Wybory wrogiem stoją

Wróg konsoliduje społeczeństwo wokół partii rządzącej, bo obywatele wierzą, że władza ma realną siłę, by ich obronić.

Politycy bezwzględnie tę wiarę wykorzystują, zwłaszcza przed wyborami.
W marcu 2014 r., kiedy notowania PO niebezpiecznie spadały, premier Tusk, nawiązując do zaogniającej się sytuacji na Ukrainie, powiedział: „Te wybory europejskie być może są o tym, czy dzieci w Polsce 1 września w ogóle pójdą do szkoły”. Strach podziałał i Platforma wygrała wynikiem 32,1 proc.
W 2015 r., przed wyborami do Sejmu, podobny manewr, ale z uchodźcami-terrorystami, zastosowało PiS i jako pierwsza partia w historii, uzyskało bezwzględną większość w Sejmie. Z pomocą 61 senatorów i prezydenta umożliwiło to demontaż demokracji. W 2018 r. zarządzanie strachem przed obcymi w połączeniu z promocją nacjonalizmu przyniosło kaczystom sukces wyborczy w samorządzie. PiS przejęło 9 z 16 sejmików.
Na wybory 2019 katoprawica i KEP wykreowały nowego wroga – LGBT. To skrzyżowanie dwóch starych, już sprawdzonych w wyborczych bojach: gender i imigrantów. Wg PiS i kościoła, stanowią zagrożenie dla polskości, rodziny, dzieci, wiary, narodowej tradycji. Okrutne słowa krzywdzące osoby nieheteronormatywne padają często z ust sutannowych i świeckich kryptogejów, którzy w ten sposób chcą odwrócić uwagę od swojej orientacji seksualnej.
W gronie kaczystowskich homofobów wyróżniają się prezes, premier, minister edukacji, wojewoda lubelski, a wśród biskupów – Gądecki, Depo, Wojda i oczywiście Jędraszewski. Główny atak Kościół przypuścił na Marsze Równości, bo przestrzeń publiczną uważa za zarezerwowaną wyłącznie dla pielgrzymek i kościelnych procesji. Szczytem bezczelności było nazwanie przez Jędraszewskiego społeczności LGBT „tęczową zarazą” i tłumaczenie, że jak w przypadku hasła „Strefa wolna od LGBT”, chodzi nie o ludzi, a o ideologię. To absurdalny wykręt, jak kiedyś słynny „skrót myślowy” abp. Michalika. Nie ma bowiem ideologii LGBT, jak nie istnieje też ideologia heteronormatywna.
W ramach sojuszu tronu z ołtarzem do chóru kościelnych obrońców Jędraszewskiego dołączyli prezydent, premier i sam prezes. W zamian kler zrobi kaczystom jesienną kampanię wyborczą, bo nic tak nie łączy jak wspólny wróg i państwowa kasa do przepuszczenia. A tej PiS kościołowi nie żałuje. Wszak trzeba jakoś opłacić agitację wyborczą z ambony.