Innowacyjnie to już było

Rządowi PiS nie zależy na modernizowaniu polskiej gospodarki. Przekracza to zresztą jego możliwości.

Jeśli mowa o postępie w innowacyjności, to niestety Polski to nie dotyczy. Rząd Prawa i Sprawiedliwości nic nie robi, by podnieść innowacyjność naszej gospodarki.
PiS-owscy prominenci wprawdzie dość często o tym mówią, ale to tylko lipna propaganda na użytek szerokiej publiczności. W rzeczywistości obecna ekipa się tym nie zajmuje – i nie przejmuje.

Pod koniec listy

Efekty takiego podejścia ze strony rządu PiS widać w międzynarodowych rankingach najbardziej innowacyjnych gospodarek. Jak wskazuje Globalny Indeks Innowacyjności 2019, Polska zajmuje dopiero 39 miejsce. To najważniejszy na świecie wskaźnik dotyczący tej sfery, sporządzany przez Światową Organizację Własności Intelektualnej ONZ oraz dwie wybitne wyższe uczelnie: Uniwersytet Cornella oraz Europejski Instytut Administracji Biznesowej. Obejmuje on 129 krajów.
Za czasów rządów PO-PSL, Polska awansowała w Globalnym Rankingu Innowacyjności z 56 na 39 miejsce. Postęp był więc naprawdę duży, ale ekipa z PIS to zaprzepaściła. Od 2016 r. nasz kraj zajmuje to samo 39 miejsce.
Jeszcze gorzej wypadamy w drugiej prestiżowej klasyfikacji: Europejskim Rankingu Innowacyjności publikowanym przez Komisję Europejską. Ranking ten obejmuje wszystkie kraje Unii Europejskiej. Polska zajmuje w nim 25 miejsce, wyprzedzając jedynie Chorwację, Bułgarię i Rumunię.
Możemy tylko marzyć o doścignięciu Litwy, Łotwy czy Słowacji, o Czechach, Węgrach czy Słowenii już nie wspominając. Za rządów PO-PSL nasz kraj zajmował w tym rankingu 23 miejsce.

Rząd bezczynny i bierny

Indolencja i brak zainteresowania rządu PiS to główny powód tak niskiego stopnia innowacyjności polskiej gospodarki – bo bez wsparcia ze strony administracji państwowej żaden kraj nie jest w stanie skutecznie modernizować swego potencjału wytwórczego.
Polscy naukowcy mogą osiągać sukcesy, ale ich praca jest niweczona przez bierność i bezczynność instytucji rządowych.
– Wydatki na innowacyjność w Polsce w rzeczywistości często polegają na… kupowaniu innowacji zagranicznych. Konkurujemy zaś, tak jak zwykle, tanią siłą roboczą. Ale czas taniej siły roboczej właśnie się u nas kończy – mówi dr. Patryk Dziurski ze Szkoły Głównej Handlowej.
O braku wsparcia dla innowacji dobrze wie znakomity naukowiec oraz lekarz, prof. Henryk Skarżyński, twórca i szef Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu oraz Światowego Centrum Słuchu. Swoje Centrum Innowacyjne profesor otwiera w Senegalu.
– W Polsce szuka się oszczędności na innowacyjnych technologiach medycznych. W rezultacie, rodzice chorych dzieci korzystają z nich prywatnie – ale oczywiście tylko ci, których na to stać. Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje nowatorskich technologii – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.
Takie technologie mogą w Polsce powstawać. Przeszkodą nie jest brak zdolności naszych naukowców. Przeszkodą jest bierność i nieskuteczność organizacyjna rządu PiS.

Daleko od patentów

– Mamy świetnych naukowców, ich odkrycia mogą i powinny być bazą do uzyskiwania patentów na najważniejszych rynkach świata. Nie wystarczy jednak stworzenie dobrej technologii. Trzeba mieć strategię budowania portfela patentowego. Polska własność intelektualna musi być powszechnie chroniona. My jednak nie możemy skalować swych osiągnięć i zaistnieć globalnie – wskazuje Bogusława Skowrońska, ekspertka z zarządu Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej.
Oczywiście, nie zmienia to faktu, że w Polsce są lepsi i gorsi naukowcy – w tym i tacy, co nie tylko prochu, lecz niczego nie wymyślą.
Bojąc się utraty swych posad wykonują bezpieczne badania podstawowe, które zgodnie z definicją ( zawartą w ustawie o szkolnictwie wyższym i nauce ) są pracami teoretycznymi, podejmowanymi przede wszystkim w celu zdobycia nowej wiedzy o podstawach zjawisk i faktów, bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie komercyjne.
Te badania można spokojnie ciągnąć latami, bez widocznych rezultatów – ale one nie unowocześnią polskiej gospodarki.

Trzeba zmieniać rzeczywistość

– Wykonując tylko badania podstawowe, niczego wokół siebie nie zmienimy. Trzeba prowadzić takie badania, które przynoszą konkretne wyniki – a potem je komercjalizować, wytwarzać i stosować – mówi prof. Anna Wójcicka z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Pani profesor wie o tym z własnego doświadczenia, jako prezes spółki naukowej wykonującej zaawansowane testy genetyczne mogące ratować życie.
Jak głosi misja spółki: „Wykorzystując nowoczesne narzędzia analizy genetycznej poszukujemy w genomie człowieka błędów odpowiedzialnych za powstawanie chorób”.
– Dla wielu pacjentów to bardzo istotne, że jesteśmy firmą polską. Dzięki temu aż 98 proc. z nich zgadza się na wykorzystanie badań swych genów dla naszych celów naukowych Wykonujemy te same badania co w zaawansowanych krajach zachodnich – ale umiemy tworzyć technologie, dzięki którym możemy robić je taniej. Obniżka cen, wynikająca z innowacyjności, a nie z niskich kosztów pracy, to duża część naszego sukcesu – podkreśla prof. Wójcicka.
Z tych testów genetycznych wynika między innymi, że u 5 proc. badanych osób występuje bardzo duże ryzyko zachorowania na chorobę nowotworową. Wykonanie badań genetycznych u wszystkich Polaków pozwoliłoby na zapobieganie i wczesne leczenie tych nowotworów.
Te badania genetyczne uratowałyby życie wielu ludzi i przyniosły ok. 90 mld zł oszczędności – ale oszczędności byłyby w perspektywie dwudziestu lat, a nie od razu. Wiadomo więc, że rząd PiS nie wyda ani grosza, aby takie badania przeprowadzić.

PiS nie modernizuje Polski

Nasz kraj nadal wlecze się w ogonie państw europejskich pod względem innowacyjności. To się raczej nie zmieni.

Komisja Europejska opublikowała raport dotyczący innowacyjności („European Innovation Scoreboard 2019”). W rankingu obejmującym wszystkie kraje Unii Europejskiej Polska znalazła się 25 miejscu, wyprzedzając tylko Chorwację, Bułgarię i Rumunię.
Polska znajduje się na tym 25 miejscu w unijnym rankingu innowacyjności od 2011 r. W latach poprzednich była to pozycja 24 lub 23 ( w latach 2006-2010).
Mimo ogromnych funduszy unijnych, które przeznaczane były i są na innowacje oraz na działalność badawczo-rozwojową, mimo pieniędzy krajowych kierowanych na te cele, oraz coraz lepiej dostosowanych do potrzeb przedsiębiorstw rozwiązań prawnych, mających wspierać ich decyzje dotyczące inwestycji w innowacje i badania oraz rozwój, nasza pozycja wśród krajów UE pogarsza się.
Inni po prostu robią na rzecz innowacyjności więcej niż Polska. Litwa, Łotwa i Słowacja wyprzedziły nas już dawno.
Indeks opisujący polską innowacyjność co prawda systematycznie, z roku na rok rośnie. Ale w porównywalnym tempie rośnie też średni indeks innowacyjności dla UE. Nie zmniejszają się zatem w sposób istotny różnice między poziomem innowacyjności w Polsce i w UE.
Co jest tego powodem? Przede wszystkim niski poziom innowacyjności mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Ich skłonność do wdrażania rozmaitych innowacji (produktowych, procesowych, marketingowych i organizacyjnych) jest bardzo niska. Niska jest także skłonność tych małych i średnich przedsiębiorstw, które inwestują w innowacje, do współpracy z innymi podmiotami. Odzywa się tu brak zaufania, który zdaje się być naszą przywarą także w procesie inwestowania w innowacje.
Problemy niskiej innowacyjności tkwią także w słabości polskiego systemu badań naukowych. Niewiele osób spoza Polski chce u nas pracować nad doktoratami, a polscy naukowcy mało mają międzynarodowych publikacji i niezbyt często są one cytowane. A to oznacza, że nasza baza naukowa bez której trudno o innowacyjność, istotnie różni się in minus od średniej dla UE.
Raport Komisji Europejskiej zwraca także uwagę na niski poziom inwestycji realizowanych przez fundusze podwyższonego ryzyka. Rzeczywiście, fundusze działające na polskim rynku nie są zainteresowane nowymi, innowacyjnymi firmami (start-upami) w początkowej fazie ich działania. Zdecydowanie chętniej włączają się z kapitałami i swą wiedzą, gdy produkt jest już gotowy, a rynek się nim zainteresował.
Ale mamy też, według unijnego raportu, także i silne strony – duża liczbę osób z wyższym wykształceniem, dobrze już rozbudowana sieć łączy szerokopasmowych. Nadzieję budzi też zwiększające się zatrudnienie w szybko rosnących firmach działających w innowacyjnych sektorach.
Warto przyjrzeć się rankingowi innowacyjności i jego składowym, bo znaleźć tam można odpowiedź na cześć pytań o przyczyny ciągle niskiego poziom innowacyjności polskiej gospodarki.
Jak widać, ani spore kapitały przeznaczane na badania, rozwój i innowacje, ani naprawdę dobre rozwiązania podatkowe (ulgi na działalność badawczo-rozwojową oraz objęcie 5-procentową preferencyjną stawką podatkową dochodów z praw własności intelektualnej) nie są wystarczające.
Potrzebne jest wzmocnienie sektora nauki i silniejsze powiązanie go z gospodarką, wzmocnienie zdolności kapitałowej małych i średnich przedsiębiorstw do inwestowania, zainteresowanie funduszy finansowaniem także i tych inwestycji, które znajdują się we wczesnych fazach rozwoju i obarczone są sporym ryzykiem niepowodzenia. Tylko pomysłu na wzrost zaufania nie ma.
Zwiększenie skłonności do inwestowania w innowacje jest ważne, bo jak Komisja Europejska podkreśla w swym raporcie, w ciągu ostatnich kilkunastu lat innowacje były siła napędową około dwóch trzecich wzrostu gospodarczego w Europie. Ocenia się, że w latach 2021-2027 inwestycje w badania naukowe, rozwój i innowacje wygenerują do 100 tysięcy nowych miejsce pracy w tych dziedzinach.

Jesteśmy krajem innowacyjnym inaczej

W rządowej propagandzie gospodarczej nie ma celu ważniejszego od innowacyjności. I chyba bardziej zaniedbywanego.

 

Nasz kraj jest poniekąd fenomenem na skalę światową. Mamy bowiem około 60 instrumentów finansowego wsparcia, ze środków publicznych, przeznaczonych na rozwój innowacji oraz badań i rozwoju w przedsiębiorstwach. A skutek funkcjonowania tych wszystkich instrumentów jest żaden.
„Udzielana pomoc publiczna nie wpływa w zauważalny sposób na podwyższenie innowacyjności polskiej gospodarki” – stwierdza jednoznacznie Najwyższa Izba Kontroli w swym najnowszym raporcie. Pomoc ta nie wpłynęła na wskaźniki innowacyjności ani w skali kraju, ani w poszczególnych województwach.
Nie uległa też zmianie pozycja Polski w rankingu innowacyjności prowadzonym przez Komisję Europejską. Nasz kraj od lat zajmuje w nim miejsca 25 – 26, wśród 28 badanych państw europejskich.

 

Wszystko jest innowacyjnością

Pieniądze publiczne o których wyżej mowa to przede wszystkim fundusze z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która dysponuje środkami unijnymi z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz budżetowymi.
Innym ważnym rozdzielnikiem państwowej kasy jest Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które w teorii ma wspierać politykę naukową naukowo-techniczną i innowacyjną państwa.
W ramach samorządów wsparcia na innowacje mogą też udzielać urzędy marszałkowskie ze środków rozlicznych Regionalnych Programów Operacyjnych.
Na badania, innowacje i rozwój idą duże pieniądze – ponad 60 mld zł rocznie, choć dokładnie nie wiadomo ile, bo nikt nigdy tego dokładnie nie policzył. I ciągle słychać opinie, że to za mało, bo wydatki na cele powinny być prawie dwa razy większe.
Rzecz w tym, że gdyby były i pięć razy większe to też nic by to nie zmieniło. W naszym kraju można bowiem wszystko uznać za innowacyjność, badania i rozwój – i wyciągnąć na ten cel godziwe pieniądze.
Innowacyjnym projektem (zapewne o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki) był na przykład „Szlak konny województwa łódzkiego”.
Jeszcze większy potencjał unikalnych nowości z pewnością zawierał w sobie projekt modernizacji wyposażenia dyskoteki w województwie małopolskim, zaprezentowany jako unikalny na skalę światową, poprzez zmodernizowanie tejże dyskoteki za sprawą zainstalowania nowoczesnych urządzeń technicznych. I oczywiście urzędnicy zaakceptowali pomysł, a właścicielom dyskoteki udało się uzyskać dofinansowanie w wysokości 1 923,9 tys.

 

Wydawać tak, by się nikt nie czepiał

W Polsce na rzekomą działalność innowacyjną wydaje się dużo i chętnie. Wszyscy są tym bowiem zainteresowani.
Pomysłodawcy – bo chcą oczywiście dostać jak najwięcej kasy na swoją działalność; urzędnicy – bo szybko pragną rozdysponować pieniądze na innowacyjność i badania, dzięki czemu mogą chwalić się, jak to sprawnie wspierają w ten sposób rozwój naszego kraju, a przy okazji uzyskać i coś dla siebie od wdzięcznego przedsiębiorcy. Sprzyja temu odmienianie przez wszystkie przypadki słowa „innowacyjność” uprawiane w propagandzie rządu PiS.
Mamy więc typowe wsie potiomkinowskie: innowacje i badania to w Polsce fikcja, wszyscy o tym wiedzą (łącznie z rządem) – ale wszyscy są zadowoleni, bo pieniądze idące na te cele są bardzo realne, zaś dla władzy najważniejszy jest efekt propagandowy, gdyż to dzięki niemu wygrywa się u nas wybory.
„Środki finansowe zamiast na projekty o wysokim potencjale innowacyjnym zbyt często przeznaczane są na przedsięwzięcia o znikomym znaczeniu dla gospodarki” – krytycznie zauważa NIK.
Kontrolerzy wyraźnie się czepiają. A niby dlaczego w Polsce miałoby się przeznaczać duże pieniądze na „projekty o wysokim potencjale innowacyjnym”? Żeby je zmarnować?
Przecież takie autentycznie innowacyjne projekty mogłyby nie wypalić, za uzyskane pieniądze niczego nie udałoby się stworzyć, byłyby pretensje i zarzuty o niegospodarność. Lepiej więc wydać tę kasę na coś co na pewno się uda, jak wspomniany szlak konny czy wyposażenie dyskoteki. Wtedy nikt nie będzie mieć o nic pretensji.
Tak więc kryteria wyboru projektów do dofinansowania nie zapewniają w Polsce promocji najbardziej innowacyjnych projektów.
Programy nie preferują unikalnych produktów lub technologii, czy wyższej konkurencyjności. NIK zaobserwował to na przykład w procedurze oceny wniosków – np. w jednym z innowacyjnych jakoby programów, za spełnienie kryterium „innowacyjność” wniosek mógł otrzymać maksymalnie 4 punkty na 74 możliwych do uzyskania.
Średnio w tzw. innowacyjnych projektach waga samej innowacyjności stanowi tylko od 8 do 40 proc. ogólnej punktacji. Jak zarzuca NIK, nie weryfikowano deklaracji wnioskodawców o rodzaju i skali proponowanych innowacji. Procedury oceny wniosków nie były w pełni transparentne, w niektórych konkursach nie wskazano jednoznacznych kryteriów ocen.
W rezultacie, rzekomo innowacyjne projekty odznaczały się znacznie niższą skalą innowacji niż wynikałoby to z dokumentacji.
W wyniku takiej polityki, nasz kraj wciąż – mimo pokaźnych nakładów finansowych i specjalnych programów wsparcia – jest na dalekich pozycjach we wspomnianych rankingach innowacyjności, zaś nasza gospodarka rozwija się nie dzięki cennym pomysłom lecz w wyniku w miarę sprawnego wykonywania tego co wymyślają inni.

 

W pułapce średniego wzrostu

Główne przyczyny słabości polskiej innowacyjności od lat są takie same – brak przemyślanej strategii, źle skonstruowane programy wsparcia, które nie promują najbardziej nowatorskich projektów, brak zaangażowania w rozwój autentycznej innowacyjności, na której nikomu nie zależy.
Liczy się za to innowacyjność pozorna, bo to dzięki niej można efektywnie przepompowywać pieniądze podatników do prywatnych kieszeni. Zyskują też przedsiębiorstwa, których projekty zakwalifikowały się do programów wsparcia – poprawia się ich kondycja ekonomiczna oraz wzrasta produkcja. A że nie nie jest to produkcja czegokolwiek innowacyjnego, to cóż z tego?
I właśnie dlatego w Polsce nie udaje się stworzenie i wypromowanie jakichkolwiek projektów o nowatorskim charakterze, czy wykreowanie produktów będących marką polskiej gospodarki.
Ekonomiści oceniają, że innowacje oraz badania i rozwój stanowią jedne z najważniejszych elementów budujących konkurencyjność nowoczesnych gospodarek. Szczególne znaczenie mają one dla krajów takich jak Polska, zagrożonych tzw. pułapką średniego wzrostu – czyli tym, że po wykorzystaniu aktualnego potencjału produkcyjnego i efektu tańszej siły roboczej, nie będzie już innych możliwości rozwojowych.
U nas tak się już dzieje – wiadomo, że w kolejnych latach polska gospodarka będzie rozwijać się wolniej. Lekarstwem na to mogą być właśnie innowacje – nowoczesne wyroby i usługi podbijające rynki i zdobywające klientów. W Polsce jednak brak takich wyrobów i usług. Tymczasem w krajach rozwiniętych aż dwie trzecie wzrostu gospodarczego łączy się z wprowadzaniem i wykorzystaniem innowacji.

 

Umiemy wydawać cudze

Według danych rządowych, jakiekolwiek działania innowacyjne w Polsce są prowadzone przede wszystkim w dużych firmach i przede wszystkim dzięki wsparciu państwa.
Jak wykazała kontrola NIK, przedsiębiorcy w zdecydowanej większości przypadków rezygnowali z realizacji innowacyjnych projektów, gdy nie otrzymali publicznego wsparcia. Świadczy to tylko o ich rozsądku: nie chcieli topić własnych pieniędzy w czymś niepewnym i zagrożonym klapą. Pieniądze państwowe to co innego…
Wydawanie pieniędzy publicznych jest u nas dobrze rozwinięte i funkcjonuje bez zarzutu. Jak stwierdziła NIK, „rozdysponowanie środków na badania, innowacje i rozwój następuje sprawnie i należy ocenić je bardzo pozytywnie”.
O tak, nasi urzędnicy i przedsiębiorcy doskonale sobie radzą z szybkim wydawaniem cudzych pieniędzy. Innowacyjne efekty tych wydatków są wprawdzie niezauważalne, ale w końcu nie wymagajmy zbyt wiele.

 

Preferencje na papierze

W ekipie premiera Mateusza Morawieckiego słowo „innowacyjność” jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Nic jednak z tego nie wynika.

 

Preferencyjny system podatkowy dla innowacyjnych przedsiębiorstw funkcjonuje już w 13 krajach europejskich. Ma wkrótce trafić i do Polski, choć w obliczu złamanych obietnic obniżenia stawki VAT, rosnących obciążeń fiskalnych i kar dla przedsiębiorców, wydaje się skórką niewartą wyprawki.
Już w 2000 r. Unia Europejska dostrzegła słabnącą konkurencyjność wspólnotowej gospodarki wobec innych rynków. Remedium na to miała być tzw. strategia lizbońska, czyli społeczno-gospodarczy plan rozwoju UE na lata 2000–2010. Jednym z jej głównych filarów była innowacyjność.

 

Prochu nie wymyślamy

Niestety, Polska nie spełniła oczekiwań. W rankingu państw opublikowanym przez Komisję Europejską w czerwcu 2017 r. w zakresie działań w obszarze innowacji nasz kraj zajął 4. miejsce od końca – wyprzedził tylko Chorwację, Bułgarię i Rumunię.
Większość państw wyprzedzających Polskę w tym zestawieniu KE, oferuje korzystniejsze rozwiązania biznesowe dla przedsiębiorstw kładących nacisk na badania i rozwój. Chodzi zwłaszcza o system preferencyjnego opodatkowania dochodów uzyskiwanych z tytułu własności intelektualnej, głównie z patentów. Może obejmować inne przejawy własności intelektualnej, jak wzory przemysłowe czy znaki towarowe.
Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii proponuje, by przedsiębiorcy, którzy stworzą nową technologię lub usługę, a następnie zaczną ją sprzedawać, byli opodatkowani w zakresie uzyskiwanych dzięki temu dochodów, stawką maksymalnie 4 proc.
Rządowa propozycja takiej preferencyjnej stawki miałaby zacząć obowiązywać jeszcze w 2018 r.

 

Obietnice a rzeczywistość

Państwa oferują różne zakresy ulg. Część ogranicza się tylko do preferencyjnego opodatkowania dochodów z patentów, inne przewidują je dla wszelkich innowacji uzyskanych przez przedsiębiorstwo wskutek działań badawczo-rozwojowych.
Różne stawki opodatkowania i różne ulgi oferowane w ramach są dla przedsiębiorców niczym innym, jak zachętą do dokonywania tzw. optymalizacji podatkowej. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii chce, by Polska stała się niemal rajem podatkowym na tle innych państw.
Czy jednak zapowiedź wprowadzenia preferencyjnych i konkurencyjnych wobec systemów innych państw regulacji podatkowych, stanie się faktem? Byłaby to miła odmiana dla przedsiębiorców. Dotychczas bowiem nurt ustawodawstwa podatkowego zdecydowanie zmierzał w stronę zwiększania obciążeń fiskalnych.
Już od 1 stycznia 2019 r. ma obowiązywać w Polsce nowy podatek od zysków, których nie ma, tzw. exit tax. Przedsiębiorcy przenoszący swoją działalność za granicę będą musieli zapłacić z tego tytułu podatek od zysków, jakie zrealizowaliby na terytorium RP. To unijny podatek, który ma rekompensować krajom „narodzin” firmy, koszty poniesione w związku z jej tworzeniem, a także udzielone w tym celu ulgi.
System będący zachętą do pozostania w Polsce, a nie karą za jej opuszczenie, to właściwy oręż w walce o pieniądze przedsiębiorców – ocenia Kancelaria Prawna Skarbiec. Ale ci zdążyli się już przyzwyczaić, że obietnice to jedno, a ich realizacja – drugie, jak choćby w przypadku deklarowanej od dawna obniżki stawki VAT z 23 na 22 proc.

 

Swoboda tworzenia

Tymczasem, o podatki z kieszeni przedsiębiorców walczyć trzeba. Bo podczas gdy w Polsce składane są dopiero obietnice, już teraz stawka podatku dochodowego od firm innowacyjnych w Holandii wynosi 5 proc., a na Cyprze – tylko 2,5 proc.
Ze względu na swój specyficzny charakter własność intelektualna ma to do siebie, że jest ściśle związana nie z miejscem powstania, a z osobą twórcy. Wynalazki, wzory przemysłowe czy znaki towarowe można tworzyć gdziekolwiek – dlatego też twórcy mogą pracować nad swoimi pomysłami w dowolnym państwie, wedle swoich upodobań. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii dostrzegło ten fakt. Zwróciło uwagę, że polscy przedsiębiorcy i wynalazcy mogą chcieć spieniężać swoje innowacje w obcym państwie ze względu na panujący w nim korzystny klimat ekonomiczny.
Przedsiębiorcy w Polsce borykają się na co dzień z podwójnym, a nawet wielokrotnym opodatkowaniem poszczególnych segmentów swojej działalności. Jednocześnie, nie otrzymują wsparcia finansowego ze strony państwa w zakresie nakładów na badania i rozwój. Zdaniem Kancelarii Prawnej Skarbiec, innowacyjni przedsiębiorcy już teraz wolą więc przenosić swoje przedsięwzięcia np. na Cypr lub do Wielkiej Brytanii. Cypr jest jurysdykcyjnym rajem dla przedsiębiorstw opierających swoją działalność na przychodach z tytułów praw licencyjnych i własności intelektualnej. Zjednoczone Królestwo w 2017 r. po raz pierwszy dołączyło do grona europejskich liderów innowacji.
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) dostrzegła już wiele lat temu, że firmy przeprowadzały prace badawcze w państwach, w których warunki były ku temu najkorzystniejsze, a komercjalizowały ich wyniki tam, gdzie obowiązywały najniższe stawki podatku dochodowego. Dlatego OECD ograniczyła możliwość wprowadzenia preferencyjnych stawek innowacyjnych. Przedsiębiorstwo musi m.in. wykazać, że co najmniej część prac badawczych prowadzona była na terenie kraju, pod którego jurysdykcją chce potem korzystać z niskiej stawki CIT.
Ograniczenia mają też zawęzić zakres innowacji, które można będzie objąć preferencjami. Ale to już grozi urzędniczymi nadużyciami i swobodą interpretacyjną organów podatkowych. Co można bowiem zrobić, gdy urzędnicy z Brukseli uznają marchewkę za owoc, a ślimaka za rybę?