Przejścia brak Ważny tunajt

Przypomniał mi się dziś Dołhobyczów. To taka wioseczka w powiecie hrubieszowskim, w której jeszcze pół roku temu działało graniczne przejście pieszo-rowerowe z Ukrainą. Jedyne takie na Lubelszczyźnie. W ostatnich sześciu miesiącach przekroczyło je 3,5 tysiąca podróżnych, z czego 850 pieszo lub rowerem. Funkcjonowało od lipca 2015 do końca 2018 r. I dość.

Dołhobyczów przypomniał mi się akurat dzisiaj, gdym włączył telewizor, i zobaczył prezydenta Dudę, składającego kwiaty pod pomnikiem ofiar Rzezi Wołyńskiej. Prezydent po raz wtóry zaapelował do władz ukraińskich o to zgodę na przeprowadzenie ekshumacji ofiar na Wołyniu. To, zdaniem prezydenta Polski, byłoby jasnym sygnałem, że nowej prezydenckiej administracji na Ukrainie zależy, podobnie jak nam, na utrzymaniu poprawnych i przyjacielskich stosunków między obydwoma krajami. Nikt ludziom życia nie przywróci, ale pamięć o nich i prawdę historyczną, nawet najgorszą, należy na światło dzienne wydobyć, choćby spod ziemi, nawet jeśli nie ma na niej mogiły. Kości pomordowanych nadal jednak pod nią tkwią i mogą pokazać światu, jak było naprawdę. Dziś już mogą. Nie bardzo jednak wierzę, że apel prezydenta Dudy spotka się na Ukrainie ze zrozumieniem, choć podobnie jak i pan prezydent, bardzo bym sobie życzył, żeby relacje polsko-ukraińskie wreszcie ucywilizować i zacieśnić. Znam Ukraińców dobrze, bo wychowałem się niespełna 30 kilometrów od nich. Znałem ich wtedy i znam ich dzisiaj. Wożą mnie taksówkami, podają zakupy w sklepie, bawią się z moim dzieckiem. Ba, z paroma grałem na jednej scenie koncerty. Nigdy nic złego mnie z ich strony nie spotkało. Wiem jednak, że póki sama Ukraina nie poradzi sobie wewnętrznie ze sobą i swoją spuścizną, niewiele się tam zmieni. A widoki na uporanie się z własnymi demonami są w Kijowie raczej nieciekawe.
Nowy prezydent Ukrainy postrzegany jest jako człowiek Ihora Kołomojskiego, skonfliktowanego z byłem prezydentem Poroszenką oligarchy, który otwarcie wspiera samodzielny batalion Azow walczący na zachodniej Ukrainie z wojskami separatystów prorosyjskich. Wiecie Państwo co to ten Azow? Na początku prywatna, nacjonalistyczna armia, finansowana z kieszeni bogaczy, takich jak m.in. Kołomojski, później, zalegalizowana przez ukraińskie władze jednostka. W jej skład wchodzą ochotnicy. Sami najlepsi synowie narodu? Nie do końca. Z przeróżnych źródeł dowiedzieć się można, że sporą grupę wojaków stanowią byli skazańcy. Obok nich, w okopach, siedzą legalni faszyści z różnych stron Europy, wyznający ideę supremacji białej rasy. Dalej ukraińscy nacjonaliści, wypisz wymaluj spod tryzuba Bandery, a jeszcze obok nich norlmalsi, postrzegający siebie jako patriotów, którym obecność pozostałych u boku nie wadzi. Wszyscy przystrojeni w mundury z wolfsangelem, przeróbką run, wykorzystywanym w symbolice neonazistowskiej. Jak ktoś ma silne nerwy i takiż sam żołądek, może sobie poszperać w sieci i poszukać filmików z przykładami na to, w jaki sposób towarzystwo obchodzi się z pojmanymi do niewoli jeńcami. Czy to znaczy że drudzy są święci? Bynajmniej. Rzecz jednak w tym, że to z Ukrainą chcemy się bratać bardziej niż z putinowską Rosją. Mam jednak wrażenie, że Ukraina niekoniecznie chce bratniego kontaktu z nami, tak bardzo, jak my z nimi.
Jeśli są wątpliwości, że w Jedwabnem było inaczej niż opisuje to Jan Tomasz Gross, to nie można zakryć ich czapką, a wszystkich tych którzy je podnoszą, nazwać kretynami i nacjonalistami, z którymi rozmawiać się nie godzi. Trzeba rzecz wyjaśnić, żeby nie tonąć w półprawdach i kłamstwach. Tak i na Ukrainie. Pokazać trzeba światu, jak było naprawdę. Kto stał za ludobójstwem, a nie za zbrodnią noszącą znamiona ludobójstwa, bo to podła i niegodziwa manipulacja, bawić się w semantykę nad cierpieniem ofiar. Obdartych ze skóry, poćwiartowanych, spalonych żywcem. Jeden kolega, gdy Rzeź Wołyńska stała się ongiś głośnym tematem sporów przekonywał mnie, że dziś to nie jest dobry czas, żeby atakować Ukrainę „rachunkiem krzywd”, kiedy na wschód od Kijowa siedzi im na karku Moskal. A kiedy jest na to dobry czas? Kiedy będzie lepszy? Jak mamy dojść do wzajemnego pojednania, gdy huk armat pod Mariupolem zagłusza prawdę spod Wołynia, do której nie nazbyt odważnie próbujemy przekonać naszych politycznych partnerów.
Tymczasem, w Dołhobyczowie, zamknięto pas dla pieszych i rowerów, bo podobno trudno było utrzymać nań porządek, a przez sam fakt jego istnienia, autokary notowały obsuwki. Zbliżenie obydwu narodów o którym mówimy, jakby się…oddaliło. Ludzie nie mogą już pojechać rowerem na Ukrainę i z powrotem. Zresztą po co by mieli. Nie dość że zabiją, to jeszcze rower ukradną. Lepiej nam u siebie, przy piecu.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Bezkompromisowa inauguracja

Objęcie rządów przez najmłodszego Prezydenta Ukrainy Wołodymira Zełenskiego to zapowiedź zmian w wielu dziedzinach życia kraju.

Wystarczy powiedzieć, że na zakończenie swojego inauguracyjnego przemówienia Zełensky rozwiązał Wierchowną Radę (parlament) i zapowiedział przedterminowe wybory. Do tego zażądał od parlamentarzystów uchwalenia ustaw znoszących ich immunitet, jak również wprowadzenia przepisów o odpowiedzialności karnej parlamentarzystów i wysokich urzędników za nielegalne wzbogacenie się, oraz odwołanie ministrów obrony narodowej, szefa ukraińskiej służby bezpieczeństwa i prokuratora generalnego.

Zawieszenie broni z Rosją

Pierwszym zadaniem, jakie postawił sobie Zełensky po zaprzysiężeniu, będzie zakończenie wojny na wschodzie kraju, gdzie pięcioletni konflikt z popieranymi przez Rosję separatystami pochłonął 13 000 ukraińskich ofiar. Dodał, że dialog z Rosją może nastąpić dopiero po powrocie utraconych terytoriów do Ukrainy oraz po uwolnieniu jeńców wojennych. „Donbas i Odessa to ukraińskie ziemie”, a Ukraina to kraj dla wszystkich jej mieszkańców ukraińsko i rosyjskojęzycznych. Prezydent powiedział, że „To nie my zaczęliśmy te wojnę. Ale to my musimy ją skończyć”.
W reakcji na te słowa – jak donosi Reuters – rzecznik Kremla, Dmitrij Peskow, oświadczył, że prezydent Putin pogratuluje prezydentowi Ukrainy, jeśli Zełensky poczyni postępy w rozwiązywaniu konfliktu z prorosyjskimi separatystami we wschodniej Ukrainie i naprawi stosunki z Rosją.

Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem.

W swoim przemówieniu, merytorycznym acz zadziornym, Zełensky zwrócił również uwagę na konieczność zmiany świadomości Ukraińców w kwestii myślenia o Unii Europejskiej i NATO. Podkreślił on wolę dążenia do dołączenia do tych wspólnot, przy czym koniecznym jest – jak to określił, pokazując palcem głowę – „odpowiednie myślenie o tym, a nie tylko mówienie”. „Nie chcę abyście wieszali mój portret jako prezydenta w waszych instytucjach. Postawcie na biurkach zdjęcia waszych dzieci abyście pamiętali o ich powodzeniu podejmując decyzje”.
Cytując słowa prezydenta USA Ronalda Reagana „Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem” – poprosił on skonsternowanych ministrów o podanie się do dymisji, aby „uwolnić miejsca dla ludzi, którzy będą myśleć o przyszłych pokoleniach, a nie o przyszłych wyborach”.
Następnie korzystając ze swoich uprawnień konstytucyjnych zapowiedział dymisje w ciągu dwóch miesięcy prokuratora generalnego, ministra obrony i szefa ukraińskiej służby bezpieczeństwa.

Wierchowna Rada – nowe wybory

Wielu prawników i obserwatorów politycznych zadawało sobie wcześniej pytanie, czy nowo powołany prezydent może legalnie rozwiązać Wierchowną Radę? Chodzi o ty by Zełensky mógł – na kanwie swojego sukcesu wyborczego – wprowadzić do parlamentu przedstawicieli własnej partii. Istniejące w obecnym składzie rady partie nie mogły zawrzeć koalicji tworzącej rząd, stąd powstała sytuacja umożliwiająca prezydentowi rozwiązanie parlamentu.
Opozycja zręcznie manipulowała dniem zaprzysiężenia Zełenskiego, jednak nie udało jej się przeciągnąć zorganizowanie tej uroczystości po 27 maja, którego to dnia upływał termin legalnego rozwiązania parlamentu. Istniejące uregulowania prawne parlamentu nie zezwalają na rozwiązanie rady w ciągu 30 dni po ogłoszeniu upadku koalicji rządzącej. Przy czym wybory parlamentarne na Ukrainie zaplanowano na 27 października, a kadencja obecnego parlamentu wygasa pod koniec listopada. Stąd też prawo zezwala prezydentowi Ukrainy na rozwiązanie Wierchownej Rady nie później niż 6 miesięcy przed wygaśnięciem kadencji.
Prezydent Wołodymir Zełensky skorzystał z tego uprawnienia i rozwiązał ukraiński parlament w dniu swojego zaprzysiężenia.

By Ukraińcy nie płakali

Zełensky wygrał wybory na Ukrainie otrzymując 73 procentowe poparcie. Wygrał, bowiem zapowiedział walkę z korupcją, bogacącymi się parlamentarzystami i zmianą polityki wobec Rosji. Na ceremonię zaprzysiężenia poszedł piechotą przez park, gdzie „przybijał piątki” oraz robił selfie ze zwolennikami. Nie było więc tradycyjnej parady.
W przeciwieństwie do swojego poprzednika ustępującego prezydenta Poroszenki, który swoją kampanię prezydencką jak również okres sprawowania urzędu opierał o podziały społeczne i nacjonalistyczne idee i trendy, Zełensky zwrócił się z apelem o jedność do wszystkich Ukraińców na świecie. „My was bardzo potrzebujemy. Wszystkim, którzy są gotowi zbudować nową silną i odnoszącą sukcesy Ukrainę, chętnie przyznam obywatelstwo ukraińskie. Musicie przyjechać na Ukrainę, nie w odwiedziny, ale po to, aby wrócić do domu. Czekamy na was. Nie potrzebujemy prezentów z zagranicy, proszę przynieś nam swoją wiedzę, doświadczenie i wartości umysłowe”.
Na koniec bardzo emocjonalnego, ciekawego i bezkompromisowego swojego przemówienia, przypomniał wszystkim, że jest aktorem-komikiem: „Przez całe życie starałem się rozweselać Ukraińców. Za pięć lat, na koniec kadencji, postaram się, aby Ukraińcy nie płakali”.
W inauguracji prezydentury Zełenskiego uczestniczyli prezydenci i premierzy sąsiadujących państw. Polskę reprezentował minister Jacek Czaputowicz. Szkoda, że obecny polski rząd nie przywiązuje odpowiedniej wagi do protokołu dyplomatycznego i nie wysłał do Kijowa przynajmniej osoby w randze wicepremiera. Była to najlepsza okazja do zresetowania polsko-ukraińskich stosunków.
Na dekret w sprawie rozwiązania Wierchownej Rany i wyznaczenie terminu przedterminowych wyborów nie trzeba było długo czekać – odbędą się one 21 lipca. Rada nie zaakceptowała za to propozycji zmian w ordynacji wyborczej zaproponowanych przez Zełenskiego.

Wkurzeni górnicy, wkurzeni weterani

Około tysiąca osób 19 czerwca usiłowało wedrzeć się do budynku Rady Najwyższej w centrum Kijowa. Akcję protestacyjną zorganizowali górnicy wydobywający węgiel kamienny, ale również weterani i ofiary katastrofy w Czarnobylu. Sprzeciwiali się drastycznym cięciom świadczeń.

 

Do dzielnicy rządowej sprowadzono wzmocnione patrole Gwardii Narodowej oraz specjalne jednostki do negocjowania z uczestnikami manifestacji. Mimo to doszło do starć z policją.
Prezydent Poroszenko obciął emerytury oraz odszkodowania wypłacane ofiarom katastrofy atomowej. Postanowiono również zamknąć niektóre kopalnie – choć górnicy nie otrzymali jeszcze ponad 29 milionów dolarów zaległych pensji.

Na górników z Donbasu przypada prawie połowa sumy długu: 400 mln hrywien (15 milionów dolarów), z czego 186,7 milionów (7 milionów dolarów) należy się pracownikom państwowego przedsiębiorstwa „Selidowulog”.

„Górnicy z całej Ukrainy przyjechali do Kijowa. Zebraliśmy pod budynkiem Rady Najwyższej Ukrainy. W państwowym sektorze węglowym powstała krytyczna sytuacja. Zaległości w wypłatach dla górników państwowych przedsiębiorstw górniczych wynoszą 761,1 miliona hrywien” – informował w dniu protestu na Facebooku przewodniczący Niezależnego Związku Zawodowego Górników Ukrainy Michaił Wołyniec.

Razem z resztą pikietujących domagał się od rządu zmiany w ustawie o budżecie na bieżący rok, która zagwarantowałaby odpowiednie finansowanie przemysłu węglowego i wypłatę choć części zaległych wynagrodzeń dla pracowników. Praktycznie we wszystkich państwowych kopalniach górnicy czekają na pensje i powoli tracą cierpliwość.

Do protestujących wyszła pierwsza wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Iryna Heraszczenko, aby uspokoić nastroje. Obiecała im utworzenie grupy inicjatywnej, która ma lobbować na rzecz protestujących i negocjować z rządem. Protestujący zgodzili się – teraz czekają na efekty obietnic. Zapowiadają, że jeśli będzie trzeba, przyjadą po raz drugi.

– Mamy zagwarantowaną opiekę medyczną, transport oraz socjal. Prezydent zabrał nam jednak już prawie wszystko. Resztę zabiorą zimą. Jak długo mamy to wytrzymywać? – mówił mediom jeden z uczestników protestu.