Wimbledon 2021: Ashleigh Barty wygrywa też na trawie

Po raz pierwszy od 1977 roku w finale kobiecego turnieju w Wimbledonie doszło do starcia dwóch tenisistek, które nigdy wcześniej nie grały tu o tytuł. 44 lata temu Virginia Wade pokonała Holenderkę Betty Stove, a tym razem o w walce o tytuł Australijka Ashleigh Barty zmierzyła się z Czeszką Karoliną Pliskovą pokonując ją 6:3, 6:7(4), 6:3.

To drugi wielkoszlemowy tytuł wywalczony przez australijską tenisistkę. Barty wcześniej triumfowała US Open 2018, ale w Wimbledonie liderka rankingu WTA aż do tegorocznego turnieju nie potrafiła zajść dalej niż 1/8 finału. Teraz jednak jako czwarta tenisistka może się pochwalić wygraniem Wimbledonu jako juniorka i seniorka. Dołączyła tym samym do Ann Jones, Martiny Hingis i Amelie Mauresmo. Triumf w londyńskiej imprezie odniosła jako trzecia Australijka. Wcześniej dokonały tego Margaret Court (1963, 1965, 1970) i Evonne Goolagong (1971, 1980).
Pokonana w finale Karolina Pliskova ma czego żałować, bo była bliska przejścia do historii jako trzecia reprezentantka Czech z triumfem w Wimbledonie, po Janie Novotnej (1998) i Petrze Kvitovej (2011, 2014). W trwającym godzinę i 56 minut meczu Barty była jednak wyraźnie lepsza.
Finał gry podwójnej kobiet wygrała para Hsieh Su-wei (Tajwan) – Elise Mertens (Belgia), pokonując 3:6, 7:5, 9:7 rosyjski duet Jelena Wiesnina – Wieronika Kudiermietowa. W grze podwójnej mężczyzn triumfowali pogromcy Łukasza Kobota i Marcelo Melo w 1/4 finału Chorwaci Nikola Mektić i Mate Pavić, którzy w finale pokonali hiszpańsko-argentyński debel Marcel Granollers – Argentyna Horacio Zeballos 6:4, 7:6(5), 2:6, 7:5. W finale singla mężczyzn zmierzyli się Serb Novak Djoković z pogromcą Huberta Hurkacza w półfinale Włochem Matteo Berrettinim. Ich pojedynek zakończył się po
zamknięciu wydania.

Iga Świątek jest już dziewiąta w rankingu WTA

Nie milkną echa niebywałego zwycięstwa Igi Świątek w finale turniej WTA 1000 w Rzymie. 19-letnia Polka rozbiła 6:0, 6:0 Karolinę Pliskovą, byłą liderkę rankingu WTA, a dzięki zdobytym punktom awansowała w rankingu WTA na 9. miejsce. Świątek jest drugą Polką po Agnieszce Radwańskiej, która przebiła się do pierwszej dziesiątki światowej listy.

Sukces Świątek na ziemnych kortach w Rzymie znów zwrócił na nią uwagę fanów tenisa. Komentowano głównie wynik jej finałowej potyczki z Pliskovą, bo też „rowerki”, jak w tenisowym żargonie zwie się porażki 0:6, 0:6, w finałach tenisowych turniejów pod szyldem WTA to wielka rzadkość. W XXI wieku takiego wyczynu przed Świątek dokonały tylko trzy zawodniczki – Francuzka Marion Bartoli (w 2006 roku wygrała do zera z Rosjanką Olgą Puczkową w halowym turnieju w Quebec City), Agnieszka Radwańska (w 2013 roku w finale turnieju w Sydney pokonała 6:0, 6:0 Słowaczkę Dominikę Cibulkovą) i Rumunka Simona Halep (w 2016 roku w finale turnieju w Bukareszcie rozbiła do zera Łotyszkę Anastasiję Sevastovą). Zwycięstwo do zera Świątek nad Pliskovą ma jednak większą wartość co najmniej z dwóch powodów – turniej w Rzymie to zawody wyższej rangi od poprzednio wymienionych, a żadna z rywalek trzech wcześniej wymienionych tenisistek nie była liderką światowej listy, zaś w chwili klęski nie były sklasyfikowane w Top 10 rankingu WTA. Pliskova po przegranym meczu z Polką nie była w stanie wyjaśnić przyczyn klęski. „To nie był mój najlepszy dzień, a Iga zagrała przeciwko mnie perfekcyjnie. Robiłam co mogłam, ale jak już wspomniałam – to nie był mój dzień” – przyznała czeska tenisistka. Tenisowi eksperci zwracali też uwagę na fakt, że Świątek jest dopiero czwartą nastolatką, która wygrała turniej rangi WTA 1000. Przed nią sztuki tej dokonały Białorusinka Wiktoria Azarenka (Miami, 2009), Szwajcarka Belinda Bencic (Toronto, 2015) oraz Kanadyjka Bianca Andreescu (Indian Wells i Toronto, oba triumfy w 2019).
Łatwość, z jaką Świątek rozgromiła w niedzielnym finale rutynowaną czeska tenisistkę wywołała powszechne zaskoczenie, albowiem dzień wcześniej Polka musiała stoczyć dwa ciężkie pojedynki. Najpierw zmierzyła się w przełożonym z piątku z powodu opadów deszczu ćwierćfinałowym spotkaniu z Ukrainką Jeliną Switoliną, które wygrała 6:2, 7:5, a kilka godzin później ponownie wyszła na kort do półfinałowego boju z 17-letnią Amerykanką Cori Gauff, w którym zwyciężyła 7:6, 6:3. Miała więc prawo być zmęczona i całkiem niewykluczone, że Pliskova właśnie na to liczyła i chyba się przeliczyła.
W pierwszym secie 19-letnia Polka całkowicie zdominowała czeską tenisistkę. Zdobyła 24 z 28 punktów, popełniła tylko jeden niewymuszony błąd (Pliskova 10), miała stuprocentową skuteczność po pierwszym serwisie. Wygrała pierwszą partię w 22 minuty, a drugiego seta zakończyła po 24 minutach. W jej zagraniach nie było przypadku, większość uderzeń była przemyślana, posłana z ogromną siłą i techniczną wirtuozerią. Pliskova z każdą kolejna przegraną piłką gasła i widać było, jak narasta w niej frustracja. Nie skreczowała jednak, chociaż doświadczone zawodniczki w takich beznadziejnych sytuacjach zwykle znajdują jakiś pretekst do przerwania pojedynku z nakręcaną powodzeniem rywalką. Pewnie liczyła w głębi ducha na to, że młoda Polka w drugiej odsłonie pojedynku straci koncentrację i zacznie popełniać błędy. Przeliczyła się jednak, bo Świątek zaczęła drugiego seta od zdobycia gema bez straty punktu, a w drugim przełamała serwis Czeszki. W tym momencie Pliskovej puściły nerwy i ze złości połamała rakietę. Jeszcze przy stanie 5:0 dla Polki podjęła walkę o choćby honorowego gema, ale skoncentrowana na zadaniu Świątek goniła do każdej piłki i nie pozwoliła rywalce odebrać sobie punktu. Cały mecz trwał 46 minut. Świątek zdobyła 51 punktów, a Pliskova zaledwie 13. To był finał, który przetrwa w pamięci sympatyków tenisa.
Dla Świątek triumf na rzymskich kortach to trzeci turniejowy triumf w karierze, ale pierwszy w imprezie rangi WTA 1000 (wg. dawnej terminologio WTA Premier Mandratory). I oczywiście nie najważniejszy, bo na takie miano zasługuje rzecz jasna jej ubiegłoroczne zwycięstwo w wielkoszlemowym French Open na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Za niespełna dwa tygodnie nasza tenisistka stanie do walki w obronie mistrzowskiego tytułu. Wygrana w Rzymie z miejsca wywindowała jej notowania u bukmacherów. Kursy na zwycięstwo 19-latki z Raszyna są najniższe – za każde postawione euro można w przypadku jej wygranej w Paryżu dostać 4,5 euro wypłaty. Dla porównania kurs na liderkę rankingu WTA Australijką Ashleigh Barty wynosi 1:6, na trzecią w rankingu Rumunkę Simonę Halep 1:7, na Białorusinkę Arynę Sabalenkę 1:8,5, a na wiceliderkę rankingu Japonkę Naomi Osakę 1:15. Na paryskich kortach Świątek ma do obrony mnóstwo rankingowych punktów, ale rzymski turniej pokazał, że ma duże szanse na udany występ w Paryżu.
French Open 2021 rozpocznie się 30 maja, a dzień później Iga przestanie już być nastolatka, bo „stuknie” jej 20 lat. Nie zmieni to jednak faktu, że do zmagań na kortach Rolanda Garrosa przystąpi jako dziewiąta zawodniczka w rankingu WTA, a w elitarnym gronie tenisistek z Top 10 zestawienia jest najmłodsza. Rok starsza od niej jest sklasyfikowana na 7. miejscu Kanadyjka Bianca Andreescu, 22 lata ma Amerykanka Sofia Kenin (WTA 5), po 23 lata mają Naomi Osaka (WTA 2) i Białorusinka Aryna Sabalenka (WTA 4), 25 lat ma Australijka Ashleigh Barty (WTA 1), 26 lat Ukrainka Jelina Switolina (WTA 6), po 29 Rumunka Simona Halep (WTA 3) i Karolina Pliskova (WTA 10), a 39 lat legendarna Serena Williams (WTA 8).
Świątek jest drugą po Agnieszce Radwańskiej Polką, która znalazła się w Top 10 światowej listy, ale starsza z sióstr Radwańskich wspięła się aż na drugie miejsce i nawet miała szanse na pierwszą lokatę. Niewykluczonej jednak, że już niedługo także pod tym względem Świątek ją przebije.

Tenis: Dwa mecze Igi Świątek w jeden dzień, a potem wielkie zwycięstwo w Rzymie

Sobota była bardzo pracowitym dniem dla Igi Świątek. Nasza tenisistka w turnieju WTA 1000 w Rzymie najpierw musiała zagrać w 1/4 finału z Ukrainką Jeliną Świtoliną, a kilka godzin później w półfinale z Amerykanką z 17-letnią Amerykanka Cori Gauff. Świątek tym wyzwaniom sprostała i awansowała do finału, w którym nie dała żadnych szans Karolinie Pliskovej, gromiąc ją 6:0, 6:0.

Świątek i Switolina miały grać w piątek, ale nie wyszły na kort z powodu opadów deszczu. 19-letnia polska tenisistka jeszcze nie miała okazji zmierzyć się z Ukrainką w oficjalnym meczu, ale obie poznały się trochę podczas wspólnych treningów w „turniejowej bańce” przed tegorocznym Australian Open. Faworytką pojedynku była 26-letnia Switolina, sklasyfikowana obecnie na szóstym miejscu w rankingu WTA, ale też dwukrotna triumfatorka rzymskiego turnieju (2017 i 2018). Także dlatego, że debiutująca na kortach Foro Italico Polka nie zachwycała we wcześniejszych potyczkach – w 1/8 finału w meczu z Czeszką Barborą Krejcikovą wygrała dopiero po ciężkim boju w trzech setach, broniąc dwie piłki meczowe. Jeśli jednak w sobotnie przedpołudnie ukraińska zawodniczka była przekonana, że łatwo upora się z rywalką debiutującą w imprezie w stolicy Włoch, która na dodatek po raz pierwszy dotarła do półfinału turnieju rangi WTA 1000 (dawniej WTA Premier Mandatory), to popełniła błąd. Jakby nie patrzeć, Świątek to jednak mistrzyni wielkoszlemowego French Open, czyli zawodniczka potrafiąca dobrze grać na ziemnej nawierzchni. W pierwszym secie zaskoczona Switolina nie bardzo wiedziała co się na korcie dzieje, bo w grze Polki zaskakiwało ją niemal wszystko. Przegrała więc pierwsza partię praktycznie bez walki 2:6 w 39 minut. Tak dobrze Świątek jeszcze w Rzymie nie grała. W każdym z wcześniejszych pojedynków, Amerykankami Alison Riske, Madison Keys oraz wspomnianą już Czeszką Barborą Krejcikovą miała kłopoty właśnie w pierwszym secie, a z Krejcikova nawet pierwszą partię przegrała. W starciu ze Switoliną dała natomiast popis wręcz koncertowej gry.
Ale ukraińska tenisistka nie bez powodu należy od lat do światowej czołówki. Była już na trzecim miejscu w rankingu WTA, obecnie jest szósta, ma też na koncie triumf w WTA Finals, a na rzymskich kortach porusza się jak na własnych. W drugiej partii opanowała sytuację i gra stała się wyrównana i bardzo zacięta. Żadna z zawodniczek nie chciała oddać pola rywalce i szala przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Przy stanie 6:5 Polka miała dwie piłki meczowe. Pierwszą Switolina obroniła, przy drugiej zagrała piłkę w aut. I tak Świątek dość niespodziewanie, acz jak najbardziej zasłużenie, po ponad półtoragodzinnej walce awansowała do pierwszego w karierze półfinału w imprezie WTA 1000. Ukrainka jest trzecią, po Simonie Halep i Sofii Kenin, zawodniczką z Top 10 pokonaną przez 19-letnią warszawiankę.
Na odpoczynek nasza tenisistka nie miała jednak zbyt wiele czasu, bo już o 16:00 musiała wyjść ponownie na kort. Tym razem jej przeciwniczką była młodsza od niej o dwa lata 17-letnia Coco Gauff, wielka nadzieja amerykańskiego tenisa, która jednak do także pierwszego w swojej karierze półfinału turnieju WTA 1000 awansowała głównie dlatego, że w ćwierćfinale jej rywalka, którą była liderka rankingu WTA Ashleigh Barty, skreczowała. Świątek pokonała Gauff 7:6(3), 6:3.
W pierwszej partii obie zawodniczki toczyły wyrównaną walkę do stanu 6:6, ale w tie-breaku Amerykanka nie zdzierżyła presji, co Polka skrzętnie wykorzystała i przy trzecim setbolu zapewniła sobie zwycięstwo. Drugiego seta Świątek rozpoczęła z impetem i szybko objęła prowadzenie 3:1, które podwyższyła na 4:1, a następnie na 5:1. Gauff próbowała jeszcze nawiązać walkę zdołała wygrać dwa kolejne gemy, lecz w kolejnym nasza tenisistka pozbawiła rywalkę złudzeń.
Świątek awansowała do czwartego singlowego finału w głównym cyklu i trzeciego na korcie ziemnym. Pierwszy osiągnęła w Lugano (2019 ), kolejnym był spektakularny triumf w French Open (2020), a w lutym tego roku zdobyła tytuł na nawierzchni twardej w Adelajdzie. W rozegranym w niedzielę finale turnieju w Rzymie Świątek zmierzyła się z Karoliną Pliskovą, dla której był to trzeci z rzędu występ w finale rzymskiej imprezy. Ale meczu z Polką czeska tenisistka nie będzie chciała pamiętać, bo dostała straszny łomot przegrywając 0:6, 0:6! A nasz mistrzyni po tym sukcesie awansuje w rankingu WTA do pierwszej dziesiątki.

Pliskova zmieniła trenera

Sascha Bajin został trenerem byłej liderki światowego rankingu tenisistek Karoliny Pliskovej. Niemiec w przeszłości pracował m.in. z Japonką Naomi Osaką i w trenerskim sztabie Amerykanki Sereny Williams.

Czeska tenisistka na początku listopada poinformowała, że kończy współpracę z wenezuelskim trenerem Danielem Vallverdu, który był jej szkoleniowcem przez ostatni rok, ale dzielił tę pracę z obowiązkami trenera szwajcarskiego tenisisty Stana Wawrinki. Pliskova wcześniej znajdowała się pod trenerska opieką znakomitej przed laty hiszpańskiej tenisitki Conchity Martinez. 28-letnia zawodniczka, która w 2017 roku była przez dwa miesiące liderką rankingu WTA, nie była jednak zadowolona z formy, jaką prezentowała w ostatnich dwóch sezonach.
W tym roku wygrała tylko jeden turniej – w styczniu w Brisbane, we wrześniu dotarła do finału w Rzymie, w którym skreczowała z powodu urazu. Ale słabo jej szło w Wielkim Szlemie. W Australian Open odpadła w trzeciej rundzie, w US Open i French Open w drugiej.
Sascha Bajin doprowadził Osakę w do dwóch triumfów w Wielkim Szlemie – w 2018 roku w US Open, a w 2019 w Australian Open.

Triumf Barty w WTA Finals

W finale rozgrywanego w chińskim Shenzhen turnieju mistrzyń z udziałem ośmiu najlepszych zawodniczego tegorocznego sezonu triumfowała liderka światowej listy Ashleigh Barty. Australijka pokonała broniącą tytułu Ukrainkę Jelinę Switolinę 6:4, 6:3.

Rozstawiona w turnieju z numerem 1 Ashleigh Barty do kończącego sezon tenisowy turnieju WTA Finals zakwalifikowała się po raz pierwszy w karierze i od razu w debiucie okazała się najlepsza. Nie była jednak faworytką finału, bo wcześniej grała ze Switoliną pięciokrotnie i wszystkie te potyczki przegrała. W szóstej nie dała już jednak ukraińskiej tenisistce szans i pokonała ją w dwóch setach 6:4, 6:3. Za triumf w turnieju mistrzyń liderka światowego rankingu otrzyma czek w wysokości 4,4 mln dolarów.
Barty jest pierwszą Australijką od 1976 roku, która zwyciężyła w tej prestiżowej imprezie, w tym roku po raz pierwszy rozgrywanej w Shenzhen. 43 lata temu w turnieju mistrzyń triumfowała Evonne Goolagong Cawley.

Trzeba mieć końskie zdrowie

W tegorocznej edycji WTA Finals uczestniczyło w sumie 10 zawodniczek. Do rywalizacji przystapiła cała ósemka zakwalifikowanych na podstawie rankingu Tour to Shenzhen tenisistek, czyli oprócz Barty i Switoliny jeszcze Czeszki Karolina Pliskova i Petra Kvitova, Rumunka Simona Halep, Kanadyjka Bianca Andreescu, Japonka Naomi Osaka i Szwajcarka Belinda Bencic. W trakcie rywalizacji z powodu kontuzji wycofały się Osaka i Andreescu, a ich miejsce zajęły rezerwowe tenisistki – Holenderka Kiki Bertens oraz Amerykanka Sofia Kenin.

Zawodniczki rywalizowały w dwóch grupach – czerwonej i purpurowej. W pierwszej z nich awans do półfinału wywalczyły Barty i Bencić, w drugiej Switolina i Pliskova. Czeszka awans wywalczyła w bezpośrednim pojedynku z Halep, którą pokonała 6:0, 2:6, 6:4, poprawiając bilans spotkań z Rumunką na na 4-7. Dla rumuńskiej tenisistki był to piąty występ w WTA Finals i po raz czwarty nie zdołała przebić się do najlepszej czwórki turnieju. Najlepszy występ zanotowała w 2014 roku, w debiucie, dochodząc do finału, w którym przegrała z Sereną Williams. Rumunka w tym sezonie wygrała wielkoszlemowy Wimbledon, a ponadto ma jeszcze na koncie triumf w ubiegłorocznym French Open na ziemnych kortach imienia Rolanda Garrosa w Paryżu.
Dla Pliskovej był to czwarty występ w WTA Finals i trzeci z rzędu awans do półfinału. W starciu z Barty Czeszka, która w trakcie imprezy był wiceliderką rankingu, zdołała jednak wygrać tylko jednego seta i przegrała pojedynek 6:4, 2:6, 3:6.

Broniąca tytułu Switolina przez fazę grupową turnieju mistrzyń przeszła bez porażki i bez bez straconego seta. Wygrała 7:6(12), 6:4 z Pliskovą, 7:5, 6:3 z Halep, a oraz z grającą w zastępstwie Andreescu Sofią Kenin 7:5, 7:6(10). Dla 21-letniej Amerykanki był to debiut w WTA Finals. Ze Switoliną grała po raz trzeci i po raz trzeci z nią przegrała – wcześniej w Indian Wells i Pekinie. Kenin w obecnym sezonie wywalczyła trzy tytuły (Hobart, Majorka, Kanton), a w ciągu roku awansowała w rankingu z 56. na 12. miejsce.

Switolina mogła obronić tytuł w Mistrzostwach WTA jako ósma singlistka. Nie udało się jej dołączyć do Chris Evert (1972-1973), Martiny Navratilovej (pięć razy między 1978 a 1986), Moniki Seles (1990-1992), Steffi Graf (1995-1996), Kim Clijsters (2002-2003), Justine Henin (2006-2007) i Sereny Williams (2012-2014). Ukrainka do tej pory trzy razy obroniła tytuł: w Baku (2013-2014), Dubaju (2017-2018) i Rzymie (2017-2018). Od 2017 do 2019 roku Switolina miała serię 10 wygranych meczów z rzędu w WTA Finals.

Szansa dla rezerwowych

Po raz pierwszy od 2009 roku w turnieju mistrzyń wystąpiły dwie rezerwowe zawodniczki, bo wcześniej Kiki Bertens zastąpiła również kontuzjowaną Naomi Osakę. Podobna sytuacja ostatni raz miała miejsce dekadę temu, gdy jako rezerwowe weszły do gry Rosjanka Wiera Zwonariowa i Polka Agnieszka Radwańska.

W półfinale rywalką Switoliny, która drugi rok z rzędu w fazie grupowej WTA Finals nie przegrała meczu, była Belinda Bencic. Ukrainka w starciu ze Szwajcarką straciła pierwszego seta w turnieju, ale ostatecznie wygrała 5:7, 6:3, 4:1, ale Bencić skreczowała w trzecim secie z powodu urazu uda. To trzecia zawodniczka w stawce, której kłopoty zdrowotne uniemożliwiły grę. Na twardej i wolnej nawierzchni kortu w Shenzhen trzeba było mieć końskie zdrowie i być w dobrej formie, żeby myśleć o wygraniu turnieju. Te warunki spełniły jedynie Barty i Switolina.

Radwańska w nowej roli

Zwycięstwem w Shenzgen Barty kończy najlepszy sezon w swojej karierze. 24-letnia Australijka jest szóstą tenisistką w historii, która wygrała WTA Finals w swoim debiucie. Wcześniej dokonały tego Chris Evert (1972, pierwsza edycja imprezy), Evonne Goolagong (1974), Serena Williams (2001), Petra Kvitova (2011) i Dominika Cibulkova (2016). W tym roku triumfowała też w wielkoszlemowym French Open oraz turniejach w Miami i Birmingham, a w sumie aż sześciokrotnie dochodziła do finałów. Natomiast Switolina zagrała w finale po raz pierwszy od roku. W US Open i Wimbledonie odpadała w półfinałach.
W grze podwójnej tytuł obronił węgiersko-francuski duet Timea Babos – Kristina Mladenovic. W finale Węgierka i Francuzka pokonały tajwańsko-czeską parę Su-Wei Hsieh – Barbora Strycova 6:1, 6:3.

W tegorocznym WTA Finals mieliśmy też polski akcent, bo organizatorzy turnieju zaprosili Agnieszkę Radwańską i powierzyli jej rolę ambasadorki imprezy. Krakowianka triumfowała w turnieju mistrzyń cztery lata temu i jest to jej największy sukces w karierze. W Shenzhen nie musiała wychodzić na kort, chociaż przyznała w jednym z wywiadów, że chwilami nachodziła ją na to ogromna ochota. Ten etap życia wciąż jednak uznaje za definitywnie zamknięty.

 

Osaka wypadła z walki o tron

Była liderka światowego rankingu Naomi Osaka wycofała się z kończącego sezon turnieju WTA Finals w chińskim Shenzen. Japonka zrezygnowała z powodu kontuzji ramienia. Zastąpiła ją w grupie czerwonej Belgijka Kiki Bertens i od razu odniosła sukces pokonując Australijkę Ashleigh Barty.

Osaka rozpoczęła batalię w WTA Finals w dobrym stylu. W swoim pierwszym spotkaniu w grupie „czerwonej” wygrała z Czeszką Petrą Kvitovą 7:6(1), 4:6, 6:4. We wtorek Japonka miała zagrać z rakietą numer jeden Australijką Ashleigh Barty, ale niespodziewanie zrezygnowała z dalszych występów. „Jestem rozczarowana, że muszę wycofać się z turnieju. Nie tak chciałam zakończyć turniej i ten sezon. Mam nadzieję na szybki powrót do zdrowia i wierz, że za rok ponownie pojawię się w Shenzen” – powiedziała na pożegnanie Osaki. Mistrzyni ubiegłorocznego US Open i tegorocznego Australian Open kończy zatem sezon z 11 zwycięstwami z rzędu i dwoma turniejowymi tytułami – w Toray Pan Pacific Open w Tokio i China Open w Pekinie.

Wycofując się z turnieju Osaka zrobiła prezent Ashleigh Barty, bo Australijka bez względu na wynik jaki osiągnie w Shenzhen zakończy 2019 rok na pierwszym miejscu światowej listy. I być może ta miła perspektywa trochę ją zdemobilizowała, bo we wtorek Barty nieoczekiwanie przegrała z zastępczynią Osaki, sklasyfikowaną obecnie w rankingu WTA na 10. pozycji Belgijką Kiki Bertens 6:3, 3:6, 4:6. Wygrana belgijskiej tenisistki otwiera jej szanse nawet na awans do półfinału, jeśli w czwartek pokona jeszcze Szwajcarkę Belindę Bencic, która z kolei we wtorek uporała się z Petrą Kvitovą 6:3, 1:6, 6:4. W rozegranej w niedzielę pierwsze kolejce spotkań w grupie „czerwonej” po wspomnianym już wyżej starciu Osaki z Kvitovą, na kort wyszły Barty i Bencic. Lepsza okazała się Australijka, która wygrała 5:7, 6:1, 6:2. W najtrudniejszej sytuacji jest w tej chwili Kvitova, bo Czeszka ma już na koncie dwie porażki.

Przypomnijmy, że w turnieju mistrzyń w Shenzen pula nagród wynosi aż 14 milionów dolarów, a lwią część tej kwoty zgarnie najlepsza z grona ośmiu najlepszych tenisistek obecnego sezonu. W grupie „czerwonej” grają Ashleigh Barty, Petra Kvitova Belinda Bencic i zamiast Osaki Kiki Bertens, natomiast w grupie „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i broniąca tytułu Ukrainka Jelina Switolina. Pojedynki pierwszej kolejki w tej grupie odbyły się w poniedziałek. Zmagania zaczęły Switolina i Pliskova. Ukraińska tenisistka rozstrzygnęła pojedynek w dwóch setach wygrywając 7:6(12), 6:4.

Jeszcze bardziej zaciętą walkę stoczyły Halep i Andreescu. Te zawodniczki w tym roku zdobyły po jednym wielkoszlemowym tytule. Halep triumfowała w Wimbledonie, a Andreescu wygrała US Open. W Shenzhen zmierzyły się w bezpośrednim starciu po raz pierwszy. Rumuńska mistrzyni przez ponad dwie i pół godziny toczyła heroiczny bój z reprezentującą Kanadę 19-letnią rodaczką (rodzice Andreescu wyemigrowali do Kanady z Rumunii na początku XXI wieku) i pokonała ją 3:6, 7:6(6), 6:3. Wygrana nie stawia jeszcze Halep w roli faworytki imprezy, ale pokonanie wschodzącej gwiazdy światowego tenisa może być sygnałem, że celem rumuńskiej tenisistki w Shenzhen jest zwycięstwo w turnieju.

 

Mistrzynie grają w Shenzhen

Od niedzieli osiem najlepszych tenisistek tegorocznego sezonu rywalizuje w chińskim Shenzhen w turnieju WTA Finals. Zostały podzielone na dwie grupy. W „czerwonej” grają Australijka Ashleigh Barty, Japonka Naomi Osaka, Czeszka Petra Kvitova i Szwajcarka Belinda Bencic, natomiast w „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i Ukrainka Jelina Switolina. Turniej potrwa do 3 listopada.

Mistrzostwa WTA z udziałem ośmiu najlepszych singlistek sezonu po raz pierwszy odbywają się w Shenzhen. Poprzednio impreza gościła w Singapurze, natomiast od tego sezonu przez dziesięć kolejnych lat turniej mistrzyń rozgrywany będzie w tym chińskim mieście, bo na tak długo WTA zawarła umowę. Chińczycy przekonali władze zarządzającej kobiecymi rozgrywkami organizacji do przeprowadzki oraz umiejscowienia turnieju mistrzyń na cała dekadę w najprostszy sposób, po prostu zaproponowali podwojenie puli nagród. W Singapurze tenisistki miały do podziału siedem milionów dolarów, teraz grają za dwukrotnie większe pieniądze – ponad 14 milionów dolarów.

Jako pierwsze wyszły na kort Japonka Naomi Osaka i Czeszka Petra Kvitova. Był to ich drugi dopiero pojedynek. W styczniu tego roku zmierzyły się w finale Australian Open i wtedy w trzech setach zwyciężyła 22-letnia japońska tenisistka, zdobywając drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze, po US Open 2018. Czeszka w swoim dorobku także ma dwa wielkoszlemowe triumfy, ale oba odniosła na trawiastych kortach Wimbledonu (2011, 2014).

W tym roku Kvitova triumfowała w Sydney i Stuttgarcie, natomiast Osaka, po wygraniu Australian Open, zanotowała spadek formy i straciła pozycję liderki na rzecz Ashleigh Barty, lecz ostatnio wróciła na zwycięską ścieżkę. Wygrała dwa azjatyckie turnieje, w Osace i Pekinie, a przystępując do pojedynku z Kvitovą miała na koncie 10 wygranych meczów z rzędu. W pierwszym secie walka była bardzo wyrównana i Japonka wygrała tę partię tie-breaku 7:6(1). W drugim secie czeska tenisistka poprawiła swoja grę i zwyciężyła 6:4, lecz w decydującej partii pozwoliła rywalce na przejęcie inicjatywy i przegrywała już nawet 2:5, ale ostatecznie po walce uległa jej 4:6.

W drugim niedzielnym pojedynku w grupie czerwonej liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty stanęła do walki ze Szwajcarką Belindą Bencic. Obie tenisistki debiutują w turnieju mistrzyń – Barty co prawda grała w imprezie juz dwukrotnie, ale te dwa występy zanotowała w grze podwójnej. W singlu rywalizuje po raz pierwszy, podobnie jak Bencic, która awans zapewniła sobie rzutem na taśmę wygrywając turniej w Moskwie.

W pojedynku turniejowej „jedynki” z turniejową „siódemką” lepsza okazała się Australijka, która zwyciężyła 5:7, 6:1, 6:2.
W poniedziałek o punkty powalczą zawodniczki z grupy „purpurowej”. W pierwszej serii gier Karolina Pliskova zmierzy się z Jeliną Switoliną, a Bianca Andreescu z Simoną Halep.

Po raz pierwszy od 2015 roku również w deblu jest faza grupowa. W niedzielę odbędą się dwa mecze w Grupie Purpurowej. Su-Wei Hsieh i Barbora Strycova zmierzą się z Samanthą Stosur i Shuai Zhang, z którymi w maju przegrały w Madrycie. Tajwanka i Czeszka triumfowały w tym sezonie w Wimbledonie. Australijka i Chinka w styczniu wygrały Australian Open. Hsieh w 2013 roku zwyciężyła w Masters razem z Shuai Peng. Stosur w imprezie tej była najlepsza dwa razy wspólnie z Lisą Raymond (2005, 2006).
Gabriela Dabrowski i Yifan Xu zagrają z Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą. Kanadyjka i Chinka to finalistki tegorocznego Wimbledonu. Czeszki zdobyły tytuł w Toronto. Największe sukcesy osiągnęły w ubiegłym sezonie, gdy święciły wielkoszlemowe triumfy w Paryżu i Londynie. Są również finalistkami Mistrzostw WTA 2018. W tym roku Dabrowski i Xu pokonały Krejcikovą i Siniakovą w Madrycie i w półfinale Wimbledonu.

 

Barty podwójną liderką

Triumfatorka turnieju w Moskwie Belinda Bencic awansowała z 10. na siódme miejsce w światowym rankingu tenisistek. Szwajcarka zapewniła też sobie miejsce w WTA Finals w Shenzen.

Pozycje liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, która jest też pierwsza w rankingu zawodniczek, które wywalczyły prawo gry w tegorocznym turnieju mistrzyń w chińskim Shenzen. Tam na przełomie października i listopada osiem najlepszych w tym roku singlistek i osiem najlepszych par deblowych powalczy w turnieju z pulą nagród przekraczającą 14 mln dolarów.

Kolejne miejsca na światowej liście zajmują: Czeszka Karolina Pliskova, Japonka Naomi Osaka, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep, Czeszka Petra Kvitova, wspomniana już Szwajcarka Belinda Bencić oraz Ukrainka Jelina Switolina, ubiegłoroczna triumfatorka WTA Finals. Top 10 zestawienia zamykają Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertnes. Z polskich tenisistek najwyżej sklasyfikowana Magda Linette plasuje się na 42. miejsce, a druga z z naszych zawodniczek w Top 100, Iga Świątek, zajmuje 61. lokatę. W drugiej setce listy mamy jeszcze Katarzynę Kawę, obecnie zajmującą 128. miejsce oraz 192. Magdalenę Fręch.

Daleko kończą sezon dwie tenisowe gwiazdy polskiego pochodzenia. Reprezentująca Niemcy Angelique Kerber spadła na 17. miejsce, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka aż na 38. Przypomnijmy, że obie swego czasu były na czele światowej listy. W podobnej sytuacji jest też kilka innych tenisistek, które były liderkami rankingu WTA – Hiszpanka Garbine Muguruza jest 36., Białorusinka Wiktoria Azarenka 50., Amerykanka Venus Williams 53 czy Rosjanka Maria Szarapowa, która wypadła z Top 100 i jest obecnie sklasyfikowana dopiero na 134. pozycji.

 

Halep ośmieszyła Świątek

Broniąca tytułu Simona Halep potrzebowała zaledwie 45 minut, żeby w 1/8 finału French Open pokonać Igę Świątek. Pierwszy w karierze występ na korcie Philippe’a Chatrierana, centralnym obiekcie kompleksu im. Rolanda Garrosa, tak zdeprymował 18-letnią Polkę, że w dwóch setach zdołała wygrać z Rumunką tylko jednego gema.

Nic nie ujmując klasie 27-letniej Simony Halep, to jednak porażka 1:6, 0:6 trochę Świątek ośmiesza, ale i zastanawia, bo jej wcześniejsze występy w Paryżu nie zwiastowały takiej dotkliwej klęski. Nic dziwnego, że nawet Rumunka nie kryła po meczu zaskoczenia tak słabą postawą rywalki i nawet zażartowała, że chyba pójdzie jeszcze potrenować, bo nawet nie zdążyła się zmęczyć.

Trzecia obecnie rakieta w kobiecym tenisie bardzo chce odzyskać utraconą pozycję liderki rankingu WTA, ale jeszcze bardziej zależy jej na ponownym triumfie w wielkoszlemowym French Open. To realny dla niej cel do osiągnięcia, zwłaszcza że z turnieju odpadły już zawodniczki ze ścisłej czołówki światowej listy, jak liderka Japonka Naomi Osaka, Czeszka Karolina Pliskova i Holenderka Kiki Bertens. Do najlepszej ósemki tegorocznej edycji awansowały, oprócz Halep, która w 1/4 finału zmierzy się z kolejną nastolatką, 18-letnią Amerykanką Amandą Anisimovą, jeszcze kolejne Sloane Stephens, Madison Keys, Johanna Konta, Ashleigh Barty, Marketa Vondrousova i Petra Martić.

Wracając do Świątek, to mimo bolesnej porażki nasza tenisistka swój występ w Paryżu może uznać za udany. Dzięki punktom zdobytym za awans do 1/8 finału warszawianka ponownie wskoczy do Top 100 rankingu WTA, i to w okolice 60. miejsca, oczywiście najlepszego w karierze. To oznacza też, że w najnowszym notowaniu Świątek będzie najwyżej sklasyfikowaną polską tenisistką, czyli numerem 1 w naszym kobiecym tenisie.

 

Serena Williams wróciła do Top 10

Tenisowa karuzela kręci się już na całego i wyrzuca z czołówki słabnących. W tym tygodniu padło na duńską tenisistkę Karolinę Woźniacką, która z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra od Australian Open i w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 9. na 14. miejsce. Za to do czołowej „10” po raz pierwszy po przerwie macierzyńskiej wróciła Amerykanka Serena Williams.

Pozycję liderki rankingu WTA mimo absencji w rozegranym w ubiegłym tygodniu turnieju w Dosze utrzymała zwyciężczynie tegorocznego Australian Open Naomi Osaka. 21-letnia Japonka przewodzi stawce z dorobkiem 6970 punktów. Na drugie miejsce z trzeciego awansowała finalistka imprezy w Katarze 27-letnia Rumunka Simona Halep (5537 pkt), którą z pierwszego miejsca po sukcesie w Melbourne zepchnęła Osaka. Najniższe miejsce na podium klasyfikacji WTA Tour zajęła 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt), co daje jej formalnie tytuł pierwszej rakiety w Stanach Zjednoczonych. Wedle rankingu numerem drugim w tym kraju jest Serena Williams (3406 pkt), która po raz pierwszy po urlopie macierzyńskim znalazł się w Top 10. N razie 23-krotna triumfatorka wielkoszlemowych turniejów zamyka dziesiątkę najwyżej sklasyfikowanych tenisistek, ale większość ekspertów przewiduje, że 37-letnia gwiazda ten rok zakończy na 1. miejscu.

W Top 10 dwie zawodniczki mają jeszcze tylko Czechy – czwartą lokatę zajmuje 28-letnia Petra Kvitova (5120 pkt), a piąta młodsza od niej o dwa lata Karolina Pliskova (5055 pkt). Pozostał miejsca zajmują 24-letnia Ukrainka Elina Switolina (5020), 31-letnia Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4960), 27-letnia Holenderka Kiki Bertnes (4885) i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka (2565).

Z czołowej „10” rankingu wypadła duńska tenisistka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka, która spadła na 14. miejsce . a to dlatego, że z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra w tenisa od Australian Open. Wycofała się ze startów w Dosze i Dubaju, co będzie ja kosztowało utratę wielu punktów i dalszy spadek w klasyfikacji. Pierwszą rakietą w Polsce wśród pań pozostaje 27-letnia Magda Linette, zajmująca obecnie 89. pozycję. Druga z Polek w zestawieniu, 17-letnia Iga Świątek, wróciła na 140. miejsce. Niewielki awans zaliczyła też 21-letnia Magdalena Fręch, obecnie 178.. W trzeciej setce rankingu WTA mamy trzy reprezentantki – Katarzyna Kawa jest 264., Urszula Radwańska 274., a Katarzyna Piter 297.

W rywalizacji mężczyzn w czołówce doszło tylko do drobnej korekty, bo 29-letni Japończyk Kei Nishikori przeskoczył na liście Rogera Federera i awansował jego kosztem na szóstą pozycję. 37-letni „Il Maestro” jest obecnie siódmy, a na czele rankingu ATP niezmiennie pozostaje 31-letni Serb Novak Djoković (10955 pkt), który ma sporą przewagę nad drugim w zestawieniu 32-letnim Hiszpanem Rafaelem Nadalem (8320 pkt) i trzecim na liście 21-letnim Niemcem Alexandrem Zverevem (6475). Najwyżej sklasyfikowany z polskich tenisistów 21-letni Hubert Hurkacz spadł na 78. miejsce, a nasza męska rakieta nr 2, Kamil Majchrzak, utrzymał 158. lokatę.