Halep ośmieszyła Świątek

Broniąca tytułu Simona Halep potrzebowała zaledwie 45 minut, żeby w 1/8 finału French Open pokonać Igę Świątek. Pierwszy w karierze występ na korcie Philippe’a Chatrierana, centralnym obiekcie kompleksu im. Rolanda Garrosa, tak zdeprymował 18-letnią Polkę, że w dwóch setach zdołała wygrać z Rumunką tylko jednego gema.

Nic nie ujmując klasie 27-letniej Simony Halep, to jednak porażka 1:6, 0:6 trochę Świątek ośmiesza, ale i zastanawia, bo jej wcześniejsze występy w Paryżu nie zwiastowały takiej dotkliwej klęski. Nic dziwnego, że nawet Rumunka nie kryła po meczu zaskoczenia tak słabą postawą rywalki i nawet zażartowała, że chyba pójdzie jeszcze potrenować, bo nawet nie zdążyła się zmęczyć.

Trzecia obecnie rakieta w kobiecym tenisie bardzo chce odzyskać utraconą pozycję liderki rankingu WTA, ale jeszcze bardziej zależy jej na ponownym triumfie w wielkoszlemowym French Open. To realny dla niej cel do osiągnięcia, zwłaszcza że z turnieju odpadły już zawodniczki ze ścisłej czołówki światowej listy, jak liderka Japonka Naomi Osaka, Czeszka Karolina Pliskova i Holenderka Kiki Bertens. Do najlepszej ósemki tegorocznej edycji awansowały, oprócz Halep, która w 1/4 finału zmierzy się z kolejną nastolatką, 18-letnią Amerykanką Amandą Anisimovą, jeszcze kolejne Sloane Stephens, Madison Keys, Johanna Konta, Ashleigh Barty, Marketa Vondrousova i Petra Martić.

Wracając do Świątek, to mimo bolesnej porażki nasza tenisistka swój występ w Paryżu może uznać za udany. Dzięki punktom zdobytym za awans do 1/8 finału warszawianka ponownie wskoczy do Top 100 rankingu WTA, i to w okolice 60. miejsca, oczywiście najlepszego w karierze. To oznacza też, że w najnowszym notowaniu Świątek będzie najwyżej sklasyfikowaną polską tenisistką, czyli numerem 1 w naszym kobiecym tenisie.

 

Przetasowania w tenisowych rankingach

Po Australian Open doszło do zmian w tenisowych rankingach. Wśród pań nową liderką została Japonka Naomi Osaka, a na drugie miejsce awansowała pokonana przez nią w finale Czeszka Petra Kvitova. Wśród panów nie doszło do zmian na szczycie – liderem pozostał zwycięzca turnieju Serb Novak Djoković, a wiceliderem pokonany przez niego Hiszpan Rafael Nadal.

Osaka jest pierwszą japońską tenisistką na czele światowej listy, a 26. w historii tego prestiżowego zestawienia. 21-letnia zawodniczka zmieniła na prowadzeniu Rumunkę Simonę Halep, która prowadziła niemal nieprzerwanie od 9 października 2017 roku (między 29 stycznia a 19 lutego ubiegłego roku na moment wyprzedzała ją Dunka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka). Japonka jest najmłodszą liderką rankingu WTA od 2010 roku. Wtedy pierwszą rakietą świata wśród kobiet została 20-letnia wówczas Woźniacka. Wyniki australijskiej lewy Wielkiego Szlema ustawiły na nowo hierarchię w Top 10 światowej listy. Z czołowej dziesiątki wypadła Rosjanka Daria Kastkina, a w jej miejsce awansowała Białorusinka Aryna Sabalenka (3485 pkt). Dziewiątą lokatę zajmuje Karolina Woźniacka (3566), triumfatorka ubiegłorocznej edycji Australian Open, która tym razem odpadła już w 3. rundzie, za co zapłaciła spadkiem w rankingu aż o sześć miejsce.

Ósma jest Holenderka Kiki Bertens (4430 pkt, awans o jedną pozycję), siódma Ukrainka Jelina Switolina (4940 pkt, pozycja bez zmian), szósta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4965 pkt i spadek z pozycji wiceliderki). Na piąte miejsce awansowała półfinalistka tegorocznej edycji Czeszka Karolina Pliskova (5100 pkt, skok o trzy pozycje), na czwarte Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt, poprzednio piąta). Niedawna liderka Simona Halep jest trzecia (5582 pkt), Kvitova z 6290 pkt jest druga. Osaka prowadzi z dorobkiem 7030 pkt. Wśród polskich tenisistek numerem 1 nadal jest Magda Linette, ale poznanianka spadła w rankingu aż o 18 miejsc i zajmuje obecnie 98. lokatę. Nasza rakietą numer 2 została 17-letnia Iga Świątek, która po udanym występie w Australian Open awansował o 37 miejsc na 140 pozycję.

Wśród panów nie doszło do tylu zmian. Novak Djoković po Australian Open umocnił się na prowadzeniu w rankingu ATP z dorobkiem 10955 pkt. Drugą lokatę utrzymał pokonany w finale Rafael Nadal (8320 pkt), ale z trzeciego miejsca spadł aż na szóste broniący tytułu Szwajcar Roger Federer (4600 pkt). Jego miejsce zajął Niemiec Alexander Zverev (6475 pkt). Na czwartą pozycję awansował Argentyńczyk Juan Martin Del Potro (5060 pkt), na piątą reprezentant RPA Kevin Anderson (4845 pkt), siódmy jest Japończyk Kei Nishikori (4110 pkt), ósmy Austriak Dominic Thiem (3960), dziewiąty Amerykanin John Isner (3155), a Top 10 zamyka Chorwat Marin Cilić (3140). Najlepszy z polskich tenisistów, Hubert Hurkacz, awansował o trzy lokaty i zajmuje obecnie 73. miejsce, najwyższe w jego karierze. Drugą rakietą jest Kamil Majchrzak, który w najnowszym notowaniu został sklasyfikowany na 156. pozycji, również najlepszej w karierze. W rankingu deblistów prowadzi Amerykanin Mike Bryan, a najlepszy z Polaków Łukasz Kubot a jest dziewiąty.

 

WTA Finals dla Switoliny

Elina Switolina zakwalifikowała się do WTA Finals w Singapurze jako ostatnia w stawce ośmiu tenisistek. Ale w turnieju Ukrainka wygrała wszystkie pojedynki, zaś w finale pokonała Amerykankę Sloane Stephens 3:6, 6:2, 6:2.

 

W niedzielnym finale WTA Finals w Singapurze, ostatnim rozegranym w tym mieście, spotkały się dwie niepokonane w turnieju tenisistki. Switolina w fazie grupowej pokonała Czeszkę Petrę Kvitova 6:3, 6:3, drugą z czeskich reprezentantek Karolinę Pliskovą 6:2, 2:6, 6:2 i Dunką o polskich korzeniach Karolinę Woźniacką 5:7, 7:5, 6:3, a w półfinale wyeliminowała Holenderkę Kiki Bertens 7:5, 6:7, 6:4. Sloane Stephens natomiast w fazie grupowej wygrała z Japonką Naomi Osaką 7:5, 4:6, 6:1, z Holenderka Kiki Bertens 7:6, 2:6, 6:3 i reprezentantką Niemiec Angelique Kerber 6:3, 6:3, zaś w półfinale uporała się z Czeszka Karolina Pliskovą 0:6, 6:4, 6:1. Dla ukraińskiej tenisistki już sam awans do finału turnieju mistrzyń był największym osiągnięciem w karierze, Amerykanka miała już na koncie triumf w ubiegłorocznym wielkoszlemowym US Open. Przed meczem eksperci dawali jednak obu zawodniczkom równe szanse na zwycięstwo.

I jak się okazało, prognozowali słusznie, chociaż pojedynek lepiej zaczęła Stephens. Wyraźnie stremowana Switolina grała pasywnie dopiero od stanu 1:4 zaczęła stawiać rywalce większy opór, ale pierwszego seta przegrał ostatecznie 3:6. W drugiej partii po tremie nie było już śladu i Ukrainka zaczęła uzyskiwać coraz wyraźniejsza przewagę. Grała dynamicznie, swobodnie, posyłała zabójcze krosy, zwłaszcza bekhendowe, a zaskakiwana nimi Stephens popełniała więcej błędów. Switolina wciąż podnosiła poziom swojej gry, natomiast Amerykanka odwrotnie. Ukrainka wygrała drugą partię 6:2, a w trzeciej nie pozwoliła Amerykance na więcej i po dwóch godzinach i 23 minutach jak najbardziej zasłużenie sięgnęła o mistrzowski tytuł i ponad dwa miliony dolarów premii.

Było to drugie spotkanie tych tenisistek w tym roku. Wcześniej w półfinale turnieju w Montrealu zwyciężyła Stephens. Ich aktualny bilans wynosi teraz 2-2. Dla Stephens to trzeci przegrany finał w tym roku. Przegrała jeszcze w Montrealu i w wielkoszlemowym French Open w Paryżu, w którym uległa Rumunce Simonie Halep. Amerykanka ma w swoim dorobku sześć wygranych turniejów. Switolina w wielkoszlemowych turniejach najdalej doszła do ćwierćfinału – w French Open w 2015 i 2017 i Australian Open 2018. W Singapurze wygrała wszystkie pięć meczów i jest pierwszą zawodniczką od 2013 roku, której to się udało (pięć lat temu dokonała tego Serena Williams). W tym sezonie wcześniej triumfowała w turniejach Brisbane, Dubaju i Rzymie.

W grze podwójnej triumfowały Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenović.

 

 

Kerber wciąż w grze

Z dwóch polskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym ATP Finals na placu boju pozostała już tylko reprezentująca Niemcy Angeliqua Kerber. Grająca dla Danii Karolina Woźniacka przegrała z Ukrainką Jeliną Switolina i odpadła z turnieju. Do półfinału z grupy „Białej” oprócz Switoliny awansowała jeszcze Czeszka Karolina Pliskova.

 

Po czterech dniach Mistrzostw WTA żadna z ośmiu zawodniczek nie wywalczyła jeszcze awansu do półfinału. Dopiero piątek dnia, w czwartek, doszło do pierwszych rozstrzygnięć. W grupie „Białej” najpierw zmierzyły się dwie Czeszki – Petra Kvitova z Karolina Pliskovą. Pierwsza to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu, a w tym roku od lutego do czerwca wygrała pięć turniejów (Petersburg, Doha, Praga, Madryt i Birmingham). Pliskova doszła do ćwierćfinałów w Australian Open i US Open oraz wygrała dwa turnieje (Stuttgart, Tokio). Dla niej jest to trzeci występ w WTA Finals. Najlepszy rezultat osiągnęła w poprzednim sezonie dochodząc do półfinału, a tegorocznej edycji powtórzyła ten wyczyn. Kvitova natomiast to triumfatorka tej imprezy z 2011 roku. W finale wystąpiła jeszcze trzy lata temu, ale wtedy uległa Agnieszce Radwańskiej. Uczestniczy po raz szósty w Turnieju Mistrzyń. Bilans meczów obu Czeszek to 3-0 dla Kvitovej, lecz w czwartek na korcie wyraźnie dominowała Pliskova, która wygrała 6:3, 6:4 i za jednym zamachem zapewniła sobie awans i pozbawiła na to szans rodaczkę.

W drugim pojedynku grupy „Białej” o drugie miejsce w półfinale walczyły Karolina Woźniacka z Eliną Switoliną. Ukrainka, mimo zwycięstw nad obiema Czeszkami, w starciu z reprezentantka Danii nie była faworytką. W tym roku Switolina wygrała turnieje w Brisbane, Dubaju i Rzymie, a w wielkoszlemowych imprezach najdalej dotarła w Australian Open, ale tylko do ćwierćfinał. Woźniacka natomiast nakręcona ubiegłorocznym triumfem w WTA Finals zaczęła nowy sezon od zwycięstwa w Australian Open
Switolina zadebiutowała w WTA Finals rok temu. Pokonała Simonę Halep, ale wcześniejsze dwa spotkania przegrała i nie wyszła z grupy. Dla Woźniackiej to szósty występ w imprezie. Wcześniej tylko raz nie wyszła z grupy, w 2011 roku. Osiem lat temu po raz pierwszy zagrała w finale ulegają jednak Belgijsce Kim Clijsters. Switolina i Woźniacka po raz drugi zmierzą się w Singapurze. Przed rokiem Dunka straciła tylko dwa gemy. Trzy wcześniejsze ich mecze wygrała Ukrainka. W czwartek obie stoczyły zacięta walkę, z której zwycięsko wyszła Switolina, wygrywając 5:7, 7:5, 6:3.

W piątek zapadną rozstrzygnięcia w grupie „Czerwonej. Sloane Stephens w drugiej serii gier pokonała Kiki Bertens, ale chociaż odniosła drugie zwycięstwo, nie może być jeszcze pewna awansu do półfinału. Komfort popsuła Amerykance reprezentująca Niemcy Angelique Kerber, która w pierwszym meczy nieoczekiwanie przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale w środę po zaciętym meczu pokonała wschodzącą gwiazdę kobiecego tenisa Naomi Osakę 6:4, 5:7, 6:4. Był to pojedynek zawodniczek, które w tym roku triumfowały w imprezach wielkoszlemowych. Kerber sięgnęła po tytuł w Wimbledonie, a Osaka niespodziewanie wygrała US Open.

Dzięki zwycięstwu nad Japonką, mieszkająca w podpoznańskim Puszczykowie 30-letnia Kerber, dla której jest to piąty starty w WTA Finals, przedłużyła swoje szanse na awans do półfinału. Żeby wyjść z grupy musi jednak pokonać w piątek Sloane Stephens.

 

W WTA Finals nie ma faworytek

Przed tegorocznego turnieju mistrzyń w Singapurze prognozowano, że główne role odegrają w nim broniąca tytułu Karolina Woźniacka i debiutująca w imprezie Naomi Osaka. Tymczasem obie przegrały swoje pierwsze pojedynki.

 

Trwająca od niedzieli w Singapurze 48. edycja turnieju mistrzyń już pierwszego dnia sypnęła niespodziankami. W starciu Petry Kvitovej z Jeliną Switoliną eksperci więcej szans na zwycięstwo dawali czeskiej tenisistce, która ma już w dorobku triumf w tej imprezie odniesiony w 2011 roku i doświadczenie z kilku innych startów zakończonych mniej spektakularnymi osiągnięciami, a poza tym od czterech lat nie przegrała pojedynku ze Switoliną. Ukrainka zakwalifikowała się do tegorocznej edycji WTA Finals w ostatniej chwili i już szykowała się do gry w turnieju w chińskim Zhuhai. Ale w starciu z Kvitovą Switolina wyciągnęła wnioski ze swojego ubiegłorocznego występu z Singapurze, w którym zdołał wygrać tylko jeden pojedynek i nie wywalczyła awansu do półfinału. W meczu z Kvitovą była skoncentrowana i waleczna od początku i nie straciła koncentracji do ostatniej piłki. Wygrała pewnie 6:3, 6:3 i przerwała trwającą cztery lata serię niepowodzeń w meczach z tą czeską zawodniczką.

W drugim spotkaniu w grupie „białej” zmierzyły się Karolina Woźniacka i druga z reprezentantek Czech w stawce, Karolina Pliskova. Faworyzowana reprezentantka Danii nie miała jednak swojego najlepszego dnia i chociaż walczyła ambitnie, to po półtorej godzinie gry schodziła z kortu pokonana 2:6, 4:6. Pliskova poprawiła swój niekorzystny bilans pojedynków z Woźniacką na 4-6, ale nie można wykluczyć, że obie tenisistki w Singapurze zmierzą się ze sobą ponownie. Dunka polskiego pochodzenia w drugiej kolejce gier pokonała bowiem Kvitovą 7:5, 3:6, 6:2 i zachowała szanse na awans do półfinału. Pliskova natomiast mogła już zapewnić sobie awans w przypadku wygrania pojedynku ze Switoliną (zakończył się po zamknięciu wydania), ale Ukrainka była dokładnie w takiej samej korzystnej sytuacji.

W grupie „czerwonej” sytuacja jest taka sama, czego dowodem są wyniki rozegrany w poniedziałek spotkań. W starciu triumfatorek dwóch ostatnich edycji wielkoszlemowego US Open eksperci więcej szans dawali tegorocznej zwyciężczyni Japonce Naomi Osace, tymczasem Amerykanka Sloane Stephens, która do Singapuru zakwalifikowała się tylko dlatego, że z powodu kontuzji wycofała się Rumunka Simona Halep, spłatała wszystkim psikusa wygrywając z Osaka po kapitalnym pojedynku 7:5, 4:6, 6:1. W drugiej parze również trzeba było trzech setów na wyłonienie zwyciężczyni, ale porażka wyżej notowanej w rankingu Angelique Kerber z Holenderką Kiki Bertens 6:1, 6:3, 6:4 jest sporą niespodzianką. I potwierdzeniem tezy, że w tegorocznej edycji WTA Finals nie ma stuprocentowych faworytek. O zwycięstwie tej czy innej zawodniczki decydują niuanse, bo wszystkie przyjechały do Singapuru doskonale przygotowane do gry i mocno zmotywowane. Dlatego nie sposób przewiedzieć, która z nich wygra ten turniej.

 

Pożegnanie mistrzyń z Singapurem

W niedzielę 21 października rozpoczął się turniej mistrzyń WTA Finals z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek sezonu. W ostatniej chwili wycofała się z niego z powodu kontuzji liderka rankingu Rumunka Simona Halep.

 

Najlepsze tenisistki sezonu powalczą w Singapurze o triumf w WTA Finals po raz piąty z rzędu, ale zarazem już po raz ostatni. Za rok kolejne zmagania w turnieju mistrzyń odbędą się w Chinach, a konkretnie w Shenzhen. Władze kobiecego tenisa poinformowały o podpisaniu 10-letniej umowy. Skorzystają na tym także zawodniczki, które w Singapurze walczą o pule nagród w wysokości siedmiu milionów dolarów, natomiast w Shenzen do podziału będzie kwota dwukrotnie wyższa, co sprawi, że WTA Finals wysokością premii przebije nawet turnieje Wielkiego Szlema.

Formaty i terminy turnieju mistrzyń nie po raz pierwszy ulegają zmianie. Pierwsza edycja tych prestiżowych zmagań odbyła się w 1972 roku w Boca Raton. Cztery lata później najpierw rozegrano I rundę (osiem par), a następnie po raz pierwszy w historii zastosowano podział na grupy. W latach 1975-1986 tenisistki rywalizowały pod koniec marca lub na początku kwietnia. W 1986 roku wrócono do terminu październikowego bądź listopadowego. Wtedy jedyny raz odbyły się dwie edycje Masters. Zarówno w marcu, jak i listopadzie zwyciężyła Czeszka z amerykańskim paszportem Martina Navratilova.

Shenzen będzie 10. miastem-gospodarzem turnieju mistrzyń. Przed nim WTA Finals gościły: Boca Raton (1972-1973), Los Angeles (1974-1976 i 2002-2005), Nowy Jork (1977 i 1979-2000), Oakland (1978), Monachium (2001), Madryt (2006-2007), Dauha (2008-2010), Stambuł (2011-2013) i Singapur (2014-2018). W ostatnim, pożegnalnym turnieju w Singapurze, który jest 48. edycją mistrzostw WTA, znalazły się dwie triumfatorki tej imprezy – Czeszka Petra Kvitova to mistrzyni z sezonu 2011, gdy impreza po raz pierwszy odbyła się w Stambule, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka triumfowała rok temu w Singapurze.

Oprócz nich w zmaganiach wezmą udział reprezentująca reprezentująca Niemcy Andżelika Kerber, Czeszka Karolina Pliskova, Ukrainka Elina Switolina oraz debiutantki – Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sloane Stephens i Holenderka Kiki Bertens. Organizatorzy tradycyjnie już podzielili zawodniczki na dwie grupy. W białej znalazły się Woźniacka, Kvitova, Pliskova i Switolina, a w czerwonej Kerber, Stephens, Osaka i Bertens.

Jako pierwsze wyszły na kort tenisistki z grupy białej. W pierwszym niedzielnym pojedynku zmierzyły się Switolina z Kvitovą i ku zaskoczeniu znawców Ukrainka łatwo wygrała 6:3, 6:3. Niespodzianką była też porażka broniącej tytułu Woźniackiej z Pliskovą. Te wyniki niczego jednak jeszcze nie przesądzają.

 

Radwańska została hotelarką

Agnieszka Radwańska w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 65. na 74. miejsce. Na korcie jej się nie wiedzie, za to w biznesie wręcz odwrotnie. Właśnie niedawno otworzyła w Krakowie luksusowy hotel.

 

To już drugi tenisowy sezon z rzędu, w którym 29-letnia Agnieszka Radwańska nie liczy się w rywalizacji o udział w kończącym zmagania najlepszych tenisistek turnieju mistrzyń w Singapurze. W tym rankingu krakowianka zajmuje obecnie 69. lokatę i rozpoczynający się wkrótce turniej będzie mogła obejrzeć za pośrednictwem telewizora. Na pewno zagra w nim liderka światowej listy 27-letnia Rumunka Simona Halep, z którą Radwańska w tym roku wygrała, zagrają także dwie przyjaciółki naszej najlepszej tenisistki – reprezentująca Danię 28-letnia Karolina Woźniacka i reprezentująca Niemcy 30-letnia Andżelika Kerber. Oprócz nich miejsce w najlepszej ósemce sezonu mają w tej chwili 28-letnia Czeszka Petra Kvitova, 24-letnia Ukrainka Jelina Switolina, 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens i 20-letnia Japonka Naomi Osaka, a szanse na zajęcie miejsca w tym elitarnym gronie zachowują jeszcze 26-letnia Czeszka Karolina Pliskova, jej rówieśniczka Holenderka Kiki Bertens i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka.

Jak widać Radwańska nie jest jeszcze w wieku, którym można tłumaczyć słabe wyniki na korcie. W jej przypadku bardziej wiarygodnie brzmią tłumaczenia, że nie jest już w stanie zmusić swojego nękanymi różnymi urazami organizmu ani też samej siebie do ciężkiej treningowej pracy. W jednym z niedawno udzielonych wywiadów wieloletni trener krakowianki Tomasz Wiktorowski wręcz powiedział, że w tej chwili nawet on nie jest w stanie przewidzieć, czy Radwańska w nowym sezonie w ogóle pojawi się na korcie. Niewykluczone, że tenisistka zrobi sobie długą przerwę w startach, a żeby zatrzymać spadek w rankingu, po prostu skorzysta z opcji jego zamrożenia. Być może długa przerwa pozwoli jej na całkowite wyleczenie wszystkich urazów, ale zwolennicy jej niekwestionowanego tenisowego talentu powinni oswajać się już powoli z myślą, że tak lubiana przez nich „Isia” już nie odzyska utraconej pozycji w światowej czołówce.

Sama Radwańska chyba też nie daje sobie na to wielkich szans i zaczyna szukać dla siebie innych wyzwań. Dowodzi tego otwarcie przez nią niedawno w Krakowie hotelu „Aga Tenis Apartments”. Nie jest to bynajmniej przystań dla ubogich, bo doba w nim w apartamencie typu „Superior” dla dwóch osób bez wyżywienia kosztuje 665 złotych, a nie jest to najtańsza opcja w ofercie. W sumie hotel ATA ma w dziesięć apartamentów, z których każdy nawiązuje wystrojem do miast, w których Radwańska święciła największe tenisowe triumfy.

 

 

Znów Czeszka na drodze Radwańskiej

Agnieszka Radwańska nie ma szczęścia w losowaniu przeciwniczek w I rundzie. W Cincinnatii trafiła na Czeszkę Karolinę Pliskovą, a w zaczynającym się w tym tygodniu turnieju w New Haven na inną z czeskich gwiazd – Petrę Kvitovą.

 

Trzeba mieć pecha, żeby o tej porze roku trafić na Kvitovą. Czeska tenisistka utrzymuje wysoką formę. W turnieju w Concinnati doszła do półfinału, w którym przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale z występu w New Haven raczej nie zrezygnuje, bo lubi tu grać. Triumfowała w tym turnieju w 2012, 2014 i 2015 roku. Radwańska też ma miłe wspomnienia z New Heven, bo Polka była tu najlepsza dwa lata temu. Bilans meczów obu tenisistek jest odrobinę korzystniejszy dla Czeszki i wynosi 7-5. Dwukrotnej mistrzyni Wimbledonu będzie więc faworytką w potyczce z krakowianką, która w rankingu WTA coraz wyraźniej dryfuje do drugiej pięćdziesiątki zestawienia. Dlatego chyba nie będzie miała znaczenia fakt, że dwa lata temu Radwańska w półfinale imprezy w New Haven pokonała właśnie Kvitovą.

Zwyciężczyni tej konfrontacji w II rundzie zmierzy się z Greczynką Marią Sakkari, niedawną finalistką turnieju w San Jose, lub jej rywalką wyłoniona w kwalifikacjach. W tej samej połówce drabinki są Francuzka Caroline Garcia (nr 2), Holenderka Kiki Bertens (nr 7) i Czeszka Barbora Strycova (nr 8). Ciekawie zapowiadają się mecze Karoliny Pliskovej (nr 4) z Rosjanką Jekateriną Makarową i Australijki Darii Gawriłowej z Francuzką Kristiną Mladenović, a także Słowaczki Magdaleny Rybarikovej z Amerykanką Coco Vandeweghe. Ashleigh Barty (nr 6) zmierzy się z Rumunką Iriną-Camelią Begu. Dwie najwyżej rozstawione tenisistki, liderka rankingu WTA Simona Halep i czwarta na liście Francuzka Caroline Garcia, otrzymały wolny los. Tytułu bronić będzie Daria Gawriłowa.

 

Pogrom faworytek w Wimbledonie

Czegoś takiego nie było jeszcze w historii wielkoszlemowego Wimbledonu. W tegorocznej edycji do ćwierćfinału nie awansowała żadna z zawodniczek z pierwszej dziesiątki rozstawionych w turnieju. Jako ostatnia z Top 10 odpadła turniejowa „siódemka” Czeszka Karolina Pliskova, którą wyeliminowała Holenderka Kiki Bertens.

 

To pierwsza taka sytuacja w ponad stuletniej historii rozgrywek na wimbledońskiej trawie, a już na pewno w liczonej od 1968 roku tzw. erze otwartej. W pierwszych czterech rundach z turnieju odpadły: Rumunka Simona Halep (rozstawiona z nr 1), Dunka Karolina Woźniacka (2), Hiszpanka Garbine Muguruza (3), Amerykanka Sloane Stephens (4), Ukrainka Elina Switolina (5), Francuzka Caroline Garcia (6), dwie Czeszki – Karolina Pliskova (7) i Petra Kvitova (8) oraz dwie Amerykanki – Venus Williams (9) i Madison Keys (10). Przypomnijmy, że tytułu broniła Muguruza, Woźniacka w tym roku wygrała wielkoszlemowy Australian Open, a Halep French Open na ziemnych kortach Rolanda Garrosa w Paryżu.

Nie od rzeczy jest wspomnieć, że Venus Williams wygrywała na na kortach All England Club pięciokrotnie, Kvitova dwukrotnie, a Stevens w ubiegłym roku wygrała wielkoszlemowy US Open. Jeśli dodamy do tego porażki byłych „jedynek” światowego rankingu Rosjanki Marii Szarapowej i Białorusinki Wiktorii Azarenki, czy nawet naszej Agnieszki Radwańskiej, finalistki Wimbledonu, to obraz zniszczeń w szeregach najwybitniejszych zawodniczek ostatniej dekady robi porażające wrażenie.

Sytuację ratuje obecność w ćwierćfinale Sereny Williams, największej gwiazdy kobiecego tenisa ostatnich dwóch dekad, siedmiokrotnej triumfatorki Wimbledonu 23-krotnej w turniejach Wielkiego Szlema, która wróciła na korty po urodzeniu dziecka i na wimbledońskiej trawie przypomina rywalkom, że 181. miejsce w rankingu WTA to skutek macierzyńskiego urlopu, a nie spadku formy. Przez pierwsze cztery rundy Serena przeszła jak burza nie tracąc nawet seta. W ćwierćfinale amerykańska gwiazda trafiła na Włoszkę Camilę Giorgi, w oprócz nich o półfinał zagrały: Słowaczka Dominika Cibulkova z Łotyszką Jeleną Ostapenko (mistrzyni French Open z 2017 roku), Holenderka Kiki Bertens z Niemką Julią Goerges oraz Rosjanka Daria Kasatkina z Polką w niemieckich barwach Angelique Kerber (mistrzyni Australian Open i US Open z 2016 roku).

Honoru polskiego tenisa w grze pojedynczej broni w Wimbledonie już tylko juniorka Iga Świątek, która w pierwszej rundzie juniorskiego turnieju trafiła na rozstawioną z numerem 1 Amerykankę Whitney Osuigwe i nieoczekiwanie pokonała wyżej notowaną rywalkę 2:6, 6:3, 6:3. W grze podwójnej po odpadnięciu Łukasza Kubota i Marcina Matkowskiego na placu boju została już tylko Alicja Rosolska. Polka i grająca z nią w duecie Amerykanka Abigail Spears awansowały do ćwierćfinału, w którym zmierzą się z najwyżej rozstawionymi w turnieju Węgierką Timeą Babos i Francuzką Kristiną Mladenović, triumfatorkami tegorocznego Australian Open i finalistkami Wimbledonu z 2014 roku.