Falstart kadry koszykarzy

Od porażki rozpoczęli eliminacje do mistrzostw Europy koszykarze reprezentacji Polski. Biało-czerwoni w w pierwszym spotkaniu grupy A niespodziewanie przegrali w Gliwicach z Izraelem 71:75. W niedzielę natomiast w kolejnym spotkaniu zmierzyli się w Saragossie z Hiszpanią, zespołem aktualnych mistrzów świata, z którymi w ostatnich latach przegrali 10 meczów z rzędu.

Biało-czerwoni zaczęli kwalifikacje od przykrej porażki z Izraelem. Przykrej, bo po sukcesie w ubiegłorocznych mistrzostwach świata zainteresowanie koszykówką w naszym kraju wrosło, czego efektem był obecność na widowni gliwickiej hali ponad 12 tysięcy kibiców. Była to najlepsza frekwencja we wszystkich czwartkowych spotkaniach eliminacyjnych w Europie. „Oni byli cierpliwi w ataku, nam tego zabrakło. Szkoda, bo przyszło nas zobaczyć w grze bardzo dużo ludzi. Mieliśmy mało czasu na przygotowanie się do tego spotkania, ale to żadne wytłumaczenie” – przyznał najlepszy gracz w polskim zespole AJ Slaughter. Jeszcze na niespełna trzy minuty przed końcem czwartej kwarty nasz zespół prowadził 66:65, lecz w decydujących akcjach więcej zimnej krwi zachowywali rywale. Slaughter zdobył 29 punktów, co jest jego nowym rekordem w polskiej reprezentacji. Inni nie grali jednak tak dobrze jak Amerykanin z polskim paszportem, stąd porażka, pierwsza w inauguracyjnym meczu eliminacyjnym biało-czerwonych odkąd ich trenerem jest amerykański szkoleniowiec Mike Taylor.
Gdy Polacy przegrywali w Gliwicach z Izraelem, w drugim spotkaniu grupy A Hiszpanie zwyciężyli na wyjeździe Rumunię 84:71. Ale nie tylko dlatego przed niedzielnym starciem reprezentacji Polski z Hiszpania w Saragossie nikt nie dawał biało-czerwonych większych szans na zwycięstwo. Hiszpański zespół to obecnie druga ekipa w narodowym rankingu FIBA, ustępująca jedynie reprezentacji USA, ale w ubiegłorocznych mistrzostwach świata okazała się najlepsza, zaś polska drużyna po wywalczeniu ósmego miejsca awansowała w tym zestawieniu na 13. miejsce na świecie i 9. w Europie). W mistrzostwach Europy nasi koszykarze zdobyli dotąd trzy medale: srebrny (1963) i dwa brązowe (1965, 1967), ale było to bardzo dawno temu. W obecnej erze większe sukcesy notują Hiszpanie, którzy w ostatnich pięciu edycjach Eurobasketu nie schodzili z podium, zdobywając trzykrotnie złoto (2009, 2011, 2015), srebro (2007) i brąz (2013).
I pomyśleć, że pół wieku temu to koszykarze z Półwyspu Iberyjskiego uczyli się tej gry od Polaków, którzy do 1971 roku zajmowali wyższe lokaty od Hiszpanów. Bilans 19 dotychczasowych spotkań obydwu reprezentacji w rywalizacji o punkty (mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie, mistrzostwa Europy) jest minimalnie korzystniejszy dla Hiszpanii 10-9, tyle tylko, że po raz ostatni biało-czerwoni pokonali Hiszpanów w 1972 roku na igrzyskach w Monachium (87:76), a pierwszej porażki doznali w 1980 w eliminacjach do igrzysk 1980 roku (81:107). Do serii 10 porażek z rzędu wpisują się przegrane potyczki naszych koszykarzy w czterech kolejnych mistrzostwach Europy (2009-2015) oraz przegrana w ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Chinach, gdzie biało-czerwoni ulegli Hiszpanom w ćwierćfinale 78:90.
W spotkaniu w Szanghaju najwięcej punktów dla zwycięzców zdobyli Ricky Rubio – 19, Willy Hernangomez – 18, Rudy Fernandez – 16 i Juancho Hernangomez – 14. Jakąś nadzieję Polakom na dobry wynik dawała absencja tych graczy z dokonaniami w lidze NBA, a także nieobecność innych gwiazdorów, jak Marc Gasol, Victor Claver czy Sergio Llull. W kadrze trenera Scariolo na mecz z Polską w Saragossie znalazło się tylko dwóch graczy z mistrzowskiej drużyny ostatniego czempionatu w Chinach – Javier Beiran i Xavier Rabaseda, którzy na tej imprezie byli jednak tylko rezerwowymi. Trener Polaków Mike Taylor podkreśla jednak, że w najsilniejszej na Starym Kontynencie lidze hiszpańskiej gra jednak dość świetnych koszykarzy, zdolnych zastąpić w kadrze graczy z NB.
Najwięcej punktów w czwartkowym meczu z Rumunią zdobyli dla Hiszpanii kolega Tomasza Gielo z Iberostaru Teneryfa Dani Diez – 21, jedyny gracz z ligi zagranicznej, występujący w Chinach w zespole Sun Rockers Shibuya Sebastian Saiz – 17 i 10 zbiórek oraz grający z Adamem Waczyńskim w Unicai Malaga Dario Brizuela – 10. Dlatego nikt nie dawał polskiej drużynie większych szans, zwłaszcza że wystąpiła bez dwóch kluczowych zawodników – Adama Waczyńskiego (w meczu w Szanghaju z 15 pkt był drugim strzelcem zespołu, po A.J. Slaughterze – 19), który nie otrzymał powołania oraz kontuzjowanego Mateusza Ponitki. Poza tym nigdy wcześniej biało-czerwoni nie pokonali aktualnych mistrzów świata.
Niedzielne spotkanie Hiszpania – Polska w Saragossie zakończyło się po zamknięciu wydania.

Awantura o Waczyńskiego

Brak kapitana reprezentacji Polski koszykarzy Adama Waczyńskiego w kadrze na lutowe mecze eliminacyjne ME 2021 z Izraelem i Hiszpanią trener biało-czerwonych Mike Taylor wyjaśnił krótko, że zawodnik „postanowił odpocząć”, ale występujący na co dzień w hiszpańskim klubie Unicaja Malaga koszykarz w opublikowanym oświadczeniu stanowczo temu zaprzeczył i wprost stwierdził, że po prostu nie dostał powołania. Zrobiła się z tego poważna rozróba, bo Waczyński w ostatnich latach był ważną postacią w reprezentacji Polski.

Pominięcie tego zawodnika w kadrze na dwa ważne mecze było zaskoczeniem, bo Waczyński ma w dorobku trzy występy w mistrzostwach Europy, a we wrześniu ubiegłego roku był kluczowym graczem biało-czerwonych w mistrzostwach świata, do których nasi koszykarze awansowali po ponad półwiecznej przerwie, a na chińskich parkietach wywalczyli znakomite ósme miejsce. Od 2016 roku ten 30-letni obecnie koszykarz jest czołowym graczem Unicaja Malaga.
Awantura wybuchła po tym, gdy Waczyński w zamieszczonym w mediach społecznościowych oświadczeniu przedstawił własną wersję wydarzeń. (…) „Dla wielu osób ze świata koszykarskiego tajemnicą nie jest, że nieoficjalnie padły słowa o tym, że nie ma miejsca dla Adama Waczyńskiego w kadrze narodowej. Padło tych słów dużo więcej, wiele bardzo przykrych. Niemalże nie pojechałbym na mistrzostwa świata, ale zagryzłem zęby, bo długo pracowaliśmy wspólnie na ten sukces. Zamiast motywować próbowano mi odebrać opaskę kapitana drużyny” – wyjawił i wymienił kilka przykładów nieeleganckiego wobec niego zachowania ze strony prezesa PZKosz Radosława Piesiewicza.
Koszykarz przyznaje, że w rozmowie z trenerem Taylorem poskarżył się, iż w tak nieprzyjemnej atmosferze pomówień i lekceważących gestów nie jest w stanie grać w reprezentacji, ale naiwnie liczył, jak podkreślił, że selekcjoner stanie po jego stronie i spróbuje wyprostować te sprawy. Tymczasem Taylor zrobił jego zdaniem coś wręcz odwrotnego.
Czym prezesowi Piesiewiczowi podpadł kapitan koszykarskiej kadry? „Wiele razy zastanawiałem się, czy wpływ na to ma moja przyjaźń z Marcinem Gortatem i wsparcie fundacji MG13. A może moje zaangażowanie w działalność Związku Zawodowego Koszykarzy? Bo przecież nie to, że jako kapitan drużyny zawsze mocno wspierałem trenera i walczyłem o godne warunki dla wszystkich zawodników kadry” – zastanawia się Waczyński.
I na zakończenie pisze: „Moi koledzy z kadry wiedza, że przyjechałbym na zgrupowanie nawet z jedną nogą. Wiedzą też, że pod koniec ubiegłego roku przez prawie miesiąc czekałem na wynik biopsji i przez ten czas przewartościowałem wiele rzeczy w moim życiu. Nie jestem z kamienia, jestem tylko człowiekiem, który nie ma już po prostu sił na tę brudną pozaboiskową rozgrywkę, która przekłada się na moje życie zawodowe i prywatne. Bardzo przepraszam wszystkich kibiców, których zawiodę. Ale przede wszystkim bardzo przepraszam kolegów z zespołu oraz sztab trenerski. Zawsze poszedłbym za nimi w ogień. Będę wam kibicował z całego serca”.
Oświadczenie Waczyńskiego wywołało spore poruszenie w koszykarskim światku. Na tyle duże, że amerykański selekcjoner biało-czerwonych Mike Taylor poczuł sie wywołany do tablicy i też wydał w tej sprawie oświadczenie. (…) Informuję, że decyzję o braku powołania Adama Waczyńskiego do kadry podjąłem osobiście. Od 2014 roku, odkąd pracuje jako trener główny reprezentacji Polski, nikt z Polskiego Związku Koszykówki nie ingerował, ani nie sugerował, kto ma znaleźć się na liście powołanych zawodników. Oświadczenie Adama podważa mój autorytet i jestem nim rozczarowany. Wolałbym, żeby wybrał prostsze rozwiązanie i osobiście skontaktował się z prezesem Radosławem Piesiewiczem. Zresztą, długo rozmawiałem z Adamem na ten temat i zachęcałem go do takiej rozmowy. Nie doszło do niej, a dla mnie zawsze najważniejsza jest drużyna – ważniejsza niż jeden zawodnik. Z powodu braku rozwiązania tego niepotrzebnego konfliktu podjąłem taką, a nie inną decyzję” (…) – napisał Mike Taylor.
Tego samego dnia swoje trzy grosze wtrącił też prezes PZKosz Radosław Piesiewicz. W obszernym oświadczeniu odrzucił wszystkie pretensje jakie pod jego adresem zgłosił Waczyński, a na jego zakończenie pozwolił sobie na osobiste przesłanie do zawodnika (pisownia oryginalna): „Drogi Adamie. Wielka szkoda, że ta nasza rozmowa odbywa się publicznie. Wydaje się, że nie było takiej konieczności. Przytoczone fakty, z którymi trudno przecież dyskutować, niestety przeczą Twojej narracji, w której – z niewiadomych dla mnie przyczyn – wiele nut pobrzmiewa fałszywie. Jak dobrze wiesz, Trener Mike Taylor wskoczyłby za każdym z Was w ogień. Bo przecież, jak sam napisałeś w swoim oświadczeniu, „nie mamy światowych gwiazd, ale mamy drużynę”. I dla Trenera Taylora ta drużyna jest najważniejsza. W niej wszyscy są równi, nawet kapitan. Jako osoba odpowiedzialna za polski basket, czuję się w obowiązku poinformować opinię publiczną, że faktycznie w relacjach między nami od sierpnia ubiegłego roku coś się zmieniło.
I powtórzę jeszcze raz – nie chodzi o sprawy sportowe, których w Twoim przypadku nikt nie kwestionuje – ale o nasze rozmowy w sprawie organizacji Kadry Narodowej. Szkoda, że w swoim oświadczeniu nie poruszyłeś sprawy najbardziej chyba istotnej, którą „żyją” nasi kadrowicze w ostatnich dniach. To Ty przecież od jakiegoś czasu lansujesz tezę, że wszystko, co związane z naszą kadrą, jest do poprawy. To przecież Ty kreujesz rzekome problemy związane z zabezpieczeniem interesów zawodników Kadry. To Ty chciałeś wybierać miasta, w których organizowane są zgrupowania reprezentacji Polski i modele samochodów, które Sponsor Reprezentacji przekazał kadrowiczom jako nagrody za awans do Mistrzostw Świata. To w Twoim imieniu jako kapitana Reprezentacji Polski Związek Zawodowy Koszykarzy wysyłał korespondencję do reprezentantów Polski w powyższych kwestiach, która pod hasłem dbałości o ich interesy przyczynia się do antagonizowania środowiska koszykarskiego. To Ty namawiałeś wszystkich kolegów z Kadry, by nie podpisywali umów dotyczących działań jako ambasadorowie marki jednego z naszych sponsorów, co pozwoliło Wam otrzymać najwyższe w historii polskiego basketu nagrody finansowe za wspaniałe osiągnięcie, jakim było zajęcie 8 miejsca na Mistrzostwach Świata w Chinach.
Nie wiem, kto stoi za tymi działaniami, ale na pewno nie jest to najwłaściwsza droga do rozwoju koszykówki w naszym kraju. Wydaje się, że właśnie swoimi ostatnimi działaniami zacząłeś tę DRUŻYNĘ dzielić i wciągać ją w konflikt, którego nikt nie jest w stanie zrozumieć. (…)

Taylor znów powołał A.J. Slaughtera do reprezentacji koszykarzy

Trener kadry koszykarzy Mike Taylor powoła 16 zawodników na wrześniowe mecze eliminacyjne do mistrzostw świata z Włochami i Chorwacją.

 

Niespodzianką jest obecność w kadrze A.J Slaughtera. Amerykanin z polskim paszportem już kilka razy odmawiał przyjazdu na zgrupowania reprezentacji, a po ostatnim takim wybryku selekcjoner biało-czerwonych zapowiedział, że więcej już go nie powoła. Teraz został jednak postawiony pod ścianą, bowiem o urlop od kadry poprosił z kolei Łukasz Koszarek. Doświadczony rozgrywający zapowiedział swoją nieobecność już wcześniej, Taylor zatem miał dość czasu, żeby porozumieć się ze Slaughterem i uzyskać pewność, że tym razem nie nawali. Wśród wielkich nieobecnych w kadrze są też Przemysław Karnowski i Damian Kulig. Pierwszy z nich boryka się z kontuzją, drugi z problemami osobistymi. Na zgrupowaniu zobaczymy za to grupę młodych zawodników. Fani koszykówki z niecierpliwością czekają na występ świetnie ostatnio grającego w Treflu Sopot Łukasza Kolendy.

Naszą reprezentację w drugim etapie kwalifikacji czeka w grupie J sześć z Włochami, Chorwacją i Holandią. Biało-czerwoni 14 września zmierzą się na wyjeździe z Włochami, a trzy dni potem podejmą w gdańskiej Ergo Arenie Chorwatów. Wcześniej jednak w Petersburgu zagrają w turnieju z udziałem zespołów Izraela i Rosji.

 

Kadra Polski:

Aaron Cel, Karol Gruszecki (Polski Cukier Toruń), Marcel Ponitka, Jakub Garbacz , Mikołaj Witliński (Arka Gdynia), Tomasz Gielo (Iberostar Teneryfa, Hiszpania), Adam Hrycaniuk, Przemysław Zamojski, Michał Sokołowski (Stelmet Enea BC Zielona Góra), Łukasz Kolenda (Trefl Sopot), Maciej Lampe (Jilin Northeast Tigers, Chiny), Kamil Łączyński (Anwil Włocławek), Mateusz Ponitka (Lokomotiw Krasnodar, Rosja), AJ Slaughter (ASVEL Lyon-Villeurbanne, Francja), Adam Waczyński (Unicaja Malaga, Hiszpania), Jakub Wojciechowski (Happy Casa Brindisi, Włochy).