Parkowe ciemne interesy

Polak potrafi! Nawet na gruntach rolnych leżących w parkach narodowych można „na lewo” dobrze zarabiać.
Niezgodny z prawem wybór dzierżawców, naruszanie jawności postępowania oraz zasad równego dostępu do udziału w przetargach, brak dbałości o zapewnienie jak najkorzystniejszych wyników przetargów, korzystanie z państwowych gruntów na dziko, bez żadnej umowy – takie między innymi nieprawidłowości w gospodarowaniu gruntami rolnymi Skarbu Państwa stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli w sześciu na siedem skontrolowanych parków narodowych. Jest też i sprawa karna, bo w związku z przetargiem w Biebrzańskim Parku Narodowym zorganizowanym w 2018 r., Izba skierowała zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a prokuratura wszczęła śledztwo.
NIK badała jak gospodarowano gruntami rolnymi Skarbu Państwa w latach 2015 – 2020 w 7 parkach narodowych. W sumie grunty te zajmowały wówczas niemal 22 tys. ha, najwięcej miał ich do dyspozycji Biebrzański PN – 10,2 tys. ha.
Choć to trochę dziwne, to w polskich parkach narodowych znajduje się sporo gruntów w użytkowaniu rolniczym. Stanowią one własność Skarbu Państwa. Grunty te są najczęściej oddawane w dzierżawę prywatnym podmiotom – i właśnie przy tej okazji często dochodzi do rozmaitych nieprawidłowości i nadużyć.
Kontrola NIK miała związek m.in. z trwającym od lat konfliktem między administracjami parków narodowych, a lokalnymi rolnikami, właścicielami małych i średnich gospodarstw. Rolnicy ci protestują przeciwko organizowaniu przetargów nieograniczonych na dzierżawy wielkich, kilkusethektarowych kompleksów działek, co ma miejsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Taka polityka preferuje wielkich posiadaczy rolnych – mimo, że w sferze deklaracji PiS utrzymuje, iż wspiera gospodarstwa rodzinne.
W przypadku okolicznych rolników, zawierających umowę z parkami narodowymi, poza ubieganiem się o dopłaty, umożliwia im się także wypasanie w parkach narodowych bydła czy owiec, a także zbieranie siana. Rolnicy skarżą się jednak, że już na etapie przetargu mają nad nimi przewagę duże firmy, które są w stanie wpłacić wysokie wadium, a następnie zapłacić za dzierżawę ogromnego terenu i dzięki posiadanemu sprzętowi wywiązać się z umowy dotyczącej np. koszenia trawy na dużej przestrzeni. W zamian otrzymują dopłaty z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, stosowne do wielkości dzierżawionego terenu, przyznawane w ramach wspólnej polityki rolnej.
Rolnicy zainteresowani mniejszymi działkami, poza dopłatami tracą w takiej sytuacji możliwość pozyskania z gruntów parku narodowego np. paszy dla hodowanego bydła. Ich zdaniem, firmy dzierżawiące wielkie, kilkusethektarowe działki, często nawet nie prowadzą produkcji rolniczej.
Przed siedzibą dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego w marcu 2019 r. okoliczni rolnicy protestowali w sprawie ogłoszonego przetargu na grunty rolne. Zarzucali dyrekcji że oferuje do dzierżawy zbyt duże, a przez to praktycznie dla nich niedostępne, kompleksy gruntów, co wiązało się np. z koniecznością wniesienia wysokiego wadium.
Innym problemem było użytkowanie gruntów rolnych w parkach narodowych bez umowy i bez płacenia czynszu dzierżawnego, co nie przeszkadzało w pobieraniu za takie użytkowanie dopłat z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Najwięcej takich przypadków wykryto w Biebrzańskim PN. W latach 2016 – 2019 stwierdzono tam bezumowne korzystanie z gruntów o powierzchni od 148 ha do 265 ha.
Okazało się, że do dopłat zgłoszonych było około 800 działek o łącznej powierzchni prawie 2,8 tys. ha, użytkowanych „na dziko”, bez jakiejkolwiek umowy z Biebrzańskim PN. W 2017 r. dyrektor parku złożył w prokuraturze cztery zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na wyłudzeniu płatności. Z kolei w styczniu 2019 r. o problemie informował Głównego Konserwatora Przyrody w Ministerstwie Środowiska. Alarmował, że konsekwencją bezumownego użytkowania gruntów są nie tylko straty finansowe parku, ale także niekorzystne skutki dla środowiska. Bez skutku. PiS-owska administracja zlekceważyła problem. „Do czasu zakończenia kontroli, dyrektor Biebrzańskiego PN nie dostał odpowiedzi z ministerstwa” – stwierdza NIK
A problem dotyczył nie tylko tego parku. Na przykład w parku narodowym „Ujście Warty” wykryto podmioty, którym w latach 2015-2019 Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przyznała płatności w łącznej kwocie ponad 15 mln zł za użytkowanie gruntów Skarbu Państwa, mimo, że nie mieli oni umów z parkiem! Jak widać, troska o państwowy grosz to zupełnie obce pojęcie dla PiS-owskiej ekipy. Ciekawe, że dyrekcja PN „Ujście Warty” nie skorzystała z możliwości dochodzenia swoich roszczeń dotyczących bezumownego korzystania z gruntów. Chyba prokuratura powinna sprawdzić, czy nie wiąże się to z korupcją.
Kontrola NIK pokazała jednak, że parki nie zawsze miały możliwości skutecznego działania w przypadku rolników korzystających z ich gruntów bez umowy – a powodem był brak dostępu do danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Agencja, odmawiając takich informacji, powoływała się na ochronę danych osobowych.
Warto podkreślić, że chodzi tu o wielkie pieniądze z publicznej kiesy. W latach 2015-2019 Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wypłaciła w sumie niemal 412,5 mln zł wsparcia finansowego do gruntów rolnych położonych na obszarach wszystkich 23 parków narodowych. Często nie wiadomo, co w ogóle się dzieje na tych terenach. Jak ustalili kontrolerzy NIK, sześć spośród siedmiu parków narodowych nie miało żadnych informacji na temat rodzaju działalności gospodarczej prowadzonej przez dzierżawców gruntów.
NIK zwraca także uwagę na brak wskaźników, które pozwoliłyby ocenić efekty przyrodnicze, jakie osiągnięto dzięki dopłatom. Izba podziela stanowisko Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, który uważa, że potrzebne są zwłaszcza wskaźniki pozwalające ocenić oddziaływanie wspólnej polityki rolnej na różnorodność biologiczną, w tym na stan populacji chronionych gatunków zwierząt.
Kontrola wykazała ponadto sporadyczną i nieefektywną wymianę informacji między Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a parkami narodowymi. W efekcie dochodziło do sytuacji, w których dzierżawcy nie płacili czynszów, ale skutecznie ubiegali się o dopłaty w ARiMR. Przykładowo, w Parku Narodowym „Ujście Warty” NIK zidentyfikowała podmioty, którym w latach 2015-2019 Agencja przyznała w sumie ponad 15 mln zł takich dopłat.
Średnio, dzierżawcy płacili za hektar od 378 zł w Biebrzańskim PN do 932 zł w Kampinoskim PN, nie wszyscy jednak regulowali zobowiązania. Na przykład, firma, która zawarła umowę z Kampinoskim PN nie zapłaciła za 2015 r. ponad 327 tys. zł. Administracja parku ostatecznie zerwała umowę i rozpoczęła dochodzenie należności na drodze postępowania sądowego. Jak na razie egzekucja komornicza okazała się nieskuteczna.
W dwóch innych parkach narodowych zaległości z tytułu niezapłaconego czynszu dzierżawnego stanowiły znaczące uszczuplenie przychodów. W Biebrzańskim PN w 2019 r. zaległości wyniosły aż 146,8 proc. przychodów, czyli ponad 4,5 mln zł. W porównaniu z 2015 r. te zaległości wzrosły ponad siedmiokrotnie. Natomiast w Narwiańskim PN zaległości sięgnęły 760 tys zł, podczas gdy w 2015 r. nie było ich prawie w ogóle.
Dużym problemem są przetargi organizowane z naruszeniem przepisów. Umowę na dzierżawę gruntów rolnych Skarbu Państwa, którymi zarządzają parki narodowe można podpisać w efekcie wygranego przetargu, lub jeśli dwa kolejne nie przyniosą rozstrzygnięcia, w wyniku tzw. rokowań. NIK wykazała, że administracje sześciu kontrolowanych parków narodowych, wybierając dzierżawców w latach 2015-2020 naruszały przepisy dotyczące przetargów oraz ustawę o ochronie przyrody.
W sprawie przetargu na grunty rolne, do którego doszło w Biebrzańskim Parku Narodowym w 2018 r., Izba skierowała zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Przetarg wygrały dwie osoby, które zostały do niego dopuszczone mimo jednogłośnego sprzeciwu komisji przetargowej (okazało się, że nieprawidłowo wypełniły i złożyły formularze zgłoszeniowe). Ostatecznie podpisały one umowę na dzierżawę gruntów, bowiem komisja – jak wyjaśnił kontrolerowi NIK jej przewodniczący – postanowiła w tej sprawie podjąć decyzję zgodną z „wolą dyrektora”. Po doniesieniu NIK, 19 marca tego roku prokuratura w Grajewie wszczęła śledztwo w tej sprawie, stawiając członkom komisji przetargowej zarzut niedopełnienia obowiązków, a ówczesnemu dyrektorowi parku zarzut przekroczenia uprawnień.
Bez przetargu, co także było niezgodne z przepisami, w 2018 r. Bieszczadzki Park Narodowy przekazał w dzierżawę 18 ha gruntów Nadleśnictwu Stuposiany. W umowie zapisano, że opłata roczna wyniesie 1170 zł, czyli 66 zł za hektar, podczas gdy czynsz dzierżawny wynosił od 467 zł do nawet 1134 zł za hektar. Jakoś samo nasuwa się tu słowo „kumoterstwo”.
Bieszczadzki Park Narodowy był również jednym z 4 parków, w których kontrolerzy NIK stwierdzili nieprawidłowości dotyczące ustalania wysokości wadium, terminów jego wnoszenia i zwrotu (także i nieuprawnionego). W jednym z ogłoszeń o przetargu na grunty rolne w Bieszczadzkim PN podano, że suma minimalnej wysokości opłat dzierżawnych wyniesie 77 707 zł, a wysokość wadium ustalono na 1250 zł, co stanowiło 1,6 proc. tej sumy, choć zgodnie z przepisami powinno wynieść od minimum 5 proc. do 20 proc. Ponadto w dwóch przypadkach, po tym jak oferenci wygrali przetarg, ale nie zawarli umowy dzierżawy, wbrew przepisom zwrócono im wadium, a park na tym stracił.
W kontrolowanych parkach narodowych NIK stwierdziła także nieprawidłowości dotyczące ogłoszeń o przetargach oraz zauważyła nierzetelne podawanie do publicznej wiadomości informacji o ich wynikach.
Warto dodać, że nieprawidłowy tryb postępowania przy przeprowadzaniu przetargów NIK wykryła niemal we wszystkich kontrolowanych parkach (w sześciu na siedem). Jak widać, gdy pojawia się możliwość zrobienia dobrego interesu na państwowych gruntach, przepisy w Polsce przestają się liczyć.

Gospodarka 48 godzin

Wille zamiast upraw
W latach 2010 — 2019 w Polsce przeznaczano na inne cele średnio około 3,8 tys. hektarów gruntów rolnych i leśnych rocznie. Jednak w ubiegłym roku nastąpiło wyraźne przyśpieszenie: z użytkowania rolnego i leśnego wyłączono już 4,8 tys. ha gruntów. Wśród wyłączonych z użytkowania gruntów rolnych zdecydowaną większość stanowiły gleby najwartościowsze, I — III klasy. Prawie 60 proc. wyłączonych gruntów rolnych i leśnych przeznaczonych zostało pod tereny osiedlowe, głównie na cele budownictwa jednorodzinnego. Zaledwie 3 proc. – pod drogi i szlaki komunikacyjne. Jednocześnie, w naszym kraju jest dużo terenów zdewastowanych i zdegradowanych, wymagających rekultywacji oraz zagospodarowania. Na koniec 2019 r. zajmowały one łącznie powierzchnię aż 62,1 tys. ha (0,2 proc. powierzchni ogólnej kraju). Ratowanie tych gruntów idzie opornie. W ubiegłym roku rekultywacji i zagospodarowaniu poddano tylko 2116 ha.

Radość wicepremiera

Państwowy przewoźnik PKP Intercity postanowił włączyć się w upamiętnienie setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Z tej okazji na tory wyjechały dwie pasażerskie lokomotywy elektryczne oklejone okolicznościową grafiką. Oklejenie dwóch lokomotyw spotkało się z takim entuzjazmem władz partyjnych i państwowych, jakiego chyba jeszcze nigdy nie nie doczekały się podstawowe działania PKP Intercity polegające na przewożeniu pasażerów.
„Promowanie patriotyzmu to ważny element misji spółek Skarbu Państwa. Cieszę się, że spółki włączają się w obchody tak ważnej rocznicy jaką jest 100-lecie Bitwy Warszawskiej. Działania podjęte przez PKP Intercity pozwalają przybliżyć tysiącom Polaków pamięć o tym kluczowym dla historii naszej Ojczyzny wydarzeniu” – oświadczył wicepremier Jacek Sasin. „Z radością przyjąłem wiadomość o dołączeniu PKP Intercity do grona podmiotów i instytucji upamiętniających zwycięzców Bitwy Warszawskiej. Zaangażowanie kolei w przypominanie wiekopomnych wydarzeń stanowi potwierdzenie dla jej znaczącej roli” – wtórował mu wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel. „Polska kolej to tradycja i służba Ojczyźnie. Stąd też nie mogło nas zabraknąć w celebrowaniu obchodów setnej rocznicy tych szczególnych wydarzeń”  – mówił Andrzej Olszewski z zarządu PKP S.A. Natomiast szef PKP Intercity Marek Chraniuk stwierdził: „Lokomotywy oklejone okolicznościową grafiką upamiętniającą zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 r. będą przyciągać wzrok ludzi w całej Polsce”.
Grafika, którą zostały oklejone dwie lokomotywy przedstawia marszałka Józefa Piłsudskiego, Ignacego Daszyńskiego, Wincentego Witosa oraz generałów Tadeusza Rozwadowskiego, Józefa Hallera i Kazimierza Sosnkowskiego. Może trochę niefortunnie wybrano akurat elektrowozy EP 09, gdyż zostały one zaprojektowane i skonstruowane ponad 40 lat temu, w czasach tzw. głębokiej komuny – a podczas Bitwy Warszawskiej walczono przecież właśnie z naporem (zbrojnym) komunizmu. Zapewne znacznie bardziej stylowe i pasujące do przeszłości byłoby oklejenie grafiką jakichś stuletnich parowozów, będących jeszcze na stanie PKP. Wymagałoby to jednak znacznie więcej wysiłku, bo przed rozpaleniem palenisk trzebaby poddać te maszyny gruntownemu przeglądowi. Poza tym nie byłyby to jeszcze parowozy produkcji polskiej, lecz austriackiej albo niemieckiej.

Czas na zniesienie restrykcji w obrocie ziemią

Trzy lata temu działacze PiS wprowadzili, dla celów propagandowych, ustawę ograniczającą handel gruntami rolnymi. Szkody, jakie wciąż ona przynosi są jednak jak najbardziej realne.

Prawo i Sprawiedliwość nie jest ugrupowaniem, które przyznawałoby się do popełnionych błędów. Bodaj pierwszym przypadkiem, gdy tak się stało, jest obecna nowelizacja ustawy z 14 kwietnia 2016 r., bardzo ograniczającej obrót ziemią w Polsce.
Nowelizacja, łagodząca restrykcyjne regulacje wprowadzone w 2016 roku trafiła właśnie na biurko prezydenta RP.

Żeby pokazać jak PiS się troszczy

Jeśli prezydent podpisze nową ustawę – a na pewno tak się stanie – to działki rolne do 1 hektara i znajdujące się w obrębie miast będą mogły być kupowane bez ograniczeń przez osoby, które nie są rolnikami.
Obecna nowelizacja ustawy zakłada, że nie będzie ograniczeń co do liczby kupowanych działek w mieście, natomiast na terenie wiejskim na cele nierolne będzie można kupić tylko jedną działkę do 1 ha bez posiadania uprawnień rolniczych (zamiast 0,3 ha, jak dotychczas).
Gdy natomiast powierzchnia nabytej ziemi przekroczy 1 ha, trzeba będzie prowadzić działalność rolniczą. Takiej nieruchomości nie będzie można zbyć przez 5 lat (a nie przez 10 lat jak obecnie).
Tak więc, nowelizacja przywraca normalność w obrocie ziemią, którą całkowicie zlikwidowała PiS-owska ustawa z 2016 r. Tamta ustawa była przyjęta tylko i wyłącznie w celach propagandowych, po by pokazać publiczności, jak to rzekomo PiS dba o to, by polska, święta ziemia nie przechodziła w obce ręce.
Wszyscy poważni eksperci przestrzegali, że przyjęte wtedy rozwiązania są szkodliwe, ale to dla PiS nie miało żadnego znaczenia, bo nie chodziło o przyjęcie rozumnych i potrzebnych przepisów, lecz o uzyskanie odpowiedniego efektu na słupkach sondażowych.

Minister i tak wie lepiej

Wprowadzone w 2016 r. nowe przepisy praktycznie uniemożliwiły racjonalne gospodarowanie ziemią rolną w Polsce. Przede wszystkim na pięć lat wstrzymano sprzedaż nieruchomości rolnych z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa o powierzchni powyżej 2 ha, a dominującą formą dysponowania państwową ziemią stała się dzierżawa.
Osoba fizyczna chcąca kupić gospodarstwo rolne musiała być rolnikiem. W przypadku nie-rolników wymagana była zgoda dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (dotychczas rozpatrzono 24 tysięcy wniosków o zgodę na zakup, dotyczących nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni ok. 70 tys. ha, a pozytywne decyzje wydano w prawie 90% przypadków).
Nabywca musiał osobiście prowadzić gospodarstwo przez co najmniej 10 lat i zamieszkiwać na terenie gminy w której było położone. Jeśli chciał sprzedać kupioną ziemię przed upływem 10 lat, wymagana była zgoda sądu.
Ograniczenia te spotkały się z powszechną i ostrą krytyką. Konsultacje społeczne, które PiS przez zapomnienie nieopatrznie przeprowadził w 2016 r. potwierdzały zbyt restrykcyjny charakter przepisów regulujących obrót nieruchomościami rolnymi. Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi po prostu nie uwzględnił więc tych opinii.

Pisanie na Berdyczów

Rzecznik Praw Obywatelskich także już na etapie prac legislacyjnych zwracał uwagę na niekonstytucyjność części obowiązujących przepisów, ponieważ jego zdaniem naruszały one wolność gospodarczą i majątkową obywateli.
W 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności niektórych zapisów ustawy z Konstytucją RP. Pod rządami PiS odwoływanie się do Trybunału Konstytucyjnego jest jednak pisaniem na Berdyczów – więc wniosek Rzecznika wciąż czeka na rozpatrzenie.
Niejako w zastępstwie RPO wypowiedział się Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi – który odrzucił zarzuty Rzecznika, stwierdzając, że wprowadzone zmiany w prawie są „zgodne z krajowym porządkiem prawnym”. I koniec. Roma locuta causa finita.
I oczywiście spełniły się wówczas wszystkie najgorsze przewidywania specjalistów. Niekorzystne zmiany w przepisach regulujących obrót ziemią zahamowały tempo wzrostu cen gruntów rolnych i spowodowały zmniejszenie liczby transakcji sprzedaży oraz obniżenie wysokości czynszu dzierżawnego, także i gruntów z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Nie tylko wstrzymano sprzedaż gruntów należących do ZWRSP, ale też wprowadzono ograniczenia w obrocie prywatnym.
Wszyscy na tym stracili, a niekorzystna struktura obszarowa w rolnictwie, która pod rządami PO zaczynała sie stopniowo zmieniać na lepsze, od 2016 r. została zabetonowana.

Przywracanie normalności

Widząc, jakie skutki przynosi funkcjonowanie przepisów z 2016 r., ekipa rządząca zaczęła skłaniać się ku poglądowi, że konieczne jest złagodzenie ograniczeń.
Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak wyglądało gospodarowanie ziemią w Polsce pod rządami restrykcyjnych (wciąż obowiązujących) przepisów wprowadzonych trzy lata temu.
W okresie od 1 stycznia 2016 r. do 30 czerwca 2018 r., w Zasobie Własności Rolnej Skarbu Państwa znajdowało się około 10% użytków rolnych w Polsce.
Agencja Nieruchomości Rolnych od początku swojej działalności, czyli od 1992 roku, przejęła ze wszystkich źródeł do ZWRSP nieco mniej niż 5 mln ha, w tym głównie z byłych PGR-ów – prawie 4 mln ha (80%).
Na koniec 2018 r. Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa dysponował 1,4 mln ha, z tego w dzierżawie znajdowało się około 73% (1 mln ha).
W ciągu 26 lat, to jest od 1992 do końca 2018 r. z ZWRSP sprzedano prawie 3 mln ha gruntów, czyli 57% powierzchni przejętej do Zasobu od czasu jego utworzenia.
Największa sprzedaż gruntów Zasobu miała miejsce w 1996 r. (prawie 193 tys. ha).
W 2016 r. sprzedano 17 tys. ha ziem należących do Skarbu Państwa, w 2017 r. sprzedaż spadła do 3,5 tys. ha, a w 2018 r. do zaledwie 2,5 tys. ha.
W latach 1992-2018 cena gruntów rolnych ZWRSP wzrosła ponad 50-krotnie, od 500 zł za hektar w 1992 r. do ponad 32 tys. zł za hektar w 2016 r. Ograniczenie sprzedaży sprawiło, że cena gruntów rolnych ZWRSP w ubiegłym roku w porównaniu do 2016 r. spadła o 15%, do około 26 tys. zł za ha.
Handel ziemią zaczął być prowadzony „na gębę”, bez zawierania umów notarialnych. W połowie 2018 r. ponad 18 tys. ha nieruchomości ZWRSP użytkowano bez tytułu prawnego – o ponad połowę więcej niż w 2016 r. Coraz trudniej jest też wyegzekwować należności z tytułu bezumownego użytkowania gruntów.
W przyszłości, gdy znowelizowana ustawa wejdzie w życie, zacznie się wreszcie powolne naprawianie nieprawidłowości w gospodarowaniu ziemią, do których doprowadziła ekipa z PiS.