i w każdym niemal aspekcie wyścigowego spektaklu. Choćby w jakości pracy zespołu serwisowego w pit-stopach. Pod tym względem ekipy też ze sobą rywalizują i prowadzona jest nawet osobna klasyfikacja – DHL Fastest Awards, która na zakończenie roku wyłania ekipę prezentująca najlepsze tempo podczas wymiany ogumienia na przestrzeni całego sezonu. Podczas dwóch poprzednich wyścigów, GP Australii i GP Bahrajnu, ekipa z Grove trzymała wysoki poziom i pod względem osiąganych czasów obsługi bolidów utrzymywała miejsce w czołówce stawki. Podczas GP Chin w Szanghaju także w tej dziedzinie zaliczyła spektakularną porażkę, bo żaden z jej postojów nie znalazł się w punktowanej dziesiątce. Co ciekawe, bardziej poszkodowany okazał się Kubica, którego mechanicy przytrzymali w pit-stopie aż osiem sekund. Standardowe czasy wynoszą nieco ponad dwie sekundy, a zatem wyraźnie widać, jaki regres zanotował Williams. Dużo lepiej wyglądały dwa postoje Russella, które trwały po cztery sekundy. Dla porównania, w Szanghaju najszybsi byli mechanicy Red Bulla, którzy mogą poszczyć się zdobyciem dwóch pierwszych miejsc. Wśród najlepszych nie było dominującej na torze ekipy Mercedesa.

Dla Kubicy ta sytuacja nie jest komfortowa, bo coraz bardziej wygląda na to, że Williams celowo skazuje go na rolę outsidera w zespole, licząc, że media z czasem zaczną zrzucać to na karb niepełnej sprawności Polaka po wypadku. Nie jest to zagrywka fair wobec kogoś, kto przyprowadził sponsora (Orlen) za 10 mln euro i zgodził się ścigać za pół miliona dolarów, czyli jedną piątą średniej stawki obowiązującej w Formule 1.

 

Williams już gotów do walki

W miniony poniedziałek zespół Williamsa zaprezentował nowy wzór malowania samochodu na ten sezon. Na bolidzie, którym w tym roku ścigał się będzie Robert Kubica, znalazło się logo PKN Orlen oraz nowego sponsora tytularnego Williamsa – firmy ROKiT.

Po nieudanym poprzednim sezonie Williams wymienił obu kierowców. Miejsca Kanadyjczyka Lance’a Strolla i Rosjanina Siergieja Sirotkina zajęli Brytyjczyk George Russell i wracający po ośmioletniej przerwie do Formuły 1 Robert Kubica. Istotną zmianę w wyglądzie auta szykowanego na 2019 rok spowodowało też wycofanie się z dalszej współpracy sponsorskiej z Williamsem przez koncern Martini.

Poszukiwania nowego sponsora tytularnego trwało długi i z tego powody brytyjski zespół zwlekał z prezentacją malowania bolidu. Ostatecznie pochwalił się wyglądem nowego auta dopiero 11 lutego podczas skromnej ceremonii zorganizowanej w bazie w Grove, podając przy tej okazji do publicznej wiadomości nazwę nowego sponsora, którym została firma telekomunikacyjna ROKiT oferującą telefony komórkowe oraz innowacyjną sieć Wi-Fi. Ponadto ROKiT pracuje także na całym świecie nad rozwojem inteligentnych miast, m. in. wdraża publiczne Wi-Fi w największych miastach Indii. ROKiT od marca tego roku ma rozpocząć swoją działalność także na rynkach w USA i Wielkiej Brytanii, stąd jej zainteresowanie promocją poprzez Formułę 1. Firmę stworzyli John Paul DeJori i Jonathan Kendrick.

Dla polskich kibiców ważniejsze jest jednak to, że na bolidzie Williamsa pojawiło się logo PKN Orlen – na lusterkach, wlocie powietrza oraz na nosie samochodu. Na poniedziałkowej ceremonii obecni byli rzecz jasna obaj kierowcy zespołu Williamsa, który do nowego sezonu przystąpi pod nazwą ROKiT Williams Racing. „Tak naprawdę to mój kolejny debiut w Formule 1. Ten drugi będzie miał miejsce na inaugurację sezonu w Australii. Teraz przed nami ostatnie spokojne dni, gdyż już podczas testów w Barcelonie czas będzie biegł bardzo szybko. Po przylocie do Australii pojawi się mnóstwo emocji, oby pozytywnych i radosnych” – powiedział podczas prezentacji bolidu Robert Kubica.

Krakowianin w swoim wystąpieniu podziękował też za wsparcie kibicom, szczególnie tym, którzy wierzyli w jego powrót na tory Formuły 1 po długiej przerwie. W światowych mediach przy okazji przypomniano, że polski kierowca w Formule 1 jeździł już w latach 2006-2010. Przez pierwszy trzy sezony reprezentował barwy BMW Sauber. W 2008 roku wygrał jedyny jak dotąd wyścig w Formule1, triumfując w Grand Prix Kanady w Montrealu. Na tym torze rok wcześniej zaliczył groźny wypadek.
W 2010 roku krakowianin przeniósł się do ekipy Renault. Niestety, jego obiecująco rozwijającą się wtedy karierę przerwał tragiczny w skutkach wypadek podczas lokalnego rajdu samochodowego Ronde di Andora w 2011, w wyniku którego omal nie stracił prawej ręki i wypadł z kręgu kierowców F1 na wiele lat. Dopiero w ubiegłym roku pojawiła się dla niego szansa powrotu na wyścigowe tory królowej sportów motorowych, lecz w ostatniej chwili Williams postawił wtedy na dysponującego większym finansowym zapleczem rosyjskiego kierowcę Sergieja Sirotkina.

Na otarcie łez Polak otrzymał ofertę pracy w charakterze kierowcy testowego, z której skorzystał. Cierpliwość mu się opłaciła, bo pod koniec ubiegłego roku Williams zaproponował mu kontrakt etatowego kierowcy zespołu wart 570 tys. dolarów rocznie.
Pierwszy wyścig nowego sezonu, GP Australii, odbędzie się 17 marca. Wcześniej, bo już 18 lutego, w Barcelonie rozpoczną się testy, w których wezmą udział przedstawiciele wszystkich zespołów.