Wystawa poświęcona postaci Ignacego Daszyńskiego

Ignacy Daszyński – mąż stanu i jeden z ojców niepodległości Polski, pierwszy premier II RP, wicepremier Rządu Ocalenia Narodowego w trakcie wojny polsko-bolszewickiej, marszałek Sejmu RP, jeden z przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej, inicjator oraz przewodniczący Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, współautor nowoczesnych reform społecznych i politycznych, publicysta. Jego bogata polityczna biografia rozpoczyna się w Cesarstwie Austro-Węgierskim, gdzie Daszyński zdobywa mandat posła do parlamentu wiedeńskiego.
Głównym celem wystawy „Ignacy Ewaryst Daszyński – Socjalista, obrońca demokracji i parlamentaryzmu” jest przywołanie postaci pierwszego premiera i postawienie go za wzór socjalisty-demokraty, który pomimo przywiązania do Józefa Piłsudskiego, potrafił przeciwstawić się autorytaryzmowi i narastającej fali autorytaryzmu. Ten znakomity mówca, obdarzony również talentem lekkiego pióra stał się jedną z politycznych ikon dwudziestolecia międzywojennego.
Ignacy Ewaryst Daszyński to postać nietuzinkowa, postawienie w Warszawie pomnika ku jego czci, jako jednego z ojców niepodległego państwa polskiego, jest znakomitą okazją do wystawy prezentującej jego dokonania.
Zainteresowanych poznaniem politycznej drogi Ignacego Daszyńskiego, zapraszamy na Plac Zamkowy w Warszawie, gdzie od 25 czerwca 2019 r. – na wysokości wieży kościoła Św. Anny – będzie można oglądać wystawę poświęconą postaci pierwszego premiera II Rzeczpospolitej.
Specjalnie dla osób, które nie będą mogły dotrzeć na miejsce prezentacji, wystawa „Ignacy Ewaryst Daszyński–Socjalista, obrońca demokracji i parlamentaryzmu” będzie dostępna w Internecie pod adresem www.daszynski.com.pl przez najbliższy rok.
Ekspozycja została przygotowana w językach: polskim i angielskim.
Wystawę zrealizowało Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Warszawa w Europie przy wsparciu Fundacji im. Róży Luksemburg.

Polska i społeczeństwo w 1918

Analiza historyczno-socjologiczna

 

Termin naszego spotkania wybrany został bardzo trafnie. Dziś [7 listopada] właśnie mija sto lat od powołania w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, na czele którego stał Ignacy Daszyński. Był to pierwszy w pełni suwerenny rząd polski. Istniały wprawdzie Rada Regencyjna i powołany przez nią rząd w Warszawie oraz Komisja Likwidacyjna w Krakowie (utworzona 31 października 1918 r.), ale żadne z tych ciał nie mogło uchodzić za rząd całej, odradzającej się Polski.

Do Tymczasowego Rządu Ludowego mam stosunek osobisty. Jestem jednym z nielicznych już ludzi, którzy znali członków tego rządu. W moim wypadku byli to wuj mojej matki Wacław Sieroszewski (w rządzie tymczasowym minister propagandy i informacji), którego jako dziecko odwiedzałem w jego warszawskim mieszkaniu) i Juliusz Poniatowski, minister rolnictwa, którego poznałem po jego powrocie z emigracji (w 1957 r.) i z którym miewałem ciekawe rozmowy w Polskiej Akademii Nauk.

Rząd Ludowy trwał tylko 11 dni, ale jego następca – rząd Jędrzeja Moraczewskiego – w wielu kwestiach kontynuował postępową linię swego poprzednika.

Na program Tymczasowego Rządu Ludowego składały się:

– określenie państwa jako demokratycznej republiki, w której wszyscy obywatele – bez różnicy pochodzenia, płci, wiary i narodowości – mieć mieli równe prawa,
– zapowiedź wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy, ubezpieczeń od bezrobocia, chorób i na starość,
– zapowiedź reformy rolnej, nacjonalizacji kopalń, salin, przemysłu naftowego i dróg komunikacyjnych,
– zapowiedź wprowadzenia udziału robotników w zarządzaniu przedsiębiorstwami, w tym także prywatnymi,
– zapowiedź wprowadzenia powszechnego, obowiązkowego, bezpłatnego i świeckiego nauczania.

Był to program radykalny – zapewne zbyt radykalny, jak na warunki ówczesnego społeczeństwa polskiego. Miał on jednak istotny wpływ na to, w jakim kierunku poszły posunięcia pierwszych rządów Drugiej Rzeczypospolitej.

Dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego wprowadzona została (28 listopada) w pełni demokratyczna ordynacja wyborcza do Sejmu Ustawodawczego. Prawa wyborcze uzyskali wszyscy obywatele, w tym – co w ówczesnym świecie należało do wyjątków – kobiety. Wprowadzone ustawodawstwo socjalne czyniło Polskę jednym z najbardziej postępowych państw ówczesnego świata.
Niepowodzeniem natomiast skończyły się próby zrealizowania reformy rolnej. Uchwalona w lipcu 1920 roku, gdy sukcesy Armii Czerwonej stworzyły śmiertelne zagrożenie dla niepodległości Polski, została następnie wyhamowana, co zdaniem Juliusza Poniatowskiego było konsekwencją zawarcia (w 1922 r.) sojuszu politycznego przez PSL „Piast” z Narodową Demokrację. Reforma ta była paląca koniecznością. W odradzającej się Polsce niemal 50 proc. gruntów należało do wielkich właścicieli ziemskich, a zarazem istniały dwa miliony karłowatych gospodarstw chłopskich o powierzchni do 2 hektarów. Zadanie zrealizowania tej reformy czekać musiało na dekret Polskiego Komitatu Wyzwolenia Narodowego – jeden z pierwszych aktów prawnych z 1944 roku. Również upaństwowienie kopalń i przemysłu naftowego odwlekło się o ponad ćwierć wieku.

Radykalizm Tymczasowego Rządu Ludowego był konsekwencją tego, że lewica polska – socjaliści i ludowcy – odegrała kluczową rolę w walce o niepodległość. Nie negując znaczenia dyplomatycznych zabiegów przywódcy Narodowej Demokracji Romana Dmowskiego, trzeba pamiętać, że w kraju najbardziej zdecydowanymi rzecznikami niepodległości i zjednoczenia wszystkich ziem polskich byli właśnie socjaliści i ludowcy. Z Polskiej Partii Socjalistycznej wywodzili się Józef Piłsudski i jego najbliżsi współtowarzysze walki.

Klimat polityczny jesieni 1918 roku sprzyjał przyjęciu radykalnego programu. Rewolucje rosyjska i niemiecka spotkały się z odzewem na ziemiach polskich, gdzie jesienią 1918 roku mnożyły się wystąpienia robotnicze, a także – choć w mniejszym stopniu – chłopskie – przeciw istniejącym stosunkom społecznym. Choć niesprawiedliwe było – co czynili niektórzy historycy w latach PRL – wyjaśnianie radykalizmu rządu lubelskiego intencją zapobieżenia rewolucji, to jednak nie ulega wątpliwości, że wrzenie rewolucyjne miało pobudzający wpływ na to, w jakim kierunku szły posunięcia i projekty pierwszych dwóch rządów Niepodległej Rzeczypospolitej.

Rodzące się państwo znajdowało się w dramatycznie trudnej sytuacji. W listopadzie 1918 roku powstające władze państwowe kontrolowały jedynie obszar dawnego zaboru austriackiego (ale nie cały, gdyż o Galicję wschodnią toczyły się walki z formacjami ukraińskimi) i dawnego Królestwa Polskiego. Wielkopolska zrzuciła panowanie niemieckie dopiero pod koniec grudnia – w wyniku zwycięskiego powstania. Pomorze i część Śląska weszły w skład państwa polskiego na podstawie decyzji konferencji wersalskiej, a wschodnią granicę państwa wyznaczył pokój ryski (1921 r.) kończący zwycięską dla Polski wojnę z Rosją radziecką. Do 1921 roku Polska nie miała jednolitej waluty a na jej obszarze posługiwano się sześcioma różnymi środkami płatniczymi. Brak było zintegrowanej sieci kolejowej: na przykład nie było linii kolejowej łączącej Warszawę z Poznaniem.

Ziemie polskie – z wyjątkiem dawnego zaboru niemieckiego należały do ekonomicznie zacofanej części Europy. Na 27 miliony mieszkańców odradzającego się państwa klasa robotnicza liczyła 7.5 mln., ale robotnicy przemysłowi tylko 1.1 mln. (reszta to robotnicy rolni i służba domowa). Najliczniejsza klasa – chłopi – liczyła 14.7 mln. osób, w tym chłopi małorolni – 7.5 mln. Drobnomieszczaństwo to kolejne 3.4 mln a inteligencja i pracownicy umysłowi to 1.4 mln., z tym że ludzi z wyższym wykształceniem było nie więcej niż sto tysięcy.

Zacofaniu ekonomicznemu towarzyszyło kulturalne. W 1921 roku 33.1 proc. ludności było analfabetami (w miastach 18.7 proc., na wsi 38.1 proc.). Najwyższy poziom analfabetyzmu był na wschodzie kraju, a rekordowo wysoki – w województwach poleskim (48.4 proc.) i wołyńskim (47.8 proc.). Wprowadzony powszechny obowiązek szkolny przyniósł pewną poprawę (w roku 1931 analfabeci stanowili już „tylko” 23.1 proc. ludności), ale większość dzieci wiejskich uczęszczała do niepełnych szkół podstawowych, po których nie było możliwości kształcenia na poziomie średnim. Odradzające się państwo odziedziczyło trzy uniwersytety: istniejące przed wojną uniwersytety w Krakowie i we Lwowie oraz odrodzony w 1916 roku Uniwersytet Warszawski. W 1919 roku założone zostały Uniwersytet Poznański i Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie. Wyższe szkolnictwo reprezentowało wysoki poziom, ale kształciło zaledwie kilkanaście tysięcy studentów rocznie, a jego struktura społeczna odzwierciedlała wielkie różnice klasowe ówczesnej Polski.

Wojna przyniosła znaczne zniszczenia infrastruktury gospodarczej na ziemiach zaboru rosyjskiego i austriackiego, gdzie toczyły się walki. Najbardziej ekonomicznie rozwinięte ziemie zaboru niemieckiego uniknęły zniszczeń wojennych. Natomiast dla wszystkich części składowych odradzającego się państwa wielkim obciążeniem było zerwanie więzi gospodarczych z dawnymi państwami zaborczymi. W konsekwencji proces odbudowy i rozwoju gospodarczego musiał napotykać na wielkie trudności, w wyniku czego dopiero w 1938 roku osiągnięto przedwojenny poziom produkcji. Plagą międzywojennej Polski było wysokie bezrobocie, w tym także utajone bezrobocie na wsi (szacowane na nie mniej niż 2.7 mln. osób). Ówczesne pamiętniki (np. wydane przez Instytut Gospodarstwa Społecznego „Pamiętniki Bezrobotnych”) stanowią gorzki wyraz rozczarowania nową Polską.

Struktura narodowościowa nowego państwa była konsekwencją ponad stuletniej niewoli oraz wojny polsko-rosyjskiej. W granicach państwa znalazły się liczne mniejszości narodowe. W 1921 roku etniczni Polacy stanowili 69.2 proc. ludności, Ukraińcy 14 proc., Żydzi 7.8 proc., Białorusini 3.9 proc., Niemcy 3.8, inni 1.3 procent Znaczna liczebność mniejszości słowiańskich była konsekwencją ustanowienia granicy wschodniej daleko na wschód od linii Curzona, stanowiącej rubież obszaru, na którym Polacy stanowili większość ludności. Ludność żydowska – inaczej niż to było w zachodniej Europie – nie była pod względem kulturowym i językowym zintegrowana z resztą społeczeństwa, gdyż w okresie, gdy na Zachodzie postępował proces jej integracji z ogółem narodu, nie istniało państwo polskie. Na tym tle wielkim problemem odraczającego się państwa były silne tendencje nacjonalistyczne, w tym antysemityzm znajdujący wyraz nawet w pogromach antyżydowskich. Brak dalekowzrocznej polityki wobec mniejszości ukraińskiej owocował – zwłaszcza w latach trzydziestych – nasileniem terroryzmu ukraińskiego, na co władze polskie odpowiadały masowymi represjami.

Państwo o takiej strukturze potrzebowało odważnej, postępowej polityki społecznej. Tymczasowy Rząd Ludowy program takiej polityki ogłosił, ale nie miał możliwości wcielenia go w życie. Wprawdzie dzięki temu rządowi ( i jego bezpośredniemu następcy – rządowi Moraczewskiego) – Polska otrzymała postępowe ustawodawstwo socjalne i demokratyczne prawo wyborcze, ale inne reformy albo pozostały w sferze idei, albo – jak zwłaszcza reforma rolna – realizowane były połowicznie. Winę za ten stan rzeczy ponosi prawica, która – począwszy od wyborów 1922 roku – miała dominującą pozycję polityczną. Nie zmienił tego także – wbrew nadziejom lewicy – zamach majowy. Zdominowana przez prawicę polityka gospodarcza i nacjonalistyczna polityka wobec mniejszości narodowych hamowały proces modernizacji Polski i przyczyniały się do jej słabej pozycji międzynarodowej.

Widziany z tej perspektywy manifest Tymczasowego Rządu Ludowego jawi się jako akt wielkiej dalekowzroczności – świadectwo mądrości lewicy polskiej i jej poczucia odpowiedzialności za państwo. Dlatego warto jest właśnie siódmego listopada przypomnieć sobie, z czym lewica polska wchodziła w nowy okres historii narodu i państwa. Idea państwa sprawiedliwego, w którym ludzie pracy mogliby czuć się w pełni gospodarzami ojczyzny, pozostaje drogowskazem ideowym także dziś – w zupełnie innych warunkach międzynarodowych i ustrojowych.

 

Referat na uroczystym posiedzeniu Rady OPZZ 7 listopada 2018 r.

Inicjatywy PPS, remanenty My, socjaliści

Uroczystości rocznicowe, w których również brała udział cała lewica, w tym bardzo aktywnie PPS, skłaniają do kilku refleksji. Tak się bowiem składa, że udział w procesie odzyskiwania niepodległości, szczególnie PPS i socjalistów, był od momentu powstania partii w 1892 roku ogromny i przez całe pokolenia niedoceniany.

 

Wiązało się to z endecką narracją historyczną, która do 1939 roku miała dominujący wpływ na myślenie Polaków. Odgrywała ona ogromną rolę również po wojnie, bowiem pierwiastek endecki był jednym z ważnych komponentów Polski Ludowej. Objawienie się go w ostatnich latach w polityce III RP nie jest niczym nowym. Nowym elementem jest tolerancja i uleganie władz państwowych i części opinii publicznej na argumenty polityczne i społeczne nowej endecji, co może świadczyć o słabości lub związkach ideowo-politycznych z tym nurtem.
Polska, jako kraj, naród i organizm państwowy powinna przeciwstawić się, i przynajmniej zrównoważyć wpływy endeckie, historia bowiem pokazuje, że prowadzić one mogą na manowce cywilizacji europejskiej, doświadczonej szczególnie w XX wieku ich skutkami.
Polacy, jeśli chcą przetrwać jako naród rządzony mądrze, w formule demokracji czerpiącej z tradycji greckiej i łacińskiej, powinni przeciwstawić się aktywnie endecji i jej wpływom. Powinni budować i wspomagać te nurty ideowe i polityczne, które mają na sztandarach wolność jednostki, sprawiedliwość społeczną, pokój i tolerancję.
Polska Partia Socjalistyczna z okazji 100-lecia niepodległości Polski wystąpiła z szeregiem inicjatyw o charakterze politycznym i prawnym, które mieściły się w logice obchodów tego, największego w XXI wieku wydarzenia. Trzeba przypomnieć, że PPS w marcu 2018 roku wystąpiła do prezydenta RP z inicjatywą ogłoszenia na 100-lecie niepodległości powszechnej amnestii. Ostatnia amnestia w Polsce była w 1989 roku. Ogłosił ją gen. Wojciech Jaruzelski jako ówczesny prezydent. Trzeba zauważyć, że prawicowe władze III RP od początku prowadzą restrykcyjną politykę karną, która nie przyczynia się do spadku przestępczości, a warunki odbywania kary są w Polsce najgorsze w Europie. Kilkanaście tysięcy skazanych czeka w kolejce do więzień. Więzienia, poza kilkoma pozytywnymi przypadkami, nie wychowują. W opinii publicznej przeważa wizerunek więzień w Polsce, jako szkół przestępczości. Media dodatkowo nakręcają tę atmosferę organizując festiwal kronik kryminalnych, które nie odstręczają przestępców od łamania prawa. To wszystko wymaga radykalnych zmian w polskim systemie prawnym i systemie sprawiedliwości.
Wzorem dla współczesnych systemów karnych, szczególnie w Europie jest tzw. sprawiedliwość niekarząca. Chodzi o wychowanie obywatela świadomego, akceptującego dobro człowieka a nie wartości wypływające z obłędnej konkurencji i walki o znalezienie się na szczycie za wszelką cenę, kosztem innych. Doktryna neoliberalna nie sprawdziła się współcześnie, co widać po 30 latach jej uprawiania. Ale w Polsce nadal jest na szczycie, szczególnie aktualnie rządząca ekipa uznaje ją za właściwy kierunek rozwoju również w sferze wychowania i polityki społecznej.
Partia, mimo upływu wielu miesięcy, do dziś od prezydenta odpowiedzi się nie doczekała.
Drugą ważną inicjatywą, którą podjęła PPS wspólnie z innymi ugrupowaniami lewicy, była idea budowy pomnika jednego z przywódców PPSD i PPS, premiera Rządu Ludowego, marszałka Sejmu w II RP – Ignacego Daszyńskiego. Daszyński, mimo, że jest jedną z czołowych postaci zasłużonych dla niepodległości Polski, swojego pomnika nie miał. Był pomijany, zarówno w okresie przed II wojną światową, jak i później – stanowił powiem zagrożenie dla endeckich mitów o zasługach dla niepodległości i antydemokratycznej polityki władz państwa do 1939 roku, jak i po wojnie.
Pomnik Ignacego Daszyńskiego stanął i został odsłonięty przy Trakcie Królewskim w Warszawie w dniu 11 listopada 2018 roku. Do sukcesu tego przyznaje się dziś wiele osób z różnych środowisk lewicy i prawicy. Faktem jest jednak, że to determinacja ludzi PPS i niezrzeszonych w PPS socjalistów pozwoliła na wzniesienie tego pomnika dopiero po 100 latach od zaistnienia czynów i działań składających się na niepodległość Rzeczypospolitej.
Trzecim elementem wkładu PPS w 100-lecie niepodległości jest trwająca od wielu lat działalność polityczna i edukacyjna, której celem jest opowiedzenie prawdy o wydarzeniach i ludziach ruchu socjalistycznego, którzy od 1892 roku pod sztandarem PPS walczyli o wolność narodową i społeczną Polski i Polaków. W ostatnim czasie składają się na to dwie rozległe kampanie – w roku 2017 z okazji obchodów 125-lecia Polskiej Partii Socjalistycznej i w roku 2018 z okazji 100-lecia niepodległości Polski.
Biorąc pod uwagę te doświadczenia, wydaje się, że PPS, ale również inne ugrupowania lewicy, które mieszczą się w nurcie ideowym socjalizmu niepodległościowego, demokratycznego, powinny jeszcze bardziej zadbać o swój wizerunek i pamięć historyczną. Zauważam np. niedopuszczalne zjawisko wykorzystywania przez polską prawicę i środowiska narodowe wizerunku wielu działaczy socjalistycznych m.in. Józefa Piłsudskiego do firmowania swojej działalności.
Polska lewica niepodległościowa powinna podjąć wysiłek napisania swojej historii, takiej jaka ona była. Nie mamy czego się wstydzić. Trzeba odebrać prawicy naszych bohaterów; 100-lecie odzyskania niepodległości wydaje się tutaj dobrym momentem.

W pułapce przeszłości

Polska przeszłością stoi, a ramy obowiązującej narracji historycznej wyznacza rządząca prawica. Dla PiS-u historia to nie tylko przypomnienie minionych epok, ale też wyznaczanie wzorców dla teraźniejszości. Władza konsekwentnie wciela przeszłość we współczesne ramy. Jakby to absurdalnie nie brzmiało, bracia Kaczyńscy są przedstawiani jako wcielenie marszałka Piłsudskiego w dwóch postaciach, stosunki z Rosją i Unią Europejską mają przypominać Bitwę Warszawską, opozycja jest uznawana za różne odłamy Komunistycznej Partii Polski, a w tle trwają przygotowania do powstania warszawskiego, na które z utęsknieniem ma czekać całe społeczeństwo. Z tego względu głównym świętem narodowym jest rocznica odzyskania niepodległości, największymi wrogami są Rosja i Niemcy, a kluczowymi bohaterami żołnierze wyklęci. Jednocześnie w ciągu ostatnich 100 lat za najlepszy okres historii Polski jest uznawane dwudziestolecie międzywojenne.

Powyższa wizja jest niemądra, niesłuszna i bardzo szkodliwa politycznie. Dwudziestolecie międzywojenne było mrocznym okresem historii Polski, pełnym przemocy, wyzysku, biedy, gigantycznych nierówności, nagonek antysemickich. Przez cały ten okres utrzymywał się wysoki poziom analfabetyzmu, nie było powszechnych świadczeń społecznych, większość społeczeństwa żyła w warunkach skrajnego ubóstwa, w gospodarce dominowały stosunki feudalne, Kościół narzucał represyjne rozwiązania w polityce rodzinnej, a na dodatek od 1926 roku państwo stało się dyktaturą wojskową.

Trudno w tym kontekście zrozumieć, dlaczego środowiska lewicowe uparcie starają się wpisać w pejzaż II RP i odnaleźć w niej swoje wzorce. W ten sposób lewica staje się nie tylko archaiczna, ale też gra na obcym sobie polu, jest nieautentyczna i niewiarygodna. Dwudziestolecie nie urzeczywistniło żadnych ważnych idei lewicy przy jej współczesnym rozumieniu. Nawet rząd Ignacego Daszyńskiego sformułował sporo słusznych postulatów, ale większość z nich nie zostało wdrożonych, a sam Daszyński szybko został zepchnięty na margines życia politycznego. Warto w tym kontekście zauważyć, że pojmowanie niepodległości z lat dwudziestych jest dzisiaj kompletnie archaiczne. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość i wiele instytucji budowano od nowa, a posiadanie własnego kraju było dla wielu ludzi całkowicie nowym doświadczeniem. Dzisiaj nikt nie kwestionuje niepodległości Polski, a wyzwaniem jest raczej bardziej sprawiedliwa globalizacja niż umacnianie suwerenności kraju. Pojmowanie patriotyzmu i niepodległości z czasów międzywojnia jest pod wieloma względami nieaktualne, bo mamy zupełnie inną rzeczywistość i inne wyzwania w polityce zagranicznej. Pod tym względem wzorowanie się na Piłsudskim, Korfantym czy Daszyńskim jest całkowicie nietwórcze. Dotyczy to też polityki społeczno-gospodarczej. Świat od lat dwudziestych naprawdę bardzo poszedł naprzód, a Polska okresu międzywojnia nie wdrażała szczególnie odważnych czy oryginalnych rozwiązań odnośnie rynku pracy albo systemu emerytalnego.

Niezależnie jednak od oceny dwudziestolecia, lewica powinna mieć krytyczne podejście do historii. Przywoływanie dawnych czasów nie powinno służyć bezrefleksyjnemu odtwarzaniu dawnych wzorców, a przede wszystkim uczeniu się na błędach i budowaniu scenariuszy lepszej, bardziej sprawiedliwej przyszłości. Świat się na tyle zmienił, że nie ma dzisiaj najmniejszego sensu wdrażania dawnych wzorców. Pod tym względem historię warto zostawić historykom, a rojenia PiS-u o braciach Kaczyńskich jako inkarnacjach Piłsudskiego należy po prostu wykpić.

Nie oznacza to, że 11 listopada jest świętem archaicznym, w którym lewica nie ma czego świętować. Przede wszystkim 100 lat temu zakończyła się I wojna światowa. Pokój zatrzymał bezsensowną rzeź, a zarazem dał Polsce niepodległość. Należy o tym pamiętać i dbać o to, aby mroczne czasy wojny już nigdy nie powróciły. Ale przede wszystkim warto traktować przeszłość jako lekcję i jako ostrzeżenie. Śledźmy ją nie po to, aby się na niej wzorować, ale po to, aby uniknąć jej błędów. Wybierzmy przyszłość.

Ludzie lubelskiej lewicy w 100-leciu niepodległej Polski

Referat wygłoszony przez prof. Emila Horocha na Konferencji „Czyn i ludzie lewicy Lubelszczyzny w 100-leciu niepodległej Polski” zorganizowanej przez Radę Wojewódzką Stowarzyszenia „Pokolenia” w Lublinie 15.IX. 2018 roku.

 

100 – lecie odzyskania niepodległości sprzyja formowaniu pewnych refleksji. To nie tylko listopad 1918 roku, ale całe 100 lat. Jest to okres, który tworzyło i uczestniczyło w nim pięć pokoleń. To lata II Rzeczpospolitej, lata wojny i okupacji, to wreszcie okres od 1944/1945 do 1989 r. i po transformacji ustrojowo – gospodarczej, zapoczątkowanej obradami i decyzjami ,,Okrągłego stołu”.
Rok 1918 – na plan pierwszy wybija się dzień 11 listopada. Było to dzień, który przeszedł do historii, bo wówczas, w wagonie kolejowym w podparyskim Compiegne cesarskie Niemcy poprosiły o pokój.
Co działo się wówczas na ziemiach polskich ( m.in. na Lubelszczyznie)
Jak doszło do wybicia się na niepodległość?
Dnia 28 października 1918 r. w Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna na czele z Wincentym Witosem. Popierały ją wszystkie stronnictwa galicyjskie, od konserwatystów po socjalistów.
W Lublinie rozpoczęło się rozbrajanie wojsk austriacko – węgierskich. Dnia 3 listopada Lublin było wolny od wojski okupacyjnych.
5 listopada 1918 roku powstała Lubelska Rada Delegatów Robotniczych. W jej skład weszli przedstawiciele SDKPiL, PPS – Lewicy, PPS i Poalej-Syjon. Reprezentowała ona skrajny kierunek, przemian społeczno – gospodarczych wzorowanych na modelu radzieckim i opartym na haśle europejskiej rewolucji socjalistycznej.
W nocy z 6 na 7 listopada, powstał w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej. Premierem w tym rządzie został przywódca PPSD – Ignacy Daszyński. Oceniając wydarzenia listopada 1918 r., należy pamiętać, że odzyskanie niepodległości przez Polskę, to wynik sprzyjających okoliczności na arenie europejskiej ( upadek carskiej Rosji i klęska Cesarstwa Austro-Węgierskiego oraz Cesarstwa Niemieckiego).
Bohaterem, często przesłoniętym przez bitwy i dyplomację – były masowe, oddolne ruchy społeczne, które oprócz hasła niepodległość, miały nadzieję na zmiany statusu upośledzonych grup społecznych, a nawet na zmianę struktury samego społeczeństwa.
To proponowała ówczesna polska lewica, a manifest ,, Do Ludu Polskiego”, wydany przez rząd Ignacego Daszyńskiego. Zapowiadano w nim m.in : zwołanie Sejmu, równouprawnienia wszystkich obywateli, 8 – godzinny dzień pracy, wniesienie do przyszłego Sejmu projektów reform (reforma rolna i upaństwowienie głównych gałęzi przemysłu), wprowadzenie powszechnego, obowiązkowego, bezpłatnego i świeckiego nauczania szkolnego oraz ,, organizowanie regularnej armii ludowej”.

 

Historia polskiego stulecia miała niejedno imię.

Miała również imię lewicowe, niezależnie od okresów historycznych, które składają się na te 100 lat. To nie tylko czerń i biel, ale również i czerwony kolor. To szereg wybitnych jednostek polskiej i lubelskiej lewicy. Często dzisiaj zapomnianej, zrzucanej z cokołów, wyrzucanej z nazw ulic.
Chciałbym przedstawić kilkanaście sylwetek ludzi Lubelskiej lewicy z tych minionych lat. Mój wybór z natury rzeczy, jest subiektywny, autorski. Ale każdy z obecnych na tej sali, może dokonać własnego wyboru – w swojej gminie, mieście, powiecie czy województwie. Z tego względu proszę o wyrozumiałość zebranych.
Na początek sylwetka, która nie mieści się w ramach czasowych 100 – lecia, ale warto ją przypomnieć. To postać księdza

 

Piotra Ściegiennego.

Syn chłopa, uczył się w Kolegium Pijarów w Opolu Lubelskim, nauczyciel, organizator organizacji spiskowej (Lublin, Hrubieszów, Zamość, Krasnystaw). Przygotował powstanie. Autor ,, Złotej książeczki”, w której nawoływał do rewolucji społecznej. Aresztowany w 1844 r. został skazany na pracę w kopalni ołowiu w Aleksandrowsku na Syberii. Po powrocie do kraju w lutym 1871 r. mieszkał w Tarnawie, Wilkołazie, aż w 1883 r. został kapelanem szpitalnym, w szpitalu u św. Jana Bożego w Lublinie. Opiekował się biedotą robotniczą z ulicy Lubartowskiej i przedmieścia Czwartek.
Stał się symbolem dla kolejnych pokoleń działaczy lewicy lubelskiej.
Zmarł 6 listopada 1890 r. w wieku 90 lat. Jego pogrzeb był pierwszą w dziejach Lublina, manifestacją, a zarazem pochodem robotniczo – chłopskim na Krakowskim Przedmieściu. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Lipowej.

 

Róża Luksemburg

urodzona w Zamościu 5 marca 1870 roku. Zamordowana przez skrajnie prawicową jednostkę tzw. „Freikorpsu” 15 stycznia 1919 roku. Jest obok Marii Curie – Skłodowskiej, najbardziej znaną na świecie Polką oraz najsłynniejszą zamościanką. Była związana z polskim i niemieckim ruchem robotniczym, wybitną działaczką II Międzynarodówki, teoretykiem i praktykiem ruchu robotniczego, walczyła o prawa kobiet.
Miała swoje zdanie w polemikach z Edwardem Bernesteinem, Karolem Kautskim i Włodzimierzem Leninem.
Najsłynniejszy jej ,,bon mot”, to ,, socjalizm albo barbarzyństwo”. Łączyła wiek XIX z wiekiem XX.

 

Andrzej Strug

(Tadeusz Gałecki) urodził się 28 listopada 1871 r., zmarł 9 grudnia 1937 r. Bohater pięknego wiersza autorstwa Władysława Broniszewskiego pt. ,, Na śmierć Andrzeja Struga”.
Mieszkaniec Lublina, uczeń zaangażowany w działalność antycarską. Więzień Cytadeli warszawskiej, zesłaniec do Archangielska, członek PPS-u. Legionista odznaczony Krzyżm Vilituti Militarii. Członek rządu ludowego Ignacego Daszyńskiego, senator II RP.
W 1934 r. utworzył Ligę Praw Człowieka i Obywatela. Był członkiem Polskiej Akademii Literatury, Wielki Mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski. Pisarz, dzisiaj postać zapomniana, godna jednak przypomnienia.
Wkraczamy w listopad 1918 roku.

 

Władysław Kunicki,

nauczyciel, uczestnik rewolucji 1905 r., dyrektor szkoły handlowej na ulicy Narutowicza 37, członek PPS-u. To w jego mieszkaniu przy ulicy Namiestnikowskiej w nocy z 6 na 7 listopada 1918 r. odbyła się narada członków przyszłego Tymczasowego Rządu Ludowego, którego premierem został Ignacy Daszyński. W. Kunicki był Komisarzem Rządu Ludowego. Jego grób znajduje się w Lublinie, na cmentarzu przy ul. Lipowej.

 

Józefa Kunicka,

siostra Władysława Kunickiego, nauczycielka, trzykrotnie wybierana do rady Miasta w Lublinie. Działaczka oświaty. Walczyła o godniejszą pensję dla robotników. Była jedną z osób, które starały się podnieść stan higieniczny Lublina. Była, jak jej brat, związana z lubelską lewicą.

 

Marian Buczek,

kiedyś była ulica jego imienia, później część ulicy, dzisiaj jej już nie ma. W listopadzie 1918 roku miał 22 lata. Należał do najmłodszych i najbardziej aktywnych uczestników lubelskiego listopada. Legionista. Członek PPS, POW. Odznaczony odznaką ,, Nocy 7-8 listopada”. Członek Milicji Ludowej, KPRP, KPP. Więzień polityczny w II RP o najdłuższym stażu. Ginie 10 września 1939 roku w walce z Niemcami pod Ożarowem. Był żołnierzem listopada 1918 roku oraz września 1939 roku.

 

Jan Hieronim Hempel,

ps. Jan Bezdomny, Jan Boży, Kwakier, Wolski. Publicysta, filozof, działacz ruchu robotniczego i spółdzielczego. Pracował w Chinach, był nauczycielem w Paranie ( Brazylia) w środowisku Polaków, później w Paryżu. Był redaktorem „Kuriera Lubelskiego”. Współzałożyciel loży masońskiej w Lublinie. Był inicjatorem założenia Lubelskiej Spółdzielni Spożywców, pierwotna nazwa – Stowarzyszenie Spożywców.
Legionista, członek PPS – Lewica, KPRP, KPP, więzień polityczny w II RP. To o nim Władysław Broniewski, więziony w jednej celi z Hemplem w 1931 roku napisał wiersz pt. ,,Magnitogorsk albo rozmowa z Janem”, aresztowany w ZSRR w ramach ,, czystek stalinowskich”, w styczniu 1937 roku został stracony.

 

Wanda Papiewska,

członkini Stowarzyszenia Sumienia Oświaty ,,Światło”’ w 1906 roku, członek PPS. Założycielka LSS, wspólnie z Janem Hemplem oraz Oktawianem Zabrowskim, przewodnicząca Abstynentów ,,Przyszłość” (działał w nim m.in. Bolesław Bierut). Była radną w samorządzie Lublina z listy PPS. Kierowała biblioteką w LSS-ie. Działaczka Ligi obrony Praw Człowieka i Obywatela. Była również członkinią Loży Masońskiej. Po drugiej wojnie, posłanka do Krajowej Rady Narodowej. Potrafiła od przewodniczącego KRN Bolesława Bieruta domagać się zwolnienia z więzień ludzi niesłusznie aresztowanych.

 

Ludwik Czugała,

nauczyciel, społecznik, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Jeden z inicjatorów powołania wyższej uczelni Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Członek ZMW ,, Wici”, ZNP, BCh i AL. Zamordowany przez oddział ,,Żelaznego” (Edmund Edward Taraszkiewicz) 29 maja 1951 roku we wsi Wytyczno, pow. włodawski.

 

Paweł Dąbek

absolwent wydziału prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z 1936 r. W okresie okupacji członek Służby Zwycięstwa Polsce, Robotniczo – Chłopskiej Organizacji Bojowej i Gwardii Ludowej, w której pełnił funkcję dowódcy Lubelskiego Okręgu w latach 1942 – 1943, do czasu aresztowania przez władze niemieckie. W latach 1943 – 1944 więzień obozu koncentracyjnego na Majdanku. Działacz PPR i PZPR. Przewodniczący WRN w Lublinie ( 1944-1946, 1951 – 1952, 1956 – 1969). Poseł do KRN i Sejmu PRL. Członek Rady Naczelnej i Zarządu Głównego ZBoWiD. W latach 1969 – 1976 dyrektor Wydawnictwa Lubelskiego. Posiadał stopień generała brygady WP. Zmarł 19 września 1987 roku, pochowany w Lublinie.

 

Władysław Kozdra,

absolwent historii na UMCS (1964). Członek PPR i PZPR w Lublinie. Od października 1956 r. (z krótką przerwą od 17.XI. do 12. XII. 1956 r. kiedy był sekretarzem rolnym KW) do sierpnia 1971 roku pełnił funkcję I Sekretarza KW PZPR w Lublinie. Po roku pracy w centralnym aparacie partyjnym, 12.10.1972 roku został wybrany na stanowisko 1 sekretarza KW PZPR w Koszalinie. Funkcję tę pełnił do 10.12.1980 roku. Był delegatem na wszystkie Zjazdy PZPR, był członkiem KC PZPR. Pełnił również funkcję posła na Sejm PRL. W okresie jego kadencji w rolnictwie i przemyśle Lubelszczyzny zaszły znaczące zmiany. To wtedy zbudowano także szereg szkół w ramach akcji ,,1000 szkół na Tysiąclecie”.’ Zmarł 12.IX. 1986 roku w Koszalinie.

 

Józef Dechnik

urodził się 26 stycznia 1910 roku we wsi Krzeszów Górny, w powiecie biłgorajskim. W 1928 roku wyjechał do Argentyny w poszukiwaniu pracy. Tam nawiązał kontakty z organizacjami lewicowymi. Powrócił do Polski w 1932 roku. Nawiązał wówczas kontakt z KD KPP w Biłgoraju. Aresztowany za działalność komunistyczną. Odsiedział wyrok, 4 lata, w więzieniu w Janowie Lubelskim. W okresie okupacji, w latach 1939 – 1940, przebywał w Związku Radzieckim, skąd powraca w 1940 roku do miejscowości Hucisko. Współpracował z BCh, organizował komórki PPR w powiecie biłgorajskim. Po wyzwoleniu pełnił funkcję I sekretarza KP PPR w Biłgoraju, był członkiem KW PPR. W 1947 roku obejmuje obowiązki I sekretarza w Zamościu i zostaje posłem do Sejmu RP. W roku 1948 pełni funkcję prezesa Wojewódzkiego Związku ,, Samopomoc Chłopska”, a następnie kierownika Wydziału Organizacyjnego KW PZPR w Lublinie. Po ukończeniu dwuletniej szkoły partyjnej przy KC PZPR, od 1 maja 1951 do 30 kwietnia 1953 r. był przewodniczącym ZG Związku Pracowników Rolnych. Poseł na Sejm. Następnie, od 1.IV.1953 r. do 31.X.1956 r, pełnił funkcję sekretarza do spraw rolnych w KW PZPR w Olsztynie. W wyniku starań społeczeństwa biłgorajskiego w 1956 roku Józef Dechnik wraca do Biłgoraja. Obejmuje funkcję I sekretarza KP PZPR, którą pełni do 1974 r. To w okresie jego kadencji „Biłgoraj i powiat biłgorajski przeszedł z wieku XIX w wiek XX”. Został odznaczony Orderem Budowniczych Polski Ludowej.
Był nietypowym przykładem członka aparatu partyjnego PPR i PZPR. Zawsze miał czas na spotkania i rozmowy z ludźmi. Tak go wspomina Stanisław Niedźwiedź, który pracował z J. Dechnikiem. ,,Słuchał ludzi, nawet tych należących do przeciwnych opcji politycznych” – ,, Przed podjęciem każdej decyzji prowadził szerokie konsultacje, chodziło mu o to, żeby decyzja jaką podejmie była najlepsza dla powiatu biłgorajskiego”. Prorocze były jego słowa wypowiedziane na konferencji powiatowej w grudniu 1956 r. ,,Partia musi być taka, jaką chcą masy. Urzędników w partii nam nie trzeba”. Zmarł 23 listopada 1983 roku w Biłgoraju.

 

Ryszard Wójcik,

po działalności w ruchu młodzieżowym w ZMP i ZMW, w latach 1960 – 1977 członek Egzekutywy KW PZPR w Lublinie. Był sekretarzem KW PZPR, pełnił funkcję przewodniczącego Prezydium WRN i wojewody lubelskiego. W 1975 roku został wybrany na I sekretarza KW PZPR w Lublinie. Na VII Zjeździe został wybrany członkiem KC PZPR. W latach 1973 – 1975 był prezesem Rady Główniej Centralnego Związku Kółek Rolniczych. We wspomnieniach koleżanek i kolegów jest wspominany jako człowiek życzliwy oraz dbający o rozwój Lubelszczyzny. Zmarł 25 czerwca 1977 roku, pochowany w Lublinie.

 

Prof. Grzegorz Seidler,

absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1935 r. Od 1950 związany z UMCS, a w latach 1959 – 1969 był jego rektorem. Za jego kadencji wyrosły nowe gmachy uczelni i 1000 róź. Redaktor naczelny ,,Annales Uniwersitis Marii Curie – Skłodowska”’. Członek Egzekutywy KW PZPR w Lublinie w okresie 1966 – 1969. Radny Wojewódzkiej Rady Narodowej. W latach 1969 – 1971 dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Zmarł w 2004 roku w Lublinie.

 

Prof. Zdzisław Cackowski,

absolwent studiów filozoficznych na Państwowym Uniwersytecie im. M.W. Łomonosowa w Moskwie. Po powrocie podjął pracę na UMCS w Katedrze Filozofii. Był filozofem i marksistą. Pełnił funkcję prodziekana Wydziału Humanistycznego UMCS i rektora tej uczelni. Jako rektor chciał ,,otworzyć swój uniwersytet na Polskę i świat”. Był członkiem ZWM, ZMP i PZPR, członek KC PZPR, zasiadał w Radzie Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa (był nim gen. W. Jaruzelski). Zmarł w 2016 roku w Lublinie.

 

Prof. Stanisław Krzykała,

absolwent polonistyki w KUL. Członek OM TUR, PPR i PZPR. Wiceprezydent i prezydent Lublina. Historyk, który zapoczątkował i prowadził badania nad historią ruchu robotniczego na Lubelszczyźnie. Dyrektor Instytutu Historii UMCS, dziekan Wydziału Humanistycznego UMCS i prorektor uczelni. Zmarł w Lublinie w 1976 roku.

 

Leszek Siemion,

jeden z przedstawicieli słynnego rodu Siemionów z Krzczonowa. Uczestnik ruchu oporu II wojny światowej. Po okupacji żołnierz Wojska Polskiego i oficer MO. Członek ZMP, jeden z założycieli pisma ,, Pod wiatr” w 1956 roku oraz PPR i PZPR. Dziennikarz (Wielkopolska i Lubelskie). Historyk – autor wielu artykułów i opracowań opisujący ruchy partyzanckie w okresie II wojny światowej, Działacz społeczny. Aktywny członek ZBoWiD w Lublinie. Bardzo życzliwy dla ludzi. Zmarł w Lublinie 4 lutego 1981 roku.

Sylwetki osób które przedstawiłem, wiedli swoje życie, prowadzili działalność społeczną, polityczną, naukową, w różnych okresach historycznych, ale apogeum przypadło na lata po II wojnie światowej. Lata, które obecni rządzący chcą wykreślić z historii naszego państwa oraz naszej osobistej historii.
100 – lecie odzyskania niepodległości, to nie tylko święto prawicy. Każdy okres historyczny ma swoje czarne plamy. Ale po II wojnie dokonał się awans społeczny, zlikwidowano analfabetyzm, wprowadzono powszechną i bezpłatną oświatę, bezpłatną służbę zdrowia, w tym przychodnie w zakładach pracy, etaty lekarzy w szkołach.
Powstały liczne szkoły, w tym „1000 szkół na Tysiąclecie”, uczelnie wyższe, np. w Lublinie, w których kształcili się Ci , którzy teraz ten okres krytykują.
W sytuacji kobiet po II wojnie światowej nastąpiły także zasadnicze zmiany. W 1945 r. w Polsce wprowadzono małżeństwa cywilne i rozwody, a nowy kodeks rodzinny z 1955 roku zrównał małżonków w prawach i obowiązkach. Nastąpiła również aktywizacja zawodowa kobiet oraz otwarcie możliwości edukacyjnych na różnych szczeblach.
Nie można tych 45-ciu lat wymazać z historii. Pamięć ludzi jest czasem zawodna i koniunkturalna.
Kolejna kwestia – ekonomia. Gdyby nie lewica, mimo obecności w bloku wschodnim, Polska pozostała by krajem biednym, ekonomicznie zacofanym, zbudowanym na ostrych podziałach klasowych i wyzysku. To wtedy dokonał się, za cenę wielu wyrzeczeń, skok cywilizacyjny.
Do 1950 roku 100% dzieci w wieku od 7 do 15 lat zostało objętych obowiązkowym, bezpłatnym nauczaniem. Nauczanie średnie kończyło do 20% młodzieży. Nastąpił lawinowy wzrost liczby studentów w szkołach wyższych. Liczba inżynierów wzrosła z 7 do 110 tysięcy.
To było społeczeństwo nieźle wykształcone, zdrowe, uczestniczące w kulturze. To wtedy zrodziła się polska szkoła plakatu, polska szkoła filmu – mimo urzędu przy. ul Mysiej w Warszawie. Społeczeństwo było wolne od dramatu, masowego bezrobocia. Nastąpiło obalenie barier klasowych i społecznych oraz zniesienie tych barier w kulturze i obyczajach.
Reasumując – 100 lat dziejów polskiego państwa (w różnych okresach historycznych), to również 100 lat istnienia polskiej lewicy – różnych odcieni i emblematów na sztandarach. To również okres lat 1944/1945 – 1989, okres Rzeczpospolitej Polskiej, a od lipca 1952 roku Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Tego okresu nie można wymazać z historii 100 – lecia niepodległości.
To czyni i czynić będzie Stowarzyszenie ,, Pokoleń” Ziemi Lubelskiej.

Wyjdźmy na ulice!

List do Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia, Adriana Zandberga, Małgorzaty Tracz, Bogusława Gorskiego, Waldemara Witowskiego, Jana Śpiewaka.

 

100-lecie polskiej niepodległości to wyjątkowa okazja, aby przypomnieć polskiemu społeczeństwu rolę lewicy w walce o niepodległość. To również doskonałą okazja do narzucenia własnej narracji historycznej. Zwłaszcza młodemu pokoleniu, które niemal całkowicie ma dziś poglądy prawicowe.

Prezydent RP Andrzej Duda odrzucił propozycję środowisk narodowych, aby uczestniczyć w wspólnym marszu. Zatem jedynym środowiskiem, które wyjdzie, licznie jak zwykle, na ulice Warszawy, będą nacjonaliści. Po raz kolejny to ich środowisko skanalizuje bunty społeczne młodego pokolenia. Lewica, o ile w ogóle, potrafi tego dnia tylko blokować takie marsze. W społecznym odbiorze zatem po raz kolejny lewica zamiast wyjść z własną inicjatywą, podkreślić rolę PPS w walce o niepodległość i sprawiedliwość społeczną, będzie blokowała czyjąś inicjatywę. Tak to będzie odebrane. Lewica sama, na własne życzenie, oddaje pole narodowej prawicy. Jakby zapominając słowa Orwella: „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość”.

Odzyskanie przez Polskę niepodległości było w dużej mierze zasługą socjalistów. Czerwone flagi nie były wówczas synonimem bolszewizmu. W odróżnieniu od prawicy, kolaborującej z zaborcami i zerkającej na obce mocarstwa, to socjaliści 7 listopada 1918 r., nie oglądając się na nikogo, stworzyli pierwszy polski rząd gwarantujący prawo do strajku, 8 godzinnego dnia pracy i równości płci.
W narodowe święto niepodległości nie usłyszymy o zdobyczach socjalnych pierwszego niepodległego rządu polskiego, na czele którego stanął Ignacy Daszyński z PPS. Socjaliści, bili się nie tylko o niepodległość, ale również o kształt państwa. Ich główny postulat to przekształcenie państwa w demokratyczną Republikę Ludową. W myśl manifestu wszyscy obywatele mieli otrzymać równouprawnienie pod względem politycznym i obywatelskim, co miało wyrażać się wolnością sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, pochodów, zrzeszeń, i strajków. W ramach dążeń do poprawy warunków socjalnych zapowiedziano ośmiogodzinny dzień pracy w przemyśle, handlu i rzemiośle.

Jako jeden z pierwszych rządów na świecie Tymczasowy Rząd Ludowy potwierdza i gwarantuje prawa wyborcze kobiet, wyprzedzając tym samym większość państw europejskich, a także USA. Manifest ustala 8-godzinny dzień pracy w przemyśle, rzemiośle i handlu. Rząd deklaruje natychmiastowe przystąpienie do reorganizacji organów samorządu terytorialnego i utworzenie milicji ludowej. Zobowiązuje się wnieść do Sejmu Ustawodawczego projekty reform dotyczących: przeprowadzenia reformy rolnej; upaństwowienia niektórych działów przemysłu i komunikacji; udziału robotników w administrowaniu prywatnymi przedsiębiorstwami; wprowadzenia prawa o ubezpieczeniach i ochronie pracy; powszechnego, świeckiego i bezpłatnego nauczania w szkołach.

Odezwa „Do ludu Polskiego” nie pozostawiała wątpliwości, jaki charakter mieć będzie przyszła Polska – „Nad skrwawioną i umęczoną ludzkością wschodzi zorza pokoju i wolności. W gruzy walą się rządy kapitalistów, fabrykantów i obszarników, rządy militarnego ucisku i społecznego wyzysku mas pracujących. Wszędzie lud pracujący dochodzi do władzy. I nie zaświta lepsza dola nad narodem polskim, jeżeli rdzeń i olbrzymia jego większość, lud pracujący, nie ujmie w swoje ręce budowy podwalin naszego życia społecznego i państwowego.”

Zdezorientowana prawica, która skompromitowała się współpracując z zaborcami, m.in. podczas rewolucji 1905 roku, przystępuje do działania. Nie zgadza się na rewolucyjne zmiany, jakie postulowani socjaliści. Narodowa demokracja przeciwna była m.in. prawem do głosu dla kobiet oraz dalszą klerykalizacją kraju. Ignacego Daszyńskiego zastępuje inny socjalista, Jędrzej Moraczewski, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego. To wówczas powstają dwa poważne dokumenty – Dekret o ośmiogodzinnym dniu roboczym” oraz „Warunki służbowe minimalne dla niższej służby folwarcznej (parobków)”, które zostają zatwierdzone przez Piłsudskiego. Dla robotników i chłopów, ważna była wszak nie tylko odzyskana niepodległość, ale przede wszystkim warunki, jakie stworzy niepodległe państwo. Czy miała to być w dalszym ciągu pańszczyzna, 16-godzinnny czas pracy bez możliwości strajku, czy demokratyczne i egalitarne państwo? Co robi prawica? W nocy z 4 na 5 stycznia 1919 przygotowuje zamach stanu na socjalistyczny gabinet premiera Jędrzeja Moraczewskiego.

Dziś zagrożenie ze strony skrajnej prawicy jest minimalne. To margines, groźny, głośny, ale margines. Zamiast straszyć faszyzmem, lepiej wyjść na ulice z własnymi hasłami. W tym roku nadarza się wyjątkowa okazja. Odsłonięty bowiem zostanie pomnik Ignacego Daszyńskiego. Policzmy się, wszyscy! Czy lewice jednak stać na ten organizacyjny wysiłek? Przed wojną wyjście na ulice było dla lewicy czymś naturalnym. Odnoszę wrażenie, że po 1989 roku stało się synonimem obciachu i wysiłkiem przekraczającym możliwości.