Milik w poważnych tarapatach

Saga transferowa z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej każdego dnia wydłuża się o kolejne odcinki. Jeszcze kilka dni temu było już niemal pewne, że reprezentant Polski tego lata przejdzie z SSC Napoli do AS Roma. Wedle doniesień włoskich mediów Polak już był nawet na rozmowach w rzymskim klubie, w którym miał zastąpić Bośniaka Edina Dzeko, ale transakcja nie wypaliła. Milikowi zostały już tylko dwa tygodnie na zmianę pracodawcy. Jeśli zostanie w Neapolu, czeka go prawdopodobnie najgorszy rok w piłkarskiej karierze.

Teoretycznie zarówno Milikowi, jak i szefom SSC Napoli zależy na tym, by transfer sfinalizować jeszcze w tym okienku transferowym, bowiem kontrakt reprezentanta Polski wygasa po tym sezonie. A zatem dla klubu z Neapolu to ostatni moment, żeby jeszcze na Miliku zarobić. Problem w tym, że znany z autorytarnych skłonności właściciel SSC Napoli Aurelio de Lautentiis nie cierpi niepokornych piłkarzy, a już zwłaszcza takich, którzy przeciwstawiają się jego woli. Polski napastnik podpadł mu już kilka miesięcy temu, gdy odmówił przedłużenia kontraktu z klauzulą odstępnego wywindowaną do niebotycznej kwoty 100 mln euro. Ale to nie jedyna przyczyna niesnasek. Wedle włoskich mediów Milik twardo upomina się o wypłatę dwóch zaległych pensji, które de Laurentiis pod koniec ubiegłego roku odebrał mu, jak wszystkim zawodnikom Napoli, jako karę za odmowę udziału w karnym zgrupowaniu po przegranym meczu, spiera się też z klubem o prawa wizerunkowe.
Rozzłoszczony krnąbrnością Milika de Laurentiis wyznaczył za niego zaporową kwotę transferową, żądając 50 mln euro. To było stanowczo za dużo nawet dla takich potentatów, jak Atletico Madryt i Juventus Turyn, ale trener hiszpańskiego klubu Diego Simeone dość długo nie tracił nadziei, że Napoli w końcu zejdzie z ceny o połowę, bo za polskiego napastnika był skłonny zapłacić góra 25 mln euro. Ale Milik chyba nie chciał opuszczać włoskiej ligi, zwłaszcza że zainteresował się jego pozyskaniem wielki Juventus. Transakcja, której mocno sprzeciwiał się de Laurentiis, spaliła jednak na panewce po zmianie trenera w turyńskim klubie. Nowy szkoleniowiec, Andrea Pirlo, Milika w zespole już jednak nie chciał, ale ponieważ rozmowy były już dalece zaawansowane, Juventus postanowił wykorzystać polskiego piłkarza w misternej transferowej układance, oferując go szefom AS Roma w zamian za Edina Dzeko. W ostatnim momencie w ekipie mistrza Włoch doszło jednak do „zmiany koncepcji”, bo Pirlo nagle zapragnął ściągnąć z Atletico Madryt swojego dawnego kumpla z boiska Alvaro Moratę. W madryckim klubie ten pomysł nie spotkał się z oporem, bo właśnie pojawiła się okazja do pozyskania za darmo uciekającego z FC Barcelona Urugwajczyka Luisa Suareza.
W tej sytuacji transfer Dzeko do Juve okazał się nieaktualny, więc Bośniak został w AS Roma, a działaczom rzymskiego klubu przestało zależeć na pozyskaniu Milika. Może nie całkowicie, ale postawili Polakowi nowe warunki – zaproponowali roczne wypożyczenie z obowiązkiem wykupu, tylko że w takim przypadku Milik musiałby, zgodnie z przepisami, przedłużyć o rok obowiązującą umowę z SSC Napoli, na co z podanych wyżej powodów zgodzić się nie chciał. Działacze rzymskiego klubu sprytnie więc wykpili z tego zamieszania, ale reprezentant Polski wpędził się w nieliche tarapaty. Wiadomo, że pozostanie w Napoli do końca kontraktu będzie dla niego rokiem bez regularnej gry, chyba że ukorzy się przed właścicielem klubu i zgodzi na wszystkie jego warunki.
Wedle włoskich mediów zainteresowane pozyskaniem Milika są jeszcze Valencia i Tottenham, ale londyński klub oferuje mu jedynie rolę zmiennika dla Harry’ego Kane’a. Z kolei przejście do Valencii byłoby sporą sportową degradacją, ale być może będzie to jedyna opcja dla Milika. W przeciwnym przypadku czeka go rok na marginesie wielkiego futbolu i przekreślenie marzeń o występie z reprezentacją Polski w mistrzostwach Europy.
W niewiele lepszej sytuacji znalazł się inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League trener tej drużyny Slaven Bilić przestał w ogóle zauważać naszego piłkarza. W ostatniej kolejce ligowej „Grosik” nie znalazł sie nawet w szerokiej kadrze meczowej. I łatwiej mu już nie będzie, bo jego rywalami o miejsce w podstawowej jedenastce są Matheus Pereira, Diangana, Matt Phillips, Kyle Edwards, Callum Robinson oraz Hale Robson-Kanu. A Bilić wszystkich ceni wyżej. Nic dziwnego, że w angielskich mediach pojawiły się spekulacje, że WBA chce się Grosickiego pozbyć.

Ruszyła Premier League

W rozpoczętych rozgrywkach Premier League rywalizować będzie będzie czterech reprezentantów Polski: Łukasz Fabiański (West Ham), Jan Bednarek (Southampton), Mateusz Klich (Leeds) i Kamil Grosicki (West Bromwich).

W pierwszej kolejce zdecydowanie najlepszy występ zaliczył Klich, który w wyjazdowym meczu z obrońcą tytułu Liverpoolem strzelił gola dla Leeds United i należał do najlepszych graczy tego pasjonującego widowiska, zakończonego zwycięstwem „The Reds” 4:3. Polak za swój debiutancki występ w Premier League otrzymał bardzo dobre recenzje, zresztą jak cały zespół Leeds. A zdobywając bramkę dołączył do Jana Bednarka, Roberta Warzychy i Marcina Wasilewskiego, którzy także mają w dorobku trafienia w angielskiej ekstraklasie pod szyldem Premier League. Dla Klicha największe znaczenie miały jednak nie pochwały w brytyjskich mediach czy słowa uznania z ust trenera Liverpoolu Juergena Kloppa, lecz opinia wygłoszona na pomeczowej konferencji przez szkoleniowca Leeds Marcelo Bielsę, który na pytanie o ocenę występu polskiego pomocnika stwierdził krótko: „On jest bardzo ważną częścią naszej drużyny”. Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie Championship zakończonym awansem do ekstraklasy, 30-letni Klich był u Bielsy podstawowym graczem i tylko w jednym z 46 spotkań ligowych nie zagrał w wyjściowym składzie (zdobył sześć bramek i zanotował pięć asyst). A że Bielsa tuż przed spotkaniem z Liverpoolem przedłużył kontrakt do końca obecnego sezonu, Klich może być spokojny o miejsce w zespole.
Spokojny o to może być też broniący bramki West Hamu United Fabiański, któremu co prawda angielskie media po porażce 0:2 z Newcastle zarzuciły spóźnioną reakcję przy pierwszej z bramek, ale nasz reprezentacyjny golkiper ma w zespole niepodważalną pozycję. Podobnie jak Bednarek w Southampton, chociaż w wyjazdowym meczu z Crystal Palace (0:1) trener „Świętych” zdjął go w przerwie z boiska. Tylko Kamil Grosicki w West Bromwich Albion musi walczyć o miejsce w wyjściowym składzie.

Pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych

Dokładnie w drugą rocznicę debiutu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w Lidze Narodów. Nie był to oszałamiający jakościowo występ naszych piłkarzy, ale na pokonanie ekipy Bośni i Hercegowiny wystarczyło. Gole strzeli Kamil Glik i Kamil Grosicki.

Dwa lata temu, 7 września 2018 roku Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu pierwszej edycji Ligi Narodów z Włochami. W tamtym spotkaniu biało-czerwoni zremisowali 1:1. Nie był to zły wynik, ale do późniejszych efektów jego trenerskiej pracy było wiele zastrzeżeń. Kibicom nie podobał się przede wszystkim styl gry reprezentacji, zwłaszcza w potyczkach z silnymi rywalami, jak Włochy, Portugalia czy Holandia, z którą biało-czerwoni w miniony piątek w pierwszym meczu drugiej edycji Ligi Narodów przegrali w Amsterdamie 0:1. W ponieważ w drugim spotkaniu grupy 1 Dywizji A Włosi nieoczekiwanie zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 1:1, nic zatem dziwnego, że na wynik poniedziałkowej potyczki czekaliśmy z niepokojem.
Brzęczek, do którego doszły wieści, jaka fala krytyki na niego spadła po meczu z Holandią, głównie za mocno odbiegającą od powszechnej ocenę występu naszej drużyny, już w przededniu spotkania w Zenicy zapowiedział zmiany w składzie. Tradycyjnie dokonał wymiany bramkarzy, chociaż do występu Wojciecha Szczęsnego w Amsterdamie nie mógł mieć najmniejszych pretensji. Najwyraźniej po dwóch latach na selekcjonerskim stołku wciąż nie potrafi wybrać zawodnika numer 1 na tej pozycji. Łukasz Fabiański nie ułatwił mu zadania, bo przeciwko ekipie Bośni i Hercegowiny zagrał solidnie i bez błędów, a za bramkę wpuszczoną po strzale z rzutu karnego nie można go przecież winić.
Na lewej flance linii obrony po dłuższej przerwie pojawił się wreszcie grający na tej pozycji na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus i z miejsca pokazał, że lewonożny zawodnik po tej stronie boiska zawsze będzie dla zespołu bardziej przydatny, niż przysposobiony na siłę gracz prawonożny jakim jest choćby Bartosz Bereszyński, który nie zawiódł w spotkaniu z Holandią. To Rybus zagrał ze skrzydła piłkę do Grosickiego, który głową posłał ją do bramki rywali, a potem jeszcze niemal skopiował tę akcję dogrywając do Mateusza Klicha, który zmarnował jednak znakomitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1.
Wspomniany Klich, który z Holandią zagrał w podstawowym składzie, w Zenicy zaczął mecz na ławce rezerwowych, a u boku Grzegorza Krychowiaka w roli drugiego defensywnego pomocnika zastąpił go Jacek Góralski. I była to dobra zmiana, bo występujący obecnie w lidze Kazachstanu były piłkarz Jagiellonii Białystok rozegrał świetny mecz, spychając w cień wyraźnie słabszego tego dnia Krychowiaka, którego w 68. minucie Brzęczek w końcu zdjął z boiska, wpuszczając w jego miejsce Klicha. Wielka szkoda, że nie dał szansy na dłuższy występ Karolowi Linettemu, ale dobre i to, że w końcu przełamał niechęć do tego piłkarza i dał mu zagrać po prawie dwóch latach powątpiewania w jego umiejętności, chociaż Linetty w tym czasie brylował w Serie A i zespole Sampdorii Genua, a tego lata za siedem milionów euro przeszedł do AC Torino.
W środku pomocy po staremu zagrał Piotr Zieliński, ale na lewym skrzydle w podstawowym składzie zaczął mecz Kamil Grosicki, który był wyraźnie poirytowany rolą rezerwowego w Amsterdamie. I pokazał, że w meczach z takimi rywalami, jak Bośnia i Hercegowina potrafi przeważyć szalę na korzyść naszej drużyny. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Glik zdobył wyrównującą bramkę, a potem sam strzelił gola na 2:1, więc dla tych dwóch powodów można by go uznać za ojca zwycięstwa. Niestety, w defensywie „Grosik” jest praktycznie nieprzydatny, w rozegraniu co najwyżej przeciętny, a w skuteczności dryblingu lepsi od niego byli grający na prawej flance Kamil Jóźwiak i tradycyjnie już wyróżniający się w tych elementach gry w naszej reprezentacji Zieliński. Poza tym Grosicki nie wytrzymuje już trudów całego meczu.
W ataku zamiast Krzysztofa Piątka, którego wyprawę do Zenicy mocno oprotestował jego macierzysty klub, Hertha Berlin, zagrał Arkadiusz Milik i wypadł nie tylko lepiej w ataku, ale też więcej dawał drużynie w grze obronnej oraz w rozegraniu. Tak na marginesie – to szkoda trzymać tego piłkarz tylko jako rezerwowego dla Roberta Lewandowskiego. Milik jest graczem uniwersalnym i na pewno da się go wkomponować w zespół też na innej pozycji.
Mimo wygranej trudno jednak być w pełni zadowolonym z występu naszej drużyny. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba pamiętać, że trener zespołu Bośni i Hercegowiny Dusan Bajevic wystawił przeciwko biało-czerwonym trochę inny skład, niż ten, który sensacyjnie zremisował w piątek z Włochami. Styl gry naszej reprezentacji wciąż jednak pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Brzęczka władze PZPN oceniają głównie przez pryzmat wyników, to nie musi on przejmować się medialna krytyka czy fala szyderstw jaka wylała się na niego w internecie. Jak pamiętamy, prezes Boniek przedłużył mu kontrakt do końca 2021 roku z opcją jej przedłużenia w przypadku awansu do mundialu w Katarze. Zatem chociaż statystyki i oceny nie przemawiają na korzyść Brzęczka, to dopóki osiąga wyznaczone mu przez PZPN cele, dalej będzie robił swoje i po swojemu. A nam nie pozostaje nic innego jak czekanie do kolejnych meczów w Lidze Narodów – 11 października biało-czerwoni zagrają z liderem grupy A1 Włochami, a trzy dni później zmierzą się w rewanżu z Bośniakami.
Wyniki 2. kolejki grupy 1 Dywizj A:
Bośnia i Hercegowina – Polska 1:2

Gole: Haris Hajradinović (24 karny) – Kamil Glik (45), Kamil Grosicki (67).
BiH: Asmir Begović – Zoran Kvrżić, Ermin Bicakčić, Sinisa Sanicanin, Eldar Civić (82. Deni Milosević) – Armin Hodzić, Amir Hadziahmetović, Muhamed Besić (60. Edin Dzeko), Haris Hajradinović, Amer Gojak (46. Edin Visca) – Elvir Koljić.
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) – Arkadiusz Milik.
Żółte kartki: Hadziahmetović – Bednarek, Milik. Sędziował: Cuneyt Cakir (Turcja).
Mecz bez udziału publiczności.
Holandia – Włochy 0:1
Gol: Nicolo Barella (45).
Holandia: Jasper Cillessen – Hans Hateboer (70. Denzel Dumfries), Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake (81. Luuk de Jong) – Marten de Roon, Donny van de Beek (57. Steven Bergwijn), Frenkie de Jong – Georginio Wijnaldum, Memphis Depay, Quincy Promes.
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Danilo D’Ambrosio, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola – Nicolo Zaniolo (42. Moise Kean), Jorginho, Manuel Locatelli (81. Bryan Cristante), Nicolo Barella, Lorenzo Insigne (90. Federico Chiesa) – Ciro Immobile.
Żółte kartki: Veltman, Wijnaldum, Depay – D’Ambrosio, Cristante, Chiellini. Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez udziału publiczności.


Tabela grupy A1:

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 3 1:1
  3. Polska 2 3 2:2
  4. BiH 2 1 2:3

48 godzin sport

Grosicki dołączył do Klicha
W minioną środę zakończyły się rozgrywki angielskiej Championship. Już wcześniej bezpośredni awans do Premier League zapewnił sobie zespół Leeds United, którego jednym z kluczowych graczy jest reprezentant Polski Mateusz Klich. W ostatniej, 46. kolejce Championship drugie premiowane bezpośrednim awansem miejsce wywalczyła ekipa West Bromwich Albion, której zawodnikiem od stycznia tego roku jest skrzydłowy naszej reprezentacji Kamil Grosicki (na zdjęciu). O trzecie miejsce w ekstraklasie w barażach powalczą drużyny Brendfordu, Fulham, Cardiff City i Swansea City. Z ligi spadły Charlton Athletic, Wigan Athletic i poprzedni klub Grosickiego Hull City. Tak więc w nowym sezonie do grających w Premier League Łukasza Fabiańskiego (jego West Ham United utrzymał się w lidze po remisie 1:1 w przedostatniej kolejce z Manchesterem United) i Jana Bednarka (Southampton), dołączy czterech polskich piłkarzy, bo w kadrze Leeds United oprócz Klicha są jeszcze 23-letni bramkarz Kamil Miazek i 19-letni pomocnik Mateusz Bogusz. W drugą stronę prawdopodobnie powędruje Artur Boruc, którego AFC Bournemouth znajduje się w strefie spadkowej.

Rosyjski zespół hokejowy wycofał się z gry w KHL przez wirusa
Rosyjski klub hokejowy Awangard Omsk wycofał się z przedsezonowego turnieju ligi KHL z powodu wykrycia u graczy i członków sztabu 20 przypadków koronarowirusa. Menedżer zespołu Aleksiej Wołkow poinformował, że badania przeprowadzono podczas obozu przygotowawczego, a wszyscy zakażeni natychmiast zostali odizolowani od reszty ekipy. Awangard miał w planie występ w dniach 4-9 sierpnia w przedsezonowym turnieju w Soczi. Poprzedni sezon Kontinental Hockey League, w którym poza rosyjskimi rywalizowały drużyny z Białorusi, Łotwy, Finlandii, Kazachstanu i Chin, został przerwany tuż przed rozpoczęciem drugiej rundy play off, gdy z powodu pandemii koronawirusa pojawiły się problemy z podróżowaniem. Kolejna, 13. w historii edycja rozgrywek KHL ma się rozpocząć 2 września.

Rośnie liczba zakażonych w klubach ligi futbolu amerykańskiego
Władze ligi futbolu amerykańskiego NFL poinformowały, że 59 zawodników miało pozytywne wyniki testów na koronawirusa. Między innymi z tego powodu odwołano spotkania sparingowe. Poza tym nakazano, aby w kadrach klubów przebywających ma letnich zgrupowaniach było nie więcej niż 80 zawodników. Super Bowl zaplanowano na 7 lutego 2021 roku. Tytułu będzie broniła ekipa Kansas City Chiefs.

Hiszpański snajper z Górnika Zabrze będzie teraz grał w Indiach
Występujący ostatnio w Górniku Zabrze Igor Angulo został nowym zawodnikiem aktualnego mistrza ekstraklasy Indii FC Goa. 36-letni napastnik związał się z nowym klubem roczną umową. Angulo grał w Górniku przez ostatnie cztery lata. W zakończonym sezonie PKO Ekstraklasy zagrał w 36 spotkaniach, w których strzelił 16 goli. W poprzednich rozgrywkach był królem strzelców z dorobkiem 24 trafień, a w sumie zdobył dla Górnika 62 ligowe bramki.

Leon Madsen rządzi w mistrzostwach Europy na żużlu
Zwycięstwem Leona Madsena zakończył się turniej TAURON Speedway Euro Championship w Rybniku. Drugą lokatę wywalczył Rosjanin Grigorij Łaguta, a trzecią aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Duński żużlowiec, na co dzień gwiazda Włókniarza Częstochowa, wygrał także dwie poprzednie rundy tego cyklu, przez co jest teraz pierwszym zawodnikiem w historii mistrzostw Europy, który w jednym sezonie zwyciężył w trzech turniejach z rzędu. Madsen jest też jasna liderem klasyfikacji generalnej. Uczestnicy TAURON SEC mieli za sobą przymusową dwutygodniową przerwę od startów w europejskim czempionacie, spowodowaną pozytywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa u jednej z osób obecnych na meczu PGE Ekstraligi w Rybniku. Zaplanowany w ubiegł tygodniu trzeci z pięciu turniejów tegorocznej edycji SEC w Gnieźnie został przełożony na czwartek 23 lipca (te zawody zakończyły się po zamknięciu wydania). Finał tegorocznej edycji SEC odbędzie się 29 lipca w Toruniu.

Klich już w Premier League, Grosicki jeszcze walczy

Zespół Leeds United, którego graczem jest reprezentant Polski Mateusz Klich, na kolejkę przed końcem zmagań w Championship zapewnił sobie awans z pierwszego miejsca do Premier League. Na bezpośrednią promocję z drugiej pozycji wciąż ma szansę drużyna West Bromwich Albion, której zawodnikiem jest Kamil Grosicki.

Ekipa Leeds United spadła z Premier League w sezonie 2003/2004. Urodzony w 1990 roku Mateusz Klich w tym czasie był dopiero obiecującym 14-letnim juniorem Tarnovii Tarnów, którego Cracovia wzięła pod swoje skrzydła. W krakowskim klubie zadebiutował jako 18-latek w ekstraklasie i z niego w 2011 roku wyjechał za granicę, do niemieckiego VfL Wolfsburg. Zanim trafił w 2016 roku do Leeds United, zdążył zaliczyć kilka zachodnich klubów – holenderskie PEC Zwolle i Twente Enschede oraz niemiecki 1.FC Kaiserslautern. Ale w angielskim zespole też nie od razu się przebił, bo rok musiał jeszcze spędzić na wypożyczeniu w holenderskim Utrechcie. Dopiero po powrocie latem 2018 roku zyskał uznanie w oczach nowego szkoleniowca Leeds, Argentyńczyka Marcelo Bielsy, pod rządami którego stał się kluczowym graczem w zespole i jest nim do tej pory. W miniony piątek 23-krotny reprezentant Polski spełnił swoje wielkie sportowe marzenie – awansował z ekipą Leeds United do Premier League. Warto odnotować, że nie jest on jedynym Polakiem w tym klubie. Oprócz niego zawodnikami beniaminka angielskiej ekstraklasy są jeszcze 23-letni bramkarz Kamil Miazek oraz utalentowany 18-letni pomocnik Mateusz Bogusz.
O grze w Premier League marzy też Kamil Grosicki, dlatego zimą odszedł z Hull City do zespołu West Bromwich Albion. Na razie nie jest tak ważnym graczem w ekipie WBA, jak Klich w Leeds. Aktualny wicelider Championship w przedostatniej 45. kolejce nieoczekiwanie przegrał na wyjeździe z Huddersfield Town 1:2 (Grosicki wszedł na boisko w 46 minucie) i po tej porażce nie tylko przekreślił swoje szanse na wyprzedzenie Leeds United i zajęcie pierwszego miejsca w lidze, to jeszcze na dodatek mógł też stracić także premiowaną bezpośrednim awansem do Premier League drugą lokatę. Na szczęście dla zespołu Grosickiego trzeci w tabeli Brentford także przegrał nieoczekiwanie z niżej notowanym Stoke City (0:1), ale ma tylko jeden punkt straty do West Bromwich. W grze o drugą lokatę liczy się też jeszcze czwarte Fulham, które ma na koncie 80 pkt i dwa „oczka” mniej od WBA. Zatem dopiero w ostatniej, zaplanowanej na środę 22 lipca 44. kolejce rozstrzygnie się, który z tych trzech zespołów od razu dołączy do Leeds United, a który o trzecie premiowane awansem miejsce będzie musiał powalczyć w barażach. West Bromwich Albion zmierzy się u siebie z Queens Park Rangers, Fulham na wyjeździe zagra z Wigan Athletic, a Brentford podejmie Barnsley.
W 45. kolejce porażką 3:4 z Queens Park Rangers szans na zajęcie miejsca premiowanego udziałem w barażach pozbawiła się drużyna Millwall, której bramkarzem jest były reprezentant Polski Bartosz Białkowski. Trochę szkoda, bo w przypadku awansu Białkowski mógłby zapełnić lukę w Premier League po Arturze Borucu, gdyby wraz z AFC Bournemouth został zdegradowany do Championship. Tego losu na pewno nie podzieli już nasz aktualny reprezentacyjny bramkarz Łukasz Fabiański, którego zespół, West Ham United, w 36. kolejce Premier League pokonał Watford 3:1 i oddalił się od strefy spadkowej na bezpieczna odległość. Ekipa Fabiańskiego awansowała na 15. miejsce i na dwie kolejki przed końcem rozgrywek ma sześć punktów przewagi na znajdującymi się w strefie spadkowej Bournemouth i Aston Villą, a ma od nich lepszy bilans bramkowy, który rozstrzyga o kolejności przy równej liczbie punktów. W środę West Ham zagrają na wyjeździe z Manchesterem United, a na zakończenie zmagań, 26 lipca, podejmie przedostatnią w tabeli Aston Villę.

Bednarek grał jak z nut

Miniony weekend był udany dla większości polskich piłkarzy występujących na angielskich boiskach. Sukces największego kalibru odniósł jednak obrońca FC Southampton Jan Bednarek, który zagrał znakomicie w wygranym przez jego zespół 1:0 meczu 33. kolejki Premier League z Manchesterem City.

To był bardzo dobry występ Jana Bednarka, który w parze z Jackiem Stephensem w tym sezonie tworzy żelazną parę stoperów FC Southampton. Jak trudny do sforsowania jest to duet przekonali się w miniony weekend gracze wicelidera Premier League Manchesteru City. A warto przypomnieć, że prowadzona przez Pepa Guardiolę drużyna „The Citizens” w minionym tygodniu rozgromiła świeżo upieczonych mistrzów Anglii, FC Liverpool, aż 4:0. Nasz reprezentacyjny obrońca dobrze przewidywał zamiary rywali i w odpowiednich momentach przerywał ich akcje oraz blokował próby strzałów na bramkę swojego zespołu. Pracy miał w tej potyczce co niemiara, bo zespół Manchesteru City po stracie gola w 16. minucie do końca spotkania zawzięcie dążył do zmiany wyniku i wściekle atakował bramkę „Świętych”.
Bednarek po meczu zebrał mnóstwo pozytywnych opinii, podobnie jak Stephens, który także zagrał koncertowo. Przez zachwyconych zwycięstwem nad ekipą z Manchesteru fanów Southamptonu duet stoperów na Twitterze stawiany był w jednym rzędzie z najlepszymi obrońcami na świecie, jak Paolo Maldini, Alessandro Nesta, Fabio Cannavaro, Gerard Pique i Carles Puyol. Zresztą nie tylko kibice, ale także angielscy dziennikarze byli pod wrażeniem gry Bednarka i Stephensa. „Ich gra była wyjątkowo imponująca” – napisał portal 90min.com, który reprezentantowi Polski wystawił notę „8” (w skali 1-10). Na ocenę wyżej Bednarek zasłużył według Sky Sports, które przyznało Polakowi notę „9”, taką samą dostali jeszcze tylko Stephens i bramkarz Alex McCarthy. Z kolei inny branżowy serwis piłkarski, Hampshire Live, przyznał naszemu reprezentacyjnemu obrońcy notę „8”, uzasadniając ją taka opinią: „W pierwszej połowie Polak popisał się kluczowym zablokowaniem strzału Riyada Mahreza. Ciężko pracował i interweniował z poświęceniem”.
Po zwycięstwie nad Manchesterem City zespół Southampton ma na koncie 43 punkty i zajmuje 13. miejsce w tabeli Premier League, mając już 16 „oczek” przewagi nad znajdującymi się w strefie spadkowej drużynami Aston Villi i Bournemouth. Tak więc „Świętym” degradacja do niższej ligi już nie grozi. A nas powinno cieszyć, że Bednarek prezentuje tak formę. Za półtora miesiąca polska reprezentacja rozegra pierwsze mecze w Lidze Narodów.
Przed spadkiem wciąż musi bronić się natomiast zespół naszego reprezentacyjnego bramkarz Łukasza Fabiańskiego, West Ham United, który w 33. kolejce zremisował na wyjeździe 2:2 z Newcastle United. Ekipa „Młotów” zajmuje 16. lokatę z dorobkiem 31 punktów. Zajmujący 17. miejsce Watford ma o trzy „oczka” mniej, a wspomniane już wcześniej zespoły Aston Villi i Bournemouth, zajmujące odpowiednio 18. i 19 miejsce, zgromadziły dotąd po 27 punktów. Zajmująca ostatnie w tabeli, 20. pozycję ekipa Norwich City zdobyła tylko 21 „oczek” i jest już de facto w Championship.
A na zapleczu angielskiej ekstraklasy dwa czołowe miejsca, premiowane bezpośrednim awansem, zajmują zespoły z reprezentantami Polski w składzie – Mateuszem Klichem (Leeds United) i Kamilem Grosickim (West Bromwich Albion). Obaj zagrali w meczach swoich drużyn w rozegranej w miniony weekend 41. kolejki i obaj strzelili gole. Klich w spotkaniu Leeds z Blackburn Rovers (3:1) grał do 89. minuty. Z kolei Grosicki w spotkaniu z Hull City, swoja poprzednia drużyną, po raz pierwszy zagrał w barwach West Bromwich Albion w podstawowym składzie. W wygranym 4:2 meczu skrzydłowy naszej reprezentacji strzelił gola na 3:2. Było to jego siódme ligowe trafienie w tym sezonie, ale sześć wcześniejszych uzyskał jako zawodnik Hull City. Dlatego nie okazał przesadnej radości.
Na pięć kolejek przed końcem rozgrywek w tabeli Championship prowadzi Leeds United z dorobkiem 78 pkt, mając jedno „oczko” przewagi nad wiceliderem West Bromwich Albion. Do Premier League awansują bezpośrednio dwa czołowe zespoły, a trzeci zostanie wyłoniony w barażach z udziałem zespołów z miejsc 3-6. Po 41 kolejkach miejsce 3. zajmuje Brentford (72 pkt), 4. Fulham (70), 5. Nottingham Forest (68) i 6. Cardiff City (64). Szanse na zakwalifikowanie się do baraży mają jeszcze zespoły z polskimi piłkarzami w składzie – 7. lokatę z 61 pkt na koncie zajmuje Derby County (Krystian Bielik), a z 59 pkt 9. jest Millwall (Bartosz Białkowski).

Problem z Grosickim

Restart piłkarskich rozgrywek w całej Europie sprawił, że niemal wszyscy piłkarze powoływani przez Jerzego Brzęczka do kadry albo wrócili do gry, albo rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. To daje nadzieję, że do wrześniowych meczów w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną wszyscy kadrowicze zdążą osiągnąć wysoką formę. Na razie prezentują się różnie.

Poza wszelką konkurencją jest w tej chwili Robert Lewandowski, który po restarcie rozgrywek Bundesligi zachwyca skutecznością i mistrzowską formą, więc w jego przypadku możemy być chyba stuprocentowo pewni, że za dwa miesiące nie obniży lotów. Cieszy też coraz lepsza gra Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin, a z kadrowiczów występujących w Bundeslidze jak na razie zawodzi jedynie Dawid Kownacki. Skrzydłowy Fortuny Duessledorf wyleczył już co prawda kontuzję i wrócił do meczowej kadry swojego zespołu, ale na razie grzeje ławę, a na domiar złego Fortunie grozi degradacja do niższej ligi, co może spowodować poważne perturbacje w karierze tego piłkarza. Kownacki jest najdroższym graczem ekipy z Duesseldorfu i po ewentualnym spadku klub pewnie będzie chciał się go szybko pozbyć, a jak wiadomo taka sytuacja raczej nie pomaga w uzyskaniu wysokiej formy.
Po restarcie rozgrywek przeciętnie jak na razie spisują się bramkarze. Wojciech Szczęsny w poniedziałkowym meczu Serie A Juventusu z Bologną (2:0) zachował co prawda czyste konto, ale grał niepewnie i było widać, że długa przerwa źle wpłynęła na jego dyspozycję. Za swój występ zebrał słabe noty. Niewiele lepiej wypadł też grający w Bolognie Łukasz Skorupski. Jeśli chodzi o innych kluczowych kadrowiczów występujących we włoskiej ekstraklasie, to do gry wrócili Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli oraz Karol Linetty i Bartosz Bereszyński w Sampdorii Genua. Ale cała czwórka, a także występujący obecnie w ekipie SPAL Arkadiusz Reca, szykują się do zmiany klubowych barw albo negocjują nowe kontrakty, zatem mogą wkrótce znaleźć się w podobnym położeniu, jak wspomniany wyżej Kownacki.
Także Łukasz Fabiański nie błyszczał w bramce West Hamu United w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu Premier League z Wolverhampton. Zdecydowanie lepiej oceniono grającego w Southampton na pozycji stopera Jana Bednarka w wygranym przez jego zespół 3:0 wyjazdowym meczu z Norwich. „Święci” mają 11 punktów przewagi nad strefą spadkową i Bednarek nie musi martwić się o swoją przyszłość.
Co innego Fabiański, bo jego drużynie zagraża widmo degradacji do Championship, z której do klubowej elity w Anglii próbują się dostać występujący w drużynie wicelidera tych rozgrywek, Leeds United, Mateusz Klich oraz pozyskany zimą z Hull City przez prowadzący w stawce West Bromwich Albion Kamil Grosicki. Niestety, o ile Klich po wznowieniu rozgrywek nie stracił pozycji podstawowego gracza, to lewoskrzydłowy naszej reprezentacji w nowym klubie nie tylko że nie zdołał wywalczyć miejsca w podstawowej jedenastce, to na dodatek w pierwszej kolejce po restarcie rozgrywek zabrakło dla niego miejsca nawet w szerokiej kadrze na mecz z Birmingham (0:0).
Trener West Bromwich Slaven Bilić w siedmiu ligowych kolejkach rozegranych przed zawieszeniem rozgrywek za każdym razem sadzał reprezentanta Polski na ławce rezerwowych i wpuszczał na boisko dopiero na ostatnie minuty meczów, w starciu z Birmingham nie zdecydował się nawet na takie rozwiązanie. „Chciałem mieć w odwodzie dwóch napastników, dlatego musiałem odesłać na trybuny dwóch pomocników i zdecydowałem, że będą to Conor Townsend i Kamil Grosicki. Wiem, że obaj są tym mocno rozczarowani, ale walczymy o awans i najważniejszy jest interes drużyny” – wyjaśnił chorwacki szkoleniowiec. Miejmy nadzieje, że po bezbramkowym remisie Bilić zmieni zdanie odnośnie przydatności polskiego piłkarza, bo jeśli nie, trener reprezentacji Polski będzie miał we wrześniu problem z obsadą lewego skrzydła, albo będzie musiał postawić na innego zawodnika.
Do gry wróciła też liga rosyjska, ale bez Sebastiana Szymańskiego, który wraz z dwoma innymi graczami Dynama Moskwa zaraził się koronawirusem i wylądował w szpitalu. W trakcie zawieszenia rozgrywek ulotniła się niestety wielka forma Grzegorza Krychowiaka, bo w pierwszym po restarcie meczu Lokomotiwu Moskwa, z FK Orenburg (1:0), nasz piłkarz dostał słabe noty za swój występ. W spotkaniu tym zagrał też Maciej Rybus, który wreszcie wyleczył kontuzję i jest w stanie grać na pełnych obrotach przez cały mecz.
Słabszy występ Krychowiaka nie wywołał w Rosji negatywnych reakcji. „To prawda, zagrał słabiej niż mogliśmy oczekiwać, ale bez wątpienia wkrótce wróci do swojej normalnej formy. Podczas niedzielnego spotkania był dobrze pilnowany i nie był w stanie uwolnić się od rywali. To wszystko dlatego, że jego szybkość nie była jeszcze wystarczająca” – napisano w ocenie występu kluczowego pomocnika reprezentacji Polski. Wypada mieć nadzieję, że „Krycha” szybko nadrobi te braki.

Fabiański lepszy od Bednarka

W angielskiej Premier League występuje dwóch aktualnych reprezentantów Polski – Łukasz Fabiański i Jan Bednarek. W minioną sobotę ich zespoły, West Ham United i Southampton, zmierzyły się w meczu 28 kolejki. Lepsza w tym starciu okazała się drużyna Fabiańskiego, która wygrała 3:1.

Sobotnie spotkanie West Hamu United z Southamptonem miało zatem mocny polski akcent, zwłaszcza że obaj nasi reprezentanci wystąpili w podstawowych składach swoich drużyn i spędzili na boisku pełne 90 minut. Niestety, ekipy naszych piłkarzy są w tym sezonie skazane na walkę o utrzymanie w Premier League. W tej chwili w lepszej sytuacji od West Hamu jest Southampton, który mimo porażki jest wyżej w tabeli i z dorobkiem 34 punktów zajmuje 13. lokatę. Ekipa Fabiańskiego nie ma aż takiego komfortu. West Ham po wygranej ze „Świętymi” uciekł co prawda ze strefy spadkowej na 16. miejsce, ale ma na koncie tylko 27 punktów, tyle samo co 18. Bournemouth, którego rezerwowym bramkarzem jest 39-letni Artur Boruc, i tylko dwa „oczka” więcej od 19. Aston Villi, ale ten zespół ma jeden zaległy mecz do rozegrania. Ostatnią 20. lokatę zajmuje Norwich City z dorobkiem 21 pkt i na razie to jest jedyny kandydat do spadku. Obawiać degradacji muszą się też 17. w tabeli Watford (27 pkt), który sensacyjnie ograł w ten weekend FC Liverpool, oraz 15. Brighton&Hove (28 pkt), 14. Newcastle United (32 pkt) i nawet 13. Southampton (34 pkt).
Jeśli nie zdarzy się jakiś piłkarski kataklizm, to wszystko wskazuje, że w przyszłym sezonie do Premier League dołączą dwa zespoły z polskimi piłkarzami. Na czele Championship znajdują się obecnie ekipy West Bromwich Albion, w barwach którego występuje obecnie pozyskany tej zimy z Hull City Kamil Grosicki, zaś wiceliderem jest drużyna Leeds United, w której filarem jest inny z aktualnych reprezentantów Polski Mateusz Klich. Leeds United w miniony weekend w 36. kolejce rozbił na wyjeździe Hull City aż 4:0, a przy dwóch golach asystował Klich. Dla naszego piłkarza był to 36. ligowy występ w tym sezonie i ta liczba mówi wszystko o jego roli w zespole. Klich ma na koncie ponadto cztery bramki i cztery asysty. Leeds United ma 68. punktów i jedno „oczko” straty do lidera West Bromwich, ale pięć punktów przewagi na nad trzecim Fulham. A do Premier League bezpośrednio awansują dwie pierwsze drużyny.

48 godzin sport

Piszczek w gronie wybitnych
Łukasz Piszczek (na zdjęciu) został uchwała zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej włączony do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Do tego prestiżowego gremium przyjmowani są zawodnicy, którzy rozegrali w narodowych barwach co najmniej 80 meczów (wcześniej granicą było 60 spotkań), ale dla piłkarzy nie spełniających tego wymogu, lecz wyróżniających się szczególnymi osiągnięciami w reprezentacji i mających na koncie co najmniej 40 występów, PZPN może uczynić wyjątek. Piszczek rozegrał w biało-czerwonych barwach 66 meczów i zdobył trzy bramki. Wystąpił w czterech wielkich turniejach – trzykrotnie w finałach mistrzostw Europy (2008, 2012 i 2016 roku) oraz w finałach mistrzostw świata (2018).

Komisja Ligi zdrowo trzepnęła po kieszeni Lecha i Lechię
Zgodnie z przewidywaniami Komisja Ligi nałożyła kadry finansowe na Lecha Poznań i Lechię Gdańsk po ekscesach kibiców tych klubów podczas ich meczu w poprzedniej kolejce. Gdańszczanie będą musieli zapłacić 80 tys. złotych, a ich fani otrzymali do końca sezonu zakaz zorganizowanych wyjazdów na mecze swojej drużyny. W przypadku Lecha grzywna wynosi 50 tys. złotych, a kibice „Kolejorza” dostali zakaz wyjazdów na dwa najbliższe spotkania Lecha na stadionie Lechii.

Grosicki i Klich coraz bliżej awansu do Premier League
Reprezentant Polski Mateusz Klich strzelił gola dla Leeds United w wygranym przez jego zespół na wyjeździe 1:0 spotkaniu z Middlesbrough w 35. kolejce angielskiej Championship. Było to czwarte ligowe trafienie w tym sezonie 29-letniego pomocnika. Zespół Leeds z dorobkiem 65 punktów jest wiceliderem rozgrywek. Pierwsze miejsce z przewagą czterech „oczek” zajmuje ekipa West Bromwich Albion, której zawodnikiem od tego roku jest inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Do Premier League z Championship bezpośredni awans uzyskują dwa najlepsze zespoły. Trzeci w tabeli zespół, Fulham, ma do Leeds pięć punktów straty.

Trzecie miejsce Przygońskiego w rajdzie po bezdrożach Kataru
Jakub Przygoński z pilotem Timo Gottschalkiem (Orlen Team)zajęli trzecie miejsce w Rajdzie Kataru, pierwszej rundzie Pucharu Świata FIA w rajdach terenowych. Imprezę wygrał kierowca gospodarzy Nasser Al-Attiyah, dla którego był to już siódmy triumf w tym rajdzie, a drugie miejsce zajął Saudyjczyk Yazeed Al- Rajhi. Kolejna runda cyklu, Abu Dhabi Desert Challenge, odbędzie się w dniach 20-26 marca.

Plan gier PKO Ekstraklasy w najbliższy weekend
Zestaw par 24. kolejki. Piątek 28 lutego: Raków Częstochowa – Piast Gliwice, godz. 18:00; Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, godz. 20:30. Sobota 29 lutego: Wisła Kraków – Wisła Płock, godz. 15:00; Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin, godz. 17:30; Legia Warszawa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela 1 marca: Korona Kielce – Lechia Gdańsk, godz. 12:30; Arka Gdynia – ŁKS Łódź, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław, godz. 17:30.

Podczas testów Kubica poszalał w bolidzie Alfa Romeo
Robert Kubica uzyskał najlepszy czas spośród wszystkich uczestników pierwszego dnia drugiej tury testów zimowych Formuły 1 na torze Catalunya w Barcelonie. Polak jako jedyny przejechał jedno okrążenie poniżej 1 minuty i 17 sekund (1.16,942). W trakcie pomiaru tylko on jechał na oponach C5 (najbardziej miękkich). kubica testował bolid Alfa Romeo jedynie w sesji przedpołudniowej, a po południu zastąpił go za kierownicą etatowy kierowca zespołu Alfa Romeo Orlen Racing Kimi Raikkonen. Fiński kierowca był jednak od Polaka o ponad dwie i pół sekundy wolniejszy. Najbardziej do wyniku Kubicy zbliżył się Holender Max Verstappen (Red Bull Racing), który na oponach C3 był o 0,405 sekundy gorszy. Niecałe pół sekundy wolniejszy był również trzeci w klasyfikacji Sergio Perez (Racing Point), a kolejne lokaty zajęli Pierre Gasly (Alpha Tauri), Alexander Albon (Red Bull), Lewis Hamilton (Mercedes), Daniił Kwiat (Alpha Tauri) i Lance Stroll (Racing Point).

48 godzin sport

Świątek i Kubot nie dali rady
Iga Świątek i Łukasz Kubot (na zdjęciu) zakończyli swój udział w Australian Open na ćwierćfinale. Polska para przegrała z reprezentantami gospodarzy Astrą Sharmą i Johnem-Patrickiem Smithem 6:3, 7:6, 3-10. Kubot i Świątek najdłużej z reprezentantów Polski utrzymali się w turnieju w rywalizacji seniorów. Hubert Hurkacz, Mada Linette i Alicja Rosolska odpadli na początku imprezy. Na kortach Melbourne Park walczy natomiast jeszcze dwójka naszych juniorów. 17-letnia Weronika Baszak awansowała do półfinału, pokonując w 1/4 finału rozstawioną z numerem 16. zawodniczkę z Hongkongu Hong Yi Cody. Do półfinału gry podwójnej juniorów doszedł też Mikołaj Lorens grając w parze z Łotyszem Karlisem Ozolinsem. Ich przeciwnikami w walce o awans do finału będą Brytyjczycy Arthur Fery i Felix Gill.

Piątek chce uciec z Mediolanu, a Grosicki z Hull City
Niemiecki „Bild” podał, że niechciany już w AC Milan polski napastnik Krzyszof Piątek w czwartek przeszedł w Berlinie testy medyczne. Transfer reprezentanta Polski do Herthy Berlin, któej trenerem jest Juergen Klinsmann, wydaje się zatem przesądzony, zwłaszcza że mediolański klub ostatecznie przystał na proponowaną przez niemiecki klub zapłatę w wysokości 22 mln euro plus bonusy. Piątek także zaakceptował warunki indywidualnego 4,5-rocznego kontraktu. Do zmiany klubu w kończącym się 31 stycznia zimowym oknie transferowym szykuje się też inny reprezentant Polski, Kamil Grosicki. Grający obecnie w Hull City skrzydłowy ma przejść za dwa miliony funtów do również występującego w angielskiej drugiej lidze West Bromwich Albion, ale ma też ofertę z Celticu Glasgow.

Indykpol AZS Olsztyn zmienił trenera
Były szkoleniowiec siatkarskiej reprezentacji Polski Daniel Castellani został nowym trenerem Indykpolu AZS – poinformował w środę olsztyński klub. Argentyńczyk zastąpił Włocha Paolo Montagnaniego, który zrezygnował z funkcji po serii porażek w ekstraklasie. 58-letni Castellani w latach 2009-10 prowadził reprezentację biało-czerwonych, zdobywając z nią pierwszy w historii polskiej siatkówki złoty medal mistrzostw Europy. W PlusLidze był trenerem PGE Skry Bełchatów (2006-2009), z którą trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, a także Zaksy Kędzierzy-Koźle (2012-2013). Od 2017 r. do lutego 2019 r. był szkoleniowcem brazylijskiego klubu Funvic Taubate. Poprzedni trener olsztynian Włoch Paolo Montagnani przed blisko tygodniem zrezygnował z funkcji, po tym jak jego podopieczni ponieśli siedem porażek z rzędu, wliczając w to przegraną z PGE Skrą Bełchatów w ćwierćfinale Pucharu Polski. Po jego odejściu zespół przegrał kolejny mecz w ekstraklasie siatkarzy, tym razem z GKS Katowice 2:3. Indykpol AZS z 20 punktami (7 zwycięstw, 9 porażek) zajmuje obecnie ósme miejsce. W czwartek szkoleniowca zmieniono też w zespole Asseco Resovii Rzeszów. Obowiązki zdymisjonowanego Piotra Gruszki przejął jego asystent Wojciech Serafin.

Koronowirus burzy kalendarz sportowych imprez
Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podało, że zaplanowane na marzec w Nankinie lekkoatletyczne halowe mistrzostwa świata z powodu rozprzestrzeniającego się w Chinach groźnego koronawirusa zostały przełożone na 2021 rok. Epidemia zapalenia płuc wywoływanego przez nowy rodzaj wirusa wybuchła w grudniu w Wuhan w środkowych Chinach. Według oficjalnych danych w Chinach kontynentalnych potwierdzono dotychczas prawie 6 tys. przypadków zakażenia i 132 zgony spowodowane wirusem. Chińskie władze praktycznie odcięły od świata liczący 11 mln mieszkańców Wuhan i wprowadziły ograniczenia w przemieszczaniu się w szeregu okolicznych miast. Wirus przedostał się jednak poza granice Chin i jego pojawienie się potwierdzono już w kilkunastu innych krajach, w tym także europejskich. Działacze IAAF rozważali przeniesienie imprezy do innego kraju, ale ponieważ jego zasięg staje się coraz bardziej ogólnoświatowy, zrezygnowano z tego pomysłu. „Wiemy, że władze Chin robią wszystko, by wirus się nie rozszerzał, ale musimy chronić naszych sportowców, członków federacji i partnerów” – napisano na oficjalnej stronie światowej federacji.