Osiem powodów, dla których Putin atakuje Polskę

To, co wygaduje Putin, jest oczywistym kłamstwem, fakt poza dyskusją, ale… Ale warto zastanowić się, dlaczego on to robi. „Wszelkie oświadczenia panów Morawieckiego i Dudy brzmią kiepsko, bo wszyscy wiedzą, na podstawie wielu przykładów, że ci dwaj panowie prawie zawsze kłamią. A stwierdzenie, że trzeba opierać się na prawdzie, w ustach osobnika, który łże jak PiS, zakrawa na farsę.

Po pierwsze,

Rosja prowadzi nowego rodzaju wojnę, wojnę hybrydową, przeciw Unii Europejskiej. Istotną częścią tej wojny jest dezinformacja i propaganda kłamstwa. Celem jest rozbicie jedności państw Unii, a następnie niszczenie ich po kolei.

Po drugie,

Putin postępuje jak drapieżnik atakujący stado. Wybrał najsłabszą sztukę i stara się ją oddzielić od reszty.

Po trzecie,

Putin wybrał Polskę, jako cel ataku, nieprzypadkowo.
Polska władza sama osłabiła swoją pozycję międzynarodową i sama sprowadziła swoją wiarygodność w okolice zera. Przez to Polska stała się łatwym celem ataku. Nielubianemu sojusznikowi mniej chętnie przychodzi się z pomocą.

Po czwarte,

Polska sama osłabiła swoją pozycję w dyskusji ukrywając, lub umniejszając, przez lata brzydkie fakty ze swojej historii. Niestety, wiarygodność musi być oparta na prawdzie. Gdyby nie zafałszowany obraz historii, w którym Polacy wyłącznie Żydów ratowali, a wrogiej lub obojętnej większości nie było, znacznie trudniej byłoby nas atakować kwestią antysemityzmu. Putin może nas atakować jako antysemitów, bo po tej polityce wszelkie zaprzeczenia brzmią mało wiarygodnie. Sami siebie pozbawiliśmy argumentów.

Po piąte,

Putin z tego samego powodu może używać argumentu zajęcia Zaolzia, bo nigdy tego wstydliwego faktu wystarczająco dobitnie nie potępiliśmy.

Po szóste,

wszelkie oświadczenia panów Morawieckiego i Dudy brzmią kiepsko, bo wszyscy wiedzą, na podstawie wielu przykładów, że ci dwaj panowie prawie zawsze kłamią. A stwierdzenie, że trzeba opierać się na prawdzie, w ustach osobnika, który łże jak PiS, zakrawa na farsę.

Po siódme,

Putin osiągnął przynajmniej jeden cel: zamiast uczciwego pochylenia się nad historią wywołał u PiS-owskiej władzy pseudopatriotyczną histerię puszenia się i nadymania, co jest kolejnym kamyczkiem osłabiającym szacunek do naszego kraju. Zamiast akademickich historyków i spokojnej dyplomacji świat znowu zobaczy na froncie walki ideologicznej neofaszystów i narodowców i pomyśli, że ten Putin jednak ma trochę racji.

Po ósme wreszcie,

już taoistyczny mistrz Laoze (LaoTsy), w szóstym wieku przed naszą erą, pisał, że ten, kto zna swoją wartość, nie musi jej udowadniać: „wielkiego się nie da poniżyć, małego się nie da wywyższyć”. Hurapatriotyczna dęta histeria działa dokładnie odwrotnie. Świadczy o słabości.
I to by było na tyle.

Putin, Kaczyński – dwa bratanki

Nerwowa i niespójna reakcja polskich władz na wypowiedzi Władimira Putina bierze się stąd, że PiS ma podobną wizję historii do rosyjskiego prezydenta: wypiera z niej niewygodne fakty i wyolbrzymia zasługi.

W swojej krytyce postępowania Polski w latach 30. XX wieku Putin niestety miał wiele racji. Polska zawarła porozumienie z Hitlerem, którego częścią było zajęcie Zaolzia. W całej dyskusji na temat historii stosunków z naszymi sąsiadami nikt nie wpadł na pomysł, że wypadałoby przeprosić Czechów za pakt z Hitlerem przeciwko nim. Chcemy być przepraszani, a sami nie umiemy rozliczyć się ze swoich historycznych win. Można się też spierać o to, co było początkiem II wojny światowej, ale jest historycznym faktem, że swoją ekspansję Hitler zaczął od aneksji Austrii i Czechosłowacji, a w rozbiorze tej drugiej Polska odegrała haniebną rolę przy poparciu prawie całego ówczesnego rządu.
Niestety jest też prawdą, że w Polsce lat 30. postawy antysemickie były bardzo rozpowszechnione. Getta ławkowe, pobicia żydowskich studentów, blokady w karierach zawodowych dla obywateli żydowskiego pochodzenia – wszystko to są historyczne fakty, będące częścią smutnego pejzażu II RP. Z dokumentów, których wiarygodność potwierdziła polska strona, wynika też, że ówczesny ambasador w Berlinie, Józef Lipski był antysemitą. Lipski powiedział, że postawiłby Hitlerowi pomnik, gdyby ten rozwiązał „zagadnienie żydowskie”. Trudno nie zgodzić się z Putinem, że to ohydne sformułowanie.
Co do diagnozy Putin więc nie kłamał. O wielu rzeczach jednak zapomniał. O czym? Oczywiście o grzechach swojego państwa. Pominął milczeniem pakt Ribbentrop-Mołotow, który przypieczętował sojusz nazistowskich Niemiec ze Związkiem Radzieckim, pominął wejście wojsk radzieckich do Polski 17 września 1939, pominął mord w Katyniu dokonany przez Armię Czerwoną na polskich oficerach, pominął też wiele antysemickich działań w polityce Stalina. Innymi słowy Putin sprawnie wypunktował winy władz przedwojennej Polski, a zarazem bezczelnie wyparł kompromitujące aspekty ówczesnej polityki władz radzieckich.
Trudno nie dostrzec podobieństwa narracji Putina do wizji historii polskich władz. PiS-owska propaganda od lat uparcie zaczarowuje rzeczywistość, głosząc wszem i wobec, że w Polsce nigdy nie było antysemityzmu i że Polacy w każdym konflikcie zbrojnym byli, są i będą największymi ofiarami i zarazem największymi bohaterami. To podejście manipulatorskie i zakłamujące rzeczywistość. Putin w relacjach z Polską przyjął identyczną postawę – wyolbrzymia wszystkie historyczne winy Polski, a usuwa jako niebyłe zbrodnie swojego kraju. Jeżeli chcemy wiarygodnie krytykować Putina i przekonująco obnażać stosowane przez niego nadużycia, musimy odejść od wybielania historii naszego kraju.
Przede wszystkim zaś traktowanie polityki zagranicznej jako licytacji, który naród jest najczystszy moralnie, nie daje szans na porozumienie. Zamiast brnąć w bezproduktywne spory z Rosją o wydarzenia sprzed 80 lat, lepiej spróbować wypracować z nią poprawne relacje, które pozwolą na uzyskanie korzyści w bieżącej polityce. Wychodzenie przed szereg w walce o przedłużanie sankcji wobec Rosji, demonstracyjne pomijanie Rosji w organizacji obchodów wybuchu drugiej wojny światowej czy naciski w Parlamencie Europejskim, by przyjmować uchwały o zrównaniu nazizmu i komunizmu – takie działania z pewnością nie służą ani partnerskim relacjom z Rosją, ani historycznej prawdzie. Służą wyłącznie pielęgnowaniu swojego zakompleksionego ego.

 

Putin nie bez racji

Zgodnie – media pisowskie i opozycji tzw. liberalnej oburzyły się rytualnie na wypowiedź prezydenta Rosji odnośnie „notatki Lipskiego” i współpracy II RP z III Rzeszą Adolfa Hitlera.

Wiadomo, w sprawach rosyjskich nietrudno o zgodny – przynajmniej werbalnie – „front narodowy ponad podziałami”. Jedni i drudzy zapędzili się na bezdroża w dziele idealizacji, a raczej samozakłamania w sferze przekazu dotyczącego historii Polski. Odezwały się marne skutki zakłamanej polityki historycznej, która w zasadniczych kwestiach PiS i Platformy Obywatelskiej aż tak bardzo nie różni. Krew wzburzyła im dodatkowo dosadna na sposób rosyjski poetyka wypowiedzi Władimira Putina, odmienna od charakterystycznego polsko-jezuickiego obłego stylu poprawności i obłudy. Być może, o ile ich wiedza na to pozwala, krew wzburzyło im też uświadomienie sobie, że zostali przyłapani na kłamstwie i samozakłamaniu, a to boli, to upokarza.
Oto bowiem Władimir Putin ma z punktu widzenia nagich faktów historycznych sporo racji w swojej wypowiedzi o polskim flircie, a nawet sojuszu z hitlerowską III Rzeszą aż do 1939 roku. Proszę uprzejmie: w 1934 roku Polska zawarła tzw. pakt o nieagresji z Niemcami, czyli mówiąc językiem dzisiejszym, układ o przyjaźni i współpracy. W czerwcu 1934 roku do Warszawy przybył z wizytą oficjalną Minister Propagandy III Rzeszy dr Josef Goebbels, który wygłosił odczyt, spotkał się w Resursie Obywatelskiej z elitą Warszawy (wśród przybyłych był pułkownik Walery Sławek, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego), a kilka dni później jego barwna fotografia, przedstawiająca go u boku Marszałka, ukazała się na okładce jednego z ówczesnych magazynów prasowych. W 1938 zaś roku Polska wraz z Hitlerem i Mussolinim wzięła udział i zainkasowała łup w monachijskim rozbiorze Czechosłowacji. Jeszcze w styczniu 1939 roku Polskę odwiedził hitlerowski minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop. Ta ostatnia była już co prawda tylko robieniem dobrej miny do złej gry, ale to nie zmienia zasadniczej wymowy postawy i intencji obozu sanacyjnego w stosunku do Niemiec. Dopiero kilka miesięcy później rząd Felicjana Sławoja-Składkowskiego porzucił złudzenia i flirt został zerwany, czego wyrazem była słynna, buńczuczna mowa Józefa Becka w Sejmie 5 maja 1939 roku.
W tej sytuacja jakaś tam antysemicka w wymowie notatka ambasadora Polski z Berlinie Józefa Lipskiego (przecież nie sfałszowana!), to betka, choć krytycy Putina uważają, że chce on zaszkodzić Polsce na forum międzynarodowym poprzez ponowne postawienie na porządku dnia sprawy polskiego antysemityzmu. A co, nie było polskiego antysemityzmu? Był i to mocno wybujały. Kto temu przeczy, ten jest kanalią i kłamcą. Przecież zapisek Lipskiego o należącym się Hitlerowi pomniku w Polsce nie zaistniał w próżni i nawet jeśli – jak twierdzą jego obrońcy – była w nim nuta ironii, niewiele to w jego wymowie akurat w tej kwestii zmienia. A to, że III Rzesza i ZSRR zblatowały się poprzez pakt Ribbentrop-Mołotow dla wykończenia „bękarta Traktatu Wersalskiego”, jak nazwał Polskę radziecki minister, to też niezaprzeczalny fakt. Jedno nie przeczy drugiemu.

Kłamstwo współodpowiedzialności Polemika

Szanowny Panie Redaktorze, piszę do Pana, bo czuje się w obowiązku zareagować na ignorancje i zafałszowania, jakie spostrzegłem w rubryce „Bigos noworoczny” w „Trybunie” z 30 grudnia 2019 roku, odnoszące się do bulwersującej wypowiedzi prezydenta Putina, jakoby Polska razem z Niemcami była współodpowiedzialn za rozpętanie II wojny światowej.

Szkoda czasu na komentowanie nonsensów i kłamstw prezydenta Federacji Rosyjskiej, ale jestem zdumiony, jak bądź co bądź, polska gazeta mogła zamieścić tekst w którym dopuściła się skandalicznej manipulacji wynikającej albo ze złej woli albo ignorancji i nieznajomości faktów historycznych. A stwierdzenie, że cyt. „..Władimir Putin ma z punktu widzenia nagich faktów sporo racji w swojej wypowiedzi o polskim flircie z Adolfem Hitlerem” jest po prostu skandaliczne. Żeby ocenić wypowiedź Putina i felietonu w „Trybunie” należy przedstawić kontekst sytuacji politycznej i militarnej w tamtym czasie.
Po zakończeniu Wielkiej Wojny i powstaniu odrodzonej Polski, Niemcy nie mogły się z tym faktem pogodzić. Uważały, że Polska stała się największym beneficjentem Traktatu Wersalskiego i to kosztem Republiki Weimarskiej. Stąd napięte stosunki niemiecko-polskie: wojna celna w latach 1925 – 1934, walki wywiadów, konszachty z Niemiec z ZSRR, uwieńczone traktatem w Rapallo w 1922 roku. Niemcy i Sowieci uważały się za „ skrzywdzonych” postanowieniami Traktatu Wersalskiego. Ponadto Polska była stale atakowana przez prasę i radio niemieckie.
Stosunki polsko niemiecki uległy diametralnej zmianie po dojściu do władzy Adolfa Hitlera w 1933 roku. Hitler był Austriakiem i w odróżnieniu od Prusaków nie był początkowo wrogo nastawiony do Polaków. Za największego wroga uważał Rosję komunistyczną i tam zamierzał budować dla Niemiec „przestrzeń życiową”, co dobitnie napisał w „Mein Kampf.” Ale przedtem zamierzał rozprawić się z „odwiecznym wrogiem” – Francją, z która miał stare porachunki. A sojusznikiem Francji była Polska, która na pewno przyśpieszyłaby Francji z pomocą.
Dlatego Hitler postanowił „zmiękczyć” Polskę i uczynić z niej posłusznego „sojusznika”. Trzecia Rzesza zerwała całkowicie współpracę ze Związkiem Sowieckim. W 1934 roku Niemcy zawarły z Polską układ o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych. „Trybuna” błędnie go nazwała paktem o nieagresji , a już szczytem manipulacji było określenie , że był to „układ o przyjaźni i współpracy !” To prawda, że do Warszawy w 1934 roku przybył minister propagandy Niemiec Josef Goebbels, ale nie była to bynajmniej wizyta kurtuazyjna, co sugeruje tekst w „Trybunie”. Goebbels podpisał tak zwane porozumienie radiowe i prasowe, które zakończyło szkalowanie Polski przez media niemieckie. Prawdą jest również, że były wzajemne wizyty i rewizyty i że Hitler godnie uczcił śmierć marszałka Józefa Piłsudskiego. Ale po tej „wstępnej grze” Hitler wreszcie wyłożył karty na stół. Zaproponował Polsce przystąpienie do paktu antykominternowskiego (wymierzonemu przeciwko ZSRR), a w dowód lojalności Polska miała zgodzić się na włączenie Gdańska do Rzeszy i na połączenie Niemiec z Prusami Wschodnimi eksterytorialną autostradą, przebiegającą przez polskie Pomorze. Realnie patrząc żądania terytorialne nie były zbyt wygórowane, Gdańsk do Polski nie należał i zamieszkiwała w nim głównie ludność niemiecka, a nad autostradą (przebiegającą na estakadzie) można było zachować kontrolę. Jednak polski minister spraw zagranicznych Józef Beck, kierując się testamentem marszałka Piłsudskiego, żeby nie wiązać się z żadnym z wielkich sąsiadów, 5 maja 1939 roku, powiedział w polskim sejmie zdecydowanie NIE! i że Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da. Społeczeństwo polskie było po prostu antyniemieckie i o żadnym sojuszu z Trzecią Rzeszą nie mogło być mowy. Dlatego po odmowie współdziałania Hitler postanowił zaatakować Polskę jako pierwsze państwo i dlatego w tym celu , niespodziewanie, 23 września 1939 roku podpisano pakt Ribbentrop Mołotow. To pakt niemiecko – radziecki i załączony do niego tajny protokół o podziale stref wpływów otwierał Niemcom drogę do agresji na Polskę i później na Europę. A Związek Sowiecki zajął pół Polski, kraje bałtyckie i rumuńską Besarabie. Zaatakował również Finlandie, ale ta obroniła swoją młodą państwowość. Warto wiedzieć, że za napad na Finlandie ZSRR został wykluczony z Ligi Narodów. Przecierałem oczy ze zdumienia gdy przeczytałem „rewelacje” , że Polska wraz z Hitlerem i Mussolinim „wzięła udział w monachijskim rozbiorze Czechosłowacji” Wierutne kłamstwo! W Monachium przedstawiciela Polski nie było, bo nikt tam nas nie zaprosił.
W niechlubnej konferencji monachijskiej uczestniczyły cztery państwa: Niemcy, Włochy, Wielka Brytania i Francja. Wojsko polskie co prawda wkroczyło na Zaolzie, ale dopiero wtedy, kiedy Czechy i Morawy zajął Wehrmacht, w marcu 1939 roku, a Słowacja dokonała secesji odłączając się od Czechosłowacji. Polska zajęła Zaolzie, zamieszkałe głównie przez ludność polską, które bezprawnie zajęli Czesi w 1920 r., gdy wojska bolszewickie parły na Warszawę. Szkoda tylko, że Polska dokonała zajęcia części Śląska Cieszyńskiego w niewłaściwym czasie i okolicznościach. Autor felietonu kończy te żałosne wywody stwierdzeniem, że był co prawda pakt Ribbentrop – Mołotow , ale „jedno nie przeczy drugiemu” Reasumując należy stwierdzić, że polska gazeta, jaką jest „Trybuna” przyznaje w dużej części racje oszczerczym opiniom Putina.

 

„Mein Kampf”

W sobotę 23 marca w Teatrze Powszechnym w Warszawie dojdzie do premiery przedstawienia Jakuba Skrzywanka w oparciu o „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, które dramaturgicznemu opracowaniu poddał Grzegorz Niziołek. Ciekawe, czy powtórzą się pod teatrem sceny sprzed dwóch lat, z czasu premiery i pierwszych przedstawień „Klątwy” Olivera Frljicia. Wtedy fanatyczni aktywiści katoliccy pospołu z oenerowcami protestowali przeciw temu przedstawieniu, zarzucali mu „obrazę uczuć religijnych”, domagali się zdjęcia „Klątwy” z afisza, a nawet podjęli próby fizycznych ataków na teatr i widownię. Ciekawe, czy i tym razem przyjdą pod teatr oenerowcy? A jeśli tak, to pod jakim hasłem? Czy pod hasłem protestu przeciw propagowaniu przez teatr treści faszystowskich, choć idea artystyczna tego przedstawienia jest przecież z gruntu antyfaszystowska? Czy jednak oenerowcom zręcznie byłoby protestować przeciw „Mein Kampf”, skoro być może skrycie bliskie im są jej treści, a pośrednio może także postać jej autora? A oto co powiedzieli przed premierą reżyser Jakub Skrzywanek i dramaturg Grzegorz Niziołek.
JAKUB SKRZYWANEK: Inspiracją dla tego przedstawienia był dla mnie dyskusyjny głos profesor Joanny Tokarskiej-Bakir sprzed półtora roku. Postawiła ona kwestię na ile język „Mein Kampf” zbieżny jest ze współczesnym językiem nienawiści rasowej, ideologicznej, a na ile nawet go prześciga. I ilu jeszcze słów potrzeba, żeby powtórzyło się to, co było? I na ile mocno w związku z tym trzeba bić na alarm, próbować ludzi obudzić? Profesor Bakir powiedziała, że mamy już do czynienia nie z językiem nienawiści, lecz z nienawiścią po prostu. Mnie zaszokowała łatwość, z jaką można w Internecie dotrzeć do polskiego przekładu „Mein Kampf”. Mojej wyszukiwarce zajęło to 35 sekund i jest to tekst masowo czytany. Kiedy jestem pytany o analogie do sytuacji w Polsce, odpowiadam, że w Niemczech był narodowy socjalizm, a dziś mamy politykę socjalną w oparciu o ideę narodową. Trudno też uniknąć skojarzeń jeśli się pamięta, że hitleryzm nie był tylko antysemityzmem, ale wrogością do Innego i że Hitler prowadził biopolitykę tworzenia jednorodnego rasowo i ideologicznie, zdrowego narodu. Ten spektakl nie programuje jednak żadnych innych konsekwencji poza tym, że jest próbą artystycznego odczytania tego tekstu dla widowni, przełożenia go na sceniczne obrazy. To przedstawienie powstało z okazji Roku Antyfaszystowskiego 2019.
GRZEGORZ NIZIOŁEK: Chcemy pokazać nie tylko Hitlera jako jednostkę, ale i społeczeństwo, bo on wyrażał w „Mein Kampf” obsesje, lęki i pragnienia milionów Niemców. Rozpisujemy jego głos na 14 wypowiedzi osób reprezentującego różne grupy tego społeczeństwa. Każda z nich przez chwilę czuje się Hitlerem, tworzą zbiorowy portret społeczeństwa. Poparcie dla niego wzięło się m.in. z poczucia frustracji i krzywdy, a konsekwencją było wyznaczenie, kto ma prawo należeć do wspólnoty narodowej, a kto nie. Wiem, że przez przeciwników przedstawienia cytaty z „Mein Kampf” będą odbierane dosłownie, jeden do jednego, jako prowokacja. Jeśli jednak przedstawienie to jest prowokacją, to tylko jako próba sprowokowania wstrząsu w niektórych, ostrzeżenia.

Ku pamięci i przestrodze – cz. III

Ostatni akt dramatu

Jak zatem doszło do tego, że ślepy zaułek z dnia na dzień, zamienił się dla nazistów w autostradę do władzy? Pomimo oczywistego już faktu, że właściwym obliczem hitlerowców są wizerunki morderców z Potempy, ich przyjaciele z kręgów wielkiego kapitału nie ustawali w wysiłkach przekazania im władzy w państwie – w listopadzie 1932 roku grupa przemysłowców i bankierów, podpisała nawet petycję do prezydenta w tej sprawie. Podpisy pod nią zbierał także dr Schacht, zarabiający wówczas na chleb jako prezes Banku Centralnego Niemiec… Ponadto cokolwiek by mówić o politycznych talentach generała Kurta von Schleichera, trzeba mu oddać, że swymi pokrętnymi gierkami, w błyskawicznym tempie potrafił dokonać rzeczy pozornie całkowicie niemożliwej: oto udało mu się postawić po tej samej stronie barykady dwóch nieprzejednanych zdawało by się przeciwników: Adolfa Hitlera i Franza von Papena! Na efekty nie trzeba było długo czekać. 4 stycznia 1933 roku w domu kolońskiego bankiera Kurta von Schrödera obaj panowie spotkali się. Jeżeli wierzyć zeznaniom gospodarza spotkania, złożonym 5 grudnia 1945 r. przed Trybunałem w Norymberdze, inicjatorem całego dealu był von Papen, który zaprezentował pomysł spotkania autorowi zeznań 10 grudnia 1932 roku. Krótko po tym, z bankierem skontaktował się Wilhelm Keppler, spełniający funkcję łącznika nazistów z kołami finansjery, z analogiczną sugestią ze strony Hitlera. Obu stronom zależało na zachowaniu ścisłej tajemnicy. Po wymianie grzecznościowych uwag o pogodzie, przystąpiono do omawiania planów obalenia gabinetu von Schleichera. Osiągnięto porozumienie co do tego, że na czele nowego rządu miałby stanąć Hitler, zaakceptowano także proponowane przez nazistów wykluczenie ze stanowisk socjaldemokratów, komunistów i Żydów. Niejako przy okazji Hitler dowiedział się, że prezydent nie upoważnił kanclerza do rozwiązania Reichstagu. Była to dla nazistów bezcenna informacja!
Rozstano się w znakomitych nastrojach, które nieco zepsuły nazajutrz tytuły gazet, donoszących na pierwszych stronach o tych konspiracyjnych podchodach. Zdecydowanie ważniejsze było jednak to, że anonimowi przyjaciele z kręgów finansowych, poczynili zdecydowane kroki zmierzające do podreperowania finansów NSDAP. Oto kolejny wpis w pamiętnikach Josepha Goebbelsa dokonany pod datą 05 stycznia 1933 r.: …sytuacja finansowa poprawiła się nagle… …obecny rząd wie, że jego dni są policzone. Jeżeli szczęście nam dopisze, powinniśmy niebawem dojść do władzy… Teraz naziści, nie mogąc mieć realnego wpływu na dalszy bieg wydarzeń, mogli tylko czekać, całą intrygę pozostawiając w rękach von Papena, który przypadkiem był w Berlinie sąsiadem prezydenta i u którego regularnie bywał w gościach… 20 stycznia stało się jasne, że von Schleicherowi nie uda się stworzyć frontu obejmującego wszystkie stronnictwa oprócz skrajnych, co oznaczało, że wyrok na jego gabinet już zapadł, pozostało jedynie ustalić datę egzekucji. Po drugiej stronie barykady czyniono tymczasem ostatnie ustalenia. 22 stycznia, w Dreźnie, spotkali się von Papen, Oskar von Hindenburg oraz Otto Meissner (szef kancelarii prezydenta), z Hitlerem, Göringiem i Frickiem. Kluczową rolę odegrała w nich zapewne, przeszło godzinna rozmowa w cztery oczy, pomiędzy Hitlerem a synem prezydenta Oskarem von Hindenburgiem. W drodze powrotnej młody von Hindenburg był niezwykle małomówny, rzucając tylko jedno zdanie: „ Nie ma rady, naziści muszą wejść do rządu …” Oczywiście nie znamy treści owej kluczowej rozmowy, ale znamy za to dalszy przebieg wydarzeń: zaraz po dojściu nazistów do władzy Oskar von Hindenburg awansował z pułkownika na generał-majora, przestano się nagle interesować jego udziałem w skandalicznej aferze „osthilfe” oraz oszustwem podatkowym związanym z posiadłością prezydenta w Neudeck, a majątek von Hindenburgów powiększono o 5 tysięcy akrów wolnych od podatku. Prezydent odmówił teraz prośbie generała von Schleichera rozwiązania Reichstagu, przytaczając w uzasadnieniu swej decyzji ten sam argument, którego generał użył do wysadzenia z siodła von Papena, że mogłoby to doprowadzić do wojny domowej… W tym stanie rzeczy, kanclerzowi pozostała tylko dymisja. I oto 30 stycznia około godziny 12.00 niemożliwe, stało się możliwym: włóczęga z wiedeńskiego przytułku został kanclerzem Niemiec! Wielkie europejskie państwo, wraz z wszystkimi swymi zasobami, wpadło w ręce formacji wywodzącej się ze społecznego marginesu…

 

Epilog

Oto w telegraficznym skrócie dalszy przebieg wydarzeń: pierwszymi krokami nowej władzy było usankcjonowanie terroru poprzez ogłoszenie amnestii dla wykroczeń popełnionych w trakcie „rewolucji narodowej”, przyjęcie ustaw o czystce w administracji państwowej (7 kwietnia, 30 maja i 20 lipca 1933 r.) nakazujących usunięcie ze stanowisk WSZYSTKICH ludzi pochodzenia żydowskiego, lojalnych wobec Republiki, oraz zdradzających kiedykolwiek lewicowe sympatie. Na pozbawianie ludzi emerytur, nikt wówczas jeszcze nie wpadł…
Wszystkich dziennikarzy, muzyków, aktorów, pracowników radia i teatru, poddano kontroli Goebbelsa, za pośrednictwem powołanej 22 września 1933 r. Izby Kultury Rzeszy. Dziennikarze musieli przejść czystkę na mocy spec-ustawy z 04 pażdziernika 1933 r. W lutym 1934 roku weszła w życie ustawa „W sprawie zaopatrzenia bojowników ruchu narodowego”, w myśl której wszyscy członkowie partii lub SA, którzy ponieśli jakieś szkody na zdrowiu w walkach o zwycięstwo ruchu narodowo-socjalistycznego, mieli otrzymać od państwa rentę lub odszkodowanie tak jak inwalidzi z I wojny światowej. Zebranie generalicji Reichswery, jakie odbyło się 16 maja 1934 roku w Bad Nauheim, zaakceptowało decyzję ministra obrony von Blomberga, poparcia Adolfa Hitlera, zapewniając mu w ten sposób sukcesję po von Hindenburgu. Finał nastąpił 2 sierpnia 1934 roku: godzinę (!) po śmierci starego feldmarszałka ogłoszono ustawę, zgodnie z którą od tej chwili urzędy Kanclerza i Prezydenta zostają złączone i Adolf Hitler zostaje głową państwa i naczelnym wodzem sił zbrojnych. Jeszcze tego samego dnia Reichswera złożyła nową przysięgę IMIENNIE Adolfowi Hitlerowi! Zadbano także o pozory, wzywając naród niemiecki, by w referendum wyraził zgodę na objęcie przez Adolfa Hitlera urzędu po Hindenburgu, jako Führer i kanclerz Rzeszy, pod którymi to tytułami odtąd miał występować. Szczęśliwie „odnaleziono” polityczny testament zmarłego prezydenta, w którym – zgodnie ze świadectwem jego syna – widział on w Adolfie Hitlerze swego następcę. Występując w radio powiedział: „Ojciec widział w Hitlerze swojego bezpośredniego następcę, który ma stanąć na czele państwa. W zgodzie więc z wolą zmarłego, wzywam wszystkich Niemców obojga płci, aby oddali swe głosy za przekazaniem urzędu ojca, Führerowi i kanclerzowi Rzeszy.” W dniu głosowania frekwencja wyniosła 95,7 proc. przy 45,5 mln uprawnionych do głosowania. 89,93 proc. z nich (ponad 38 mln) głosowało za, 4,25 mln miało odwagę zagłosować przeciw a 870 tysięcy oddało głosy nieważne. W ten sposób dokonał się los Niemiec, Europy i świata…
Obserwując dzisiaj otaczającą nas rzeczywistość bez trudu można dostrzec, jak świat wokół nas coraz bardziej brunatnieje. Na Ukrainie rządzą pogrobowcy Stepana Bandery, szerzy się (oficjalnie!) kult zbrodniarzy z UPA, a nieprawomyślni dziennikarze i politycy opozycji, są mordowani na ulicy bądź seryjnie popełniają samobójstwa. Na kijowskim Majdanie zastrzelono przeszło sto, a w Odessie spalono żywcem co najmniej 45 osób. I nikogo to nic nie obchodzi! Dyżurni krzewiciele „europejskich wartości”, demokracji, i obrońcy praw człowieka, nabrali w tych sprawach wody w usta. W Estonii, na Łotwie i Ukrainie świętuje się rocznice walczących po stronie III Rzeszy dywizji SS rekrutujących się spośród obywateli tych krajów. W tejże Estonii właśnie wydano w formie komiksu, przygody… Hitlera-hipstera! Bardzo śmieszne, prawda? No i co ? NO I NIC!
W Niemczech rząd ostatnio zapowiedział zaprzestanie finansowania neonazistowskiej NPD. Ręce same składają się do oklasków, tyle że skoro ZAPRZESTANĄ, to znaczy, że dotychczas FINANSOWALI!
W coraz to nowych krajach Unii Europejskiej wybory wygrywają partie, które bez ryzyka dużego błędu można określić mianem faszyzujących. Zresztą po co szukać tak daleko, popatrzmy co dzieje się w naszym kraju. Polski premier składa kwiaty na mogiłach członków formacji walczącej ramię w ramię z hitlerowcami. Dziennikarze jednej ze stacji telewizyjnych pokazali jak neonaziści świętują dzień urodzin Hitlera w Polsce! Każdemu, kto widział zdjęcia z marszów, jakie 11 listopada tzw. środowiska narodowe organizowały w Warszawie, skojarzenia nasuwają się same. Policja usuwa demonstrantów, usiłujących zablokować marsz Młodzieży Wszechpolskiej, i zapewnia ochronę białostockim kibolom organizującym marsz ku czci jednego z tzw. żołnierzy wyklętych – „Burego” – wprost pod oknami domów pomordowanych przez niego i jego kompanów ofiar… Tę wyliczankę można ciągnąć dalej. Wszystkiemu temu, towarzyszy wściekła nagonka na lewicę. Jakie są przyczyny opisanego stanu rzeczy? Jedna z nich – kto wie czy nie główna – to stworzenie wśród europejskich społeczeństw poczucia bezradności i bezalternatywności. Bezrozumnie nadal głosi się bezalternatywność wobec doktryny ekonomicznego neoliberalizmu, która spowodowała rozwarstwienie społeczne nie znane dotąd w historii ludzkości! Rządzącym elitom udało się stworzyć sytuację, którą nasi bracia Rosjanie z właściwą sobie bezpośredniością określają rymowanką: „Głosuj, nie głosuj, wsio rawno połudzisz…” Stykają się z nią po każdych wyborach Rodacy, dokonujący „dramatycznego wyboru” pomiędzy PiS a PO, a jej prawdziwość, sprawdzili ostatnio na sobie Niemcy, którzy gremialnie głosując przeciwko polityce swojej kanclerz, dostali w prezencie… Wielką Koalicję! Nic dziwnego, że w poszukiwaniu rzeczywistej alternatywy coraz więcej ludzi wybiera tam… Alternatywę dla Niemiec! Być może jest jeszcze czas na opamiętanie, zanim postępujące rozwarstwienie społeczne, połączone z brakiem perspektyw jakiejkolwiek zmiany, popchnie nas wszystkich w otchłań z której nie będzie już – być może – powrotu…