Fabiański lepszy od Bednarka

W angielskiej Premier League występuje dwóch aktualnych reprezentantów Polski – Łukasz Fabiański i Jan Bednarek. W minioną sobotę ich zespoły, West Ham United i Southampton, zmierzyły się w meczu 28 kolejki. Lepsza w tym starciu okazała się drużyna Fabiańskiego, która wygrała 3:1.

Sobotnie spotkanie West Hamu United z Southamptonem miało zatem mocny polski akcent, zwłaszcza że obaj nasi reprezentanci wystąpili w podstawowych składach swoich drużyn i spędzili na boisku pełne 90 minut. Niestety, ekipy naszych piłkarzy są w tym sezonie skazane na walkę o utrzymanie w Premier League. W tej chwili w lepszej sytuacji od West Hamu jest Southampton, który mimo porażki jest wyżej w tabeli i z dorobkiem 34 punktów zajmuje 13. lokatę. Ekipa Fabiańskiego nie ma aż takiego komfortu. West Ham po wygranej ze „Świętymi” uciekł co prawda ze strefy spadkowej na 16. miejsce, ale ma na koncie tylko 27 punktów, tyle samo co 18. Bournemouth, którego rezerwowym bramkarzem jest 39-letni Artur Boruc, i tylko dwa „oczka” więcej od 19. Aston Villi, ale ten zespół ma jeden zaległy mecz do rozegrania. Ostatnią 20. lokatę zajmuje Norwich City z dorobkiem 21 pkt i na razie to jest jedyny kandydat do spadku. Obawiać degradacji muszą się też 17. w tabeli Watford (27 pkt), który sensacyjnie ograł w ten weekend FC Liverpool, oraz 15. Brighton&Hove (28 pkt), 14. Newcastle United (32 pkt) i nawet 13. Southampton (34 pkt).
Jeśli nie zdarzy się jakiś piłkarski kataklizm, to wszystko wskazuje, że w przyszłym sezonie do Premier League dołączą dwa zespoły z polskimi piłkarzami. Na czele Championship znajdują się obecnie ekipy West Bromwich Albion, w barwach którego występuje obecnie pozyskany tej zimy z Hull City Kamil Grosicki, zaś wiceliderem jest drużyna Leeds United, w której filarem jest inny z aktualnych reprezentantów Polski Mateusz Klich. Leeds United w miniony weekend w 36. kolejce rozbił na wyjeździe Hull City aż 4:0, a przy dwóch golach asystował Klich. Dla naszego piłkarza był to 36. ligowy występ w tym sezonie i ta liczba mówi wszystko o jego roli w zespole. Klich ma na koncie ponadto cztery bramki i cztery asysty. Leeds United ma 68. punktów i jedno „oczko” straty do lidera West Bromwich, ale pięć punktów przewagi na nad trzecim Fulham. A do Premier League bezpośrednio awansują dwie pierwsze drużyny.

48 godzin sport

Piszczek w gronie wybitnych
Łukasz Piszczek (na zdjęciu) został uchwała zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej włączony do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Do tego prestiżowego gremium przyjmowani są zawodnicy, którzy rozegrali w narodowych barwach co najmniej 80 meczów (wcześniej granicą było 60 spotkań), ale dla piłkarzy nie spełniających tego wymogu, lecz wyróżniających się szczególnymi osiągnięciami w reprezentacji i mających na koncie co najmniej 40 występów, PZPN może uczynić wyjątek. Piszczek rozegrał w biało-czerwonych barwach 66 meczów i zdobył trzy bramki. Wystąpił w czterech wielkich turniejach – trzykrotnie w finałach mistrzostw Europy (2008, 2012 i 2016 roku) oraz w finałach mistrzostw świata (2018).

Komisja Ligi zdrowo trzepnęła po kieszeni Lecha i Lechię
Zgodnie z przewidywaniami Komisja Ligi nałożyła kadry finansowe na Lecha Poznań i Lechię Gdańsk po ekscesach kibiców tych klubów podczas ich meczu w poprzedniej kolejce. Gdańszczanie będą musieli zapłacić 80 tys. złotych, a ich fani otrzymali do końca sezonu zakaz zorganizowanych wyjazdów na mecze swojej drużyny. W przypadku Lecha grzywna wynosi 50 tys. złotych, a kibice „Kolejorza” dostali zakaz wyjazdów na dwa najbliższe spotkania Lecha na stadionie Lechii.

Grosicki i Klich coraz bliżej awansu do Premier League
Reprezentant Polski Mateusz Klich strzelił gola dla Leeds United w wygranym przez jego zespół na wyjeździe 1:0 spotkaniu z Middlesbrough w 35. kolejce angielskiej Championship. Było to czwarte ligowe trafienie w tym sezonie 29-letniego pomocnika. Zespół Leeds z dorobkiem 65 punktów jest wiceliderem rozgrywek. Pierwsze miejsce z przewagą czterech „oczek” zajmuje ekipa West Bromwich Albion, której zawodnikiem od tego roku jest inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Do Premier League z Championship bezpośredni awans uzyskują dwa najlepsze zespoły. Trzeci w tabeli zespół, Fulham, ma do Leeds pięć punktów straty.

Trzecie miejsce Przygońskiego w rajdzie po bezdrożach Kataru
Jakub Przygoński z pilotem Timo Gottschalkiem (Orlen Team)zajęli trzecie miejsce w Rajdzie Kataru, pierwszej rundzie Pucharu Świata FIA w rajdach terenowych. Imprezę wygrał kierowca gospodarzy Nasser Al-Attiyah, dla którego był to już siódmy triumf w tym rajdzie, a drugie miejsce zajął Saudyjczyk Yazeed Al- Rajhi. Kolejna runda cyklu, Abu Dhabi Desert Challenge, odbędzie się w dniach 20-26 marca.

Plan gier PKO Ekstraklasy w najbliższy weekend
Zestaw par 24. kolejki. Piątek 28 lutego: Raków Częstochowa – Piast Gliwice, godz. 18:00; Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, godz. 20:30. Sobota 29 lutego: Wisła Kraków – Wisła Płock, godz. 15:00; Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin, godz. 17:30; Legia Warszawa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela 1 marca: Korona Kielce – Lechia Gdańsk, godz. 12:30; Arka Gdynia – ŁKS Łódź, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław, godz. 17:30.

Podczas testów Kubica poszalał w bolidzie Alfa Romeo
Robert Kubica uzyskał najlepszy czas spośród wszystkich uczestników pierwszego dnia drugiej tury testów zimowych Formuły 1 na torze Catalunya w Barcelonie. Polak jako jedyny przejechał jedno okrążenie poniżej 1 minuty i 17 sekund (1.16,942). W trakcie pomiaru tylko on jechał na oponach C5 (najbardziej miękkich). kubica testował bolid Alfa Romeo jedynie w sesji przedpołudniowej, a po południu zastąpił go za kierownicą etatowy kierowca zespołu Alfa Romeo Orlen Racing Kimi Raikkonen. Fiński kierowca był jednak od Polaka o ponad dwie i pół sekundy wolniejszy. Najbardziej do wyniku Kubicy zbliżył się Holender Max Verstappen (Red Bull Racing), który na oponach C3 był o 0,405 sekundy gorszy. Niecałe pół sekundy wolniejszy był również trzeci w klasyfikacji Sergio Perez (Racing Point), a kolejne lokaty zajęli Pierre Gasly (Alpha Tauri), Alexander Albon (Red Bull), Lewis Hamilton (Mercedes), Daniił Kwiat (Alpha Tauri) i Lance Stroll (Racing Point).

48 godzin sport

Świątek i Kubot nie dali rady
Iga Świątek i Łukasz Kubot (na zdjęciu) zakończyli swój udział w Australian Open na ćwierćfinale. Polska para przegrała z reprezentantami gospodarzy Astrą Sharmą i Johnem-Patrickiem Smithem 6:3, 7:6, 3-10. Kubot i Świątek najdłużej z reprezentantów Polski utrzymali się w turnieju w rywalizacji seniorów. Hubert Hurkacz, Mada Linette i Alicja Rosolska odpadli na początku imprezy. Na kortach Melbourne Park walczy natomiast jeszcze dwójka naszych juniorów. 17-letnia Weronika Baszak awansowała do półfinału, pokonując w 1/4 finału rozstawioną z numerem 16. zawodniczkę z Hongkongu Hong Yi Cody. Do półfinału gry podwójnej juniorów doszedł też Mikołaj Lorens grając w parze z Łotyszem Karlisem Ozolinsem. Ich przeciwnikami w walce o awans do finału będą Brytyjczycy Arthur Fery i Felix Gill.

Piątek chce uciec z Mediolanu, a Grosicki z Hull City
Niemiecki „Bild” podał, że niechciany już w AC Milan polski napastnik Krzyszof Piątek w czwartek przeszedł w Berlinie testy medyczne. Transfer reprezentanta Polski do Herthy Berlin, któej trenerem jest Juergen Klinsmann, wydaje się zatem przesądzony, zwłaszcza że mediolański klub ostatecznie przystał na proponowaną przez niemiecki klub zapłatę w wysokości 22 mln euro plus bonusy. Piątek także zaakceptował warunki indywidualnego 4,5-rocznego kontraktu. Do zmiany klubu w kończącym się 31 stycznia zimowym oknie transferowym szykuje się też inny reprezentant Polski, Kamil Grosicki. Grający obecnie w Hull City skrzydłowy ma przejść za dwa miliony funtów do również występującego w angielskiej drugiej lidze West Bromwich Albion, ale ma też ofertę z Celticu Glasgow.

Indykpol AZS Olsztyn zmienił trenera
Były szkoleniowiec siatkarskiej reprezentacji Polski Daniel Castellani został nowym trenerem Indykpolu AZS – poinformował w środę olsztyński klub. Argentyńczyk zastąpił Włocha Paolo Montagnaniego, który zrezygnował z funkcji po serii porażek w ekstraklasie. 58-letni Castellani w latach 2009-10 prowadził reprezentację biało-czerwonych, zdobywając z nią pierwszy w historii polskiej siatkówki złoty medal mistrzostw Europy. W PlusLidze był trenerem PGE Skry Bełchatów (2006-2009), z którą trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, a także Zaksy Kędzierzy-Koźle (2012-2013). Od 2017 r. do lutego 2019 r. był szkoleniowcem brazylijskiego klubu Funvic Taubate. Poprzedni trener olsztynian Włoch Paolo Montagnani przed blisko tygodniem zrezygnował z funkcji, po tym jak jego podopieczni ponieśli siedem porażek z rzędu, wliczając w to przegraną z PGE Skrą Bełchatów w ćwierćfinale Pucharu Polski. Po jego odejściu zespół przegrał kolejny mecz w ekstraklasie siatkarzy, tym razem z GKS Katowice 2:3. Indykpol AZS z 20 punktami (7 zwycięstw, 9 porażek) zajmuje obecnie ósme miejsce. W czwartek szkoleniowca zmieniono też w zespole Asseco Resovii Rzeszów. Obowiązki zdymisjonowanego Piotra Gruszki przejął jego asystent Wojciech Serafin.

Koronowirus burzy kalendarz sportowych imprez
Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podało, że zaplanowane na marzec w Nankinie lekkoatletyczne halowe mistrzostwa świata z powodu rozprzestrzeniającego się w Chinach groźnego koronawirusa zostały przełożone na 2021 rok. Epidemia zapalenia płuc wywoływanego przez nowy rodzaj wirusa wybuchła w grudniu w Wuhan w środkowych Chinach. Według oficjalnych danych w Chinach kontynentalnych potwierdzono dotychczas prawie 6 tys. przypadków zakażenia i 132 zgony spowodowane wirusem. Chińskie władze praktycznie odcięły od świata liczący 11 mln mieszkańców Wuhan i wprowadziły ograniczenia w przemieszczaniu się w szeregu okolicznych miast. Wirus przedostał się jednak poza granice Chin i jego pojawienie się potwierdzono już w kilkunastu innych krajach, w tym także europejskich. Działacze IAAF rozważali przeniesienie imprezy do innego kraju, ale ponieważ jego zasięg staje się coraz bardziej ogólnoświatowy, zrezygnowano z tego pomysłu. „Wiemy, że władze Chin robią wszystko, by wirus się nie rozszerzał, ale musimy chronić naszych sportowców, członków federacji i partnerów” – napisano na oficjalnej stronie światowej federacji.

Wygrana ekipy Bednarka

Obrońca reprezentacji Polski Jan Bednarek miał udany weekend. Jego Southampton pokonał na wyjeździe 2:1 wicelidera Premier League Leicester City. Polak rozegrał całe spotkanie i wypadł nieźle.

Bednarek nie traci miejsca w wyjściowym składzie Southampton. Nasz piłkarz, podobnie jak jego koledzy z ekipy „Świętych”, miał w potyczce z Leicester City rachunki do wyrównania za doznaną w październiku ub. roku porażkę z tym zespołem 0:9. Była to jak dotąd najwyższa przegrana w historii Premier League. Tym razem ekipie „Lisów” już tak dobrze nie poszło, chociaż po golu Dennisa Praeta objęła prowadzenie. Ale pięć minut później Southampton wyrównał po celnym strzale Stuarta Armstronga. Potem na boisku działy się cuda, ale choć padło jeszcze pięć goli, to arbiter analizach wideo systemu VAT aż cztery z nich anulował, w tym aż trzy dla Leicester.
Gdy zniechęceni niepowodzeniami gracze „Lisów” już pogodzili się z remisem, w końcówce spotkania drużyna Bednarka zadała rozstrzygający o wyniku cios. Osiem minut przed końcem meczu Danny Ings podwyższył na 2:1 i tym razem sędzia trafienie uznał. Nie zrobił tego w przypadku bramki zdobytej przez gospodarzy w ostatniej akcji spotkania, w której piłkę do bramki Southampton skierował Johnny Evans. Była to właśnie trzeci z nieuznanych goli dla Leicester.
Bez powodzenia grali natomiast polscy piłkarze za zapleczu Premier League. W 27. kolejce Championship porażek doznały zespoły Mateusza Klicha (Leeds United), Kamila Grosickiego (Hull City) i Kamila Grabary (Huddersfield Town). Leeds przegrało u siebie z Sheffield Wednesday 0:2 (Klich grał do 66. minuty), ale wciąż utrzymuje pozycję wicelidera. Ekipa Hull, także na swoim boisku, uległa Fulham 0:1 (Grosicki rozegrał cały mecz), a Huddersfield na wyjeździe został pokonany 2:1 przez Barnsley. Kristian Bielik (Derby County) w tej kolejce pauzował, zaś Bartosz Białkowski (Millwall) zachował czyste konto w wyjazdowym spotkaniu ze Stoke City (0:0).

Polscy piłkarze na angielskiej trawie

Kamil Grosicki zdobył bramkę dla Hull City w wygranym 3:0 meczu z Birmingham City w 23. kolejce angielskiej Championship (drugi poziom rozgrywkowy). Skrzydłowy reprezentacji Polski zaliczył też asystę przy pierwszym golu. Grosicki w tym sezonie ma już na koncie sześć ligowych trafień.

To było łatwe zwycięstwo ekipy Hull City. Grosicki pojawił się na boisku w podstawowym składzie. Najpierw popisał się asystą przy pierwszym golu dla gospodarzy, a w drugiej połowie sam trafił do siatki rywali, wykorzystując w 58. minucie podanie Jarroda Bowena. Po tym zwycięstwie ekipa „Tygrysów” awansowała w Championship na 11. miejsce. Grosicki na boisku przebywał do 81. minuty, a schodzącego kibice Hull City żegnali owacjami.

Mniej powodów do zadowolenia po tej kolejce mieli dwaj inni reprezentanci Polski występujący w angielskiej Ii lidze. Mateusz Klich rozegrał całe spotkanie w barwach Leeds United, ale jego zespół przegrał z Fulham 1:2. Ekipa naszego piłkarza wciąż jednak zajmuje premiowaną bezpośrednimi awansem drugą lokatę, ale trzecia w tabeli drużyna Fulham zmniejszyła stratę do 9. punktów. Jeszcze mniej zadowolony z wyniku był trzeci z polskich kadrowiczów w Championship – Krystian Bielik, występujący w zespole Derby County. On i jego koledzy już od 4. minuty wyjazdowego spotkania z Reading musieli grać w dziesiątkę, a na dodatek stracili gola z rzutu karnego. Gospodarze ostatecznie wygrali 3:0, a nasz piłkarz spędził na bosku 70 minut. Komplet punktów wywalczył natomiast zespół Huddersfield, którego bramki strzeże Kamil Grabara. Młodzieżowy reprezentant Polski dał się tylko raz pokonać w meczu z Nottingham Forrest i jego ekipa zwyciężyła 2:1 awansując na 19. miejsce. O pechu może mówić natomiast bramkarz Bartosz Białkowski, bo jego drużyna szybko straciła gola, potem jednak w 85. minucie doprowadziła do remisu, lecz w czwartej doliczonej minucie gry goście zdołali zdobyć zwycięską bramkę. Millwall zajmuje w tabeli 13. lokatę, ale ma tyle samo punktów (33) co 11. Hull City.

Z Polaków grających w Premier League w ten weekend na boisku pojawił się tylko Jan Bednarek, który w wygranym przez Southampton 3:1 wyjazdowym meczu z Aston Villą zaliczył całe spotkanie. Artur Boruc był jak zawsze w tym sezonie był jedynie rezerwowym golkiperem AFC Bournemouth, a jego zespół przegrał 0:1 w spotkaniu z Burnley. Grający w West Ham United Łukasz Fabiański nadal leczy kontuzję.

 

Biało-czerwoni najlepsi w grupie G

Chociaż reprezentacja Polski po raz pierwszy od sześciu lat zaczęła mecz bez Roberta Lewandowskiego, a trener Jerzy Brzęczek kompletnie pogubił się w drugiej połowie, to mimo to biało-czerwoni wygrali 2:1 i zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie G. Z drugie go miejsca awans wywalczyła ekipa Austrii, która pokonała w sobotę Macedonię Północną 2:1.

Po raz pierwszy od sześciu lat i 38 spotkań Robert Lewandowski rozpoczął mecz reprezentacji na ławce rezerwowych. Pod jego nieobecność funkcję kapitana drużyny przejął Kamil Glik. W wyjściowym składzie zabrakło też Kamila Grosickiego. Trener Jerzy Brzęczek trochę mętnie tłumaczył, że chciał sprawdzić jak zespół będzie funkcjonował bez tych dwóch zawodników. W mediach pojawiły się też plotki, że ponoć „Lewy” na prośbę Bayernu miał w ogóle z Izraelem nie zagrać, ostatecznie jednak wszedł na boisko na ostatnie pół godziny meczu, ale chyba jedynie po to, żeby zaliczyć 110 występ w narodowej drużynie.

Brzęczek po raz kolejny pokazał, że jako trener wciąż fachowcem jest takim sobie. Gdyby znał się na rzeczy jak należy, nie wystawiłby do gry Przemysława Frankowskiego, a już na pewno nie na całe 90 minut. Ten piłkarz od półtora miesiąca nie rozegrał przecież żadnego meczu, bo jego klubowy zespół, Chicago Fire, wcześnie odpadł z rywalizacji w MLS. Co może taka długa przerwa zrobić z formą piłkarza, zobaczyliśmy właśnie na przykładzie Frankowskiego, szczególnie w ostatnich trzydziestu minutach spotkania. W tym okresie gry był dwunastym graczem zespołu Izraela i bezdyskusyjnie nadawał się do zmiany, tymczasem Brzęczek zdjął z boiska wyśmienicie grających Sebastiana Szymańskiego i Grzegorza Krychowiaka. W linii pomocy zastąpił ich Dominikiem Furmanem i Mateuszem Klichem, graczami wybitnie defensywnymi i znacznie gorszymi.

Zastanawiające roszady Brzęczka

Co ciekawe, za Szymańskiego wszedł Lewandowski, więc przez prawie 10 minut mieliśmy na boisku dwóch środkowych napastników, prawonożnego Frankowskiego na lewym, a lewonożnego Zielińskiego na prawym skrzydle, zaś w środku za biegającym bez celu Piątkiem Lewandowskiego. Jeśli miała to być riposta Brzęczka na taktyczne roszady trenera Izraelczyków, który po przerwie wzmocnił akurat środkową linię, to była wybitnie nieudana, bo wprowadziła niepotrzebne zamieszanie w szeregi biało-czerwonych. Rywale natychmiast z tego skorzystali i przejęli inicjatywę, której nawet po korekcie ustawienia i odesłaniu do szatni Piątka już nasi piłkarze nie odzyskali. Prezes PZPN Zbigniew Boniek niesłusznie po meczu ciskał na piłkarzy gromy, jeśli już, powinien mieć pretensje do trenera.

Biało-czerwoni już przed meczem w Jerozolimie mieli awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy w kieszeni, natomiast Izraelczycy na zajęcie także premiowanego awansem drugiego miejsca w grupie tylko matematyczne szanse. Tuż przed spotkaniem UEFA ogłosiła jednak, że ekipa Izraela zagra w barażach. To efekt tzw. klucza Ligi Narodów. Ten przepis mówi, że każdy zwycięzca grupy w Lidze Narodów ma zapewniony start w barażach o Euro 2020.

Jeżeli jednak któraś z drużyn zapewni sobie bezpośredni awans na mistrzostwa Europy, to wtedy do barażów dostaje się kolejna najwyżej sklasyfikowana reprezentacja według rankingu Ligi Narodów. Izrael w Lidze Narodów grał w dywizji C i w pierwszej grupie zajął drugie miejsce. Ponieważ jednak ekipy Finlandii i Szwecji wywalczyły awans do Euro 2020, kolejna w rankingu drużyna Izraela z automatu dostała prawo gry w barażach. Będzie w nich walczyć w dywizji C, a jej potencjalnymi rywalami mogą być Szkocja, Norwegia oraz Bułgaria.

W sobotę z grupy G awans wywalczyła ostatecznie Austria, a wraz z nią na listę zakwalifikowanych uczestników przyszłorocznych mistrzostw naszego kontynentu wpisały się też zespoły Chorwacji, Holandii i Niemiec. Te cztery ekipy dołączyły do już cieszących się z awansu drużyn Belgii, Polski, Rosji, Włoch, Hiszpanii, Ukrainy, Anglii, Czech, Francji, Turcji, Finlandii i Szwecji.

Euro 2020 nie będzie mieć jednego czy dwóch gospodarzy, a odbędzie się w dniach 12 czerwca – 12 lipca na 12 stadionach w 12 krajach. Decyzja o tym formacie ME zapadła w grudniu 2012 na spotkaniu Komitetu Wykonawczego UEFA. W ten sposób władze futbolu na Starym Kontynencie chciały uczcić 60. rocznicę pierwszych mistrzostw Europy.

W Kopenhadze, Bukareszcie, Amsterdamie, Dublinie, Bilbao, Budapeszcie, Glasgow, Monachium, Baku, Sankt Petersburgu, Rzymie oraz w Londynie rywalizować będą 24 zespoły, które zostaną podzielone na sześć grup. Ich losowanie odbędzie się 30 listopada w Bukareszcie.

Czterech ostatnich wyłonią marcowe turnieje barażowe z udziałem najlepszych drużyn pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA, które nie przejdą klasycznych kwalifikacji. Wiadomo też, że drużyny z miast-współgospodarzy trafią do grup we własnych krajach i co najmniej dwa spotkania rozegrają przed własną publicznością. Zasady turnieju będą identyczne jak cztery lata wcześniej we Francji.

Pora na rewanż ze Słowenią

Ostatnie spotkanie w obecnych eliminacjach nasza reprezentacja rozegra we wtorek 19 listopada na Stadionie Narodowym w Warszawie, a jej przeciwnikiem będzie zespół Słowenii. Będzie to już mecz bez żadnej stawki, dlatego jego najważniejszym akcentem ma być zaplanowana w jego trakcie ceremonia pożegnania Łukasza Piszczka, chociaż kibice pewnie woleliby zobaczyć solidny rewanż biało-czerwonych na Słoweńcach za wrześniową bolesną porażkę 0:2 w Lublanie.

Izrael – Polska 1:2
Gole: Moanes Dabour (88) – Grzegorz Krychowiak (4), Krzysztof Piątek (54).
Izrael: Ofir Marciano – Loai Taha (43. Dolev Haziza), Eitan Tibi, Nir Biton – Eli Dasa, Dan Glazer, Bibras Natcho, Beram Kayal (79. Ilay Elmkies), Omri Ben Harush (65. Sun Menahem) – Moanes Dabour, Eran Zahavi.
Polska: Wojciech Szczęsny – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Przemysław Frankowski, Krystian Bielik, Grzegorz Krychowiak (84. Dominik Furman), Piotr Zieliński, Sebastian Szymański (63. Robert Lewandowski) – Krzysztof Piątek (70. Mateusz Klich).
Żółte kartki: Biton – Bielik.
Sędziował: Mattias Gestranius (Finlandia).
Widzów: 16 700.

Grupa G
9. kolejka
Izrael – Polska 1:2
Austria – Macedonia Północna 2:1
Słowenia – Łotwa 1:0

Tabela grupy G
1. Polska                  9     22   15:3
2. Austria                 9    19    19:8
3. Słowenia              9    14    14:8
4. Macedonia Płn     9    11   11:13
5. Izrael                    9    11    16:17
6. Łotwa                   9      0      2:28

 

Asysty Grosickiego

W 14. kolejce angielskiej Championship doszło do starcia dwóch reprezentantów Polski. Zespół Hull City z Kamilem Grosickim w składzie pokonał 2:0 ekipę Krystiana Bielika, Derby County.

W liczącej 24 zespoły Championship po 14. kolejkach z drużyn mających w składach polskich piłkarzy najwyżej plasuje się Leeds United, którego filarem jest Mateusz Klich, a rezerwowym bramkarzem Kamil Miazek. W miniony weekend Klich rozegrał cały mecz w wyjazdowej potyczce z Sheffield Wednesday, ale po remisie 0:0 jego ekipa ma 25 pkt i zajmuje w tabeli trzecie miejsce, za West Bromwich Albion (27) i Preston North End (25).

Grosicki i Bielik zmierzyli się w bezpośredniej walce, z której zwycięsko wyszedł „Grosik”. Jego zespół wygrał 2:0, a on zaliczył asysty przy obu trafieniach. W tabeli Hull City także jest wyżej, bo z 19 pkt na koncie zajmuje 12. lokatę, natomiast Derby z jednym punktem mniej zajmuje 16. pozycję. Warto wspomnieć, że wcześniej drużyna Hull City nie potrafiła wygrać z Derby w sześciu kolejnych spotkania, nic zatem dziwnego, że kibice fetowali Grosickiego jak bohatera.

Na zapleczu Premier League występuje jeszcze dwóch naszych bramkarzy. 32-letni Bartosz Białkowski w tym sezonie broni barw Millwall. Nie jest to mocny zespół – od 17 sierpnia tracił w każdym meczu minimum jednego gola. Tym razem Białkowski mógł odnotować występ „na zero”, bo Millwall, po raz pierwszy od 2003 ropku, wygrało ze Stoke (2:0) i awansowało na 15. miejsce.
Po nieudanym starcie wiatr w żagle złapał też Huddersfield Town z Kamilem Grabarą w bramce. Ekipa naszego młodzieżowego reprezentanta nie przegrała w szóstym meczu z rzędu, tym razem pokonując Barnsley 2:0, dzięki czemu uciekła ze strefy spadkowej na bezpieczne 20. miejsce.

 

 

Polacy w Championship

Trzech reprezentantów Polski z angielskiej Championship, Kamil Grosicki, Mateusz Klich i Krystian Bielik, po powrocie ze zgrupowania kadry zagrało w ligowych meczach swoich drużyn.

Zaskoczeniem był występ Bielika, który z powodu kontuzji nie zagrał przecież w żadnym październikowym meczu naszej reprezentacji. Trener Derby County Phillip Cocu nie miał jednak żadnych oporów i wystawił Polaka do gry przeciwko ekipie Charlton Atletic. Dla Bielika był to emocjonalnie trudny występ, bo poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w tym klubie i pomógł mu w awansie z Ligue 1 (angielska III liga) do Championship. Dawni koledzy nie mieli aż tyle sentymentów i dokopali drużynie Derby 3:0, a trener Cocu zdjął polskiego piłkarza w 60. minucie.

Grosicki grał do 84. minuty, ale jego Hull City znowu przegrało u siebie, tym razem z Queens Park Rangers 2:3. Skrzydłowy naszej reprezentacji tym razem nie strzelił gola, ale zaliczył niezły wystąp. Całego spotkania nie zaliczył też Mateusz Klich, którego trener Leeds United Marcelo Bielsa zmienił po godzinie gry. Ekipa Leeds wygrała potyczkę 1:0 z Birmingham City po golu Kalvin Phillips w 65. minucie, gdy polskiego piłkarza nie było już na boisku. Ale Klich mógł z bliska przyjrzeć się ekscesom do jakich na Elland Road dopuściła się grupa kiboli Birmingham City.

Całe mecze rozegrali natomiast bramkarze: Bartosz Białkowski obronił rzut karny w przegranym przez jego Millwall 2:3 meczu z Brentford. Były bramkarz reprezentacji Polski obronił „jedenastkę” egzekwowaną w 24. minucie przez Ollie Watkinsa. Z kolei młodzieżowy reprezentant Polski Kamil Grabara pomógł Huddersfield Town wywalczyć remis 2:2 w wyjazdowym meczu z Blackburn Rovers.

 

Tercet dzielnych strzelców

Do pierwszego październikowego meczu reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020 (z Łotwą w Rydze) zostało niespełna półtora tygodnia, dlatego cieszą strzeleckie popisy naszych kluczowych piłkarzy w ligowych rozgrywkach. W miniony weekend swoje kolejne bramki w tym sezonie zdobyli Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Grzegorz Krychowiak.

Lewandowski w meczu 6. kolejki Bundesligi z Padeborn strzelił już 10. gola w obecnych rozgrywkach. Kapitan reprezentacji Polski ustanowił tym samym nowy rekord niemieckiej ekstraklasy, jest bowiem pierwszym w historii jej zawodnikiem, który zdobył 10 bramek w pierwszych sześciu kolejkach ligowych. Bawarczycy wygrali jednak z outsiderem Bundesligi tylko 3:2, a stracone przez nich bramki są pierwszymi w historii zdobytymi przez Padeborn w meczach z Bayernem. „Lewy” i spółka dzięki tej wygranej wskoczyli na fotel lidera, bo prowadzący po pięciu kolejkach RB Lipsk niespodziewanie przegrał u siebie z Schalke Gelsenkirchen 1:3.

Mimo ustanowienia rekordu 10 goli w sześciu pierwszych kolejkach sezonu, Lewandowski za swój występ otrzymał przeciętne oceny, bo w szóstej minucie spudłował w dogodnej sytuacji. W 13. minucie równie dogodną okazję zmarnował też Kingsley Coman, ale Francuzowi łatwiej to wybaczono. Prowadzenie Bayernowi dał w końcu Serge Gnabry, który wykorzystał kapitalne podanie świetnie grającego Philippe Coutinho. Do przerwy więcej goli już nie padło. Dopiero w 55. minucie na 2:0 podwyższył Coutinho, a asystę dla odmiany zaliczył Gnabry. Potem zaczęły się jednak dziać cuda, bo ekipa Padebornu zdobyła kontaktową bramkę. Pierwsze historyczne trafienie w Bundeslidze przeciwko Bayernowi zapisał na swoje konto Kai Proeger. Gdy wydawało się, że Paderborn doprowadzi do wyrównania, trybuny uciszył Lewandowski strzelając gola z podania Niklasa Suele. ”Lewy” zdążył wbić swojego gola dosłownie w ostatniej chwili, bo dwie minuty później został zmieniony przez Thomasa Muellera. Ostatecznie kiepsko grający w defensywie Bayern stracił jeszcze jednego gola, co przed wtorkową potyczka w Lidze Mistrzów z Tottenhamem nie stawia niemieckiej drużyny w roli faworyta.

W klasyfikacji strzelców „Lewy” powiększył przewagę nad konkurentami – prowadzi z 10 trafieniami, a drudzy w zestawieniu Paco Alcacer (Borusssia Dortmund) i Timo Werner (RB Lipsk) nie powiększyli swojego dorobku i nadal mają po pięć goli.
W meczu na szczycie rosyjskiej ekstraklasy Lokomotiw Moskwa wygrał z Zenitem Petersburg 1:0. Zwycięską bramkę dla moskiewskiej drużyny zdobył Grzegorz Krychowiak. Dla defensywnego pomocnika reprezentacji Polski było to było to już szóste trafienie w tym sezonie. Polak pięć razy pokonywał bramkarzy zespołów przeciwnych w meczach ligowych, a jednego gola, także zwycięskiego, strzelił w Lidze Mistrzów w wygranym przez Lokomotiw na wyjeździe spotkaniu z Bayerem Leverkusen 2:1. 29-letni pomocnik ma ponadto na koncie trzy asysty – dwie w lidze i jedną w Superpucharze Rosji. Choć to dopiero koniec września, już teraz można powiedzieć, że Krychowiak rozgrywa najlepszy sezon w karierze pod względem liczby strzelonych goli. A nie jest to przecież jego boiskowa powinność, z której, jak Lewandowski, jest skrupulatnie rozliczany. Dlatego w Rosji media wychwalają polskiego piłkarza i słusznie traktują jak gwiazdę. Zwłaszcza, że napędzany przez niego zespół Lokomotiwu dorównał w tabeli ligowej ekipom Zenita i FK Rostów – te trzy zespoły prowadzą z dorobkiem 23 punktów.

Regularnością w zdobywaniu bramek zachwyca też w angielskiej Championship Kamil Grosicki. Skrzydłowy reprezentacji Polski w miniony weekend zdobył kapitalna bramkę z rzutu wolnego w zremisowanym przez jego Hull City 2:2 meczu 9. kolejki z Cardiff City. To już jego czwarta bramka w tym sezonie, a trzecia zdobyta z rzutu wolnego. „On jest jednym z najlepszych graczy Championship, a jak ma swój dzień, to może nawet i najlepszym” – chwali reprezentanta Polski trener Hull City Grant McCann.
Miejmy nadzieję, że ten zabójczo skuteczny tercet okaże się równie skuteczny w październikowych meczach z Łotwą i Macedonią Północną.

 

Nie chcą już Brzęczka?

Nasza piłkarska reprezentacja straciła we wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią aż pięć punktów, a na dodatek w obu spotkaniach zagrała na przygnębiająco słabym poziomie. Dlaczego było tak źle, skoro kilka dni później niemal wszyscy kadrowicze w swoich macierzystych klubach imponowali wysoką formą? To rodzi dwa wnioski: albo Jerzy Brzęczek jest niekompetentnym trenerem, albo zespół ma go dosyć i gra przeciwko niemu.

Trener Brzęczek nie ma ostatnio najlepszej prasy. Porażka 0:2 ze Słowenia i bezbramkowy remis z Austrią na Stadionie Narodowym spowodowały lawinę krytyki pod jego adresem. Jej temperaturę podgrzało wypowiedziane niebacznie przez selekcjonera po meczu z Austriakami zdanie, żeby „rozsądnie oceniać” potencjał reprezentacji, co słusznie zostało odebrane jako próbę zwalenia winy za kiepskie wyniki na piłkarzy. I wygląda na to, że tak też te słowa odebrali kadrowicze, a przynajmniej znaczna część z nich. Na otwarte pyskowanie żaden się jednak jeszcze nie zdecydował. Nawet wyraźnie poirytowany degradacją do roli drugiego bramkarza Wojciech Szczęsny, który po powrocie do Juventusu Turyn zamieścił na Instagramie fotkę z treningu z wymownym wpisem, że „nie ma to jak wrócić w domu, gdzie jest się kochanym i docenianym”.

Zastanawiająca opinia Lewego

Znacznie bardziej dotkliwa dla Brzęczka była jednak opinia kapitana drużyny i jej najlepszego gracza, czyli Roberta Lewandowskiego, który bez owijania w bawełnę stwierdził, iż „zespół nie czuje się na boisku pewnie, a zawodnicy nie wiedzą, jak się poruszać po boisku z piłką i bez niej”. Oczywiście „Lewy” użył tu żargonowego skrótu myślowego, bo wiadomo przecież, że nie chodziło mu o samo bieganie po boisku, tylko o plan taktyczny, w którym trener określa zadania dla poszczególnych graczy i formacji. A że Brzęczek w układaniu takich schematów mocny nie jest, wiemy już od roku. Odkąd przejął kadrę nic w grze reprezentacji nie zmieniło się na lepsze. Wręcz przeciwnie.

Kto zatem jest odpowiedzialny za wyraźne obniżenie lotów przez polską reprezentację? Jej trener czy powoływani przez niego piłkarze? W miniony weekend kadrowicze dali najlepszą odpowiedź, jaką mogą dać w takich dyskusjach piłkarze – na ligowych boiskach. Lewandowski strzelił gola już w 3. minucie meczu z RB Lipsk, siódmego ligowego w tym sezonie. W końcu strzelecką niemoc przełamał Krzysztof Piątek, zdobywając bramkę z rzutu karnego w spotkaniu z Hellas Werona. Napastnik AC Milan pokonał też bramkarza rywali z gry, lecz tego trafienia arbiter mu nie uznał. Kapitalną bramkę dla Hull City z rzutu wolnego zdobył Kamil Grosicki, którego za występ w spotkaniu z Wigan Athletic uznano za najlepszego gracza meczu i wybrano do jedenastki kolejki Championship. Owszem, to tylko druga liga angielska, ale pod względem sportowego poziomu jest znacznie silniejsza nie tylko od naszej ekstraklasy, ale też w większości europejskich krajów.

Dlatego sugestia Brzęczka, że nasza reprezentacja jest słaba, bo musi z braku lepszych graczy stawiać na zawodników z Championship, merytorycznie jest chybiona i krzywdząca. Co zresztą udowodnili dwaj inni kadrowicze z tej ligi. Krystian Bielik, którego tak chwalono za udany debiut w biało-czerwonych barwach, był najlepszym piłkarzem Derby County w meczu ze spadkowiczem z Premier League Cardiff City, zaś Mateusz Klich, wystawiony do gry w meczu z Austrią tylko dlatego, że kontuzji doznał Jakub Błaszczykowski, zdobył bramkę dla Leeds United w wygranym 2:0 spotkaniu z Barnsley, po którym jego drużyna wróciła na pozycję lidera. Warto też podkreślić, że Grosicki, Bielik i Klich są podstawowymi graczami w swoich zespołach.

Nawet Krychowiak strzela gole

Także Grzegorz Krychowiak pokazał, że w Lokomotiwie Moskwa trener nie każe mu jedynie przeszkadzać rywalom w grze, ale też kreować grę i strzelać na bramkę. W ligowym spotkaniu z PKF Soczi „Krycha” zdobył zwycięską bramkę dla swojej drużyny, a było to już jego czwarte ligowe trafienie w obecnym sezonie. Piotr Zieliński wprawdzie gola nie strzelił, ale trener Carlo Ancelotti był zadowolony z jego gry i trzymał go na boisku do ostatniego gwizdka. SSC Napoli wygrało z Sampdorią Genua 2:0, a Zieliński za swój występ zebrał pochlebne recenzje. Dlaczego tak dobrze nie zagrał w meczach ze Słowenią i Austrią? Pytanie dotyczy praktycznie wszystkich zawodników, którzy wystąpili w tych spotkaniach w linii pomocy i ataku, bo w miniony weekend zdobyli w swoich klubowych zespołach pięć bramek. A jeszcze, jakby Brzęczkowi na złość, pominięty przez niego we wrześniowych powołaniach Przemysław Frankowski strzelił gola i zaliczył asystę w wygranym przez Chicago Fire 4:0 meczu z Dallas.

Z tyłu tylko Bednarek trzyma formę
Trochę gorzej, może za wyjątkiem Jana Bednarka (zaliczył udany występ w wygranym przez Southampton 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Sheffield United), zaprezentowali się w miniony weekend zawodnicy formacji defensywnych. Trzymany przez Brzęczka na ławie Maciej Rybus także w Lokomotiwie Moskwa nie dostał szansy gry, Bartosz Bereszyński zebrał kiepskie recenzje za występ w Sampdorii przeciwko SSC Napoli, podobnie jak Kamil Glik za przegrany 3:4 przez jego AS Monaco mecz z Olympique Marsylia, a Tomasz Kędziora przegrany przez jego Dynamo Kijów mecz z Desną przesiedział na ławce rezerwowych. Natomiast Michał Pazdan, który po słabiutkim występie w meczu ze Słowenią potyczkę z Austrią obejrzał z trybun, po powrocie do tureckiego Ankaragucu zagrał całe spotkanie z Malatyasporem, ale też się nie popisał, bo jego zespół przegrał 0:4.
W sumie jednak można postawić tezę, że strata punktów w meczach ze Słowenią i Austrią nie była winą słabej formy piłkarzy, tylko kiepskiej jakości zespołu z nich zestawionego i przygotowanego do gry przez Brzęczka.

Selekcjoner kadry ma z tym problem przede wszystkim dlatego, że nie respektuje zasady, iż w reprezentacji powinni występować zawodnicy regularnie grający w swoich klubowych zespołach, a jeśli wszyscy spełniają to kryterium, to na boisko powinni wychodzić najlepsi z nich. Gdyby respektował, to Jakuba Błaszczykowskiego w kadrze w ogóle by nie było. Nawałka zbudował zespół wokół Lewandowskiego, który w 40 meczach strzelił 37 goli. Przez Brzęczka rola „Lewego” jest marginalizowana. Ale to już jest problem, który może rozwiązać jedynie dymisja selekcjonera.