Brazylijczycy nie zagrają w Polsce w MŚ U-20

W mistrzostwach świata drużyn do lat 20, które od 23 maja do 15 czerwca odbędą się w sześciu polskich miastach, rywalizować będą 24 zespoły. Nie będzie wśród nich reprezentacji Brazylii, bo się nie zakwalifikowała.

Mistrzostwa świata U-21 odbywają się co dwa lata od 1977 roku. Pierwsze zorganizowano w Tunezji, a trzy ostatnie – w Turcji (2013), Nowej Zelandii (2015) i Korei Południowej (2017), gdzie triumfowała Anglia (nie wywalczyła awansu do tegorocznej imprezy). Ostatnimi zespołami, które zapewniły sobie awans do mistrzostw świata w Polsce, były ekipy Argentyny, Kolumbii, Urugwaju i Ekwadoru z Ameryki Południowej oraz Senegalu, Nigerii, RPA i Mali z Afryki.

Niespodzianką jest niezakwalifikowanie się do światowego czempionatu reprezentacji Brazylii, która ma na koncie pięć mistrzowskich tytułów w tej kategorii wiekowej. Tym razem ekipa canarinhos w eliminacjach w strefie Ameryki Południowej odniosła tylko jedno zwycięstwo w pięciu meczach (w ostatniej kolejce pokonała 1:0 Argentynę) i zajęła dopiero piąte miejsce.
Polscy kibice zobaczą ponadto sześć drużyn z Europy. Oprócz naszej reprezentacji, która wystąpi w roli gospodarza, honoru młodzieżowego futbolu na naszym kontynencie bronić będą jeszcze zespoły Portugalii, Włoch, Ukrainy, Francji i Norwegii.
Azjatycki kontynent będą reprezentować ekipy Japonii, Korei Południowej, Kataru i Arabii Saudyjskiej, strefę CONCACAF (państwa Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów) Honduras, Meksyk, Panama i USA, natomiast Oceanię Nowa Zelandia i Tahiti.

Największa na świecie juniorska impreza piłkarska rozpocznie się 23 maja na stadionach w Łodzi, Gdyni, Bydgoszczy i Lublinie, a dzień później zostaną też rozegrane mecze w Tychach i Bielsku-Białej. Centrum turnieju ulokowano w Łodzi, a główną areną mistrzostw będzie stadion Widzewa, na którym odbędzie się w sumie 10 spotkań, m.in. mecz otwarcia, finał i wszystkie trzy spotkania grupowe biało-czerwonych , prowadzonych przez trenera Jacka Magierę.

 

Selekcjonerzy jak na bazarze

Fot. Selekcjoner reprezentacji Jerzy Brzęczek nie w PZPN zbyt wiele do powiedzenia

 

 

W siedzibie PZPN w obecności prezesa Zbigniewa Bońka odbyło się spotkanie selekcjonerów trzech reprezentacji Polski – Jerzego Brzęczka, Czesława Michniewicza (U-21) i Jacka Magiery (U-20). Targowano się o pięciu piłkarzy – Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego, Krystiana Bielika, Szymona Żurkowskiego i Bartosza Kapustkę.

 

Jeśli coś w tej informacji może dziwić, to chyba to, że spór między trenerami kadry dotyczył piłkarzy, których Jerzy Brzęczek do tej pory ani razu nie powołał do kadry. No i może jeszcze to, że z normalnej roboczej rozmowy w biurze propagandziści PZPN zrobili jakieś doniosłe spotkanie na szczycie. To tylko potwierdza domysły, że Jerzy Brzęczek nie ma w związku takiej dominującej pozycji, jaką mieli jego poprzednicy na tym stanowisku.

 

Wspólny interes dzielony na trzy

Każda z trzech drużyn narodowych ma swoje cele do osiągnięcia. Pierwsza reprezentacja już 21 marca przyszłego roku zagra w Wiedniu z Austrią i tym meczem rozpocznie eliminacje Euro 2020. Prezes PZPN Zbigniew Boniek stawia sprawę jasno – awans biało-czerwonych jest priorytetem. Dla sternika polskiego futbolu ważny jest jednak także udany występ młodzieżówki w czerwcowych finałach mistrzostw Europy we Włoszech, do których zespół Czesława Michniewicza awansował po barażowym zwycięstwie nad Portugalią. Ale i przed kadrą U-20 prowadzoną przez Jacka Magierę stoją nie lada wyzwania, bo przecież w dniach 23 maja – 15 czerwca wystąpi w roli gospodarza mistrzostw świata U-20.

Brzęczek i Michniewicz doszli do porozumienia odnośnie marcowych terminów dla reprezentacji. Na zaplanowane w tym miesiącu eliminacyjne mecze z Austrią i Łotwą Brzęczek może powołać z kadry U-21 kogo zechce, chociaż wiadomo, że największe szanse na to mają Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański, Dawid Kownacki, Krystian Bielik i odradzający się w belgijskiej II lidze dawny pupil Adama Nawałki Bartosz Kapustka.

Ale już w czerwcu, gdy biało-czerwoni będą walczyć o Euro 2020 na wyjeździe z Macedonią (7 czerwca) i u siebie z Izraelem (10 czerwca), trener Brzęczek swoimi ewentualnymi powołaniami tych zawodników wejdzie w szkodę Michniewiczowi. Dlatego ustalono, że będzie mógł powołać z młodzieżówki tylko tych piłkarzy, którzy będą mieli realne szanse na występ w tych spotkaniach. W tej chwili perspektyw na to nie ma żaden z piątki wymienionych wyżej zawodników młodzieżówki, ale za pół roku może się to radykalnie zmienić, czego dowodzi choćby przykład Jana Bednarka w Southampton przed mundialem w Rosji. „Przez pół roku w życiu dwudziestoletniego piłkarza może się zmienić bardzo wiele” – stwierdził prezes Boniek i odłożył sprawę na przyszłość.

 

Wyjątek dla Szymańskiego

Młodzieżowe Mistrzostw Europy odbędą się we Włoszech i San Marino między 16 a 30 czerwca. Zespół Czesława Michniewicza trafił do grupy A, w której zmierzy się z Belgią (16 czerwca), Włochami (19 czerwca w Bolonii) oraz z Hiszpanią (22 czerwca w Bolonii). Szkoleniowcy PZPN podjęli decyzję, że występujący w tej drużynie pomocnik Legii Warszawa Sebastian Szymański nie będzie uwzględniany przez Jacka Magierę w kadrze U-20. Legionista jest jednym z liderów reprezentacji U-21 i jego droga rozwoju ma zmierzać do pierwszej reprezentacji. Choć zespół Magiery rozgrywać będzie MŚ do lat 20 w Polsce, Szymański nie weźmie w nich udziału. Albo pojedzie do Włoch na MME do lat 21, albo zagra w czerwcowych meczach eliminacyjnych Euro 2020.

 

Kadra wciąż w butach Nawałki

Trener Brzęczek w roli selekcjonera reprezentacji Polski jeszcze nie wygrał meczu. W sześciu spotkaniach pod jego wodza biało-czerwoni trzy razy zremisowali i doznali trzech porażek. W tych meczach Brzęczek wystawił do gry w sumie 26 zawodników. Prezes Boniek, którego relacje z nowym selekcjonerem nie są najlepsze, bez ogródek stwierdził, że po pół roku rządów Brzęczka wciąż widzi reprezentację Adama Nawałki. Trudno nie przyznać mu racji, bo też żaden z zawodników wynalezionych przez nowego trenera kadry nie okazał się odkryciem. Arkadiusz Reca, Rafał Pietrzak, Adam Dźwigała, Adam Buksa czy Huberty Matynia nie zostawili po sobie w kadrze żadnego śladu.

Brzęczek nie dostał zgody Bońka na zimowe zgrupowanie dla graczy z klubów krajowych i z kadrowiczami spotka się dopiero w marcu, na kilka dni przed spotkaniem z Austrią. Na żadne personalne eksperymenty nie będzie miał ani czasu, ani nawet sposobności. Jedyna nadzieja w tym, że pod wpływem nacisków Bońka zrezygnuje z powoływania do kadry piłkarzy nie występujących regularnie w swoich klubowych zespołach, co już powinno złagodzić napięcia między zawodnikami, a ponadto zagwarantuje, że na boisko wyjdą gracze znajdujący się w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Na Austrię i Łotwę powinno to wystarczyć, jeśli rzecz jasna Brzęczek nie zacznie kombinować czegoś z taktyką. A tego wykluczyć się niestety nie da.

 

 

 

Boniek ma problem

W trakcie pożegnania Adama Nawałki prezes PZPN Zbigniew Boniek wyjawił, że zaoferował selekcjonerowi nową umowę, której on jednak nie przyjął. Dlaczego nie przyjął już nie wyjaśnił, ale gdy nie bardzo wiadomo o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze.

 

Posada selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski nie jest jakoś specjalnie lukratywna. Dowodzi tego choćby porównanie zarobków trenerów prowadzących zespoły w finałach mistrzostw świata w Rosji. Nawałka na liście płac była na ostatnim miejscu razem ze swoim odpowiednikiem z Panamy. Wedle różnych mniej lub bardziej wiarygodnych informacji szkoleniowiec biało-czerwonych zarabiał ostatnio około 265 tys. euro rocznie plus premie za wyniki. Za awans do rosyjskiego mundialu dostał ponoć okrągły milion euro. W sumie przez niespełna pięć lat pracy Nawałka zarobił jako kontraktowy pracownik PZPN około 2,3 mln euro. Dla porównania selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew w jeden rok zarabia dwa razy tyle, selekcjoner kadry Rosji Stanisław Czerczesow, którego nazwisko z niewiadomych powodów w polskich mediach zaczęto wymieniać jako następcy Nawałki, kasuje rocznie 2,5 mln euro, a trener Egiptu Hector Cuper, zanim go zwolniono zarabiał w jeden rok 1,5 mln euro. Jak widać robota trenera najlepszych polskich piłkarzy od strony finansowej na pewno nie jest wymarzonym zajęciem dla żadnego z rozpieszczonych milionowymi zarobkami szkoleniowców o uznanych nazwiskach i wymiernych dokonaniach. Co oczywiście wcale nie znaczy, że nie będzie na nią chętnych. Boniek powiedział przecież, że ma już na biurku sześć czy siedem ofert.

 

Wybrać swojego czy zagranicznego?

Nie powiedział natomiast, czy on sam jest gotowy na zatrudnienie zagranicznego trenera wedle ćwiczonego już w PZPN wariantu a’la Leo Beenhakker. Holenderski szkoleniowiec przejął naszą reprezentację po Pawle Janasie, który tak jak teraz Nawałka, zrezygnował z dalszej pracy po klęsce na mundialu w 2006 roku w Niemczech. Beenhakker na dzień dobry dostał niewyobrażalną dla polskich szkoleniowców gażę w wysokości 900 tys. euro rocznie (w lwiej części finansowanej przez sponsorów kadry), dość szybko zdołał wybrać solidny zespół, który po raz pierwszy w historii polskiego futbolu zakwalifikował się do finałów mistrzostw Europy, ale na Euro 2008 biało-czerwoni pod jego wodzą osiągnęli tyle samo, co wcześniej w finałach mistrzostw świata w 2002 i 2006 zespoły prowadzone przez Jerzego Engela i wspomnianego już Janasa.

Boniek ma więc teraz dylemat – za gażę jaka płacił Nawałce nie namówi do pracy w polską reprezentacją żadnego trenera o uznanym nazwisku. Prezes PZPN zresztą nie ukrywa, że będzie miał z tym duży problem: „Adam Nawałka doszedł do wniosku, że lepiej będzie jak zakończy pracę z kadrą. Obiektywnie muszę powiedzieć, że rozumiem jego decyzję, chociaż stwarza ona dla nas problemy, bo musimy teraz szybko poszukać nowego trenera i zorganizować nowy sztab szkoleniowy kadry. Adam odchodząc z reprezentacji ma trzy razy lepszy wizerunek i poszanowanie w społeczeństwie, niż miał w momencie w którym obejmował posadę selekcjonera. Myślę, że pod tym względem jest wyjątkiem w historii polskiego futbolu. Trzeba też stwierdzić, że nie zostawia po sobie spalonej ziemi. To prawda, na mundialu zagraliśmy słabo, ale to nie zmienia faktu, że w każdej formacji mamy lidera, że jest sprawdzona grupa piłkarzy, którzy chcą grać i odnosić sukces z reprezentacją Polski. Wiadomo, że nie mamy tak dobrych graczy, żeby myśleć o zdobywaniu mistrzostwa świata czy Europy, ale inne ambitne cele możemy sobie stawiać. Teraz musimy wszyscy się zresetować, parę spraw przemyśleć i zdecydować o wyborze nowego selekcjonera. 14 lipca odbędzie się posiedzenie zarządu PZPN i wtedy omówimy wszystkie możliwości. Jeszcze nie wiem czy zatrudnimy Polaka, czy trenera zagranicznego. Najważniejsze, aby udało się znaleźć selekcjonera, który przez następne pięć lat będzie osiągał wyniki co najmniej takie, jakie osiągał Adam Nawałka” – powiedział Zbigniew Boniek na antenie TVP Sport.

 

Lewandowski nadal najważniejszy

Prezes PZPN przeciął też spekulacje dotyczące roli Roberta Lewandowskiego w kadrze. Nowy selekcjoner będzie musiał budować zespół wokół kapitana reprezentacji i uwzględniać jego wiodącą rolę. Wypada zauważyć, że jak na razie żaden z piłkarzy kadry Nawałki oficjalnie nie ogłosił, że rezygnuje z dalszych występów w reprezentacji, chociaż przed mundialem kilku to zapowiadało. Dla nowego selekcjonera jest to sytuacja wręcz komfortowa.

Na personalnej giełdzie pojawiło się już kilka nazwisk, ale nazwiska realnych kandydatów zna tak naprawdę tylko Boniek, bo on trzyma wszystkie nitki. Nie popełni jednak błędu ten, kto wpisze na listę czterech polskich szkoleniowców. Dwóch z nich prezes PZPN już zatrudnia, bo Czesław Michniewicz i Jacek Magiera są trenerami reprezentacji młodzieżowych. Mimo publicznej deklaracji trenera Cracovii Michała Probierza, że nie jest zainteresowany prowadzeniem reprezentacji, jego nazwisko jest uporczywie wymieniane ze względu na jego dobre relacje z Bońkiem, a zatem trzeba jego kandydaturę także uwzględniać. Na liście pretendentów mocną pozycję ma też trener Wisły Płock Jerzy Brzęczek. Każdy z nich z całą pewnością jest w stanie Nawałkę zastąpić, ale czy z lepszym skutkiem, tego nikt teraz przewidzieć nie jest w stanie.