Kim Clijsters wróciła

Wydarzeniem turnieju WTA w Dubaju był powrót do rywalizacji po blisko siedmiu latach przerwy słynnej belgijskiej tenisistki Kim Clijsters, byłej liderki światowego rankingu, czterokrotnej mistrzyni turniejów wielkiego Szlema, trzykrotnej triumfatorki WTA Finals. 36-letnia weteranka kortów miała jednak pecha, bo w już I rundzie trafiła na świetnie w tym roku grającą Hiszpankę Garbine Muguruzę, finalistkę tegorocznego Australian Open.

Belgijska tenisistka wznowiła karierę po ośmiu latach przerwy. To jej trzeci powrót na zawodowe korty. Pojawiła się na nich w 1997 roku jako 14-latka, a sześć lat później, w 2003 roku znalazł się na szczycie światowego rankingu. W 2005 roku wygrała swój pierwszy wielkoszlemowy turniej, triumfując w US Open. W 2007 roku Clijsters ogłosiła niespodziewanie zakończenie kariery. Była to sensacja, bo miała wtedy ledwie 24 lata. Tajemnica jej odejścia szybko przestała być tajemnicą – wyszła za mąż za koszykarza Briana Lyncha i w 2008 roku urodziła córkę. Nie wytrzymała jednak bez tenisa i w marcu 2009 roku tak niespodziewanie jak odeszła, wróciła do rywalizacji. I to w imponującym stylu. W 2009 i 2010 wygrała US Open, a w 2011 Australian Open. Mimo tych sukcesów w 2012 roku podczas US Open zakończyła ponownie sportową karierę. Stwierdziła, że jako tenisistka jest spełniona i teraz zamierza całkowicie poświęcić się rodzinie. Rok później urodziła syna, a w 2016 na świat przyszło jej trzecie dziecko, także syn.
Wydawało się oczywiste, że mając na głowie trójkę potomstwa już do sportu nie wróci, więc tenisowi statystycy podsumowali jej osiągnięcia: w sumie wygrała 41 turniejów w grze pojedynczej i 11 w grze podwójnej, zdobyła cztery tytuły wielkoszlemowe w singlu i dwa w deblu, trzykrotnie wygrywała turniej mistrzyń, czyli kończący sezon WTA Finals, a z reprezentacją Belgii w 2001 zwyciężyła w Pucharze Federacji.
Dlatego taką sensacją było ogłoszenie przez Clijsters we wrześniu ubiegłego roku, że zamierza wrócić do rywalizacji w obecnym sezonie. Belgijka zapowiedziała, że zrobi to w marcu w turnieju w meksykańskim Monterrey, ale przyspieszyła swój powrót o miesiąc, przystępując dzięki dzikiej karcie do zmagań w mocno obsadzonej imprezie w Dubaju z pulą nagród 2,5 mln dolarów. Pierwotnie w I rundzie miała zmierzyć się z rozstawioną w zawodach z numerem szóstym Kiki Bertens, lecz Holenderka, która chwilę wcześniej wygrała turniej w Petersburgu, wycofała się z rywalizacji. Po korekcie zestawu par Clijsters ostatecznie trafiła na rozstawioną z numerem dziewiątym Garbine Muguruzę. Młodsza o dziesięć lat Hiszpanka, mistrzyni French Open 2016 i Wimbledonu 2017 oraz była liderka rankingu WTA, po kryzysie formy w tym sezonie znowu gra na wysokim poziomie. Dla 36-letniej Clijsters okazała się za mocna i belgijska weteranka zeszła z kortu pokonana 2:6, 6:7(6). Zadziwiła jednak swoją postawą, więc chociaż pewnie nie zdoła już wrócić na tenisowy szczyt, to z pewnością w kolejnych startach jej występy będą przykuwały uwagę fanów tego sportu.

Kerber wciąż w grze

Z dwóch polskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym ATP Finals na placu boju pozostała już tylko reprezentująca Niemcy Angeliqua Kerber. Grająca dla Danii Karolina Woźniacka przegrała z Ukrainką Jeliną Switolina i odpadła z turnieju. Do półfinału z grupy „Białej” oprócz Switoliny awansowała jeszcze Czeszka Karolina Pliskova.

 

Po czterech dniach Mistrzostw WTA żadna z ośmiu zawodniczek nie wywalczyła jeszcze awansu do półfinału. Dopiero piątek dnia, w czwartek, doszło do pierwszych rozstrzygnięć. W grupie „Białej” najpierw zmierzyły się dwie Czeszki – Petra Kvitova z Karolina Pliskovą. Pierwsza to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu, a w tym roku od lutego do czerwca wygrała pięć turniejów (Petersburg, Doha, Praga, Madryt i Birmingham). Pliskova doszła do ćwierćfinałów w Australian Open i US Open oraz wygrała dwa turnieje (Stuttgart, Tokio). Dla niej jest to trzeci występ w WTA Finals. Najlepszy rezultat osiągnęła w poprzednim sezonie dochodząc do półfinału, a tegorocznej edycji powtórzyła ten wyczyn. Kvitova natomiast to triumfatorka tej imprezy z 2011 roku. W finale wystąpiła jeszcze trzy lata temu, ale wtedy uległa Agnieszce Radwańskiej. Uczestniczy po raz szósty w Turnieju Mistrzyń. Bilans meczów obu Czeszek to 3-0 dla Kvitovej, lecz w czwartek na korcie wyraźnie dominowała Pliskova, która wygrała 6:3, 6:4 i za jednym zamachem zapewniła sobie awans i pozbawiła na to szans rodaczkę.

W drugim pojedynku grupy „Białej” o drugie miejsce w półfinale walczyły Karolina Woźniacka z Eliną Switoliną. Ukrainka, mimo zwycięstw nad obiema Czeszkami, w starciu z reprezentantka Danii nie była faworytką. W tym roku Switolina wygrała turnieje w Brisbane, Dubaju i Rzymie, a w wielkoszlemowych imprezach najdalej dotarła w Australian Open, ale tylko do ćwierćfinał. Woźniacka natomiast nakręcona ubiegłorocznym triumfem w WTA Finals zaczęła nowy sezon od zwycięstwa w Australian Open
Switolina zadebiutowała w WTA Finals rok temu. Pokonała Simonę Halep, ale wcześniejsze dwa spotkania przegrała i nie wyszła z grupy. Dla Woźniackiej to szósty występ w imprezie. Wcześniej tylko raz nie wyszła z grupy, w 2011 roku. Osiem lat temu po raz pierwszy zagrała w finale ulegają jednak Belgijsce Kim Clijsters. Switolina i Woźniacka po raz drugi zmierzą się w Singapurze. Przed rokiem Dunka straciła tylko dwa gemy. Trzy wcześniejsze ich mecze wygrała Ukrainka. W czwartek obie stoczyły zacięta walkę, z której zwycięsko wyszła Switolina, wygrywając 5:7, 7:5, 6:3.

W piątek zapadną rozstrzygnięcia w grupie „Czerwonej. Sloane Stephens w drugiej serii gier pokonała Kiki Bertens, ale chociaż odniosła drugie zwycięstwo, nie może być jeszcze pewna awansu do półfinału. Komfort popsuła Amerykance reprezentująca Niemcy Angelique Kerber, która w pierwszym meczy nieoczekiwanie przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale w środę po zaciętym meczu pokonała wschodzącą gwiazdę kobiecego tenisa Naomi Osakę 6:4, 5:7, 6:4. Był to pojedynek zawodniczek, które w tym roku triumfowały w imprezach wielkoszlemowych. Kerber sięgnęła po tytuł w Wimbledonie, a Osaka niespodziewanie wygrała US Open.

Dzięki zwycięstwu nad Japonką, mieszkająca w podpoznańskim Puszczykowie 30-letnia Kerber, dla której jest to piąty starty w WTA Finals, przedłużyła swoje szanse na awans do półfinału. Żeby wyjść z grupy musi jednak pokonać w piątek Sloane Stephens.