Biało-czerwoni najlepsi w grupie G

Chociaż reprezentacja Polski po raz pierwszy od sześciu lat zaczęła mecz bez Roberta Lewandowskiego, a trener Jerzy Brzęczek kompletnie pogubił się w drugiej połowie, to mimo to biało-czerwoni wygrali 2:1 i zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie G. Z drugie go miejsca awans wywalczyła ekipa Austrii, która pokonała w sobotę Macedonię Północną 2:1.

Po raz pierwszy od sześciu lat i 38 spotkań Robert Lewandowski rozpoczął mecz reprezentacji na ławce rezerwowych. Pod jego nieobecność funkcję kapitana drużyny przejął Kamil Glik. W wyjściowym składzie zabrakło też Kamila Grosickiego. Trener Jerzy Brzęczek trochę mętnie tłumaczył, że chciał sprawdzić jak zespół będzie funkcjonował bez tych dwóch zawodników. W mediach pojawiły się też plotki, że ponoć „Lewy” na prośbę Bayernu miał w ogóle z Izraelem nie zagrać, ostatecznie jednak wszedł na boisko na ostatnie pół godziny meczu, ale chyba jedynie po to, żeby zaliczyć 110 występ w narodowej drużynie.

Brzęczek po raz kolejny pokazał, że jako trener wciąż fachowcem jest takim sobie. Gdyby znał się na rzeczy jak należy, nie wystawiłby do gry Przemysława Frankowskiego, a już na pewno nie na całe 90 minut. Ten piłkarz od półtora miesiąca nie rozegrał przecież żadnego meczu, bo jego klubowy zespół, Chicago Fire, wcześnie odpadł z rywalizacji w MLS. Co może taka długa przerwa zrobić z formą piłkarza, zobaczyliśmy właśnie na przykładzie Frankowskiego, szczególnie w ostatnich trzydziestu minutach spotkania. W tym okresie gry był dwunastym graczem zespołu Izraela i bezdyskusyjnie nadawał się do zmiany, tymczasem Brzęczek zdjął z boiska wyśmienicie grających Sebastiana Szymańskiego i Grzegorza Krychowiaka. W linii pomocy zastąpił ich Dominikiem Furmanem i Mateuszem Klichem, graczami wybitnie defensywnymi i znacznie gorszymi.

Zastanawiające roszady Brzęczka

Co ciekawe, za Szymańskiego wszedł Lewandowski, więc przez prawie 10 minut mieliśmy na boisku dwóch środkowych napastników, prawonożnego Frankowskiego na lewym, a lewonożnego Zielińskiego na prawym skrzydle, zaś w środku za biegającym bez celu Piątkiem Lewandowskiego. Jeśli miała to być riposta Brzęczka na taktyczne roszady trenera Izraelczyków, który po przerwie wzmocnił akurat środkową linię, to była wybitnie nieudana, bo wprowadziła niepotrzebne zamieszanie w szeregi biało-czerwonych. Rywale natychmiast z tego skorzystali i przejęli inicjatywę, której nawet po korekcie ustawienia i odesłaniu do szatni Piątka już nasi piłkarze nie odzyskali. Prezes PZPN Zbigniew Boniek niesłusznie po meczu ciskał na piłkarzy gromy, jeśli już, powinien mieć pretensje do trenera.

Biało-czerwoni już przed meczem w Jerozolimie mieli awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy w kieszeni, natomiast Izraelczycy na zajęcie także premiowanego awansem drugiego miejsca w grupie tylko matematyczne szanse. Tuż przed spotkaniem UEFA ogłosiła jednak, że ekipa Izraela zagra w barażach. To efekt tzw. klucza Ligi Narodów. Ten przepis mówi, że każdy zwycięzca grupy w Lidze Narodów ma zapewniony start w barażach o Euro 2020.

Jeżeli jednak któraś z drużyn zapewni sobie bezpośredni awans na mistrzostwa Europy, to wtedy do barażów dostaje się kolejna najwyżej sklasyfikowana reprezentacja według rankingu Ligi Narodów. Izrael w Lidze Narodów grał w dywizji C i w pierwszej grupie zajął drugie miejsce. Ponieważ jednak ekipy Finlandii i Szwecji wywalczyły awans do Euro 2020, kolejna w rankingu drużyna Izraela z automatu dostała prawo gry w barażach. Będzie w nich walczyć w dywizji C, a jej potencjalnymi rywalami mogą być Szkocja, Norwegia oraz Bułgaria.

W sobotę z grupy G awans wywalczyła ostatecznie Austria, a wraz z nią na listę zakwalifikowanych uczestników przyszłorocznych mistrzostw naszego kontynentu wpisały się też zespoły Chorwacji, Holandii i Niemiec. Te cztery ekipy dołączyły do już cieszących się z awansu drużyn Belgii, Polski, Rosji, Włoch, Hiszpanii, Ukrainy, Anglii, Czech, Francji, Turcji, Finlandii i Szwecji.

Euro 2020 nie będzie mieć jednego czy dwóch gospodarzy, a odbędzie się w dniach 12 czerwca – 12 lipca na 12 stadionach w 12 krajach. Decyzja o tym formacie ME zapadła w grudniu 2012 na spotkaniu Komitetu Wykonawczego UEFA. W ten sposób władze futbolu na Starym Kontynencie chciały uczcić 60. rocznicę pierwszych mistrzostw Europy.

W Kopenhadze, Bukareszcie, Amsterdamie, Dublinie, Bilbao, Budapeszcie, Glasgow, Monachium, Baku, Sankt Petersburgu, Rzymie oraz w Londynie rywalizować będą 24 zespoły, które zostaną podzielone na sześć grup. Ich losowanie odbędzie się 30 listopada w Bukareszcie.

Czterech ostatnich wyłonią marcowe turnieje barażowe z udziałem najlepszych drużyn pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA, które nie przejdą klasycznych kwalifikacji. Wiadomo też, że drużyny z miast-współgospodarzy trafią do grup we własnych krajach i co najmniej dwa spotkania rozegrają przed własną publicznością. Zasady turnieju będą identyczne jak cztery lata wcześniej we Francji.

Pora na rewanż ze Słowenią

Ostatnie spotkanie w obecnych eliminacjach nasza reprezentacja rozegra we wtorek 19 listopada na Stadionie Narodowym w Warszawie, a jej przeciwnikiem będzie zespół Słowenii. Będzie to już mecz bez żadnej stawki, dlatego jego najważniejszym akcentem ma być zaplanowana w jego trakcie ceremonia pożegnania Łukasza Piszczka, chociaż kibice pewnie woleliby zobaczyć solidny rewanż biało-czerwonych na Słoweńcach za wrześniową bolesną porażkę 0:2 w Lublanie.

Izrael – Polska 1:2
Gole: Moanes Dabour (88) – Grzegorz Krychowiak (4), Krzysztof Piątek (54).
Izrael: Ofir Marciano – Loai Taha (43. Dolev Haziza), Eitan Tibi, Nir Biton – Eli Dasa, Dan Glazer, Bibras Natcho, Beram Kayal (79. Ilay Elmkies), Omri Ben Harush (65. Sun Menahem) – Moanes Dabour, Eran Zahavi.
Polska: Wojciech Szczęsny – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Przemysław Frankowski, Krystian Bielik, Grzegorz Krychowiak (84. Dominik Furman), Piotr Zieliński, Sebastian Szymański (63. Robert Lewandowski) – Krzysztof Piątek (70. Mateusz Klich).
Żółte kartki: Biton – Bielik.
Sędziował: Mattias Gestranius (Finlandia).
Widzów: 16 700.

Grupa G
9. kolejka
Izrael – Polska 1:2
Austria – Macedonia Północna 2:1
Słowenia – Łotwa 1:0

Tabela grupy G
1. Polska                  9     22   15:3
2. Austria                 9    19    19:8
3. Słowenia              9    14    14:8
4. Macedonia Płn     9    11   11:13
5. Izrael                    9    11    16:17
6. Łotwa                   9      0      2:28

 

Asysty Grosickiego

W 14. kolejce angielskiej Championship doszło do starcia dwóch reprezentantów Polski. Zespół Hull City z Kamilem Grosickim w składzie pokonał 2:0 ekipę Krystiana Bielika, Derby County.

W liczącej 24 zespoły Championship po 14. kolejkach z drużyn mających w składach polskich piłkarzy najwyżej plasuje się Leeds United, którego filarem jest Mateusz Klich, a rezerwowym bramkarzem Kamil Miazek. W miniony weekend Klich rozegrał cały mecz w wyjazdowej potyczce z Sheffield Wednesday, ale po remisie 0:0 jego ekipa ma 25 pkt i zajmuje w tabeli trzecie miejsce, za West Bromwich Albion (27) i Preston North End (25).

Grosicki i Bielik zmierzyli się w bezpośredniej walce, z której zwycięsko wyszedł „Grosik”. Jego zespół wygrał 2:0, a on zaliczył asysty przy obu trafieniach. W tabeli Hull City także jest wyżej, bo z 19 pkt na koncie zajmuje 12. lokatę, natomiast Derby z jednym punktem mniej zajmuje 16. pozycję. Warto wspomnieć, że wcześniej drużyna Hull City nie potrafiła wygrać z Derby w sześciu kolejnych spotkania, nic zatem dziwnego, że kibice fetowali Grosickiego jak bohatera.

Na zapleczu Premier League występuje jeszcze dwóch naszych bramkarzy. 32-letni Bartosz Białkowski w tym sezonie broni barw Millwall. Nie jest to mocny zespół – od 17 sierpnia tracił w każdym meczu minimum jednego gola. Tym razem Białkowski mógł odnotować występ „na zero”, bo Millwall, po raz pierwszy od 2003 ropku, wygrało ze Stoke (2:0) i awansowało na 15. miejsce.
Po nieudanym starcie wiatr w żagle złapał też Huddersfield Town z Kamilem Grabarą w bramce. Ekipa naszego młodzieżowego reprezentanta nie przegrała w szóstym meczu z rzędu, tym razem pokonując Barnsley 2:0, dzięki czemu uciekła ze strefy spadkowej na bezpieczne 20. miejsce.

 

 

Polacy w Championship

Trzech reprezentantów Polski z angielskiej Championship, Kamil Grosicki, Mateusz Klich i Krystian Bielik, po powrocie ze zgrupowania kadry zagrało w ligowych meczach swoich drużyn.

Zaskoczeniem był występ Bielika, który z powodu kontuzji nie zagrał przecież w żadnym październikowym meczu naszej reprezentacji. Trener Derby County Phillip Cocu nie miał jednak żadnych oporów i wystawił Polaka do gry przeciwko ekipie Charlton Atletic. Dla Bielika był to emocjonalnie trudny występ, bo poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w tym klubie i pomógł mu w awansie z Ligue 1 (angielska III liga) do Championship. Dawni koledzy nie mieli aż tyle sentymentów i dokopali drużynie Derby 3:0, a trener Cocu zdjął polskiego piłkarza w 60. minucie.

Grosicki grał do 84. minuty, ale jego Hull City znowu przegrało u siebie, tym razem z Queens Park Rangers 2:3. Skrzydłowy naszej reprezentacji tym razem nie strzelił gola, ale zaliczył niezły wystąp. Całego spotkania nie zaliczył też Mateusz Klich, którego trener Leeds United Marcelo Bielsa zmienił po godzinie gry. Ekipa Leeds wygrała potyczkę 1:0 z Birmingham City po golu Kalvin Phillips w 65. minucie, gdy polskiego piłkarza nie było już na boisku. Ale Klich mógł z bliska przyjrzeć się ekscesom do jakich na Elland Road dopuściła się grupa kiboli Birmingham City.

Całe mecze rozegrali natomiast bramkarze: Bartosz Białkowski obronił rzut karny w przegranym przez jego Millwall 2:3 meczu z Brentford. Były bramkarz reprezentacji Polski obronił „jedenastkę” egzekwowaną w 24. minucie przez Ollie Watkinsa. Z kolei młodzieżowy reprezentant Polski Kamil Grabara pomógł Huddersfield Town wywalczyć remis 2:2 w wyjazdowym meczu z Blackburn Rovers.

 

Tercet dzielnych strzelców

Do pierwszego październikowego meczu reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020 (z Łotwą w Rydze) zostało niespełna półtora tygodnia, dlatego cieszą strzeleckie popisy naszych kluczowych piłkarzy w ligowych rozgrywkach. W miniony weekend swoje kolejne bramki w tym sezonie zdobyli Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Grzegorz Krychowiak.

Lewandowski w meczu 6. kolejki Bundesligi z Padeborn strzelił już 10. gola w obecnych rozgrywkach. Kapitan reprezentacji Polski ustanowił tym samym nowy rekord niemieckiej ekstraklasy, jest bowiem pierwszym w historii jej zawodnikiem, który zdobył 10 bramek w pierwszych sześciu kolejkach ligowych. Bawarczycy wygrali jednak z outsiderem Bundesligi tylko 3:2, a stracone przez nich bramki są pierwszymi w historii zdobytymi przez Padeborn w meczach z Bayernem. „Lewy” i spółka dzięki tej wygranej wskoczyli na fotel lidera, bo prowadzący po pięciu kolejkach RB Lipsk niespodziewanie przegrał u siebie z Schalke Gelsenkirchen 1:3.

Mimo ustanowienia rekordu 10 goli w sześciu pierwszych kolejkach sezonu, Lewandowski za swój występ otrzymał przeciętne oceny, bo w szóstej minucie spudłował w dogodnej sytuacji. W 13. minucie równie dogodną okazję zmarnował też Kingsley Coman, ale Francuzowi łatwiej to wybaczono. Prowadzenie Bayernowi dał w końcu Serge Gnabry, który wykorzystał kapitalne podanie świetnie grającego Philippe Coutinho. Do przerwy więcej goli już nie padło. Dopiero w 55. minucie na 2:0 podwyższył Coutinho, a asystę dla odmiany zaliczył Gnabry. Potem zaczęły się jednak dziać cuda, bo ekipa Padebornu zdobyła kontaktową bramkę. Pierwsze historyczne trafienie w Bundeslidze przeciwko Bayernowi zapisał na swoje konto Kai Proeger. Gdy wydawało się, że Paderborn doprowadzi do wyrównania, trybuny uciszył Lewandowski strzelając gola z podania Niklasa Suele. ”Lewy” zdążył wbić swojego gola dosłownie w ostatniej chwili, bo dwie minuty później został zmieniony przez Thomasa Muellera. Ostatecznie kiepsko grający w defensywie Bayern stracił jeszcze jednego gola, co przed wtorkową potyczka w Lidze Mistrzów z Tottenhamem nie stawia niemieckiej drużyny w roli faworyta.

W klasyfikacji strzelców „Lewy” powiększył przewagę nad konkurentami – prowadzi z 10 trafieniami, a drudzy w zestawieniu Paco Alcacer (Borusssia Dortmund) i Timo Werner (RB Lipsk) nie powiększyli swojego dorobku i nadal mają po pięć goli.
W meczu na szczycie rosyjskiej ekstraklasy Lokomotiw Moskwa wygrał z Zenitem Petersburg 1:0. Zwycięską bramkę dla moskiewskiej drużyny zdobył Grzegorz Krychowiak. Dla defensywnego pomocnika reprezentacji Polski było to było to już szóste trafienie w tym sezonie. Polak pięć razy pokonywał bramkarzy zespołów przeciwnych w meczach ligowych, a jednego gola, także zwycięskiego, strzelił w Lidze Mistrzów w wygranym przez Lokomotiw na wyjeździe spotkaniu z Bayerem Leverkusen 2:1. 29-letni pomocnik ma ponadto na koncie trzy asysty – dwie w lidze i jedną w Superpucharze Rosji. Choć to dopiero koniec września, już teraz można powiedzieć, że Krychowiak rozgrywa najlepszy sezon w karierze pod względem liczby strzelonych goli. A nie jest to przecież jego boiskowa powinność, z której, jak Lewandowski, jest skrupulatnie rozliczany. Dlatego w Rosji media wychwalają polskiego piłkarza i słusznie traktują jak gwiazdę. Zwłaszcza, że napędzany przez niego zespół Lokomotiwu dorównał w tabeli ligowej ekipom Zenita i FK Rostów – te trzy zespoły prowadzą z dorobkiem 23 punktów.

Regularnością w zdobywaniu bramek zachwyca też w angielskiej Championship Kamil Grosicki. Skrzydłowy reprezentacji Polski w miniony weekend zdobył kapitalna bramkę z rzutu wolnego w zremisowanym przez jego Hull City 2:2 meczu 9. kolejki z Cardiff City. To już jego czwarta bramka w tym sezonie, a trzecia zdobyta z rzutu wolnego. „On jest jednym z najlepszych graczy Championship, a jak ma swój dzień, to może nawet i najlepszym” – chwali reprezentanta Polski trener Hull City Grant McCann.
Miejmy nadzieję, że ten zabójczo skuteczny tercet okaże się równie skuteczny w październikowych meczach z Łotwą i Macedonią Północną.

 

Nie chcą już Brzęczka?

Nasza piłkarska reprezentacja straciła we wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią aż pięć punktów, a na dodatek w obu spotkaniach zagrała na przygnębiająco słabym poziomie. Dlaczego było tak źle, skoro kilka dni później niemal wszyscy kadrowicze w swoich macierzystych klubach imponowali wysoką formą? To rodzi dwa wnioski: albo Jerzy Brzęczek jest niekompetentnym trenerem, albo zespół ma go dosyć i gra przeciwko niemu.

Trener Brzęczek nie ma ostatnio najlepszej prasy. Porażka 0:2 ze Słowenia i bezbramkowy remis z Austrią na Stadionie Narodowym spowodowały lawinę krytyki pod jego adresem. Jej temperaturę podgrzało wypowiedziane niebacznie przez selekcjonera po meczu z Austriakami zdanie, żeby „rozsądnie oceniać” potencjał reprezentacji, co słusznie zostało odebrane jako próbę zwalenia winy za kiepskie wyniki na piłkarzy. I wygląda na to, że tak też te słowa odebrali kadrowicze, a przynajmniej znaczna część z nich. Na otwarte pyskowanie żaden się jednak jeszcze nie zdecydował. Nawet wyraźnie poirytowany degradacją do roli drugiego bramkarza Wojciech Szczęsny, który po powrocie do Juventusu Turyn zamieścił na Instagramie fotkę z treningu z wymownym wpisem, że „nie ma to jak wrócić w domu, gdzie jest się kochanym i docenianym”.

Zastanawiająca opinia Lewego

Znacznie bardziej dotkliwa dla Brzęczka była jednak opinia kapitana drużyny i jej najlepszego gracza, czyli Roberta Lewandowskiego, który bez owijania w bawełnę stwierdził, iż „zespół nie czuje się na boisku pewnie, a zawodnicy nie wiedzą, jak się poruszać po boisku z piłką i bez niej”. Oczywiście „Lewy” użył tu żargonowego skrótu myślowego, bo wiadomo przecież, że nie chodziło mu o samo bieganie po boisku, tylko o plan taktyczny, w którym trener określa zadania dla poszczególnych graczy i formacji. A że Brzęczek w układaniu takich schematów mocny nie jest, wiemy już od roku. Odkąd przejął kadrę nic w grze reprezentacji nie zmieniło się na lepsze. Wręcz przeciwnie.

Kto zatem jest odpowiedzialny za wyraźne obniżenie lotów przez polską reprezentację? Jej trener czy powoływani przez niego piłkarze? W miniony weekend kadrowicze dali najlepszą odpowiedź, jaką mogą dać w takich dyskusjach piłkarze – na ligowych boiskach. Lewandowski strzelił gola już w 3. minucie meczu z RB Lipsk, siódmego ligowego w tym sezonie. W końcu strzelecką niemoc przełamał Krzysztof Piątek, zdobywając bramkę z rzutu karnego w spotkaniu z Hellas Werona. Napastnik AC Milan pokonał też bramkarza rywali z gry, lecz tego trafienia arbiter mu nie uznał. Kapitalną bramkę dla Hull City z rzutu wolnego zdobył Kamil Grosicki, którego za występ w spotkaniu z Wigan Athletic uznano za najlepszego gracza meczu i wybrano do jedenastki kolejki Championship. Owszem, to tylko druga liga angielska, ale pod względem sportowego poziomu jest znacznie silniejsza nie tylko od naszej ekstraklasy, ale też w większości europejskich krajów.

Dlatego sugestia Brzęczka, że nasza reprezentacja jest słaba, bo musi z braku lepszych graczy stawiać na zawodników z Championship, merytorycznie jest chybiona i krzywdząca. Co zresztą udowodnili dwaj inni kadrowicze z tej ligi. Krystian Bielik, którego tak chwalono za udany debiut w biało-czerwonych barwach, był najlepszym piłkarzem Derby County w meczu ze spadkowiczem z Premier League Cardiff City, zaś Mateusz Klich, wystawiony do gry w meczu z Austrią tylko dlatego, że kontuzji doznał Jakub Błaszczykowski, zdobył bramkę dla Leeds United w wygranym 2:0 spotkaniu z Barnsley, po którym jego drużyna wróciła na pozycję lidera. Warto też podkreślić, że Grosicki, Bielik i Klich są podstawowymi graczami w swoich zespołach.

Nawet Krychowiak strzela gole

Także Grzegorz Krychowiak pokazał, że w Lokomotiwie Moskwa trener nie każe mu jedynie przeszkadzać rywalom w grze, ale też kreować grę i strzelać na bramkę. W ligowym spotkaniu z PKF Soczi „Krycha” zdobył zwycięską bramkę dla swojej drużyny, a było to już jego czwarte ligowe trafienie w obecnym sezonie. Piotr Zieliński wprawdzie gola nie strzelił, ale trener Carlo Ancelotti był zadowolony z jego gry i trzymał go na boisku do ostatniego gwizdka. SSC Napoli wygrało z Sampdorią Genua 2:0, a Zieliński za swój występ zebrał pochlebne recenzje. Dlaczego tak dobrze nie zagrał w meczach ze Słowenią i Austrią? Pytanie dotyczy praktycznie wszystkich zawodników, którzy wystąpili w tych spotkaniach w linii pomocy i ataku, bo w miniony weekend zdobyli w swoich klubowych zespołach pięć bramek. A jeszcze, jakby Brzęczkowi na złość, pominięty przez niego we wrześniowych powołaniach Przemysław Frankowski strzelił gola i zaliczył asystę w wygranym przez Chicago Fire 4:0 meczu z Dallas.

Z tyłu tylko Bednarek trzyma formę
Trochę gorzej, może za wyjątkiem Jana Bednarka (zaliczył udany występ w wygranym przez Southampton 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Sheffield United), zaprezentowali się w miniony weekend zawodnicy formacji defensywnych. Trzymany przez Brzęczka na ławie Maciej Rybus także w Lokomotiwie Moskwa nie dostał szansy gry, Bartosz Bereszyński zebrał kiepskie recenzje za występ w Sampdorii przeciwko SSC Napoli, podobnie jak Kamil Glik za przegrany 3:4 przez jego AS Monaco mecz z Olympique Marsylia, a Tomasz Kędziora przegrany przez jego Dynamo Kijów mecz z Desną przesiedział na ławce rezerwowych. Natomiast Michał Pazdan, który po słabiutkim występie w meczu ze Słowenią potyczkę z Austrią obejrzał z trybun, po powrocie do tureckiego Ankaragucu zagrał całe spotkanie z Malatyasporem, ale też się nie popisał, bo jego zespół przegrał 0:4.
W sumie jednak można postawić tezę, że strata punktów w meczach ze Słowenią i Austrią nie była winą słabej formy piłkarzy, tylko kiepskiej jakości zespołu z nich zestawionego i przygotowanego do gry przez Brzęczka.

Selekcjoner kadry ma z tym problem przede wszystkim dlatego, że nie respektuje zasady, iż w reprezentacji powinni występować zawodnicy regularnie grający w swoich klubowych zespołach, a jeśli wszyscy spełniają to kryterium, to na boisko powinni wychodzić najlepsi z nich. Gdyby respektował, to Jakuba Błaszczykowskiego w kadrze w ogóle by nie było. Nawałka zbudował zespół wokół Lewandowskiego, który w 40 meczach strzelił 37 goli. Przez Brzęczka rola „Lewego” jest marginalizowana. Ale to już jest problem, który może rozwiązać jedynie dymisja selekcjonera.

 

Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Kadra Brzęczka trochę się sypie

Z 28 piłkarzy powołanych przez Jerzego Brzęczka na mecze z Macedonią Północną i Izraelem, z kadry wypadli z powodu kontuzji Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Reca, zaś Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego i Roberta Gumnego selekcjoner odesłał na zgrupowanie szykującej się do mistrzostw Europy reprezentacji młodzieżowej.

Po marcowych meczach reprezentacja Polski prowadzi w grupie G z kompletem sześciu punktów i bilansem bramkowym 3:0 (z Austrią 1:0, z Łotwą 2:0). Najbliżsi przeciwnicy naszych piłkarzy zajmują dwa kolejne miejsca w tabeli. Drugi Izrael wygrał z Austrią 4:2 i zremisował ze Słowenią 1:1 (4 pkt, bramki 5:3), a trzecia Macedonia Północna pokonała 3:1 Łotwę i zremisowała 1:1 ze Słowenią (4 pkt, bramki 4:2). Oczywiście kibice w tych krajach nie dopuszczają nawet myśli, że ich drużyny przegrają z Polakami.

U nas też panuje powszechne przekonanie, że chociaż ostatnio reprezentacja nie zachwyca swoją grą, to w tej grupie Lewandowski i spółka „nie mają z kim przegrać”, dlatego oczekuje się od ekipy Brzęczka dwóch kolejnych zwycięstw. „Zdajemy sobie sprawę, że w marcowych spotkaniach z Austrią i Łotwą nie zagraliśmy tak, jak oczekiwaliśmy. Przeanalizowaliśmy te mecze i wiemy, co powinniśmy poprawić, żeby wejść na poziom, który ta drużyna jest w stanie zaprezentować. Ale mecze o punkty to nie jest czas na eksperymenty. Naszym celem jest zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy, a sześć punktów jeszcze awansu nie daje, musimy w czekających nach meczach zagrać z maksymalnym zaangażowaniem. Macedonia i Izrael nie należą do światowej czołówki, ale to solidne drużyny. Trzeba będzie z nimi zagrać z maksymalnym zaangażowaniem, bo myślenie, że wystarczą tylko umiejętności, to wielki błąd” – mobilizuje swoich graczy Brzęczek.

W podobny ton uderzył też kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski, ale on ostatnio apele o maksymalna mobilizację powtarza przed każdym zgrupowaniem. Niestety, nie zawsze są to apele skuteczne. Tym razem „Lewy” przypomniał kolegom, że w przeszłości nasza drużyna miała problemy z utrzymaniem koncentracji zwłaszcza w drugich spotkaniach, granych w krótkim odstępie czasowym po pierwszym meczu. Tym razem biało-czerwoni będą w tym drugim starciu walczyć z zespołem Izraela.

Czy to wystarczy, przekonamy się już w najbliższy piątek. Do gry o punkty eliminacji Euro 2020 zostało Brzęczkowi 23 zawodników, z których drobne problemy zdrowotne mają Kamil Glik (przeciążenie ścięgna Achillesa) i Maciej Rybus (naciągnięcie mięśnia dwugłowego). Pozostali są ponoć w pełni sił, chociaż na różnym poziomie wytrenowania, bo rozgrywki ligowe w Europie skończyły się w maju. Kamil Grosicki na przykład ostatni mecz zagrał na początku maja, potem zdążył wyskoczyć na dwutygodniowy urlop, z którego przyjechał prosto do Polski i ponownie podjął treningi.

Selekcjoner biało-czerwonych zapewniał jednak na zwyczajowej konferencji prasowej, że jest zadowolony stanem fizycznym kadrowiczów. „Większość piłkarzy zakończyła sezon więcej niż dziesięć dni przed meczami z Macedonią i Izraelem, dlatego też zaczęliśmy zgrupowanie nieco wcześniej. Intensywność czwartkowych i piątkowych treningów była już bardzo wysoka” – zapewniał Brzęczek. Uciął też spekulacje na temat obsady reprezentacyjnej bramki pod nieobecność Szczęsnego. „W tej kwestii sprawa jest jasna. Numerem jeden jest Wojtek, ale mamy wspaniałych zawodników na tej pozycji. Teraz podstawowym bramkarzem będzie oczywiście Łukasz Fabiański, który jest zawodnikiem na podobnym poziomie” – zakończył trener Jerzy Brzęczek.

 

Hull City już handluje Grosickim

Kamil Grosicki ma za sobą udany sezon w Hull City. Strzelił dziewięć goli i zaliczył 12 asyst na zapleczu angielskiej ekstraklasy i jednym z najlepszych piłkarzy ekipy „Tygrysów”. Jego kontrakt jest ważny do końca czerwca przyszłego roku, ale raczej na pewno tego lata zmieni klubowe barwy.

Reprezentant Polski należy do najlepiej zarabiających piłkarzy Hull City (ponoć rocznie otrzymuje 1,3 mln funtów), ale ten klub po dwóch latach od spadku z Premier League nie może już liczyć na finansowe wsparcie z tzw. funduszu solidarnościowego i musi szukać oszczędności, między innymi poprzez pozbycie się graczy o najwyższych kontraktach lub znaczącą redukcję ich zarobków. Na obniżkę wynagrodzenia Grosicki się nie godzi, dlatego działacze Hull City wystawiły go na listę transferową i są skłonne oddać Polaka nawet za mniejszą kwotę niż wykupiły go w 2014 roku z francuskiego Rennes (7 mln funtów).

Angielskie media podają, że chęć zatrudnienia Grosickiego wykazał również II-ligowy Nottingham Forest, lecz chce go za 2,5 mln funtów. Szefowie Hull City na taką „przecenę” polskiego piłkarza, który w 91 występach w barwach „Tygrysów” strzelił 18 goli i zaliczył 23 asysty, raczej się nie zgodzą.

 

Grosicki opuści Hull?

W lokalnej gazecie „Hull Daily Mail” w relacji z niedzielnego meczu zespołu Hull City z Bristol City (1:1) pojawiła się sugestia, że był to ostatni występ Kamila Grosickiego w barwach ekipy „Tygrysów”. Zdaniem gazety Polak latem odejdzie.

W miniony weekend angielska Championship rozegrała ostatnią serię spotkań. Grosicki w meczu z Bristol City wyszedł w podstawowym składzie i chociaż grał bardzo dobrze, to mimo to trener Nigel Adkins zmienił go w 77. minucie. Kibice pożegnali reprezentanta Polski owacją na stojąco. „Adkins zdjął Grosickiego celowo, żeby dać kibicom sposobność do nagrodzenia tego piłkarza oklaskami za to wszystko, co w tym sezonie zrobił na boisku dla Hull City. Sądząc po zachowaniu fanów oraz samego Grosickiego, wyraźnie wzruszonego, prawdopodobnie był to jego ostatni występ” – napisano w relacji w „Hull Daily Mail”.
Kontrakt skrzydłowego reprezentacji Polski z Hull City wprawdzie wygasa dopiero za rok, ale Grosicki ma najwyższą gażę w zespole, a po tym sezonie do kasy tego klubu przestaną wpływać pieniądze z funduszu solidarnościowego dla spadkowiczów z Premier League.

Hull City nie będzie zatem już stać na utrzymanie reprezentanta Polski, a poza tym jest to ostatni moment, żeby jeszcze na nim godziwie zarobić. Chętnych na wykupienie Grosickiego nie zabraknie, bo Polak przez ostatnie pół roku prezentował wyśmienitą formę. Latem ubiegłego roku tuż przed zamknięciem okna transferowego zrezygnował z przeprowadzki do Turcji, ale miał też lukratywną ofertę ze Sportingu Lizbona. Jego marzeniem jest jednak gra w Premier League.

Grosicki do Hull trafił w styczniu 2017 roku z Rennes za 9 mln euro, ale pół roku później spadł z „Tygrysami” do II ligi. W sumie w barwach Hull City zagrał w 93 meczach, w których strzelił 18 goli i zaliczył 23 asysty.

 

48 godzin sport

Benefis Włodzimierza Szaranowicza
Włodzimierz Szaranowicz poinformował o zakończeniu kariery sportowego komentatora w marcu tego roku. Bezpośrednią przyczyną rezygnacji 70-letniego dziennikarza z dalszej pracy w telewizji jest choroba neurologiczna. Pierwsze jej objawy zaobserwował cztery lata temu, gdy komentował dla TVP mistrzostwa świata w lekkoatletyce. W trakcie swojej pracy był na 19 igrzyskach olimpijskich, pierwszy raz 39 lat temu w Moskwie. Komentował także najważniejsze imprezy lekkoatletyczne i w skokach narciarskich. W latach 2009-2017 zajmował stanowisko dyrektora TVP Sport. Pożegnał się z widzami w wyemitowanym w miniony weekend przez TVP benefisie „Halo, Włodku!”.

Triumf Włocha w Monte Carlo
Rozstawiony z numerem 13. Włoch Fabio Fognini wygrał turniej ATP Masters 1000 na kortach ziemnych w Monte Carlo (pula nagród 5,2 mln euro). W finale pokonał Serba Duszana Lajovicia 6:3, 6:4. To dziewiąty tytuł 31-letniego tenisisty w karierze. W półfinale Fognini wyeliminował 11-krotnego triumfatora imprezy w Monte Carlo Hiszpana Rafaela Nadala. W grze pojedynczej w Monte Carlo rywalizował Hubert Hurkacz, ale w pierwszej rundzie przegrał z Chorwatem Borną Coricem. Natomiast w deblu w 1/4 finału odpadł Łukasz Kubot grający w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo.

Dyskwalifikacja mistrza z Kenii
Mistrz olimpijski z Pekinu i trzykrotny mistrz świata w biegu na 1500 m Asbel Kiprop został w ub. roku przyłapany na dopingu. Kenijczyk zdobył złoto na igrzyskach w Pekinie (2008), a także na mistrzostwach świata w Daegu (2011), Moskwie (2013) i Pekinie (2015), ale wpadł 27 listopada 2017 roku, kiedy wykryto ślady erytropoetyny (EPO) w próbce pobranej podczas treningu. Kiprop zażądał badania próbki B, ale rezultat był identyczny. W marcu tego roku został przesłuchany w Londynie. Nie przyznał się do stosowania EPO, mimo to Athletics Integrity Unit (AIU), niezależny organ odpowiedzialny za walkę z dopingiem, 20 kwietnia ogłosił, że 29-letni Kenijczyk został zdyskwalifikowany na cztery lata, począwszy od 3 lutego 2018 roku. Anulowane zostały także wszystkie jego rezultaty osiągnięte między listopadem 2017 a lutym 2018 roku.

Kara dla ringowego gryzonia
Podczas gali bokserskiej w Liverpoolu (30 marca br.) Brytyjczyk Kash Ali walczył w wadze ciężkiej ze swoim rodakiem Davidem Price’em. W piątej rundzie po klinczu obaj bokserzy padli na deski, a wtedy Ali ugryzł rywal w brzuch. Sędzia ringowy przerwał walkę i zdyskwalifikował „ringowego gryzonia”, a Brytyjska Komisja Bokserska zawiesiła go na pół roku, do 1 października 2019 r. Ponadto Ali stracił gażę za pojedynek z Price’em i jeszcze musi zapłacić 10 tys. funtów grzywny.

Czarny dzień Polaków w Anglii
W rozegranej w poniedziałek 44. kolejce angielskiej II ligi wszystkie zespoły z polskimi piłkarzami przegrały swoje mecze. Leeds United (Mateusz Klich) przegrał na wyjeździe z Brentford 0:2, Hull City (Kamil Grosicki) uległo Sheffield United 0:3, Queens Park Rangers (Paweł Wszołek) przegrała z Derby County 0:2, Ipswich Town (z Bartoszem Białkowskim na ławie) doznał porażki 0:1 w starciu ze Swansea City, a Bolton (bez Pawła Olkowskiegow kadrze meczowej) przegrał z Blackburn 0:2. Drużyny Białkowskiego i Olkowskiego już zostały zdegradowane do niższej ligi.

Francja i Australia o Fed Cup
Francuskie tenisistki będą rywalkami Australijek w finale Pucharu Konfederacji, który odbędzie się w dniach 9-10 listopada. W Rouen Francja wygrała z Rumunią po zaciętej walce 3-2. Zacięta rywalizacja była także w drugim półfinale w Brisbane, gdzie Australijki zmierzyły się z Białorusinkami. Podobnie jak w spotkaniu Francuzek z Rumunkami, także na antypodach o awansie przesądził mecz deblowy, w którym lepsze okazały się gospodynie i ustaliły wynik na 3:2.

Popisowy występ Grabary
Występujący w duńskim Arhus GF na wypożyczeniu z FC Liverpool bramkarz Kamil Grabara obronił rzut karny w meczu 31. kolejki spadkowej grupy A duńskiej ekstraklasy, w którym jego drużyna wygrała 4:2 z Vejle BK. Młodzieżowy reprezentant Polski skutecznie interweniował w doliczonym czasie gry po strzale Władłena Jurczenki. Grabara rozegrał całe spotkanie. Jego klub zajmuje pierwsze miejsce w tabeli spadkowej grupy A, mając 44 punkty po 31 meczach.

Świerczok strzelał w Bułgarii
Jakub Świerczok strzelił dwa gole dla Łudogorca Razgrad w wygranym 3:0 meczu 30. kolejki w ramach grupy mistrzowskiej bułgarskiej ekstraklasy z Botewem Płowdiw. Dla Polaka były to szóste i siódme ligowe trafienia w tym sezonie. Świerczok wszedł na boisko w 22. minucie w miejsce kontuzjowanego Claudiu Keșerü. W wyjściowym składzie Łudogorca mecz rozpoczął Jacek Góralski, ale w 58. minucie został zmieniony.

Zmarł były piłkarz Pogoni
Po długiej chorobie w wieku 58 lat zmarł Jarosław Biernat, były piłkarz Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. W barwach „Portowców”, których był wychowankiem, rozegrał 160 meczów, a w 1982 roku doszedł do finału Pucharu Polski. W latach 1983 – 1985 Biernat był zawodnikiem Legii Warszawa, z której wrócił do Pogoni. W 1987 roku wyjechał do Niemiec i występował tam w barwach Eintrachtu Frankfurt, SG Union Solingen, SpVgg Bayeruth, KTSV Preussen Krefeld i SG Duren 99.