Pod presją

W minioną sobotę Krajowa Konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej zadecydowała
o przystąpieniu partii do budowania Koalicji Europejskiej.

Wszystko wskazuje na to, że w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego naprzeciwko zjednoczonej prawicy stanie zjednoczona opozycja wystawiająca jedną listę proeuropejskich polityków. Pierwszy raz w historii III RP. Destrukcyjne rządy Prawa i Sprawiedliwości doprowadziły do powstania wspólnej reprezentacji tak różnych partii opozycyjnych jak Platforma Obywatelska, Nowoczesna, PSL i SLD.
Nerwowe reakcje prawicy świadczą o tym, że Koalicja Europejska stanowi problem dla PiS-u. Telewizja Kurskiego już trzy dni po deklaracji SLD o współuczestnictwie we wspólnym bloku opozycyjnym sięgnęła do swoich przepastnych archiwów. W Wiadomościach TVP cytowano wypowiedzi Leszka Millera i Włodzimierza Cimoszewicza – potencjalnych kandydatów lewicy. Nie, nie te z okresu, kiedy składali podpisy pod dokumentami akcesyjnymi Polski do Unii Europejskiej. Cofnięto się niemal 40 lat wstecz – do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. By przestraszyć wyborców zamierzających głosować na Koalicję Europejską, że „komuna wraca”.
No właśnie, co sądzą wyborcy o wspólnym starcie partii opozycyjnych?

Polacy o zjednoczeniu

W połowie stycznia CBOS przeprowadził badanie opinii społecznej dotyczące wspólnego startu partii opozycyjnych do Parlamentu Europejskiego. Obszerny komunikat „Polacy o zjednoczeniu opozycji” – podsumowujący przeprowadzony sondaż – ukazał się tydzień temu.
Wyborcy są podzieleni. Niemal pół na pół. Ponad dwie piąte Polaków (41 proc.) twierdzi, że w tegorocznych wyborach partie opozycyjne powinny utworzyć wspólny blok wyborczy. Przeciwnego zdania jest nieco mniej (36 proc.). A niespełna jedna czwarta wyborców (23 proc.) nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.
Diametralnie inny wynik otrzymujemy po bliższym przyjrzeniu się kto jest „za”, a kto „przeciw”. Wśród sympatyków PiS-u zaledwie 21 proc. popiera pomysł wspólnej listy opozycji, a niemal trzy razy więcej uważa, że opozycja powinna pozostać rozdrobniona. To wyjaśnia, dlaczego media prawicowe już wystartowały z kampanią mającą na celu zdyskredytowanie polityków lewicy, którzy mają być kandydatami Koalicji Europejskiej.
Ale najważniejsza jest ten wynik sondażu. Wśród wyborców stawiających sobie za cel odsunięcie PiS-u od władzy aż 76 proc. popiera ideę stworzenia komitetu wyborczego, skupiającego większość ugrupowań i sił opozycji. Przeciwnego zdania jest zaledwie 17 proc. przedstawicieli „antyPiS-u”.

Lewica za

Wyborcy lewicowi są zdecydowanymi zwolennikami budowania wspólnego bloku partii opozycyjnych. Za wspólną listą opowiada się 64 proc. – przeciw jest 21 proc. Identyczny wynik osiągnięto w gronie wyborców Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Oprócz PiS-u, przeciwni wspólnemu startowi opozycji są wyborcy Kukiz`15. To oczywiste, polaryzacja na dwa obozy, eurosceptyczny PiS i proeuropejską Koalicję Europejską, będzie oznaczała dla Pawła Kukiza koniec jego kariery politycznej. Zwłaszcza że Kukizowi intensywnie podbiera wyborców Wiosna Roberta Biedronia.
Biedroń też zapowiedział samodzielny start do Parlamentu Europejskiego. I ma problem. W połowie stycznia, gdy przeprowadzano sondaż, partii Wiosna jeszcze nie było. Ale ankieterzy CBOS-u zapytali o ewentualną obecność tej formacji w Koalicji Europejskiej. Okazało się, że aż dwie trzecie respondentów popierających zjednoczenie opozycji (66 proc.) życzyłoby sobie, aby partia Biedronia przystąpiła do Koalicji Europejskiej. Wśród sympatyków PiS-u jest na odwrót: tylko jedna trzecia popiera przystąpienie Wiosny do wspólnej koalicji. Sondaż CBOS-u stanowi więc kolejny dowód, komu jest na rękę samodzielny start partii Biedronia.

Wyborczy Excel

Jeśli w arkuszu Excela wstawimy znak plus, sumowane wartości dodają się. W polityce i elektoracie tak to nie działa. Boleśnie przekonali się o tym ci, którzy doprowadzili do utworzenia Zjednoczonej Lewicy przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku. Suma elektoratów SLD i Twojego Ruchu Janusza Palikota miała zapewnić kilkunastoprocentowy wynik w wyborach do Sejmu. Ale niemała część z tych sztucznie połączonych elektoratów nie zagłosowała na Zjednoczoną Lewicę. Jedni – bo był tam Palikot. Inni – bo był tam Miller.
Badanie sondażowe CBOS-u dało pozytywną odpowiedź na pytanie, czy w Koalicji Europejskiej można liczyć na sumowanie się elektoratów poszczególnych partii wchodzących w jej skład. Wśród wyborców opozycji jest consensus, że trzon Koalicji Europejskiej powinny stanowić 4 partie: PSL, PO, Nowoczesna i SLD.
Wśród wyborców poszczególnych partii Koalicji Europejskiej też panuje generalna akceptacja co do obecności w niej pozostałych partii. I tak, wyborcy PO i Nowoczesnej aż w 81 proc. akceptują wspólny start z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. I wzajemnie: elektorat SLD w podobnym procencie zgadza się na obecność w koalicji z Platformą Obywatelską i Nowoczesną.
Ciekawostką są wyniki dotyczące wyborców Polskiego Stronnictwa Ludowego. Elektorat PSL niemal jednomyślnie (94 proc.) popiera plany wspólnego startu. To powinno ostatecznie przekonać kierownictwo tej partii, które dołączenia do Koalicji Europejskiej obawia się najbardziej.

W poszukiwaniu lidera

Szef ludowców może być szczególnie zadowolony z sondażu CBOS-u. Z wynikiem 24 proc. zdecydowanie wygrał ranking na lidera wśród respondentów popierających Koalicję Obywatelską . Drugie miejsce (15 proc.) zajął… Robert Biedroń.
Moim zdaniem, mój dawny kolega sejmowy popełnia życiowy błąd. Wygląda na to, że cała antypisowska opozycja dostrzegła w nim jednego z głównych kandydatów na lidera. Tymczasem Biedroń zdecydował się na bycie szefem „sezonowego” ugrupowania. Wzorem Palikota, Petru i Kukiza. I de facto na pomoc Kaczyńskiemu w wygraniu tegorocznych wyborów. Szkoda.
W przeciwieństwie do Kosiniaka-Kamysza, Grzegorz Schetyna ma kłopot. Kieruje największą partią opozycyjną. Ale jedynie co dwunasty wyborca „antyPiS-u” (8 proc.) widzi w nim swojego lidera. Na domiar złego o jeden punkt procentowy pokonał go… Paweł Kukiz. Wysoki wynik Kukiza jako potencjalnego lidera antypisowskiej opozycji – to oczywisty absurd. Ale powinien uzmysłowić nam, jaki kłopot ma opozycja z wyłonieniem wyrazistych liderów. Można pozazdrościć prawicy, która z większym lub mniejszym entuzjazmem, ale zawsze wskaże na Kaczyńskiego.
Zaskakujący wynik dał casting na lidera wewnątrz elektoratu PO i Nowoczesnej. Wygrał Władysław Kosiniak-Kamysz z wynikiem 23 proc. Drugi był Robert Biedroń (17 proc.). A Grzegorz Schetyna dopiero trzeci (13 proc.). To wyjaśnia, dlaczego po wejściu do gry Biedronia, Platforma Obywatelska traci w sondażach najwięcej.

Zdolność koalicyjna

W skład Koalicji Europejskiej wejdą partie znajdujące się w bardzo odległych miejscach polskiej sceny politycznej. Ot chociażby liberalna i konserwatywna Platforma Obywatelska i lewicowy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dlatego w badaniu CBOS-u sporo miejsca poświęcono ocenie respondentów co do możliwości współpracy tak różnych sił politycznych. Między innymi wyliczono syntetyczny wskaźnik mający za zadanie określenie zdolności do koalicji wyborczej poszczególnych ugrupowań opozycyjnych.
Zdaniem CBOS-u największą zdolność koalicyjną ma schodząca właśnie ze sceny politycznej Nowoczesna. Ale na drugiej pozycji uplasował się Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ranking koalicyjności zamyka partia Razem – i to akurat nie jest zaskoczeniem. Również Wiosna Roberta Biedronia zajęła odległe miejsce.

Będzie, nie będzie

Przepytawszy respondentów co do ich zdania na temat wspólnego startu opozycji, ankieterzy CBOS-u zadali na końcu kluczowe pytanie. Czy Polacy wierzą, że opozycja będzie w stanie stworzyć jeden wspólny blok wyborczy? I tu zaskoczenie…
Lewica zalicza się do najbardziej sceptycznego elektoratu. Dwie trzecie wyborców SLD chciałoby stworzenia wspólnej listy Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale jednocześnie na pytanie o realność powstania takiej listy, tylko jedna trzecia (33 proc.) odpowiedziała pozytywnie. Powiedzieli więc jasno: chcemy. Ale nie wierzymy, że to możliwe. To z pewnością konsekwencja skłócenia i wieloletniego rozdrobnienia partii opozycyjnych. Zauważalnego szczególnie po lewej stronie sceny politycznej.
Wygląda na to, że uda się przekonać niedowiarków. Że nie mają racji. I mimo wszelkich różnic, będziemy w stanie stworzyć wspólną listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Pod presją

Podczas ubiegłotygodniowej Konwencji SLD któryś z dyskutantów niechętnych Koalicji Europejskiej zarzucił kierownictwu partii działanie „pod presją”. Pod presją PO. Pod presją apelu premierów. Pod presją Schetyny. Odpowiedziałem. Tak – znaleźliśmy się pod presją. Ale pod presją naszych wyborców!
Wyniki sondażu CBOS-u są jednoznaczne. Przytłaczająca część wyborców opozycji antypisowskiej życzy sobie powstania szerokiej koalicji. Która w niedalekiej przyszłości położy kres rządom PiS-u. Podobnie sądzi większość wyborców o poglądach lewicowych, w tym również wyborców SLD.
Dlatego decyzja Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie mogła być inna. Czarzasty ma jeden głos. Zarząd partii – trzydzieści parę. Konwencja SLD – sto kilkadziesiąt. A w każdych wyborach najważniejsi są nasi wyborcy. Bo tylko oni dysponują wystarczającą liczbą głosów. By zadecydować o zwycięstwie opozycji nad PiS-em.

Proeuropejska koalicja

W wyborach do Parlamentu Europejskiego 2019 r. Sojusz przystąpi do koalicyjnego komitetu wyborczego złożonego z partii, dla których cenne są takie wartości jak wolność, demokracja, równość, państwo prawne, poszanowanie praw człowieka oraz obecność Polski w Unii Europejskiej – postanowiła Krajowa Konwencja SLD, która odbyła się w Warszawie 16 lutego 2019 r. 112 delegatów poparło tę decyzję, 6 wstrzymało się, a 3 zagłosowało przeciwko. Podczas obrad przyjęto również minimum programowe na wybory europejskie: kontynuowanie integracji w ramach Unii Europejskiej; rozpoczęcie procesu przyjmowania euro, o ile będzie się to wiązało ze wzrostem płac Polek i Polaków, a co będzie możliwe wraz ze wprowadzeniem europejskiej płacy minimalnej; dołączenie do unii bankowej oraz budowa europejskiej armii.

– Po bardzo długiej dyskusji podjęliśmy dzisiaj decyzję, iż pozytywnie odpowiemy na apel premierów i przystąpimy do Koalicji Europejskiej – powiedział Włodzimierz Czarzasty podczas konferencji prasowej tuż po zakończeniu Krajowej Konwencji SLD. – Bardzo konkretne rozmowy z PSL-em, Platformą Obywatelską, Nowoczesną, z Partią Zieloni są już prowadzone – poinformował przewodniczący Sojuszu. – Pragniemy, aby wszelkie lewicowe partie, które podzielają nasz sposób myślenia dołączyły do nas – podkreślił Czarzasty. – Rozmowy powinny zakończyć się do końca lutego – mówił.

Lider SLD podziękował premierom Leszkowi Millerowi, Markowi Belce oraz Włodzimierzowi Cimoszewiczowi za zgłoszenie projektu Koalicji Europejskiej. – Trzech premierów z ramienia SLD będzie naszymi kandydatami do Parlamentu Europejskiego – poinformował Czarzasty. – Będziemy zgłaszali również inne osoby min. prof.. Bogusława Liberadzkiego, wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego; Janusza Zemke, eurodeputowanego, Marka Balta, szefa śląskiej Rady Wojewódzkiej Sojuszu.

Włodzimierz Czarzasty podkreślił, iż Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest partią odpowiedzialną, która wierzy, iż można osiągnąć jedność w różnorodności. – Odrzucam dyskusję, iż Sojusz utraci swoją tożsamość. Polska nie zagubiła tożsamości w Unii Europejskiej, SLD nie straci jej w żadnej koalicji.

Podczas konferencji prasowej Leszek Miller wyraził zadowolenie, iż Krajowa Konwencja Sojuszu pozytywnie odniosła się do apelu premierów na temat utworzenia Koalicji Europejskiej. – Dziękuję przewodniczącemu Włodzimierzowi Czarzastemu, iż poparł tę propozycję. Decyzja ta będzie miała bardzo pozytywne skutki. Jeżeli uda się zmontować Koalicję Europejską w skład której wejdzie duża ilość podmiotów, to jest duża szansa, że polscy europarlamentarzyści przekonani o potrzebie dalszej integracji Unii Europejskiej wzbogacą Parlament Europejski. Tym bardziej, że w tej kadencji do PE wejdzie wiele ruchów eurosceptycznych, którzy będą chcieli zatrzymać proces integracji – mówił były premier RP.

Krajowa Konwencja SLD wybrała panią Małgorzatę Niewiadomską-Cudak na funkcję wiceprzewodniczącej partii.

Nowe rozdanie

Konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej przyniosła nowe nadzieje i nowe plany. Szeroka koalicja w eurowyborach wydaje się pomysłem ryzykownym, ale raczej nieodzownym w obliczu ofensywy PiS.

Relacja na żywo.

Konwencja SLD zaczyna się. Iść razem, w szerokiej koalicji, czy osobno. Oto jest pytanie. Opcja lewica razem, ale chyba nie z „Razem”, raczej ma mniej zwolenników. Czy pójście w szerokiej koalicji centrolewicowej nie spowoduje utraty tożsamości SLD? Za to dzisiaj nie ma odpowiedzi. To będzie rok wielkich wyzwań i niewiadomych rozstrzygnięć. Do tej pory przeważają głosy na szeroką koalicją.
Leszek Miller powiedział, że znalezienie się na liście koalicyjnej nie oznacza zdobycia mandatu. Jestem posłuszny woli partii i nie wystartuje do wyborów z innej listy bez woli mojej macierzystej partii. „Jestem za szeroką koalicją” – powiedział były premier i szef SLD
Po burzliwej dyskusji przyjęto uchwałę o przystąpieniu SLD do szerokiej koalicji wyborczej w wyborach do europarlamentu. nie podjęto decyzji w jakiej formule wystartuje SLD w wyborach do sejmu i senatu.

Wróciłem

z Konwencji SLD. Konwencja była spokojna, prawie nudna, choć decyzja o przystąpieniu do Koalicji Europejskiej to zupełnie nowa droga, na którą wkracza SLD. Wchodzimy do wielkiej koalicji, która wystawi wspólną listę do Europarlamentu. Za przystąpieniem do koalicji głosowała zdecydowana większość delegatów. Ja także. Entuzjazmu jednak nie było, raczej zrozumienie trudnej sytuacji opozycji i w tym SLD także. Delegaci obawiali się, czy aby nie zostaniemy oszukani przy układaniu list? Czy nie utracimy swojej tożsamości, nie roztopimy się w masie różnych nurtów politycznych? Co się stanie, jak ta koalicja nie zda egzaminu? Jak potem wystartować w wyborach parlamentarnych?
Nikt nie jest w stanie dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie. Należy założyć, że w koalicji znajdą się ludzie dobrej woli, ale to tylko założenie. W naszej polityce oszustwa i niedotrzymywanie obietnic są dość powszechne. Pójście samodzielne do Eurowyborów lub z mniejszymi partiami na lewicy także nie daje gwarancji na sukces. Ostatnie wybory samorządowe nie były sukcesem, ani dla SLD, ani innych ugrupowań na lewicy. Trzeba spróbować nowego rozdania. Polityk prawicy stanie ramie w ramie z przedstawicielem lewicy, by przeciwstawić się innej prawicy. SLD, pewnie także ludowcy, i prawica, bo PO to prawica, staną w jednym szeregu. Różne rodzaje wojska w jednej armii walczące o jeden cel. Po batalii każdy rodzaj politycznego wojska wraca do swoich koszar i stoi na straży interesów swoich wyborców. Tak to ma wyglądać.
Konwencja ograniczyła zawarcie sojuszu tylko do Eurowyborów. Nie rozciągnięto sojuszu na wybory parlamentarne, bo to zdecydowanie za wcześnie. Oczywiście pojawiły się głosy – anonimowe- że to koniec SLD, że żenada, itp. Dlaczego jednak wyrażanie prawie wyłącznie anonimowo i to głównie w nieżyczliwych SLD mediach. Anonimowe dlatego, że pewnie wymyślone przez dziennikarzy. Znam ten sposób urabiania opinii. Tzw. anonimowy działacz to najczęściej postać wymyślona przez dziennikarzy. Obawa jest. Ja też nie mam pewności czy to był dobry ruch. Z drugiej strony mam już dosyć tych kilku procent poparcia i udawania, że jesteśmy potęgą. Jesteśmy, jacy jesteśmy i widzę, że powyżej pewnego poziomu nie możemy się wybić, choć SLD to partia ludzi mądrych i doświadczonych. Widocznie to nie jest dzisiaj w wielkiej cenie. Trzeba poszukiwać nowych rozwiązań.

We Wrocławiu

SLD poszedł do wyborów samorządowych w koalicji z ugrupowaniem prezydenta Dutkiewicza. Ja także zostałem radnym. SLD i ja także nie straciłem swojej tożsamości, a radni reprezentują interesy lewicy w Radzie Miejskiej. Skoro udało się w koalicji samorządowej to trzeba próbować na szerszym polu. Oczywiście chciałbym, by SLD było samodzielną potęgą, ale dzisiaj tak nie jest.

Na prawicy zawrzało

Na prawicy zawrzało. Jeszcze tydzień temu większość zwolenników PiS-u brzydziła się wystukiwania na klawiaturze tych trzech liter. A od soboty SLD bije tam rekordy popularności.

„Śmierć SLD w dniu pogrzebu premiera Jana Olszewskiego” – portal wpolityce.pl cytuje Radosława Poszwińskiego. To tweeterowy @bogdan607, którego internauci znaleźli wśród pracowników TVP Info.

„Włodek właśnie wyprowadził sztandar SLD” – martwią się redaktorzy wpolityce.pl.

„Sprzedajemy szyld za g…o. Daliśmy du…y” – portal „Do Rzeczy” już w tytule przytacza wypowiedzi anonimowych działaczy SLD. Wypowiedzi „anonimowych działaczy SLD” robią furorę na większości pisowskich portali. Z TVP Info i Telewizją Republika na czele.

„Kompromitacja SLD” – komentuje sobotnią decyzję Sojuszu Lewicy Demokratycznej czytelnik portalu niezależna.pl. I dla podkreślenia jak wielka to kompromitacja, dorzuca jeszcze siedem wykrzykników.

Skąd takie poruszenie na prawicy? Miast zadumy w czas żałoby, nagle wszyscy tak zatroskani losem SLD?

Nerwowa reakcja obozu pisowskiego jest najlepszym dowodem, że decyzja Sojuszu Lewicy Demokratycznej o udziale w wielkiej koalicji europejskiej jest słuszna. Bo przybliża dzień, w którym o rządach Kaczyńskiego zaczniemy mówić w czasie przeszłym.

Czas decyzji

Przyszedł czas decyzji. Ale tu nie chodzi o ułożenie list wyborczych i kształt kampanii wyborczej. Tu idzie o przyszłość naszego kraju i naszych dzieci. Czy będziemy żyli w demokratycznym, praworządnym kraju, czy też populistycznej autokracji? Nie miejcie złudzeń. Jeszcze cztery lata rządów PiS-u, a nie poznacie swojego kraju. To będzie państwo zamordyzmu ideologicznego i kulturowego, trzymanych za pysk przedsiębiorców i wszechwładnych służb bezpieczeństwa. Państwo koncesjonowanej lewicy i prawicy, z systemem wyborczym zapewniającym zwycięstwo partii rządzącej, bez samodzielnych samorządów i fasadowym życiem politycznym.

Po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wszystko jest możliwe.

To będzie także państwo bez przyjaciół zewnętrznych. Wrogów będziemy mieli blisko, a sojuszników daleko za oceanem. Wracamy więc do II Rzeczypospolitej z tragicznym finałem września 1939 roku. Po agresji Rosji na Ukrainę nie ma już trwałych i pewnych granic w Europie. Żadnemu państwu nie jest nic dane na zawsze. Kto o tym nie pamięta, ten nic nie rozumie ze współczesnego świata i problemów globalizacji. Co gorsza, opacznie rozumie własna historię i nie pozwala wyciągać z niej wniosków.

Sojusz Lewicy Demokratycznej jest partią polskiego patriotyzmu i polskiej odpowiedzialności. Rządziliśmy w Polsce przez 8 lat, przez 10 lat mieliśmy swojego prezydenta. Można nam zarzucić wiele rzeczy, ale nigdy, w najmniejszym stopniu, nie można nam zarzucić, że naraziliśmy na jakiekolwiek ryzyko interes narodu i i państwa polskiego. Wręcz przeciwnie, to podpis polskiego prezydenta widnieje pod aktem akcesji do NATO; a podpis polskiego, eseldowskiego premiera – pierwszego przewodniczącego naszej partii – widnieje pod aktem akcesji do Unii Europejskiej. To my daliśmy państwu nowoczesną Konstytucję i plan Grzegorza Kołodki, który przestawił 25 lat temu polską gospodarkę na tory rozwoju gospodarczego, służącego do dziś państwu i ludziom.

Nasze dziedzictwo zobowiązuje. To nie jest tak, że jest kolizja pomiędzy ideą socjaldemokracji a dobrem państwa i narodu polskiego. To wartości współistniejące, wzajemnie się wspierające. Nie rezygnujemy z budowania demokratycznego społeczeństwa równości i sprawiedliwości społecznej, państwa respektującego wszystkie prawa człowieka i obywatela, cywilizacji opartej na twórczym wykorzystanie różnic , jakie dzielą nas jako ludzi, jako jednostki. Obojętnie: kobieta czy mężczyzna, wierzący i niewierzący, Polak czy Białorusin, Ślązak i Kaszub, hetero czy homoseksualista – wzbogacając nasze życie społeczne służy tej samej ojczyźnie. Nikomu nie chcemy zaglądać do mózgów i do sypialni, do książek, które czyta i filmów, które ogląda i wiar, które wyznaje. Każdego chcemy i będziemy oceniać wedle tego co robi w domenie publicznej, co robi dla wspólnego, narodowego i państwowego interesu.

Ale w tym wszystkim musimy trzymać się ziemi, trzymać się realiów. Nie możemy obiecywać wszystkim powszechnej szczęśliwości, rozdawać wirtualnych miliardów, udawać, że najważniejszym segmentem gospodarki jest przemysł drukujący banknoty.

Populizm progresywny jest tak samo groźny jak populizm prawicowy. Polityka uprawiana tylko po to, aby zostać premierem jest polityką bez wartości. Abstrahowanie od realiów hasłem „to nie nasza wojna” jest brakiem odpowiedzialności. Nie można być miłym dla wszystkich – nie wszyscy na to zasługują.

To prosta droga do greckiego wariantu, za który zapłacą najuboższe warstwy społeczeństwa. Wzrost zamożności społeczeństwa prowadzi przede wszystkim przez wzrost wynagrodzeń za pracę, a nie poprzez rozdawnictwo zasiłków. I temu problemowi warto poświęcić więcej niż dotychczas uwagi.

To się może dokonać tylko w warunkach pokoju społecznego, wiemy jak to zrobić , mamy doświadczenie Okrągłego Stołu. My nie będziemy wywoływać wojen domowych i kreować nowych podziałów społecznych. To co chcemy odwojować – od kościoła, od krezusów wzbogaconych na pracy ludzkiej, od propagandzistów oszukujących ludzi i polityków nie dbających o państwo – zrobimy nie odwołując się do przemocy, usłużnych prokuratorów i lizusowatych urzędników państwowych. Bez odwoływania się do populizmu, wytwarzającego iluzję, że wszystko da się łatwo zrobić. Takie postawy nie służą Polsce, ani naszej lewicowej sprawie.

Rok 2019 przyniesie zasadnicze rozstrzygnięcia w sprawie naszej polskiej przyszłości. Przed nami wybory. Pierwsze – do Parlamentu Europejskiego – rozstrzygną ważne kwestie. Jedna z nich – to zatrzymanie populizmu prawicowego: nacjonalizmów i rewindykacji historycznych. Od ich wyniku zależy, czy ograniczymy wpływ na Europę tych wszystkich, którzy chcieliby powrotu do Europy jako kontynentu narodowych egoizmów, waśni i sporów jako żywo przypominających Europe weimarską. To ta Europa zrodziła faszyzm i II wojnę światową, ze skutkami której walczyło cztery pokolenia Europejczyków. Takie powtórki z historii nie chce chyba nikt z nas. Wokół takiej idei musimy zorganizować wszystkie siły polityczne w Polsce. Oprócz narodowców, którzy chcą iść z Putinem przeciw Europie i oprócz partii rządzącej, która chce tego samego i pomocy szuka u Donalda Trumpa.

PSL, PO, Nowoczesna, Zieloni, SLD Lewica Razem – mamy takie samo stanowisko. Jak najwięcej posłanek i posłów musi wziąć odpowiedzialność za Europę. Wspólnie, razem musimy wziąć odpowiedzialność za Europę!

My chcemy iść razem z Europą. Pragniemy dalszej integracji, jesteśmy gotowi rozpocząć proces przyjmowania euro, a wraz z nim europejskich standardów wynagrodzeń i polityki socjalnej. Będziemy walczyć o europejską płacę minimalną; oczekujemy, iż Polska dołączy do unii bankowej, pragniemy budowy europejskiej armii.

Więcej Polski w Europie i więcej Europy w Polsce – to nadal nasze hasło. Jeśli tak – to stawiamy sobie dwa cele: utrzymać, a nawet powiększyć reprezentację SLD w Parlamencie Europejskim i wzmocnić Partię Europejskich Socjalistów, formację której cele zbieżne są z naszymi.

Droga ku temu – moim zdaniem – prowadzi poprzez szeroką koalicję sił proeuropejskich w Polsce. Chcemy iść razem, ale pod własnymi znakami i do macierzystych frakcji ideowych. Skoro wróg jest jeden, to musi walczyć z nim jedna armia. A w niej rozmaite wojska, ale z tą samą myślą przewodnią. Trzeba wygrać i wiemy jak to zrobić. Potrzeba nam woli współpracy i poczucia lojalności, czytelnych zasad i dobrego porozumienia uwzględniającego niezbędna konieczności, ale wykorzystującego każdą szansę. Widzę możliwość takiego porozumienia.

Dlaczego Donald Trump i PiS wygrywają wybory? Ponieważ potrafią zmobilizować różne, czasem przeciwstawne grupy pod jednym sztandarem. My też mamy takie wartości!!! Unia Europejska, Konstytucja, praworządność, nowoczesność, tolerancja i demokracja! Mamy ludzi, którzy to reprezentują: premierów Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza, Marka Belkę oraz wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Bogusława Liberadzkiego, Janusza Zemke, Jerzego Wenderlicha, Małgorzatę Sekułę-Szmajdzińską, Marka Balta, Andrzeja Szejnę, Riada Haidara i Katarzynę Piekarską.

Wierzę, że SLD ma tak silną tożsamość i historię, iż nie zniknie w tym bloku. Polska nie rozmyła się w Unii Europejskiej, a Sojusz nie rozmyje się w bloku walczącym o dobrą przyszłość dla naszych dzieci!!!

Jeśli wygramy te walkę, to tę zasadę chcielibyśmy utrzymać także w wyborach krajowych, jesienią 2019 roku. Rozstrzygną o tym członkowie naszej partii w referendum, ale aby miało ono sens wpierw trzeba wygrać w maju.

Flaczki tygodnia

Miała być sukcesem ekipy PiS, stała się kanonadą konfliktów i gaf. Serią nerwowych akcji gaszących kolejne medialne pożary. W efekcie wszyscy zapamiętają warszawską konferencję poświęconą „planom pokojowym na Bliskim Wschodzie” jako spotkanie, gdzie najważniejsi goście cynicznie wykorzystali gospodarczy. A niektórzy jeszcze gospodarzy obrazili.

Lista gaf jest długa jak na jednodniową imprezę. Zaczęło się od inauguracyjnego wystąpienia sekretarza Stanu USA Mike Pompeo, który upomniał polskich gospodarzy, że nie załatwili roszczeń dotyczących żydowskiego mienia.
Na takie słowa polski premier i polski prezydent powinni zapytać amerykańskiego polityka kogo on reprezentuje. Bo jeśli obywateli USA, to te roszczenia zostały załatwione już w 1960 roku. Jeśli zaś pan sekretarz Pomopeo reprezentuje też interesy obywateli Izraela, to powinien to jasno zadeklarować.

Ten sam sekretarz Pompeo wielce wychwalał obywatela zasłużonego obywatela żydowskiego Franka Blajchmana. Uznawanego w IV RP za stalinowskiego zbrodniarza. Było to jawne splunięcie w politykę historyczną elit PiS. Ponieważ splunął nowy Wielki Brat, to elity PiS musiały zapomnieć o swojej „godności”. Udawać, że „nic się nie stało”.

Nie dało się już milczeć, kiedy akredytowana amerykańska dziennikarka Andrea Mitchell z NBC poinformowała z Warszawy miliony obywateli USA, że powstanie w getcie w 1943 roku było skierowane przeciwko „nazistowskiemu i polskiemu reżimowi”. Oczywiście pani Mitchell za kłamstwa przeprosiła. Ale na pewno więcej osób usłyszało jej pierwsze stwierdzenie, niż przeprosinach.

Akredytowani na konferencji dziennikarze polscy obserwowali obrady skoncentrowani w przygotowanej dla nich sali. Nie mieli szans dotarcia do zaproszonych gości. W przeciwieństwie do amerykańskich i izraelskich kolegów, których zaproszona na spotkania z ich delegacjami. Polskich dziennikarzy polscy organizatorzy potraktowali jak „drugiego sorta”.

Sprawnie i cynicznie izraelski premier Benjamin Netanjahu wykorzystał konferencję do swojej kampanii wybiorczej. W czasie spotkania z izraelskimi dziennikarzami w warszawskim Muzeum Historii Żydów Polski POLIN miał on, w nawiązaniu do sporu o ustawę o IPN, stwierdzić, że „Polacy kolaborowali z nazistami i nie znam nikogo, kto kiedykolwiek był sądzony za mówienie o tym”.

Słowa te opublikował szybko dziennik „Jerusalem Post”. I po medialnej burzy równie szybko zmienił swoją relację. Sam Netanjahu twierdził, że miał na myśli indywidualnych Polaków. Ale nawet takie jego słowa były co najmniej niezręczne. I bardzo nielojalne wobec gospodarzy z PiS.

Już po północy z czwartku na zeszły piątek prezydent Andrzej Duda zamieścił zaskakujący wpis na Twitterze: „Jeśli wypowiedź premiera Netanjahu brzmiała tak, jak podają media, gotów jestem udostępnić rezydencję prezydenta RP „Zameczek” w Wiśle na spotkanie premierów Grupy Wyszehradzkiej (V4). Izrael nie jest w tej sytuacji dobrym miejscem by się spotykać, mimo wcześniejszych ustaleń”. W ten sposób prezydent odniósł się do słów izraelskiego premiera.

Zmobilizowany postawą pana prezydenta polski MSZ wezwał JE Annę Azari, ambasador Izraela w Polsce, do złożenia wyjaśnieni. Pani ambasador, nazywana przez prawicowych publicystów „Miss Anypolonizmu”, zadeklarowała, że publikowany cytat był nieprecyzyjny. „Byłam obecna przy briefingu premiera i nie mówił on, że polski naród kolaborował z nazistami, a jedynie że żadna osoba nie została pozwana do sądu za wspominanie o tych Polakach, którzy z nimi współpracowali”. Niezależnie od przytaczanej wersji wypowiedzi Netanjahu, każda z nich jest dla elit PiS obraźliwa.

Do grona gafowiczów dołączył pan premier Morawiecki, który powitał przybyłych na konferencję przemówieniem – poematem o warszawskim śniegu witającym tutaj zebranych. Wywołało to zdziwienie, a potem lawinę żartów wśród dziennikarzy. Zorientowali się bowiem, że pan premier czyta przemówienie napisane kilka dni wcześniej, kiedy w Warszawie śnieg jeszcze był. Biedny premier jest już tak oderwany od rzeczywistości, odgrodzony ciemnymi szybami swej limuzyny, że nie zauważa nawet zmiany pogody.

Po konferencji nawet propisowscy komentatorzy zauważali, że rząd został wciągnięty w nie nasz konflikt i przygotowania do wojny na Bliskim Wschodzie, w której nie mamy żadnego interesu. Że USA nie traktują Polskę podmiotowo, bo o partnerskich relacjach nie ma co marzyć.
To Amerykanie narzucili tematykę i ton rozmów. Polskiej stronie pozostały kwestie organizacyjne. Musiała też robić dobrą minę do złej gry i patrzeć, jak Waszyngton wbija klin pomiędzy Warszawę a inne stolice europejskie.

Trudno jest też dopatrzeć się zysków dla Polski. Amerykanie bez konferencji sprzedaliby nam broń, bo na tej transakcji dobrze zarabiają. Wzmacnianie flanki wschodniej żołnierzami USA to część amerykańskiej strategii ograniczania wpływów rosyjskich. Zniesienie wiz dla Polaków to kwestia czasu, bo USA nie są już atrakcyjne jako rynek nielegalnej pracy.

Liderzy PiS wykreowali obraz Rosji jako potencjalnego i pewnego agresora. Choć Rosja nie ma żadnego interesu by rozpocząć wojnę z Polską. Taki straszak był potrzeby polskiemu lobby zbrojeniowemu i wspierających go polityków, aby uzasadnić zwiększenie wydatków na zbrojenia. Te wydatki miały trafić do polskich fabryk. Finansować badania, nowe produkcje, zakupy licencji.
Ale politycy PiS przez trzy lata nie potrafili wydać ich w kraju. Teraz na potrzeby kampanii wyborczej zgodzili się zrobić duże zakupy w USA.

W efekcie takiej polityki polski podatnik pracuje na rozwój amerykańskiego przemysłu. Politycy PiS zachowują się jak dealerzy amerykańskiego przemysłu i jeszcze każą się cieszyć swym wyborcom, że wzbogacają USA.

Głos lewicy

Przemówienie W. Czarzastego na konwencji SLD

Nie ma wroga na lewicy, ale też nie ma wroga wśród opozycji. Współpraca musi być oparta na rozumie, braku obłudy, na jasnym stawianiu spraw, partnerstwie oraz wzajemnym szacunku wszystkich stron opozycji. W Polsce toczy się dyskusja, czy mają być dwa bloki: PiS i anty-PiS, czy też oparte na programach trzy bloki: PiS-owski; chadecko-liberalny, pod przywództwem Platformy Obywatelskiej oraz socjaldemokratyczno–progresywny. Każdy ma prawo do swojej drogi. My – SLD Lewica Razem opowiadamy się za tym drugim rozwiązaniem, za rozwiązaniem opartym na systemie wartości i jasnej wizji państwa. Nie może być tak, że jedynym spoiwem jakiejkolwiek koalicji jest nienawiść do PiS-u. Ważna jest wizja państwa i to jak Polska będzie wyglądać po tym jak PiS odda władzę, to wszystko jest ważniejsze niż nienawiść. Pragniemy państwa świeckiego z: lekcjami religii poza szkołą, wypowiedzianym konkordatem, opodatkowaniem kleru oraz traktowaniem duchownych równo ze wszystkimi obywatelami. Pragniemy państwa tolerancyjnego, gwarantującego prawa mniejszościom oraz związkom partnerskim. Pragniemy państwa wolnego od antysemityzmu i rusofobii. Pragniemy państwa prawa, przestrzegania Konstytucji, państwa w którym nie odbiera się praw nabytych. Pragniemy państwa wolnościowego, gwarantującego wszelkie prawa kobietom. Pragniemy państwa odnoszącego się z szacunkiem do historii: odbudowy kraju po II wojnie światowej, zagospodarowania ziem odzyskanych, NSZ i Żołnierzy Wyklętych. Proponujemy sprawiedliwy system podatkowy, w którym w większej części obciążeni będą bogatsi, a w mniejszej mierze biedni. Uznajemy własność prywatną, państwową i spółdzielczą jako równoprawne własności. Pragniemy państwa prawa, przestrzegania Konstytucji, państwa w którym nie odbiera się praw nabytych. Będziemy wspierać samorządy i społeczeństwo obywatelskie, aby były jak najsilniejsze. Gwarantujemy sprawną opiekę zdrowotną i socjalną, które to polityki będą szczególnie skierowane do starszego pokolenia. Opowiadamy się za niskim wiekiem emerytalnym, likwidacją umów śmieciowych oraz większą kwotą wolną od podatku, co szczególnie pomogłoby zarówno młodym, jak i starszym obywatelkom i obywatelom. Proponujemy dostęp do tanich mieszkań, darmowych żłobków i przedszkoli. Pragniemy państwa, które będzie gwarantowało równą możliwość startu, równy dostęp do edukacji, kultury i służby zdrowia. Wszystko to możemy osiągnąć we współpracy ze związkami zawodowymi – OPZZ, z którym 22 września będziemy walczyli o wyższe płace w polskiej budżetówce. Wiele spraw, które wymieniłem są charakterystyczne dla socjaldemokracji. Jeżeli stworzymy jeden blok opozycji wobec PiS-u, to jestem przekonany, iż ludzie, którzy będą chcieli głosować na koalicję SLD Lewica Razem, nie będą chcieli głosować na Platformę Obywatelską, a ci którzy głosują na Platformę z wielu względów nie będą chcieli głosować na nas. I dlatego takie połączenie i wspólny start, pomimo D’Hondta, nie da synergii. Obecność pana Arłukowicza, Rosatiego czy Napieralskiego w Platformie nie wpłynęła na wprowadzenie tam lewicowych postulatów, nie zmieniło się nastawienie PO do: praw kobiet, IPN-u, wieku emerytalnego; nie pomogło służbie zdrowia, nie zobiektywizowało ich polityki historycznej. Nie zniosło też odpowiedzialności wobec osób, którym odbierane są prawa nabyte. Zwykle ideały lewicy są dla PO ważne na miesiąc przed wyborami, a zapomina się o nich w godzinę po wyborach. Tak samo będzie z Barbarą Nowacką. Nie wierzę w nagłe zajęcie się prawami kobiet przez Platformę. Nie wierzę w nagłe zajęcie się przez PO prawami związków partnerskich. Nie wierzę, że nagle bogatsi będą płacili wyższe podatki, a biedniejsi w ogóle lub niższe. Nie wierzę, że zmieni się pogląd na obniżony wiek emerytalny. Powiem tak po ludzku, iż kapitalizm Platformy Obywatelskiej wycenił Inicjatywę Polską na jedną jedynkę do Warszawy, na jedną jedynkę do sejmiku oraz obietnicę jednego miejsca do Sejmu bądź też Parlamentu Europejskiego. Mogliście Państwo startować z list partii Razem, albo SLD. Wybraliście swoją drogę. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Czy naprawdę myślicie, że połączenie SLD i Platformy Obywatelskiej w Koalicji Obywatelskiej zwiększy poparcie dla tej koalicji z 22 proc. do 40 proc., czyli poparcia, którym cieszy się dziś PiS? Pragniecie nas obciążać swoją nieudolnością rządów w 15 samorządach województw oraz nieudolnością 160 posłów. Czy naprawdę chcecie obciążać polską lewicę dwoma kadencjami swoich rządów, a po których przejął władzę PiS?

Czy dołączając do Waszej chadeckiej rodziny i Waszej chadeckiej wizji świata czworo polityków zmieni Waszą politykę, czy to ta czwórka będzie musiała to zrobić? Czy chcecie, aby Polki i Polacy głosując na Barbarę Nowacką wybierali Michała Ujazdowskiego, który uważa homoseksualizm za chorobę. Kto weźmie odpowiedzialność po stworzeniu jednego anty-PiS-owskiego bloku za zniknięcie z agendy politycznej takich spraw jak: świeckość państwa, prawa wolnościowe, prawa kobiet, obiektywne podejście do polityki historycznej. Pytam się, kto weźmie za to odpowiedzialność? Przez najbliższe lata nie będzie rozmawiać na ten temat? Nie będziemy żadnego z tych problemów rozwiązywali? Czy zajmą się nimi tylko redakcje gazet, telewizji, radia czy też tygodników? Nie wpychajcie nas na siłę do chadecji! Polska lewica się na to nie zgadza!

Odnoszę wrażenie, że cała ta dyskusja bardziej dotyczy kto będzie liderem po stronie opozycji, niż walki o demokratyczne państwo, o wizji Polski po rządach PiS-u. Nie bierzecie, politycy Platformy Obywatelskiej, pod uwagę następującej sytuacji, że poza PiS i PO jest jeszcze stowarzyszenie pana Kukiza, które wprowadziło do polskiego parlamentu osoby podejrzewane o poglądy faszystowskie. Czy chcecie, aby Polską rządził PiS i chory na władzę Jarosław Kaczyński, wraz z człowiekiem, który współpracuje z ludźmi, którzy nie myślą o faszyzmie niejednoznacznie. Nie ma wroga na lewicy, ale też nie ma wroga wśród opozycji. Polska lewica będzie tworzyła silny blok lewicowy, nie przystąpimy do żadnego bloku chadeckiego, bez względu na to ile nam zaproponują jedynek i dwójek. I nie będziemy mówili, że robimy to w imię wielkich ideałów walki o demokrację, bo to po prostu byłaby nieprawda! Tu z Dąbrowy Górniczek apeluję do wszystkich partii opozycyjnych następujący pakt. Zbierzmy się i ustalmy trzy zasady.
Zasada pierwsza, wszyscy pilnujemy uczciwości wyborów samorządowych.
Zasada druga, w II turze głosujmy na kandydata z opozycji demokratycznej. Zasada trzecia, zobowiążmy się, że po wyborach samorządowych nie będziemy tworzyć koalicji z PiS-em.
Chcę to usłyszeć od Grzegorza Schetyny, niech powie, że się zgadza, niech się do tego odniesie. Ale potem będę prosił o uczciwość, aby nie powtórzyło się głosowanie jak w Słupsku, gdzie PO wraz z PiS oddała głosy przeciwko Robertowi Biedroniowi. Czy też w Gorlicach przeciwko burmistrzowi z SLD Rafałowi Kukli, a zrobiliście to. Ponieważ czasami PO-PiS jest Wam w sercach bliższy, niż to co macie na ustach.
Trzy punkty, zapraszam wszystkich, którzy są opozycją. Zapraszam również Kukiza, ponieważ codziennie krytykuje PiS. Podpisz się bracie pod takim paktem. Przynajmniej będziemy wiedzieli w co gramy. Wszystkie badania, które są obecnie przeprowadzane pokazują, iż jakbyśmy naprawdę do tego uczciwie podeszli, to przynajmniej w sejmikach samorząd nadal będzie samorządem. Pragnę budować silny blok lewicy! Wspólnie z naszymi dwudziestoma partnerami, a także każdym kto uważa się za lewicę, musimy zbudować silny blok przed wyborami parlamentarnymi. Usiądźmy wspólnie, bez warunków wstępnych, jeden dzień po wyborach samorządowych spróbujmy stworzyć blok socjaldemokratyczny, progresywny! Z tego miejsca pragnę skierować ciepłe słowa do Roberta Biedronia, myślimy o Tobie dobrze. Jeżeli będziesz chciał stworzyć program lewicowy i będziesz chciał stanąć na czele ruchu lewicowego, to witamy w rodzinie. Ale jeżeli ten program będzie tylko fajny, to życzymy Ci szczęścia. Nie ma demokracji w Polsce bez silnego samorządu. Wszyscy nasi samorządowcy będą upowszechniać lewicowy program, bliższy społeczeństwu. Wszyscy zostaną zobowiązani do tego, aby bardziej stawiać na człowieka, bardziej w niego inwestować i pomagać ludziom, niż inwestować w infrastrukturę. Nadszedł czas na inwestycje w człowieka! Nasz program będziemy upowszechniać za pomocą naszych 24 000 kandydatek i kandydatów. Uważamy za skandal, iż władza PiS-u zapowiada, że w tylko w tych samorządach, w których będą rządzić pojawi się wsparcie od rządu. To jest skandaliczne, wszystkie samorządy są ważne, ale wpierw trzeba rozumieć co to jest samorząd i na czym polega istota demokracji samorządowej. Złotówkę lepiej widać z danego samorządu, niż z Warszawy. PiS tego nie rozumie. Przetrwaliśmy jako lewica najgorszy czas po wyborach parlamentarnych, mam nadzieję, że nauczyło to nas pokory. Ja osobiście nabrałem pokory. Jak dwa i pół roku temu zaproponowałem, aby wszyscy byli parlamentarzyści wystartowali w wyborach samorządowych, to było dużo w tej sprawie dyskusji, dziś staje się to faktem. W tej chwili wiem jedno, polska lewica się zmobilizowała. Ludzie odpowiedzialni powiedzieli – stajemy przy Was, walczymy oto, aby polska lewica w samorządach wzięła władzę, aby w wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyć jak najwięcej posłów, i aby wrócić do Sejmu. Będziemy współrządzili w wielu sejmikach, chcemy zwyciężyć i wystawiliśmy armię ludzi, którzy wiedzą jaką drogą pójść.

Apel o wspólną walkę Konwencja SLD

„Silny samorząd, demokratyczna Polska” – zorganizowana pod takim hasłem konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz ugrupowań partnerskich nie przyniosła szczególnego zaskoczenia. Mowa była głównie o konieczności zwarcia szyków przez opozycje w obliczu zagrożenia ze strony obecnego obozu władzy oraz konieczności szerokiej współpracy w obrębie samej lewicy.
Zjazd wyborczy Sojuszu został zorganizowany w „czerwonym mieście”, czyli bastionie partii – Dąbrowie Górniczej. Zgromadzenie zainaugurował prezydent tego miasta Zbigniew Podraza. Następnie na mównicy pojawił się przewodniczący Sojuszu Włodzimierz Czarzasty, który w trzech punktach nakreślił to, co jego zdaniem powinno być priorytetem dla przeciwników PiS. – Jak uważacie, że chcemy walczyć o przyszłość naszego kraju, o Polskę demokratyczną, zbierzmy się i ustalmy trzy zasady. Zasada pierwsza: wszyscy pilnujemy uczciwości wyborów samorządowych. Zasada druga: w drugiej turze głosowania wszyscy popieramy osoby z opozycji demokratycznej. Zasada trzecia: zobowiążmy się, że po wyborach samorządowych nie będziemy tworzyć koalicji z PiS-em – mówił Czarzasty. Jeśli chodzi o lewicę, Czarzasty zaznaczył też istotną role Roberta Biedronia, pod warunkiem, że polityk ten sam zdecyduje się na lewicowy program i wyrazi aspiracje do bycia liderem postępowego obozu.
– Chciałbym ciepłe słowa skierować do Roberta Biedronia. Myślimy, Robert, o tobie dobrze. Jeżeli stworzysz program lewicowy i będziesz chciał stanąć na czele ruchu lewicowego, witamy w rodzinie i pomożemy. Ale jeżeli ten program będzie tylko fajny, życzymy ci szczęścia – powiedział lider SLD. Przewodniczący wskazywał też niekonsekwencje w podejściu liberałów do prezydenta Słupska, którzy z jednej strony pokazowo wyciągają do niego rękę, a z drugiej – działają przeciwko niemu. Czarzasty odniósł się również do innych przypadków takiej niekonsekwencji.
– Chcę to usłyszeć od Grzegorza Schetyny. Niech powie, że się zgadza, niech się do tego odniesie. Ale potem będę prosił o uczciwość. Czyli nie będziemy razem z PiS-em głosowali w Słupsku przeciwko Robertowi Biedroniowi, a zrobiliście to. Nie będziemy razem z PiS-em głosowali w Gorlicach przeciw burmistrzowi SLD Rafałowi Kukli, a zrobiliście to – bo czasami PO-PiS jest wam w sercach bliższy, niż to, co macie na ustach – wskazywał lider Sojuszu. Przewodniczący podczas swojego wystąpienia momentami wyraźnie przesadził z koncyliacyjnym gestem. Jego zdaniem w obrębie antypisowskiej koalicji mógłby się również znaleźć Paweł Kukiz. – Zapraszam wszystkich, którzy uważają, że są opozycją, zapraszam również Pawła Kukiza, bo przecież codziennie krytykuje PiS. Podpisz się, bracie, pod takim paktem, przynajmniej będziemy wiedzieli, w co gramy – dodał przewodniczący SLD. – Wszystkie badania przeprowadzone w ostatnim czasie mówi, że jakbyśmy naprawdę uczciwie do tego podeszli, a nie kupując ludzi w tę, albo tamtą stronę, to przynajmniej w sejmikach samorząd nadal będzie samorządem – przekonywał Czarzasty, zaznaczając jednak, co warto podkreślić, że to właśnie Kukiz odpowiada za wprowadzenie do parlamentu polityków kojarzonych z ideologią faszystowską.
Czarzasty zaznaczył, że wybory samorządowe to dobry moment do zaprezentowania lewicowych wartości dla jego partii. – Samorząd jest dla nas bardzo ważny. Nie ma demokracji w Polsce bez silnego samorządu. Wszyscy nasi radni, którzy zostaną radnymi, zostaną zobowiązani, aby bardziej stawiać na człowieka, inwestować w człowieka, pomagać człowiekowi, niż inwestować i infrastrukturę. Jest czas na inwestycje w człowieka i chcemy w naszych programach, poprzez 24 tys. kandydatów, których zgłaszamy, to upowszechniać – zapewnił.
Głos zabrał także Sekretarz Generalny SLD Marcin Kulasek, który mówił o tym z jak dalekiej drogi musiała powrócić jego partia w ostatnim czasie. – To trzy lata trudne dla Polski i trudne dla lewicy. Dzisiaj walczymy nie tylko o naszą obecność w samorządzie, o realizację naszego programu, ale przede wszystkim o demokrację, o rządy prawa, o przerwanie dominacji Prawa i Sprawiedliwości – powiedział.
Na walce z PiS i przywróceniu normalności skupił się kandydat PiS na prezydenta Warszawy Andrzej Rozenek, który zaznaczył, że jego partia nie zabierze Polakom programów socjalnych uruchomionych przez PIS, a jednocześnie zaakcentował inne ważne sprawy. – Oddamy obywatelom poczucie bezpieczeństwa, przywrócimy Polsce zaszczytne miejsce we wspaniałej, zaszczytnej, wielkiej rodzinie europejskiej, zwrócimy wolność i swobodę obywatelską, odbudujemy społeczeństwo obywatelskie i świeckie państwo – deklarował.