Czy ktoś panuje na tą kadrą?

Reprezentacja Polski szykuje się do dwóch ostatnich w tym roku meczów. Trener Jerzy Brzęczek ma ból głowy, bo z powodu kontuzji na zgrupowanie nie przyjechał Kamil Glik, a jaką wartość bez niego ma defensywa biało-czerwonych widzieliśmy na mundialu w Rosji.

 

Brzęczek ma więcej problemów na głowie, ale zestawienie linii defensywnej rzeczywiście jawi się jako najpoważniejszy z nich. Absencja Glika to kłopot, bo ze środkowych obrońców Brzęczek ma do dyspozycji grającego ostatnio w kratkę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, w ogóle niegrającego w Southampton Jana Bednarka oraz występujących wprawdzie regularnie w Serie A Thiago Cionka (SPAL 2013) i naszej ekstraklasie Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa), lecz żaden z tych zawodników nie gwarantuje gry na wysokim poziomie.

Na prawej flance linii obronnej selekcjoner ma do wyboru trzech graczy – Bartosza Bereszyńskiego (Sampdoria Genua), Tomasza Kędziorę (Dynamo Kijów) i Pawła Olkowskiego (Bolton Wanderes), za to na lewej dwóch niedoświadczonych w kadrze piłkarzy – powoływanego już wcześniej Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków oraz debiutanta z Pogoni Szczecin Huberta Matynię. Jakby Brzęczek nie kombinował, ta formacja w każdej personalnej konfiguracji będzie ekstremalnie eksperymentalna. Wcześniej tylko Pietrzak, Kamiński, Bednarek i Kędziora mieli okazję zagrać wspólnie, ale tylko przez kwadrans w spotkaniu z Irlandią. Inni obrońcy jeszcze nigdy ze sobą nie grali, więc nie należy oczekiwać cudów.

Zwłaszcza że w spotkaniu z Czechami w bramce ma stanąć trzeci golkiper w kadrze Łukasz Skorupski, co jest decyzją cokolwiek dziwaczną tuż po kapitalnym występie Wojciecha Szczęsnego w ligowym meczu Juventusu z AC Milan, w którym m.in. obronił rzut karny. Ciekawe jak Brzęczek wybrnie z obsadą tej pozycji na mecz w Lidze Narodów z Portugalią? Będzie losował między Szczęsnym a Fabiańskim? Kibiców na pewno też interesuje, kto wystawi na skrzydłach. Na lewym raczej na pewno postawi na Kamila Grosickiego, bo ten piłkarz ostatnio prezentuje znakomitą formę, a w miniony weekend zaliczył bramkę i asystę w ligowym spotkaniu z Birmingham. Na prawej pewnie znów da szansę Jakubowi Błaszczykowskiemu, chociaż w drużynie Wolfsburga jego siostrzeniec nie ma miejsca nawet na ławce i zimą planuje wrócić do Wisły Kraków.

Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w pogodnym nastroju, bo ostatnio strzelił trochę goli dla Bayernu Monachium i w Niemczech znów jest chwalony pod niebiosa. „Lewy” pamięta jednak, że w reprezentacji po raz ostatni zdobył bramkę w czerwcu, w towarzyskim spotkaniu z Litwą, więc nawet jeśli nie ma złudzeń co do wyników potyczek z Czechami i Portugalią, to przynajmniej chciałby w tych meczach poprawić swój bramkowy bilans. Także po to, żeby w razie porażek nikt za nie obwiniał tylko jego. Nad ta kadrą póki co nikt nie panuje i jest niczyja, może dlatego nie wygrywa.

 

Klich trafił kolegę w rękę

Piłkarze Leeds United na własnym stadionie dopiero w końcówce meczu doprowadzili do remisu 1:1 z Nottingham Forest. Wyrównująca bramka Kemara Roofe’a, zdobyta po podaniu Mateusza Klicha, padła jednak po zagraniu ręką.

 

Walcząca o awans do Premier League ekipa Leeds jeszcze nie zdążyła się rozkręcić, a już przegrywała 0:1, tracąc gola w 11. minucie po strzale gracza Forest Jacka Robinsona. Potem wzięła się do pracy i narzuciła rywalom swój styl gry, ale mimo przewagi przez ponad godzinę nie potrafiła przekuć jej na bramki. W 82. minucie doszło do sytuacji, która zbulwersowała kibiców na Wyspach. W zamieszaniu w polu karnym gości Mateusz Klich z kilku metrów huknął piłkę lewą nogą do bramki, ale trafił nią w stojącego na linii bramkowej Kemara Roofe. 25-letni pomocnik mógł wbić piłkę do siatki każdą częścią ciała, ale zrobił to ręką, choć w trudny do jednoznacznego stwierdzenia sposób.

Gracze Nottingham sygnalizowali arbitrowi nieprawidłowe zagranie, ale on ku ich rozpaczy i wściekłości bramkę uznał. W Championship nie ma stosuje się systemu VAR i dzięki temu Leeds United po 15. kolejce i remisie z Forest awansowali na drugie w tabeli. Do lidera Sheffield United zespół Mateusza Klicha traci tylko dwa punkty. Oszukani piłkarze Nottingham, którzy wypadli z pierwszej szóstki, liczą jeszcze na sprawiedliwość ze strony komisji ligi.

Z pozostałych reprezentantów Polski występujących w klubach angielskiej II ligi znów cały mecz w barwach Ipswich Town rozegrał Bartosz Białkowski (0:3 z Millwall), w starciu Hull City z Boltonem (1:0) zagrali Kamil Grosicki (do 72. minuty) i Paweł Olkowski (zszedł w 81. minucie). Zdecydowanie najlepiej wypadł jednak niezauważany na razie przez trenera Jerzego Brzęczka skrzydłowy Queens Park Rangers Paweł Wszołek, który strzeli gola w meczu z Aston Villą (1:0).

 

Białkowski wrócił do bramki Ipswich

Angielska druga liga piłkarska gra także w terminach zarezerwowanych dla Ligi Mistrzów. Dlatego w środę kilku polskich piłkarzy miało zajęty wieczór.

 

W 14. kolejce angielskiej Championship zespół Leeds United z Mateuszem Klichem w wyjściowej jedenastce wreszcie przerwał złą passę i wrócił na zwycięską ścieżkę. W dwóch ostatnich kolejkach ekipa „Pawi” zdobyła tylko jeden punkt i straciła pozycję lidera ligowej tabeli, ale w środę przełamała kryzys i pewnie pokonała Ipswich Town 2:0. Po tym zwycięstwie Leeds ponownie znalazł się na pierwszym miejscu. Klich rozegrał cały mecz, co w jego przypadku jest już normą, natomiast miłą niespodzianką był powrót do bramki Ipswich Town Bartosza Białkowskiego. Dla reprezentanta Polski był to pierwszy występ od 25 sierpnia. Spisał się przyzwoicie, a przy straconych go lach nie miał szans na obronę.

Całe spotkanie w barwach Hull City zaliczył też inny z naszych reprezentantów, Kamil Grosicki, ale choć bardzo się starał, znów schodził z boiska w roli pokonanego. „Tygrysy” nie wygrały już w siódmym meczu z rzędu, tym razem ulegając na wyjeździe Bristol City 0:1. Zdumiewające jest to, że ekipa Hull City znów straciła decydującą o wyniku bramkę w doliczonym czasie gry. W podobnych okolicznościach zespół Grosickiego zgubił punkty w poprzednim meczu z Preston North End (1:1).

Zespoły Białkowskiego i Grosickiego to w tej chwili najsłabsze ekipy na zapleczu Premier League. Po 14 kolejkach mają na koncie po dziewięć punktów, tracąc do pierwszej niezagrożonej degradacją drużyny cztery „oczka”. W środę wyjątkowo na boisku nie pojawił się kolejny z kadrowiczów Jerzego Brzęczka, Paweł Olkowski. Obrońca Bolton Wanderers w meczu z Nottingham Forest (0:3) nie wystąpił z powodu choroby, z którą zmagał się od wtorku.

 

Brzęczek robi co chce

Selekcjoner reprezentacji Polski na mecze w Lidze Narodów z Portugalią i Włochami powołał do kadry Jakuba Błaszczykowskiego, za co podobnie jak we wrześniu spotkała go lawina krytyki. Niestety, w dużej mierze uzasadnionej.

 

Obecność Błaszczykowskiego w kadrze budzi kontrowersje głównie dlatego, że ten niewątpliwie znakomity piłkarz praktycznie nie gra w zespole VfL Wolfsburg. W siedmiu ligowych kolejkach Bundesligi na boisku pojawił się dopiero w miniony weekend, zaliczając dwunastominutowy występ w przegranym 0:2 wyjazdowym meczu z Werderem Brema. Wcześniej tylko raz znalazł się w kadrze meczowej oraz wszedł na ostatnie siedem minut w spotkaniu Pucharu Niemiec z półamatorskim SV Elversberg.

Statystyki są dla Błaszczykowskiego bezlitosne, bo wynika z nich, że w obecnym sezonie więcej minut na boisku spędził w barwach reprezentacji Polski niż w klubowym zespole. W meczu z Włochami zagrał przez 83 minuty, a z Irlandią przez 80. Co gorsze, za oba występy nie zebrał dobrych recenzji i w tej chwili naprawdę trudno znaleźć argumenty uzasadniające jego powołanie. Nawet prezes PZPN Zbigniew Boniek przyznał, że piłkarz nie grający regularnie w klubowej drużynie nie ma prawa być w wysokiej formie i dlatego nie ma sensu wystawiać go w meczach reprezentacji, bo nie gwarantuje wysokiej jakości.

Brzęczek puszcza jednak te uwagi mimo uszu i robi swoje. Oprócz Błaszczykowskiego na zgrupowanie zaprosił też trzech innych swoich faworytów – grzejącego ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recę oraz niczym się nie wyróżniających nawet w naszej słabiutkiej ekstraklasie Rafał Pietrzaka z Wisły Kraków i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

Te pretensje o kumoterskie powołania pójdą rzecz jasna w niepamięć w przypadku zwycięstw w spotkaniach Ligi Narodów z Portugalią i Włochami. PZPN zapowiada, że oba mecze na Stadionie Śląskim zostaną rozegrane przy komplecie publiczności. Kibiców trochę martwi słaba ostatnio forma strzelecka Roberta Lewandowskiego, ale wszyscy liczą, że może w strzelaniu goli snajpera Bayernu zastąpi rewelacyjnie spisujący się w Serie A Krzysztof Piątek.

Brzęczek na razie nie ma jednak pomysłu jak wkomponować tego gracza w drużynę, bo gra on w stylu Lewandowskiego. Trzymać go jako zmiennika „Lewego” to ryzyko, bo kapitan naszej reprezentacji w czwartek w spotkaniu z Portugalią zagra po raz setny w reprezentacji i z tej okazji może na boisku wyczyniać rzeczy wielkie. Do kadry wrócił też Kamil Grosicki i dla niego Brzęczek też będzie musiał znaleźć miejsce, podobnie jak dla Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego. Każdy z tych piłkarzy ma wielkie aspiracje i chce odgrywać znaczące role. A treningów będą mieć tylko siedem.

 

Kadra Brzęczka na Włochy i Portugalię

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powołał 27 zawodników na mecze Ligi Narodów z Portugalią (11 października) i Włochami (14 października). Jeśli czymś zaskoczył, to chyba tylko swoim ostentacyjnym nepotyzmem, albowiem ponownie zaprosił na zgrupowanie wciąż niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego.

 

Obecność Błaszczykowskiego w kadrze tym razem pewnie nie wywoła takiej lawiny nieprzychylnych komentarzy jak we wrześniu, bo wśród powołanych znalazł się pominięty przed miesiącem Kamil Grosicki, który po kolejnym niedoszłym transferze wrócił jak niepyszny do Hull City i zabrał się tam do solidnej pracy na treningach. W efekcie najpierw wrócił do kadry meczowej, a w miniony weekend wyszedł już na ligowy mecz z Middlesbrough (1:1) w podstawowym składzie i wytrzymał na boisku przez 76 minut.

Błaszczykowski w ostatnich tygodniach takich dokonań co prawda nie miał, bo jego dwa występy, z Włochami i Irlandią, w Wolfsburgu nie zrobiły na nikim wrażenia i trener „Wilków” Bruno Labbadia nawet nie włączył go do szerokiej kadry. Dopiero w ostatni weekend 102-krotny reprezentant Polski pojawił się na ławce rezerwowych, ale na boisku się nie pojawił. Ale nie tylko on dostał powołanie na kredyt – w swoich klubowych zespołach nie grają prawie w ogóle Jan Bednarek i Arkadiusz Reca, a sporadycznie Damian Kądzior, Jacek Góralski, Rafał Kądzior czy wspomniany już Grosicki. Na szczęście wśród 27 powołanych większość stanowią regularnie występujący zawodnicy.

Niewiadomą jest teraz jakość jaką selekcjoner z tych graczy zdoła wycisnąć. Największym wyzwaniem dla Brzęczka będzie jednak wkomponowanie w zespół Krzysztofa Piątka, który strzelecką sprawnością w Serie A przyćmiewa ostatnio nie tylko Arkadiusza Milika, ale nawet Roberta Lewandowskiego. Wystąpił w siedmiu meczach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie i strzelił aż 12 goli. Z ośmioma trafieniami jest liderem klasyfikacji strzelców w Serie A. Swój dorobek poprawił w weekend dwoma golami wbitymi drużynie Frosinone, dzięki czemu Genoa wygrała 2:1. Miesiąc temu w reprezentacji jednak nie zachwycił i to jest problem.

 

Kadra Polski

Bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus, Włochy).

Obrońcy: Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta, Włochy).

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia), Jacek Góralski (Łudogorec, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Rafał Kurzawa (Amiens, Francja), Karol Linetty (Sampdoria, Włochy), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Damian Szymański (Wisła Płock), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy).

Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (Genoa FC, Włochy).

Smutny koniec sagi transferowej Grosickiego

Skrzydłowy reprezentacji Polski znów do ostatniego dnia okna transferowego usilnie próbował znaleźć lepszy klub niż grający w drugiej lidze Hull City. Teraz Kamil Grosicki rozpowiada, że sprawę zawalili Anglicy.

 

W tym sezonie Kamil Grosicki w Hull City rozegrał w barwach Hull City tylko 21 minut. Działacze ekipy „Tygrysów” bardzo chcieli pozbyć się za drogiego już teraz dla nich polskiego piłkarza, więc nie chcąc ryzykować kontuzji, która uniemożliwiłaby transfer, trzymali go w rezerwie. W mediach krążyły plotki, że Grosickiego chciał pozyskać Panathinaikos Ateny, ale ostatniego dnia okienka transferowego poleciał do Turcji, gdzie ponoć czekał już na niego gotowy do podpisania kontrakt z Bursasporem. „TurboGrosik” przeszedł w tureckim klubie testy medyczne, ale umowy nie podpisał i bez słowa wyjaśnienia zniknął z hotelu, gdzie toczyły się negocjacje. Dzisiaj mówi, że zrobił tak, bo w ostatniej chwili otrzymał znacznie korzystniejszą dla niego ofertę ze Sportingu Lizbona. „Wiedziałem o zainteresowaniu Portugalczyków wcześniej, ale ponieważ nie zostały poparte żadnymi konkretami, zdecydowałem się polecieć na rozmowy z Bursasporem. Na miejscu mój menedżer przekazał mi informację, że Sporting jednak złożył Hull lepszą ofertę niż Turcy. Dlaczego Anglicy jej nie przyjęli, a wybrali gorszą od Turków, to tego już kompletnie nie rozumiem. Finał jest dla mnie szokujący” – żalił sie piłkarz w polskich mediach.

Grosicki twierdzi, że Sporting oferował za niego więcej pieniędzy, ale działacze Hull City doszli do wniosku, że od wielkiego portugalskiego klubu, grającego w europejskich pucharach, zdołają wyciągnąć jeszcze więcej i po kolejnej zmianie wysokości kwoty działacze Sportingu zerwali negocjacje. Nasz reprezentacyjny piłkarz nie może im tego darować, bo był zdecydowany na przeprowadzkę do Lizbony. Transfer do Sportingu mógł być przełomem w jego hamującej od dwóch sezonów karierze. Grałby w klubie rywalizującym regularnie w europejskich pucharach i co roku walczącym o mistrzostwo Portugalii. „Wszystko mi w tym przypadku pasowało. Duży klub, dobra oferta indywidualnego kontraktu, gra w europejskich pucharach, piękne miasto. Każdy piłkarz o czymś takim marzy. Dlatego tak bardzo mnie teraz boli, że się nie udało” – narzeka „TurboGrosik”. Ale wyboru już nie ma – do zimy musi grać w Hull City.

 

Kadra Polski bez Rybusa

Maciej Rybus nie zagra z Włochami i Irlandią. Lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa przyjechał na zgrupowaniu z kontuzją i po badaniach wrócił do klubu. Pozostałych 26 kadrowiczów od poniedziałku w komplecie trenuje w Warszawie.

 

Kontuzja doświadczonego Rybusa to spory kłopot dla selekcjonera biało-czerwonych, bo wśród powołanych na zgrupowanie lewych obrońców Jerzy Brzęczek ma tylko dwóch debiutantów – Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków i Arkadiusza Recę z Atlanty Bergamo. Ostatecznie na lewej flance może też zagrać próbowany już na tej pozycji przez Adama Nawałkę Bartosz Bereszyński, bo na prawej stronie może go zastąpić regularnie grający w Dynamie Kijów Tomasz Kędziora. Nie jest to jednak problem, którym żyją kibice reprezentacji, a prawdę mówiąc, można nawet odnieść wrażenie, że chyba wciąż są na na nią trochę obrażeni.

Świadczy o tym choćby nikłe wręcz w porównaniu z przedmundialowym szaleństwem zainteresowanie kadrowiczami. W niedzielę przed warszawskiego hotelem Double Tree by Hilton nie kłębiły się jak do niedawna tłumy i nawet Robert Lewandowski wszedł do hotelu po rozdaniu ledwie kilku autografów. Inni gracze mieli z tym jeszcze większy spokój i tym razem hotelowa obsługa nie musiała ustawiać barierek, wzywać dodatkowych ochroniarzy czy uruchamiać bocznych wejść. Gdyby nie wielki baner z napisem „Witamy kadrę” wywieszony nad głównym wejściem do hotelu, piłkarze mogliby pomyśleć, że pomylili adres.

Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ, więc ten brak zainteresowania reprezentacją nie dziwi. Zespół Nawałki na mundialu w Rosji zawiódł oczekiwania fanów, zaś zespół Brzęczka jeszcze nie miał okazji ich rozbudzić. Zresztą wiara w jego możliwości nie jest jak na razie zbyt duża. W internetowych sondach na zwycięstwo biało-czerwonych z Włochami stawia tylko 15 procent głosujących.

Brzęczek na razie w wypowiedziach dla mediów nie unika trudnych tematów. „Kontuzja Macieja Rybusa to dla nas strata. Ale chyba miałem nosa powołując aż trzech lewych obrońców. Rafała Pietrzaka uważam za jednego z najlepszych graczy na tej pozycji w naszej ekstraklasie, a co do Arkadiusza Recy jestem zdania, że skoro Włosi zapłacili za niego cztery miliony euro, to musieli dostrzec w nim potencjał. Chcąc się przekonać o przydatności zawodników muszę ich sprawdzać na treningach i w meczach. Nie mam dużo czasu na eksperymenty, pierwsze mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy czekają nas już w marcu przyszłego roku. Na razie żadnego piłkarza nie skreśliłem, ta uwaga dotyczy nie tylko Kamila Grosickiego czy zawodników Legii Warszawa” – zapewnia nowy selekcjoner biało-czerwonych.

 

Ucieczka Grosickiego z Turcji

Kamilowi Grosickiemu po raz kolejny nie udało się zmienić klubu w ostatnich godzinach okna transferowego. Kiedyś próbował tak dołączyć do angielskiego zespołu Burnley, tym razem nie wyszło mu z tureckim Bursasporem.

 

Transferowe perypetie Grosickiego budzą mieszane uczucia. Z jednej strony świadczą o jego determinacji żeby występować w najwyższej klasie rozgrywkowej, z drugiej nie wystawiają najlepszej opinii jego menedżerowi. 60-krotny reprezentant Polski dostał zgodę Hull City na przejście do Bursasporu, oba kluby porozumiały się co do rozliczeń, a jak twierdzą media nad Bosforem, sam piłkarz poddał się testom medycznym i zaakceptował warunki indywidualnego kontraktu. Umowy jednak nie podpisał. Mało tego, ulotnił się stylu wziętym z filmów szpiegowskich. Tuż przed złożeniem podpisu wyszedł z pomieszczenia w którym finalizowano transakcję żeby do kogoś zadzwonić i już na spotkanie nie wrócił.

Wszczęte poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Grosicki dosłownie zniknął, a turecka prasa spekulowała, że prawdopodobnie w ostatniej chwili dostał lepszą ofertę z Trabzonsporu. Okazało się to tylko plotką, bo 31 sierpnia o północy okno transferowe zostało zamknięte, a „TurboGrosik” pozostał zawodnikiem drugoligowego Hull City, z którym ma kontrakt do połowy 2020 roku gwarantujący mu zarobki na poziomie 1,2 mln euro. Pod tym względem jest obecnie w ekipie „Tygrysów” numerem 1, dlatego klub chciał się go pozbyć.

Trener drużyny Nigel Adkins o Grosickim powiedział krótko: „O nim dało by się zrobić niezły film sensacyjny. Ale sytuacja jest teraz taka, że wciąż jest naszym zawodnikiem i ma jeszcze dwa lata kontraktu. W poniedziałek wraca do treningów z zespołem. Będę chciał z nim porozmawiać. Właściwie to od tego zaczniemy” – powiedział Adkins.

 

Nikt już nie lubi Grosickiego?

Adam Nawałka nie wyobrażał sobie kadry bez Kamila Grosickiego i powoływał go także wtedy, gdy wraz z Hull City zleciał do angielskiej II ligi. Jerzy Brzęczek aż tak „Grosika” nie poważa, bo powołania mu nie wysłał. A kibice niespodziewanie przyznali mu rację.

 

Grosicki na rosyjskim mundialu wypadł równie beznadziejnie jak pozostali nasi reprezentanci, ale nie tym roztrwonił kredyt sympatii jakim od kilku lat obdarzali go kibice. Fanom podpadł aroganckimi komentarzami na portalu społecznościowym, gdy niedługo po powrocie z Rosji zamieścił fotki z wakacyjnej imprezy w gronie przyjaciół i został za to przez internautów ostro skrytykowany. I nagle, niemal z dnia na dzień, z piłkarza cieszącego się sporą popularnością z Polsce stał się osobą powszechnie nielubianą. Dlatego jego kolejne perypetie ze zmiana klubu mało już kogo nad Wisłą obchodziły, oczywiście poza nieliczną grupką sportowych żurnalistów z białostockim rodowodem, upominających się tu i ówdzie w mediach o traktowanie Grosickiego jak gwiazdę co najmniej formatu Lewandowskiego.

Tymczasem wykreowany na herosa polskiej reprezentacji „TurboGrosik” nie otrzymał powołania od Jerzego Brzęczka na mecze z Włochami i Irlandią. Formalnie dlatego, że tego lata praktycznie nie grał, nie licząc kilkunastominutowego epizodu w Pucharze Ligi Angielskiej. To oczywiście nie mogło być jedynym powodem pominięcia, bo Jakub Błaszczykowski w VfL Wolfsburg znalazł sie w takiej samej sytuacji, a jednak powołanie otrzymał.

Prawdę mówiąc w interesie Brzęczka leżało zaproszenie Grosickiego na zgrupowanie, bo nie zarzucano by mu z taka gorliwością nepotyzmu (jest jak wiadomo wujkiem Błaszczykowskiego). Skoro jednak Grosickiego nie zaprosił, to znaczy wie coś, czego my nie wiedzieliśmy, albo nie chcieliśmy wiedzieć, bo tak kochaliśmy kadrę Adama Nawałki. A w jej środku bynajmniej nie było przedszkola. To mógł być pierwszy powód „odstrzelenia”. Drugi jak wieść gminna niesie wynikał z przesadnych aspiracji Grosickiego dorównania Lewandowskiemu, co siłą rzeczy powodowało w kadrze konflikty. No i wreszcie trzeci powód, czysto sportowy, jest taki, że „Grosik” ze swoim coraz bardziej archaicznym stylem gry coraz bardziej odstaje od dzisiejszych trendów, a zmieniać stylu mu się nie chce.

Najlepszym dowodem jego słabnącej pozycji na piłkarskim rynku są jego kolejne transferowe perypetie. W Hull City, podobnie jak wcześniej we francuskim Stade Rennes, wszystkich znużyły jego fochy i pozwolono mu na odejście. Ponoć miał propozycje z Panathinaikosu Ateny, a ostatnio pisano, że ma przejść do tureckiego Bursasporu. Oba kluby chciały go jednak tylko wypożyczyć, ale ostatnie medialne rewelacje sugerują, że nic z transferu do Turcji nie wyszło, bo chociaż szefowie Hull City zgodzili się na 300 tys. euro za rok wypożyczenia, to piłkarz nie przystał na oferowaną przez Bursaspor płacę. Zostanie więc w Hull City, gdzie też już go nie lubią? Z tym klubem ma kontrakt do 2020 roku.

 

Brzęczek odkrył karty

Faktyczna wymiana selekcjonerów reprezentacji następuje de facto wraz z ogłoszeniem przez następcę składu kadry. W miniony poniedziałek Jerzy Brzęczek podał nazwiska 27 piłkarzy, których powołał na wrześniowe mecze z Włochami i Irlandią. 23 z nich jest do grania, natomiast czterech to czysta fanaberia sukcesora Adama Nawałki.

 

Jeśli chodzi o powołania do zasadniczego 23-osobowego składu kadry, w zasadzie trudno Brzęczka za jego wybory krytykować. Chcąc nie chcąc musiał przecież sięgnąć po dawnych „żołnierzy” Nawałki. Jednych, jak Kamil Grosicki, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk słusznie pominął, innym, jak Mateusz Klich czy Maciej Makuszewski, przywrócił status reprezentanta. Ale żadnych wątpliwości nie budzą jedynie nominacje dla bramkarzy i napastników. Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański i Łukasz Skorupski grają regularnie w swoich klubowych zespołach i zbierają dobre recenzje. Na pewno zaskoczeniem nie jest brak powołania dla Bartosza Białkowskiego, który poza tym, że w tej części sezonu akurat nie błyszczy w drugoligowym Ipswich Town, to obiektywnie w tym kwartecie jest najsłabszy. Z kolei w linii ataku obecność Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka dla każdego sympatyka biało-czerwonych jest oczywistym wyborem. Brzęczek nie dał szansy Kamilowi Wilczkowi, który strzela w duńskiej lidze na zawołanie, pominął też zaczynającego dopiero przygodę z włoską ligą Łukasza Teodorczyka, zaś Dawida Kownackiego oddał do dyspozycji trenera młodzieżówki, ale tych sześciu graczy to w tej chwili najlepsi polscy napastnicy.

 

Defensywa mocno eksperymentalna

Największego zamętu Brzęczek narobił chyba powołaniami dla obrońców. W zasadzie to tylko obecność Kamila Glika nie budzi żadnych kontrowersji i można założyć, że od stopera AS Monaco selekcjoner zaczyna ustawienie tej formacji. Zwolnione przez Łukasza Piszczka miejsce na prawej flance linii defensywnej może zająć albo Bartosz Bereszyński, albo Tomasz Kędziora. Pominięcie odradzającego się w II-ligowym angielskim Boltonie Pawła Olkowskiego dowodzi, że na razie selekcjoner uznał wyższość wcześniej wymienionej dwójki graczy. Z kolei na lewej flance pewniakiem wydaje się wciąż Maciej Rybus, który gra regularnie w zespole mistrza Rosji i trzyma wysoką formę, ale już u Nawałki de facto nie miał dobrego dublera. Brzęczek wymyślił, że zadaniu mogą podołać grzejący obecnie ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusz Reca lub defensor Wisły Kraków Rafała Pietrzaka. Zaprosił obu na zgrupowanie kadry w ramach kontyngentu graczy, których miał prawo powołać wedle własnego uznania. W tym gronie znalazło się trzech byłych lub aktualnych zawodników Wisły Płock, z którymi jako trener „Nafciarzy” wywalczył piąte miejsce w ekstraklasie. Oprócz Recy powołania dostali jeszcze stoper Adam Dźwigała i pomocnik Damian Szymański.

Z Recy Brzęczek w poprzednim sezonie zrobił solidnego lewego obrońcę, lecz na poziomie naszej słabiutkiej ekstraklasy. Starczyło to co prawda na transfer do Atalanty za 4 mln euro, ale we włoskim zespole Reca nie gra i z tego względu jego powołanie jest nadużyciem. Podobnie jak powołanie Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków. Ten lewy obrońca wciąż popełnia mnóstwo błędów, ale był kiedyś podopiecznym Brzęczka, gdy ten prowadził GKS Katowice.

Najwięcej problemów selekcjoner będzie miał z wyborem partnera na środku obrony dla Glika. Zaprosił na zgrupowanie wspomnianego Dżwigałę oraz Marcina Kamińskiego i Jana Bednarka. Pierwszy z tego tercetu gra regularnie w zespole Wisły Płock, ale spisuje się przeciętnie, czego dowodem jest 10 straconych bramek przez „Nafciarzy” w sześciu meczach. Z kolei Bednarek w tym sezonie stracił miejsce w jedenastce Southampton, zaś Kamiński dopiero niedawno przeszedł z VfB Stuttgart do Fortuny Duesseldorf. Obaj mają zero minut spędzonych na boisku i nie bardzo wiadomo, dlaczego Brzęczek ich powoła. To już większy sens miałoby zaproszenie dla Michała Pazdana, bo ten piłkarz nawet w słabej formie przy Gliku potrafił zagrać przyzwoicie.

 

Jest Błaszczykowski, a gdzie Grosicki?

W linii środkowej z dawnych pewniaków Nawałki powołania nie doczekał się jedynie Kamil Grosicki. Z jednej strony decyzja była zasadna, bo w tym sezonie nie gra w Hull City, ale z drugiej strony Jakub Błaszczykowski jest w podobnej sytuacji, a powołanie otrzymał. Nie ma jednak powodu by mieć do Brzęczka pretensje o nepotyzm, choć wiadomo że jest wujkiem Błaszczykowskiego, bo temu piłkarzowi należy się godna rekompensata za poniżenie jakiego doświadczył od Nawałki na mundialu, zwłaszcza w ostatnim meczu z Japonią. Nie zmienia to jednak faktu, że w środkowej linii tylko odradzający się w Lokomotiwie Moskwa Grzegorz Krychowiak i prezentujący rewelacyjną formę w Napoli Piotr Zieliński nie przyjadą na zgrupowanie na kredyt.

Reszta, w tym zbierający dobre recenzje w II-ligowym Leeds United Mateusz Klich, nie gwarantuje wysokiej jakości i każde zestawienie tej formacji będzie ryzykownym eksperymentem. Na głębsze wnioski będziemy mogli sobie jednak pozwolić dopiero po meczu z Włochami. W pierwszym spotkaniu w Lidze Narodów Brzęczek na pewno wystawi najlepszy w jego mniemaniu skład biało-czerwonych, ale dopiero po tym jak zespół zagra przekonamy się, jakim trenerem jest nowy selekcjoner.

 

 

Kadra Polski Włochy i Irlandię

 

Bramkarze:

Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (FC Bologna), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn).

 

Obrońcy:

Kamil Glik (AS Monaco), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Adam Dźwigała (Wisła Płock), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo).

 

Pomocnicy:

Grzegorz Krychowiak (Lokomotiwe Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria)), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Rafał Kurzawa (Amiens, Francja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Taras Romanczuk (Jagiellonia Białystok), Damian Szymański (Wisła Płock), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia).

 

Napastnicy:

Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli), Krzysztof Piątek (Genova, Włochy).