Mało Polaków w Pucharze Anglii

W miniony weekend na angielskich boiskach rozegrano trzecią rundę Pucharu Anglii. Wystąpiły w niej zespoły polskich piłkarzy, ale nie wszyscy z nich walczyli na boisku. Większość, w tym reprezentanci Łukasz Fabiański, Jan Bednarek, Kamil Grosicki i Mateusz Klich, tylko przyglądała się popisom swoich dublerów.

 

W brytyjskich mediach trwa festiwal zachwytów nad metamorfozą, jaką pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera przeszedł zespół Manchesteru United. W spotkaniu III rundy Pucharu Anglii „Czerwone Diabły” pokonały na własnym stadionie Reading 2:0. Było to ich piąte zwycięstwo z rzędu odkąd zespół po odejściu Jose Mourinho przejął norweski szkoleniowiec, przed laty świetny napastnik United. Wcześniej „Czerwone Diabły” prowadzone przez Solskjaera wygrały cztery spotkania ligowe. W meczu z Reading Norweg zamieszał w składzie w porównaniu ze składem zespołu w Premier League. Od pierwszej minuty szansę pokazania się dostał tępiony wcześniej przez Mourinho napastnik Romelu Lukaku. Początek był trochę niemrawy w wykonaniu „Czerwonych Diabłów”, a częściej przy piłce utrzymywali się goście. Podopieczni Solskjaera podkręcili tempo po kwadransie, a sygnał do ataku dał Sanchez. W 22. minucie United objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Juana Matę. W końcówce pierwszej połowy goście kilka razy groźniej zaatakowali, ale niemal równo z gwizdkiem na przerwę Lukaku podwyższył wynik na 2:0, wykorzystując świetne podanie od Sancheza. Po zmianie stron gospodarze już tylko pilnowali wyniku i chociaż piłkarze Reading bardzo się starali, nie zdołali sforsować defensywy „Czerwonych Diabłów”.

W innych meczach trzeciej rundy Pucharu Anglii AFC Bournemouth przegrał z Brighton&Hove Albion 1:3. Oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli Premier League. W bramce zespołu gospodarzy stanął Artur Boruc, dla którego był to dopiero piąty mecz w obecnym sezonie. I zapewne ostatni, bo w lidze broni Bośniak Asmir Begovic. Goście w 31. minucie objęli prowadzenie. Gola zdobył Anthony Knockaert, który wykorzystał błąd jednego z obrońców. Strzelił pomiędzy jego nogami, a zaskoczony Boruc nie miał szans na skuteczną interwencję. Po chwili było już 2:0 dla przyjezdnych. Yves Bissouma zdecydował się na strzał z dystansu, a Boruc ruszając do piłki poślizgnął się i nie zdążył zatrzymać piłki. Po przerwie miejscowi starali się odrobić straty, ale stać ich było tylko na zdobycie jednej bramki, a Boruc nie obronił jeszcze strzału Fna 3:1. West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim na ławce rezerwowych, wygrał z Birmingham City 2:0. W bramce „Młotów” stanął dubler reprezentanta Polski, Hiszpan Adrian del Castillo. Bolton z Pawłem Olkowskim w składzie rozgromił Walsall FC 5:2. Jan Bednarek nie grał w meczu Southamptonu z Derby (2:2), ale drużyny czeka powtórka. Kamil Grosicki nie wystąpił w spotkaniu z Millwall, podobnie jak i Mateusz Klich (Leeds) w starciu tych zespołów.

 

To był przełomowy rok w karierze Piątka

Fot. Krzysztof Piątek rok temu był jeszcze mało znanym zawodnikiem Cracovii

 

 

Krzysztof Piątek zaczynał 2018 rok jako napastnik walczącej o utrzymanie w Lotto Ekstraklasie Cracovii, a kończył jako wicelider klasyfikacji strzelców Serie A, którym interesują się takie potęgi, jak Real Madryt, SSC Napoli czy Juventus Turyn.

 

Piątka można uznać za największego wygranego w polskim futbolu w ostatnich 12 miesiącach. A przecież wszyscy wiemy, że nie był to dobry rok dla naszych piłkarzy. Reprezentacja najpierw kompletnie zawaliła mundial w Rosji, a później jeszcze na dokładkę przegrała rywalizację z Włochami i Portugalią w Lidze Narodów i została zdegradowana z Dywizji A. Robert Lewandowski znów nie wygrał Ligi Mistrzów, Kamil Grosicki musiał grać w drugoligowym Hull City, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński przeżywali wzloty i upadki w SSC Napoli, Jakub Błaszczykowski stracił miejsce w VfL Wolfsburg, a Kamil Glik wraz z AS Monaco wyleciał z hukiem z europejskiej czołówki.

Natomiast Krzysztof Piątek w tym trudnym 2018 roku wciąż piął się w górę i nieoczekiwanie zdobył w nim aż 32 bramki. To osiągnięcie niebywałe, bo na początku roku jeszcze jako zawodnik Cracovii nie potrafił strzelić gola w trzech meczach z rzędu. Kibice „Pasów” zaczynali się już nawet domagać, żeby trener Michał Probierz posadzi go na ławce. Szkoleniowiec miał jednak w tej kwestii odmienne zdanie i dobrze na tym wyszedł, bo Piątek pod koniec lutego trafił wreszcie w spotkaniu z Wisła Płock i do końca sezonu strzelił jeszcze 11 goli, walnie przyczyniając sie do utrzymania Cracovii w Lotto Ekstraklasie.

Latem 23-letni napastnik został sprzedany do występującej w Serie A Genoi do grudnia z 13 bramkami na koncie zapracował na tytuł wicelidera klasyfikacji strzelców. Piątka wyprzedza tylko o jedno trafienie jego piłkarski idol Cristiano Ronaldo. Hiszpański dziennik „Marca” umieścił go wśród 11 najlepszych debiutantów jacy pojawili sie w klubach pięciu najsilniejszych lig europejskich.

Nic dziwnego, że imponującym skutecznością napastnikiem zaczęły interesować się piłkarskie potęgi. Występy Piątka regularnie obserwowali wysłannicy Chelsea Londyn, Realu Madryt, FC Barcelona, Juventusu Turyn, SSC Napoli. Prezes Genui nie kryje, że zamierza zrobić na polskim napastniku, za którego zapłacił Cracovii 4 mln euro, wielki interes i śmiało ogłasza, iż jest gotów rozmawiać tylko z tymi, których stać na wydatek co najmniej 40 mln euro.

 

Grosicki szaleje w Hull

Kamil Grosicki udanie zaczął rok w Hull City. Reprezentant Polski zdobył dwie bramki i zaliczył asystę w wygranym 6:0 ligowym meczu z Boltonem. Grosicki za swój występ znalazł się w „11” kolejki.

 

Ekipa Hull City przedłużyła zwycięską serię na zapleczu Premier League do pięciu wygranych z rzędu. W 26. kolejce Championship „Tygrysy” rozgromiły drużynę Boltonu, w barwach którego tylko ostatnie 10 minut spotkania zagrał inny z reprezentantów Polski, Paweł Olkowski. Grosicki strzelił swoje gole w 29. i 63. minucie oraz asystował przy trafieniu Evandro na 2:0. Obecny bilans naszego piłkarze w obecnym sezonie angielskiej II ligi to cztery bramki i cztery asysty w 19 występach. W tej lidze występują jeszcze Paweł Wszołek w Queens Park Rangers (2:2 z Aston Villą), bramkarz Ipswich Bartosz Białkowski mecz z Millwal (2:3) przesiedział na ławce oraz grający w zespole lidera Leeds United Mateusz Klich (zagrał 90 minut w przegranym 2:4 meczu z Nottingham).

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Czy ktoś panuje na tą kadrą?

Reprezentacja Polski szykuje się do dwóch ostatnich w tym roku meczów. Trener Jerzy Brzęczek ma ból głowy, bo z powodu kontuzji na zgrupowanie nie przyjechał Kamil Glik, a jaką wartość bez niego ma defensywa biało-czerwonych widzieliśmy na mundialu w Rosji.

 

Brzęczek ma więcej problemów na głowie, ale zestawienie linii defensywnej rzeczywiście jawi się jako najpoważniejszy z nich. Absencja Glika to kłopot, bo ze środkowych obrońców Brzęczek ma do dyspozycji grającego ostatnio w kratkę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, w ogóle niegrającego w Southampton Jana Bednarka oraz występujących wprawdzie regularnie w Serie A Thiago Cionka (SPAL 2013) i naszej ekstraklasie Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa), lecz żaden z tych zawodników nie gwarantuje gry na wysokim poziomie.

Na prawej flance linii obronnej selekcjoner ma do wyboru trzech graczy – Bartosza Bereszyńskiego (Sampdoria Genua), Tomasza Kędziorę (Dynamo Kijów) i Pawła Olkowskiego (Bolton Wanderes), za to na lewej dwóch niedoświadczonych w kadrze piłkarzy – powoływanego już wcześniej Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków oraz debiutanta z Pogoni Szczecin Huberta Matynię. Jakby Brzęczek nie kombinował, ta formacja w każdej personalnej konfiguracji będzie ekstremalnie eksperymentalna. Wcześniej tylko Pietrzak, Kamiński, Bednarek i Kędziora mieli okazję zagrać wspólnie, ale tylko przez kwadrans w spotkaniu z Irlandią. Inni obrońcy jeszcze nigdy ze sobą nie grali, więc nie należy oczekiwać cudów.

Zwłaszcza że w spotkaniu z Czechami w bramce ma stanąć trzeci golkiper w kadrze Łukasz Skorupski, co jest decyzją cokolwiek dziwaczną tuż po kapitalnym występie Wojciecha Szczęsnego w ligowym meczu Juventusu z AC Milan, w którym m.in. obronił rzut karny. Ciekawe jak Brzęczek wybrnie z obsadą tej pozycji na mecz w Lidze Narodów z Portugalią? Będzie losował między Szczęsnym a Fabiańskim? Kibiców na pewno też interesuje, kto wystawi na skrzydłach. Na lewym raczej na pewno postawi na Kamila Grosickiego, bo ten piłkarz ostatnio prezentuje znakomitą formę, a w miniony weekend zaliczył bramkę i asystę w ligowym spotkaniu z Birmingham. Na prawej pewnie znów da szansę Jakubowi Błaszczykowskiemu, chociaż w drużynie Wolfsburga jego siostrzeniec nie ma miejsca nawet na ławce i zimą planuje wrócić do Wisły Kraków.

Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w pogodnym nastroju, bo ostatnio strzelił trochę goli dla Bayernu Monachium i w Niemczech znów jest chwalony pod niebiosa. „Lewy” pamięta jednak, że w reprezentacji po raz ostatni zdobył bramkę w czerwcu, w towarzyskim spotkaniu z Litwą, więc nawet jeśli nie ma złudzeń co do wyników potyczek z Czechami i Portugalią, to przynajmniej chciałby w tych meczach poprawić swój bramkowy bilans. Także po to, żeby w razie porażek nikt za nie obwiniał tylko jego. Nad ta kadrą póki co nikt nie panuje i jest niczyja, może dlatego nie wygrywa.

 

Klich trafił kolegę w rękę

Piłkarze Leeds United na własnym stadionie dopiero w końcówce meczu doprowadzili do remisu 1:1 z Nottingham Forest. Wyrównująca bramka Kemara Roofe’a, zdobyta po podaniu Mateusza Klicha, padła jednak po zagraniu ręką.

 

Walcząca o awans do Premier League ekipa Leeds jeszcze nie zdążyła się rozkręcić, a już przegrywała 0:1, tracąc gola w 11. minucie po strzale gracza Forest Jacka Robinsona. Potem wzięła się do pracy i narzuciła rywalom swój styl gry, ale mimo przewagi przez ponad godzinę nie potrafiła przekuć jej na bramki. W 82. minucie doszło do sytuacji, która zbulwersowała kibiców na Wyspach. W zamieszaniu w polu karnym gości Mateusz Klich z kilku metrów huknął piłkę lewą nogą do bramki, ale trafił nią w stojącego na linii bramkowej Kemara Roofe. 25-letni pomocnik mógł wbić piłkę do siatki każdą częścią ciała, ale zrobił to ręką, choć w trudny do jednoznacznego stwierdzenia sposób.

Gracze Nottingham sygnalizowali arbitrowi nieprawidłowe zagranie, ale on ku ich rozpaczy i wściekłości bramkę uznał. W Championship nie ma stosuje się systemu VAR i dzięki temu Leeds United po 15. kolejce i remisie z Forest awansowali na drugie w tabeli. Do lidera Sheffield United zespół Mateusza Klicha traci tylko dwa punkty. Oszukani piłkarze Nottingham, którzy wypadli z pierwszej szóstki, liczą jeszcze na sprawiedliwość ze strony komisji ligi.

Z pozostałych reprezentantów Polski występujących w klubach angielskiej II ligi znów cały mecz w barwach Ipswich Town rozegrał Bartosz Białkowski (0:3 z Millwall), w starciu Hull City z Boltonem (1:0) zagrali Kamil Grosicki (do 72. minuty) i Paweł Olkowski (zszedł w 81. minucie). Zdecydowanie najlepiej wypadł jednak niezauważany na razie przez trenera Jerzego Brzęczka skrzydłowy Queens Park Rangers Paweł Wszołek, który strzeli gola w meczu z Aston Villą (1:0).

 

Białkowski wrócił do bramki Ipswich

Angielska druga liga piłkarska gra także w terminach zarezerwowanych dla Ligi Mistrzów. Dlatego w środę kilku polskich piłkarzy miało zajęty wieczór.

 

W 14. kolejce angielskiej Championship zespół Leeds United z Mateuszem Klichem w wyjściowej jedenastce wreszcie przerwał złą passę i wrócił na zwycięską ścieżkę. W dwóch ostatnich kolejkach ekipa „Pawi” zdobyła tylko jeden punkt i straciła pozycję lidera ligowej tabeli, ale w środę przełamała kryzys i pewnie pokonała Ipswich Town 2:0. Po tym zwycięstwie Leeds ponownie znalazł się na pierwszym miejscu. Klich rozegrał cały mecz, co w jego przypadku jest już normą, natomiast miłą niespodzianką był powrót do bramki Ipswich Town Bartosza Białkowskiego. Dla reprezentanta Polski był to pierwszy występ od 25 sierpnia. Spisał się przyzwoicie, a przy straconych go lach nie miał szans na obronę.

Całe spotkanie w barwach Hull City zaliczył też inny z naszych reprezentantów, Kamil Grosicki, ale choć bardzo się starał, znów schodził z boiska w roli pokonanego. „Tygrysy” nie wygrały już w siódmym meczu z rzędu, tym razem ulegając na wyjeździe Bristol City 0:1. Zdumiewające jest to, że ekipa Hull City znów straciła decydującą o wyniku bramkę w doliczonym czasie gry. W podobnych okolicznościach zespół Grosickiego zgubił punkty w poprzednim meczu z Preston North End (1:1).

Zespoły Białkowskiego i Grosickiego to w tej chwili najsłabsze ekipy na zapleczu Premier League. Po 14 kolejkach mają na koncie po dziewięć punktów, tracąc do pierwszej niezagrożonej degradacją drużyny cztery „oczka”. W środę wyjątkowo na boisku nie pojawił się kolejny z kadrowiczów Jerzego Brzęczka, Paweł Olkowski. Obrońca Bolton Wanderers w meczu z Nottingham Forest (0:3) nie wystąpił z powodu choroby, z którą zmagał się od wtorku.

 

Brzęczek robi co chce

Selekcjoner reprezentacji Polski na mecze w Lidze Narodów z Portugalią i Włochami powołał do kadry Jakuba Błaszczykowskiego, za co podobnie jak we wrześniu spotkała go lawina krytyki. Niestety, w dużej mierze uzasadnionej.

 

Obecność Błaszczykowskiego w kadrze budzi kontrowersje głównie dlatego, że ten niewątpliwie znakomity piłkarz praktycznie nie gra w zespole VfL Wolfsburg. W siedmiu ligowych kolejkach Bundesligi na boisku pojawił się dopiero w miniony weekend, zaliczając dwunastominutowy występ w przegranym 0:2 wyjazdowym meczu z Werderem Brema. Wcześniej tylko raz znalazł się w kadrze meczowej oraz wszedł na ostatnie siedem minut w spotkaniu Pucharu Niemiec z półamatorskim SV Elversberg.

Statystyki są dla Błaszczykowskiego bezlitosne, bo wynika z nich, że w obecnym sezonie więcej minut na boisku spędził w barwach reprezentacji Polski niż w klubowym zespole. W meczu z Włochami zagrał przez 83 minuty, a z Irlandią przez 80. Co gorsze, za oba występy nie zebrał dobrych recenzji i w tej chwili naprawdę trudno znaleźć argumenty uzasadniające jego powołanie. Nawet prezes PZPN Zbigniew Boniek przyznał, że piłkarz nie grający regularnie w klubowej drużynie nie ma prawa być w wysokiej formie i dlatego nie ma sensu wystawiać go w meczach reprezentacji, bo nie gwarantuje wysokiej jakości.

Brzęczek puszcza jednak te uwagi mimo uszu i robi swoje. Oprócz Błaszczykowskiego na zgrupowanie zaprosił też trzech innych swoich faworytów – grzejącego ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recę oraz niczym się nie wyróżniających nawet w naszej słabiutkiej ekstraklasie Rafał Pietrzaka z Wisły Kraków i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

Te pretensje o kumoterskie powołania pójdą rzecz jasna w niepamięć w przypadku zwycięstw w spotkaniach Ligi Narodów z Portugalią i Włochami. PZPN zapowiada, że oba mecze na Stadionie Śląskim zostaną rozegrane przy komplecie publiczności. Kibiców trochę martwi słaba ostatnio forma strzelecka Roberta Lewandowskiego, ale wszyscy liczą, że może w strzelaniu goli snajpera Bayernu zastąpi rewelacyjnie spisujący się w Serie A Krzysztof Piątek.

Brzęczek na razie nie ma jednak pomysłu jak wkomponować tego gracza w drużynę, bo gra on w stylu Lewandowskiego. Trzymać go jako zmiennika „Lewego” to ryzyko, bo kapitan naszej reprezentacji w czwartek w spotkaniu z Portugalią zagra po raz setny w reprezentacji i z tej okazji może na boisku wyczyniać rzeczy wielkie. Do kadry wrócił też Kamil Grosicki i dla niego Brzęczek też będzie musiał znaleźć miejsce, podobnie jak dla Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego. Każdy z tych piłkarzy ma wielkie aspiracje i chce odgrywać znaczące role. A treningów będą mieć tylko siedem.

 

Kadra Brzęczka na Włochy i Portugalię

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powołał 27 zawodników na mecze Ligi Narodów z Portugalią (11 października) i Włochami (14 października). Jeśli czymś zaskoczył, to chyba tylko swoim ostentacyjnym nepotyzmem, albowiem ponownie zaprosił na zgrupowanie wciąż niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego.

 

Obecność Błaszczykowskiego w kadrze tym razem pewnie nie wywoła takiej lawiny nieprzychylnych komentarzy jak we wrześniu, bo wśród powołanych znalazł się pominięty przed miesiącem Kamil Grosicki, który po kolejnym niedoszłym transferze wrócił jak niepyszny do Hull City i zabrał się tam do solidnej pracy na treningach. W efekcie najpierw wrócił do kadry meczowej, a w miniony weekend wyszedł już na ligowy mecz z Middlesbrough (1:1) w podstawowym składzie i wytrzymał na boisku przez 76 minut.

Błaszczykowski w ostatnich tygodniach takich dokonań co prawda nie miał, bo jego dwa występy, z Włochami i Irlandią, w Wolfsburgu nie zrobiły na nikim wrażenia i trener „Wilków” Bruno Labbadia nawet nie włączył go do szerokiej kadry. Dopiero w ostatni weekend 102-krotny reprezentant Polski pojawił się na ławce rezerwowych, ale na boisku się nie pojawił. Ale nie tylko on dostał powołanie na kredyt – w swoich klubowych zespołach nie grają prawie w ogóle Jan Bednarek i Arkadiusz Reca, a sporadycznie Damian Kądzior, Jacek Góralski, Rafał Kądzior czy wspomniany już Grosicki. Na szczęście wśród 27 powołanych większość stanowią regularnie występujący zawodnicy.

Niewiadomą jest teraz jakość jaką selekcjoner z tych graczy zdoła wycisnąć. Największym wyzwaniem dla Brzęczka będzie jednak wkomponowanie w zespół Krzysztofa Piątka, który strzelecką sprawnością w Serie A przyćmiewa ostatnio nie tylko Arkadiusza Milika, ale nawet Roberta Lewandowskiego. Wystąpił w siedmiu meczach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie i strzelił aż 12 goli. Z ośmioma trafieniami jest liderem klasyfikacji strzelców w Serie A. Swój dorobek poprawił w weekend dwoma golami wbitymi drużynie Frosinone, dzięki czemu Genoa wygrała 2:1. Miesiąc temu w reprezentacji jednak nie zachwycił i to jest problem.

 

Kadra Polski

Bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus, Włochy).

Obrońcy: Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta, Włochy).

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia), Jacek Góralski (Łudogorec, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Rafał Kurzawa (Amiens, Francja), Karol Linetty (Sampdoria, Włochy), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Damian Szymański (Wisła Płock), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy).

Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (Genoa FC, Włochy).

Smutny koniec sagi transferowej Grosickiego

Skrzydłowy reprezentacji Polski znów do ostatniego dnia okna transferowego usilnie próbował znaleźć lepszy klub niż grający w drugiej lidze Hull City. Teraz Kamil Grosicki rozpowiada, że sprawę zawalili Anglicy.

 

W tym sezonie Kamil Grosicki w Hull City rozegrał w barwach Hull City tylko 21 minut. Działacze ekipy „Tygrysów” bardzo chcieli pozbyć się za drogiego już teraz dla nich polskiego piłkarza, więc nie chcąc ryzykować kontuzji, która uniemożliwiłaby transfer, trzymali go w rezerwie. W mediach krążyły plotki, że Grosickiego chciał pozyskać Panathinaikos Ateny, ale ostatniego dnia okienka transferowego poleciał do Turcji, gdzie ponoć czekał już na niego gotowy do podpisania kontrakt z Bursasporem. „TurboGrosik” przeszedł w tureckim klubie testy medyczne, ale umowy nie podpisał i bez słowa wyjaśnienia zniknął z hotelu, gdzie toczyły się negocjacje. Dzisiaj mówi, że zrobił tak, bo w ostatniej chwili otrzymał znacznie korzystniejszą dla niego ofertę ze Sportingu Lizbona. „Wiedziałem o zainteresowaniu Portugalczyków wcześniej, ale ponieważ nie zostały poparte żadnymi konkretami, zdecydowałem się polecieć na rozmowy z Bursasporem. Na miejscu mój menedżer przekazał mi informację, że Sporting jednak złożył Hull lepszą ofertę niż Turcy. Dlaczego Anglicy jej nie przyjęli, a wybrali gorszą od Turków, to tego już kompletnie nie rozumiem. Finał jest dla mnie szokujący” – żalił sie piłkarz w polskich mediach.

Grosicki twierdzi, że Sporting oferował za niego więcej pieniędzy, ale działacze Hull City doszli do wniosku, że od wielkiego portugalskiego klubu, grającego w europejskich pucharach, zdołają wyciągnąć jeszcze więcej i po kolejnej zmianie wysokości kwoty działacze Sportingu zerwali negocjacje. Nasz reprezentacyjny piłkarz nie może im tego darować, bo był zdecydowany na przeprowadzkę do Lizbony. Transfer do Sportingu mógł być przełomem w jego hamującej od dwóch sezonów karierze. Grałby w klubie rywalizującym regularnie w europejskich pucharach i co roku walczącym o mistrzostwo Portugalii. „Wszystko mi w tym przypadku pasowało. Duży klub, dobra oferta indywidualnego kontraktu, gra w europejskich pucharach, piękne miasto. Każdy piłkarz o czymś takim marzy. Dlatego tak bardzo mnie teraz boli, że się nie udało” – narzeka „TurboGrosik”. Ale wyboru już nie ma – do zimy musi grać w Hull City.