Grosicki w wyjściowym składzie WBA

Kamil Grosicki w końcu doczekał się występu w Premier League w wyjściowym składzie West Bromwich. Wcześniej zagrał tylko kilka minut w końcówce meczu z Newcastle, a tym razem skrzydłowy reprezentacji Polski dostał od trenera Sama Allardyce’a 70 minut w wygranym przez jego zespół 3:2 wyjazdowym meczu z Wolverhampton.

Trudno stwierdzić co spowodowało zmianę nastawienia Allardyce do Grosickiego. Być może powodem jest dramatyczna sytuacja zespołu w Premier League, której były selekcjoner reprezentacji Anglii od 16 grudnia ub. roku nie zdołał znacząco poprawić. Drużyna pod jego wodzą do minionej soboty zdobyła tylko jeden punkt w czterech meczach i zajmowała zagrożone spadkiem przedostatnie miejsce w tabeli. Mimo wygranej z Wolverhampton ekipa Allardyce’a pozostała w tym samym miejscu z dorobkiem 11 punktów po 18 meczach, ale przynajmniej zmniejszyła różnicę punktową do zespołów Burnley (16 pkt) i Brighton & Hove Albion (17 pkt), zajmujących pierwsze dwie bezpieczne lokaty w tabeli. Grosicki ma już za sobą występy w angielskiej ekstraklasie w sezonie 2015/2016. Wtedy to 80-krotny reprezentant Polski przeszedł zima do broniącego się przed spadkiem Hull City i zdążył zagrać w 10 meczach. Tamta jego przygoda z Premier League zakończyła się spadkiem i koniecznością gry w II lidze. Grosicki nadal jednak czeka na swoją pierwszą bramkę w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. Jego kontrakt z West Bromwich obowiązuje do końca czerwca tego roku.
Być może już we wtorek 19 stycznia Allardyce znów go wystawi w meczu z West Hamem United. W bramce tego zespołu po wyleczeniu kontuzji w sobotnim spotkaniu z Burnley (1:0) zagrał Łukasz Fabiański.
Dwóch innych reprezentantów Polski występujących w klubach Premier League nie miało tak udanego weekendu. Zespół Leeds United z Mateuszem Klichem w podstawowym składzie (rozegrał całe spotkanie) przegrał u siebie z Brighton & Hove Albion 0:1, natomiast ekipa Southampton, której filarem defensywy jest Jan Bednarek, przegrała na wyjeździe z Leicester City 0:2. W tabeli Premier League z drużyn z polskimi zawodnikami w składzie najwyżej jest Southampton (8. miejsce), tuż za nim na 9. pozycji plasuje się West Ham, a Leeds zajmuje 12. lokatę.

Grosicki znów jest na rozdrożu

Zmiana trenera nie zmieniła sytuacji Kamila Grosickiego w ekipie West Bromwich Albion. Nowy szkoleniowiec, Sam Allardyce, jeszcze mniej ceni skrzydłowego reprezentacji Polski, niż jego poprzednik Slaven Bilić. Nic dziwnego, że wrócił temat transferu Grosickiego. Ponoć chcą go trzy kluby – angielski Nottingham Forest oraz Legia Warszawa i Pogoń Szczecin.

Grosicki uważa, że jest na tyle dobrym piłkarzem, żeby grać w Premier League. Dlatego zimą 2017 roku przeszedł z francuskiego Stade Rennais do Hull City. Niestety, zaliczył w angielskiej ekstraklasie tylko 15 występów, bo jego nowa drużyna spadła do Championship. Do wymarzonej przez siebie Premier League wrócił latem ubiegłego roku z zespołem West Bromwich Albion, do którego dołączył 31 stycznia i z którym związał się półtorarocznym kontraktem. O ile jednak jeszcze w Chamionship trener Slaven Bilić w miarę regularnie wystawiał go do gry, to po wywalczeniu awansu do ekstraklasy nagle z jakiś powodów odstawił reprezentanta Polski do rezerw. Dopiero w grudniu zmienił nastawienie i zaczął powoływać go do kadry meczowej, ale zagrać dał mu tylko raz, ostatnie 10 minut w spotkaniu z Newcastle (1:2). Kilka dni później Chorwat stracił jednak posadę, a jego miejsce zajął były selekcjoner reprezentacji Anglii Sam Allardyce. Angielski szkoleniowiec szybko rozwiał nadzieje „Grosika” na odmianę losu, bo pierwszą decyzją kadrową jaką podjął było sprowadzenie do WBA z West Hamu szkockiego skrzydłowego Roberta Snodgrassa. Co ciekawe, jest on o rok starszy od polskiego piłkarza.
To nie jedyny, ale na pewno główny powód medialnych spekulacji o rychłym transferze Grosickiego. Portal nottinghampost.com podał, że pozyskaniem Polaka zainteresowany jest ponownie Nottingham Forest, który w jesiennym okienku transferowym miał już go „dogadanego”, lecz o kilka sekund spóźnił się z rejestracją transferu. Tym razem działacze Forest nie chcą odkładać negocjacji na ostatni moment i oferują mu takie same zarobki, jakie otrzymuje w West Bromwich, czyli 25 tys. funtów tygodniowo, a na dodatek są gotowi zapłacić WBA żądaną przez ten klub kwotę odstępnego. Dla Grosickiego byłaby to sportowa degradacja, ale Nottingham Forest bardzo potrzebuje wzmocnienia, a polski piłkarz zna angielską II ligę doskonale, bo w barwach Hull City i WBA zaliczył w Championship 118 meczów, w których strzelił 26 goli i miał 25 asyst.
Trener Allardyce w minioną sobotę chyba postanowił wystawić Grosickiego w oknie wystawowym, bo dał mu zagrać w Pucharze Anglii cały mecz wraz dogrywką i rzutami karnymi przeciwko trzecioligowemu Blackpool (2:2, karne 2:3). Jeśli chciał pokazać, że Polak jest słabym graczem, to trochę się przeliczył w swoich rachubach, bo „Grosik” zaliczył asystę przy golu na 1:1, wywalczył rzut karny przy bramce na 2:2, zaś w konkursie „jedenastek” pewnie pokonał bramkarza rywali. Niestety, inni gracze WBA zawiedli i zespół odpadł z dalszych rozgrywek. W lidze też wiedzie mu się kiepsko, bo z dorobkiem ledwie ośmiu punktów w 17 meczach zajmuje w Premier League przedostatnie miejsce i ma już sześć „oczek” straty do ekipy Brighton & Hove Albion, plasującej się na pierwszym niezagrożonym degradacją miejscu. 32-letni Grosicki po raz kolejny w karierze znalazł się na rozdrożu. Może oczywiście zostać w WBA do końca kontraktu i kasować co tydzień 25 tysięcy funtów, licząc na zmianę nastawienia Sama Allardyce (lub jego następcy, bo z takimi wynikami angielski szkoleniowiec może za chwilę stracić posadę), ale wtedy ryzykuje utratę miejsca w kadrze Polski na Euro 2021. W Nottingham Forest z regularnymi występami w lidze pewnie nie będzie miał problemów, lecz pewnie godząc się na sportową degradację, będzie chciał rekompensaty w postaci wyższych zarobków, bo to już raczej jego ostatni intratny kontrakt w karierze. Dlatego pewnie negocjacje z Forest toczyć się będą do ostatniej chwili i znów mogą zakończyć fiaskiem.
Pogłoski o zainteresowaniu pozyskaniem Grosickiego ze strony Legii i Pogoni trzeba raczej traktować z przymrużeniem oka, bo skoro Grosicki teraz zarabia 25 tys. funtów tygodniowo, to jakby nie liczył wychodzi 1,2 mln funtów rocznie. A najlepiej opłacany w Legii piłkarz, Artur Jędrzejczyk, miał w szczytowym momencie kontrakt na poziomie 800 tys. euro rocznie, zaś najlepiej obecnie opłacany gracz Pogoni zarabia niespełna 250 tys. euro rocznie. Grosicki w żadnym polskim klubie nie dostanie stawki, jaką wynegocjował w WBA, a trzeba pamiętać, że w styczniu trzeba będzie jeszcze zapłacić angielskiemu klubowi kwotę odstępnego. Ponoć szefów WBA zadowoli nie mniej niż pół miliona funtów. Ale od lipca „Grosik” będzie wolnym zawodnikiem z kartą na ręku, ale wtedy pewnie interesować go będzie już tylko powrót do klubu, w którym zaczął swoją karierę, czyli do Pogoni Szczecin.

48 godzin sport

Zmiana trenera szansą dla Grosickiego
Kamil Grosicki (na zdjęciu) po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League nagle stracił uznanie w oczach chorwackiego trenera Slavena Bilicia i został przez niego odesłany do rezerw. Skrzydłowy reprezentacji Polski próbował odejść do innego klubu, co się nie udało, w końcu poprosił o zgodę na występy w zespole młodzieżowym. Gdy w jednym z meczów druzyny U-23 strzelił dwa gole i zaliczył asystę, Bilić w końcu włączył go do kadry pierwszego zespołu i nawet dał mu zagrać przez 10 minut w spotkaniu z Newcastle. I na tym jego dobra wola się skończyła i we wtorkowym wyjazdowym meczu z Manchesterem City, zremisowanym przez WBA 1:1, Grosicki nawet się nie podniósł z ławki rezerwowych. Następnego dnia Bilić przestał być już jednak trenerem zespołu West Bromwich, a jego miejsce zajmie były selekcjoner reprezentacji Anglii Sam Allardyce. Może pod jego wodzą „Grosik” zacznie regularnie występować w Premier League? West Bromwich po 13 kolejkach ma na koncie tylko jeden wygrany mecz i znajduje się w strefie spadkowej.

Ukraińska tenisistka z polskim paszportem podejrzana o doping
Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) ogłosiła, że u występującej w polskich barwach Ukrainki Anastazji Szoszyny 26 października tego roku podczas turnieju ITF w Stambule wykryto obecność stanozololu, zakazanego sterydu anabolicznego. 30 listopada Szoszyna usłyszała zarzut złamania przepisów antydopingowych, a 12 grudnia została przez ITF tymczasowo zawieszona do czasu wyjaśnienia sprawy. 23-letniej tenisistce grozi kilkuletnia dyskwalifikacja. Szoszyna od lat mieszka i trenuje w Polsce, w czerwcu tego roku otrzymała polskie obywatelstwo i uczestniczyła nawet w zgrupowaniu kadry narodowej w Zielonej Górze. W rankingu WTA zajmuje obecnie 445. lokatę w singlu i 296. w deblu. Ma na koncie pięć zwycięstw singlowych w turniejach pod szyldem ITF i 10 w grze podwójnej.

Ostatnie tegoroczne potyczki w piłkarskiej ekstraklasie
W środę rozegrano zaległy mecz z 5. kolejki PKO Ekstraklasy Lech Poznań przegrał u siebie z Pogonią Szczecin 0:4. Gole dla „Portowców” strzelili: Thomas Rogne (2 samobójcza), Sebastian Kowalczyk (39), Kamil Drygas (45 karny) i Tomas Podstawski (90). Pogoń po tym zwycięstwie powiększyła swój dorobek do 25 pkt i awansowała w tabeli na trzecie miejsce. A tak wygląda zestaw par ostatniej w tym roku, 14. kolejki ligowej. Piątek: Wisła Płock – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 18:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin); Legia Warszawa – Stal Mielec, godz. 20:30, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń). Sobota: Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin, godz. 15:00, sędziuje Sebastian Jarzębak (Bytom); Cracovia – Lechia Gdańsk, godz. 17:30, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce); Lech Poznań – Wisła Kraków, godz. 20:00, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Niedziela: Piast Gliwice – Raków Częstochowa, godz. 15:00, sędziuje Damian Sylwestrzak (Wrocław); Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze, godz. 17:30, sędziuje Daniel Stefański (Bydgoszcz). Rozegrany w czwartek mecz Śląska Wrocław z Wartą Poznań zakończył się po zamknięciu wydania.

Rywalizacja w PGE Ekstralidze zacznie się od 3 kwietnia
Żużlowa PGE Ekstraliga ogłosiła terminarz spotkań w sezonie 2021. Rozgrywki tzw. fazy zasadniczej wystartują w sobotę 3 kwietnia i potrwają do 26 września. Dwa pierwsze mecze w każdej kolejce będą transmitowane przez Eleven Sports, dwa kolejne przez nSport+. Do walki o mistrzostwo Polski przystąpi osiem zespołów: broniąca tytułu Unia Leszno oraz Stal Gorzów, Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góa, Włókniarz Częstochowa, Motor Lublin, GKM Grudziądz i beniaminek ligi, Apator Toruń. Faza play off rozpocznie się 5 września. Tego dnia zostaną rozegrane pierwsze mecze półfinałowe, natomiast rewanże odbędą się 12 września. Pierwsze spotkania o medale zaplanowano na 19 września, rewanże zaś tydzień później (26 września).

48 godzin sport

Dobre wyniki polskiej alpejki
Maryna Gąsienica-Daniel po dziewiątym miejscu w Lech w slalomie równoległym (pierwszy taki wyczyn polskiej narciarki alpejskiej od 35 lat), była też bliska wywalczenia miejsca w czołowej dziesiątce zawodów Pucharu Świata w slalomie gigancie w Courchevel, ale 26-letnia Polka popełniła jednak błąd w drugim przejeździe i ostatecznie zajęła 21. miejsce. Ale to i tak świetny rezultat, bo jest jej piąty najlepszy wynik w Pucharze Świata w karierze. W Courchevel triumfowała Włoszka Marta Bassino, dla której była to druga wygrana w tym sezonie, drugą lokatę zajęła Szwedka Sara Hector, a trzecią Słowaczka Petra Vlhova. W klasyfikacji generalnej PŚ w slalomie gigancie liderką jest Bassino, a Gąsienica-Daniel zajmuje 30. miejsce. Natomiast w klasyfikacji generalnej PŚ liderką jest Vlhova, a Polka zajmuje 26. pozycję.

Pierwszy gol Recy w Crotone
Reprezentant Polski Arkadiusz Reca strzelił gola dla Crotone w wygranym przez jego zespół 4:1 meczu ze Spezią w 11. kolejce włoskiej Serie A. Dla 25-letniego lewego obrońcy było to pierwsze ligowe trafienie w tym sezonie. Mimo zwycięstwa ekipa Crotone z dorobkiem pięciu punktów zajmuje ostatnie, 20. miejsce w tabeli.

Grosicki wreszcie zagrał
Zespół West Bromwich Albion przegrał w 12. kolejce Premier League z Newcastle United 1:2 i była to ósma ligowa porażka w tym sezonie. W 80. minucie w ekipie WBA pojawił się skrzydłowy reprezentacji Polski Kamil Grosicki, dla którego był to pierwszy występ w barwach West Bromwich po awansie tego zespołu do Premier League. Nasz reprezentacyjny piłkarz wszedł na boisko w 80. minucie przy stanie 1:1 i nie zdążył się niczym wyróżnić.

Pierwsze punkty Guzika
Podwójnym zwycięstwem francuskich biathlonistów zakończył się rozegrany w austriackim Hochfilzen bieg na dochodzenie na 12,5 km. Wygrał Quentin Fillon Maillet przed Emilienem Jacquelinem i Norwegiem Johannesem Dale. Pierwsze punkty w obecnym sezonie Pucharu Świata wywalczył w tym biegu Polak Grzegorz Guzik, który zajął 39. lokatę. W klasyfikacji generalnej PŚ prowadzi Norweg Johannes Thingnes Boe (296 pkt) przed Szwedem Sebastianem Samuelssonem (246 pkt) i Quentinem Fillonem Mailletem (237 pkt). Guzik z dorobkiem 2 pkt jest sklasyfikowany na 47. pozycji.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 17. kolejki: Stomil Olsztyn – Bruk-Bet Nieciecza 1:4, Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica 0:2, GKS Bełchatów – Puszcza Niepołomice 0:2, Resovia – GKS Jastrzębie 1:2, Arka Gdynia – Chrobry Głogów 1:1, Korona Kielce – Radomiak Radom 0:2, Sandecja Nowy Sącz – Górnik Łęczna 1:1. Mecz ŁKS Łódź z GKS Tychy został przełożony na 20 lutego, a Odry Opole z Widzewem Łódź na 10 marca. Liderem rozgrywek po rundzie jesiennej jest Bruk-Bet Nieciecza (42 pkt), a ostatnią 18. lokatę, zajmuje z dorobkiem 9 punktów Resovia.

Joshua znokautował Pulewa
Brytyjski pięściarz wagi ciężkiej Anthony Joshua znokautował w 9. rundzie Bułgara Kubrata Pulewa w walce wieczoru podczas gali bokserskiej Matchroom Boxing w Londynie. Zwycięzca tym samym obronił należące do niego mistrzowskie pasy czterech federacji – WBA, WBO, IBF i IBO. Dla Joshuy było to 24. zwycięstwo w karierze, a których 22. odniósł przez nokaut. Podczas londyńskiej gali walkę w wadze ciężkiej stoczył też Polak, 40-letni Mariusz Wach, którego przeciwnikiem był 26-letni Brytyjczyk Hugh Fury, kuzyn bardziej znanego mistrza wagi ciężkiej Tysona Fury’ego. Po dziesięciorundowym pojedynku sędziowie jednogłośnie przyznali wygraną rywalowi naszego pięściarza. W innej walce wieczoru, w wadze junior ciężkiej, Nikodem Jeżewski przegrał w II rundzie przez techniczny nokaut z Brytyjczykiem Lawrence’m Okolie’m. Wcześniej Polak trzy razy lądował na deskach. Stawka pojedynku był pas WBO International.

Złodzieje okradli dom zmarłego
Pogrzeb zmarłego w minioną środę legendarnego włoskiego piłkarza Paolo Rossiego odbył się w sobotę. Mistrza świata i króla strzelców z 1982 roku został pochowany w Vicenzy. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli między innymi jego dawni koledzy z reprezentacji Włoch – Marco Tardelli, Antonio Cabrini, Fulvio Collovati oraz Giancarlo Antognoni, którzy nieśli trumnę z jego ciałem. W trakcie uroczystości hołd Rossiemu oddało kilka tysięcy kibiców. Niestety, z okazji skorzystali złodzieje, którzy podczas pogrzebu splądrowali dom piłkarza znajdujący się w niewielkiej toskańskiej miejscowości Bucine. Lokalna policja intensywnie szuka sprawców kradzieży.

Columbus Crew mistrzem MLS
Piłkarze Columbus Crew po raz drugi triumfowali w rozgrywkach Major League Soccer (MLS). W rozegranym w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu finale pokonali Seattle Sounders 3:0. Najlepszym zawodnikiem (MVP) został Lucas Zelarayan, który zdobył dwa gole i zaliczył asystę przy bramce Derricka Etienne’a Jr. Trenerami ekip finalistów są Caleb Porter (Crew) i Brian Schmetzer (Sounders). Poprzednio zespół Crew zwyciężył w MLS w 2008 roku, natomiast Seattle Sounders w 2016 i 2019 roku. Najwięcej tytułów w kolekcji ma jednak Los Angeles Galaxy (5).

Grosicki cierpi w West Bromwich

Kamil Grosicki po wielu tygodniach oczekiwania w końcu znalazł się w kadrze meczowej West Bromwich Albion. W rozegranym w minioną niedzielę meczu Premier League z Crystal Palace (1:5) reprezentant Polski nie doczekał się jednak na swój pierwszy występ w angielskiej ekstraklasie w barwach tego zespołu.

Grosicki w trwającym sezonie jeszcze nie rozegrał meczu w Premier League. Tylko na początku, w spotkaniu pierwszej kolejki z Leicester City, znalazł się w kadrze meczowej. W następnych dziewięciu meczach nawet na to nie pozwalał mu trener WBA Slaven Bilić. Ostatnio coś się w tej kwestii zmieniło, bo skrzydłowy reprezentacji Polski w miniony weekend znalazł się jednak w kadrze na niedzielne spotkanie ligowe z Crystal Palace. Być może chorwacki szkoleniowiec West Bromwich zmienił do niego nastawienie po tym, jak „Grosik” w poprzednim tygodniu świetnie spisał się w drużynie rezerw. O występ w meczu drużyny U-23 sam poprosił. Rozegrał całe spotkanie i strzelił dwa gole w wygranej 3:1 potyczce z Sunderlandem U23.
Nasz piłkarz sam nie wie, dlaczego nie dostaje okazji do występów w pierwszej drużynie West Bromwich. W tym sezonie wystąpił jedynie w spotkaniu z czwartoligowym Harrogate Town w Pucharze Anglii. „Mam codziennie kontakt z trenerem i mogę zapewnić, że nasze relacje są dobre. Rozmawiałem z nim ze trzy razy na temat mojej przyszłości w zespole, ale ostatnio przestałem go o to pytać, skoro nie był w stanie mi na to odpowiedzieć. Trudno mi wytłumaczyć, dlaczego nie gram. Tylko ja i Charlie Austin nie dostaliśmy jeszcze szansy występu w Premier League. Nie wiem, jaki jest tego powód” – komentuje 80-krotny reprezentant Polski.
Do ekipy West Bromwich Grosicki przeszedł zimą tego roku z Hull City, gdy zespół występował jeszcze w Championship i walczył o awans do Premier League. Polak zagrał w 14 spotkaniach, zdobył jedną bramkę i wydawało się, że po awansie będzie miał przynajmniej pewne miejsce w kadrze meczowej. Tymczasem trener Bilić nagle przestał na niego stawiać i nawet nie widział go w szerokiej kadrze zespołu, chociaż Grosicki znakomicie prezentował się w spotkaniach reprezentacji Polski. Od września do listopada zagrał w naszej drużynie narodowej w siedmiu spotkaniach. Strzelił gola i zaliczył asystę w meczu Ligi Narodów z Bośnią i Hercegowiną (2:1), w spotkaniu towarzyskim z Finlandią zdobył hat-tricka, a przeciwko Holandii zaliczył 80. występ w biało-czerwonych barwach.
Po powrocie z listopadowego zgrupowania reprezentacji jego sytuacja w zespole WBA nie uległą jednak zmianie, więc 32-letni polski piłkarz z własnej woli zgłosił się do Bilicia, by pozwolił mu wystąpić w rezerwach. Drużyna WBA U23 wygrała 3:1 z ekipą U23 Sunderlandu, Grosicki rozegrał całe spotkanie i strzelił dwa gole. „Stwierdziłem, że skoro na ten moment i tak nie mam co liczyć na grę w Premier League, to chciałbym to zrobić w rezerwach. Podszedłem do meczu profesjonalnie, wybiegałem go, powalczyłem. Treningów w ostatnim czasie miałem bardzo dużo, a mecz to zawsze mecz. Nie wiem, czy to spotkanie zmieni coś w mojej sytuacji. Brakowało mi gry, na pewno poczułem się trochę lepiej. Zrobiłem to dla siebie” – stwierdził „Grosik”. Na tym meczu był dyrektor sportowy klubu. „Jeżeli moja sytuacja się nie zmieni, poproszę o kolejny mecz w zespole rezerw. Patrzyłem na terminarz jej meczów, ma jeszcze w tym roku dwa spotkania, a ja potrzebuję gry” – stawia jasno sprawę piłkarz.
Wszystko jednak wskazuje, że w styczniu wrócić temat transferu Grosickiego. W październiku był bliski powrotu do angielskiej drugiej ligi, ale Nottingham Forest nie dopełnił na czas formalności i z wypożyczenia wyszły nici. „Jeżeli nic się nie zmieni, to w styczniu będę musiał poważnie się zastanowić nad swoją przyszłością. Dla mnie najważniejsza jest gra w reprezentacji, dlatego muszę występować w klubie, żeby być w odpowiedniej formie i rytmie meczowym. Doceniam to, że trener Jerzy Brzęczek we mnie wierzy, bo rozmawialiśmy kilka razy o mojej sytuacji, ale za dawne zasługi na mistrzostwa Europy mnie nie powoła. Dlatego walczę, żeby wrócić na boisko” – zapewnia „Grosik”.
Ale w niedzielę, choć wreszcie znalazł się w kadrze meczowej, w spotkaniu z Crystal Palace, nie doczekał się jednak pierwszego występu w Premier League po ponad trzyletniej przerwie. Może i dobrze, bo ekipa WBA przegrała u siebie aż 1:5. Grosicki zatem wciąż ma na swoim koncie tylko 15 meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii rozegranych jeszcze w barwach Hull City w sezonie 2016/2017 roku. Ale z WBA powinien zwiewać jak najszybciej, bo ten zespół i tak nie utrzyma się w Premier League, nawet jak WŁADZE KLUBU zwolnią Bilicia.

Milik rozmawia z Napoli

Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki, dwaj ważni piłkarze reprezentacji Polski, przed nowym sezonem usiłowali bez powodzenia zmienić pracodawców i mają teraz ten sam problem – w tej chwili nie grają w swoich klubowych zespołach. Próbują jednak wybrnąć z patowej sytuacji.

We Włoszech medialna wrzawa wokół Arkadiusza Milika nie gaśnie. Polski napastnik nie doszedł do porozumienia z SSC Napoli w sprawie przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu i ogłosił, że chce tego lata odejść. Ale chociaż jego pozyskaniem zainteresowanie wyrażało wiele klubów, ostatecznie w minionym okienku transferowym nie udało mu się opuścić Neapolu. Niewątpliwie wśród wielu powodów tego niepowodzenia było wybitnie nieprzychylne nastawienie do Polaka ze strony apodyktycznego właściciela SSC Napoli Aurelio De Laurentiisa. Słynny kreator mody lubi postawić na swoim, więc chciał Milika złamać torpedując korzystne dla reprezentanta Polski opcje transferowe. Trafiła jednak kosa na kamień, bo polski piłkarz w odwecie odrzucił wszystkie oferty korzystne dla Napoli. Za karę został wykreślony z kadry zgłoszonej do rozgrywek Serie A, Ligi Europy i Pucharu Włoch, dostał też zakaz treningów z pierwszym zespołem. Ale chociaż trenował indywidualnie, to jego występy w październikowych meczach reprezentacji Polski pokazały, że banicja zarządzona przez De Laurentiisa nie wpłynęła znacząco na jego formę. To oczywiście tylko spotęgowało zainteresowanie polskim napastnikiem, który już w styczniu, czyli na pół roku przed wygaśnięciem umowy z Napoli, będzie już mógł podpisać kontrakt z nowym klubem. A to już zapowiada najgorszy dla De Laurentiisa scenariusz, czyli taki, że Milik po wygaśnięciu umowy będzie mógł odejść całkowicie za darmo. Chociaż polski piłkarz z powodu ostatnich perturbacji sporo stracił na wartości, to wedle ocen ekspertów od piłkarskich transferów wciąż jest wart 20-25 mln euro. Nawet De Laurentiis nie może machnąć na takie pieniądze ręką.
Sytuacja zrobiła się zatem patowa, ale wygląda na to, że złe emocje trochę opadły, bo wedle doniesień włoskich mediów pod koniec ubiegłego tygodnia w siedzibie SSC Napoli w Castel Volturno odbyło się spotkanie, w którym wzięli udział Aurelio De Laurentiis, dyrektor sportowy Cristiano Giuntolio i dyrektor generalny klubu Andrea Chiavelli. Po drugiej stronie stołu zasiedli Arkadiusz Milik i jego agent David Przemyslaw Pantak. Piłkarz podtrzymał decyzję o rozstaniu z SSC Napoli, ale oświadczył, że jest gotów odejść już w styczniu, co będzie dobrym rozwiązaniem dla obu stron. Reprezentant Polski zaznaczył, że nie jest jego celem odchodzenie z klubu za darmo, ale nie zgodził się też na przedłużenie kontraktu, co znacznie podniosłoby jego wartość transferową. Spotkanie na razie nie doprowadziło do zakończenia konfliktu, ale Milik znowu widziany był na obiektach treningowych Napoli i nawet podczas treningów z pierwszym zespołem.
Kamil Grosicki z kolei, jak ma to już w zwyczaju, znowu uwikłał się w „transfer last minute”. W efekcie papiery w sprawie wypożyczenia z West Bromwich do Nottingham Forest wysłano tuż przed zamknięciem letniego okna transferowego w Anglii i jak się potem okazało, dokumenty dotarły z 21-sekundowym opóźnieniem. Przez kilka dni trwały w tej sprawie pertraktacje, ostatecznie jednak Komisja Arbitrażowa English Football League uznała transfer za nieważny. A to oznacza, że Grosicki przynajmniej do stycznia pozostanie zawodnikiem West Bromwich, z kadry którego zdążono go już całkowicie wykreślić. Na szczęście trener WBA Slaven Bilić nie okazał się łobuzem i przywrócił skrzydłowego reprezentacji Polski w prawach zawodnika podległego sobie zespołu, ale rzecz jasna nie obiecał mu miejsca choćby w szerokim składzie meczowym. „Będzie uwzględniony w kadrze i tylko od niego zależy, jak dużo będzie grał. Osobiście bardzo lubię go jako zawodnika. Kiedy jest w formie, potrafi być bardzo cenny dla drużyny, dlatego w sumie to się cieszę, że z nami został” – tak skomentował aktualną sytuację Grosickiego trener Bilić. Czy da Polakowi szansę do wykazania się, przekonamy się już w poniedziałek 2 listopada. Tego dnia West Bromwich gra ligowy mecz z Fulham.

Grosicki w zawieszeniu

Kamil Grosicki, jak ma to od lat w zwyczaju, znów tuż przed zamknięciem okna transferowego próbował zmienić klub. Ale ponoć West Bromwich i Nottingham Forest spóźniły się z załatwieniem formalności o sekundy.

W ostatnich minutach okienka transferowego skrzydłowy reprezentacji Polski, co już stało się normą w przypadku tego piłkarza, zgodził się na wypożyczenie z grającego w Premier League West Bromwich Albion do występującego w Championship (II liga) Nottingham Forest. Ponieważ decyzja w tej sprawie zapadła dosłownie tuż przed zamknięciem okna transferowego, działacze obu klubów spóźnili się z zarejestrowaniem transakcji w Football Asssociation. Jak wieść niesie, dokumenty dotarły 21 sekund po czasie.
Grosicki skomentował problem ze stoickim spokojem, wrzucając na Twittera swoje zdjęcie z uniesionym kciukiem i podpisem „będzie dobrze”, z optymizmem wypowiadali się też przedstawiciele zainteresowanego transakcją Nottingham Forest, przekonujący swoich fanów, iż „nie ma podstaw, by zablokować transfer”. Ale w sobotnim meczu ligowym z Blackuburn Rovers, wygranym przez Forest 1:0, „Grosika” w kadrze tej drużyny nie było. Jego nazwisko nie pojawiło się też w poniedziałek w składzie West Bromwich Albion na mecz Premier League z Burnley (0:0). Zatem polski piłkarz znalazł się w zawieszeniu i całkowicie zdany na prawnikó, którzy od poniedziałku próbują w Football Asssociation uzuskać potwierdzenie transakcji wypożyczenia.
Jeśli im się to uda, Grosicki do końca tego sezonu wróci do Championship, a jeśli zespół Notingham Forest awansuje do Premier League, Polak dostanie dwuletni kontrakt. Problem w tym, że póki co ekipie Forest bardziej grozi degradacja, niż awans. Ale w tej drużynie Grosicki miałby przynajmniej pewne miejsce w podstawowym składzie, na co w West Bromwich nie ma co liczyć, przynajmniej dopóki tam trenerem jest Slaven Bilić.

Milik w poważnych tarapatach

Saga transferowa z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej każdego dnia wydłuża się o kolejne odcinki. Jeszcze kilka dni temu było już niemal pewne, że reprezentant Polski tego lata przejdzie z SSC Napoli do AS Roma. Wedle doniesień włoskich mediów Polak już był nawet na rozmowach w rzymskim klubie, w którym miał zastąpić Bośniaka Edina Dzeko, ale transakcja nie wypaliła. Milikowi zostały już tylko dwa tygodnie na zmianę pracodawcy. Jeśli zostanie w Neapolu, czeka go prawdopodobnie najgorszy rok w piłkarskiej karierze.

Teoretycznie zarówno Milikowi, jak i szefom SSC Napoli zależy na tym, by transfer sfinalizować jeszcze w tym okienku transferowym, bowiem kontrakt reprezentanta Polski wygasa po tym sezonie. A zatem dla klubu z Neapolu to ostatni moment, żeby jeszcze na Miliku zarobić. Problem w tym, że znany z autorytarnych skłonności właściciel SSC Napoli Aurelio de Lautentiis nie cierpi niepokornych piłkarzy, a już zwłaszcza takich, którzy przeciwstawiają się jego woli. Polski napastnik podpadł mu już kilka miesięcy temu, gdy odmówił przedłużenia kontraktu z klauzulą odstępnego wywindowaną do niebotycznej kwoty 100 mln euro. Ale to nie jedyna przyczyna niesnasek. Wedle włoskich mediów Milik twardo upomina się o wypłatę dwóch zaległych pensji, które de Laurentiis pod koniec ubiegłego roku odebrał mu, jak wszystkim zawodnikom Napoli, jako karę za odmowę udziału w karnym zgrupowaniu po przegranym meczu, spiera się też z klubem o prawa wizerunkowe.
Rozzłoszczony krnąbrnością Milika de Laurentiis wyznaczył za niego zaporową kwotę transferową, żądając 50 mln euro. To było stanowczo za dużo nawet dla takich potentatów, jak Atletico Madryt i Juventus Turyn, ale trener hiszpańskiego klubu Diego Simeone dość długo nie tracił nadziei, że Napoli w końcu zejdzie z ceny o połowę, bo za polskiego napastnika był skłonny zapłacić góra 25 mln euro. Ale Milik chyba nie chciał opuszczać włoskiej ligi, zwłaszcza że zainteresował się jego pozyskaniem wielki Juventus. Transakcja, której mocno sprzeciwiał się de Laurentiis, spaliła jednak na panewce po zmianie trenera w turyńskim klubie. Nowy szkoleniowiec, Andrea Pirlo, Milika w zespole już jednak nie chciał, ale ponieważ rozmowy były już dalece zaawansowane, Juventus postanowił wykorzystać polskiego piłkarza w misternej transferowej układance, oferując go szefom AS Roma w zamian za Edina Dzeko. W ostatnim momencie w ekipie mistrza Włoch doszło jednak do „zmiany koncepcji”, bo Pirlo nagle zapragnął ściągnąć z Atletico Madryt swojego dawnego kumpla z boiska Alvaro Moratę. W madryckim klubie ten pomysł nie spotkał się z oporem, bo właśnie pojawiła się okazja do pozyskania za darmo uciekającego z FC Barcelona Urugwajczyka Luisa Suareza.
W tej sytuacji transfer Dzeko do Juve okazał się nieaktualny, więc Bośniak został w AS Roma, a działaczom rzymskiego klubu przestało zależeć na pozyskaniu Milika. Może nie całkowicie, ale postawili Polakowi nowe warunki – zaproponowali roczne wypożyczenie z obowiązkiem wykupu, tylko że w takim przypadku Milik musiałby, zgodnie z przepisami, przedłużyć o rok obowiązującą umowę z SSC Napoli, na co z podanych wyżej powodów zgodzić się nie chciał. Działacze rzymskiego klubu sprytnie więc wykpili z tego zamieszania, ale reprezentant Polski wpędził się w nieliche tarapaty. Wiadomo, że pozostanie w Napoli do końca kontraktu będzie dla niego rokiem bez regularnej gry, chyba że ukorzy się przed właścicielem klubu i zgodzi na wszystkie jego warunki.
Wedle włoskich mediów zainteresowane pozyskaniem Milika są jeszcze Valencia i Tottenham, ale londyński klub oferuje mu jedynie rolę zmiennika dla Harry’ego Kane’a. Z kolei przejście do Valencii byłoby sporą sportową degradacją, ale być może będzie to jedyna opcja dla Milika. W przeciwnym przypadku czeka go rok na marginesie wielkiego futbolu i przekreślenie marzeń o występie z reprezentacją Polski w mistrzostwach Europy.
W niewiele lepszej sytuacji znalazł się inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League trener tej drużyny Slaven Bilić przestał w ogóle zauważać naszego piłkarza. W ostatniej kolejce ligowej „Grosik” nie znalazł sie nawet w szerokiej kadrze meczowej. I łatwiej mu już nie będzie, bo jego rywalami o miejsce w podstawowej jedenastce są Matheus Pereira, Diangana, Matt Phillips, Kyle Edwards, Callum Robinson oraz Hale Robson-Kanu. A Bilić wszystkich ceni wyżej. Nic dziwnego, że w angielskich mediach pojawiły się spekulacje, że WBA chce się Grosickiego pozbyć.

Ruszyła Premier League

W rozpoczętych rozgrywkach Premier League rywalizować będzie będzie czterech reprezentantów Polski: Łukasz Fabiański (West Ham), Jan Bednarek (Southampton), Mateusz Klich (Leeds) i Kamil Grosicki (West Bromwich).

W pierwszej kolejce zdecydowanie najlepszy występ zaliczył Klich, który w wyjazdowym meczu z obrońcą tytułu Liverpoolem strzelił gola dla Leeds United i należał do najlepszych graczy tego pasjonującego widowiska, zakończonego zwycięstwem „The Reds” 4:3. Polak za swój debiutancki występ w Premier League otrzymał bardzo dobre recenzje, zresztą jak cały zespół Leeds. A zdobywając bramkę dołączył do Jana Bednarka, Roberta Warzychy i Marcina Wasilewskiego, którzy także mają w dorobku trafienia w angielskiej ekstraklasie pod szyldem Premier League. Dla Klicha największe znaczenie miały jednak nie pochwały w brytyjskich mediach czy słowa uznania z ust trenera Liverpoolu Juergena Kloppa, lecz opinia wygłoszona na pomeczowej konferencji przez szkoleniowca Leeds Marcelo Bielsę, który na pytanie o ocenę występu polskiego pomocnika stwierdził krótko: „On jest bardzo ważną częścią naszej drużyny”. Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie Championship zakończonym awansem do ekstraklasy, 30-letni Klich był u Bielsy podstawowym graczem i tylko w jednym z 46 spotkań ligowych nie zagrał w wyjściowym składzie (zdobył sześć bramek i zanotował pięć asyst). A że Bielsa tuż przed spotkaniem z Liverpoolem przedłużył kontrakt do końca obecnego sezonu, Klich może być spokojny o miejsce w zespole.
Spokojny o to może być też broniący bramki West Hamu United Fabiański, któremu co prawda angielskie media po porażce 0:2 z Newcastle zarzuciły spóźnioną reakcję przy pierwszej z bramek, ale nasz reprezentacyjny golkiper ma w zespole niepodważalną pozycję. Podobnie jak Bednarek w Southampton, chociaż w wyjazdowym meczu z Crystal Palace (0:1) trener „Świętych” zdjął go w przerwie z boiska. Tylko Kamil Grosicki w West Bromwich Albion musi walczyć o miejsce w wyjściowym składzie.

Pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych

Dokładnie w drugą rocznicę debiutu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w Lidze Narodów. Nie był to oszałamiający jakościowo występ naszych piłkarzy, ale na pokonanie ekipy Bośni i Hercegowiny wystarczyło. Gole strzeli Kamil Glik i Kamil Grosicki.

Dwa lata temu, 7 września 2018 roku Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu pierwszej edycji Ligi Narodów z Włochami. W tamtym spotkaniu biało-czerwoni zremisowali 1:1. Nie był to zły wynik, ale do późniejszych efektów jego trenerskiej pracy było wiele zastrzeżeń. Kibicom nie podobał się przede wszystkim styl gry reprezentacji, zwłaszcza w potyczkach z silnymi rywalami, jak Włochy, Portugalia czy Holandia, z którą biało-czerwoni w miniony piątek w pierwszym meczu drugiej edycji Ligi Narodów przegrali w Amsterdamie 0:1. W ponieważ w drugim spotkaniu grupy 1 Dywizji A Włosi nieoczekiwanie zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 1:1, nic zatem dziwnego, że na wynik poniedziałkowej potyczki czekaliśmy z niepokojem.
Brzęczek, do którego doszły wieści, jaka fala krytyki na niego spadła po meczu z Holandią, głównie za mocno odbiegającą od powszechnej ocenę występu naszej drużyny, już w przededniu spotkania w Zenicy zapowiedział zmiany w składzie. Tradycyjnie dokonał wymiany bramkarzy, chociaż do występu Wojciecha Szczęsnego w Amsterdamie nie mógł mieć najmniejszych pretensji. Najwyraźniej po dwóch latach na selekcjonerskim stołku wciąż nie potrafi wybrać zawodnika numer 1 na tej pozycji. Łukasz Fabiański nie ułatwił mu zadania, bo przeciwko ekipie Bośni i Hercegowiny zagrał solidnie i bez błędów, a za bramkę wpuszczoną po strzale z rzutu karnego nie można go przecież winić.
Na lewej flance linii obrony po dłuższej przerwie pojawił się wreszcie grający na tej pozycji na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus i z miejsca pokazał, że lewonożny zawodnik po tej stronie boiska zawsze będzie dla zespołu bardziej przydatny, niż przysposobiony na siłę gracz prawonożny jakim jest choćby Bartosz Bereszyński, który nie zawiódł w spotkaniu z Holandią. To Rybus zagrał ze skrzydła piłkę do Grosickiego, który głową posłał ją do bramki rywali, a potem jeszcze niemal skopiował tę akcję dogrywając do Mateusza Klicha, który zmarnował jednak znakomitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1.
Wspomniany Klich, który z Holandią zagrał w podstawowym składzie, w Zenicy zaczął mecz na ławce rezerwowych, a u boku Grzegorza Krychowiaka w roli drugiego defensywnego pomocnika zastąpił go Jacek Góralski. I była to dobra zmiana, bo występujący obecnie w lidze Kazachstanu były piłkarz Jagiellonii Białystok rozegrał świetny mecz, spychając w cień wyraźnie słabszego tego dnia Krychowiaka, którego w 68. minucie Brzęczek w końcu zdjął z boiska, wpuszczając w jego miejsce Klicha. Wielka szkoda, że nie dał szansy na dłuższy występ Karolowi Linettemu, ale dobre i to, że w końcu przełamał niechęć do tego piłkarza i dał mu zagrać po prawie dwóch latach powątpiewania w jego umiejętności, chociaż Linetty w tym czasie brylował w Serie A i zespole Sampdorii Genua, a tego lata za siedem milionów euro przeszedł do AC Torino.
W środku pomocy po staremu zagrał Piotr Zieliński, ale na lewym skrzydle w podstawowym składzie zaczął mecz Kamil Grosicki, który był wyraźnie poirytowany rolą rezerwowego w Amsterdamie. I pokazał, że w meczach z takimi rywalami, jak Bośnia i Hercegowina potrafi przeważyć szalę na korzyść naszej drużyny. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Glik zdobył wyrównującą bramkę, a potem sam strzelił gola na 2:1, więc dla tych dwóch powodów można by go uznać za ojca zwycięstwa. Niestety, w defensywie „Grosik” jest praktycznie nieprzydatny, w rozegraniu co najwyżej przeciętny, a w skuteczności dryblingu lepsi od niego byli grający na prawej flance Kamil Jóźwiak i tradycyjnie już wyróżniający się w tych elementach gry w naszej reprezentacji Zieliński. Poza tym Grosicki nie wytrzymuje już trudów całego meczu.
W ataku zamiast Krzysztofa Piątka, którego wyprawę do Zenicy mocno oprotestował jego macierzysty klub, Hertha Berlin, zagrał Arkadiusz Milik i wypadł nie tylko lepiej w ataku, ale też więcej dawał drużynie w grze obronnej oraz w rozegraniu. Tak na marginesie – to szkoda trzymać tego piłkarz tylko jako rezerwowego dla Roberta Lewandowskiego. Milik jest graczem uniwersalnym i na pewno da się go wkomponować w zespół też na innej pozycji.
Mimo wygranej trudno jednak być w pełni zadowolonym z występu naszej drużyny. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba pamiętać, że trener zespołu Bośni i Hercegowiny Dusan Bajevic wystawił przeciwko biało-czerwonym trochę inny skład, niż ten, który sensacyjnie zremisował w piątek z Włochami. Styl gry naszej reprezentacji wciąż jednak pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Brzęczka władze PZPN oceniają głównie przez pryzmat wyników, to nie musi on przejmować się medialna krytyka czy fala szyderstw jaka wylała się na niego w internecie. Jak pamiętamy, prezes Boniek przedłużył mu kontrakt do końca 2021 roku z opcją jej przedłużenia w przypadku awansu do mundialu w Katarze. Zatem chociaż statystyki i oceny nie przemawiają na korzyść Brzęczka, to dopóki osiąga wyznaczone mu przez PZPN cele, dalej będzie robił swoje i po swojemu. A nam nie pozostaje nic innego jak czekanie do kolejnych meczów w Lidze Narodów – 11 października biało-czerwoni zagrają z liderem grupy A1 Włochami, a trzy dni później zmierzą się w rewanżu z Bośniakami.
Wyniki 2. kolejki grupy 1 Dywizj A:
Bośnia i Hercegowina – Polska 1:2

Gole: Haris Hajradinović (24 karny) – Kamil Glik (45), Kamil Grosicki (67).
BiH: Asmir Begović – Zoran Kvrżić, Ermin Bicakčić, Sinisa Sanicanin, Eldar Civić (82. Deni Milosević) – Armin Hodzić, Amir Hadziahmetović, Muhamed Besić (60. Edin Dzeko), Haris Hajradinović, Amer Gojak (46. Edin Visca) – Elvir Koljić.
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) – Arkadiusz Milik.
Żółte kartki: Hadziahmetović – Bednarek, Milik. Sędziował: Cuneyt Cakir (Turcja).
Mecz bez udziału publiczności.
Holandia – Włochy 0:1
Gol: Nicolo Barella (45).
Holandia: Jasper Cillessen – Hans Hateboer (70. Denzel Dumfries), Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake (81. Luuk de Jong) – Marten de Roon, Donny van de Beek (57. Steven Bergwijn), Frenkie de Jong – Georginio Wijnaldum, Memphis Depay, Quincy Promes.
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Danilo D’Ambrosio, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola – Nicolo Zaniolo (42. Moise Kean), Jorginho, Manuel Locatelli (81. Bryan Cristante), Nicolo Barella, Lorenzo Insigne (90. Federico Chiesa) – Ciro Immobile.
Żółte kartki: Veltman, Wijnaldum, Depay – D’Ambrosio, Cristante, Chiellini. Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez udziału publiczności.


Tabela grupy A1:

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 3 1:1
  3. Polska 2 3 2:2
  4. BiH 2 1 2:3