48 godzin sport

Szewińska wciąż najlepsza
Irena Szewińska, siedmiokrotna medalistka olimpijska, została przez czytelników „Przeglądu Sportowego” wybrana na „Sportowca 100-lecia”. Plebiscyt zorganizowano z okazji jubileuszu powstania tej najstarszej w Polsce gazety sportowej. Kolejne miejsca w najlepszej dziesiątce zestawienia zajęli: Adam Małysz, Robert Lewandowski, Kamil Stoch, Tomasz Gollob, Justyna Kowalczyk, Ryszard Szurkowski, Kazimierz Deyna, Zbigniew Boniek i Anita Włodarczyk.

Porażka Koseckiego w MZPN
Sławomir Pietrzyk został wybrany na prezesa Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej. W drugiej turze głosowania delegatów otrzymał 303 głosy, a jego konkurent, Roman Kosecki, 200 głosów. W pierwszej turze głosowania odpadł Artur Kolator, na którego zagłosowało 136 delegatów. Pietrzyk, który dotychczas był prezesem Radomskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, zastąpi na fotelu prezesa Mazowieckiego ZPN Zdzisława Łazarczyka, który sprawował tę funkcję od 2000 roku.

Piast pożegnał Hiszpana
Gerard Badia odchodzi z Piasta Gliwice. Jego wygasająca umowa z klubem nie zostanie przedłużona i Hiszpan wróci do ojczyzny. 31-letni hiszpański pomocnik występował w barwach gliwickiego zespołu od 2014 roku. Rozegrał 196 meczów w ekstraklasie i strzelił 23 gole, a w sezonie 2018/2019 zdobył z Piastem mistrzostwo Polski. W ostatnim sezonie Badia zagrał w 22 spotkaniach ligowych.

Obieżyświat skończył karierę
Urugwajski piłkarz Sebastian „El Loco” Abreu w wieku 44 lat ogłosił zakończenie trwającej ponad 27 lat profesjonalnej kariery, podczas której reprezentował barwy aż 31 klubów w 11 krajach – poza Urugwajem także w Argentynie, Brazylii, Hiszpanii, Meksyku, Grecji, Chile, Ekwadorze, Izraelu, Salwadorze i Paragwaju. Abreu w Księdze Rekordów Guinnessa jest zapisany jako światowy rekordzista pod tym względem. W reprezentacji Urugwaju wystąpił 70 razy i zdobył 26 bramek.

Powalczą w barażach o I ligę
W zakończonym w miniony weekend sezonie w II lidze piłkarskiej awans do I ligi wywalczyły zespoły Górnika Polkowice i GKS Katowice. O trzecie miejsce premiowane awansem w barażach zagrają zespoły Chojniczanki Chojnice, Skry Częstochowa (pierwsza para półfinałowa) oraz Wigier Suwałki i KKS Kalisz (druga para). Mecze półfinałowe zostaną rozegrane 15 czerwca, a finał 19 czerwca.

Wolał Raków od Podbeskidzia
Raków Częstochowa, który w poniedziałek rozpocznie przygotowania do sezonu 2021/22, poinformował o pozyskaniu nowego piłkarza. Jest nim 29-letni obrońca Milan Rundic. Serb w poprzednim sezonie był podstawowym zawodnikiem zdegradowanego z ekstraklasy Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Odszedł Ryszard Szurkowski

Ryszard Szurkowski od dwóch lat zmagał się ze skutkami kolarskiej kraksy w jakiej uczestniczył podczas wyścigu weteranów w Niemczech, ale życie odebrał mu nowotwór. W ubiegłym tygodniu w szpitalu w Radomiu przeszedł operację, w sobotę jego stan zaczął się jednak pogarszać, a w poniedziałek nad ranem najbardziej utytułowany polski kolarz w historii zmarł. Miał 75 lat.

Szurkowski urodził się w 1946 roku w Świebodowie. W latach 60. i 70. ubiegłego wieku był jednym z najpopularniejszych polskich sportowców. Najlepszą tego miarą jest fakt, że w plebiscycie na „Sportowca Polski XX wieku” zajął drugie miejsce, ustępując tylko multimedalistce olimpijskiej Irenie Szewińskiej. Sam zdobył dwa srebrne medale olimpijskie – w Monachium w 1972 i w Montrealu w 1976 roku, miał też na koncie trzy tytuły mistrza świata w kolarstwie szosowym oraz jeden wicemistrzowski. Wygrał też wiele zagranicznych wyścigów, ale trwałe miejsce w pamięci Polaków przyniosły mu cztery zwycięstwa (w 1970, 1971, 1973 i 1975 roku) w legendarnym dzisiaj Wyścigu Pokoju, największej amatorskiej imprezie kolarskiej w Europie Wschodniej, organizowanej w latach 1948-2006, m.in. pod patronatem „Trybuny Ludu”. Szurkowski przejechał w sumie w tym wyścigu aż 89 etapów, z czego 52 w koszulce lidera, a 13 zakończył na najwyższym stopniu podium. Uważano go za najlepszego zawodnika-amatora na świecie, miał oferty przejścia do czołowych grup zawodowych, najlepszą z belgijskiej Molteni, której gwiazdą był słynny Eddy Merckx. Fortuna go ominęła, bo najlepszy okres jego kariery przypadł akurat w czasach, gdy nie tylko kolarzom, ale w ogóle sportowcom ówczesne polskie władze nie pozwalały przechodzić na zawodowstwo, za to zyskał wśród rodaków nieśmiertelną sławę brylując w Wyścigu Pokoju.
W swojej biografii wydanej przez wydawnictwo SQN Szurkowski tak wspominał okres swojej największej popularności: „Podczas Wyścigu Pokoju pod hotel autokar podjeżdżał tak, że jego drzwi prawie stykały się z drzwiami hotelu, bo jak inaczej? Zawsze czekało na nas czasem kilkanaście tysięcy ludzi. I każdy chciał autograf czy poklepać cię po plecach. Niekiedy trzeba było wychodzić przez kotłownię i stamtąd ruszać szybko rowerem. Pamiętam etap Wyścigu Pokoju do Poznania, zajęliśmy pierwsze trzy miejsca w 1970 roku. Tysiące ludzi stało pod oknem i skandowało nasze imiona, żebyśmy się im ukazali w oknach. Trzeba było wyjść i pomachać. Na Stadionie Dziesięciolecia w 1975 roku chwilę za długo rozmawiałem z telewizją i ludzie zaczęli przeskakiwać przez barierki i na płycie było od nich gęsto. Tłum zaczął falować, ja razem z nim. Wjechało kilkunastu milicjantów na koniach i dopiero mogłem się ruszyć. Wyprowadzili mnie jakoś, wsiadłem do auta i po drodze, wzdłuż całych Alei Jerozolimskich, stały ogromne tłumy ludzi”.
Po zakończeniu kariery Szurkowski z sukcesami prowadził kadrę narodową (1984-1988). W 1985 roku jego podopieczny Lech Piasecki wygrał Wyścig Pokoju i został mistrzem świata, a trzy lata później w igrzyskach olimpijskich w Seulu biało-czerwoni sięgnęli po srebro w wyścigu drużynowym. Potem był twórcą pierwszej w Polsce zawodowej grupy kolarskiej (Exbud, 1988-1989), dyrektorem polskiej części Wyścigu Pokoju, a także prezesem Polskiego Związku Kolarskiego (2010-2011). Nie rezygnował też ze ścigania, chętnie startując w zawodach weteranów. 10 czerwca 2018 roku mając już 73 lata na karku skorzystał z zaproszenia do startu w takim wyścigu oldboyów w Kolonii. I to był ostatni jego występ na rowerze. „Kraksa, jak kraksa. Nie jechałem zbyt szybko, pewnie coś ponad 40 km/h, w płaskim, szerokim terenie. Dwóch kolarzy przede mną sczepiło się kołami, ja walnąłem w nich i poleciałem na bruk, a z tyłu najechał na mnie peleton. Gdybym jechał dziesięć pozycji dalej, wpadłbym na kupę ludzi i nic by się nie stało. No, ale się stało – opisywał swój wypadek Szurkowski w wywiadzie z Kamilem Wolnickim, dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”. Szurkowski doznał w wypadku uszkodzenia rdzenia kręgowego i czterokończynowego porażenia, ponadto miał uszkodzoną czaszkę, połamaną w kilku miejscach szczękę, zdeformowany nos, wyrwaną wargę. Nie odzyskał już pełnej sprawności, a na domiar złego pod koniec ubiegłego roku zdiagnozowano u niego nowotwór. Jego śmierć to dla polskiego sportu niepowetowana strata.

Najlepsi na stulecie PZLA

Polski Związek Lekkiej Atletyki z okazji jubileuszu stulecia, opublikował listę najlepszych sportowców w poszczególnych konkurencjach. W plebiscycie wyróżniono 19 zawodniczek i 21 zawodników.

Wyboru najlepszych polskich lekkoatletów w latach 1919-2019 dokonała 53-osobowa kapituła, której przewodniczył prezes PZLA w latach 1969-1972 Andrzeja Majkowskiego. Wyróżnienia przyznano w 19 kobiecych i 21 męskich konkurencjach. Dwie lekkoatletki zostały uhonorowane w dwóch kategoriach – Irenę Szewińską uznano za najlepszą na 200 i 400 metrów, a Lidię Chojecką na 1500 m oraz w biegach długich (3000 m, 5000 m, 10000 m i 3000 m z przeszkodami).

A oto pełna lista najlepszych polskich lekkoatletów stulecia PZLA. Kobiety: 100 m – Ewa Kłobukowska, 200 i 400 m – Irena Kirszenstein-Szewińska, 800 m – Jolanta Januchta, 1500 m i biegi długie – Lidia Chojecka, maraton – Wanda Panfil, 80/100 m ppł – Grażyna Rabsztyn, 400 m ppł – Anna Jesień, skok wzwyż – Urszula Kielan, skok o tyczce – Anna Rogowska, skok w dal – Elżbieta Krzesińska, trójskok – Anna Jagaciak-Michalska, pchnięcie kulą – Krystyna Zabawska, rzut dyskiem – Halina Konopacka, rzut młotem – Anita Włodarczyk, rzut oszczepem – Maria Kwaśniewska-Maleszewska, pięciobój/siedmiobój – Urszula Włodarczyk, chód sportowy – Katarzyna Radtke-Schewe. Mężczyźni: 100 m – Marian Woronin, 200 m – Marian Foik, 400 m – Andrzej Badeński, 800 m – Adam Kszczot, 1500 m – Marcin Lewandowski, 3000/5000 m – Kazimierz Zimny, 10000 m – Janusz Kusociński, maraton – Jan Huruk, 3000 m z przeszkodami – Bronisław Malinowski, 110 m ppł – Mirosław Wodzyński, 400 m ppł – Marek Plawgo, skok wzwyż – Jacek Wszoła, skok o tyczce – Władysław Kozakiewicz, skok w dal – Grzegorz Cybulski, trójskok – Józef Schmidt, pchnięcie kulą – Tomasz Majewski, rzut dyskiem – Piotr Małachowski, rzut młotem – Szymon Ziółkowski, rzut oszczepem – Janusz Sidło, dziesięciobój – Ryszard Katus, chód sportowy – Robert Korzeniowski.

 

Żegnaliśmy ich w ostatnim roku

Lekkoatletka Irena Szewińska, trener Janusz Wójcik, piłkarz Stanisław Terlecki, żużlowiec Paweł Waloszek – ci wielcy sportowcy odeszli z tego świata w minionym roku. Nie tylko oni…

 

Irena Szewińska zmarła 29 czerwca w wieku 72 lat. Śmierć zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich ( trzech złotych, dwóch srebrnych i dwóch brązowych), uznawanej powszechnie za najwybitniejszą lekkoatletką w dziejach polskiego sportu, odbiła się szerokim echem w naszym kraju i za granicą. Szewińska po zakończeniu kariery sportowej została wybitną działaczką – była prezesem PZLA, wiceprezesem PKOl, a od 1998 roku zasiadała w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Na początku 2014 roku przeszła chemioterapię, ponieważ wykryto u niej nowotwór, z którym walczyła już wcześniej. Zmagała się z chorobą bez rozgłosu, dlatego jej śmierć była dla wszystkich takim wielkim zaskoczeniem.

Niespełna rok temu zmarł nagle w wieku 64 lat znany trener piłkarski Janusz Wójcik. W 1992 roku wywalczył w Barcelonie z reprezentacją młodzieżową wicemistrzostwo olimpijski, a w latach 1997-99 prowadził tez pierwszą reprezentację Polski. Jako trener prowadził m. in. Jagiellonię Białystok, Legię Warszawa, Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław i Widzew Łódź, za granicą pracował jako selekcjoner reprezentacji Syrii oraz olimpijskiej kadry Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Po nieszczęśliwym upadku zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, musiał tez odcierpieć karę za udział w futbolowej korupcji, ale tuż przez śmiercią zapowiadał powrót na trenerska ławkę. Dlatego jego odejście było wielkim szokiem.

Z podobnym niedowierzaniem przyjęto wiadomość o nagłym zgodnie 62-letniego Stanisława Terleckiego, znakomitego przed laty piłkarza, 29-krotnego reprezentanta Polski, który tylko z powodu kontuzji odniesionej krótko przed turniejem nie wziął udziału w mistrzostwach świata 1978 w Argentynie. Terlecki w ostatnich latach życia usunął się w cień i w samotności zmagał się z ciężką chorobą.

W ostatnich dwunastu miesiącach więcej znanych postaci polskiego sportu odeszło z naszego świata. W styczniu tego roku zmarli: w wieku 81 lat Tadeusz Sąsara, w latach 1978-88 prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej; w wieku 53 lat piłkarz Bogusław Cygan, król strzelców naszej ekstraklasy w sezonie 1994-1995 w barwach Stali Mielec; w wieku 73 lat znany trener piłkarski Lucjan Franczak, wychowawca wielu znakomitych zawodników Wisły Kraków, m.in. Adama Nawałki, Andrzeja Iwana i Piotra Skrobowskiego; w wieku 25 lat walkę z nowotworem przegrał reprezentant Polski w kajakarstwie górskim Kacper Gondek.
W lutym w wieku 85 lat zmarł bokser Henryk Władysław Niedźwiedzki, brązowy medalista igrzysk olimpijskich 1956 roku w Melbourne w wadze piórkowej, w wieku 86 lat odszedł Tadeusz Kępka, trener i jeden z twórców potęgi słynnego lekkoatletycznego Wunderteamu. Specjalizował się w szkoleniu biegaczy długodystansowych. W 1966 roku wyjechał do pracy w Meksyku i już tam pozostał. W czerwcu w wieku 71 lat zmarła brązowa medalistka olimpijska z Meksyku w siatkówce Halina Aszkiełowicz-Wojno. Była reprezentantka kraju, która występowała na pozycji środkowej, miała też w dorobku dwa medale mistrzostw Europy. W tym miesiącu w wieku 88 lat zmarł też Roman Korynt, były piłkarz reprezentacji Polski, legenda Lechii Gdańsk. W 1957 roku wystąpił na Stadionie Śląskim w Chorzowie w wygranym przez biało-czerwonych 2:1 słynnym meczu ze Związkiem Radzieckim.
W sierpniu polski sport stracił: Zbigniewa Ruska, siatkarza reprezentacji Polski, brązowego medalistę Uniwersjady w 1959 roku, a po zakończeniu kariery m. in. trenera kadry Francji siatkarek. Zmarł w wieku 71 lat. W tym miesiącu odszedł też w wieku 39 lat żużlowiec Tomasz Jędrzejak, indywidualny mistrz Polski z 2012 roku, ostatnio zawodnik Stali Rzeszów, a w wieku 86 lat zmarł w Łodzi Robert Grzywocz, były trener i piłkarz, który w 1958 roku zdobył z ŁKS-em mistrzostwo Polski. Był jednym z ostatnich żyjących zawodników tamtej drużyny. Występował w łódzkim zespole w latach 1957-58, czyli sezonie, w którym wywalczył swój pierwszy tytuł mistrza kraju i Puchar Polski. Miał duży wkład w oba sukcesy „Rycerzy Wiosny”, zostając w 1958 r. laureatem plebiscytu „Złote Buty” redakcji „Sportu”.

We wrześniu w wieku 80 lat zmarł Paweł Waloszek, żużlowy wicemistrz świata z 1970 roku, który ścigał się na torach przez 32 lata. Startował w latach 1954-85 w barwach Śląska Świętochłowice, Gwardii Katowice, Legii Gdańsk i angielskiego Leicester.

 

Flaczki tygodnia

„Była inspiracją dla milionów polskich sportowców i kibiców” – zaćwierkał na Twiterze pan premier Mateusz Morawiecki na wieść o śmierci Ireny Szewińskiej. Nie wspomniał tym razem, że wybitna sportsmenka przez całe swoje sportowe życie reprezentowała „państwo, którego nie było”, jak elegancko określił Polskę Ludową niedawno pan premier Morawiecki.

***

Nie dodał też, że pani Irena miała wielkie szczęście, bo nie spotkała na swej drodze ukochanej przez pana premiera Brygady Świętokrzyskiej, ani grup partyzanckich zwanych przez jego przyjaciół politycznych „żołnierzami wyklętymi”. Bo wtedy mogliby zastrzelić ją tylko za samo posiadane, panieńskie wtedy, nazwisko.

***

Śladami słów pana premiera podążyli prorządowi pracownicy frontu propagandowego z TVP info. Dziękowali pani Irenie Szewińskiej, że przez tyle lat zdobywała tak liczne złote medale dla Polski. W koszulce z orłem na piersiach. Nie dodawali, że był to orzeł piastowski, bez korony. Bo przecież ten sam front propagandowy przynajmniej raz w tygodniu pluje na żołnierzy, którzy zdobywali dla Polski Wał Pomorski i Kołobrzeg, zdobywali Berlin, ale nosili czapki z niekoronowanym orzełkiem. Elitom PiS wrogim. Teraz jednak podpinają się pod sukcesy pani Szewińskiej, pod to „nieistniejące państwo”, tego orła bez korony, żeby tylko ocieplić nimi swój wizerunek. Jakże obrzydliwie zakłamani są pan premier Morawiecki, elity PiS i pracownicy ich frontu propagandowego.

***

Ambasada IV RP w Wielkiej Brytanii sponsorowała w listopadzie 2017 roku tak zwane „targi książki” w Slough. Imprezę, gdzie lansowali się polscy i europejscy ksenofobi, nacjonaliści i sympatycy faszyzujących organizacji. Krzewiących ideę „Europy białych ludzi”. Sprzeczną i wrogą ideom ruchu olimpijskiego, któremu poświęciła się pani Irena Szewińska. Ale tak to jest z elitami PiS. Demokracji gromnicę, a szowinistom i ksenofobom podarek.

***

Już nawet władze proreżimowego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wezwały władze mediów „publicznych”, czyli TVP i Polskiego Radia do „zagwarantowania niezależności i godności uprawiania dziennikarstwa”. Bo w jackokurskiej TVP SA kult Ojca Narodu – pana prezesa Kaczyńskiego, Matki Polki – pani Wicepremier Beaty Szydło i ich cudownego dziecka – pana premiera Mateusza Morawieckiego osiągnął iście religijny charakter. Codziennie w „Wiadomościach” TVP odprawiana jest msza ku czci tej Trójcy Świętej. A na deser zapowiadają rychłą, krwawą ofiarę z Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Ryżego zdrajcy zawsze białego Narodu Polskiego.

***

Z okazji Stulecia odzyskania Niepodległości przez Polskę w Wojtkowie stanąć ma uroczyście stu metrowej wysokości krzyż. Narodowo-katolicki. Pobije on na głowę jedynie trzydziestotrzymetrową figurę Chrystusa ze Świebodzina. Cień krzyża będzie padał nie tylko na Polskę. Przy odpowiednim obrocie może trafić też Berlin, Paryż i Brukselę.

***

Ujawniono, że Instytut Pamięci Narodowej rozsyła do zaprzyjaźnionych instytucji i zasłużonych wolontariuszy fiolki z ziemią pochodzącą z jam grobowca zwanego w żargonie IPNowców „Łączką”. Miejsca, gdzie potajemnie pochowano ciała ofiar polskiego, stalinowskiego terroru. Takie zachowanie świadczy, że aktywiści z IPN traktują ekshumowaną ziemię jak relikwie, przedmiot kultu religijnego. Każdy socjolog religii potwierdzi, że tak zachowują się członkowie sekt religijnych, albo grup uprawiających magię.

***

Państwowe, kontrolowane przez pisowski rząd przedsiębiorstwo PLL LOT zerwało z tradycyjnymi, jeszcze przedwojennymi symbolami i barwami tej firmy i zaczęło malować zakupione samoloty w biało-czerwone barwy. Bo widać mianowany przez PiS prezes PLL LOT wierzy, że tak ubarwione maszyny będą latać punktualnie, tanio i bezpiecznie. Tymczasem zły stan techniczny pozostałych samolotów, radykalne oszczędności na wszystkim, spory z pracownikami o niskie płace, przeciążona siatka połączeń, wojna zarządu ze związkami zawodowymi, sprawiają, że ostatnimi czasy nawet co trzecie połączenie bywa opóźnione. Ale zarząd firmy chyba wierzy, że wszystko poprawi się radykalnie, kiedy wszystkie samoloty zostaną przemalowane na narodowe barwy. Zostaną latającymi flagami polskimi. Patriotycznymi relikwiami.

***

Własny kościół prawosławny, niezależny od kościoła moskiewskiego, funduje Ukrainie jej prezydent Petr Poroszenko. Zwrócił się on z apelem, popartym przez ukraiński parlament, do patriarchy Konstantynopola Bartłomieja. Uznawanego formalnie za zwierzchnika światowego prawosławia. Prezydent Poroszenko chce, by patriarcha Bartłomiej zmienił decyzję swego poprzednika Dionizego, który w 1686 roku podporządkował kościół prawosławny na Ukrainie patriarchatowi w Moskwie. Władze w Kijowie liczą, że przyznanie autokefalii, czyli statusu niezależnej cerkwi nastąpi już w lipcu tego roku. Przed 1030 rocznicą chrztu Rusi w obrządku prawosławnym.
Moskwa oczywiście jest przeciw. Wtedy ukraińska cerkiew nie tylko przestałaby być częścią moskiewskiej, podporządkowana byłaby, jedynie formalnie, patriarsze konstantynopolskiemu. Taka decyzja wzmocniła by władze w Kijowie, bo oczywisty jest wtedy sojusz „Tronu i kropidła”. Byłaby kolejnym krokiem zrywającym więzi Kijowa z Moskwą.

***

Krokiem atrakcyjnym dla słabej władzy w Kijowie, ale też n przyszłość niebezpiecznym. Nie wiadomo przecież jak zachowają się wierni, jak zachowają się ich pasterze. Czy wszyscy zaakceptują zerwanie z wielce wpływowym patriarchatem moskiewskim? Czy nie doprowadzi to do rozłamu w ukraińskiej cerkwi? Rozłamu w czasie toczącej się hybrydowej i konwencjonalnej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Można obawiać się, że ukraińska autokefalia zacznie się od religijnej wojny domowej. Potęgującej obecną.
Warto przypomnieć, że angielski król Henryk VIII też początkowo chciał jedynie uniezależnienia angielskiego kościoła katolickiego od dyktatu papieskiego. A wyszło jak wyszło. Wszystkie późniejsze wojny domowe na wyspach brytyjskich wzmacniane były podziałami i wrogością religijną.

***

Na szczęście religijność w Polsce systematycznie spada. Już tylko 55 procent obywateli powyżej czterdziestego roku życia w naszym kraju uczęszcza co tydzień na msze. W grupie młodych ten odsetek sięga 26 procent. Zatem możemy uznać, że widmo wojen religijnych w Polsce oddala się. Jeśli tylko uwierzymy w wartość sondażu Pew Research Center.

Odeszła legenda polskiego sportu

Zmarła Irena Szewińska, najbardziej utytułowana z polskich sportowców. Mnóstwo medali z imprez międzynarodowych i krajowych, długotrwała kariera na najwyższym światowym poziomie. Była sportowcem o wielkiej klasie i równie wielkiej skromności.

 

Do dzisiaj pamiętam, jak Szewińska rozgrzewała się razem z nami, tłumem sportowego planktonu, na bocznym żużlowym boisku Skry przed pierwszym rzutem lekkoatletycznych drużynowych mistrzostw Polski. Ani to była ważna impreza, ani szczególnie istotna dla jej klubu, Polonii Warszawa, przynajmniej na tym pierwszym etapie, zresztą i sama Polonia, z całym szacunkiem, nie mogła wiele namieszać w tabeli. Szewińska była wówczas już bezdyskusyjną gwiazdą, ze złotymi medalami olimpijskimi i rekordami świata. Uznała jednak, że jej obowiązkiem jest wesprzeć swoją drużynę.

I rozgrzewała się na tym prymitywnym bocznym stadionie, razem z tłumem nikomu nieznanych zawodników z równie nieznanych klubów z całej Polski, którzy z rozdziawionymi ustami patrzyli nie rozumiejąc, co taka wielkość tutaj robi razem z nimi. Kiedy człowiek popatrzy na dzisiejsze sportowe celebryckie gwiazdy (z nielicznymi chlubnymi wyjątkami), szastające ostentacyjnie milionami, których zwykły człowiek nie zarobi przez całe swoje pracowite życie, otoczone ochroniarzami, nie zniżające się do tego bydła, którego zadaniem jest tylko wiwatować na ich cześć, to nachodzi go refleksja, że sport w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej miał jednak może nieco przaśny, ale bardziej ludzki wymiar.

W telewizji usłyszałem w telewizji Andrzeja Persona, niegdyś sportowego dziennikarza, a po 1989 r. senatora Platformy Obywatelskiej, który nie przepuścił okazji, by próbować zdeprecjonować czasy PRL, w których, nawiasem mówiąc, miał się znakomicie, jako znany sportowy żurnalista. Powiedział Person mianowicie: „Tamte czasy (PRL – przyp. MW) były inne. My, tamto społeczeństwo, nie miało takich szans jak my dzisiaj…”.

Pan senator kłamie i na dodatek robi to świadomie. Sport w PRL dawał nie tylko możliwość zrobienia kariery na poziomie międzynarodowym, ale też, przede wszystkim, dawał za darmo dzieciakom i młodzieży szansę trenowania dla zdrowia i kształtowania społecznych zachowań. Był bezpłatny. Owszem, niekiedy siermiężny, ze słabą infrastrukturą, szczególnie wtedy, kiedy wymagała ona dużych nakładów finansowych, ale jednak powszechny i darmowy.

Za pracę trenera, sprzęt i opiekę lekarską nie płaciło się ani grosza. Najlepsi dostawali stypendia. Wiem, co mówię, całe dorosłe życie trenowałem. Zresztą nie tylko o sporcie mowa. Awans społeczny w PRL stał się udziałem milionów. Może Szewińska dokładnie to wiedziała i dlatego zgodziła się kandydować do Sejmu w 1989 r. z list PZPR, choć przecież nie mogła nie zdawać sobie sprawy, że stoi po przegranej stronie? Tym bardziej wzbudza mój szacunek.

Czego o Andrzeju Personie powiedzieć nie mogę.

Sport w PRL dawał nie tylko możliwość zrobienia kariery na poziomie międzynarodowym, ale też, przede wszystkim, dawał za darmo dzieciakom i młodzieży szansę trenowania dla zdrowia i kształtowania społecznych zachowań. Był bezpłatny.

 

Irena Szewińska
(urodzona 24 maja 1946 r. w Leningradzie, zmarła 29 czerwca 2018 r. w Warszawie).
Mistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w sztafecie 4×100 metrów
Mistrzyni olimpijska z Meksyku 1968 r. w biegu na 200 m
Mistrzyni olimpijska z Montrealu 1976 r. w biegu na 400 m
Wicemistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w biegu na 200 m
Wicemistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w skoku w dal
Brązowa medalistka IO Meksyk 1968 r. w biegu na 100 m
Brązowa medalistka IO Monachium 1972 r. w biegu na 200 m.

Wielka dama w świecie sportu

Irena Szewińska została przez prezydenta Andrzeja Dudę odznaczona orderem Orła Białego. Siedmiokrotna medalistka olimpijska jest pierwszą przedstawicielką ze świata sportu uhonorowana tym najwyższym państwowym odznaczeniem.

Uroczystość wręczenia orderów Orła Białego odbyła się we wtorek na Zamku Królewskim. Oprócz Ireny Szewińska ordery Orła Białego z rąk prezydenta Andrzeja Dudy otrzymali też: Michał Kleiber, były prezes Polskiej Akademii Nauk (mąż wybitnej przed laty lekkoatletki Teresy Sukniewicz), Michał Lorenc, kompozytor, twórca muzyki do wielu filmów, profesor Wanda Półtawska, specjalistka w dziedzinie psychiatrii, była więźniarka niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck oraz prawicowi dziennikarze Irena Zofia Romaszewska i Bronisław Wildstein.

W kapitule Orła Białego prezydent Duda jest raczej osamotniony, bo dawni członkowie podziękowali za zaszczyt, a nowych powołać jeszcze nie zdążył, więc nie miał z kim podyskutować nad złożonością losów osób przedstawionych do odznaczeń i różnic jakie je dzielą. Pewnie dlatego w okolicznościowym przemówieniu wszystkim dziękował hurtowo za „wybitne życie z punktu widzenia państwa polskiego, a także służby dla polskiego społeczeństwa. Służby często w bardzo trudnych czasach. Służby odważnej bez obawy, nie tak jak dzisiaj, tylko o krytykę, ale bez obawy często o prześladowanie, czasem więzienie”. Dziękował też za rozświetlanie przez wiele lat mroków PRL-u swoją działalnością, radością, satysfakcją, wiarą, a także za działalność późniejszą dla polskiego państwa, dla budowania jego wielkości, nowoczesności, dla sprawienia radości i satysfakcji rodakom, a wreszcie dla prawdy i dla obrony praw słabszych, pokrzywdzonych, często pozostających w głębokim poczuciu niesprawiedliwego, nieuczciwego traktowania”. Z lekkim zdziwieniem zauważył, że wręczając ordery od odznaczanych słyszał najczęściej „nie zasłużyłam”, „nie zasłużyłem”. „Jeżeli państwo uważacie, że nie zasłużyliście, to tym bardziej znaczy o waszej wielkości i o zasłudze, a skromność świadczy tylko o człowieku” – skwitował modestię nagradzanych prezydent.

Irena Szewińska, z domu Kirszenstein, wyróżnienie przyjęła bez komentarza, choć pewnie w kwestii „rozświetlania mroków PRL-u” mia zgoła inny pogląd niż Andrzej Duda. Gdy wybitna lekkoatletka kończyła sportową karierę złotym medalem na igrzyskach w Moskwie w 1980 roku, obecny prezydent RP miał osiem lat.

Szewińska po zejściu z bieżni została działaczką sportową. Od 1980 do 2009 roku zasiadała w Zarządzie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, którego w latach 1997– 2009 była też prezesem. W 1984 roku znalazła się we władzach Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), w latach 90. XX wieku została członkiem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a od 1998 roku także Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, w ramach którego była między innymi członkiem komisji sprawdzającej stan przygotowań do igrzysk olimpijskich w Atenach (2004), Londynie (2012), a teraz Tokio (2020).

W światowym sporcie pani Irena jest postacią powszechnie rozpoznawalną i darzoną ogromnym szacunkiem. Nie dziwi zatem, że tak znaną i powszechnie szanowana osobistość w świecie sportu próbowano w różnych politycznych epokach zagospodarować też politycznie. W latach 1982-1989 Szewińska była członkiem Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, w 2005 roku członkiem wyborczego komitetu Lecha Kaczyńskiego, a w 2015 członkiem komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego. Od 1981 znajduje się też w International Jewish Sports Hall of Fame – międzynarodowej galerii sław sportowców pochodzenia żydowskiego.